Duda powołał koleżankę na I prezes SN na podstawie ustawy sprzecznej z konstytucją i być może prawem UE

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Prezydent Duda powołał swą dawną koleżankę na I prezes SN na podstawie ustawy sprzecznej z konstytucją i być może prawem UE – ocenia „Sueddeutsche Zeitung”.

Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” informuje we wtorek (26.05.2020), że prezydent Andrzej Duda postanowił powołać na nową prezes Sądu Najwyższego „bliską narodowopopulistycznego rządu prawniczkę Małgorzatę Manowską”. Dodaje, że SN m.in. stwierdza ważność wyborów. „Ta kompetencja może już wkrótce okazać się decydująca, po wyborach prezydenckich, które mają się odbyć mimo koronakryzysu i budzą wielkie spory” – pisze warszawski korespondent „Sueddeutsche Zeitung” Florian Hassel.

Relacjonuje, że 56-letnia Małgorzata Manowska jest specjalistką od prawa cywilnego. W latach 2005-2007 roku była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Ten zaś od 2015 roku znów jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym oraz „jednym z architektów demontażu państwa prawa w Polsce”. „Podsekretarzem stanu pod kierunkiem Ziobro był wtedy również Andrzej Duda, dzisiejszy prezydent Polski” – zauważa Hassel.

„Wątpliwy status”

Komentator zaznacza również, że Małgorzata Manowska została wybrana do SN przez „neo-KRS”, czyli „nową politycznie zależną” Krajową Radę Sądownictwa.

„Jej status jako sędzi jest poddawany w wątpliwość, podobnie jak status ponad 40 innych «neo-sędziów» Sądu Najwyższego. Zgodnie z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE i decyzjami sędziów Sądu Najwyższego, powołanych jeszcze w sposób niezależny, możliwe jest, że wszyscy nowi sędziowie nominowani politycznie, nie są niezawisłymi sędziami w rozumieniu prawa UE. Wszystkie ich decyzje mogą zostać uznane za niebyłe, być ignorowane i kwestionowane” – pisze „SZ”.

„To samo dotyczy postępowania, którego wynikiem było wybranie Manowskiej na I prezes SN” – dodaje korespondent dziennika. Jak zauważa, zgodnie z artykułem 183 Konstytucji prezydent powołuje I prezesa Sądu Najwyższego spośród kandydatów zaproponowanych przez Zgromadzenie Ogólne wszystkich sędziów tego gremium.

„Były sędzia Trybunału Konstytucyjnego Piotr Tuleja uważa, że prezydent może powołać tylko tego kandydata, który został wybrany i zaproponowany przez większość sędziów SN. Taka większość była. W sobotę 50 sędziów spośród Zgromadzenia Ogólnego SN wybrało Włodzimierza Wróbla jako kandydata na stanowisko I prezesa” – pisze Hassel.

Pominięto głos większości

Jak dodaje, Wróbel należy do sędziów, powołanych jeszcze w sposób niezależny i cieszy się wielkim uznaniem jako karnista oraz bezkompromisowy orędownik niezawisłości prawniczej. „Z kolei Małgorzata Manowska, kandydatka bliska rządowi, dostała tylko jeden na osiem możliwych punktów w rankingu niezależnego Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, a w głosowaniu tylko 25 głosów «neo-sędziów» – relacjonuje korespondent „Sueddeutsche Zeitung”.

Komentator zwraca też uwagę, że wcześniej prezydent wyznaczył „pełniącego obowiązki prezesa SN”, czego konstytucja w ogóle nie przewiduje. „Ten przewodniczył tylko procesowi wyboru kandydatów i nie pozwolił, by Zgromadzenie Ogólne po poparciu dla Wróbla, przegłosowało odpowiednią formalną propozycję dla prezydenta” – dodaje Hassel.

Zagrożony autorytet Sądu Najwyższego

Na podstawie nowej ustawy, sprzecznej z konstytucją, regulaminem Sądu i prawdopodobnie prawem UE, Duda wybrał nową I prezes Sądu Najwyższego spośród pięciorga kandydatów – i powołał swoją dawną koleżankę Manowską” – pisze.

Cytuje też byłego prezesa TK Andrzeja Zolla, który ocenił w TVN, że decyzja o powołaniu Manowskiej nie ma podstawy prawnej.

Z kolei ekspert prawa konstytucyjnego Marcin Matczak nazwał jej nominację „kolejnym rażącym naruszeniem konstytucji” przez prezydenta Andrzeja Dudę.

„Zdaniem 50 powołanych w niezawisły sposób sędziów SN kwestionowana będzie nie tylko każda decyzja nowej prezes, ale także autorytet Sądu Najwyższego” – dodaje Hassel.

 

REDAKCJA POLECA

 


Morawiecki w niemieckich mediach: wybory prezydenckie będą uczciwe

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Absolutnie nie do przyjęcia są twierdzenia, że wybory w Polsce mogą być niedemokratyczne – przekonuje polski premier w rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

W opublikowanym we wtorek (26.05.2020) wywiadzie premier Mateusz Morawiecki ocenia, że pandemia koronawirusa i jej gospodarcze skutki wywołały kryzys o wiele poważniejszy, niż wszystkie kryzysy w minionym stuleciu. „Proszę, chociażby pomyśleć, że Stany Zjednoczone po siedmiu tygodniach mają 38,6 milionów bezrobotnych” – zauważył.

Przypomniał, że już w kwietniu napisał w artykule na łamach „FAZ”, iż polityka zaciskania pasa w czasie kryzysów w latach 2007-2013 się nie sprawdziła. „Dlatego teraz odpowiedź UE musi być bardzo zdecydowana i dać naszemu kontynentowi dźwignię rozwoju” – ocenił. Zdaniem premiera taką „dźwignią” powinny być inwestycje w infrastrukturę, innowacje i w ludzi.

Symetryczna odpowiedź na kryzys

– Tylko grając zespołowo możemy osiągnąć dobry europejski wynik. Pandemia dotknęła symetrycznie całą Europę, wiec także odpowiedź powinna być symetryczna – powiedział Morawiecki.

Ufam, że ta uwodzicielska „Europa dwóch prędkości”, która niepokojąco często pojawiała się we wcześniejszych debatach, w tej całkowicie nowej sytuacji zostanie ostatecznie odłożona ad acta. Albowiem warunkiem sukcesu w walce z kryzysem jest solidarność wszystkich krajów UE – uważa.

Odrzucił sugestię dziennikarza, że jak w czasie poprzednich kryzysów to Południe wydaje się „chorym człowiekiem Europy”.

– Akurat teraz powinniśmy się wystrzegać podziału. Na przykład podziału na chorych i zdrowych. Byłoby to osądzaniem, a wręcz stygmatyzacją. Nie ma lepszej i gorszej Europy, a tylko Europa, która w obliczu wielkich problemów pilnie potrzebuje solidarności i współpracy – podkreślił.

Zdaniem Morawieckiego unijny program odbudowy po koronakryzysie powinien być elastyczny i odpowiadać na zróżnicowane potrzeby poszczególnych krajów. Jak ocenił, szybkie przyjęcie „nowego europejskiego planu Marshalla, pozwoli „przekuć katastrofę pandemii w sukces i wzmocnienie UE”.

Wybory prezydenckie będą uczciwe

Morawiecki zapewnił, że wzajemne zaufanie partnerów w rządzącym w Polsce obozie Zjednoczonej Prawicy jest „niezmienione i nie ucierpiało wskutek debat i decyzji na temat wyborów”. Jak podkreślił, wybory prezydenckie w Polsce będą „w demokratycznym znaczeniu bezpośrednie, równe, powszechne i tajne”.

– Tak było w Polsce i tak będzie zawsze. Twierdzenie, że może być inaczej, jest absolutnie nie do przyjęcia. Oczywiście epidemia jest wyzwaniem, ale była nim także dla innych krajów. W Niemczech i Francji nie chodziło jednak ostatnio wybory prezydenckie, dlatego u nas debata jest bardziej gorąca – ocenił Morawiecki.

Pytany, czy byłby gotów do ewentualnej kohabitacji swego rządu z prezydentem z innego obozu politycznego, Morawiecki odparł jedynie: – Prezydent Andrzej Duda cieszy się bardzo dużym poparciem obywateli i jest faworytem w wyborach. Współpraca z nim układa się bardzo dobrze, co było ogromnie ważne w obliczu pandemii.

Sądy to nasza sprawa

Morawiecki przekonuje także, że Polska jest otwarta na dialog w sprawie krytykowanej przez UE reformy sądownictwa, „ale musi on być prowadzony w duchu poszanowania prawa i historycznych uwarunkowań”. Powołał się na przykład Niemiec, gdzie – jak twierdzi – po zjednoczeniu kraju na stanowiskach pozostawiono tylko 30 procent sędziów i prokuratorów z dawnej NRD. – W Polsce nigdy nie mieliśmy szansy oczyścić w ten sposób naszego systemu – wskazał.

Podkreślił też, że organizacja sądów jest suwerenną decyzją krajów członkowskich UE. – Polska, w duchu swojej konstytucji, jest w trakcie takiego organizowania sądownictwa w ramach europejskich traktatów, by było ono uczciwe, przejrzyste i wydajne – przekonywał Morawiecki.

I dodał, że nie zauważył, by ostatnie nominacje prezesa Sądu Najwyższego w Czechach oraz prezesa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech „były tak szeroko komentowane i krytykowane przez Komisję Europejską”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Bruksela krytykowana za opieszałość wobec Polski

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

– Trzeba działać szybko, bo przed końcem roku niezależny wymiar sprawiedliwości w Polsce może stać się już tylko marzeniem – przekonywał dziś europosłów Jose Igreja Matos, szef Europejskiego Stowarzyszenia Sędziów.

Stan praworządności w Polsce był tematem debaty europarlamentarnej komisji LIBE ds. wolności, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Komisja na podstawie – przedstawionego sprawozdania swego szefa Juana Fernanda Lopeza Aguilara – zamierza przedstawić Parlamentowi Europejskiemu projekt kolejnej rezolucji o Polsce.

– Czas nie działa na naszą korzyść. Władze UE nie powinny działać nieśmiało i powolnie. Działania w obronie praworządności trzeba przyspieszyć – apelowała Joanna Hetnarowicz-Sikora ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Opowiadała europosłom o sędziach z Piotrkowa Trybunalskiego i okolic, którym grożą postępowania dyscyplinarne tylko za podpisanie listu do OBWE z prośbą o objęcie monitoringiem polskich wyborów prezydenckich.

Bruksela bezsilna w sprawie prezesa SN

– Prezydent Andrzej Duda nominował I prezesa Sądu Najwyższego z pogwałceniem tradycji prawnej przy braku większości w Zgromadzeniu Ogólnym SN – powiedziała Maltanka Roberta Metsola. Przemawiaa w imieniu frakcji Europejskiej Partii Ludowej, do której należy m.in. niemiecka chadecja, PO i PSL.

Jose Igreja Matos, przewodniczący Europejskiego Stowarzyszenia Sędziów, już wcześniej przekonywał, że zmieniony sposób wyłaniania następcy Małgorzaty Gersdorf powinien być objęty postępowaniem przeciwnaruszeniowym Komisji Europejskiej oraz wnioskiem o doraźne wstrzymanie tej procedury przez TSUE w ramach środka tymczasowego. – Jestem zaniepokojony biernością władz Unii Europejskiej – powiedział dziś Matos podczas dyskusji w LIBE.

Choć Komisja Wenecka (agenda Rady Europy) już w styczniu podnosiła zastrzeżenia co do możliwości wyboru I prezesa SN niecieszącego się – wbrew intencjom polskiej konstytucji – poparciem znacznej części sędziów SN, to Komisja Europejska pominęła ten element w rozpoczętym w kwietniu postępowaniu w sprawie „ustawy kagańcowej”. Polska dyplomacja przedstawiała to jako „ustępstwo” ze strony Brukseli wobec premiera Mateusza Morawieckiego. Jednak wiceprzewodnicząca KE Vera Jourova w kwietniu publicznie objaśniała to brakiem dostatecznych przesłanek do kwestionowania nowego modelu wyboru I prezesa SN na gruncie prawa unijnego. – To nie znaczy, że nie mamy z tym problemów – tłumaczył nasz rozmówca w Komisji Europejskiej.

Także dziś mówiono w komisji LIBE o niepełnym wdrożeniu decyzji TSUE o doraźnym zamrożeniu Izby Dyscyplinarnej SN.

– Wydaje się, że Izba Dyscyplinarna czeka z rozpoznawaniem spraw do decyzji polskiego Trybunału Konstytucyjnego o postanowieniu TSUE [jako niezgodny z konstytucję] – powiedziała Hetnarowicz-Sikora. Komisja Europejska „nadal analizuje” przesłaną 8 kwietnia informację od władz Polski, jak wdrażane jest postanowienie TSUE co do Izby Dyscyplinarnej.

Już tylko „praworządność za pieniądze”?

Patryk Jaki w imieniu frakcji konserwatystów przekonywał, że sprawozdanie Lopeza Aguilara jest nierzetelne i pełne „błędów merytorycznych”, a krytycy Polski w komisji LIBE są „zamknięci na wiedzę”.

Jaki powoływał się na orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez Julię Przyłębską, choć Lopez Aguilar wskazuje w swym raporcie dla LIBE na ułomność tej instytucji po zmianach wprowadzanych przez polskie władze od końcówki 2015 r. – Polska władza wykonawcza rozmyślnie prowadzi do poddania sądownictwu swej kontroli – powiedział Lopez Aguilar. Projekt rezolucji wzywa Komisję Europejską do wszczęcia postępowań przeciwnaruszeniowych wobec Polski w sprawie ustaw sprzed kilku lat uderzających w niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Teraz jednak na aż tak mocne działania Brukseli zdecydowanie się nie zanosi.

Komisja LIBE zapewne już za kilka tygodni oficjalnie – zgodnie z dyskutowanym dziś reportem – wezwie Komisję Europejską oraz Radę UE o rozszerzenie wszczętego w 2017 r. postępowania z art. 7 wobec Polski o najnowsze problemy – od ustawy kagańcowej po działania wokół wyborów prezydenckich i dorywcze zmienianie kodeksu wyborczego. Ale w różnych instytucjach UE w Brukseli coraz silniejsze jest przekonanie, że skutecznym narzędziem może być już tylko powiązanie wypłat unijnych pieniędzy (z budżetu UE i Funduszu Odbudowy) od przestrzegania praworządności.

– Jeśli nie respektuje się zasad UE, to oznacza, że nie chce się być jej członkiem. I nie może się być członkiem UE z wszystkimi korzyściami, w tym z funduszami unijnymi – powiedziała dziś Holenderka Sophie in ‘t Veld przemawiająca w LIBE w imieniu frakcji liberałów.

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: Jednym słowem, proponuje wrócić pod żyrandol

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Współpraca prezydenta z rządem przebiegała bez zarzutu. Przebiegała tak jakby prezydent Duda był tego rządu członkiem i to członkiem na tego rządu usługach. Wiernym wykonawcą jego poleceń

 

Andrzej Duda o swojej kadencji:

„Nie jestem prezydentem, który stoi pod żyrandolem”

Mate Morawiecki o kadencji Dudy:

„Dziękuję Panu Prezydentowi za bardzo dobrą współpracę z rządem”

Andrzej Duda. Fot. flickr

W podsumowaniu swojej kadencji Duda zarzucił również poprzednim rządom, że „zabierały Polakom ich pieniądze”

Wyśmienicie.

Obserwując tę kadencję i jej katastrofalny wpływ na prestiż pełnionej przez Andrzeja Dudę funkcji, jak również demontaż struktur demokratycznych, do których prezydent faktycznie „niezłomnie” przyczyniał się kolejnymi ochoczymi podpisami, ponadto mając na uwadze fakt, że z roli „strażnika konstytucji” Andrzej Duda z promiennym uśmiechem na coraz bardziej pucułowatej twarzy dobrowolnie przyjął na siebie rolę tejże konstytucji grabarza, wykopał jej głęboki grób i nie tylko cisnął na jej truchło pierwszy kopczyk ziemi, ale do końca, konsekwentnie pogrzebał ją, zakopał i ubił jej mogiłę, to byłoby dla nas wszystkich, a przede wszystkim dla Polski najlepiej, gdyby Pan prezydent Andrzej Duda stał przez te pięć lat pod tym żyrandolem ciesząc się tą lśniącą błyskotką jak dziecko w lunaparku cieszy się swoim zdeformowanym odbiciem w krzywym zwierciadle.

Tymczasem premier Morawiecki ma za co dziękować prezydentowi Dudzie. Faktycznie współpraca prezydenta z rządem przebiegała bez zarzutu. Przebiegała tak jakby prezydent Duda był tego rządu członkiem i to członkiem na tego rządu usługach. Wiernym wykonawcą jego poleceń, co odrobinę zaburza strukturę władzy w naszej republice, ale kto by się na to oglądał, kiedy było do rozjechania walcem sądownictwo i trójpodział władzy. Szydło, a później Morawiecki tym walcem sunęli przed siebie, a Andrzej Duda wsuwał pod koła tego walca kolejne demokratyczne instytucje, na których opierał się polski system polityczny. A pięć lat zleciało jak z bicza strzelił.

I jeszcze jedno panie prezydencie.

Być może poprzednie ekipy zabierały ludziom ich pieniądze. Ale wasza ekipa niewiele różni się od poprzednich.

Wprawdzie, zamiast zabierać pieniądze, rozdajecie je bardzo chętnie. Tyle że rozdajecie ludziom pieniądze, które do was nie należą, bo przecież żadnych „swoich” pieniędzy nie macie. Rozdajecie ludziom pieniądze, które po prostu do nich należą. Rozdajecie ludziom ich własne pieniądze. Więc bardzo Pana przepraszam, ale niezwykłe trudno jest nabrać starego misia na sztuczny miód.

Jednym słowem, proponuje wrócić pod żyrandol.

Marcin Zegadło

 

 


Chiny zwalczają krytyków w czasach pandemii. Blogerzy z Wuhan znikają bez śladu

DW

Informowali o sytuacji w Wuhanie, a potem zniknęli: los trzech dziennikarzy obywatelskich pokazuje, jak brutalnie Chiny zwalczają krytyków w czasach pandemii.

Z miejsca 177 na 180 – czwarta pozycja od końca: to miejsce, jakie zajmują Chiny w rankingu wolności prasy Reporterów bez Granic. Także w czasach pandemii reżim nie toleruje krytycznych głosów własnych obywateli. Pokazuje to między innymi tajemnicze zniknięcie trzech blogerów dokumentujących rozwój pandemii w prowincji Wuhan. Zaginął po nich wszelki ślad.

Wstrząsające materiały z Wuhanu

Na początku lutego chiński przedsiębiorca i videobloger Fang Bin sfilmował swoim telefonem dramatyczne sceny przed i w szpitalach w Wuhanie: worki ze zwłokami leżące przed wejściem, płaczących krewnych pochylonych nad ciałami najbliższych. Fang wstawił nagranie do internetu. 4 lutego powiedział w wywiadzie przez Facetime: „Informacje, które do nas docierają, nie odzwierciedlają prawdziwej sytuacji w Chinach. Choroba płuc w Wuhanie to zagrożenie dla zdrowia, które dotyczy całego świata. Choroba rozprzestrzenia się na wiele krajów. Dlatego dla wszystkich jest dobre, że informuję o sytuacji na miejscu”.

Kilka godzin po realizacji materiału zdjęciowego w szpitalach do drzwi Fanga zapukali mężczyźni, co widać na ostatnim video, które zdążył jeszcze przesłać z telefonu. Został zabrany na posterunek policji i usłyszał, że jest podejrzewany o szpiegowanie dla innego państwa. Kilka dni później zniknął bez śladu.

Aresztowania krytyków

Taki sam los dzieli Chen Qiushi, prawnik zaangażowany w obronę praw człowieka, który dostarczał reportaże z prodemokratycznych protestów w Hongkongu, a w styczniu zaryzykował także informowanie o sytuacji w Wuhanie. Od początku lutego miejsce jego pobytu jest nieznane. Rodzina została poinformowana przez policję, że prawnik przebywa na kwarantannie.

Trzecim zaginionym aktywistą jest Li Zehua, który dwa miesiące po zniknięciu opublikował na YouTube oświadczenie, że służba bezpieczeństwa umieściła go na kwarantannie. To jedyny znak życia, jaki dał Li od momentu zniknięcia.

Cenzura utrudnia walkę z pandemią

Według brytyjskiego dziennika „Daily Mail” w czasie pierwszych tygodni szerzenia się koronawirusa zatrzymano ponad 5000 osób, które rozpowszechniały informacje na ten temat.

Organizacja Human Right Watch posiada dowody aresztowania trzech pekińskich aktywistów, którzy prowadzili stronę internetową na temat COVID-19. Komunistyczne władze Chin zarzucają im „szukanie kłótni i prowokowanie złości”.

Zdaniem Human Right Watch i Reporterów bez Granic ograniczanie wolności słowa w Chinach przyczyniło się do powstania pandemii na skalę światową. Bez cenzury chińskie media dużo wcześniej ostrzegłyby świat przed ryzykiem. W ostatnim czasie chińskie władze mówią o sukcesie w walce z pandemią i zwalczają tych, którzy chcą o niej informować w sposób niezależny.

Kary dla nieposłusznych

Krytykom reżimu grożą w Chinach surowe kary. Dziennikarz Chen Jieren, który pracował dla reżimowych mediów, a następnie został popularnym blogerem, opublikował w 2018 roku serię artykułów o korupcji władzy. Na początku maja został skazany na 15 lat więzienia. Zarzuca mu się nielegalne interesy, oszustwa i zakłócanie spokoju publicznego. Chen Jieren przyznał się do zarzutów i poprosił o złagodzenie wyroku.

 

REDAKCJA POLECA

 


Wielka Brytania wprowadza 14-dniową kwarantannę

Jakub Krupa

Jakub Krupa

Brytyjski rząd zdecydował o objęciu wszystkich osób przyjeżdżających do Wielkiej Brytanii po 8 czerwca br. dwutygodniową kwarantanną domową. Tym samym przesuwa się powrót do normalnego ruchu pasażerskiego m.in. z Polską.

Fot. thefad.pl

Zgodnie z decyzją ministerstwa spraw wewnętrznych niemal wszystkie osoby przekraczające granicę będą zmuszone poddać się ścisłej kwarantannie, co oznacza, że nie będą mogły pracować ani nawet wychodzić do sklepu.

Wśród osób wyłączonych z nowych regulacji będą m.in. pasażerowie przemieszczający się w ramach Wspólnego Obszaru Podróżnego z Irlandii, a także wybrane grupy zawodowe, jak np. pracownicy rolni, medycy i dyplomaci. Wbrew wcześniejszym spekulacjom nie będzie jednak wyjątku dla podróżnych z Francji.

Na czym ma polegać kwarantanna?

Osoby wjeżdzające do Wielkiej Brytanii będą musiały wypełnić formularz, w którym podadzą adres zamieszkania, a służby sanitarne będą upoważnione do tego, aby w czasie kwarantanny przeprowadzać wyrywkowe kontrole telefoniczne i osobiste. Kary za złamanie nowych ograniczeń bedą wynosiły co najmniej tysiąc funtów.

Kwarantanną nie zostaną objęci współdomownicy (np. członkowie rodziny lub lokatorzy), choć według rządowych zaleceń powinni oni unikać kontaktu z osobą, która niedawno przekroczyła granicę.

Z kolei podróżni, którzy nie będą w stanie wskazać adresu zamieszkania na czas kwarantanny, będą ryzykowali odmową zgody na wjazd na teren Wielkiej Brytanii lub czasowym zakwaterowaniem na swój koszt w zorganizowanych przez rząd punktach noclegowych.

Uniknąć drugiej fali zachorowań

Brytyjska minister spraw wewnętrznych Priti Patel argumentowała, że nowe regulacje mają na celu ochronę brytyjskiego społeczeństwa „przez zredukowanie ryzyka nowych przypadków przekraczających naszą granicę”.

Główny doradca naukowy brytyjskiego MSW John Ashton uzasadniał w piątek zaostrzenie przepisów o kwarantannie tym, że „wraz z osłabieniem rozprzestrzeniania się wirusa (…), musimy zarządzać ryzykiem pojawienia się nowych ognisk choroby z zewnątrz”.

Otwarte lotniska

Pomimo rosnącej krytyki ze strony opinii publicznej, brytyjski rząd utrzymywał dotychczas otwarte granice i funkcjonujące lotniska, argumentując, że skala pandemii koronawirusa na terenie kraju była na tyle wysoka, że zawieszenie ruchu lotniczego miałoby ograniczone korzyści, lecz miałoby poważne konsekwencje gospodarcze.

Brytyjskie media informowały jednak, że w ciągu trzech miesięcy przed wprowadzeniem radykalnych ograniczeń życia społecznego i gospodarczego pod koniec marca br. do Wielkiej Brytanii przybyło drogą lotniczą 18,1 miliona osób z czego ledwie 273 zostały poddane kwarantannie – pomimo niepokojących doniesień o rozwoju koronawirusa w Chinach, a także m.in. we Włoszech i Hiszpanii.

Obecnie liczba pasażerów przekraczających granicę dziennie wynosi ledwie kilka tysięcy i jest o 99 proc. niższa od średniej za ten okres roku, co wzbudza z kolei obawy o przyszłość brytyjskiej branży lotniczej.

Część przewoźników (m.in. Virgin Atlantic i British Airways) ogłosiła plany masowych zwolnień lub radykalnego ograniczenia rozkładu lotów. W ostatnich dniach ostrzegali, że obowiązkowa kwarantanna utrudni wznowienie ruchu lotniczego. Kontrowersyjny szef Ryanaira Michael O’Leary nazwał nawet plan brytyjskiego rządu „idiotycznym” i „nieimplementowalnym”.

Na razie nieznana jest data wznowienia regularnego ruchu lotniczego, choć tanie linie lotnicze WizzAir latają już z Wielkiej Brytanii do wybranych państw Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. Bułgarii, Rumunii i Węgier. EasyJet natomiast planuje stopniowe wznowienie połączeń w połowie czerwca.

Konsekwencje dla Polaków

Przepisy dotyczące kwarantanny utrudnią możliwość podróżowania do lub z Polski także drogą lądową, gdzie dotychczas obowiązek 14-dniowej izolacji istniał wyłącznie po przekroczeniu polskiej granicy.

Z nowych przepisów wyłączeni mają być jednak pracownicy rolni, co otwiera możliwość pracy sezonowej przy zbiorze warzyw lub owoców, gdzie zwyczajowo zatrudnienie znajduje tysiące Polaków.

Pomiędzy Polską a Wielką Brytanią wciąż nie funkcjonują połączenia lotnicze po tym, jak w połowie marca polski rząd zawiesił międzynarodowy ruch lotniczy. Polskie Linie Lotnicze LOT oferowały ograniczoną liczbą specjalnych lotów czarterowych pozwalających na powrót do Polski na czas pandemii.

Kwarantanna co najmniej do lipca

Przedstawione w piątek regulacje mają obowiązywać przez okres co najmniej trzech tygodni. Najprawdopodobniej będą przedłużane do czasu unormowania się sytuacji epidemicznej.

Docelowo brytyjski rząd chce doprowadzić do powstania tzw. mostów powietrznych z krajami o niskim poziomie zachorowań na koronawirusa – jak np. Grecja i Portugalia – co pozwoliłoby na przekraczanie granicy bez obowiązku odbywania kwarantanny. Taki ruch miałby pozwolić Brytyjczykom na krótkie wyjazdy wakacyjne.

Wielka Brytania pozostaje najbardziej dotkniętym koronawirusem krajem w Europie. Liczba ofiar śmiertelnych z pozytywnym wynikiem testu na obecność choroby przekroczyła 36,3 tys. osób. Szacunki brytyjskiego urzędu statystycznego sugerują, że pełna liczba ofiar – uwzględniające te z podejrzeniem wirusa – jest nawet o ponad 10 tys. wyższa.

 

REDAKCJA POLECA

 


Włodzimierz Wróbel jedynym kandydatem na Pierwszego Prezesa SN, który uzyskał poparcie Zgromadzenia SN

„Jedynym kandydatem, który uzyskał poparcie Zgromadzenia SN, a więc ponad połowy członków tego organu, jest sędzia Włodzimierz Wróbel. A zatem tylko on może zostać przedstawiony Prezydentowi RP i być przez niego powołany na stanowisko Pierwszego Prezesa SN”, stwierdza Zarząd Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” w Stanowisku z dnia 23 maja w sprawie wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

Zarząd Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” stwierdza, że z treści art. 183 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wynika jasno, że Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent RP na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Jedynym kandydatem, który w dniu 23.05.2020 r. uzyskał poparcie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, a więc ponad połowy członków tego organu, jest sędzia Włodzimierz Wróbel, a zatem tylko on może zostać przedstawiony Prezydentowi RP i być przez niego powołany na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

Pozostali czterej kandydaci nie dość, że nie uzyskali poparcia Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, to zostali powołani w wadliwej, upolitycznionej procedurze, co podważa ich status jako sędziów SN. W ocenie Stowarzyszenia powołanie którejkolwiek z tych osób na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego jest niedopuszczalne.

Również z aktualnego sondażu wynika, że w opinii społeczeństwa jest pożądane (62%), aby kandydat na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego miał poparcie większości Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego. Głos społeczeństwa w tak istotnej sprawie, która dotyczy niezależności sądownictwa i równoważenia się władz, powinien być dla Prezydenta RP szczególnie ważny.

SSP „Iustitia”


Roman Giertych. List do Marka Suskiego: „Żadne Dudy, żadne Tuski – Prezydentem Marek Suski”

Roman Giertych

Roman Giertych

Tak panie Ministrze! To Pan zostanie następcą Dudy i pokona Pan tych wszystkich, którzy chcą na stałe zamknąć przed Prezesem drzwi do Belwederu. Żadne Dudy, żadne Tuski - Prezydentem Marek Suski. Ten okrzyk przebiegnie cały kraj od siwych fal Bałtyku po gór szczyty. Chwała i wielkość jest w Pana zasięgu. Czas wystartować!

 

Szanowny Panie Ministrze!

Z dumą i przejęciem chciałbym Pana poinformować, że suweren wskazał na Pana!

Po wczorajszej naradzie na Nowogrodzkiej, gdzie ustalono, iż w związku z gwałtownie spadającym poparciem dla Andrzeja Dudy czas na nowego kandydata, mój szlachetny kuzyn, a Pański szef zwrócił się do mnie o przeprowadzenie sondażu, kto ma być nowym kandydatem PiS na Prezydenta RP. I w sondażu Ośrodka Badań Polaków wyszło, że 60 % na próbie 6281 głosujących wskazało na Pana!

Panie Ministrze niech mi przypadnie zaszczyt powiedzieć po raz pierwszy – Panie Prezydencie! Larum grają! Czas za szablę chwytać i na koń wsiadać (tutaj raczę z osobistego bezpieczeństwa zauważyć, że koń musi mieć cztery nogi :)).

Ach, kogóż Pan nie pokonał w tej sondzie! Jakie wielkie umysłowości zostały przez Pana z łatwością wolą ludu pobite. Był tam były Marszałek Sejmu Marek Kuchciński – piewca płci nadobnej pochylający się też nad każdym płaczącym dzieckiem, a który w wielu środowiskach Wielkim Podróżnikiem jest zwany. Była nadobna i skromna Krystyna Pawłowicz, która każdego gurmandzistę we wstyd wprowadza opowiadając o przysmakach restauracji na Wiejskiej. Był sam minister, Marszałek, poseł Antoni Macierewicz, który na całym świecie jest znany z eksperymentu w którym samolot miał się zderzyć z brzozą na samochodzie wiezioną, a którego przenikliwość umysłu i stabilność intelektualna wśród największych tuzów naszej elity umieścić go każe.

Jednakże wygrał Pan. Czyż wyobraża Pan swoją uśmiechniętą buzię (która tylko przez złośliwców do Szwejka facjaty jest porównywana) jak Pan wkracza do Belwederu i obejmuje zwierzchnictwo nad armią? Jak tysiące gardeł jednym okrzykiem woła do Pana: „Czołem Panie Prezydencie!”. Czy wyobraża Pan sobie jak nakładając bambosze na zmęczone stopy prezesa będzie on do Pana pieszczotliwie mówił: Mój Prezydenciku kochany” i jaki budzić to będzie u Pana dreszcz lojalnej rozkoszy?

Tak panie Ministrze! To Pan zostanie następcą Dudy i pokona Pan tych wszystkich Hołowniów i innych Trzaskowskich, którzy chcą na stałe zamknąć przed Prezesem drzwi do Belwederu.

Żadne Dudy, żadne Tuski – Prezydentem Marek Suski. Ten okrzyk przebiegnie cały kraj od siwych fal Bałtyku po gór szczyty. Chwała i wielkość jest w Pana zasięgu. Czas wystartować!

Zawsze życzliwy,

Roman Giertych

PS.

I wreszcie się Pan z carycą Katarzyną będzie mógł spotykać jak równy z równym. A wylatując do jej letniej rezydencji na Krymie będzie miał Pan z Radomia bliżej niż z Warszawy. Oszczędność spora.

 

 


Krzysztof Skiba: PiS przebąkuje coś o broni atomowej, tymczasem rząd stawia na podbój kosmosu

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Politycy PiS przebąkują coś o broni atomowej, że chcieliby mieć taką zabawkę. Z zaufanych źródeł wiemy, że Prezes Jarosław jest już po pierwszych przymiarkach prototypu walizki atomowej do koloru płaszcza i smoleńskiej drabinki. Tymczasem rząd PiS stawia na podbój kosmosu. Polska i podój kosmosu to abstrakcja, ale nowe etaty dla kumpli to konkret. Podobno PiS założył już swe pierwsze biuro na Marsie

 

Jesteśmy potęgą!

Jesteśmy mocarstwem! Jesteśmy potęgą! A jak jeszcze nie jesteśmy, to na pewno już za chwilę będziemy. Oto politycy PiS przebąkują coś o broni atomowej, że chcieliby mieć taką zabawkę, a ambasador USA w Polsce popuściła wodze fantazji w Internecie i poczęstowała świat refleksją, że Ameryka powinna dzielić się bombą atomową z sojusznikami jak popcornem w kinie.

Wyobraźmy sobie przez chwilę ten wspaniały związek chemiczno-psychiatryczny czyli Mariusz Błaszczak plus bomba atomowa. Wynik może być tylko jeden, czyli zaproszenie na bezpośrednią transmisję telewizyjną z końca świata. Na szczęście nikt specjalnie się nie kwapi, aby nam sprzedać bombę, ale pomarzyć można. Z zaufanych źródeł wiemy, że Prezes Jarosław jest już po pierwszych przymiarkach prototypu walizki atomowej do koloru płaszcza i smoleńskiej drabinki.

PiS stawia na podbój kosmosu

Tymczasem rząd PiS stawia na podbój kosmosu. Co prawda jedyna rakieta kosmiczna, jaką Polska posiada to Antoni Macierewicz we własnej osobie, bo gdy widzi kamery to odlatuje szybciej niż te rosyjskie, ale co nam szkodzi spróbować?

Wczoraj wyszło na jaw, że Błaszczak będzie miał u boku pełnomocnika do spraw przestrzeni kosmicznej. Polska i podój kosmosu to abstrakcja, ale nowe etaty dla kumpli to konkret.

Władza jest jednak przenikliwa i potrafi myśleć długofalowo. Po kompromitacji z wyborami pocztowymi, po brutalnie rozpędzonych protestach przedsiębiorców, po aferach z zakupem nieprzydatnych maseczek, po całym szeregu wpadek i blamaży, czas na zabezpieczenie sobie dróg ewakuacji.

Wyciekł tajny plan, z którego wynika, że ucieczka na San Escobar nie jest jednak możliwa, ale próba wystrzelenia w kosmos może zdać egzamin. Podobno PiS założył już swe pierwsze biuro na Marsie. Na tej planecie nie ma życia, dlatego jak oceniają fachowcy, pomysły Morawieckiego na pewno tam się sprawdzą.

Krzysztof Skiba

 

 

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?

„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.

Uwaga! Okazja!

Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”


Zagranicze media komentują anulowanie głosowania listy przebojów Trójki

Anna Widzyk

Anna Widzyk

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Der Tagesspiegel” piszą o piosence Kazika i anulowaniu głosowania na listę przebojów Trójki.

Prosta piosenka, wykonana w stylu przedwojennych warszawskich kapel ulicznych na perkusji i akordeonie, stała się w Polsce politycznym ładunkiem wybuchowym – pisze we wtorek (19.05.2020) „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Korespondent gazety Gerhard Gnauck relacjonuje, że bohaterem tekstu piosenki Kazika Staszewskiego pt. „Twój ból jest większy niż mój” jest szef partii rządzącej PiS Jarosław Kaczyński. „Wprawdzie jego nazwisko nie pada, ale wszyscy w Polsce wiedzą, o co chodzi” – dodaje Gnauck, opisując treść utworu.

Gorzkie echo słów Kaczyńskiego

„Piosenka brzmi jak gorzko-ironiczne echo słynnej wypowiedzi Kaczyńskiego z początków rządów PiS. Gdy wówczas rząd zabrał się za okrajanie niezawisłości sadownictwa i podniosły się protesty, Kaczyński powiedział w telewizji, że w kraju są dwa sorty obywateli: patriotyczny «lepszy sort» i walczący z nim «gorszy sort», zainfekowani jeszcze duchem komunizmu i postkomunizmu, czeladnicy bez ojczyzny, pozbawieni przyzwoitości i świadomości tradycji” – pisze dziennikarz „FAZ”.

I dodaje, że w ubiegły piątek piosenka trafiła na pierwsze miejsce legendarnej Listy Przebojów Programu 3. Polskiego Radia. „Krótko po audycji lista przebojów została usunięta ze strony internetowej. W weekend kierownictwo stacji poinformowało, że głosowanie na listę zostało unieważnione” – relacjonuje Gnauck, cytując komunikaty dyrekcji programu.

„Zapowiedź porażki?”

„Potem wydarzenia przyspieszyły” – dodaje komentator „FAZ”. Jak relacjonuje, współpracę z radiem zakończył prowadzący audycję od ponad 35 lat Marek Niedźwiecki, „krytycy mówią o cenzurze. Niektórzy artyści i redaktorzy zapowiedzieli, że pomimo kryzysowej sytuacji na rynku mediów z powodu pandemii nie będą kontynuować współpracy z radiem. Doszło do demonstracji przed siedzibą programu”.

„FAZ” dodaje, że w weekend głos zabrali politycy obozu rządzącego, krytykując anulowanie głosowania na listę przebojów. Niemiecki dziennik cytuje też publicystę Piotra Zarembę. Napisał on, że fenomen piosenki Kazika Staszewskiego „może być zapowiedzią porażki”. Ponieważ oburzenie z powodu wizyty Kaczyńskiego na cmentarzu i omijania epidemicznych restrykcji przeniosło się w sferę popkultury.

Powrót „drugiego obiegu”

O piosence Kazika i anulowaniu głosowania na listę przebojów Trójki pisze także berliński „Der Tagesspiegel”.

„Ostatnio tego rodzaju cenzura miała miejsce za komunizmu” – cytuje gazeta opinię tygodnika „Polityka”. „Wówczas władze również cenzurowały muzykę i robiły wszystko, by nie dopuścić krytycznych piosenek do państwowych rozgłośni” – przypomina niemiecki dziennik.

„Der Tagesspiegel” dodaje, że efektem było drukowanie i rozpowszechnianie tekstów w podziemiu oraz przegrywanie piosenek na kasetach magnetofonowych. „Nazywano to wówczas «drugim obiegiem». Analogicznie także piosenka Kazika znajdzie drogę, by dotrzeć do całego kraju. Nawet jeśli nie będzie grana w państwowym radiu” – pisze „Der Tagesspiegel”.

Autor artykułu Christoph von Marshall próbuje wyjaśnić „skąd wzięło się tak wielkie oburzenie z powodu zakazanej wizyty na cmentarzu.” Ponadto, „dlaczego piosenka jest tak groźna dla PiS, że partia zaryzykowa narażenie się na zarzut cenzury”.

Von Marshall ocenia, że wizyta Kaczyńskiego na Powązkach 10 kwietnia „miała wyglądać na całkowicie osobisty, rodzinny gest. Była jednak częścią politycznej propagandy”.

„Ciągłe wspominanie «katastrofy smoleńskiej» jest częścią narracji, w której PiS prezentuje się jako strażnik polskiego patriotyzmu. Częścią tego są również ciągłe spekulacje, że nie był to normalny wypadek lotniczy, ale domniemany «zamach» albo «spisek» rosyjskiego rządu przeciwko kochającej wolność Polsce. Narracja ta służy jednocześnie temu, by wewnątrz politycznej konkurencji, liberalnej Platformie Obywatelskiej przykleić etykietę «zdrajców ojczyzny»” – pisze von Marschall w „Der Tagesspiegel”.

REDAKCJA POLECA