WHO: nie wiemy, jaką rolę w transmisji koronawirusa mają dzieci
Eksperci europejskiego oddziału WHO w czwartek sceptycznie odnieśli się do badań sugerujących, że dzieci w mniejszym stopniu przenoszą koronawirusa i rzadziej ulegają infekcjom. WHO apeluje też do krajów, by nie zaniedbywały szczepienia dzieci z powodu pandemii.

Podczas wideokonferencji prasowej eksperci europejskiego biura WHO sceptycznie odpowiedzieli na pytanie o badania m.in. w Szwajcarii i w Holandii, których wyniki mogą sugerować, że małe dzieci znacznie rzadziej doznają infekcji koronawirusa i zakażają nim dorosłych. Na podstawie tych badań władze Szwajcarii zniosły rekomendacje odradzające kontakty między dziećmi i seniorami.
Prof. Adam Finn z WHO ocenił, że jest zdecydowanie za wcześnie, by wyciągać kategoryczne wnioski na podstawie pojedynczych badań, zwłaszcza w świetle sprzecznych sygnałów z różnych krajów.
„Jedyne, co obecnie wiemy na pewno, to, że zdecydowana większość dzieci, z nielicznymi wyjątkami, przechodzi chorobę łagodnie. Wciąż nie wiemy jednak, jaką rolę odgrywają dzieci w transmisji wirusa” – wskazał Finn. Dodał, że istnieją wprawdzie badania prowadzone np. w Australii, które sugerują, że dzieci w mniejszym stopniu przenoszą wirusa na osoby dorosłe, jednak są to tylko „wstępne dane i (do tego) niezbyt przekonujące”.
Jak stwierdził Finn, państwa są zmuszone podejmować decyzje na temat ponownego otwarcia szkół w warunkach braku pewnej wiedzy na temat wirusa, dlatego powinny zachować daleko idącą ostrożność.
Według regionalnego dyrektora WHO w Europie Hansa Kluge około połowa krajów Europy zaczęła znoszenie restrykcji. Kluge zaapelował do państw, by jednym z głównych kryteriów przy podejmowaniu decyzji było zapewnienie, by system opieki zdrowotnej mógł funkcjonować na dwóch płaszczyznach, zapewniając opiekę nie tylko chorym na Covid-19, ale też cierpiącym na inne schorzenia.
Dyrektor WHO podkreślił wagę utrzymania normalnego terminarza szczepień. Jak dodał, z powodu zaniedbania kluczowych szczepień, około 6 tys. osób, głównie dzieci, zachorowało w Europie na odrę. (PAP)

Marcin Zegadło: przeczytałem wytyczne dla przedszkoli związane z decyzją o ich otwarciu. Zajebiście. Nie ma trzylatka, który tego nie skuma

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Moje number one: Przyprowadź do przedszkola dziecko zdrowe. - Ja natomiast chciałbym stworzyć swoją wytyczną dla zjebów z rządu: - Oddajcie mi dziecko zdrowe - Ponieważ od dłuższego czasu robię wszystko, żeby ten stan rzeczy utrzymać, a te starania mogą się teraz okazać trochę z dupy.
Przeczytałem uważnie wytyczne dla przedszkoli związane z decyzją o ich otwarciu planowanym przez rząd. Odnoszę wrażenie, że osoby (osoba), która tworzyła owe wytyczne,
po pierwsze:
- nigdy w życiu nie była w polskim przedszkolu;
(świadczą o tym wymogi dotyczące warunków przestrzennych i zapewnienia środków ochrony lekko z dupy, jeśli chodzi o możliwości finansowe i faktyczne)
po drugie;
- prawdopodobnie nie posiada dzieci;
(i proszę nie pisać, że posiadanie dzieci nie ma tutaj nic do rzeczy, ponieważ ich posiadanie znacząco zmienia perspektywę, można się o tym przekonać wyłącznie mając dzieci, wychowując je i troszcząc się o nie dlatego nie będziemy prowadzić rozważań na ten temat na poziomie abstrakcji, liczy się konkret – dziecko, rodzic/opiekun i miłość, bo o niej tutaj w gruncie rzeczy rozmawiamy).
Mój ulubiony fragment wytycznych to:
„Unikaj większych skupisk dzieci w jednym pomieszczeniu”
Mocne. Dowcipne i przewrotne. Tak jak lubię.
Albo ten o tym, żeby nie zabierać dzieci na wycieczki do parku, zaraz po wskazówkach dotyczących możliwości wyprowadzenia dzieci na przedszkolny plac zabaw. Sen wariata? Nie – to wytyczne dla przedszkoli. Stworzone przez Polaków dla Polaków.
Albo na przykład ta wskazówka dla rodziców:
„Regularnie przypominaj dziecku o podstawowych zasadach higieny. Podkreśl, że powinno ono unikać dotykania oczu, nosa i ust, często myć ręce wodą z mydłem i nie podawać ręki na powitanie”
No, kurwa, zajebiście. To przecież takie proste. Nie ma trzylatka, który tego nie skuma. Dzieci łapią takie rzeczy od razu. Jeśli mówisz dziecku, że czegoś nie wolno robić, dziecko, po prostu, tego nie robi. Jasne. Ci, co mają dzieci wiedzą, że to oczywiste i proste jak konstrukcja psychiczna Andrzeja Dudy.
„Jasiu, natychmiast umyj rączki, skorzystaj w tym celu z wysokiej jakości mydła antybakteryjnego. Myj rączki długo i dokładnie dbając o wyszorowanie przestrzeni między paluszkami, paliczków, kciuczków i nadgarstków, Drogi Jasiu. Zadbaj również o palec wskazujący. To na wypadek, gdybyś po dotknięciu deski sedesowej chciał wydłubać sobie z noska baboka, którego następnie wpakujesz sobie tym paluszkiem do ust”.
Na co Jasio zachwycony karnie szoruje rączki, a wyłapawszy ironiczne uwagi o konsumowaniu śpików porzuca na czas pandemii ten ohydny obyczaj.
To takie proste. Wystarczy powiedzieć. Poinstruować wystarczy. Po prostu.
No i moje „number one”:
„Przyprowadź do przedszkola dziecko zdrowe”
Macie to, jak w banku, zjeby.
Ja natomiast chciałbym stworzyć swoją wytyczną dla zjebów z rządu:
„Oddajcie mi dziecko zdrowe” – Ponieważ od dłuższego czasu robię wszystko, żeby ten stan rzeczy utrzymać, a te starania mogą się teraz okazać trochę z dupy.
Marcin Zegadło
CNN: pies z Karoliny Płn. może być pierwszym w USA z Covid-19
Mops o imieniu Winston z Karoliny Północnej może być pierwszym psem w Stanach Zjednoczonych, który miał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa – informuje portal CNN, powołując się na naukowców z Duke University w Durham w Karolinie Płn.
A North Carolina family’s pug may be the first dog in the United States to test positive for coronavirus, according to researchers https://t.co/kTJT3xUeBk
— CNN (@CNN) April 28, 2020
Eksperci podkreślają, że nie ma dowodów na to, że zwierzęta domowe mogą przenosić koronawirusa.
Jak podaje CNN, troje członków rodziny McClean – lekarz Sam McClean, jego żona Heather, pediatra i wykładowczyni na Duke University, oraz ich syn Ben – zarazili się koronawirusem w marcu. Jako jedyna żadnych objawów Covid-19 nie wykazywała ich córka Sydney.
Kiedy rodzina wyzdrowiała, wzięła udział w badaniu dr Chrisa Woodsa, wirusologa i jednego z kolegów Heather z Duke University. Badanie ma na celu znalezienie potencjalnych metod leczenia i szczepionki – informuje CNN i dziennik „USA Today”. Co tydzień od początku kwietnia zespół badaczy przychodził do domu McCleanów, aby wykonywać badania krwi i wymazy z nosa.
Test na obecność koronawirusa został wykonany również u ich psa, Winstona. Okazało się, że jego wynik jest pozytywny. McCleanowie mają jeszcze jednego psa oraz kota, ale ich testy były negatywne.
Jak tłumaczył kierujący zespołem naukowców Woods, próbki pobierane są również od zwierząt domowych, aby zobaczyć, w jaki sposób koronawirus rozprzestrzenia się w gospodarstwach domowych.
Do testowania zwierząt badacze nie użyli testów komercyjnych, które są bardzo poszukiwane na całym świecie w dobie pandemii Covid-19 – informuje CNN. Nie przetestowali wielu zwierząt, a próbka Winstona jest jedyną, która wróciła z wynikiem pozytywnym. Według Duke University Winston jest pierwszym psem w USA, który uzyskał pozytywny wynik testu na obecność wirusa.
Woods jednocześnie podkreślił, że „ilość wirusa, która została wykryta (u Winstona), była bardzo niska, co sugeruje, że nie byłby prawdopodobnym źródłem przenoszenia wirusa na inne zwierzęta czy na ludzi w tym gospodarstwie domowym”.
Sam McClean – badacz i lekarz pogotowia na Uniwersytecie Karoliny Północnej w Chapel Hill – był pierwszym członkiem rodziny, który zachorował. Zanim się zakaził, leczył pacjentów z Covid-19.
CNN podaje, że gdy rodzina była chora, mops wykazywał niewielkie objawy. „Miał lekki kaszel przez jeden lub dwa dni, kiedy wszyscy byliśmy chorzy, i pewnego ranka nie zjadł śniadania” – powiedział CNN Ben McClean. Chris Woods przyznał, że nie wie, czy to koronawirus spowodował chorobę u psa, czy też cierpiał na niezwiązaną z nim dolegliwość.
Zakażone zwierząta
CNN dodaje, że w zeszłym tygodniu przedstawiciele władz federalnych poinformowali, że testy na koronawirusa u dwóch kotów w Nowym Jorku okazały się pozytywne. Poza tym zakażonych jest osiem lwów i tygrysów w zoo w nowojorskim Bronksie. Wszystkie „koty” mają się dobrze – wynika z informacji prasowej.
Ponadto w Hongkongu obecność koronawirusa potwierdzono u dwóch psów poddanych kwarantannie – podali przedstawiciele hongkońskich władz, na które powołuje się CNN.
Nie ma dowodów, że zwierzęta mogą przenosić koronawirusa na człowieka
Wielu ekspertów weterynaryjnych, w tym przedstawiciele American Veterinary Medical Association, już wcześniej zwracało uwagę, że nie ma dowodów na to, że koronawirus może przenosić się z zakażonego zwierzęcia na człowieka.
Dr Anthony Fauci, najlepszy w USA specjalista od chorób zakaźnych, zaznaczył na konferencji prasowej w zeszłym tygodniu, że „z epidemiologicznego punktu widzenia nie ma żadnych dowodów, że zwierzęta domowe mogą przenosić (koronawirusa) w gospodarstwie domowym”.
Heather McClean powiedziała, że jej rodzina zakończyła już kwarantannę i ma pozwolenie na powrót do pracy. Jej mąż zgłosił się na ochotnika do pracy w specjalnej jednostce Covid-19 na pogotowiu, ponieważ uważa, że będzie narażony na mniejsze ryzyko niż koledzy, którzy nie zostali zakażeni. Winston również w pełni wyzdrowiał i „jest sobą” – powiedziała Heather, cytowana przez dziennik „USA Today”. (PAP)

Czy koronawirus może przenosić się przez żywność? Na te i inne pytania odpowiada GIS
Główny Inspektor Sanitarny zamieścił na swojej stronie zaktualizowane pytania i odpowiedzi dotyczące żywności i koronawirusa. Wynika z nich m.in., że jest mało prawdopodobne, by przenosił się on przez żywność.

Niemniej jednak w celu zminimalizowania ryzyka zakażenia istotne jest przestrzeganie zasad higieny oraz bezpieczeństwa produkcji, kupna, dostarczania oraz przygotowywania żywności. GIS przypomniał, że koronawirusy potrzebują do namnażania gospodarza, którym jest człowiek.
60 st. C przez 30 min
„Dokładna obróbka termiczna niszczy wirusa. Koronawirus ulega zniszczeniu, gdy zastosuje się odpowiednią kombinację czasu i temperatury np. 60 st. C przez 30 min. Tak więc w przypadku mięsa, produktów surowych, typowa obróbka cieplna eliminuje zanieczyszczenie mikrobiologiczne, w tym również SARS COV-2” – napisał sanepid.
Sposobem na pozbycie się wirusa jest dezynfekcja
Ponadto przypomniał, że wirus przenosi się w sposób bezpośredni – poprzez kontakt z wydzielinami zainfekowanej osoby (drogą kropelkową, ale również przez kał i mocz) lub pośrednio – poprzez kontakt z powierzchniami, na których znajdują się wydzieliny osoby zainfekowanej, jeśli na nie nakaszlała lub nakichała. Sposobem na pozbycie się wirusa jest dezynfekcja zwykłymi środkami stosowanymi w domu.
Zachowanie zasad higieny
Sanepid zwrócił uwagę też na zachowanie zasad higieny – właściwe mycie rąk, które ma „na celu zapobieganie zanieczyszczeniu żywności potencjalnie chorobotwórczymi mikroorganizmami, których źródłem mogą być osoby mające kontakt z żywnością”. Przypomniano też zasady bezpieczeństwa i higieny pracownikom oraz przedsiębiorcom branży spożywczej oraz konsumentom.
Właściwa higiena mycia i przygotowania żywności
„W miarę możliwości należy unikać przebywania w miejscach zatłoczonych, utrzymywać odstępy w kolejkach. Należy pamiętać o higienie rąk oraz higienie kichania i kasłania, w szczególności przy pakowaniu żywności luzem, nieopakowanej (pieczywo, produkty cukiernicze, orzechy). (…)
Do pakowania należy używać dostępnych rękawic foliowych oraz torebek.
Niehigienicznym zachowaniem jest przebieranie i dotykanie produktów, które są przeznaczone do spożycia bez mycia i obróbki termicznej (np. pieczywo, bułki, wyroby cukiernicze)” – przypomniano klientom.
W domu należy zwrócić uwagę na właściwą higienę mycia i przygotowania żywności.
„To priorytet nie tylko w przypadku koronawirusa, ale przede wszystkim typowych zanieczyszczeń mikrobiologicznych prowadzących do zatruć pokarmowych. Należy myć ręce, narzędzia kuchenne, blaty robocze, deski. Zawsze pamiętać o separacji produktów surowych i produktów już przygotowanych do spożycia, w celu uniknięcia zanieczyszczeń krzyżowych w kuchniach” – wyjaśnił sanepid.
Sanepid podkreśla, że powinno się wyrzucać opakowania zewnętrzne przed umieszczeniem produktu na półce, ale zachowywać istotne informacje np. datę przydatności do spożycia. Przed rozpoczęciem przygotowywania lub gotowania żywności, jak również po jej przygotowaniu należy umyć ręce ciepłą wodą i mydłem.
Sanepid zwrócił też uwagę, że jedzenie posiłków kupionych na wynos powinno się odbywać po przyjściu z nimi do domu, nie na ulicy.
Jak postępować z posiłkami zakupionymi „na wynos”
Wśród odpowiedzi GIS znalazła się ta dotycząca tego jak bezpiecznie postępować z posiłkami dostarczanymi z restauracji lub zakupionymi „na wynos”.
„Najlepszym rozwiązaniem jest jedzenie posiłku zaraz po dostarczeniu. Nie zaleca się ich przechowywania. Jeśli decydujemy się na przechowanie dań gotowych (zupy, pizza, dania mięsne, ziemniaki etc.) – pamiętajmy o właściwych warunkach chłodniczych (lodówka – poniżej 5 st. C). Nie należy przechowywać dania dłużej niż 24h. Nigdy nie przechowujmy resztek posiłków, które jedliśmy. Jeśli chcemy przechować część dania, to nałóżmy na talerz ilość, którą zamierzamy spożyć. Resztę od razu umieśćmy w czystym zamykanym pojemniku i włóżmy do lodówki” – poinstruował sanepid.
Dodał, że przechowywane posiłki, takie jak np. zupy, należy doprowadzić do wrzenia tak, aby zyskać pewność, że osiągnęła ona temperaturę 70 st. C. Inne dania należy odgrzewać do temperatury powyżej 70 st. C.
GIS wyjaśnił także, jak powinna odbywać się dostawa i transport żywności oraz jak powinien postępować przedsiębiorca, jeśli osoba pracująca w zakładzie zostanie objęta kwarantanną albo zostanie u niej stwierdzone zakażenie koronawirusem.
Szczegółowe i zaktualizowane pytania i odpowiedzi sanepidu znajdują się na stronie GIS . (PAP)

Dzień 47my. Od poczucia wolności oszalałam!

Agnieszka Ossowska
Nadal klepię samotność uparta w swym postanowieniu, że nie ma co się wychylać po wirusa. Szczególnie że jak mam czas bez dzieci, to najchętniej spędzam go gdzieś biegnąc niby w pustkę jak w bezsens, a jednak po myśl jakąś, po zmęczenie, zabijając stres śmiercią naturalną, wymęczeniem go do poległego, by zabić dotychczasowy stan świadomości i zrobić miejsce na nowy, ukształtowany dotychczasowym doświadczeniem. Bieganie to zawsze przygoda i walka z samym sobą. Udowadnianie sobie, że nadal mam siły, mimo że nie mam już 17 lat, tylko kilka więcej.
Weekend spędzony na plaży. Szok dla zmysłów. Zapach wiatru, morza, piasku. I słońce. O Boże! Słońce! Tak, jego brakowało nam równie mocno co tlenu w tych naszych zamknięciach. Oślepiona tym słońcem, zachłyśnięta powietrzem, postanowiłam pobiec jak najdalej się da brzegiem morza (…)

Mijałam ludzi popijających w ukryciu swoich żakietów piwo, wino, wódkę. Zapijających stres odosobnienia, który wreszcie można wyładować poza domem. To był piątek, ciepła noc kwietniowa. Zazdrościłam im, że siedzą z kimś. Z przyjaciółmi, rodziną, z kimś ukochanym. Z tymi, za którymi długo pewnie tęsknili.
Ja nadal klepię samotność uparta w swym postanowieniu, że nie ma co się wychylać po wirusa. Szczególnie że jak mam czas bez dzieci, to właśnie najchętniej spędzam go gdzieś biegnąc niby w pustkę jak w bezsens, a jednak po myśl jakąś, po zmęczenie, zabijając stres śmiercią naturalną, wymęczeniem go do poległego, by zabić dotychczasowy stan świadomości i zrobić miejsce na nowy, ukształtowany dotychczasowym doświadczeniem. Bieganie to zawsze przygoda i walka z samym sobą. Udowadnianie sobie, że nadal mam siły, mimo że nie mam już 17 lat, tylko kilka więcej.
Poczekam jeszcze z narażaniem się na zakażenie na lepsze czasy, na więcej sprzętu w szpitalach, na rozwinięcie zdolności wyprowadzania pacjentów ze stanu krytycznego. A może i na szczepionkę się doczekam. Tylko czy my umiemy wytrzymać w tym zamknięciu na innych i oddaleniu od ludzi? Czy umiemy wybrać bezpieczeństwo kosztem samotności? Niektórzy dają radę to przetrzymać, inni pogrążyli się w czarnych myślach – i to im jest już obojętne, czy zachorują, czy nie – wiedzą już z całą pewnością, że do życia są im potrzebni ludzie poza zdrowym powietrzem. I że chronienie się przed nimi jest jak odejście od świata żywych już za życia.
Chyba powoli oswajamy się, z tym że jesteśmy wszyscy skazani na zagładę. I już nie tylko przez koronawirusa, ale w ogóle. Że po prostu jesteśmy śmiertelni. Wreszcie mieliśmy czas na refleksję nad życiem. Przerwaliśmy bieg, co spowolniło nasze myślenie i otworzyło nasze oczy na perspektywę, jaka się przed nami kryje. Dzięki biegowi nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są, tylko zmieniamy obrazy, skaczemy z jednej rzeczy na drugą, z jednego pejzażu w drugi, z jednego problemu na kolejny.
Przeszliśmy wszyscy ponad miesięczną lekcję pokory i poszanowania życia. Lekcję, podczas której nauczyliśmy się, że potrzebujemy innych, by żyć. Zatęskniliśmy za tymi, za którymi nie mieliśmy nawet czasu dotąd tęsknić. Doceniliśmy to co mieliśmy, przewartościowaliśmy pracę, i to, za czym dotąd goniliśmy, co tak naprawdę nie dawało nam do końca szczęścia, tylko sprawiało, że byliśmy coraz to głodniejsi nowych wyzwań i wrażeń, nowych znajomości, a często też kolejnych ludzi do wyruchania… Zrozumieliśmy, że teraz przypadkowy seks to może niekoniecznie być nasza zdobycz, że to nagle my możemy polec w tej walce o życie. Że życie to nie jest niezniszczalny dar, tylko trzeba o niego dbać, żeby go nie zniszczyć. Teraz już wiemy, że jednak jak my kogoś „ruchamy”, to tak samo i my jesteśmy przez tego kogoś „ruchani”. Że może jednak lepiej jest budować swoje życie na wzajemnym zaufaniu. Nagle okazało się, że nie ma za wielu ludzi, którzy nam ufają, a my sami możliwe, że już nie ufamy nikomu. Nagle dojrzeliśmy, że w biegu nic nie jest stałe, nic nie jest celem, wszystko jest tylko punktem do jakiegoś nierealnego celu, wyimaginowanego, a my jak nawet docieramy do jakiejś mety, to mówimy: dam radę dalej. I dalej. A może jeszcze dalej… Nie wczuwając się w nasze ciało, które krzyczy, że już mu starczy tej udręki. Że chce stanąć i nacieszyć się teraźniejszością i jakimś wreszcie punktem zaczepienia dla podeszwy naszych butów.
Nie wierzyłam, że my Polacy, naród niepokorny, będziemy w stanie tak bardzo słuchać wskazań co do pozostawania w domu czy noszenia masek, stosowania żeli antybakteryjnych. Nagle okazało się, że boimy się tego, co ostateczne. Że jesteśmy karni i pokorni. Że jednak potrafimy stanąć. I powiedzieć: dość tego biegania. Docenić rodzinę. Zobaczyć, jaki to skarb te nasze dzieci, które, nawet jeśli nie dają nam spać i odpocząć, to też nie dają nam być samotnymi. I dojrzeć, że jeśli ich nie mamy, to może jednak tracimy coś w tym naszym biegu, którego punktem przystankowym zawsze jest poród i wychowanie potomstwa, na co nie za bardzo chcemy sobie pozwalać, a jeśli to tylko w ramach podkreślenia naszej fajności i zajebistości, nawet za bardzo często nie poznając świata tych naszych dzieci będąc zatopionymi w naszym własnym, idiotycznym, sztucznym, przepełnionym KPIami, i naszym skupieniu na wydajności nie tylko w pracy, ale i po. Gdzie nawet czas z dziećmi mierzyliśmy jako stracony, jeśli nie był to płodny czas dla ich nauki czegokolwiek. Bo od urodzenia jesteśmy uczeni, że nie wolno stawać. Że tylko słabi robią sobie długie przystanki albo zajmują się mało odjechanymi w kosmos zajęciami, zbyt życiowymi, zbyt realnymi.
Co się z nami stanie, gdy znów będziemy mogli biegać wszędzie? Co z nami będzie, gdy znów ruszy ta machina, ten świat korporacji, i plastikowych rzeczy, tak nam niepotrzebnych, bez których jednak już przestaliśmy umieć żyć? Czy będziemy pamiętać o tych przemyśleniach z dzisiejszych dni? O tym, że za wiele nie potrzebujemy przedmiotów, by przeżyć, bo nie musimy się przecież przed nikim prezentować… Czy postaramy się o nich zapomnieć biegnąc dalej? I wciąż dalej…
Myślałam o tym aż dobiegłam do końca plaży, do Nowego Portu. Podbiegłam pod latarnię morską, i tam stanęłam na chwilę, żeby napić się wody. Padł mi telefon. Więc w drugą stronę będę musiała biec dziesięć kilometrów bez muzyki. W ciszy, z którą jestem tak mało oswojona. Ruszyłam z powrotem. I nagle poczułam straszny ból w kolanie… Okropny. Nie mogłam biec. Stanęłam, żeby je rozruszać. Ale to nie pomogło. Dalej bolało. No trudno, jakoś dojdę z powrotem. Zapadł już zmierzch. Chciałam już być w domu. I po co mi było biec aż tak daleko? Zimno mi i jestem głodna. I nagle uświadomiłam sobie, że mam w plecaku różne tabletki i syropy, bo zanim ruszyłam biegiem, bojąc się, żeby potem nie była zamknięta apteka, zaopatrzyłam się profilaktycznie w jakieś leki. Z radością dorwałam się do opakowania tabletek c, zajadłam dwie jeszcze cynkiem, magnezem i chromem, stwierdzając, że są pyszne. Wiecie jak coś jest pyszne gdy jesteście mega głodni? Wszystko na głodzie ma inny, niesamowity smak. Bo taka byłam mądra wychodząc z domu bez myślenia, na jak długo, i tak mocno zachłysnęłam się tą wolnością, że poniosło mnie za daleko. Popiłam moje danie syropem na wzmocnienie odporności i ruszyłam dalej marszem, już bez biegu, uświadomiona, że przedobrzyłam i że czasem jak w końcu sobie to uświadamiamy, że z czymś przesadziliśmy, to jednak zwalniamy kroku. I umiemy też zastąpić pewne niezbędne nam dotąd w życiu rzeczy, innymi. Tak jak jedzenie – witaminami.
Czasem można zmądrzeć po krótkim zatrzymaniu się przy latarni morskiej…
Agnieszka Ossowska
Jakie sofy ogrodowe będą modne w tym roku?
Nadeszła wiosna a wraz z nią kolejny sezon wypoczynku w ogrodach.

Wiele osób przygotowuje się do niego kupując nowe meble ogrodowe. Wśród wielu popularnych rozwiązań największym zainteresowaniem cieszą się sofy ogrodowe. Nie ma w tym nic dziwnego. Są to meble, które są bardzo funkcjonalne i z powodzeniem pomieścić mogą całą rodzinę.
Obecnie na rynku znajdziemy wiele różnego rodzaju sof ogrodowych w wielu różnych stylach. Które z nich są najpopularniejsze w tym roku? Przekonajmy się.
Z jakich materiałów wykonuje się najpopularniejsze sofy ogrodowe?
Wybierając sofy ogrodowe warto stawiać na meble, które wykonane są z solidnych i trwałych materiałów, które łatwo utrzymać w czystości. Obecnie jednym z najpopularniejszych jest technorattan. To tworzywo, które swoją fakturą nawiązuje do mebli z wikliny, jest jednak znacznie bardziej wytrzymałe. Jak możemy dowiedzieć się ze strony Ogrodosfera.pl, meblom takim jak sofa ogrodowa z technorattanu nie szkodzi wysoka temperatura, nasłonecznienie czy deszcz. Mogą więc służyć nam przez wiele sezonów.
Kolejnym popularnym materiałem, z którego wykonuje się obecnie najmodniejsze sofy ogrodowe jest aluminium. Meble wykonane z niego są lekkie i łatwe w przenoszeniu a przy tym odporne na działanie czynników atmosferycznych. Prezentują się przy tym bardzo nowocześnie.
Osoby, które są miłośnikami klasyki wciąż mogą stawiać na sofy wykonane z drewna. Warto jednak pamiętać, że w tym wypadku musimy pamiętać o corocznej, dokładnej impregnacji powierzchni sofy.

Sofa z technorattanu Colorado Bica fot. Ogrodosfera.pl
Funkcjonalność i proste formy
W tym sezonie, podobnie jak w poprzednim meble ogrodowe, w tym również sofy powinny być przede wszystkim funkcjonalne. Stawia się więc na te z nich, które posiadają proste, geometryczne kształty. Odchodzi się powoli od bogato zdobionych oparć czy podłokietników. Obecnie sofy ogrodowe utrzymane są w popularnym od jakiegoś czasu stylu skandynawskim.
Jakie kolory sof ogrodowych są obecnie najmodniejsze?
Dotyczy to również kolorów, które są raczej klasyczne i stonowane. Najmodniejsze w tym roku sofy ogrodowe utrzymane są w kolorach szarości i czerni. Zdarzają się meble brązowe oraz beżowe. Prawdziwym hitem dla osób odważnych i lubiących niecodzienne rozwiązania są białe sofy ogrodowe, które optycznie powiększają przestrzeń tarasu lub altany ogrodowej.
W jaki sposób zapewnić sobie maksymalny komfort?
Sofy ogrodowe powinny być nie tylko solidne i trwałe, ale również komfortowe. Ponieważ zarówno sofy ogrodowe z technorattanu, jak i aluminium są dość twarde warto wyposażyć je w miękkie pufy i poduszki, które dodatkowo będą elementem dekoracyjnym sofy ogrodowej. W tym przypadku możemy pozwolić sobie na bardziej intensywne odcienie. Bardzo efektownie prezentują się między innymi kolory takie jak czerwień, błękit i turkus. Ożywią one stonowaną kolorystykę sofy i sprawią, że ogród będzie prezentował się radośnie i nowocześnie..
Podsumowując, wybór sof ogrodowych jest obecnie bardzo szeroki i różnorodny, dzięki czemu każdy z nas może znaleźć coś czego potrzebuje i co pasować będzie do jego ogrodu i indywidualnych upodobań.
Jeansy, chinosy i męskie szorty – jak je nosić, by świetnie wyglądać?
Dziesiątki fasonów, wzorów i kolorów męskich spodni mogą przyprawić panów o zawrót głowy. Warto wiedzieć, jakie spodnie mieć w swojej szafie, by stworzyć idealną stylizację na każdą okazję!

Długie spodnie męskie
Zacznijmy od spodni jeansowych, które niemal każdy ma w swojej szafie. Bez wątpienia jeansy sprawdzają się najlepiej w codziennych stylizacjach. Szczupli mężczyźni mogą śmiało sięgać po spodnie typu slim, a nawet skinny. Pozostali panowie powinni pozostać przy nieco luźniejszych fasonach, jak choćby regular lub tappered. Kolorystyka jeansów jest tak szeroka, że można wybierać niemal bez ograniczeń. Takie spodnie świetnie wyglądają z t-shirtami, swetrami, bluzami, a nawet ze sportowymi koszulami i marynarkami. Trzeba jednak uważać na zbyt podarte modele, jeansy ze zbyt długimi nogawkami, które nie mogą zginać się w okolicy kostki oraz na zbyt ciasne lub luźne spodnie.
Chcąc stworzyć stylizację nieco mniej sportową i codzienną warto zamienić jeansy na bawełniane chinosy. W męskiej garderobie nie powinno ich zabraknąć! To spodnie, które świetnie wyglądają z koszulami, marynarkami, koszulkami polo czy też z kaszmirowymi swetrami. Idealnie nadają się do pracy, jeśli nie obowiązuje w niej sztywny dress code. Stawiając na chinosy w wersji smart casual, warto zestawić je ze skórzanymi oxfordami czy też butami typu derby lub monki.
Na przeciwległym biegunie znajdują się joggery, czyli luźne, trochę unowocześnione spodnie dresowe. Świetnie sprawdzają się do casualowych stylizacji, bo są modne i wygodne. Styliści lubią ten rodzaj męskich spodni za możliwość wyeksponowania butów, które dzięki joggerom przykuwają wzrok. To spodnie, które pozwalają stworzyć młodzieżowy, swobodny wizerunek.
Męskie szorty
Stylizacje z krótkimi męskimi spodniami to coś co zawsze wzbudza wiele wątpliwości. Z jednej strony w gorące dni panowie chcą zamienić długie spodnie na lżejsze, krótsze wersje, z drugiej strony nie wiedzą jak je nosić w dobrym stylu. W końcu krótkie spodnie kojarzą się z dziecięcymi ubraniami, a nikt nie chce zostać posądzony o niedojrzałość lub brak poczucia dobrego smaku. Najlepiej sprawdzają się te szorty, które sięgają do kolan lub ponad nie, ale nie więcej niż 5 cm. Krótsze będą przypominać spodenki kąpielowe, z kolei zbyt długie zaburzą proporcje sylwetki. Stylowo wyglądają szorty z naturalnych materiałów takich jak len lub bawełna. Bez wątpienia do codziennych stylizacji najlepiej sprawdzą się spodnie w kolorze beżowym, khaki czy też granatowym, ale świetne będą też szorty w odcieniach pastelowych. Szorty męskie można zestawiać z koszulkami polo lub z koszulami z podwiniętym rękawem. Do tego mokasyny lub espadryle koniecznie bez skarpetek! Na co dzień można do nich ubrać też skórzane sandały lub trampki.
Choć szorty są niezwykle wygodne i modnie wyglądają, są absolutnie niedopuszczalne w czasie wydarzeń kiedy należy wybrać bardziej formalną stylizację. W tym wypadku najlepiej sięgnąć po długie spodnie, ale uszyte z cienkich, przewiewnych materiałów.
Zabawa modą
Panowie zyskują coraz większą swobodę w tworzeniu stylizacji. Dlatego można śmiało eksperymentować z wyborem krojów czy też kolorów. Na co dzień można też sięgać po spodnie z przetarciami, z dziurami, z podwijanymi nogawkami. Najlepiej mieć w swojej garderobie kilka par spodni, tak aby bez trudu stworzyć modny zestaw na każdą okazję i na każdą pogodę. Od letnich, swobodnych stylizacji z szortami, przez codzienne wygodne stroje z jeansami, po smart casualowe zestawienia z chinosami.
| Autor publikacji Artykuł został przygotowany przy współpracy z Adventure Fashion – ekskluzywnym butikiem internetowym. |
Wielka Brytania – epidemiolog przestrzega: nawet 100 tys. zgonów, jeśli zbyt szybko zniesiemy restrykcje
Jeśli ograniczenia wprowadzone w celu zatrzymania epidemii koronawirusa zostaną zniesione zbyt szybko, liczba ofiar śmiertelnych w Wielkiej Brytanii może do końca roku sięgnąć 100 tys. – ostrzegł Neil Ferguson, epidemiolog z Imperial College London.
Ważne argumenty:
— Petros Tovmasyan (@PetrosTovmasyan) April 26, 2020
– The lockdown strategy has been effective, but it it is not sustainable in the long-run.
– Lockdown has had a significant mental health and social impact on mortality in terms of not just isolating people, but in cancelled treatments.https://t.co/bBJewBaBzF
Nie jest możliwe częściowe zniesienie ograniczeń
Jak się uważa, poprzednie prognozy Fergusona odegrały kluczową rolę w zmianie strategii przez premiera Borisa Johnson i wprowadzeniu, wzorem większości innych państw europejskich, radykalnych restrykcji, mających na celu zwiększyć dystans społeczny. Ferguson przewidywał, że jeśli nie podjęte zostaną żadne działania, liczba zgonów może sięgnąć 0,5 mln, a jeśli będą one na ograniczoną skalę – 250 tys.
Naukowiec uważa, że nie jest możliwe częściowe zniesienie ograniczeń – dla osób młodych i zdrowych, przy jednoczesnym utrzymaniu ich dla starszych i podatnych na zakażenie – bez znaczącego wzrostu liczby zgonów.
– W praktyce wymagałoby to bardzo wysokiego poziomu skutecznej ochrony, aby była to realna strategia. Jeśli osiągnęlibyśmy 80 proc. ochrony – i 80-procentowe zmniejszenie ryzyka zakażeń w tych grupach – to nadal przewidujemy, że w efekcie takiej strategii w tym roku umrze ponad 100 tys. osób. Najbardziej podatni są ludzie, którzy zarazem potrzebują opieki i kontaktów z systemem opieki zdrowotnej. A zatem najtrudniej w ich przypadku o prawdziwą izolację – powiedział Ferguson w rozmowie z portalem UnHerd, której fragmenty cytują w niedzielę wieczorem brytyjskie media.
Konieczne zachowanie pewnych reguł dystansu społecznego
Ostrzegł, że żaden kraj nie zdołał skutecznie ochronić przed wirusem najbardziej narażonych, pozwalając jednocześnie odpornym na normalne funkcjonowanie. Zasugerował, że do czasu stworzenia szczepionki konieczne będzie zachowanie pewnych reguł dystansu społecznego.
Pójść w ślady Korei Południowej
Ferguson podkreślił, że szukając sposobów na złagodzenie skutków zamknięcia, nie rujnując przy tym gospodarki, Wielka Brytania powinna pójść w ślady Korei Południowej. Jeśli tempo infekcji uda się utrzymywać na wystarczająco niskim poziomie, można rozważyć śledzenie kontaktów, jakie wprowadziła Korea Południowa.
– Jeśli uda nam się wystarczająco obniżyć liczbę przypadków, to myślę, że możemy przyjrzeć się koreańskiemu modelowi, jak długoterminowo utrzymać kontrolę przenoszenia zakażenia. Musimy zacząć od stosunkowo niskiej liczby przypadków, aby wdrożyć tego rodzaju politykę – powiedział.
Do niedzieli w Wielkiej Brytanii z powodu koronawirusa zmarło 20732 osób
Według podanego w niedzielę bilansu, w Wielkiej Brytanii z powodu koronawirusa zmarło do tej pory 20732 osób, przy czym ta liczba obejmuje tylko zgony w szpitalach.
Brytyjski rząd jest pod coraz większą presją ze strony biznesu i opozycji, by przedstawić strategię wyjścia z wprowadzonych prawie pięć tygodni temu i mających obowiązywać co najmniej do 7 maja ograniczeń. Zabronione jest wychodzenie z domów i przemieszczanie się bez uzasadnionego powodu, a także wstrzymana została istotna część działalności gospodarczej.
Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Wstrzymanie międzynarodowego ruchu kolejowego i kwarantanna dla przekraczających granice – przedłużone do odwołania
Wstrzymanie międzynarodowego ruchu kolejowego oraz obowiązek dwutygodniowej kwarantanny dla osób przekraczających granice i udających się do miejsc zamieszkania lub pobytu na terenie Polski przedłużone zostały do odwołania – stanowi zmienione rozporządzeniu rządu, które weszło w życie w niedzielę.

W niedzielę po południu w Dzienniku Ustaw opublikowano zmiany w rozporządzeniu Rady Ministrów z 19 kwietnia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.
Do odwołania przedłużone zostało wstrzymanie przemieszczania się pasażerów w transporcie kolejowym wykonywanym z przekroczeniem granicy Rzeczpospolitej Polskiej.
Do odwołania przedłużony został także obowiązek kwarantanny dla osób, które przekraczają granicę i udają się do miejsca zamieszkania lub pobytu w Polsce. Osoby te muszą odbyć kwarantannę – trwającą 14 dni licząc od dnia następującego po przekroczeniu granicy – wraz z osobami wspólnie zamieszkującymi lub gospodarującymi.
Dotychczas wstrzymanie międzynarodowego ruchu kolejowego oraz obowiązek dwutygodniowej kwarantanny dla osób przekraczających granicę wprowadzone były do 26 kwietnia.
Ponadto – na mocy opublikowanego w niedzielę w Dzienniku Ustaw rozporządzenia – z obowiązku noszenia jednorazowych rękawiczek w obiektach handlowych i usługowych zwolnione zostają osoby, które nie są w stanie samodzielnie zakładać lub zdejmować rękawiczek lub nie mogą ich zakładać z powodu stanu zdrowia, całościowych zaburzeń rozwoju, zaburzeń psychicznych, niepełnosprawności intelektualnej w stopniu umiarkowanym, znacznym albo głębokim. Osoby te nie muszą mieć przy sobie orzeczenia lub zaświadczenia w tym zakresie.
Ponadto na mocy tego rozporządzenia, w ramach wypełniania obowiązku zakrywania ust i nosa, używać przyłbic będą mogli pracownicy urzędów administracji publicznej lub jednostek organizacyjnych wykonujących zadania publiczne, jeżeli ich stanowisko pracy jest oddzielone od osób przebywających w urzędzie lub jednostce organizacyjnej dodatkową przesłoną ochronną. (PAP)

ODWALCIE SIĘ OD LGBT!

Agnieszka Ossowska
Niepotrzebnie na seksualność zostały nałożone aż takie okowy. Jest ona tematem tabu, z którego bardzo ciężko zdejmuje się ciężar, jakim są schematy społeczne: czyli odgórne założenie, że wszyscy ludzie są osoby transseksualne. Otóż: NIE SĄĄĄĄĄĄĄĄ! I mają prawo nie być hetero!!!
ODWALCIE SIĘ OD LGBT!!! Innymi słowy: dajcie ludziom żyć jak chcą! Mówię tak ogólnie, do wszystkich. Ale do homofobów przede wszystkim. Bo jak można się wyżywać na mniejszościach za to, że co innego ich podnieca? Jak można wmawiać osobom transseksualnym, że są zboczeni i nienormalni, skoro zboczeństwo polega na odchyleniu od normy i ciągłym skupieniu na zaspokajaniu własnych potrzeb seksualnych, zapominając o innych ludzkich potrzebach, a nie na tym, że się podniecamy tą samą płcią, lub czujemy, że mamy inną płeć? No błagam, dokopcie się do własnych mózgów i używajcie ich!!! (…)

Mówię tu też oczywiście do polityków. Do tych, którzy niestety kładą łapy na naszych prawach co do decydowania o naszej seksualności. A także na możliwości edukacji seksualnej. Politycy tym bardziej powinni być wyrozumiali dla kwestii tak wrażliwych, jak seksualność ludzi, bo my dzięki tej seksualności żyjemy, reprodukujemy się, powstajemy, i tym jesteśmy wydajniejsi, również społecznie i intelektualnie, im bardziej jesteśmy akceptowani i dopuszczani do głosu i im więcej mamy praw do wyrażania naszych myśli i teorii nam bliskich. Seksualność nasza to nie powinien być temat tłamszony, a wręcz przeciwnie: powinien być przerabiany wzdłuż i wszerz. Nie po to, żeby siać zgorszenie, czy namawiać do niebezpiecznych zachowań seksualnych, czy też do poligamii, albo zaniku wartości rodzinnych. Wręcz przeciwnie! Po to się omawia te tematy, żeby stały się NORMALNE. Żebyśmy się z nimi oswoili. W ramach seksedukacji powinniśmy być też uczeni psychologii i etyki oraz wychowania w rodzinie. Tylko jak to wytłumaczyć politykom, którzy z etyką mają często tak mało wspólnego…?
Zakrywanie wstydem tego, co normalne, bo ludzkie – czyli pociągu seksualnego, czy też dobrego samopoczucia we własnym ciele, to jest dopiero debilizm. To prowadzi nie do rozwiązania problemu tych ludzi, ale pogłębienia się jego.
Nie tylko dla własnej wiedzy, czy zaspokojenia ciekawości, i nie tylko dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego powinniśmy się uczyć jak działa nasze ciało, i na co reaguje podnieceniem, ale właśnie też po to, by nie być zboczonymi – żebyśmy nie przenosili właśnie naszej seksualności na obiekty, które obiektami seksualnymi być nie mogą (patrz: księża, na których nałożony jest celibat często stają się zboczeni, bo stają się pedofilami lub gejami wcale nie z własnej natury, tylko z zaprzeczenia jej) i to właśnie uważam za zboczone, takie gejostwo! Nie mówiąc o pedofilstwie. Gdy robią coś wbrew sobie po to, żeby stłamsić własne potrzeby, które czasem wychodzą jak nie z tej, to z innej strony. Bo ciało nie jest tak łatwo okiełznać lub oszukać.
Znam pewnego bardzo religijnego geja, który, żeby nim nie być, bo czuł się źle z tym, chciał zaprzeczyć swojej naturze, i wstąpił do zakonu, ale w końcu z niego odszedł. Żyje teraz zgodnie z własnym sumieniem: ma chłopaka, a do Kościoła chodzi, bo wierzy w Boga, i Kościół, mimo że ze wszystkimi zasadami się nie zgadza, daje mu poczucie wspólnoty, i niech tak będzie, wcale tego nie neguję – bo każdy ma prawo tam szukać też pocieszenia. Tylko czemu on kurwa jest z tego Kościoła wykluczony? I czemu on ma się całe życie wstydzić, że jest gejem? Ja pierdolę, toż to naturalne jak u zwierząt, u których 10 procent populacji jest biseksualna. I co w tym złego?
Seksualność to jest bardzo intymna sprawa i właśnie jako intymna jest chowana często głęboko. Ale wiecie, jakie to jest fajne móc o tym głośno mówić? Jakie oswabadzające? Gdy wreszcie odkrywamy, że nie tylko my mamy jakieś fantazje seksualne, ale inni też. I że nawet jeśli ktoś nie podziela naszych, to nas nie strofuje, i pomaga otworzyć swój świat fantazji, swój świat uczuć, odczuć i doznań. I właśnie dlatego o LGBT powinno się mówić głośno, żeby pokazać, że to akceptujemy, a nie dlatego, że je promujemy.
Niepotrzebnie na seksualność zostały nałożone aż takie okowy. Jest ona tematem tabu, z którego bardzo ciężko zdejmuje się ciężar, jakim są schematy społeczne: czyli odgórne założenie, że wszyscy ludzie są heteroseksualni. Otóż: NIE SĄĄĄĄĄĄĄĄ! I mają prawo nie być hetero!!!
I teraz zwracam się już nie do tych, co są daleko i sterują naszym życiem, rządząc nim często w sposób nas tłamszący, lub wydając opinię publiczną, chociażby w internecie z jakichś dalekich nam miejsc, czy z samochodów obitych homofobicznymi, nienawistnymi, nieprawdziwymi teoriami puszczając z niego na cały regulator nienawistne teorie homofobiczne, które załamują lub rozsierdzają tych, których ten temat dotyczy. Teraz chcę zwrócić się do rodziców i rodzin osób transeksualnych: w was jest największa moc sprawcza! To Wy jesteście im najbliżsi i to Wy musicie być im pomocni i otwarci na ich problemy, wyrozumiali i wspierający! Nie udawajcie, że nie ma problemu albo że nie wiecie, w kim się kocha Wasz syn, córka, bratanek, bratanica! A jeśli tego nie tolerujecie to zapiszcie się na terapię! Nie oni, ale właśnie WY! Musicie ten problem rozwiązać w sobie, bo to jest TYLKO WASZ PROBLEM. Bo to Wy sobie nie radzicie z nim. Kochajcie ludzi takimi, jakimi są, szczególnie tych, którzy są Wam bliscy, bo to oni najbardziej potrzebują Waszej miłości. Rozmawiajcie o tym, na ile to możliwe, na tyle na ile jesteście blisko, lub spróbujcie pogłębić więź z kimś, z kim może przez lata właśnie przez TO tej więzi nie pogłębialiście. Przestańcie się wstydzić! Nic co ludzkie nie jest nam obce! I nie gardźcie nimi na Miłość Boską! Bo każdy człowiek jest GODNY POSZANOWANIA! To jest podstawowe prawo człowieka, do kurwy nędzy! A szczególnie żenujący są dla mnie ci, którzy uważają, że nie wypada im się przyznać, że mają w rodzinie geja lub transwestytę, bo są wysoko postawieni, poważani, i mogliby stracić w oczach innych. OTÓWRZCIE OCZY, PRZESTAŃCIE BYĆ PRÓŻNI! Tracicie w oczach właśnie wtedy, gdy doprowadzacie do załamania nerwowego najbliższych po to, tylko żeby pokazać, jacy to jesteście ułożeni i spełniacie wszelkie „normy”. Bądźcie prawdziwi! I bądźcie uczuciowi! Na chuja Wam te stanowiska! Czy wolicie stracić syna lub córkę, czy pierdoloną posadę? To Wasza postawa wobec właśnie słabszych pokazuje, czy zasługujecie na to, by być poważanym. Dawajcie innym przykład jak odnosić się do mniejszości seksualanych! To kształtuje schematy społeczne, których tak nie znoszę, ale w których chcąc nie chcąc wszyscy tkwimy. I od tego są protagoniści, żeby przebić się przez mur idiotycznych schematów i dać początek nowemu patrzeniu, otworzeniu się na to, na co powinniśmy być otwarci od zarania wieków.
Jeśli „niby” tolerujecie LGBT, ale tak naprawdę szydzicie z niego, albo uważacie, że ktoś z LGBT jest niespełna rozumu, to ja Wam coś wytłumaczę. Oni nie są niespełna rozumu, tylko Wy jesteście NIESPEŁNA UCZUCIOWI! To Wy jesteście pozbawieni rozumu i uczuć, jeśli drwicie z LGBT. Nauczcie się szanować innych i nie zaglądać innym w gacie, bo to jest dopiero kurwa brak poszanowania ludzkiego.
Wiecie kto powinien stawać w obronie gejów i transwestytów? MY!!! MY WSZYSCY! Bo oni sami są za słabi. Owszem niektórzy ich wysłuchają. Ale nie wszyscy. Bo przecież wśród nas jest dużo zarozumiałych kutafonów. Nie tylko w polityce.
Prawa należą się osobom słabszym też dzięki nam, którzy stają w ich obronie jako ich „prawnicy”. Bądźmy ich prawnikami! Bądźmy ich sprzymierzeńcami! Nie czekajcie aż ktoś z nich popełni samobójstwo. Bo to będzie NASZA WSPÓLNA WINA!!!!
Wczoraj na warszawkim Ursynowie samochody zablokowały ciężarówkę pełną homofobicznych napisów. I tak właśnie powinniśmy działać. To jest działanie prospołeczne, empatyczne, promujące miłość bliźniego i wsparcie dla słabszych.
Nie udawajmy, że obok nas nie ma LGBT, każdy z nas ma siłę sprawczą, by inni czuli się dobrze, i byli akceptowani. Nie omijajmy ich, a o seksie starajmy się rozmawiać. Bo z tego, co nie wyładowane, i niewypowiedziane może rodzić się perwersja. A także agresja. Więc seksedukujmy dzieci w domach i w szkołach, żeby pojęły, że to, co czują, i to jakie są, to nie jest nic złego, TYLKO NATURALNEGO. I tak jak z porodami, czy ja kurwa mówię, że każdy ma oglądać porody? Nie, to jest coś intymnego, a jednak każda kobieta przed porodem stara się zdobyć wiedzę na ten temat, i ma do tego prawo, bo inaczej może się to dla niej fatalnie skończyć. To, że się o czymś mówi, czyta, czegoś się uczy, nie oznacza, że ktoś ma fioła na danym punkcie, tylko chce poszerzyć wiedzę, i nie jest od razu zboczony. Tylko stara się być mądry i zrozumieć własne ciało i własne potrzeby. Oraz własną fizjologię.
Wiecie kto mnie jako pierwszy „seksedukował” względem LGBT? Moja własna babcia. Która opowiadała mi, że miała kolegę geja, z którym zawsze chodziła na imprezy, bo nie wypadało kiedyś iść na prywatki bez partnerki. To był jej bardzo dobry przyjaciel. Ona mnie uczyła tej wyrozumiałości i akceptacji tak zwanej inności. Z którą oswoiła mnie pokazując, że to nie inność, tylko normalność. A tylko nienormalni się czepiają i są skończonymi kutafonami.


