Prof. Horban: większość chorych na COVID-19 nie wymaga specjalistycznego leczenia

W przypadku zakażenia koronawirusem u 80 proc. osób nie występują symptomy choroby albo są one skąpe. Ogólnie rzecz biorąc, jest to typowa infekcja górnych dróg oddechowych, podobna do przeziębienia lub grypy. U części osób może jednak dojść do zapalenia płuc – wyjaśnił konsultant krajowy ds. chorób zakaźnych prof. Andrzej Horban. Dodał, że najczęściej jest to tak zwane śródmiąższowe zapalenie płuc.

Fot. flickr / New York National Guard

Większość zakażonych koronawirusem nie wymaga leczenia w szpitalu

– Większość ludzi zakażonych koronawirusem nie wymaga leczenia w szpitalu, a ci, którzy mają objawy kliniczne, też często nie wymagają żadnej zaawansowanej terapii. Leczy się ich objawowo – powiedział w rozmowie z PAP profesor Andrzej Horban.

Dodał, że najważniejsze jest właściwe nawodnienie organizmu, bo w trakcie infekcji, gorączki czy kaszlu człowiek się odwadnia.

Osoba chora powinna dostać odpowiednią ilość płynów, by kaszel był efektywny, plus – stosowane z umiarem – leki przeciwzapalne i przeciwgorączkowe – powiedział.

Zaznaczył, że gorączka jest poniekąd objawem dobrym, a nie złym, pod warunkiem że nie przekracza 39 stopni Celsjusza.

Może się rozwinąć zapalenie płuc

U części chorych może się jednak rozwinąć zapalenie płuc. Jest to zapalenie płuc śródmiąższowe. W jego przebiegu, mówiąc obrazowo, dochodzi do zalewania płuc płynem wysiękowym. Pacjentowi zagraża wówczas zespół niewydolności oddechowej.

– Jest to stan bezpośrednio zagrażający życiu. Mimo leczenia w warunkach intensywnej terapii, umiera około 40 proc. pacjentów. Pacjent spełnia wszystkie kryteria medyczne definicji posocznicy – dodał profesor.

Wytłumaczył, że pod tym pojęciem rozumie się dysfunkcję narządową zagrażającą życiu, spowodowaną rozregulowaną odpowiedzią immunologiczną.

Początkowa, prawidłowa reakcja układu immunologicznego, wywołuje wydzielanie cytokin, czyli mediatorów reakcji zapalnych, co może spowodować, że kolejny etap tej odpowiedzi jest włączany bardzo intensywnie, zaburzając funkcję różnych narządów. Dysfunkcja narządów i tkanek, w tym przypadku płuc, prowadzi do zaburzeń oddychania i utlenowania tkanek, co już bardzo łatwo prowadzi do śmierci, zwłaszcza jeśli jest to osoba starsza i cierpiąca już na inne choroby – stwierdził.

Profesor zaznaczył, że w przypadku leczenia ciężko chorych pacjentów należy monitorować wiele parametrów życiowych, w tym, bardzo precyzyjnie, poziom cytokin.

Jeśli widzimy, że odpowiedź immunologiczna jest rozregulowana, nadmierna, to w tym momencie nowoczesnymi lekami blokujemy same cytokiny albo receptory dla tych cytokin. Jest to jednak leczenie nadal w fazie eksperymentu, niedostępne poza wyspecjalizowanymi ośrodkami dysponującymi odpowiednim zespołem specjalistów i wyposażeniem – zaznaczył.

Nie istnieją leki, które mogłyby skutecznie leczyć

– Generalnie biorąc, głównym problemem jest to, że nie istnieją leki bezpośrednio hamujące replikację wirusa, które mogłyby leczyć skutecznie, jak w przypadku innych chorób – dodał.

Podkreślił również, że testowane dotąd preparaty, które mogą skrócić czas obecności wirusa w wydzielinach, nie wpływają na przebieg kliniczny choroby. Terapie te są w trakcie badań.

Szczepionka szansą na wyleczenie

Zdaniem profesora szansą na radykalne rozwiązanie problemów tej epidemii będzie stworzenie szczepionki.

– Jeśli opracowana zostanie skuteczna szczepionka, to transmisja wirusa zostanie przerwana. W efekcie szczepienia powstanie odpowiedź humoralna, prościej mówiąc, powstaną przeciwciała chroniące przed chorobą – podsumował. (PAP)

W przypadku zakażenia koronawirusem u 80 proc. osób nie występują symptomy choroby albo są one skąpe. U części osób może jednak dojść do zapalenia płuc

Dzieci prawdopodobnie nie wrócą do szkół przed wakacjami

– Być może nie będzie powrotu do szkół przed wakacjami. Teraz jednak nie jesteśmy w stanie stwierdzić tego na 100 procent – powiedział w wywiadzie dla Interia.pl minister edukacji Dariusz Piontkowski. Jak poinformował, najważniejsze zdanie w tej sprawie mają minister zdrowia i główny inspektor sanitarny.

Piontkowski był pytany m.in. o to, jak sobie wyobraża powrót do szkoły w sytuacji, gdy – jak zapowiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski – będziemy musieli żyć z koronawirusem przez rok, a nawet dwa.

– Nie wiemy, na jakim etapie zagrożenia epidemicznego będziemy. Być może dużą część rygorów, która obowiązuje w tej chwili, będziemy musieli stosować przez dłuższy czas. Z drugiej strony może pojawić się możliwość powrotu do szkoły. Jeśli okazałoby się, że jest to możliwe w czerwcu, to tym bardziej we wrześniu – stwierdził.

Na uwagę, że od 4 maja Niemcy otwierają szkoły dla najstarszych roczników szef MEN wyjaśnił, że Niemcy mają swój pomysł, a polski rząd realizuje swoje działania.

– Wychodzimy z założenia, że maturzyści kończą zajęcia dydaktyczne i nauczyciel raczej już może uzupełniać, korygować wiedzę maturzysty, np. w trakcie konsultacji. I taka możliwość istnieje, choćby w formie zdalnej. Można też sobie wyobrazić tradycyjne spotkanie z nauczycielem, jeden na jeden, oczywiście z zachowaniem niezbędnych środków ostrożności. Z tego co wiem, uczniowie konsultują się z nauczycielami przede wszystkim przez internet, np. przez maila lub komunikator. Wprzypadku przedszkoli i klas I-III chodzi głównie o opiekę nad dziećmi młodszymi, których rodzice powinni wrócić do pracy, szczególnie w tych dziedzinach, które są niezbędne dla funkcjonowania całego społeczeństwa, jak np. służba zdrowia – powiedział.

Zapytany, co oznacza nieuwzględnienie w żadnym z etapów „powrotu do normalności” całkowitego powrotu uczniów do szkół, odpowiedział, że oznacza to tyle, że „być może nie będzie powrotu do szkół przed wakacjami”.

– Teraz nie jesteśmy w stanie stwierdzić tego na 100 procent. Trzeba jeszcze trochę poczekać. W jakimś momencie, w uzgodnieniu z ministrem zdrowia, wydamy odpowiednie decyzje. Najważniejsze zdanie w tym temacie mają minister zdrowia i główny inspektor sanitarny – podkreślił.

Był też pytany, kiedy uczniowie mogą spodziewać się komunikatu w sprawie egzaminów ósmoklasisty i maturalnego, a także w sprawie zakończenia roku szkolnego.

– Jest dopiero połowa kwietnia. Już mówiliśmy, że w maju egzaminów nie będzie, więc perspektywa jest dosyć odległa. Za kilka tygodni będziemy więcej wiedzieli, jak zmienia się sytuacja epidemiczna i wtedy można będzie podjąć decyzję na podstawie większej ilości danych, a nie prognoz. Dziś już przecież niektóre państwa, ze znacznie większą liczbą zachorowań, planują powrót do szkół. Mam nadzieję, że u nas będzie także możliwa taka decyzja – odparł minister edukacji.

W czwartek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział cztery etapy częściowego znoszenia ograniczeń związanych z epidemią.

W pierwszym, od 20 kwietnia, zostaną otwarte lasy i parki, złagodzone będą również ograniczenia liczby osób w sklepach i kościołach.

W drugim zostaną otwarte niektóre instytucje kultury, w trzecim – handel i usługi, a także zorganizowana opieka nad dziećmi w żłobkach, przedszkolach i w klasach I-III.

W czwartym etapie możliwe będzie otwarcie m.in. siłowni, salonów masażu oraz – w nowym reżimie sanitarnym – teatrów i kin. (PAP)


Teorie spisowe powracają. Część naukowców wskazuje, że nowy koronawirus jednak wydostał się z laboratorium

Fabian Schmidt

Fabian Schmidt

To, co początkowo wydawało się teorią spiskową, może się okazać prawdą. Część naukowców wskazuje Instytut Wirusologii w Wuhan jako potencjalne źródło pochodzenia nowego koronawirusa.

Naukowcy i dziennikarze długo spekulowali wokół tego, w jaki sposób koronawirus SARS-CoV-2 dotarł do Wuhan. Do tej pory wielu wskazuje na targ rybny, na którym handluje się dzikimi zwierzętami. Jednak różne zachodnie media informują, że wirus mógł wydostać się z Instytutu Wirusologii znajdującego się w pobliżu targu.

Już w styczniu w mediach społecznościowych krążyły teorie wskazujące na instytut – często w połączeniu z teoriami spiskowymi wokół produkcji tajnej broni biologicznej.

Zakażenia już w listopadzie 2019

Wirusolodzy pytani przez „Washington Post” wykluczali jednak możliwość powstania ludzkiej mutacji nowego koronawirusa. Podkreślano przy tym, że praca instytutu nie jest tajna i że wyniki licznych prac naukowych na temat wirusów nietoperzy były publikowane. W niektórych projektach uczestniczyli zachodni partnerzy. Bliskie związki z instytutem w Wuhan ma uniwersytet w Teksasie, a część badań była współfinansowana przez USA.

Wszystko to jednak nadal nie wyklucza możliwości wydostania się wirusa z laboratorium. Już pod koniec stycznia w piśmie „Science” pojawił się artykuł kwestionujący wersję mówiącą o pojawieniu się wirusa na targu. W piśmie „The Lancet” pisano, że 13 pierwszych pacjentów chorych na COVID-19 nie miało żadnego związku z targiem w Wuhan. Możliwe też, że infekcja pacjenta „zero” nastąpiła już w listopadzie 2019 roku.

Czy nauka jest współwinna?

Tym bardziej zasadne jest pytanie, jak wirus trafił do Wuhan?

Tropy prowadzą do profesor wirusologii Zhengli Shi zajmującej się badaniem nietoperzy w tamtejszym instytucie. Na początku 2019 roku opublikowała ona artykuł na temat koronawirusów roznoszonych przez nietoperze, w tym także tych bardzo podobnych do aktualnego koronawirusa, który wywołał pandemię.

Dzięki pracy Zhengli Shi i jej zespołu można było szybko przeanalizować genom wirusa i rozpocząć prace nad szczepionką i nad testami wykrywającymi przeciwciała. Chińska wirusolożka trafiła jednak w ostatnich tygodniach pod ostrzał krytyki w mediach społecznościowych na całym świecie.

Bierze ją w obronę kolega po fachu Peter Daszak z Nowego Jorku, który w wywiadzie dla National Public Radio powiedział, że wydostanie się wirusa z laboratorium to „czysta bzdura”. Daszak wraz z grupą badaczy zajmował się w zespole Zhengli Shi badaniem odchodów nietoperzy. Wyjaśnił, że w laboratorium w Wuhan nie są przechowywane żadne wirusy typu SARS-CoV-2. Mówi o „nieszczęśliwym upolitycznieniu pochodzenia pandemii”.

Godne uwagi jest w tym kontekście ograniczanie przez Pekin przepływu informacji o badaniach koronawirusa. Wedle zachodnich mediów, wszelkie publikacje podlegają teraz kontroli rządowej. Ambasada Chin w Londynie uznała te informacje za „bezpodstawne”, zaś w specjalnie wydanym oświadczeniu napisała, że „badania na temat pochodzenia COVID-19 idą pełną parą”.

Fabian Schmidt

REDAKCJA POLECA

 


Sposoby na udany seks oralny – czyli co zrobić, gdy macie z tym problem?

Stosunek oralny nie jest niczym nowym. Już w czasach starożytnych był on jedną z form dawania partnerowi przyjemności podczas zbliżenia. Może być on również bardzo miłym doświadczeniem, jeśli tylko wie się, jak o to zadbać.

Fot. Vidar Nordli-Mathisen / Unsplash

Współcześnie wiele kobiet i mężczyzn ma z tym jednak problem. Z jednej strony erotyka i pornografia ukazują taką formę stymulacji jako klasyczny element stosunku lub przynajmniej gry wstępnej, z drugiej jednak strony na psychice kochanków ciążą pewne blokady i ograniczenia. Jak zatem pokonać te przeszkody? Z czym należy się zmierzyć, aby móc czerpać przyjemność z seksu oralnego? Jeśli chcecie poznać nasze sposoby, to zapraszamy do lektury poniższych akapitów – to wbrew pozorom wcale nie taka trudna sztuka.

Bardzo ważna jest… higiena

Każdy przykład, który mamy zamiar tu poruszyć, odnosi się zarówno do kobiety jak i mężczyzny (tak, panowie również mają opory przed dawaniem swojej partnerce przyjemności oralnej). Jedno jest pewne. Nic nie może się tu udać, jeśli nie będziecie dbać o swoją higienę intymną. Codzienna zmiana bielizny, regularny prysznic, usuwanie mastki spod napletka, czy depilacja lub golenie okolic bikini są dziś absolutną podstawą. Jesteście podnieceni po wysiłku fizycznym? Weźcie szybką kąpiel i możecie zabrać się do dzieła. Jest to ważne zarówno ze względu na zapach, jak i smak waszych ciał – a jakby nie było, w takich chwilach poznajecie go dość dokładnie. Poza tym brak higieny może prowadzić do chorób, a nawet tego, że ktoś z kim jesteśmy w związku, będzie brzydził się tego typu formą zbliżenie i pieszczot.

Uważaj na to, co jesz i pijesz

O ile po alkoholu seks oralny może być przyjemny, to już w przypadku dawania tego rodzaju przyjemności osobie palącej, może być duży kłopot. Miejsca intymne u obu płci, są czymś na kształt sprawozdania z diety danego człowieka. Duża zawartość mięsa w jadłospisie może negatywnie wpłynąć zarówno na zapach waszych podnieconych ciał, jak i ich smak. Niektóre produkty spożywcze traktowane są zaś jak afrodyzjaki, a inne sprawiają, że wasze ciało jest słodkie i pyszne (np. ananasy). Jeśli więc czujesz, że twój partner albo partnerka może mieć z tym problem, warto zainicjować rozmowę na ten temat – to zawsze lepsze rozwiązanie niż kategoryczne odmawianie seksu oralnego bez powodu.

Pokonanie bariery psychicznej

Dla niektórych już sama myśl o tego typu pieszczotach jest nie do pomyślenia. Czasami wynika to z zasad doktryny religijnej, czasem zaś z braku doświadczenia w tej kwestii i strachu przed porażką. Najlepszym sposobem na pokonanie barier psychicznych jest nie tylko zdrowa dieta i higiena (tym sposobem wzmocnicie pewność siebie), ale również uświadomienie partnera, że takowe przeszkody istnieją i wspólne wspieranie się podczas ich stopniowego pokonywania. Czasem jednak trzeba sobie odrobinę pomóc, a do tego zadania najlepiej użyć między innymi olejków smakowych, czy lubrykantów, które można bez obaw zlizać z ciała partnera. Wówczas seks oralny stanie się czymś na kształt pysznego deseru, a tej części posiłku rzadko kto potrafi odmówić.

Dodatkowe wskazówki

Jeśli nadal myślicie, że utrzymanie higieny, zdrowe odżywianie i wspólne pokonywanie barier psychicznych z pomocą lubrykantów i olejków smakowych, to mało, to mamy dla was jeszcze kilka wskazówek, które mogą pomóc w udanym zbliżeniu oralnym:

  • użyjcie kostek lodu (schłodźcie nimi wargi lub miejcie je w ustach podczas dawania przyjemności drugiej osobie),
  • dobrym wstępem do oralnych pieszczot jest ładna bielizna (wzmaga podniecenie i apetyt na drugą osobę),
  • jeśli to ty dajesz tę przyjemność partnerowi/partnerce to zwracaj uwagę na jego/jej reakcje,
  • jeśli to tobie przypadło otrzymanie takiego prezentu, to nie wahaj się pomagać drugiej osobie w znalezieniu odpowiedniej techniki i miejsca pieszczot,
  • nie bójcie się eksperymentować (skoro decydujecie się na zbliżenie, to na pewno jest pomiędzy wami jakaś nić emocjonalna, która pozwoli na wspólne przejście przez porażki i potknięcia, a zawsze może się tu zdarzyć, że przez przypadek odkryjecie coś fascynującego w waszych ciałach).

Pomysły na wskazówki związane ze stymulacją oralną zaczerpnęliśmy z doświadczenia zespołu Erotic-Med


Marcin Zegadło: Bezpieczne wybory za dwa lata? Coś w tej narracji cuchnie bezczelnym szwindelm

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Co jest takiego w spotkaniach przy urnie, co sprawia, że SARS-CoV-2 jest przy nich bardziej niebezpieczny niż na przykład w korytarzu w urzędzie, w hotelowej windzie, w sklepie wielkopowierzchniowym lub w zakładzie pracy, w którym na niewielkiej powierzchni będą oddychać sobie w karki pracownicy w maseczkach z pieluchy, bo i tak się zdarza.

 

Minister Szumowski poinformował dzisiaj, że bezpieczne wybory nie będą możliwe wcześniej niż za dwa lata.

Dziwię się powściągliwości tej prognozy. Skoro już bierze się jakieś czasokresy z dupy, to można do tej dupy zajrzeć odrobinę głębiej. Komu jak komu, ale ministrowi Szumowskiemu nie powinno to robić specjalnej różnicy. Od pewnego czasu siedzi już w tej dupy przepastnych otchłaniach.

Na miejscu Szumowskiego powiedziałbym od razu, że bezpieczne wybory będą możliwe, za co najmniej dziesięć lat i to przy założeniu, że w tym czasie nikt nie zachoruje na coś, co chociaż odrobinę przypomina grypę, no bo w końcu nigdy nic nie wiadomo z kaszlem i katarkiem. Najpierw z nosa pocieknie, a po chwili ani się człowiek obejrzy i już go chowają.

Z drugiej strony zastanawiam się jak to jest możliwe według ministra Szumowskiego, że podczas wyborów bezpiecznie będziemy mogli spotkać się przy urnach dopiero za dwadzieścia cztery miesiące, tymczasem odmrożenie gospodarki i luzowanie obostrzeń już teraz jest nie tylko możliwe, ale przez rząd planowane.

Co jest takiego w spotkaniach przy urnie, co sprawia, że SARS-CoV-2 jest przy nich bardziej niebezpieczny niż na przykład w korytarzu w urzędzie, w hotelowej windzie, w sklepie wielkopowierzchniowym lub w zakładzie pracy, w którym na niewielkiej powierzchni będą oddychać sobie w karki pracownicy w maseczkach z pieluchy, bo i tak się zdarza.

Coś w tej narracji cuchnie bezczelnym szwindelm.

Ale głupio się w gruncie rzeczy dziwię. Przecież mówimy, o władzy, która z kłamstwa i zwykłego łajdactwa zrobiła model zarządzania państwem, a teraz jeszcze nazwie ten model „nową normalnością”.

Jeżeli to nie jest ironia lub przewrotne poczucie humoru, to ja już nie wiem co to jest.

Marcin Zegadło

 

 


37 dzień? Czy to czwartek, piątek, święta, czy majówka?

Agnieszka Ossowska

Agnieszka Ossowska

Kto najbardziej przeżywa dzisiaj zamknięcie w domu? Ci, którzy żyli dotąd pełnią życia. Dzisiaj każdy przeżywa swoją samotność w domu. Nie mamy już komu pozazdrościć, że właśnie gdzieś sobie pojechał, poszedł do kina, do restauracji, na imprezę, czy na siłownię. Więc jesteśmy samotni, ale wspólnotowo.

 

Jest mi już zupełnie obojętne, jaki dziś jest dzień. Święta zleciały jakby ich nie było, a każdy dzień przypomina poprzedni.

Za kilka dni moja mama skończy 70 lat. Będzie wtedy sama, 400 kilometrów ode mnie. Tak jak codziennie. Ale nie rozpacza nad tym. Mimo że planowaliśmy rodzinną imprezę. Stara się być po prostu dzielna, tak jak każdy z nas teraz powinien (…)

Zachorowałam na początku lutego na grypę razem z dzieciakami, więc w odosobnieniu jesteśmy od dawna. Nie mówię tego, żeby się pożalić. Jestem pogodzona z tym, bo wiem, że tak teraz jest i tak być musi. Poza tym do odosobnienia jestem przyzwyczajona od wielu lat, jako że wiele lat byłam na urlopach macierzyńskich, wychowawczych.

To wśród bezdzietnych ludzi w pracy, po tych urlopach czułam się obco i samotnie, bo moje priorytety zmieniły się na wskroś wraz z urodzeniem już pierwszego dziecka. Nagle pobyty na siłowni, mimo że kocham sport, chodzenie do kina, mimo że uwielbiam kino, zwiedzanie świata, mimo że kocham podróże, przestały być ważne.

Nie miałam też ochoty opowiadać o dzieciach innym ludziom, bo to często jest jak opowiadać o kosmosie komuś, kto zupełnie się tym kosmosem nie interesuje. A Ci, którzy mają wymagające i trudne dzieci, wiedzą, że z takimi dziećmi przestaje się odwiedzać przyjaciół, a nawet rodzinę. Z dziećmi jesteśmy więc często zamknięci w domu. Przed światem…

Nasza kwarantanna jest nieustanna, szczególnie jeśli te dzieci nie są jeszcze szkolne, czy przedszkolne. Tylko mamom nie wypada na to narzekać. Każdy oczekuje od nas wdzięczności, że możemy „siedzieć” w domu i tak cudownie spędzać czas. I owszem, ten czasem bywa cudowny, ale jak każdy przekonał się teraz na własnej skórze, jeśli ten czas tak spędzamy bez przerwy, to jednak popadamy w apatię. Nie umiemy się pogodzić z odosobnieniem.

Dzisiaj wszyscy mogą doświadczyć, co to jest depresja poporodowa. To nie fanaberia kobiet. To stan zmęczenia, i zatracenia samego siebie. To samotność. I poświęcenie siebie, swoich marzeń, swoich pasji.

Kto najbardziej przeżywa dzisiaj zamknięcie w domu? Ci, którzy żyli dotąd pełnią życia. Dzisiaj każdy przeżywa swoją samotność w domu. Nie mamy już komu pozazdrościć, że właśnie gdzieś sobie pojechał, poszedł do kina, do restauracji, na imprezę, czy na siłownię. Więc jesteśmy samotni, ale wspólnotowo.

Wiemy, że razem przechodzimy wszyscy ten sam stan. Wiadomo jedni gorzej, drudzy lepiej, ale jednak WSZYSCY. Natomiast matki na macierzyńskim często dołują się tym, że nie mogą czegoś przeżywać, co dla innych jest dozwolone, lub że nie umieją już czerpać radości z tego, co kiedyś było ich źródłem szczęścia, bo zwyczajnie mają wyrzuty sumienia, że zamiast siedzieć non stop z dziećmi w domu, mają czelność robić coś dla siebie, choćby to była czasem nawet praca, czy nauka…

Jeśli ktoś pyta mnie, jak znoszę zamknięcie w domu i samotność, to odpowiadam, że przecież znam to od 11 lat i u mnie nic się nie zmieniło. Może trudniej robi się zakupy. Ale co poza tym? Nie byłam w kinie na filmie nie dla dzieci od 12 lat, od ciąży z pierwszym dzieckiem. Nie chcę myśleć, co jeszcze ominęłam.

Teraz jest mi nawet raźniej, bo wreszcie czuję, że nie jestem sama w szpitalu dla wariatów z samotności, tylko każdy jeden człowiek jest teraz zamknięty w izolatce. Każdy boi się każdego dotknąć i zamienić z nim słowo, żeby nie zachcieć, wejść w dłuższą pogawędkę, czy bliższą relację. Ale w końcu wyjdziemy z tego szpitala.

Kiedyś to się skończy. Tak samo, jak kończy się urlop macierzyński, i kobieta wraca do świata, i na nowo odkrywa samą siebie i swoje marzenia, tak samo skończy się kiedyś i ten nasz „urlop przymusowy”, urlop od prawdziwego życia, od wyjść, od spotkań.

I owszem, już nigdy nie będziemy tak beztroscy, jak przed epidemią, ale będziemy mogli na nowo funkcjonować w społeczeństwie, bardziej świadomi, że jesteśmy jego częścią, i że jego potrzebujemy do naszego szczęścia. Docenimy to, co mamy na co dzień. I przecedzimy też to, co ważne od tego, co na siłę implementowaliśmy do naszego życia, żeby tylko zapełnić pustkę. Wreszcie odkryjemy, że ta pustka to strach przed samotnością. A to, co robimy teraz to oswajanie się z samotnością. I powolne przyzwyczajenie do niej.

Obyśmy nie polubili tej samotności za bardzo. Bo z tego bardzo ciężko się wydobywa. Uwierzcie tym, które mają w tym doświadczenie. Tym, z których dotąd drwiliście, i wcale nie zazdrościliście, że siedzą w domu. Ale byliście przekonani, że one czerpią z tego czystą rozkosz. Matkom, kurwa, Polkom. Teraz gdy już rozumiecie, że dom to nie tylko wolność, ale i więzienie.

Agnieszka Ossowska

 

 


Szumowski: jedynie wybory korespondencyjne są bezpieczne. Tylko taką formę mogę rekomendować

Bezpieczne wybory w tradycyjnej formie będą możliwe najwcześniej za dwa lata. Jeśli ugrupowania polityczne nie zgodzą się na taką formułę, to jedyną bezpieczną formą są wybory korespondencyjne – oświadczył w piątek minister zdrowia Łukasz Szumowski. – Tylko taką formę mogę rekomendować – dodał.

Szumowski przekazał swoje rekomendacji w kwestii przeprowadzenia wyborów prezydenckich

Podczas konferencji prasowej Szumowski poinformował o przekazaniu w piątek premierowi Mateuszowi Morawieckiemu rekomendacji w kwestii przeprowadzenia wyborów prezydenckich.

Szef MZ wskazał, że „epidemia koronawirusa będzie nam towarzyszyła przez najbliższe miesiące. Prawdopodobnie do półtora roku, dopóki nie pojawi się szczepionka”.

Zgodnie ze wszystkimi danymi różnych grup badających i analizujących sytuację, szczepionka ta może powstać najwcześniej w przeciągu kilkunastu miesięcy – dodał.

W związku z tym jego zdaniem przeprowadzenie w sposób bezpieczny wyborów prezydenckich w tradycyjnej formie, w jakiej wszyscy idą do urn i spotykają się w lokalach wyborczych będzie możliwe najwcześniej za dwa lata.

– I taka jest moja rekomendacja. Jeżeli ugrupowania polityczne nie zgodzą się na taką formułę, takie rozwiązanie, wtedy jedyną formą bezpieczną przeprowadzenia wyborów prezydenckich są wybory korespondencyjne podkreślił Szumowski.

Szczegółowe rekomendacje, gdy ustawa będzie ukształtowana

Zaznaczył, że przeprowadzenie wyborów w formie tradycyjnej związane byłoby ze zbyt dużą liczbą kontaktów międzyludzkich. Dlatego – powtórzył – jedyną formą jaką może rekomendować jako minister zdrowia, z punktu widzenia medycznego, są wybory korespondencyjne. „One minimalizują kontakt międzyludzki i ryzyko związane z transmisja wirusa”.

Szumowski podkreślił, że „o wszystkich szczegółach, o formule, szczegółowych zaleceniach dotyczących przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych” będzie mógł poinformować premiera i przekazać mu swoje rekomendacje w momencie, „gdy ustawa o wyborach korespondencyjnych będzie już w pełni ukształtowana i wróci w ostatecznej formie do parlamentu”.

Odpowiadając na pytania o wybory korespondencyjne Szumowski powiedział, że „ogólne rekomendacje są takie, żeby maksymalnie zmniejszyć liczbę kontaktów międzyludzkich. Aby utrzymywać reżim sanitarny”.

Będziemy mogli wydać rekomendacje, jako Ministerstwo Zdrowia, posiłkując się opinią Inspekcji Sanitarnej, wtedy gdy będziemy znali szczegóły techniczne przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych – powiedział minister.

Powtórzył, że obecnie ustawa wprowadzająca możliwość przeprowadzeni wyborów korespondencyjnych jest w Senacie.

Dopytywany o możliwość bezpiecznego przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych już w maju odparł, że „nie zna szczegółów, jak będzie wyglądała propozycja, która wyjdzie z Senat. Nie może w sposób odpowiedzialny, jako urzędnik państwowy wypowiadać się, jak powinny wyglądać rekomendacje”.

Szumowski podkreślił także, iż na przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych „nie ma miesiąca, który byłby bezpieczniejszy od innych. I nie ma miesiąca, który byłby gorszy od innych”.

– Dziś było wspólne spotkanie ministrów zdrowia i WHO. I było podkreślane, że na jesieni niestety spodziewamy się drugiej fali epidemii i czegoś czego się bardzo obawiamy. To jest fali zachorowań na grypę, która będzie towarzyszyła epidemii koronawirusa. To może oznaczać bardzo poważną sytuację zdrowotną dla większości krajów na świecie półkuli północnej” – powiedział. (PAP)

Wybory prezydenckie zostały zarządzone na 10 maja

Dotychczas w Polsce zakażenie koronawirusem potwierdzono u 8379 osób, z których 332 zmarły.

Wybory prezydenckie zostały zarządzone na 10 maja. 6 kwietnia Sejm uchwalił ustawę zgodnie z którą wybory prezydenckie w 2020 r. mają zostać przeprowadzone wyłącznie w drodze głosowania korespondencyjnego.

Według nowych przepisów, w stanie epidemii, marszałek Sejmu może zarządzić zmianę terminu wyborów, określonego wcześniej w postanowieniu. Ustawa trafiła do Senatu.

Marszałek Tomasz Grodzki mówił w środę, że Senat będzie niezwykle starannie procedował na ustawą dotyczącą głosowania korespondencyjnego. Okres 30 dni, który ma na procedowanie, zapewne będzie wykorzystany.

Grodzki powiedział, że wątpliwości jest mnóstwo. O opinię w sprawie zawartych w ustawie przepisów należy zapytać m.in. epidemiologów, Państwową Komisję Wyborczą, Rzecznika Praw Obywatelskich, czy Sąd Najwyższy.

Marszałek Senatu podkreślał, że „wybory powinny być bezpośrednie i tajne”. (PAP)


Roman Giertych: plan dla opozycji

Roman Giertych

Roman Giertych

Plan ten zakłada, ze PiS wbrew przepisom Konstytucji będzie dążyć do przeprowadzenia wyborów prezydenckich i nie ogłosi stanu klęski żywiołowej.

 

Zwracam się do opozycji o przyjęcie jasnego dla wszystkich wyborców sposobu działania w najbliższych tygodniach. Plan ten składa się z kilku punktów.

  1. Zero rozmów z PiS na temat zmiany Konstytucji.
  2. Maksymalne utrudnienie przyjęcia przez parlament zmiany do Kodeksu Wyborczego, w tym próby rozmów z Jarosławem Gowinem w tej sprawie.
  3. W przypadku przyjęcia jednak trybu korespondencyjnego głosowania porozumienie pomiędzy trzema kandydatami opozycji, którzy uzyskują najlepsze wyniki sondażowe (Kidawa-Błońska, Kosiniak-Kamysz i Hołownia), że którykolwiek z nich wejdzie do drugiej tury zostanie poparty przez dwóch pozostałych oraz wspólny apel do wyborców, aby wzięli udział w głosowaniu korespondencyjnym, o ile technicznie będzie to możliwe.
  4. Wspólne obsadzenie gminnych komisji wyborczych swoimi przedstawicielami oraz wyposażenie ich w środki ochrony osobistej przy liczeniu głosów: maski, skafandry, rękawiczki.
  5. W przypadku ogłoszenia zwycięstwa Andrzeja Dudy wspólne zaskarżenie wyników do SN.
  6. W przypadku wygrania wyborów przez któregoś z kandydatów opozycji wspólne uznanie tych wyników za wiążące.

Plan ten zakłada, ze PiS wbrew przepisom Konstytucji będzie dążyć do przeprowadzenia wyborów prezydenckich i nie ogłosi stanu klęski żywiołowej.

Plan zakłada też, że technicznie zostanie wykonane dostarczenie obywatelom kart do głosowania i możliwość bezpiecznego wrzucenia głosu do urny. Jeżeli rząd sobie z tym nie poradzi (co jest bardzo prawdopodobne), to wybory się nie odbędą.

Wydaje mi się, że porozumienie kandydatów opozycji może dodać do różnych ryzyk dla PiS z realizacji wyborów korespondencyjnych dodatkowe ryzyko – przegrania wyborów. I dlatego może się z nich wycofają.

Dlaczego nie ma sprzeczności pomiędzy pkt. 5 i 6? Dlatego, że to PiS w tych wyborach oszukuje i tylko PiS. Każdy inny kandydat opozycji, który wygrałby w takich oszukiwanych przez PiS wyborach tym bardziej wygrałby w normalnych. Nie ma więc powodu, aby jego zwycięstwo unieważniać.

Plan jest prosty i wymaga tylko minimum porozumienia pomiędzy trzema głównymi kandydatami opozycji.

Apeluję do pani Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, do Władysława Kosiniak-Kamysza i do Szymona Hołowni o rozpoczęcie rozmów w tej sprawie.

Roman Giertych

 

 


Wielka Brytania. Co z brexitem? Brytyjski polityk: Ochrona zdrowia i opieka społeczna ważniejsze

Jakub Krupa

Jakub Krupa

Były brytyjski wicepremier David Lidington ostrzegł, że pandemia koronawirusa doprowadzi do przemyślenia na nowo istniejącego modelu opieki zdrowotnej i społecznej, a także radykalnych zmian w systemie podatkowym.

Fot. Edward Howell on Unsplash

Rozmawiając z grupą europejskich korespondentów, w tym Deutsche Welle, de facto zastępca byłej szefowej rządu Theresy May ocenił, że kwestie ochrony zdrowia i opieki społecznej przysłonią nawet dyskusje o przyszłych relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską.

– Pojawią się kwestie dotyczące systemu ochrony zdrowia, opieki społecznej, które będą musiały być rozwiązane w dłuższej perspektywie. Temu towarzyszyć będzie też debata na temat stopniowego rozluźniania obecnych ograniczeń i próby odbudowy gospodarki – ocenił były polityk.

Jak zaznaczył, wiele z tych kwestii wymagało reform od lat, a „opinia publiczna będzie oczekiwała, żeby nie odkładać tego dalej w czasie”.

– Konieczne będzie stworzenie systemu, który jakoś to tłumaczy w ramach sprawiedliwości międzypokoleniowej – dodał, wskazując na możliwe zmiany w opodatkowaniu.

Lidingtonpodkreślił, że kluczowym elementem nowego ładu politycznego będzie publiczny system ochrony zdrowia (NHS), który „jest instytucją ucieleśniającą to, jak Wielka Brytania myśli o swojej tożsamości”, na równi z monarchią i wojskiem.

NHS zawsze miało głęboki wpływ na brytyjską duszę, czego przejawem było jego włączenie do ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. To nie tylko gwarancja bezpłatnej opieki zdrowotnej, kiedy jest ona potrzebna, ale przede wszystkim symbol usunięcia lęku o to, że muszą płacić za swoje zdrowie – tłumaczył.

Były wicepremier: zbyt wcześnie na oceny rządu

Pomimo wycofania się z aktywnej polityki, Lidington odmówił wprost krytyki działań brytyjskiego rządu wobec pandemii koronawirusa. Przyznał jednak, że przyszła komisja analizująca funkcjonowanie administracji w trakcie kryzysu, może chcieć przeanalizować pewne elementy przyjętej strategii.

Część komentatorów atakowała władze w Londynie m.in. za zbyt późne decyzje o zamknięciu gospodarki, zbyt wolne przeprowadzanie testów na infekcję koronawirusem, a także niewystarczające zapasy środków ochrony osobistej. Jak wskazywano, doprowadziło to do zwiększonego ryzyka zarażenia w szpitalach oraz domach opieki, gdzie mieszkają starsze i schorowane osoby. W efekcie do wyższej od spodziewanej liczby ofiar śmiertelnych.

– Zbyt wcześnie, żeby o tym mówić; wciąż wszyscy staramy się poradzić sobie z tym kryzysem – uciął Lidington, wskazując na wyzwania związane m.in. z wynalezieniem leku lub szczepionki.

– Pomimo krytyki ze strony brytyjskiej i międzynarodowej prasy na temat niektórych decyzji, fakt, że Boris Johnson i rząd notują coraz lepsze wyniki w sondażach wskazuje, że opinia publiczna uznała, że robią, co mogą w tych nadzwyczaj trudnych okolicznościach – powiedział były wicepremier.

Ostatnie badanie Ipsos Mori pokazało, że dobrą opinię o szefie rządu ma aż 51 proc. ankietowanych, aż 17 punktów procentowych więcej niż miesiąc wcześniej. Podobnie rządząca Partia Konserwatywna zyskała w sondażach, powiększając przewagę nad opozycyjną Partią Pracy.

Lidington: rząd poradzi sobie czasowo bez premiera

Lidington zaznaczył, że empatia ze strony wyborców była szczególnie widoczna w trakcie hospitalizacji Johnsona, który spędził trzy noce na oddziale intensywnej terapii. – To był absolutny szok, także dla ludzi, którzy nigdy nie postrzegaliby siebie jako jego politycznych przyjaciół – ocenił.

Były wicepremier zaznaczył, że pomimo nieobecności szefa rządu „nie był zaniepokojony” tym, w jaki sposób uda się zachować ciągłość funkcjonowania rządu.

– Istnieją sprawdzone systemy pozwalające na radzenie sobie z sytuacją, kiedy premier jest czasowo niedostępny, bo na przykład przebywa poza granicami kraju i ciężko jest się z nim skontaktować – tłumaczył. W takich sytuacjach wybrany minister – obecnie szef MSZ Dominic Raab – musi być w Londynie, aby móc zareagować w razie kryzysu bezpieczeństwa narodowego lub ataku terrorystycznego.

Były zastępca Theresy May: należy wydłużyć okres przejściowy

Pomimo lojalności wobec Partii Konserwatywnej, Lidington ocenił, że w celu uniknięcia prowadzenia walki na dwóch frontach, obecne brytyjskie władze powinny wydłużyć kończący się w grudniu okres przejściowy po wyjściu ze Wspólnoty.

Choć dawno zaakceptowałem wynik z referendum z 2016 roku i uważam, że powinniśmy opuścić (UE) na możliwie najbardziej przyjaznych warunkach, to COVID-19 sprawia, że wydłużenie (okresu przejściowego) wydaje się dla mnie nieuniknione – powiedział.

Jak dodał, „to nie wynika z jakiegoś spisku Brukseli czy Londynu, w celu powstrzymania brexitu. Nie będzie wystarczającej przepustowości po stronie brytyjskiej administracji, Komisji Europejskiej czy kluczowych stolic, aby poświęcić temu tyle uwagi, ile to konieczne”.

Polityk zastrzegł jednak, że jakiekolwiek decyzje w tej sprawie będą musiały być podjęte przez premiera Borisa Johnsona.

Ministrowie nie będą chcieli dokonywać takich wyborów pod jego nieobecność, biorąc pod uwagę, jak blisko jest to związane z nim i jego w dużej mierze osobistym mandatem politycznym – tłumaczył.

Główny negocjator ds. wyjścia z UE po stronie brytyjskiego rządu David Frost zapewniał jednak w czwartek stanowczo, że władze w Londynie nie zamierzają nawet rozważać przedłużenia okresu przejściowego. Odrzuciłyby podobną propozycję ze strony UE.

Wielka Brytania u szczytu pandemii?

Pełniący obowiązki premiera Dominic Raab potwierdził przedłużenie o co najmniej trzy tygodnie – do 7 maja – obecnych ograniczeń dotyczących swobody obywateli i działania gospodarki, podkreślając konieczność dalszego ograniczenia skali pandemii.

Dotychczas w Wielkiej Brytanii z powodu koronawirusa zmarło ponad 13,7 tys. osób, co jest jednym z najwyższych wyników na świecie.

W ostatnich dniach liczba nowych przypadków i przyjęć do szpitali zaczęła spadać, dając nadzieję, że szczyt pandemii już za Brytyjczykami. Raab ostrzegał jednak przed popadaniem w samozadowolenie. Jak dodał, zbyt pospieszne rozluźnienie ograniczeń „grozi wyrządzeniem szkód zarówno gospodarce, jak i naszemu zdrowiu”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Donald Tusk: Kaczyński jest groźniejszy niż Orban

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Podczas wyborów korespondencyjnych dla 30 mln Polaków nie da się zagwarantować standardów demokracji – ocenił szef EPL w wywiadzie dla „Spiegla”.

Nie da się dotrzymać standardów demokratycznych

W rozmowie, opublikowanej w internetowym wydaniu niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”, Donald Tusk ostro krytykuje plany związane z przeprowadzeniem 10 maja korespondencyjnych wyborów prezydenckich w Polsce.

Uważam, że to nie do przyjęcia. Nasza konstytucja zabrania zmieniania prawa wyborczego w czasie sześciu miesięcy przed wyborami. Ponadto, logistycznie nie będzie możliwe to, by 30 milionów Polaków głosowało korespondencyjnie. W ten sposób nie da się dotrzymać standardów demokratycznychpodkreślił.

Zdaniem Tuska sytuacja w Polsce jest inna od tej na Węgrzech.

– Z jednej strony mamy silną opozycję i silne organizacje pozarządowe. Nawet jeśli pan Kaczyński i jego partia PiS kontrolują państwowe media, to jest jeszcze wystarczająco dużo prywatnych, wolnych mediów. Z drugiej strony mamy polityków, którzy są zdeterminowani, by zagarnąć całą władzę – powiedział.

Kaczyński jest groźniejszy niż Orban

Uważam, że Jarosław Kaczyński jest groźniejszy niż Viktor Orban – ocenił. – Orban może być cyniczny, ale jest też pragmatykiem. Kaczyński z kolei chorobliwie dąży do tego, by uzyskać możliwie największą władzę – ocenił.

Fałszywa alternatywa

Donald Tusk ostrzegł, że jeśli ktoś będzie próbował wykorzystać koronakryzys do wzmocnienia władzy nad obywatelami i zapewnienia sobie korzyści gospodarczych, to „będzie to koniec UE”.

– Niektórzy szefowie państw i rządów, także tacy, którzy należą do EPL, mówią swoim obywatelom, że muszą oni poświęcić wolności obywatelskie, państwo prawa i prawa człowieka, aby chronić się przed wirusem. Wolność albo bezpieczeństwo. Jestem pewien, że ta diabelska alternatywa jest fałszywa. Możliwa jest skuteczna odpowiedź na pandemię i zachowanie demokracji – ocenił szef Europejskiej Partii Ludowej.

Zarzucił premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi, że jego działania „nie mają już nic wspólnego z duchem demokracji”.

Jestem pewien, że Carl Schmitt byłby dumny z Viktora Orbana – powiedział.

Pytany, czy w związku z tym dla partii Orbana nie powinno być miejsca w EPL, Tusk zastrzegł, że ”dziś nie czas na radykalne decyzje”.

– W czasie pandemii chodzi o to, by zachować jedność. Są jednak granice – dodał. Zdaniem Tuska decyzje w sprawie dalszego członkostwa Fideszu w rodzinie europejskiej centroprawicy będą musiały zapaść na następnym spotkaniu władz EPL.

– Do tego czasu chcę przekonać kolegów z EPL, że nie musimy wybierać między wolnością a bezpieczeństwem – dodał.

Gospodarka potrzebuje „błyskawicznych działań”

Przyznał jednocześnie, że w sytuacji, w jakiej znalazła się UE, emocjonalnie nie jest w stanie myśleć o ewentualnych budżetowych sankcjach dla krajów naruszających zasady rządów prawa.

– Przyszły wieloletni budżet UE musi koncentrować się na odbudowie po koronakryzysie. A poza tym, obywatele nie ponoszą winy za niedemokratyczne działania w ich stolicach. Dlatego nie powinni być też za to karani – ocenił szef EPL.

Brak empatii ze strony UE w pierwszych dniach epidemii

Tusk przyznał, że w pierwszych dniach epidemii na południu Europy ze strony UE zabrakło nie tylko szybkiej pomocy, ale tez empatii i solidarności.

– Strata wizerunkowa Europy jest ogromna – we Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii, ale także w naszym najbliższym sąsiedztwie, chociażby na Bałkanach Zachodnich. To bezwzględnie wykorzystują takie kraje jak Chiny i Rosja. Ich pomoc, w porównaniu do tego, co w międzyczasie zorganizowały państwa UE, jest w najlepszym razie symboliczna. Ich komunikaty są pełne współczucia. To się podoba – powiedział.

Podkreślił, że w obliczu recesji po pandemii, UE musi „ratować Włochy i Hiszpanię, możliwe, że i projekt europejski”.

– To nie czas na targi. Jeśli chodzi o gospodarkę, to potrzebne są błyskawiczne działania. Nie możemy teraz się ociągać i zwlekać ani bać się sięgania po nadzwyczajne środki – ocenił. Zdaniem Tuska solidarność będzie wymagać większego zaangażowania Niemiec w działania ratunkowe.

Więcej Europy, mniej nacjonalizmu

Sprzeciwił się opiniom, mówiącym o podziale UE na Wschód i Zachód. Jego zdaniem ze Wschodu płyną także pozytywne sygnały jak np. na Słowacji, ostatnio w Rumunii czy w krajach bałtyckich.

– W Polsce także mamy silny proeuropejski ruch. Z drugiej strony widzimy, też radykalne partie, które są częścią hiszpańskiego rządu. We Włoszech zaś sytuacja też nie jest stabilna – dodał. Zdaniem Tuska pandemia pokazała, że „rozwiązaniem jest więcej Europy, a mniej nacjonalizmu”.

– Nie potrzebujemy niemieckich czy włoskich, ale europejskich rozwiązań. Jeśli ten kryzys jeszcze bardziej nas od siebie oddali, to politycznie tego nie przetrwamy. Kryzys migracyjny był pierwszym strzałem ostrzegawczym. Pandemia jest drugim. Może to być ostatni sygnał ostrzegawczy dla Europy – przestrzegł Tusk.

 

REDAKCJA POLECA