Marcin Zegadło: Was nie można sądzić! Was trzeba leczyć!

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Wystarczy tylko odrobinę inaczej zinterpretować dane dotyczące zgonów. Zrobić trochę mniej testów i znowu będziemy pierwsi.

 

Jacek Sasin w Polsat News o odmrażaniu gospodarki i życia codziennego: „możliwe, że po świętach zostaną otwarte sklepy odzieżowe i punkty usługowe.”

Fantastycznie, fantastycznie.

Epidemiolodzy mówią, że szczyt zachorowań przewiduje się na przełom kwietnia i maja, niektórzy nawet przewidują, że może on nastąpić w czerwcu.

Umieralność jak na razie nie leci na łeb na szyję, a chorych przybywa. Tymczasem Sasin i jego koledzy ze zorganizowanej grupy konstytucyjnych delikciarzy chcą odmrażać, to, co tak gorliwie wciąż zamrażają. Na zasadzie: jest świetnie, ale niej jest beznadziejnie. Jakbyśmy byli bezmyślnym motłochem, niczym więcej.

Od czwartku mamy nosić maseczki, które do niedawna nic nie dawały – a teraz już dają. Wciąż nie można pójść do lasu ani wyjść pobiegać, policja wystawia mandaty i obezwładnia ludzi, którzy ośmielili się zabrać dzieci na plac zabaw, a Sasin i jego koledzy z bandy zorganizowanych delikciarzy będą „odmrażali” gospodarkę.

Fantastycznie, fantastycznie.

A wszystko po to, żeby w maju mogły odbyć się niekonstytucyjne wybory prezydenckie i żeby Sasin i jemu podobni jak najdłużej nie odpowiedzieli za zbrodnię, której w ten sposób dopuszczają się przeciwko temu społeczeństwu, które tak lubią nazywać „narodem”, a które najchętniej widzieliby jako, bezwolną „ludność”. Wystarczy tylko odrobinę inaczej zinterpretować dane dotyczące zgonów. Zrobić trochę mniej testów i znowu będziemy pierwsi.

Jako pierwsi zniesiemy obostrzenia i „odmrozimy” biznesy przed szczytem zachorowań, podczas ich gwałtownego wzrostu, który będzie efektem świątecznego dzielenia się jajeczkiem i wystawania w przedświątecznych kolejkach, bez maseczek, ponieważ wtedy jeszcze nie były przecież do niczego potrzebne.

Więc ruszy polski odmrożony biznes z kopyta tuż po świętach.
Bardzo to polska zagrywka. Żywcem wzięta z naszej futbolowej taktyki – na aferę. Mecenas Schramm lepiej by tego nie wymyślił. Rząd mu się niespodziewanie chce podpiąć pod to jego „wiosłowanie”.

Fantastycznie, fantastycznie.

Coraz częściej, kiedy myślę o tych Sasinach, Suskich, Kaczyńskich i innych im podobnych cwaniaczkach, przychodzi mi do głowy tekst Waldemara Morawca z pierwszej części Psów, który sparafrazowany brzmiałby, mniej więcej tak:

Was nie można sądzić, panowie delikciarze! Was trzeba leczyć!

Marcin Zegadło


Zarządzanie kryzysem w czasach koronawirusa. Ranking najbezpiecznieszych państw świata. Polska daleko w tyle

W koronakryzysie Izrael, Niemcy i Korea Południowa należą do jednych z najbardziej bezpiecznych krajów na świecie – wynika z analizy londyńskiego think tanku Deep Knowledge Group (DKG).

W świecie opanowanym przez COVID-19 Izrael. Niemcy i Korea Południowa są ostoją bezpieczeństwa i stabilizacji, przynajmniej przynajmniej obecnie.

W Europie Niemcy przed Szwajcarią i Austrią są najbardziej bezpiecznym i stabilnym krajem, w skali światowej drugim pod względem bezpieczeństwa – po Izraelu a przed Koreą Południową.

Analitycy DKG zbadali m.in.: od kiedy obowiązuje zakaz opuszczania domów, w jakim stopniu zakaz ten jest naruszany, na ile dostępne są testy na obecność koronawirusa i jak są wyposażone szpitale. Uwzględnili też na potrzeby rankingu zarządzanie kryzysowe rządu, w tym funkcjonowanie sztabu kryzysowego czy mobilizację szybkiej pomocy – i tu Niemcy wypadły szczególnie dobrze.

W Europie DKG pozytywnie oceniło też zarządzanie kryzysowe Szwajcarii i Austrii. Na ostatnich miejscach uplasowały się Włochy i Hiszpania.

W światowym rankingu obejmującym obecnie czterdzieści krajów wysoko uprzemysłowionych i rozwijających się – bez państw Afryki i Ameryki Południowej – z Europy w pierwszej dziesiątce znalazły się tylko Niemcy. Na szarym końcu wylądowały przede wszystkich państwa wschodniej i południowo-wschodniej Europy, wśród nich Łotwa, Słowacja i Słowenia.


Jak reaguje nasz układ odpornościowy na koronawirusa?

Anna Carthaus

Anna Carthaus

Głównym rozgrywającym w zwalczaniu koronawirusa jest układ odpornościowy. Chroni nas przed intruzami i może nawet okazać się pomocny w procesie leczenia. Czasami jednak zwraca się także przeciwko nam.

Wirus SARS-CoV-2 (obraz z mikroskopu elektronowego)
Wirus SARS-CoV-2 (obraz z mikroskopu elektronowego). Fot. wikipedia

Jak reaguje nasz układ odpornościowy na koronawirus?

Koronawirus – jak każdy inny – to niewiele więcej niż otoczka okalająca materiał genetyczny i kilka cząstek białkowych.

Aby się rozmnażać, wirus potrzebuje gospodarza w formie żywej komórki. Gdy ją znajdzie i zaatakuje, komórka dostarcza mu tego, czego od niej wymaga: kopiowania informacji, łączenia ich i uwalniania.

Nie przebiega to jednak niezauważalnie. W ciągu zaledwie kilku minut układ odpornościowy przystępuje do działania według zakodowanego w nim planu.

Z naczyń krwionośnych i limfatycznych uwalniane są granulocyty, komórki żerne (makrofagi) i komórki NK (naturalni zabójcy) w celu pokonania wirusa. Wspomagają je liczne komórki wchodzące w skład osocza krwi, które służą albo jako substancje semiochemiczne, przekazujące informacje i wywierające wpływ na otoczenie w celach obronnych, albo przyspieszające bezpośrednio proces niszczenia wirusa.

W przypadku wielu wirusów i bakterii ta pierwsza reakcja obronna układu odpornościowego wystarcza do zwalczenia intruza. Często przebiega to bardzo szybko i skutecznie. Czujemy, że nasz układ odpornościowy jest aktywny: jesteśmy przeziębieni i mamy gorączkę.

 

Pewną podgrupą cząstek sygnałowych, która w zwykłych warunkach jest uwalniana z zaatakowanych przez wirus komórek, są interferony.

Odpowiedzialny za epidemię SARS w 2003 roku wirus SARS-CoV-1 prawdopodobnie stłumił uwalnianie jednego z interferonów, przez co przynajmniej opóźnił przyciąganie komórek układu odpornościowego.

Czy koronawirus SARS-CoV-2 działa w podobny sposób, tego do tej pory nie wiadomo.

Interferony wspomagają jednak naszą obronę antywirusową i są obecnie wypróbowywane w testach klinicznych jako jedna z możliwych terapii. Czasem jednak odpowiedź gospodarza wirusa bywa tak silna, że jej skutek może okazać się kontraproduktywny. Na przykład przeciwciała przedostają się do płuc tak szybko i w takiej liczbie, że zakłóca to proces wymiany gazowej. Wtedy, w najgorszym przypadku, konieczne jest zastosowanie sztucznego oddychania.

Bywa i tak, że reakcja odpornościowa organizmu zwraca się przeciwko jego zdrowym komórkom. Ten mechanizm może być powiązany z działaniem koronawirusa. Dlatego badane są obecnie także lekarstwa tłumiące przesadną reakcję obronną organizmu człowieka, znane już z leczenia chorób autoimmunologicznych.

Znalezienie równowagi między czysto ochronnymi i nazbyt agresywnymi procesami odpornościowymi w zwalczaniu koronawirusa stanowi w tej chwili największe wyzwanie dla naukowców i lekarzy – twierdzi Achim Hoerauf, dyrektor Instytutu Mikrobiologii Medycznej, Immunologii i Parazytologii Uniwersytetu Fryderyka Wilhelma w Bonn.

Z pewnym opóźnieniem wrodzony układ odpornościowy człowieka przystępuje do działania. Jest on różny u każdego z nas, a jego działanie i skuteczność zależy od tego, co przeżyliśmy wcześniej i z jakimi zarazkami mamy do czynienia.

Podczas gdy limfocyty T odpowiedzialne za komórkową odpowiedź odpornościową pomagają od razu w niszczeniu zaatakowanych przez wirus komórek, limfocyty B, dojrzewające w szpiku kostnym, najpierw tworzą przeciwciała, zdolne do trzymania wirusa w szachu. Przeciwciała te wiążą się z pewną częścią intruza, jego antygenem. Po jego rozpoznaniu limfocyty B tworzą tak duże ilości przeciwciał uwalnianych do krwi, że po ich związaniu się z wirusem naprowadzają na niego inne komórki naszego układu odpornościowego. W ten sposób intruz może zostać pokonany.

Głównym rozgrywającym w zwalczaniu koronawirusa jest układ odpornościowy. Chroni nas przed intruzami. Czasami jednak zwraca się także przeciwko nam.
By Mikael Häggström, translation by Agnies86 – File:Symptoms_of_coronavirus_disease_2019_2.0.svg, CC BY-SA 4.0, wikimedia

Czy jesteśmy chronieni przed koronawirusem? Jak długo działa ta ochrona?

Najpierw dobra wiadomość. Niewykluczone, że jesteśmy chronieni przed koronawirusem. Wskazują na to badania nad innymi wirusami, dane epidemiologiczne oraz wyniki eksperymentów na zwierzętach.

Naukowcy celowo zarazili nim cztery makaki królewskie – gatunek małp blisko spokrewnionych z człowiekiem. Małpy te wykazywały symptomy choroby COVID-19, wytworzyły zwalczające ją przeciwciała i wyzdrowiały po paru dniach. Po ich powtórnym zarażeniu wirusem SARS-CoV-2 nie zdradzały żadnych objawów choroby COVID-19. Okazały się odporne na koronawirus.

Zła wiadomość jest taka, że nie wiemy jeszcze, jak długo utrzymuje się ta odporność. Zależy to od tego, czy pacjent wytworzył właściwe przeciwciała.

Achim Hoerauf jest zdania, że stan odporności powinien utrzymać się przynajmniej przez rok. W ciągu tego roku każdy nowy kontakt z koronawirusem działa jak przyjęcie dodatkowej szczepionki, co wydłuża okres odporności na niego.

Ten wirus jest czymś zupełnie nowym i nikt nie może powiedzieć, jak w jego przypadku działa nasz układ odpornościowy – mówi Hoerauf. Jego zdaniem należy wykluczyć odporność na koronawirus trwającą całe życie. Ten „przywilej” zastrzeżony jest dla wirusów, które długo utrzymują się w organizmie człowieka, i z którymi nasz układ odpornościowy miał dość czasu, aby się zapoznać.

– Ponieważ koronawirus jest wirusem RNA, a nie DNA, nie może na długo zagnieździć się w organizmie człowieka – sądzi boński wirusolog.

Jego kolega z Heidelbergu, Stefan Meuer, przewiduje, że koronawirus będzie mutował, jak wszystkie inne, i że zajmie to od 10 do 15 lat.

– Kiedyś nasza nabyta odporność na koronawirus przestanie wystarczać, ponieważ pojawi się jego nowa odmiana, na którą nie będziemy mieli żadnego skutecznego sposobu, co odnosi się także do szczepionki przeciwko niemu – mówi Meuer.

Jak możemy wykorzystać odpornościową reakcję organizmu na koronawirus?

Naukowcy już dziś gromadzą plazmę osób, które wyleczyły się z zarażenia wirusem SARS-CoV-2 i wykorzystują ją w ograniczonym zakresie do leczenia chorych na COVID-19.

Przyjęta metoda leczenia opiera się na uodpornieniu biernym, polegającym na wprowadzeniu do organizmu chorych preparatu zawierającego gotowe przeciwciała. Przeprowadzone do tej pory działania wskazują na pozytywne wyniki. Tę terapię zastosowano jednak tylko w przypadku nielicznej grupy pacjentów.

– Uodpornianie bierne w najlepszym razie prowadzi do wytworzenia się w organizmie pacjenta własnych przeciwciał, produkowanych przez jego układ odpornościowy – wyjaśnia Achim Hoerauf. – Im dłużej chorych da się zostawić, wyczekując na tę chwilę, tym lepiej dla nich – dodaje. Skutecznie będą oni jednak chronieni przez dluzszy okres czasu tylko przez uodpornienie czynne, czyli podanie im skutecznej szczepionki, którą w tej chwili jeszcze nie dysponujemy.

Dla stwierdzenia, czy ktoś został zarażony koronawirusem, stosuje się do tej pory test PCR. Niestety, nie daje on odpowiedzi na pytanie, czy mamy do czynienia z wirusem RNA zdolnym do przenoszenia się na innych ludzi, czy też nie. Wynik testu potwierdza jedynie obecność wirusa w organizmie danej osoby. Nie wiemy także, czy ten wirus jest żywy, czy martwy. Poza tym test PCR nie daje także odpowiedzi na pytanie, czy nasz własny układ odpornościowy przystąpił już do działania, czy mieliśmy już wcześniej do czynienia z tym wirusem i czy wytworzyliśmy stosowne przeciwciała chroniące nas przed nim.

Dlatego naukowcy pracują nad innym testem, który pozwala wykryć obecność takich przeciwciał we krwi. Został już zastosowany w Singapurze, a w USA wkrótce ma zostać użyty na dużą skalę.

Czy koronawirusem można zarazić się kilka razy i/albo zachorować na COVID-19?

– Na podstawie tego, co już wiemy, mamy do czynienia z dwoma różnymi typami zarazka – twierdzi Achim Hoerauf. Pacjenci, którzy wyleczyli się z choroby COVID-19, po raz drugi raczej już na nią nie zachorują. Nie będą także przekazywali innym powodującego ją wirusa, dodał.

Od kiedy wiemy, że nie jesteśmy już zarażeni koronawirusem?

Z badań przeprowadzonych na pierwszych pacjentach w Niemczech wynika, że od ósmego dnia od chwili wystąpienia pierwszych objawów chorobowych w ich organizmie nie ma już żadnych wirusów zdolnych do rozmnażania się. Odkrycie to może wpłynąć na zmianę długości zalecanej przez lekarzy kwarantanny. Można będzie, na przykład, szybciej zwolnić wyleczonych już pacjentów do domu, co zwiększy liczbę wolnych łóżek w szpitalach.

W tej chwili, w myśl zaleceń Instytutu Roberta Kocha, do domu zwalnia się tych pacjentów, którzy w ciągu 24 godzin pomyślnie przeszli dwa testy PCR. Pomyślnie, to znaczy, że w ich organizmie nie wykryto obecności koronawirusa. Pacjenci, u których choroba COVID-19 przebiegała ciężej, powinni pozostać na kwarantannie w domu przez dwa tygodnie.

Dlaczego ludzie różnie reagują na koronawirusa?

Część ludzi zarażonych koronawirusem przechodzi tylko lekkie przeziębienie, inni muszą zostać podłączeni do respiratora, a jeszcze inni umierają. Dotyczy to zwłaszcza tych osób, u których wykryto inne, współistniejące choroby. Większe ryzyko zgonu występuje także u osób w podeszłym wieku. Dlaczego? Tego wciąż nie wiemy. Naukowcy są zdania, że minie jeszcze wiele czasu, zanim wyjaśnimy wszystkie powody, dla których choroba COVID-19 ma różny przebieg u różnych ludzi.

Wirusolog Angela Rasmussen powiedziała w wywiadzie dla czasopisma „The Scientist”, że sam wirus jest tu ważny, ale równie ważna, jeśli nie ważniejsza, jest reakcja gospodarza na jego obecność. Tego samego zdania jest jej kolega Stanley Perlman.

Stefan Meuer zwraca uwagę na różny sposób działania naszego układu odpornościowego.

Gdyby był on u wszystkich ludzi jednakowy, to wtedy jeden, ten sam wirus mógłby doprowadzić do śmierci całej ludzkości. To właśnie różnorodność genetyczna ludzi jako gatunku sprawia, że jedni umierają po zarażeniu się jakimś wirusem, a inni nawet tego nie zauważają – powiedział.

Na ten czynnik zwraca uwagę także Achim Hoerauf. Na przykład ciężkie zapalenie płuc u niektórych osób zarażonych koronawirusem może być przesadną reakcją ich układu odpornościowego na wykrycie przezeń wirusa. Z drugiej strony każdy z zarażonych mógł wejść w kontakt z różną dawką wirusa, co także ma wpływ na różny przebieg choroby w jego przypadku. I wreszcie ważną rolę odgrywa ogólny stan zdrowia pacjenta, jego kondycja fizyczna i pojemność płuc, która u ludzi uprawiających systematycznie sport jest większa niż, na przykład, u nałogowych palaczy.

 

REDAKCJA POLECA

 


O skutkach katastrofy smoleńskiej. „Putin zaciera ręce”. „Polska demokracja fasadowa ze skłóconym społeczeństwem jest słaba”

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Po katastrofie smoleńskiej zahamowaniu uległ proces poszukiwania przez Polaków nowej tożsamości. PiS wskrzesiło mit o bohaterach i ofiarach, z Rosją i Niemcami w roli odwiecznych wrogów – pisze TAZ.

„Polska do dziś jest naznaczona traumą katastrofy lotniczej w Smoleńsku” – pisze warszawska korespondentka „Tageszeitung” Gabriele Lesser w świątecznym wydaniu gazety.

Niemiecka dziennikarka przypomina wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku i stwierdza.

„Dziś Polska boryka się z katastrofą po katastrofie. Rządzący od 2015 roku narodowi populiści z partii Prawo i Sprawiedliwość niszczą ciężko wywalczoną demokrację w imię prawdziwych Polaków. Piętnują byłych sojuszników i oponentów określając ich mianem zdrajców, wrogów ludu i morderców”.

Wysyp teorii spiskowych

Lesser zaznacza, że pierwsze teorie spiskowe pojawiły się zaraz po katastrofie. Zwolennicy PiS oskarżali Donalda Tuska, że „ma krew na rękach”. Autorzy tych teorii twierdzili, że Tusk współpracował z Władimirem Putinem, i że cieszy się po cichu ze śmierci Lecha Kaczyńskiego.

Niemiecka dziennikarka zwraca uwagę, że przed katastrofą relacje polsko-rosyjskie uległy poprawie i „znajdowały się na ścieżce odprężenia”. Wspomina o wcześniejszej wizycie Tuska w Smoleńsku, podczas której on i Putin „nad grobami podali sobie ręce”.

„TAZ” przypomina, że lotnisko w Smoleńsku zostało zamknięte pół roku przed wizytą polskich polityków, a wiele urządzeń nie działało. Jednak po naciskach ze strony Warszawy, Rosja otworzyła lotnisko dla polskich delegacji, nie chcąc narazić na szwank rysującej się poprawy relacji.” – pisze Lesser.

Wskrzeszanie mitu

„Po katastrofie samolotu z prezydentem na pokładzie, wielu narodowych konserwatystów i prawicowych radykałów nie zastanawiało się nad rzeczywistym przebiegiem wypadku. Zajęli się się wskrzeszaniem mitu o Polakach: bohaterach i ofiarach” – czytamy w „TAZ”.

Lesser wyjaśnia, że mit ten sięga czasów zaborów z XVIII i XIX wieku. Przypomina, że poeta Adam Mickiewicz i pisarz Henryk Sienkiewicz tworzyli literackie hasła służące przetrwaniu, w tym ideę Polski jako „Chrystusa narodów” – narodu, który pewnego dnia zmartwychwstanie i przyniesie zniewolonym narodom wolność. „Ten mit pomógł przetrwać katolickim Polakom 123 lata zaborów, okupację drugiej wojny światowej i czasy komunistyczne do 1989 roku” – podkreśla autorka.

Jej zdaniem ten mit opierający się na podziale: my-oni (my – dobrzy, oni – źli) upadł 2001 roku, gdy podczas debaty o pogromie w Jedwabnem 1941 roku polskie społeczeństwo uzmysłowiło sobie, że „Polacy byli także sprawcami, nie tylko ofiarami i bohaterami”.

W poszukiwaniu nowej tożsamości

Od tego czasu Polacy poszukiwali nowej tożsamości. Jej fundamentem mógł stać się motyw walki o wolność nawiązujący do państwa wielonarodowego (Rzeczpospolita Obojga Narodów), obejmujący także inne narodowości, w tym Żydów. Dyskutowano także o nowym pojęciu obywatela – dodaje autorka.

Jak podkreśla, katastrofa w Smoleńsku i zwycięstwo PiS w 2015 roku radykalnie przerwało tę debatę. „Podstawą oficjalnego wizerunku polskiej historii stał się znów mit o bohaterach i ofiarach, propagowany w podręcznikach do historii, muzeach , ale i też ustawodawstwie” – czytamy w „TAZ”.

Putin zaciera ręce

W polskiej polityce zagranicznej oznacza to powrót do myślenia rodem z XIX wieku, z odwiecznymi wrogami Niemcami i Rosją – chociaż Niemcy jako partner w NATO i UE już od dawna odgrywają inną rolę i ciągle wyraźnie o tym przypominają” – pisze Lesser.

Putinowi ten powrót Polski do dawnych schematów myślenia jest bardzo na rękę. Polska jako demokracja fasadowa z kompletnie skłóconym i podzielonym społeczeństwem, tak jak w końcu XVIII wieku, jest państwem słabym” – ocenia autorka.

„Polska opozycja powinna jak najszybciej obudzić się z odrętwienia i pomóc społeczeństwu w przezwyciężeniu traumy smoleńskiej” – apeluje w konkluzji Lesser.

 

REDAKCJA POLECA

 

 

 


Papież udzielił błogosławieństwa „Urbi et Orbi.” Europa stoi przed epokowym wyzwaniem. „Solidarność i pokój“.

DW

 

Europa stoi przed epokowym wyzwaniem, z którym można się uporać tylko wspólnymi siłami – powiedział Franciszek w wygłoszonym w prawie pustej Bazylice Świętego Piotra orędziu wielkanocnym.

W obliczu pandemii koronawirusa papież Franciszek wezwał ludzi na całym świecie do położenia kresu egoizmowi. Europę zaś do większej solidarności.

– Obojętność, egocentryzm, podziały i zapomnienie, to nie są słowa, które chcemy teraz słyszeć. Wykreślmy je na zawsze – apelował papież.

W swoim przesłaniu wielkanocnym przypomniał zwłaszcza chorych i śmiertelne ofiary koronawirusa. Mówił o zmarłych, z którymi najbliżsi nie mogli się nawet pożegnać. Siły i nadziei życzył też lekarzom i pielęgniarkom, którzy „do wyczerpania i nierzadko kosztem własnego zdrowia” opiekują się chorymi. Jednocześnie wyraził nadzieję na pomoc i pocieszenie dla ludzi, którzy tego szczególnie potrzebują, jak pracujący w domach opieki czy więźniowie i personel zakładów karnych.

Apel o pokój

Wobec rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa na terenach objętych konfliktami i wojną, Franciszek ponowił wezwanie do natychmiastowego zawieszenia broni na całym świecie. Trwająca od lat krwawa wojna w Syrii, konflikt w Jemenie, napięcia w Iraku i Libanie muszą się nareszcie skończyć. Papież zaapelował do Żydów i Palestyńczyków, by ponownie podjęli rokowania pokojowe, aby „znaleźć stabilne i trwałe rozwiązanie, które obydwu stronom pozwoli na życie w pokoju”.

Wsparcie najsłabszych

Papież wskazał przy tym przede wszystkim na dzieci wśród uchodźców, które żyją w „warunkach nie do zniesienia”, zwłaszcza w Libii i na grecko-tureckiej granicy.

W Wielką Sobotę w osobistym liście skierowanym do włoskiej organizacji humanitarnej „Mediterranea Saving Humans” podziękował jej członkom za ratowanie uchodźców na morzu. Jest gotów pomóc organizacji. „Możecie na mnie liczyć”, podkreślił.

Franciszek wygłosił orędzie wielkanocne przed ołtarzem Konfesji, pod którym spoczywają doczesne szczątki św. Piotra. Papież wskazał, że w tym roku wielu wiernych obchodzi „samotne Święta Wielkanocne, przepełnione smutkiem i bólem, sięgającymi od cierpienia fizycznego po problemy finansowe”. Wiele osób martwi się w obliczu tego kryzysu o niepewną przyszłość i swoje miejsce pracy.

Papież zaapelował do ponoszących odpowiedzialność polityczną, by o ile pozwolą na to okoliczności, umożliwili wszystkim ludziom powrót do normalnej codzienności. Także uchodźcy i bezdomni nie mogą być pozbawieni koniecznego wsparcia.

Epokowe wyzwanie

Franciszek wezwał do złagodzenia międzynarodowych sankcji i częściowego lub całkowitego umorzenia długów najbiedniejszym krajom. W przeciwnym wypadku nie będą one w stanie pomóc swoim obywatelom. „Czasy nie pozwalają na to, by o kimś zapomnieć”, podkreślił.

Ze względu na pandemię niedzielną liturgię Franciszek odprawił w prawie pustej Bazylice Świętego Piotra w Rzymie, a nie jak zwykle przed tysiącami wiernych, na tonącym w kwiatach Placu Św. Piotra. Msza była transmitowana na żywo w internecie i telewizji. Tradycyjnie papież udzielił błogosławieństwa „Urbi et Orbi”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Bill Gates: mam nadzieję, że za 18 miesięcy będzie dostępna szczepionka przeciwko COVID-19

Rozmowa z Billem Gatesem wyemitowana została w niemieckiej telewizji ARD w Niedzielę Wielkanocną w dzienniku telewizji ARD „Tagesthemen” o 21.45.

Bill Gates ma nadzieję, że za 18 miesięcy będzie dostępna szczepionka przeciwko koronawirusowi. – Pandemia jest ostrzeżeniem, by lepiej przygotowywać się na epidemie – powiedział w wywiadzie dla telewizji ARD.

Bill Gates

Założyciel Microsoftu Bill Gates jest przekonany, że za 18 miesięcy będzie do dyspozycji szczepionka przeciwko SARS-CoV-2.

– Normalnie opracowanie nowej szczepionki trwa mniej więcej pięć lat – zaznaczył Gates w niemieckim dzienniku telewizyjnym ARD „tagesthemen”. Założona przez niego i jego żonę Fundacja Billa i Melindy Gatesów włączyła się w inicjatywę „COVID-19 Therapeutics Accelerator”.

Po opracowaniu szczepionki trzeba będzie ją przetestować pod kątem bezpieczeństwa i skuteczności, po czym zbudować niezbędną infrastrukturę dla przemysłowej produkcji.

– Nadzieję budzi fakt, że rozpędu nabiera platforma technologiczna mRNA (mająca na celu zapobieganie infekcji COVID-19 – red.). Dlatego też produkcja szczepionki będzie stosunkowo prosta – zaznaczył Gates. Dodał jednak, że „będzie potrzebny wspólny, globalny wysiłek”.

Mimo to Gates wierzy, że już latem będzie można znieść niektóre ograniczenia. – Będziemy przechodzili okres podejmowania decyzji: czy np. można już otworzyć szkoły, pozostawić zamknięte stadiony. Jednocześnie będą musiały być kontynuowane testy, żeby było wiadomo, czy liczba infekcji nie zaczęła gdzieś znowu rosnąć.

Troska o kraje rozwijające się

Gates obawia się, że w mniej rozwiniętych technologicznie, uboższych krajach wskaźnik zakażeń i liczba ofiar śmiertelnych może być wyższa niż w krajach wysoko uprzemysłowionych. Jako powód wskazuje, m.in. gorszy stan systemów opieki zdrowotnej, jak i ograniczone możliwości izolowania chorych.

– Liczba zakażonych w krajach rozwijających się jeszcze jest stosunkowo niewielka. Jak jednak wskazują nasze dotychczasowe doświadczenia, jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższych miesiącach staną się one epicentrum epidemii – zaznaczył Bill Gates.

Nikt nie słuchał ostrzeżeń

Gates zauważył, że już w 2015 roku wskazywał na możliwość wybuchu pandemii takiej jak obecnie.

Pomimo, iż rozmawialiśmy o katastrofalnych skutkach jakie mogłaby przynieść pandemia z jaką mamy dziś do czynienia, jeżeli nie będziemy dysponować łatwymi, dostępnymi możliwościami przeprowadzania diagnozy, lekarstw i szczepionek, nie zostały podjęte niezbędne przygotowania.

Ocenia przy tym, że taka sytuacja po raz koejny się nie powtórzy.

– Myślę, że tym razem poważnie potraktowano ostrzeżenie. Musimy się dobrze przygotować na kolejną pandemię, poprzez: szybkie diagnozy, szczepionki, leki. Następnym razem będziemy lepiej przygotowani. A teraz przygotowywane procedury będą przydatne w przypadku już istniejących chorób – podsumował Gates.

tagesthemen.de, AFP/stas

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: WIELKANOCNE JAJA!

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Tuż przed świętami Jarosław Wielki i jego Gang Olsena zwany dla niepoznaki rządem IV RP w VI wymiarze i do kwadratu, wybrali się na spacer z kwiatami pod schodki smoleńskie w centrum Warszawy łamiąc tym samym przepisy sanitarne narzucone przez samych siebie. Łamanie przepisów przez tę ekipę, to już stara świecka tradycja. W najbliższym czasie rząd zamierza łamać sobie głowę jak ocalić własne cztery litery...

 

Żyjemy w czasach, gdy goły tyłek można pokazać, ale gołą twarz już nie za bardzo.

Fot: Piotr Pertkiewicz

BEZ GACI

W Czechach policja wlepiła mandaty nudystom, którzy w okolicy miejscowości Lezne Bohdanek (na wschód od Pragi) zażywali kąpieli słonecznych w strojach organizacyjnych. Mandaty były nie za brak gaci, ale za brak masek na twarzach. Kiedyś maski nosili ci co mieli zakazane mordy. Dziś mają nosić wszyscy. Nawet ci z gołą dupą.

MISTRZ KIEROWNICY UCIEKA

W Internecie można obejrzeć wiele filmików z niepokojących interwencji patroli policji, które ścigają obywateli łamiących przepisy sanitarne.

A to policja goni jakiegoś rowerzystę, a to wlepia mandaty spacerowiczom, są też filmy jak policjanci gonią dzieci z placu zabaw. Hitem jest film nagrany w Warszawie, na którym pięciu policjantów zatrzymuje niepełnosprawnego na wózku oraz jego opiekuna. Zatrzymanie ma miejsce w parku podczas spaceru. W trakcie zamieszania i ostrej kłótni niepełnosprawny ucieka. Pięciu policjantów go goni i nie daje rady. Uważam, że ten uciekinier powinien reprezentować Polskę na olimpiadzie, a policjanci zatrudnić się w teatrzyku kukiełkowym dla niewidomych!

MSZALNY REKORD GIUNESSA


W parafii Matki Boskiej Bolesnej w Mierzynie koło Szczecina księża ogłosili, że w Wielkanoc odprawią 46 mszy jednego dnia.

Według prawa kanonicznego jeden ksiądz może dziennie odprawić jedną mszę. W uzasadnionych wypadkach dwie, a za zgodą biskupa trzy.

W parafii jest jednak tylko czterech księży, więc wychodzi na to, że trzech z nich odprawi po jedenaście mszy, a jeden aż trzynaście.

Zwykle msza trwa ok godziny, ale te będą musiały być skrócone, aby była możliwość upchania w ciągu doby, aż 46 mszy. Polak potrafi! Pewnie będą w trakcie liturgii mówić co drugie zdanie, darują sobie kazanie i ogłoszenia parafialne.

ZA-ŁAMKA

Tuż przed świętami Jarosław Wielki i jego Gang Olsena zwany dla niepoznaki rządem IV RP w VI wymiarze i do kwadratu, wybrali się na spacer z kwiatami pod schodki smoleńskie w centrum Warszawy łamiąc tym samym przepisy sanitarne narzucone przez samych siebie.

Transmisje i obszerne relacje z łamania przepisów pokazały wszystkie telewizje i portale internetowe.

Łamanie przepisów przez tę ekipę, to już stara świecka tradycja. W najbliższym czasie rząd zamierza łamać sobie głowę jak ocalić własne cztery litery…

Krzysztof Skiba


75 lat temu wyzwolono obóz koncentracyjny Buchenwald

Andrzej Stach

Andrzej Stach

Wyzwolony 11 kwietnia 1945 przez żołnierzy USA KZ Buchenwald koło Weimaru był jednym z największych obozów koncentracyjnych założonych przez niemieckich faszystów na terytorium III Rzeszy.

Obóz koncentracyjny Buchenwald

Przez cały okres istnienia do Buchenwaldu trafiło 250 tys. osób z wszystkich okupowanych krajów europejskich.

Otwarty w lipcu 1937 r. obóz przeznaczony był pierwotnie dla niemieckich przeciwników politycznych Hitlera, komunistów, socjaldemokratów, intelektualistów, artystów czy duchownych. Wśród więźniów znajdowali się także świadkowie Jehowy, homoseksualiści, recydywiści i tzw. osoby asocjalne tj. „unikające pracy” jak żebracy, prostytutki, bezdomni oraz Romowie. Dużą grupę, szczególnie po antysemickich pogromach „nocy kryształowej“ w październiku 1938, stanowili Żydzi – około 10 tysięcy osób.

„Obóz specjalny”

Pierwszymi obywatelami polskimi w obozie KZ Buchenwald w liczbie około 1000 osób stanowili osiedli w Austrii polscy Żydzi, deportowani i osadzeni tam w 1939 roku, zaraz po wybuchu II Wojny Światowej. Już w chwili ich przybycia władze obozowe podjęły decyzję, że „żaden z nich nie opuści obozu żywy”. W tym celu na terenie obozu urządzono na placu apelowym „obóz specjalny” – „Speziallager”. Otoczony drutem kolczastym oraz rowem wypełnionym niegaszonym wapnem. Stłoczone tam na gołej ziemi bez ochrony przed zimnem i deszczem ofiary umierały z głodu, pragnienia i mrozu na oczach innych więźniów. Ich powolną agonię obserwowała uważnie grupa kadry obozowej, która sporządzała dokładne notatki i raporty przez cały okres tej martyrologii.

Z tysięcznej grupy więźniów „obozu specjalnego” przeżyło i doczekało oswobodzenia jedynie 50 osób.

W październiku 1939 r. do obozu przywieziono 8,5 tysiąca mężczyzn z terenu Czechosłowacji, Austrii oraz Polski.

Spośród 2098 Polaków w tej grupie 1650 zmarło w ciągu pięciu miesięcy, a 123 umieszczono w „obozie specjalnym”, gdzie w ciągu 12 dni zmarli z głodu i mrozu. Do końca 1939 r. liczba wszystkich osadzonych w Buchenwald osiągnęła 11.807 osób.

Z powodu lawinowo rosnącej liczby zgonów i ciał w roku 1940 na terenie obozu powstało „nowoczesne i wydajne” krematorium, które miało odciążyć krematorium miasta Weimaru.

Po napadzie na ZSRR do obozu trafiły w 1941 roku tysiące radzieckich jeńców wojennych, z których 8.000 zamordowano strzałem w potylicę w zbudowanej specjalnie do tego celu metalowej kabinie. Większość pozostałych przy życiu więźniów żydowskich wysłano do obozu koncentracyjnego Auschwitz.

„Marsze śmierci”

Od 1942 roku KZ Buchenwald w coraz większym stopniu wykorzystywał siłę roboczą więźniów przy produkcji i montażu podzespołów dla ważnych gałęzi produkcji nazistowskiej machiny wojennej, w tym znanych fabryk samolotów, samochodów i przemysłu chemicznego. Z tego powodu funkcji „kapo” nie sprawowali już niemieccy kryminaliści, ale m.in. osadzeni tam komuniści, którzy w pewnym możliwym stopniu starali się złagodzić reżim wobec więźniów.

Na początku roku 1945 KZ Buchewald stał się stacją docelową dla dziesiątek tysięcy osób wysłanych tam pociągami lub w ramach tzw. „marszów śmierci” (Todesmärsche) z innych obozów koncentracyjnych jak Auschwitz, Gross-Rosen czy Sachsenhausen. To spowodowało, że z ponad 100 tysiącami osadzonych stał się wówczas największym nazistowskim obozem koncentracyjnym. Z powodu zatłoczenia, różnych epidemii lub mordów w przeciągu około trzech miesięcy straciło tam życie ok. 14 tys. więźniów.

Bez skrupułów do samego końca

W tym końcowym okresie, przed widocznym już coraz bardziej upadkiem reżimu Hitlera, prowadzone były skrupulatnie listy więźniów, zarówno nowo przybyłych jak też tych zmarłych. Przetrwały one do dziś. Znajdują się na nich nazwiska tysięcy obywateli polskich. Jednym z nich był aresztowany 8 sierpnia 1944 roku w Warszawie na początku Powstania policjant Aleksander Stasiak, który trafił tam 6 lutego 1945 r. transportem z KZ Sachsenhausen.

W aktach obozów „Działu politycznego” jako przyczynę jego śmierci w dniu 19 marca 1945 r., tj. niecały miesiąc przed wyzwoleniem obozu w dniu 11 kwietnia, podano śmiertelne zakażenie w wyniku epidemii. Z relacji naocznego świadka wynika, że został dobity strzałem z rewolweru po nieskutecznej próbie otrucia go wraz z grupą innych Polaków. Wszystkich pochowano w jedynej wspólnej i bezimiennej mogile dla zamordowanych w KZ Buchenwald, których ciał nie spalono w krematorium.

Ogółem według aktualnych badań i szacunków w obozie KZ Buchenwald w różny sposób zamordowano bądź doprowadzono do śmierci przez wyniszczenie za pomocą głodu, zimna i pracy ponad siły ok. 56 000 osób. Wśród nich ok. 15 000 żołnierzy radzieckich, ponad 7 000 Polaków, 6 000 Węgrów i 3.000 Francuzów.

Buchenwald jako obóz sowiecki

W roku 1945 radzieckie władze wojskowe urządziły na terenie byłego obozu KZ Buchewald swój własny obóz specjalny.

Spośród uwięzionych w nim bez procesów i często dowodów na zbrodnie nazistowskie ok. 28.000 osób, życie straciło tam około 7.000 osób m.in. z powodu chorób, głodu i złych warunków. Wśród nich byli także socjaldemokraci i inni uważani za zagrożenie dla nowej władzy socjalistycznej. Licznych uwięzionych wywieziono do ZSRR, skąd już nie powrócili. Z tego powodu w NRD temat Buchenwaldu i innych łagrów radzieckich w Niemczech wschodnich należał do skrzętnie pomijanych.

Komunistyczna propaganda

Najważniejszą z punktu widzenia propagandy NRD spośród zamordowanych w Buchenwaldzie osób był przywódca Niemieckiej Partii Komunistycznej KPD przed rokiem 1939 Ernst Thälmann.

Według jednego z przekazów dotyczących okoliczności jego śmierci, został on tam przewieziony 17 sierpnia 1944 z więzienia w Budziszynie (Bautzen). Rozstrzelany następnego dnia rzekomo na rozkaz samego Hitlera, a jego zwłoki spalono w tamtejszym krematorium.

Na potrzeby propagandy enerdowskiej stworzono historię o buncie komunistów w obozie, którzy mieli doprowadzić do samouwolnienia. W ten sposób KZ Buchenwald miał awansować w historii NRD do roli pomnika i symbolu walki komunistów niemieckich przeciwko nazistom. Z tego też powodu nie zrealizowano zaleconego przez radziecką administrację wojskową w lipcu 1949 r. utworzenia tam muzeum narodowego. W poszczególnych barakach miały znajdować się osobne ekspozycje poświęcone poszczególnym narodowościom więźniów obozu do roku 1945.

Symboliczne fundamenty

W roku 1950 Komitet Centralny SED nakazał usunięcie wszystkich baraków i pozostawienie jedynie krematorium, jako miejsca śmierci Thälmanna, bramy głównej obiektu oraz wschodniej i zachodniej wieży strażniczej. Inicjator tego planu, był komunistyczny więzień obozu Robert Siewert.

W roku 1952 usprawiedliwiał usunięcie baraków, po których zostały tylko symboliczne fundamenty: „Istota obozu koncentracyjnego Buchenwald ucieleśniana nie jest przez baraki i masywne bloki (…) Jego istota to głęboka solidarność i wzajemna pomoc połączona i wzmocniona przez walkę przeciwko terrorowi faszystowskiemu. To również zorganizowany opór i głęboka wiara w zwycięstwo naszej sprawiedliwej sprawy”.

Po usunięciu baraków i pozostawieniu jedynie kilku obiektów, w tym budynku do magazynowania osobistych rzeczy byłych więźniów do roku 1945, połowa terenu obozowego zarosła na dziko krzakami i drzewami.

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 11.04.2020r. – sobota

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Dziwi mnie zdziwienie tych, którzy reagują na to świętym oburzeniem, że niby gest Kaczyńskiego to dowód pogardy dla społeczeństwa, pychy i kpina z zasad, które stanowi ten rząd, którym Kaczyński bawi się jak pacynką. Cóż jest nadzwyczajnego w tym, że ktoś, kto wciąż pozostaje kimś w rodzaju wiecznego kawalera, Piotrusia Pana przez większość życia mieszkającego z mamą i kotem, zachowuje się jak wredny i złośliwy malec – jakiś Jacek albo Placek, chuj wie, który był który, skoro w efekcie zajebali księżyc, tak jak teraz ten bliźniak, który pozostał przy życiu jebie po całości zasady i wytyczne ponieważ w najmniejszym stopniu nie czuje się częścią żadnej społeczności.

 

Nie obchodzimy świąt wielkanocnych. Mimo to zwykle w tym czasie wyjeżdżaliśmy albo spotykaliśmy bliskich.

Jutro będzie niedziela. Zasadniczo niczym nie będzie różniła się od innych niedziel. Mam znajomego, który twierdzi, że niedziela od godziny 14.00 powinna być płatnym dniem roboczym, ponieważ myśli i tak wtedy uciekają już w kierunku poniedziałku. To na marginesie. Tymczasem dzisiaj Polska na zakupach. Kolejki przed sklepami. Większość ludzi bez maseczek. Po pierwsze jeszcze nie ma obowiązku ich noszenia, po drugie nie wszyscy je mają.

Co ciekawe – dwie grupy osób najmocniej zdają się nie przestrzegać obostrzeń, ograniczeń i raczej mają wywalone na to co się dzieje.

Pierwsza grupa to młodzi. Ci, których świat to miejsce, w którym zawsze był internet i telefony komórkowe, a wyjazdy zagraniczne odbywały się bez kontroli granicznych i konieczności posiadania paszportów. Ci wciąż niezależnie od temperatury odkrywają kostki, kilku desperatów widziałem dzisiaj w krótkich spodniach i t-shirtach. Dwóch idących obok siebie typów szło pijąc piwo z jednej butelki.

Druga grupa nieuważnych to starsi. Nawet nie ci 50 +, co 70 + i więcej. Starsze kobiety i starsi mężczyźni. Bez rękawiczek ochronnych i bez maseczek. Jakby całe to zamieszanie z pandemią to był tylko zły sen. Mecenas od wiosłowania byłby zachwycony. Mógłby leczyć swoje lęki na ich przykładzie. Nie musiałby spędzać dni na montowaniu z dupy analiz, żeby uspokoić swoje obawy o świat, który mu się skończył. Ci starsi natomiast żyją tak jakby nic im nie groziło. Gdyby nie wiek, z pewnością mecenas uczyniłby z nich swoich „wioślarzy”.

Tymczasem Jarosław Kaczyński w asyście ochroniarzy odwiedza cmentarz powązkowski. Mimo zablokowania możliwości odwiedzania nekropolii pozostałej części Polek i Polaków.

Dziwi mnie zdziwienie tych, którzy reagują na to świętym oburzeniem, że niby gest Kaczyńskiego to dowód pogardy dla społeczeństwa, pychy i kpina z zasad, które stanowi ten rząd, którym Kaczyński bawi się jak pacynką.

Cóż jest nadzwyczajnego w tym, że ktoś, kto wciąż pozostaje kimś w rodzaju wiecznego kawalera, Piotrusia Pana przez większość życia mieszkającego z mamą i kotem, zachowuje się jak wredny i złośliwy malec – jakiś Jacek albo Placek, chuj wie, który był który, skoro w efekcie zajebali księżyc, tak jak teraz ten bliźniak, który pozostał przy życiu jebie po całości zasady i wytyczne ponieważ w najmniejszym stopniu nie czuje się częścią żadnej społeczności.

Jak w tym wywiadzie, którego w 1994 roku udzielił Torańskiej – „Emerytowany Zbawca Narodu” albo pozostając bliżej stanów faktycznych „Stetryczały Grabarz Narodu” wiecznie w pracy, zżerany przez ból i samotność jak przez złośliwy nowotwór.

Cóż ma robić ktoś taki u progu świąt Wielkiej Nocy jak nie gardzić tymi, którzy z niezrozumiałych powodów uznali go za swojego zbawcę nie widząc w nim przedsiębiorcy pogrzebowego, który jedyne co ma im do zaoferowania oprócz pogardy to skrojoną na miarę trumienkę – dla tej republiki i dla jej mieszkańców, których posyła na wybory jak obłąkany, pełen chorej ambicji oficer liniowy młode wojsko wprost pod ogień karabinów maszynowych, ponieważ wydaje mu się, że tak trzeba.

401 nowych zakażeń. Dzisiaj zmarło 27 osób. Tymczasem Magda Gessler deklaruje, że spędzi te święta samotnie. Sonia Bohosiewicz pokazała swoje zdjęcie w bikini. Internauci odetchnęli z ulgą – gwiazdy też mają cellulit. Gosia Rozenek rozpacza, że nie może kupić dekoracji na „dziwne święta”. Wszystko się zmienia i nic się nie zmienia. Co robić?

Marcin Zegadło

 

 


Adam Mazguła. Apel do służb mundurowych: Służycie wszystkim Polakom a nie tym, których wskaże partyjny kacyk

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Służycie Polakom obdarzonym swoją dumą narodową, religią, uznanymi bohaterami, ale i tym, którzy obnoszą się ze swoimi wadami i przywarami, z których nie koniecznie jesteśmy dumni. Całemu narodowi, niskim i wysokim, kobietom i dzieciom, katolikom, prawosławnym czy niewierzącym, niezależnie od preferencji seksualnych i światopoglądu. Wszystkim, a nie tylko tym, których wskaże jakiś partyjny kacyk

 

Koleżanki i koledzy żołnierze,
funkcjonariuszki i funkcjonariusze Policji,
ten, kto nosi mundur, jest na służbie

Jeśli nosicie na nim polskie oznaczenia, to znaczy, że służycie Rzeczypospolitej Polskiej, a właściwie narodowi polskiemu. Wtedy służycie wszystkim obywatelom zamieszkującym nasz kraj, takim, jakimi są, ze swoim językiem, historią, kulturą, nauką.

Służycie Polakom obdarzonym swoją dumą narodową, religią, uznanymi bohaterami, ale i tym, którzy obnoszą się ze swoimi wadami i przywarami, z których nie koniecznie jesteśmy dumni. Całemu narodowi, niskim i wysokim, kobietom i dzieciom, katolikom, prawosławnym czy niewierzącym, niezależnie od preferencji seksualnych i światopoglądu. Wszystkim, a nie tylko tym, których wskaże jakiś partyjny kacyk. Jednym słowem – Polakom.

Kochani, mundur jest zakorzeniony w społeczeństwach świata od zawsze. Lubimy naszych mundurowych, bo społeczeństwo wie, że gdy nie było swoich mundurowych na ulicach, natychmiast pojawiali się obcy. Jednak oni wyzyskiwali kraj i ludzi, organizowali bezprawie, życie na kolanach, kalectwo i śmierć.

Polski mundur był zawsze ceniony w świecie, bo niósł wolność, często nie tylko naszą. Nikogo nie chcę uczyć historii, ale wspomnę o obronie Europy przed Turecką nawałą pod Wiedniem, bitwie Warszawskiej chroniącej Europe przed „czerwoną zarazą”, czy udział Polaków w walce z faszyzmem na wszystkich frontach świata podczas II Wojny Światowej.

Po wojnie to wojsko i funkcjonariusze stabilizowali sytuację w skrzywdzonej i upokorzonej Jałtą, oddaną w niewolę Sowietom — Polsce. Trzeba było jednak żyć i chronić swój naród. Trzeba było kraj odbudować z ruin, bez pomocy zewnętrznej i planów Marshalla, bez banków, wymordowanych intelektualistów i naukowców. Wojskiem rozminowano i obsiano pola, zapewniono bezpieczeństwo, dowożono cegły i materiały budowlane, pomagano ludziom…

Nawet w stanie wojennym, najczęściej dochowano pewnej kultury. Wojsko było przekonane, że broni społeczeństwo przed agresją państw Układu Warszawskiego, a ludzie zziębniętym żołnierzom nosili ciepłe napoje i gorącą zupę na posterunki…

Żołnierze, funkcjonariusze,

szczęśliwy czas pokoju spowodował, że tylko ludzie starsi rozumieją zagrożenia płynące ze zmieniającej się sytuacji w świecie. Rodzą się nowe reżimy, które odpowiednio obudowane propagandą zyskują poparcie społeczne. Przypomnę, że faszyzm, czy stalinizm, zanim stały się ludobójcze, były akceptowane przez wyborców.

Dzisiaj pandemia coronawirusa pustoszy naszą ziemię

Jest oczywiste, że Wasze zaangażowanie w służbę jest teraz bardzo potrzebne, a nawet niezbędne. Problem jest jednak w tym, że wyprowadzono Was na ulice nie w obronie społeczeństwa, któremu służycie. Władze wykorzystują Was do działań wątpliwych prawnie, a część z Was poczuła zadowolenie z opresyjnych działań w stosunku do społeczeństwa.

Zabieranie ludziom ich konstytucyjnych praw, jest możliwa tylko czasowo, po wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Nasza Konstytucja, prawo podstawowe naszego narodu przewiduje stan wojny, stan wyjątkowy i stan klęski. Nie ma możliwości odebrania ludziom wolności obywatelskich inaczej jak poprzez tę drogę. Tymczasem rządzący powołują się na niekonstytucyjną ustawę poprzedników i kpią sobie z praw obywatelskich Polaków.

Oczywiście ludzie są mądrzy i wiedzą, że to dla ich dobra i podporządkowują się ograniczeniom ich wolności. Rozumieją izolację, stratę pracy, ograniczenia zgromadzeń oraz niekorzystania z emocji kulturalnych i sportowych. Jednak władze nie tylko nie wprowadziły żadnego konstytucyjnego stanu wyjątkowego, ale przystąpiły do szkalowania obywateli nadgorliwością i niebotycznie wysokimi mandatami. Chodzi o zastraszanie społeczeństwa i przez to zmuszenie do uległości wobec partyjnych władz.

Dzisiaj wychodząc na ulice z bronią przeciwko obywatelom, z bloczkiem mandatów na dziesiątki tysięcy złotych staliście się oprawcami, niczym okupanci.

Polacy właśnie tracą pracę, może zdrowie najbliższych, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do władz. Dla wszystkich to rodzaj szoku, nowa i niekomfortowa sytuacja. Jednak policyjne lub policyjno — wojskowe patrole urządzają łapanki na ludzi.

Internet zasypany jest skandalicznymi przykładami niektórych z Was. Policja weszła na podwórko samotnie wychowującego dzieci mężczyzny, aby ukarać go mandatem za zabawę z dziećmi. Ukarano mężczyznę wysokim mandatem za mycie samochodu, innego za powrót do domu po pracy, za jazdę po zakupy, za wejście do lasu, dziewczynkę policjant skatował za jazdę rowerem, a fryzjer dostał mandat 10 tys. zł za otwarcie zakładu dla jednej klientki…

Tymczasem partyjna grupa trzymająca władzę zorganizowała zgromadzenie w Warszawie. Byli bez rękawiczek, masek, nie przestrzegali odległości pomiędzy sobą, a wszystkich ich chroniła Policja i Żandarmeria Wojskowa.

To, na czym polega przestrzeganie prawa, kto musi, a kto nie?

Czy jest jakiś katalog posortowanych ludzi i policja wie, co ma, od kogo wymagać, kto może nie przestrzegać prawa, a kto ma być traktowany ze szczególną opresyjnością?

Wasz udział w patrolach ulicznych z długą bronią gotową do strzału to, przeciwko komu nosicie, kogo chcecie zastraszyć lub zastrzelić?

Czy to już wojna, uważacie to za normalne?

Czy nie ponosi Was emocja, chęć uczestnictwa w czymś wyjątkowym?

Czy poczuliście władzę na ulicach wobec obywateli i Wam posmakowała?

Chcecie i możecie być ważni, popisać się postawą panującego, karać i postrzelać do ludzi, jak w grze komputerowej?

Może chodzi o nadgorliwość dla szybkiej kariery?

Ci, którzy wysyłają Was na ulice z takimi rozkazami, są oprawcami Polaków.

Obecny Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak doprowadził do upokorzenia funkcjonariuszy, zabierając im godność, bezpodstawnie nazywając ubekami, zabierając im znaczącą część emerytury, przez co spowodował śmierć, co najmniej 60 ludzi. Jego propozycje przyjął cały PiS, jako pierwszą całkowicie faszystowską ustawę o odpowiedzialności zbiorowej. Czy uważacie, że służąc partii, a nie społeczeństwu, w przyszłości nie znajdą się skrzywdzeni, którzy dzisiaj dokumentują Wasze działanie, a następnie wystąpią o pozbawienie Was praw nabytych?

Czy jesteście pewni, że za to działanie nie będziecie osądzeni i skazani?

Nie piszę tego, aby kogokolwiek straszyć, ale zastanawiam się, ile jest prawdy w tym, co usłyszałem od wicepremier Jadwigi Emilewicz. W wywiadzie telewizyjnym ujawniła, że to nie koniec represji i planowane są dalsze.

Bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego planowane jest zawieszenie działalności partii politycznych, stacji telewizyjnych i radiowych. Pod pozorem poszukiwania chorych, będzie można wywlekać ludzi z mieszkań i przymusowo zamykać w ośrodkach odosobnienia, wyłączony będzie dostęp do Internetu. Sejm udzielił zgodę na używanie bez zezwolenia urządzeń wysokich częstotliwości elektromagnetycznych zagrażających życiu człowieka…

Jak myślicie, czy to chodzi jeszcze o walkę z coronawirusem?

Jarosław Kaczyński, który nie pełni żadnej konstytucyjnej władzy, faktycznie w sposób nieograniczony rządzi Polską i stwierdził, że raz zdobytej władzy nie odda nigdy, chyba, że jako trupa wyniesie się go z gabinetu.

Władza zastrasza społeczeństwo ujawnianymi informacjami o zakupie samochodów do przewozu więźniów, wyspecjalizowanych armatek wodnych na wozach bojowych, środków walki z tłumem… Jak myślicie, po co to robią? Czy chodzi o wirusa i zdrowie społeczeństwa?

A same wybory prezydenckie bez kampanii wyborczej, bez normalnego głosowania, z pogwałceniem konstytucji, to uczciwy zabieg PiS-u?

Koleżanki i koledzy żołnierze,
funkcjonariuszki i funkcjonariusze Policji,

żyjemy w trudnym czasie, po którym nic już nie będzie takie same. Jednak nie da się żyć inaczej jak w zgodzie. Służycie pokojowi w kraju, a więc współpracy, wzajemnemu zrozumieniu, a nie partyjnym podziałom i budowaniu barykad nienawiści.
Nie jesteście ramieniem partyjnej represji reżimu, ale od troski o każdego obywatela Rzeczpospolitej.

Dotychczasowe zaangażowanie polityczne policji w umacnianie marszów faszystowskich przez polskie miasta było hańbą dla munduru i pogardą położoną na groby naszych bohaterów walki z faszyzmem. Twarzą tej hańby jest Wasz skrajnie upolityczniony komendant, brunatny generał granatowej policji. Ten człowiek upadku moralnego dla udziału w zabawie na wazelinowej ślizgawce prezesa otrzymał kolejne partyjne zadanie i sprzedał Was całkowicie partii.

Jeśli gen. Jarosław Szymczyk, Wiesław Kukuła… stawiają Was przeciwko obywatelom, żądajcie rozkazów na piśmie. Te czyny będą z pewnością osądzone, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której za podwyżkę wynagrodzeń sprzedacie swój honor i staniecie się siłami okupacyjnymi Polskę.

Każdy żołnierz czy funkcjonariusz poprzez służbę w mundurze z narodowymi symbolami państwa służy Rzeczpospolitej Polskiej i stoi na straży jej Konstytucji.

Każdy, kto łamie konstytucyjne zapisy, kto publicznie ubliża narodowi Polskiemu i obala jej porządek prawny, jest wrogiem Polski. Powinien on być traktowany jak wróg naszej państwowości.

Dzisiaj, wszyscy, którzy noszą polskie mundury, powinni się zastanowić, czy zasługujecie na ten honor. Czy nie powinniście zamienić je na kombinezony najemników partyjnych? Wtedy zdejmijcie orzełki ze swoich czapek i plakietki polskiego państwa.

Adam Mazguła