Manuela Gretkowska: Chyba wiem dlaczego dopiero od przyszłego czwartku mamy się wszyscy zamaskować

Manuela Gretkowska
Sam pomysł przerobienia skrzynek pocztowych w urny wyborcze musiał wypłynąć od prezesa. Wygrał przy urnach wykorzystując katastrofę smoleńską. Tragedia 10 kwietnia 2010 i pytania, co zarejestrowały czarne skrzynki. 10 lat później skrzynka staje się urną na popioły demokracji.
Chyba wiem, dlaczego dopiero od przyszłego czwartku mamy się wszyscy zamaskować.
Usiadłam se (po łódzku) przed chałupą, gdy nadjechał wozem sąsiad. Nie zagadał jak ludzie dawniej: Chcecie jaj albo ziemnioków? Tylko po nowemu:
– Maseczek wam nie trzeba?
Z mazowiecka zapytałam inteligentnie:
– A bo co?
– Mogę przywieźć, do pracy jadę.
– Gdzie?
– Do Szanghaju lecę – sąsiad pilot – Z transportem rządowym wracam w niedzielę.
Czyli przed czwartkiem rozprowadzą chińskie maski po Polsce, logiczne.
Ale co gadał Morawiecki wczoraj na konferencji prasowej? To jest facet, który, nawet jeśli przez „wybory” umrze 50 tysięcy ludzi, powie, że przodujemy w Europie.
Słuchałam i nie mogłam uwierzyć, Morawiecki mówił jakby rząd Polski oczekiwał koronawirusa na potwierdzenie swej wielkości. Nic lepszego nie mogło nas spotkać niż zaraza pod rządami PiS-u. Naprawdę porównywał je z poprzednimi. A że dawniej pandemii nie było, nikt mu nie udowodni łgarstwa. Mistrz samospełniających się kłamstw. Są najlepsi, najlepiej przygotowani i wygrają wybory prezydencki w pierwszej turze. O czym się przekonamy.
Frekwencja będzie rekordowa – 300 metrowe kolejki wyborców. Bo w każdej gminie dedykują zarazie JEDNĄ skrzynkę pocztowo-wyborczą pilnowaną przez policję. TVP sfilmuje rozciągniętego wzdłuż pól i łąk suwerena. Drżącego z ochoty wypełnienia obowiązku obywatelskiego. I strachu, że ktoś przeoczy jego pesel albo krzyżyk na Dudę.
U nas w Prażmowie tą jedyną nie będzie chyba skrzynka przy urzędzie gminy. Jest za blisko cmentarza jak na takie święto demokracji.
Sam pomysł przerobienia skrzynek pocztowych w urny wyborcze musiał wypłynąć od prezesa. Wygrał przy urnach wykorzystując katastrofę smoleńską. Tragedia 10 kwietnia 2010 i pytania, co zarejestrowały czarne skrzynki. 10 lat później skrzynka staje się urną na popioły demokracji.
Znamy na pamięć zapisy z Tupolewa i ostatni okrzyk pilota: „Tu-154. – Ku…mać. (.) O Jezu (.) Ku…wa!” – cytuję co do kropki.
Skrzynka pocztowa jako czarna skrzynka z zapisem upadku demokracji. „Tu – 2020 Polska. – Ku…mać, O Jezu (Kościół pomógł nas rozwalić).”
Zeszliśmy już tak nisko, tracąc nadzieję, Trybunał, za chwilę Sąd Najwyższy i Prezydenta, że nie damy chyba rady się poderwać na powrotny lot do Europy.
Manuela Gretkowska
Naukowcy stworzyli pierwszy polski test na koronawirusa. Do produkcji wchodzi już w przyszłym tygodniu
Pierwsza partia polskiego testu na koronawirusa wejdzie do produkcji w przyszłym tygodniu. Autorską metodę wykrywania SARS-CoV-2 opracowano w Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Instytut chce wyprodukować do 150 tys. testów.

Gowin: przyszłym tygodniu wyprodukowanych zostanie pierwszych 150 tysięcy testów
– To już oficjalna informacja: Państwowy Zakład Higieny kowalidował polski test na koronawirusa jako 100-procentowo skuteczny! – napisał w piątek na Twitterze Jarosław Gowin.
To już oficjalna informacja: Państwowy Zakład Higieny kowalidował POLSKI TEST NA KORONAWIRUSA jako 100-procentowo skuteczny! W przyszłym tygodniu wyprodukowanych zostanie pierwszych 150 tysięcy. Ten test uratuje życie wielu z nas i pozwoli szybciej uruchomić polską gospodarkę.
— Jarosław Gowin (@Jaroslaw_Gowin) April 10, 2020
Zapowiedział, że w przyszłym tygodniu wyprodukowanych zostanie pierwszych 150 tysięcy testów. “Ten test uratuje życie wielu z nas i pozwoli szybciej uruchomić polską gospodarkę” – napisał.
Test stworzony przez PAN
Prace nad stworzeniem testu trwały trzy tygodnie – poinformował w piątkowym komunikacie w mediach społecznościowych dyrektor Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk (ICHB PAN) w Poznaniu prof. Marek Figlerowicz. „Nasze wysiłki dostrzeżone zostały przez RządRzeczypospolitej Polskiej, który decyzją Premiera Jarosława Gowina przyznał Instytutowi 15 mln zł na stworzenie zestawu diagnostycznego i wyprodukowanie pierwszych 100 tys. testów” – napisał.
Dr Luiza Handschuh z Zakładu Biologii Molekularnej i Systemowej ICHB PAN przekazała w piątek PAP, że jednostkowy koszt testu, według szacunków pracowników Instytutu, wynosi ok. 53 zł.
Produkcja zestawów do badań będzie możliwa dzięki współpracy Instytutu z trzema polskimi firmami. – Każda z nich produkuje jakiś element składowy całego zestawu – powiedziała.
– Jesteśmy gotowi do tego, żeby w przyszłym tygodniu uruchomić małą, zupełnie darmową produkcję ok. 1 tys. testów, które przekażemy ministerstwu do dystrybucji. Natomiast w kolejnym tygodniu planujemy już ruszyć z masową produkcją w ramach tej dotacji, którą otrzymaliśmy z ministerstwa. W jej ramach planujemy wyprodukować 100-150 tys. testów, które również zostaną przekazane do ministerstwa i rozprowadzone po laboratoriach diagnostycznych w całej Polsce – wyjaśniła.
Procedura legalizowania testów
Dodała, że trwa procedura legalizowania testów przed wprowadzeniem ich do powszechnego użycia.
– Walidacja częściowo została wykonana w jednej jednostce, w drugiej czekamy na wyniki walidacji. Został już złożony wniosek w Urzędzie Rejestracji Wyrobów Medycznych także ta procedura ruszyła – powiedziała.
– Proszę mieć na względzie, że te testy też musi ktoś wykonywać. Wyprodukowanie dużej liczby testów wiąże się z tym, że muszą istnieć jednostki, które będą w stanie przeprowadzić diagnostykę za pomocą tych testów. A do tej pory w Polsce przeprowadzono niewiele ponad 100 tys. testów w ogóle w skali kraju. Jeżeli więcej jednostek nie włączy się do tego, to nie pomoże to, że wyprodukujemy więcej testów – zaznaczyła.
6 godz. trwa badanie próbk
Dodała, że badanie na obecność koronawirusa za pomocą testu opracowanego w ICHB PAN trwa około sześciu godzin, w czasie których można przeanalizować 92 próbki. – Nie zrobiliśmy identycznego testu do tych obecnie dostępnych – zrobiliśmy podobny – podkreśliła.
– Większość testów komercyjnych, które są w tej chwili stosowane w diagnostyce, ma tzw. kontrolę zewnętrzną, czyli kwas nukleinowy RNA, który się dodaje do tego testu, i który również się potem kontrolnie wykrywa. Wiadomo, że jeżeli coś się dodaje do próbki w trakcie procedury diagnostycznej, to powinno się to wykryć – opisała.
Wyjaśniła, że poznańscy naukowcy zastosowali kontrolę, mającą wykrywać ludzki RNA.
– W próbkach wymazu oprócz wirusa znajdują się zawsze komórki ludzkie, chociażby komórki nabłonka, które niechcący zostaną pobrane. My wykrywamy, czy te komórki były faktycznie obecne. To jest naszym zdaniem lepsza kontrola, ponieważ ona pokazuje nie tylko, że procedura diagnostyczna przebiegła poprawnie, ale również, że wymaz został poprawnie pobrany, przechowywany, transportowany, i że RNA, które było w próbce, nie uległo degradacji – wyjaśniła.
Wsparcie w produkcji testów
O tym, że naukowcy z Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu opracowali prototyp testu na obecność koronawirusa, 20 marca poinformował dyrektor tej placówki prof. Marek Figlerowicz. Wsparcie dla Instytutu w produkcji testów zadeklarował wówczas m. in. Wielkopolski Urząd Marszałkowski, który zapowiedział, że przekaże na ten cel 100 tys. zł.
W czwartek Jarosław Gowin poinformował, że ostatnią decyzję jaką podjął jako minister nauki i szkolnictwa wyższego było wsparcie finansowe ICHB PAN w produkcji pierwszych 100 tys. sztuk polskiego testu na koronawirusa. – Nie muszę nikomu tłumaczyć, jak ważna to inicjatywa. Od jej powodzenia zależy życie i zdrowie wielu ludzi. Dlatego na ten cel do IChB PAN przekazałem 15 mln zł – mówił. (PAP)

Krzesła hotelowe – sprawdź najnowsze trendy!
Wnętrze hotelu jest jego wizytówką. Właśnie dlatego przy aranżacji takich przestrzeni bardzo duże znacznie posiada również podążanie za najnowszymi trendami. Dotyczą one również krzeseł hotelowych. Jakie z nich są najmodniejsze?

Stworzenie aranżacji hotelu nie powinno być dziełem przypadku. Wnętrza te powinny wyróżniać się zarówno estetycznym wyglądem, jak również powinny być funkcjonalne, praktyczne.
Skupmy się tutaj na jednym z ważnych elementów wyposażenia każdego hotelu, a mianowicie na krzesłach. Jakie krzesła hotelowe wybierane są obecnie najczęściej przez hotelarzy oraz przez projektantów wnętrz?
Krzesła w hotelu – nie tylko do pokojów gości
Najczęściej krzesła hotelowe – https://www.wyposazenie-hotelowe.pl/krzesla-hotelowe/ kojarzone są z wyposażeniem w pokojach gości. Warto jednak wskazać, że są one również umieszczane w innych pomieszczeniach, na przykład w restauracji hotelowej oraz w innych przestrzeniach gastronomicznych, w salach konferencyjno-szkoleniowych, w holu, w którym znajduje się recepcja. Właśnie dlatego wyposażenie hotelu będzie wymagało doboru i zakupienia różnych typów krzeseł, które będą również spełniały odmienne funkcje.
Krzesła hotelowe – modne modele
Moda nie omija również wnętrz hotelowych, w tym także krzeseł. Jakie najmodniejsze krzesła hotelowe można obecnie wybrać do wnętrz?
Na szczególną uwagę zasługują krzesła tapicerowane welurem. To jeden z ostatnich hitów w aranżacji wnętrz. Krzesła tego typu doskonale wpisują się w styl glamour, nowoczesny, nowojorski, a także loft.
Również bardzo popularne są krzesła w stylu nowoczesnym wykonane z formowanego drewna na metalowych nogach, a także krzesła masywne, w ciemnych kolorach, wykończone tapicerkami w tkaninowymi lub ze skóry ekologicznej.
Coraz częściej w hotelach pojawiają się także meble designerskie, które przyciągają uwagę swoim stylowym, niebanalnym wyglądem.
Na stronach internetowych producentów mebli hotelowych można zapoznać się z różnymi propozycjami modnych aranżacji. Warto także wziąć je pod uwagę przy przygotowywaniu aranżacji wnętrz w obiektach noclegowych!
Adam Mazguła: Rocznica zawłaszczenia pamięci Katynia

Adam Mazguła
Szanuję pamięć o ofiarach katastrofy pod Smoleńskiem, ale winniśmy przede wszystkim HOŁD dziesiątek tysięcy zamordowanych Polaków w służbie narodu w Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie… i wielu innych miejscach mordów.
Adam Mazguła: Tekst napisałem rok temu
Nie wiem, czy to prawda, ale podobno Jarosław pojedzie pod Smoleńsk, aby w przypadającą 10 kwietnia rocznicę wiadomej katastrofy odkurzyć stojący tam krzyż, pozbierać w końcu papiery i zeschłe kwiaty po uroczystości żałobnej sprzed 10 lat.
Do Katynia nie wstąpi, bo pociąg powrotny z batalionem ochroniarzy nie może czekać zbyt długo, z uwagi na możliwe i stałe zagrożenie osoby ochranianej. Ponadto nigdy tam nie był i możliwe, że nie wie, po co Polacy tam jeżdżą, bo nie czytał takich przedwojennych książek o Katyniu jak historyczka Elżbieta Witek.
Przewodnikiem ma być Antoni smoleński, który zapozna prezesa z historycznym miejscem zjedzenia obiadu przed paniczną ucieczką do Polski i przybycia do Pałacu po cenne dokumenty.
W trosce o pobudzenie patriotycznego skrzydła swoich zwolenników przed wyborami, do Katynia wzorzec – reproduktor „rasy panów” wyśle Mariusza z Ambasadorem, aby przeliczyli groby i sprawdzili, czy w odwecie za zniszczone pomniki i miejsca pamięci żołnierzy radzieckich w Polsce, ktoś nie przyniósł tam wieńca z gwiazdą, albo jakiś terrorysta z Polski w koszulce z napisem KONSTYTUCJA nie zostawił na piasku napisu: „Katyń pamiętamy”.
Podobno do Smoleńska pojedzie również oligarcha Tadeusz, aby ocenić, jak na wraku robić dalsze interesy.
W ramach pamięci o ofiarach i zadośćuczynienie po skutkach niedawnych ekshumacji MON rozpatruje wypłaty kolejnych zaledwie milionowych transz odszkodowań dla PiS-owskich członków rodzin. Jak wiadomo, kończą się im pieniądze, a trauma nie odchodzi. Ponadto, „im się to, po prostu, należy”.
A tak na poważnie,
KIEDY DYKTATOR I PREZES PARTII RZĄDZĄCEJ, PREZYDENT, PREMIER RZĄDU, MARSZAŁKOWIE SEJMU I SENATU PRZYPOMNĄ SOBIE ŁASKAWIE O MOGIŁACH POLSKICH BOHATERÓW W MIEJSCACH KAŹNI.
Szanuję pamięć o ofiarach katastrofy pod Smoleńskiem, ale winniśmy przede wszystkim HOŁD dziesiątek tysięcy zamordowanych Polaków w służbie narodu w Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie… i wielu innych miejscach mordów.

Cześć ich pamięci!
Tymczasem, obecni władcy nigdy tam nie byli, a tylko ukradli pamięć poległych bohaterów dla ofiar katastrofy, aby za pomocą tego oszustwa grać politycznie i propagandowo na emocjach parafialnej Polski.
Adam Mazguła
Roman Giertych: Prawda o Smoleńsku

Roman Giertych
Znając braci Kaczyńskich, jestem też pewien, że Jarosław Kaczyński prędzej zaryzykowałby swoje życie, niż życie brata. Stąd przypisywanie mu nacisków na ryzykowne lądowanie jest moim zdaniem fałszem.
Jestem winien opinii publicznej przedstawienie najbardziej prawdopodobnej wersji tego, co zdarzyło się 10 lat temu w Smoleńsku.
Uważam, że po 10 latach prowadzenia, w imieniu rodziny oficera BOR, który tam zginął, sprawy karnej mam już dostateczną wiedzę, aby przedstawić ją, również po to, aby zamknąć usta szarlatanom, którzy żerują na niezakończonym śledztwie.
Wydaje mi się, że oprócz 10 lat prowadzenia sprawy do podsumowania upoważnia mnie również fakt, że znałem wiele ofiar i mogę wyobrazić sobie psychologiczne relacje zachodzące na pokładzie Tu-154.
Wielokrotnie podróżowałem służbowo tym samolotem. Pamiętam mój lot z jedną późniejszych ofiar – Aleksandrem Szczygło ówczesnym szefem MON. Pamiętam jak uczestniczyłem na pokładzie tego samego samolotu, co później rozbił się, we Mszy świętej nad Tatrami, którą odprawiał na stole salonki ksiądz podczas mojego lotu do Istambułu na spotkanie ministrów edukacji krajów Rady Europy.
Pamiętam również dramatyczne loty z 36 pułkiem specjalnym. Pewnego razu mieliśmy awaryjne lądowanie Jakiem-23 w Niemczech, gdyż skończyło się paliwo i lądowaliśmy na oparach paliwa na lotnisku wojskowym.
Innym razem nad Łodzią zapalił się klimatyzator i kabina była pełna dymu. Wreszcie wspominam dramatyczne wpadnięcie w burzę przez helikopter, gdy wracałem z Rzeszowa do Warszawy, gdy Sokołem rzucało w górę i dół tak, że wszyscy wisieli na pasach. I słowa, które po wylądowaniu powiedział do mnie pilot o mundurze całym mokrym od potu: „nie powinniśmy w taką pogodę lecieć”. I moją odpowiedź: „dlaczego mi to Pan mówi w Warszawie, a nie w Rzeszowie?”
Piszę o tym wszystkim, gdyż osoba badająca tę katastrofę i nieposiadająca tych osobistych doświadczeń może nie mieć właściwej perspektywy.
Co wiemy o przyczynach katastrofy?
Od strony technicznej prawie wszystko. Raport rządowy w tej sprawie jest w pełni rzetelny, chociaż nie zawiera jednego elementu, który został odkryty później przez biegłych prokuratury (przedstawiam dane ujawnione już w mediach).
Tym elementem jest przypisanie do generała Błasika odczytywania przez niego danych z urządzeń pomiarowych o zbliżającej się ziemi oraz słów: „Zmieścisz się, śmiało”.
Biegli przeanalizowali wszystkie głosy osób, które miały prawo być w kabinie i stwierdzili, że zarówno te dane, jak i słowa nie należą do żadnego członka załogi. Nadto stwierdzili, że nikt na pokładzie oprócz gen. Błasiaka nie posiadał wiedzy pozwalającej odczytywać dane z urządzeń pokładowych. I na tej podstawie przypisali te słowa do generała. Nie był on pijany. Taka teza nie ma potwierdzenia w zgromadzonym materiale. Nie ma również żadnych dowodów na rzekome naciski na niego ze strony Lecha Kaczyńskiego. Tym bardziej nie ma dowodów, aby te naciski spowodowała rozmowy braci Kaczyńskich: była ona jeszcze przed zamieszaniem związanym z podaniem pełnych danych pogodowych w Smoleńsku.
W moim przekonaniu gen. Błasik przejął kontrolę nad załogą z racji tej, że był ich zwierzchnikiem. Pilot oraz cała załoga nie potrafili się mu przeciwstawić. Uważam, że na postawę kapitana Arkadiusza Pietrasiuka mogła mieć wpływ sprawa karna, która rozpoczęła się z zawiadomienia Karola Karskiego za postawę załogi z lotu do Tibilisi, która odmówiła lądowania w stolicy Gruzji ze względu na toczące się tam walki.
Według ujawnionych informacji Pietrasiuk miał traumatyczne przeżyć przesłuchanie w prokuraturze w tej sprawie, gdyż poczuł się dotknięty zarzutem tchórzostwa.
Obecność gen. Błasiaka spowodowała, że załoga wbrew obowiązującym przepisom, wbrew ostrzeżeniom z wieży i z Jaka, który wylądował przed nimi, a nawet wbrew instynktowi zachowawczemu zdecydowała się lądować we mgle.
Czy mogło się to lądowanie udać?
Jedynie przy nieprawdopodobnym szczęściu i prawidłowym naprowadzaniu.
Niestety naprowadzanie ze strony wieży prowadzone na starym sprzęcie było nieprecyzyjne. Wieża mówiła, że są na ścieżce, a nie byli. To spowodowało, że za późno podjęto decyzję o powrocie na drugi krąg. Nie ma jednak żadnej wątpliwości, że piloci nie mieli prawa ryzykować schodzenia do lądowania w takich warunkach.
Dlaczego gen. Błasik swoją obecnością i słowami wspierał pilotów w łamaniu procedur?
Myślę, że chciał się popisać, albo bał się powiedzieć prawdę Prezydentowi, że nie dolecą na czas.
Dlaczego pilot lecący ze mną z Rzeszowa nie powiedział mi, że jest fatalna pogoda i możemy wpaść w burze (Sokoły nie posiadały radaru burzowego)?
Nie wiem, ale myślę, że się bał lub chciał się sprawdzić albo odczuwał presję ze strony swego szefostwa, aby zrealizować lot. Ale mnie się nikt nie pytał, czy chcę ryzykować. Tak samo myślę, że nikt nie pytał Kaczyńskiego.
Znając braci Kaczyńskich, jestem też pewien, że Jarosław Kaczyński prędzej zaryzykowałby swoje życie, niż życie brata. Stąd przypisywanie mu nacisków na ryzykowne lądowanie jest moim zdaniem fałszem.
Brawura gen. Błasika i chęć zaimponowania lądowaniem w trudnych warunkach oraz strach o posądzenie o tchórzostwo u kapitana Pietrasiuka. To przesądziło o katastrofie. Taka jest, być może najtrudniejsza, prawda o Smoleńsku.
Jeszcze słowo o podłych draniach, którzy na bólu rodzin robili karierę polityczną.
Przyczyną, dla której Antoni Macierewicz z uporem głosi tezę o zamachu jest jego osobiste tchórzostwo, które okazało się, gdy zamiast pójść na miejsce katastrofy i poczekać tam na przylot polskiej delegacji, to zjadł obiad i natychmiast uciekł do Polski.
Od momentu, w którym odczytano czarne skrzynki, których zapis jednoznacznie wskazuje, że nie było wybuchu przed okrzykami przerażenia załogi i pasażerów jest oczywiste, że żadnej bomby nie było. Nie ma też dowodów na inny rodzaj zamachu. Nie znaleziono też żadnych śladów technicznej niesprawności samolotu do momentu uderzenia w brzozę.
Odpoczywajcie Przyjaciele w pokoju. Niech dobry Bóg rozjaśni nad Wami swe oblicze.
Roman Giertych
„Die Zeit” o Smoleńsku: wypadek, morderstwo, mit i polityka
10 lat temu prezydent Polski Lech Kaczyński zginął w katastrofie samolotowej w Smoleńsku. O tym, jak z wypadku zrobiono morderstwo, z morderstwa mit, a z mitu politykę pisze niemiecki tygodnik „Die Zeit”.
„10 kwietnia 2010 roku jest punktem zwrotnym w najnowszej historii Polski. Każdy (Polak) przypomina sobie, gdzie był w chwili, gdy usłyszał tę wiadomość. Smoleńsk jest dla wielu Polaków tym, czym dla Stanów Zjednoczonych było zamordowanie Johna F. Kennedy’ego. Istnieje czas po (Smoleńsku) i przed (Smoleńskiem), a wielu wydarzeń, które od tamtego czasu miały miejsce w Polsce, bez Smoleńska nie da się wyjaśnić” – piszą Olivia Kortas i Matthias Krupa. „To, co na początku było narodową tragedią, przekształciło się z czasem w wojnę religijną, która głęboko podzieliła kraj” – czytamy w najnowszym wydaniu „Die Zeit”.
Smoleńsk narodowym mitem
„Polska prawica przeformowała katastrofę w narodowy mit, bez którego PiS nie rządziłby dziś w Polsce. By utrzymywać ten mit przy życiu, Jarosław Kaczyński i jego wspólnota gromadzą się raz w miesiącu w kościele (Katedrze św. Jana) i przed Pałacem Prezydenckim” – kontynuują niemieccy dziennikarze.
„Częścią mitu są pieczołowicie pielęgnowane wątpliwości co do rzeczywistego przebiegu katastrofy w Smoleńsku. Czy była to tragedia, katastrofa? Czy może jednak nie był to wypadek? – piszą autorzy o wątpliwościach wyrażanych przez część polskiego społeczeństwa. Na przykładzie Piotra Walentynowicza, wnuka Anny Walentynowicz, autorzy przedstawiają argumenty osób odrzucających oficjalną wersję przebiegu katastrofy i „domagających się prawdy”.
Zbrodnia w Katyniu
„Die Zeit” pisze o zbrodni na polskich oficerach w Katyniu i przypomina, że Lech Kaczyński byłby pierwszym polskim prezydentem, któremu dane byłoby złożyć hołd polskim ofiarom w tym miejscu.
Kortas i Krupa zwracają uwagę na odprężenie w relacjach polsko-rosyjskich w 2010 roku i przypominają, że do wypadku doszło na długo przed aneksją Krymu, wojną na Ukrainie i rosyjskimi cyberatakami. Przypominają, że nawet Jarosław Kaczyński skierował zaraz po katastrofie do „rosyjskich przyjaciół” przesłanie wideo, w którym „dziękował za łzy i znicze”. „Istnieją wydarzenia, które mogą zmienić bieg historii” – powiedział wówczas szef PiS.
Autorzy piszą, że dwa lata później Kaczyński powiedział, że czuje, iż jego brat został zamordowany. „Straszne podejrzenie: wypadek nie był wypadkiem, tylko mógł być zamachem. Byłby to polityczny mord niemający precedensu w historii Europy” – piszą Kortas i Krupa.

Po jedności, podział
Dziennikarze „Die Zeit” zwracają uwagę na jedność demonstrowaną przez Polaków w pierwszych dniach po katastrofie, która jednak „nie trwała długo”. Jak tłumaczą, „konserwatysta Lech Kaczyński był kontrowersyjnym prezydentem”, a decyzja, by pochować go na Wawelu „zirytowała” wielu obywateli. Z kolei wiele osób o poglądach konserwatywnych nie wierzyło w to, że premier Donald Tusk naprawdę żałuje śmierci Lecha Kaczyńskiego.
Historia śledztwa
„Die Zeit” przedstawia historię śledztwa smoleńskiego, przytaczając opinie zarówno eksperta rządowego Macieja Laska, jak i Antoniego Macierewicza, zwolennika tezy o eksplozji i odpowiedzialności Rosji. Po dojściu do władzy PiS w 2015 roku powołano nową komisję. „Nie było żadnych nowych ustaleń, lecz mit nie mógł ulec wychłodzeniu” – komentuje „Die Zeit”. „Dla Jarosława Kaczyńskiego i części PiS 'teza o morderstwie’ stała się ważnym elementem politycznego wyznania” – piszą autorzy.
Kortas i Krupa opisują ostatnią miesięcznicę, zarzucając PiS-owi, że chociaż w Smoleńsku zginęli przedstawiciele różnych nurtów politycznych, partia Jarosława Kaczyńskiego „przywłaszczyła sobie” pamięć o ofiarach. „Antoni Macierewicz zamierza w najbliższej przyszłości, być może w (ósmą) rocznicę, przedstawić nowe fakty. Maciej Lasek skomentuje je na Twitterze i udzieli kilku wywiadów. Walka o Smoleńsk toczy się dalej. Od dawna nie chodzi w niej o prawdę” – kończą swój dwustronicowy reportaż Kortas i Krupa.
REDAKCJA POLECA
Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 09.04.2020 r. – czwartek. Policjant pacyfikuje ojca opiekującego się dziećmi

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Krąży w sieci film, na którym interweniujący policjant pacyfikuje ojca opiekującego się dziećmi na placu zabaw. Smutny obraz czym może być dla nas stan wyjątkowy w państwie rządzonym przez prawicowych radykałów, którzy w gruncie rzeczy mogą pozostawać wdzięczni losowi, który zesłał im tę pandemię i możliwości, które ona im oferuje.
Krążąy w sieci film, na którym interweniujący policjant pacyfikuje ojca opiekującego się dziećmi na placu zabaw.
Smutny obraz czym może być dla nas stan wyjątkowy w państwie rządzonym przez prawicowych radykałów, którzy w gruncie rzeczy mogą pozostawać wdzięczni losowi, który zesłał im tę pandemię i możliwości, które ona im oferuje.
Zawsze bowiem znajdą się tacy, dla których możliwość bicia ludzi lub strzelania do nich jest pobudzającym do granic seksualnego wręcz uniesienia, bodźcem.
Przemoc, której możemy doświadczyć przychodzi do nas w tym obrazku, w którym uzbrojony w policyjny mundur chłopiec wykorzystuje promil władzy, który otrzymał od państwa.
Nieważny jest rodzaj zagrożenia, któremu przeciwdziała uzbrojony mężczyzna – policjant. Istotna jest możliwość. Podniecające uczucie, że ma się władzę i że można z niej skorzystać, zanim wróci się do domu, do kapci, skarpet, serialu w telewizji i rozpaćkanych kanapek. Teraz ten chłopiec w mundurze ma swój uniform, broń i misję, którą według siebie realizuje.
Ta władza dostała od losu możliwość umocnienia się w oparciu o stan wyjątkowy (formalny czy faktyczny, ale jednak). Oczywiście zapłacą za to kiedyś. Pytanie tylko, kiedy i czy tego doczekamy.
Jeden z modeli budowania państwa totalitarnego zakłada zabieranie społeczeństwu kolejnych praw, a potem oddawanie ich sukcesywnie, ale zawsze mniej niż się zabrało. Tak to może wyglądać. Tak może wyglądać ta „nowa normalność”, o której kilkanaście dni temu mówił Morawiecki, a która zdaje się, po pandemii zastąpi nam skompromitowaną i lekko wyliniałą „dobrą zmianę”.
Tymczasem „znany adwokat” publikujący od tygodni zestawienia danych mające przekonać publiczność do tego, że pozostajemy w domach bez powodu, zaczął zwracać się na Facebooku do swoich czytelników per „wioślarze”. Swoje zdjęcie profilowe opatrzył zmodyfikowanym logiem Solidarności. Nowa treść logotypu brzmi „wiosłujemy”.
Nowe gwiazdy mediów społecznościowych wyrastają na tej pandemii jak grzyby po deszczu. Spodziewam się, że po wszystkim ten ktoś nie oprze się przed zbadaniem swoich szans w zakresie swojej kandydatury na urząd prezydencki. Czemu nie. Może tam właśnie ma go ponieść to wiosłowanie.
„Fantastycznie! Fantastycznie!” – jak mawiał książę Bolko von Teuss cudnie zagrany przez Bogusława Lindę w serialu pod tytułem „Magnat”. Jednym słowem – każda bańka ma magnata szytego na swoją miarę. Smutna prawa.
Poza tym bez zmian. Liczba zachorowań wciąż rośnie. Niebawem znudzone stanem rzeczy dyrekcje urzędów i innych organów zaczną je otwierać, luzować obostrzenia.
Ponieważ najważniejszy jest ruch. Chodzi o to, żeby duża rybka zjadała małą rybkę. Wtedy to, co nas otacza, według niektórych, możemy nazywać „normalnością”. Wcale nie taką „nową” jakby się mogło wydawać.
Marcin Zegadło
Morawiecki: przedłużamy ograniczenia. Wprowadzamy obowiązek noszenia maseczek
Przedłużamy obowiązujące ograniczenia; do 19 kwietnia pozostają obostrzenia dot. galerii handlowych, kin, teatrów, zakładów usługowych, a także utrzymane zostają ograniczenia dot. liczb osób w sklepach i kościołach – oświadczył premier Mateusz Morawiecki.
⚠️ Przedłużamy obowiązywanie wszystkich dotychczasowych zasad bezpieczeństwa dot. #koronawirus.
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) April 9, 2020
Czytaj więcej ⤵️https://t.co/adpxt3K98i
– Przedłużamy obowiązujące obostrzenia. Przedłużamy wszystkie regulacje przeciwko koronawirusowi, ponieważ – potwierdzają to eksperci zagraniczni i krajowi – że one działają dobrze – powiedział w czwartek szef rządu PiS.
Zasady bezpieczeństwa na dłużej❗️
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) April 9, 2020
🗓️ Do 26 kwietnia:
➡️ Działalność żłobków, klubów dziecięcych i przedszkoli jest zawieszona.
➡️Wszystkie szkoły i uczelnie są zamknięte. Lekcje i zajęcia odbywają się zdalnie.#zostanwdomu
📰https://t.co/4F3ZD5i7z0 pic.twitter.com/z8Hvx3YBl6
🗓️Terminy egzaminu ósmoklasisty oraz egzaminu maturalnego będą przesunięte❗️
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) April 9, 2020
➡️ O konkretnych terminach będziemy informować co najmniej 3 tygodnie przed datą egzaminów.#zostańwdomu pic.twitter.com/Lvq48TpXrJ
– Na ten moment o jeden tydzień, do 19 kwietnia przedłużamy obostrzenia dotyczące galerii handlowych, kin teatrów, wszystkich tego typu miejsc, ale także zakładów fryzjerskich, kosmetycznych i punktów usług, o których mówiliśmy wczesnej” – zaznaczył Morawiecki. Jak dodał, dotyczy to także limitu osób w sklepach i kościołach.
Zasady bezpieczeństwa na dłużej❗️
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) April 9, 2020
🗓️Do 19 kwietnia:
➡️ Ograniczenia korzystania z parków, lasów, plaż, bulwarów, promenad i rowerów miejskich.#zostanwdomu
📰 https://t.co/adpxt3K98i pic.twitter.com/izQTizitI6
– Do 26 kwietnia przedłużamy zamknięcie szkół, wstrzymanie ruchu lotniczego międzynarodowych, a także ruch kolejowy międzynarodowy i podtrzymujemy również zamknięcie granic, sanitarne kontrole graniczne oraz obowiązkową kwarantannę” – powiedział podczas konferencji w KPRM.
🗓️Od czwartku 16 kwietnia 2020 r. do odwołania:
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) April 9, 2020
🔴Wszyscy mają obowiązek zasłaniania ust i nosa na ulicy, podczas ruchu pieszego, w urzędach, sklepach, miejscach świadczenia usług, zakładach pracy❗️
Więcej informacji: https://t.co/oKxgaNS3MD pic.twitter.com/149qdQ2Psz
Zasady bezpieczeństwa na dłużej❗️
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) April 9, 2020
🗓️ Do 19 kwietnia:
➡️ Dzieci i młodzież, które nie ukończyły 18 roku życia, nie mogą wyjść z domu bez opieki. Tylko obecność rodzica, opiekuna prawnego lub kogoś dorosłego usprawiedliwia ich obecność na ulicy.#zostańwdomu pic.twitter.com/YYeYCDosFT
Zdaniem Morawieckiego są to działania, które się bardzo dobrze sprawdziły. – Jesteśmy często kopiowani przez innych – ocenił.
Na najbliższe 20 dni zgodnie z prawem międzynarodowym, do 3 maja, zamknięte będą granice i obowiązywać będą te zasady, które obowiązywały do tej pory – powiedział. (PAP)

Unijny projekt planu rozluźniania zakazów związanych z koronawirusem. Kiedy wróci normalność?

DW
Komisja Europejska przygotowała projekt planu rozluźniania zakazów związanych z koronawirusem. Wynika z niego, że trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Nie zanosi się na szybkie zniesienie obostrzeń spowodowanych pandemią koronawirusa. Komisja Europejska zaleca, aby ograniczenia wprowadzone w związku z rozprzestrzenianiem się Covid-19 byłyłagodzone małymi krokami, pod ścisłym nadzorem i to przez wiele miesięcy.
O szczegółach projektu, przygotowanego na zlecenie KE, donosi w czwartek niemiecki dziennik „Die Welt”.
„Każde łagodzenie zakazów zgromadzeń będzie nieuchronnie prowadzić do wzrostu liczby nowych przypadków zakażeń” – piszą autorzy strategii wychodzenia z aktualnego stanu zamrożenia kontaktów społecznych i gospodarki.
Dlatego, zanim zacznie się łagodzić obostrzenia, we wszystkich krajach Unii powinny zostać spełnione dwa warunki: tempo wzrostu zachorowań musi wyraźnie spaść, a szpitale muszą dysponować wystarczającą liczbą miejsc, także na oddziałach intensywnej opieki.
Eksperci radzą, aby państwa decydujące się na poluzowanie ograniczeń robiły to w odstępie czasowym, na przykład miesiąca, tak aby można było zaobserwować skutki.
Pierwsze kroki powinno się robić na poziomie lokalnym, a nie ogólnokrajowym, żeby dało się, w razie konieczności, szybko przywrócić restrykcje. Środki podejmowane w przyszłości muszą też być przygotowane pod potrzeby poszczególnych grup społecznych – na przykład osób starszych.
Kraje UE muszą działać razem
Komisja Europejska domaga się od członków Unii skoordynowanego działania. „Czas i szczegóły luzowania zakazów mogą się różnić w poszczególnych krajach. Konieczne jest, aby istniały przy tym wspólne zasady i sposóby postępowania” – czytamy.
Specjaliści uważają, że rozsądnym rozwiązaniem będzie stopniowe uruchamianie gospodarki. „Całe populacje nie powinny jednocześnie wracać do pracy”. Zamiast tego powinno się ustalić, które dziedziny zajęcia są priorytetowe dla gospodarki, a które da się wykonywać z domu.
Także zgromadzenia powinny być przywracane stopniowo. W sklepach powinny nadal obowiązywać przepisy regulujące maksymalną liczbę klientów. W szkołach powinno się zmniejszyć klasy, tak aby dzieci mogły zachować większy dystans.
Bary, restauracje i placówki kulturalne, w tym kina, powinny otwierać się tylko stopniowo. „Zniesienie zakazu organizowania imprez masowych, takich jak festiwale, powinno nastąpić w późniejszym okresie” – wskazuje Komisja Europejska.
Powyższy plan miał zostać przyjęty przez kraje członkowskie już wczoraj. Jednak na prośbę kilku państw UE zostanie oficjalnie zaprezentowany dopiero w przyszłym tygodniu. Rządy unijnych państw prosiły Komisję Europejską o przygotowanie ogólnych zaleceń wychodzenia z obowiązujących obostrzeń.
REDAKCJA POLECA
Marcin Zegadło: Gdyby Sasin używał do wnioskowania mózgu, a nie partyjnych ulotek

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Sasin i jego partyjni koledzy zdecydowali się kupczyć cudzym zdrowiem i życiem w zamian za władzę i płynące z niej korzyści, którą przede wszystkim jest ich bezkarność.
Jacek Sasin w swojej odklejonej od rzeczywistości opinii twierdzi, że:
„Dzisiaj w Polsce nie odbywają się wybory, wczoraj, przedwczoraj, jutro, a pomimo to – mówię to z żalem – kolejne osoby zapadają na koronawirusa i niestety również są osoby, które ten wirus zabija. No tak niestety to wygląda. Nie ma to nic wspólnego z procesem wyborczym”.
Naturalnie, że nie ma to nic wspólnego z procesem wyborczym, ponieważ ten proces jeszcze nie nastąpił, co Jacek Sasin wydedukowałby z przebiegu zdarzeń, gdyby do rozmyślań używał mózgu, a nie partyjnego przekazu dnia. Ponieważ jeśli już ten proces nastąpi to pojemność czaszki Jacka Sasina nie pomieści skali wyjebania w kosmos ilości zachorowań, które wtedy mogą się okazać w jakiś tam jednak sposób powiązane z faktem, że Sasin i jego partyjni koledzy zdecydowali się kupczyć cudzym zdrowiem i życiem w zamian za władzę i płynące z niej korzyści, którą przede wszystkim jest ich bezkarność.
Ponadto Sasin wspomina o tym, że istnieje prawdopodobieństwo, że ustawa o głosowaniu korespondencyjnym zostanie przyjęta dopiero 7 maja.
Według Sasina „to jest pewna złośliwość marszałka Grodzkiego i tej większości senackiej, która w Sejmie jest w opozycji, żeby uniemożliwić przeprowadzenie tych wyborów w taki nieczysty sposób, ale oczywiście ma prawo 30 dni przetrzymywać tę ustawę”.
Gdyby Sasin używał do wnioskowania mózgu, a nie partyjnych ulotek i wdrukowanych mu przez oficerów politycznych PiS-u formułek, zauważyłby, że rolą Senatu, a przez to Marszałka Grodzkiego jest poprawianie tego co spierdolili idioci pokroju sasinowych druhów i nie ma w tym promila złośliwości natomiast jest w tym rozpacz i bezsilność, ponieważ jeśli za rządzenie krajem biorą się ludzie do tego nieprzygotowani merytorycznie i moralnie to musi z tego urodzić się jakaś „zaraza”, która przy okazji może dołączyć do tej, która w tej chwili już zabija.
Krótko mówiąc, dobrze byłoby, gdyby Sasin zdał sobie sprawę, że po majowych wyborach, jeśli jego druhom uda się doprowadzić do skutku ten zbrodniczy i niekonstytucyjny projekt, zabijała będzie obok tej co zabija zaraza kolejna. Na określenie tej zarazy, która rozprzestrzenia się w Polsce, mniej więcej, od roku 2015 możemy śmiało używać skrótu: PiS-19
Marcin Zegadło



