NATO: ponad 75 lat sojuszu, który wciąż decyduje o bezpieczeństwie świata
Sojusz Północnoatlantycki, znany jako NATO, to filar globalnego bezpieczeństwa od ponad 75 lat. Założony w 1949 roku w Waszyngtonie, dziś skupia 32 kraje z Europy i Ameryki Północnej, tworząc najpotężniejszy sojusz militarny na świecie. Ale co dokładnie oznacza jego działalność w zmieniającym się świecie i co nadaje mu taką trwałą rolę w geopolityce?
Jak powstało NATO – reakcja Zachodu na groźbę ZSRR
NATO powstało w cieniu zimnej wojny. W 1949 roku dwanaście państw, w tym Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Kanada, podjęło decyzję o utworzeniu sojuszu, którego główną funkcją była obrona kolektywna przed radziecką ekspansją. Związek Radziecki, obejmujący szereg republik, z dominującą Rosyjską SRR, był wówczas postrzegany jako główne zagrożenie dla ładu powojennego w Europie.
Kluczowym filarem Sojuszu jest artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego, mówiący, że atak na jednego członka to atak na wszystkich. Ten zapis pozostaje do dziś głównym gwarantem wzajemnego bezpieczeństwa. NATO, choć nie posiada własnej armii, może podejmować wspólne działania militarne państw członkowskich, jak miało to miejsce np. podczas interwencji w byłej Jugosławii w latach 1990.
Ewolucja składu – od 12 do 32 państw
Początkowo NATO składało się z 12 państw: Belgii, Kanady, Danii, Francji, Islandii, Włoch, Luksemburga, Holandii, Norwegii, Portugalii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Wkrótce dołączyły Grecja i Turcja (1952), RFN (1955), Hiszpania (1982). Po rozpadzie ZSRR nastąpiła ekspansja na wschód. Do sojuszu weszły m.in. Polska, Czechy, Węgry, kraje bałtyckie, Rumunia, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Albania i Macedonia Północna.
Nowym rozdziałem były akcesje Finlandii (kwiecień 2023) i Szwecji (marzec 2024), które porzuciły neutralność po inwazji Rosji na Ukrainę. Obecnie NATO liczy 32 państwa, a status kandydatów posiadają Ukraina, Gruzja oraz Bośnia i Hercegowina.
Polska i NATO – integracja ze strukturami Zachodu
Po 1989 roku Polska jasno zażądała członkostwa w NATO. Ten cel wymagał reform: unowocześnienia armii, cywilnej kontroli nad wojskiem i demokratycznych standardów. 12 marca 1999 roku Polska, wraz z Czechami i Węgrami, dołączyła do sojuszu. Dla Polski było to symboliczne zakończenie procesu transformacji ustrojowej i ostateczne zakotwiczenie w zachodnich strukturach politycznych i militarnych.
Jak wspomina Robert Pszczel, polski dyplomata zaangażowany w negocjacje akcesyjne, „Polska wykonała ogrom pracy w celu przystosowania się do standardów Sojuszu, wykorzystując pełnię możliwości oferowanych przez nowe formuły partnerstwa”. W opinii Pszczela, kluczowe znaczenie miały również: regionalna współpraca, polityczna stabilność i zdolność do reagowania na zmieniające się stanowiska państw członkowskich, zwłaszcza Niemiec, wobec rozszerzenia NATO.
Wsparcie Ukrainy. NATO jako katalizator bezpieczeństwa, nie interwencji
Chociaż NATO oficjalnie nie wysyła wojsk na Ukrainę, państwa sojusznicze wspierają ją militarnie. Dostarczają m.in. systemy Patriot, czołgi, artylerię i myśliwce F‑16. Tego rodzaju pomoc dokumentuje m.in. niemiecki Kiel Institute w swoim Ukraine Support Tracker. Od listopada 2024 r. USA i Wielka Brytania zezwoliły Ukrainie na użycie ich rakiet do celów na terytorium Rosji.
Kwestia ukraińska – aspiracje i geopolityczne realia
Ukraina od dawna deklaruje chęć członkostwa w NATO. Sojusz uznaje, że jej drzwi pozostają otwarte, ale przynależność będzie możliwa dopiero po zakończeniu wojny i przeprowadzeniu reform. Rosja wyraża zdecydowany sprzeciw wobec tej perspektywy, argumentując, że zagraża to jej strategicznym interesom. W 2008 roku NATO formalnie zadeklarowało, że Ukraina w przyszłości będzie mogła dołączyć do Sojuszu. Temat ten regularnie wraca w wypowiedziach prezydenta Zełenskiego i liderów państw członkowskich.
Finansowanie obrony – pułap 2% i stawka 5%
NATO zaleca, by członkowie przeznaczali co najmniej 2% PKB na obronność. W 2024 roku 23 państwa osiągnęły ten poziom, podczas gdy dekadę wcześniej były to zaledwie trzy kraje. Państwa graniczące z Rosją: Polska, Litwa, Estonia wydają nawet więcej. Wydatki na obronność stały się też punktem napięcia transatlantyckiego. Prezydent Donald Trump wielokrotnie krytykował kraje europejskie za „niedoszacowanie wkładu”, postulując nawet cel 4–5% PKB.
Na szczycie w Hadze w czerwcu 2025 roku państwa NATO zgodziły się na podniesienie celu wydatków do 5% PKB do 2035 roku w tym 3,5% na wydatki militarne, 1,5% na technologie i cyberbezpieczeństwo. Hiszpania uzyskała czasowe zwolnienie.
NATO wobec współczesnych wyzwań i technologii

Fot. By The White House – https://x.com/POTUS/status/1810860250309751252, Public Domain, https://commons.wikimedia.org
Sojusz rozszerza działalność na obszary takie jak walka z dezinformacją, cyberzagrożenia, wojny hybrydowe i zmiany klimatyczne. Inwestuje również w nowe technologie: sztuczną inteligencję, systemy dronowe i infrastrukturę satelitarną. Na wschodniej flance NATO rozlokowano wielonarodowe bataliony w Polsce, krajach bałtyckich i Rumunii. Liczba żołnierzy w stanie gotowości wzrosła z 40 tys. do ponad 300 tys., a dowódcy Sojuszu przyjęli plany reagowania na potencjalne ataki w Arktyce, na Atlantyku i w rejonie Morza Śródziemnego.
Przyszłość NATO – siła przez adaptację
NATO stoi dziś przed fundamentalnym zadaniem: połączyć tradycyjne odstraszanie z elastyczną reakcją na globalne zagrożenia – od wyzwań ze strony Chin, przez zmiany klimatyczne, po technologiczną rywalizację z państwami autorytarnymi. W czasach, gdy przyszłość amerykańskiego zaangażowania w Europie staje się tematem sporów politycznych, NATO pozostaje jedyną realną strukturą, która łączy oba brzegi Atlantyku – i jedyną, która może odpowiedzieć na realne zagrożenia epoki postzimnowojennej.
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródła: www.nato.int , NATO Defence Expenditure Report 2024, BBC News, „Finland and Sweden join NATO”, 2023–2024; Reuters, „NATO’s stance on Ukraine membership”, 2023; Kiel Institute – Ukraine Support Tracker, 2024; SIPRI – wydatki militarne 2024; The Guardian, The Times, AP – doniesienia o postulacie 5% PKB
Parlament Europejski o „bezprecedensowym naruszeniu przestrzeni powietrznej”. UE deklaruje pełną solidarność z Polską

Michał Gostkiewicz
Parlament Europejski wstał po słowach Ursuli von der Leyen o „bezprecedensowym naruszeniu przestrzeni powietrznej Polski i UE”. Owację na stojąco wywołała deklaracja „pełnej solidarności” Unii z Polską. – Byliśmy świadkami bezprecedensowego i lekkomyślnego naruszenia przestrzeni powietrznej Polski i Europy przez ponad dziesięć rosyjskich dronów Shahed. Europa solidaryzuje się w pełni z Polską – powiedziała Ursula von der Leyen podczas orędzia o stanie Unii.
Cały Parlament Europejski @Europarl_PL wstał po słowach @vonderleyen o "bezprecedensowym naruszeniu przestrzeni powietrznej Polski i UE". Posłowie klaskaniem zareagowali na słowa o "pełnej solidarności" UE z Polską #SOTEU. pic.twitter.com/0Ju3GDtpv8
— Michał Gostkiewicz 🇵🇱 🇪🇺 (@mgostkiewicz) September 10, 2025
UE: pełna solidarność z Polską
Przewodnicząca Komisji Europejskiej uczyniła bezpieczeństwo Europy głównym motywem swojego pierwszego w drugiej kadencji przemówienia o stanie Unii (State of the Union). Nawiązała m.in. do „obrazków z Alaski” – spotkania Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, czerwonego dywanu rozwiniętego dla rosyjskiego przywódcy oraz ustaleń, które jej zdaniem godziły w interesy Europy.
– Wszyscy widzimy, co Putin rozumie przez „dyplomację” – stwierdziła von der Leyen, przypominając, że rosyjski prezydent wciąż odmawia spotkania z Wołodymyrem Zełenskim.
Największe ataki Rosji od początku wojny
Szefowa KE przypomniała o ostatnich rosyjskich atakach – największym od początku wojny nalocie dronów i rakiet na Ukrainę w ubiegłym tygodniu, a także ostrzale wsi w obwodzie donieckim, gdzie zginęło ponad 20 cywilów czekających w kolejce po emerytury. W tym kontekście po raz kolejny wyraziła solidarność z Polską.
Von der Leyen: Rosja musi zapłacić
– Przekaz Rosji jest jasny. Nasz też musi być – podkreśliła przewodnicząca KE. – Musimy zwiększyć presję, by Rosja wróciła do stołu negocjacyjnego. Pracujemy nad dziewiętnastym pakietem sankcji, skoncentrowanym na odchodzeniu od rosyjskich paliw kopalnych.
W dalszej części wystąpienia von der Leyen zapowiedziała intensyfikację pomocy dla Ukrainy – także z wykorzystaniem zamrożonych rosyjskich aktywów.
– To jest wojna Rosji. I to Rosja powinna za nią zapłacić. Musimy pilnie wypracować nowe rozwiązania finansowania pomocy wojennej z wykorzystaniem zamrożonych aktywów. Dzięki nim możemy zapewnić Ukrainie pożyczkę na poczet reparacji. Same aktywa pozostaną nienaruszone. Ryzyko zostanie podzielone. Ukraina zacznie spłatę dopiero wtedy, gdy Rosja wypłaci reparacje – oświadczyła.
Rosyjskie drony nad Polską. Strasburg reaguje
Do sprawy odniosła się również wysoka przedstawicielka UE ds. zagranicznych, Kaja Kallas. Na platformie X oceniła, że naruszenie europejskiej przestrzeni powietrznej było działaniem celowym. „Wojna Rosji eskaluje, nie kończy się” – skwitowała.
Incydent z udziałem rosyjskich dronów stał się jednym z głównych tematów w Strasburgu. Głos zabrała także przewodnicząca Parlamentu Europejskiego, Roberta Metsola.
– Polska ma pełne prawo się bronić przed każdym atakiem. Unia Europejska stoi zjednoczona. Tu chodzi nie tylko o członka UE, ale i o członka NATO. To kwestia nie tylko naszych wspólnych zdolności obronnych, ale też naszej gotowości na każdy taki incydent – zaznaczyła.
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Rosyjskie drony nad Polską: NATO reaguje, Artykuł 4 uruchomiony
Warszawa, 10 września 2025 r. – W nocy z 9 na 10 września polska przestrzeń powietrzna została wielokrotnie naruszona przez co najmniej 19 rosyjskich dronów, co stanowi bezprecedensowy incydent od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Polskie siły zbrojne, wspierane przez sojuszników z NATO, zestrzeliły co najmniej trzy z nich, a czwarty prawdopodobnie również został zneutralizowany. Premier Donald Tusk uruchomił Artykuł 4 Traktatu Północnoatlantyckiego, wzywając do pilnych konsultacji w Sojuszu. Chociaż NATO nie klasyfikuje zdarzenia jako formalnego ataku, wstępne dane wskazują na celowy charakter prowokacji Moskwy, co budzi poważne obawy o eskalację konfliktu.
🔴 Konsultacje sojusznicze przybrały charakter formalnego wniosku o uruchomienie art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego. pic.twitter.com/EbNBud5IWE
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) September 10, 2025
„Akt agresji” – reakcja polskich sił zbrojnych
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) określiło incydent jako „bezprecedensowe w skali naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez obiekty typu dron”, które stanowiło „akt agresji tworzący realne zagrożenie dla bezpieczeństwa naszych obywateli”. W trakcie nocnego ataku Rosji na Ukrainę, polska obrona powietrzna uruchomiła wszystkie niezbędne procedury.
Według ustaleń „Rzeczpospolitej” i innych mediów, przestrzeń powietrzną Polski naruszyło co najmniej 20 dronów, prawdopodobnie typu Shahed (irańskiej produkcji, używane przez Rosję). Spora część nadleciała bezpośrednio z terytorium Białorusi, co podkreśla rolę Mińska w eskalacji. Trzy drony zestrzelono, a trwają poszukiwania wraków – szczątki znaleziono m.in. w Wyrykach, Cześnikach i Czosnówce. Jeden fragment uderzył w budynek mieszkalny, jednak nie odnotowano ofiar. Incydent spowodował czasowe zamknięcie czterech lotnisk, w tym Chopina w Warszawie i Rzeszów-Jasionka, oraz wstrzymanie ruchu lotniczego nad Warszawą, Lublinem i innymi regionami.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził, że drony stanowiące zagrożenie zostały zestrzelone za pomocą uzbrojenia. W akcji uczestniczyły polskie F-16, holenderskie F-35 (stacjonujące w Polsce od 1 września) oraz włoskie samoloty AWACS do wczesnego ostrzegania. To pierwszy raz, gdy samoloty NATO zestrzeliły rosyjskie drony nad terytorium państwa członkowskiego Sojuszu. W związku z incydentem skrócono czas gotowości żołnierzy w czterech wschodnich województwach do sześciu godzin, a Wojska Obrony Terytorialnej aktywowano do poszukiwań wraków. Alarm ogłoszono również dla policji w tych regionach.
Premier Tusk, informując o sytuacji na platformie X, podkreślił: „Trwa operacja związana z wielokrotnym naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Przeciwko obiektom wojsko użyło uzbrojenia. Jestem w stałym kontakcie z Prezydentem i Ministrem Obrony”.
Trwa operacja związana z wielokrotnym naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Przeciwko obiektom wojsko użyło uzbrojenia. Jestem w stałym kontakcie z Prezydentem i Ministrem Obrony. Odebrałem bezpośredni meldunek od dowódcy operacyjnego.
— Donald Tusk (@donaldtusk) September 10, 2025
Później, w Sejmie, nazwał incydent „prowokacją o dużej skali” i ostrzegł: „Polska znalazła się najbliżej otwartego konfliktu od czasów II wojny światowej”. Zwołał też nadzwyczajne posiedzenie rządu oraz naradę w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent nazwał zdarzenie „bezprecedensowym momentem w historii NATO i Polski”, podkreślając konieczność wyciągnięcia konsekwencji i dziękując żołnierzom za szybką reakcję.
NATO: „To nie był atak”, ale celowa prowokacja
NATO nie traktuje wtargnięcia jako formalnego ataku, ale jako poważne naruszenie – przekazała agencja Reutera, powołując się na źródła w Sojuszu. „Wtargnięcie rosyjskich dronów w przestrzeń powietrzną Polski było celowe” – brzmi wstępna ocena. To pierwszy przypadek, w którym samoloty NATO walczyły z potencjalnym zagrożeniem w przestrzeni powietrznej Sojuszu. Rada Północnoatlantycka omówi reakcję podczas środowego posiedzenia.
Rzeczniczka NATO Alison Hart napisała na X: „Ostatniej nocy wiele dronów wleciało w polską przestrzeń powietrzną i napotkało na opór polskiej i natowskiej obrony powietrznej”. Podkreśliła, że sekretarz generalny Mark Rutte jest w stałym kontakcie z polskimi władzami, a Sojusz prowadzi ścisłe konsultacje. Dowódca sił NATO w Europie, generał Alexus Grynkewich, oświadczył: „Sojusz zareagował szybko i zdecydowanie, demonstrując nasze możliwości”.
Polska formalnie uruchomiła Artykuł 4 Traktatu Waszyngtońskiego, co oznacza konsultacje polityczne w obliczu zagrożenia dla bezpieczeństwa członka Sojuszu. To siódme takie wezwanie w historii NATO i drugie przez Polskę. Premier Tusk wyjaśnił: „Fakt, że te drony zostały zestrzelone, zmienia sytuację polityczną”.
Reakcje międzynarodowe
Świat zareagował natychmiastowo, podkreślając powagę incydentu. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas nazwała go „najpoważniejszym naruszeniem europejskiej przestrzeni powietrznej przez Rosję od początku wojny” i dodała: „Wskazówki sugerują, że było to celowe, nie przypadkowe. Wojna Rosji eskaluje, nie kończy się”. Ursula von der Leyen potępiła „nieodpowiedzialne i lekkomyślne” działania Moskwy, wzywając do stworzenia „ściany antydronowej” na wschodzie UE.
Prezydent Francji Emmanuel Macron określił sytuację jako „po prostu nieakceptowalną” i zapewnił o solidarności z Polską. Premier Włoch Giorgia Meloni, premier Holandii Dick Schoof, a także przywódcy Szwecji, Finlandii i Irlandii przekazali wyrazy wsparcia.
Z USA popłynęły ostrzeżenia o testowaniu determinacji NATO. Senator Dick Durbin uznał incydent za sygnał ostrzegawczy, a kongresmen Joe Wilson nazwał go „aktem wojny”.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ocenił sytuację jako „niebezpieczny precedens dla Europy”. Kreml zaprzecza odpowiedzialności, a Białoruś twierdzi, że drony były „zabłąkane”.
Kontekst i implikacje
Incydent wpisuje się w serię wcześniejszych naruszeń. Eksperci, m.in. gen. Stanisław Koziej, wskazują, że to test reakcji NATO przed manewrami „Zapad-2025”. Premier Tusk podkreślił: „To prowokacja nieporównywalnie bardziej niebezpieczna niż poprzednie”.
W Polsce ujawniono poważne luki w systemie antydronowym. Modernizacja SkyCTRL została wstrzymana przez Radę Modernizacji Technicznej, a brak funduszy opóźnia wdrożenie nowych rozwiązań. Analitycy ostrzegają, że pełne wzmocnienie zdolności zajmie miesiące.
Po raz pierwszy NATO zestrzeliło rosyjskie drony nad państwem członkowskim. To wydarzenie zmienia dynamikę wojny, podnosząc stawkę dla całego Sojuszu i pokazując, że granice nie są nietykalne.
Dariusz Frach, thefad.pl / Na podstawie doniesień agencji Reutera, „Rzeczpospolitej”, TVN24 i PAP
Roman Giertych: „Nie ekscytujmy się Trumpem. USA już nas przehandlowali”

Roman Giertych
Dokonuje się globalne przesunięcie geopolityczne. Ci, którzy dziś rządzą w Partii Republikańskiej, widzą jako głównego wroga Chiny, a jako głównego sojusznika w tej walce – Rosję. Amerykanie mogą przehandlować dawne kraje bloku wschodniego w zamian za sojusz z Putinem. Polska stała się ważną częścią gospodarki UE, oddanie naszego kraju w ręce Rosjan nie jest w interesie Zachodniej Europy. Musimy wzmacniać integrację europejską, przestać ekscytować się każdym słowem Trumpa i działać we własnym interesie
Dokonuje się globalne przesunięcie geopolityczne. Pokolenie polityków amerykańskich, które pamięta zimną wojnę, de facto już odeszło. Ci, którzy przyszli, szczególnie w partii Republikańskiej, widzą jako głównego wroga Chiny, a jako głównego sojusznika w walce z Chinami – Rosję. W tej scenerii serwilistyczne relacje Trumpa z Putinem nie muszą być, jak ostatnio powiedział prezydent Portugalii, spowodowane tym, że Trump jest rosyjskim nabytkiem, ale tym, że egoistyczny interes USA każe im obecnie za wszelką cenę pozyskać Rosję do walki z Chinami, bo inaczej tę walkę mogą przegrać.
Tak sformułowana polityka amerykańska może oznaczać, że Amerykanie najzwyczajniej w świecie przehandlują dawne kraje bloku wschodniego w zamian za sojusz z Rosją. To, że obecnie Trump zapewnia, że amerykańskie wojska nie opuszczą Polski, nie znaczy nic. On każdego dnia mówi co innego. Fakty są takie, że dzień po wizycie Nawrockiego obciął całą pomoc wojskową dla krajów bałtyckich. Był to oczywisty znak dla Putina, że słowa o Polsce były tylko słowami.
Amerykanie mogą się z Polski spakować w ciągu tygodnia i, tak jak w Afganistanie, porzucić swoich sojuszników. Na taki plan polityki amerykańskiej wskazuje zresztą zupełna bierność lub wręcz wsparcie dla środowisk skrajnej prawicy, jakiej służby amerykańskie udzielają od jakiegoś czasu w Europie Wschodniej. Gruzja, Słowacja, Węgry – już wpadły w rosyjskie ręce. Za chwilę stanie się to w Czechach. W Rumunii potrafili się ogarnąć w ostatniej chwili. My wyszliśmy spod topora w 2023, ale Nawrocki i PiS są ostentacyjnie popierani przez USA. Europa Wschodnia w rękach skrajnej prawicy oznacza de facto, że Rosja rozwala UE i realizuje swój cel strefy buforowej pomiędzy Rosją a Europą Zachodnią. Putin, oklaskiwany przez Trumpa, przecież otwarcie postawił sobie taki cel.
W Polsce sojusz służb rosyjskich i amerykańskich to poważna sprawa. Z tego sojuszu, moim zdaniem, wynika obecna sytuacja medialna – i to zarówno w mediach społecznościowych, gdzie rządzą algorytmy, na które nie mamy wpływu, jak i w mediach tradycyjnych.
Jaka w takiej sytuacji powinna być polityka polska?
Przestańmy ekscytować się każdym słowem Trumpa. On ma swoje interesy, a my – swoje. Naszym celem jest odsunięcie Rosji od naszych granic. Dlatego też popieramy Ukrainę i razem z Europą będziemy ją finansować. Nie pozwolimy też na rozpalanie przez obce służby nastrojów antyukraińskich.
Musimy wzmacniać integrację europejską, bo obecnie tylko kraje zachodniej Europy mają interes, aby nas wspierać i bronić. Polska stała się ważną częścią gospodarki UE i oddanie naszego kraju w ręce Rosjan nie jest w interesie Zachodniej Europy. Europa powinna się integrować i wzmacniać relacje z Ameryką Południową, bo to naturalny rynek zbytu dla naszych towarów. Tam żyje pół miliarda ludzi, którzy kulturowo, cywilizacyjnie i religijnie są do nas zbliżeni. Nie ma innego dużego obszaru bardziej zbliżonego do Europy niż ten. Militarnie powinniśmy się opierać o własną produkcję, bo Amerykanie mogą nam w najtrudniejszym momencie przestać sprzedawać części. Już lepiej broń kupować z Francji, Włoch czy Skandynawii niż z USA.
Jeżeli będziemy gotowi do wojny i Ukraina nie padnie, to Rosjanie do nas nie wejdą.
Oczywiście trzeba też bezwzględnie zwalczać ruską agenturę w Polsce. To już jednak temat na inny tekst.
Roman Giertych
Europa skręca w prawo: Skrajna prawica zmienia mapę polityczną kontynentu
Partie skrajnie prawicowe, narodowo-konserwatywne i populistyczne zdobywają kolejne przyczółki w europejskich parlamentach. Ich wzrost nie jest już tylko protestem przeciwko elitom, ale coraz częściej oznacza realny udział we władzy. Co łączy te ugrupowania — i dlaczego właśnie teraz tak skutecznie trafiają do wyborców?
Fot. Źródło zrzut z ekrany YouTube
Różne oblicza jednego trendu
We Włoszech Bracia Włosi Giorgii Meloni, z postfaszystowskimi korzeniami, skutecznie obsłużyli zarówno centrum, jak i peryferie elektoratu, tworząc rząd już w 2022 roku. W Austrii Partia Wolności (FPÖ) wygrała wybory w 2024 z 29% głosów, lecz została zablokowana przez koalicję centrową. W 2025 trwają już jednak rozmowy z ÖVP, które mogą zakończyć się utworzeniem pierwszego od II wojny światowej rządu z dominującą siłą skrajnej prawicy.
W Holandii Geert Wilders – zadeklarowany przeciwnik islamu i Unii Europejskiej – zdobył 37 mandatów w wyborach z 2023 roku. Jego rząd, złożony z centroprawicowych partnerów, upadł w czerwcu 2025 z powodu sporu o politykę migracyjną. Przed krajem kolejna kampania wyborcza.
W Niemczech Alternatywa dla Niemiec (AfD) podwoiła swój wynik, osiągając 20,8% w lutowych wyborach federalnych. Mimo że partia została zakwalifikowana przez służby jako „siła ekstremistyczna”, stała się drugą siłą w Bundestagu.
Podobne zmiany widać w Portugalii, gdzie Chega uzyskała 22,6%, a także we Francji — Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen zdominowało wybory do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku. W Polsce radykalni kandydaci zdobyli w pierwszej turze wyborów prezydenckich łącznie ponad 20%. Sławomir Mentzen z Konfederacji uzyskał 14,8%, a ostatecznie zwyciężył Karol Nawrocki (PiS), zdobywając 50,9% w drugiej turze.
Hasła, które jednoczą
Wspólnym mianownikiem tych ugrupowań jest sprzeciw — wobec migracji, integracji europejskiej, tzw. „ideologii woke” i niekiedy również wobec wspierania Ukrainy. Jak pokazują dane cytowane przez BBC i niezależne sondaże, to właśnie młodzi mężczyźni (18–29 lat) są najbardziej podatni na narracje o „normalności”, „porządku” i „tożsamości narodowej”.
W Polsce Sławomir Mentzen zdobył aż 35% głosów w najmłodszej grupie wyborców, wyprzedzając zarówno lewicę, jak i liberałów. W Niemczech AfD postuluje „remigrację” — czyli masowe deportacje — zyskując poparcie także wśród młodej klasy robotniczej.
Węgierski premier Viktor Orbán podczas konwencji we Francji w 2024 roku ostrzegał: „Nie pozwolimy migrantom zniszczyć naszych miast i bezpieczeństwa”. Marine Le Pen wtórowała: „Nie dla anarchicznej, nieograniczonej imigracji”. Jeszcze niedawno tego typu wypowiedzi były domeną marginesu. Dziś są cytowane z mównic europarlamentu.

EP Plenary session – Council and Commission statements – Presentation of the programme of activities of the Hungarian Presidency
Dlaczego właśnie teraz?
Wzrost poparcia dla ugrupowań radykalnych to nie tylko kwestia retoryki. Eksperci wskazują na wiele czynników: kryzys demograficzny, społeczną niepewność, wzrost nierówności i osłabienie zaufania do instytucji.
Europa starzeje się i kurczy. Imigracja jest kluczowa dla rynku pracy, ale budzi lęki kulturowe i ekonomiczne. Partie skrajnej prawicy sprawnie eksploatują ten konflikt — między gospodarką a tożsamością.
Media społecznościowe stały się idealnym środowiskiem do wzrostu popularności tych narracji. Emocje, uproszczenia i poczucie oblężenia lepiej rezonują na TikToku czy X niż zniuansowany przekaz partii centrowych. W 2025 roku kampanie AfD i FPÖ aktywnie korzystały z algorytmów platform wspieranych przez Elona Muska, co przyniosło im wymierne korzyści wyborcze.
Zagrożenie czy nowa normalność?
Nie wszyscy analitycy uważają ten trend za zagrożenie. Pojawiają się głosy, że to naturalny etap dojrzewania demokracji: nowe partie uczą się kompromisu, wchodzą do systemu i łagodnieją. Inni ostrzegają, że normalizacja skrajnej prawicy prowadzi do erozji wartości liberalnych: ograniczania praw mniejszości, ataków na wolność słowa i podważania niezależności sądów.
W Niemczech, gdzie AfD jest drugą siłą polityczną, prezes Urzędu Ochrony Konstytucji w Turyngii Stephen Kramer mówi wprost: „Gdy wróg sięga do korzeni — to właśnie wtedy demokracja jest w największym niebezpieczeństwie”.
Rosyjski cień
W tle pozostaje jeszcze jeden element tej układanki: wsparcie ze strony Rosji. Według analiz think tanków i służb wywiadowczych, Moskwa aktywnie wspiera partie skrajnej prawicy, by destabilizować Unię Europejską. Jak podkreśla Kacper Rękawek z International Centre for Counter-Terrorism w Hadze: „Rosja popiera antysystemowców, bo wie, że osłabią jedność Europy”.
W 2025 roku pojawiły się dowody na finansowanie AfD i FPÖ przez powiązaną z Kremlem platformę medialną Voice of Europe. Jednocześnie liderzy tacy jak Orbán czy Le Pen domagają się zakończenia wsparcia dla Ukrainy i normalizacji stosunków z Rosją. Premier Włoch Giorgia Meloni zachowuje prozachodni kurs, ale jej partia flirtuje z eurosceptycyzmem.
Wzrost skrajnej prawicy to efekt splotu frustracji społecznych, lęków kulturowych i erozji zaufania do demokracji liberalnej. Partie takie jak AfD, Vox czy Konfederacja nie są już tylko „anty”, ale realnie uczestniczą w kształtowaniu polityki. Ich sukces zależy nie tylko od nich samych — ale też od tego, jak odpowiedzą ci, którzy dotąd dominowali w europejskim porządku demokratycznym.
DF, thefad.pl / Źródła: BBC, The Guardian, CFR, Politico, Wikipedia (dane wyborcze 2025)
Pasożyt, który zjada ludzkie ciało. Potwierdzono pierwszy przypadek w USA
Larwy, które pożerają żywą tkankę i mogą doprowadzić do śmierci w męczarniach, po raz pierwszy zaatakowały człowieka na terenie Stanów Zjednoczonych. Zagrożenie do tej pory znane głównie z tropików, teraz pojawiło się u progu Ameryki Północnej – a naukowcy ostrzegają, że to nie koniec.
Pacjent zgłosił się do szpitala w stanie Maryland z raną, która nie goiła się po powrocie z Salwadoru. Po zbadaniu okazało się, że w jego ciele bytują larwy muchy śrubowej (Cochliomyia hominivorax) – pasożyta, który rozwija się w żywych organizmach i dosłownie zjada je od środka.
Władze federalne potwierdziły przypadek 4 sierpnia 2025 roku, po badaniach przeprowadzonych w Maryland. To pierwszy oficjalny przypadek muszycy u człowieka w historii USA.
Larwy, które pożerają ciało od środka
Muchy śrubowe składają jaja w otwartych ranach. Po wylęgu larwy zaczynają żerować na ciele żywiciela. U ludzi może to prowadzić do poważnych infekcji, sepsy, a nawet śmierci, jeśli nie zostanie odpowiednio wcześnie rozpoznane.
„Larwy mogą wywołać sepsę, a bez szybkiego leczenia – doprowadzić do śmierci w męczarniach,” ostrzega Departament Rolnictwa USA (USDA).
Choć najczęściej pasożyt atakuje bydło i dzikie zwierzęta, może zainfekować również ludzi – zwłaszcza w tropikalnych warunkach i przy braku higieny. CDC podkreśla, że ryzyko rośnie wśród osób podróżujących na wiejskie tereny Ameryki Środkowej i Południowej.
Powrót, którego się obawiano
Muchę śrubową udało się wyeliminować z USA w latach 80., dzięki wypuszczaniu milionów sterylnych osobników, które przerywały jej cykl rozmnażania. To był jeden z największych sukcesów biologicznej kontroli szkodników.
Ale dziś pasożyt wraca.
W Teksasie rusza desperacki plan
W odpowiedzi na zagrożenie, USA uruchamiają plan obronny: w Teksasie powstaje zakład, który ma produkować miliony sterylnych much tygodniowo. Celem jest zatrzymanie inwazji, zanim pasożyt sparaliżuje kraj i zagrozi bezpieczeństwu żywnościowemu.
Straty mogą iść w miliardy
USDA ostrzega: muszyca może zniszczyć hodowlę bydła, kosztując gospodarkę ponad 100 miliardów dolarów. Jedna larwa wystarczy, by zainfekować całe stado. Pasożyt działa szybko, cicho i bez litości.
Globalne zagrożenie
Eksperci podkreślają, że to nie tylko problem Ameryki. W 2024 roku w Kostaryce odnotowano pierwszy od dekad śmiertelny przypadek muszycy u człowieka. Naukowcy ostrzegają, że zmiany klimatyczne mogą sprowadzić muchę śrubową nawet do Europy.
Twoja kolej
Czy boisz się takich pasożytów podczas podróży? Czy zmiany klimatu sprowadzą więcej takich zagrożeń do Europy? Daj znać w komentarzu – Twoja opinia może pomóc innym. Udostępnij, jeśli uważasz, że warto ostrzec znajomych.
DF, thefad.pl / Źródło: Reuters, USDA, CDC
Żurek kontra Nawrocki: „Nie będzie tak, póki jestem ministrem”
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, w rozmowie z Andrzejem Stankiewiczem dla Onetu zapowiedział radykalne kroki w celu przywrócenia praworządności w polskim sądownictwie. W ostrych słowach odniósł się do Karola Nawrockiego, podkreślając, że dopóki pełni urząd, nie pozwoli, by to prezydent decydował o tym, kto jest sędzią. Żurek przedstawił ambitny plan reformy Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), zapowiadając zmiany bez konieczności uchwalania nowych ustaw. Zadeklarował szybkie pozbycie się z prokuratury osób związanych z byłym ministrem Zbigniewem Ziobrą.
Starcie z Nawrockim: „Nie będzie tak, póki jestem ministrem”
Waldemar Żurek otwarcie przyznaje, że jego podejście do współpracy z Karolem Nawrockim jest konfrontacyjne. Nawrocki, wybrany na prezydenta po kontrowersjach związanych z orzeczeniem Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, budzi wątpliwości Żurka co do legalności swojego wyboru. Minister otwarcie przyznaje, że nie uznaje legalności tej izby, a Nawrockiego uważa za prezydenta jedynie z racji zaprzysiężenia w Sejmie. „Mam zupełnie inny pogląd niż mój poprzednik [Adam Bodnar]. Ja bym nie poszedł na posiedzenie tej izby i nie mówił ‘wysoki sądzie’” – stwierdził Żurek.
Nawrocki zapowiedział, że nie będzie nominował ani awansował sędziów, którzy jego zdaniem godzą w porządek konstytucyjny, co Żurek nazywa próbą uzurpowania sobie roli „króla Słońce”. Minister podkreśla, że konstytucja jasno określa rolę prezydenta w procesie powoływania sędziów jako notarialną, a kluczowe decyzje podejmuje KRS. „Nie będzie tak w Polsce, póki ja jestem ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Nie będziemy powoływać sędziów” – zadeklarował Żurek, zapowiadając wstrzymanie ogłaszania nowych etatów sędziowskich w sądach powszechnych.
Reforma KRS: „Projekt bez ustawy”
Jednym z kluczowych punktów programu Żurka jest reforma Krajowej Rady Sądownictwa, która od 2017 roku, w wyniku zmian wprowadzonych przez Prawo i Sprawiedliwość, funkcjonuje jako tzw. neo-KRS. Jej skład i legalność są kwestionowane przez obecną koalicję rządzącą oraz część środowiska prawniczego. Żurek rozważa kilka scenariuszy reformy, z których najbliższy jest mu pomysł reaktywacji KRS sprzed 2018 roku. Taki ruch pozwoliłby na przywrócenie konstytucyjnego składu Rady bez konieczności uchwalania nowej ustawy, co jest kluczowe w obliczu spodziewanego weta prezydenta Nawrockiego.
„To jest projekt bez ustawy, żeby było jasne” – podkreśla Żurek, tłumacząc, że zmiany można przeprowadzić, stosując konstytucję wprost i pomijając niekonstytucyjne przepisy wprowadzone przez PiS. Minister nie ujawnił szczegółów, tłumacząc, że wymaga to uzgodnień w ramach koalicji rządzącej. Alternatywnym pomysłem jest wyłonienie nowego składu KRS przez środowiska sędziowskie, co jednak budzi obawy części sędziów o upolitycznienie procesu. Żurek zapewnia, że każdy z jego planów zostanie solidnie uzasadniony prawnie, a on sam jest gotów na opór ze strony neo-KRS, w tym jej szefowej Dagmary Pawełczyk-Woickiej. „Ja się nie boję, że pani Dagmara Pawełczyk-Woicka zabierze pudełko i pójdzie do kancelarii prezydenta, bo słyszeliśmy takie głosy. Niech idzie. Był już papież w Rzymie i w Awinionie. W Rzymie dalej rezyduje, a w Awinionie..” – ironizuje minister.
Neosędziowie: apel o opuszczenie stanowisk
Kwestia tzw. neosędziów, czyli osób powołanych przez neo-KRS, pozostaje jednym z najtrudniejszych wyzwań dla Żurka. W Polsce jest obecnie około 10 tysięcy sędziów, z czego 2,5 tysiąca to neosędziowie. Minister, odnosząc się do planu swojego poprzednika Adama Bodnara, który dzielił ich na trzy grupy (początkujących, awansowanych i prawników spoza wymiaru sprawiedliwości), przyznaje, że pomysł ten mu się podoba, ale nie jest priorytetem. Zamiast tego Żurek chce skupić się na innych działaniach, które szybciej przywrócą porządek w sądownictwie.
Podczas posiedzenia KRS 26 sierpnia 2025 roku minister zwrócił się bezpośrednio do neosędziów: „Będę metodami zgodnymi z prawem dążył do tego, żebyście państwo opuścili ten budynek”. Zapowiedział również powództwa regresowe wobec neosędziów, którzy generują odszkodowania na rzecz państwa z powodu orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), uznającego ich udział w składach sędziowskich za nielegalny. „To będą pozwy dokładnie za tyle, ile państwo zapłaciło za nich” – podkreśla Żurek, wskazując, że szczególnie dotyczy to sędziów Sądu Najwyższego, w tym Małgorzaty Manowskiej, szefowej SN.
Prokuratura: „Pozbędę się ludzi Ziobry”
Waldemar Żurek nie poprzestaje na sądownictwie – zapowiada rewolucję w prokuraturze, gdzie wciąż dominują wpływy ludzi Zbigniewa Ziobry. Jako prokurator generalny planuje gruntowną reorganizację prokuratury, w której wciąż kluczowe stanowiska zajmują osoby związane z Zbigniewem Ziobrą, takie jak Michał Ostrowski, Tomasz Janeczek, Robert Hernand czy Krzysztof Sierak. „Pozbędę się ich w miarę szybko, zgodnie z prawem” – deklaruje minister, zaznaczając, że Nawrocki nie ma w tej kwestii kompetencji. Żurek chce stworzyć niezależną prokuraturę, wolną od politycznych wpływów, i zapewnić ochronę liniowym prokuratorom, którzy często obawiają się stawiać zarzuty w sprawach politycznie wrażliwych.
Minister odniósł się również do śledztw dotyczących nadużyć za rządów PiS, takich jak sprawa Funduszu Sprawiedliwości, Pegasusa czy Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS). W sprawie RARS jest już 15 podejrzanych i 34 zarzuty, a 4 sierpnia 2025 roku skierowano pierwszy akt oskarżenia. Żurek podkreśla, że śledztwa są prowadzone skrupulatnie, choć skala materiałów dowodowych (np. 4,5 tys. akt w jednej ze spraw) wymaga czasu i dodatkowych kadr. W kwestii Pegasusa minister potwierdza, że są już zarzuty związane z zakupem systemu, a śledztwo obejmuje zarówno przestępców, jak i przypadki nielegalnej inwigilacji.
Trybunał Konstytucyjny: strategia zmiany składu
Minister podkreśla konieczność zmian w obecnym składzie Trybunału Konstytucyjnego, który jego zdaniem został uformowany nielegalnie – zarówno przez udział „dublerów”, jak i kontrowersyjny wybór obecnego prezesa, Bogdana Święczkowskiego. Żurek wskazuje, że kluczem do naprawy TK może być perspektywa roku 2026, gdy z urzędu odejdzie jeden z sędziów powołanych przez PiS. Taki moment mógłby umożliwić koalicji rządzącej uzyskanie większości i przywrócenie konstytucyjnego porządku. Jego zdaniem nieprzyznawanie funduszy na pensje dla obecnego składu Trybunału to uzasadniona forma nacisku, którą należy kontynuować.
Kulisy Rady Gabinetowej: „Strata czasu”
Żurek nie szczędzi krytyki pierwszej Radzie Gabinetowej pod przewodnictwem Nawrockiego, określając ją jako „stratę czasu”. Zdaniem ministra spotkanie miało charakter kampanii wyborczej, a eksperci prezydenta próbowali przepytywać ministrów, skupiając się głównie na kwestiach budżetowych i podatkowych. „To była próba krytyki rządu, ale zupełnie nieudana” – ocenia Żurek, dodając, że nie czuł się przepytywany, bo do niego nie skierowano żadnych pytań.
Rząd kontra Pałac. Czy Żurek dopnie swego?
Waldemar Żurek rysuje obraz polityka i prawnika zdecydowanego na radykalne zmiany w polskim sądownictwie i prokuraturze. Jego konfrontacyjne podejście do Nawrockiego, plany reformy KRS bez ustawy oraz zapowiedź „odbicia” prokuratury z rąk ludzi Ziobry wskazują na ambitną, ale trudną misję. Kluczowe będzie uzyskanie poparcia koalicji rządzącej oraz skuteczne omijanie spodziewanych wet prezydenta. Czy Żurek zdoła zrealizować swoją wizję przywrócenia praworządności? Czas pokaże, ale minister już teraz zapowiada, że nie cofnie się przed żadnym wyzwaniem.
Ryzyka i ograniczenia: test realnej władzy
Choć deklaracje Żurka są stanowcze, rzeczywistość polityczna może szybko je zweryfikować. Wewnątrz samej koalicji rządzącej nie brak głosów sceptycznych wobec działań bez podstaw ustawowych – szczególnie ze strony PSL, który tradycyjnie opowiada się za bardziej koncyliacyjnym podejściem. Do tego dochodzi nieprzewidywalna postawa prezydenta Nawrockiego, który już zapowiada, że nie zaakceptuje żadnego powołania sędziów łamiącego – jego zdaniem – porządek konstytucyjny.
Nie jest też jasne, jak zareaguje społeczeństwo – czy odbierze działania Żurka jako niezbędne przywracanie praworządności, czy też jako próbę politycznej zemsty. Wreszcie, każde z działań ministra może zostać zaskarżone i zakwestionowane przez obecne instytucje wymiaru sprawiedliwości, co czyni jego misję nie tylko ryzykowną, ale i niezwykle złożoną. Opozycja, na czele z PiS, już zapowiada zaskarżanie każdego kroku ministra, co może dodatkowo skomplikować jego plany.
DF, thefad.pl / Źródło: Onet
Tusk do Nawrockiego: „Nie jesteśmy tu dla debaty.” Starcie na szczycie podczas Rady Gabinetowej
W środę 27 sierpnia, tuż po godzinie 9:00, w Pałacu Prezydenckim odbyło się pierwsze w kadencji prezydenta Karola Nawrockiego posiedzenie Rady Gabinetowej. Spotkanie z udziałem premiera Donalda Tuska i członków rządu miało być konsultacją „w sprawach szczególnej wagi”, jak stanowi konstytucja. Szybko jednak przybrało formę politycznego starcia: z jednej strony pytania i alarmujące diagnozy, z drugiej — dane, wykresy i deklaracje kontynuacji.
Konstytucja i kompetencje. Tusk: „Nie jesteśmy tu dla debaty”
Premier Donald Tusk już na otwarciu przypomniał, że Rada Gabinetowa to konstytucyjny instrument, ale bez funkcji decyzyjnej. „Z całą pewnością nie jest to klub dyskusyjny, tylko są to obrady Rady Ministrów prowadzone przez pana prezydenta w sprawach szczególnej wagi” – powiedział. Dodał, że rząd jest gotów dostarczać informacji i wyjaśnień, ale nie oddaje prezydentowi roli recenzenta działań władzy wykonawczej.
Prezydent Nawrocki z kolei apelował o „usystematyzowanie współpracy” i zaproponował stworzenie wspólnej „mapy drogowej” między rządem a Pałacem Prezydenckim. Wskazał na rosnący deficyt (ok. 150 mld zł) oraz problemy z wpływami z VAT, CIT i akcyzy jako „sygnały alarmowe”.
Twarde dane kontra wątpliwości. Premier: „My robimy, nie gadamy”
Tusk nie tylko bronił rządowej polityki, ale też nadał obradom wymiar prezentacji działań: „Inwestycje, za które odpowiada minister infrastruktury, w ciągu dwóch lat wzrosły o 100 proc. W przyszłym roku wydamy na kolej, lotniska i drogi blisko 100 mld złotych. My robimy, nie gadamy”.
Premier wskazał na kluczowe wskaźniki gospodarcze:
- inflacja: 3,1%,
- wzrost PKB: ok. 3,8%,
- rekordowo niskie bezrobocie.
Odnosząc się do deficytu, podkreślił, że budżet państwa pozostaje pod kontrolą: „Podjęliśmy decyzję — i jej nie zmienimy — żeby docierając, ale nie przekraczając granicy ryzyka, nie tylko utrzymać, ale radykalnie zwiększyć ambitne projekty Polski”.
CPK, energia, wołowina — spór o priorytety
Wśród tematów posiedzenia znalazły się Centralny Port Komunikacyjny, energetyka jądrowa i ochrona rolnictwa. Tusk przyznał, że niektóre projekty infrastrukturalne mogły być niedostatecznie komunikowane, ale zapewnił, że są kontynuowane.
Gdy poruszył temat rozwoju energetyki wiatrowej, prezydent przerwał mu: „Nie po to was zaprosiłem”. W sali zapanowała chwilowa cisza, ale premier, nie tracąc rezonu, podkreślił: „I tak będziemy radykalnie zwiększać moc wiatraków na lądzie – to dziś najtańsze i najszybsze źródło energii”.
W kwestii rolnictwa Nawrocki zapowiedział zdecydowane działania na forum Rady UE, by zablokować napływ taniego drobiu i wołowiny w ramach umowy Mercosur oraz ograniczyć import zbóż z Ukrainy, który zagraża polskim rolnikom. Tusk odpowiedział, że rząd pracuje nad mechanizmem korekcyjnym, który ochroni unijne rynki przed destabilizacją.
Rola Rady Gabinetowej w realiach polityki
Choć Rada Gabinetowa nie ma mocy decyzyjnej, jej przebieg ujawnił istotną dynamikę: w relacji prezydent–rząd wciąż nie ma pełnego zaufania, a polityczne napięcia przenikają także spotkania formalne. Prezydent próbował narzucić agendę – rząd odpowiadał faktami i precyzyjnym przekazem. Tusk momentami był konfrontacyjny, ale merytoryczny. Nawrocki – bardziej ogólnikowy i pełen rezerwy.
Nie padły deklaracje zmiany polityki, ale ton rozmowy jasno pokazał: kohabitacja będzie trudna, a instytucjonalny dialog — jeśli w ogóle możliwy — będzie wymagał więcej niż wzajemnych grzeczności.
DF, thefad.pl / Źródło: PAP, Onet, gazeta.pl
Krzysztof Skiba: Pod ruski but

Krzysztof Skiba
Sami pchamy się pod ruski but. Tęsknimy, widać, do rządów Moskwy. Polakom znudziła się już demokracja, dobrobyt i wakacje w Chorwacji. Na topie jest teraz głupie, absurdalne i samobójcze opluwanie wszystkiego, co ukraińskie. Ruska propaganda i ruscy trolle, a także tacy wybitni ściemniacze jak sprzedawca piwa Sławek Hulajnoga czy Grzegorz Gaśnica Braun zrobili wam wszystkim niezły kisiel w mózgu. Jeśli Ukraina przegra tę wojnę, to my przegramy zaraz po nich.
Sami pchamy się pod ruski but. Tęsknimy, widać, do rządów Moskwy, od których ponad trzydzieści lat temu uwolnił nas Wałęsa na spółkę z Reaganem.
Polakom znudziła się już demokracja, dobrobyt i wakacje w Chorwacji. Ponownie marzymy o tym, by zamienić Polskę w ruski kołchoz, krainę biedy i zacofania oraz zachodnią prowincję imperium Stalina.
To nie jakieś fantazje, a realna ocena tego, co się OBECNIE DZIEJE. Nastroje antyukraińskie, a wręcz moda na atakowanie Ukrainy, przybliża nas każdego dnia do paszczy i sowieckiego gnoju oferowanego przez Putina.
Żeby wygrać wojnę albo chociaż w warcaby, należy zrobić dobre rozpoznanie. Kto przyjaciel, a kto wróg. Jedyny kraj, który czynnie walczy z Putinem, czyli Ukraina, która od trzech lat stawia skuteczny opór i krwawi, przestała się Polakom podobać. Na topie jest teraz głupie, absurdalne i samobójcze opluwanie wszystkiego, co ukraińskie.
Koncert białoruskiego rapera Maxa Korża, na który przyjechali Białorusini, Gruzini i Ukraińcy z całej Europy, stał się detonatorem nastrojów antyukraińskich. Bo co? Bo kilka dziewczyn przeskoczyło przez barierki? Bo kilka tysięcy osób biegało pod sceną gołych do pasa? Bo na 70 tysięcy widzów jeden koleś przyniósł flagę UPA?
To nazywacie zadymą? Serio? W tym samym czasie kibice Lecha Poznań zupełnie bez powodu wybijali szyby i bili przechodniów w Belgradzie. To była prawdziwa chuligańska zadyma. Ale o tym cisza. Nikt się nie przejął. Bo to nasi. A naszym wolno.
Przeszkadza wam facet z flagą UPA na koncercie, a nie przeszkadza wam kumpel prezydenta Nawrockiego z tatuażami Hitlera? Zrozumcie, że UPA to dla wielu (nie dla wszystkich) Ukraińców jest czymś takim jak nasza Armia Krajowa dla Polaków. To jest ich partyzantka narodowa z czasów wojny. Tak, to straszni sprawcy mordów na Wołyniu. To dla nas zbrodniarze. I tu nie ma co dyskutować. Ale to było 80 lat temu. Trzeba o tym mówić i pamiętać o zbrodniach, ale trzeba pamiętać, że nasze AK w odwecie też mordowało i paliło ukraińskie wioski. Też nasi chłopcy mordowali ich kobiety i dzieci.
Te zaszłości historyczne są umiejętnie podpalane i sterowane przez rosyjskie wydziały propagandy. Tak jakby nie było Katynia i mordowania Polaków od zaborów po „utrwalanie Polski Ludowej”.
Ruscy nagle są święci i kochani. Tylko Ukraińcy źli. Tylko ten Bandera i Bandera, a Armia Czerwona gwałcąca Polki poszła jakoś dziwnie w zapomnienie?
Pamięcią można sterować i to się ruskim w Polsce wyśmienicie udaje, w czym pomaga im cała armia Kamratów i sługusów od Brauna.
Równości w tych dawnych dramatach oczywiście nie ma, bo czystki etniczne zaczęli Ukraińcy. Ale po oddaniu hołdu ofiarom, weźcie odważnie jak mądrzy ludzie na klatę fakt, że TERAZ Ukraina to nasz sprzymierzeniec. Walczy z potworem. Miała być pokonana w trzy dni, a mijają trzy lata, a wielki Putin nie może sobie z nimi poradzić.
Priorytetem naszej polityki zagranicznej powinna być pomoc Ukrainie i lobbowanie za tym, aby Ukraina została członkiem NATO. Tego zresztą chciał sam Lech Kaczyński, ale dziś nikt o tym nie pamięta.
Paradoksalnie, dzięki wojnie NATO jest wzmocnione i silniejsze. Szwecja i Finlandia wstąpiły ze strachu do paktu i potencjał militarny Sojuszu się zwiększył i obecnie przekracza wielokrotnie potencjał Rosji.
Dzięki uchodźcom wojennym z Ukrainy WZROSŁA polska gospodarka. O 15 mld rocznie. Fundusze, które wydajemy na pomoc Ukrainie, to przy tym marne grosze.
To Ukraińcy sprzątają i remontują wam domy, budują osiedla, pielą trawniki, zbierają śmieci, przywożą pizzę i paczki jako kurierzy, podają żarcie i piwo w knajpach jako barmani i kelnerki. To pracownicy z Ukrainy wykonują pracę, na którą po prostu nie ma chętnych wśród Polaków. Bo płaca jest za niska.
Zachowujemy się jako naród jak naćpany i ślepy kot w worku. Ruska propaganda i ruscy trolle, a także tacy wybitni ściemniacze jak sprzedawca piwa Sławek Hulajnoga czy Grzegorz Gaśnica Braun zrobili wam wszystkim niezły kisiel w mózgu.
Te hasła, że to nie nasza wojna, to przecież bajki dla dzieci. Przez Polskę od trzech lat jedzie cała pomoc militarna do Ukrainy. My na tej wojnie z Rosją też jesteśmy, tylko mamy o wiele wygodniej niż Ukraińcy, bo nam nie bombardują jeszcze osiedli mieszkaniowych. My jesteśmy tylko szlakiem do przewozu broni i schroniskiem dla uchodźców.
Najgorzej, że tym podsycanym przez putinowską propagandę nastrojom antyukraińskim ulega nie tylko prezydent Nawrocki (zabrał kobietom z Ukrainy 800+, obciął kasę na Starlinka, czyli szkodzi armii walczącej z Putinem), ale także rząd Tuska.
Ekipa Rudego, chcąc się taktycznie przypodobać prawicy i kibolom, deportuje uczestników koncertu Maxa Korża, którzy na Stadionie Narodowym skakali przez barierki. Serio? Jako małolat rozwaliłem ławkę na koncercie Republiki w 1982 roku i nawet Jaruzel mnie wówczas nie deportował. Wsadził mnie dopiero do pierdla, jak rozrzucałem antykomunistyczne ulotki.
Miałem tego Kierwińskiego za rozsądnego chłopa. A to jakiś tani populista z ruskiego cyrku jest. Popisuje się tymi deportacjami jak silikonowe gwiazdy internetu swoimi cyckami. Panowie politycy z Platformy, wbijcie sobie do głowy dwie rzeczy.
- Koalicja z prorosyjską Konfederacją jest niemożliwa, bo oni wami gardzą i mają was za podopiecznych Ursuli von der Bayer. Każdy gest typu „pod publiczkę Konfy” (np. głupie deportacje za koncert) to stracona energia i głosy tych, którzy jeszcze wam wierzą. Zysk w gangu piwosza z Torunia zerowy.
- I druga rzecz. Miliony Polaków głosowały na was nie dlatego, żeście tacy piękni, rozumni, światowi i świetni, a tylko dlatego, żeście trochę MNIEJ OBRZYDLIWI niż PiS.
Jedyni w tym rządzie, którzy mają jeszcze jaja i rozsądek, to minister Żurek i Sikorski. Oni wiedzą, że podlizywanie się prawicy prowadzi donikąd.
Ten lekarz udający wojskowego, czyli Kosiniak-Kamysz, reprezentuje upadłą partię z 2-procentowym poparciem. Sprzeda was za obietnice bycia ministrem byle czego u Jarosława. Więc podlizywanie się PSL, rolnikom i lobby myśliwskiemu to też ślepa uliczka. Wieś jest stracona i pożarta przez Kaczora na śniadanie.
Niestety prezydent Nawrocki okazał się politycznym amatorem. Miałem nadzieję, że zajmie się wesołą zabawą w pałacu, ale on chce na serio być aktywny i na razie udaje podróbę Trumpa, czyli idzie na rękę Putinowi, płynąc decyzjami na mocno antyukraińskiej fali.
Rosji brakuje amunicji, brakuje żołnierzy (biorą najemników od Kima z Korei), Rosja rozkracza się gospodarczo jak stara lampucera po denaturacie, jeszcze kilka lat wojny i Rosja będzie miała potencjał militarny Księstwa Monako, no ale narcyz z USA uwierzył, że Władimir chce pokoju. I dostał przedpokój plus figę za makiem.
I za to NIC pomaga teraz Rosji przetrwać. A na dodatek prezydent Snus idzie w jego ślady. Już wesoło podłączył polską kroplówkę dla dawnego agenta KGB i jego szajki.
To rosyjscy sabotażyści podpalają polskie bazary, firmy i magazyny. Takich podpaleń było już kilkanaście. Na Marywilskiej w Warszawie spłonęło kilka tysięcy sklepów. Kilka miliardów złotych poszło z dymem. Udowodniono, że to robota ruskich agentów. A widzieliście antyrosyjskie hasła na stadionach? Nie. Są tylko antyukraińskie. Ciekawe czemu?
Każdy zabity w Ukrainie Rosjanin z bronią w ręku nie wejdzie już na teren Polski. Każdy rozbity przez Ukraińców czołg, zniszczony dron, zatopiony okręt nie zaatakuje Polski. Powinniśmy im za to podziękować. I rzeczywiście pięknie dziękujemy. Deportacjami, wyzwiskami i codzienną nienawiścią.
Sami pchamy się pod ruskie buty. Sami, z pomocą naszych polityków. Równia pochyła. Szaleństwo. Absurd i dno.
Jeśli Ukraina przegra tę wojnę, to my przegramy zaraz po nich. A ci, co za dziesięć lat będą stali w kolejce po ruski cukier na kartki, tego wam nie wybaczą.
Krzysztof Skiba
Weto Nawrockiego. Wiatraki szkodliwe czy potrzebne? Naukowcy rozwiewają mity
21 sierpnia 2025 r. prezydent Karol Nawrocki zawetował tzw. „ustawę wiatrakową” – nowelizację prawa mającą ułatwić rozwój elektrowni wiatrowych na lądzie, przy jednoczesnym przedłużeniu zamrożenia cen energii dla gospodarstw domowych do końca 2025 roku. Prezydent zawetował ustawę, wskazując na brak konsultacji społecznych i wpływ wiatraków na krajobraz.
Decyzja ta wywołała gorącą debatę: czy Polska rezygnuje z taniego, czystego źródła energii, czy chroni interesy lokalnych społeczności? W tle pozostaje pytanie – czy wiatraki są szkodliwe dla zdrowia i środowiska, czy może są nieodzownym elementem transformacji energetycznej? Przyjrzyjmy się, co mówi nauka i jakie są realia w Polsce.
Kontekst weta i „ustawy wiatrakowej”
„Ustawa wiatrakowa” miała znieść rygorystyczną zasadę 10H, wprowadzoną w 2016 roku, która wymagała, by turbiny wiatrowe były oddalone od zabudowań mieszkalnych o co najmniej dziesięciokrotność ich wysokości (często 1,5 km lub więcej). Nowelizacja proponowała skrócenie minimalnej odległości do 500 metrów, co miało odblokować inwestycje w lądową energetykę wiatrową, zwiększając dostępny obszar pod farmy wiatrowe z 2% do 4% powierzchni kraju.
Dodatkowo ustawa wprowadzała fundusz partycypacyjny, oferujący gospodarstwom domowym w promieniu 1000 m od turbin nawet 20 000 zł rocznie, co miało zwiększyć akceptację społeczną. Prezydent zawetował ustawę, wskazując na brak konsultacji społecznych i wpływ wiatraków na krajobraz.
Hałas, sen i zdrowie – co pokazują badania?
Największe obawy dotyczące wiatraków wiążą się z ich potencjalnym wpływem na zdrowie. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w wytycznych z 2018 roku zaleca, by poziom hałasu generowanego przez turbiny nie przekraczał 45 decybeli w nocy, aby zapewnić komfort snu.
Badanie Health Canada z 2014 roku, jedno z największych badań terenowych, nie wykazało związku między hałasem z farm wiatrowych a nadciśnieniem, hormonami stresu czy innymi diagnozami medycznymi. Odnotowano jednak, że u niektórych osób mieszkających w pobliżu turbin występuje irytacja i pogorszenie jakości snu, zwłaszcza przy poziomie hałasu powyżej 40 decybeli.
W Polsce badania nad wpływem hałasu wiatraków są ograniczone, ale Instytut Medycyny Pracy w Łodzi w raporcie z 2019 roku potwierdził, że przy zachowaniu norm (40 dB w nocy, 50 dB w dzień) turbiny nie powodują trwałych szkód zdrowotnych. Kluczowe jest jednak odpowiednie planowanie lokalizacji i regularne pomiary porealizacyjne, co podkreśla Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW).
Problemem pozostaje subiektywne odczucie uciążliwości, które może prowadzić do protestów społecznych, zwłaszcza w regionach wiejskich.
Krajobraz i przyroda – rzeczywiste zagrożenia?
Przeciwnicy wiatraków wskazują na ich wpływ na ptaki i nietoperze. Amerykańskie dane szacują, że turbiny powodują śmierć setek tysięcy ptaków rocznie, ale w porównaniu z innymi zagrożeniami, jak ruch drogowy (miliony ofiar) czy koty domowe, skala problemu jest mniejsza.
W Polsce badania ornitologiczne, m.in. przeprowadzone przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP), wskazują, że przy odpowiednim planowaniu lokalizacji – z dala od szlaków migracyjnych i lęgowisk – ryzyko kolizji można zminimalizować. Nowoczesne technologie, takie jak czasowe wyłączanie turbin w okresach wzmożonej aktywności nietoperzy, redukują ich śmiertelność nawet o 80%.
Morskie farmy wiatrowe, które rozwijają się na Bałtyku, budzą większe obawy. Budowa fundamentów może zakłócać życie morskich ssaków, ale po zakończeniu inwestycji turbiny tworzą sztuczne rafy, wspierając bioróżnorodność. Kluczowe jest przestrzeganie ocen oddziaływania na środowisko, co w Polsce nadzorują Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska.
Warto wspomnieć o projekcie Baltic Power – pierwszej polskiej morskiej farmie wiatrowej, której uruchomienie planowane jest na 2026 rok. Inwestycja o mocy 1,2 GW może zasilić ponad 1,5 mln gospodarstw domowych. Baltic Power pokazuje potencjał Bałtyku jako źródła czystej energii, ale jednocześnie podkreśla znaczenie rygorystycznych procedur środowiskowych już na etapie planowania.
Emisje CO₂ – wiatraki jako filar transformacji
W kwestii klimatu nauka jest jednoznaczna: energetyka wiatrowa jest jednym z najmniej emisyjnych źródeł energii. Według amerykańskiego National Renewable Energy Laboratory, turbiny w całym cyklu życia generują ok. 12 g CO₂/kWh, w porównaniu do 500 g dla gazu i ponad 1000 g dla węgla.
W Polsce, według danych z czerwca 2025 r., po raz pierwszy odnawialne źródła energii (44,1%) wyprzedziły węgiel (43,7%) w krajowym miksie energetycznym.
Według Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW), każdy dodatkowy gigawat mocy wiatrowej obniża ceny energii o ok. 9 PLN/MWh. Szacunki PSEW wskazują również, że rozwój lądowej energetyki wiatrowej może obniżyć rachunki gospodarstw domowych o kilkadziesiąt złotych rocznie, szczególnie przy wysokich cenach energii na rynku hurtowym. Dla porównania, koszt wytworzenia energii z węgla brunatnego w 2024 r. wynosił średnio 450 zł/MWh, podczas gdy dla farm wiatrowych – poniżej 250 zł/MWh.
Polskie realia – akceptacja społeczna i wyzwania
Weto prezydenta Nawrockiego nie kończy debaty o wiatrakach. Obawy lokalnych społeczności dotyczą nie tylko hałasu, ale także zmian w krajobrazie i potencjalnego spadku wartości nieruchomości.
Z raportu „Energetyka Wiatrowa w Polsce 2025” wynika, że liberalizacja przepisów (np. zniesienie zasady 10H) mogłaby podwoić moc zainstalowaną w wiatrakach do 41 GW do 2040 roku, tworząc 50–70 tys. nowych miejsc pracy. Jednak bez społecznej akceptacji inwestycje mogą napotykać opór.
Przykłady lokalne pokazują, że akceptacja społeczna może zależeć od sposobu prowadzenia inwestycji. Przykładowo, w Darłowie mieszkańcy otrzymują środki z funduszu partycypacyjnego, co zwiększyło poparcie dla farm wiatrowych. Z kolei w gminie Wolin planowana inwestycja spotkała się z protestami – obawy o krajobraz i brak konsultacji doprowadziły do wstrzymania prac.
Kluczowe znaczenie ma także edukacja i informowanie społeczności lokalnych. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) prowadzi programy dla gmin i szkół, mające na celu wyjaśnianie zasad działania farm wiatrowych, ich wpływu na środowisko i możliwości współuczestnictwa w inwestycjach. Lepsza komunikacja może zmniejszyć opór i pomóc w budowaniu lokalnego konsensusu.
Pomiędzy uciążliwością a koniecznością
Wiatraki mogą być uciążliwe – hałas, migotanie cienia i zmiany w krajobrazie są realnymi wyzwaniami. Jednak badania, zarówno międzynarodowe, jak i polskie, wskazują, że przy odpowiednim planowaniu i przestrzeganiu norm nie stanowią one zagrożenia dla zdrowia.
Dla klimatu i bezpieczeństwa energetycznego są jednym z filarów transformacji – niskoemisyjnym, coraz tańszym i technicznie przewidywalnym źródłem energii.
Kluczowe pytanie brzmi: jak budować wiatraki, gdzie i z kim? Odpowiedź wymaga dialogu między rządem, inwestorami a społecznościami lokalnymi. Czy Polska zdoła znaleźć kompromis, który pozwoli wykorzystać potencjał energetyki wiatrowej, nie ignorując głosu mieszkańców? To wyzwanie, które zdecyduje, czy wiatraki staną się symbolem zielonej przyszłości, czy pozostaną źródłem sporów.
Warto spojrzeć na doświadczenia innych krajów. W Danii ponad 50% energii pochodzi z wiatru, a społeczne spółdzielnie energetyczne są standardem. Niemcy, mimo gęstej zabudowy, rozwijają energetykę wiatrową z udziałem obywateli. W porównaniu do nich Polska dopiero nadrabia zaległości – liberalizacja zasady 10H może być kluczowym krokiem w tym kierunku.
DF, thefad.pl / Źródło: prezydent.pl, WHO, Health Canada, OTOP, PSEW, Baltic Power, Euronews








