Sasin zapowiada wzmożone patrole policji i być żołnierzy na ulicach

Będą wzmożone patrole i kontrole policji. Być może będziemy również chcieli do tych policyjnych zespołów dołączać żołnierzy, tak, żeby wyegzekwować obowiązujące przepisy – mówił w niedzielę wicepremier Jacek Sasin o kontrolach przestrzegania przez Polaków rozporządzenia ministra zdrowia.

Wicepremier, minister kultury Piotr Gliński mówił w niedzielę w Polsat News o wciąż popularnych – mimo obostrzeń – spacerów i apelował o zrozumienie, że obecny czas epidemii jest wyjątkowy.

– Niestety, w ciągu tego weekendu pojawiły się może nie tłumy, ale dość duże zbiorowiska osób w różnych miejscach publicznych – mówił. – Będziemy musieli najprawdopodobniej wprowadzić jeszcze bardziej rygorystyczne, administracyjne przepisy – zapowiedział Gliński.

Dopytywany, czy zapowiadane obostrzenia pojawią się w przyszłym tygodniu, Gliński odpowiedział: – One będą szybciej.

Tu nie chodzi o kary, chodzi o to, że musimy wprowadzić obostrzenia administracyjne w miejscach pracy, w sklepach. Nie możemy łamać tych zasad, o których mówimy – tłumaczył.

W tym kontekście, wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin, był pytany w niedziele także na antenie Polsat News o to, jakie warianty kolejnych obostrzeń są brane pod uwagę.

Nie ma dzisiaj potrzeby, żeby wprowadzać jeszcze dalej idące obostrzenia. Dzisiaj trzeba przestrzegać tych przepisów, które już wprowadziliśmy – ocenił.

Jak przypomniał, przepisy te mówią, że nie wolno gromadzić się w miejscach publicznych, a przebywać w nich można tylko w sytuacjach niezbędnych do życia. – Zakupów, udawania się do pracy, można również jakąś formę rekreacji odbywać, ale tylko w grupie nie więcej niż dwuosobowej i tylko raz dziennie – wyliczał. – Wystarczy, żebyśmy wszyscy tego przestrzegali – podkreślił.

Jak mówił, rząd apeluje o to do samorządów, które mają możliwość m.in. zamykania miejsc publicznych, takich jak parki, ogrody czy bulwary, gdzie tradycyjnie gromadzą się ludzie.

– Po drugie, możemy apelować o to, żeby przestrzegać tych przepisów, bo przecież tu chodzi o bezpieczeństwo każdego z nas – dodał Sasin. Ocenił, że nie przestrzegając tych przepisów, występujemy przeciwko sobie i swoim najbliższym.

– I wreszcie po trzecie, będą również wzmożone patrole i wzmożone kontrole służb publicznych, policji – zapowiedział.

– Być może będziemy również chcieli do tych policyjnych zespołów dołączać żołnierzy, tak, żeby rzeczywiście wyegzekwować te przepisy, które są – zapowiedział. Ocenił jednocześnie, że przepisy te są dosyć rygorystyczne. – I myślę, że nie ma dzisiaj potrzeby wprowadzania dalszych ograniczeń – podkreślił.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 24 marca, w okresie od 25 marca do 11 kwietnia zakazano przemieszczania się z wyjątkiem m.in. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych i zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego, w tym uzyskania opieki zdrowotnej lub psychologicznej oraz zakupu towarów i usług. Do pięciu ograniczono liczbę osób, które jednocześnie mogą uczestniczyć w mszy lub innym obrzędzie religijnym, wyłączając osoby sprawujące posługę. (PAP)


W USA umrze do 200 tys. osób zakażonych koronawirusem. Będą miliony infekcji

W USA umrze 100-200 tys. osób zakażonych koronawirusem. Przypadków zakażenia SARS-Cov-2 będą miliony – ocenił w niedzielę dyrektor amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych dr Anthony Fauci.

W rozmowie ze stacją CNN immunolog zastrzegł, że są to jedynie szacunki, a epidemia dynamicznie się rozwija.

W ostatnich tygodniach Fauci niemal codziennie występuje na konferencjach w Białym Domu i udziela wywiadów amerykańskim mediom. Cieszy się powszechnym szacunkiem; media nazywają go „najsłynniejszym lekarzem Ameryki” i „skarbem narodowym”.

W sobotę w Stanach Zjednoczonych liczba ofiar śmiertelnych epidemii koronawirusa przekroczyła próg 2 tys. Liczba zgonów podwoiła się w niecałe trzy doby. W niedzielę rano było to już ponad 2,1 tys. zmarłych.

Eksperci i lokalne władze ostrzegają, że punkt szczytowy epidemii w USA jeszcze nie nastąpił. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) obawia się, że Stany Zjednoczone, zamieszkane przez blisko 330 milionów osób, mogą stać się kolejnym epicentrum pandemii.

Obecnie większość zgonów rejestrowana jest w stanie Nowy Jork. Duże ogniska choroby występują też w stanach Waszyngton, Kalifornia, Michigan, Luizjana i New Jersey.

Zdaniem doktor Debory Birx, przewodzącej grupy zadaniowej powołanej przez Biały Dom w związku z epidemią koronawirusa, nawet regiony USA z małą liczbą przypadków zakażenia muszą przygotować się na rozwój epidemii.

– Żaden stan, żadna aglomeracja nie będą oszczędzone – powiedziała Birx w rozmowie z telewizją NBC.

Amerykańscy lekarze i lokalne władze w dramatycznych apelach proszą o pomoc i dostawy sprzętu ochronnego oraz urządzeń medycznych.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

mobr/ akl/

W USA umrze 100-200 tys. osób zakażonych koronawirusem; przypadków zakażenia SARS-Cov-2 będą miliony - ocenił dr Anthony Fauci.

Magorzata Kidawa-Błońska zawiesza kampanię. „Wybory powinny się odbyć wtedy, kiedy będzie bezpieczne dla ludzi.”

Małgorzata Kidawa-Błońska w liście otwartym w sprawie wyborów jakie mają się odbyć 10 maja oświadzyczyła, że zawiesza kampanią wyborczą. Zaapelowała jednocześnia, „do wszystkich obywateli”, aby nie uczestniczyli w wyborach 10 maja. „Niech odpowiedzią na nieodpowiedzialność władzy będzie powszechny bojkot” – napisała kandydatka na prezydenta Koalicji Obywatelskiej.

Magorzata Kidawa-Błońska zawiesza kampanię. „Wybory powinny się odbyć wtedy, kiedy będzie bezpieczne dla ludzi.”. Fot. Małgorzata Kidawa-Błońska / Facebook

Wybory powinny się odbyć wtedy, kiedy będzie to możliwe i bezpieczne dla ludzi

Małgorzata Kidawa-Błońska w liście otwartym w sprawie wyborów jakie mają się odbyć 10 maja oceniła, że nie ma dziś w Polsce innego zadania niż walka z epidemią i jej skutkami. Jej zdaniem „organizowanie wyborów prezydenckich byłoby działaniem wręcz zbrodniczym. Nie wolno narażać życia ludzkiego – z tą zasadą powinien zgodzić się każdy. Szczególnie ktoś, kto chce ubiegać się o najwyższy urząd w państwie. Nie wyobrażam sobie, jak można prosić ludzi o zaufanie i jednocześnie namawiać ich, aby ryzykowali swoim życiem i zdrowiem.”

Proszę wszystkich obywateli: zostańcie w domu!

Liście zaapelowała do rodaków, „aby nie uczestniczyli w wyborach 10 maja 2020 roku. Jeśli nie można inaczej, niech odpowiedzią na nieodpowiedzialność władzy będzie powszechny bojkot.”

„Proszę wszystkich obywateli: zostańcie w domu! Zadbajcie o siebie i najbliższych. Jeśli możecie, pomóżcie sąsiadom i każdemu, kto tej pomocy potrzebuje.” – napisała Małgorzata Kidawa-Błońska.

Jednocześnie wzywam pozostałych kandydatów, aby postąpili właściwie. Czas na jasną deklarację. Dziś wszyscy zdajemy test na odpowiedzialność i przyzwoitość. Jeśli zachowamy jedność, pokonamy wszelkie przeciwieństwa.

Wezwała też pozostałych kandydatów, by „postąpili właściwie”. „Czas na jasną deklarację. Dziś wszyscy zdajemy test na odpowiedzialność i przyzwoitość. Jeśli zachowamy jedność, pokonamy wszelkie przeciwieństwa” – napisała kandydatka na prezydenta.

LIST OTWARTY W SPRAWIE WYBORÓW PREZYDENCKICH 10 maja 2020 roku

Do wszystkich kandydatów na urząd Prezydenta RP

Jako naród, jako wspólnota, stanęliśmy przed niebezpieczeństwem, które nie ma precedensu w naszej najnowszej historii. Zagrożone jest życie, zdrowie oraz byt Polek i Polaków. Nie ma dziś w Polsce innego zadania niż walka z epidemią i jej skutkami.

W tej sytuacji organizowanie wyborów prezydenckich byłoby działaniem wręcz zbrodniczym. Nie wolno narażać życia ludzkiego – z tą zasadą powinien zgodzić się każdy. Szczególnie ktoś, kto chce ubiegać się o najwyższy urząd w państwie. Nie wyobrażam sobie, jak można prosić ludzi o zaufanie i jednocześnie namawiać ich, aby ryzykowali swoim życiem i zdrowiem.

Dlatego wybory 10 maja 2020 roku nie mogą się odbyć! Jeśli jednak rządzący będą trwać w tym uporze, to muszą wiedzieć, że ponoszą pełną odpowiedzialność za straszliwe skutki dla życia i zdrowia obywateli. W takiej sytuacji apeluję do wszystkich wyborców, aby nie uczestniczyli w wyborach 10 maja 2020 roku. Jeśli nie można inaczej, niech odpowiedzią na nieodpowiedzialność władzy będzie powszechny bojkot.

Wybory powinny się odbyć wtedy, kiedy będzie to możliwe i bezpieczne dla ludzi.

Proszę wszystkich obywateli: zostańcie w domu! Zadbajcie o siebie i najbliższych. Jeśli możecie, pomóżcie sąsiadom i każdemu, kto tej pomocy potrzebuje.

Jednocześnie wzywam pozostałych kandydatów, aby postąpili właściwie. Czas na jasną deklarację. Dziś wszyscy zdajemy test na odpowiedzialność i przyzwoitość. Jeśli zachowamy jedność, pokonamy wszelkie przeciwieństwa.

Małgorzata Kidawa-Błońska

Dariusz Frach, thefad.pl


Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 29.03.2020r. – niedziela

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Mam obok siebie trzy bliskie mi osoby. W tej chwili jestem jedynym wychodzącym z domu. Jestem jedynym źródłem infekcji, mogę zarazić żonę i dwójkę dzieci. Chciałbym po prostu wiedzieć, że kiedy to się stanie, ktoś nimi się zajmie, ktoś będzie wiedział co robić, ktoś będzie do tego przygotowany i że to wszystko dobrze się dla nich skończy. Mam 43 lata i wolałbym wiedzieć, czy państwo, w którym żyję i płacę podatki jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo moim najbliższym.

 

Zdałem sobie sprawę, że w tym całym pandemicznym obłędzie nie boję się tego, że zachoruję, że będą miał te wszystkie przykre objawy, że będzie bolało, albo ostatecznie, że skończy się to marnie.

Czytając prasowe relacje osób zakażonych najbardziej przejmuje mnie to, co dzieje się w przypadku, kiedy łapiesz infekcję, a tak się składa, że mieszkasz z żoną i dwójką dzieci, albo ze swoim partnerem, albo ze swoimi rodzicami, ostatecznie ze wszystkimi naraz.

Martwi mnie to, że w tych relacjach dominuje kompletny chaos informacyjny, którego doświadczają osoby podejrzewające u siebie infekcję.

Martwi mnie odsyłanie tych osób pomiędzy instytucjami.

Martwi mnie czas oczekiwania na reakcję.

Martwi mnie, to co dzieje się w tym czasie z bliskimi, którzy mieli kontakt z osobą zakażoną. To, że mówi im się, że powinny się wyprowadzić (gdzie? na jak długo? do kogo?).

Martwią mnie wybory, które będziemy zmuszeni wtedy podejmować, a których nikt za nas nie podejmie na tyle szybko, żeby zaradzić całej sytuacji.

Martwi mnie to, że z tych relacji wynika, że w sytuacji podejrzenia wystąpienia infekcji nie istnieją gotowe rozwiązania systemowe, które zapewniłyby bezpieczeństwo moim bliskim.

Martwi mnie to, że będę musiał się martwić o tych, którzy mieli ze mną kontakt, ponieważ z relacji, które czytam w prasie wynika, że nikt nie wie, jak w takich sytuacjach postępować, nie zapewnia się żadnej systemowej pomocy..

W jednym z artykułów w częstochowskiej Wyborczej czytam, że mężczyźnie z Częstochowy, który miał kontakt z zainfekowanymi córkami jako miejsce jego izolacji zaproponowano Szczyrk (sic!).
Nie mam, kurwa, ochoty na wycieczkę do Szczyrku.

Wolałbym być bliżej. Wolałbym chorować w warunkach, w których moim jedynym zmartwieniem byłoby pokonanie choroby, niezamartwianie się co zrobiono z moimi najbliższymi, czy przypadkiem żona nie została wysłana do Szczecina, a dzieci pod Lublin.

Martwię się o to, czy ktokolwiek ogarnia tę sytuację logistycznie.

Martwię się nie o to, że jako astmatyk umrę na to gówno, martwię się o to, co wydarzy się, zanim to się stanie i jak potraktowani zostaną moi najbliżsi.

Martwię się tym, czy ktokolwiek ma nad tą całą sytuacją jakąkolwiek kontrolę.

Znajoma osoba napisała do mnie dzieląc się informacjami dotyczącymi jej ojca, który wrócił z Francji. Na granicy po wypełnieniu stosownej dokumentacji i wskazaniem adresu gdzie planował przejść kwarantannę puszczono go do domu. Tylko zbieg okoliczności sprawił, że mógł odizolować się od swoich najbliższych mając do dyspozycji mieszkanie po krewnej, która zachorowała i została zabrana do szpitala. Ten ktoś czekał w tym mieszkaniu kilka dni na to, że ktoś z Sanepidu skontaktuje się z nim i powie co należy robić. Nie doczekał się. Dopiero interwencja rodziny spowodowała działanie Sanepidu. Nikogo nie interesowało, to czy ten ktoś ma co jeść, co pić i kto wyrzuca mu śmieci z mieszkania, w którym ten ktoś się znajduje. Poradzono mu, żeby o wyrzucenie śmieci poprosił sąsiadów (sic!).

Ze wszystkich sił staram się wmawiać sobie, że to nie wygląda w ten sposób we wszystkich przypadkach. Że to być może przypadek jednostkowy. Odosobniony. Że jednak ktoś to ogarnia. Ktoś to kontroluje. Ale lektura świadectw osób, które przez to przechodzą dowodzi faktu, że moja wiara jest głupia i naiwna.

Tego boję się, kiedy myślę o tym, że ja lub ktoś z moich bliskich, z którymi na co dzień przebywam mógłby zostać zarażony.

Boję ię, że rozbijemy się o ścianę indolencji, nieprzygotowania, braku możliwości realnej pomocy i bezsilności tych, którzy w tej sytuacji jako jedyni będą mogli pomóc – tych, którzy reprezentują to państwo i system opieki zdrowotnej.

Nie boję się, że zachoruję. Boję się co nastąpi po tym jak to się stanie.

Boję się, że nikt nad tym nie panuje i że jak to przez lata w tym kraju bywało, jeśli nie zaczniesz działać sam, jeśli nie postarasz się, żeby sobie pomóc, nikt nie zrobi tego za ciebie.

Mam obok siebie trzy bliskie mi osoby. W tej chwili jestem jedynym wychodzącym z domu. Jestem jedynym źródłem infekcji, mogę zarazić żonę i dwójkę dzieci. Chciałbym po prostu wiedzieć, że kiedy to się stanie, ktoś nimi się zajmie, ktoś będzie wiedział co robić, ktoś będzie do tego przygotowany i że to wszystko dobrze się dla nich skończy.

To martwi mnie bardziej niż to, czy zachoruję i jak zachowają się w tym wypadku moje płuca astmatyka.

Mam 43 lata i wolałbym wiedzieć, czy państwo, w którym żyję i płacę podatki jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo moim najbliższym. Że nikt nie zaproponuje im miejsca odosobnienia trzysta kilometrów od miejsca zamieszkania.

Wolałbym się o to nie martwić tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu.

Marcin Zegadło

 

 


Boris Johnson w liście do rodaków: sytuacja jeszcze się pogorszy, zanim się poprawi

Kryzys związany z koronawirusem jeszcze się pogorszy, zanim sytuacja zacznie się poprawiać – ostrzegł rodaków premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson w liście, który od przyszłego tygodnia będzie rozsyłany do wszystkich gospodarstw domowych w kraju.

List zawierać będzie także ulotkę z informacjami o tym, kiedy dopuszczalne jest wychodzenie z domów oraz zalecenia zdrowotne.

„Od samego początku staramy się wprowadzać odpowiednie środki we właściwym czasie. Nie zawahamy się pójść dalej, jeśli zalecenia naukowe i medyczne będą mówić, że musimy to zrobić” – napisał Johnson, który sam przebywa obecnie w izolacji po pozytywnym wyniku testu na obecność koronawirusa.

23 marca rząd wprowadził ostre restrykcje mające na celu zatrzymanie rozprzestrzeniania się koronawirusa, w tym zakaz organizowania publicznych zgromadzeń liczących więcej niż dwie osoby, zakaz opuszczania domów, poza nielicznymi, niezbędnymi sytuacjami oraz zamknięcie sklepów sprzedających towary, które nie są kluczowe.

„Jest ważne dla mnie, bym był z wami szczery – wiemy, że będzie jeszcze gorzej, zanim się polepszy. Ale robimy odpowiednie przygotowania i im bardziej wszyscy będziemy przestrzegać zasad, tym mniej istnień ludzkich zostanie straconych i tym szybciej życie może wrócić do normy” – podkreślił brytyjski premier.

Johnson podziękował także w liście wszystkim pracownikom publicznej służby zdrowia NHS oraz wolontariuszom, którzy zgłosili się do pomocy.

To naprawdę inspirujące widzieć, jak nasi lekarze, pielęgniarki i inni opiekunowie wspaniale odnoszą się do potrzeb tej chwili. Tysiące emerytowanych lekarzy i pielęgniarek wraca do NHS, a setki tysięcy obywateli zgłasza się na ochotnika do pomocy najsłabszym. Dlatego też, w tym momencie narodowego zagrożenia, wzywam was, proszę, pozostańcie w domu, chrońcie NHS i ratujcie życie” – napisał Johnson.

Tymczasem Michael Gove, który w gabinecie Johnsona pełni funkcję kanclerza księstwa Lancaster, czyli jest ministrem bez teki, powiedział w niedzielę stacji BBC, że Brytyjczycy powinni być przygotowani na znaczący okres zamknięcia kraju w związku z koronawirusem.

– Chciałbym móc powiedzieć, kiedy to się skończy – powiedział Gove, dodając, że zależy to od zachowania wszystkich ludzi. – Myślę, że każdy musi przygotować się na znaczący okres, kiedy te środki będą nadal stosowane” – podkreślił.

Według bilansu podanego w sobotę po południu przez ministerstwo zdrowia, w Wielkiej Brytanii wykryto dotychczas ponad 17 tys. przypadków koronawirusa, z czego 1019 zakończyło się śmiercią chorych.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)


Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 28.03.2020r. – sobota

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

249 potwierdzonych zakażeń koronawirusem w Polsce w ciągu jednej doby. Jak dotąd rekord tej epidemii. Tego samego dnia we Włoszech umiera 900 osób. To też dotychczas najwyższe notowanie. Nie przypuszczałem, że będę żył w epoce podobnych rankingów

 

249 potwierdzonych zakażeń koronawirusem w Polsce w ciągu jednej doby. Jak dotąd rekord tej epidemii. Tego samego dnia we Włoszech umiera 900 osób. To też dotychczas najwyższe notowanie.

Nie przypuszczałem, że będę żył w epoce podobnych rankingów. Tymczasem jak rozumiem szykujemy się do majowych wyborów, matur i egzaminów dla ósmoklasistów.

Zdałem sobie sprawę (ponadto), że w pewnym sensie jesteśmy uczestnikami wydarzeń, które stanowią historię. Mieliśmy żyć po jej końcu (Fukuyama), tymczasem jesteśmy w samym centrum tego zamieszania, o którym kiedyś, ktoś będzie uczył się z podręczników.

Nie jest to myśl szczególnie bystra, ale trudno uwolnić się od wrażenia, że wydarza się coś, co może wpłynąć na współczesność, zostawić ślad, który nie wchłonie się tak szybko jak znikały ślady po wcześniejszych wstrząsach, których doświadczała ta planeta.
A może się mylę.

Skoro siedemdziesiąt lat po Zagładzie słyszy się głosy, żeby już dać spokój, bo ile można o tym mówić, a politycy w tym kraju mówią o „gorszym sorcie” i „elemencie animalnym” – może to oznaczać, że jest w naturze zamieszkujących ten świat, przerażający gen braku skłonności do wyciągania wniosków z klęsk człowieka – jak świat światem.

Zniżając głos (nieznośny wdarł się tutaj patos) zakładam po prostu, że chwilowo mamy lekką biegunkę związana z potencjalnością zgonu (to zawsze jest nieprzyjemne uczucie – brak czasu), ale w gruncie rzeczy gotowi jesteśmy, jeśli tylko będzie trzeba, spieprzyć wszystko od nowa i dalej podziwiać ciążowe brzuszki celebrytek fałszujących własne metryki i wstrzykujących sobie substancje chemiczne w starzejące się ciała, których jedynym zadaniem jest nie starzeć się pod żadnym pozorem.

Może podświadomie większość tęskni do tamtej rzeczywistości tak jak tęskni się do jedynej znanej wersji siebie?

Tymczasem coraz mniej żartów na FB z ogólnej sytuacji i z rozwoju wypadków. Chociaż są tacy, których głos wciąż wybrzmiewa w tym specyficznym dla tego medium narzeczu – połączeniu drwiny z narcyzmem.

No proszę. I kto to mówi.

Marcin Zegadło

 

 


PiS pomału wycofuje się z majowych wyborów. Duda: „termin może się okazać nie do utrzymania”

– Gdyby się tak działo, że epidemia będzie szalała, i że będziemy cały czas trzymać taką dyscyplinę i takie ograniczenia, jakie są w tej chwili, to myślę, że ten termin wyborów wtedy może się okazać nie do utrzymania – powiedział w sobotę prezydent Andrzej Duda.

Pytany w TVP Info, czy jego zdaniem wybory powinny zostać przełożone prezydent powiedział:

– Wybory są bardzo ważnym elementem, bo wybory zapewniają ciągłość władzy państwowej, więc one są bardzo istotne. Proszę pamiętać, że też konstytucja określa prezydencką kadencją, jasno i wyraźnie mówi, że ta kadencja jest 5-letnia.

Wybory zostały wyznaczone i nikt nie wie z nas, co się będzie działo tak naprawdę 10 maja tego roku, czyli za półtora miesiąca – dodał. – Nikt nie jest w stanie tego określić. Ja powiedziałem, mam nadzieję, że już po świętach ta sytuacja będzie się uspokajała, i że będziemy mogli wracać do normalnego życia i oczywiście mam nadzieję, że będą warunki do przeprowadzenia wyborów – powiedział.

– Ale gdyby się tak działo, że epidemia będzie szalała, i że będziemy cały czas trzymać taką dyscyplinę i takie ograniczenia, jakie są w tej chwili, to myślę, że ten termin wyborów wtedy może się okazać nie do utrzymania. Natomiast ja liczą na to, że uda się te wybory spokojnie przeprowadzić. Myślę, że to jest ważne, żeby sytuacja była stabilna, jeżeli chodzi o funkcjonowanie państwa, i jeżeli chodzi o kwestię władzy i ustroju – oznajmił Andrzej Duda. (PAP)

Mieczysław Rudy


Marcin Zegadło: Szaleńcy z PiS zmienili Kodeks wyborczy. Co to oznacza? Ciężarówki trumien to oznacza. Nic poza tym

Marcin Zegadło

Marcin Zegadło

Być może wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, kiedy w konsekwencji majowych wyborów zaczną grzebać swoich bliskich zorientują się o co chodzi tej klice opętanych

 

Dziś w nocy szaleńcy z Prawa i Sprawiedliwości uchwalili możliwość korespondencyjnego głosowania dla wyborców, którzy podlegają w dniu wyborów obowiązkowi kwarantanny, izolacji lub izolacji w warunkach domowych oraz dla tych, którzy najpóźniej w dniu głosowania kończą 60 lat.


Warto dodać, że zmiany te zostały przeprowadzone w trybie łamiącym regulamin Sejmu i Konstytucji (brak trzech czytań, pilna zmiana kodeksu wbrew konstytucji, nierówność wobec prawa w dostępie do wyborów)

Co to oznacza?

Oznacza to, że zgraja nieodpowiedzialnych ludzi pragnących władzy, drżących przed konsekwencjami jej utraty, w obliczu wielokrotnego łamania konstytucji i zasad procedowania w parlamencie zamierza wysłać miliony Polek i Polaków do urn wyborczych w prawdopodobnym w tym okresie szczycie zachorowań.

Oznacza to, że obecna izolacja dużej części społeczeństwa, kwarantanna, zamknięcie szkół, stan epidemii i wszelkie środki ostrożności podjęte przez rząd pozostają bez znaczenia wobec planów tego rządu, który nie dba w rzeczywistości o zdrowie i bezpieczeństwo Polek i Polaków narażając miliony z nich na infekcję i jej konsekwencje w tym śmierć wyłącznie, dla jednego celu, który tym konstytucyjnym przestępcom przyświeca, mianowicie – dla posiadania władzy.

Być może wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, kiedy w konsekwencji majowych wyborów zaczną grzebać swoich bliskich zorientują się o co chodzi tej klice opętanych ideą zepchnięcia tego kraju i jego mieszkańców w przepaść, nad którą ten kraj przywiedli.

Z tą różnicą, że tym razem nie chodzi o członkostwo w Unii Europejskiej, nie chodzi o demokrację, brak demokracji, nie chodzi o faszyzm, państwo wyznaniowe, państwo policyjne, ograniczanie wolności obywatelskich, zyli o wszystko to, co PiS usiłuje instalować i powoli odbierać Polkom i Polakom, na co jego elektorat ma wyjebane, bo przecież „wina Tuska”, „Tupolew” i 1000 plus.

Tym razem chodzi o życie

O katastrofę, przy której ta w Smoleńsku będzie jak wypadek paralotniarza wobec eksplozji na pokładzie airbusa.

Jesteśmy na pokładzie tego samolotu. Wszyscy. My i nasze dzieci. Nasi partnerzy, partnerki, rodzice, dziadkowie, przyjaciele, a za sterami tej zabójczej machinerii siedzi ponury starzec, który naprawdę nam to zrobi. Znowu podejmie próbę lądowania we mgle, co oznacza kolejne ofiary.

Ciężarówki trumien to oznacza.
Nic poza tym.

Marcin Zegadło


Wielka Brytania. Dzięki restrykcjom liczba zgonów będzie mniejsza niż zakładano

Jeśli wprowadzone w związku z koronawirusem ograniczenia zostaną utrzymane i będą przestrzegane, liczba zgonów w W. Brytanii z tego powodu wyniesie ok. 5700, czyli o wiele mniej niż pierwotnie przewidywano – uważają eksperci, o czym pisze w sobotę dziennik „The Times”.

Według statystyków z Imperial College London, Wielka Brytania uniknie 260 tys. zgonów, których wcześniej się oni spodziewali. Jak podkreślili, nie oznacza to, że wcześniejsze ostrzeżenia przed tak wielką liczbą były nadmiernie alarmistyczne, lecz jest to dowód na to, że strategia rządu – polegająca na ograniczaniu kontaktów społecznych – działa.

Nasze badanie pokazuje, że dystans społeczny jest skutecznym spadochronem przeciwko Covid-19 w wielu krajach – powiedział prof. Tom Pike z Imperial College London, którego cytuje „The Times”. Zastrzega jednak: – To nie jest powód, by odcinać nasze spadochrony, gdy nadal jesteśmy daleko nad ziemią.

W połowie marca Neil Ferguson, epidemiolog i profesor biologii matematycznej, kolega Pike’a z uczelni, przedstawił model analityczny, która sugerował, że jeśli Wielka Brytania utrzymałaby politykę mniejszych restrykcji, koronawirus spowoduje śmierć 260 tys. osób, a jeśli nie byłoby ich wcale – liczba zgonów sięgnie 510 tys. Dokument ten doprowadził do zmiany strategii rządu, który ostatecznie zdecydował się na zakazanie wszelkiego przemieszczania się i kontaktów, o ile nie jest to absolutnie niezbędne.

Przedstawiając tę analizę, Ferguson powiedział, że uznałby to za sukces, gdyby nowa strategia doprowadziła do utrzymania liczby zgonów poniżej 20 tys.- przypomina „The Times” i wskazuje, że zimą 2017-18 na zwykłą sezonową grypę zmarło 26 tys. osób.

Nowa analiza, w której uwzględniono efekty działań na rzecz dystansu społecznego podjęte w Chinach i założono, że Wielka Brytania pójdzie podobną drogą, sugeruje, że liczba ofiar będzie wyraźnie mniejsza niż optymistyczne założenie Fergusona.

Oszacowano, że w szczytowym momencie w Wielkiej Brytania będzie ponad 250 zgonów dziennie, czyli znacznie mniej niż 1300 dziennie, których naukowcy spodziewają się we Włoszech.

Według najbardziej prawdopodobnego scenariusza, całkowita liczba zgonów w Wielkiej Brytanii wyniesie 5,7 tys., wobec niespełna 3,5 tys. w Chinach. We Włoszech spodziewają się oni 28 tys. ofiar śmiertelnych. W Hiszpanii liczba ta może dojść do 46 tys.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)


Rafał Sulikowski: Dziura w matriksie: religia jako porządek urojony

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Ludzie religijni nigdy nie doświadczają wolności, stale ich świadomość dominują urojenia, obrazy, dźwięki, czasem zapachy, stale się modlą i nie otrzymują, modlą się więc więcej, aż do zupełnego wyczerpania psychofizycznego, podobnie jak w przebiegu paranoi.

 

W tym artykule chciałbym zwrócić uwagę na pewne fakty z zakresu zarówno religii, różnych wyznań, jak i psychologii klinicznej.

Istnieją pacjenci, którzy doświadczają różnych urojeń. W większej skali istnieją całe grupy, które żyją złudzeniami oraz urojeniami.

Analogie są wstrząsające dla religii – każda z nich opiera się na porządku urojonym oraz przemocy symbolicznej. Ta druga polega na wzbudzaniu respektu oraz strachu. Ludzie boją się tak naprawdę Kościoła, zwłaszcza w małych miejscowościach, boją się księdza, który bywa dla nich niemal pół-bogiem, boją się obowiązku corocznej albo częstszej spowiedzi oraz oceny w sytuacji społecznej, jaką stanowi msza święta w każdą niedzielę.

Istnieją dość wyraźne analogie – Kościół jest zamkniętą twierdzą, podobnie jak to ma miejsce w autyzmie w przebiegu zarówno schizofrenii, jak i “zwykłym” autyzmie.

Ludzie Kościoła potrafią wykorzystać siłę tłumu, poczucie winy, strach przed Bogiem-Sędzią, który nie jest już Miłością, lecz “sądzi ziemię sprawiedliwie”.

Obrazy Boga, Jezusa, Ducha świętego, Maryi, aniołów oraz świętych są produktem urojeń zbiorowych. Kiedy jednostka podziela zbiorowe urojenia, mówi się o niej, że jest “normalna”, ‘zdrowa umysłowo’ albo dobrze przystosowana. Kiedy urojenia jednostki przekroczą pewną granicę, za którą nie ma samodzielnego powrotu bez pomocy specjalisty, stają się dziwaczne, nienormalne, a taką jednostkę najpierw się oznacza, stygmatyzuje, potem zaś wyklucza z grupy. Chory najczęściej trafia wtedy do szpitala, gdzie “leczy się z urojeń”.

Urojenia jednostki mogą mieć różny stopień oraz natężenie: od zwiewnych złudzeń (np., że ktoś patrzy, obserwuje, ocenia) aż po ciężkie urojenia prześladowcze, które psychiatria określa terminem “paranoja”.

System urojeń paranoicznych jest stabilny, spójny i wysoko zorganizowany. Paranoja w przeciwieństwie do urojeń w schizofrenii paranoidalnej stanowi spójny i rozbudowany system. O ile w schizofrenii muszą oprócz urojeń wystąpić omamy wzrokowe czy słuchowe, objawy afektywne oraz objawy negatywne (apatia, brak emocji, zaburzenia poznawcze, etc.), to w paranoi chory nie cierpi na depresję czy lęki. Jest pewien, że wszędzie kryją się obcy, wrogowie, agenci obcego wywiadu, złe moce, kosmici, grupa sprawująca władzę, etc.

Rozbudowane i spójne urojenia bardzo trudno rozbić, podobnie jak rozpracować systemy religijne, które wspierają dodatkowo paranoję. Zdrowy, religijny człowiek też nie poznaje tak, jak jest i miewa często wspólne urojenia: na przykład przekonanie, że “Bóg wszystko widzi”, a jego oczy opatrzności są stale zwrócone na ludzi. Do tego widzi nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz, poza tym wszystko wie, bo jest wszechwiedzący. Świetny materiał na sędziego – oni też muszą “wszystko” wiedzieć, aby wydać sprawiedliwy wyrok.

W religii paranoja przybiera postać skrajną już w listach apostolskich oraz wszędzie tam, gdzie Jezus mówi do Żydów: “diabeł zaś, jak lew ryczący krąży wokół was i patrzy kogo by porwać”. To klasyczne urojenie prześladowcze, które występowały też prawdopodobnie u założyciela religii chrześcijańskiej: “nie macie w sobie miłości bożej”, “dlaczego chcecie Mnie zabić?”, etc.

Jeśli przeczyta się pismo święte bez uprzedzeń, przesądów, apodyktycznych założeń i odgórnych ocen, to ma się wrażenie, jakby pisali je ludzie mocno niezrównoważeni emocjonalnie i umysłowo. Oto prorocy ST cierpią na chorobę dwubiegunową – kiedy mają dobry nastrój błogosławią lud, kiedy nadchodzi depresja, przeklinają, rzucają groźby, klątwy, krytykują i straszą Panem.

Religie ulegają również rozbudowie – oto nie wystarcza już sam “Bóg”, trzeba jeszcze, aby wcielił się w człowieka-mesjasza. Potem nie wystarcza już, aby był “Bóg i Syn Boży”, potrzebna jest trzecia osoba Trójcy świętej, Duch święty. Potem dochodzą męczennicy – nie wystarcza już dobre życie i przestrzeganie Dekalogu, trzeba oddać za nową wiarę nieraz życie.

Następnie urojenia w religii się mnożą, duplikują i zarażają. Osoba z religijną neurozą może zarazić umysłowo innych, słabszych, bezkrytycznych: w ten sposób urojenia religijne się mnożą, powielają i dokonują ekspansji, podobnie jak Kościół w najlepszym czasie ekspansji, czyli w II tysiącleciu, w średniowieczu.

W paranoi jedno urojenie wspiera i podtrzymuje inne: na przykład czerwone auto na ulicy nie jest już zwykłym autem, ale znakiem, ostrzeżeniem – “jesteś obserwowany”. Następnie następuje uogólnienie – już nie tylko czerwony samochód, ale wszystko, co czerwone stanowi znak. Potem dochodzą inne auta, w innych kolorach oraz wszelkie środki ludzkiej komunikacji.

Urojenia, podobnie jak dogmaty w religii, wspierają się, tworzą chwiejną równowagę, budują wielki gmach paranoi.

W religii podobnie – już nie wystarcza jeden, parafialny kościół – trzeba pielgrzymować po innych świątyniach, sanktuariach i być wszędzie. Nie wystarcza już spowiedź coroczna, trzeba chodzić co miesiąc; potem co tydzień, a nawet codziennie, bo “Pan jest nadal niezadowolony”. Katolik to wie, ale nie wie, że są to urojenia – nie wystarcza modlitwa “Ojcze Nasz”, trzeba dodać “zdrowaśkę”, potem “Credo”, potem należy odmawiać różaniec, najpierw dziesiątkę, potem cały, na końcu tego obłędu jest modna teraz “pompejańska”, modny “szturm do nieba”.

Paranoja wyraża się w całej rozbudowanej, logicznej, ale prawdopodobnie nieprawdziwej teologii, filozofii Boga: cały czas ktoś coś dodaje do gmachu religijnej paranoi – a to nowy “cud”, a to nowe objawienie, a to nowa pobożność. Religia, podobnie jak paranoja jest potrzebna – tyle, że nie taka, jak obecnie. Wzajemnie się wspierające urojenia tworzą specyficzny porządek, który jest przynajmniej pozornie “logiczny”, tyletyle że nie wszystko, co logiczne bywa prawdziwe.

Kolejną analogią jest pojęcie “obcego”, wroga, przeciwnika – religie tym żyją – już nie wystarcza “diabeł”, trzeba szukać czarownic, potem obcymi i wyklętymi są “wszelkiej maści ateiści”, wolnomyśliciele, potem pozytywiści, potem moderniści, oczywiście masoni, Żydzi i komuna, a na końcu tego szaleństwa oczywiście inne mniejszości, najbardziej widać to w budowaniu paranoi wokół grupy lgbt+. Nie wystarcza już sam “Bóg” – musi być jego cień, przeciwnik, lew ryczący i patrzący, kogo by pożreć.

Następnie nie wystarcza już religia spokojna – trzeba wzbudzić emocje, nakręcić ludzi, bo wtedy łatwiej się nimi steruje, manipuluje i rządzi. Bóg jest kapryśny – wymaga ofiar, wymaga wszystkiego. Nie ma już tylko mszy w niedzielę, trzeba chodzić w tygodniu; nie wystarczy jedna modlitwa dziennie, trzeba trzy albo pięć razy. Nie wystarczy już okazjonalne myślenie o wierze, w skrajnych przypadkach stopień zdominowania świadomości, czy zarażenia memami religijnymi u ludzi wrażliwych sięga apogeum – nieustannie się modlą, nieustannie myślą o Bogu, bez przerwy stosują rytuały, także prywatne, a zmiana nie nadchodzi, modlitwy nie są wysłuchiwane, człowiek wpada w urojenia najpierw wspólne, potem osobiste, doznaje rzekomych wizji, objawień, omamów. Im więcej myśli o rzeczach ostatecznych, tym bardziej – jak w paranoi – zaniedbuje siebie, rodzinę, dzieci, rodziców, ogólnie przestaje funkcjonować w społeczeństwie, nie jest w stanie zająć się nawet sobą.

Aby rozpracować religię jako pewien modus wspólny dla wszystkich religii monoteistycznych, a może i wszystkich w ogóle, trzeba mieć dużo czasu i otwarty umysł. Rezultaty są jednak druzgoczące dla religii – okazuje się ona podstępnym, wdrukowanym w okresie przed skojarzeniowym systemem zniewolenia i uwięzienia na zawsze.

Ludzie religijni nigdy nie doświadczają wolności, stale ich świadomość dominują urojenia, obrazy, dźwięki, czasem zapachy, stale się modlą i nie otrzymują, modlą się więc więcej, aż do zupełnego wyczerpania psychofizycznego, podobnie jak w przebiegu paranoi.

Jest kryzys i zalew religijności, która z prawdziwym, “świętym, apostolskim Kościołem” nie ma nic wspólnego.

Religie budują porządek logiczny w swoich ramach, ale całkowicie albo częściowo niezgodny z rzeczywistością. Pocieszające jest to, że tak, jak ludzie zdrowieją z paranoi, tak i ozdrowieją z fałszywej religii i odnajdą tę dobrą, piękną i prawdziwą; jednak droga ta to wiele lat myślenia, czytania, rozważania.

Warto jednak spojrzeć na to, co się dzieje w religiach świata z dystansu, z góry, z lotu ptaka. Tylko niezależne badania nad religiami dają owoce. Dają się one sprowadzić do ostrzeżenia – uważaj z religią, bo daje ona to samo, co narkotyki, a potem słono się za to płaci. Wyobraźnia jednak ludzka nie ma granic – aż do momentu, kiedy “ujrzymy twarzą w twarz”, a nie w zwierciadle, jak teraz…

Rafał Sulikowski