Narty freestyle – dla tych, którzy nie boją się wyzwań!

Zwykłe zjazdy po stoku to dla Ciebie za mało? W takim przypadku warto pomyśleć o tym, aby zakupić narty freestyle i zasmakować w czymś zupełnie innym. Czym dokładnie jest freestyle? Jakie narty stosuje się przy jeździe freestyle’owej? Sprawdź teraz!

Narty freestyle – dla tych, którzy nie boją się wyzwań

Freestyle – co to jest?

Większość z nas narciarstwo kojarzy ze zjazdami po wyznaczonych trasach. Narciarstwo zjazdowe rzeczywiście jest bardzo popularne i chętnie wybierane, ale to jednak jeszcze nie wszystko, co czeka na amatorów szusowania po białym puchu w górach. Alternatywna propozycja to freestyle. Jest to dyscyplina narciarska, w której narciarz zjeżdża po specjalnie przygotowanych trasach, na których można wykonywać różne ewolucje, na przykład skoki. Freestyle może być też połączony z freeride, czyli z dyscypliną narciarską, w której narciarze poruszają się poza wyznaczonymi trasami po przygotowanych stokach. 

Narty freestyle – czyli jakie?

Do jazdy freestyle potrzebne będą odpowiednie narty, które różnią się od zwykłych nart zjazdowych. Nie zaleca się jazdy freestyle na nartach standardowych, ponieważ może doprowadzić to do urazów. Czym zatem charakteryzują się narty freestyle

  • Twin-tip – specjalne wygięcie dziobów i tyłów nart, które ułatwiają wykonywanie ewolucji, a także pozwala na jazdę przodem i tyłem.
  • Rocker – narty o tej budowie posiadają wygięty kształt, który dodatkowo wspomaga jazdę. Dodatkowo, zapobiega tonięciu nart w głębszym śniegu podczas jazdy poza przygotowanymi trasami.
  • Elastyczność i miękkość w płaszczyznach poprzecznej i podłużnej – często stosuje się drewno jako rdzeń.

Aktualnie w sprzedaży można znaleźć różne narty freestyle, dlatego też jest w czym przebierać.

Gdzie można kupić dobre narty freestyle?

W sklepach narciarskich można znaleźć przede wszystkim narty zjazdowe. Nie oznacza to jednak, że narty freestyle nie są w nich dostępne. Warto skupić się na sklepach, które specjalizują się w sprzedaży nart, ponieważ to właśnie tam można znaleźć najszerszą gamę różnych typów sprzętu narciarskiego. Dodatkowo, osoby kupujące narty freestyle mogą również skorzystać tam z fachowej porady przy doborze odpowiedniego modelu do tej dyscypliny.


Bogumiła Nowak: Nie kasłać i nie kichać

Bogumiła Nowak

Bogumiła Nowak

Alergicy to mają teraz przerąbane. Ani kichnąć nie można, ani zakasłać publicznie. A tylko spróbuj to potraktują ciebie jak trędowatego… alergik jak kasłał i kichał, tak będzie to robić nadal. Zlitujcie się kochani nad alergikami i nie traktujcie ich jak zarazy.

Alergicy to mają teraz przerąbane. Ani kichnąć nie można, ani zakasłać publicznie. A tylko spróbuj to potraktują ciebie jak trędowatego… I będą uciekać, gdzie pieprz rośnie. Taka to dola alergika, który zmaga się z kichaniem i kasłaniem przez całe życie. I nikomu nie uda się wyperswadować, że to żadna zaraza, że żaden covid, czy inne licho.

Znam ten problem z autopsji. Sama jestem alergikiem. Jak tylko nastanie grzanie z centralnego ogrzewania to jak w banku mam drażniący i męczący kaszel, który szarpie mi całą krtań. Mam tak od ponad 40 lat. Kaszel mija, gdy przestają grzać kaloryfery. Z reguły grzeję minimalnie, bo wtedy mam lepiej. Czasem kaszel drażni, gdy kwitnie roślinność lub jest solidny kurz i zbyt duże upały. Po prostu jako alergik mam wtedy przerąbane. Pomaga na to tylko wilgotne powietrze i picie dużych ilości napojów. Ale nie zawsze to jest możliwe i nie zawsze mam czas, by przyssać się do szklanki.

W takiej sytuacji jak ja są rzesze alergików, na których teraz wszyscy patrzą jak na żywe wcielenie covida.

„Przecież ja jestem zdrowa, a tylko przeziębiona i mam zwykłą anginę” – mówi jedna ze znajomych i czuje dyskomfort jak patrząca nią jak na Lukrecję Borgię, która zaraz wleje truciznę do kielicha i poczęstuje nim wszystkich wokół.

„Gdyby spojrzenia mogły zabijać, to pewnie wielokrotnie padłabym trupem”, dodaje inna z chorych na alergię i astmę. Kiedy one to mówią, czuję się ciut lepiej, bo nie tylko ja jestem teraz na tapecie. Inni też skarżą się na ten styl mimowolnego prześladowania i ostracyzmu.

Czasem w pracy koledzy żartobliwie śmieją się, że jestem koronka, bo kaszlę. Jednak to nie przytyk, tylko taki sobie żarcik. Wiedzą, że nie złoszczę się o to. Odkąd pracuję, to zawsze kaszlę i prycham zimą. Koledzy przywykli do tego. Tylko wychodząc do sklepu pilnuję się by broń boże gdzieś nie prychnąć, by mnie nie potraktowano jak trędowatej. Przecież nie przykleję sobie na czole kartki „Jestem alergik”. A pracować i robić zakupy w spożywczaku muszę. Nie mam lokaja ani pokojówki.

Tylko zastanawia mnie to bezrefleksyjne traktowanie wszystkich pod jedną sztancę. Dziś usłyszałam od jednej z rozmówczyń (przez telefon) słowa, które oddają istotę tego, co się dzieje.

– „Nagle okazało się, że w Polsce nie ma innych chorób, że wszyscy błyskawicznie wyzdrowieliśmy i są tylko chorzy na koronawirus. A przecież to nieprawda. Boję się, że jak tak będą niektóre szpitale traktować pacjentów to okaże się, że człowiek z zawałem umrze pod szpitalnymi drzwiami, bo służba zdrowia będzie się bała udzielić mu szybko pomocy, zajmując się medycznymi procedurami. Przecież inne choroby nagle się nie skończyły. Nadal są i ludzie chorują. Nie tylko na covid”.

I to zalecam pod rozwagę kompetentnym osobom. Ta kobieta nie panikowała, nie histeryzowała, ale prosiła, aby lekarz zbadał ją i przepisał odpowiednie leki na przeziębienie.

Teraz wskutek medycznych korowodów jej kuracja zamiast trzech dni trwać będzie trzy tygodnie.

Ona jednak nie krytykuje służby zdrowia, ale prosi o to by się mniej bać. My, jako pacjenci byli, obecni i przyszli wystarczająco się boimy o swoje życie i zdrowie. Jednak strach nie powinien blokować rozsądku i ograniczać udzielania pomocy.

A alergik jak kasłał i kichał, tak będzie to robić nadal. Zlitujcie się kochani nad alergikami i nie traktujcie ich jak zarazy.

Bogumiła Nowak

 

 


Radek Wiśniewski: Sytuacyjna litania o normalności, stanach wyjątkowych oraz jaszczurach

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

kiedy wybory powszechne odwołują i przenoszą kolejne państwa, a premier poukładanej jak ikebana Japonii proponuje przeniesienie igrzysk olimpijskich na za rok, a Jaszczur, który jest zwykłym posłem, mówi że wybory prezydenckie, w Polsce mogą się bezpiecznie odbyć w maju tego roku, pamiętaj, że to nic wyjątkowego, wsio normalno.

 

Kiedy pojawia się wirus, na którego nie ma szczepionki ani leku i okazuje się dwa razy bardziej zaraźliwy niż zwykła grypa a zabija jak wilk, tylko stare i słabe sztuki wiesz, że to nie jest nic wyjątkowego, to normalne.

I kiedy zamykają szkoły, przedszkola, żłobki, teatry, kina, biblioteki, restauracje, puby, domy kultury, filharmonie, księgarnie, centra handlowe na dwa tygodnie, a potem na kolejne dwa tygodnie, wiesz, że to jest stan normalny, a nie wyjątkowy.

A kiedy minister edukacji twojego kraju, mówi, że nauczyciele mają uczyć teraz na odległość, mimo że nie wszyscy są telepatami, jasnowidzami, a co więcej nie wszyscy nauczyciele i uczniowie mają laptopy, oprogramowanie, doświadczenie, ale mają uczyć, bo on tak powiedział, nie myśl, że stało się coś wyjątkowego, bynajmniej, to zupełnie normalne jest.

I kiedy zabraniają zgromadzeń większych niż pięćdziesiąt osób, zamykają granice a każdego, kto wraca z zza granicy wysyłają na dwutygodniową kwarantannę, wiedz, że to jest dowód na to, że wszystko działa normalnie i nie dzieje się nic wyjątkowego.

A potem zabraniają zgromadzeń większych niż dwie osoby, ale msze mogą być do pięciu osób plus ksiądz i ministrant, ale pamiętaj, że to wszystko jest zupełnie normalne i nie ma w tym nic wyjątkowego.

I kiedy wszystkie sklepy, które jeszcze są czynne, apteki, stacje benzynowe wprowadzają płatności wyłącznie kartą i zabraniają w ogóle wejścia albo wpuszczają ludzi pojedynczo, wiedz, że to nie jest stan wyjątkowy, to zupełnie normalne.

I kiedy pracodawca mówi ci, że ty jednak masz przyjmować każdą płatność, także gotówką do ręki, najwyżej sobie ręce potem umyjesz, a on nie drukuje pieniędzy, żeby ci płacić twoją pensję, tylko musisz te pieniądze zarobić – to raczej niech nie wydaje ci się, że to jest moment wyjątkowy w twoim życiu zawodowym, ale stan pełnej normalności.

I kiedy mówisz, żeby ów pracodawca może sam stanął za ladą i pokazał jak dzielnie przyjmować kilka razy dzień gotówkę z ręki do ręki, a potem jak ochoczo myć ręce, a on wrzeszczy do ciebie, żebyś nie przesadzał i żebyś sam dał przykład, wiedz, że jest wszystko w porządku i nie dzieje się nic niezwykłego ani wyjątkowego.

A kiedy ratownik medyczny po całonocnym dyżurze pisze, że:

„Mijający już nocny dyżur pokazał mi jak rozpaczliwie próbujemy kleić rzeczywistość której już skleić się nie da.
To Państwo jest teoretyczne i żaden kurwa pędzel nie pomaluje tych odpadających tynków na kolor pasteli.
Problemem dla tego Państwa jest nawet zwykła pralka, w której moglibyśmy prać swoje skażone uniformy.
Problemem jest łazienka do dekontaminacji. Problemem są środki ochrony osobistej a ludzie za darmo ozonują nam ambulanse.
Państwo o tym nie pomyślało. Po co.
Istotna jest fasada Imperium Orła Białego, a nie jakiś jego fundament.
Kto by się kurwa przejmował fundamentem.”
Wiedz, że nie dzieje się nic szczególnego ani wyjątkowego, ten stan jest całkowicie normalny.

I kiedy zwalniają pielęgniarkę z wieloletnim doświadczeniem, tylko za to, że powiedziała, że nie ma maseczek, kombinezonów, środków dezynfekcji, testów i ludzi, wiedz, że to wszystko normalność jest i nie ma w tym nic wyjątkowego.

I kiedy jest 58, 235, 411, 425, 674, 774, 901 osób zakażonych wirusem na który nie ma leku ani szczepionki, wiedz że to nie jest stan wyjątkowy, to normalność.

I kiedy Jaszczur dla niepoznaki udający szeregowego posła, który nie sprawuje żadnej funkcji publicznej, poza tym, że jest posłem, mówi że nie ma żadnych przeciwskazań do przeprowadzenia wyborów powszechnych, które ze swojej nazwy są powszechne, a równocześnie premier twojego kraju mówi, że trzeba ograniczyć zgromadzenia publiczne do dwóch osób, wiedz, że to nie jest sprzeczne, ale całkowicie spójne i normalne, nie ma podstaw do powiedzenia, że dzieje się coś wyjątkowego

A kiedy wybory powszechne odwołują i przenoszą kolejne państwa, a premier poukładanej jak ikebana Japonii proponuje przeniesienie igrzysk olimpijskich na za rok, a Jaszczur, który jest zwykłym posłem, mówi że wybory prezydenckie, w Polsce mogą się bezpiecznie odbyć w maju tego roku, pamiętaj, że to nic wyjątkowego, wsio normalno.

Tak mówił jeden Gruzin, kiedy pokazywał jak działa zepsuty grzejnik do wody, chociaż po rosyjsku wsio normalno znaczy dobrze, a nie normalnie.

I kiedy w jednym zdaniu marszałek sejmu mówi, że mamy do czynienia, z jakiej sytuacją nie było do stu lat, ale po przecinku wtrąca, że wybory muszą odbyć się normalnie, bo nic takiego się nie dzieje, wiedz, że zepsuł się tylko grzejnik do wody, a to się zdarza raz na sto lat, poza tym jest wszystko normalnie.

Zatem kiedy zdasz sobie sprawę, że zrządzeniem losu rządzi nami partia jaszczurów, a nie ludzi, nie wpadaj w panikę gorszą niż z powodu epidemii wirusa, na którego nie ma szczepionki, to jest zupełnie normalne, nigdy nie było inaczej.

Waran z Komodo. Fot. internet

Patrzyłeś czasem na różne zwierzęta, prawda? I to nie jest ich wina, że są jakie są. Są sobą. Jaszczury też są sobą. Nie nawiązują relacji społecznych, nie dają się oswoić, nie komunikują się, bo mają swój jaszczurzy świat, w którym wszystko jest proste – ciepło, zimno, mięso, krew, padlina.

Zatem to tylko jakiś jaszczur pełznie i będzie pełznąć do władzy bez względu na wszystko. Bo to jego mięso, krew, padlina. Po naszych trupach do swojej nad nami władzy. Nie dziw się temu, to nie jest jego wina, inaczej nie umie, jest po prostu sobą, tak jak wszystkie inne jaszczury z jego stada, które wcale nie jest stadem a jedynie zbiorowiskiem jaszczurów, które zległy jeden na drugim, bo łączy je to samo pragnienie mięsa, krwi, padliny.

I to nie jest nic niezwykłego, to jest zupełnie normalne, wyjątkowe jest tylko to,

że teraz to wyjątkowo

widać.

(to be continued…)

Radek Wiśniewski


Zakaz wychodzenia z domu. Co wolna a czego nie w pytaniach i odpowiedziach

Czy złamaniem obostrzeń jest samodzielne uprawianie sportu na zewnątrz, np. rekreacyjna jazda na rowerze; czy restauracje nadal będą wydawać posiłki na wynos; czy potrzebne jest zaświadczenie od pracodawcy – m.in. na te pytania odpowiada portal gov.pl/koronawirus.

fot. flickr / Some rights reserved

By ograniczać rozprzestrzeniania się koronawirusa wprowadzono nowe zasady bezpieczeństwa. Nie można m.in. się swobodnie przemieszczać poza celami bytowymi, zdrowotnymi, zawodowymi m.in. zakupem jedzenia, lekarstw, dojazdu do pracy czy opieki nad bliskimi.

Na portalu gov.pl/koronawirus znalazły się częste pytania dotyczące zmian wraz z odpowiedziami. Poniżej wybrane z nich.

Do kiedy będą obowiązywać dodatkowe ograniczenia?

Do soboty 11 kwietnia 2020 r.

Dlaczego wprowadzane są dodatkowe ograniczenia?

W Polsce coraz więcej osób jest zarażonych koronawirusem. Wciąż jednak mamy lepszą sytuację niż inne kraje w Europie i na świecie. Podjęta przez polski rząd decyzja o wprowadzeniu dodatkowych ograniczeń ma na celu jak najszybciej zwalczyć koronawirusa w Polsce. Wprowadzenie ograniczeń na wczesnym etapie może pozwolić uniknąć sytuacji z Włoch, czy Hiszpanii.

Czy komunikacja miejska będzie funkcjonować normalnie?

Tak. Nie zostaje zawieszona. Dla bezpieczeństwa pasażerów wprowadzono jednak pewne ograniczenia. Środek publicznego transportu może przewozić, w tym samym czasie, nie więcej osób niż wynosi połowa miejsc siedzących. A więc jeśli miejsc siedzących jest w danym pojeździe 70, to na jego pokładzie może być jednocześnie maksymalnie 35 osób.

Czy przez wprowadzone ograniczenie będę mógł uczestniczyć w nabożeństwie w kościele?

Tylko w zakresie limitu osób. Ograniczenia w przemieszczaniu się nie dotyczą osób, które chcą uczestniczyć w sprawowaniu kultu religijnego. Wprowadzono jednak nowe zasady – na danym terenie lub w danym obiekcie może znajdować się, zarówno wewnątrz i na zewnątrz pomieszczeń, nie więcej niż 5 osób (wyłączając z tego osoby sprawujące posługę).

Jestem rolnikiem. Czy mogę wykonywać swoją pracę normalnie?

Tak. Ograniczenie w przemieszczaniu się nie dotyczy prowadzenia działalności rolniczej, wykonywania pozarolniczej działalności gospodarczej i prac w gospodarstwie rolnym, a także zakupów towarów i usług związanych z tymi aktywnościami (np. zakup nawozów sztucznych przez rolników, czy zakup towarów do sklepu spożywczego prowadzonego przez indywidualnego przedsiębiorcę).

Czy sklepy spożywcze i apteki będą otwarte?

Tak. Nie zamyka się sklepów spożywczych, aptek, banków, pralni i drogerii.

Opiekuję się starszą osobą. Czy przez wprowadzone ograniczenia będę mógł jej pomagać?

Tak. Nadal będzie można pomagać takiej osobie.

Nie mogę pracować zdalnie. Czy mogę przemieszczać się do miejsca pracy?

Tak. Ograniczenia w przemieszczaniu się nie dotyczą pracowników w drodze do i z pracy.

Czy restauracje nadal będą mogły wydawać posiłki na wynos?

Tak nadal będą mogły prowadzić tego typu usługi.

Czy mogę wyjść na spacer do parku lub lasu, wyjść z dziećmi na plac zabaw?

Przepisy odnoszą się do niezbędnych codziennych potrzeb. Do takiej kategorii można zaliczyć spacer czy wyjście do lasu, ale z zachowaniem ograniczeń odległości oraz limitu przemieszczających się osób (maksymalnie dwie osoby, z wyłączeniem rodzin). Zaleca się, aby ograniczać tego typu wyjścia do niezbędnego minimum. Ograniczenia dotyczą natomiast placów zabaw, które są miejscem gromadzenia się różnych osób, a tym samym wysokiego ryzyka zakażenia.

Dojeżdżam do pracy. Czy muszę mieć zaświadczenie od pracodawcy w razie kontroli?

Nie. W przypadku ewentualnej kontroli należy poinformować funkcjonariuszy o celu podróży – czy jedziemy do pracy, czy wracamy z niej, a także miejscu wykonywania obowiązków zawodowych.

Czy złamaniem obostrzeń jest samodzielne uprawianie sportu na zewnątrz, w tym rekreacyjna jazda na rowerze?

Przepisy pozwalają wychodzić z domu m.in. w celu realizacji niezbędnych codziennych potrzeb. Do takiej kategorii można zaliczyć np. jednorazowe wyjście w celach sportowych. Należy jednak pamiętać m.in. o zachowaniu odpowiedniej odległości od innych. (PAP)

Katarzyna Lechowicz-Dyl

koronawirus, aktualne informacje i zalecenia

USA mogą szybko stać się epicentrum pandemii koronawirusa

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podała we wtorek, że ze względu na szybkie rozprzestrzenianie się koronawirusa w tym kraju, USA mogą szybko stać się epicentrum pandemii.

„Obserwujemy, że bardzo przyspieszyło (pojawianie się) nowych przypadków koronawirusa w USA. A więc potencjalnie jest to możliwe”, że Stany Zjednoczone będą epicentrum pandemii Covid-19 – powiedziała rzeczniczka WHO dr Margaret Harris.

Ogólna liczba chorych na Covid-19 w USA, przekroczyła we wtorek rano 42,1 tys. Zmarły 554 osoby.

Harris dodała, że 40 proc. nowych przypadków Covid-19 na świecie odnotowano w ciągu ostatnich 24 godzin w Stanach Zjednoczonych.

WHO dostarczyła 1,5 mln testów na koronawirusa na całym świecie i teraz apeluje do krajów, które mają ograniczone możliwości własnej produkcji takich testów, by przygotowały się na wzrost zachorowań.

Organizacja przytoczyła też najnowsze, bardziej precyzyjne ustalenia naukowców, z których wynika, że okres inkubacji nowego wirusa trwa od trzech do 12 dni.

Według najnowszych danych WHO na świecie potwierdzono blisko 335 tys. przypadków zakażeń, a liczba ofiar śmiertelnych wynosi 14652.

WHO przypomina, że ostatnia wielka pandemia – wirus eboli – trwała dwa lata i spowodowała śmierć 11 tys. osób. Koronawirus, którego epidemia trwa tylko od trzech miesięcy już teraz pochłonął więcej ofiar niż ebola.

Organizacja ostrzega, że jeśli państwa nie wprowadzą bardzo restrykcyjnych środków bezpieczeństwa, to liczba osób zakażonych i ofiar śmiertelnych będzie nadal rosnąć. (PAP)

#koronawirus aktualne informacje i zalecenia

Bogumiła Nowak: Urlop od strachu i paniki

Bogumiła Nowak

Bogumiła Nowak

Nie lekceważę koronawirusa, ale nie wpadam panikę. Strach osłabia siłę i wolę walki. Tylko rozsądek jest ważny i higiena. Uciekać trzeba umieć. Nie w panice, ale w spokoju, z rozwagą, tworząc sobie własny, bezpieczny świat. Nawet ograniczając czasem dostęp przykrych wiadomości. Lepiej brać tylko to, co dobre.

 

Ostatni weekend był czasem, kiedy zapragnęłam uwolnić się od wszelkich obsesji, przerażenia, a przede wszystkim wirusowej paniki. I złych emocji. Był czasem filtrowania umysłu i zanurzenia się w komforcie zapomnienia o tu i teraz. Ucieczką od grozy epidemii.

To nie pierwszy raz w życiu, kiedy uciekam i zamykam się przed otaczającym mnie światem w izolacji od nieszczęść. Takich ucieczek miałam kilka w życiu. Pierwszą przeżyłam w dzieciństwie, kiedy nagle musiałam wybierać, czy chcę być tu i teraz.

Trafiłam wtedy do prewentorium (takiej lżejszej formy sanatorium) jako 9-latka, słaba i mało odporna fizycznie. Miałam stać się zdrowsza i silniejsza. Ale to, co przeżyłam tam było dla mnie horrorem. To był jakiś obóz tresowanych zwierzątek. Dryl niemal wojskowy. Wszystko na komendę. Do dziś na wspomnienie tego mam dreszcze.

Najkoszmarniejsze jednak było wmuszanie mi zjedzenia obrzydliwej zupy mlecznej z rozgotowanym ryżem. Opiekunka grupy ładowała mi siłą łyżkę za łyżką. Do czasu. W pewnym momencie mój organizm nie wytrzymał i puściłam pawia na całą salę. Takiego iście filmowego. Wybiegłam z sali i po drodze jeszcze trzy razy zapaskudziłam otoczenie. W kolejne dni już nie zmuszali we mnie niczego. Ta ucieczka była skuteczna.

Aż pewnego dnia, niespełna tydzień po przyjeździe pojawiła się kolejna szansa ucieczki z tej katowni. Po prostu okazało się, że jest nas w tym prewentorium za dużo i część może się przenieść. Chętni mogli się zgłosić. No, więc się zgłosiłam ja i poznana wtedy moja, nowa przyjaciółka Gosia. Trafiliśmy w lepsze i dużo ładniejsze miejsce, do Karpacza. Rodzice zostali powiadomieni, że zmieniliśmy miejsce pobytu. Byłam szczęśliwa i odkryłam, że można żyć jak w bajce. Bez przymusu, poznając ciekawych ludzi.

Mieszkaliśmy w starym pałacyku. Wycieczki, spacery po okolicy i wiele swobody. Można było w samopas włóczyć się po okolicy. Ta ucieczka była najpiękniejsza. Pokazał mi, że nic nie musi być przymusem i że bunt się opłaca.

Następna ucieczka miała inny wymiar i była już w szkole średniej. Nie radziłam sobie wtedy z przedmiotami takimi jak fizyka i chemia. To jakiś paradoks, bo moja mama była chemikiem. Jedyna w rodzinie okazałam się zdeklarowanym humanistą… Nawet moje bratanice mają upodobania do ścisłych przedmiotów. A ja nie. Do dziś mam problemy z tabliczką mnożenia. Od dzieciństwa nie mogę się z tym uporać i liczę na palcach lub malując kreski.

Wtedy ogólniaku trafiłam do klasy ogólnej, co okazało się dla mnie przekleństwem. Klasa humanistyczna miała mniej przedmiotów ścisłych. Zaś matematyczno-przyrodnicza ich nadmiar. Natomiast ogólna musiała być jakbym to nazwała unisex, czyli perfekt na wszystkie strony. Nie dawałam rady z fizyką i matmą. A będąc osobą ambitną musiałam dać sobie radę i nie mieć dwój. Stres na lekcjach mnie zżerał. Nie dawałam rady.

Ratunkiem były popularne wtedy tabletki uspokajające. To była ucieczka od strachu. Zaczęło się niewinnie. Jedna, dwie, trzy… ale pomagało. Szło mi lepiej. Dawki jednak rosły. Potem nie starczało opakowania na jeden dzień. I tabletki przestały pomagać. Sięgnęłam po silniejsze środki. W końcu ładowałam w siebie garściami… Na lekcjach dawałam jeszcze radę, ale po przyjściu do domu padałam. Bywało, że nie dałam rady zjeść obiadu i zasypiałam. Trwało to pół roku.

W końcu dotarło do moich rodziców i nauczycieli, że coś się ze mną nie tak. Lekarz zaprzyjaźniony z moimi rodzicami wziął mnie na tygodniową terapię. To była walka z uzależnieniem. Może nie takim jak narkomania, ale podobnym.

Wpierw ucieczka od strachu, a potem od lekomanii. To doświadczenie pokazało mi, że mam w sobie nieposkromioną siłę. Już nigdy nic nie stanęło mi na drodze. Nigdy nie uległam pokusie uzależnienia się od czegokolwiek. Ta ucieczka nauczyła mnie tego, że jestem niemal bogiem i że to, co sobie wyznaczę osiągnę.

Od tego czasu moje ucieczki były raczej wyborem niż koniecznością. No, może poza jedną, kiedy uciekałam z Bałkanów ogarniętych wojną. To jednak też był świadomy wybór, by wrócić do domu i nie czekać na rozwój wypadków.

Trudno było, bowiem przewidzieć jak potoczą się wydarzenia. Uciekanie nie było łatwe. Nie dało się bezkarnie przejść z południa ówczesnej Jugosławii – Czarnogóry – na północ, do granicy węgierskiej.

Droga, którą można było jedynie pokonać pieszo trwała ponad trzy tygodnie. Tygodnie pełne strachu przez zniszczony kraj, spalone wsie i z obawą, czy uda się ujść cało przed grasującymi wokół paramilitarnymi oddziałami. Najtrudniejsza to była ucieczka. Nawet w stanie wojennym w Polsce tak się nie bałam, jak wtedy w Jugosławii. Gdy trafiłam na granicę węgierską i do pociągu jadącego do Polski byłam szczęśliwa. W końcu to była wielka i udana ucieczka.

A teraz jak uciec od pandemii. To największe wyzwanie w życiu. Jednak stwierdziłam, że chyba jestem specjalistą od ucieczek… Tych mniejszych i tych większych.

Zawsze w życiu jak mi coś nie pasowało, to uciekałam i wybierałam wygodniejszą dla mnie opcję.

Od koronawirusa też mogę uciec. Oczywiście jak to wroga nie można go lekceważyć, ale wybrać opcje, by go nie spotkać przypadkiem. Jednak samo unikanie to za mało. Przynajmniej tak uważam.

Trzeba znaleźć opcję, by stworzyć sobie enklawę wolną od strachu i paniki. I nad tym właśnie pracowałam w miniony weekend. Nad wypracowaniem wolnej strefy od koronawirusa. Nad poczuciem własnego bezpieczeństwa i siły.

To konieczny element w walce. Strach i obawa przed zarażeniem jest czynnikiem, jak twierdzą wirusolodzy, osłabiającym własną odporność organizmu.

Tu przypomina mi się jeden znajomy, który całe życie bał się HIV/AIDS. Miał wprost psychozę na tym punkcie. I co? Został HIV-pozytywnym. Po wypadku trafił do szpitala, a tam podano mu zakażoną krew. Wtedy na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku niezbyt zwracano uwagę na krwiodawców. Nikomu nie przyszło do głowy, że wystarczy kropla skażonej krwi. To był jego dramat życiowy. Powiedział wtedy: „Ty olewałaś wszystko i nie bałaś się, ja drżałem na każdy kontakt. Nawet bałem się podać rękę. Ty jesteś zdrowa, a ja mam AIDS”, którego zawsze się bałem. Czy to nie ironia losu”

Stąd też nie lekceważę koronawirusa, ale nie wpadam panikę. Strach osłabia siłę i wolę walki. Tylko rozsądek jest ważny i higiena. Uciekać trzeba umieć. Nie w panice, ale w spokoju, z rozwagą, tworząc sobie własny, bezpieczny świat. Nawet ograniczając czasem dostęp przykrych wiadomości. Lepiej brać tylko to, co dobre. Więc mój ostatni weekend był wyłącznie skazaniem na dobre wiadomości.

Bogumiła Nowak

 

 


Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 24.03.2020r. – wtorek

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Rząd decyduje o kolejnych ograniczeniach związanych z wprowadzonym stanem epidemii. Morawiecki zauważa, że obostrzenia „nie wpływają na termin wyborów”. Twierdzi, że celem obecnych działań jest powrót do – jak się wyraził – „NOWEJ NORMALNOŚCI”, Czy NOWA NORMALNOŚĆ Morawieckiego to wybrać Dudę na kolejną kadencję w celu zaspokojenia chorych i wampirycznych pragnień Kaczyńskiego?

 

Rząd decyduje o kolejnych ograniczeniach związanych z wprowadzonym stanem epidemii. Tym razem będzie to zakaz zgromadzeń powyżej dwóch osób oraz ograniczenia w podróżowaniu. W przygotowywanym rozporządzeniu mowa będzie o zakazie wychodzenia z domu poza sytuacjami koniecznymi – jak wyjście do pracy, apteki, sklepu. Mamy się nie gromadzić. Unikamy tłoku. Taki ten rząd ma pomysł.

W tekście, który czytam brak wyraźnych instrukcji dotyczących „zakazu przemieszczania się”. Minister Szumowski deklaruje, że chodzi o „radykalne ograniczenie kontaktów międzyludzkich”. Żyjemy w epoce mediów społecznościowych. Chciałoby się powiedzieć, że ten proces rozpoczął się już jakiś czas temu. Żart. Może głupi.

Dużo ciekawsze z punktu widzenia zdrowia psychicznego są wypowiedzi Morawieckiego.

Z jednej strony, rząd zaostrza i „radykalnie ogranicza kontakty społeczne”, z drugiej – Morawiecki zauważa, że obostrzenia „nie wpływają na termin wyborów”. Twierdzi, że celem obecnych działań jest powrót do – jak się wyraził – „NOWEJ NORMALNOŚCI”, która pozwoli na przeprowadzenie wyborów w przewidzianym terminie.

Podoba mi się to pojęcie – NOWA NORMALNOŚĆ. Cóż może oznaczać ta konstrukcja myślowa wobec poczynań rządu.

Czy NOWA NORMALNOŚĆ Morawieckiego to wybory w czasie pandemii?

Czy NOWA NORMALNOŚĆ Morawieckiego to opanowanie epidemii w kilka tygodni tylko po to, żeby wszystko zaczęło się od nowa, kiedy Polska ruszy do wyborów wybrać Dudę na kolejną kadencję w celu zaspokojenia (w każdym znaczeniu tego słowa) chorych i wampirycznych pragnień Kaczyńskiego?

Czy NOWA NORMALNOŚĆ Morawieckiego, to państwo, w którym na ulicy nie może przystanąć więcej niż dwie osoby, państwo, w którym nie można pójść ze znajomymi do restauracji, napić się piwa, albo kawy w pubie, państwo, w którym urzędy nie przyjmują interesantów, w sądach nie odbywają się rozprawy, nie można pójść do fryzjera i kosmetyczki, a dentysta nie zrobi nam okresowego przeglądu uzębienia, ponieważ panuje stan epidemii, tymczasem NOWA NORMALNOŚĆ Morawickiego to możliwość wzięcia udziału w powszechnych wyborach prezydenckich milionów, milionów Polek i Polaków, z których każdy może być potencjalnie zarażony, przechodzić COVID bezobjawowo, albo po prostu iść do wyborów wypluwając płuca?

A może NOWA NORMALNOŚĆ, której tak pragnie Morawiecki i jego rząd to państwo, w którym los przedsiębiorców wisiał będzie na włosku „pańskiej” łaski rządu, los pracowników (szczególnie tych w sektorze prywatnym) wisiał będzie na włosku „pańskiej” łaski ich cudem ocalonych przed bankructwem pracodawców, wdzięcznych państwu i NOWEJ NORMALNOŚCI Morawieckiego, za udzieloną pomoc, która przynajmniej przez jakiś czas pozwoli im jeszcze utrzymać się na powierzchni?

Może NOWA NORMALNOŚĆ, która bardziej nam grozi niż się nam należy to jest Polska zarządzana dekretami i rozporządzeniami rządu złożonego z katolickich fundamentalistów, którzy wykorzystując strach i niepewność oraz trudne położenie ekonomiczne większości społeczeństwa (wszystko przed nami) urządzą sobie tutaj taką „normalność”, o jakiej wspólnie z biskupami marzyli przez lata, a teraz mają to na wyciągnięcie ręki? Ponieważ nawet w tej sytuacji nie przestają robić polityki, na co wskazuje upieranie się przy decyzji o majowych wyborach, która jest niczym innym jak narażeniem państwa na katastrofę, której konsekwencje mogą przebić najczarniejsze prognozy.

Ale najwyraźniej miś poczuł miodek i teraz zdobędzie ten miodek, choćby miał wyrżnąć w pień Stumilowy Las. Tak to widzę.

Boję się tej NOWEJ NORMALNOŚCI Morawieckiego dużo bardziej niż COVID-19.

Marcin Zegadło

 

 


Adam Mazguła: Jarosław Kaczyński potrzebuje trupiego paliwa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Nie zawodzi Pan, jedzie na trupim paliwie, żyje grając strachem, zachowuje się pan jak pasożyt śmierci. Ukradł Pan pamięć Katynia dla swojej gry na trupach. Zniszczył Pan kraj, zadłużył, rozbił jedność narodową, podzielił i skłócił Polaków. Z oszustwa zrobił Pan oręż, a z mediów siłę agresji propagandowej. Z ludzi ułaskawionych zrobił Pan ministrów, a z komunistycznych aktywistów stanu wojennego sędziów pseudo Trybunału Konstytucyjnego.

 

Panie Jarosławie Kaczyński,

nie zawodzi Pan, jedzie na trupim paliwie i produkuje ten jad narodowy na skalę przemysłową. Zastanawiam się, kogo może reprezentować taki katolicki i bogobojny skarb ochraniany przez dziesiątki agentów w jednym czasie.

Kompletnie by mnie to nie interesowało, gdyby nie ostatnie Pańskie wystąpienie medialne po wyjściu ze schronu i wizycie na Wawelu. Nawet wtedy uznałbym, że pisanie do Pana to strata czasu, gdyby nie to, że Pan znowu wypowiedział złote myśli godne męża stanu.

Poczułem, jak głęboko osadzone są one w oczekiwania społeczne, jak trafione w czasie i głęboko słuszne. Chodzi mi, o zapowiedz wyborów, Pańskie zatroskanie o zagrożenie koronawirusem w Polsce i uznanie dla lekarzy „z opozycji”.

Aby jednak zrozumieć w pełni Pana paliwo życiowe, chciałbym prześledzić to zagadkowe życie.

Panie J. Kaczyński,

to zrozumiałe, że nie miał Pan na to wpływu, ale urodził się Pan w rodzinie komunistycznych morderców Polaków.

Nie chodzi mi o rodziców, ale wujków, którzy troszczyli się o małych Kaczyńskich tak bardzo, że odebrano willę rodzinie bohatera walki z bolszewizmem i przydzielono rodzinie przyszłych bohaterów narodowych.

Tak wyrastał Pan w atmosferze złotego dziecka, gwiazdy filmowej obeznanej z terrorem, jaki wujkowie czynili w Polsce. Nawet gdy noga się podwinęła w szkole, można było liczyć na wuja i ominąć klasę idąc dalej ku karierze. Protektorat był wszechstronny.

W wojsku robiono z ofiar mężczyzn, ale Pan nie służył, bo…? Widocznie uznał Pan, że nie jest przeznaczony do walki w obronie ojczyzny, a do wykorzystywania śmierci.

O Pańskiej maturze i magisterce cicho w źródłach, ale doktorat znowu bolszewicki. Potem przyszły czasy tajnych współpracowników służb bezpieczeństwa i przeczytałem coś o „Balbinie”.

Jednak wróćmy do tematu.

Samotnie krocząc przez życie, człowiek normalny nie jest szczęśliwy. Nie pokocha się z żoną, nie przytuli dziecka, nie nauczy syna grać w piłkę i jeździć na rowerze. Nie przeżywa jego pierwszej randki i pracy. Nie pomaga się stanąć mu na nogi w samodzielnym życiu.

Samotnie można jednak rozmyślać o tym, co przeminęło, co się straciło, czego się nie przeżyło i kto jest temu winny. Można się żywić nienawiścią i obmyślać plany zniszczenia ludzi szczęśliwych i normalnych.

Samemu też trudno czegoś dokonać, więc poszukał Pan sobie podobnych, sfrustrowanych i mało odpowiedzialnych ludzi. Takich, których można przekupić, albo dowartościować ich ułomność pozycją społeczną. Oni umieją dziękować i są najwierniejsi. Dorzucił Pan do tego wiarę w cokolwiek, na przykład w zamach smoleński i partia gotowa. Potem należy wmówić Polakom, że wszyscy kradną, reprezentują obce interesy i jedynym uczciwym jest Polak-katolik, biedny, zawsze okradany i nieszczęśliwy życiowo. Przykład stanowi fajtłapowaty dziadunio, który jest prezesem wszelkiej mocy.

Do pełnego sukcesu wyborczego potrzebna jest jeszcze emocja, tragedia, zagrożenie i zaangażowanie Boga. Takie wymagania gwarantuje śmierć i strach.

Panie Jarosławie Kaczyński,

żyje Pan, grając strachem i śmiercią.

Kiedy trzeba było mocnego przekazu medialnego, że walczy Pan z mafią węglową, wysłał Pan umyślnych do Barbary Blidy, którzy po robocie zmienili ubrania, posprzątali i wyszli, twierdząc, że popełniła samobójstwo. Jednak przekaz do mas parafialnych był taki, że walczy Pan z mafią, a winni tak się boją, że wolą siebie uśmiercić niż oddać się w ręce Pańskich „prawych i sprawiedliwych”.

W niewyjaśnionych okolicznościach zginęło bardzo wiele osób i dziwnym sposobem, wszystkie niosły jakiś przekaz dla parafian.
Andrzej Lepper, by nikt nie zaglądał władzy na ręce. Gen. Sławomir Petelicki, czy płk Sławomir Berdychowski, by wiadomo było, że to partia kieruje siłami specjalnymi i aby nie było wątpliwości, mianowano niespełniającego wymogów dowódcy, ale wiernego „Pontona”.

Igor Stachowiak został zamordowany na komisariacie, aby policjanci wierzyli w swoją bezkarność, dopóki służą partii…

Katastrofa smoleńska była wynikiem skandalicznych zaniedbań i bałaganu wokół Pana. Chciał Pan wykorzystać tragiczną śmierć polskich oficerów w Katyniu i innych miejscach kaźni do kampanii wyborczej na prezydenta. Jednak tę tragedię dało się wygrać na wiele szerszy sposób. Po kilku dniach autentycznej żałoby narodowej zaatakował Pan swoich przeciwników politycznych, oskarżając o zamach. Potem, o współpracę z obcymi mocarstwami, o niedopełnienie obowiązków wszystkich, tylko nie swoich, Sasina i Dudy.

Ukradł Pan pamięć Katynia dla swojej gry na trupach, bo niewielu już wspomina tysięcy oficerów zamordowanych, bo służyli Polsce, tylko smoleńską kompromitację. Dowodem jest fakt, że nigdy, żaden Kaczyński, przed czy po katastrofie, nigdy nie był w Katyniu.

Oszustwo smoleńskie pozwoliło napełnić kieszenie i konta swoim, zaszczuwać przeciwników politycznych ciągle nowymi „rewelacjami” A. Macierewicza i atakować propagandowo ciągle nowymi kłamstwami. Jak brakowało paliwa, to zaczęto ekshumacje, wbrew logice i woli wielu rodzin.

Panie J. Kaczyński, żywi się pan politycznie śmiercią.

Stworzył Pan partyjną machinę nienawiści i zaangażował do niej ministerstwa, telewizję, radio, czasopisma, Internet… Atak taki przeżyłem i ja, kiedy zaszczuwał mnie Pan bezczelnymi kłamstwami we wszystkich mediach. Wiem jak to podła pańska broń. Jednak od Pańskiej nienawiści i produkcji jadu narodowego zginął w sposób pokazowy i zastraszający samorządowców i wspierających WOŚP, Paweł Adamowicz. Teraz prokuratura robi wszystko, aby w społeczeństwie przebiła się myśl, że i mordercę nie spotka kara, bo postępował, jak politycznie od niego oczekiwano.

Jak na zawołanie, popełniają w nieprawdopodobny sposób samobójstwa podejrzani i zatrzymani, którzy znają fakty z afer PiS-u.

W więzieniach partyjnej władzy nawet mistrz pięściarski wiesza się z pozycji poziomej i traci życie. Teraz wszyscy wiedzą, że nie wolno zeznawać przeciwko Pańskim koleżankom i kolegom. Tę samą myśl niosą ze sobą wspierani przez policje faszyści, organizując marsze nienawiści. Pan kazał szkalować ludzi, którzy przeciwko temu protestują.

Jest tolerancja dla wieszania symbolicznego na szubienicach, dla palenia kukieł osób ważnych lub innej narodowości. Atakuje się brutalnie spotkania KOD-u, osób LGBT, samorządów (gdzie nie rządzi PiS), prawników i ich organizacje samorządowe, ludzi odmiennych rasowo. Jednocześnie umarza się śledztwa przeciwko takiej „pożądanej” agresji. Nie wszczyna się postępowań wobec sprawców gigantycznych afer, gdzie są zamieszani członkowie kierownictwa PiS, a jest takich setki.

Zniszczył Pan służbę zdrowia i doprowadził do nadmiernych śmierci 40 tys. Polaków rocznie. Zdemolował Pan lasy i parki narodowe, powietrze, którym oddychamy i zniszczył perspektywę budowy alternatywnych źródeł energii. Stworzył Pan modę na mordowanie bez opamiętania dziko żyjących zwierząt.

Panie J. Kaczyński,

zachowuje się pan jak pasożyt śmierci i dewastacji, a ten wirus jest jak dar. Atak po władzę na trupach to dla Pana idealna i już przerabiana sytuacja. Na początek zabrał Pan prawa obywatelskie zwykłą ustawą.

Każdą deklarowaną chęć współpracy z Pana partią polityczną w walce z pandemią, traktuje Pan nie jak wspólną odpowiedzialność za obywateli naszego kraju, ale jak oznakę słabości opozycji.

Panie J. Kaczyński,

zniszczył Pan kraj, zadłużył, rozbił jedność narodową, podzielił i skłócił Polaków. Wywyższył Pan haniebne słowo – kłamstwo, do roli pozytywnej i pożądanej. Z oszustwa zrobił Pan oręż, a z mediów siłę agresji propagandowej. Z ludzi ułaskawionych zrobił Pan ministrów, z P. Jakiego zrobił Pan w 3 miesiące doktora nauk wojskowych z więziennictwa w lotniczym systemie obrony kraju, a z komunistycznych aktywistów stanu wojennego sędziów pseudo Trybunału Konstytucyjnego.

Robi Pan wodę z mózgu parafialnej większości i chce panować przy pomocy kolejnej pożywki śmierci. Tym razem kosztem ofiar koronawirusa.

Jest wszechobecna śmierć, jest zbawca, jest wiara i władza, która utrwali tę świętość. Brakuje tylko krzyża, narzędzia śmierci, ale i ten brak jakoś się uzupełni. Naród już krzyczy – „Jarosław, Polskę zbaw!”

Każdy normalny mąż stanu, wzniósłby się dzisiaj na wyżyny aktywności, budując solidarność ludzi we wspólnej walce z zagrożeniem. Dla Pana w tej sytuacji ważniejsze jest ogranie naiwnych.

Nie widzi Pan, jaki jest podły i nieprzystosowany do normalnego życia?

Brzydzę się nie tylko Panem, ale i całą rzeszą Pańskich zwolenników gloryfikacji ciemnoty i śmierci.

Pozostaję jednak w nadziei, że oprócz umiłowania nienawiści i śmierci, zostało coś jeszcze z Pańskiego ludzkiego odruchu miłości.

Adam Mazguła

 

 


Koronawirus (COVID-19) w Polsce. Przewidywania: 9 tyś. zakażeń, zahamowanie – od ok. 15 kwietnia

Liczba osób zakażonych w Polsce może wynieść około 9 tys. i powinna zostać osiągnięta około 20 kwietnia 2020 r. – prognozuje ExMetrix. Od około 15-20 kwietnia powinno nastąpić wyraźne zahamowanie – przewidują eksperci firmy zajmującej się prognozowaniem gospodarczym i społecznym.

Czas trwania epidemii w Polsce może być nieco dłuższy, niż w Chinach. Z przesłanego PAP modelu prognostycznego, opracowanego przez spółkę ExMetrix – wynika, że liczba osób zarażonych w Polsce może wynieść około 9 tys. Poziom ten powinien zostać osiągnięty do ok. 20 kwietnia 2020 r.

Główny analityk firmy Ryszard Łukoś twierdzi, że od pierwszego zanotowanego przypadku do osiągnięcia maksimum upłynie u nas prawdopodobnie ok. 48 dni. W Chinach było to ok. 40 dni. Najszybszy przyrost osób zakażonych może wynieść około 400 na dobę, co nastąpi w okresie od 28 marca do 8 kwietnia (między 25 a 35 dniem epidemii).

Po 8 kwietnia liczba zachorowań powinna rosnąć wolniej, zaś bardzo wyraźne zahamowanie powinno być widoczne około 15 kwietnia.

Budując model przebiegu epidemii w Polsce – podkreśla specjalista – analizie poddano jej przebieg w krajach, w których COVID-19 rozwinął się już wcześniej – w Chinach, Korei Południowej, Japonii i niektórych krajach europejskich.

W opracowanym modelu przebiegu epidemii wirusa uwzględniono dotychczasowy przebieg pandemii w wielu krajach. Brano pod uwagę: czynniki meteorologiczne, stan opieki zdrowotnej w danym kraju i kondycji zdrowotnej społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem czynników ryzyka takich jak choroby onkologiczne, kardiologiczne, cukrzyca i otyłość. Ponadto strukturę demograficzną społeczeństwa (ze szczególnym uwzględnieniem ludzi w podeszłym wieku) oraz poziom restrykcji stosowanych przez władze i przestrzeganie ich przez obywateli.

Ryszard Łukoś zaznacza, że model prognostyczny opracowano z wykorzystaniem ztucznej inteligencji (sieci neuronowe).

– Założyliśmy – podkreśla – że statystyki w krajach dotkniętych COVID-19 nie były zatajane ani sztucznie modyfikowane.

Źródłem danych o liczbie zakażeń była amerykańska uczelnia Johns Hopkins University. Wykorzystano także dane OECD i Banku Światowego.

– W miarę rozwoju sytuacji i napływu nowych danych, szczególnie z krajów, gdzie epidemia zaczęła się wcześniej niż w Polsce, będziemy aktualizować model oraz uwzględniać wszelkie dodatkowe informacje aby był on możliwie najbardziej precyzyjny – podkreśla Ryszard Łukoś. (PAP)

Po 8 kwietnia liczba zachorowań powinna rosnąć wolniej, zaś bardzo wyraźne zahamowanie powinno być widoczne około 15 kwietnia

Rząd wprowadza zakaz wychodzenia z domu poza naprawdę potrzebnymi sytuacjami

W rozporządzeniu będzie obowiązywał zakaz wychodzenia z domu poza naprawdę potrzebnymi sytuacjami: kiedy idziemy do pracy, sklepu, apteki, lekarza, wyprowadzamy psa – zapowiedział we wtorek minister zdrowia, Łukasz Szumowski.

Podczas konferencji prasowej Szumowski podkreślił, że doświadczenia z innych krajów pokazują, że umiarkowane ograniczenie kontaktów międzyludzkich może prowadzić do przesunięcia fali zachorowań.

– Jeśli nie ograniczymy tych kontaktów do maksimum, nie ograniczymy liczby chorych, nie uratujemy ludzkich żyć – stwierdził.

Dodał, że zdaje sobie sprawę, że ludzie są już zmęczeni dotychczasowymi ograniczeniami. – Tym bardziej chciałbym was prosić o jeszcze większy wysiłek we wspólnym działaniu, by ograniczyć wirusa – zaapelował.

„Zostańmy w domu” wprowadzamy teraz praktycznie w życie. W rozporządzeniu będzie obowiązywał zakaz wychodzenia z domu poza naprawdę potrzebnymi sytuacjami: kiedy idziemy do pracy, sklepu, apteki, do lekarza – choć starajmy się dzwonić do lekarza, a nie iść do przychodni. Również takie sytuacje niezbędne, jak wyprowadzenie psa, przejście się – poinformował. (PAP)

Karolina Mózgowiec