Chiny utajniały informacje o COVID-19?

Władze ChRL uczyniły wszystko, co w ich mocy, aby zataić wszelkie informacje o rozprzestrzenianiu się COVID-19 – powiedziała ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, która w poniedziałek dla portalu Onet skomentowała reakcję Chin na epidemię koronawirusa.

– Władze ChRL uczyniły wszystko, co w ich mocy, aby zataić wszelkie informacje o ozprzestrzenianiu się COVID-19. Nawet wówczas, gdy chińscy lekarze w bohaterski sposób starali się ratować życie dziesiątkom, setkom, a następnie tysiącom chorych – napisała dla Onetu Georgette Mosbacher. Przypomniała etapy rozprzestrzeniania się koronawirusa od wybuchu epidemii, do którego doszło w grudniu ub.r. w mieście Wuhan w prowincji Hubei.

– Lekarze, którzy znaleźli się na pierwszej linii frontu, gorączkowo próbowali leczyć pierwszych pacjentów, informując jednocześnie władze prowincji i przedstawicieli rządu ChRL o pojawieniu się nowego wirusa o „charakterystyce przypominającej wirus SARS”. Na Chinach spoczywała szczególna odpowiedzialność, by zachować pełną transparentność w sprawie tego, co wiedzieli eksperci w tym kraju” – podkreśliła amerykańska ambasador.

– Już na początku stycznia chińskie władze nakazały zniszczenie próbek wirusa – stwierdziła. W ocenie Mosbacher, władze chińskie aktywnie cenzurowały i karały „tych odważnych Chińczyków, którzy próbowali powiedzieć prawdę”.

– W miarę gdy mijały cenne tygodnie, a powaga sytuacji stawała się oczywista, przedstawiciele Chińskiej Republiki Ludowej czynili szeroko zakrojone przygotowania w celu ochrony własnej ludności. Równocześnie jedynie wybiórczo dzielili się informacjami, takimi jak genetyczna sekwencja wirusa. Stosowali obstrukcję wobec międzynarodowych organów ochrony zdrowia, które oferowały pomoc, zwracały się o dostęp i zabiegały o uzyskanie dalszych informacji. Gdyby te same władze postąpiły właściwie i na czas zaalarmowały o tej chorobie, Chiny – a także cała reszta świata, w tym Polska – mogłyby uniknąć jej negatywnego wpływu na naszą ludność. Chińczycy wiedzą, że winę za tę pandemię ponosi ich rząd – dodała Mosbacher.

Podała też, że rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chińskiej Republiki Ludowej wysunął – jak napisała – „fałszywe oskarżenia wobec Stanów Zjednoczonych w kontekście wirusa SARS-CoV-2”.

Ambasador USA w Polsce zaapelowała, żeby podwoić wysiłki „na rzecz współpracy i szybkiego oraz transparentnego dzielenia się prawdziwymi informacjami o chorobie wywoływanej przez tego wirusa”. Zwróciła uwagę, że w Polsce rząd USA niesie pomoc obywatelom amerykańskim w powrocie do domu, a ambasada i konsulat USA w Polsce pracują nad usprawnieniem pilnych podróży dzieci, które wymagają ratującej życie opieki medycznej w Stanach Zjednoczonych.

Przypomniała też, że Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków współpracuje z Europejską Agencją Leków w celu usprawnienia procedur regulacyjnych dotyczących wytworzenia szczepionki oraz że USA są światowym liderem w zakresie pomocy w dziedzinie zdrowia publicznego.

„Nie miejmy żadnych wątpliwości: bohaterami tej historii są lekarze i pielęgniarki – wielu spośród których przebywa w Chinach – którzy ryzykują życie, aby powstrzymać tę straszliwą chorobę i ostrzec świat przed wiążącymi się z nią zagrożeniami. Konieczna jest swobodna cyrkulacja rzetelnych informacji – zwłaszcza w trakcie kryzysów. Obowiązkiem rządu jest ratowanie życia, a nie ratowanie twarzy” – podsumowała Mosbacher. (PAP)

Władze ChRL uczyniły wszystko, aby zataić informacje o rozprzestrzenianiu się COVID-19. już na początku stycznia  nakazały zniszczenie próbek wirusa

Radek Wiśniewski: O zdumiewających obrotach rzeczy i świata

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

Jak się czuje nasz minister edukacji, premier, minister Szumowski, cała grupa trzymająca władzę, kiedy okazuje się, że chronić dupę mają ci, którymi pogardzali. W czasie kiedy lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, nauczyciele domagali się godności dla swoich zawodów byli łaskawi sobie w najlepszym razie urządzać podśmiechujki. Ludzie bijący brawo na balkonach. Być może ci sami, którzy rok temu pisali o nierobach, obibokach, totalnej opozycji, sorosowych srebrnikach.

 

„Agencja Rezerw Materiałowych (ARM) jest wyposażona we wszystkie środki ochrony osobistej i leki na wypadek jakiejkolwiek epidemii”
(Minister Zdrowia Łukasz Szumowski w końcu lutego 2020)

„Pomóżcie nam. Nie mamy rękawiczek, maseczek, kombinezonów, płynów odkażających oraz pieniędzy, aby te środki kupić”.
(Szpital w Nowym Mieście nad Pilicą w połowie marca 2020)

„Nie bądź głupi, trzymaj odległość, nie daj się zabić”
(Droga Polskich saperów, Monte Cassino 1944)

Przepraszam, wiem, że miałem już zająć się uspakajaniem samego siebie przez snucie wspomnienia o Franku z Lipnicy, o Nietoperzu z Kurdwanowa (wiem, że z Lublina, ale taka moja licencia). Miały być ćwiczenia z pamięci epizodycznej. Ale pisanie to zen, jak napisał kiedyś psycholog-behawiorysta Friderick Skinner. Kiedy zaczynasz nie wiesz gdzie cię poprowadzi. I to napisał naukowiec o pisaniu artykułów naukowych a co dopiero ja skromny hurtownik zdarzeń.

Miałem w życiu kilka przygód intelektualnych, momentów dziejowych, które bardzo lubiłem, kiedy mózg mi parował z wysiłku i fizycznie czułem jak neurony z wielkim wysiłkiem wypuszczają do siebie nowe wpustki, łapki i chwytają się z całych sił, i potrząsają, i ściskają się, aż z tego wszystkie wyrastają im nowe wypustki i nowe.

Jedną z takich przygód były studia podyplomowe w Kanadzie. W czasach kiedy masa ludzi jako część swoich studiów dziennych ma zajęcia w obcych językach, wyjeżdża to tu, to ta, to może nie brzmi jakoś szalenie atrakcyjnie, ale tak byłem na podyplomowych z mediacji i negocjacji w Kanadzie i musiałem się ustawić na studiowanie, pisanie prac po angielsku, odpowiadania, ćwiczenie, dyskutowanie.

Na studiach byli ludzie bardzo dobrze ustawieni w swoich zawodach, ich firmy agencje rządowe. Byłem jedynym, za którego z dużym wysiłkiem płaci jego rodzina, a konkretnie ojciec.

I w jakimś momencie na jakimś kursie kobieta opowiadała o tym jak nie należy negocjować/mediować, jak się kładzie próbę rozwiązania konfliktu i jakie tego są przyczyny. Poczułem jak rzadko, że mogę moim znajomym Kanadyjczykom coś opowiedzieć. I niepewnie, ważąc słowa opowiedziałem im o powodzi 1997 roku.

Woda szła na Wrocław, mówiłem, miasto liczące kilkaset tysięcy ludzi. Nie było szansy, żeby Wrocław uratować innej jak tylko wysadzić wały powodziowe przed miastem co spowodowałoby spłaszczenie fali powodziowej. Wiadomo było nawet gdzie te wały władza chciała wysadzić, bo w nocy pojawili się saperzy, śmigłowce i to było zaraz obok domów ludzi, którym nikt, nic nie powiedział, że zostaną poświęceni w imię wyższej konieczności. Trudno się dziwić, że ludzie się wkurwili i wyszli na te wały, żeby zablokować wysadzenie. I w dupie mieli wielki Wrocław za plecami skoro chodziło o ich domy. Kto da wysadzić własny dom, żeby inni mieli dom? No dobra, zalać kontrolowaną, lub nie falą powodziową.

Kanadyjczycy cały czas na mnie patrzyli i słuchali, ale patrzyli i słuchali jakoś tak, jakby nie rozumieli co do nich mówię.

Potem, opowiadałem, wytworzyła się sytuacja patowa. Bo woda płynęła, ludzie stali na wałach, czas mijał. Napięciu w moich kanadyjskich słuchaczach i słuchaczkach też rosło. I z tego, co pamiętam, po fiasku wysadzenia wałów w nocy, zmarnowanym poranku, koło południa władza przysłała policję z pałkami, która podjęła próbę spędzenia mieszkańców z wałów przy ostrym pałowaniu, ale okazało się, że policji było za mało, czy też może ludzie walczący o własne domu, wykazali większą determinację, niż źle opłacana policja i siły porządkowe nie dały rady. I wtedy jak potajemnie się nie dało, bijąc w ryj się nie dało, wojewoda przysłał negocjatora, żeby jednak z ludźmi pogadać.

Kanadyjczycy myśleli, że opowiadam im skecz Monty Pythona. Nie mogli uwierzyć, że opowiadam im o działaniu europejskiego państwa. Inna sprawa, że od tamtej pory patrzyli na mnie inaczej, jak na faceta, który przyjechał z wojny i przeżył na niej trzydzieści niemal lat. I pozostał człowiekiem.

Ciekawe czy wiecie, dlaczego mi się to przypomniało?

Bo myślałem, natchniony myślą Janusza Radwańskiego, jak się czuje nasz minister edukacji, premier, minister Szumowski, cała grupa trzymająca władzę, kiedy okazuje się, że koronawirus jako duch święty wieje kędy chce i nawet ministra potrafi uszkodzić bez umówionej audiencji a chronić dupę mają ci, którymi pogardzali.

Może nie wysłali przeciwko nim chłopców z lalami, ale w czasie kiedy lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, nauczyciele domagali się godności dla swoich zawodów byli łaskawi sobie w najlepszym razie urządzać podśmiechujki.

I wtem okazało się, że strategiczne dla państwa nie są zestawy antyrakietowe „Patriota”, nota bene wcale nie najlepsze i kupione na rympał, bez przetargu i offsetu.

Okazało się, że nie nowoczesne i trudnowykrywalne (ale nie niewidzialne, spokojnie) samoloty F-35 po dwa miliardy sztuka (tez bez przetargu i offsetu, takich rzeczy nie robi się Wielkiemu Bratu) – nie chronią przed wirusem.

I doszło do świadomości, że wojska obrony terytorialnej paradujące w nówkach hełmach z kevlaru i z nówka karabinkami, gdy profesjonalne wojsko zakłada „hełmy-orzeszki” z lat 60-tych, chwyta w garac kałachy i jeździ posowieckimi Bojowymi Wozami Piechoty o opancerzeniu grubości papieru – że ta pokazowa formacja Antosia M. – ono także psu na buty w czas epidemii.

Zastanawiam się jak oni wszyscy się czują. Ci chłopcy w opiętych przez rozbudowana muskulaturę tiszertach z logiem NSZ i napisami „śmierć wrogom ojczyzny”, kiedy okazało się, że dobro ogółu wymaga specjalistycznej wiedzy medycznej, a nie biegania z giwerą po poligonie. Kiedy okazuje się , że szczytem patriotyzmu jest zostanie w domu i powstrzymanie się od zapierdzielania po supermarketach. Jakby powiedział Paul Tilich – „męstwo bycia”.

Jak czuje się jeden z drugim wynajmowany przez nas władyka, gdy okazuje się, że musi się odwołać do etosu grup zawodowych, którym okazano pogardę odmawiając nawet poważnej rozmowy. Przecież nikt nauczycielom nie podniósł pensji, nie kupił im laptopów, nie przeszkolił nagle ze zdalnego nauczania. Minister o urodzie jaszczura burknął tylko, że ma być zrobione i tyle. Jak do tych ludzi na wałach pod Siechnicami.

Jak się czuje minister Szumowski wykonujący gest zawierający minimum normalności względem Owsiaka, ale także dziesiątków tysięcy ludzi zaangażowanych w WOŚP i mówiący „Panie Jurku, dogadajmy się jakoś”. Po tym, jak rządowe media i usłużne trolle wyczerpały zapas szamba ze wszystkich zbiorników w kraju obrzucając go gównem.

Jak się czują lekarze, pielęgniarki, ratownicy, diagności, którzy zasuwają do utraty przytomności, w warunkach ciągłego narażenia zdrowia i życia – bo pandemia. Ale za te same pieniądze, bez podstawowego sprzętu ochrony, bez zmienników, bo nagle personelu zabrakło. Bo tak wymaga dobro ogółu. Bo Wrocław, Polska za plecami. Ludzie bijący brawo na balkonach. Być może ci sami, którzy rok temu pisali o nierobach, obibokach, totalnej opozycji, sorosowych srebrnikach. Tak samo, jak pewnie mieszkańcy Wrocławia by pisali o „siechnickich wsiurach” latem 1997, gdyby internet był wówczas tak powszechny.

Myślę, że minister Szumowski to może nawet ma jakieś minimum przyzwoitości, ale w najlepszym razie ma taką rolę jak ten negocjator od wojewody przysłany na wały pod Siechnicami po tym jak pierwsze pałowanie przerażonych ludzi się nie powiodło.

Najlepsza analogia ma jednak swoje granice. Nie jesteśmy na wałach w Siechnicach i nie jest rok 1997. Poznaję to po tym, że nauczyciele w 48 godzin ogarniają platformy zdalnego nauczania, zamawiają za swoje gówniane pensje laptopy, a lekarze i pielęgniarki nie odmawiają leczenia ministrów rządu, który nimi tak bezprzykładnie gardził. Tak poprzednie też nie miały ich w poważaniu, ale tak jak ze wszystkim innym – ten rząd był i pozostaje bardziej bardziejszy. Niczego nie odmawiają. Mimo że wiadomo,że trup będzie słał gęsto. Jak w każdej bitwie.

A jednak – wstają na dyżur, zakładają maseczkę i idą w dym, jak ten polski saper pod Monte Cassino na Drodze Polskich Saperów – świeca dymna w kieszeń i naprzód.

Mam dosyć czyste sumienie o tyle, że dosyć jawnie popierałem nauczycieli i lekarzy. Dlatego mogę zakończyć tę notatkę cytatem z piosenki Jana Krzysztofa Kelusa, który napisał kilka świetnych tekstów, które żyją i bronią się niezależnie od tego, że na ile się orientuję politycznie autor jest po stronie obecnej grupy trzymającej władzę.

„…O ludzkiej śmierci nie opowiesz pieśnią
wiersza kadzidło zmarłym
odważnym wszystkim pokłon niski
pogarda dla kanalii…”

(Jan Krzysztof Kelus, „Jesień w pasiece”)

Radek Wiśniewski

 

 


W. Brytania zamyka sklepy. Poruszanie się poza domem maksymalnie w parach i to raz dziennie

Wielka Brytania wprowadza liczne ograniczenia dla obywateli. Mają one na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Boris Johnson w poniedziałek wieczorem w orędziu ogłosił, że obywatele będą mogli wychodzić z domu tylko w pilnych sprawach po zakupy, do lekarza, do pracy, która jest niezbędna i której nie można wykonywać zdalnie. Ponadto raz dziennie będzie można wyjść na spacer lub by poćwiczyć na powietrzu – powiedział brytyjski premier. Zabronione zostaną też spotkania więcej niż dwóch osób, o ile nie mieszkają razem, a także wszystkie uroczystości jak chrzciny czy śluby. Wyjątkiem będą pogrzeby.

Boris Johnson wyjaśnił, że jeśli obywatele nie podporządkują się nowym zasadom, brytyjski system opieki zdrowotnej nie wytrzyma obciążenia i nie będzie wstanie obsłużyć chorych. – Nie dałby temu rady żaden system ochrony zdrowia na świecie – powiedział.

Premier oznajmił, że przestrzegania rozporządzeń będzie pilnować policja – Jeśli nie będziecie przestrzegać tych zasad, policja będzie mieć możliwość egzekwowania prawa, w tym karać grzywną – dodał Boris Johnson.

(df) thefad.pl


Koronawirus – nie wstydźmy się go bać

Agnieszka Ossowska

Agnieszka Ossowska

Powstrzymajmy się od zabawy, żeby za rok nie zorientować się, że kilku osób z naszej imprezy brakuje… Bądźmy odpowiedzialni, nie igrajmy z losem.

 

Niektórych doprowadza do pasji panika związana z koronawirusem. Wkurzają się, że wszędzie tylko te newsy o tym wirusie, że nie ma miejsc, gdzie można pójść spokojnie, bo wszystko już prawie pozamykane, a w sklepach brakuje produktów. Ale może jednak wypada być teraz nieco bardziej wyrozumiałym, a także przezornym. Czy to nie jest ten właśnie moment? Dla mnie te osoby, które totalnie bagatelizują problem z nowym wirusem są podobne do antyszczepionkowców, którzy nie znajdują racjonalnych przesłanek w tym, by się chronić przed groźnymi chorobami.

Zbyt racjonalni ludzie mogą skończyć tak jak mały chłopiec (na zdjęciu) w filmie Dekalog I (reż. Krzysztof Kieślowski), którego tata w sposób naukowy obliczył mu, kiedy może jeździć na łyżwach po lodzie, bo wtedy „na pewno” ten lód się pod nim nie zawali. NIC NIE MA NA PEWNO. I NICZEGO W ŻYCIU DO KOŃCA NIE PRZEWIDZISZ. ANI NICZEGO NIE OBLICZYSZ NA 100%.

Fot. Źródło: Dekalog I, reż. Krzysztof Kieślowski


Sama staram się śmiać z zakupów, czy z utknięcia w domu, czy z robienia nalewek powyżej 60%, żeby wybić bakterie mocnym alkoholem. Bo w ogóle zawsze się śmieję ze wszystkiego co sprawia problemy i ból różnego rodzaju. To jest naturalny proces obronny, żeby nie oszaleć pod wpływem stresu, czyli właśnie nie „spanikować” za bardzo na przykład.

Poprzez śmiech wytwarzamy serotoninę, nawet jeśli czymś się bardzo martwimy. I szczerze wcale mi nie do śmiechu, tylko staram się uśmiechać MIMO WSZYSTKO.

Trzeba racjonalnie spojrzeć na to co się dzieje, i co może nas dotknąć oraz naszych bliskich, ale nie tylko patrząc na liczby, bo one też kłamią… Bo ile osób, chociażby wcale nie jest zdiagnozowanych, mimo że ma wirusa i jest tylko nosicielem. I jeśli mamy rozum i sumienie to powinniśmy przestrzegać pewnych zasad, które będą świadczyć o tym, że nie jesteśmy skończonymi idiotami i egoistami. Tak że pośmiać się można, ale nie narażać siebie ani bliskich na zarażenie.

Polacy często łamią reguły i robią to zazwyczaj po kryjomu i w sposób perfidny. Myślą zazwyczaj o sobie, oraz o swoim wizerunku: oby wyjść na twardziela, który się niczego nie boi. Często jak się źle czują i tak wyjdą na przykład do sklepu, bo nie przejmują się innymi.

Zarażaliśmy się jednak dotąd mniejszym syfem, łatwiej uleczalnym, i mniej zarażalnym. Teraz gdy przychodzi do nas coś na obraz „Dżumy” powinniśmy porzucić schemat wiecznie kombinującego jak się nie poddać jakimś narzuconym obostrzeniom, Polaka.

Powstrzymajmy się od zabawy, żeby za rok nie zorientować się, że kilku osób z naszej imprezy brakuje… Bądźmy odpowiedzialni, nie igrajmy z losem. A jak naciskają na Was znajomi, albo nawet rodzina, byście olali te całe procedury, to nie bójcie się im powiedzieć NIE. A jak to nie pomoże, to dobitniej, żeby do nich dotarło: PIERDOLCIE SIĘ. Wtedy na pewno się odpierdolą.

Ja wiem, ciężko się wychodzi ze schematów. Ale pomyślcie: czy chcecie mieć całe życie wyrzuty sumienia, że pomagaliście w rozprzestrzenianiu się wirusa, który może być śmiertelny dla tych, których odporność jest niska, bądź zerowa?

Czy też wolicie poczuć, że zrobiliście wszystko co można, by zapobiec tragedii zbiorowej? Nie wstydźcie się bać! Ale nie zabijajcie strachu przez wypieranie jego. Tak jak to robią na przykład Ci studenci śpiewający radośnie: „Korona chuja zrobi nam” z Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie i pewnie wielu innych, którzy teraz się nudzą, i myślą, że to świetny okres na zabawę. Koronaferie…


Myślę, że nie jedna z tych osób ma wyrzuty sumienia, ale się wstydzi tego przed innymi. Bo każdy chce udawać twardego.

PRZESTAŃMY SIĘ WSTYDZIĆ, ŻE JESTEŚMY SŁABI! Tak, jesteśmy tylko ludźmi, chorobliwymi i śmiertelnymi istotami. I żaden z twardzieli, który nabija się z koronawirusa niemalże ocierając się o siebie, NIE JEST BOHATEREM! Bo co to za bohaterstwo śmiać się ze śmierci! Tak samo popisał się Rudy Gobert – gwiazda Utah Jazz, ostentacyjnie dotykając mikrofonów, a potem rzeczy swoich kolegów w szatni, przez co nie tylko sam się zaraził, ale też swojego kolegę Donovan Mitchell.

 

Walczyć z chorobą poświęcając na to swoje dobra (zarobki/przyjemności/różne plany) to już pewnego rodzaju bohaterstwo. Pomagać innym się uchronić przed nią, tym bardziej. Rozróżnijmy to. I bądźmy rozsądni. Przestańmy zgrywać cwaniaków. I tak mamy przejebane bo brakuje nam lekarzy i sprzętu w szpitalach. Po co pogarszać tę sytuację? Więc mydła używajmy jakbyśmy mieli zaburzenia obsesyjne, maseczki zakładajmy nawet jeśli wyglądamy w nich jak debile, i róbmy zapasy żywności i środków czystości jak chorzy na nerwicę lękową. I nie spotykajmy się z innymi jak nie musimy, nawet jeśli wychodzimy tym samym na panikarzy. I dobrze! Przynajmniej przeżyjemy. Nawet jeśli jako wariaci…

Agnieszka Ossowska

 

 


Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 23.03.2020r. – poniedziałek (wieczór)

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Dzisiaj zmarł 41-letni pracownik Parlamentu Europejskiego. Wcześniej mówiło się o śmierci 27-latki, nie żyje również 37-letnia kobieta i 43-letni mężczyzna, który zmarł podczas kwarantanny. Te dane działają dużo gorzej niż informacja, że umarł właśnie 86-letni starzec. Doprawdy – przez ostatnie dziesięciolecia, starość, pogardzana, lekceważona, zbędna, niesłuchana, zaniedbywana, odsuwana – niespodziewanie jest w cenie. Tym razem jako nagroda pocieszenia.

 

Kilka dni ogólnopolskiej kwarantanny, a już w publicystyce coraz częściej wołanie: „Do czego to doprowadzi?” „Wszystko stoi, nic nie działa. Będziemy się z tego odkopywali przez dekadę!”, „Kwarantanna jest nieskutecznym, propagandowym działaniem władzy dającym jedynie złudzenie bezpieczeństwa”. Możliwe.

Morning Sun – Edward Hopper
Morning Sun – Edward Hopper

Faktem jest, że kryzys ekonomiczny wywołany obecną sytuacją uderzy w nas wszystkich. Słabo. Z całą pewnością kwarantanna to nie jest rozwiązanie problemu i oczywiście nie jest dobrze, kiedy nie tylko w Polsce, ale również poza jej granicami gospodarka siada, ponieważ świat boi się o swoje życie.

Nie potrafię ocenić, czy boi się w sposób uzasadniony, czy nie. Słabo poruszam się w liczbach i statystykach, więc nie potrafię jak inni szybko i sprawnie policzyć tych, którzy wpadają pod samochody, pomnożyć ich przez tych, którzy umierają właśnie na raka prostaty, podzielić przez umierających corocznie na zapalnie płuc lub choroby przewlekłe, a na koniec postawić nad tym kropkę nad „i” podrzucając dane o tych, których zabił smog, na dokładkę serwując ścisłe dane dotyczące śmierci samobójczych.

Są profile w mediach społecznościowych specjalizujące się w wygaszaniu paniki przy wykorzystaniu podobnych statystyk. Jest w tym pewnie odrobina prawdy. Możemy racjonalizować sytuację również w taki sposób.

Każdy chwyta się ostatecznie tego co mu pomaga. Dla jednego pociechą będzie to, że umierają starsi, dla innego to, że śmierć grozi tym, którzy chorują na coś innego, a przy okazji łapią COVID-19.

Dzisiaj zmarł 41-letni pracownik Parlamentu Europejskiego. Wcześniej mówiło się o śmierci 27-latki, nie żyje również 37-letnia kobieta i 43-letni mężczyzna, który zmarł podczas kwarantanny. Te dane działają dużo gorzej niż informacja, że umarł właśnie 86-letni starzec. Doprawdy – przez ostatnie dziesięciolecia, starość, pogardzana, lekceważona, zbędna, niesłuchana, zaniedbywana, odsuwana – niespodziewanie jest w cenie. Tym razem jako nagroda pocieszenia. Jeżeli już umierają – niechże przynajmniej będą starzy. „Był stary, ty nie musisz się martwić”. „Był chory przewlekle, ty nie jesteś, nie obawiaj się”. Tak to działa. Rozumiem. Martwię się jak wszyscy.

Zastanawiam się tylko, czy te bez wątpienia cenne i pełne troski o światowe prosperity głosy, nie prowadzą przypadkiem do tego, że teraz ci, którzy siedzą w domu, ponieważ z trudem, ale jednak uwierzyli, że to ma jakiś sens, będą w tych domach siedzieli z poczuciem kompletnej bezcelowości tej czynności, w poczuciu, że to i tak do niczego nie prowadzi, a jeśli prowadzi to wyłącznie do spadku ich dochodów, a w konsekwencji upadku ich firm i utraty „życiowego dorobku”.

Chcę tylko powiedzieć, że próbując ogarnąć tę sytuację czytamy, pytamy, szukamy informacji, a wszystkim tym czynnościom towarzyszy niepokój wynikający ze sprzeczności pozyskiwanych przez nas danych, które przestajemy filtrować, a fakt, że potrzebujemy czegoś pewnego, czegoś czemu moglibyśmy zaufać sprawia, że jesteśmy dużo bardziej podatni na sugestię, łatwo gubimy się w chaosie tych danych, albo po prostu wierzymy temu, co pozwala nam, chociaż na chwilę poczuć się lepiej – ostatecznie skłonni jesteśmy popełniać błędy.

Uważam jedynie, że wciąż ważne pozostaje to, żebyśmy pamiętali, że ta choroba, która tak niepokoi ekspertów od gospodarki i światowego kryzysu – jest zakaźna.

Ale oczywiście mamy prawo nie wiedzieć co z tym faktem zrobić.

Marcin Zegadło

 

 


Pandemia koronawirusa przyspiesza

Pandemia koronawirusa przyspiesza, jednak „możemy zmienić jej trajektorię” – oświadczył w poniedziałek dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus, dodając, że przypadki zakażeń są obecnie zgłaszane w prawie każdym kraju na świecie.

– 67 dni minęło od pierwszego zgłoszonego przypadku Covid-19 do momentu, kiedy potwierdzono 100 tys. zakażeń na całym świecie – zwrócił uwagę Tedros. – Osiągnięcie poziomu 200 tys. przypadków zajęło potem wirusowi 11 dni, a 300 tys. – zaledwie 4 dni – podkreślił.

Tedros zapowiedział, że będzie prosił przywódców krajów G20 o zwiększenie produkcji środków ochrony osobistej oraz unikanie zakazów ich eksportu i zapewnienie ich sprawiedliwej dystrybucji.

Szef WHO zauważył też, że środki wprowadzone w celu spowolnienia rozprzestrzeniania się koronawirusa mogą zaostrzać braki niezbędnego sprzętu ochronnego.

Igrzyska olimpijskie pod znakiem zapytania

Przyszłość tokijskich igrzysk stoi pod znakiem zapytania – przyznał dr Mike Ryan, ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO.

– Jesteśmy przekonani, że rząd japoński i Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie przystąpiłyby do żadnych igrzysk, gdyby były niebezpieczne dla sportowców i kibiców – zaznaczył. (PAP)

67 dni minęło od pierwszego zgłoszonego przypadku Covid-19 do momentu, kiedy potwierdzono 100 tys. zakażeń na całym świecie, 300 tys. - zaledwie 4 dni

Raport BBC: 5 głównych wniosków, jak sobie poradzić z pandemią

Z dotychczasowego przebiegu pandemii wywołanej przez koronawirusa płynie 5 głównych wniosków, jak można sobie z nią poradzić – informuje specjalny raport BBC. Ważne są: ogólna izolacja społeczna, częste testowanie na obecność wirusa, wykrywanie jak najwięcej zakażonych, kwarantanna i rzetelne informowanie opinii publicznej.

Podjąć kroki wyprzedzające

Raport redakcyjny podkreśla, że przede wszystkim trzeba poważnie potraktować zagrożenie, jakie stwarza pandemia Covid-19 – i podjąć odpowiednie kroki wyprzedzające. Takie działania podjęły kraje azjatyckie, głównie Korea Południowa, Singapur, Hongkong oraz Tajwan.

– Szansę na to straciły natomiast takie kraje, jak Wielka Brytania i USA – podkreśla prof. Tikki Pangestu, były dyrektor ds. polityki badawczej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Jego zdaniem, obydwa państwa miały co najmniej dwa miesiące na podjęcie działań wyprzedzających epidemię, ale założono, że „Chiny są daleko i nic poważnego nie powinni się zdarzyć”.

Wykonywać jak najwięcej testów

Wniosek drugi – według BBC – jest taki, że trzeba wykonywać jak najwięcej testów na obecność SARS-CoV-2. Zdaniem prof. Pangestu intensywne testowanie to „największy priorytet”. Dodaje też, że najważniejsze jednak jest testowanie osób z objawami, które nie koniecznie trzeba hospitalizować, ale mogą zakażać innych.

Wykrywanie jak najwięcej zakażonych i kwarantanna

Testowanie – stwierdza specjalista – jest niewystarczające, jeśli po wykryciu osób zakażonych nie będzie się śledzić i wykrywać tych, którzy się z nimi kontaktowali i mogli zostać zainfekowani, przenosząc patogen na kolejnych ludzi. Takie osoby trzeba poddać badaniom i kwarantannie, by chronić resztę społeczeństwa. To trzeci wniosek.

Izolacja społeczna

Czwarty wniosek: należy wdrożyć w całym kraju lub w poszczególnych najbardziej zagrożonych regionach izolację społeczną. To jedna z najskuteczniejszych metod powstrzymania rozwoju epidemii. Wdrożyć ją należy odpowiednio wcześnie, gdyż wtedy efekty będą największe. Chodzi o to, że wiele osób może być zarażonych, ale nie odczuwa żadnych poważniejszych dolegliwości i przenosi zakażenie na innych. W 80 proc. przypadków Covid-19 przebiega łagodnie lub jedynie z umiarkowanymi dolegliwościami.

Takie działania w Wuhan w Chinach, gdzie wybuchła epidemia, podjęto z pewnym opóźnieniem. Gdy już wdrożono – to w sposób drastyczny. Po dwóch miesiącach epidemię zatrzymano. W Europie zbyt późno wprowadzono społeczną izolację we Włoszech i Hiszpanii. We Włoszech zwlekano tak długo, aż doszło do znacznej liczby zakażeń i konieczne były drastyczne ograniczenia, jak całkowity zakaz poruszania się ludności.

Rzetelne informowanie opinii publicznej

Piąty wniosek dotyczy tego, że opinię publiczną trzeba dokładnie informować o sytuacji epidemicznej i podejmowanych przez władze działaniach.

Zdaniem prof. Pangestu ważne jest, by przekonywać, że podjęte działania poparte są dowodami naukowymi. Pozwala to uniknąć paniki, a jedocześnie przekonać społeczeństwo do stosowania się do podjętych zaleceń.

Władze w Chinach krytykowano głównie za to, że zbyt późno poinformowały o zagrożeniu (zabroniono o tym mówić nawet lekarzom). W efekcie trzeba było zamknąć całą prowincję Hubei z głównym miastem Wuhan.

Karin Huster z organizacji Lekarze bez Granic zwraca uwagę, że mieszkańcy Azji, szczególnie Hongkongu wyróżniają się dużą odpowiedzialnością za całą społeczność. Nauczyli się tego w 2003 r., gdy wybuchła epidemia wywołana przez wirusa SARS. Objawia się to n.in. tym, że wiele osób używa masek ochronnych.

Opinie ekspertów w tej sprawie są jednak podzielone. Zgodnie uznają oni, że noszenie maski jest mniej skuteczne, niż odpowiednie mycie rąk. A ponieważ w czasach pandemii masek brakuje, lepiej jest pozostawić je pracownikom służby zdrowia.

Prof. Benjamin Cowling z Uniwersytetu w Hongkongu przyznaje, że rola masek jest ograniczona, jednak gdy używają ich wszyscy, jest to pomocne – podobnie jak inne działania, takie jak mycie rąk. Przy okazji chroni przed zakażeniem również pracowników służby zdrowia. (PAP)

Zbigniew Wojtasiński


Szumowski: „nie czuję powiewu optymizmu”. „Niestety, dla niektórych to będzie tragiczne zachorowanie”

Na razie nie ma podstaw do terytorialnych zamknięć w Polsce. Zachorowania rozkładają się równomiernie – poinformował w poniedziałek minister zdrowia Łukasz Szumowski.

– Na razie nie ma podstaw do takich terytorialnych zamknięć w Polsce. Gdybyśmy mieli tak duże różnice regionalne – jak miały Włochy czy Hiszpania – wtedy uzasadnione jest zamykanie całych regionów, ale w Polsce akurat mamy bardzo równomierne rozłożenie się osób zarażonych – wyjaśnił minister.

Przewiduje, że w Polsce na koniec tego tygodnia możemy mieć kilka tysięcy zarażeń koronawirusem. Dodał, że na razie „nie czuje powiewu optymizmu”.

– Na pewno znaczny wzrost zachorowań (przed nami – PAP). Więcej osób, które będą w szpitalach. Niestety, dla niektórych to będzie tragiczne zachorowanie – powiedział.

Podkreślił, że śmiertelność jest wysoka w przypadku osób powyżej 80 roku życia oraz tych, które cierpią na inne poważne choroby.

W Polsce akurat wiek pacjentów, którzy zmarli, nie jest tak wysoki, ale wszyscy oni byli chorzy na różne inne poważne choroby – powiedział.

Pytany o możliwy scenariusz rozwoju epidemii minister zaznaczył, że to „pierwszy wybuch tego wirusa na świecie, w związku z tym mówienie, że będzie on tak jak grypa sezonowy, jest po prostu wróżeniem z fusów”.

Dodał też, że sposobem na zminimalizowanie ryzyka zakażenia koronawirusem jest izolacja.

– Jeśli wychodzimy do lasu, to nie po to, by siedzieć przy grillu lub pójść z dziećmi na plac zabaw – wytłumaczył.

Minister zapytany o zasadność przesunięcia terminu wyborów prezydenckich dodał, że nie leży to w jego kompetencjach, ale więcej będzie można powiedzieć po Świętach Wielkanocnych.

– Zależy, jaką będziemy mieli sytuację w szpitalach. Zależy, ile osób będzie mogło wyjść z domu. To są takie dane, na podstawie których mogę rekomendować pewne rzeczy – powiedział.

Liczba zakażonych wirusem SARS-CoV-2 w Polsce wzrosła w poniedziałek rano do 649, po tym, gdy wykryto go u kolejnych 15 osób. (PAP)

Klaudia Torchała


Pediatra ostrzega: dzieci mogą zakazić się koronawirusem i go rozsiewają, ale są bezpieczne

Dzieci co prawda mogą zakazić się koronawirusem i go rozsiewają, są jednak bezpieczne. Częstość występowania zapalenia płuc u nich jest znikoma i wynosi 0,1 proc. – przekonuje genetyk i pediatra, prof. Marek Sanak w najnowszym wideo, zrealizowanym przez resort nauki w ramach akcji “Posłuchaj naukowca”.

Poprzez tę rozpoczętą w ubiegłym tygodniu akcję Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce przekazywać rzetelne informacje na temat koronawirusa i obalać związane z nim fake newsy. MNiSWplanuje zamieszczać 1-2 filmy dziennie.

– Chciałbym powiedzieć, że dzieci są bezpieczne. Co prawda ulegają zakażeniu i rozsiewają wirusa, natomiast częstość występowania zapaleń płuc u dzieci jest znikoma, jest rzędu 0,1 proc. Dotyczy to grupy wiekowej do 10 lat – powiedział pediatra i genetyk prof. Marek Sanak z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w filmie udostępnionym przez resort nauki w poniedziałek.

Zdaniem genetyka, podjęte kroki mające na celu ograniczenie zdolności rozprzestrzeniania się wirusa poprzez zamknięcie m.in. żłobków, przedszkoli, szkół wyższych przyniosą efekty.

– Takie efekty będą widoczne już w najbliższych tygodniach. Okres wylęgania wirusa średnio wynosi 6,5 dnia. Należy oczekiwać spadku narastania liczby zakażonych właśnie w ciągu najbliższego tygodnia – podkreślił.

Naukowiec „bezwzględnie zalecił”, by osoby powyżej 60. roku życia były chronione przed kontaktami, które mogłyby doprowadzić do ich zakażenia.

– Obecna statystyki, a tych zgonów już było wiele tysięcy, mówią, że ciężki przebieg zakażenia płuc występuje praktycznie wyłącznie u osób, które przekroczyły ten wiek lub mają ciężkie choroby podstawowe, takie jak choroby serca, cukrzycę, albo choroby nerek – przypomniał prof. Sanak.

Resort nauki poinformował w poniedziałek na Twitterze, że czeka na pytania związane z koronawirusem. Można jest kierować na adres email: posluchajnaukowca@nauka.gov.pl. (PAP)

autor: Szymon Zdziebłowski


WHO: nie wystarczy objąć kraju kwarantanną, by pokonać koronawirusa

Nie wystarczy objąć całego kraju kwarantanną, by pokonać koronawirusa – oświadczył w niedzielę ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Mike Ryan. Należy testować wszystkie podejrzane przypadki, by uniknąć odrodzenia się wirusa – zaznaczyl.

– Powinniśmy skupić się na znajdowaniu chorych i zakażonych oraz na izolowaniu ich, na znajdowaniu ludzi, z którymi się kontaktowali i izolowaniu ich – powiedział Ryan w wywiadzie dla BBC.

– Niebezpieczeństwo polega na tym, że jeśli nie zastosujemy teraz silnych środków ochrony zdrowia publicznego, to choroba powróci, gdy ograniczenia ruchu i kwarantanny zostaną zniesione – zaznaczył.

Znaczna część krajów europejskich i Stany Zjednoczone podążyły za Chinami i innymi krajami azjatyckimi i wprowadziły drastyczne ograniczenia w walce z nowym koronawirusem, m.in. zamykając szkoły, bary i restauracje oraz zalecając pracę z domu.

Ryan podkreślił, że Chiny, Singapur i Korea Południowa, które połączyły ograniczenia w ruchu obywateli z testowaniem każdego podejrzanego przypadku, powinny być wzorem postępowania dla Europy, która według WHO zastąpiła Azję w roli epicentrum pandemii.(PAP)

Nie wystarczy objąć całego kraju kwarantanną, by pokonać koronawirusa - oświadczył ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO Mike Ryan.