10 tygodni – tyle wg belgijskiego wirusologa potrwa epidemia koronawirusa

Epidemia koronawirusa potrwa łącznie około 10 tygodni – mówi belgijski wirusolog Marc Van Ranst, który dokonał tego oszacowania na podstawie danych zebranych z Chin.

Marc Van Ranst jednocześnie ostrzegł, że liczba zakażonych i pacjentów szpitali gwałtownie wzrośnie w najbliższych dniach.

Jak powiedział w telewizji VRT, koronawirus będzie zakażał ludzi w Belgii w nadchodzących tygodniach, a w nadchodzących dniach pochłonie jeszcze więcej ofiar niż wcześniej. Wskazuje jednak, że w następnym kroku sytuacja ustabilizuje się.

Van Ranst w swoich obliczeniach wziął też pod uwagę czas trwania epidemii grypy w Belgii.

„Trwa to 10 tygodni. Widzimy, że epidemia w Wuhan trwała podobnie i tak samo będzie z nami” – wskazała. Nie był jednak w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy nastąpi szczyt zakażeń.

558 nowych zakażeń koronawirusem stwierdzono w Belgii w ciągu ostatnich 24 godzin. Zmarło 16 kolejnych osób – poinformowały w sobotę belgijskie władze. Jest to najwyższy dobowy wzrost liczby zakażeń Covid-19 odnotowany od początku epidemii.

Liczba osób, u których stwierdzono do tej pory występowanie SARS-CoV-2, wynosi 2815. Rzeczywista liczba zakażeń jest prawdopodobnie jednak wyższa. W całym kraju z powodu powikłań po przejściu Covid-19 zmarło 67 osób.

238 pacjentów jest na oddziałach intensywnej terapii, o 74 więcej niż w piątek. 153 pacjentów jest podłączonych do respiratorów, co stanowi wzrost o 53.

Jak dotąd 204 pacjentów wypisano ze szpitali. Całkowita liczba hospitalizowanych pacjentów wynosi obecnie 1089.

Władze podkreślają, że w szpitalach nie brakuje łóżek – kraj ma ich 1900 na oddziałach intensywnej terapii.

W Belgii w środę o godz. 12 zaczęły obowiązywać specjalne procedury dotyczące wychodzenia z domu i przemieszczania się w związku z pandemią koronawirusa. Ograniczenia dotyczące całej ludności mają potrwać co najmniej do 5 kwietnia.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)


Dariusz Stokwiszewski: Apel do tych, którzy wciąż współpracują ze szkodzącą Polsce władzą!

Dr Dariusz Stokwiszewski

Dr Dariusz Stokwiszewski

Polskę, zaatakował niezwykle groźny koronawirus siejący spustoszenie wśród ludzi! Pomóżcie Polsce, nam i sami sobie; porzućcie obóz szkodników dołączając do całej masy przyzwoitych Polaków!

 

Panie i Panowie ministrowie, posłowie, senatorowie, urzędnicy państwowi, policjanci, żołnierze i wszyscy Ci, którym droga jest Polska!

Ojczyzna nasza znalazła się nad przysłowiową przepaścią; jest blisko granicznego punktu, którego przekroczenie spowoduje może nieodwracalne szkody! Polską z tylnego siedzenia kieruje człowiek chory na nienawiść, żądny jedynie władzy i ofiar za wyimaginowane krzywdy doznane od niewiadomych sił, które w swej chorej wyobraźni uosabia ze znanymi i szanowanymi obywatelami Polski, takimi jak zwłaszcza były Przewodniczący Rady Europejskiej. Żadne argumenty na to, że ta nienawiść jest bezpodstawna, a zarzuty bezsensowne, nie trafiają na podatny grunt i są lekceważone. Napięcia i podziały eskalują! Zły człowiek się cieszy!

Obecny tyran Polski (jakiekolwiek konotacje ze starożytną Grecją nie mają sensu i to z wielu powodów) traktuje Ojczyznę jak prywatny folwark. Jestem w stanie zrozumieć, że być może wielu z was zaczęło pracę w instytucjach państwa mając jak najlepsze zamiary i wolę do naprawiania Polski. Potrzeba taka nadal istnieje, co nie ulega najmniejszej wątpliwości. Jednakże pomaganie, poprzez swój udział w rządzeniu państwem, ludziom niegodnym piastowania najwyższych urzędów w Rzeczypospolitej może zostać na dłuższą metę odebrane przez naród jako coś, co jest bez wątpienia największym piętnem dla każdego przyzwoitego Polaka – przydomek współwinnego nieszczęść Ojczyzny i/lub zdrajcy państwa i narodu!

Jest na pewno wśród was (poza typowymi lokajami niegodnymi miana patrioty i obywatela) wielu porządnych, przyzwoitych, a przy tym dobrze wykształconych ludzi. Mając na uwadze to, że nigdy chyba nie jest za późno na naprawienie, choć części wyrządzonego zła, pragnę do was zaapelować tymi słowami.

***

Widząc całe zło spowodowane przez obecną władzę, która, mimo że wybrana demokratycznie straciła swój mandat za szkody uczynione Ojczyźnie, mając też przed oczyma cały szereg przykładów, kiedy przyzwoici obywatele odmawiają swojej pracy na rzecz podłej dyktatury Jarosława Kaczyńskiego, pamiętając o wielkich ludziach w historii Polski – mężach stanu i bohaterach – przestańcie już dłużej wspierać tę skompromitowaną, szkodzącą Polsce władzę. Ona i tak wkrótce musi upaść, ale wy macie szansę na odejście i pracę dla prawdziwych, na nowo wybranych władz Najjaśniejszej, której dobro było zawsze i jest najważniejsze! Nie zaprzepaśćcie szansy tym bardziej że trudny czas wymaga nadzwyczajnych działań. Oto poza PiS, SP, Ziobrem, Kaczyńskim i innymi szkodnikami świat, w tym także naszą Polskę, zaatakował niezwykle groźny koronawirus siejący spustoszenie wśród ludzi! Pomóżcie Polsce, nam i sami sobie; porzućcie obóz szkodników dołączając do całej masy przyzwoitych Polaków!

Dariusz Stokwiszewski


Lekarze obawiają się, że oficjalne podawane przez rząd liczby zakażonych koronawirusem nie są wiarygodne

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Polscy lekarze obawiają się, że oficjalna liczba zakażonych koronawirusem to tylko wierzchołek góry lodowej – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

W sobotnim wydaniu (21.03.2020) niemiecki dziennik ocenia, że sytuacja polskich szpitali była trudna nawet bez epidemii koronawirusa.

„Z powodu niskich płac i wieloletniego niedofinansowania systemu opieki zdrowotnej tysiące polskich lekarzy i pielęgniarek wyjechało do Niemiec czy Anglii. Niektóre szpitale musiano zamknąć, w wielu brakuje personelu, są przestarzałe i źle wyposażone” – relacjonuje warszawski korespondent gazety Florian Hassel.

Cytuje lekarza Wojciecha Szendzikowskiego, który powiedział „Gazecie Wyborczej”, że nawet w Szpitalu Uniwersyteckim im. Barlickiego w Łodzi jest tylko kilkadziesiąt masek i kombinezonów ochronnych. W sąsiednim szpitalu najmłodsi lekarze mają po 65 lat. „W Polsce epidemia spadła na służbę zdrowia w ruinie” – cytuje dziennik polskiego lekarza.

Późna reakcja na zagrożenie

„Polska, tak jak wiele innych krajów, późno zareagowała na zagrożenie. Jeszcze 4 marca minister zdrowia Łukasz Szumowski, który sam jest profesorem kardiologii, powiedział: «Nie sądzę, by to (koronawirus) było tak niebezpieczne».

Sześć dni później obradowała Rada Bezpieczeństwa Narodowego, zamknięto szkoły, potem granice i wiele sklepów. Szumowski nakazał naprędce przygotować w całej Polsce 19 szpitali tylko dla pacjentów z koronawirusem” – relacjonuje „SZ”.

Część tych szpitali jest w kiepskim położeniu i cytuje wypowiedź Bernadety Krynickiej, byłej posłanki PiS i kierowniczki w przekształconym w zakaźny szpitalu w Łomży, która przyznała:

„Jesteśmy tak nieprzygotowani, że głowa boli. Nie ma warunków, personel jest nieprzeszkolony”. „W reakcji na ten szczery opis sytuacji szef partii Jarosław Kaczyński nakazał zawieszenie jej członkostwa w ugrupowaniu” – pisze „SZ”.

Sprzeczne dane o zakażonych

Gazeta odnotowuje, że według ministra Szumowskiego przygotowano 10 tysięcy łóżek w szpitalach z 1000 respiratorów. Każdy szpital ma otrzymać po tysiąc masek i kombinezonów ochronnych.

Według oficjalnych danych w piątek po południu było 378 zakażonych i sześć ofiar śmiertelnych. Liczby są sprzeczne. Dzień wcześniej Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że z powodu koronawirusa już 871 osób jest hospitalizowanych. Około 28,5 tysiąca Polaków jest objętych kwarantanną, bo miało kontakt z osobą zakażoną. Kolejnych 48 tysięcy Polaków, którzy powrócili z zagranicy, jest w dwutygodniowej kwarantannie domowej. Często na próżno szukają pomocy i informacji. Infolinie są przeciążone” – pisze niemiecki dziennik.

„Lekarze obawiają się, że oficjalne dane to tylko wierzchołek góry lodowej. Z 38 milionów obywateli Polska przetestowała na obecność wirusa jedynie 13 tysięcy” – dodaje gazeta.

Anna Widzyk

 

REDAKCJA POLECA

 


Manuela Gretkowska: U nas głowa państwa jest głową gadającą na jarmarcznie wymalowanym tle

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Prezydent już bez kasku Maliniaka, bo nie w terenie a w telewizji, odwdzięczał się ludowi miast i wsi uśmiechem, niby gensek z wysokości trybuny. Nie pomachał, bo robił dłońmi fileta. Leżały przed nim martwe, jak filety z kurczaka, te co zdrożały o 30%.

 

Na niecałe 4 minuty, niby mignięcie nadchodzącej wiosny, pojawił się w telewizorze polski prezydent.

Przemawiał jakbyśmy byli matołami w stuporze, a nie obywatelami w kwarantannie. Pozdrowił „murarzy, piekarzy” i nawet lekarzy, którym niedawno radzono „Niech jado”.

Ani słowa o ich wczorajszym, desperackim liście do rządu. Przecież chorym pomoże się dotacją 5 – 30 tysięcy, by zapłacili mandaty za przerwanie kwarantanny idąc na wybory 10 maja.

Prezydent już bez kasku Maliniaka, bo nie w terenie a w telewizji, odwdzięczał się ludowi miast i wsi uśmiechem, niby gensek z wysokości trybuny. Nie pomachał, bo robił dłońmi fileta. Leżały przed nim martwe, jak filety z kurczaka, te co zdrożały o 30%.

Duda, przemawiając w pionie, buduje palcami wyuczoną piramidkę, mającą wzbudzać społeczne zaufanie. Podstawa kursów wizerunku, gdy się nie ma własnego. Ale siedząc co robić z rękoma? Schować? Nie jest spikerem. Gestykulować? Nie jest gejem ani kobietą.

Merkel przemawiając rusza się normalnie, ponieważ jej słowa, myśli i zachowanie są spójne. Kanclerz mówi Niemcom szczerze o swoich lękach przed ograniczaniem demokracji, przez epidemię. Ma kobieta społeczny wdzięk, czyli empatię.

Macron w swojej przemowie do narodu, czując się jak każdy Francuz dyrygentem świata, machał łapami. Chociaż intelektualista nie ma odciętej od ciała głowy.

U nas głowa państwa jest głową gadającą na jarmarcznie wymalowanym tle. Takim, gdzie w wyciętą dziurę każdy cherlak może włożyć własne oblicze udając siłacza, marynarza, albo prezydenta.

W tekturowym państwie, z prezydenckiej tektury wystaje głowa Dudy. Przed nim filet. Za nim Kaczyński.

Czeka ich posiedzenie sejmu. Nikt nie pomyślał o cyfrowej „elektryfikacji” obrad. Bo i po co? Przecież decyzje podejmuje jedna osoba. A głosowanie sejmowe może polegać na przyciskaniu przez posłów włączników do światła w ich własnych domach. Marszałek to podliczy, Trybunał Konstytucyjny zatwierdzi i Pies (Terlecki) ci mordę zdradziecką lizał, opozycjo.

Manuela Gretkowska


Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 21.03.2020r. – sobota (godziny poranne)

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Co zrobić, kiedy nie chcesz wprowadzać stanu wyjątkowego, a wszystko za tym przemawia? To proste. Należy ukrywać faktyczne dane dotyczące rozmiarów epidemii. Co zresztą jako proces, z całą pewnością już się dzieje. Rząd ma ułatwione zadanie, ponieważ przy tej ilości testów, które robi, nie ma pojęcia o faktycznej ilości zachorowań.

 

Wczoraj rząd decyduje o wprowadzeniu „stanu epidemii”. Od czasu stanu wojennego to mój pierwszy wprowadzony przez polityków „stan”.

Naturalnie zgodnie z zapowiedzią rządzących wybory odbędą się w terminie. To znaczy w maju. Czyli zgodnie z logiką tej epidemii, już za chwilę. Więc stan epidemii zgodnie z rządową prognozą i oczekiwaniem ma potrwać niespełna dwa miesiące i skończyć się na tyle wcześnie, żeby pisowska kukiełka mogła powtórnie wygrać wybory prezydenckie, a partia rządząca na zgliszczach przerażonego i sterroryzowanego społeczeństwa mogła rządzić dekretami.

Sen Jarosława Kaczyńskiego staje się rzeczywistością

Normalnie w warunkach demokracji, nawet tej fasadowej trzeba by było się z tą sytuacją pierdolić miesiącami, a tak – za jednym zamachem mają wygrane wybory, przedsiębiorców na łasce lub niełasce rządzących, wdzięcznych za pomoc, której państwo łaskawie im udzieli lub przynajmniej zadeklaruje, że to zrobi i ludzi, którzy dają sobą kierować jak dzieci, ponieważ jak dzieci są przerażeni i zdezorientowani.

Więc gdyby ktoś miał wątpliwości, wszystko działa tak jak działało – normalnie. Żaden tam chiński wirus nie będzie tej władzy, z dziada pradziada polskiej i katolickiej, mówił, kiedy ma posłać naród do urn. Byleby tylko ten naród nie wylądował w tych urnach w wysokim procencie spopielony. Ale to już czas pokaże.

Możliwe, że w maju będziemy tutaj mieli Bergamo, więc komu trzeba temu zmięknie rura i może ostatecznie wypnie narty, zamiast wypinać się dupą do faktów i narażać ludzi na utratę zdrowia bądź życia utrzymując tę fikcję, że niby „państwo funkcjonuje normalnie”. Chuja funkcjonuje. Skoro Żabkę zamykają wcześniej, nic w tym kraju nie funkcjonuje już normalnie. I nikt nie przekona mnie, że jest inaczej.

Co zrobić, kiedy nie chcesz wprowadzać stanu wyjątkowego, a wszystko za tym przemawia? To proste. Należy ukrywać faktyczne dane dotyczące rozmiarów epidemii. Co zresztą jako proces, z całą pewnością już się dzieje. Rząd ma ułatwione zadanie, ponieważ przy tej ilości testów, które robi, nie ma pojęcia o faktycznej ilości zachorowań.

Mam wrażenie, że to nie wydarza się naprawdę.

Tymczasem trzymamy się razem. To w zasadzie jedyna wartość dodana tej sytuacji – że mam ich blisko. Całą trójkę. Trzy istoty, które kocham najmocniej. Wsłuchuje się w ich głosy, kiedy czytam i nie mogę się skoncentrować na Dziennikach Sadora Marai. Tego odrobinę wyniosłego Węgra, który czyniąc swoje zapiski w roku 1969 najwyraźniej nie rozumie już świata, który go otacza. „Kudłata młodzież”, piszę Marai. „To nie rewolucjoniści, to pasożyty”. Starzec, którego świat rozpadł się wraz z upadkiem mieszczańskiego ducha „jego” epoki.

Więc wsłuchuje się w śmiech moich dzieci i śmiech mojej żony, staram się te dni dokładnie zapisywać w pamięci. Każdy szczegół. Być może pracuje we mnie jakiś lęk, który sprawia, że koncentruje się na tym bardziej niż zwykle. Być może po prostu lubię być w domu, dlatego ten czas nie jest dla mnie szczególnie trudny. Nie mam poczucia bycia uwięzionym i gdyby nie to, że brakuje mi ruchu, tych moich dziesięciu kilometrów kilka razy w tygodniu, albo pięćdziesięciu kilometrów na rowerze w podobnych okresach, byłbym tym stanem rzeczy zachwycony.

„Po południu, podczas snu L. wzięła mnie za rękę i tak spaliśmy” – piszę Marai.

„Później – ostrożnie żeby się nie obudziła – wysunąłem rękę z jej dloni i cichutko wyszedłem z pokoju. Kiedy się zbudziła, zdziwiła się, że jest sama, bo w trakcie snu była pewna, że jeszcze trzyma mnie za rękę. Taką niespodzianką może być śmierć: człowiek nagle pojmuje, że tej ręki, która go dotychczas tak pewnie trzymała, już nie ma.”

Marcin Zegadło

 


Jarosław Kaczyński: „najbardziej poszkodowany jest kandydat formacji rządzącej”. „Wybory powinny odbyć się 10 maja”

Jestem przekonany, że w tej chwili nie ma żadnych przesłanek, do tego, by wprowadzić stan klęski żywiołowej, najsłabszego ze stanów nadzwyczajnych, a tylko wtedy wybory mogą być odwołane – powiedział w sobotę prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ocenił, że wybory prezydenckie powinny odbyć się 10 maja.

„Muszą być przesłanki konstytucyjne

Kaczyński był pytany w radiu RMF FM, czy 10 maja powinny odbyć się wybory prezydenckie – mimo nowych warunków w Polsce związanych z wprowadzeniem stanu epidemii w związku z rozprzestrzenieniem się koronawirusa.

Jestem przekonany, że w tej chwili nie ma żadnych przesłanek, do tego, by wprowadzić stan klęski żywiołowej, czyli ten najsłabszy ze stanów nadzwyczajnych, a tylko wtedy wybory mogą być odwołane. Pamiętajmy o tym ograniczeniu konstytucji. To nie jest tak, że my możemy powiedzieć: „odkładamy wybory, bo z jakichś względów uważamy, że tak należy zrobić”, muszą być przesłanki konstytucyjne, tych przesłanek w tym momencie w moim najgłębszym przekonaniu nie ma i mam naprawdę nadzieję bardzo mocną, że nie będzie ich w ostatnim momencie przed 10 maja – oświadczył Kaczyński.

Zaznaczył, że gdyby takie przesłanki były, „sytuacja, by się zmieniła”.

– Ale my czynimy wszystko, z naprawdę bardzo dobrą, zdyscyplinowaną postawą większości społeczeństwa w tym kierunku, by ten stan był pod kontrolą – powiedział szef PiS.

Zastrzegł, że nie oznacza to, że jest perspektywa bardzo szybkiej poprawy, bo jest ponad 400 osób, u których stwierdzono koronawirusa i coraz większa liczba osób, które przebywają w kwarantannie.

Ona na pewno za jakiś czas będzie jeszcze znacznie większa. Ale to wszystko razem, to mimo wszystko nie jest coś takiego, co upoważniałoby do tak daleko idących posunięć, do bardzo mocnego ograniczenia praw obywatelskich – ocenił Kaczyński.

„Musimy przestrzegać konstytucji”

Dopytywany, czy na dziś deklaruje, że wybory prezydenckie powinny się odbyć, odparł:

– Tak, powinny się odbyć i administracja państwowa obydwu rodzajów – rządowa i samorządowa, – mają konstytucyjny obowiązek podjąć działania, bo zbliżają się już pierwsze terminy ku temu, żeby te wybory się odbyły. Jeśliby tego nie robiły, to łamałyby konstytucję – dodał Kaczyński.

„Najbardziej poszkodowany jest kandydat formacji rządzącej”

Prezesowi PiS wskazano, że z sondażu przeprowadzonego ostatnio dla „Rzeczpospolitej” wynika, że ponad 70 proc. Polaków uważa, że wybory powinny być przełożone. Ograniczenia po wprowadzeniu stanu epidemii „sprawiają wrażenie”, że kampania wyborcza może być oceniana jako niesprawiedliwa, że jednym będzie wolno się poruszać w miarę swobodnie, innym – nie, co może utrudnić m.in. zbieranie podpisów kontrkandydatom Andrzeja Dudy.

Kaczyński przyznał, że „są pewne ograniczenia”.

– Ja tego nie kwestionuję. Ale proszę pamiętać, że my musimy przestrzegać prawa, konstytucji w szczególności. A konstytucyjnie przesłanek w tej chwili nie ma. To po pierwsze, a po drugie – jeśli wziąć pod uwagę realia tych kandydatów, którzy naprawdę się liczą – ta grupa jest powszechnie znana, oni po pierwsze prowadzą na różne sposoby kampanię – mówił.

Według prezesa PiS w obecnej sytuacji „najbardziej poszkodowany jest kandydat formacji rządzącej”.

– Bo nikt tak nie gromadzi ludzi na spotkaniach i nikt nie ma tak znakomitego kontaktu z ludźmi, nikt nie jest tak świetnym mówcą, jak obecny prezydent – uważa Kaczyński.

– Jeśli chodzi o prezydenta, to oczywiście może od czasu do czasu wygłosić orędzie, ale to jest jednak możliwość ograniczona i na pewno nie można jej nadużywać, bo wtedy ci, którzy tych wystąpień słuchają, będą uważali, że to rzeczywiście jest nadużycie, więc w ten sposób by prezydent sobie szkodził. A poza tym, to prezydent utracił to, co jest jego niezwykle silną stroną. To jest – można powiedzieć, oczywiście używając przenośni – ta dyscyplina, w której nikt z prezydentem – porównam to do boksu – nie jest w stanie wytrzymać nawet pierwszej minuty pierwszej rundy. A mimo wszystko prezydent, jak sądzę, nie chcę mówić w jego imieniu, nie mam takiego upoważnienia, uważa że wybory powinny się odbyć – powiedział Kaczyński.

Gdyby Andrzej Duda uważał inaczej – ocenił prezes PiS – „to z całą pewnością podjąłby odpowiednie działania”.

Na uwagę, że być może prezydent powinien w obecnej sytuacji zostać w Pałacu Prezydenckim, a jego podróże i wystąpienia – także zdaniem kandydatów opozycji – naruszają równość w kampanii wyborczej, Kaczyński powiedział, że prezydent pełni najwyższą funkcję w państwie i w związku z tym kiedy powstanie w kraju niebezpieczeństwo „na pewno nie może być kimś, kto ucieka, kto unika tego niebezpieczeństwa”.

– Weźmy pod uwagę taką ewentualność, która mam nadzieję jest w tej chwili czysto teoretyczna, ale jednak istnieje, jest także zapisana w konstytucji, jaką jest wojna. Prezydent oczywiście nie ma za zadanie być na pierwszej linii z bronią w ręku, ale ma za zadanie wszystkim kierować i także w związku z tym ponosić ryzyko. I to ryzyko bardzo wysokie. Krótko mówiąc ten argument, że prezydent nie powinien ryzykować, jest argumentem bardzo słabym – ocenił Kaczyński.

– A jeżeli chodzi o możliwość wystąpień, spotkań, to chociaż ilość osób, które są uczestnikami spotkania może być dzisiaj ograniczona do 50 osób, to jednak każdy może takie spotkanie odbywać. Zakazu tego rodzaju w tym momencie nie ma i sposób prowadzenia kampanii, to jest decyzja poszczególnych kandydatów – powiedział Kaczyński.

Według niego kampania jest teraz prowadzona głównie w internecie, ale i w mediach.

Potrzebujemy politycznej stabilizacji. Dlatego wybory powinny się odbyć 10 maja

Kaczyński ocenił ponadto, że w obecnej sytuacji byłoby też „niezwykle niekorzystne, żeby prezydent i premier byli z różnych obozów politycznych i się spierali”.

– Jest tak, że potrzebujemy dzisiaj wśród innych warunków skutecznego przeciwstawiania się kryzysowi, także politycznej stabilizacji. To jest także przyczyna, która powoduje, że te wybory powinny się odbyć 10 (maja). Ale powtarzam, główna przyczyna ma tu konstytucyjny charakter – powiedział prezes PiS. (PAP)

Wiktoria Nicałek


Mechanizm przetrwania, czyli zakupy w czasie pandemii. W USA na niespotykaną skalę wykupuje się broń

Zakupy na zapas w związku koronawirusem odnotowano nie tylko w Polsce. Mydło, makarony i papier toaletowy znikają ze sklepów również w innych krajach Europy, Azji i Ameryki – wskazał Polski Instytut Ekonomiczny. W Stanach Zjednoczonych na niespotykaną skalę wykupuje się też broń – dodano.

Pandemiczne zakupy

Analitycy PIE zwrócili uwagę, że schemat tzw. panicznych zakupów jest podobny w różnych częściach świata, które zmagają się z pandemią koronawirusa.

Jak zaznaczyli, informacje o zamknięciu szkół, uczelni, instytucji kultury i zalecenie pozostania w domu spotkały się z niemal natychmiastową reakcją. Polacy w obliczu strachu i niepewności zaczęli robić zapasy, pustosząc półki wielu sklepów. Podobne zachowania, jak podkreślili, można było zaobserwować w innych krajach Europy, Azji i Ameryki.

„Z półek zaczęło znikać mydło i wszelkie preparaty antybakteryjne, a także konserwy, makarony, i oczywiście papier toaletowy” – wskazali w najnowszym wydaniu „Tygodnika Gospodarczego PIE”.

Mechanizm przetrwania

Specjaliści nie dysponują potwierdzonymi i jednoznacznymi dowodami wyjaśniającymi mechanizm panicznych zakupów. Wielu z nich tłumaczy, że nie jest to zawsze kwestia braku racjonalności i zaślepiających rozum silnych emocji.

„To często naturalna reakcja powodowana niechęcią do ryzyka, poczuciem zagrożenia i wynikającą z niego obawą o brak dostępności niezbędnych artykułów” – tłumaczy PIE.

Nasz mechanizm przetrwania, jak wyjaśnili, sprawia że w obliczu niepewności wielu z nas przygotowuje się na najgorszy scenariusz.

„Zakupy na zapas to manifestacja ludzkiej potrzeby działania i przejmowania spraw w swoje ręce w czasach zagrożenia – swoisty surogat poczucia bezpieczeństwa” podkreślili. Dodali, że paniczne reakcje potęguje, np. zamykanie granic, izolacja i kwarantanny.

Ekonomiczne i psychologiczne uzasadnienie ma też, zdaniem PIE, powtarzający się w wielu krajach schemat wykupowania podobnych kategorii artykułów, takich jak np. papier toaletowy.

Zjawisko to wiąże się (…) z minimalizacją ryzyka bez potrzeby ponoszenia dużych kosztów” – wskazali eksperci. Papier toaletowy, jak wyjaśnili, jest jednym z tych artykułów, które możemy magazynować w znacznych ilościach, nie martwiąc się o termin przydatności.

Reakcje stadne

Według PIE wbrew racjonalnym uzasadnieniom zachowań konsumenckich powodowanych paniką, wiele z nich potęgują tzw. reakcje stadne.

„W poczuciu braku wystarczających informacji lub nasilonej przez media społecznościowe dezinformacji, poszukując jakichkolwiek wskazówek do działania naśladujemy mniej lub bardziej nieracjonalne zachowania innych, uznając je za właściwy punkt odniesienia” – podkreślili.

Dodali, że np. w Stanach Zjednoczonych na nienotowaną od dawna skalę wykupuje się dziś broń i amunicję.

„Z punktu widzenia Europejczyka trudno uznać je za artykuły pierwszej potrzeby, ale zachowania Amerykanów pokazują, że niepewność potrafi rysować pesymistyczne perspektywy” – zaznaczyli.

Nie wszyscy, jak przyznali eksperci PIE, potrafią zapanować nad lękiem i niepewnością, przez co dochodzi do takich zjawisk, jak braki w zaopatrzeniu. Ich zdaniem ważna w takiej sytuacji jest, by władze komunikowały się w jasny sposób z obywatelami.

„Bieżące informowanie ich o aktualnym stanie wiedzy i wytyczanie pożądanych kierunków działania są niezbędne w skutecznej i stabilizującej sytuację koordynacji zachowań obciążonego kryzysem społeczeństwa, w tym także zachowań konsumenckich” – ocenili.

Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) to publiczny think tank gospodarczy. Zajmuje się dostarczaniem analiz i ekspertyz do realizacji Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a także popularyzacją polskich badań naukowych z zakresu nauk ekonomicznych i społecznych w kraju oraz za granicą.(PAP)

Magdalena Jarco


Adam Mazguła: Zachowuje się Pan jak nienażarta władzą hiena

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jak pospolity prostak parafialny, przekupuje Pan media i ludzi dla dalszego trwania w nieróbstwie i kłamstwie. To nie jest możliwe, aby wykształcony człowiek miał w sobie tyle pychy, głupoty i zachowywał się z taką pogardą do swojego honoru.

 

A Dudo, wzywam Pana do służby narodowi, a nie sobie

A. Dudo! To Pański podstawowy obowiązek zwoływać narady i budować jedność w walce z pandemią. Obowiązek, a nie zabawa w propagandowe przekazy. Nie ma znaczenia, czy chce się Panu, czy też nie!

Nie potrzeba do tego celu orędzia i straszenia ludzi we wszystkich informacyjnych stacjach telewizyjnych i radiowych. Chyba że jest Pan tak bezgranicznie podłym człowiekiem, że na trupach Polaków, na chorobie zakaźnej, właśnie rozbijanej jedności politycznej w walce z koronawirusem prowadzi Pan kampanię wyborczą.

Zanim znowu wystąpi Pan w kolejnym przemówieniu, zapoznaj się Pan, ile pozwoliłeś rozwiązać szpitali, ile oddziałów szpitalnych straciło swój byt podczas Pańskiej kadencji. Ilu lekarzy i pielęgniarek obraziłeś Pan albo pozwoliłeś wygonić z kraju. Pamięta Pan jeszcze, jak oszukał lekarzy rezydentów i strajkujących niepełnosprawnych?

Zobacz Pan, jak za Pańskiej kadencji dramatycznie zdrożały leki, jak zdecydowanie utrudniony został dostęp do lekarzy specjalistów. Jak dramatycznie wzrosła śmiertelność Polaków i obniżyła się długość życia w naszym kraju? Wasze media informowały z dumą, o przekazaniu kolejnych milionów z funduszu zdrowia dla toruńskiego oligarchy.

Finałem było przekazanie corocznych 2 miliardów złotych na kampanię wyborczą, a nie na onkologię.

To Andrzej Duda i mini ster zdrowia zawierzył Polskę katolickim świętym i namawiał do leczenia poprzez wiarę i klauzulę sumienia.

To Andrzej Duda pozwala na eldorado w Polsce dla mafii lekowej. Czy w tej sytuacji może dziwić, że nie ma środków odkażających, rękawic, karetek, zespołów medycznych…?

Mąż stanu dawno by zarządził cykliczność spotkań roboczych ze wszystkimi, kto chciałby pomóc w zwalczaniu koronawirusa. Dawno budowałby jedność działań wszystkich sił politycznych, jaką udało się uzyskać podczas ostatniego posiedzenia Sejmu. Przecież to oczywiste, że tylko zaangażowana praca wszystkich dla rozwiązywania problemów, codziennie i merytorycznie, szukania wsparcia poza granicami kraju, wśród organizacji międzynarodowych i zaprzyjaźnionych głów państw, może wygrać z pandemią przy ograniczonych „stratach w ludziach”.

Mąż stanu myślałby nad sytuacją przedsiębiorców, aby im pomóc przetrwać, nad losem dzieci, aby napchana pieniędzmi publicznymi telewizja zaczęła robić programy edukacyjne dla zamkniętych w domach dzieci, serwować rozrywkę zamkniętym w pomieszczeniach obywatelom.

Ludzie spontanicznie zbierają datki na walkę z koronawirusem, a państwo stara się zarobić na zarazie, udzielać pożyczek przedsiębiorcom, ale nie na przetrwanie firmy i jej załóg, ale na podatki dla państwowej kasy?! TVP rozsyła wezwania do uiszczenia abonamentu …!? Co za zrozumienie sytuacji, co za arogancja władzy?

Mąż stanu, Andrzeju Dudo, nie jeździłby po kraju z kampanią wyborczą w okresie pandemii i wykorzystywał swojej uprzywilejowanej pozycji do wyborów. Nigdy by nie pozwolił na narażanie życia i zdrowia obywateli dla samych wyborów. Zachowuje się Pan jak nienażarta władzą hiena, która wykorzystuje swój upór i zęby do kąsania tych, którzy powinni razem z Panem zwalczać tę pandemię.

Brzydzę się Pana postawą!

Przez 5 lat bawił się Pan swoją funkcją, ubliżał Polakom, upartyjniał państwo, kpił z Konstytucji, niszczył armię, wspierał nacjonalistów i pisał nową historię, w której bohaterów nazywał zdrajcami i odwrotnie.

Teraz, jak pospolity prostak parafialny, przekupuje Pan media i ludzi dla dalszego trwania w nieróbstwie i kłamstwie. To nie jest możliwe, aby wykształcony człowiek miał w sobie tyle pychy, głupoty i zachowywał się z taką pogardą do swojego honoru.

Nie wstyd Panu, że już 53% Polaków chce Pana widzieć przed Trybunałem Stanu?

Panie A. Dudo, do roboty! Nie do zabawy wzywam!

Do zaangażowanej pracy w zaciszu gabinetów, dla decyzyjnych efektów, a nie agresji propagandowej, kłamstwa, pozoracji działań, szpanu i chorobliwej buty.

Jeśli czuje się Pan niekompetentny, proszę o sygnał, a postaram się Panu pomóc i zaprezentuję, chociaż jeden model postępowania w kryzysie. W końcu chodzi o nasz naród, a nie o Pana.

Wzywam Pana do służby narodowi, a nie sobie.

W poczuciu odpowiedzialności,

Adam Mazguła

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

 

 

Dystrybutorem książki jest Ateneum

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Krzysztof Skiba: Chwilowy koniec świata

Pewna gwiazdeczka internetowa z Nowego Jorku wylizała w samolocie kiblową dechę i filmik z tym „dziełem” zamieściła w sieci.

Ta rozpaczliwa chęć zwrócenia na siebie uwagi nie byłaby warta komentarza (świat jest bowiem pełen głupich osób), gdyby nie fakt, że ta desperacka forma autoreklamy mówi nam coś ważnego o stanie umysłu epoki sekundowych celebrytów.

Grimiestt to pseudonim połykaczki bakterii, która nie ukrywa, że jest dumna ze swojej akcji, gdyż ten sedesowy wygłup podniósł jej popularność. Co więcej, wezwała podobne do siebie pustaki do światowego chellenge’u w szukaniu koronawirusa języczkiem.

Tylko czekać, kiedy kolejna głupia gęś zrobi sobie filmik z lizaniem poręczy w autobusie.

Królowa sedesu z przejęciem oznajmia, że od czasu światowej kariery wirusa z Wuhan osłabło zainteresowanie jej osobą i innymi gwiazdami Internetu. I tu jest jak mówią grabarze pies zakopany. Portale plotkarskie nagle nie mają o czym pisać! No bo jak napisać o bankiecie i kreacjach gwiazd na czerwonym dywanie, skoro czerwony dywan się zwinął jak Hołownia w kampanii.

Gwiazdeczki wypompowane przez Internet, media i Hollywood nagle stały się mniej ważne. Ludzie z wypiekami na twarzach śledzą rozwój epidemii i już osłabło ich zainteresowanie tematami takimi jak: kto z kim się bzyka, kto kogo puścił w trąbę, kto ma buty droższe niż trzy mercedesy, w czym (a raczej, bez czego) na plaży wyginała się żona znanego piłkarza. Chiński wirus brutalnie zabrał temu towarzystwu popularność.

A jeszcze nie tak dawno, gdy w Japonii na skutek tsunami doszło do katastrofy w elektrowni atomowej w Fukushimie i do środowiska dostały się materiały promieniotwórcze, na skutek chorób popromiennych zginęło kilkanaście tysięcy osób, a sama chmura popromienna zagrażała nawet Polsce, to pamiętam, że tematem numer jeden w polskich mediach, była historia o tym, czy wokalistka Doda przyszła na bankiet w majtkach, czy jednak bez majtek. Naród autentycznie tym się interesował i nad tak ważkim tematem się pochylał.

Dziś już tak się nie da. Wirus z koroną jest na topie. Wszyscy mają w dupie sado romanse Jarosława Bieniuka, drogie kiecki Cleo, rozterki duchowe Violi Kołakowskiej czy nowe buty psa Radka Majdana.

Koronawirus zabrał celebrytom nie tylko popularność, ale także spore dochody. Jeśli kwarantanna będzie się przedłużać, gwiazdki będą musiały przemeblować swoje życie.

Nie będzie już nowego porsche i torebki za milion złotych. Trzeba będzie zrezygnować z rejsu jachtem po Karaibach i kupna apartamentu w Dubaju. Zegarek za sto tysięcy baksów już nie będzie ani powodem do szpanu, ani celem życia. I może dobrze. Bo dzięki temu zobaczymy wreszcie w celebrytach zwykłych ludzi, a nie tylko medialne kukły.

Krzysztof Skiba

 

 


Rząd wprowadził stan epidemii. Co to oznacza i jakie nakłada na nas obowiązki?

Wprowadzenie stanu epidemii pozwala na szereg ograniczeń, m.in.: wprowadzenie zakazu opuszczania określonych obszarów, nakazu przebywania w innych, zamykania instytucji i zakładów pracy, reglamentowania pewnych towarów, kierowanie do pracy w zwalczaniu epidemii, udostępnienie lokali, przejmowanie pojazdów, poddanie się obowiązkowi badań.

Premier Mateusz Morawiecki poinformował w piątek o wprowadzeniu stanu epidemii. Jak zaznaczył, stan wprowadzany jest m.in. po to, żeby zapobiegać rozprzestrzenianiu się epidemii oraz wdrożyć zasady dotyczące m.in. kwarantanny.

Zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii – w przypadku gdy zagrożenie epidemiczne lub epidemia obejmuje więcej niż jedno województwo – w drodze rozporządzenia wprowadza minister zdrowia w porozumieniu z ministrem właściwym ds. administracji publicznej na wniosek Głównego Inspektora Sanitarnego.

Ogłoszenie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii pozwala Radzie Ministrów określić rozporządzeniem zagrożony obszar oraz kilka rodzajów stref. Mogą być to tzw. strefy zero – zdefiniowane jako obszary, na których wystąpiły stany epidemii, bezpośrednio wokół ogniska wirusa. Podlegają one zakazom, nakazom oraz środkom kontroli. Władze mogą zakazać chorym lub podejrzanym o zachorowanie opuszczania stref zero.

Wokół strefy zero może rozciągać się strefa buforowa. To obszar podlegający takim ograniczeniom jak zakaz przemieszczania się ludzi. Rząd może też określić inne strefy – np. zagrożenia, gdzie możliwe jest ryzyko wystąpienia stanu epidemii; zagrożonego obszaru – jednej lub kilku jednostek podziału terytorialnego kraju oraz miejsca kwarantanny – odrębnych obiektów budowlanych przeznaczonych do czasowego pobytu osób chorych lub podejrzanych o zachorowanie, w których przechodzą kwarantannę.

Stan epidemii pozwala m.in. na wprowadzenie czasowego ograniczenia określonego sposobu przemieszczania się, oraz funkcjonowania instytucji lub zakładów pracy. Zgodnie z ustawą można nakazać udostępnienie nieruchomości, lokali, czy terenów i dostarczenia pojazdów do działań przeciwepidemicznych.

Wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii pozwala też na wprowadzenie czasowej reglamentacji zaopatrzenia w określonego rodzaju artykuły, obowiązku poddania się badaniom lekarskim oraz stosowaniu innych środków profilaktycznych i zabiegów przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie, w tym obowiązkową kwarantannę i zakaz opuszczania jej obszaru.

Na obszarze, na którym ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii nie stosuje się przepisów o zamówieniach publicznych w przypadku zamówień na usługi, dostawy lub roboty budowlane prowadzone w związku z zapobieganiem epidemii.

W przypadku braku produktów leczniczych, wyrobów medycznych, czy innych środków niezbędnych dla pacjenta minister zdrowia może polecić ich wydanie z Agencji Rezerw Materiałowych, zaś agencja ma obowiązek jak najszybciej uzupełnić zapasy.

Gdy uzupełnienie zapasów nie jest możliwe w terminie pozwalającym na skuteczne przeciwdziałanie epidemii, minister zdrowia może zarządzić przejęcie danych produktów czy sprzętu na rzecz Skarbu Państwa.

Jak zaznaczono, produkty lecznicze, środki spożywcze specjalnego przeznaczenia, wyroby medyczne oraz środki ochrony osobistej, które zostały udostępnione z rezerw strategicznych przez Agencję Rezerw Materiałowych, są dystrybuowane do podmiotów prowadzących szpitale, inspektoratów sanitarnych, aptek lub punktów aptecznych.

Po wprowadzeniu stanu epidemii pracownicy podmiotów leczniczych i osoby wykonujące zawody medyczne mogą być skierowani do pracy przy zwalczaniu epidemii. Obowiązkowi takiemu – jeśli niesie on ryzyko zakażenia – nie podlegają osoby do 18. roku życia lub powyżej 60 r.ż., a także kobiety w ciąży lub osoby wychowujące dzieci w wieku do 18 lat, w tym osoby wychowujące dzieci samotnie oraz osoby, u których orzeczono częściową lub całkowitą niezdolność do pracy, a także inwalidzi i osoby z orzeczonymi chorobami przewlekłymi.

Decyzja o skierowaniu do pracy przy zwalczaniu epidemii stwarza obowiązek pracy do 3 miesięcy.

„Osobie skierowanej do pracy przy zwalczaniu epidemii dotychczasowy pracodawca jest obowiązany udzielić urlopu bezpłatnego na czas określony w decyzji” – zaznaczono.

Osobie skierowanej do takiej pracy przysługuje wynagrodzenie zasadnicze nie niższe niż 150 proc. przeciętnego wynagrodzenia zasadniczego przewidzianego na danym stanowisku pracy w zakładzie wskazanym w decyzji. Wynagrodzenie nie może być niższe niż to, które skierowany do pracy przy zwalczaniu epidemii otrzymał w miesiącu poprzedzającym miesiąc skierowania do pracy.

Osobie skierowanej do pracy przysługuje zwrot kosztów przejazdu, zakwaterowania i wyżywienia, chyba że zostały one zapewnione przez pracodawcę w miejscu wykonywania pracy.

Przez czas trwania pracy przy zwalczaniu epidemii dotychczasowy pracodawca nie może rozwiązać stosunku pracy. Nie może również dokonać wypowiedzenia umowy o pracę, chyba że istnieje podstawa do jej rozwiązania bez wypowiedzenia z winy pracownika, albo w przypadku zmiany lub uchylenia decyzji. (PAP)

Marcin Chomiuk