Radek Wiśniewski: Dość pajacowania. Przenoście wybory kochasie

Radek Wiśniewski
Ile osób musi umrzeć, żeby uznać, że to stan wyjątkowy? Sześć osób to jak rozumiem za mało? Ile będzie wystarczającym powodem? 66? 666? EURO przeniesione, ligi przeniesione a wybory muszą być? Zaraz? Zaraz, zaraz, bo zaraza? Jeszcze, żebyście umieli w e-państwo i była rozbudowana możliwość głosowania zdalnie, ale mieliście przez 5 lat inne priorytety niż e-państwo, e-nauczanie i służba zdrowia oraz nauczyciele. Także ten. Dość pajacowania. Przenoście wybory kochasie.
Myślę, że dosyć tego pajacowania. Szkoły zamknięte, centra handlowe zamknięte, teatry, kina zamknięte, biblioteki zamknięte, sztaby wyborcze nieczynne, kioski nieczynne, sklepy spożywcze czynne krócej, poczty czynne krócej, ale stanu wyjątkowego nie ma?
Nie pamiętam tak wyjątkowego stanu jak żyję. Może powódź w 1997, ale ona miała charakter jednak regionalny, a nie ogólnopolski. Państwo działa normalnie, ktoś mówi? Serio? Bo sąd sądem a granat w łapę i sprawiedliwość musi być po naszej stronie?
Ile osób musi umrzeć, żeby uznać, że to stan wyjątkowy? Sześć osób to jak rozumiem za mało? Ile będzie wystarczającym powodem? 66? 666?
EURO przeniesione, ligi przeniesione a wybory muszą być? Zaraz? Zaraz, zaraz, bo zaraza?
Jeszcze, żebyście umieli w e-państwo i była rozbudowana możliwość głosowania zdalnie, ale mieliście przez 5 lat inne priorytety niż e-państwo, e-nauczanie i służba zdrowia oraz nauczyciele. Także ten.
Dość pajacowania. Przenoście wybory kochasie.
Po dobroci.

Radek Wiśniewski
Adam Mazguła: Czas poświęcenia w służbie i czas cwaniaków

Adam Mazguła
Albo wszyscy walczymy z wirusem i nawet wojsko podporządkowujemy policji dla celów najwyższych dla zdrowia narodu, albo picujemy propagandowo, dla wygrania wyborów przez ekskluzywnego partyjnego turystę, narciarza i krzykacza wiecowego?
Jedni z pełnym poświeceniem walczą o każde zdrowie i życie, inni cwaniacy knują, jak wykorzystać kryzys dla siebie, o dyktaturze i o wyborach.
Totalne dziecko resortowe komunistycznego wychowania, mini ster Mariusz Błaszczak przekazał wojsko w podporządkowanie policji.
Wczoraj podpisałem decyzję, która umożliwi Wojsku Polskiemu udzielanie pomocy Policji. Żołnierze będą wspierać funkcjonariuszy na przejściach granicznych. Decyzja umożliwia też pomoc Policji w kontrolowaniu przestrzegania kwarantanny. pic.twitter.com/myoHTbcdVg
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) March 19, 2020
To się źle kojarzy, bo ostatnie takie ustalenia robiono w stanie wojennym.
Współpraca polegała na tym, że ZOMO mieszkało w hotelach i bursach, mieli „królewskie żarcie” i czekolady, a żołnierze stali przy koksownikach na siarczystym mrozie, częstowani na szczęście przez cywilów gorącą herbatą czy zupą.
Źle się kojarzy również dlatego, że będzie wojskiem dowodził Komendant Główny Policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk.

Odkąd przejął on całkowicie wzmacnianie i promowanie faszystów na ulicach polskich miast, a jego służby są wytwórcą wszystkich wniosków o ściganie sądowe antyfaszystów w Polsce, skończyło się moje zaufanie do tej służby. Przynajmniej dla jej politycznej odmiany.
Szymczyk, pewnie mając na względzie historyczne doświadczenie współpracy z nazistami, wprowadził nawet nowe granatowe mundury policyjne. Tym sposobem mamy granatową policję i policyjne wojsko wspólnie wykonujące zadania na czas stanu wyjątkowego.
Sytuacja jest bardzo trudna
Potrzebni są zaangażowani do służby w zasadzie wszędzie. W szpitalach, miejscach zaopatrzenia ludności w środki zapewniające potrzeby życiowe, w sztabach kryzysowych,… Wszędzie.
Zastanawia mnie jednak czy ta sytuacja na pewno jest tak zła dla władzy?
Nie zawieszają wyborów prezydenckich, chociaż nie można w tej sytuacji prowadzić kampanii. Wszyscy zawiesili takie nieodpowiednie działania w tym czasie, tylko nie ten jedyny, nagle zaangażowany i wręcz bojowy Andrzej Duda.
Jeśli tak, to co jest dla władzy teraz najważniejsze?
Czy to całe zaangażowanie partyjne PiS-u nie jest kpiną z życia i zdrowia Polaków?
Dlaczego przełożono EURO 2020? Bo zdrowie jest ważniejsze niż rywalizacja, bo ludzie martwiący się o swoich bliskich nie mogą skupić się na współzawodnictwie, bo nie da się przygotować do finałów, gdy trwa pandemia. Z tych samych powodów trzeba przełożyć wybory prezydenckie.
— Marcin Matczak (@wsamraz) March 17, 2020
To jest stan wyjątkowy bez jego ogłoszenia. Rządzący powinni zagrać fair i go wprowadzić, przesuwając wybory prezydenckie. Inaczej prezydentura (każda) będzie obarczona gigantycznym grzechem pierworodnym.
— Konrad_Piasecki (@KonradPiasecki) March 13, 2020
Piotr Gliński: „Intensywność tego kryzysu nie jest tak duża, żeby trzeba było odwoływać wybory prezydenckie”. Chyba wolę sobie nie wyobrażać, co wicepremier rozumie przez bardziej intensywny kryzys. https://t.co/u8WHW4C0Ml
— Mateusz Baczyński (@matbaczynski) March 20, 2020
Powinniśmy ich wszystkich pogonić w pokrzywy. Nie tylko dlatego, że nie ma rękawic, kombinezonów czy maseczek na usta, ale jest powszechny bałagan organizacyjny w służbie zdrowia i w kraju, kompletny brak odpowiedzialności władzy.
Jednak oni wiedzą, że czym gorzej w społeczeństwie, to dla władzy lepiej. Wystarczy, aby skruszone społeczeństwo swoją niedolą, ciągle było w mediach atakowane zapewnieniami władzy o nadludzkich staraniach o poprawę ich losu.
Jawi się więc pytanie, czy to wszystko jest tylko walką o głosy dla A. Dudy? Zdecydujcie się w końcu.
Albo wszyscy walczymy z wirusem i nawet wojsko podporządkowujemy policji dla celów najwyższych dla zdrowia narodu, albo picujemy propagandowo, dla wygrania wyborów przez ekskluzywnego partyjnego turystę, narciarza i krzykacza wiecowego?
Potwierdzeniem takiej teorii są informacje od samych rządzących. Przekazują w przestrzeni publicznej decyzje, że za wszelką cenę odbędzie się pierwsza tura wyborów, aby wygrał Duda. Kosztem nadzwyczajnym, angażując cały obóz Zjednoczonej Prawicy, stworzy się w dobie kryzysu ich komisje wyborcze. Wspierane przez organizacje i środowiska katolickie oraz zależne stowarzyszenia bezpartyjnych klubów np. Gazety Polskiej, przeprowadzi się pseudo wybory dla zdecydowanego zwycięstwa kandydata prawicy w pierwszej turze. Nigdzie tego nie będzie można zaskarżyć, bo, do kogo? Do PiS-owskiej Komisji Wyborczej?
Tak, po czasie kryzysu epidemiologicznego przyjdzie czas umacniania PiS władzy bezprawia i faszyzmu. Partyjnej granatowej policji wspieranej takim samym wojskiem i sądów ludowych.
Obym się bardzo mylił.
Adam Mazguła
Dworczyk przyznał: środków ochrony medycznej jest oczywiście za mało
– Mamy podstawowy zapas środków ochrony medycznej, jeśli chodzi o bieżące funkcjonowanie szpitali zakaźnych – poinformował w piątek szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Przyznał, że problem jest z tym, żeby uzupełnić zapotrzebowanie wszystkich placówek.

Dworczyk przed zaplanowanym na godz. 10.30 posiedzeniem zespołu zarządzania kryzysowego powiedział, że „dobrą informacją jest to, że całkowicie na granicach sytuacja została rozwiązana i udrożniona”. – W tej chwili ruch przebywa płynnie, ale – jak dodał – „każdego dnia pojawiają się różnego rodzaju wyzwania, związane z nową sytuacją, na bieżąco staramy się je rozwiązywać”.
Na pytanie, czy jest wystarczający zapas materiałów ochronnych dla pielęgniarek i lekarzy, odpowiedział:
– Mamy podstawowy zapas środków ochronnych medycznych, jeśli chodzi o bieżące funkcjonowanie szpitali, szpitali zakaźnych, bo przypomnę, że w każdym województwie mamy co najmniej jeden jednoimienny szpital, czyli taki, w którym są wyłącznie zaopiekowane osoby chore na koronawirusa.
– Natomiast środków ochrony medycznej jest oczywiście za mało – przyznał Dworczyk.
Jak mówił,
– Jest to problem, z którym boryka się nie tylko Polska, ale i cała Europa. My poprzez różne agendy rządowe intensywnie pracujemy nad tym, żeby na bieżąco uzupełniać te braki. Jeśli mówimy o szczegółach, to bieżące zabezpieczenie szpitali zakaźnych dla personelu medycznego i osób potrzebujących nie jest zagrożone. Natomiast, żeby uzupełnić zapotrzebowania wszystkich placówek, rzeczywiście z tym jest problem nad którym pracujemy, żeby go rozwiązać – powiedział Dworczyk. (PAP)
Katarzyna Krzykowska
#NieKłamRatownikom – służby apelują, aby nie narażać ich zdrowia podczas stanu zagrożenia
Służby ratunkowe – policja, straż i medycy – zainicjowały akcję #NieKłamRatownikom, która przypomina osobom, które dzwonią pod 112, aby nie ukrywały informacji m.in. o kontakcie z osobą potencjalnie zakażoną koronawirusem. Chory ratownik nie pomoże już innym – podkreślają służby.
@PolskaPolicja Jeśli byłeś za granicą, podejrzewasz, że możesz być zakażony koronawirusem, nie okłamuj służb. Nasze bezpieczeństwo jest teraz także Waszym bezpieczeństwem !#NieKłamStrażaka #NieKłamPolicjanta #NieKłamMedyka #NieKłamRatownikom pic.twitter.com/6c6E220D8q
— Łódzka Policja (@policja_lodzka) March 19, 2020
„Wzywasz nas na interwencję – powiedz nam prawdę. Pamiętaj, że ukrywając fakty o swoim stanie zdrowia, kontakcie z osobą potencjalnie zakażoną czy przebywaniu w strefie zakażenia, utrudniasz nam niesienie pomocy innym. Dlatego przypominamy – #NieKłamRatownikom” – apelują zgodnie służby medyczne, policja i straż.
Przypominają przy tym, że na numer alarmowy 112 należy dzwonić tylko w przypadku zagrożenia życia i drowia. Dlatego też, jeśli dzwoniąca po pomoc osoba jest w kwarantannie lub mogła mieć kontakt z osobą zakażoną koronawirusem, powinna poinformować o tym od razu dyspozytora.
„Mówiąc zatem szczerze o swoim stanie zdrowia, pomagasz nam pomóc innym. Przyjeżdżając na interwencję będziemy mogli użyć odpowiedniej odzieży ochronnej. Chory ratownik nie pomoże już innej osobie” – zwracają uwagę służby.
W tej chwili liczba potwierdzonych przypadków koronawirusa w Polsce wzrosła do 325, pięć osób zmarło. (PAP)

Nie oceniajcie MATEK

Agnieszka Ossowska
Bo w pewnym momencie już masz gdzieś: zwyczajnie żyjesz jak wariat i przykro ci, że każdy tak na ciebie patrzy, ale nie wyciągasz rąk po pomoc. Bo Wasze wszelkie argumenty i mądrości wychowawcze uznalibyście za niestosowne i idiotyczne. Bo matki niepełnosprawnych dzieci to kobiety ŚWIĘTE ZA ŻYCIA. A jeśli mówią, że nie poświęcają się – to potwierdzają tym bardziej swoją świętość. A to, co one robią na co dzień to nie jest nic normalnego: TO JEST COŚ NADZYWCZAJANEGO!
Nie oceniajcie matek niepełnosprawnych dzieci. Nie twórzcie teorii na ich temat, zanim nie poznacie ich historii dogłębnie.

Nie powiem: na własnej skórze, bo tego nikomu nie życzę. Chociaż to prawda, że póki samemu się nie ma dziecka z problemami, to się nie rozumie do końca problemów, jakie takie dziecko może sprawiać.
Bo dziecko, które da się jakoś ułożyć, nawet jeśli ciężko, ale się DA, to żaden problem. To pikuś, i tym nie starajcie się szpanować przed tymi mamami, bo się ośmieszacie, a przy okazji sprawiacie im ból. Bo one zazdroszczą takich dzieci, z którymi nie jest wstyd gdzieś wyjść, które zareagują odpowiednio na zwróconą im uwagę, i powstrzymają od histerycznych zachowań, gdy coś nie jest po ich myśli.
I najważniejsze: nawet jeśli już je oceniacie, i opieracie się na mylnych przekonaniach na temat ich lenistwa/nieumiejętności wychowawczych/wyłudzania pieniędzy z zasiłków na życie. Jeśli na dodatek myślicie, że pieniądze te „wyłudzają” (czy wyszarpują) żeby NIC NIE ROBIĆ CAŁE DNIE… (taaaaaaa, NIC nie robić…), to nie ważcie się tego nawet mówić. Bo zwyczajnie nie macie do tego prawa.
Takie prawo nabylibyście, jeśli spędzilibyście z takim dzieckiem dłuższy czas. Jeśli zaczęlibyście tracić siły na cokolwiek z tej wiecznej walki i udręki. Jak stracilibyście zdrowie i urodę ze zmartwień, jakie by Wam to dziecko przysparzało. Bo nie mielibyście sił ani chęci o siebie zadbać, ani odwagi uwierzyć, że znaczycie cokolwiek więcej niż opiekunka chorego dziecka – takiego, które nie ma wyśmienitego miejsca w społeczeństwie, tylko marginalne. Wtedy i Wy w poczuciu beznadziei ustawilibyście się na marginesie. I dopiero poczulibyście jakie to jest ohydne uczucie czuć się NIKIM.
Tracilibyście też przyjaciół. I rodzinę. Bo albo sami byście ich unikali, albo oni zaczęliby unikać Was. I poczulibyście jak to jest być odrzuconym z niezrozumienia i braku tolerancji.
I jak byście codziennie mieli w domu pierdolnik nie do opanowania, w którym ciężko żyć, bo dziecko ma złość jakąś albo fanaberię, by nie tylko nie sprzątać (bo to w ogóle prawie żaden problem w tym wszystkim), ale jak specjalnie by wam wywalało rzeczy z szafy, wyrywało drzwi z zawiasów, wywracało meble i rzucało tym co pod ręką gdzie popadnie lub w Was z całej siły. I jak byście zbierali z podłogi potłuczone naczynia i połamane zabawki, na które kapałyby wasze łzy. I jak by was to dziecko biło, drapało gdy zaprowadzalibyście je do przedszkola/lekarza/na basen/gdziekolwiek. I gdyby na dobitkę sikało i robiło kupę w majtki, czy w łóżko, i nie panowało nad żadnymi emocjami ani odruchami, i nie umiało poskromić żadnych złości, ani zachcianek, i wszystkiego się domagało w trybie natychmiastowym i nieodwołalnym.
Dopiero wtedy, gdy czyścilibyście podłogę na klęczkach, bo nie mielibyście już siły i wiary, że ono Wam pomoże chociaż w sprzątnięciu po sobie. I wreszcie gdybyście zrozumieli, że jest granica wytrzymałości każdej cierpliwości, i że żadna kara nie pomoże w wychowaniu tego dziecka. I że włączenie telewizora czy komputera, to Wasz jedyny ratunek przed byciem oplutym i okrzyczanym, a nie jedynie wasz brak umiejętności wychowawczych, czy też pomysłów na spędzenie z nim czasu. Bo nakłonienie tego dziecka nawet do rysowania kolorowanek to wielki wysiłek, i walka z jego niechęcią do wykonywania jakichkolwiek poleceń. To wtedy dopiero nabralibyście prawa do wypowiadania się na temat wychowania tego dziecka.
Wtedy, gdy zrozumielibyście, że każde wyjście na spacer, czy też wyjazd na wakacje z tym dzieckiem, to żaden odpoczynek, tylko walka o przetrwanie każdego dnia.
Gdy każde święta zaczęłyby kojarzyć się Wam z próbą ujarzmienia tego dziecka i z próbą zatajenia problemów. Nie po to nawet by się do nich nie przyznawać (bo w pewnym momencie już mielibyście to gdzieś), ale po to, by innym nie przysparzać kłopotów. Poczulibyście, że jesteście traktowani jak wariaci, i przykro by Wam było, że każdy tak na Was patrzy, ale nie wyciągalibyście rąk po pomoc, ani nie prosili choćby o samo zrozumienie, bo wiedzielibyście, że będziecie najwyżej skarceni czy pouczeni, a za plecami wyśmiani i wytknięci palcami. I gdybyście poczuli jak to jest codziennie słuchać tych samych krytycznych uwag dotyczących Waszego sposobu wychowania tego dziecka. Wtedy dopiero zrozumielibyście sytuację tych mam. I wtedy też mimo nabytego prawa: ZAMILKLIBYŚCIE…
Wasze wszelkie argumenty i mądrości wychowawcze uznalibyście za niestosowne, i idiotyczne. Wraz z wiarą w to, jak szczęśliwe i beztroskie życie wiodą takie matki, czasem na zasiłkach, a czasem nawet ich pozbawione, a mimo wszystko zazwyczaj rezygnujące z pracy dla dobra tego dziecka. Żeby je wspomóc w rozwoju i być przy nim, bo więcej takiej uwagi i poświęcenia wymaga niż „normalne” dziecko. I dawać sobą poniewierać przez nie w imię jego własnego dobra.
Matki niepełnosprawnych dzieci to kobiety ŚWIĘTE ZA ŻYCIA.
Wypełniają takie obowiązki, do jakich czują wewnętrzne wezwanie jak coś oczywistego. A jeśli mówią, że nie poświęcają się – to tym bardziej potwierdzają swoją świętość. A to co one robią na co dzień to nie jest nic normalnego:
TO JEST COŚ NADZWYCZAJNEGO!
Agnieszka Ossowska
Bogumiła Nowak: Drobiazgi nie psują mi humoru

Bogumiła Nowak
Trzeba się cieszyć tym, co jest. Nawet wtedy, gdy jest ciut gorzej. Świat jak rzeka ucieka. I trzeba gonić świat i życie, by nie zostać w tyle.
Prosta rzecz może zepsuć humor, ale też prosta rzecz może go poprawić.
Staram się nie zasmucać wielkimi rzeczami, a cieszyć ogromnie drobnymi sprawami. Nie mam wpływu na otaczający mnie świat zewnętrzny. Jednak sama mogę sobie stworzyć świat wewnętrzny.
Tak było w czasie stanu wojennego, kiedy żyłam na przekór wszystkiemu we własnej enklawie. Tak chyba jest i teraz. Choć może nie tak do końca.
Wtedy nie było Internetu… i nie mogłam uciec dalej niż w fikcję książkową. Teraz mam nieprzebrane morze elektronicznego świata, który pozwala się oddalić od tego, czego mam dość i co mnie irytuje.
Nie mam specjalnie wiele czasu na zastanawianie się nad spiskową teorią dziejów i katastroficznymi wywodami, dotyczącymi obecnej sytuacji. To nie dla mnie. Żyję radością świata i nawet w największym dramacie upatruję pozytywów.
Życie nie zawsze mnie rozpieszczało. Jednak ukułam sobie taką tezę, że jaką twarz sama światu pokazuje, taką odbieram. Śmieję się do ludzi, więc wokół mnie zawsze jest sporo tych przyjaznych, zawsze ktoś na kogoś mogę liczyć w trudnej sytuacji. Sama też staram się rewanżować pomocą, jak tylko mogę. To daje efekty i się sprawdza.
„Świat nie jest taki zły…. Niech no tylko zakwitną jabłonie” – powtarzam sobie zapomniany szlagier, chyba Haliny Kunickiej. Pamiętam bardziej piosenkę niż wykonawcę. I dla mnie jabłonie kwitną zawsze. Nawet w środku zimy, gdy zawieja śnieżna i mróz za oknem. Nawet wtedy, gdy jest mi czasem źle. Do tej piosenki dołączam inną, serbską, też, że tak powiem wiosenną „Kad zamiriśu jorgovani – kiedy zapachną bzy”, sentymentalny utwór Vesny Zmijanac, bałkańskiej piosenkarki pop. Te dwa utwory, pełne nadziei i wiosny dają mi potrzebny dynamit życiowy, by z uśmiechem przebijać się przez mielizny świata.
Moja babcia zawsze mówiła, że nie jest źle, bo zawsze może być gorzej. Więc dlaczego mam narzekać na ludzi, świat i koronnego wirusa. Trzeba się cieszyć tym, co jest. Nawet wtedy, gdy jest ciut gorzej. Świat jak rzeka ucieka. I trzeba gonić świat i życie, by nie zostać w tyle. Zauważyli to już starożytni Grecy, twierdząc, że „panta rei”, czyli wszystko mija. Na to się nie ma wpływu, ale wpadać z tego powodu w dołek jest bez sensu.
Zawsze uważam, że w życiu miałam i mam szczęście. Kiedy zrobiono mi punkcję kręgosłupa jako nastolatce, szukając przyczyn dolegliwości, to po tygodniu wróciłam do normalnego życia. Moja koleżanka z sali szpitalnej dopiero po pół roku zaczęła normalnie chodzić, bo lekarz źle wbił jej igłę w kręgosłup i ją częściowo sparaliżowało. A ona sama nie traciła nadziei i to mi dało do myślenia, że przecież jestem lepszej niż ona sytuacji i jakie prawo mam narzekać, kiedy ona tego nie robi.
Więc, kiedy pół roku później wylądowałam nagle na stole operacyjnym w szpitalu z perforacją wyrostka, to cieszyłam się, że chirurg zdążył mnie uratować. Przecież groziła mi ewidentnie śmierć, po wadliwej diagnozie neurologa. Jeszcze kilka godzin i wylądowałabym na cmentarzu. Więc to wielka radość, że jednak żyję. Nawet udało mi się po kilku latach odbudować zniszczoną lekami przeciwbólowymi wątrobę. Jaka radość, że jestem teraz okazem zdrowia, choć od tamtych czasów mam solidny dystans do medycyny, a szczególnie awersję do chemicznych leków, tak chętnie serwowanych w nadmiarze przez lekarzy.
Życie testowało mnie nie jeden raz… ostatnim razem, prawie 20 lat temu, w miejscu pracy czajnik elektryczny z gorącą wodą przewrócił się i zawartość wlała się po udzie do zimowych kozaczków. Tylko cud mnie uratował, że nie straciłam wtedy nogi. Zaatakował ją już paciorkowiec. Trzymiesięczna kuracja i walka z bólem dały efekt. Pokonałam również to wyzwanie. Zresztą prawa noga, jak to prawica i wszystko prawe we mnie, od początku jest wadliwe i przynosi mi tylko same kłopoty….
Kilka lat przed wypadkiem uszkodziłam właśnie w prawej nodze nerw kulszowy. Noga stała się obcym ciałem, nad którym nie miałam kontroli, czym nie mogłam dowolnie poruszać. Chodzenie na okrągło w płaskich butach, w większości tenisówkach to koszmar dla kobiety, która nawet wyrzucać śmieci szła w klapkach na obcasie. Całe życie przebiegałam w szpilkach, jak więc żyć na płasko? Jednak pokonałam tę niemoc.
Nawet znany neurochirurg Wojciech Maksymowicz z Olsztyna podziwiał mnie za upór i za to, że w ciągu dwóch lat uporałam się z niepełnosprawnością nogi. Jednak ja uparłam się trochę irracjonalnie, że za pół roku zatańczę na Sylwestra w szpilkach.
I zatańczyłam, choć to było tylko kilka kroków. Cały czas jednak walczyłam z uporem, by normalnie się poruszać.
– Nie będzie mi taka durna drobnostka niszczyć i przebudowywać życia. To tylko drobna sprawa, którą muszę załatwić i osiągać moje cele – argumentowałam wszystkim kuśtykając.
Ćwiczyłam, zatem po 8-10 godzin dziennie, a czasem więcej, chodziłam na zalecone zabiegi, dokupując sobie trzy razy tyle prądów, masaży, ultradźwięków. Dopięłam swego. i choć nie do końca, bo nadal zdarza mi się czasem, kiedy jestem zmęczona kuleć. Jednak to drobiazg, który nie zatruwa mi życia. Jak wiele innych spraw.
Choćby dziś zerwana zelówka w balerinkach nie wpłynęła na mój nastrój. Przykleiłam ją sobie taśmą klejącą i wróciłam z pracy do domu. Taki drobiazg nie zepsuje mi przecież humoru. Świat jest zbyt piękny, by tracić czas na durnoty, by zagnębiać się sprawami, na które nie mamy wpływu, jak choćby obecna sytuacja epidemiologiczna.
Bogumiła Nowak
Marcin Zegadło: Dziennik pandemiczny. 18.03.2020r. – czwartek (wieczór)

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
To nie jest takie proste w rzeczywistości będącej skrzyżowaniem photoshopa z talent show, mówić na głos takie słowa jak: choroba, powikłania, epidemia, zgon czy po prostu śmierć. To miało się nie wydarzyć.
Rozmawiałem dzisiaj z kilkoma znajomymi osobami. Rozmawialiśmy o tym co wydarza się od dwóch tygodni. Deklarowali, że są „przerażeni”. A mnie przeraził fakt, że tego przerażenia nie czuję.
Czy to dobrze nie być przerażonym, kiedy oni są przerażeni? Być może nie zdaję sobie sprawy z powagi sytuacji? Być może ignoruje skalę zjawiska?
Skoro oni są przerażeni, to czy nie będąc przerażonym jestem ignorantem, czy po prostu przez większość mojego czterdziestoletniego życia nie zdarzało mi się zapominać, że jestem śmiertelny? (czytam o tym, piszę o tym, i jeszcze więcej o tym czytam, a wszędzie śmierć w tym czytaniu i śmierć w tym pisaniu – oswojona? Nieoswojona?) Bo przecież o to tutaj głównie chodzi. Czyż nie?
W związku z tym teraz (być może) łatwiej znoszę fakt, że ta pandemia boleśnie nam o kruchości życia przypomina. Co więcej. Przypomina nam również o kruchości posad tego świata. Wystarczy grypa, która może skończyć się powikłanym zapaleniem płuc, żeby runął jak domek z kart gmach światowej gospodarki, a większość Ziemian rozpaczliwie szukała języka, w którym będą mogli mówić o tym co ich spotyka.
To nie jest takie proste w rzeczywistości będącej skrzyżowaniem photoshopa z talent show, mówić na głos takie słowa jak: „choroba”, „powikłania”, „epidemia”, „zgon” czy po prostu „śmierć”.
To miało się nie wydarzyć.
Oczywiście to, że nie jestem przerażony nie oznacza, że nie boję się jak większość. Po prostu uważam, że niczym nie różnimy się od tych, którzy żyli przed nami i nie widzę powodu, dlaczego nie mielibyśmy nie mieć swojej „apokalipsy”. Chociażby to była apokalipsa, którą zarządzają media i długoletnie zaniedbania. Apokalipsa, która przegląda się w naszych lękach i urojeniach, naszym rozczarowaniu, że mimo tego, że stworzyliśmy technologię pozwalającą na tak wiele, wciąż możemy umrzeć na grypę. Trudno zaakceptować fakt, że wciąż tak mało potrzeba, żeby nas nie było.
Marcin Zegadło
Folia malarska, sztacheta, karton i tektura. Obraz klęski. Tak wygląda śluza w jednoimiennym szpitalu zakaźnym. Poprzednia z marketu budowlanego rozpadła się po kilku godzinach – nic nie dały naprawy taśmą malarską. Symbol naszego systemu ochrony zdrowia. #COVID19 pic.twitter.com/nC71o7WYba
— Dawid M. (@MMiskowiec) March 19, 2020
Krzysztof Skiba: Nowe Brednie

Krzysztof Skiba
Obecnie w czas zarazy krążą w polskim Internecie Nowe Brednie. Pan Bartek z Ustrzyk Dolnych, były drwal i człowiek lasu opracował w swoim laboratorium w garażu, genialną maść, która chroni przed koronawirusem. Jest to sierść niedźwiedzia zmieszana z gównem komara. Osoba, która taką maścią wysmaruje sobie gardło i pośladki nie ulegnie zarażeniu.
Dawno temu pewien biedny filozof, syn cieśli głosił w Jerozolimie Dobrą Nowinę. Dużo później doktor teologii Marcin Luter, syn biednych wieśniaków przybił swoje Tezy do drzwi kościoła w Wittenberdze, jeszcze później brodaty Karol Marks, syn adwokata ogłosił Manifest Komunistyczny. Dopiero potem Magda Gessler (córka rondla i chochli) ogłosiła światu, jaką zupę ugotuje na obiad.
Obecnie w czas zarazy krążą w polskim Internecie Nowe Brednie
Zwykle zaczynają się od słowa „Słuchajcie!”.
Autorzy tych sensacyjnych treści przekonują czytelników, że słyszeli od pani Ewy z Bydgoszczy, której sąsiadem był przed laty pewien emerytowany lekarz, który zmarł na katar, że na koronawirusa dobrze robią pastylki do ssania na gardło o nazwie chlorochinaldin.
Z kolei Pani Zyta z Siemiatycz, która pracowała przed laty w aptece, ale ją wyrzucili, bo ukradła viagrę dla narzeczonego, odkryła, że te osoby, które na bóle głowy używają ibupronu, są bardziej narażone na atak wirusa.
Pan Bartek z Ustrzyk Dolnych, były drwal i człowiek lasu opracował w swoim laboratorium w garażu, genialną maść, która chroni przed koronawirusem. Jest to sierść niedźwiedzia zmieszana z gównem komara. Osoba, która taką maścią wysmaruje sobie gardło i pośladki nie ulegnie zarażeniu.
Słuchajcie! Jest jeszcze receptura pani Zosi z Warszawy, która ma dyplom lekarza odbity na ksero na Ukrainie. Pani Zosia odkryła, że przed koronawirusem chroni sproszkowana noga żaby wsypana do zupy pomidorowej, która była wcześniej rosołem.
Pojawił się też rewelacyjny przepis pana Macieja inżyniera z Kolbud, który na własnej rodzinie dowiódł, że tabletki Stoperan zmieszane z dżemem truskawkowym i piwem Żywiec powodują, że koronawirus znika jak Wojciech Mann z radiowej Trójki.
Słuchajcie! Odkryto też, że ludzie mądrzy nie wierzą w pseudo medyczne bzdury z Internetu.
Czego Wam, w dobie epidemii wszystkim życzę.
Krzysztof Skiba
Duda na pełnych obrotach prowadzi kampanię. PiS nie chce dyskutować o przełożeniu wyborów

Anna Widzyk
PiS nie chce dyskutować o przełożeniu majowych wyborów prezydenckich. Walczący o reelekcję Andrzej Duda pracuje na pełnych obrotach – pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Prezydent @AndrzejDuda: Zapewniam, że żywności nie zabraknie.
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 13, 2020
Prezydent wspólnie z Ministrem Rolnictwa @jkardanowskim odwiedził dziś w Ciechanowie jeden z #BankiŻywności, które są gotowe, by zapewnić wsparcie m. in. osobom przebywającym w kwarantannie. #koronawirus pic.twitter.com/0rjz05vMIb
Niemiecki dziennik informuje w czwartek (19.03.2020), że w obliczu epidemii koronawirusa, w Polsce rozgorzała dyskusja o przełożeniu zaplanowanych na 10 maja wyborów prezydenckich.
„Chór tych, którzy żądają przesunięcia terminu, był przez ostatnie dni coraz głośniejszy” – pisze korespondent „FAZ” Gerhard Gnauck. Zaznaczył, że za przełożeniem wyborów opowiedziały się dwa najważniejsze polskie dzienniki „Gazeta Wyborcza” i „Rzeczpospolita”, „choć sprzyjają one różnym obozom”.
„Argumentuje się, że utrzymanie wyznaczonego terminu byłoby nieprzyzwoite. Obciążyłoby wybory, niezależnie od ich wyniku, «grzechem pierworodnym» i podważyło ich legalność” – relacjonuje „FAZ”.
Brak uczciwej kampani
Niemiecki korespondent informuje, że czołowi przedstawiciele rządzącego PiS nie chcą w ogóle dyskutować o terminie wyborów. Walczący zaś o reelekcję Andrzej Duda „pracuje na pełnych obrotach”.
Ogromne podziękowanie dla pracowników @PKN_ORLEN za zaangażowanie w produkcję płynu do dezynfekcji.
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 17, 2020
Dziękujemy bardzo! pic.twitter.com/enlMmuTBbq
„Odwiedza – zawsze w obecności telewizji – państwowy koncern naftowy Orlen, który teraz produkuje także płyn do dezynfekcji. Dzwoni do prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steimeiera, aby «prosić go o pomoc» tysiącom Polaków, wracającym do ojczyzny, którzy tkwią w korkach na niemieckich autostradach przed granicą. Prowadzi konferencje prasowe, wraz z Morawiecki i ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim, który w czasie kryzysu stał się bardzo popularny, informują o sytuacji i podjętych działaniach” – relacjonuje niemiecki dziennik.
Spotkanie Prezydenta @AndrzejDuda z Premierem @MorawieckiM ws. #koronawirus pic.twitter.com/RwnBuOqb3N
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 16, 2020
Prezydent @AndrzejDuda rozmawiał z prezesem PLL LOT Rafałem Milczarskim na temat akcji @LOTdoDomu oraz o sytuacji spółki. pic.twitter.com/dfrNwnGy1v
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 18, 2020
GARWOLIN | Prezydent RP @AndrzejDuda spotkał się z lekarzami, ratownikami medycznymi i personelem medycznym.
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 14, 2020
– Dziękuję wszystkim, którzy odpowiedzialnie i poważnie podchodzą do tej sytuacji. #koronawirus pic.twitter.com/YoGt0fVg8T
„Co robi opozycja? Piąty w sondażach młody katolicki publicysta i polityczny nowicjusz Szymon Hołownia zawiesił swoją kampanię wyborczą. Zajmujący trzecią pozycję kandydat lewicy, były aktywista środowiska LGBT Robert Biedroń powiedział w środę, że «nie ma prawdziwej kampanii wyborczej, bo w przypadku wszystkich kandydatów, z wyjątkiem prezydenta Dudy, jej prowadzenie jest niemożliwe albo bardzo trudne, bo nie mogą rozdawać ulotek ani spotykać się z wyborcami»” – pisze „FAZ”.
Skandal! Kandydat Andrzej #Duda ma o jedną trzecią więcej czasu antenowego niż Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia i Robert Biedroń razem wzięci!https://t.co/mBMzImerEd pic.twitter.com/KGL39gv94t
— Łukasz Olejnik (@olejnik_lukasz1) March 16, 2020
Możliwości przełożenia wyborów
Gerhard Gnauck opierając się na przekazach polskich mediów informuje, że istnieją dwie możliwości przełożenia wyborów. Wycofanie się wszystkich kandydatów albo wprowadzenie stanu wyjątkowego.
„Możliwość wycofania się wszystkich kandydatów odrzuca, lewicowy kandydat Robert Biedroń. Jak przekonuje, jest to temat wywołany przez publicystów. Pomiędzy sztabami wyborczymi nie są prowadzone takie rozmowy. Dodaje również, że «To guzik atomowy, ostatnia opcja, gdybyśmy mieli poczucie, że prezydent Duda wykorzystał sytuację wokół koronawirusa do prowadzenia swojej kampanii». Mimo dramatycznej sytuacji w Polsce w związku z epidemią koronawirusa, prezydent nie proponował dotychczas rozmów opozycji” – pisze niemiecka gazeta.
W związku z pogarszającą się sytuacją epidemiologiczną zdecydowałem o zawieszeniu spotkań otwartych w ramach mojej kampanii.
— Robert Biedroń (@RobertBiedron) March 10, 2020
Przed posiedzeniem #RBN #koronawirus pic.twitter.com/bCtSPUDE5b
Korespondent „FAZ” dodaje, że najsilniejsza kandydatka opozycji, Małgorzata Kidawa-Błońska z liberalnej Platformy Obywatelskiej, jeszcze nie wypowiedziała się jasno, czy jest za przesunięciem wyborów.
„Małgorzata Kidawa-Błońska zaprzestała prowadzenia kampanii wyborczej w przestrzeni publicznej. Na jej profilu na Facebooku można zobaczyć, jak naradza się z burmistrzami, ekspertami i lekarzami na temat wirusa.
Szef Platformy, Borys Budka uniknął we wtorkowym wywiadzie z prywatną telewizją jasnej odpowiedzi na pytanie, czy uważa jeszcze termin wyborów 10 maja za właściwy” – relacjonuje gazeta.
„FAZ” cytuje też wicepremiera Jacka Sasina, który powiedział w środę, że nie ma powodu, by wprowadzać stan wyjątkowy.
Kampania wyborcza trwa. Przeniosła się do internetu i mediów, zaś prezydent Duda jeździ po kraju, aby być tam, gdzie dzieją się ważne rzeczy w walce z wirusem.
Trwa spotkanie Prezydenta RP @AndrzejDuda z przedstawicielami organizacji harcerskich oraz Głównym Inspektorem Sanitarnym @GIS_gov.#koronawirus pic.twitter.com/voFrVxEt7k
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 12, 2020
REDAKCJA POLECA
Bono śpiewa dla Włochów walczących z koronawirusem
Bono zaśpiewał dla wszystkich, którzy walczą z rozprzestrzeniającą się epidemii koronawirusa. W ten sposób lider U2 okazał swoje wsparcie Włochom i Irlandczykom.
— Dla Włochów, którzy inspirują, dla Irlandczyków (…) dla lekarzy, pielęgniarek i opiekunów na pierwszej linii frontu, to dla was śpiewamy — napisał Bono i opublikował nagranie z piosenką „Let Your Love Be Known”.
Największe ognisko epidemii w Europie
Włochy to pierwsze największe ognisko epidemii w Europie. Już 23 lutego informowaliśmy, że ciągu kilku dni liczba zachorowań we Włoszech przekroczyła 130. Władze izolowały całe miasta.
Tylko w środę 18 marca w ciągu doby we Włoszech zmarło 475 osób zakażonych koronawirusem. To rekordowa liczba od początku epidemii. Tym samym łączny bilans zmarłych wzrósł do 2978. Obecnie w całym kraju zakażonych jest ponad 28 tys. osób.
Dariusz Frach, thefad.pl



