Adam Mazguła: Kryzysowy prezent dla PiS

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Takiej szansy zatrudnione przez PiS za gigantyczne pieniądze agencje wizerunkowe i propagandowe nie przepuszczą. To nic, że nie ma masek, środków odkażających, personelu medycznego, respiratorów, doświadczenia i podstawowych umiejętności. To nic, że zawali się gospodarka, a wielu ludzi tego nie przeżyje. Chodzi przecież o to, by kryzys trwał

 

Partia Kaczyńskiego zarządza Polską przez kryzys. Doszła do władzy, bo wmówiła Polakom zamach smoleński poprzedników, ich ruinę moralną, klęskę gospodarczą, zarządzanie krajem dla obcych interesów z wszechobecną korupcją i zagrożeniem dla „wiary ojców”.

Tak zdefiniowany, wymyślony kryzys stał się napędem tej zakłamanej władzy. Ciągle nowe, produkowane przez specjalistów pseudo zagrożenia ze strony komunistów i złodziei, kanalii i morderców brata, nowe „śmiertelne” dla Polaków ideologie gender, LGBT, ludzi Tuska i UE, napędzają propagandę nienawiści.

Ten ciągły kryzys wmawiany Polakom, wojna o wiarę i najważniejsze wartości narodowe są jednak uzasadnieniem dla zniszczenia demokratycznych zasad i zawłaszczenie państwa dla elit parafialnej partii ciemnoty.

Tą drogą objęto partyjną kontrolą wszystkie służby państwowe, banki, środki masowego przekazu… Na czele państwa stoją nałogowi oszuści tacy jak drabinkowy poszukiwacz prawdy, oszust smoleński, historyczny bohater mitoman, ministrowie ułaskawieni, propagandowi agresorzy i aferzyści wielkiego rozmiaru. Nawet kościelne biura parafialne stały się partyjnymi nośnikami PiS-faszyzmu.

Tolerancja dla polskich i katolickich złodziei jest tak pospolita, że nawet 260 wielkich afer tej władzy nie ma kto ścigać prawnie. Mało tego, niewielu interesują losy przywiezionych ton złota i niczym nieuzasadnione miliony złotych na kontach partyjnych działaczy Zjednoczonej Prawicy. Gen złodzieja – Polaka jest mocniejszy od przestrzegania prawa i przyzwoitości, bo „to nasi kradną i na dodatek się dzielą”.

I przyszła premia! Prawdziwy kryzys i to światowy!

To zbawienie dla władzy nie mogło przyjść w lepszym czasie. Kiedy wydawało się, że pięcioletnia zabawa narciarska, ciągłe zawierzanie na klęczkach i radość z umiejętności podpisywania lewą ręką źle się skończy, przyszedł coronawirus.

Dla pewności, że nas nie ominie, od grudnia utrzymywano w tajemnicy, że się zbliża, a od połowy stycznia ukrywano jego objawy chorych w naszym kraju. Nawet minister zdrowia, który zawdzięcza swoją karierę naukowemu uzasadnieniu lekarskiej klauzuli sumienia i praktyce u największej handlarki dziećmi Matki Teresy, pojechał do Włoch po wirusa. Czy go przywiózł, nie wiadomo.

W każdym razie jest wirus, jest kryzys, jest szansa na kolejne partyjne, a może nawet ostateczne zwycięstwo!

Takiej szansy zatrudnione przez PiS za gigantyczne pieniądze agencje wizerunkowe i propagandowe nie przepuszczą. To nic, że nie ma masek, środków odkażających, personelu medycznego, respiratorów, doświadczenia i podstawowych umiejętności. To nic, że zawali się gospodarka, a wielu ludzi tego nie przeżyje. Chodzi przecież o to, by kryzys trwał, a przy okazji, o izolację międzynarodową społeczeństwa, o jednoczenie w kryzysie, ale i o zawieszenie praw obywatelskich, o przerwanie prezydenckiej kampanii wyborczej, o dalszą izolację Polaków od UE, o umocnienie partyjnych wpływów…

Jak „bajeruje” władza?

Powołano niezliczone zespoły kryzysowe, które codziennie i każdy z osobna zwołują konferencje prasowe i straszą ludzi. Oczywiście, króluje aktywnością przebieraniec w militarną koszulę i „zatroskany o los kraju” antykonstytucyjny długopis.

Mimo faktycznego wprowadzenia stanu wyjątkowego nie ogłoszono go formalnie, bo wtedy odpowiedzialność za sytuację ponosi premier i trzeba by odwołać wybory. Takiej okazji, kiedy wszyscy musieli przerwać kampanię wyborczą, a on może zawłaszczyć całe media swoją troską o naród, ten nierób bez honoru nie przepuści.

Jak ujawniono w przypadku masek, orlenowskich płynów do odkażania, respiratorów i wielu innych produktów, władza daje zarobić swoim na kryzysie. Dlatego zakupy na potrzeby państwowe nie dokonują ministerstwa, a firmy związane z PiS-em, w trybie bezprzetargowym i za wygórowane ceny.

Przestraszeni Polacy schowali się w domach, LOT zarabia krocie na powrotach, Orlen na płynach, Krasnodębski chce poprzez śmierć odmłodzić Polaków, PiS-owskie trolle bezczelnie atakują Jurka Owsiaka, a nie rząd za braki sprzętu medycznego, a Morawiecki kupuje nowe limuzyny pancerne dla VIP-ów.

Zawieszono sprawy sądowe Polaków, aby nie dyskutować o łamaniu prawa przez PiS, ale ścigać się będzie sędziego Tuleję, bo państwowa propaganda musi wskazywać parafianom, kto tu jest wrogiem narodu. Z zażenowaniem i przerażeniem patrzę na to wszystko.

Przecież to niekontrolowany bałagan PiS-u na pożytek władzy i robienie interesów na kryzysie. Nie tylko o finanse tutaj chodzi, a o ostateczną kryzysową rozgrywkę, w której wszystkie narzędzia należą do partii rządzącej.

Słyszymy codziennie i po wielokroć jak to jesteśmy światowymi liderami walki z kryzysem, jak to jesteśmy mądrzy przed szkodą, jak to staliśmy się przykładem dla innych, mniej zdolnych państw.

Jednak nie robi się testów wszystkim potrzebującym, ukrywa liczby zarażonych, to walka o statystyki, które są motorem propagandy.

Widzę wyraźnie tę podłą walkę medialną o dominację polityczną katolickiego PiS-faszyzmu nad demokratycznym państwem konstytucyjnym. Walkę o wyborcę zmanipulowanego, okłamanego, która z pewnością spowoduje kryzys gospodarczy, tragedię wielu rodzin i całych społeczeństw, który rządzący uzasadnią nadrzędnym, potrzebnym kosztem dla zdrowia społeczeństwa.

Apelując o zdrowy, chociażby rozsądek,

Adam Mazguła


Koronawirus. Szczepionka już jesienią? Trump proponuje miliard dolarów za pozyskanie praw do patentu

DW

Niemiecka firma biotechnologiczna zapowiada szczepionkę już jesienią. Odrzuca amerykańską „niemoralną propozycję“.

Novel Coronavirus SARS-CoV-2
Novel Coronavirus SARS-CoV-2

Współzałożyciel koncernu IT SAP Dietmar Hopp, w którego posiadaniu znajduje się większość udziałów niemieckiej firmy biotechnologicznej CureVac z Tybingi, ocenił , że do jesieni uda się wynaleźć szczepionkę przeciwko koronawirusowi.

− Powinna pojawić się do tego czasu. Potrzebne są jeszcze testy na zwierzętach, a następnie na ludziach − podkreślił Hopp.

CureVac prowadzi intensywne prace badawcze od stycznia br. Jak zaznaczył Dietmar Hopp, niedopuszczalne jest, aby niemiecka firma wynalazła szczepionkę i ta była do dyspozycji tylko Stanów Zjednoczonych.

Jak wynika z informacji potwierdzonych przez niemieckie ministerstwo zdrowia, prezydent USA Donald Trump chciał, oferując miliard dolarów, skłonić firmę do przeniesienia się do USA, bądź do przekazania Stanom Zjednoczonym wyjątkowych praw do tego patentu. Firma CureVac odrzuciła „niemoralną propozycję“ amerykańskich władz – jak nazwała to „Sueddeutsche Zeitung“.

– Chcemy stworzyć szczepionkę dla całego świata, a nie dla pojedynczych krajów – powiedział dyrektor holdingu HoppTech BioTech Christof Hettich gazecie „Mannheimer Morgen”.

− Przejęcie firmy nie wchodzi w rachubę − zaznaczył przedstawiciel firmy Franz-Werner Haas.

Zdaniem ekspertów opracowanie skutecznej szczepionki przeciwko koronawirusowi będzie wymagać nakładów wysokości co najmniej 2 mld dolarów. Niemiecki rząd wsparł prace badawcze CureVac, ostatnio suma 180 mln euro.

Coś należy się także społeczeństwu

79-letni Dietmar Hopp jest nie tylko znanym w Niemczech multimiliarderem, ale także filantropem. Oferta amerykańskiego prezydenta nie zrobiła na nim większego wrażenia.

− Nigdy nie poszedłbym na taki układ. Nie może przecież tak być, że niemiecka firma wynajduje szczepionkę, która w sposób uprzywilejowany byłaby do dyspozycji USA. Dla mnie to nie była żadna opcja −powiedział 79-letni Hopp, który na cele użyteczności publicznej przeznaczył już prawie 800 mln euro. Niedawno w rozmowie z „Rhein-Neckar-Zeitung“ wyjaśnił, jaka jest motywacja jego działań.

− Kiedy jest się tak bogatym, jak ja, ma się pewne zobowiązania, by zwrócić coś społeczeństwu. Wsparcie potrzebne jest bardzo wielu miejscach − zaznaczył.

Jako zagorzały kibic piłkarski wspierał hojnie TSG Hoffenheim, wspomagając klub w Bundeslidze. Nie wszyscy doceniają jego zaangażowanie. Ostatnio stał się obiektem obelg ze strony pseudokibiców. Ultrasi ubliżali mu na banerach rozwiniętych na stadionie, piętnowali go jako odstraszający przykład komercjalizacji piłki nożnej. Pojawiły się nawet plakaty z podobizną Hoppa na celowniku.


Marci Zegadło: Dziennik pandemiczny 16.03.2020r. – poniedziałek. „Zostań w domu”

Marci Zegadło

Marci Zegadło

W rozmowach ze znajomymi pojawia się wątek czasu trwania tej sytuacji. Szczególnie jeśli chodzi i zalecaną konieczność pozostawania w domu. W zamknięciu. Ktoś używa argumentu, że przecież i tak nie przesiedzimy tego zamknięci w mieszkaniach, że trzeba wychodzić. W zasadzie tak. Ta sytuacja nie potrwa dwa, trzy tygodnie. Przed nami kilka miesięcy tej „nienormalności”. Kilka miesięcy poza rutyną. Z drugiej strony właśnie od tego ilu z nas kierowało się będzie podobną logiką zależy transmisja wirusa.

 

Rano miasto wydaje się trochę bardziej ospałe i puste. Mniej ludzi na przystankach. Mniejszy ruch pojazdów. Autobusy i tramwaje kursują, ale jest w nich zdecydowanie mniej pasażerów. Mimo ujemnej temperatury (o 6.44 termometry w Częstochowie pokazują minus 1 stopień Celsjusza) zauważam rowerzystów, więcej niż zwykle o tej porze.

W rozmowach ze znajomymi pojawia się wątek czasu trwania tej sytuacji. Szczególnie jeśli chodzi i zalecaną konieczność pozostawania w domu. W zamknięciu.

Ktoś używa argumentu, że przecież i tak nie przesiedzimy tego zamknięci w mieszkaniach, że trzeba wychodzić. Na przykład iść do pracy. W zasadzie tak. Ta sytuacja nie potrwa dwa, trzy tygodnie. Przed nami kilka miesięcy tej „nienormalności”. Kilka miesięcy poza rutyną. Z drugiej strony właśnie od tego ilu z nas kierowało się będzie podobną logiką zależy transmisja wirusa.

Jeżeli istnieje możliwość pozostania w domu – zostań w nim. To oczywiste, że nie będzie takiej możliwości przez kilka miesięcy, ale o tym, jak wyglądał będzie przebieg tego zamieszania zależy nie od tego co wydarzy się za dwa tygodnie. To zależy do tego, co postanowimy zrobić dzisiaj, jutro, pojutrze. Dlatego uważam, że to nie jest moment na pierdolenie się z jakąś bohaterszczyzną, za którą nikt nikomu specjalnie nie będzie dziękował. Nie jest to moment na postawę „i tak tego nie przesiedzimy w domach”. Nie jest to moment na komentarze typu „i tak wszyscy zachorujemy”. Chodzi o to, żebyśmy nie zachorowali jednocześnie. Tylko o to. O nic więcej. Dlatego warto zastanowić się nad decyzjami dotyczącymi naszej aktywności teraz. Nie za tydzień. Za tydzień liczba zakażonych będzie już czterocyfrowa. I to nie jest czarnowidztwo, tylko racjonalna prognoza. Myślę, że dobrze ten rodzaj mentalności złapał Iwaszkiewicz w „Powrocie”, pisząc:

„Polacy nie są narodem bardziej od innych wojowniczym. Jeżeli jednak lubią dźwięk wojskowej pobudki i lubią stawać pod sztandarami, to dlatego, iż silniej niż gdziekolwiek indziej wrośnięta jest w tę ziemię wiara w sprawiedliwość, a ludzie tutaj nie z nadmiaru odwagi, lecz z braku wyobraźni i nadmiernej ufności nie lękają się śmierci”

Więc, wchodząc trochę w buty docenta Szelestowskiego z „Barw ochronnych”, ja bym jednak namawiał rodaków, żeby tę ufność w to „że jakoś to będzie” odrzucili i jeśli to możliwe, jak najdłużej, siedzieli na swoich polskich dupach w swoich polskich domach.

A w domu jak to w domu:

– Umyj ręce gówniarzu, bo się zarazisz! – mówi mój dziesięcioletni syn do swojej czteroletniej siostry, a mówi to tak jak podobne rzeczy mówią do młodszych sióstr starsi bracia. Mówi to bez ogródek, bez czułości, z lekceważeniem, które piątoklasiści okazują przedszkolaczkom.

– Obie? – pyta córka i jest tym zdziwiona w takim stopniu jak Episkopat jest zdziwiony faktem, że trzeba zamknąć Kościoły. Skoro mój syn pilnuje mycia rąk u siostry, oznacza to, że jest przejęty.

Wczoraj przed zaśnięciem wyjaśniamy mu z Wi sytuację. Wskazujemy na jej dobre strony.

Nocą przyglądamy się dzieciom, kiedy śpią. Lubimy to robić. Działa jak melisa.

Marcin Zegadło

 

 


Radek Wiśniewski: Pytam się zatem – Kurwa, co jest?

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

Niezależnie od tego czy ktoś tak to nazwie czy nie - mamy stan wyjątkowy. A to jest opisane w Konstytucji. I z opisu tego stanu wynika, że od czasu jego odwołania przez 90 dni nie wolno przeprowadzać wyborów powszechnych. Już wiecie dlaczego mam wrażenie, że mimo, że ja jestem lojalny wobec moich współobywateli i zarządzeń władz - ktoś chce mnie zrobić w chuja? Bo wszyscy kandydaci musieli wyhamować, nieważne czy ich lubię czy nie, a jeden kandydat radośnie podpierdala po kraju i robi sobie tanie odpustowe ustawki

 

„[…]
Mieszkam w teczce tekturowej
Jak mnie otworzysz to się dowiesz
Jak topi się w wymiotach gorzkie słowo patriota
Więc wypuszczam z mej fajki buch
I nie otwieram tym baranom nawet po szóstej rano
I nie pytam się ich, kurwa, co jest?

Kto zważy kolarzy
Nie rusza się z miejsca

Żyje w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja
Żyje w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja
Żyje w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja
Żyje w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja
Za moją kasę
[…]”

(Grabaż/Strachy na Lachy, „Żyję w kraju”)

Zatem tak, obywatelska lojalność, gdy chodzi o stan epidemii. Nie pod kierownictwem, które lubię czy chociażby cenię, ale trochę nie dano nam wyboru. Nawet dzisiaj zrobiliśmy z kumplem małą barykadę i płatność tylko kartą. Jesteśmy gotowi. Trudno do pracy chodzić trzeba, ale można redukować ryzyko.

zrobiliśmy z kumplem małą barykadę i płatność tylko kartą
Fot. Radek Wiśniewski

Ale świat nie stanął w miejscu. Są tacy, to nie żart, którzy niewiele sobie robią z patriotyzmu. Tak, bo sposób w jaki przetrwamy wspólnie ten moment dziejowy to jest w moim głębokim odczuciu sprawdzian z tego, czym wielu sobie tak chętnie gęby wyciera. Z patriotyzmu.

I już w naszym wiejskim sklepie widzę na półce żel dezynfekujący, normalna cena 4,99 czy coś takiego. Wystawiony w tym samym miejscu półki ale za 27,99. Obok widzę właściciela sklepu jak wrzuca świeże bułeczki do pojemników.

Zastanawiam się czy ma w sobie coś ze szmalcownika?
Czy to można mieć w charakterze, taką wadę?
Że niezależnie jak i kiedy, aby tylko bliźniego zdoić, wydać.

Zastanawiam się czy podejść i mu wytłumaczyć, że rozumiem że istnieje chciwość, ale jej nie rozumiem. Że jego matka za emeryturę od państwa tego żelu sobie nie kupi. Ale słyszę jednym uchem jak dziewczyny za ladą szeptem rozmawiają, że obroty skoczyły czterokrotnie i ciekawe czy premia będzie w marcu. Wychodzę, żeby się nie zrzygać.

W domu w telewizorze widzę, że urzędujący Duda zrzucił już bluzę mundurową i i nie zgrywa redaktora Tumanowicza, ale wpada to tu, to tam.

My siedzimy w domach, ale on mołodiec musi zasuwać po kraju. I widzę – w Garwolinu ujechał nasz gieroj i meldunek przyjmuje od dyrektora szpitala odzianego w strój ratownika medycznego. Czyli co dyrektor bohatersko na pierwszej linii karetką jeździ? Doprawdy?

Tak, świat nie przestał się kręcić. My tu wznoismy nasze małe barykadki ale sztab już sobie oczyszcza drogę odwrotu. Bo wiecie co? Mamy ograniczone prawa i wolności. Przyjmuję to ze spokojem, powiadam, droga lojalności obywatelskiej to jedyna rozsądna droga w tym czasie. Zatem staram się być lojalny wobec państwa. Ale mam wrażenie, że jak to śpiewa Grabaż – żyję w kraju w którym ciągle ktoś chce mnie zrobić w chuja.

Dlaczego?

Uczono mnie w administracji, że nawet jak coś się nazywa „Druk na węgiel” a z treści i cech dokumentu wynika, że jest to na przykład umowa najmu – to jest to umowa najmu. Niezależnie od tego zatem czy ktoś tak to nazwie czy nie – mamy stan wyjątkowy. A to jest opisane w Konstytucji. I z opisu tego stanu wynika, że od czasu jego odwołania przez 90 dni nie wolno przeprowadzać wyborów powszechnych.

Już wiecie dlaczego mam wrażenie, że mimo, że ja jestem lojalny wobec moich współobywateli i zarządzeń władz – ktoś chce mnie zrobić w chuja?

Bo wszyscy kandydaci musieli wyhamować, nieważne czy ich lubię czy nie, a jeden kandydat radośnie podpierdala po kraju i robi sobie tanie odpustowe ustawki. Tanie jak szansony Martyniuka i lud to kupuje, a tabun klakierów tłumaczy, że Zięć Stanu tak musi bo inaczej się udusi.

A ten wyścig stał się by użyć słów jakie w „Pulp Fiction” mówi Mr. Marssellus Wallace do Butch’a – is fuckin’ far away from OK.

Przypomina mi się zaraz Wawel 2010 i to jak szybko wspólnota bólu została wykorzystana przez jednego kolesia.

Nota bene nie widzę teraz tego kolesia na pierwszej linii. Nie widzę go w ogóle. Gdzie jest zbawiciel, odważny mesjasz narodu?

I mam apel do Zięcia i do Zbawiciela i do wszystkich tam totumfackich – weźcie przestańcie giąć gumę. Nawet jeżeli wydaje się wam że nic was nie przekona że czarne jest czarne a białe jest białe to mamy stan wyjątkowy. Nie ma kampanii wyborczej. Wybory najwcześniej jesienią.

A ty Panie Duda siądź wreszcie spokojnie w ławce. Już taką miałeś jedną, na peronie.

Trzeba było tam zostać.

Radek Wiśniewski

 

 


Zamknięte granice

Wojciech Szymański

Wojciech Szymański

Wjazd samochodem do Polski z Niemiec zajmuje nawet kilka godzin. Słubice stały się bramą do kraju dla niezmotoryzowanych polskich turystów.

Wjazd samochodem do Polski z Niemiec zajmuje nawet kilka godzin. Słubice stały się bramą do kraju dla niezmotoryzowanych polskich turystów.
Przejście graniczne w Kostrzynie nad Odrą. Fot. dw.de

Mieszkańcy Frankfurtu nad Odrą, połączonego mostem granicznym z polskimi Słubicami, są przyzwyczajeni do obecności w swoim mieście Polaków i wielu innych obcokrajowców. W mieście działa Uniwersytet Europejski, a do Polski idzie się raptem kilka minut. Tym razem ze zdziwieniem obserwują ludzi w centrum swojego miasta, podążających w stronę mostu na Odrze. Wyglądają inaczej niż zwykle. Ciągną wielkie walizy na kółkach, dźwigają narty, z plecaków zwisają podróżne poduszki, znane z lotniskowych sklepów. Inni niosą papierowe torby ekskluzywnych butików. Napisy Dubai, New York, London zdradzają, że nie wracają z zakupów w lokalnym centrum handlowym.

– Nigdy nie sądziłem, że będę wracał z Hawany do Warszawy przez Słubice – mówi mężczyzna, po czterdziestce, wypisujący na kolanie kartę pasażera. Innej drogi nie ma. Grupa, z którą był na Kubie, zamiast w Warszawie wylądowała w Berlinie. Stamtąd pociągiem przedostała się do Frankfurtu nad Odrą, aby potem dotrzeć do domu w stolicy.

– Nie rozumiem, dlaczego zawieszono wszystkie loty, ale też połączenia kolejowe z Polską – skarży się inny.

Dla osób bez samochodu, które znalazły się w Niemczech, Słubice stały się jedną z niewielu bram wjazdowych do Polski.

Kontrole na przejściu granicznym Frankfurt-Słubice. Fot. dw.de

Na moście granicznym ustawia się coraz dłuższa kolejka Polaków wracających do kraju z całego świata. Słychać narzekania na brak informacji.

– Na przygotowane przez władze infolinie, nie dało się dodzwonić z zagranicy. Nikt nie wiedział co ma robić – mówią.

Większość wie już, że najbliższe dwa tygodnie trzeba będzie spędzić w domowej kwarantannie.

– Na szczęście mogę pracować z domu – mówi młody mężczyzna wracający ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przed chwilą zmierzono mu temperaturę. – Jest OK, proszę dalej – mówi funkcjonariusz w ochronnym kombinezonie i masce.

Nie wszyscy rozumieją, co się dzieje. Grupka Ukraińców, w tym małe dziecko, stoi zdezorientowana przed prowizorycznym posterunkiem polskiej Straży Granicznej. Nerwowo telefonują. Na moście wieje lodowaty wiatr. Myśleli, że przejadą tranzytem przez Polskę na Ukrainę, ale pogranicznicy ich nie wpuszczają. Zrezygnowani odchodzą w stronę Frankfurtu. Będą szukać pomocy w swojej ambasadzie. Gdzie spędzą najbliższą noc? Nie wiedzą.

Kontrole na przejściu granicznym Frankfurt-Słubice. Fot. dw.de

Kilkadziesiąt kilometrów dalej na północ. Przejście graniczne Kuestrin – Kostrzyń nad Odrą. Wysłużony most graniczny tarasują od dziś zapory i znak zakazu wjazdu. Na polskim brzegu w busie ogrzewają się polscy pogranicznicy. Zza zakrętu wyjeżdża czarne kombi, zatrzymuje się tuż przed mostem. Dwóch Niemców nie wie, czemu nie ma przejazdu. Chcieli kupić w Kostrzynie papierosy. Zawracają. Za chwilę podjeżdża drugi samochód, starsze małżeństwo z Berlina. Planowali zakupy w Polsce. – Nie tym razem – rzuca niemiecki policjant, patrolujący okolice.

Na pobliskim parkingu stoi minibus na litewskich numerach rejestracyjnych. Pasażerowie wyglądają na zmęczonych, widać, że są w podróży od wielu godzin. Liczyli, że w Kostrzynie uda się im wjechać do Polski i wrócić do kraju. – I co teraz? – pytam. – A kto to wie – mówi kierowca. Pasażerowie nerwowo piszą coś na smartfonach. Bus odjeżdża z powrotem w stronę Berlina.

Przejścia graniczne w Kostrzynie i Słubicach, tak jak inne mniejsze przejścia na granicy polsko-niemieckiej, zostały zamknięte dla ruchu samochodowego. Otwarte są tylko te większe, na głównych trasach. Tam obcokrajowcy też nie mogą przekraczać granicy z Polską. Wyjątkiem są ci, którzy mają w Polsce stałą pracę, meldunek albo rodzinę.

Kontrola sanitarna i dokumentów jest czasochłonna. Na niemieckiej autostradzie A12 prowadzącej do przejścia w Świecku tworzą się długie korki. W niedziele kierowcy czekali tam nawet pięć godzin. Jeszcze gorzej było na autostradzie A4, gdzie trzeba było czekać nawet 7 godzin – podaje Straż Graniczna. Nieco mniejszy ruch panuje na przejściach w Kołbaskowie i Olszynie.

Kontrole na granicach będą obowiązywać na razie przez 10 dni. Jeśli zagrożenie epidemiologiczne się nie zmniejszy, rząd będzie mógł przedłużyć je o kolejne 20 dni.

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: Rząd planuje zakup 210 luksusowych limuzyn. To idealna pora. „Wirus cię ominie, gdy się wozisz w limuzynie”

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

JESTEŚMY URATOWANI. Rząd planuje zakup 210 luksusowych limuzyn na własne potrzeby. Jak poinformowali przedstawiciele ministra zdrowia drogie limuzyny chronią przed zarażeniem wirusem. Unia Europejska zapowiedziała, że przekaże Polsce 32 mld na walkę z koronawirusem. Andrzej Duda powiedział, żeby Unia się od nas odczepiła. Zdaniem prezydenta - UE to jakaś wyimaginowana wspólnota

Wiadomości z pierwszej ręki i drugiej nogi

JESTEŚMY URATOWANI

Prezydent Andrzej „Adrian” Nuda głośno krzycząc do ściany w toalecie, podpisał ustawę na mocy, której koronawirus nie może atakować Polaków. Wirus przestraszył się mocy podpisu Tego Który Nigdy Nie Odmawia i przestał zadzierać głowę wtapiając się ze strachu w społeczeństwo.

BĘDĄ MASKI

Naczelny Prezes Państwa, Marszałek PiS, Generał Hejtu, Główny Inspektor Sanitarny Partii, Pierwszy Sekretarz Mgły Smoleńskiej, Przywódca Prawdziwych Polaków Jarosław Kaczyński przyłączył się do akcji „zostań w domu pod kołdrą” i od trzech tygodni w piwnicy rudery na Żoliborzu wraz z zaprzyjaźnioną hafciarką z Podkarpacia Józefiną Ociepką (która mu pierze gatki i robi obiadki) łapie przy pomocy pułapek na myszy wirusy w komputerze i szyje ozdobne maski dla kotów.

WRACA PRL

Kontrowersyjna szefowa sztabu wyborczego Notariusza Andrzeja – Jolanta Turczynowicz-Kieryłło zrezygnowała ze swojej funkcji ze względu na stan zdrowia.

Dawno nie słyszeliśmy tej wyświechtanej formułki. W czasach PRL strącani z cokołów partyjni bonzowie tacy jak Bierut, Gomułka czy Gierek tracili swe posady zawsze „ze względu na stan zdrowia”. Teraz gdy PiS robi nam „wirusowy stan wyjątkowy” ten komunistyczny zwyczaj jak widać wraca. Tylko czekać, kiedy odetną Internet. Srajtaśmy już nie ma.

NIE KUPIĄ NAS!

Unia Europejska zapowiedziała, że przekaże Polsce 32 mld na walkę z koronawirusem. Oczywiście nie przyjmiemy tej jałmużny. Nasz dzielny przywódca, Pierwszy Prawnik i obrońca Konstytucji Andrzej Duda powiedział przecież podczas pamiętnego spotkania z mieszkańcami Leżajska na Podkarpaciu, żeby Unia się od nas odczepiła i dała nam spokój. Zdaniem prezydenta – UE to jakaś „wyimaginowana wspólnota”. Leżajsk to dobre piwo i musiało Adrianowi smakować.

A JEDNAK WEŹMIEMY SZMAL

Jak ujawnił dziennik Fakt rząd planuje zakup 210 luksusowych limuzyn na własne potrzeby. To idealna pora na takli zakup, bo jak poinformowali przedstawiciele ministra zdrowia drogie limuzyny chronią przed zarażeniem wirusem. Prawdopodobnie zakupu dokona się z tej puli co na walkę z Covid-19 przelała nam Unia. Akcja zakupu drogich aut przebiega pod kryptonimem: „Wirus cię ominie, gdy się wozisz w limuzynie”.

Krzysztof Skiba

 

 


Szczepionka przeciwko SARS-CoV-2? Nie pojawi się szybko

Fabian Schmidt

Fabian Schmidt

Prace nad szczepionką przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 idą pełną parą. Upłynie jednak przynajmniej rok, zanim pojawi się ona na rynku. Czy wówczas wirus będzie się jeszcze rozprzestrzeniał, tego nie wiadomo.

Szczepionka przeciwko SARS-CoV-2

Od rozszyfrowania przez chińskich naukowców informacji genetycznej koronawirusa SARS-CoV-2 i udostępnienia jej badaczom na całym świecie upłynął dopiero miesiąc. Liczne firmy farmaceutyczne, placówki naukowo-badawcze, zlokalizowane przy uniwersytetach i innych centrach naukowych, przystąpiły niezwłocznie do pracy.

W tej chwili liczba laboratoriów, w których usilnie pracuje się nad wynalezieniem szczepionki zwalczającej wirusa wzrosła do tego stopnia, że trudno się jak postępują badania.

Poza dużymi instytutami naukowymi, jak chiński Instytut ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom Wirusowym, badacze Hongkongu, USA, Niemiec, Francji, Australii, Kanady i Izraela gorączkowo pracują nad taką szczepionką. Wiele projektów korzysta ze wsparcia Koalicji na Rzecz Innowacji i Przygotowania do Epidemii (CEPI), czyli międzynarodowego partnerstwa, które jest finansowane ze środków państwowych i prywatnych.

CEPI kontynuuje prace zmierzające do wynalezienia szczepionki przeciwko koronawirusowi prowadzone przez firmę CureVac w Niemczech, Inovio i Moderna w USA, jak również Uniwersytet Queensland w Australii. W przypadku tego ostatniego, naukowcy już od końca lutego przeprowadzają badania na modelu zwierzęcym.

Projekty CEPI są również wspierane przez amerykańskie przedsiębiorstwa farmaceutyczne Dynavax i Glaxo Smith Kline (GSK), które koncentrują się na opracowaniu adiuwantów. To substancje powodujące wzmocnienie poszczepiennej odpowiedzi odpornościowej i zwiększające przez to skuteczność działania szczepionki. Obok nich opracowanie własnej szczepionki zapowiedziały Johnson&Johnson i Novavax z USA, Sanofi z centralą w Paryżu oraz VIDO-InterVAC z Kanady.

Bliska współpraca firm farmaceutycznych z uniwersytetami

W międzynarodowych wysiłkach na rzecz opracowania szczepionki przeciwko koronawirusowi uczestniczą między innymi także Uniwersytety w Marburgu w Niemczech, w Hongkongu, w Saskatchewan w Kanadzie, w Cambridge w Wielkiej Brytanii oraz instytuty naukowe w Izraelu.

Czy wierzyć optymistom?

Niektóre grupy badawcze optymistycznie zapowiedziały, że opracowanie takiej szczepionki zajmie im zaledwie kilka tygodni. Niemieccy eksperci traktują sceptycznie takie doniesienia

Epidemiolog prof. Alexander Kekulé z Instytutu Mikrobiologii Medycznej przy Klinice Uniwersyteckiej w Halle twierdzi, że taka szczepionka pojawi się na rynku najwcześniej w przyszłym roku. Ocenił, że zapewne będziemy nią dysponować do jesieni 2020.

Główna trudność w jej opracowaniu polega na tym, że koronawirusy wyróżniają się bardzo dużą zmiennością genetyczną.

Do tego samego wniosku doszli autorzy chińskiego opracowania na ten temat. Wskazali, że mamy do czynienia już z dwoma szczepami wirusa SARS-CoV-2. Jednym z nich jest szczep s-CoV, a drugim I-CoV. Ten pierwszy występuje częściej, natomiast drugi jest groźniejszy.

Bezpieczeństwo jest znacznie ważniejsze od szybkości

Inaczej niż w przypadku wirusa Ebola nie powinniśmy liczyć na przyspieszone postępowanie dopuszczające na rynek szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. Wynika to stąd, że jest on o wiele mniej groźny niż wirus Ebola i szybkość w dopuszczeniu go do obrotu nie jest czynnikiem najważniejszym.

Zezwolenie na stosowanie danej szczepionki oznacza zawsze także to, że trzeba zaszczepić wielu zdrowych ludzi, co skłania do rozważnego obchodzenia się z nią. Wykluczenie możliwych negatywnych skutków działania szczepionki jest w takich razach znacznie ważniejsze niż jak najszybsze podanie jej jak największej liczbie zdrowych ludzi, u których bardzo rzadko przebieg choroby ma ciężki charakter. Poza tym już dysponujemy lekarstwami, które zwalczają przebieg choroby wywołanej koronawirusem. Zostały one opracowane wcześniej do zwalczania wirusa Ebola z dobrym skutkiem.

Jak powinny działać różne szczepionki?

Niemal wszystkie znajdujące się w tej chwili w fazie badań szczepionki przeciwko koronawirusowi bazują na opracowanych wcześniej. Medycy nazywają to „rozwojem technologii platformowych“.

Niektóre z już opracowanych lekarstw znalazły zastosowanie w weterynarii, na przykład szczepionka przeciwko bliskowschodniemu zespołowi niewydolności oddechowej (MERS), którą podaje się wielbłądom. Niektóre z badanych szczepionek przeciwko koronawirusowi są już badane na modelach zwierzęcych, albo nastąpi to jwkrótce.

Wiele firm farmaceutycznych wiąże duże nadzieje ze szczepionkami zawierającymi w sobie informację genetyczną mRNA albo DANN, która powoduje w organizmie powstawanie niegroźnych dla niego białek wirusowych. Reaguje na nie nasz mechanizm odpornościowy, który wytwarza antygeny, zwalczające także koronawirusa. Zaletą takiej szczepionki jest to, że można ją szybko produkować w dużych ilościach.

Inni producenci stawiają na podawanie zarażonym koronawirusem bezpośrednio białka wirusowego albo wirusów szczepionkowych. Jest to tradycyjna metoda działania, mająca jednak tę wadę, że produkcja odpowiedniej ilości takich szczepionek trwa nieco dłużej.

Niewykluczone, że wyprodukowanie skutecznej szczepionki przeciwko koronawirusowi w odpowiedniej ilości nastąpi dopiero po ustąpieniu obecnej pandemii. Z drugiej strony, równie dobrze można liczyć się z nową falą zachorowań i wtedy okaże się ona nad wyraz przydatna.

 

REDAKCJA POLECA

 


Kazimierz Marcinkiewicz. Pytam premiera: od stycznia wiemy o epidemii. Co rząd zrobił w celu przygotowania naszego kraju?

Kazimierz Marcinkiewicz

Kazimierz Marcinkiewicz

Partia rządząca już tyle razy kłamała i tyle razy walkę polityczną przedkładała nad współpracę i porozumienie, nad dobro wspólne, że należy się Polsce i Polakom pełna informacja i przejrzystość działań.

 

Pytam premiera,

od stycznia wiemy o epidemii koronawirusa rozprzestrzeniającej się najpierw w Chinach, a później w innych krajach.

W lutym było już pewne, że wirus tak rozprzestrzenia się po świecie, że trafi niebawem do Polski.

Reakcje rządu z ostatnich 10 dni wydają się racjonalne.

Dlatego należy się polskiemu społeczeństwu odpowiedz na następujące pytania:

  • Kto i dlaczego podjął decyzję, że jako jedyny kraj UE nie wzięliśmy w styczniu udziału w przetargu na testy i maski? Czy wiedział o tym premier?
  • Co rząd i agendy rządowe zrobiły w styczniu i lutym w celu przygotowania naszego kraju do epidemii? Konkretnie, kto i jakie podejmował decyzje i działania, dzień po dniu?
  • Dlaczego do pierwszego tygodnia marca były tylko cztery punkty wykonywania testów na koronawirusa, co spowodowało radykalne opóźnienie działań? Dlaczego nie opracowano wcześniej planu zagęszczenia miejsc dokonywania testów? Kto za to odpowiada?
  • Dlaczego dopiero ostatnio opracowuje się procedury postępowania w szpitalach, transporcie, sklepach, aptekach, itp. z wirusem?
  • Dlaczego nie dokonano centralnych zamówień środków higieny, np. masek, kombinezonów itp dla szpitali? Kto za to odpowiada?
  • Czy to prawda, że Duda i Szumowski, byli w trakcie epidemii na nartach we Włoszech?
  • Kto odpowiada za to, że w Polsce mamy tylko 50.000 testów na koronawirusa? Kiedy zostały podjęte decyzje, że to wystarczy? Kiedy i o ile drożej zamówiono kolejne testy?
  • Ile osób z ponad 100.000 osób wracających w marcu z krajów objętych epidemią zostało przetestowanych na obecność wirusa?
  • Kto odpowiada za brak badań przeprowadzanych na lotniskach i granicach? Czy wiedział o tym premier?
  • Czy prawdą jest, jak powiedział Andrzej Duda, że pierwsze przypadki wirusa pojawiły się w zachodniopomorskim już w styczniu? Ile czasu obecność wirusa w Polsce była zatajana przed społeczeństwem?
  • Kto odpowiada za to, że w Polsce jest tylko 10.000 respirator (w Czechach 300.000)? Kiedy zostały zamówione kolejne respiratory i o ile drożej? We Włoszech wysoki poziom śmiertelności wynika przede wszystkim z braku możliwości podłączenia zarażonych wirusem do respiratorów.
  • Co stanie się z pacjentami hospitalizowanymi w związku z obecnością konawirusa, gdy zostanie (pewnie w kwietniu) przekroczona granica 10.000 i nie będzie już dla nich respiratorów? Jakie leczenie będzie dla nich przewidziane?
  • Na co zostanie przeznaczona pomoc finansowa UE związana z pandemią? Czy zostaną zachowane procedury przetargowe, czy ponownie tylko firmy związane personalnie z partią rządzącą będą mogły skorzystać z tych środków?
  • Czy decyzja o zamknięciu granic nie sparaliżuje eksportu i importu, nie ograniczy wymiany gospodarczej, a więc nie powiększy kryzysu gospodarczego?
  • Rząd Niemiec przeznaczył ok. 50 mld Euro na pomoc niemieckiej gospodarce? Ile na pomoc polskiej gospodarce przeznaczy rząd polski? Na jaką wielokrotność środków przeznaczonych na propagandę (2 mld zł) w mediach reżimowych mogą liczyć Polacy i polscy przedsiębiorcy w sytuacji ogromnego, a niezawinionego przez nich kryzysu?
  • Kto sprowadzi do Polski Polaków pozostających poza granicami kraju, gdy loty zostały odwołane, a granice zamknięte?
  • Na jaką pomoc mogą liczyć małe i średnie firmy, zwłaszcza z sektora usług (transport, turystyka, handel poza spożywczym, sport, rekreacja, gastronomia, kultura, kosmetyka…), które mają w marcu radykalnie zmniejszone przychody, a przestój potrwa (jak pokazuje przykład Chin) przynajmniej 3 miesiące? Kto zapłaci za nich ZUS i wynagrodzenia dla tysięcy pracowników? Kto uchroni ich przed bankructwem?
  • Kto zapłaci pracownikom upadających małych i średnich firm zatrudnionych na innej podstawie niż umowy o pracę? Te osoby już obecnie nie mają przychodów.
  • Kiedy może zostać wprowadzona pomoc w postaci przesunięć płatności podatkowych, stworzenia tanich, sponsorowanych z budżetu kredytów dla przedsiębiorców, kiedy zostanie opracowany i wdrożony program przeciwdziałania kryzysowi gospodarczemu i program wsparcia rozwoju gospodarczego w związku z koronawirusem?

25 lutego odbyło się pierwsze posiedzenie Senatu w tej sprawie, zbojkotowane przez senatorów PiS (niejaki Karczewski od pół roku robi tylko dwie rzeczy: napieprza bez opamiętania w Marszałka Grockiego i chce jego odwołania oraz po godzinach dorabia w szpitalu, już legalnie).

Dopiero to posiedzenie opamiętało rząd i rozpoczęło myślenie o Polsce.

Partia rządząca już tyle razy kłamała i tyle razy walkę polityczną przedkładała nad współpracę i porozumienie, nad dobro wspólne, że należy się Polsce i Polakom pełna informacja i przejrzystość działań.

WZYWAM PREMIERA DO ODPOWIEDZI NA WSZYSTKIE PYTANIA. TO SIĘ NAM PO PROSTU NALEŻY

Kazimierz Marciniak


Włosi w czasach koronawirusa: „Nie powtarzajcie naszych błędów!”

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Żyją między codziennym liczeniem nekrologów a pocieszaniem się wspólnymi śpiewami na balkonach. Tkwiąc w epicentrum epidemii, Włosi ostrzegają resztę Europy: „Nie powtarzajcie naszych błędów!”.

W tę sobotę (14.03.2020) po południu we Włoszech było około 15 tysięcy ludzi chorych na koronawirusa. Zmarło już prawie 1270 zakażonych, a ponad 1400 wróciło do zdrowia.

Jeszcze tydzień, półtora tygodnia temu sam dość lekceważyłem całą zarazę. Oczy otworzyły mi się dopiero po przeczytaniu wywiadów z lekarzami z mojego rodzinnego Bergamo – opowiada włoski dziennikarz Marco Bresolin pracujący w Brukseli.

Jeden z tamtejszych lekarzy Daniele Macchini napisał w internecie, że „wybuchła wojna, a bitwy toczą się w dzień i noc”. Koronawirusowe „tsunami dobija lekarzy”. Wirus we Włoszech nie wyhamowuje. Liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła tysiąc. W szpitalach zaczyna brakować wszystkiego: od kombinezonów ochronnych po łóżka.

– A potem były coraz liczniejsze nekrologi w lokalnych gazetach, które przestraszyły nawet moją mamę. Dała się przekonać, że musi zmienić zawiesić dotychczasowy styl życia. I przestać wychodzić z domu – opowiada Bresolin.

Kilka dni temu Bresolin opisał swoją historię w brukselskim wydaniu serwisu „Politico”, by – jak tłumaczy – obudzić Brukselę oraz inne kraje Unii.

– Dlaczego Belgia jeszcze nie zamknęła szkół? Nie powtarzajcie błędów Włoch, które tyle rzeczy zrobiły za późno! – pisał. Ten artykuł to tylko jeden z przykładów „włoskiego lobbingu” w Europie. Włoscy lekarze pisali ostatnio listy otwarte także do władz Francji oraz lokalnych samorządów w kilku innych krajach Europy. Ponaglają w nich wprowadzenia ograniczeń w podróżowaniu, pracy sklepów, poruszaniu się po mieście. „Nie spóźnijcie się”, „postarajcie się uniknąć powtórki z Włoch” – to ich główne przesłanie.

Nekrologi na dziesięć stron

Gdy władze Belgii ogłosiły zawieszenie lekcji szkolnych od najbliższego poniedziałku, zamykają restaurację i odwołują imprezy publiczne, Bresolin napisał w internecie: „Dziękuję wszystkim za pomoc w szerzeniu naszego przesłania. Cieszę się, że na coś się przydało”. W jego Bergamo nekrologów niestety ciągle przybywa. W sobotnim wydaniu lokalnego dziennika „L’Eco di Bergamo” zajęły aż dziesięć stron.

– Czy ktoś jeszce uważa że mamy do czynienia ze „zwykłą grypą”? – pyta Włoch, który zamieszcza zdjęcia gazet z Bergamo na Twitterze.

Prowincja Bergamo, jeden z najbardziej dotkniętych epidemią rejonów Lombardii, narzeka teraz nie tylko na brak lekarzy, lecz także na za małe kostnice.

W miasteczku Nembro (11,5 tys. mieszkańców) w ostatnich dwunastu dniach koronawirus pokonał aż 70 osób. Dla porównania, w całym 2019 r. zmarło tam łącznie 120 osób.

– Msze odwołane, uroczystości pogrzebowe zakazane. Kościoły więc można przerobić na kostnice – opowiadają w mediach tamtejsi księża, którzy zgodzili się na przetrzymywanie ciał w świątyniach. Bliscy mogą pożegnać pożegnać zmarłych, zgodną z obecnymi obostrzeniami, modlitwą tylko na otwartym powietrzu tuż przed pochówkiem. Coraz więcej rodzin decyduje się na spopielenie.

„Lasciatemi cantare”: balkonowe koncerty

We włoskich mediach doniesienia o kłopotach w szpitalami i kostnicach oraz filmiki z radiowozami ogłaszającymi przez megafony „zostańcie w domach” mieszają się z relacjami z coraz liczniejszych wspólnych śpiewów na dachach i balkonach.

W ten sposób Włosi – przestrzegając zakazu niepotrzebnego wychodzenia na ulice (poza koniecznymi zakupami i wyjściami do pracy) – łączą się we wspólnej zabawie. Swoje spotkania umawiają przez telefon i internet.

Dzisiaj w Rzymie i Mediolanie oprócz balkonowych koncertów Włosi oddali hołd włoskiej służbie zdrowia, policji i strażakom. – Jesteście bohaterami – wołają.

W epicentrum epidemii

Zakażenia nadal są najbardziej skoncentrowane na północy Włoch. Tam też w pierwszej kolejności wprowadzono zakazy podróży.

Poprzedzająca ten dekret plotka o kordonie sanitarnym pchnęła część mieszkańców do pospiesznych ucieczek do rodzinnych domów lub krewnych na południu.

Teraz obostrzeniami jest już objęty cały kraj. Na południu społeczne poczucie zagrożenia wydaje się nadal mniejsze. – Idźcie do domu! Żadnych zgromadzeń! To poważne! Możecie się pozarażać! – apelował burmistrz Bari Antonio Decaro podczas obchodu parku, skąd przepędzał biwakującą młodzież i grających w piłkę. – Zmuszacie mnie, żeby zamknąć to miejsce – tłumaczy, zamykając na koniec bramę parku.

Jeszcze kilka dni temu lokalne media pokazywały kontrastujące z opustoszałymi centrami miast plaże z wieloma spacerującymi Włochami, nawet w Ostii pod Rzymem. Teraz oprócz mundurowych coraz skuteczniej działa wzajemne dyscyplinowanie się Włochów.

– Jeśli mówicie, że mam nie jechać na 90. urodziny babci do Neapolu, to spadajcie! To nie są urodziny 88. albo 89., lecz urodziny okrągłe! – pisze na jednym z forów facebookowych mieszkanka stolicy Włoch. „Idiotka” to najłagodniejszy epitet, którym odpowiadają jej internetowi rozmówcy.

Życie towarzyskie przenosi się do internetu. Włosi spędzają ze sobą czas przy winie przed komputerem transmitującym obraz z kilku lub kilkunastu różnych mieszkań z których nie wychodzą z powodu epidemii.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Szacunek i wdzięczność dla walczących z wirusem

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Chylę czoła przed ratownikami, lekarzami, pielęgniarkami, analitykami medycznymi, kierowcami karetek i wielu innymi walczącymi o nasze zdrowie i życie. Oni podejmują walkę.

 

Walczący oficerowie zdrowia. Bohaterowie naszych czasów, którym winniśmy wdzięczność i wielki szacunek.

Walczący oficerowie zdrowia. Bohaterowie naszych czasów, którym winniśmy wdzięczność i wielki szacunek
Fot. Opublikowane przez Paulina Muszyńska

Koronowirus wędruje, zatacza kręgi, chowa się i z ukrycia atakuje.

Chylę czoła przed ratownikami, lekarzami, pielęgniarkami, analitykami medycznymi, kierowcami karetek i wielu innymi walczącymi o nasze zdrowie i życie. Oni podejmują walkę.

Mimo braków w sprzęcie ochrony osobistej, mimo braku personelu, mimo niejasnych procedur i odwiedzin tłumów spanikowanych ludzi w izbach przyjęć.

Narażają swoje i swoich bliskich zdrowie, może i życie. Służą ludziom, pracują ponad siły, bo czują się odpowiedzialni za nas w czasie próby. Walczący oficerowie zdrowia. Bohaterowie naszych czasów, którym winniśmy wdzięczność i wielki szacunek.

Pochylając głowę przed walczącym z wirusem,

Adam Mazguła