Marcin Zegadło. Z cyklu: Dziennik pandemiczny. 14.03.2020 r. – sobota (wieczór)

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Zdarzyć się może, że wskutek pandemii gwałtownie wzrośnie liczba rozwodów i rozstań. Czasy są takie, że większość nie jest nauczona spędzać ze sobą więcej czasu niż długość kilku odcinków serialu lub czas trwania posiłku (o ile jeszcze powszechne jest jadanie ich razem, my staramy się jadać, może nas to nie zabije)

 

Po południu idę na zakupy. W Biedronce dziwnie ponuro (puste półki), więc wybieram bardziej kameralny, osiedlowy spożywczak.

Ktoś opowiada, że wczoraj jakiś facet, który podobno wrócił z Mediolanu z wyraźnymi objawami przeziębienia wszedł do nich do urzędu i usiłował tam załatwić jakąś sprawę. Odmawiał opuszczenia budynku. Zrobiło się nieprzyjemnie. Zawiadomiono Sanepid. Sprzedawczyni ze zrozumieniem kiwa głową. Mówi, że co one mają tutaj powiedzieć jak tu tyle ludzi przychodzi. A wcześniej przychodzili jeszcze studenci z pobliskiej uczelni. Niektórzy nawet zagraniczni.

Nie wiem, czy to złudzenie, czy faktycznie ruch na ulicy jakby mniejszy. Mieszkam w śródmieściu. O tej porze w sobotę ulicą przejeżdża zwykle dużo więcej samochodów, dużo więcej osób czeka na przystankach na tramwaj, autobus. Właściwie to dobrze, że takie pustki. Chociaż ogólne wrażenie przygnębiające.

Decyduję odpuścić z bieganiem, nawet tym outdoorowym. Zresztą od dzisiaj zamknęli mi stadion, na który przeniosłem się z siłowni, kiedy zorientowałem się jakiś czas temu, że mam tam kilku miłośników włoskiej kultury i zabytków.

Z drugiej strony to zamknięcie w domach ma swoje zalety. Całą masę czasu spędzamy ze sobą. Bawimy się z dziećmi. Oglądamy z Wi islandzki serial na Netflixie.

Nasza czteroletnia córka, widząc śnieg na ekranie pyta, co to jest to białe? Dlaczego tam jest tak biało? Czteroletnie dziecko urodzone w Europie Wschodniej nie widziało na oczy śniegu. Nie pamięta go. Ale kogo teraz interesują zmiany klimatyczne. Wieczorem czytamy.

Może ludzie będą mieli teraz trochę więcej czasu, żeby siebie nawzajem posłuchać. Banał. Chociaż znajomy mojego dziadka powtarzał, że jego małżeństwo przetrwało tylko dzięki temu, że jego żona nigdy go uważnie nie słuchała. Więc zasadniczo nie ma reguł. Może się okazać, że efektem tej popieprzonej sytuacji wcale nie musi być umocnienie „międzyludzkich relacji”.

Zdarzyć się może, że wskutek pandemii gwałtownie wzrośnie liczba rozwodów i rozstań. Czasy są takie, że większość nie jest nauczona spędzać ze sobą więcej czasu niż długość kilku odcinków serialu lub czas trwania posiłku (o ile jeszcze powszechne jest jadanie ich razem, my staramy się jadać, może nas to nie zabije).

W sklepie młody koleś przede mną rozmawia przez telefon:
– Nic, kurwa! Nic nie robię! Co mam robić. W domu siedzę. W sobotę wieczorem! Ogarniasz to? Ja w domu, kurwa! W sobotę wieczorem!

I jest w tym jego spontanicznym wyznaniu ból tego rozpędzenia, które jego rówieśnicy nieśli w sobie z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc w tych swoich dwudziestokilkuletnich głowach, aż ich ta pandemia wyhamowała. Są jak kierowca bolida, który przypieprzył w bandę. Oni już się nie poruszają, ale to, co mają w sobie – jeszcze pędzi. Trafili na ścianę bezczynności, ciszy i pustki, którą teraz od nowa, jak dzieci będą musieli nauczyć się wypełniać. Bycie z sobą samym może okazać się w tym wypadku koszmarem. Nie ma bardziej smutnego doświadczenia niż to, kiedy dowiadujemy się o sobie samych, że jesteśmy potwornymi nudziarzami.

Marcin Zegadło

 

 


Marcin Zegadło. Z cyklu: Dziennik pandemiczny. 14.03.2020 r. – sobota (przedpołudnia)

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

W świecie, który nienawidzi zmarszczek, który gardzi starością i widzi w niej jedynie bezużyteczność i brzydotę wizja pandemii musi wydawać się apokalipsą.

 

 

To w zasadzie interesujące doświadczenie. Zamknięcie granic, wstrzymanie ruchu lotniczego, zamknięcie pubów, kawiarni i restauracji, odwołanie imprez masowych, wstrzymanie szeregu rodzajów aktywności, które wydawały nam się być wieczne.

Kto z nas jeszcze miesiąc temu był w stanie wyobrazić sobie sytuację, że kawa czy piwo ze znajomym w barze lub kawiarni będzie planem niemożliwym do zrealizowania, oczywiście poza miłośnikami filmów katastroficznych lub odklejonych od rzeczywistości zwolenników teorii, zgodnie z którą Soros urządzi nam tutaj jakieś masońskie piekło.

W komentarzach kilka głosów, że marudzę tutaj i biadolę. Ktoś nawet wspomniał, że wypominanie Morawieckiemu, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy kłamał jak z nut w wielu sprawach – to dzisiaj sianie zamętu.

Nie uważam, że ten pisany na kolanie dziennik ma charakter panicznego zapisu końca cywilizacji. Uważam, że podobna sytuacja nie ma miejsca.

COVID-19 obawiam się w stopniu podobnym do większości osób, przynajmniej tych, które znam i z którymi pozostaję w kontakcie. Większość tekstu to relacja z tego, co widzę lub co mnie spotyka. A że widzę rzeczy niewesołe to być może tekst stroi w „mol” nie w „dur”.

Myślę, że jeżeli szczęśliwie przeżyjemy te kilka miesięcy będzie to dla nas wszystkich doświadczenie, które w pewnym sensie niesie w sobie potencjał jakiejś zmiany. Trudno powiedzieć, czy będzie to zmiana na lepsze. Z całą pewnością zdobędziemy jakąś wiedzę o nas samych i o współczesności. Większość z osób, które w najbliższym czasie doświadczać będą strachu przed infekcją, ewentualnymi powikłaniami, utratą zdrowia lub śmiercią nie zakładało i być może wciąż nie zakłada, że choroba, czy śmierć są częścią życia, że spotkanie z tego typu zagrożeniem może bez uprzedzenia stać się częścią biografii pokolenia, które jak dotąd żyło życiem swoich kont na Instagramie lub Facebooku, na których wszystko było „glamour”, a nieśmiertelność, młodość i powabność właścicieli tych kont była totalna.

W świecie, który nienawidzi zmarszczek, który gardzi starością i widzi w niej jedynie bezużyteczność i brzydotę wizja pandemii musi wydawać się apokalipsą.

Tymczasem „Lancet” publikuje pierwszy opis choroby na podstawie obserwacji poczynionych na grupie 191 pacjentów z Wuhan.

W Polsce umiera drugi pacjent zakażony koronawirusem. To 73-letni mężczyzna hospitalizowany we Wrocławiu.

Julia Wieniawa pozostaje w szoku w związku z zawieszeniem „Tańca z Gwiazdami”, w którym typowana jest na zwyciężczynię. Jak donoszą media Wieniawa pozostaje jednak „wyrozumiała” w stosunku do decydentów. Uważa, że taka decyzja sprawi, że sytuacja z koronawirusem zostanie potraktowana poważnie.

Mój syn i jego koledzy, na przerwę w nauce związaną z pandemią COVID-19 mówią – „korona-ferie”

Marcin Zegadło

 

 


Jak Wielka Brytania walczy z koronawirusem?

Jakub Krupa

Jakub Krupa

Brytyjski rząd planuje przyjęcie awaryjnej legislacji w walce z koronawirusem. To zmiana w dotychczas ostrożnym podejściu władz w Londynie do obecnego kryzysu.

Jeszcze w czwartek premier Boris Johnson i towarzyszący mu na nadzwyczajnej konferencji prasowej główni doradcy rządu ds. nauki i zdrowia publicznego przekonywali, że wprowadzanie takich drakońskich środków nie jest naukowo usprawiedliwione. Ich zdaniem miałoby to niewielki wpływ na przebieg epidemii, który szacowali na ledwie 5 proc. zachorowań.

Strategia: kontrolowane zarażenie populacji

Kluczem rządowej strategii, która wzbudza kontrowersje w całej Europie, jest próba uzyskania „odporności stadnej” przy zarażeniu koronawirusem przez nawet 60 do 80 proc. brytyjczyków we względnie kontrolowany, stopniowy sposób na przestrzeni dłuższego okresu.

Naukowcy doradzający rządowi argumentowali, że z naukowego punktu widzenia praktycznie nie będzie dało się uniknąć kontaktu z wirusem, więc najodpowiedzialniejszym sposobem działania jest próba zarządzania epidemią w taki sposób, aby ograniczyć obciążenia dla publicznej służby zdrowia i dać największe szanse na skuteczną pomoc chorym.

Przygotowane modele zakładają obniżenie szczytu zachorowań, ale wydłużenie kryzysu na kilka miesięcy, przesuwając go na miesiące letnie, gdy szpitale mają zazwyczaj większe moce przerobowe. Taki scenariusz zakłada pewne ofiary śmiertelne – stąd dramatyczne wyznanie Johnsona, że „wiele rodzin straci swoich ukochanych przedwcześnie” – ale ma na celu ich drastyczne zmniejszenie w dłuższym okresie.

Doradca rządu: stopniowe zarażenie zbuduje odporność stadną

Główny doradca naukowy rządu Sir Patrick Vallance tłumaczył: „ponieważ zdecydowana większość ludzi przejdzie chorobę łagodnie, celem jest zbudowanie odporności stadnej, aby większa grupa była odporna na wirusa, i ograniczyć zarażanie innych osób, jednocześnie chroniąc tych, którzy są w grupach ryzyka”.

Ponadto wskazywał, że nadmierna próba całkowitego zatrzymania epidemii może doprowadzić do jej powrotu za kilka miesięcy, gdy nadzwyczajne środki – jak zamknięcie granic – zostaną zniesione, doprowadzając do ponownego ryzyka masowej infekcji.

Jeszcze w czwartek władze zaapelowały do osób wykazujących lekki kaszel lub podwyższoną temperaturę o poddanie się tygodniowej kwarantannie w domu, licząc na jednoczesne względnie normalne utrzymanie funkcjonowania gospodarki przez resztę populacji. Tym samym nie zdecydowano się jednak na ostrzejsze kroki, jak zamknięcie szkół czy instytucji publicznych. Wskazano, że koszty takich decyzji przewyższałyby korzyści w zakresie ochrony epidemiologicznej.

Organizacje sportowe i kulturalne same zdecydowały o odwołaniu imprez

Pomimo ostrożnego podejścia rządu, w piątek szereg organizacji sportowych i kulturalnych samodzielnie zdecydowało o odwołaniu lub zawieszeniu zaplanowanych wydarzeń, w tym m.in. rozgrywek piłkarskiej Premier League (do 4 kwietnia) oraz sobotniego pojedynku Walii ze Szkocją w ramach pucharu Sześciu Narodów. Organizatorzy londyńskiego maratonu przenieśli rywalizację na jesień.

Jeszcze tego samego dnia wiele firm skierowało pracowników do pracy zdalnej z domu. Supermarkety zaś donosiły o brakach towarów, w szczególności leków, papieru toaletowego i żywności o długim terminie przydatności, jak makaron czy ryż.

Rząd zmienia taktykę? Plany nowej ustawy

Zaprezentowane w piątek wieczorem założenia nowej ustawy mają nie tylko wprowadzić zakaz organizacji wydarzeń publicznych powyżej 500 osób, ale także dać policji bezprecedensowo rozszerzone uprawnienia, pozwalające na bezpośrednie zatrzymanie osób podejrzewanych o infekcję lub zamykanie portów morskich w razie niepełnej kontroli migracyjnej.

Nowe przepisy mają także m.in. obniżyć wymagany standard opieki nad osobami starszymi w domach społecznych, co ma pozwolić na skierowanie całej dostępnej grupy lekarzy i pielęgniarek na leczenie pacjentów, a nawet – jak zaznaczył „The Times” – rozluźnić regulacje dotyczące stwierdzania zgonów, a także przeprowadzania pochówków i kremacji zmarłych.

Trwa debata o skuteczności brytyjskiego podejścia

Niespodziewany zwrot w podejściu rządu pobudzi prawdopodobnie debatę publiczną, czy brytyjska strategia – znacząco odróżniająca się od zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia i działań podejmowanym przez większość państw w Europie – jest właściwym podejściem do epidemii koronawirusa.

Dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus mówił w piątek, że kraje powinny decydować się na wszystkie możliwe kroki:

Nie samo testowanie; nie samo śledzenie kontaktu; nie sama kwarantanna; nie sama izolacja społeczna. Róbcie to wszystko – apelował.

Wśród najostrzejszych krytyków rządowej strategii jest m.in. były minister zdrowia i były rywal Johnsona w walce o władzę w Partii Konserwatywnej, Jeremy Hunt, który apelował o podjęcie radykalniejszych kroków, wzorowanych na działaniach władz Tajlandii i Singapuru. Jednocześnie, naukowcy doradzający Johnsonowi wskazywali, że spodziewają się szczytu zachorowań za około 10 do 14 tygodni, co oznacza, że w międzyczasie sytuacja może ulec znacznemu pogorszeniu.

Do piątku 798 osób uzyskało pozytywny wynik testu na zarażenie koronawirusem, z czego 208 osób w ciągu ostatniej doby. Choroba wpłynęła także na śmierć 11 osób, z czego – jak wskazywano – większość miała wcześniejsze problemy zdrowotne.

(df) thefad.pl / DW

 

REDAKCJA POLECA

 


Radek Wiśniewski: Czas to powiedzieć. Nie skończyła się ta wojna

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

Opanuj się, równaj szereg, nie zapierdzielaj zaraz za całym koszykiem chleba, tylko dlatego, że biegasz szybciej niż staruszka obok, postój w kolejce metr jeden od drugiego, jak widziałem wczoraj na poczcie. Piękniście byli wszyscy na tej poczcie, aż za drzwi poczty ogonek sterczał sporo, bo odstępy antyseptyczne zachowywał żul, pani emerytka, lasia z dziarami na pół ramienia, dres z trzema paskami i ja skromny hurtownik zdarzeń.

 

To było tak. Poszedłem na badanie krwi za pieniądze. Spojrzałem na cennik i dorzuciłem sobie badanie markerów jakiegoś nowotworu. Ot, tak, kaprys, bo miał dwie dychy więcej. Wyszedł pozytywnie. Myślałem, że żart, ale patrzę, nie, pozytyw. Byłem bliski paniki, przez wiele dni. Wszystko było ostatnie. Wszystko było pożegnaniem. Ale potem przyszły mi wspomnienia tamtych chłopaków, którzy też musieli pożegnać w sekundę, dwie, minutę, wszystko, co było światem a jeszcze czasem zdążyli coś powiedzieć koledze, wcisnąć zwitek, zdjęcie. Jak mówi pieśń Lao Che – nie pękali, szli na śmierć ot tak, na krótką koszulę. To mi trochę pomogło. Powiedziałem sobie, już nie żyjesz samuraju. Śmiejcie się, ale pomogło. Na głowę pomogło.

Potem się okazało, że nic mi nie było, że ten test tak ma, że pokazuje pozytyw, ale często to nie jest żaden pozytyw i że on w ogóle nie jest do badania ludzi zdrowych, tylko ludzi w okresie remisji, żeby wychwycić moment wznowy raka. Bywa.

I teraz rodaku, rodaczko posłuchaj, bo zaczyna się ciekawie.

Mam dla Ciebie wiadomość, jeżeli nosisz znak Polski Walczącej na bluzie, albo tylko w sercu. Otóż nic się nie zmieniło. To jest to samo opanowanie strachu, odwaga, ta sama wola, która trzymała w szeregu chłopców w Olszynce Grochowskiej, że aż starzy jegrzy rosyjscy się cofali raz za razem. Mimo że to się ze strachu można sfajdać, jak stoisz ramię w ramię i pada salwa ze stu metrów. Ale mawiał Kmicic – nie każda kula trafia braciszku. A ty rób swoje i wytrwaj, tym bardziej że tak naprawdę niewiele jeszcze od nas wymaga ta sytuacja graniczna. Bo o niej tu mowa. Bywa ta sytuacja walką, a bywa zwykłym wytrwaniem, zmianą przyzwyczajeń, adaptacją, usłuchaniem raz na sto lat przez Polaka zaleceń władzy. Nawet tej władzy, którą do tej pory miał za nic a ona jego też bywało, miała za nic.

Opanuj się, równaj szereg, nie zapierdzielaj zaraz za całym koszykiem chleba, tylko dlatego, że biegasz szybciej niż staruszka obok, postój w kolejce metr jeden od drugiego, jak widziałem wczoraj na poczcie. Piękniście byli wszyscy na tej poczcie, aż za drzwi poczty ogonek sterczał sporo, bo odstępy antyseptyczne zachowywał żul, pani emerytka, lasia z dziarami na pół ramienia, dres z trzema paskami i ja skromny hurtownik zdarzeń. Grzecznieśmy stali jeden od drugiego nikt na nikogo nie napierał. Bo, powiedz rodaku, rodaczko, nie takieśmy ze szwagrem po pół litra zarazy znosili. Nie takie końca świata nas chciały dopaść, a jednak jeszcze nasza nie umarła, póki na dupie siedzim.

Zadbaj o innych, jak o towarzysza broni, rannego kolegę, bo to właśnie tak jest teraz. Zresztą my to przecież umiemy. Potomkowie insurgentów styczniowych jeden w drugiego.

To jest właśnie moment prostego, drobnego sprawdzianu, czyśmy dupy wołowe, ciamajdy, ciury, czy jednak jakaś krew naszych przodków w nas płynie. Dzisiaj nie z kosami na armaty, nie wytrwać w gradzie kul pod Olszynką, nie z butelkami na czołgi. Dzisiaj po prostu rozproszyć się, zakonspirować, czekać na melinach. A to przecież nasz sport narodowy. Nikt nas w konspiracji i knowaniach nie pobije.

I pamiętaj, to nie dla siebie. Jesteś już martwy samuraju, wojowniczko. Masz dać czas tym w szpitalach, żeby opanowali to częściami, bili częściami, jak Prądzyński pod Iganiami. Kupujesz swoim oporem czas tamtym. Bo oni nie mają tyle sił i środków, żeby wytrzymać jakby to wszystko im się zwaliło na raz na głowy w maseczkach. My tutaj załatwiamy im czas, żeby tamci zwarli szeregi i mogli jakoś manewrując cieniutkimi rezerwami dawać radę. To się zdarza w dziejach wojen. Że nie chodzi o ciebie, ale o tamtych. Że jedni muszą kupić czas innym. Za wszelką cenę. Clausewitz poucza, że na wojnie czas, to jedyny element, który jeżeli się straci – jest nie do odzyskania. I to właśnie o to chodzi. Moment dziejowy. Punkt zwrotny.

A ta walka wcale nie jest mniej prawdziwa od tamtych.

Jeżeli co innego do ciebie nie przemawia, to połóż prawą rękę na znaku tej Polski walczącej i wyszepcz:

– Ku chwale ojczyzny.

Oni cię usłyszą i powiedzą to samo.

Trzymaj szereg.

Siedź na dupie.

Orderów nie będzie.

Radek Wiśniewski

 


Marcin Zegadło. Z cyklu: Dziennik pandemiczny. 13.03.2020 – piątek (wieczór)

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Cała ta pandemiczna zmora trafiła na czas, kiedy rządzą nami ludzie, którzy od ponad pięciu lat oszukują nas i nie mówią nam prawdy. Kłamią. W związku z tym trudno będzie zaufać tej ekipie w sprawie tak zasadniczej, jak nasze bezpieczeństwo, zdrowie, a ostatecznie - w sprawie naszego życia. Niestety nie mamy wyjścia i musimy zaufać ludziom pokroju Morawieckiego, co samo w sobie jest równie straszne, jak pandemia

 

Większość dnia spędzam z dziećmi. Moja dwójka i syn siostry. Bawią się i głośno krzyczą. Lubię to. Kiedy krzyczą i śmieją się głośno, kiedy się kłócą, kiedy trzeba je uspokajać i usiłować zapanować nad nimi w jakiś ponadnaturalny sposób – to znaczy, że wszystko w porządku, to oznacza, że są zdrowe. Więc przez większość dnia hałas i zamieszanie.


„Ze wszystkiego musisz zrobić tekst? Nawet z tego?” – pyta Wi, kiedy to piszę.
Ze wszystkiego muszę zrobić tekst. Nawet z tego. Fakt.

Syn krzyczy do córki. „Zarazisz się! Zobaczysz, zarazisz się jak nie będziesz myła rąk!”. A córka odkrzykuje „Dupa, dupa, dupa!” – a tym samym zachowuje się dokładnie tak jak polski Episkopat, kiedy mówi mu się: „Zamknijcie kościoły”, a Episkopat jak moja czteroletnia córka, że „dupa” i kościoły jak były otwarte, tak są otwarte.

Wierni Chrystusowi zabiorą nas ze sobą na epidemiczną wycieczkę, czy tego chcemy, czy nie. Tak samo zresztą, jak dyrekcje urzędów, które w znacznej części wciąż są czynne, otwarte. Pozostaje nam zacząć wierzyć w życie wieczne i to, że być może tam, ta bezmyślność, która goni ludzi do kaplic i urzędów, skończy się definitywnie.

Rano czepiam się, że kościoły otwarte, że msze idą pełną parą, tymczasem to samo dotyczy galerii handlowych.

Częstochowska galeria dementuje pogłoski o jej zamknięciu – donosi Wyborcza.

A skoro galeria dementuje, to kogoś fakt jej prognozowanego zamknięcia musiał jednak zmartwić. Otóż są pośród nas tacy, którzy chętnie zrobiliby zakupy wespół z tysiącami innych. Przecież jeśli ktoś goni po sklepach w celu zakupy modnego wdzianka lub chce otworzyć sezon zakupem butów z nowej kolekcji, to znaczy, że ten ktoś nie może być chory. On musi być zdrowy. Więcej – on musi mieć końskie zdrowie, ponieważ wytrzymać w galerii handlowej maraton zakupów, to jest wyzwanie dla tych, których dobór naturalny wyróżnił szczególną wytrzymałością i odpornością nie tylko na wirusy.

Naturalnie galeria nie pozostawia klientów samym sobie. Ktoś, kto wypowiada się dla niej do gazety mówi, że w toaletach znajdują się dozowniki ze „specjalnym mydłem”. Na czym polega „specjalność” tego mydła już nie wyjaśnia. Może to mydło „antykoronawirusowe”, może wystarczy zamiast siedzieć w domu, po prostu umyć łapska „specjalnym” mydłem z galerii jurajskiej w Częstochowie i chuj. Problem z głowy.

Handel i wiara to jest siła. A za jednym i drugim ostatecznie stoją konkretne pieniądze. I żywi ludzie, żaden tam, kurwa, „duch przedsiębiorczości”, ani „duch święty”. Ludzie. Żywi. Jeszcze zdrowi. Fakt.

Poważny problem widzę jednak gdzieś indziej. Otóż cała ta pandemiczna zmora trafiła na czas, kiedy rządzą nami ludzie, którzy od ponad pięciu lat oszukują nas i nie mówią nam prawdy w różnych sprawach. Kłamią w kwestiach dotyczących naszej historii, naszej gospodarki, stanu finansów państwa, stanu naszej obronności oraz swojego rzeczywistego stosunku do naszej obecności w strukturach unijnych, w związku z tym trudno będzie zaufać tej ekipie w sprawie tak zasadniczej, jak nasze bezpieczeństwo, zdrowie, a ostatecznie – w sprawie naszego życia, co w gruncie rzeczy poważnie komplikuje naszą sytuację, ponieważ niestety nie mamy wyjścia i musimy zaufać ludziom pokroju Morawieckiego, co samo w sobie jest równie straszne, jak pandemia. Fakt.

Marcin Zegadło

 

 


Radek Wiśniewski: Z życia dobrze poinformowanych źródeł

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

Jeżeli mam w chwili kryzysu do wyboru spiskowe plotkarstwo, a obywatelską lojalność, to bez względu na to, jak jest mi daleko od obecnej ekipy - wybieram fundamentalną lojalność. Nie jest to wybór idealny, ale dla mnie jedyny możliwy.

 

„jedna baba drugiej babie
wsadziła do dupy grabie”
(Polska przyśpiewka ludowa, II poł. XX wieku)

Jak rośnie niepewność to zaraz się budzą wszyscy mitomani i małe niedowartościowane misie, które teraz właśnie skupią na sobie uwagę. I dostaję messengerem jakieś nagrania anonimowych świetnie poinformowanych w „pewnych źródłach oraz kręgach”, którzy wiedzą lepiej niż wszystkie media świata.

Wszystkie te koleżanki, co mają męża, szwagra wojskowego, mają brata w ABW albo w każdym razie kogoś, kto zna tego brata. Ci wszyscy kolesie, co przed chwilą rozmawiali, z kimś, kto ma pewne informacje, a jeszcze moment temu dostali wiadomość od kogoś, kto ostatnio widział coś. Nie szkodzi, że w tych słowotokach miesza się to, co można przewidzieć, z tym, co już wiadomo i z tym, co jest kompletną bzdurą. Nieważne. Słowotok jest słowotokiem.

„Wojsko jest w stanie pogotowia!” – brzmi czwarta czy piąta kasandra. A co kurwa ma być na urlopach?! Co to za news. Jak koło Rytla wiatr położył las, to wojsko też tam było, bo miało być.

„W tajemnicy powołano wszystkich poborowych”. Pobór zawieszono w 2007 roku, czyli 13 lat temu, najmłodszy poborowy zatem ma jakieś 32 lata. Po co miano by powoływać tych ludzi? I jak by to miało się odbyć w tajemnicy – o tym tajemniczy rozmówcy milczą.

A ja pamiętam, kiedy wymiana rocznika poborowych jechała do jednostek i z powrotem, podkreślam ROCZNIKA, to nie dało się tego w ogóle ukryć. Bo było ich widać. A tutaj nagle WSZYSTKICH powołano w tajemnicy? To było niemożliwe nawet latem 1939 roku, bez komórek, fejsbuka, instagrama, kontaktu24 – a co dopiero teraz. Ruch kilkudziesięciu tysięcy mężczyzn mających rodziny, pracę opustoszałymi dworcami i ulicami polskich miasta do jednostek wojskowych w tajemnicy? To już się nazywa pierdolenie. Bez żądnej uprzejmości. To nawet nie brednie.

I te wszystkie fejki, że kościół żąda 5 miliardów złotych za zamknięcie kościołów. Nie sympatyzuję z braćmi biskupami, uważam, że jadą bobslejem długim i krętym torem ku przepaści, furczą im ornaty i piuski w pędzie spadają i zamiast zaciągać jakiś hamulec jeszcze plują sobie pod płozy, żeby szybciej jechać. Ale moment – widział ktoś taki komunikat, dokument? Jakiekolwiek źródło tej rewelacji, poza koleżanką z pracy, która ma kuzyna, który słyszał, jak znajomy wracał właśnie z posiedzenia wojewodów z ministrem…?

Mam prośbę do moich wirtualnych znajomych – sprawdzajcie chociażby minimalnie informacje, jakie podajecie dalej w atmosferze sensacji. Sytuacja jest na tyle poważna, że naprawdę nie trzeba jej podgrzewać.

Zmiany, które obserwuję razem z wami wokół, nie są objawem spisku, ale właśnie profilaktyki i sensownych odruchów adaptacyjnych ludzkości. Nie całej, ale sporej jej części. Nie opowiadajcie mi, że „zwykła grypa…” i tak dalej. Medycyna dużo więcej wie o „zwykłej grypie” i jej leczeniu, niż o tym, co się obecnie nam niesie. Nie mamy kompletnie pojęcia czy jak grypa sezonowo się wygasi, czy nie, jak zadziała na białych ludzi z ich systemem immunologicznym i tak dalej.

I nie mówcie mi, że dziwne, że taka jest gwałtowna reakcja przy 1, 7, 58 przypadkach zakażenia. Przy 10 tysiącach przypadkach takie działania byłyby spóźnione i z kolei łowcy spisków by pierdolili, że dziwnie wszystko spóźnione. Ani chybi chemitrailsy słabo działały i reptilianie postanowili nas załatwić inaczej. A teraz spiskowcy pierdolą, że dziwnie szybkie działania w reakcji na relatywnie małą liczbę zachorowań.

Rozumiem, że sytuacja trudna, niejasna, domaga się znalezienia rozwiązania zaraz, rozumiem, że nie wiedzieć jest przykro i to budzi dyskomfort, ale czasami tak już jest, że naprawdę nie wie się wszystkiego, albo nie wie się nic. I trzeba ten stan znosić mężnie, a nie gęgać jak przekupa na targu.

Także mili wirtualni znajomi – na dobry początek nie wysyłajcie mi tych wszystkich pierdoletów.

Tak owszem, bardziej wierzę niezależnym dziennikarzom, niż waszym sensacyjnym linkom.

I tak owszem, mam zamiar podporządkowywać się zaleceniom instytucji rządowych, lekarzy, szpitali.

Jeżeli mam w chwili kryzysu do wyboru spiskowe plotkarstwo, a obywatelską lojalność, to bez względu na to, jak jest mi daleko od obecnej ekipy – wybieram fundamentalną lojalność. Nie jest to wybór idealny, ale dla mnie jedyny możliwy.

A jak będzie szczepionka to pójdę się zaszczepić.

Trudno, najwyżej po 46 latach nieopanowanej ekstrawersji przeniosę się w cichy świat spektrum autyzmu –

– czego i Wam serdecznie życzę

Radek Wiśniewski

 

 


Brexit: przyszli migranci będą płacić ponad 600 funtów rocznie na brytyjską służbę zdrowia

Jakub Krupa

Jakub Krupa

Od 2021 r. obywatele UE, którzy będą chcieli uzyskać wizę pracowniczą w Wielkiej Brytanii będą musieli płacić ponad 600 funtów rocznie za dostęp do publicznej służby zdrowia – wynika z opublikowanego w środę planu budżetu państwa.

Queen Elizabeth Hospital Birmingham. Fot. Flickr

Zmiana nie dotknie ponad 3,6 miliona obywateli UE, którzy obecnie mieszkają w Wielkiej Brytanii i zarejestrują się na czas w tzw. systemie osiedleńczym, gwarantującym ich obecne prawa – w tym bezpłatny dostęp do opieki zdrowotnej – po wyjściu kraju z UE.

Nowi imigranci z Unii Europejskiej, którzy przyjadą po zakończeniu okresu przejściowego ws. brexitu w grudniu br., będą poddani takim samym ostrym zasadom, jak osoby przyjeżdżające z innych zakątków świata. Już wcześniej brytyjski rząd zaprezentował założenia nowego, punktowego systemu imigracyjnego. Określa on m.in. minimalny próg zarobków na poziomie 25,6 tys. funtów.

W trakcie środowej (11.03.2020) prezentacji projektu budżetu, minister finansów Rishi Sunak potwierdził, że Immigration Health Surcharge – dopłata za dostęp do opieki zdrowotnej – obejmie od przyszłego roku również nowych migrantów z UE. Jej kwota wzrośnie jednocześnie z obecnego poziomu 400 funtów do 624 funtów rocznie dla osoby dorosłej i 470 funtów (obecnie 300 funtów) dla dziecka.

Według rządowych szacunków, opłata ma w ciągu kolejnych pięciu lat przynieść 1,5 miliarda funtów, co pomoże sfinansować działanie służby zdrowia.

Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego ocenił w rozmowie z Deutsche Welle, że

– To kolejna zmiana, która dla wielu potencjalnych migrantów moża stawiać pod znakiem zapytania, chęc przyjazdu do Wielkiej Brytanii. – zaznaczył Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego w rozmowie z Deutsche Welle.

– Patrząc na zarobki migrantów z Europy Środkowo-Wschodniej, nie tylko Polaków, ale też Rumunów czy Bułgarów, taki warunek może stanowić sporą barierę finansową, podczas podejmowania decyzji o wyjeździe – zauważył.

Jak zaznaczył, takie działania, to kolejny ruch brytyjskiego rządu, który ma „odstraszać pracowników o niższych zarobkach. Stanowi też „realizacja zobowiązań wobec zwolenników brexitu o ograniczeniu imigracji. Działanie w białych rękawiczkach, bez dyskryminacji, ale przez stawianie trudnych do spełnienia progów finansowych”.

Kubisiak przypomniał, że po referendum ws. brexitu z 2016 roku napływ Polaków do Wielkiej Brytanii wyraźnie wyhamował. Nie wyklucza się jednak, że pod koniec obecnego roku może dojść do fali wyjazdów, „aby zdążyć w ostatniej chwili przed przymknięciem granic i wprowadzeniem nowych, znacznie bardziej restrykcyjnych przepisów migracyjnych”.

– Dla sezonowych migrantów zatrudnianych w sektorach gospodarki o niskich zarobkach, to może być ostatnia szansa, aby skorzystać z brytyjskiego rynku pracy. Na przeszkodzi może jednak stanąć stan brytyjskiej gospodarki i konsekwencje obecnego kryzysu wywołanego koronawirusem – powiedział.

Zerwanie z ideą migracji jako wartości samej w sobie

Z kolei Barbara Drozdowicz z East European Resource Centre w Londynie, największej polskiej organizacji pomocowej w Wielkiej Brytanii, powiedziała, że wejście w życie nowej opłaty jest „przypomnieniem, że w przyszłości nowi migranci z Polski będą zrównani w swoim statusie prawnym z wszystkimi innymi narodami świata i trzeba się liczyć z tym, że koszt wyjazdu znacznie wzrośnie”.

– To nie będzie migracja dla biednych ludzi – powiedziała, wskazując, że już na etapie ubiegania się o wizę będzie konieczne pokrycie często wielotysięcznych opłat.

– To zerwanie z europejskim zrozumieniem swobody przepływu osób jako celu samego w sobie. System kanadyjski, australijski i ten, który wejdzie życie w Wielkiej Brytanii postrzega migranta jako instrument gospodarczy państwa przyjmującego. Musi on w pierwszej kolejności udowodnić swoją wartość – zaznacza.

Jak dodała, napływające sygnały dotyczące przyszłych zasad migracyjnych powinny także posłużyć jako przypomnienie dla ponad 900 tys. Polaków, którzy już mieszkają w Wielkiej Brytanii, aby jak najszybciej złożyli wnioski w ramach tzw. statusu osiedleńczego (EU Settlement Scheme) i zagwarantowali swoje prawa po brexicie.

Termin składania aplikacji mija w czerwcu 2021 roku. – Jeśli ktoś nie zdąży zarejestrować się w określonym terminie, to może stać się nielegalnym imigrantem lub być traktowanym jako nowy przybysz, wpadając w te wszystkie nowe pułapki migracyjne przestrzegła Drozdowicz.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Po koronwirusa do kościoła

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Bóg nie zapisał się do PiS-u i jeśli istnieje, to jest wszędzie, gdzie ludzie go potrzebują, tylko nie w ich kościołach, które zioną nienawiścią, partyjniactwem i faszyzmem. Leczenie poprzez zbiorowe modlitwy jest kpiną z pandemii i bezczelnym działaniem biskupów przeciwko społeczeństwu, logice i wiedzy

 

Ludzie, pandemia koronowirusa, do modlitwy, do kościoła! – Nawołują biskupi.

To nic, że logika i odpowiedzialność nakazuje nie zarażać innych. To nic, że niezbędna jest izolacja i unikanie skupisk ludzkich. Biskupi wiedzą lepiej i będą leczyć wiarą. Wzywają do kościołów na większą ilość mszy. „Bo tam jest Bóg” – uzasadnia wicepremier partii Po/rozum/i/mienie Jarosław Gowin. Wtóruje mu minister zdrowia Łukasz Szumowski, znany katolicki talib i zwolennik klauzuli sumienia lekarzy.

Cały świat zbiera i przetwarza informacje, prowadzi badania, publikuje doświadczenia. Z tych działań wyłania się obraz zachowań pożądanych i koniecznych. Wszyscy już wiedzą, że całkowitą podstawę stanowi działanie ograniczające rozprzestrzenianie się koronowirusa poprzez izolację. Cały świat to wie!

Jednak polscy biskupi namawiają do aktywności w spotkaniach z Bogiem w kościele, na mszach.

Bóg nie zapisał się do PiS-u i jeśli istnieje, to jest wszędzie, gdzie ludzie go potrzebują, tylko nie w ich kościołach, które zioną nienawiścią, partyjniactwem i faszyzmem.

Leczenie poprzez zbiorowe modlitwy jest kpiną z pandemii i bezczelnym działaniem biskupów przeciwko społeczeństwu, logice i wiedzy. Jednak kto w państwie wyznaniowym zabroni czegokolwiek biskupom?

Kult cierpienia i śmierci

Kult cierpienia i śmierci musi zaistnieć w społeczeństwie wierzącym w moc samooczyszczenia się z ludzi przeznaczonych na ofiarę najwyższemu. Oni prowadzą wiernych na spotkanie z Bogiem, który swojego syna ukrzyżował i kazał umierać w cierpieniu. Oto cel biskupów, oto kpina z wysiłku narodów w zwalczaniu pandemii. Gdyby jednak chodziło tylko o te ofiary z wierzących, to rozumiem, że taki jest ich wybór. Jednak oni zarażą niewierzących i wierzących w inną wiarę!

Co na to kodeks karny:

Art. 165. Sprowadzenie niebezpieczeństwa powszechnego

§ 1. Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach:

1) powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej albo zarazy zwierzęcej lub roślinnej, (…)

podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. (…)

§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12. (…)

Każda śmierć to zysk

Każda śmierć to zysk finansowy dla biskupów z pogrzebu, miejsca na cmentarzu, udziału w żałobie bliskich, mszy za zmarłych i święcenia pomników…

Po pogromie zawsze będzie można ogłosić, że gorliwą modlitwą prowadzoną przez kapłanów przebłagano Boga i uwolnił on wierny lud od zarazy. Tak wygląda świat ciemnoty i nieodpowiedzialności facetów w sukienkach. Wśród których wszechobecna pedofilia i krzywdzenie dzieci wpisana jest w statut społeczny księży. Dla których luksusy i bogactwo jest pokazem pogardy dla ich ubogiego Boga.

Kochani, trzymajcie się daleko od kościoła i od talibów kościelnych PiS-u, a będziecie mieli szansę uniknięcia zderzenia z wirusem, podtrzymywanym ciemnotą tego kościelno-partyjnego państwa.

Zawsze z dobrą radą,

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

 

Dystrybutorem książki jest Ateneum

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Marcin Zegadło: Skandaliczna bierność państwa w sprawie czynnych kościołów

Marcin Zegadło

Marcin Zegadło

Ja rozumiem, że wiara czyni cuda, ale obawiam się, że wirus co do zasady nie rozróżnia charakteru zgromadzeń i w zasadzie dla niego to jest jeden chuj, czy przyszliśmy gdzieś dla Chrystusa, czy na wódkę.

 

Nie bardzo rozumiem, jaka jest różnica pomiędzy gromadzeniem się w sklepach lub na stadionach, ewentualnie na koncertach, w klubach czy kawiarniach, a wystawaniem przez 45 minut lub dłużej w kaplicach pośród sapiących współwyznawców, lub przyjmowaniem gremialnie komunii z rąk kapłana, o którego higienie osobistej i zwyczajach nie wiemy absolutnie nic.

Ja rozumiem, że wiara czyni cuda, ale obawiam się, że wirus co do zasady nie rozróżnia charakteru zgromadzeń i w zasadzie dla niego to jest jeden chuj, czy przyszliśmy gdzieś dla Chrystusa, czy na wódkę.

Konsekwencje tej bezczynności, a chodzi tutaj o bezczynność tych, którzy mają obowiązek dbać o nasze bezpieczeństwo, mogą być katastrofalne, a to co zaczynamy nazywać „scenariuszem Włoskim” wydaje się być jedynie kwestią czasu.

Z drugiej strony dziwienie się tej bierności jest niemądre. Skoro jakiś czas temu Minister Zdrowia – Szumowski zawierzył Polskę i polską służbę zdrowia Matce Boskiej, to dlaczego teraz miałby odcinać jej wyznawcom do tej Matki dostęp. Wygubi nas ten fundamentalizm i ta „wiara”.

A może im z tą Matką Boską po prostu łatwiej to wszystko znosić. Ostatecznie, kiedy człowiek może zdać się na siły nadprzyrodzone z naiwną wiarą, że te siły z niezrozumiałych powodów zechcą mu sprzyjać, życie staje się prostsze. Należałoby się tylko zastanowić, z jakiego powodu, Matka Boska, która czy się to naszej władzy podoba, czy nie była ubogą Żydówką, miałaby ratować od pandemii krainę, w której bandy neonazistów, faszystów i wszelkiego narodowego śmiecia obnoszą się bezkarnie ze swoim antysemityzmem, swoją nienawiścią, a hasła „nie przepraszam za Jedwabne” stają się coraz mniej – obciachem, a coraz bardziej świadectwem patriotycznej postawy. To śmieszne, że ta cała zgraja wierzących w najciemniejsze ludowe przesądy zawierza swoje państwo parze Żydów (nie zapominajmy, że Jezus został Królem Polski) i nie widzi w tym absurdalności swojej postawy i piętrowej głupoty swojego postępowania.

Tymczasem w obliczu niepohamowanej transmisji wirusa rząd pozostaje bierny wobec pomysłów biskupów zwiększających ilość nabożeństw.

To, że udało się ocalić Klasztor przed Szwedami, nie oznacza od razu, że uda się ocalić setki tysięcy polaków przed grypą, która może dać im ostro w dupę. Zresztą z tym klasztorem i jego cudownym ocaleniem Matka Boska też niewiele miała wspólnego. Tym bardziej że wtedy, podczas Potopu ten klasztor oblegali głównie Polacy. Co więcej, nie chciałbym nikomu psuć nastroju, ale zarówno ona, jak i jej syn patrzyli już bezczynnie jak kilkadziesiąt lat temu naziści prowadzą na śmierć milion dwieście tysięcy dzieci, tak że niespecjalnie ufałbym wrażliwości tej pary. Chyba że ta wrażliwość mierzy się rzeczywiście jakąś nieziemską miarą. Z gruntu raczej mocno pojebaną, ale najwyraźniej nie do wszystkich to jak dotąd dotarło.

Stawiałbym jednak na mycie rąk i unikanie dużych zgromadzeń, jeśli to możliwe.

 

 


Koronawirus. Czechy wprowadzają stan wyjątkowy, Słowacja zamyka granice

Aureliusz M. Pędziwol

Aureliusz M. Pędziwol

Rządy w Pradze i Bratysławie wprowadziły w czwartek drastyczne zarządzenia kryzysowe w Czechach i na Słowacji. Jednym z podjętych kroków jest zamknięcie granic obu krajów dla cudzoziemców.

Słowacki gabinet zarządził już w środę wprowadzenie na 14 dni od czwartku (12.03.2020) tak zwanej „sytuacji nadzwyczajnej”. Po nadzwyczajnym posiedzeniu rządu premier Czech Andrej Babisz ogłosił natychmiastowe wprowadzenie „stanu potrzeby” (stanu wyjątkowego) z powodu epidemii koronawirusa. Będzie obowiązywać 30 dni.

Czeski „stan potrzeby” to coś więcej niż zarządzany na poziomie regionalnym „stan niebezpieczeństwa”. Nie jest jednak „stanem zagrożenia państwa”, a tym bardziej „stanem wojennym”.

Również Słowacy oprócz „sytuacji nadzwyczajnej” mają do dyspozycji inne formy regulacji kryzysowych, a mianowicie „stan potrzeby” i „stan wyjątkowy”. Każde z tych rozwiązań można uznać za formę określaną pojęciemem stanu wyjątkowego.

Słowacja odcina się od świata

Około pół godziny wcześniej niż Babisz w Pradze, przed dziennikarzami w Bratysławie pojawili się premier Peter Pellegrini i minister spraw wewnętrznych Denisa Saková. Zakomunikowali kolejne obostrzenia uzgodnione na czwartkowym posiedzeniu sztabu kryzysowego.

Jak poinformowali na konferencji prasowej, w ramach prewencji zamknięte zostaną szkoły, ośrodki narciarskie i kąpieliska. Wstrzymana będzie międzynarodowa pasażerska komunikacja lotnicza, kolejowa i autobusowa z jednoczesnym utrzymaniem transportu towarowego.

Nowe restrykcje zaczną wchodzić w życie od piątku i mają obowiązywać na razie przez 14 dni.

W najbliższy weekend nieczynne będą galerie handlowe z wyjątkiem znajdujących się w nich sklepów spożywczych, aptek i drogerii. Urzędy będą otwarte dla interesantów tylko przez trzy godziny dziennie.

– Tymi regulacjami chcemy jedynie ograniczyć rozprzestrzenianie się zarażeń na Słowacji. Świat nie zatrzyma się na 14 dni. Nikomu nic się nie stanie, jeżeli nie pójdzie na basen, do kościoła czy na narty. Najważniejsze jest zdrowie i dlatego proszę was wszystkich, byście zachowywali się odpowiedzialnie – powiedział Pellegrini.

Najdalej idące jest wprowadzenie zakazu wjazdu na terytorium Słowacji. Dotyczy wszystkich cudzoziemców, z wyjątkiem tych, którzy są tam zameldowani. Towarzyszy mu ograniczenie prawa przekraczania granicy z Czechami, Austrią i Węgrami, gdzie zostanie przywrócona kontrola paszportowa. Na ten moment nie będzie obowiązywać jedynie na granicy z Polską. Jednocześnie zostaną zamknięte wszystkie trzy słowackie lotniska międzynarodowe – Bratysława, Koszyce i Poprad.

Wszystkie powracające z zagranicy osoby zostaną objęte obowiązkową kwarantanną, stosowaną dotąd tylko w przypadku podróży do Chin, Iranu, Korei Południowej oraz Włoch.

Czechy zamykają się dla 15 państw

Premier Słowacji Petr Pellegrini przemawiał jeszcze, gdy w międzyczasie w Pradze zaczęła się konferencja prasowa po posiedzeniu czeskiego rządu. Oprócz premiera Babisza, który ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego, głos zabrał minister spraw wewnętrznych Jan Hamaczek. Wyjaśniał szczegóły nowych regulacji.

Jedną z nich jest zakaz wjazdu do kraju cudzoziemców z 15 państw uznanych przez Czechów za obszary podwyższonego ryzyka. Są to zarówno te, gdzie na COVID-19 zachorowały tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy osób, jak Chiny, Korea Południowa, Iran i Włochy, ale też jedenaście państw europejskich, od Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji, Belgii i Holandii na zachodzie, poprzez Niemcy, Szwajcarię i Austrię pośrodku kontynentu, aż po Danię, Norwegię i Szwecję na północy. Jednocześnie rząd zakazał mieszkańcom Republiki Czeskiej podróży do tych państw.

Polacy bez zakazu w Czechach

Zakaz wjazdu do Czech nie dotyczy mieszkańców żadnego z państw Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Polacy nadal będą mogli bez przekraczać granicę tego kraju. Muszą się jednak liczyć z tym, że zamknięte zostaną wszystkie muzea, galerie i biblioteki, a także boiska, siłownie, baseny kąpielowe, czy sauny.

Między ósmą wieczorem a szóstą rano gościom nie wolno będzie przebywać w lokalach gastronomicznych. Od szóstej rano w piątek zakazane zostaną wszelkie zgromadzenia powyżej 30 osób – kulturalne, sportowe, a także religijne.

(df), thefad.pl / Źródło: DW

 

REDAKCJA POLECA