Radek Wiśniewski: Do jadącej porannym pociągiem dziewczyny z klasy mundurowej

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

Kiedy myśmy tak żałośnie to spierdolili, myślę sobie, żeśmy dopuścili do władzy staruchów, nekrofilów nienawidzących życia tak bardzo, że powtarzają jak mantrę, że nowe pokolenia Polaków i Polek, mają być gotowe oddać życie za Polskę

 

„[…] Boże pozwól bym potrafił
Gdy ojczyzna mnie zawoła
Zamiast piersi wypiąć dupę
Bo ta nafta nie jest moja”
(Jan Krzysztof Kelus, „Piosenka o Jacku Staszelisie”)

O czym myślisz, kiedy tak maskujesz ziewanie w porannym pociągu dziewczyno z klasy mundurowej? Bo ja myślę o tym, kiedy to się stało modne, żeby dzieci do szkoły, gdzie powinny się uczyć, sklejać ten spaprany światy do kupy – zaczęto posyłać w mundurach. I czyj to był pomysł. Który zazdrosny o waszą, młodych ludzi witalność, zmysłowość wymyślił ten rewelacyjny patent.

Mundur w szkole. Ja pamiętam mundurki szkolne, ale to było co innego. Dzieci w mundurach nie pamiętam nawet za komuny. Owszem, przysposobienie obronne było, strzelaliśmy z rozkalibrowanych kbks-ów, rzucaliśmy skorupą granatu i jak ktoś podpadł peowcowi to biegał z gumowej pelerynie i masce przeciwgazowej dookoła boiska. Ale to była lekcja. Nikt nas na nią nie ubierał w mundury. A tutaj całe klasy w morro. Nawet torbę do szkoły widzę masz pod postacią wojskowego plecaczka taktycznego.

Kiedy myśmy tak żałośnie to spierdolili, myślę sobie, żeśmy dopuścili do władzy staruchów, nekrofilów nienawidzących życia tak bardzo, że powtarzają jak mantrę, że nowe pokolenia Polaków i Polek, mają być gotowe oddać życie za Polskę. Wiesz, generał George Patton, całkiem dobry dowódca, zupełna rzadkość wśród amerykańskich generałów, mówił, że to wielka bzdura. Że jego zadaniem jest żyć, po to żeby to wróg umierał za ojczyznę. Z jego rąk. A ty jesteś pełna życia, o którym jeszcze niewiele wiesz, chociaż wiele pewnie przeczuwasz. Bo to tak jest, że się w tym wieku przeczuwa. A w moim się już wie.

Na przykład wie się coś o nietrwałości ludzkiego ciała i że ta nietrwałość jest regułą, a nie wyjątkiem. Myślę o tym, że może się zdarzyć, że może rzeczywiście wybuchnąć wojna, bo coś tam komuś za bardzo będzie pasować, albo za bardzo nie pasować i to na jedno wychodzi. Tak poucza Stachura. I zamiast zawodowców, ktoś wpadnie na pomysł, że skoro mamy klasy mundurowe, a nie mamy chwilowo dosyć zawodowców od walki, to sformujemy legion imienia Siedzikówny albo innego Orlątka. Co tam, Ona mogła, będą mogły inne dziewczyny i chłopaki, bo wam tamci przykład dali. I wiesz, myślę, że zginąć dla Polski, to jeszcze pół biedy. No, nie ziewaj znowu przez nos młoda. Myślę do Ciebie, c’nie? Otóż chyba najgorsze co się da pomyśleć to wcale nie jest śmierć.

Najgorsze są lata kalectwa po krótkim bitewnym skurczu. Oglądałaś „Urodzony 4 lipca”? Nie pokazywali Ci? Obejrzyj sobie. Tam jest coś o tym. Jak żyć długie lata po jednym błędzie, który jest tak drobny, że nawet nie dałoby się o niego kogoś obwinić.

W „Cienkiej czerwonej linii” Jonesa z kolei jeden z bohaterów jest raniony granatem, który eksploduje mu pod dupą i urywa mu wszystko między nogami i kiedy umiera z upływu krwi, mówi – cytuje z pamięci – może to i lepiej i tak bym nie mógł się pieprzyć. Nie czytałaś? Nie widziałaś ekranizacji?

A gdzie indziej słyszałem relację chłopaka z czasów ostatniej wielkiej wojny, który opowiadał, że jego kolega nie zaciągnął bezpiecznika w erkaemie i jak stuknął kolbą o podłogę w jakimś holenderskim domu w Arnhem jesienią 1944 roku, to seria urwała mu głowę. Po prostu. Opowiadał do kamery BBC, że nie mówili tego rodzinie kolegi, żeby rodzina myślała, że zginął jak bohater. A on tylko nie przesunął bezpiecznika. Sam się zabił. Przez niechlujstwo.

Tego też wam nie pokazali na lekcjach wychowania patriotycznego i mundurowego? To pewnie nie powiedzieli wam też, że dużo częściej bywa się rannym, niż się ginie. W najlepszym razie pocisk wyrywa ci kawał mięsa przy ranie wylotowej i to nie jest rana, która się goi normalnie, bo po prostu brakuje mięsa. Poleciało z pociskiem. Nikt nie będzie szukał Twojego mięsa, żeby ci go wszyć. Tak już zostaje. Wiem, bo jeden stary człowiek, który dostał dwa postrzały w czasie wojny i kule wyszły mu przez plecy chciał się ze mną bardzo zaprzyjaźnić i opowiadał mi o tym, że był trafiony.

Dotknij sobie – mówił – dotknij – i brał moją rękę i przykładał do białej, eleganckiej koszuli, z której zdjął marynarkę. – Nie bój się, nie zdejmę koszuli, dotknij sobie przez koszulę!

Wyobraź sobie, to było 50 czy 60 lat po wojnie, a on miał w plecach dalej dziurę. Zarośniętą czymś, jakąś skórą, ale tam, gdzie są mięśnie, kości była dziura. A przecież wojna to chaos niszczenia. To biały fosfor, który pali się na ludzkim ciele, póki się nie wypali, najczęściej do kości. To podmuch, który mógłby tobą rzucić o ścianę i strzaskać ci miednicę. Już nigdy byś nie mogła potem defilować przed kimś, kogo kochasz ustawiając jak uczą szkoły modelingu – stópka za stópką. Odłamek wreszcie mógłby ci uciąć niepudrowany nosek i nie byłoby czym zamaskować dziury ziejącej w środku twarzy okolonej blond świderkami. Opcji jest dużo więcej. Nie o wszystkich będę ci opowiadał, bo w ogóle nic ci nie opowiem. Tylko myślę.

Myślę, że owszem, moje starzejące się pokolenie strasznie musiało spierdolić swoją dziejową rolę, skoro poranne pociągi w obie strony pełne są dzieciaków jak ty, jadących do swoich mundurowych klas machać bagnetem, strzelać z kałacha.

Wojna jest dla dorosłych zawodowców dziecko. Czas, żeby rządzący tą krainą idioci od lewa do prawa w końcu to zrozumieli. Żadna Twoja wina. Moja wina. Bo jestem za słaby z podobnie myślącymi, żeby do tego doprowadzić. Jeżeli nie daj Boże dożyję czasów, w których tacy młodzi ludzie jak Ty polecą znowu z jakimiś butelkami czy dronami na dywizje pancerne, to muszę wyznać Ci ze smutkiem, nie tyle będę z was dumny, ile będę śmiertelnie wkurwiony na siebie, pokolenie swoje, moich rodziców. Właśnie za to, że nie potrafiliśmy stworzyć świata, w którym taki obłęd byłby niemożliwy. W którym heroiczne mity znalazłyby nowe zastosowanie, dawałby siłę, ale na płaszczyźnie, że nazwę to po imieniu – na podejmowanie wyzwań ponadplemiennych.

Tym bardziej myślę o tym ze złością, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa z niedomagającym wzrokiem, siwymi włosami w brodzie, nadwagą, cukrzycą i cholera wie czym jeszcze – zajmę raczej miejsce na furmance w kolumnach uchodźców. Może nawet ktoś mnie pobije na granicy albo będzie do mnie strzelał, bo inny kraj nie będzie chciał bardzo uchodźców u siebie. I nie będę miał nic na swoją obronę. A w dach mojego domu pierdolnie rakieta z „Grada”, bez trudu przebije dwa stropy i wybuchnie w garażu. Wszystkie zbierane przez dziesiątki lat książki, notatki, publikacje, numery autorskie czasopism literackich, artystyczno-społecznych w pizdu polecą w strzępach w powietrze i w błoto. Będziemy raczej się martwili czy brać wiadro, garnki czy ciepłe koce, a nie że książki płoną.

Ale być może przeżyjemy, być może ktoś jeszcze pozwoli mi pisać, bo tyle potrafię. Ale co z wami, absolwentami i absolwentkami mundurowych klas pospolitego ruszenia?

Zdejmij to morro dziecko, noś sukienki kwietne, wiosna niebawem, skąd wiesz ile wiosen ciebie czeka? Znajdź kogoś kogo pokochasz swoim dziewczęcym sercem i róbcie razem wszystko co wam ta miłość i młodość podpowie, podszepnie.

Tak, staruchy, które już nie mogą i zawsze z zawiścią patrzą na młodość i miłość będą wykrzywiać swoje na poły bezzębne szczęki, że niemoralność i zepsucie, ale nie zwracaj na to uwagi. Oni tak robią, od kiedy istnieje cywilizacja, od jakichś sześciu tysięcy lat. O zepsuciu moralności i obyczaju wśród młodzieży pisali już starożytnej Babilonii, nie wspomnę o młodszych wytworach ludzkiej kultury. Tylko Gilgamesz był względnie szczery. Sześć tysięcy lat zawiści staruchów o to, że już nie mogą, że może nigdy nie mogli, a jak mogą, to już to nie jest takie ładne, jak kiedy to robią młodzi ludzie.

No bo kiedy to ma być piękne? Po pięćdziesiątce? To jest teraz.

Że co, że jestem niespójny, bo piszę o Tamtych, którzy ginęli w wieku kilkunastu lat tu i tam za wolność nasza i waszą? Że daję głos niecichnącemu szlochowi w nocy, którego nikt nie słyszy?

Wiesz, wydaje mi się, że oni nie ginęli po to, żebyś Ty i Twoi koledzy, koleżanki szykowali się znowu do umierania.

Mam niejasne przeczucie, chociaż żadnej pewności – że walczyli i ginęli mając nadzieję, że Ty będziesz mogła po prostu zajmować się życiem. Kochać chłopaka, czy inną dziewczynę, wszystko jedno. Miłość to miłość.

I że po prostu będziesz szczęśliwa.

Być szczęśliwym to moralny obowiązek, wobec tamtych.

Radek Wiśniewski

 

 


Koronawirusy nie lubią wysokich temperatur. Czy wiosna wyzwoli nas od epidemii?

Julia Vergin

Julia Vergin

Koronawirusy nie lubią wysokich temperatur. Czy nadejście wiosny pozwala żywić nadzieję, że aura pomoże w walce z epidemią?

Liczba osób zakażonych koronawirusem na całym świecie wciąż jeszcze wzrasta. Możliwe jednak, że dzięki nadchodzącej wiośnie Europa uchroni się przed najgorszym.

Zdaniem ekspertów łagodne temperatury są prawdziwym problemem dla każdego rodzaju wirusów, do których należy także SARS-CoV-2. Ciepłych dni wiosną, także ze względu na postępujące zmiany klimatyczne, nie będzie brakowało. To pozwala mieć nadzieję, że uratować może nas słoneczna wiosna.

Prezydent USA Donald Trump zwracał uwagę na to już w połowie lutego. Na wiecu w New Hampshire tłumaczył ludziom, że „teoretycznie, kiedy zrobi się nieco cieplej, wirus zniknie w cudowny sposób”.

Wirusolog prof. Aleksander Kekule z uniwersytetu w Halle-Wittenberg także wyraził niedawno nadzieję, że liczba infekcji latem znacznie spadnie. Tak było przynajmniej w przypadku zarazków SARS przed 17 laty, z którymi nowy koronawirus jest blisko spokrewniony. Faktycznie wiele przemawia za tym, że ciepła wiosna mogłaby pomóc w walce z chorobą.

– Koronawirusom sprzyjają bowiem niskie temperatury – wyjaśnia wirusolog Thomas Pietschmann z ośrodka badań eksperymentalnych i klinicznych w Hanowerze w rozmowie z Deutsche Welle. – Podobnie jest w przypadku jedzenia, które najlepiej jeśli przechowuje się w lodówce.

Nietrwała otoczka wirusa

Ciepło jest zagrożeniem dla zarazków. – Koronawirusy mają otoczkę lipidową, mówiąc prosto: warstwę tłuszczu – wyjaśnia prof. Pietschmann. – Ta otoczka nie jest zbyt odporna na wysokie temperatury. Oznacza, że zarazek szybko ulega zniszczeniu w wyższych temperaturach. SARS-CoV-2 zalicza się do tzw. wirusów RNA, do których należą także wirusy grypy, eboli czy wścieklizny. Jednak każdy z nich ma swoistą wrażliwość na temperaturę – zaznacza prof. Pietschmann. Inne wirusy jak np. norowirusy są trwalsze, bo składają się przede wszystkim z białek i materiału genetycznego. Przy rozprzestrzenianiu się wirusów oprócz temperatury istotna jest także wilgotność powietrza. Zimowe powietrze sprzyja raczej utrzymaniu się wirusów, które rozsiewane są w otoczeniu przez kichających lub kaszlących ludzi. Im wyższa temperatura, tym suchsze jest powietrze.

Ferie w samą porę

Jak wyjaśniają eksperci, wpływ na rozsiew zarazków mają czynniki sezonowe, np. to, że w chłodnych miesiącach ludzie przybywają częściej grupowo w zamkniętych pomieszczeniach. Dlatego przypadające obecnie ferie szkolne znacznie obniżają niebezpieczeństwo zarażenia się, ponieważ dzieci i młodzież w tym czasie zostają w domu.

Wirusolog prof. Christian Drosten podsumowuje te pozytywne efekty: – Ciepło latem, promieniowanie ultrafioletowe i fakt, że ludzie częściej przebywają na powietrzu sprawią, że infekcji będzie mniej. Nikt nie może dać gwarancji, że według tego schematu zachowywać będzie się także SARS-CoV-2.

Prof. Pietschmann z Halle zaznacza, że zarazek ten jest jeszcze zbyt mało rozpoznany, by móc powiedzieć coś bliżej o przebiegu epidemii.

– Szczerze mówiąc, nie znamy jeszcze tego wirusa – przyznał w rozmowie z Deutsche Welle. Poza tym wiele wskazuje na to, że wysokie temperatury nie będą mu wcale tak szkodzić. Pojawił się już w krajach o klimacie subtropikalnym, jak w Australii, Brazylii i Indonezji u osób, które miały kontakty z nosicielami koronawirusa z chłodniejszych regionów.

Czy maseczki mają sens? „Złudne poczucie ochrony”

Jednak pokładane nadzieje w walce z wirusem w nadchodzących ciepłych miesiącach mogą być złudne. Epidemia pomoru świń w USA w roku 2009 nie powstrzymały wysokie temperatury. Pojawiła się ona w kwietniu 2009, a jej kulminacja przypadła na czerwiec.

Wobec tak przedstawianych faktów, prof. David Fisman, epidemiolog z uniwersytetu w Toronto w odniesieniu do nowego koronawirusa zaznaczył w rozmowie z „LA Times”, że: – Nastawienie się, że wirusy znikną wraz z wyższymi temperaturami i nigdy już nie wrócą, to pobożne życzenie.

Julia Vergin


Adam Mazguła: A. Dudo, wszystko zdrożało, potaniała przyzwoitość…

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Potaniała prawda, odkąd szuka jej prezes i gwałci w każdym przemówieniu M. Morawiecki. Potaniała wiedza i kompetencja, odkąd magistrowie pouczają profesorów. Znacznie potaniał patriotyzm. Potaniała mowa nienawiści. Tania jest korupcja polityczna, bezkarność, złodziejstwo, tajność rzekomych procedur i pycha władzy. Potaniało ludzkie życie, zdrowie Polaków, arogancja władzy, buta partyjnych kacyków

 

Panie Andrzeju Dudo, ostatnio pewnie Pan słuchał złych doradców i miał Pan problem, aby wymienić, co potaniało za Pańskich rządów. Olej niestety też podrożał. Taka jest prawda. Wszystko cholera zdrożało, na co wystawiają cenę w sklepach lub firmach usługowych.

Niektórzy twierdzą, że potaniały konie ze stadniny w Janowie i to byłby jedyny znany mi przypadek, oprócz oczywistych manipulacji giełdowych, które spowodowały spadek wartości polskich firm zarządzanych przez wybitnych członków rodzin PiS-u.

Śpieszę jednak z informacją, że potaniało znacznie więcej i to najwartościowszych dla narodu wartości.

Potaniała prawda, odkąd szuka jej prezes i gwałci w każdym przemówieniu M. Morawiecki.

Potaniała wiedza i kompetencja, odkąd magistrowie pouczają profesorów.

Znacznie potaniał patriotyzm i to do tego stopnia, że każdy młodociany kibol, czy cham wkłada koszulkę z napisem „śmierć wrogom ojczyzny” i wyzywa Polaków, którzy walczyli o wolną Polskę, narażając zdrowie i życie. Tak daleko potaniał, że przeszedł w nacjonalizm, w rasizm, a nawet w faszyzm. Jednak o tym Pan wie doskonale, bo kto inny jak nie Pan z takim zaangażowaniem tworzy nową historię i nowych bohaterów z ludobójców.

Potaniała mowa nienawiści, szczucie na innych Polaków i to nawet w mediach publicznych. Jeśli używa jej Pan osobiście i Pański obóz polityczny, to jest nawet darmowy, chociaż prowadzi do podziałów i śmierci. Darmowy jest też udział, ale tylko członków Pańskiego obozu politycznego i hierarchów kościoła, w ponad 250 aferach tej władzy.

Tania jest korupcja polityczna, bezkarność, złodziejstwo, tajność rzekomych procedur i pycha władzy.

Potaniało ludzkie życie, zdrowie Polaków, arogancja władzy, buta partyjnych kacyków.

Panie Andrzeju Dudo,

tak wiele jest jeszcze do wymieniania, że bez trudu powinien Pan sobie następnym razem poradzić.

Proszę jednak pamiętać, że najbardziej potaniała przyzwoitość, ale nie jestem pewny, czy Pan rozumie to słowo, bo wiąże się ze zrozumieniem człowieczeństwa, a to szerokie i widać najtrudniejsze dla Pana określenia.

Zawsze z dobra radą,

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

 

 

Dystrybutorem książki jest Ateneum

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Czy banknoty, przesyłki, klamki, włączniki światła bądź wózki na zakupów mogą być nosicielami koronawirusa?

DW

Czy można zarazić się koronawirusem podczas kontaktu z przesyłkami, paczkami? Czy towary z Chin mogą być nosicielami wirusa?

Obecnie uznaje się, że koronawirusy przenoszone są drogą kropelkową i przy bezpośrednim kontakcie fizycznym. Do zakażenia może dojść w sytuacji, gdy spotkamy się z osobą zakażoną, która np. przy nas kaszle lub kicha. Jednak chińscy naukowcy stwierdzili też obecność koronawirusów w kale osób zainfekowanych. To z kolei oznacza, że koronawirus może przenosić się nie tylko drogą kropelkową.

Zachowanie podstawowych zasad higieny jak: mycie rąk, kichanie i kaszel w zgięcie łokcia, unikanie skupisk ludzkich, w znacznym stopniu może ochronić się przed infekcjami. Istotne jednak pozostaje pytanie pytanie, jak długo wirusy żyją na przedmiotach, na których osiadły.

Naukowcy z Uniwersytetu Ruhry w Bochum i Uniwersytetu w Greifswaldzie zgromadzili wyniki badań na temat żywotności wcześniej występujących koronawirusów SARS i MERS. W zależności od szczepu wirusa i jego zagęszczenia, wartości te były bardzo różne. Na papierze wirusy pozostawały żywotne od pięciu minut do pięciu dni, na powierzchni ze stali między osiem godzin i 28 dni, na szkle i PCW wirusy pozostawały żywotne około pięciu dni. Trudno jednak określić, czy parametry te można przenieść na nowy, występujący obecnie wirus SARS-CoV-2.

Towary i żywność

Jak podaje niemiecki Federalny Instytut Oceny Ryzyka, nie można wykluczyć przenoszenia wirusa przez powierzchnie, które krótko przedtem zostały nim skażone. Ze względu jednak na stosunkowo małą trwałość wirusów w otoczeniu, zakażenie się prawdopodobne jest tylko w stosunkowo krótkim czasie po skażeniu. Dotychczas nie stwierdzono żadnych przypadków zarażenia się np. przez zabawki importowane z Chin lub inne przedmioty, takie jak komputery, narzędzia, odzież czy obuwie. Eksperci z Instytutu Roberta Kocha podkreślają, że zgodnie z obecnym stanem wiedzy, jest to „raczej nieprawdopodobne”. To samo odnosi się do przesyłek pocztowych i bagażu.

Niemieckie władze zaś podkreślają, że nie widzą żadnych przesłanek, aby żywność z Chin traktować jako źródło zakażenia. Kto jednak się tego obawia, może obniżyć ryzyko ewentualnej infekcji przez obróbkę termiczną tych produktów.

Banknoty i monety

W Chinach, skąd epidemia się rozprzestrzeniła, Chiński Bank Emisyjny poinformował w połowie lutego br., że dezynfekowane są wszystkie używane banknoty. W niektórych zaś prowincjach są one hermetycznie przechowywane przez siedem do czternastu dni.

Niemiecki Bank Emisyjny informuje z kolei, że w trakcie wyrywkowych badań banknotów euro do tej pory nie stwierdzono przypadków przetrwania koronawirusów na pieniądzach.

Rzeczniczka Europejskiego Banku Centralnego poinformowała jednak, że nowe koronawirusy mogą przez pewien czas przetrwać na banknotach. Prawdopodobieństwo przeniesienia wirusa tą drogą wydaje się jednak niewielkie, w porównaniu z innymi powierzchniami typu klamki, poręcze, włączniki światła czy wózki na zakupów.

Niemiecki Bank Emisyjny i Europejski Bank Centralny zalecają w kontakcie z pieniędzmi stosowanie tych samych zabiegów profilaktycznych jak przy kontakcie z innymi przedmiotami codziennego użytku.

Jeśli więc chcemy uniknąć kontaktu z rękami kasjera bądź klienta, zaleca się realizację płatność przy użyciu kart bezdotykowych lub telefonem.

 

REDAKCJA POLECA

 


Basen zimą – czy naraża nas na częstsze przeziębienie?

Latem chętnie korzystasz z dobrodziejstw natury i regularnie jeździsz nad wodę odpocząć. To dobry sposób na regenerację oraz naładowanie akumulatorów. W zimie tęsknisz za ruchem fal i chcesz się trochę poruszać? Poszukaj miejskiego basenu. Nie musisz przy tym obawiać się przeziębienia.

Basen zimą - czy naraża nas na częstsze przeziębienie?

Wychodzenie na basen zimą jest nieco kontrowersyjne z uwagi na różnice temperatur. Jednak pływanie jest źródłem dużej dawki hormonów szczęścia i szkoda byłoby z tego rezygnować. Sprawdź kilka trików, które pozwolą Ci nie tylko zachować zdrowie, ale również wzmocnić odporność.

Dobre przygotowanie podczas wyjścia na basen

Przed wyjściem na basen musisz się spakować. Oprócz kostiumu, czepka i klapek, spakuj szybkoschnący ręcznik. Taki materiał charakteryzuje się specjalnym układem nici, który pozwala na szybkie wchłonięcie wilgoci. Dzięki temu będziesz mieć pewność, że wytarłeś się do sucha.

Następnie zadbaj o własną suszarkę. Urządzenia zainstalowane na miejscu mają małą moc podmuchu, przez co nie jesteś w stanie wysuszyć do końca włosów.

Nie przegrzewaj się. Wybierz ubrania z wełny, która odprowadzi wilgoć na zewnątrz i nie pozwoli Ci się zgrzać i spocić.

Pamiętaj o czapce. Z pozoru błaha rzecz, ale świetnie chroni zatoki oraz uszy. Dzięki temu utrzymasz prawidłową temperaturę ciała i nie przeziębisz się.

Wzmocnienie odporności w zimie

Jest wiele metod na wzmocnienie odporności. Jednak nic nie daje lepszego efektu jak zwykła profilaktyka. Stosuj się do poniższych kroków i zminimalizujesz ryzyko choroby.

  • Zbadaj poziom witaminy D i dopasuj odpowiednio dawkę. To właśnie ona odpowiada za wsparcie odporności, to tzw. witamina słońca.
  • Jedz zdrowo. Unikaj przetworzonego i tłustego jedzenia, które mogłoby nadmiernie obciążać Twój organizm. Zamiast tego zdecyduj się na sezonowe owoce i warzywa.
  • Wybieraj kiszonki. Kiszona kapusta, ogórki oraz sok z nich to świetny probiotyk wspierający florę bakteryjną jelit. A to w jelitach rozpoczyna się odporność.
  • Prawidłowo się ubieraj. Zrezygnuj ze sztucznych, poliestrowych tkanin, które zatrzymują wilgoć i powodują wyziębienie ciała. Sprawdzaj metki swoich ubrań i wybieraj wśród naturalnych materiałów, takich jak wełna, bawełna, kaszmir czy jedwab. Ciuchy wcale nie muszą być drogie. Przeszukaj popularne portale aukcyjne lub pobliskie secondhandy.
  • Ruszaj się! Nie bez powodu ruch to zdrowie. Dzięki regularnej aktywności zapobiegasz procesom starzeniowym, dotleniasz się i wzmacniasz.

Czy morsowanie hartuje organizm?

Coraz bardziej popularnym sposobem na utrzymanie zdrowia jest morsowanie. Zapoczątkowane zostało w krajach, gdzie ujemna temperatura jest czymś normalnym.

Morsowanie polega na wykorzystaniu różnicy temperatur między ciepłą wodą a zimnym powietrzem, dzięki czemu przebywającym w wodzie jest ciepło. Aby ustrzec się przed odmrożeniem zaleca się ubieranie czapki i rękawiczek.

Początkujący zanurzają się tylko na kilka sekund, stopniowo zwiększając czas pobytu w wodzie. Szok termiczny powoduje rozszerzenie się naczyń krwionośnych, szybszy obieg krwi w organizmie, wyrzut hormonów szczęścia oraz pobudza układ odpornościowy do działania.


Roman Giertych: Projekt listu Andrzeja Dudy do prezesa PiS „żeby nie wyszło że jestem totalnym budyniem, poudawajmy, że jestem niezależny”

Roman Giertych

Roman Giertych

Panie Prezesie, zwracam się z gorącą prośbą o wyrażenie zgody na wyrażenie veta. Proszę Pana, żeby nie wyszło że jestem totalnym budyniem, poudawajmy przez chwilę, że jestem niezależny. Zrobię wszystko co Pan tylko zechce, a nawet więcej, tylko niech mi Pan pozwoli okazać trochę niezależności. Błagam Pana!

 

Projekt listu Andrzeja Dudy do prezesa PiS przygotowany przez wiernego doradcę podłej zmiany, czyli przeze mnie.

Szanowny Panie Prezesie!

Zwracam się z gorącą prośbą o wyrażenie zgody na wyrażenie veta do ustawy o przyznaniu pieniędzy TVP.

Prośbę moją motywuję strasznym atakiem ze strony sił zła: Kidawy, Tuska, PSL-u etc. etc., którzy dzień i noc mącą w głowach dużej części społeczeństwa przedstawiając te drobne wsparcie dla naszych wspaniałych dziennikarzy w TVP jako wygórowane w stosunku do nakładów na służbę zdrowia.

Te siły zła zdają się nie rozumieć, że od TVP zależy rzecz największa i najszlachetniejsza na świecie – pana, panie Prezesie władza nad powierzonym mu ludem (w tym piszącym te słowa pokornym Pana sługą), a od chorych nic nie zależy, bo przy naszej służbie zdrowia i tak marne szansę mają. Jednakże powtarzane przez opozycję kłamstwa o rzekomym priorytecie chorych nad dziennikarzami (i dziennikarkami!) dotarły nieopatrznie do części społeczeństwa poprzez nieszczęśliwe sfotografowanie słusznego gestu oburzenia połączonego z jednoczesnym pocieraniem oka i odgarnianiem włosów, Pana Panie Prezesie szlachetnej przyjaciółki posłanki Lichockiej.

Ta sytuacja może doprowadzić kochany panie Prezesie, że się nawet w II turze nie znajdę! Ach jakiż to żal byłoby zostawiać te wszystkie wyjazdy z opieką SOP na narty, te pałacyki, te piękne selfiki, które robiłem z największymi przywódcami globu. Jak o tym pomyślę, to łzy mi z oczu kapią cichym strumykiem.

Dlatego schylając się do kolan pana Prezesa pokornie błagam o zgodę na veto i przeznaczenie pieniędzy na walkę z koronawirusem lub chociaż na odesłanie do Trybunału lub chociaż na odwołanie Jacka Kurskiego, tylko żeby nie wyszło że jestem totalnym budyniem i marionetką. Wie Pan, że gdzie nie pojadę, to tak na mnie krzyczą?

Panie Prezesie proszę Pana poudawajmy przez chwilę, że jestem niezależny. Jak wygram, to przez całą kadencję będę robił wszystko co pan Prezes powie, a na dowód tego zostawię Panu podpisane kartki in blanco, abym nie musiał wracać z nart, gdy trzeba będzie coś podpisać. Pani Basia wsunie podpisaną kartkę do drukarki i ustawa podpisana!

Jeżeli wygram, to zaraz powiem: panie Prezesie zadanie wykonane! I Suskiego zrobię szefem kancelarii, a Lichocką rzeczniczką prasową, poproszę papieża, aby mianował ks. Sawicza na biskupa, pana bratanicę każę namalować jako ikonę w Centrum Zdrowia Matki-Polki, Gmyza zrobię odpowiedzialnym za przeciwdziałanie alkoholizmowi, Pawłowicz i Piotrowskiemu dam Orła Białego, ustanowię relacje dyplomatyczne z San Escobar, zrobię Misiewicza generałem, Macierewicza powołam na ambasadora w Rosji, a Kuchcińskiego poprę na Rzecznika Praw Dziecka. A Kurskiemu damy nie 2, a 5 miliardów!

Zrobię wszystko co Pan tylko zechce, a nawet więcej, tylko niech mi Pan pozwoli okazać trochę niezależności. Błagam Pana!

Andrzej Duda

I niech Pan ten list na boso zaniesie na Nowogrodzką. Kto wie? Może się zlituje.

Roman Giertych

 

 


Czy Pius XII pomagał nazistowskim zbrodniarzom w ucieczce po II wojnie światowej? Watykan otwiera archiwa

Oliver Pieper

Oliver Pieper

Tysiące nazistowskich zbrodniarzy uciekło po II wojnie światowej głównie do Ameryki Południowej przez tzw. „linię szczurów”. Pomagał im Watykan. 2 marca zostaną otwarte archiwa Piusa XII i być może dowiemy się jaką wiedzą dysponował papież.

Papież Pius XII
Papież Pius XII. Fot. wikipedia

Zaledwie trzy lata minęły od zakończenia drugiej wojny światowej. W 1948 roku w RFN w życie wchodzi Plan Marshalla i właśnie wtedy z więzienia w austriackim Linzu ucieka jeden z największych zbrodniarzy wojennych. Franz Stangl, były SS-Hauptsturmführer i komendant niemieckich obozów zagłady Sobibór i Treblinka, odpowiedzialny za śmierć blisko miliona Żydów. Stangl pieszo dociera do Florencji. Idzie przez Graz i Merano.

Jego cel znajduje się jeszcze 300 kilometrów na południe. To Rzym, stolica Włoch, ale przede wszystkim siedziba Watykanu.

– To pan musi być Franz Stangl, czekałem już na pana – tymi słowami wita go rzymski biskup Alois Hudal i załatwia Stanglowi sfałszowane dokumenty. W ten sposób Stangl przedostaje się do Syrii, ściąga tam swoją rodzinę i w 1951 przez Damaszek wyjeżdża do Brazylii. Człowiek, który „udoskonalił” masowe zabójstwa w obozach koncentracyjnych, niedaleko Sao Paulo przez lata pracował w fabryce Volkswagena.

Franz Stangl były SS-Hauptsturmführer
Franz Stangl były SS-Hauptsturmführer i komendant niemieckich obozów zagłady Sobibór i Treblinka. Odpowiedzialny za śmierć blisko miliona Żydów

Austriak Franz Stangl jest jednym z tysięcy nazistowskich zbrodniarzy wojennych i kolaborantów, któremu przy pomocy Kościoła udaje się ucieczka przez tzw. „linię szczurów”. Prowadziła ona z Innsbrucku poprzez Alpy do Merano albo Bolzano w południowym Tyrolu, potem do Rzymu, a stamtąd do włoskiego miasta portowego Genui. Stangl wybiera drogę okrężną przez Syrię. Większość narodowych socjalistów ucieka statkiem bezpośrednio do Ameryki Południowej, przede wszystkim do Argentyny – „przylądka ostatniej nadziei” dla narodowych socjalistów, jak nazwał to ocalały z Holokaustu Simon Wiesenthal.

To nie był ukartowany plan – raczej spontaniczne działanie

– „Linia szczurów” nie była uporządkowanym systemem. – tłumaczy Daniel Stahl, historyk z Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie. – Była to raczej spontaniczna współpraca różnych instytucji, która krok po kroku została usankcjonowana po drugiej wojnie światowej – wyjaśnia.

Najpierw była ucieczka przez Alpy do Włoch – z tej możliwości skorzystało 90 procent nazistowskich zbrodniarzy.

Potem pierwszy przystanek pośredni, czyli południowy Tyrol. W klasztorze niemieckiego zakonu krzyżackiego w Merano, w klasztorze kapucynów niedaleko Brixen czy klasztorze franciszkańskim koło Bolzano (z tego powodu „linia szczurów” nazywana jest też „drogą klasztorów”). Tam zbrodniarze wojenni ukrywali się przez wiele lat, zbierali pieniądze na ucieczkę za ocean. Dochodzi też czasami do absurdalnej sytuacji: sprawcy przebywają razem z ofiarami narodowego socjalizmu – Żydami, którzy chcą dostać się do Palestyny.

Stamtąd droga prowadzi do Rzymu. Jeżeli zostaje przedłożono pismo Kościoła katolickiego dotyczące tożsamości danego człowieka, paszport wystawiony przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (do 1951 roku wystawiono około 120 tysięcy takich dokumentów) jest już tylko formalnością.

– Od czasu do czasu krążą plotki, według których tuż przed zakończeniem II wojny światowej powstał plan dotyczący ucieczki nazistów. Jest to jednak nieprawda. Również Franz Stangl błądził, najpierw w Rzymie, i nie wiedział, co będzie dalej – tłumaczy Stahl.

Wiele historii przekazywanych jest z ust do ust. Pada przy tym często nazwisko Aloisa Hudala, który wspominał później, że wielu prześladowanych było „zupełnie niewinnych i dlatego on „przy pomocy sfałszowanych dokumentów uratował ich przed dręczycielami”. To ten sam biskup i pomocnik, który w czasach III Rzeszy jasno określał się jako sympatyk nazizmu. Co wydarzyłoby się, gdyby Kościół katolicki nie podał pomocnej dłoni licznym wojennym zbrodniarzom? – Dla Stangla i wielu innych ucieczka z pewnością byłaby o wiele trudniejsza – mówi bez wątpliwości Stahl.

Długa lista uciekinierów

W ten sposób „linia szczurów” wraz z przystankiem w Genui staje się droga ucieczki. Korzysta z niej nawet amerykański wywiad, przerzucać przy jej pomocy szpiegów do Związku Radzieckiego.

Lista masowych zbrodniarzy, którzy przedostali się przede wszystkim do Argentyny (ta wypowiedziała wojnę Niemcom jako ostatnie państwo 27 marca 1945 roku), jest długa.

Adolf Eichmann

Adolf Eichmann podczas procesu w Izraelu 12.04.1961
Adolf Eichmann podczas procesu w Izraelu 12.04.1961

Organizator Holokaustu uciekł jako Riccardo Klement w 1950 roku z Bolzano do Argentyny i sprowadził tam swoją rodzinę. W geście wdzięczności za pomoc Watykanu wyznawca protestantyzmu Eichmann wstępuje nawet do Kościoła katolickiego. Przez pewien czas pracuje jako elektryk w zakładach Daimler-Benz.

W 1960 roku zostaje uprowadzony w spektakularnej akcji przez izraelską agencję wywiadowczą Mosad. Staje przed sądem w Izraelu, a w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1962 roku zostaje powieszony.

Josef Mengele

Auschwitz, Polska,1944. Od lewej do prawej: Richard Baer (komendant Auschwitz), Josef Mengele i Rudolf Hoess (były komendant Auschwitz). Sadystyczny lekarz z Auschwitz ucieka w 1949 roku do południowego Tyrolu. Tam otrzymuje paszport. Jego nowa tożsamość to Helmut Gregor, lat 38, wiara katolicka, mechanik. Fot. wikipedia

Sadystyczny lekarz z Auschwitz ucieka w 1949 roku do południowego Tyrolu. Tam pomocnicy zdobywają dla niego paszport. Jego nowa tożsamość to Helmut Gregor, lat 38, wiara katolicka, mechanik. Urodzony w południowotyrolskiej miejscowości Tramin, znanej z uprawy wina. Tym samym Mengele spełnia najważniejsze warunki do wyjazdu: jako pochodzący z południowego Tyrolu uchodzi za folksdojcza, za bezpaństwowca i ma prawo do paszportu Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.

Mengele aż do swojej śmierci żyje nieniepokojony w Ameryce Południowej. Mieszka w Argentynie, Paragwaju i Brazylii.

7 lutego 1979 roku w czasie kąpieli w brazylijskiej miejscowości Bertioga prawdopodobnie doznał udaru mózgu i utonął.

Klaus Barbie

Klaus Barbie
Klaus Barbie, znany jako „rzeźnik z Lyonu“ były szef Gestapo w tym francuskim mieście ucieka jako Klaus Altmann z Rumunii do Ameryki Południowej

Znany jako „rzeźnik z Lyonu“ były szef Gestapo w tym francuskim mieście. Ucieka jako Klaus Altmann z Rumunii do Ameryki Południowej. W 1951 roku Barbie otrzymuje z pomocą CIA wizę do Boliwii i przez cały czas zlecenia od CIA i Federalnej Służby wywiadowczej BND. Od 1970 roku miejsce jego pobytu jest znane. W 1983 roku Boliwia wydaje go Francji. Tam zostaje skazany na dożywocie. Umiera 25 września 1991 roku na raka.

Erich Priebke

SS-Hauptmann Erich Priebke w 1944 roku był współodpowiedzialny za masakrę na 335 osobach w Grotach Ardeatyńskich niedaleko Rzymu. Po wojnie, aby się uratować, przyjął katolicyzm i skontaktował się z biskupem Aloisem Hudalem, o którym słyszał, że pomaga w ucieczkach do Ameryki Południowej

SS-Hauptmann, który w 1944 roku był współodpowiedzialny za masakrę na 335 osobach w Grotach Ardeatyńskich niedaleko Rzymu, ucieka jako Otto Pape z Łotwy do Bariloche w Argentynie. Argentyńskie służby wydają go w 1995 roku Rzymowi, gdzie trzy lata później zostaje skazany na dożywocie. Umiera 11 października 2013 roku w areszcie domowym.

Walther Rauff

Walther Rauff ponosi główną odpowiedzialność za rozwój ruchomych komór gazowych i innych środków masowej

Walther Rauff pracował w latach 1958-1963 w Ameryce Południowej dla zachodnioniemieckiej agencji wywiadowczej Bundesnachrichtendienst.

Rauff był wynalazcą tzw. „ciężarówek gazowych”, których spaliny trafiały do wnętrza pojazdów. Według nakazu aresztowania dokonał co najmniej 97 tysięcy zbrodni. W 1949 roku wraz z żoną i dwójką dzieci dzięki „linii szczurów” trafia do Quito, Ekwadoru, a potem przeprowadza się do Chile.

W 1963 roku zostaje oddalony wniosek RFN o ekstradycję, bo, zgodnie z chilijskim prawem, zbrodnie przypisywane Rauffowi, uległy przedawnieniu. Rauff umiera w 14 maja 1984 roku w chilijskim Las Condes.

Co wiedział papież Pius XII o „linii szczurów“?

Włoch Eugenio Maria Giuseppe Giovanni Pacelli został papieżem na krótko przed wybuchem II wojny światowej, 2 marca 1939 roku i stał na czele Watykanu aż do swojej śmierci w dniu 9 października 1958 roku.

Dzięki historykom wiadomo dziś na temat „linii szczurów” stosunkowo wiele. Na jedno pytanie nie ma jednak ciągle jednoznacznej odpowiedzi: jaką wiedzą o tym dysponował Pius XII.

Odpowiedź na to pytanie próbuje znaleźć Hubert Wolf. Historyk kościoła udał się 29 lutego do Rzymu i tam wraz z kolegami z całego świata będzie przez cztery miesiące przekopywał się przez watykańskie archiwa.

Watykan otwiera 2 marca wszystkie archiwa z czasów Piusa XII. – To ogromna szansa, by odpowiedzieć na wiele pytań tamtych. Mówimy o 300, może 400 tysiącach archiwalnych jednostek, każda po 1000 stron – tłumaczy profesor z Uniwersytetu w Muenster.

Dla Wolfa takie herkulesowe zadanie to żadna nowość. Przeglądał już archiwa dotyczące inkwizycji i Kongregacji Indeksu.

– Wobec 400 lat cenzury książki, te 20 lat panowania Piusa wydają się umiarkowanej objętości – mówi. Należy wkalkulować to, że przez trzy tygodnie można nie odkryć niczego ważnego. Wszystko po to, by potem trafić na coś, co może być kopalnią złota.

Historyk kościoła Wolf ma nadzieje, że znajdzie odpowiedź na wiele pytań

Hubert Wolf prosi o cierpliwość. Pełna opinia o archiwach będzie możliwa za kilka lat. Liczy natomiast na odpowiedzi na niektóre pytania wokół „linii szczurów”. Przede wszystkim, jak przebiegała wewnętrzna komunikacja w ramach kurii: czy papież wydawał bezpośrednie polecenia, czy też kończyło się na ogólnych sugestiach? Na przykład: musimy pomóc tym ludziom, którzy zostali bez dokumentów. Czy rzeczywiście są powody, by twierdzić, że papież zachęcony przez CIA mówił: „Jeżeli możemy wysłać pewnych ludzi do krajów Ameryki Łacińskiej, byłoby dobrze, bo tam rządzą komuniści, którzy chcą obalić cały kontynent. Wystarczy spojrzeć na Kubę”.

Wiadomo, że Pius XII obawiał się komunistów. Powoływali się na to również kościelni poplecznicy „linii szczurów”. Niezależnie od tego, jaką rolę odgrywali narodowi socjaliści podczas II wojny światowej, zwalczali komunizm i z tego powodu mieli być chronieni przed politycznym prześladowaniem. Komunizm uchodził przecież za największe zagrożenie dla Kościoła katolickiego.

Może się okazać, że papież nic nie wiedział o konkretnej pomocy i że niektórzy ludzie to wykorzystywali. Albo, że Pius wiedział wszystko i przymykał na to oczy Wolf wymienia dwie możliwości, jak mogłyby się zakończyć jego prace w archiwach. Kluczowe pozostaje pytanie: „Czy przed papieżem zatajano informacje czy też miał wiedzę na temat takich ludzi jak Mengele? To oznaczałoby zupełnie nowy wymiar sprawy!”.

 

 

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: jesteśmy świadkami praktyk robienia pieniędzy cynicznie wykorzystując lęk

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Mam wrażenie, że będziemy świadkami ciekawego eksperymentu. Mianowicie, jeżeli zdrowie pozwoli, będziemy mogli przyglądać się z uwagą jak katolickie społeczeństwo radzi sobie z miłością do bliźniego i jak wartości, którymi to społeczeństwo wyciera sobie gębę, znajdują (nie znajdują) zastosowania w praktyce. A wszystko to, w trudnym czasie, który bez wątpienia jest przed nami.

 

Od dwóch lat, regularnie, zamawiam przez Internet preparat do dezynfekcji rąk i skóry. Tak mam, więc zamawiam. Chcąc zamówić go ponownie, orientuję się, że specyfik, który kosztował dwadzieścia kilka złotych, w tej chwili ten sam sprzedawca, u którego dokonywałem zakupu, proponuje za siedemdziesiąt dziewięć złotych. I nawet nie ta drastyczna podwyżka ceny tak bardzo mną wstrząsnęła, co fakt, ze w opisie produktu pojawia się informacja, że specyfik zabezpiecza przed koronawirusem.

Drążąc temat, zauważam, że sprzedawca, który wykazał się w poprzednim wypadku czymś co można określić mianem „wyczucia rynku” nie poprzestał na powyższym. Otóż możemy u tegoż sprzedawcy nabyć zestaw noszący nazwę „Zestaw Koronawirus”, w skład którego wchodzi rzeczony płyn dezynfekujący oraz dziesięć maseczek, tych najtańszych, które przekłuć można palcem. Ich cena, w każdej aptece, to mniej więcej, pięćdziesiąt groszy. U sprzedawcy, o którym piszę można je nabyć w rzeczonym zestawie za niemal pięćset złotych.

Piszę o tym, ponieważ jeszcze nic się nie wydarzyło, a już jesteśmy świadkami szczególnego rodzaju przejawów ludzkiej przedsiębiorczości. Mianowicie praktyk polegających na robieniu pieniędzy cynicznie wykorzystując do tego lęk i niepewność w dużym stopniu wykreowaną przez przekaz medialny.

Myślę, że w najbliższych tygodniach będziemy świadkami parady ludzkiej podłości, braku jakichkolwiek zahamowań etycznych, które przejawiać się będą w takich właśnie praktykach. Praktykach, które polegają na zbijaniu majątku na zagrożeniach (prawdziwych lub abstrakcyjnych, ale jednak). Czyli zamiast dzielić się tym, co mamy, skoncentrujemy naszą uwagę na sobie. Nasz i tak atroficzny altruizm, ustąpi miejsca naszemu rozbuchanemu egoizmowi.

W sytuacjach paniki, czy zagrożenia w naturalny sposób koncentrujemy się ostatecznie na sobie i nie obchodzą nas inni, którzy potrzebują pomocy. Świetnym przykładem są niewybredne komentarze internautów pod doniesieniami prasowymi o tych, u których istnieje podejrzenie infekcji koronawirusem, a którzy na przykład – jak ta „kobieta z Łodzi”, która wróciła z Tajlandii z infekcją, a następnie podróżowała pociągiem. Polki i Polacy gremialnie życzyli jej w tych komentarzach „śmierci w męczarniach”, nazywali ją „kurwą” i tworzyli scenariusze jej rzekomej rozwiązłości, rozpuszczając się w swoich często spatologizowanych fantazjach seksualnych. Co ma jedno z drugim wspólnego? Ano nic. Ale nie zaszkodzi o tym napisać. Komentarzy współczujących, czy wyrażających troskę o zdrowie osób zainfekowanych nie odnotowałem.

Nie chciałbym budować za daleko idących analogii, ale jako społeczeństwo mamy praktykę w odwracaniu się od potrzebujących. Do dzisiaj się z tym nie uporaliśmy, a przecież odwróciliśmy się od nich gremialnie ponad siedemdziesiąt lat temu. Wtedy za szklankę wody, od ludzi w transportach jadących do miejsc, o których tutaj nie wspomnę, żądano złota albo z dupy wziętych sum pieniędzy. Teraz może wydarzyć się to samo. Oczywiście to wszystko jest kwestią skali. Ale jak widać mechanizm działa dokładnie w ten sam sposób. Polega on, mniej więcej, na tym, że zamiast bezinteresownie pomagać, ponieważ wszyscy możemy być za jakiś czas w tej samej, dramatycznej, sytuacji – ubija się interes na czyjejś bezsilności, czyimś strachu i czyjejś niepewności.

Mam wrażenie, że będziemy świadkami ciekawego eksperymentu. Mianowicie, jeżeli zdrowie pozwoli, będziemy mogli przyglądać się z uwagą jak katolickie społeczeństwo radzi sobie z miłością do bliźniego i jak wartości, którymi to społeczeństwo wyciera sobie gębę, znajdują (nie znajdują) zastosowania w praktyce. A wszystko to, w trudnym czasie, który bez wątpienia jest przed nami.

Marcin Zegadło

 

 


Aż 60-70 proc. ludzkości może zarazić się koronawirusem

DW

Rośnie liczba osób będących nosicielami koronawirusa. Renomowany wirusolog jest przekonany, że prędzej czy później zarazi się większość populacji. Liczy się jednak czas.

Zdaniem wirusologa prof. Christiana Drostena z berlińskiej kliniki Charite, w Niemczech należy spodziewać się wysokiej liczby infekcji nowym koronawirusem.

Przypuszczalnie zarazi się 60 do 70 proc. populacji ludzi. Nie wiemy jednak w jakim okresie to nastąpi.. Może to być w ciągu dwóch lat albo nawet dłużej. Problem pojawi się, jeżeli infekcje nastąpią w krótkim okresie czasie. Dlatego władze robią wszystko, by rozpoznać zarzewia zakażeń i spowolnić dalsze rozprzestrzenianie się infekcji – wyjaśnia ekspert.

Zdaniem prof. Drostena liczby nadchodzące z Chin wskazują na to, że może się powtórzyć sytuacja jaka miała miejsce w czasie wielkich pandemii grypy w 1957 i 1968 r. Wirusolog nie sądzi jednak, aby doszło do sytuacji jaka miała miejsce podczas grypy „hiszpanki” w latach 1918/19 r. Wówczas zarażonych było 500 mln osób. Zmarło według różnych źródeł 20-25 mln osoób, szacuje się jednak, że zmaroło nawet 50-100 mln chorych.

Liczy się czas

Przypuszczalnie powtórzy się schemat spadającej liczby zakażeń latem i dalszego wzrostu w chłodniejszych miesiącach. Ekspert podkreśla, że Niemcy są dobrze przygotowani do ewentualnej epidemii COVID-19.

– Jeżeli cały proces pandemii trwać będzie dwa lata, poradzimy sobie. Jeżeli będzie to tylko rok, będzie znacznie trudniej, ponieważ w krótkim okresie czasu pojawi się dużo więcej przypadków zarażeń. Niezbędna liczba łóżek dla pacjentów wymagających terapii na OIOM jest trudna do przewidzenia. Jeżeli teraz nic nie będziemy robić, mogą one nie wystarczyć – wyjaśnia prof. Drosten.

Jak się zarażamy?

– Wirus ten rozmnaża się w gardle – wyjaśnia ekspert. Podczas gdy zainfekowana osoba mówi lub kaszle, rozpyla kropelki z wirusami. Kropelki te lecą na odległość ok. 1,5 m i potem dość szybko opadają na ziemię. Jeżeli ktoś w tym czasie je wdychał, w większości przypadków dochodzi do zakażenia. – wyjaśnia wirolog.

Jak podaje Instytut Roberta Kocha, do niedzieli (1.3.2020) przed południem w Niemczech stwierdzono 117 przypadków zakażeń koronawirusem.

Należy się spodziewać; że liczba ta będzie rosła, ponieważ wciąż nadchodzą wyniki nowych badań. Na całym świecie na COVID-19 zachorowało 85 207 osób, większość z nich w Chinach, ponad 2 tys. w Korei Płd. i ponad 1000 we Włoszech.

 

REDAKCJA POLECA

 


Jakie zapasy powinno się mieć w domu na wypadek katastrofy?

Epidemia koronawirusa spowodowała, że ludzie rzucili się do sklepów. Z półek znika papier toaletowy, papierowe ręczniki, mąka, makarony i konserwy. W niektórych regionach supermarkety odnotowały w ostatnich dniach wzrost obrotów o 30-40 proc.

Epidemia koronawirusa  spowodowała, że ludzie rzucili się do sklepów. Z półek znika papier toaletowy, papierowe ręczniki, mąka, makarony i konserwy. W niektórych regionach supermarkety odnotowały w ostatnich dniach wzrost obrotów o  30-40 proc.

Tymczasem jak zapewniają władze, nie ma powodu do paniki i robienia przesadnych zakupów. Na pewno jednak nie zaszkodzi, jeśli zawsze będziemy przygotowani na sytuacje kryzysowe i katastrofy. Warto więc aby każdy w domu miał odpowiednią rezerwę żywności, wystarczającą mniej więcej na 10 dni.

Jakie zapasy powinniśmy zgromadzić w domu?

  • 20 l wody
  • 3,5 kg zbóż, produktów zbożowych, chleba, ziemniaków, makaronu i ryżu.
  • 2,5 kg owoców w puszkach lub słoikach i orzechów
  • 4 kg suchych roślin strączkowych i warzyw w puszkach lub słoikach
  • 2,6 kg produktów mlecznych i mleka
  • 1,5 kg mięsa, ryb i jajek, ewentualnie jajek w proszku (świeże jajka mają trwałość kilka dni, proszek kilka lat)
  • 0,4 kg tłuszczu i olejów

Warto też zgromadzić produkty spożywcze, które nie muszą być podgrzewane ani gotowane, jak: cukier, miód, czekolada, mąka, rosół w proszku, sucharki, słone paluszki – w ilościach odpowiadających upodobaniom.

Takie zapasy pozwalają na pokrycie zapotrzebowania w kalorię dla jednej osoby na poziomie ok. 2200 kcal dziennie.

Poza tym na ewentualność zagrożenia i niespodziewanej sytuacji powinno mieć się zawsze zapas:

  • niezbędnych lekarstw
  • podręczną apteczkę
  • świece i zapałki lub zapalniczki
  • kocher kempingowy z paliwem
  • zapasowe baterie
  • środki odkażające

Dariusz Frach, thefad.pl