Adam Mazguła: Wiosna się zbliża, PiS-kościół prowadzi agitację wyborczą, porozmawiajmy jednak o naszych dzieciach

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Rodzice maja prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoja wolą i przyjętym przez siebie wzorcem. Szkoda, że nie pozwalamy dzieciom żyć i dorastać w szacunku do wszystkiego, co je otacza, nie pozwalamy poznawać świata i oceniać go, nie dajemy możliwości, gdy staną się pełnoletnie, wyboru wiary i religii, zgodnie z ich świadomą wolą.

 

Wiosna się zbliża, więc PiS-kościół nie przebiera w środkach. Cały pobudzony, na mszach prowadzi agitację wyborczą na rzecz swojego klęcznika, a po ich zakończeniu zbiera podpisy pod kandydaturą na nową kadencję szerzenia jadu nienawiści pomiędzy Polaków.

Podniecenie jest tym większe, że termin wyborów zbiega się z nową dostawą malutkich niewinnych polskich dzieci, które zostaną złożone na ołtarzu bogów pedofilstwa i uświęconej męczeńskiej śmierci na krzyżu.

Porozmawiajmy jednak o tych naszych dzieciach.

Dla naszych pociech najważniejsza jest mama, później tata i zaraz potem w hierarchii ważności do kochania ustawiają się wiecznie rozpieszczający dzieci babcia i dziadek.

Dziecko w wieku ok. 8-9 lat dowiaduje się nagle, że do kochania nie są rodzice i dziadkowie, bowiem ażniejszy jest Bóg i jego namiestnik – ksiądz.

Każde dziecko chce być akceptowane, kochane i ważne. Z jego punktu widzenia, to zawalenie się systemu wartości. Na dodatek całemu aktowi powierzenia dziecka Bogu towarzyszy długi proceder przygotowań, chodzenie wraz z rodzicami na spotkania z księdzem i tłumaczenie dziecku o jego nowym obowiązku miłości. Oczekują więc na tę miłość, której nie rozumieją, przyjmują wolę mamy i spodziewają się uznania ze strony otoczenia i rodziny za okazane posłuszeństwo. Przed nimi piękne białe stroje, ochy i achy nad ich wyglądem i postawą, ale przede wszystkim uczta na ich cześć i pierwszy drogi prezent!

Wmawia się więc dzieciom, że to wszystko dla nich – staną się ważniejsi i bardziej dorośli, będą odpowiedzialni za swoje grzechy.

Obiektem tej nowej najważniejszej miłości nie jest wiszący na krzyżu okaleczony, obolały i umierający Chrystus, ale dobry i miły ksiądz. W oczach dziecka on jest ten najszlachetniejszy, on czyni dobro, to jego trzeba kochać i jemu poprzez spowiedź powierzać swoje tajemnice. To on jest gospodarzem domu bożego i to on daje Boga do buzi. Z resztą rodzice dają wzorce dziecku klęczą przed nim.

Wie o tym ksiądz i często wykorzystuje tę sytuację czasem w okrutny sposób. Jeśli nawet krzywda wyrządzona dziecku wyjdzie na jaw, to wierni i tak będą bronić księdza przed wymiarem sprawiedliwości, a biskup co najwyżej przeniesie do innej parafii.

Tak powstaje imperium kościoła – na bazie pozyskanych duszyczek w okresie największego zaufania dziecka do ludzi i wartości wyniesionych z domu, przez cały system indoktrynacji.

KAŻDY OBYWATEL MA PRAWO DO WOLNOŚCI WYZNAWANIA SWOJEJ RELIGII, ALE, NA LITOŚĆ BOSKĄ, POZWÓLCIE NASZYM DZIECIOM CHOCIAŻ DOROSNĄĆ.

Fot. znalezione w internecie

Księża zaczęli racjonować przywileje wiernych. Znane są skandaliczne przypadki niedopuszczenia niepełnosprawnych do pierwszej komunii świętej albo domaganie się korzyści prywatnych dla księży, którzy poprowadzą dziecko do komunii. To przykład buty, która kwitnie zawsze tam, gdzie system generuje dopuszczanie do wszelkich dóbr. Jak zrozumieć duchownego, który kieruje się systemem wartości wiary katolickiej, a który dodatkowo tworzy wokół niepełnosprawnych dzieci atmosferę odrzucenia?

Rodzice maja prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoja wolą i przyjętym przez siebie wzorcem. Szkoda, że nie pozwalamy dzieciom żyć i dorastać w szacunku do wszystkiego, co je otacza, nie pozwalamy poznawać świata i oceniać go, nie dajemy możliwości, gdy staną się pełnoletnie, wyboru wiary i religii, zgodnie z ich świadomą wolą.

Nie liczę na rezygnację duchownych z dotychczasowych praktyk. Nie odpuszczą żadnej duszyczce, tak jak nie odpuścili miliomom innych zamordowanych w bestialski sposób za wiarę – wiarę, czyli systemu poddaństwa i wpływów.

Pierwsze komunie, wiosna, miłości to chwile,
cieszą się dzieci, rodzice, czekają pedofile.

Adam Mazguła


Koniec z masową imigracją do Wielkiej Brytanii z UE? Brytyjczycy chcą rewolucji w przepisach

Brytyjskie MSW przedstawiło w środę projekt nowego systemu imigracyjnego. Rozwiązanie ma na celu radykalne ograniczenie napływu pracowników.

Zgodnie z przedstawioną propozycją, migranci będą musieli uzbierać co najmniej 70 punktów migracyjnych. Punkty te będzie można otrzymać m.in. za ofertę pracy od zarejestrowanego w systemie sponsora (20) i na poziomie odpowiadającym posiadanym kwalifikacjom (20), za zdolność płynnej komunikacji w języku angielskim (10) i przekroczenie progu minimalnych zarobków 25,6 tys. funtów (20).

CharakterystykaPunkty
Oferta pracy od zarejestrowanego w systemie sponsora Nie20
Praca na poziomie odpowiadającym posiadanym kwalifikacjom Nie20
Znajomość j. angielskiego na wymaganym poziomiNie10
Wynagrodzenie roczne od £20,480 (minimum) – £23,039Tak0
Wynagrodzenie roczne od £23,040 – £25,599Tak10
Wynagrodzenie roczne powyżej f £25,600Tak20
Praca w sektorze deficytowym Tak20
Doktorat w dziedzinie zwiazanej z pracąTak10
Doktorat w naukach ścisłych, technologii, inżynierii czy matematyceTak20

 

Dodatkowe punkty można uzyskać m.in. jeśli aplikuje się o pracę w sektorze cierpiącym na szczególne braki wykwalifikowanych pracowników (10) lub mając doktorat (do 20 punktów).

W wyjątkowych sytuacjach akceptowane mogą być aplikacje osób o niższych zarobkach, tj. co najmniej 20,5 tys. funtów, jeśli starają się o pracę w wybranych branżach.

Rewolucyjne zmiany ograniczą napływ pracowników z UE

Planowane zmiany – jeśli zostaną przyjęte przez Izbę Gmin – byłyby największą rewolucją w systemie imigracyjnym od lat 70. ubiegłego wieku. Zapowadają też radykalne ograniczenie imigracji z państw Unii Europejskiej, w tym Polski.

Proponowane rozwiązanie byłoby szczególne kłopotliwe dla osób, które zaczynają pracę w nowym kraju od stanowisk poniżej swoich kwalifikacji, m.in. w gastronomii, branży budowlanej, hotelarstwie i służbie zdrowia.

Dwa lata temu sieć kawiarni Pret a Manger ostrzegła przed radykalnymi zmianami, wskazując, że ledwie jedna na 50 aplikacji o pracę w tej firmie pochodzi od obywatela Wielkiej Brytanii.

Nowe przepisy zamkną też drogę dla osób, które chcą rozpocząć karierę w Wielkiej Brytanii na podstawie tzw. samozatrudnienie (brytyjski odpowiednik jednoosobowej działalności gospodarczej). Miałyby one niewielkie szanse na uzyskanie odpowiedniej liczby punktów migracyjnych.

Obecni migranci nie będą dotknięci zmianami

Ponad 3,6 miliona obywateli UE, którzy obecnie mieszkają w Wielkiej Brytanii – w tym około 900 tys. Polaków – nie będzie dotkniętych tymi zmianami, jeśli zarejestrują się na czas w systemie osiedleńczym (EU Settlement Scheme).

Termin składania wniosków upływa w czerwcu 2021 roku, ale eksperci apelowali o jak najszybsze dopełnienie formalności.

Rządowe szacunki wskazują jednak, że gdyby obywatele UE mieszkający w Wielkiej Brytanii zostali poddani temu testowi, to nawet 70 proc. z nich nie spełniłoby nowych wymogów.

Dotychczas wysoki próg zarobków obowiązywał już imigrantów spoza Unii Europejskiej, którzy często skarżyli się na pozytywną dyskryminację pracowników ze Wspólnoty.

Nowy system ma w założeniu zapewnić równy dostęp do rynku pracy dla osób z całego świata, preferując migrantów o wysokich kwalifikacjach technicznych.

W komunikacie prasowym podkreślono, że rząd „wysłuchał jasnego sygnału z referendum z 2016 roku i wyborów parlamentarnych z 2019 roku, aby skończyć z poleganiem na taniej, nisko wykwalifikowanej sile roboczej napływającej do kraju”.

Przedstawiciele pracodawców krytyczni wobec zmian

Związek zawodowy Unison ocenił, że przedstawione propozycje „zwiastują absolutną katastrofę dla sektora opieki społecznej”, w którym pensja rozpoczynającego karierę pracownika wynosi często poniżej 20 tys. funtów. Podobnie krytyczni byli m.in. przedstawiciele branży restauracyjnej, przetwórstwa mięsnego i właściciele gospodarstw rolnych.

Dyrektor biura analiz w Konfederacji Pracodawców i Rekruterów Tom Hadley powiedział „Guardianowi”, że „miejsca pracy, które rząd uznaje za nisko wykwalifikowane, są kluczowe dla naszego dobrobytu i rozwoju gospodarczego.” Ostrzegł, że zmiany „zamykają dostęp dla pracowników, których potrzebujemy, aby świadczyć usługi, na których polegają Brytyjczycy”.

Zmiany powinny wejść w życie od 1 stycznia 2021 roku, kiedy skończy się obecny okres przejściowy po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Koniec z przekraczaniem granicy na dowodzie osobistym

Wielka Brytania pozostanie jednocześnie otwarta na wizyty turystyczne obywateli UE poniżej sześciu miesięcy, do których nie będzie wymagana wiza.

Jednocześnie brytyjskie MSW ostrzegło, że planuje odejść od akceptowania europejskich dowodów osobistych na przejściach granicznych, chcąc ograniczyć ryzyko wykorzystania fałszywych dokumentów. Dokładna data wejścia w życie tej zmiany nie została jednak jeszcze określona.

Jakub Krupa


Walka o muzea, czyli rewolucja kulturalna wg Jarosława Kaczyńskiego

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Cenione instytucje kultury w Polsce poddawane są naciskom ze strony partii rządzącej. Najnowszym przykładem jest muzeum POLIN – pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński. Fot. dw.de

W poniedziałkowym (17.02.2020) wydaniu gazety jej warszawski korespondent Gerhard Gnauck przypomina, jak trzy lata temu na szczycie gospodarczym w Krynicy szef PiS Jarosław Kaczyński i premier Węgier Viktor Orban mówili o nadarzającej się dzięki brexitowi szansie na „kulturową kontrrewolucję”.

„W międzyczasie w Polsce niektóre instytucje kultury przekonały się, co oznacza wywołana w Krynicy «kontrrewolucja». Najnowszy przykład to Muzeum Historii Żydów Polskich, nazywane hebrajskim słowem «POLIN». Jego dyrektor od czasów założenia, Dariusz Stola, złożył w zeszły wtorek swoją rezygnację” – pisze „FAZ”. Dziennik wyjaśnia, że minister kultury Piotr Gliński odmawia powołania Stoli na kolejną kadencję, choć został on w maju ub. roku ponownie wybrany na funkcję dyrektora muzeum przez komisję konkursową.

„Chodzi o władzę i hegemonię”

„Rządzący zarzucają Stoli, że odmówił zorganizowania konferencji o dziedzictwie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w 2010 roku w katastrofie samolotu w Rosji. Muzeum odpowiada, że jest otwarte na taką konferencję, ale poprosiło o wyznaczenie współorganizatora. Stola jest już jednak zmęczony wielomiesięczną walką” – relacjonuje niemiecki dziennik.

Jak dodaje, skutki kontrrewolucji odczuło także Centrum Sztuki Współczesnej w warszawskim Zamku Ujazdowskim, które – inaczej niż POLIN – podlega wyłącznie Ministerstwu Kultury. „Otwarcie w listopadzie u roku wystawy o tożsamości queerowej i homoseksualizmie w Europie Środkowowschodniej mogło nie spodobać się zwierzchnikom” – ocenia „FAZ”, informując o powołaniu Piotra Bernatowicza na nowego dyrektora placówki bez otwartego konkursu. Gazeta cytuje wywiad wiceministra kultury Jarosława Sellina, który – jak pisze „FAZ” – wyraźnie stwierdził, iż chodzi o władzę i hegemonię.Przekonywał też, że „środowiska lewicowe i media nie mogą mieć monopolu na zalecanie, kto ma kierować określonymi instytucjami kultury”.

„Bernatowicz dobrze pasuje do tej koncepcji. Jako dyrektor Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu otworzył scenę na prowokacyjne akcje artystyczne prawicy, wymierzone w ulubionego wroga narodowokonserwatywnych rządzących, czyli w rzekomo pochodzącą z Zachodu polityczną poprawność. Bernatowicz wykreował się na buntownika przeciwko «lewicowemu paradygmatowi», który rości sobie prawo do «ideologicznego monopolu w sztuce». Gdy wielu artystów, w tym z zagranicy, zaprotestowało przeciwko jego nominacji, Bernatowicz odpowiedział, że protesty dotyczą jego światopoglądu, a nie kompetencji” – pisze „FAZ”.

Zaniedbany „polski punkt widzenia”

Według gazety lista miejsc, gdzie rozgrywa się kontrrewolucja kulturowa, jest długa. Najdłużej walka toczy się o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, skąd odwołano w 2017 roku dyrektora Pawła Machcewicza.

„Bliski rządowi ekspert napisał, że muzeum to stało się «muzeum antywojennym» zamiast podkreślać odwagę i patriotyzm Polaków w czasie wojny. Dlatego potrzebne było nowe kierownictwo. Konsekwencją były zmiany i uzupełnienia w wystawie stałej, aby lepiej zaprezentować rzekomo zaniedbany wcześniej «polski punkt widzenia». Kto wchodzi na stronę internetową muzeum, musi zauważyć, że były liberalny premier i gdańszczanin Donald Tusk oraz dyrektor założycielski Machcewicz zostali wyretuszowani. Ich nazwiska pozostały tylko w angielskiej wersji strony” – pisze „FAZ” dodając, że Machcewicz i jego otoczenie zaskarżyło decyzję o zmianach w wystawie chronionej prawem autorskim.

„FAZ” pisze też o odwołaniu przez władze województwa śląskiego dyrektorki Muzeum Śląskiego w Katowicach Alicji Knast. Latem ubiegłego roku miała się sprzeciwiać planom organizacji w muzeum wiecu wyborczego premiera Mateusza Morawieckiego.

Gazeta cytuje przewodniczącego polskiego PEN-Clubu Adama Pomorskiego, który ocenia, że walka o muzea budzi złe skojarzenia. Jego zdaniem „po raz pierwszy od czasów totalitaryzmu rządzący chcą zmienić świadomość ludzi”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Skrajnie prawicowa grupa neonazistów chciała doprowadzić do wojny domowej w Niemczech

DW

Po obławie i aresztowaniu dwunastu członków i sympatyków skrajnie prawicowego ugrupowania terrorystycznego wychodzą na jaw nowe szczegóły, w tym związki z fińskim „Soldiers of Odin“.

Skrajnie prawicowa grupa terrorystyczna, która planowała zamachy na polityków, azylantów i muzułmanów w Niemczech, działała pod nazwą „Der harte Kern” („Twardy rdzeń”), pisze „Welt am Sonntag”. Jego członkowie mieli utrzymywać kontakty z neonazistowskim ugrupowaniem „Soldiers of Odin” („Żołnierze Odyna”). Utworzona w 2015 r. w Finlandii antyimigrancka, samozwańcza milicja obywatelska znalazła naśladowców także w Niemczech. Jej członkowie noszą w reguły czarne ubrania, kurtki zdobi czaszka wikingów – logo ugrupowania.

Domniemany przywódca grupy „Twardy rdzeń”, 53-letni Werner S. z Augsburga jest znany policji. Tygodnik „Der Spiegel” informuje, że już kilka miesięcy temu został on sklasyfikowany przez organy ścigania jako skrajnie prawicowego, potencjalnego terrorystę. W Niemczech – wg policji, jest 53 prawicowych ekstremistów gotowych do aktów przemocy, łącznie z zamachami terrorystycznymi.

Czterech członków, ośmiu sympatyków

Podczas obław przeprowadzonych w piątek (14.02.2020) w sześciu krajach związkowych Niemiec policja zatrzymała dwunastu podejrzanych. Wszyscy są obywatelami Niemiec. Czterech z nich, to członkowie ugrupowania „Twardy rdzeń”, pozostali są jego domniemanymi sympatykami. W sobotę cała dwunastka została aresztowana. Sprawą zajął się Federalny Trybunał Sprawiedliwości (BGH).

W ocenie Prokuratury Federalnej, celem ugrupowania było „wstrząśnięcie i ostatecznie zburzenie podstaw ładu politycznego i społecznego Niemiec”. Zamachy terrorystyczne na polityków, azylantów i muzułmanów miały doprowadzić do „stanu odpowiadającego wojnie domowej”.

Broń palna i granaty

Policja skonfiskowała podczas obław szereg broni, w tym wykonane własnoręcznie tzw. slum gun, podaje „Der Spiegel”. Podobną broń posiadał działający z antysemickich pobudek zamachowiec z Halle, który w październiku ub.r. zaatakował synagogę i zabił dwie osoby. Jak zaznacza gazeta „Kölner Stadt-Anzeiger” policja znalazła także granaty ręczne i symbole nazistowskie.

Werner S., Tony E., Michael B. i Thomas N., czterej domniemani członkowie „Twardego rdzenia” mieli się zorganizować we wrześniu 2019. Dla wcielenia swoich planów wielokrotnie spotykali się w różnych konstelacjach. Zdaniem prokuratury organizatorem i koordynatorem tych spotkań był Werner S., sporadycznie wspierany przez Tony’ego E. Cała czwórka kontaktowała się ze sobą m.in. poprzez portale społecznościowe. Kwartet ten stoi pod zarzutem członkostwa w organizacji terrorystycznej.

Na ośmiu innych aresztowanych ciąży zarzut wspierania organizacji terrorystycznej. Każdy z nich miał zadeklarować pomoc finansową na działalność „Twardego rdzenia”, zorganizowanie broni i udział w przyszłych zamachach.

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: Zło w czystej postaci

Roman Giertych

Roman Giertych

Marnowanie pieniędzy na to, aby zachować cień nadziei dla obecnej władzy, że naród ich nie wymiecie jak złodziejskiej bandy oszustów, jest czymś za co będą wszyscy głosujący odpowiadać przed Rzeczpospolitą w sposób najsurowszy

 

To co zrobiła poseł Joanna Lichocka jest do szpiku kości złe. Mówię przede wszystkim o tym jak zagłosowała. Przeznaczenie gigantycznych pieniędzy na propagandę jednej partii politycznej, w sytuacji gdy brak jest pieniędzy na podstawową opiekę medyczną osób najciężej chorych jest zwykłym złodziejstwem. Okradziono tych, którzy są chyba w najtrudniejszej życiowej sytuacji.

Jako adwokat widziałem ludzi w najbardziej ekstremalnych sytuacjach życiowych. Gdy ich zatrzymywano, aresztowano, gdy przeżywali areszt albo wyjście z aresztu kogoś bliskiego. Ale każdy kto przeżył w rodzinie chorobę nowotworową osoby najbliższej wie, że takie sytuacje życiowe są najtrudniejsze (moja mama zmarła na glejaka mózgu). I marnowanie pieniędzy na to, aby zachować cień nadziei dla obecnej władzy, że naród ich nie wymiecie jak złodziejskiej bandy oszustów, jest czymś za co będą wszyscy głosujący odpowiadać przed Rzeczpospolitą w sposób najsurowszy.

Gest pani Lichockiej skierowany do opozycji i wszystkich, którzy woleli wspomóc chorych na raka zamiast wesprzeć chorych na władzę jest tylko tej postawy ucieleśnieniem. Jest manifestacją zła. Jest demonstracją pychy władzy, która nie liczy się ze słabymi i chorymi, bo chce mieć jeszcze pieniądze na opluwanie swoich oponentów.

Rzeczpospolita ukarze was za Wasze łamanie Konstytucji, za kłamstwa i szalbierstwa smoleńskie, ukarze Was za zniszczenie wojska, za uruchomienie kradzieży inflacyjnej, za zniszczenie pozycji międzynarodowej i za wiele innych draństw i przekrętów, ale najsurowiej was ukarze za przeznaczenie miliardów na kłamstwa Jacka Kurskiego zamiast na chorych na raka.

Obiecujemy to wam

Roman Giertych


Adam Mazguła: 2 miliardy na bezprawie TVP

Adam Mazguła

Adam Mazguła

W wyborach prezydenckich komitety wyborcze oficjalnie mogą zainwestować około 19 milionów złotych na jednego kandydata. 2 miliardy zainwestowane poza komitetem wyborczym, poza jakąkolwiek kontrolą. Mamy więc dobrze opłaconych redaktorów, którzy decydują się na masową produkcję kłamstw, reklamy władzy i antyreklam dla opozycji, na propagandę sukcesu władzy. 2 miliardy na zatrudnianie, na premie, na przekupywanie, na inwestycje polityczne, na obsługę konwencji i spotkań wyborczych. Nie zabraknie na wozy transmisyjne i samochody reporterskie, na obsługę medialną wyborów poza kontrolą społeczną… Wszystko to może być przerabiane na potrzeby polityczne bezpośrednio do wyborców i środowisk, które innych stacji często nie mają.

 

PiS wolał zainwestować 2 miliardy w swoją propagandę niż w zdrowie Polaków.

2 miliardy – 2 000 000 000, to dwa tysiące milionów. To prawie dwa razy więcej niż WOŚP zebrała przez nieomal 30-letnią historię dla chorych dzieci. Mimo to nie ma w Polsce szpitala, który nie posiada sprzętu oznaczonego czerwonym serduszkiem. Umieszczone takie pieniądze w służbie zdrowia są bardzo uzasadnione i wręcz niezbędne.Tak zrobiłby każdy, komu zależy na Polakach.

Lichocka pokazał w Sejmie środkowy palec w stronę opozycji

Jeśli jednak celem nie jest dobro Polski i Polaków, a okłamanie ich dla utrzymania władzy, zapewnienie kolejnych zwycięstw wyborczych J. Kaczyńskiemu i jego stadnych, tak ogromne publiczne pieniądze przeznacza się na propagandę. W tej sytuacji trzeba zapytać, po co telewizji takie wielkie wsparcie, tak gigantyczna łapówka od PiS-u? Przecież TVP jest spółką giełdową i ma spory udział w rynku medialnym w Polsce, prowadzi działalność reklamową, ale i pobiera abonament. W mojej ocenie jest to największe oszustwo tej władzy.

TVP jest poza kontrolą społeczną tak jak PiS, Episkopat, służby czy Rydzyk. Tam ginie wszystko i staje się ściśle tajną wiedzą znaną tylko kilku aparatczykom reżimu. Nie ma możliwości się tu rozpisywać, więc skupię się tylko na jednym przykładzie.

W wyborach prezydenckich komitety wyborcze oficjalnie mogą zainwestować około 19 milionów złotych na jednego kandydata. Wielkości te są kontrolowane przez PiS-owską Państwową Komisję Wyborczą. Jak wskazuje praktyka, do wszystkich sprawozdań można się za coś przyczepić i nakazać zwrot subwencji, tylko nie do PiS-sprawozdania. W tej sytuacji nikt ich nie kontroluje, więc nikt z nimi nie wygra, chociaż wielokrotnie przekraczają limity finansowe, co widać na ulicach. Jednak największa ich moc jest w mediach skupionych wokół TVP.

2 tysiące milionów zainwestowane poza komitetem wyborczym, poza jakąkolwiek kontrolą, to jest dopiero przestępstwo wyborcze! Mamy więc dobrze opłaconych redaktorów, którzy decydują się na masową produkcję kłamstw, reklamy władzy i antyreklam dla opozycji, na propagandę sukcesu władzy. Towarzyszą im wysokie nagrody, opłaceni informatorzy, podsłuchy, sygnaliści, współpraca ze służbami specjalnymi, twórcami oszczerstw na potrzeby wyborcze. Wszystko to może być przerabiane na potrzeby polityczne bezpośrednio do wyborców i środowisk, które innych stacji często nie mają.

2 miliardy – 2 tysiące milionów na taki przekaz, na zatrudnianie, na premie, na przekupywanie, na inwestycje polityczne, na obsługę konwencji i spotkań wyborczych. Nie zabraknie na wozy transmisyjne i samochody reporterskie, na obsługę medialną wyborów poza kontrolą społeczną… Do tego trzeba dodać przekupstwa wyborcze władzy, zabronione prawem, pieniądze na dodatkowe emerytury, podwyżki i plusy, których już trudno zliczyć.

Rekordowo wysokie środki popłyną też na fundusz kościelny, na radio i telewizje katolickie, które muszą się przecież odwdzięczyć zbieraniem podpisów na A. Dudę i pełne wsparcie kościoła i jego mediów dla jedynie słusznego kandydata. Można tak sypać z rękawa obfitości i to nie jest śmieszne.

To oszustwo na wielką skalę, to odpowiedzialność karna za masowe przestępstwa władzy popełniane w sposób ciągły.

Jeśli dzisiaj kogoś oburza, że Joanna Katarzyna Lichocka pokazała środkowy palec opozycji z wyraźnym rozbawieniem, to znaczy, że już jest pewna wygranej poprzez system za 2 miliardy złotych.

To nie ona obraziła Polaków, zrobił to Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda i cały podporządkowany im aparat partyjnej organizacji przestępczej. J. K. Lichocka, jako wyborczy rzecznik prasowy A. Dudy przekazała tylko komunikat obywatelom i opozycji. Lichocka nie pokazała swojego palca, ale PiS-u! Przekazała pogardę J. Kaczyńskiego i A. Dudy do nas oraz zakpiła z bezradności ludzi uczciwych oraz przyzwoitych.

Nie możemy zapomnieć o tym, co stało się w sejmie. Nie wolno nam pozwolić na przykrycie tego pokazu pychy i pogardy dla Polaków inną wyprodukowaną akcją propagandową.

Władza popełnia przestępstwa, które mają wielką skalę. W tej sytuacji ujawnianie prawdy wymaga odwagi i mam wrażenie, że coraz więcej ludzi ją mają.

środkowy palec Lichockiej

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

 

 

Dystrybutorem książki jest Ateneum

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Radek Wiśniewski: Można pokazać faka chorym. Chorych na raka wystarczy przetrzymać jedną kadencję. I tak umrą

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

Można pokazać faka chorym, ale z drugiej strony bredzić o świętości życia od naturalnego poczęcia do naturalnego zgonu. Najlepiej z krzyżem na szyi, pod krzyżem i przez krzyż. Najlepiej w ornacie, piusce, z pastorałem. Najlepiej chwytając w locie hostię, co ważniejsza jest niż osobnicze życie, najlepiej machając różańcem pospołu. Przecież ostatecznie chorych na raka wystarczy przetrzymać jedną kadencję. I tak umrą. Chorzy po drugim udarze bez rehabilitacji nie wyjdą z domu.

 

Najpierw wstęp.

Lata dziewięćdziesiąte, moje miasto Brzeg, róg ulicy Wileńskiej, dawnej Rosenbergów i Robotniczej. Spotykam ojca znajomej, na rowerze jedzie na działeczkę, zamieniamy dwa słowa, jak to w małych miastach w zwyczaju. Nigdzie nikomu się bardzo nie spieszy. Mnie też. I nagle ów starszy Pan mówi do mnie:

– A wie Pan, ja to myślę sobie czasem o tym, jak ten jeden z drugim wygaduje o eutanazji, że zło, ale powiem Panu, ja bym wolał, żeby ona była, bo ona i tak jest.

Spojrzałem na starszego Pana na rowerze marki bodaj „Wigry 3” ze zdziwieniem, z jakim może patrzyć tylko bardzo młody człowiek na starego człowieka.

– Niech Pan tak na mnie się nie patrzy, ja to Panu wyjaśnię. Pan jest jeszcze młody, to Pan nie choruje, może któryś z kolegów tak, ale to wszyscy stają na głowie, żeby pomóc, bo młody, bo życie przed nim i tak dalej. Więc wie Pan, to jest tak, że jeden z drugim grzmi z ambony o świętości życia, ale jak przychodzi co do czego, to trzeba samemu się martwić skąd na leki, na lekarza, a skąd w łapę dać, a jak nie w łapę, bo trafi się na uczciwego to leki tyle kosztują, że jak się zestawi to z emeryturą, to co to jest jak nie cicha eutanazja? No skazują nas na śmierć i tak, i tak, tylko że udają głośno, że jest inaczej i strasznie bronią życia.

Milczałem, bo faktycznie poza Pichem, który miał metalową zastawkę w sercu, która dziwnie robiła kilk-klik, kiedy akurat się nic nie mówiło jeszcze nie znałem poważniej chorych ludzi spośród znajomych. Starsi – umierali, ale wyobrażałem sobie, że starzy umierają, bo tak ma być i nie powinni za bardzo wierzgać. Ostatecznie byłem tylko młodym głupcem.

– Także wie Pan, co z tego, że eutanazja jest zakazana i nie mogę sam zdecydować o tym, kiedy i na jakich warunkach zakończę życie, skoro faktycznie państwo dokonuje masowej eutanazji na przykład chorych na raka, bo nie potrafi ich leczyć? W innych krajach potrafią, nie wszystko i nie wszystkich, ale potrafią leczyć, a u nas nie. Nie masz pieniędzy albo znajomości – to umieraj, byle powoli i w cierpieniu. To ja już wolę, żeby mi zezwolili na eutanazję...

Po tak pocieszającej wymianie zdań starszy pan wsiadł na rower „Wigry 3” i pojechał kopać działeczkę, gdzieś tam, koło nasypu kolejowego.

Dzisiaj mi się przypomniała ta rozmowa, kiedy mojego newsfeeda zalał jeden fuck, od góry do dołu, gdy polski parlament, który w swoim obecnym kształcie, w moralnych konwulsjach co i raz wymyśla nam jakieś umoralniające dyrdymały – dzisiaj jednym ruchem dwa miliardy zamiast na polską onkologię – wlał te miliardy do garnka telewizji. Telewizji, która jest publiczna jak niejeden dom, na przykład ten, który wynajmował krakowskim alfonsom niejaki Banaś, obecnie szef NIK.

Z kolei usłyszałem dzisiaj opowieść o tym, jak pewnego człowieka trafił drugi w życiu udar. Po pierwszym z wielkim wysiłkiem udało się go jakoś trzymać w pionie. Nie, nie wrócił do dawnej sprawności, ale coś tam był w stanie koło siebie zrobić, wyjeżdżał wózeczkiem na spacery z córką i wnuczką. Wózek elektryczny był oczywiście z datków, bo państwo nie miało. Po drugim udarze może by się coś dało, ale zaczynają się schody z jedenastego piętra w bloku i konieczność transportu na konsultację w szpitalu rehabilitacyjnym. Taksiarz nie weźmie, bo nie zniesie człowieka ileś tam lat po udarze ani po schodach, ani do windy. Musi być specjalny transport. Wizyta na dziesiątą, a dyspozytor karetki mówi, że jest dużo zgłoszeń i przed czternastą nie ma szans na transport. Zostaje transport chorych prywatny, a ten kosztuje w dwie strony 350 złotych. I co z tego. Terminy są za dwa lata, chory się nie kwalifikuje, bo jest za mało sprawny. A wiecie, jest za mało sprawny, bo trzeba by go trochę podreperować rehabilitacją, która w ramach państwa jest za dwa lata, a prywatnie kosztuje, więc kółko się zamyka. A wiadomo, że po udarze liczy się czas, trzeba rehabilitować zrujnowany mózg jak najszybciej, zmusić go do pracy, odbudowy, chociaż części połączeń neuronalnych. Za dwa lata to można rehabilitować równie dobrze pień drewna.

Ale wiadomo. Takiemu można pokazać faka, bo jak nikt go nie sprowadzi do samochodu, żeby sobie sam po drugim udarze pojechał na konsultacje na drugi koniec miasta, to i raczej nie zagłosuje, nie?

To mowa o chorym po drugim udarze. Jak się czują chorzy na raka? Chorzy, którzy wiedzą, że zegar tyka, że każdy tydzień, miesiąc to być może kolejne przerzuty, kolejny zmniejszający się margines życia i rozwierająca otchłań, która pochłania ich albo ich bliskich? Co oznacza takie spychanie potrzeb kolejnych grup chorych na margines? Czy nie jest to czasem posunięta do entej potęgi eutanazja, sankcjonowana obojętnością państwa? Ta sama, o której ponad 20 lat temu mówił starszy Pan na rowerze „Wigry 3” na rogu dawnej ulicy Rosenbergów i Robotniczej w Brzegu?

Oczywiście, że nie.

To nie eutanazja.

Eutanazja w tłumaczeniu dosłownie oznacza „dobrą śmierć”. W sensie prawnym oznacza świadomy wybór osoby chorej, która godzi się na takie ostateczne rozwiązanie sprawy. I to rozwiązanie jest dokonane w ramach przerażającej mnie, ale jednak procedury, z poszanowaniem godności osoby umierającej czy zadającej sobie śmierć.

Mnie to przeraża, ale nie umiem powiedzieć, że nie rozumiem argumentów „za”.

Natomiast to czego doświadczają kolejne grupy chorych w Polsce to nie jest żadna eutanazja. Nikt ich nie pyta o zdanie. To działanie państwa poprzez zaniechanie, i to zaniechanie dokonywane ze szczególnym okrucieństwem. Ludzie chcą żyć, ale im się nadzieje na to życie odbiera. Bo jest to z jakichś względów nieopłacalne.

Dlatego ciągle się spotykamy to na WOŚP, to na portalach siepomaga i innych takich. Bo Państwo utrzymywane z naszych podatków pokazuje nam faka. Dawniej też pokazywało. Ale teraz, z tą ekipą, grupą trzymającą władzę już w ogóle się nie obcyndala. Niby to samo tylko bardziej do potęgi. Czyli jednak nie to samo.

Można pokazać faka chorym, ale z drugiej strony bredzić o świętości życia od naturalnego poczęcia do naturalnego zgonu. Najlepiej z krzyżem na szyi, pod krzyżem i przez krzyż. Najlepiej w ornacie, piusce, z pastorałem. Najlepiej chwytając w locie hostię, co ważniejsza jest niż osobnicze życie, najlepiej machając różańcem pospołu.

Państwo Polskie jako śmierć na raty zadawana ze szczególnym okrucieństwem.

Bezkarnie.

Przecież ostatecznie chorych na raka wystarczy przetrzymać jedną kadencję. I tak umrą. Chorzy po drugim udarze bez rehabilitacji nie wyjdą z domu.

Ich głosy się nie liczą.


Maciej Stuhr: Kochani, wzruszyłem się. Opozycja chce byśmy byli na onkologii, a Sejm, abyśmy mieli co pooglądać

Maciej Stuhr: Sejm przeznaczył 2 mld na TVP
Maciej Stuhr: Sejm przeznaczył 2 mld na TVP. Fot. Maciej Stuhr. Facebook

Kochani, przepraszam, wzruszyłem się,

Sejm przeznaczył 2 miliardy na telewizję polską. Cudowna wiadomość. Dziękujemy bardzo. To opozycje chce byśmy byli na jakiejś onkologii, a Sejm dba o to, abyśmy mieli co pooglądać.

Przepraszam,

takie mam nerwowe gesty, ale pozdrawiamy telewizję, Jacka Kurskiego, panią Cholecką, panią kandydatkę na prezydenta lewicy… Co ja mówię, lwica prawicy Ogórek… Przepraszam, już mi się wszystko popierdoliło…

 

Maciej Stuhr, Facebook

 


Adam Mazguła: Andrzeju Dudo, kupiłem Panu gwizdek!

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Dlaczego mam nie gwizdać na cynika, który znalazł sobie „ojczyznę dojną” i bawi się swoim urzędem, koresponduje z nocnymi panienkami i kompromituje Polaków wszędzie, gdzie tylko się pojawi?

 

Nie należy się szacunek A. Dudzie, który niezwykle oszczędnie używa genu uczciwości i żyje na klęczkach w cieniu wiecznego poszukiwacza prawdy i producenta narodowego jadu.

Panie Andrzeju Dudo,

żaden szacunek się Panu nie należy, chociażby z tego powodu, że w imię Boże, nawykowo i z lubością gwałci Pan Konstytucję RP, której miał być głównym obrońcą.

Urzędnikowi, który w praktyce zlikwidował Trybunał Konstytucyjny, ułaskawił przestępców, pozwala na nie wykonywanie wyroków sądowych, który szczuje, jak menel na sędziów i obywateli własnego kraju, nie należy się nic, prócz pogardy.

Nie jest należny szacunek człowiekowi, który niezwykle oszczędnie używa genu uczciwości i żyje na klęczkach w cieniu wiecznego poszukiwacza prawdy i producenta jadu nienawiści Jarosława Kaczyńskiego. Nie da się szanować narcyza, którego najważniejszym zajęciem państwowym jest narciarski szus, modlitwy, oraz bezrefleksyjne podpisywanie dewastujących kraj dokumentów.

Dlaczego mam nie gwizdać na cynika, który znalazł sobie „ojczyznę dojną” i bawi się swoim urzędem, koresponduje z nocnymi panienkami i kompromituje Polaków wszędzie, gdzie tylko się pojawi?

Andrzeju Dudo,

szuka Pan wsparcia i poskarżył się w Sejmie, że na Pana krzyczą, ale to przecież Pan zorganizował internetowych hejterów. Podoba się Panu partyjna prokuratura i policjanci, którzy produkują bezkarnych PiS-twórców ponad 240 afer, którzy zdefraudowali lub ukradli miliardy złotych i nikt ich nawet nie ściga! To było Pańskie marzenie?

Odpowiada Pan za upadek pozycji Polski na arenie międzynarodowej, za faszystowskie ustawy odpowiedzialności zbiorowej, oddanie mediów publicznych w ręce agresywnego szaleńca i dokarmianie miliardami złotych dotacji w zamian za propagandę totalnej wojny „z ulicą i zagranicą”, za szczucie na LGBT, tolerancję dla kościelnego pedofilstwa, za oddawanie państwa w ręce bolszewików i faszystów…

Nie będę obojętny dla faceta, który używa całej machiny opresyjnej państwa, aby przy pomocy kłamstw walczyć ze mną, polskim obywatelem.

Panie Andrzeju Dudo,

w każdym przemówieniu, wielokrotnie powtarza Pan, że jest prezydentem RP, a nie słucha Pan uznanych autorytetów i reprezentuje w zasadzie tylko swoją próżność. Pański krzyk z mównic, najczęściej na tle generalskich miernot, przekupionych wysokimi stopniami i stanowiskami za milczące trwanie, zdradza Pański pajacowaty charakter i głębokie zakompleksienie.
W niczym nie przypomina Pan odpowiedzialnego męża stanu.

Pięć lat byłem zmuszony znosić agresję Pańskiej władzy, jej kłamstwa, obelgi, odwracanie znaczenia słów, odrodzenie faszyzmu, bolszewizmu, gwałtów na historii, dyktaturę wiary i pogardę dla przyzwoitości. Dlatego w końcu kupiłem gwizdek, aby Pan usłyszał, jak daleko dość mam pobłażania ciemnocie, ubliżania, hejtowania, pychy, arogancji na ulicach i w mediach.
Chcę, by Pan usłyszał mój sprzeciw wobec kradzieży na niespotykaną skalę, przekupstwa, uprzywilejowanej roli partii w państwie, przestępców i mitomanów w rządzie.

Panie A. Dudo,

niektórzy zwracają uwagę, aby z szacunkiem odnosić się do Pana, bo tego wymaga majestat urzędu i ochrona prawna. Jednak może mi Pan odpowiedzieć, jaką ochronę zapewnił Pan Igorowi Stachowiakowi, Pawłowi Adamowiczowi, całej grupie osób, którzy stracili życie w więzieniach, bo ujawniali afery PiS-u? Jakim szacunkiem darzy Pan 40 tysięcy Polaków przedwcześnie doprowadzonych do śmierci i to tylko w ostatnim roku? Jaka racja każe Panu niszczyć służbę zdrowia, polską przyrodę, wolności obywatelskie, organizować agresje wobec kobiet i indoktrynację edukacyjną dzieci, …

Kupiłem gwizdek, bo tyle mogę zrobić, aby nie wpaść w chorobę obojętności wobec zła, jakie Pan wyrządza wielu Polakom. Pojadę na Pańskie spotkania wyborcze, aby jasno zaprotestować przeciwko ponownej kandydaturze na urząd Prezydenta RP. Jestem przekonany, że dotychczasowe Pańskie dokonania bardziej wskazują Panu miejsce na ławie oskarżonych, a nie na prezydenckim fotelu.

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

 

 

Dystrybutorem książki jest Ateneum

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Ambasador Przyłębski nalisał list w sprawie roli ZSRR w II wojnie światowej. Rosja zarzuca mu kłamstwo

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Moskwa najbardziej skorzystała na wyniku wojny – ocenił Andrzej Przyłębski, wywołując ostrą reakcję rosyjskiego MSZ.

Władimir Putin i rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa. Fot. wikipedia
Władimir Putin i rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa. Fot. wikipedia

To absurdalne kłamstwo – oświadczyła w środę (12.02.2020) rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa. Skometowała w ten sposób opublikowany kilka dni temu w jednej z niemieckich gazet list polskiego ambasadora w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego na temat historii II wojny światowej i roli ZSRR.

W rozmowie z telewizją państwową Kanał Pierwszy Zacharowa oceniła, że „stwierdzenia, iż Związek Radziecki okupował sam siebie, bo tak można je zakwalifikować” są „kłamstwem, które teraz przedstawiane jest jako fakt historyczny”.

– To, że Armia Czerwona nie wyzwoliła Warszawy, to kłamstwo, a że ZSRR okupował Ukrainę i Białoruś, to nie tylko kłamstwo, ale absurdalne kłamstwo – powiedziała Zacharowa. Zaznaczyła, że odnosi się do wypowiedzi „oficjalnej Warszawy”, a nie Polski, „bo Polska to Polacy, historycy, eksperci”.

Jak dodała, według jej informacji „polskie struktury prorządowe i organy rządowe odbyły spotkanie w sprawie zneutralizowania materiałów i faktów historycznych”, które zamierza przedstawić Moskwa. – Myślę, że niestety zobaczymy jeszcze dużo więcej, ale musimy odpowiedzieć – powiedziała Zacharowa.

Odpowiedź na wywiad

List polskiego ambasadora w Niemczech, który sprowokował taką reakcję rzeczniczki MSZ, został opublikowany 8 lutego w regionalnej gazecie „Maerkische Oderzeitung”. Był odpowiedzią na wywiad tej gazety z ambasadorem Rosji Siergiejem Nieczajewem, który oskarżał Polskę o fałszowanie historii.

Przyłębski wskazuje m.in. że wbrew temu, co twierdził Nieczajew, nikt w Polsce nie umniejsza „decydującej roli Związku Sowieckiego w zwycięstwie nad nazizmem”. Biorąc nawet pod uwagę wkład aliantów, w tym dziesiątek tysięcy polskich żołnierzy we wszystkich formacjach, to udział Armii Czerwonej był ogromny.

Agresywna Rosja

„W żaden sposób nie zafałszowuje to historycznego faktu, że Związek Sowiecki zaatakował Polskę 17 września 1939 r., wcielając w życie postanowienia tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow i uniemożliwiając tym samym Polsce dalszą obronę. II wojna światowa rozpoczęła się, panie Nieczajew, w 1939, a nie dopiero w 1941 roku, gdy nazistowskie Niemcy zaatakowały komunistyczną Rosję. Rosja musi wreszcie to zrozumieć: 3 września 1939 r. To Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę nazistowskim Niemcom” – napisał Przyłębski.

Ambasador wskazuje, że Związek Sowiecki przygotował się do wojny z III Rzeszą i „odniósł największe korzyści z jej rezultatu”. Wymienia „okupację Ukrainy, Białorusi, krajów bałtyckich, podporządkowanie sobie Polski, Węgier, Czechosłowacji itd…”. Podkreśla też, że „dla nas, Polaków II wojna światowa nie skończyła się w 1945 roku ”. „Wprawdzie uratowano nas przed zniszczeniem, ale aż do 1989 roku nie mogliśmy odbudować naszego wolnego państwa” – pisze.

Polski dyplomata ocenia też, że działania Rosji na Ukrainie i w Gruzji są dowodem na to, iż „wciąż powracające wypowiedzi” o konieczności ochrony wschodnioeuropejskich krajów NATO przed „agresywnymi dążeniami Rosji” nie są absurdalne.

 

REDAKCJA POLECA