Sędzia Tuleja: Kaczyński się nie zatrzyma, my zaś nie przestaniemy się angażować

Anna Widzyk
Jeszcze trochę, a sytuacja w Polsce może wyglądać tak, jak w Turcji – ostrzega sędzia Igor Tuleya w rozmowie z „Die Welt”.

Niemiecki dziennik opisuje w poniedziałek (10.2.2020) postać Igora Tulei, sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie. Jak pisze gazeta sędzia Tuleya stał się dla swoich kolegów „symbolem oporu” wobec tzw. reformy sądownictwa, przeprowadzanej przez polski rząd.
„Dla zwolenników PiS jest on stronniczym sędzią, a nawet komunistą. Tak opisuje go pogardliwie telewizja państwowa, licząc się z tym, że Tuleya jest celem gróźb, a na ulicy jest wyzywany, a nawet opluwany” – pisze warszawski korespondent dziennika Philipp Fritz. Dodaje, że raz sędzia otrzymał pocztą kopertę z białym proszkiem, co miało wyglądać na zamach z użyciem wąglika. Proszek okazał się niegroźny, ale budynek sądu musiał zostać ewakuowany – relacjonuje niemiecki dziennikarz.
Poważne konsekwencje ataków na sędziów
Jak pisze korespondent, Tuleya spodziewa się, że sytuacja sędziów w Polsce będzie się zaostrzać.
– Następne co zrobią, to będą nas zamykać – mówi Igor Tuleya, cytowany przez „Die Welt”. – Jeszcze trochę i będzie to u nas wyglądało tak jak w Turcji – dodaje.
Gazeta pisze, że celowe atakowanie sędziów „jest jednym z aspektów tzw. reformy sądownictwa, który często pozostaje niezauważony. Na pierwszym bowiem planie jest konflikt między Warszawą a Brukselą albo wyroki Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu”.
„Tymczasem kampanie oczerniające prowadzone w rządowych mediach mają poważne konsekwencje. Sędziowie, którzy jak Tuleya nie zgadzają się z linią rządu, są celem gróźb i żyją w strachu o dobro swych rodzin. Dlatego spośród około 10 tysięcy sędziów w Polsce już mało kto ma odwagę wdawać się w spór z PiS. Sędziowie wyraźnie widzą, co dzieje się, gdy ich koledzy wzbraniają się przed przebudową sądownictwa. Tuleya jest dla nich odstraszającym przykładem niezależnie od tego, czy jest symbolem oporu” – pisze „Die Welt”.
„Sędzia obywatelski”
Jak czytamy, 49-letni Tuleya, który zaczął protestować przeciwko zmianom w polskim sądownictwie w 2016 roku, m.in. biorąc udział w demonstracjach i debatach telewizyjnych, uważa się za „sędziego obywatelskiego”. „To znaczy za sędziego, który się angażuje i szuka kontaktu z ludźmi na ulicy. W opinii Tulei i jego kolegów ze stowarzyszenia Iustitia w systemie, w którym państwo prawa jest zagrożone, jak w Polsce, sędziowie nie mogą zachowywać się neutralnie. Muszą zająć stanowisko. To działa na konserwatystów jak płachta na byka” – ocenia „Die Welt”. Gazeta przypomina, że przeciwko sędziemu Tulei toczą się postępowania dyscyplinarne za krytykowanie reformy sądownictwa.
„Tuleya zniesie ataki na siebie. Nie chce jednak dopuścić do tego, by przebudowa sądownictwa postępowała. Jak ocenia, Kaczyński się nie zatrzyma.
– My z tego powodu nie przestaniemy się angażować. – mówi Tuleja.
I ma tu na myśli tych nielicznych sędziów, którzy jeszcze mają odwagę. Tak jak on” – odsumowuje „Die Welt”.
REDAKCJA POLECA
Komisja Europejska stanowczo broni unijnego prawa, czyli fundusze za niezawisłość sądów w Polsce

Tomasz Bielecki
Komisja Europejska obiecała europosłom twardą obronę unijnego prawa do niezawisłych sądów w Polsce. Na parę dni przed szczytem budżetowym UE kluczowe frakcje trwają przy pomyśle „fundusze za praworządność”.

Zagrożona praworządność w Polsce była we wtorek wieczorem (11.02.2020) tematem kolejnej debaty Parlamentu Europejskiego o Polsce.
– Kiedy debatowaliśmy o tym w styczniu, mówiłem, że sytuacja jest bezprecedensowa. Teraz jest jeszcze gorzej. Polska jest jedynym krajem UE, gdzie sędzia może być karany za stosowanie prawa unijnego. Sytuacja jest bardzo nagląca. Gdy Sąd Najwyższy zostanie przejęty, będzie za późno – przekonywał europoseł Michal Szimeczka z liberalnej frakcji „Odnowić Europę”. Protestował „jako obywatel słowacki, którego rodzice byli represjonowani” za komunizmu, przeciw powoływaniu się przez PiS „na odmienne tradycje prawne” Europy Środkowej. – Tu nie chodzi o różne tradycje, lecz o podstawowe pryncypia UE – powiedział Szimeczka.
„Polskie sądy to sądy unijne”
Věra Jourová, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, zapewniła europosłów, że Komisja szczegółowo analizuje ostatnią ustawę o sędziach („ustawę kagańcową”), którą w zeszłym tygodniu podpisał prezydent Andrzej Duda. Teraz przywoływała opinię Komisji Weneckiej, że to nowe prawo grozi jeszcze większym podważeniem niezależności wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

– Komisja Europejska chce nadal dialogu z władzami Polski, ale jednocześnie jest strażniczką traktatów. Z tego powodu zawsze będzie sięgać po postępowania przeciwnaruszeniowe, jeśli będzie potrzeba – powiedziała Jourová. Nie podała terminów, ale wedle naszych rozmówców wszczęcia takiego postępowania (prowadzącego ostatecznie do TSUE) w sprawie „ustawy kagańcowej” można spodziewać się jeszcze w lutym.
Komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders podkreślał, że „polskie sądy to zarazem sądy unijne”, które muszą działać także na podstawie prawa UE, czemu przeszkadzają kwestionowane polskie przepisy.
– Tymczasem Izba Dyscyplinarna UE zdecydowała o zawieszeniu sędziego, który chciał wykonać prawo unijne – powiedział Reynders. Ponadto Reynders przypomniał, że Komisja Europejska już w 2017 r. stwierdziła, że niezależność i prawomocność Trybunału Konstytucyjnego doznały poważnego uszczerbku. Nie odpowiedziano na pytanie europosłanki Sylwii Spurek, dlaczego szefowa Komisji Ursula von der Leyen nie poruszyła tematu praworządności podczas spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim w zeszłym tygodniu.
„Nie odchodźcie od Europy”
– Odnoszę wrażenie, że gotowość do dialogu jest tylko po stronie polskiego rządu. Od czterech lat tłumaczymy się z tego, co w innych krajach funkcjonuje od dawna. Odmawia się Polsce prawa do podejmowania suwerennych decyzji – przekonywała Beata Szydło. Wzywała europosłów, by „nie ulegali presji politycznych frustratów”, czyli opozycji, która – jak przekonywała Szydło – nie potrafi się pogodzić z przegrywanymi wyborami i dlatego atakuje reformy sądownictwa. Oprócz innych europosłów PiS, władz Polski przed nieuprawnionymi ingerencjami ze strony Brukseli broniło paru deputowanych z frakcji eurosceptycznych.
– Wprowadzenie „ustawy kagańcowej” oznacza, że Polska odchodzi od europejskich ideałów, dlatego wyciągamy rękę i mówimy „nie odchodźcie od Europy” – powiedziała Roberta Metsola w imieniu największej, centroprawicowej frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPL).
Andrzej Halicki (PO należy do frakcji EPL) powiedział, że debata o praworządności w Polsce to „debata o chęci zawłaszczenia sądownictwa przez jedną partię”.
– Unia bez Polski nie byłaby pełna. Zamiast winić Brukselę, TSUE czy kogokolwiek rząd Polski powinien rozwiązać wskazywany tu problem zmian w sądownictwie. Natomiast niedopuszczalne jest rozkręcanie kampanii nienawiści – powiedziała Terry Reintke w imieniu Zielonych.
Pieniądze za praworządność
Choć podczas debaty parę razy nawiązywano do projektu pieniądze za praworządność, to bodaj ważniejsze deklaracje ze strony głównych frakcji padły już na kilka godzin przed obradami plenarnymi o Polsce.
– Oczekuję, że dyskusja na temat powiązania funduszy UE i praworządności będzie kontynuowana. Trudno jest uzasadnić, dlaczego UE miałaby finansować projekty w państwach, w których nie ma niezależnych sądów – zadeklarował na konferencji prasowej Manferd Weber, szef frakcji EPL.
Także Katarina Barley z frakcji centrolewicowej podkreślała, że „każdy, kto chce korzystać z funduszy unijnych, musi przestrzegać podstawowych wartości”. Podobnie wypowiadali się liberałowie i zieloni. To szczególnie ważne, że już 20 lutego zacznie się szczyt UE o budżecie na lata 2021-27, na którym jednym z trudniejszy punktów będzie powiązanie funduszy unijnych z praworządnością.
Komisja Europejska zaproponowała już wiosną 2018 r. projekt rozporządzenia, które pozwoliłoby od 2021 r. na zawieszanie bądź nawet zmniejszanie funduszy unijnych za poważne łamanie praworządności. Projekt precyzuje, że chodzi m.in. o zagrożenie dla niezależności wymiaru sprawiedliwości bądź też o niewykonywanie orzeczeń sądowych. Zgodnie z tym projektem decyzja Komisji co do zawieszenia funduszy np. dla Polski mogłaby zostać zablokowana tylko przez – trudną do uzbierania – większość 55 proc. krajów UE reprezentujących 65 proc. ludności Unii.
Polska i Węgry ostrzegają
Do przyjęcia tego trzeba udzielonej w głosowaniu większościowym zgody Rady UE (czyli ministrów krajów Unii) oraz europarlamentu. Reforma „pieniądze za praworządność” będzie wspólnie z wymagającym jednomyślności wszystkich krajów UE siedmioletnim budżetem UE (na lata 2021-2027) częścią jednego pakietu negocjacyjnego na szczycie budżetowym UE. I dlatego przeciwnicy rozporządzenia – w tym Węgry i Polska – ostrzegają, że zablokują cały pakiet i tym samym groźbą paraliżu Unii wymuszą rezygnację z „pieniędzy za praworządność”.
System prawny UE jest przygotowany na weto budżetowe, np. ze strony Polski. Otóż w razie braku budżetu wieloletniego, który byłby precedensem w historii Unii, UE posługiwałaby się prowizoriami budżetowymi, które wymagają większościowej, a nie jednomyślnej zgody krajów Unii. Wprawdzie takie prowizoria teoretycznie nie mogłyby obejmować nowych priorytetów (np. polityki migracyjnej) z projektu budżetu 2021-2027, ale to problem do obejścia przez kraje Unii, np. w ich umowach międzyrządowych.
– Polacy muszą się zastanowić, czy chcą zgody na politykę spójności, czy wolą bronić się przed regułą „pieniądze za praworządność”, ryzykując brak zgody co do funduszy – przekonywał nas przed tygodniem jeden z zachodnich ambasadorów w Brukseli.
Czy podczas szczytu UE nie pojawią się targi na zasadzie „więcej lub mniej funduszy na spójność za zgodę na mechanizm praworządnościowy albo za zgodę na jego rozwodnienie, by stał się mniej dotkliwy np. dla Polski?
– Tak, taki pomysł może się pojawić w Radzie Europejskiej, ale byłby ryzykowny. Nie zapominajmy, że na cały budżet musi się zgodzić Parlament Europejski. Czy większość europosłów zgodziłaby się na mocne rozwadnianie zasady „pieniądze za praworządność”? – pyta jeden z unijnych dyplomatów.
REDAKCJA POLECA
Marcin Zegadło: kiedy przyglądam się sondażowi przedwyborczemu ogarnia mnie smutek

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Jeżeli tutaj kiedyś będzie jakaś inna Polska - Trochę mniej mafijna, trochę mniej pod tytułem „wasze sobie państwo”. Jeżeli jeszcze kiedyś staną przed Trybunałem Stanu polityczni gangsterzy, to i tak niewiele się zmieni
Żaden ze mnie komentator życia politycznego, są tacy, którzy trudnią się tym zawodowo i to w zasadzie do nich należą błyskotliwe lub przynajmniej rzeczowe parady w tej kwestii. Ale kiedy przyglądam się poniższemu sondażowi przedwyborczemu ogarnia mnie smutek podobny do tego, który czułby Jarosław Kaczyński, gdyby po przebudzeniu okazało się, że ostatnie pięć lat po prostu mu się przyśniło, a Donald Tusk z ekranu telewizora uśmiechałby się do niego szeroko upocony targając w gałę.
Dobry sondaż na start kampanii 🇵🇱✌️@M_K_Blonska
— Koalicja Obywatelska ✌️🇵🇱 (@KObywatelska) February 10, 2020
Ale to dopiero początek naszej pracy, bo #Zmiana2020 jest możliwa ‼️
Podajcie dalej 🔁 pic.twitter.com/oWnBOXCjhp
Fakt, że Andrzej Duda w tym sondażu prowadzi traktuję podobnie jak traktuje się diagnozę dotyczącą terminalnego nowotworu. Mianowicie, traktuję ów fakt z pokorą i zadumą, ponieważ wiem, że reszta jest już tylko kwestią czasu.
Obecność pani Kidawy – Błońskiej tuż za Dudą również nie zaskakuje. Mamy nawyki. Jesteśmy przywiązaniu do twarzy i lubimy dychotomiczne podziały. Zatem „nowe elity” konfrontują się z „łże-elitami”. Licytują się na nic nie znaczące frazesy, ale wszyscy czują się w miarę bezpiecznie. Jak żona, której mąż bije i pije, ale przynajmniej jej nie zdradza z sąsiadką jak „stary Maciaszczyk”, który wódki nie tyka, ale wszyscy wiedzą, że ma dziecko z żoną listonosza.
Z trwogą patrzę natomiast na wynik Roberta Biedronia (6,9%) w konfrontacji z wynikiem Szymona Hołowni (8,1%).
Przewaga Hołowni dowodzi, że:
- jeśli kandydat spoza elity władzy to z całą pewnością lepiej, żeby był heteroseksualny;
- jeśli kandydat to ktoś spoza elity władzy, to lepiej, żeby to był jednak katolik niż ateista – gej;
- jeżeli już koniecznie kandydatem nie może być ktoś z PO lub PiS to dobrze, jeśli ten, ktoś bardziej kojarzy się z festynem parafialnym w nowoczesnej oprawie, niż z lewicowymi postulatami zalatującymi zapachem sojowej latte, nad którą z kolei, niebezpiecznie krąży chmurka parad równości z całym tym LGBT, czy jakoś tak;
- i wreszcie, jeżeli już kandydat na urząd prezydencki już musi nie wywodzić się spośród pięciu facjat płowiejących co pięć lat na plakatach wyborczych, to lepiej wybrać kogoś, kto ożenił się z kobietą niż związał z mężczyzną;
Innymi słowy, wynik Hołowni w odniesieniu do wyniku Biedronia dowodzi, że Polki i Polacy stawiają na ten rodzaj „normalności”, który przez ostatnie dekady funkcjonował u nas w kontekście wzruszeń podczas publicznych wystąpień papieża Polaka, któremu towarzyszył rechot z ław sejmowych, kiedy po raz pierwszy na sali sejmowej pojawił się i przemawiał Robert Biedroń, a było to długo przed tym, jak niewybredne żarty na temat jego partnera rozbawiły do łez uczestników konwencji Solidarnej Polski (kultowy już stand-up posłanki Kempy).
Więc jeżeli tutaj kiedyś będzie jakaś inna Polska – Trochę mniej mafijna, trochę mniej pod tytułem „wasze sobie państwo”. Jeżeli jeszcze kiedyś staną przed Trybunałem Stanu polityczni gangsterzy, to i tak niewiele się zmieni.
Wynik Hołowni i Biedronia sugeruje, że w polskich głowach wciąż dymi kapusta obok schabowego podczas niedzielnego obiadu tuż po sumie, kiedy to rumiany Janek przedstawia mamie i tacie swoją narzeczoną, równie rumianą Jolę, z którą planuje mieć co najmniej dwójkę, naturalnie poczętych dzieci.
Ale co ja tam mogę wiedzieć o mentalu i politycznych wyborach.
Ja się tym w zasadzie nie zajmuję.
Marcin Zegadło
Naklejki ślubne z personalizacją – wszechstronna dekoracja na ślub i wesele
Etykiety na alkohole, winietki na stół, pudełka na ciasto dla gości, zaproszenia ślubne – przy planowaniu ślubu i wesela przyszli małżonkowie zamawiają różne materiały. Wśród nich nie może zabraknąć także naklejek ślubnych!

Naklejki na ślub to praktyczny, uniwersalny gadżet, który świetnie sprawdza się jako dekoracja. Dzięki temu, że naklejki ślubne – https://abforwedding.pl/naklejki/ mogą być także poddane personalizacji, mogą również być uroczą pamiątką po tym ważnym dniu. Wtedy na naklejce poza eleganckim motywem graficznym mogą znaleźć się również imiona lub też inicjały małżonków oraz data ich zaślubin. Gdzie zatem można naklejać naklejki ślubne? Ile trzeba będzie zapłacić za ich przygotowanie? Kto może wykonać je razem z usługą personalizacji?
Jak można zastosować naklejki ślubne?
Nalepki tego typu mają naprawdę szerokie zastosowanie i można umieszczać je na różnych nawierzchniach. Przykładowo, mogą być one wykorzystane do dekoracji:
- kopert na zaproszenia ślubne i zawiadomienia
- kołaczy dołączanych do zaproszeń i zawiadomień
- butelek alkoholu
- upominków dla gości
- pudełek na ciasta
- etykietek i winietek
Wobec tego naklejki mają naprawdę wszechstronne zastosowanie i przydadzą się nie tylko podczas dnia zaślubin, ale jeszcze przed nim!
Ile kosztują naklejki ślubne?
Za wysokiej jakości naklejki ślubne wcale nie trzeba płacić dużo. Ile pieniędzy trzeba będzie przeznaczyć na taką ozdobę? Najczęściej narzeczeni zamawiają naklejki w kształcie koła, które ma średnicę 4 cm. Wówczas za 100 sztuk naklejek trzeba zapłacić cenę od około 60 do 70 złotych. Przy większych nakładach można uzyskać jeszcze niższe ceny, na przykład 200 sztuk naklejek to koszt około 100 złotych. Cena włącza już usługę personalizacji.
Gdzie zamówić personalizowane naklejki ślubne?
Aktualnie stylowe, personalizowane naklejki ślubne może zaoferować praktycznie każda firma, która zajmuje się przygotowywaniem materiałów na ślub. Zamówienia na naklejki można składać dzisiaj też online. To zdecydowanie najwygodniejszy sposób na to, aby otrzymać wysokiej jakości naklejki ślubne we wzorze dopasowanym do swojego gustu!
Marcin Zegadło: Kempa lubi zrobić sobie z czyjejś orientacji seksualnej publiczną bekę. Co gorsze, nie widzi w tym kompromitacji

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Posłanka Kempa lubi zrobić sobie z czyjejś orientacji seksualnej publiczną bekę. Na dodatek w niewybrednym stylu. Co gorsze, nie widzi w tym kompromitacji. A to już jest równie żałosne, co smutne. Ale taką sobie Polskę wybraliśmy i taką Polskę mamy. Zobaczmy jak długo ten domek z kart postoi.
Czytam doniesienia prasowe dotyczące wypowiedzi Beaty Kempy, w której stwierdza ona, w swoim przekonaniu dowcipnie, że życiowy partner Roberta Biedronia jest „kandydatką na pierwszą damę”. Dzieje się to na sobotniej konwencji Solidarnej Polski, co powoduje wdzięczny rechot heteroseksualnego (przynajmniej teoretycznie) audytorium, ponieważ wciąż nic tak Polaka i Polki na prawicy nie śmieszy jak gej i lesbijka.
Beata Kempa o Krzysztofie Śmiszku: „kandydatka na pierwszą damę”. Z sali dobiegają śmiechy.
— Cywilizacja Życia (@CywilizacjaZ) February 8, 2020
Konwencja Solidarnej Polski, 08 II 2020 #MuzeumHomofobii pic.twitter.com/9Au0wGW4PE
W dalszej kolejności posłanka Kempa, komentując własne słowa o „pierwszej damie”, zauważa, że w zasadzie cóż w tym dziwnego. Posłanka Kempa mówi:
„Ja się gubię, ja nie wiem, kto jest w formie żeńskiej, kto w formie męskiej. Mam do tego prawo. Natomiast jeśli pan Biedroń zostanie prezydentem, a zakładam, że tak się nie stanie, ale gdyby tak się stało, no to mamy pierwszą damę”.
„Ja się gubię, ja nie wiem, kto jest w formie żeńskiej, kto w formie męskiej. Mam do tego prawo. Natomiast jeśli pan Biedroń zostanie prezydentem, a zakładam, że tak się nie stanie, ale gdyby tak się stało, no to mamy pierwszą damę”, mówi Beata Kempa. Cóż.https://t.co/D9qz5BnKNF
— Beata Biel (@beatabiel) February 9, 2020
Oczywiście, że posłanka Kempa ma prawo się gubić. Każdy z nas ma prawo do błędu. Nie wiem tylko dlaczego Beata Kempa gubi się skoro partner Roberta Biedronia jest mężczyzną. Cechy męskie partnera Roberta Biedronia są wyraźnie dostrzegalne, co więcej, partner Roberta Biedronia jest mężczyzną przystojnym. Nie wiem zatem dlaczego Beata Kempa widzi w nim damę, na dodatek pierwszą. To znaczy wiem dlaczego. Beata Kempa uważa, że jej homofobiczny dowcip to jest jakiś szczyt zawoalowania i subtelności.
Być może w jej rodzinnej parafii, podczas spotkania oazowego dowcip posłanki Kempy mógłby zostać tak odebrany. Jak się okazuje został tak odebrany również podczas konwencji Solidarnej Polski, która od spotkania oazowego różni się wyłącznie tym, że mniej tam gitarowych jęków i proboszcz nie rozgania towarzystwa przed dwudziestą, natomiast jest rzeczą oczywistą, że Beata Kempa widzi w partnerze Roberta Biedronia „pierwszą damę”, ponieważ jest prymitywną homofobką uprawiającą ordynarną i chamską odmianę homofobii. Kojarzy osobę homoseksualną wyłącznie w taki sposób, jaki podsuwa jej prymitywna umysłowość i wrażliwość. Mianowicie homoseksualnego mężczyznę kojarzy z cechami żeńskimi, homoseksualną kobietę jak przypuszczam kojarzyć będzie z cechami męskimi przypisując homoseksualnym partnerom jedyne role, jakie zna, jakie podpowiada jej prymitywna wrażliwość i umysłowość – po prostu, posłance Kempie nie mieści się w zabetonowanej homofonicznymi stereotypami głowie, że świat nie sprowadza się, nie sprowadzał i nie będzie dał się sprowadzić jedynie do relacji damsko – męskich. A jest tak dlatego pani posłanko Kempo, że damskie i męskie są wyłącznie toalety i to, że posłanka Kempa ma życzenie upraszczać rzeczywistość i redukować ją do rozmiarów publicznego szaletu to jest jej prywatna sprawa, natomiast czy jej się to podoba, czy nie, świat to nie jest parafia, a „normalna rodzina” to nie jest chłopak i dziewczyna, jak życzyliby sobie uczestnicy konwencji Solidarnej Polski.
Więc warto, żeby wyborcy tej partii, jak również zwolennicy polskiej prawicy zastanowili się przez chwilę, czy rzeczywiście są pewni, że mają wpływ na to, czy ich dzieci będą homo, czy heteroseksualne. Ponieważ wydaje mi się, że nie mają na to żadnego wpływu. A zdaje się, że posłanka Kempa lubi zrobić sobie z czyjejś orientacji seksualnej publiczną bekę. Na dodatek w niewybrednym stylu. Co gorsze, nie widzi w tym kompromitacji. A to już jest równie żałosne, co smutne. Ale taką sobie Polskę wybraliśmy i taką Polskę mamy. Zobaczmy jak długo ten domek z kart postoi.
Marcin Zegadło
Jak działa przetwornica samochodowa?
Wybierasz się w podróż w trakcie, której nie będziesz miał na trasie możliwości skorzystania z gniazdka, a ładowarka samochodowa to zbyt mało? Zainwestuj w przetwornicę.

Przetwornica samochodowa umożliwia ładowanie szerokiego wachlarza sprzętów, jak np. czajnik, suszarka oraz wiele innych. W rezultacie do gniazdka zapalniczki można podłączyć nie tylko laptopa czy telefon. Przetwornica to niewielkich rozmiarów narzędzie, które umożliwi pełniejsze skorzystanie z potencjału posiadanych sprzętów. Jest to dodatek, który doskonale sprawdzi się w czasie dłuższych wypadów, gdzie dostęp do sieci energetycznej jest bardzo utrudniony. Na rynku istnieje wiele modeli, które szybko są w stanie wpisać się w potrzeby nowocześnie nastawionych klientów. W efekcie szybko da się znaleźć model, który sprosta osobistym oczekiwaniom jak i planowanym wyjazdom. Przetwornice to idealny dodatek w ciągu całego roku, którego używanie pozwala wydobyć więcej z potencjału posiadanych urządzeń.
Czym jest przetwornica i jak działa?
Przetwornica to urządzenie elektroniczne, które zmienia napięcie płynące z instalacji samochodowej. Zamienia ona prąd stały na zmienny. Przetwornicę podpina się do instalacji zasilania samochodu przez gniazdo zapalniczki lub bezpośrednio do akumulatora. Stosuje się je zarówno w samochodach osobowych jak i ciężarowych, przyczepach kempingowych lub na łodziach podczas rejsów. Dzięki przetwornicy można łatwo zapewnić niezawodne działanie urządzeń elektrycznych.

Jakie są rodzaje przetwornic?
- Z modyfikowanym sinusem – są to przetwornice przeznaczone do użytku z mniej wymagającymi urządzeniami jak: laptopy, elektronarzędzia, oświetlenia, telefony. Tego rodzaju przetwornica sprawdzi się na krótkich codziennych dystansach pozwalając szybko doładować lub naładować urządzenia mobilne by cieszyć się pełnym (lub pełniejszym) paskiem energii po dojechaniu do punktu B
- Z czystym, pełnym sinusem – przetwornica ta przeznaczona jest do urządzeń wymagających ciągłego zasilania jak: silniki indukcyjne, lodówki, pompy, klimatyzatory. Najlepiej sprawdza się w przyczepach kempingowych oraz samochodach ciężarowych – wszędzie tam gdzie podróż jest daleka, a skorzystanie z gniazdka sieciowego często niemożliwe
Zanim dokona się zakupu przetwornicy (np. w sklepie Świat Baterii) warto zastanowić się do czego będzie dokładnie wykorzystywana. Dzięki temu produkt nie minie się z celem, a zaoszczędzone środki będzie można wykorzystać na realizację innych priorytetów. Odpowiednie dopasowanie przetwornicy pozwoli na zyskanie najwyższej sprawności przez urządzenia oraz przełoży się dodatnio na komfort z podróży.
Adam Mazguła w sądzie o kampanii oszczerstwa TVP: Nagonka na mnie trwała cały rok, a byłem tylko zwykłym żołnierzem
7 lutego 2020, w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się rozprawa, jaką Waldemarowi Sadowskiemu wytoczyła TVP za „naruszenie dobrego imienia”. W sprawie zeznawał sędzia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia oraz Adam Mazguła, pułkownik rezerwy Wojska Polskiego.

Społeczeństwo ma prawo do rzetelnej informacji
– Wiem o kampanii „sprawiedliwe sądy”. Wiem o spotach reklamowych w TVP, mówiących o tej kampanii oraz widziałem bilbordy. Znam wypowiedzi polityków strony rządowej popierających tę kampanię. Uważam ją za oszczerczą, opartą na nieprawdziwych informacjach, przedstawiającą sędziów wyłącznie w negatywnym świetle. Jednak najgorszy jest cel tej kampanii, tzn. oczernienie sędziów, oczernienie trzeciej władzy – mówił prezes Iustitii sędzia Krystian Markowski.
– W publikacjach TVP mowa była o tym, że kampania „sprawiedliwe sądy” ma poprawić wizerunek Polski za granicą, a ilustracją były spoty mówiące np., że sędziowie to złodzieje. Nie wiem, w jaki sposób oczernianie przedstawicieli trzeciej władzy ma poprawić wizerunek Polski za granicą.
Prezes stowarzyszenia Iustitia odczytał zapisane w telefonie, w postaci zrzutów z ekranu, tytuły programów w TVP i tzw. paski z „Wiadomości”: „Kasta sędziów niszczy Polaków”, „Sąd Najwyższy łamie konstytucję”, „Kasta sędziowska niszczy państwo polskie”, „Obronimy Polaków przed sędziowską kastą”, „Tuleja, obrońca patologii – znów szokuje”, „Bandyci się cieszą – postawa sędziego to dla nich prezent” (materiał dotyczył pytań prejudycjalnych), „Tuleja – sędzia na telefon” (mimo wymienionego nazwiska sędziego Tulei sprawa dotyczyło kogoś innego).
– To tylko niektóre tytuły programów i paski TVP, ale pokazują w jaki sposób publiczna telewizja godziła w dobre imię sędziów – wszystkie one są nierzetelne – mówił Krystian Markiewicz.
Prezes Iustiti podał przy okazji przykład programu prowadzonego przez Magdalenę Ogórek o tym, że sędziowie niszczą ludzkie życie i są sprawcami ludzkich dramatów, po czym zdejmują togi, wychodzą z sądu i idą się bawić do drogich restauracji. Wspomniał też o programie Michała Rachonia, który mówiąc o sędziach jadących do Parlamentu Europejskiego powiedział „Kasta jedzie do Brukseli oczerniać Polskę i przekonywać do sankcji wobec naszego kraju.”
– Mówię tu o faktach powszechnie znanych, bo oglądając materiały TVP trudno, a wręcz nie sposób znaleźć materiału, który by nie oczerniał trzeciej władzy. Staramy się jako Stowarzyszenia Iustitia, na naszej stronie internetowej, odkłamywać te informacje – poiedział – Wszystkie, absolutnie wszystkie dotyczące sędziów publikacje w TVP były nierzetelne, nieprawdziwe, jednostronne, wręcz prostackie. Nigdy nie stosowano w nich dystansu, wywarzenia, równowagi dwóch prezentowanyc stron, zawsze były stronnicze. Przedstawiany jako członek „kasty” jestem po raz pierwszy w życiu celem ataku strony rządzącej oraz telewizji publicznej. Społeczeństwo ma prawo do rzetelnej informacji, szczególnie ze strony telewizji publicznej – dodał prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.
„Nigdy nie byłem w UB, ani w SB, byłem zwykłym żołnierzem”
Adam Mazguła, zeznał z kolei, że po szkalującej go kampanii w TVP musiał zrezygnować ze wszystkich funkcji publicznych (był m.in. komendantem opolskiej chorągwi ZHP).

– Nigdy nie byłem komunistą, nie byłem w UB, ani w SB, byłem zwykłym żołnierzem, który nawet nie uczestniczył w stanie wojennym. Po wejściu w życie ustawy dezubekizacyjnej wziąłem udział w zgromadzeniu przed Sejmem, gdzie zabrałem głos i odniosłem się do stanu wojennego. Powiedziałem, że nawet w tych strasznych czasach, kiedy funkcjonowały tzw. ścieżki zdrowia, zwykli ludzie pomagali sobie wzajemnie i panował jakiś poziom kultury. TVP nagrała i zmanipulowała moją wypowiedź wycinając pojedyncze zdania. W emitowanym przez telewizję materiale powiedziano: „Ubecki oficer stanu wojennego, oprawca – śmie pouczać Polaków”.– podkreślił Adam Mazguła.
– Nagonka na mnie trwała cały rok. Publikowano o mnie kłamstwa codziennie we wszystkich rozgłośniach – TVP1, TVP2, TVP3, TVP Opole i TVP INFO – mówił pułkownik Mazguła. – Materiały te komentowały inne rozgłośnie radiowe i telewizyjne, zabierali głos na mój temat wszyscy politycy i ważniejsi dziennikarze, nic poza przekazem TVP o mnie nie wiedząc. Na antenie pytano widzów: „co sądzicie o pułkowniku stanu wojennego Adamie Mazgule?”. Kiedy w ubiegłym roku wystartowałem do Senatu, TVP przypomniała tamten materiał i wyemitowała go przed samymi wyborami.
Pułkownik zaznaczył, że w swoich programach TVP wielokrotnie powtarzała: „Dzwoniliśmy do Mazguły, ale nie chciał udzielić żadnych informacji”, tymczasem ani razu do niego nie zadzwonili. – Podczas jednej z manifestacji, w której brałem udział, podszedł do mnie red. Rachoń i przed kamerą TVP spytał: „Co ubek robi na manifestacji w obronie wolności?”– opowiadał pułkownik. – Jestem synem oficera AK, całe życie chodziłem w mundurze, nie tylko jako oficer wojska polskiego, ale również jako harcmistrz, a teraz pan Macierewicz w TVP nawołuje publicznie: „Musimy odebrać stopnie oficerskie ubekom – Jaruzelskiemu, Kiszczakowi i Mazgule” – dodał.
Adam Mazguła podkreślił, że w związku z powtarzanymi przez TVP oszczerstwami na jego temat, pracę straciła jego żona, brat został pobity, a bratanica chciała zmienić nazwisko, ponieważ była szykanowana z jego powodu. – Ludzie, moi znajomi, odwrócili się ode mnie twierdząc, że skoro TVP cały czas podaje, że jestem ubekiem i komunistą, to coś w tym musi być. Znajomi mówią: „przecież oni nie mogą mówić wyłącznie nieprawdy, musiałeś być w UB” – powiedział.
Adam Mazguła gardzi ubekami, a w wyniku tej nagonki stracił przyjaciół, rodzinę, godność, ale również przebywając w Stanach Zjednoczonych dostał rozległego ataku serca. Za odratowanie życia klinika w Chicago wystawiła mu rachunek na 111 tysięcy dolarów.
Adam Mazguła został zapytany, dlaczego TVP nie sięga do dokumentalnego filmu ze swoich archiwów o obecności żołnierzy polskich w Iraku, gdzie przedstawiany był jako bohater narodowy. – Nie wiem – odpowiedział pułkownik. – Byłem wówczas szefem wsparcia rządu irackiego w rejonie Babilonu i telewizja polska nakręciła film o naszej działalności.
Zapytany jakie słowa w materiałach TVP mogły go obrazić? – Że jestem żołdakiem Jaruzelskiego, komuchem, ubekiem! – odpowiedział Adam Mazguła.
thefad.pl, Źrodło: obywatele.news / Mariusz Redlicki
Adam Mazguła: Skuteczność wymaga jasnego przekazu. Narracją o partyjnym zamachu na sądownictwo nie zainteresujemy mas

Adam Mazguła
Mam wrażenie, że partie polityczne uznające siebie za opozycyjne robią wszystko, aby i tych wyborów prezydenckich nie wygrać. Przekaz do elit, do prawników, lekarzy i nauczycieli akademickich, chociaż jest prawdziwy i uzasadniony, nie da wygranej w wyborach. To ostatni moment na przyjęcie tej prawdy do wiadomości.
Narracją o partyjnym zamachu na sądownictwo nie zainteresujemy mas, a tylko elity. Dlatego tu PiS wyznaczył pole walki politycznej i wykuwa swój cel główny — utrzymanie władzy w Polsce nieskrępowanej Unią Europejską. Do tego potrzebuje tylko jednego hasła, w naszym kraju my jesteśmy najważniejsi.
‼DEMONSTRACJA W OBRONIE REFORMY SĄDOWNICTWA💪🇵🇱
— Polska Suwerenna 🇵🇱 (@SuwerenaPL) February 5, 2020
8 lutego 2020r. godzina 12:00 Warszawa, przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Jeśli ktoś chciałby przyjechać a ma problem z transportem to pisać na adres mailowy 👇
suwerenni2020@gmail.com
RT🚀 pic.twitter.com/N81Fjl6lRt
Manifestacja w obronie reformy sądownictwa przed Trybunałem Konstytucyjnym ‼️pic.twitter.com/9Qf92dhOZ4
— PiS Małopolska (@PiS_Malopolskie) February 8, 2020
Dla opozycji rozmowa o każdej z 240 afer PiS-u, od zniszczenia służby zdrowia, poprzez zatrute środowisko, wszechobecne złodziejstwo, rozpasanie finansowe władz oraz nowe podatki i drożyzna wydaje się znacznie skuteczniejszym i bezpieczniejszym polem walki z PiS-em. Jednak z tego pola spędza opozycję propaganda Kaczyńskiego i jakby coraz mniej o niej nawet wiemy.
Trudno też posądzić partyjną opozycję sejmową o uczciwość, jeśli zgadza się na karanie swoich posłów za napis „Hańba”, lub „Konstytucja”. Przecież właśnie takie, łamiące zasady ustawy przepchnęli sejmowi walcowi. Wobec zniszczenia parlamentarnej dyskusji i stosowanie bezwzględnej dyktatury w Sejmie napis „Hańba” i „Konstytucja” powinien na stałe porażać oczy posłów reżimu niszczącego Polskę. Tymczasem liderzy partii opozycyjnych zgodzili się ukarać swoich posłów właśnie za to. To skandal!
Kolejny raz takim zachowaniem zdradzono ideały ludzi stojących na ulicach i narażających swoje życie i zdrowie w walce z tą podłą zmianą. Brak wyrazistego przekazu i zakłamanie.
Polska elita polityczna znowu nie wyszła poza swoje małe interesiki. Poza przekaz tylko do skromnej grupy ludzi o najwyższej kulturze i inteligencji, aby bez zahamowań zakpić z pozostałych, wychodząc w symbole zdrady.
Mam wrażenie, że partie polityczne uznające siebie za opozycyjne robią wszystko, aby i tych wyborów prezydenckich nie wygrać. Przekaz do elit, do prawników, lekarzy i nauczycieli akademickich, chociaż jest prawdziwy i uzasadniony, nie da wygranej w wyborach. To ostatni moment na przyjęcie tej prawdy do wiadomości.
Adam Mazguła
| Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Věra Jourová: Może już być za późno, by ratować polskie państwo prawa. „To nie jest reforma, to jest zniszczenie“

Katarzyna Domagała-Pereira
Może już być za późno, by ratować polskie państwo prawa – mówi wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová.

Věra Jourová, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, odpowiedzialna za kwestie praworządności, ostrzegła przed „zniszczeniem państwa prawa” przez reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce.
W wywiadzie dla magazynu „Der Spiegel” powiedziała, że wchodząca w życie ustawa dyscyplinująca sędziów nie jest już „celowym zabiegiem wobec pojedynczych czarnych owiec, jaki znają też inni członkowie UE”, ale – jak się wyraziła – „bombardowaniem całego obszaru”. „To nie jest reforma, to jest zniszczenie“ – podkreśliła.
Reforma nieodwracalna
Wiceprzewodnicząca KE obawia się, że może już być za późno, by ratować polskie państwo prawa.
– Tak zwana reforma w Polsce dotarła teraz do bardzo niebezpiecznego momentu, bo wydaje się nieodwracalna – powiedziała Jourová. – Dotyczy już wszystkich szczebli systemu sprawiedliwości – dodała. Z 10 tys. sędziów dotkniętych jest prawie 400.
Wiceszefowa KE zaznaczyła jednak, że Unia „nie może sobie pozwolić na zamknięcie drzwi”. – UE potrzebuje Polski, Polska potrzebuje UE. Potrzebny nam jest sprawiedliwy i cywilizowany dialog – podkreśliła.
Zapytana, czy Warszawa gotowa jest do kompromisu z UE, Jourová przyznała:
– Jestem realistką. Trzeba było czterech lat, żeby w końcu ponownie usiąść z ministrem sprawiedliwości, Zbigniewem Ziobrą, czyli z architektem reformy sądownictwa do jednego stołu. Teraz przeprowadziłam z nim rozmowę, co jest rzeczą dobrą, ale nie doszło jeszcze do pozytywnego rozwoju sytuacji. Wyjaśnił mi, dlaczego zamierza zreorganizować wymiar sprawiedliwości, ja wyjaśniłam mu, dlaczego narusza prawo Unii Europejskiej – powiedziała.
Będą konsekwencje
– Polska nie opuści UE, to przesada – zapewniła Věra Jourová. Podkreśliła jednak, że „te tak zwane reformy będą miały konsekwencje, o których teraz nikt nie myśli”. Jako przykład wymieniła relacje gospodarcze.
– Przedsiębiorcy proszą nas usilnie, aby nie ustępować. Chcą robić interesy, ale do tego potrzebują pewności prawnej, niezawisłych sądów – czytamy.
Według Jourovej dla Polski niekorzystna jest izolacja w momencie, kiedy zmienia się równowaga sił w UE po wystąpieniu z niej Wielkiej Brytanii – ważnego partnera Polski i innych krajów Europy Wschodniej.
Pytana przez dziennikarzy „Spiegla” o różnice w systemie demontażu demokracji w Polsce i na Węgrzech, Jourová stwierdziła, że reforma wymiaru sprawiedliwości przez PiS następuje „przy użyciu łomu”. Na Węgrzech z kolei cały proces jest bardziej powolny, ale ma szerszy zakres. Obejmuje też m.in. media, które informują na modłę rządu w Budapeszcie.
Fundusze europejskie a praworządność
Wiceprzewodnicząca KE opowiedziała się za ściślejszym powiązaniem funduszy europejskich z przestrzeganiem zasad praworządności.
– W budżecie chodzi o to, że chcemy przyznawać dotacje tylko tym krajom, w których można zwrócić się do niezawisłych sądów w razie wątpliwości, czy środki zostają właściwie wydane – upodkresliła – Jest to sprawiedliwe, także w stosunku do mieszkańców krajów, które są największymi płatnikami netto, takich jak Niemcy.
Kaganiec dla sędziów
Prezydent Andrzej Duda podpisał 4 lutego br. kontrowersyjną ustawę dyscyplinującą sędziów, zwaną także „ustawą kagańcową”. Ustawa zaostrza kary dla sędziów krytykujących reformę sądownictwa.
Komisja Europejska od początku 2016 roku prowadzi postępowanie przeciwko Polsce. Bruksela zarzuca Warszawie systematyczne ograniczanie niezawisłości sądów i podważanie trójpodziału władzy.
REDAKCJA POLECA
Marcin Zegadło: Sędzia Nawacki. Facet drze na strzępy dokument, ponieważ się z nim nie zgadza. Wystarczyło im pięć lat. Da się?

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Jeżeli ktoś ma wrażenie, że to jest początek czegoś złego, to należy sobie uświadomić, że to nie jest początek. Początkiem był brak publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego przez rząd Beaty Szydło. To, czego doświadczamy teraz, to jest kropka nad i. Oni już wiedzą, że mogą
Pisał już o tym mądrze Radek Wiśniewski, ale nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Zatem, proszę przez chwilę popatrzeć na tę twarz.

To sędzia Nawacki. Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie. Ten facet drze na strzępy dokument zawierający postanowienie niemal wszystkich sędziów tegoż sądu, które zostało mu przekazane jako przewodniczącemu zgromadzenia. A wszystko to w trakcie oficjalnego zgromadzenia sędziów Sądu Rejonowego w Olsztynie.
Drze je na strzępy, ponieważ się z nim nie zgadza. Ponieważ uważa, że mu wolno, a uważa tak, ponieważ swoje sympatie polityczne stawia ponad sędziowską niezawisłość. Ponieważ tak się dzieje, kiedy w wymiar sprawiedliwości wprasza się z buciorami „polityczne nadanie”. Na tych kartkach – symbolicznie – zapisane są gwarancje naszych wolności. Na tych dartych z pogardą kartkach znajduje się nasze bezpieczeństwo prawne, nasza pewność co do tego, że w sporze z państwem będzie o naszym losie decydował niezawisły sędzia.
Proszę przyjrzeć się tej twarzy i zapamiętać ten gest. Drzemią w nim i kiełkują przyszłe represje, nadchodząca przemoc i bezprawie. W tych podartych skrawkach papieru są widmowe obozy internowania, jest jakaś Bereza, jest „Rakowiecka”, jest „więzienie na Montelupich” i te wszystkie kazamaty, które funkcjonowały już na tej ziemi i miały się świetnie, właśnie z tego powodu, że sprawiedliwość była rozumiana jako „wola rządzących”, dlatego ponieważ ich „słowo” było prawem.
Jeżeli ktoś ma wrażenie, że to jest początek czegoś złego, to należy sobie uświadomić, że to nie jest „początek”. Początkiem był brak publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego przez rząd Beaty Szydło. To, czego doświadczamy teraz, to jest kropka nad „i”. Oni już wiedzą, że mogą. A to oznacza, że już po nas. Że jest już za późno. Wystarczyło im pięć lat. Da się? Oczywiście, że się da.
Marcin Zegadło



