Roman Giertych: Podzielony parlament

Roman Giertych
320 głosów Gawłowskiego będą się śnić Kaczyńskiemu do końca kadencji. Podzielony parlament oznacza symboliczny koniec totalnej hegemonii PiS i jest też oczywistą zapowiedzią, że w następnych wyborach PiS najprawdopodobniej przegra z kretesem (o ile oczywiście opozycja się ogarnie i wyciągnie wnioski z trzech kolejnych porażek).
320 głosów przesądziło o tym, że opozycja przejęła władzę w wyższej izbie polskiego parlamentu. O tyle bowiem głosów senator Stanisław Gawłowski pokonał swego pisowskiego konkurenta.
Głosowanie nad Marszałkiem Senatu, gdzie prof. Grodzki otrzymał 51 głosów pokazało, że opozycja ma o jeden głos więcej niż PiS (głos wstrzymujący Lidii Staroń był głosem przeciw gdyż do wyboru Marszałka Senatu potrzeba bezwzględnej większości głosów).
Gdyby Gawłowski przegrał swój mandat, to wczorajszy wynik byłby 50 dla Grodzkiego, 49 dla Karczewskiego i 1 wstrzymujący, tak więc zabrakłoby jednego głosu do większości bezwzględnej.
Te 320 głosów Gawłowskiego będą się śnić Kaczyńskiemu do końca kadencji. Podzielony parlament oznacza symboliczny koniec totalnej hegemonii PiS i jest też oczywistą zapowiedzią, że w następnych wyborach PiS najprawdopodobniej przegra z kretesem (o ile oczywiście opozycja się ogarnie i wyciągnie wnioski z trzech kolejnych porażek).
Senat w rękach opozycji oraz prawdopodobne wyroki TSUE oznaczają również, że możliwość dokonania zamachu na sądy, które Kaczyński nazwał ostatnią barierą, bardzo zmalała.
Oceniam, że politycznie PiS nie jest obecnie w stanie dokonać takiego zamachu. Można więc powiedzieć, że ostatnia bariera pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a dyktaturą wytrzymała. Oznacza to również, że polska demokracja nie ulegnie zamianie w autorytaryzm i prędzej czy później PiS upadnie. Stąd tak wielkie rozczarowanie w obozie Kaczyńskiego. On dobrze wie, że zamach stanu jest zawsze bezkarny, ale próba zamachu stanu, to zupełnie inna historia…
Roman Giertych
Prawne grzechy Andrzeja Dudy. O prezydenckiej przysiędze i łamaniu Konstytucji…
Ryszard Balicki
Prezydent Andrzej Duda pomimo przysługujących mu uprawnień nie zrealizował ciążącego na nim obowiązku „czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji”, a wręcz wspierał działania partii rządzącej, mające na celu naruszanie konstytucyjnych zasad ustroju – pisze w Archiwum Osiatyńskiego o grzechach prezydenta dr hab. Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego

Przysięga to nie tylko słowa, to zobowiązanie
Dzień 6 sierpnia 2015 roku był bardzo ważny w życiu Andrzeja Dudy, może nawet najważniejszy. Tego dnia złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym.
Posłowie i senatorowie wysłuchali wypowiadanych wówczas słów: „(…) uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.
Dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów Andrzej Duda dodał także „Tak mi dopomóż Bóg”.
Wypowiadając słowa roty Andrzej Duda objął urząd, na który wybrali go obywatele i stał się kolejnym prezydentem niepodległej Polski. Ale składana przysięga to nie tylko słowa, to zobowiązanie, które nowy prezydent zaciąga każdorazowo wobec suwerena. Czy prezydent Andrzej Duda temu zobowiązaniu sprostał?
Grzech pierwszy: Instrumentalne potraktowanie prawa łaski
Już w pierwszych miesiącach urzędowania doszło bowiem do znamiennych wydarzeń, które naznaczyły tę kadencję. 16 listopada 2015 roku, powołując się na prerogatywę określoną w art. 139 Konstytucji, Prezydent RP wydał postanowienie w sprawie zastosowania prawa łaski wobec czterech osób.
Ta – wydawało się – rutynowa decyzja okazała się jednak inna niż wszystkie dotychczasowe. Prezydent Duda postanowił bowiem zastosować przysługujące mu uprawnienie wobec osób, których proces sądowy jeszcze się nie zakończył. W związku z powyższym pojawiła się uzasadniona wątpliwość czy prezydent mógł tak uczynić.
Konstytucyjna regulacja prawa łaski jest nader lakoniczna – art. 139 Konstytucji RP stwierdza jedynie, że: „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu”.
Ten krótki przepis reguluje zakres podmiotowy i przedmiotowy agracjacji (prawa łaski) w polskim porządku konstytucyjnym. Prawo łaski stanowi zatem wyłączną kompetencję głowy państwa.
Powyższy artykuł wskazuje również katalog wyłączeń – z prawa łaski nie mogą korzystać osoby skazane przez Trybunał Stanu, czyli osoby ponoszące odpowiedzialność konstytucyjną.
Dodatkową normą ustawy zasadniczej, poruszającą problematykę agracjacji, jest art. 144 ust. 3 Konstytucji RP, stanowiący, że wymóg podpisu Prezesa Rady Ministrów pod aktem urzędowym Prezydenta RP nie dotyczy stosowania prawa łaski. Oznacza to zatem, że stosowanie instytucji ułaskawienia nie wymaga kontrasygnaty, jest więc prerogatywą Prezydenta RP.
Tak ograniczona regulacja konstytucyjna jest konsekwencją szczególnego charakteru norm konstytucyjnych, mających jedynie wyznaczyć zakres uprawnień poszczególnych organów. W takim przypadku konieczne jest odwołanie się do charakteru instytucji, do ukształtowanych zwyczajów konstytucyjnych, doktryny oraz orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego.
Dotychczas w literaturze polskiego prawa konstytucyjnego nie budziło wątpliwości, że prawo łaski to prawo państwa do darowania prawomocnie orzeczonej kary lub innych skutków o podobnym charakterze.
Prawo to nie służy jednak uniewinnieniu skazanego, nie unieważnia wydanego wyroku sądu, nie prowadzi nawet do przebaczenia winy sprawcy.
Jest to wyłącznie możliwość zrzeczenia się – w imieniu państw, przez uprawniony organ – egzekucji wymierzonej już kary.
Nie bez znaczenia w przedmiotowej sprawie będą także skrajnie polityczne pobudki działania głowy państwa. Prezydent nie podejmował swoich decyzji z powodów społecznych czy moralnych, lecz jedynie dążył do – jak sam oświadczył – „wyręczenia sądu”, aby ułatwić swojej byłej partii politycznej obsadę stanowisk rządowych.
Grzech drugi: Odmowa przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego
Kolejną decyzją Prezydenta RP, która wzbudziła wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją, była faktyczna odmowa przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm VII kadencji. Zaistniała sytuacja stała się także elementem wielomiesięcznej batalii, której częścią – w praktyce przedmiotem – stał się Trybunał Konstytucyjny.
Punktem wyjścia do późniejszych zdarzeń było uchwalenie w dniu 25 czerwca 2015 roku nowej wówczas ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, której art. 137 dawał możliwość Sejmowi VII kadencji dokonanie wyboru sędziów na wszystkie zwalnianie w 2015 roku stanowiska sędziowskie.
Poza materią niniejszego tekstu jest szczegółowa ocena uchwalonej wówczas ustawy. Ale warto przynajmniej krytycznie skomentować zarówno sam fakt uchwalania tak ważnej ustawy pod koniec kadencji Sejmu, jak i szczególnie umieszczenie w niej przepisu pozwalającego w niekonstytucyjny sposób zwiększyć kompetencje kreacyjne Sejmu danej kadencji.
W dniu 30 sierpnia 2015 ustawa weszła w życie, należy przy tym podkreślić, że prezydent Duda nie zgłosił swoich zastrzeżeń do konstytucyjności ustawy i nie wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w trybie kontroli następczej.
8 października Sejm VII kadencji wybrał pięciu sędziów TK: Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka, Andrzeja Jakubeckiego, którzy mieli być następcami: Marii Gintowt-Jankowicz, Wojciecha Hermelińskiego i Marka Kotlinowskiego (ich kadencje kończyły się 6 listopada 2015 roku), oraz Bronisława Sitka i Andrzeja Sokalę, którzy mieli być następcami sędziów: Zbigniewa Cieślaka (koniec kadencji 2 grudnia 2015) i Teresy Liszcz (koniec kadencji 8 grudnia 2015).
Jednak prezydent Duda nie umożliwił sędziom wybranym przez Sejm VII kadencji złożenia ślubowania w terminie umożliwiającym rozpoczęcie kadencji. W tej sytuacji doszło do naruszenia Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.
Prezydent RP, poprzez swoje działanie uniemożliwił rozpoczęcie sprawowania funkcji przez osoby legalnie wybrane przez kompetentny organ, w oparciu o obowiązujący akt prawny. Bezspornym jest bowiem, że wyłączna kompetencja do powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest w gestii Sejmu RP, a art. 21 ust. 1 ustawy o TK – co podkreślił Trybunał w uzasadnieniu do wydanego wyroku – „wyraża normę kompetencyjną, która nakłada na Prezydenta obowiązek niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.
Trybunał podkreślił także, że „odebranie ślubowania od sędziów TK nie może być postrzegane jako należące do ewentualnego uznania głowy państwa. Prezydent jest obowiązany przyjąć ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm na podstawie art. 194 ust. 1 Konstytucji. Nie ma w tym zakresie możliwości dokonywania samodzielnej, a przy tym swobodnej – zależnej jedynie od własnego uznania – oceny ani podstaw prawnych dokonanego wyboru, ani prawidłowości procedury, która została w danym wypadku zastosowana przez Sejm.
Prezydent jako organ władzy wykonawczej, nie jest bowiem uprawniony do ostatecznego i wiążącego inne organy państwa wypowiadania się o zgodności norm prawnych z Konstytucją. Nie ma również kompetencji w zakresie oceny legalności działań podejmowanych przez Sejm na podstawie powszechnie obowiązującego prawa.
Przyznanie Prezydentowi niczym nieograniczonej możliwości dokonywania takich ocen oznaczałoby podejmowanie działań bez podstawy prawnej. Wiązałoby się z naruszeniem zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji) oraz pozostawałoby w sprzeczności z zasadą, że Prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach (art. 126 ust. 3 Konstytucji)”.
Tak więc prezydent winien niezwłocznie przyjąć ślubowanie wybranych przez Sejm sędziów TK, a ostatnim akceptowanym momentem może być taki, który umożliwi rozpoczęcie kadencji nowego sędziego TK bezpośrednio po zakończeniu kadencji sędziego dotychczasowego, czyli najpóźniej w dzień poprzedzający koniec kadencji.
W przypadku wyboru sędziego na skutek powstałego wakatu w składzie TK, ślubowanie winno nastąpić w najbliższym dogodnym momencie po dokonanym wyborze. Jak stwierdził Trybunał: „Prezydent ma swoim działaniem stworzyć warunki ku temu, aby sędzia wybrany przez Sejm mógł niezwłocznie rozpocząć wykonywanie powierzonej mu funkcji urzędowej. Rola Prezydenta jest więc wtórna, a zarazem podporządkowana w swej istocie temu skutkowi, jaki wynika z wykonania przez Sejm powierzonej mu kompetencji wyboru sędziów TK”.
Nie realizując powyższego obowiązku Prezydent RP uniemożliwia sprawne funkcjonowanie organu konstytucyjnego oraz narusza postanowienia Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, co może być podstawą do pociągnięcia go do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu.
W przypadku będącym przedmiotem dokonywanej analizy, jedynie w sytuacji, w której głowa państwa złożyłaby wniosek o zbadanie konstytucyjności ustawy z 25 czerwca 2015 roku o Trybunale Konstytucyjnym kwestionując zgodność z Konstytucją art. 137 (będącego podstawą prawną wyboru dokonanego przez Sejm VII kadencji) powstałaby możliwość odroczenia momentu przyjęcia ślubowania.
Jednak nawet w takiej sytuacji – jak podkreślał Trybunał: „Podejmując taką decyzję, Prezydent bierze na siebie pełną, przewidzianą w Konstytucji odpowiedzialność za jej skutki”.
Należy więc uznać, że w analizowanej sytuacji nie wystąpiły żadne okoliczności uzasadniające możliwość odroczenia momentu przyjęcia przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ślubowania sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji. Prezydent winien więc niezwłocznie przystąpić do realizacji swojego obowiązku. Jednak w związku z wydanym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 roku, obecnie Prezydent winien przyjąć ślubowanie od 3 sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji w miejsce sędziów TK, których kadencja kończyła się 6 listopada 2015 roku.
Smutnym podsumowaniem powyższych rozważań stały się niedawne komunikaty prasowe wygłaszane przez przedstawicieli Kancelarii Prezydenta po ujawnieniu, że PiS zgłosiło jako kandydatów do TK m.in. byłych posłów Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.
Rzecznik prezydenta oświadczył, że „to parlament podejmuje decyzję o tym, kto jest wybierany na sędziów TK”. To oczywiście prawda, szkoda jednak, że taka refleksja pojawiła się tak późno. Ale może warto przypomnieć prezydentowi, że trójka prawidłowo wybranych sędziów TK nadal oczekuje na możliwość złożenie ślubowania…
Grzech trzeci: Aktywny uczestnik nocnego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez PiS
W działaniach podejmowanych przez partię rządzącą w celu politycznego przejęcia Trybunału prezydent Andrzej Duda był – niestety – aktywnym uczestnikiem. Zaakceptował, nieznajdujący uzasadnienia w normach Konstytucji, „wybór” dokonany przez Sejm VIII kadencji osób na miejsca zajmowane przez prawidłowo wybranych sędziów, a następnie – pod osłoną nocy – przyjął od nich ślubowanie. Wszystko po to, aby osoby te mogły zostać wprowadzone do siedziby Trybunału.
Prezydent sankcjonował również kolejne ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, w tym także podpisał 19 grudnia 2016 – w nocy! – ustawy: „Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym” oraz „O statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego”.
Żadna z nich nie przewidywała vacatio legis i obie weszły w życie już kolejnego dnia. Tak nadzwyczajny tryb był podyktowany chęcią uniemożliwienia przeprowadzenia zbadania ich zgodności z Konstytucją.
Na mocy przyjętej ustawy wprowadzone zostało – nieznane Konstytucji i naruszające zawarte w niej postanowienia o wiceprezesie Trybunału – stanowisko „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa Trybunału”. Na to stanowisko prezydent powołał sędzię Julię Przyłębską.
Z uwagi na brak takiej kompetencji w konstytucyjnym katalogu aktów zwolnionych z obowiązku uzyskania kontrasygnaty, zgodę na jej powołanie musiał wyrazić także Prezes Rady Ministrów. Należy jednak uznać, że uzależnienie możliwości działania sądu konstytucyjnego od decyzji organu władzy wykonawczej stanowi naruszenie art. 173 Konstytucji, w którym jest zawarta zasada odrębności i niezależności Trybunału od innych władz.
Kolejnego dnia – 20 grudnia 2016 roku – sędzia Julia Przyłębska, naruszając konstytucyjne uprawnienia wiceprezesa TK, zwołała Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Do udziału w nim dopuściła także osoby nieuprawnione („dublerzy”).
Przeprowadzono wówczas głosowanie, podczas którego na czternaście obecnych osób, jedynie sześć – w tym trzech dublerów – opowiedziało się za wyborem sędzi Przyłębskiej na prezesa Trybunału. Jednak – wbrew wymogowi zawartemu w ustawie – nie została przedstawiona zebranym i przegłosowana uchwała o wyborze Prezesa Trybunału Konstytucyjnego! Pomimo tych uchybień prezydent powołał Julię Przyłębską na Prezesa TK.
Grzech czwarty: sankcjonował naruszenia konstytucyjnych zasad mówiących o niezawisłości sędziów oraz niezależności sądów
Prezydent Andrzej Duda akceptował również i niezwłocznie podpisywał przedkładane mu ustawy zawierające normy literalnie sprzeczne z Konstytucją (m.in. ustawy o KRS, SN i sądownictwie powszechnym).
Działania głowy państwa sankcjonowały w ten sposób naruszenia konstytucyjnych zasad mówiących o niezawisłości sędziów oraz niezależności i odrębności sądów i Trybunałów.
Prezydent Andrzej Duda, pomimo przysługujących mu uprawnień, nie zrealizował więc ciążącego na nim obowiązku „czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji”.
Akceptował, a nawet publicznie wspierał swoimi wypowiedziami działania partii rządzącej, mające na celu naruszanie konstytucyjnych zasad ustroju. Nie sprostał obowiązkom, które na swoje barki przyjmuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wraz z objęciem urzędu i które tak pięknie zostały ujęte w rocie prezydenckiej przysięgi… „dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.
Ryszard Balicki
Roman Giertych: Senat może zablokować ustawy sprzeczne z Konstytucją

Roman Giertych
Dlaczego PiS do końca walczył o Senat, aby wreszcie dzisiaj ostatecznie przegrać? Bo w zapisach Konstytucji drzemie opcja atomowa Senatu, która może całkowicie zablokować niekonstytucyjne przepisy ustaw
Dlaczego PiS do końca walczył o Senat, aby wreszcie dzisiaj ostatecznie przegrać? Bo w zapisach Konstytucji drzemie opcja atomowa Senatu, która może całkowicie zablokować niekonstytucyjne przepisy ustaw.
W trakcie obowiązywania obecnej Konstytucji nie było przypadku, aby partia rządząca utraciła Senat. Stąd nikt się nie przyglądał zapisom Konstytucji rozważając co może Marszałek Senatu, a czego nie. Tymczasem Konstytucja RP zawiera dosyć enigmatyczny zapis dotyczący uprawnień Senatu. Cytuje w całości art. 121 Konstytucji:
„1. Ustawę uchwaloną przez Sejm Marszałek Sejmu przekazuje Senatowi.
2. Senat w ciągu 30 dni od dnia przekazania ustawy może ją przyjąć bez zmian, uchwalić poprawki albo uchwalić odrzucenie jej w całości. Jeżeli Senat w ciągu 30 dni od dnia przekazania ustawy nie podejmie stosownej uchwały, ustawę uznaje się za uchwaloną w brzmieniu przyjętym przez Sejm.
3. Uchwałę Senatu odrzucającą ustawę albo poprawkę zaproponowaną w uchwale Senatu uważa się za przyjętą, jeżeli Sejm nie odrzuci jej bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.”
Jak łatwo zauważyć Konstytucja narzuca obowiązek przekazania ustawy uchwalonej przez Sejm do Senatu. Obowiązek ten ciąży na Marszałku Sejmu i jak każdy tego typu obowiązek należy go wykonać niezwłocznie.
Konstytucja milczy natomiast w jakim terminie Marszałek Senatu ma przekazać uchwałę Senatu z poprawkami lub odrzuceniem ustawy do Sejmu. Termin 30 dni jest wyznaczony tylko na samo podjęcie uchwały i tylko w razie uchybienia temu terminowi uznaje się ustawę za uchwaloną w wersji sejmowej.
Nie jest jednak nic powiedziane o tym co się dzieje, gdy uchwała Senatu podjęta w czasie tych 30 dni nie zostaje przekazana do Sejmu. Zgodnie z art. 112 i art. 124 Konstytucji to Senat w swym regulaminie przyjmuje organizacje wewnętrzną i porządek prac. Wystarczy więc, aby większością głosów wprowadzić poprawkę do Regulaminu Senatu, która wprowadziłaby zasadę, że w przypadku zasadniczych wątpliwości co do konstytucyjności ustawy Marszałek Senatu ma obowiązek przed przekazaniem uchwały Senatu z poprawkami lub odrzuceniem ustawy do Marszałka Sejmu upewnić się, że wszystkie organy konstytucyjne uczestniczące w procesie legislacyjnym, czyli Sejm, Prezydent i Trybunał Konstytucyjny zostały obsadzone zgodnie z Konstytucją. W przypadku, gdyby orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego (tak jest obecnie w odniesieniu do trzech sędziów TK) uznano, że któregoś z tych organów jest nieprawidłowo obsadzony, to Marszałek Senatu miałby obowiązek się powstrzymać z przekazaniem uchwały Senatu do Sejmu RP do czasu prawidłowego obsadzenia tego organu. Ewentualnie takie uprawnienie można określić w Regulaminie Senatu dla Marszałka Senatu w przypadku ustaw dotyczących sądownictwa w odniesieniu do niekonstytucyjnego obsadzenia KRS.
Czy użycie tej opcji atomowej jest możliwe? Nie łamie ona Konstytucji, ale z pewnością narusza pewien dobry zwyczaj parlamentarny. Zwyczaj jest czymś dobrym, co należy chronić. Jednakże dobre zwyczaje muszą ustępować w sytuacji, gdy mamy zamach na Konstytucję. PiS w poprzedniej kadencji dopuścił się zamachu na Konstytucję. Mamy niekonstytucyjny skład KRS, a przede wszystkim mamy niekonstytucyjny Trybunał Konstytucyjny.
Jak wiemy TK uczestniczy w procesie legislacyjnym, gdyż Prezydent do TK może skierować ustawę przed jej podpisaniem. Stąd uważam że gdyby np. PiS chciał przegłosować odejście wszystkich sędziów sądów powszechnych i możliwość wybierania ich przez rząd, to uznałbym, że mamy oczywiste naruszenie Konstytucji, w której na bok należy odłożyć dobre obyczaje parlamentarne i skorzystać z opcji atomowej Senatu.
PiS doskonale wie, że opozycja może wywołać taki kryzys legislacyjny. Przyjęta bez przesłanej przez Marszałka Senatu uchwały ustawa (nawet gdyby Sejm przegłosował odrzucenie tej nieprzesłanej uchwały) nie stanowiłaby prawa i sądy nie miałyby podstaw do jej stosowania.
Regulamin Senatu stanowi bowiem obowiązujące prawo i sądy muszą stosować je wprost. Zawarta w tym regulaminie kompetencja Marszałka Senatu do faktycznego blokowania niekonstytucyjnych przepisów w przypadku stwierdzenia (co zrobił już w wyroku TK) nieprawidłowego obsadzenia któregoś z konstytucyjnych organów RP, nie mogłaby zostać podważona, gdyż Regulamin Senatu nie podlega pod niczyją ocenę. Czyli prawo uchwalone przez Sejm nie weszłoby w fazę stosowania.
Samo istnienie teoretycznej możliwości tej opcji atomowej powoduje, że PiS może zapomnieć o rewolucyjnych zmianach w sądach. Tym samym 321 głosów oddanych na stora z opozycji, który wygrał najmniejszą różnicą głosów i które przesądziły o wyniku wyborów, zadecydowały o tym, że PiS stracił możliwość złamania sądów. Dzisiejszy wybór Marszałka Senatu z opozycji, to koniec najgorszej części rewolucji PiS. I początek ich końca.
Roman Giertych
PS
Nie wierzę, aby się ktokolwiek zdradził z opozycji. Tak więc jeszcze przed ogłoszeniem wyników zakładam, że PiS dzisiaj przegra.
Adam Mazguła: Marsz Niepodległości. „Miało być radosne święto”

Adam Mazguła
Policji nie spodobał się napis KONSTYTUCJA na rondzie w Warszawie i chociaż bez problemu można było maszerować bez uszczerbku dla nikogo, uznali, że jest kryzys i zniszczyli napis oraz wynieśli obrońców ustawy zasadniczej. Znowu mamy tępych politycznych policjantów.
Miało być radosne święto i w zdecydowanej większości przypadków — było. Nie dochował jednak powagi krzykacz wiecowy, który ponownie wrzeszczał na Polaków, wykorzystując generałów jako tła swoich oświadczeń o wielkości Polski pod jego kierownictwem.
Kościół znowu zorganizował antypolską krucjatę „Wielkiej Polski Katolickiej” i pokaz mowy nienawiści. Jakaś nawiedzona katoliczka z obrazem „świętym” w dłoniach powoływała się na żydowskiego boga, wzywając do gazowania tychże Żydów, LGBT, SLD, PO…
Marsz Niepodleglosci czy inkwizycja….🤔 pic.twitter.com/uHkD8EnN55
— Thomaso70#SilniRazem (@Tomaso70) November 11, 2019
Policji nie spodobał się napis KONSTYTUCJA na rondzie w Warszawie i chociaż bez problemu można było maszerować bez uszczerbku dla nikogo, uznali, że jest kryzys i zniszczyli napis oraz wynieśli obrońców ustawy zasadniczej. Znowu mamy tępych politycznych policjantów.
Warte odnotowania były też maski na twarzach narodowców, obelgi, race, brunatne treści skandowanych haseł, chamstwo, agresja, palenie flag i moralne otępienie uczestników prawicowego marszu w Warszawie. Zamieszki we Wrocławiu, w Warszawie i kto wie gdzie jeszcze! Taka nasza Polska tradycja…
Poza tym była piękna pogoda i ludzie godnie świętowali rocznicę odzyskania niepodległości. Śpiewali, radowali, spotykali się i wspominali, składając hołd twórcom naszej wolności.
Niech tak będzie.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Roman Giertych. List do szefa MON Mariusza Błaszczaka: niech Pan ratuje stolicę!

Roman Giertych
Zamierza Pan ścigać terrorystów z grupy Lotnej Brygady Opozycji. Po trzykroć brawo panie Ministrze! Nie można pozwolić, aby wrogie czołgi bezkarnie buszowały po głównym placu Warszawy.
Szanowny Panie Ministrze!
Dowiedziałem się, że zamierza Pan poprzez prokuraturę ścigać terrorystów z grupy Lotnej Brygady Opozycji. Brawo, brawo, po trzykroć brawo panie Ministrze! Nie można pozwolić, aby wrogie czołgi bezkarnie buszowały po głównym placu Warszawy. Plac na którym spoczywa spiżowy wzrok pomnika profesora Prezydenta RP Lecha Aleksandra Kaczyńskiego musi na zawsze być wolny od wrogich sił pancernych!
Tzw. „happening” KODu pod Grobem Nieznanego Żołnierza to absolutny skandal. Nie ma akceptacji dla takich zachowań. MON złoży zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znieważenia żołnierzy Wojska Polskiego.
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) November 11, 2019
Jeszcze bardziej niepokojące było przenikanie obcej marynarki wojennej do fontann placu, gdzie zdaje się na stałe zainstalowała się łódź podwodna w/w brygady. Ta hańba polskiej marynarki wojennej może być zmyta tylko krwią! A przynajmniej zarzutami prokuratorskimi.
Nie może być tak, że po stolicy pływają sobie bezkarnie łodzie podwodne, a okręty podwodne Marynarki Wojennej stoją nadal uziemione ze względu na potrzebę wymiany części do kotłów parowych (trudno dostępnych w obecnych czasach).
Apeluję do Pana, aby następnym razem, przed kolejną miesięcznicą, nasze stawiacze min zaminowały akweny w stolicy, aby uniemożliwić wrogie przenikanie. Nadto w tej sytuacji pomysł Pańskiego Wielkiego Poprzednika – Marszałka-Seniora Antoniego Macierewicza, aby przenieść siedzibę Marynarki Wojennej do Radomia wydaje się w pełni uzasadniony.
Skoro już stolica jest wystawiana na ryzyko wrogich odwiedzin obcych okrętów podwodnych, to czas bazę marynarki wycofać dalej na południe (nadto jak powiedział pan minister Suski ewentualna ewakuacja samolotami marynarzy do Afryki byłaby szybsza z Radomia, niż z Warszawy).
Panie Ministrze!
Bez Pana nasz kraj zostałby bezbronny wobec ataków tej lotnej brygady. Można powiedzieć o Panu i Pana współpracownikach słynne zdanie Churchilla: jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu. Niech Pan ratuje naszą stolicę! Tylko w Panu nadzieja!
Roman Giertych
PS
Zauważyłem, że w stawie niedaleko mojego domu coś zabulgotało. Czy może Pan pilnie wysłać na miejsce prokuraturę?
Stefan Niesiołowski: pisowcy idą po władzę i po Polskę. Na razie bez zahamowań

Stefan Niesiołowski
Pierwszym ruchem powinno być pozbycie się Schetyny i już nowe kierownictwo powinno prowadzić całą kampanię prezydencką.
Na razie pisowcy idą po władzę i po Polskę bez zahamowań. Nie będzie żadnych działań przeciwko Banasiowi, Glapiński może spać spokojnie, Morawiecki z niczego nie będzie się rozliczał, pieniądze z budżetu państwa będą przelewane do kieszeni i instytucji służących pisowskiej Polsce, propagandzie, kłamstwu i nienawiści. Służby specjalne, wymiar sprawiedliwości, publiczne media będą na użytek jednej partii, historia będzie zakłamywana, a przeciwnicy reżimu represjonowani, nękani, opluwani, czasami zatrzymywani. Nic się w najbliższym czasie nie zmieni, a jeśli to na gorsze.
Polska staje się atrapą demokracji i mamy cały szereg atrap, które tak jak w PRL-u noszą nazwy rzeczywistych instytucji, ale oznaczają co innego.
Atrapą od dawna jest TK, media publiczne, znaczna część wymiaru sprawiedliwości, IPN, Rada Mediów Narodowych itd. Cała Polska powoli stacza się w kierunku bycia jedną wielką atrapą tym razem nie z woli obcego państwa, a decyzją rodzimego reżimu umocowanego z woli części ogłupionego, przekupionego i bezwolnego społeczeństwa. Nawet takie zupełnie wtórne i detaliczne elementy jak marszałek senior, różni rzecznicy, prezesi fundacji, ministrowie i wreszcie p. prezydent stają się jedynie wykonawcami decyzji centralnego ośrodka politycznego jakim jest coś w rodzaju pisowskiego biura politycznego. Cała reszta pełni wyłącznie rolę wykonawczą i wtórną.
System do złudzenia przypomina system Polski Ludowej z jedną fundamentalną różnicą, przemoc jest obecnie stosowana w stopniu absolutnie wyjątkowym, a władza używa wielu instrumentów i nacisków, ale nie sięga po środki typowe dla represyjnych reżimów. W tym sensie żyjemy w łagodnej i infantylnej dyktaturze, która trzyma się na przekupstwie społeczeństwa, pustych obietnicach, kłamstwie, propagandzie i skrajniej nieudolności przeciwników.
Atrapą staje się Kościół, który w wielu rejonach Polskie pełni funkcję pisowskiego sztabu wyborczego, którego propaganda w wykonaniu Rydzyka czy wielu tzw. katolickich gazet jest mieszaniną nieudolnych kłamstw i propisowskiej agitki.
Kościół, w którym więcej jest o PiS-ie niż o Panu Jezusie, gdzie chroni się pedofilów, korzysta z państwowych pieniędzy, szkaluje, oczernia przeciwników obecnej władzy, popiera nacjonalizm, rasizm, antysemityzm, czy jawny idiotyzm jak przeciwników ewolucji, szczepienia dzieci, czy fałszowanie historii nie jest specjalnie do niczego potrzebny, poza utrzymaniem władzy przez pisowców.
Można oczywiście żartować twierdząc, że władza ma przed sobą dalsze możliwości i pole działania np. Banaś na prezydenta (czy to takie niemożliwe wobec marszałka seniora Macierewicza?), na premiera Karczewski w ramach rekompensaty, Zalewska ministrem energetyki, ministrem kultury Krynicka lub Suski, ministrem skarbu Bierecki. Ponadto powołuje się Narodową Radę Prawdziwej Polski, która decyduje, które ustawy i uchwały są zgodne z narodowym interesem, ma prawo pozbawiać mandatów, stanowisk i aresztować (do 6-ciu miesięcy) za działanie wbrew żywotnym interesom Polski. W skład Rady wchodzą z urzędu prezes partii rządzącej, premier, biskup Krakowa, Rydzyk, p. Duda, Macierewicz i p. Przyłębska, minister spraw wewnętrznych i min. sprawiedliwości. Ten organ w praktyce zatwierdza też listy kandydatów do parlamentu, stwierdza ważność wyborów i generalnie kieruje sprawami kraju. Każdy sprzeciw wobec decyzji tej Narodowej Rady jest karany.
Jest to z grubsza model, który sprawdza się w Iranie, gdzie mamy pełną symbiozę władzy duchownej i świeckiej i nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki w pełni przecież demokratyczny i odpowiadający żywotnym interesom Polski model wprowadzić w naszym kraju?
Na razie mamy jeszcze wybory prezydenckie, być może przesądzające o losach Polski na wiele lat.
Niestety działania PO są wszystkim tylko nie scenariuszem zmierzającym do odsunięcia od władzy p. Dudy.
Prawybory w PO służą wyłącznie utrzymaniu władzy przez Schetynę, a to droga do klęski. I to zarówno prawybory szefa PO, jak i kandydata na prezydenta. Kandydat ten powinien być wybrany przez nowe kierownictwo, a nie wlec za sobą „charyzmę” i „popularność” Schetyny.
Jaki jest sens walczyć o nominację prezydencką skoro jest jasne, że w PO wygra Kidawa-Błońska mająca z kolei minimalne szanse na wygranie z Dudą.
Pierwszym ruchem powinno być pozbycie się Schetyny i już nowe kierownictwo powinno prowadzić całą kampanię prezydencką. To nie będzie tylko klęska, chociaż będzie miała jeden przyjemny aspekt – wyrzucenie Schetyny tym razem kopniakami z demokratycznej polityki, chyba pójdzie do PiS-u lub Korwina? Ale cena jaką zapłaci Polska, będzie makabryczna pięć lat p. Dudy.
Stefan Niesiołowski
Niszczyciel polskiej armii, twórca kłamstw smoleńskich, polityczny ojciec Misiewicza.
— PlatformaObywatelska (@Platforma_org) November 5, 2019
Antoni #Macierewicz został przez prezydenta Andrzeja Dudę ogłoszony marszałkiem seniorem Sejmu.
PiS nie ma hamulców w dzieleniu Polaków. pic.twitter.com/q9GvfCLawI
Roman Giertych: Protokół rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym z dnia 2 lutego 2021 roku

Roman Giertych
Przewodnicząca przerywa: - Znowu te obywatelskie ścierwa będą nas pouczać przeklęte zdradzieckie mordy. Tu jest Trybunał kanalio, a nie wasze wiece antykonstytucyjne. Wyrok wydamy za 10 minut.
Przewodniczy: Krystyna Pawłowicz
Sędzia referent: Stanisław Piotrowicz
Sędzia: Julia Przyłębska
Woźny: – Proszę wstać, Trybunał idzie.
Przewodnicząca: – Siadać i mówić kto przyszedł.
Pełnomocnik składającej skargę konstytucyjną: – W imieniu skarżącej adwokat Jan Kowalski. W imieniu Prokuratorii Generalnej: radca Jan Nowak.
Skarżąca: Justyna Gaworek.
Sędzia sprawozdawca przedstawia sprawę:
– Skarżąca wnosi o uznanie za niezgodne z Konstytucją przepisów ustawy emerytalnej, która pozbawiła emerytur tych, którzy rozpoczęli pracę w czasie, gdy istniała Polska Rzeczpospolita Ludowa oraz członków ich rodzin. Skarga dotyczy ustawy, którą Sejm przyjął w związku z problemami budżetu Państwa w dniu 18 września 2020 roku (mlaskanie).
W tym miejscu pełnomocnik skarżącej wstaje i prosi przewodniczącą o skupienie się na referacie, gdyż sprawa dotyczy nie tylko jego klientki, ale wielu milionów obywateli.
Przewodnicząca: – Milcz chamie.
Sędzia sprawozdawca: – proszę, aby mecenas nie pouczał przewodniczącej, która spożywa zasłużony posiłek.
Sędzia Przyłębska zwraca uwagę, że wobec pełnomocnika warto rozważyć odpowiedzialność dyscyplinarną za niegodne sali sądowej zachowanie.
Przewodnicząca: – Do prokuratora Cię podamy chamie, znieważyłeś wysoki urząd.
Pełnomocnik skarżącej siada.
Sędzia referent kontynuuje przedstawianie skargi i przedstawia komentarz: – Zwykle sędzia referent powinien powstrzymać się przed wyrażaniem opinii do momentu wyrokowania, ale (w tle mlaskanie), ponieważ skarga dotyczy praw osób, które pracowały dla komunistycznego państwa, to jej niezasadność jest oczywista na pierwszy rzut oka. Tylko nieliczne osoby pracujące w tamtym systemie – dodaje referent – mają tak piękną kartę, jak ja i mogą zgodnie z orzeczeniem ZUS zachować prawo do emerytury. Osoby, które nie walczyły aktywnie z komuną, takich praw nie posiadają.
W tym miejscu wstaje skarżąca i mówi, że jej mąż zginął w kopalni „Wujek”.
Przewodnicząca: – Zamknij się babo!
Referent: – To znaczenia nie ma, gdyż sprawa dotyczy emerytury dla Pani, a nie dla Pani męża.
Skarżąca: – Ale on nie żyje!
Przewodnicząca: – Bo każę Cię wywłoko wyprowadzić! Przerywasz rozprawę TK. Za to grozi surowa kara.
Referent: – To jeśli nie żyje, to już emerytury nie potrzebuje.
Pełnomocnik skarżącej: – Wysoki Trybunale! Ale przecież moja Mocodawczyni utraciła jedyne źródło utrzymania!
Przewodnicząca: – Stul mordę, powiedziałam! Jak chcesz coś powiedzieć to na kolana!
Sędzia Przyłębska: – Czy mogę prosić o przyspieszenie posiedzenia, bo o 14 przychodzi do mnie ktoś ważny na zupę.
Referent: – Przepraszam bardzo pani sędzio, nie wiedziałem, że obowiązki wzywają i w takim razie kończę referat.
Przewodnicząca: – Jakieś wystąpienia?
Prokuratoria: – Wysoki Trybunale! Wniosek jest bezprzedmiotowy i w rzeczywistości służy tylko poprzedniej kaście posiadaczy i wspiera łże-elity.
Przewodnicząca: – Brawo! Wszystkich ich do obozów pracy! Niech się tam odwołują!
Pełnomocnik skarżącej: – Wysoki Trybunale! Skarga dotyczy fundamentalnego prawa obywatelskiego, które…
Przewodnicząca przerywa: – Znowu te obywatelskie ścierwa będą nas pouczać przeklęte zdradzieckie mordy. Tu jest Trybunał kanalio, a nie wasze wiece antykonstytucyjne. Wyrok wydamy za 10 minut.
Wszyscy wstają, Trybunał wychodzi na naradę. Wraca po 5 minutach.
– Skargę należało oddalić – ogłasza przewodnicząca – Gdyż komunistyczne ścierwa pracujące w czasach komuny nie mogą liczyć na miłosierdzie dobrej zmiany. Niech żrą trawę-dodaje.
Koniec protokołu.
Roman Giertych
Ten kraj schodzi na psy……. pic.twitter.com/1OtLbWLUUv
— Anty (@Robert_Anty_Pis) November 10, 2019
Marcin Zegadło: w przededniu Marszu Niepodległości

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Piszę o tym w przededniu tego, co od kilku lat nazywamy Marszem Niepodległości. Piszę o tym, ponieważ odradzający się w Polsce nacjonalizm i sympatia władz państwowych dla ruchów faszystowskich stwarza warunki do powrotu faszyzmu jako formy sprawowania władzy. Nacjonalizm nasączony religijnym fundamentalizmem staje się oficjalną narracją władz państwowych i w tym duchu pisana jest „nowa historia” Polski. Temu sprzyja hierarchia polskiego Kościoła Katolickiego
Nocą z 9 na 10 listopada 1938 roku w III Rzeszy władze państwowe doprowadziły do zorganizowanego pogromu ludności żydowskiej. Niemieccy obywatele żydowskiego pochodzenia byli mordowani, bici, a ich mienie oraz obiekty kultu religijnego były niszczone, trawił je ogień. Szkło z rozbitych szyb posypało się na niemieckie ulice, a wszystko to wobec bezczynności niemieckich organów państwowych, pod okiem policji, która miała ograniczyć się wyłącznie do zabezpieczenia „mienia aryjskiego”. W pogromach uczestniczyły bojówki NSDP (SA) oraz członkowie SS. Zamordowano niemal sto osób, zniszczono ponad siedem tysięcy żydowskich sklepów, spalono ponad 170 synagog, w obozach koncentracyjnych zamknięto ponad dwadzieścia tysięcy Żydów.

Piszę o tym w przededniu tego, co od kilku lat nazywamy Marszem Niepodległości.
Piszę o tym dlatego, ponieważ polskie święto niepodległości zawłaszczyła prawa strona polskiej sceny politycznej, nadając jego obchodom charakter nacjonalistycznego capstrzyku, a płonącym pochodniom i racom towarzyszą nacjonalistyczne, ksenofobiczne, homofobiczne, rasistowskie hasła i akcenty. Wszystko to wobec zgody i przychylności władz państwowych. Podczas incydentów, przemocy używa się głównie wobec protestujących przeciwko takiemu kształtowi obchodów dnia 11 listopada. Następnie protestującym przeciwko faszyzacji życia społecznego państwo wytacza procesy i stosuje wobec nich różnego rodzaju uciążliwości.

Piszę o tym, ponieważ odradzający się w Polsce nacjonalizm i sympatia władz państwowych dla ruchów faszystowskich (ONR, Młodzież Wszechpolska) stwarza warunki do powrotu faszyzmu jako formy sprawowania władzy, sposobu myślenia o Polsce, wraca jako wizja kształtu tego państwa. Nacjonalizm nasączony religijnym fundamentalizmem staje się oficjalną narracją władz państwowych i w tym duchu pisana jest „nowa historia” Polski, w tym duchu jest interpretowana. Temu sprzyja hierarchia polskiego Kościoła Katolickiego.

Piszę o Nocy Kryształowej, między innymi dlatego, ponieważ kilka lat po niej, 20 stycznia 1942 roku w podberlińskim Wannsee, pod przewodnictwem Reinharda Heydricha oraz przy organizacyjnej pomocy Adolfa Eichmanna odbyła się konferencja, w której wzięli udział wysocy funkcjonariusze SS oraz funkcjonariusze niemieckich struktur sprawowania władzy, konferencja, podczas której podjęto decyzje dotyczące ludobójstwa na Żydach, które eufemistycznie określono mianem Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej (Endlösung der Judenfrage), w konsekwencji czego Niemcy i kolaborujące z nimi inne narody europejskie uczestniczyły w wymordowaniu 6 milionów europejskich Żydów, w tym ponad miliona dwustu tysięcy dzieci.
Piszę o tym dlatego, ponieważ to wszystko było efektem działania ludzi, dla których nacjonalizm był natchnieniem. Ludzi, którzy żyli w przekonaniu, że istnieją narody zasługujące na to, aby kosztem innych nacji urządzić sobie przestrzeń życiową, narody, które mają prawo odmówić prawa do fizycznego istnienia innym narodom, innym ludziom. Piszę o tym dlatego, ponieważ to wciąż jest możliwe i wciąż wydarza się lub może się wydarzyć. Ponieważ skala tego zjawiska może być większa niż się spodziewamy. Ponieważ wystarczy odwrócić wzrok, żeby ten proces ułatwić tym, którzy znajdą w sobie determinację, żeby go przeprowadzić. Ponieważ tutaj nie chodzi wyłącznie o narodowość, tutaj chodzi o homofobię, ksenofobię, o prawa człowieka, których odmawia się części społeczeństwa.
Kiedy studiowałem w Łodzi, w latach dziewięćdziesiątych, spacerując ulicami miasta potykałem się o krawężniki zrobione z macew. Krawężniki zrobione z żydowskich kamieni nagrobnych. Takie macewy posłużyły również do budowy murów kościelnych na polskiej prowincji, do budowy chodników, były wykorzystywane jako budulec dość powszechnie i bez ograniczeń, wystarczy uważnie patrzeć pod nogi. A doprowadził do tego nie tyle nacjonalizm, który przybrał kształt niemieckiego faszyzmu, czyli nazizm, co fakt, że tej ideologii zaufały miliony zwykłych ludzi. Miliony ludzi, które później wzięły udział lub bezczynnie przyglądały się mordowaniu swoich sąsiadów.

Dlatego w przededniu Marszu Niepodległości, który (obawiam się) jak co roku stanie się orgią nacjonalizmu życzę Państwu, żeby nikt nigdy z Państwa przyszłych nagrobków nie zrobił krawężnika. Żeby Państwa imiona i daty, w których zamknie się Państwa życie, dostępne były jedynie na cmentarzach. Ponieważ, żeby sprawy potoczyły się inaczej, wystarczy uwierzyć, że ludzie różnią się od siebie do tego stopnia, że jedni mają prawo do życia i do wolności, a innym się tego prawa odmawia w majestacie i za pośrednictwem prawa stanowionego przez władze państwowe.
Wszystko przed nami. Maszerujcie mądrze.
Marcin Zegadło
Adam Mazguła: Tylko ludzi szkoda

Adam Mazguła
Za pół roku mamy wybrać Prezydenta Polski, który powinien być niezależny politycznie. Ma być prezydentem wszystkich Polaków i reprezentować ich przed partyjną władzą. Więc co? Ma się wywodzić ze „stajni partyjnej” dyktatorów i być niezależnym. Przecież to nie jest możliwe. To wielka ściema i kłamstwo.
Za pół roku mamy wybrać Prezydenta Polski, który powinien być niezależny politycznie. Ma być prezydentem wszystkich Polaków i reprezentować ich przed partyjną władzą. Więc co? Ma się wywodzić ze „stajni partyjnej” dyktatorów i być niezależnym. Przecież to nie jest możliwe. To wielka ściema i kłamstwo.
Polska to dziwny kraj, w którym partie polityczne zdobyły tyle nienależnych uprawień, że każde wybory stają się licytacją na odmianę dyktatora.
Wszystkie istniejące i znaczące partie polityczne są zarządzane przez wodzów, nieomylnych i przemądrzałych. To oni, jak bogowie decydują o dopuszczeniu do koryta wszystkich swoich współpracowników, a właściwie pochlebców i lizusów. Umieszczając ich na czele list wyborczych w kraju, w którym wmówiono narodowi, że mają głosować na pierwszych umieszczonych na tej liście, to pewność wyboru do władz i wpływów w kraju. To wielka moc sprawcza i przywilej.
Taki system robi z liderów partyjnych pyszałków i nagradza ich zabetonowane partyjne koterie. Tylko wyborcy łudzą się, że to oni wybrali swojego przedstawiciela!? Ha! Ha! Ha!
Ten system wyklucza możliwość startu w wyborach niezależnego kandydata, który nie „ukląkł” przed liderem partyjnym. Przekonałem się o tym boleśnie i na własnej skórze. System wzajemnych powiązań powoduje wrogość medialną, blokowanie dostępu do władz i instytucji regionalnych, do spotkań zależnych od miejscowych członków każdej partii, a tylko tacy dzisiaj pełnią funkcje, do biur reklamowych i miejsc na prezentację. Wszystko jest systemem. A kiedy znajdziesz jakiś sposób i zaczynasz prowadzić kampanię wyborczą w miarę rozsądnie, przyjedzie jakiś nawiedzony dureń, nawet jak jest byłym prezydentem, aby we wszystkich możliwych mediach regionalnych przekonać wyborców, że były członek PiS-u lub uczestnik władzy regionalnej od stanu wojennego po obecne czasy jest uzgodnionym przedstawicielem opozycji. Powtarzam, opozycji! Podłość! Jednak o tym, może przy innej okazji.
Za pół roku mamy wybrać Prezydenta Polski, który powinien być niezależny politycznie. Ma być prezydentem wszystkich Polaków i reprezentować ich przed partyjną władzą. Więc co? Ma się wywodzić ze „stajni partyjnej” dyktatorów i być niezależnym. Przecież to nie jest możliwe. To wielka ściema i kłamstwo.
Jeżeli prezydent ma być niezależny, to powinniśmy mieć możliwości wybierania ludzi światłych, przyzwoitych i niezależnych. Ludzi odważnych, mądrych i doświadczonych życiowo, zrównoważonych emocjonalnie, zdrowych i w miarę młodych, umiejących nieść ze sobą majestat urzędu i państwa, a nie kolejnych przydupasów prezesów, fircyków wiecowych i notariuszy.
Dla mnie takim kandydatem na prawdziwego męża stanu jest profesor Adam Bodnar, czy też Marcin Matczak…
Problem jest jednak w tym, że to, co jest ich mocą – niezależność partyjna, jest też ich zgubą, bo członkowie partii chcą swoich kandydatów, swoje nadzieje na intratne stołki i władzę, a ich jest dużo. Ponadto, niezliczone telewizyjne programy informacyjne żyjące z polityków zaszczują każdego, kto zechce wyjść na to zabetonowane partyjnie podwórko. Więc w praktyce, kto może zostać Prezydentem Polski? Każdy, kto pięknie klęczy i wybierze go kacyk najmodniejszej partii. Reszta to teatr dla gawiedzi, gry pozorów i kłamstw, igrzyska śmiesznych obietnic i nigdy nieosądzonych politycznych nieuczciwości.
Śmieszy mnie ten festiwal głupot jak chociażby ta: Przedstawiajcie kandydatów na prezydenta, bo A. Duda już prowadzi kampanię wyborczą. Ha! Ha! Ha! Przecież prowadzi ją stale tak jak PiS i to przy bezprawnym użyciu wszystkich możliwych środków publicznych od 4 lat! Jednak stacje medialne muszą mieć o czymś i o kimś mówić.
Gra pozorów trwa, tylko ludzi szkoda! Tych, co stoją przed sądami w ich obronie. Tych, co bronią Konstytucji i przeciwstawiają się faszystowskim marszom. Tych, którzy odważnie ujawniają patologie władzy i są za to ścigani przez aparat państwa… Kto ich dzisiaj reprezentuje? Człowiek nieporozumienie – G. Schetyna, zwolennik klauzuli sumienia Kosiniak-Kamysz, czy też oszust K. Gawkowski? Czy któryś z tych partyjniaków zainteresował się sprawami sądowymi tych ludzi walczących o ich odmianę władzy?
Tylko ludzi szkoda!
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Adam Mazguła: Polska wam tego nie zapomni

Adam Mazguła
Wciąż walczymy o świadomość społeczną. Musimy nagłaśniać patologie władzy, rozmawiać o tym, uświadamiać. W innym przypadku poddamy się prowokacji Kaczyńskiego wzywającej do przemocy, na którą przygotowywał służby siłowe i propagandowe od 4 lat. Zmieniał ministrów i dowódców, trenował uliczne zadymy, przekupywał podwyżkami, sporządzał listy opozycyjnych działaczy, tworzył propagandowe mity i kłamstwa, aby wykorzystać je do agresji…
Kocham moich rodaków i wierzę w ich człowieczeństwo. Często jednak zastanawiam się, jak łatwo nimi manipulować szczególnie wtedy, gdy niesiony przekaz jest agresywny, a odbiorcy są zagubieni w swoim analfabetyzmie postrzegania świata.
Wybitnym w tym zakresie propagandowym geniuszem kłamstwa, Goebbelsem naszych czasów jest prezes TVP, wspierany przez medialne imperium zła, jakim jest szkoła T. Rydzyka i prasa braci Karnowskich.
Ilość tych kłamstw, które „ciemny lud kupuje” jest zdumiewająca. Jak przyznał M. Kuchciński, przekaz jest dopasowany do niskiego stopnia inteligencji odbiorców PiS. Jak niskiego stopnia, każdy widzi.
Jacek Kurski, bracia Karnowscy… i ich przemysł propagandowy PiS-u okalecza ludzkie umysły na lata i nie wiadomo jak groźną hydrę pielęgnuje. Nie ma już pytania, czy, ale kiedy ich budowana nienawiść zostanie skonsumowana w wybuchu nastrojów społecznych, w jakiejś narodowej wojnie domowej.
Ile jeszcze J. Kurski zamorduje polskich umysłów, ilu ludzi zamorduje w sensie dosłownym, obyśmy nigdy nie zobaczyli. Przykładów efektów tej zabawy propagandą nienawiści, którą sami zainteresowani nazywają ciężką pracą, jest bardzo wiele.
Mnie szkalują kłamstwami publicznymi i manipulacją już 4 lata. Jestem pewien, że każdy może swoimi przykładami sypać jak z rękawa obfitości. Posłużę się jednak jednym z takich przykładów dla zobrazowania problemu. (tu skan oszołoma obiecującego mi śmierć).
Brawo mordercy młodych umysłów, bogowie nienawiści i kłamstwa, J. Kaczyński, J. Kurski, T. Rydzyk, bracia Karnowscy… Polska wam tego z pewnością nie zapomni.
Dwa miesiące po opublikowaniu tego powyżej zamieszczonego tekstu, zmanipulowany przez PiS-media zwolennik partii Jarosława Kaczyńskiego zamordował na scenie, podczas Finału WOŚP w Gdańsku, Pawła Adamowicza.
Jak to obecnie rządzący Polską mają w zwyczaju, żaden z przestępców gospodarczych na wielką skalę, bandytów, krętaczy i morderców Kaczyńskiego nie poniósł kary. Przeciwnie, za zasługi dla partii awansują na kolejnych ministrów lub dobrze płatne niezależne posady.
Jednak za sprawą Kaczyńskiego nasila się ubliżanie myślącym Polakom, dokonuje on kolejnych bezczelnych prowokacji awansami ludzi skompromitowanych, jakby czekał na kolejny akt przemocy, na kolejną niewinną krew, która wstrząśnie krajem i pozwoli mu wygrać następne, już ostatnie w serii demokratycznych, wybory prezydenckie. Zdenerwowanie społeczne, pogarda dla jego łajdactwa przekracza wszelkie granice, tylko patrzeć, jak ktoś nie wytrzyma tego ciśnienia.
Odpuśćmy trochę, nabierzmy powietrza w płuca i nie dajmy się sprowokować. Droga jest jedna — przez wybory.
Wciąż walczymy o świadomość społeczną i ona jest tu najważniejsza. Musimy nagłaśniać patologie władzy, rozmawiać o tym, uświadamiać. W innym przypadku poddamy się prowokacji Kaczyńskiego wzywającej do przemocy, na którą przygotowywał służby siłowe i propagandowe od 4 lat. Zmieniał ministrów i dowódców, trenował uliczne zadymy, przekupywał podwyżkami, sporządzał listy opozycyjnych działaczy, tworzył propagandowe mity i kłamstwa, aby wykorzystać je do agresji…
To nie są jakieś tam działania, to przemysł podłości i kłamstwa dawkowany ludziom, którzy ufają KK. lub nie maja innych źródeł informacji.
Zachowajmy naszą cenną krew do ratowania ludzi, a nie do rozlewania po ulicach i komisariatach PiS-chamstwa. Jeszcze mamy szansę to zmienić w sposób cywilizowany i nie rezygnujmy z niej.
Nie wolno ulegać prowokacji ani się też załamywać, to walka o nasze demokratyczne wartości, o wolność i prawo do szczęścia.
Cierpliwość i aktywność z pewnością zostanie nagrodzona,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |









