Marcin Zegadło. „Został zabity jak pies”. Czy Trump jest odpowiednim człowiekiem dla zapewnienia „światu” bezpieczeństwa?

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
„Świat stał się bezpieczniejszy” – powiedział Trump. No właśnie. Mam , co do tego pewne wątpliwości. Po tym jak Trump zdradza Kurdów, swoich sojuszników w walce z tzw. Państwem Islamskim, którzy teraz umierają od tureckich bomb i są przez Turków mordowani, po tym z jaką satysfakcją Trump porównuje śmierć człowieka do psiej śmierci, która jako taka, jak rozumiem ma być śmiercią haniebną.
Prezydent Donald Trump potwierdził, że przywódca tzw. Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Bagdadi nie żyje. Zginął w wyniku operacji amerykańskich sił specjalnych.
„He died like a dog. He died like a coward. The world is now a much safer place.”
— Washington Examiner (@dcexaminer) October 28, 2019
— @realDonaldTrump said about Abu Bakr al-Baghdadi’s death. pic.twitter.com/mW6ddMUUig
Prezydent Donald Trump potwierdził tę informację wskazując, że Bakr al Bagdadi „został zabity jak pies”.
Trochę to komiksowe, prawda? Trochę filmowy frazes. Zdałoby się, Trumpa w tej scenie reżyserował Pasikowski. Odruchowo szukam za plecami Trumpa, Franca Maurera z papierosem w ustach i ze zbolałą miną. „Co ty wiesz o zabijaniu, Donald?” Mówi Franc i puszcza dym nosem. Takie buty.
Bagdadi zginął wraz z trójką własnych dzieci, które „zabrał ze sobą” w samobójczej eksplozji osaczony przez amerykańskie służby specjalne. Trump informując o śmierci Bagdadiego wiedział o tym, mimo to używa niewybrednego języka delektując się brutalnością tej śmierci.
Thank you to @MarthaRaddatz and @TerryMoran for a job well done! pic.twitter.com/mcHjqX1K2L
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) October 27, 2019
Umówmy się, zginął ktoś, komu przypisać można wiele wyrządzonego zła. Zastanawiam się tylko, czy jeden z najpotężniej ludzi na świecie używa odpowiednich porównań. Pominę rozważania nad odbieraniem godności umierania zwierzętom i traktowanie tego braku godności jako zjawiska, w swojej istocie, naturalnego, jako przeciwwagi dla śmierci ludzkiej. Dla mnie to obrzydliwe. Dla Trumpa najwyraźniej nie.
„Świat stał się bezpieczniejszy” – powiedział Trump. No właśnie. Mam , co do tego pewne wątpliwości. Po tym jak Trump zdradza Kurdów, swoich sojuszników w walce z tzw. Państwem Islamskim, którzy teraz umierają od tureckich bomb i są przez Turków mordowani, po tym z jaką satysfakcją Trump porównuje śmierć człowieka do psiej śmierci, która jako taka, jak rozumiem ma być śmiercią haniebną. Po wszystkich wątpliwościach dotyczących jego „słabości” do przywódcy Rosji. Po tym wszystkim zastanawiam się, czy Trump jest odpowiednim człowiekiem dla zapewnienia „temu światu” bezpieczeństwa? I niech to będzie pytanie o wysokim stopniu retoryczności.
Zostawmy metaforę z Maurerem przenosząc ją do miasteczka pośród smaganej słońcem prerii. Innymi słowy, czy ktoś, kto pyszni się jak małomiasteczkowy szeryf, że jego przeciwnik „został zabity jak pies” powinien odpowiadać za czyjekolwiek bezpieczeństwo, nie wspominając już o bezpieczeństwie tej planety?
„Nope!” – mówi Wyatt Earp o twarzy Kevina Costnera i wolno oddala się w kierunku słońca, które zachodzi nad miasteczkiem. Taki kadr.
Marcin Zegadło
Manuela Gretkowska: POLAKOHOLIK

Manuela Gretkowska
Kaczyński, jest tak ubóstwiany przez partyjnych wyznawców za pieniądze i stanowiska, które się im należą, że wkrótce będą go nazywać: „Bóstwo, Prezes Kaczyński”.
Kaczyński, jest tak ubóstwiany przez partyjnych wyznawców za pieniądze i stanowiska, które się im należą, że wkrótce będą go nazywać: „Bóstwo, Prezes Kaczyński”.
Niemożliwe? A bycie biskupem, Głodziem, sługą Jezusa miłosiernego i poniżanie ludzi jest możliwe? Taki człowiek nie nadaje się na Człowieka, a poucza o człowieczeństwie. Przyzwyczailiśmy się, przecież biskupi nie są kobietami, mimo to pouczają kobiety, jak współżyć i rodzić.
Sarah Silrveman, amerykańska stendaperka (spalszczam), szuka na widowni facetów wierzących w boga, takiego z religią, nieduchowe huju muju. Podczas jej występu, rejestrowanego przez Netflix, zgłosił się protestant. Zapytała, czy pozwoliłby swojemu bogu spuścić się mu w usta. 80% pytanych protestuje. Silverman udowadnia, że akceptują gorsze świństwa, np. zabicie syna pierworodnego przez Abrahama, wojny itd. Ale nie o to chodzi.
Jeżeli dorosły człowiek wierzy, że bóg, obojętnie jakiego wyznania, może się na niego spuścić, a więc jest facetem (w co u nas wierzy chyba 90% populacji) to nic dziwnego, że Głódź może być szanowanym biskupem. Przeprosił księży, będących przez niego na skraju samobójstwa i pewnie ofiary syndromu post traumatycznego. Cóż, chrześcijaństwo od początku miało swoich męczenników. Z braku rzymskich cesarzy, bezrobotnych lwów w Polsce, opatrzność wybiera na oprawców biskupów i wszystko zostaje w domu, bożym. Familiarnie – usprawiedliwiają patologię teolodzy.
W konsekwencji minister edukacji woli, żeby uczniowie, zamiast świętować tęczowy piątek, poszli na groby bohaterów mordowanych za Polskę.
Podmienić LGTB walczących o życie w wolności, na poległych w walce o wolność.
Że mini – ster jeszcze nie wymyślił czczenia tych, którzy bohatersko nie zostali gejami, lesbijkami, trans gender. Ale to kwestia przyszłości.
Pomnika poległych od smogu i wiedzy. Uświadamianie zabija ducha narodu, jakby polska wyjątkowość polegała na byciu idiotą Europy.
Artur Zawisza popierający Konfederację, całym swoim intelektem i autorytetem Polakoholika, jest pozbawiony prawa jazdy za jazdę po pijaku. Co nie przeszkadza mu, gdy jednego dnia został 2 razy złapany przez policję (potrącił rowerzystkę rano, a wieczorem nadal prowadził wóz) stwierdzić: „Nieszczęścia chodzą parami”. Po pierwsze, w jego przypadku, nie chodzą, tylko jeżdżą. Po drugie nie parami, tylko całą Konfederacją.
Prezesi, biskupi, politycy. W normalnym kraju bohaterzy, ale stand-upu, u nas Polski.
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Jaka to wiara?

Adam Mazguła
Panowie arcybiskupi, biskupi, księża, jaką to wiarę reprezentujecie w polskich kościołach, bo chyba nie jest to ta sama wiara naszych ojców, która kazała w pierwszej kolejności miłować człowieka, której lekcje daje nam codziennie papież Franciszek?
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki, arcybiskupi, biskupi, księża,
nie jestem Waszym wiernym, nie chodzę do kościoła, bo nie czuje takiej potrzeby. Wychowałem się jednak w chrześcijańskiej rodzinie i doskonale wiem, jaką macie historycznie umacnianą przez lata moc wpływania na postawy moich rodaków i na wszystko, co się w mojej ojczyźnie dzieje.
Jako aktywny oficer służący całe życie ojczyźnie, dla którego treść składanej przysięgi wojskowej, mimo pozostawania w rezerwie ciągle pozostaje ważna, bardzo niepokoję się o swój i moich rodaków los również i z Waszej przyczyny.
Wasze zaangażowanie w sprawy polityki jednej partii w naszym kraju, która opiera swoje korzenie na negatywnej rewizji dotychczasowych dokonań naszego narodu, budzeniu lęków nacjonalizmu, podziałów społecznych i moralnego upadku ludzi sprawujących władzę w kraju, budzi niepokój najwyższej miary.
Nikt poważy, nawet nie jest już w stanie oddzielić tego, co robi władza, od tego, jakie inicjatywy podejmuje Kościół pod Waszą kontrolą. Innymi słowy, za cenę ciągle nowych przywilejów i pieniędzy publicznych, staliście się politykami odpowiedzialnymi za skłócanie narodu i rozkład demokratycznych fundamentów państwa. Sami oceńcie, bo zamierzam wyjaśnić, o co mi chodzi.
Panowie arcybiskupi, biskupi, księża,
zdołaliście podporządkować sobie całe życie Polaków od momentu poczęcia, przez chrzest, naukę w szkole, bierzmowanie, sakrament małżeństwa, kontrolę nad kolejnymi pokoleniami kończącymi swoje życie sakramentem, pochówkiem i nawet po śmierci sprawujecie kontrole nad ich grobami na cmentarzach, które w większości są pod Waszą kontrolą.
Macie kościoły w każdej niemal miejscowości, najdroższe posiadłości w każdym mieście, mieszkacie w pałacach ze służbą, korzystacie z ulg celnych i podatkowych, poruszacie się najdroższymi pojazdami i stawiaciekrzyże swojej wiary wszędzie, gdzie tylko zapragniecie.
Mimo złotych ścian w kościołach, niezliczonych domów pielgrzyma zwolnionych z podatków i posiadania prawa do obrotu ziemią, Wasza działalność jest wspierana hojnie z budżetu państwa. Zawsze też możecie liczyć na każdego biedaka, który pomoże Wam zaspokoić kolejne potrzeby. Tak już w naszym społeczeństwie jest.
Czego Wam brakuje Panowie duchowni? Tylko kochać bliźniego, nieść pokój pomiędzy ludzi i z miłością do każdego człowieka korzystać z dobrej dla wiary koniunktury.
Jednak dla Was to za mało!?
Kierowany przez Was Kościół katolicki ma dominującą pozycję społeczną i przywileje, o jakich nawet nie śniło się Waszym poprzednikom.
Wy wspieracie nacjonalizm, który prowadzi niestety do tak tragicznych wydarzeń, jak Katyń, Oświęcim, Syberię… Tak mało zabiegacie o to, żeby nigdy nie zdarzyło się nic podobnego.
Patriotyzm jest czymś wzniosłym, ale gdy jest miłością, a nie jakąkolwiek formą nienawiści. Dlatego wszelkim przejawom nacjonalizmu i skrajnego szowinizmu powinniście się sprzeciwiać. Wspieracie ideologię, która nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. Jak określił abp Alfons Nossol „Ideologia jest trucizną, także chrześcijańska ideologia, bo ideologia chce za wszelką cenę obronić, uratować ideę — także za cenę człowieka”.
Co ma wspólnego z wiarą dzielenie społeczeństwa, szczucie na osoby LGBT, na ludzi innej wiary? Po co Wam szczuć na kobiety i urządzać im piekło związane z ich seksualnością i rozrodczością? Czyż akty miłości i rodzącego się z niej nowego życia nie jest cudem? Po co się tam angażujecie po stronie agresji i zakazów? Nie rozumiem, z jakich powodów wywołujecie całe wojny seksualne, ukrywacie pedofilię, cały swój majestat rzucacie na szalę zakazu edukacji seksualnej, o in vitro… Nigdzie nie słychać tak głośnych sporów o seksualności człowieka, jak z ust hierarchów kościelnych i księży. Czy to obsesja duchownych, czy nadmierny wpływ sekty nienawiści chrześcijańskiej — Ordo iuris?
Nie rozumiem, dlaczego popieracie przemoc w rodzinie, pijaństwo, nieróbstwo? Czy to jest obowiązujący wzorzec polskiego katolika?
Nie piszę tego listu, aby Was Panowie pouczać, macie swoją naukę, doktrynę, wykształcenie i przemyślenia, ale nie mogę dalej udawać, że nic się nie dzieje, że to nie moja sprawa. Regularnie otrzymuję pogróżki i wyzwiska od Waszych wiernych, grożących mi śmiercią lub kalectwem, bo ośmielam się zabierać głos w sprawach publicznych i dlatego, to jest również moja sprawa.
Uważam, że zaangażowanie duchowieństwa w proces dzielenia Polaków, upolitycznianie chrześcijaństwa oraz uczestnictwo w procesie dzielenia i siania nienawiści wśród ludzi nie powinno mieć miejsca na ambonie. Bardziej godne byłoby jednanie zwaśnionych stron.
Nie wolno Wam jątrzyć, ideologizować, upolityczniać problemów, bo wówczas sami zawężacie się do stronniczości. Uwaga Wasza powinna być wyczulona na ludzi oczekujących od Was pomocy i autentycznej posługi.
Tymczasem słucham papieża Franciszka i nie mogę się nadziwić, jak mądre wypowiada słowa, jak cenne nauki daje wiernym. Tyle tylko, że również słyszę o podłościach i zwykłym chamstwie dokonywanym przez takich arcybiskupów jak Sławoj Leszek Głódź czy Marek Jędraszewski i wiem, że to nie jest ta sama wiara. Mam też swoje niezbyt miłe doświadczenia z ich udziałem, a Wy to tolerujecie, ukrywacie, akceptujecie?
Panowie arcybiskupi, biskupi, księża,
jaką to wiarę reprezentujecie w polskich kościołach, bo chyba nie jest to ta sama wiara naszych ojców, która kazała w pierwszej kolejności miłować człowieka, której lekcje daje nam codziennie papież Franciszek?
Adam Mazguła
PS. Przypominam mój tekst o wspomnianym arcybiskupie z grudnia 2018 r.
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Koniec ze zmianą czasu? Nadal dwa razy w roku będziemy przestawiać zegarki
Koniec z przesuwaniem zegarków pozostanie niespełnionym marzeniem, a Juncker wyszedł na błazna – komentuje w sobotnich wydaniach (26.10.2019) niemiecka prasa.

Jedna wspólna strefa czasowa?
„Volksstimme” pisze: „Zniesienie zmiany czasu w UE i przejście na czas letni, do czego dąży odchodzący szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, pozostanie na razie marzeniem. Nie tylko dlatego, że plan, by tej jesieni po raz ostatni przestawić zegarki, był zbyt ambitny. Okazuje się bowiem, że państwa członkowskie UE niezbyt chętnie godzą się na jedną wspólną strefę czasową od Polski po Hiszpanię. Co można zrozumieć, patrząc z perspektywy położenia geograficznego państw na krańcach UE.
Już teraz przesunięcie w czasie w stosunku do Europy Środkowej jest wyraźnie odczuwane na zewnętrznych punktach Unii. Przykładowo ciągły czas letni oznaczałby, że na zachodzie Hiszpanii w zimie słońce wschodziłoby o godzinie 10, zamiast o 9. Alternatywą zapewne byłoby, gdyby każdy kraj sam podejmowałby decyzję, czy wybiera na stałe czas letni, czy zimowy.
Wydaje się więc, że kres zmiany czasu coraz bardziej przesuwa się w przyszłość. A tymczasem nadal będziemy dwa razy w roku przestawiać nasze zegarki”
Dramat, jeśli Unia nie potrafi poradzić sobie z tak błahym problemem
„Frankfurter Neue Presse” stwierdza, że swoją „wielką propozycją” Juncker „skoczył jak tygrys, a skończył jak dywanik przed łóżko, albo błazen. Dalej nie wiadomo, kiedy zmiana czasu zostanie zlikwidowana i czy w ogóle tak się stanie.
Oczywiście, dla większości z nas przekręcanie zegarków dwa razy w roku to nie dramat. Robią to też urlopowicze i krzywda im się nie dzieje. A praca na zmiany i często wymagana w pracy elastyczność są jeszcze bardziej szkodliwe dla snu. To jednak złe świadectwo dla polityki, by pytać obywateli o zdanie, rzekomo ich wysłuchiwać, a potem nic w tym kierunku nie zrobić. Unii Europejskiej, która nie jest w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie zmiany czasu, nie ufa się przy regulowaniu ważniejszych kwestii”.
Państwa członkowskie nie potrafią dojść do porozumienia
„Rheinische Post” publikuje z kolei rozmowę z wiceprzewodniczącym klubu poselskiego FDP w Bundestagu i byłym europosłem, Alexandrem Grafem Lambsdorffem. Wzywa on kraje członkowskie UE do rezygnacji ze zmiany czasu w roku 2021.
– Obecna dyskusja wyraźnie wskazuje, gdzie w Europie sprawy najczęściej są blokowane: w samych państwach członkowskich – mówi polityk FDP. – Zarówno Komisja Europejska, jak i Parlament Europejski porozumiały się w tej kwestii. Spór jednak pojawia się w dyskusjach między stolicami, które blokują przyjęcie rozwiązania – krytykuje Lambsdorff.
Katarzyna Domagała-Pereira
Brexit. Unijne „Tak” dla opóźnienia brexitu, francuskie „Nie” dla odroczenia do końca stycznia 2020

Tomasz Bielecki
Emmanuel Macron zablokował decyzję UE, by odroczyć brexit aż do końca stycznia. Bruksela wstrzymuje się z rozstrzygnięciami do przyszłego tygodnia, do czasu gdy ma się wyjaśnić sprawa wyborów do Izby Gmin.

Nadal obowiązująca data brexitu to z formalnego punktu widzenia północ z 31 października na 1 listopada. Jednak nawet brytyjski premier Boris Johnson przyznał w czwartek (24.10.2019), że cel ten jest nieosiągalny. Wcześniej zarzekał się, że wyjście z Unii jest dla niego priorytetem: „do or die” („zrobić albo umrzeć”). I nawet gdy w ostatnią sobotę (19.10) skierował do szefa Rady Europejskiej, Donalda Tuska, oficjalną prośbę o odroczenie brexitu do końca stycznia 2020 roku, to zarazem tłumaczył, że to krok wymuszony uchwałą Izby Gmin. A on jako premier jest temu przeciwny.
Jeszcze kilka dni temu nawet w Brukseli nie wykluczano, że rozwód z Brytyjczykami jest możliwy w tym miesiącu na podstawie umowy wynegocjowanej przez Theresę May i zmodyfikowanej w rokowaniach ostatniej szansy z Johnsonem (w zakresie uregulowań dla granicy irlandzkiej). Te scenariusze się zawaliły.
Boris Johnson wygrał w Izbie Gmin pierwsze głosowanie nad umową brexitową (z przewagą 30 głosów). Zabrakło mu jednak 14 głosów do przeforsowania uchwały o jej ekspresowym procedowaniu. Johnson chciał aby jeszcze w październiku uchwała przeszła ostatnie czytanie i została zatwierdzona przez Izbę Lordów. Następnie zaś miała zostać poddana głosowaniu ratyfikacyjnemu w Parlamencie Europejskim.
Brexit bez umowy oznaczałby wielkie koszty dla Brytyjczyków, ale i spory cios dla gospodarki unijnej. I dlatego wśród krajów UE panuje konsensus co do przesunięcia brexitu. Część krajów wcześniej już jednak sygnalizowała gotowość przecięcia epopei brexitowej i pogodzenia się z rozwodem bez umowy. Pozostaje pytanie, jak długie powinno być już trzecie odsunięcie brexitu, który pierwotnie miał się dokonać w marcu tego roku.
Bez szczytu UE
Szef Rady Europejskiej Donald Tusk już kilka godzin po wtorkowych głosowaniach w Izbie Gmin zaproponował odroczenie brexitu na koniec stycznia 2020 roku. Pomysł ten publicznie poparł irlandzki premier Leo Varadkar.
Dodatkowe trzy miesiące, z punktu widzenia Brukseli dałyby czas Brytyjczykom na załagodzenie spraw wewnętrzne (i głosowań wokół brexitu) bez ingerencji ze strony UE, za jaką można by uznać wyznaczenie znacznie krótszego terminu brexitowego.
Pomysłowi promowanemu przez Tuska (m.in. po konsultacjach z Berlinem) sprzeciwił się Paryż, forsując znacznie krótsze odroczenie. Ostateczna decyzja miała zapaść dzisiaj na posiedzenie ambasadorów krajów UE w Brukseli. Wbrew dość rozpowszechnionym opiniom, że Paryż jednak się ugnie, udało się jedynie uzgodnić, że nie będzie konieczności zwoływania w przyszłym tygodniu nadzwyczajnego szczytu UE w sprawie brexitu.
O terminie przesunięcia rozwodu przywódcy krajów Unii będą decydować za pośrednictwem ambasadorów, ale dopiero w przyszłym tygodniu. Do decyzji trzeba jednomyślności wszystkich krajów Unii.
Macron gra z Johnsonem?
To już drugi przypadek w trakcie brexitowego maratonu, gdy Emmanuel Macron sprzeciwia się opinii prezentowanej przez większość krajów Unii. Wiosną tego roku Tusk namawiał do rocznego odroczenia brexitu. Jednak w ramach kompromisu z Macronem i jego stronnikami – skończyło się na półrocznym okresie, z przesunięciem na 31 października.
Za główny powód przesunięcia decyzji ambasadorów uznaje się – wedle przecieków – próbę Borisa Johnsona, by doprowadzić do przedterminowych wyborów. Głosowanie Izbie Gmin w tej sprawie ma nastąpić w przyszłym tygodniu.
– Potrzebujemy więcej konkretów. Stoimy wobec pytania, po co dajemy Brytyjczykom więcej czasu? Dodatkowy czas nie jest żadnym rozwiązaniem… Zobaczmy, czy przedterminowe wybory staną się faktem, tak by nie zajmować się fikcją polityczną – tłumaczyła wczoraj francuska minister ds. UE, Amelie de Montchalin.
Manewry Francji
Francuzi byliby gotowi na trzymiesięczne odroczenie, jeśli Brytyjczycy zdecydują o przyspieszonych wyborach w grudniu, oraz jeśli w międzyczasie nie zdołają zatwierdzić umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. W przeciwnej sytuacji Paryż byłby skłonny – taki obecnie jest francuski przekaz w Brukseli – dać Londynowi czas do połowy, a najwyżej do końca listopada na „odroczenie techniczne”, czyli przegłosowanie umowy przez brytyjski parlament obecnej kadencji.
Obecne zagrywki Francji wokół brexitu są dla niektórych unijnych dyplomatów kolejnym dowodem, że Macron jest w swoistym aliansie z Johnsonem, na którego stawia w sprawie dokończenia brexitu.
Brytyjski premier nie chce długiego odroczenia rozwodu z Unią. Chce podjąć próbę przeforsowania umowy brexitowej przez Izbę Gmin w obecnej kadencji, by dopiero potem doprowadzić do przedterminowych wyborów. Przesunięcia daty brexitu do stycznia chciałaby zaś opozycja. Tak więc dzisiejsza decyzja Unii (czy raczej wstrzymanie się od decyzji) jest po myśli premiera Johnsona.
Ursula von der Leyen, szefowa elektka Komisji Europejskiej, już zapowiedziała, że poprosi Londyn o desygnowanie komisarza UE, jeśli jej Komisja rozpocznie kadencję (zapewne w grudniu) w czasie, gdy Brytyjczycy nadal będą w Unii.
Komisja Europejska według Traktatu o UE „składa się z takiej liczby członków, która odpowiada 2/3 liczby państw członkowskich, chyba że Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie, podejmie decyzję o zmianie tej liczby”. Teraz nadal obowiązuje decyzja, że na każdy kraj przypada po komisarzu.
REDAKCJA POLECA
Impas na wyspach. Co z Brexitem? Czy Wielką Brytanię czekają przedterminowe wybory?

Jakub Krupa
Brytyjski premier Boris Johnson zapowiedział złożenie na poniedziałek wniosku o zwołanie przedterminowych wyborów parlamentarnych w celu przerwania impasu dot. wyjścia kraju z UE. Głosowanie miałoby się odbyć 12 grudnia.

Szef brytyjskiego rządu przedstawił swoje intencje po nadzwyczajnym posiedzeniu gabinetu bez udziału urzędników służby cywilnej. Na posiedzeniu rozmawiano o dalszych planach po wtorkowej porażce w głosowaniu nad przyspieszonym procedowaniem ustawy o opuszczeniu Wspólnoty. Decyzja parlamentarzystów, de facto wykluczyła wyjście z UE w terminie 31 października.
W klipie dla brytyjskiej telewizji BBC, Johnson tłumaczył, że ponowne zwrócenie się do elektoratu ma pomóc w „uwolnieniu nas z objęć parlamentu, który przestał być użyteczny” i realizacji woli wyborców przez wyjście z UE.
If this Parliament can’t get Brexit done, then we need one that will. I’m determined to lead this country forward 🇬🇧 pic.twitter.com/uzUQGo1g8G
— Boris Johnson (@BorisJohnson) October 24, 2019
Szef rządu zwrócił się także bezpośrednio w liście otwartym do lidera opozycyjnej Partii Pracy, Jeremy’ego Corbyna. Zapelował aby „posłowie wzięli odpowiedzialność” za swoje działania i zwrócili się do wyborców o potwierdzenie tego, czy nadal mają mandat do zajmowania stanowiska przed podjęciem dalszych kroków ws. brexitu.
„Parlament odmówił podjęcia decyzji, ale nie może odmówić wyborcom szansy na zastąpienie go nową izbą (…). Przedłużanie tego paraliżu do 2020 roku miałoby niebezpieczne konsekwencje dla firm, miejsc pracy i podstawowego zaufania w demokratyczne instytucje, którym już zaszkodziła postawa parlamentu od czasu referendum (z 2016 roku)” – napisał premier.
I have written to Jeremy Corbyn: this Parliament must get Brexit done now or a NEW Parliament must get Brexit done so the country can move on pic.twitter.com/PekfFRsR9F
— Boris Johnson (@BorisJohnson) October 24, 2019
Według jego planów posłowie otrzymaliby przed ogłoszeniem wyborów jeszcze jedną szansę na przyjęcie obecnego porozumienia z Unią Europejską przed (najpóźniej) 6 listopada br.
Do uzyskania zgody na zakończenie obecnej kadencji parlamentu i zwołanie przedterminowych wyborów, Johnson potrzebuje poparcia 2/3 posłów (434).
Na początku września deputowani opozycji dwukrotnie odrzucili wnioski w tej sprawie, wskazując na to, że nie poprą takiego rozwiązania bez wcześniejszego całkowitego wykluczenia ryzyka bezumownego brexitu.
Kolejne głosowanie nad rządową propozycją ma zostać przeprowadzone w poniedziałek.
W ostatnich dniach – już po rozpoczęciu procedury uzyskania przedłużenia wyjścia z UE do końca stycznia 2020 – swoje poparcie dla wyborów sygnalizowała Szkocka Partia Narodowa, Liberalni Demokraci i walijskie Plaid Cymru, które łącznie mają 58 mandatów. Oznacza, że Johnson musiałby otrzymać poparcie jedynie 86 z 245 deputowanych Partii Pracy.
Choć lider laburzystów Jeremy Corbyn deklarował wcześniej gotowość poparcia takiego wniosku po uzyskaniu przedłużenia procesu wyjścia z UE, to część polityków jego ugrupowania podkreślało swoją preferencję dla drugiego referendum ws. brexitu zamiast wyborów parlamentarnych.
Szefowa klubu parlamentarnego Partii Pracy Valerie Vaz powtórzyła w czwartek, że największa partia poprze propozycję dopiero po całkowitym wykluczeniu ryzyka bezumownego brexitu.
Brytyjczycy głęboko podzieleni
Powiązana z Partią Pracy młodzieżowa organizacja Momentum przyjęła jednak w czwartek wezwanie Johnsona, podkreślając w komunikacie, że jest gotowa na „największą kampanię w historii tego kraju”.
Opublikowany w czwartek najnowszy sondaż firmy badawczej ComRes wskazał, że Brytyjczycy są głęboko podzieleni ws. tego, na kogo głosowaliby w jesiennych wyborach, a ich wynik byłby bardzo niepewny.
Westminster voting intention…
— Britain Elects (@britainelects) October 24, 2019
if „the deadline for the UK to leave the EU has been extended beyond the 31st of October 2019”:
LAB: 27%
CON: 26%
BREX: 20%
LDEM: 18%
GRN: 4%
via @ComRes, 16 – 17 Oct
Zakładając, że Wielka Brytania wciąż będzie członkiem Unii Europejskiej: 27 proc. wskazało na Partię Pracy, 26 proc. na Partię Konserwatywną, 20 proc. na eurosceptyczną Partię Brexitu Nigela Farage’a, a 18 proc. na pro-europejskich Liberalnych Demokratów. Pozostałe cztery proc. planuje oddać głos na Partię Zielonych.
Z kolei badanie YouGov wskazało, że zwołanie przedterminowych wyborów popiera aż 50 proc. wyborców; przeciwnego zdania było jedynie 23 proc.
Wcześniej brytyjscy posłowie przyjęli w czwartek program legislacyjny rządu Johnsona, tzw. mowę tronową. Jego treść poparło 310 deputowanych, a przeciwko było 294.
REDAKCJA POLECA
Roman Giertych: List do premiera Morawieckiego

Roman Giertych
To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem. Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego.
Media donoszą panie premierze, że w Ministerstwie Finansów za Pana tam rządów podwładni wiceministra Banasia, którzy mieli zwalczać wyłudzenia VAT kierowali mafią wyłudzającą VAT. A podległa Panu jako obecnie premierowi prokuratura doprowadziła do ich aresztowania.
To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem.
Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego.
Proponuję, aby na koniec, gdy już wszystkich Pan pozamyka, polecił Pan ostatniemu prokuratorowi, który będzie jeszcze na wolności (pozostali za krzewienie przestępczości będą już siedzieć), aby zatrzymał Pana jako tego, który odpowiada za całościowe psucie Państwa.
Czy wyobraża Pan sobie tę chwilę, gdy ostatnia policyjna suka zajeżdża po Pana o 6 rano, a tam nie ma nawet kamer TVP, bo ostatni „dziennikarz” został zatrzymany przez ABW? Czyż nie byłoby to piękne?
Zawsze życzliwy,
Roman Giertych
PS.
Tylko żeby się nie okazało, że tym ostatnim prokuratorem jest Zbigniew Ziobro..
Makabryczne odkrycie pod Londynem. 39 ciał w ciężarówce
W południowo-wschodniej Anglii, w mieście ok. 30 km na wschód od Londynu w hrabstwie Essex w parku przemysłowym dokonano makabrycznego odkrycia. Znaleziono ciężarówkę, w której znajdowało się 39 ciał. Policja zatrzymała 25-letniego kierowcę, pod zarzutem morderstwa.

Odkrycia dokonano w parku przemysłowym w mieście o godzinie 1.40 w nocy. Przybyła na miejsce policja wezwała pogotowie. Wszystkich 39 osób znalezionych w ciężarówce uznano za zmarłych.
Zdaniem policji z Essex ciężarówka wjechała do Wielkiej Brytanii z Bułgarii w sobotę przez port w w Walii.
– Prowadzimy dochodzenie, by ustalić, co się Andrew Mariner, główny inspektor policji w Essex. Trwa identyfikacja ofiar, proces ten może jednak potrwać długo. Nie wiadomo, jakiej narodowości były ofiary. Według wstępnych danych, 38 ofiar to osoby dorosłe, jedna to nastolatek.
The bodies of 39 people have been found in a container at an industrial park in Essex | https://t.co/umWLRX0VIF pic.twitter.com/ROEL7T6l7u
— RTÉ News (@rtenews) October 23, 2019
Policja zatrzymała 25-letniego kierowcę z Irlandii Północnej, pod zarzutem morderstwa.
Przemyt ludzi
Każdego roku do Wielkiej Brytanii ciężarówkami, statkami, a czasem samolotami przemycane są tysiące migrantów. Zagraniczne media odnotowują, że tragedia z Essex przypomina zdarzenie z sierpnia 2015 roku. Wówczas 71 migrantów z Syrii, Iraku i Afganistanu udusiło się w opuszczonej przy austriackiej autostradzie ciężarówce. Wśród ofiar było czworo dzieci.
W Wielkiej Brytanii najtragiczniejsze zdarzenie miało miejsce w 2000 roku. W porcie w Dover w ciężarówce z pomidorami policja odkryła ciała 58 chińskich migrantów, którzy udusili się w pojeździe.
Dariusz Frach, thefad.pl
PiS nie chce pogodzić się z przegraną i domaga się ponownego przeliczenia głosów. Czy Polska jest jeszcze demokracją?

Jacek Lepiarz
PiS domaga się ponownego przeliczenia głosów w sześciu okręgach wyborczych do Senatu. Zdaniem „Frankfurter Allgemeine Zeitung” narodowi konserwatyści nie chcą pogodzić się z przegraną. Czy Polska jest jeszcze demokracją?

„Partia rządząca też ma prawo do wnioskowania o przeprowadzenie sądowej kontroli wyników głosowania.
Z formalnego punktu widzenia trudno jest krytykować rządzące w Polsce PiS za to, że zakwestionowało wyniki wyborów do Senatu z 13 października. W niektórych okręgach, w których PiS przegrało niewielką większością głosów partia rządząca domaga się ponownego przeliczenia głosów” – pisze Reinhard Veser w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”).
„Czy Polska jest jeszcze demokracją?”
„W rzeczywistości jednak to, co dzieje się w Polsce, nie jest normalnym postępowaniem, lecz papierkiem lakmusowym, który pokaże, czy Polska jest jeszcze demokracją” – zaznacza autor komentarza „Brzydkie podejrzenie”.
Sprawujący władzę narodowi konserwatyści od razu po wyborach dali wyraźnie do zrozumienia, że nie zaakceptują utraty większości w Senacie. „Po tym, jak kilka prób przekupienia parlamentarzystów opozycji zakończyło się fiaskiem, teraz sięgnięto po wymiar sprawiedliwości. Ten zaś PiS zmieniało na własne potrzeby natychmiast po wygranych cztery lata temu wyborach” – czytamy w „FAZ”.
„Skarga PiS budzi podejrzenie”
Decyzję o skargach PiS przeciwko wynikom wyborów podejmie nowo utworzona izba Sądu Najwyższego (Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – IKNiSP) składająca się z „dokładnie wybranych” sędziów. „Z tego powodu nasuwa się nieładne podejrzenie” – konkluduje Veser.
Politycy PiS sugerują, że podczas wyborów w sześciu okręgach senackich padło zaskakująco dużo głosów nieważnych. Chodzi o okręgi, w których kandydaci PiS zajęli drugie miejsca, przegrywając nieznacznie — o kilkaset, kilka tysięcy głosów — z kandydatami opozycji.
Dlatego PiS domaga się ponownego przeliczenia głosów w kilku okręgach i złożyło skargę w tej sprawie do Sądu Najwyższego. PiS oczekuje, by Sąd Najwyższy uznał, że część głosów nieważnych to tak naprawdę głosy oddane na kandydatów PiS.
„Ustalenie, iż część głosów zostało nieprawidłowo uznanych za nieważne, zaś w rzeczywistości powinny być one uznane jako głosy poparcia dla kandydata KW Prawo i Sprawiedliwość decyduje o tym, że najwięcej głosów uzyskał kandydat KW Prawo i Sprawiedliwość” — napisał we wniosku szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski.
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Rzeźnik demokracji

Adam Mazguła
Ponowne liczenie głosu jest profanacją wyborczą i nie może niczego wyjaśnić oprócz tego, że PiS w swoim zamordyzmie jest gotowy do wszystkiego. Stworzy pozory swojego zwycięstwa wyborczego, poprzez ponowne przeliczenie tego, co już dawno nie jest wyborem wyborców
Po to Jarosław Kaczyński ze swoim sztabem lizusów partyjno-kościelnych zmienił Kodeks Wyborczy i cały zestaw przepisów oraz decydentów w tych sprawach, aby z niego korzystać. Wobec oczekiwań prezesa PiS, że musi mieć większość w Senacie, można teraz zrobić prawie wszystko.
Zgodnie z prawem, ponowne liczenie głosów może się odbyć tylko z przyczyn przestępczych lub naruszenia Kodeksu Wyborczego. Czy więc przegrana PiS-u jest takim powodem? Z pewnością nie, ale, od czego są ludzie Ziobry, którzy zarządzą takie liczenie i stworzą pozory udowodnienia wygranej PiS-u we wszystkich zaskarżonych przypadkach. A to dlatego, że dokumentacja poszczególnych komisji wyborczych jest w rękach komisarzy wyborczych, których powołał PiS. Dostęp do pieczęci i czystych kart do głosowania mają komisarze wyborczy z PiS. Mieli już dostatecznie wiele czasu, aby zrobić z tą dokumentacją wyborczą wszystko, podmienić karty, dopisać na kartach opozycyjnych dodatkowe skreślenia, zagubić część kart itp. Zestaw możliwości komisarzy jest nieskończenie duży. Ponadto, w razie wątpliwości zawsze jest dyżurne ciało PiS-bezprawia w krajowej izbie dyscyplinarnej SN, aby nie było wątpliwości co do tego, kto ma rację.
W tej sytuacji liczenie głosu jest profanacją wyborczą i nie może niczego wyjaśnić oprócz tego, że PiS w swoim zamordyzmie jest gotowy do wszystkiego. Stworzy pozory swojego zwycięstwa wyborczego, poprzez ponowne przeliczenie tego, co już dawno nie jest wyborem wyborców.
Czas rzeźni prawnej dopiero się zaczyna. Wstęp mamy przy odmowach prokuratury wszczęcia postępowania karnego przy oczywistym łamaniu prawa PiS-nadludzi: Kaczyńskiego, Banasia, Ziobry, Glapińskiego i całej plejady Kamińskich oraz Głódziów.
Niezależnie od tego teatru pozorów, wybory pokazały, że dopóki parafianie wsi i małych miasteczek nie będą mieli dostępu do informacji, a jedynie do propagandy Rydzyka i Kurskiego, otępienie narodu dla swobodnego sprawowania władzy przez partie faszyzmu i bezprawia nie będzie zagrożone. Ich dominacyjnej pozycji z pewnością nie wzruszą też leniwi pozoranci partyjnej opozycyjności.
Tymczasem rzeźnik sprawnym ruchem tasaka ćwiartuje Polskę i oddziela wartościowe kęski od sadła. Dla zatrzymania tego procesu potrzebna jest, już teraz silna opozycja i to na ulicach, ale ją rozbili już liderzy partyjni. Zdradzili opozycję uliczną, zakpili z ich protestów i z ich liderów. Teraz podczepiają się pod ich dokonania i pozostawiają samych w ich licznych procesach sądowych za stawianie pokojowego oporu władzy w łamaniu demokracji i wylęgu faszyzmu.
Czy więc wyjdzie ktoś jeszcze na ulice, zdeterminowany i zaangażowany?
Jednak o tym, już następnym razem.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |




