PiS wygrywa wybory do Sejmu i ma samodzielną większość

Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 43,6 procent głosów, Koalicja Obywatelska – 27,4 procent, SLD – 11,9 procent, PSL – 9,6 procent, Konfederacja – 6,4 procent – wskazują pierwsze sondażowe wyniki exit poll, przygotowane przez IPSOS. Frekwencja w wyborach wyniosła 61,1 procent.

Pierwsze sondażowe wyniki wyborów exit poll:

  • Prawo i Sprawiedliwość – 43,6 proc.
  • Koalicja Obywatelska – 27,4 proc. SLD – 11,9 proc.
  • PSL – 9,6 proc.
  • Konfederacja – 6,4 proc.

IPSOS, przedstawia następujący możliwy rozkład głosów w Sejmie:

  • Prawo i Sprawiedliwość – 239 mandatów
  • Koalicja Obywatelska – 130 mandaty
  • SLD – 43 mandaty PSL – 34 mandaty
  • Konfederacja – 13 mandatów

By samodzielnie rządzić, trzeba uzyskać bezwzględną większość – 231 mandaty.

Według danych IPSOS frekwencja w wyborach wyniosła 61,1 procent.

Reakcje sztabów wyborczych

Jarosław Kaczyński: Mamy powody do radości. Mimo potężnego frontu przeciwko nam zdołaliśmy wygrać i wszystko wskazuje na to, że to się utrzyma i będzie trwać dobra zmiana. Jeśli przed nami kolejne 4 lata rządzenia, to przed nami również refleksja nad tym wszystkim co się udało, ale też nad tym co się nie udawało.

– Zasługujemy na więcej, to oznacza zobowiązanie, które dotyczy nas właśnie. Zobowiązanie do lepszej pracy, większej ilości pomysłów. Przyjrzenia się grupom, które nas nie poparły – dodał.

Grzegorz Schetyna: Marzyłem o 30-proc. wyniku dla Koalicji Obywatelskiej i o tym, by PiS nie osiągnął w Sejmie 231 mandatów, to się nie udało. Trzeba potrafić wyciągać wnioski i zintegrować opozycję, twardo walczyć w Sejmie. – Przed nami kolejne wybory, wybory prezydenckie. Te wybory wygramy! To nasza obietnica – zadeklarował.

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz: jeśli wyniki sondażowe się potwierdzą, będzie to „wielki mandat zaufania od rodaków dla racjonalnego centrum, dla Koalicji Polskiej”. – Nie będzie niebezpiecznych skrętów ani w prawo, ani w lewo. Taka Polska jest możliwa. I wiemy po jakiej stronie stoimy: państwa wolnego, niepodległego, demokratycznego, godnego, który szanuje każdego obywatela, a nie samowładzę

Janusz Korwin-Mikke podziękował wszystkim, którzy oddali głos na Konfederację. – To są ludzie, którzy chcą żeby coś się zmieniło. Nasze hasło brzmiało: albo kontynuacja, albo Konfederacja. I ci ludzie wybrali Konfederację (…) Nigdy nie było współpracy między ludźmi o tak różnych poglądach: my, narodowcy, konserwatyści, monarchiści, libertarianie. Graliśmy jako jedna drużyna, szło nam wspaniale i mam nadzieję, że te wyniki to potwierdzą.

– Chciałbym również podziękować telewizji, konkretnie pisowskiej. Polacy nienawidzą, jak kogoś się krzywdzi, widzieli, jak nas traktują i dzięki telewizji państwowej mamy właśnie ten znakomity wynik (…) Jeszcze raz dziękuję panu Jackowi Kurskiemu. Mam nadzieję, że będzie siedział, bo że zrobił głupotę, to nie znaczy, że ma mu ujść płazem. Dziękuję wszystkim i czekamy spokojnie do rana na wyniki – dodał Korwin-Mikke

 

Dariusz Frach / thefad.pl

 


Cisza wyborcza. Kiedy się zaczyna, ile trwa i co grozi za jej złamanie

W piątek o północy rozpoczęła się cisza wyborcza, która potrwa do końca głosowania w niedzielę. Cisza obowiązuje także w internecie. Za jej złamanie grozi nawet 1 mln zł grzywny. Zabronione jest m.in. publikowanie sondaży, jak też agitowanie na rzecz kandydatów i list.

Fot. Źródło: pkw

Wybory do Sejmu i Senatu odbędą się w niedzielę 13 października. Głosowanie rozpocznie się o godzinie 7.00 i zakończy o 21.00. Cisza wyborcza trwa od piątku od godziny 24-tej do zakończenia głosowania w niedzielę.

Czy cisza wyborcza może zostać przedłużona?

Przedłużenie głosowania może mieć miejsce w wyniku nadzwyczajnych wydarzeń, które utrudniają bądź paraliżują pracę obwodowej komisji wyborczej. W szczególności w sytuacjach, które wykluczają lub w poważnym stopniu ograniczają dotarcie wyborców do lokalu wyborczego. Wymienić tu można, np. powodzie, zalania lokalu wyborczego, katastrofy budowlane, komunikacyjne czy konieczności dodrukowania kart do głosowania.

Co narusza ciszę wyborczą?

Nie wolno zwoływać zgromadzeń, organizować pochodów i manifestacji, wygłaszać przemówień, rozpowszechniać materiałów wyborczych. Nie wolno też agitować w internecie, czy jeździć pojazdami oklejonymi plakatami wyborczymi. Pojazdy takie mogą jednak może stać.

Plakaty rozwieszone przed rozpoczęciem ciszy wyborczej nie naruszają ciszy i nie nie muszą być zrywane.

Zabroniona jest też agitacja w lokalu wyborczym. Nie wolno eksponować symboli, znaków i napisów kojarzonych z kandydatami, czy komitetami wyborczymi.

Kary za złamanie ciszy wyborczej

Najwyższa grzywna za złamanie ciszy wyborczej wynosi od 500 tys. zł do 1 mln zł. i grozi m.in. za publikację sondaży w trakcie je trwania. Chodzi tutaj zarówno o sondaże przedwyborcze dotyczące przewidywanych zachowań wyborców, wyników wyborów, jak i sondaże prowadzone w dniu głosowania.

 

Państwowa Komisja Wyborcza zaznacza, że o tym, czy coś stanowi złamanie zakazu agitacji wyborczej, mogą decydować tylko organy ścigania i sądy.

Dariusz Frach, thefad.pl / PKW


Rafał Sulikowski: Szach i mat. Dlaczego wygrała prawica?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

PiS przez kolejne cztery lata nadal będzie szastał publicznymi, czyli także twoimi i moimi pieniędzmi, nadal będzie przeorywał polski ustrój, nadal będzie szukał wrogów i zdrajców, nadal patrzył na wschód, a nie na zgniły Zachód

 

Piszę ten tekst w piątkowy wieczór na kilka godzin przed rozpoczęciem ciszy wyborczej.

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule jest prosta: PiS kupiło Polaków, kupiło wyborców. Ale nie jest to odpowiedź wystarczająca: prawica zagospodarowała te obszary, które lewica i centrum pozostawiły odłogiem: politykę socjalną, politykę historyczną, politykę dumy i godności narodowej, posuniętej do wymiarów megalomanii, a także kupiło Kościół. Ten ostatni przez instruowanie wiernych, jak mają w niedzielę zagłosować będzie odpowiedzialny za wszystko to, co będzie się odtąd działo w latach 2019-2023.

Nie patrzmy w przeszłość. Rzecz jasna kryzys ekonomiczny zawsze napędza populistów, wpędza rzesze w nędzę, co sprawia, że sprytnie wykorzystuje niszę, jaka powstaje w wyniku postępującej pauperyzacji i rozwarstwienia.

PiS wie, jak grać – tego nie można mu odmówić. Prawica w naturalny sposób przyszła po nieudanych projektach liberalnych. Demokracja się zużyła i ludzie są zmęczeni pracą, rodzinami, biedą. Wolą, aby ktoś mocny i z autorytetem przejął władzę, pokazał im nowe horyzonty, dał forsę, zagrał na resentymentach i pokazał, że demokracja to w istocie przegrany, stary numer, który się nie sprawdził.

Wygrana PiS to zwycięstwo autorytaryzmu rodem z czasów sanacji z II RP nad projektem liberalnego parlamentaryzmu. To zwycięstwo konstytucji kwietniowej z 1935 roku nad konstytucją marcową z 1921. Jak pamiętamy, dyktator Piłsudski chciał wzmocnić w czasach szalejącej hiperinflacji i Wielkiego Krachu ’29 swoją władzę. Zaraz po tym zmarł w dziwnych okolicznościach.

Sytuacja z Kaczyńskim jest podobna – w miarę jak druga fala kryzysu wita nad Wisłę, potrzeba mu więcej władzy, choć jest zwykłym posłem. Nie jest
to sytuacja normalna, a jeśli jeszcze dodamy, że każda decyzja czy to personalna, czy polityczna, czy nawet ekonomiczna jest konsultowana na czerwonej linii z Toruniem, to obraz nam się całkuje w zupełności.

PiS wygrał, bo ludzie mają wbrew pozorom dobrą pamięć i pamiętają niespełniane obietnice liberalnych polityków, afery i mafijne układy władzy. To, że wygrywa PiS świadczy też o kondycji tak materialnej, jak i psychospołecznej Polek i Polaków. Coraz więcej osób wpada w biedę. I coraz więcej ludzi wydeptuje ścieżki w kolejkach do psychologa – szerzą się nerwice, depresje, melancholia i zaburzenia osobowości. Ludzie coraz gorzej się czują, łatwo więc ich ubezwłasnowolnić.

Aby przejść do prognozy politycznej na kolejne cztery lata, konieczne będzie przypomnienie kilku faktów. W Polsce nikt jeszcze nie wygrał z uczuciami religijnymi Polaków, które nie mają nic wspólnego z prawdziwą Ewangelią i opartą na niej wiarą. Religia ludzi w Polsce to
szukanie pociechy za darmo. To religia skrojona na potrzeby sąsiadów, znajomych i pracodawców.

Krytykuję taką religię, nie chcę takiego Kościoła, jaki mamy obecnie. Postępuję jak wielcy reformatorzy chrześcijaństwa, jak sam Chrystus, który de facto rozłożył swoją macierzystą religię, czyli judaizm od środka. Gdyby nie pojawił się Jezus, do dziś mielibyśmy tylko Stary Testament. Projekt Nowego Przymierza, nowych przykazań miłości, nie udał się. Po odejściu Jezusa na powrót zapanowały mroki judaizmu.

Dygresja ta tylko na pozór jest nie na temat: cała polityka to przecież promowanie określonego światopoglądu, czyli de facto wiary religijnej. Sprowadzona do etyki nakazów i zakazów pod najsurowszymi sankcjami, z utratą życia wiecznego włącznie, religia dożywa swych dni. Pewnym być należy, że mariaż polityki i religii nie wyjdzie na dobre ani neutralnemu państwu, ani Kościołowi. Opustoszenie polskich świątyń już jest faktem, a będzie tylko gorzej. Gorzej dla hierarchii, lepiej dla świeckiego państwa. Spór światopoglądowy leży u korzeni obecnego zamieszania.

Dlaczego dzieje się tak, że chcemy narzucać swoją wiarę, swoją religię i poglądy innym? Odpowiedź przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. Nie do końca jasne są źródła każdej religii. Oficjalnie judaizm stanowił religię objawioną prosto od Boga, który przekazał ludziom podstawowy zestaw zasad, uczących jak żyć. Każdy, kto próbuje wyjaśnić religię od razu w sposób nadnaturalny, popełnia błąd nierespektowania zasady wyjaśnienia najprostszego i wystarczającego. Nie potrzeba żadnego objawienia, aby powstała religia. Może ona stanowić produkt uboczny
ewolucji.

Pomyślmy przez chwilę, jakie profity przyszły do Izraela razem z wiarą w jednego i jedynego Boga? Bóg ten wybrał naród żydowski. Jakie z tego korzyści? Nie muszę wyjaśniać, jakie musieli psychicznie czuć się wybrańcy Jahwe, który nie był jeszcze jednym bogiem pogańskim albo politeistycznym bóstwem, ale jedynym rzeczywistym Panem Wszechświata. O tym, ile energii złapali w żagle i o tym, jak podniosło się ich poczucie narodowej dumy. To czyste atawizmy plemienne i rodowe, które miały przesłaniać prawdopodobny fakt, że wszystkie religie zostały wymyślone przez ludzi, co prawda wybitnych, ale tylko ludzi. Jeżeli tak się sprawa ma w istocie, stosujemy zasadę racji dostatecznej, która zamyka dalsze wyjaśnienie.

Hipoteza kontaktu ojca Abrahama z rzeczywistym Bogiem nie jest ani „weryfikowalna” ani „obalalna”. Ktoś, kto uznaje wszystko, co jest na planecie wraz z religiami za konstrukty mentalne zbiorowej jaźni archetypicznej nie jest w stanie tego udowodnić. W identycznej sytuacji jest ten, kto wyprowadza wiarę z pradoświadczenia egzystencjalnego wielkich patriarchów i proroków biblijnych.

Jak to się ma do wyborów, w których wygrywa prawica? Otóż całkiem
podobnie – prawica to pewien stan umysłu, pewna matryca egzystencjalna. Prawica to pewien światopogląd, niemal quasi-religia. Jakie są elementy dzisiejszego faworyta wyborów ’19? W zakresie bazy silna polityka socjalna, skopiowana niemal metodą „kopiuj-wklej” z programów socjaldemokratycznych państw skandynawskich z lokalną korektą. W zakresie nadbudowy, czyli ideologii, to prymat tradycji nad
postępem, dominacja przeszłości i historii, skrojonej na potrzeby ludu nad programami przyszłościowymi, to lustracja i dekomunizacja, to czerpanie pełnymi garściami z projektu II RP i „sanacji”, czyli uzdrowienia, ale i oczyszczenia, to szukanie wroga i wszystkich winnych stanu, w jakim są umysły i serca polskie.

PiS dobrze wie, że zajmowanie się przyszłością nie ma sensu, stąd nieustanna ucieczka wstecz, w „dawne, dobre czasy”, to całkowite podporządkowanie dobra jednostki dobru ogółu.

PiS przez kolejne cztery lata nadal będzie szastał publicznymi, czyli także twoimi i moimi pieniędzmi, nadal będzie przeorywał polski ustrój, nadal będzie szukał wrogów i „zdrajców”, nadal patrzył na wschód, a nie na „zgniły Zachód”.

Wzorce z PRL są uderzające, włącznie z najściami o bladym świcie obywateli przez służby specjalne, pokazowe i pozorne działania antykorupcyjne, propagandą ziejącą jadem z ekranów telewizorni. Nadal będzie walczył z postępami w nauce, w medycynie, w edukacji i w biznesie. Będzie uciskał i szukał pieniędzy na realizację niemożliwych do spełnienia obietnic, jak płaca minimalna na poziomie 4 tysięcy złotych i inne pakiety socjalne. Mentalnie cofa nas przed epokę Oświecenia, a nawet złote czasy renesansu. Nadal będzie propagował nierealne normy etyczne rodem ze średniowiecza, cenzurował polską kulturę i sztukę, a propaganda sięgnie apogeum około 2021 roku, by potem stopniowo opadać. Nadal każdy i każda będzie potencjalnym przestępcą, wrogiem narodu, zdrajcą i sprzedawczykiem. Strojąc się w obłudne piórka zbawcy ludu, szare eminencje będą ludziom „podawać do wierzenia” treści i formy umysłowe, relacyjne czy społeczne. Nadal będzie szukał zagrożenia wszędzie, gdzie się da – na stos ofiarny pójdą wszystkie mniejszości, głównie seksualne (PiS ma w ogóle jakiś problem z libido), ale także rasowe, poglądowe czy inne. Będzie budować pseudo-patriarchalny
ustrój niemal feudalny, z silną pozycją białego, heteroseksualnego i posiadającego pełną, wielodzietną rodzinę mężczyznę, takiego Polaka-katolika.

Oczywiście to się kiedyś skończy, ale wtedy prawdopodobnie nie będzie już czego naprawiać. Pozostaniemy w tyle za postępem nawet najbiedniejszych krajów UE, krajem montowni i źródła taniej siły roboczej. Europa i świat pójdą mocno w technologie, także kosmiczne. Nam pozostaną tylko pąki białych róż…

Rafał Sulikowski

 

 


Olga Tokarczuk. (Nie)polityczna noblistka. W obecnym kontekście politycznym jej książki same stały się polityczne

Michal Gostkiewicz, Marcin Ręczmin . Artykuł powstał we współpracy z portalem wirtualna polska

Michal Gostkiewicz, Marcin Ręczmin . Artykuł powstał we współpracy z portalem wirtualna polska

Głosowanie za demokracją to głosowanie za społeczeństwem, z którego nikt nie jest wykluczony – mówiła w Duesseldorfie Olga Tokarczuk. Noblistka podkreślała też, że „nie da się opisać świata bez czegoś metafizycznego”.

Olga Tokarczuk / Fot. Niklas Elmehed. © Nobel Media

Dusseldorf, piątkowe popołudnie, Instytut Heinricha Heinego, wielkiego niemieckiego poety, prozaika i filozofa. Trudno o lepsze miejsce na spotkanie z noblistką niż ta wspaniała księgarnia w samym centrum jego rodzinnego miasta. – Czuję się jak gwiazda filmowa – żartuje Olga Tokarczuk, pozując do zdjęć.

(Nie)polityczna noblistka

Po chwili żarty się kończą. Pierwsza konferencja po nagrodzie Nobla, nie mogła skończyć się tylko rozmową o literaturze. Nie dwa dni przed wyborami w Polsce i nie z Olgą Tokarczuk. Już wczoraj, w pierwszej rozmowie po otrzymaniu Nobla stwierdziła, że „w obecnym kontekście politycznym” jej książki same stały się polityczne.

Na pytanie co znaczy głosować za demokracją noblistka odpowiada, że „głosować za demokracją to znaczy głosować za społeczeństwem, w którym każdy członek społeczeństwa znajdzie dla siebie miejsce i będzie mógł się realizować. Bez względu na kolor skóry, płeć, poglądy, orientację seksualną. To znaczy głosować za społeczeństwem, z którego nikt nie jest wykluczony”. Zdaniem Tokarczuk jest to też głosowanie „za moralnym, etycznym stosunkiem wobec środowiska, za zrównoważonym rozwojem, który uchroni nas przed grożącą nam katastrofą klimatyczną. Także za przynależnością do Wspólnoty Europejskiej – a ta jest dla mnie osobiście ważna”.

Nastrój na sali jest szczególny. Nie tylko polskie, ale niemieckie i brytyjskie media pytają o Polskę. A sama pisarka wyraźnie nie ma z tym problemu. Przeciwnie, jej słowa wybrzmiewają bardzo mocno, gdy mówi, że jest obywatelką Polski, która żyje w tym kraju i ma zamiar w nim dalej mieszkać ze swoją rodziną. Że polityka nie jest domeną polityków, ale wszystkich ludzi, wszystkich właśnie obywateli państwa polskiego.

I precyzuje: w niedzielę mamy „najważniejsze wybory od 1989 roku”, od których wyniku zależy, czy Polska będzie krajem rządzonym demokratycznie, czy też oddzieli się od europejskiej wspólnoty demokratycznej i pójdzie w inną, nieokreśloną stronę.

– Bardzo niepokoi mnie upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego, deklaracja „wymiany elit”, deklaracja przejęcia wolnych mediów. Niepokoją mnie próby zawłaszczania narracji historycznej – to wszystko są złe znaki i daję temu wyraz jako obywatelka – podkreśla

Literatura zmienia świat

Po polityce przychodzi jednak czas na literaturę. Wzrusza ją, że w jej mieście, we Wrocławiu, każdy, kto będzie miał przy sobie jej książkę, będzie mógł korzystać przez weekend z transportu publicznego za darmo. Chwali się, że w Krakowi, na pustej działce zostanie posadzonych 25 tysięcy drzew. A las który z nich wyrośnie, nazwie „Prawiek” – od tytułu jej książki „Prawiek i inne czasy”. – I to jest odpowiedź na pytanie, czy literatura zmienia świat – kwituje pisarka.

Nie byłoby zapewne Nobla dla Tokarczuk, gdyby nie tłumacze jej książek. – To okropny zawód, trudny i źle opłacany, ale to oni są komiwojażerami literatury i przenoszą ją między językami. I dlatego napisałam ostatnio duży tekst o tym, jak ważna jest to funkcja i jak tłumacz staje się często współautorem książki – podkreśla Tokarczuk. – Dodam metaforycznie, że dla mnie rodziną jest pewien rodzaj uzgodnionej wspólnoty: ci, których chcemy uważać za rodzinę. A naturalną rodziną pisarza są tłumacze – zaznacza.

Olga Tokarczuk wspomina też „współautorów” swoich książek: ludzi, których spotkała na swojej drodze. – Są inspiracją, ale też [są „współautorami – przyp. red.] bardziej dosłownie, umieszczam czasem ich historie wprost w moich książkach.

Nobel dla Europy środkowej. Drugi z rzędu

Drugi rok z rzędu literacką nagrodę Nobla dostał twórca z Europy Środkowej. – Byłam tym zaskoczona po deklaracjach, że Nobel będzie nagrodą światową. Ale cieszę się, bo mam wrażenie, że ostatnimi laty Europa Środkowa była zapomniana. Byliśmy takim kuzynem, który sprawia kłopoty. Wiem też, że Europa środkowa jest tyglem, gdzie się przewalają idee, a literatura jest traktowana bardzo poważnie. I mamy [tu w Europie Środkowej – przyp. red.] poczucie, że ta literatura może zmieniać świat – mówiła. W jej ocenie taka książka jak „Bieguni” nie mogłaby zostać napisana przez autora spoza tego regionu. – Ponieważ w niej widać postromantyczne dziedzictwo i nieustanne przekraczanie granic – podkreśliła.

Dopytywana o metafizykę obecną w swoich powieściach odparła: – Wydaje mi się, że nie da się opisać świata bez odrobiny czegoś metafizycznego. Żeby realizm zadziałał, trzeba czegoś, co rozpiera ramy powieści realistycznej. Przywołam tutaj „Czarodziejską Górę” (słynne dzieło Tomasza Manna), powieść uznawaną za realistyczną i opisaną w tej książce scenę seansu spirytystycznego.

– To samo mamy w „Lalce” Bolesława Prusa, największej powieści polskiej, w której pojawia się metal lżejszy od powietrza. To dzięki tej scenie, bez której na pozór ta książka mogłaby się obejść, czujemy, że zyskuje na wartości.

Tokarczuk podkreśliła, że takie zabiegi stylistyczne są istotne w dzisiejszych czasach, gdy „na naszych oczach zmienia się definicja realizmu”. – Mamy do czynienia z fakenewsami, zaciera się granica między prawdą i fałszem – zaznaczyła. W jej ocenie „powieść to wyrafinowany sposób komunikacji”. – Uczy nas empatii. Dzięki powieści możemy przez jakiś czas żyć życiem innych ludzi i mieć szansę ich zrozumieć – dodała. Na koniec przyznała, że pracuje już nad nową książką.

 

REDAKCJA POLECA

 


Czy Małgorzata Kidawa – Błońska zmobilizuje wyborców?

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Nie wiadomo, jak wielu wyborców zmobilizuje łagodna kampania Małgorzaty Kidawy – Błońskiej, która w pośpiechu zabiega o głosy wyborców – pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”) opisuje fragment kampanii opozycyjnej polityk. Ocenia, że Kidawa-Błońska, która dopiero na początku września została dość nieoczekiwanie kandydatką na premiera liberalnej opozycji „nie pasuje do schematu wróg-przyjaciel”. Jeszcze jako wicemarszałek Sejmu i rzeczniczka rządu Donalda Tuska zabierała głos, „gdy potrzebny był ktoś nieuwikłany w skandale i dążący do złagodzenia sytuacji”.

Według „FAZ” wystawienie jej kandydatury na premiera było sprytnym posunięciem szefa PO Grzegorza Schetyny. Zarzucano mu nawet we własnej partii brak charyzmy, wizji i małostkowość.

Oferta PiS trudna do przebicia

„Opozycja jest w trudnej sytuacji. Przez minione cztery lata, a szczególnie w ostatnich miesiącach rząd rozdał dużo socjalnych darów.” FAZ przypomina o 13. emeryturze, zasiłkach na dzieci, ulgach podatkowych i obniżeniu wieku emerytalnego. „To mnóstwo ustępstw, które trudno przebić. Ponadto politycy PiS wmawiają, że opozycja w przypadku wygranych wyborów wszystkie te dary odbierze. Tym samym liberalna Platforma Obywatelska została zmuszona, by walczyć z tak stawianymi pomówieniami z pozycji defensywnej, przyjmując zasadę, że to, co dano, nie zostanie odebrane” – pisze FAZ”.

W dalszej części publikacji FAZ wskazuje, że nie wiadomo, jak wielu wyborców zmobilizuje łagodna kampania w myśl słów Kidawy-Błońskiej: „współpraca zamiast sporu”.

„Nie pozostawia ona PiS-owi dużo pola do ataku. Chciałoby się zobaczyć kandydatkę w starciu z innymi głównymi kandydatami, ale Małgorzata Kidawa – Błońska nie wystąpiła w żadnej z debat telewizyjnych pięciu partii, które mają szansę dostać się do parlamentu. W sztabie mówiono, że chętnie podyskutowałaby z patriarchą PiS, Jarosławem Kaczyńskim, ten ją jednak zignorował” – zauważa „FAZ”. Dodaje przy tym, że w Warszawie kandydatka opozycji ma spore szanse na pobicie Jarosława Kaczyńskiego, który startuje z tego samego okręgu wyborczego.

Niemrawa końcówka kampanii

Gazeta cytuje wiceprzewodniczącego PO Tomasza Siemoniaka, który ocenił pod koniec września, że jak na końcówkę kampanii temperatura nastrojów w Polsce jest „zadziwiająco niska”. Być może dzieje się tak dlatego, że protesty przeciwko ograniczaniu rządów prawa w minionych czterech latach emocjonalnie wyczerpały opinię publiczną – pisze gazeta, powołując się na byłego ministra obrony.

„Dziś niewiele pozostało z rozpieszczonej sukcesami Platformy Obywatelskiej, która do 2015 roku jako pierwsza partia po upadku komunizmu rządziła przez pełne dwie kadencje. Opozycji niewiele pomogło nawet to, że w minionych miesiącach PiS zmagał się z wieloma skandalami we własnych szeregach” – konkluduje „FAZ”.

Reportaż z twierdzy PiS

Przedwyborczy reportaż z Polski publikuje w piątek także berliński lewicowy dziennik „Die Tageszeitung” („taz”). Autorka, Gabriele Lesser odwiedziła Kielce. Jak pisze, województwo świętokrzyskie, ze swoją stolicą, Kielcami, „jest twierdzą narodowo-populistycznej partii rządzącej, PiS”. „W niektórych wioskach nawet 90 procent mieszkańców chce głosować na PiS. W samym mieście trochę mniej, jednak w Polsce wybory wygrywa się na wsi” – pisze Lesser w „taz”.

O receptę PiS na sukces Gabriele Lesser zapytała sekretarza tej partii w województwie Andrzeja Prusa.

– Rozmawiamy z ludźmi. Nasi kandydaci jeżdżą do wiosek. I za drugim czy trzecim razem przywożą rozwiązania miejscowych problemów – mówi Prus, cytowany przez „taz”. – Dzięki temu – dodaje – rozpolitykowani rolnicy przekonują się, że PiS jest partią wiarygodną, która poważnie traktuje troski obywateli. Przekonuje też, że PiS stara się nie tylko walczyć z biedą w tzw. Polsce B i wspomagać gospodarkę, ale przede wszystkim „przywrócić ludziom ich poczucie godności”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Polacy ruszą do urn. Socjolog tłumaczy, co może przesądzić o wyniku wyborów

Rozmawiała Magdalena Gwóźdź-Pallokat

Rozmawiała Magdalena Gwóźdź-Pallokat

Marcin Sińczuch - socjolog, pracownik naukowy Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się m.in. socjologią młodzieży, ze szczególnym uwzględnieniem instytucjonalnej obecności i aktywności młodych ludzi w systemie demokratycznym.

Za kilka dni Polacy ruszą do urn. Co może przesądzić o wyniku wyborów tłumaczy Marcin Sińczuch, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Deutsche Welle: Która grupa wyborców jest w tych wyborach kluczowa?

Marcin Sińczuch: Na pewno o wyniku zadecydują ci, którzy pójdą na wybory, co jest oczywiste, ale trzeba też przyjrzeć się temu, kto na wybory chodzi częściej, a kto rzadziej.

Stabilną grupę tworzą osoby w wieku 50+, które są zdyscyplinowane i dla których udział w wyborach jest formą rytuału. To jest generacja, która została wychowana w dużym poczuciu obowiązku. Kolejną grupą są ludzie młodzi, którzy są bardziej impulsywni i działają ad hoc, dlatego tu jest pewna niepewność, czy oni pójdą do urn. Pójdą, jeśli coś ich przyciągnie, i to bardziej w sferze symbolicznej. Wreszcie mamy „klasę średnią”, dla której pakiety socjalne nie są aż tak ważne. W tej grupie najsilniejszy może być efekt zniechęcenia do klasy politycznej.

Skąd wynika to zniechęcenie?

– Z jednej strony mamy bardzo słabą kampanię Platformy Obywatelskiej i w ogóle partii opozycyjnych, które nie są tak widoczne, jakby mogły być i nie formułują tak przemyślanych komunikatów, jakby mogły. A z drugiej strony mamy PiS, który w tej grupie cieszy się zdecydowanie niższym poparciem. Myślenie jest więc takie: jeżeli PiS będzie rządził, to nic się nie zmieni, a opozycja rozczarowuje.

To są tzw. grupy swingujące. A co z tymi, którzy w ogóle nie głosują?

– Kontakt tych osób ze sferą publiczną jest szczątkowy. Praktycznie w ogóle się z nią nie identyfikują. Obracają się w obszarach rozrywki, sportu, spraw codziennych itp. Żyją poza orbitą świata politycznego i nie chodzą na wybory. Polityka budzi ich umiarkowane zainteresowanie, tylko wtedy, gdy politycy trafiają na łamy plotkarskich portali, lub gdy polityczne decyzje przekładają się w sposób odczuwalny na poprawę, lub pogorszenie sytuacji materialnej.

A kto na pewno pójdzie na wybory?

– Osoby o niższym statusie materialnym, dla których programy rozwijane w ciągu ostatnich czterech lat są istotne. Pójdą na wybory, nawet jeśli się nie interesują polityką, żeby bronić status quo i z obawy, że jak przyjdzie nowy rząd, to może i nie odbierze, ale zacznie coś zmieniać lub stawiać jakieś warunki odnośnie udzielania wsparcia socjalnego.

Najnowsze sondaże są optymistyczne dla PiS-u, również, jeśli chodzi o młodych ludzi, a wydawałoby się, że wizerunkowo raczej nie trafi do młodych wyborców. Jak PiS przyciąga młodych?

– Sytuacja w kampanii wyborczej szybko się zmienia. Mam tu na myśli pojawiające się coraz to nowe propozycje finansowe i socjalne kierowane do kolejnych grup odbiorców. Nie ma wiarygodnych badań, które potrafią to uchwycić, więc możemy jedynie stawiać hipotezy.

Postawmy je zatem

– Ten rząd zniósł, chociażby podatek dochodowy dla osób do 26. roku życia, co szczególnie odczują osoby młode, które pracują. Nie będzie to astronomiczna kwota dla większości z nich, ale ok. 1,5 – 2 tys. złotych rocznie w portfelu im pozostanie. Ma to taki wymiar symboliczny, że ktoś tych młodych ludzi zauważył i wyróżnił. Za czasów PO był wprawdzie program mieszkaniowy skierowany do młodych, niemniej jednak propozycja PIS-u w jakiś sposób wyróżnia młodych. Jest to komunikat w rodzaju: „dostrzegamy was, jesteście dla nas ważni“.

Spora część młodych ludzi, którzy się usamodzielnili, ale nie aspirują do wyższej edukacji, bo wcześnie zakładają rodziny, też są beneficjentami programu 500+. Natomiast ci, którzy są aktywni i aspirujący, częściej migrują.

Nie bez znaczenia jest też ruch ze zmianą premiera, czyli Morawiecki za Szydło. On jest człowiekiem już niemłodym, ale wyczuwam w nim taki młodzieńczy sposób bycia. Morawiecki jest poza tym człowiekiem sukcesu. Wielu młodych chciałoby być prezesami banków i zarabiać dużo pieniędzy. Taki polityk to dla nich swojego rodzaju pozytywny wzorzec.

Czy to nie kłóci się z wizerunkiem PiS-u?

– Jest w tym pewna sprzeczność, ale jak popatrzymy dokładnie, to można dostrzec sygnały, które wysyła premier w stronę elektoratu, który nie wygrał na transformacji. Stara się być konserwatywny, podkreśla to, że ma liczną rodzinę – krótko mówiąc, dba o wizerunek kogoś, kto się dzieli swoim bogactwem. Stara się też podkreślać, że jest patriotyczny. Na płaszczyźnie wizerunkowej widać pracę, żeby osłabić efekt obcości przedstawiciela elit. Ale wydaje się, że ludzie młodzi patrzą na niego głównie przez pryzmat jego osobistego sukcesu.

A co oprócz programów społecznych przekonuje ludzi do PiS-u?

– PiS jak mantrę powtarza zdanie: my dotrzymaliśmy obietnic. PiS sprawuje władzę tak, jak w ostatnich 30 latach nikt jej nie sprawował. Poprzeczka wiarygodności została podniesiona wysoko, co jest niebezpieczne, bo dochodzimy do pewnego automatyzmu. Rząd mówi: będziemy sztywno realizować wszystkie nasze obietnice, choćby się paliło i waliło. To jest ograniczenie pewnej autonomii, bo na pewne sytuacje, kryzysy trzeba reagować. Nie ma wątpliwości, że jak pojawi się kryzys, to pojawią się i cięcia w programach rządowych. W jakich? – zobaczymy.

Możemy mówić o przedefiniowaniu polityki?

– Tak, bo do tej pory obietnice się gdzieś rozmywały, choć rząd PiS-u też nie realizuje wszystkich swoich obietnic, chociażby zapowiadany szeroko program mieszkaniowy okazał się raczej strzałem z kapiszona niż z armaty. Ale większość jednak została zrealizowana, a dotrzymywanie obietnic generuje poczucie bezpieczeństwa, tego, że jest ktoś, kto nad tym panuje, że polityka z przestrzeni chaosu przeszła do sfery porządku. Jest poczucie, że istnieje osoba, która nad tym wszystkim czuwa, czyli prezes Kaczyński, który wprawdzie rządzi z tylnego fotela, ale dba o to, aby wszystko się kręciło. Myślę, że wśród zwolenników PiS panuje przekonanie, że jak już wszystko się załamie, to on będzie instancją, która zadziała i naprawi. To u wielu osób rodzi pewien komfort.

A jakie znaczenie ma podnoszenie przez PiS takich kwestii, jak duma z tożsamości, duma z historii, bohaterstwo Polaków?

– Jeżeli wprowadzana jest jakaś nowość, a te rządy są pewną nową jakością w polskiej polityce, to ta nowa jakość będzie tym lepiej funkcjonowała, im bardziej dysponować będzie własnym zestawem symboli, aby legitymizować swoja wyjątkowość. Chodzi o odwoływanie się do takich symboli, które mają konotacje z heroizmem i bohaterstwem, ale i z uczciwością czy rezygnacją z dobra osobistego na rzecz dobra wspólnego. Chodzi też o analogię: my, PiS, rezygnujemy z powiedzmy to językiem kampanii wyborczej: „krętactw i własnych prywatnych korzyści“ na rzecz dobra wspólnego, pracy dla społeczeństwa. To jest pewien chwyt w obszarze symboliki on działa na elektorat również na poziomie podświadomym.

Ale są też symbole negatywne

– Tak. Wspólnota identyfikuje się wokół swoich bohaterów, ale też przeciwko swoim przeciwnikom. Proszę spojrzeć na to, jak jest przedstawiane LGBT albo uchodźcy. Dominuje dyskurs zagrożenia wspólnoty. Osoby LGBT nie są przedstawiane jako te, które robią coś złego, tylko, po pierwsze, nie mówi się o ludziach, lecz o pewnej ideologii, która zagraża wspólnocie. Po drugie, to co robią nie jest złe, bo jest łamaniem jakichś norm moralnych czy religijnych, ale dlatego, że zagraża „naszemu społeczeństwu“. Tak samo jest w wypadku przedstawienia zagrożeń związanych z imigrantami, zwłaszcza z krajów muzułmańskich. Bo jeżeli ktoś zagraża wspólnocie, to istnieje duża szansa, że ona się zintegruje wokół tych, którzy najgłośniej deklarują, że jej bronią.

Temat LGBT nie zniechęca młodych ludzi do głosowania na PiS?

– Młodzi ludzie nie doświadczyli prokolektywistycznego wychowania, jak generacje, które wychowywały się w PRL-u, gdzie konwencja przekazu była zbliżona do tego, co robi PiS. Można powiedzieć, że w niektórych obszarach PiS jest „zupgradowanym PRL-em”. Młodzi ludzie są bardzo indywidualistyczni, co u niektórych z nich powoduje rozchwianie oraz brak poczucia bezpieczeństwa i oni wtedy emocjonalnie identyfikują się z tymi, którzy im podpowiedzą jakąś wspólnotę. Stąd mamy też poparcie młodych dla partii jeszcze bardziej na prawo od PiS-u. Z drugiej strony nie akceptują „wchodzenia na ich własne podwórko”. Można powiedzieć, że są rozdarci pomiędzy potrzebą identyfikacji a przywiązaniem do indywidualizmu i wolności. Trudno do większości z nich dotrzeć z przekazem, że osoby LGBT mogą im jakoś realnie zagrozić.

Można mieć wrażenie, że PiS-owi mało co jest w stanie zaszkodzić, opozycji za to wszystko. Podziela Pan to zdanie?

– Jeżeli mamy wielki transatlantyk, który płynie swoim kursem do Ameryki i jest sztorm, to trochę buja na tym Atlantyku, ale jest kapitan, a poza tym jest to potężny okręt, któremu zagrozić może tylko góra lodowa. Sztormy nie są mu straszne. I to jest metafora PIS w oczach jego zwolenników. Obraz ten inaczej wygląda w przypadku opozycji – jeżeli nie wiadomo kto kieruje statkiem, nie ma też nikogo, kto podejmie decyzję, gdy nadejdzie sztorm. To nie mobilizuje osób niezdecydowanych, wahających się do głosowania na Koalicję Europejską czy Lewicę. To, co – jak się wydaje – mogłoby zaszkodzić PiS-owi, to poważny rozłam, konflikt wewnętrzny, który zachwiałby poczuciem bezpieczeństwa wyborców tej partii.

 

REDAKCJA POLECA

 


Programator czasowy – łatwe programowanie pracy urządzeń!

Chcesz uruchomić pralkę o określonej porze? A może zależy Ci na łatwej regulacji pracy bojlera podgrzewającego wodę? W takim przypadku warto kupić niedrogi programator czasowy!

Chcesz uruchomić pralkę o określonej porze? A może zależy Ci na łatwej regulacji pracy bojlera? W takim przypadku warto kupić niedrogi programator czasowy!

Programowanie pracy różnego rodzaju urządzeń w domu wcale nie musi wymagać stosowania specjalistycznego sprzętu. Wystarczy programator czasowy, czyli urządzenie, którego głównym zadaniem jest włączanie lub wyłączanie podłączanych do niego sprzętów o danych godzinach. Najprostszym i najtańszym programatorem czasowym jest ten, który jest podłączany bezpośrednio do gniazdka. Wówczas włączamy do niego określony sprzęt, którym chcemy sterować. Potem wystarczy tylko ustawić na programatorze odpowiedni czas, aby włączył on sprzęt wtedy, gdy będzie to potrzebne.

Jaki programator czasowy warto kupić?

Jeśli chcemy zdecydować się na programator czasowy, w sklepach możemy znaleźć wiele typów takich urządzeń. Czym najlepiej kierować się przy zakupie? Programatory możemy podzielić na dwie kategorie, a mianowicie na urządzenia analogowe oraz cyfrowe – elektroniczne. Analogowe programatory czasowe posiadają pokrętło pozwalające na ustawienie określonego czasu. Gdy pokrętło przekręci się na odpowiednią pozycję, wówczas włączy lub wyłączy urządzenie. Z kolei elektroniczne programatory czasowe to już bardziej zaawansowany sprzęt, który daje nam więcej możliwości w programowaniu pracy urządzeń. Możemy precyzyjnie ustawić czas, a także programować pracę tygodniową, gdy chcemy, aby uruchamiał się on w innych porach każdego dnia tygodnia.

Ile zapłacimy za programator czasowy?

Gdy chcemy kupić programator czasowy, wcale nie musimy liczyć się z bardzo wysokim wydatkiem. Ceny tego typu sprzętu rozpoczynają się już od około 20 złotych za programatory analogowe, a także od 25 złotych za programatory elektroniczne. Bardziej zaawansowane urządzenia elektroniczne tego typu to wydatek od około 50 złotych wzwyż. Programatory czasowe możemy zakupić obecnie również przez internet – to tam znajdziemy także najbardziej atrakcyjne cenowo oferty!


Marcin Zegadło: Kaczyński w Sosnowcu ujawnił co nas czeka

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Bycie przeciwnikiem Prawa i Sprawiedliwości oznacza bycie jego „wrogiem”, a ponieważ Prawo i Sprawiedliwość w osobie prezesa Kaczyńskiego wie, co dla Polski najlepsze, bycie przeciwnikiem Prawa i Sprawiedliwości oznacza jednocześnie bycie „wrogiem” Polski

 

Literacki Nobel dla Olgi Tokarczuk to jest wspaniała wiadomość i od kilku godzin cieszę się jak dziecko. Niestety nie sposób zapomnieć, że nie żyjemy na planie serialu „M jak Miłość”, a losy bohaterów nie plączą się bezpiecznie w słonecznych wnętrzach pełnych sprzętów z IKEA. Tutaj jest Polska. Tutaj wstaje się z kolan.

Zatem, Jarosław Kaczyński w Sosnowcu oświadcza, że:

„nowa polska elita władzy i coraz większa część elity kulturalnej i innych elit już nie pracuje dla naszych wrogów”

oraz że:

„To jest droga zupełnie inna niż ta, która była drogą, można powiedzieć, wymuszoną przez te różnego rodzaju pseudoelity, które w Polsce zdołały narzucić swoje panowanie po roku 1989 (…) Zwycięstwo w tych wyborach oznacza, że czas tych elit się ostatecznie skończy”

Co mówi nam Jarosław Kaczyński, mówiąc nareszcie wprost, co nas czeka?

Mów nam, że:

Po pierwsze: istnieją nowe elity władzy i kultury (sic!), które pracują dla rządu Prawa i Sprawiedliwości:

Po drugie: od teraz nie wystarczy być aktywnym przeciwnikiem PiS, żeby zostać uznanym za jego „wroga”. Żeby zostać za wroga uznanym wystarczy nie wykazywać się aktywnością i zaangażowaniem we wspólnej partyjnej pracy na rzecz pisowskiej wizji Polski prezesa Kaczyńskiego.

Po trzecie, dowiadujemy się, że bycie przeciwnikiem Prawa i Sprawiedliwości oznacza bycie jego „wrogiem”, a ponieważ Prawo i Sprawiedliwość w osobie prezesa Kaczyńskiego wie, co dla Polski najlepsze, bycie przeciwnikiem Prawa i Sprawiedliwości oznacza jednocześnie bycie „wrogiem” Polski. Nomenklatura właściwa dla konfliktu zbrojnego nie jest niczym nowym, z tą różnicą, że w chwili obecnej jest ona już oficjalną narracją tej władzy oraz jej wcielenia w osobie Kaczyńskiego.

Po czwarte: czas pseudoelit skończy się po wyborach, co jest zapowiedzią zdecydowanych działań mających na celu, jak się domyślam, eliminację członków tych elit, kimkolwiek są, lub jeżeli za takich zostaną uznani, przez te „jedynie słuszne” elity, czyli elity obecnej władzy. Na czym ta eliminacja miałaby polegać możemy tylko przypuszczać. Historia mnoży przykłady. Począwszy od politycznych mordów, poprzez prewencyjne areszty i inne tego typu działania (ich imiona to w wersji polskiej Bereza Kartuska, w wersji niemieckiej, na przykład, Dachau). Wtedy też powstały „nowe elity” w miejsce tych „fałszywych”.

Po piąte: może nie wszystkich to interesuje, ale mnie interesuje szczególnie, mianowicie, istnieje już nowa „elita kulturalna”, w związku z powyższym władza wcześniej czy później zacznie decydować, co jest dobrą sztuką, a co nią nie jest. Nic nowego. Właściwie już to robi. Mieliśmy nazizm z jego kultem siły i siermiężną architekturą, mieliśmy socrealizm z dziewczętami na traktorach, atletycznymi murarzami i Nową Hutą. Dlaczego tym razem mielibyśmy tego nie powtórzyć.

Kilka dni temu Jarosław Kaczyński powiedział, że różnica pomiędzy Polską, jaką widzi opozycja a Polską, jaką buduje Prawo i Sprawiedliwość jest taka, jak między „Polską PLUS” a Polską MINUS”. Gdzie „Polska PLUS” to naturalnie Polska zgoda z PiSowską wizją państwa.

Zasadniczo opinia Kaczyńskiego wydaje się oczywistą oczywistością. Chciałbym jednak zauważyć, że bywa tak, że „Polska MINUS” może również okazać się atrakcyjnym miejscem. Zależy to po prostu od tego, co się odejmuje. Na początek proponowałbym, abyśmy 13 października odjęli Prawo i Sprawiedliwość. A może wszystko jeszcze jakoś się ułoży.

Marcin Zegadło

 

 


Adam Mazguła: Dziękuję TVP 3 Opole za reklamę

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Zaczekamy do poniedziałkowego poranka, aby się przekonać, czy agresja mediów i niektórych partii politycznych jest skuteczniejsza od prawdy, aktywności, życzliwości i przyjaźni.

 

Jak powszechnie wiadomo, aby ciągle manipulować społeczeństwem, PiS przeprowadza codzienne badanie opinii publicznej. Coś wyszło im nie tak, skoro rozpoczęli walkę medialną z Panem Ryszardem Wilczyńskim i z Adamem Mazgułą. Czyżby sondaże były zbyt negatywne dla ich kandydatów?

Fot. Źródło / TVP3 Opole / Facebook

Ta śmieszna telewizja publikuje filmiki hejterów sprzed 3 lat. Wstyd, telewizjo regionalna. Dodam, że telewizja otrzymała ponad miliard złotych na kampanie PiS-u i regularnie zaprasza do programów przedwyborczych tylko swoich, stając się graczem politycznym i jednocześnie wpływając na wyniki wyborów, co jest niedopuszczalne.

Ja, Adam Mazguła nie mogę liczyć ani na miliony publicznych pieniędzy, na sprzyjające media, ani na kampanię wyborczą. Wszystko muszę sobie opłacić ze swoich prywatnych środków, podpartych wpłatami przyjaciół.

Tymczasem media zajmują się jedynie wspieraniem moich konkurentów, z jednym jednorazowym wyjątkiem, albo robią takie programy jak ta śmieszna stacja TVP 3 Opole.

Już wygrałem te wybory, bo wbrew większości partii politycznych, udało mi się zmusić PKW i OKW do zarejestrowania mnie na liście kandydatów do Senatu. Udało mi się zjednoczyć moich przyjaciół, którzy odwiedzili ze mną 297 miejscowości Okręgu 51, porozmawiać z setkami ludzi i rozdać 50 tys. ulotek z moim wizerunkiem i programem. Wynikiem tych działań jest poparcie sondażowe, które daje mi szansę na zwycięstwo wyborcze.

Smutni jesteście pseudo dziennikarze propagandowi. Wasza skuteczność w niszczeniu mojego wizerunku, mimo tak wielkich możliwości i potężnych pieniędzy jest niewielka.

Śmiać się z was, to za mało.

Bardzo dziękuję stacji TVP 3 Opole za reklamę.

Tymczasem publikuję sondaż zaufania społecznego, wprawdzie to tylko wyniki internetowe i w dodatku ogólnopolskie, ale nie odbiegają znacząco od tych, którymi dysponuję nieoficjalnie.

Źródło: wnp.pl

Tymczasem zaczekamy do poniedziałkowego poranka, aby się przekonać, czy agresja mediów i niektórych partii politycznych jest skuteczniejsza od prawdy, aktywności, życzliwości i przyjaźni.

Adam Mazguła

PS.

Zwracam się z prośbą do wszystkich pozytywnie i demokratycznie zmotywowanych, tych co pokładają we mnie nadzieję na normalność w naszym kraju, o wsparcie.

Pomóżcie proszę mi te wybory wygrać.

Komitet Wyborczy Wyborców Adama Mazguły
48-300 Nysa ul. Bolesława Krzywoustego 7-9
Numer Konta:  57 8872 1026 0042 4764 2000 0010
Bank Spółdzielczy w Otmuchowie  
Tytuł wpłaty:  wpłata na komitet wyborczy

Uwaga!

Wpłaty należy dokonywać wyłącznie przelewem z konta prywatnego i od darczyńców zamieszkałych w Polsce. Nie można, zatem wpłacać do kasy banku lub na poczcie.

 

 

Sfinansowane ze środków KWW Adama Mazguły

Roman Giertych: Zdrada Trumpa. Jesteśmy od wczoraj bardziej samotni, niż kiedykolwiek

Roman Giertych

Roman Giertych

Zdrada Trumpa oznacza, że USA nie chroni swoich sojuszników. To cios w wiarygodność Stanów Zjednoczonych i również cios w nasze bezpieczeństwo, które rząd PiS widzi tylko i wyłącznie w oparciu o relacje z Trumpem.

To czego dopuścił się wobec narodu kurdyjskiego Trump, to zwykła, podła zdrada.

Kurdowie to największy naród na świecie, który nie ma i nie miał nigdy swojego państwa. Ich ziemie znajdują się w kilku państwach: Syrii, Iranie, Iraku i Turcji. Są prześladowani przez wszystkich.

W czasie wojny z ISIS Kurdowie sprzymierzyli się z USA i odegrali kluczową rolę w pokonaniu Państwa Islamskiego. Od tego czasu ich faktyczne państwo na terenach Syrii było osłaniane przez wojska USA. Ten sojusz trwał do tego tygodnia, gdy Trump (prowadzący interesy w Turcji) nakazał ewakuację wojskom amerykańskim. W związku z ta decyzją na tereny Kurdów wkraczają od wczoraj Turcy, którzy mają tradycję prześladowania tej mniejszości u siebie i nie chcą pozwolić na ukonstytuowanie się Państwa Kurdyjskiego przy swoich granicach.

Zdrada Trumpa oznacza, że USA nie chroni swoich sojuszników. To cios w wiarygodność Stanów Zjednoczonych i również cios w nasze bezpieczeństwo, które rząd PiS widzi tylko i wyłącznie w oparciu o relacje z Trumpem.

Jesteśmy od wczoraj bardziej samotni, niż kiedykolwiek.

Roman Giertych

Pamiętam jak opowiadał mi dziadek, że rozmawiał z Romanem Dmowskim na temat Kurdów. Zdaniem Dmowskiego walka Kurdów o niepodległość od zaborców (przypominająca walkę o niepodległość Polaków pod zaborami) powinna się zacząć od walki o zjednoczenie w jednym państwie zaborczym, a następnie dopiero uzyskanie niepodległości od tego państwa.