Marcin Zegadło: Kościół, posłuszny tej władzy, tej władzy służący. Oczywiście nie za darmo

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Kościół Katolicki od zarania nie ma w zwyczaju czynienia za darmo dobra i nie ma w zwyczaju czynienia nieodpłatnie zła. W związku z tym jego posłuszeństwo wobec tej władzy jest i będzie wynagradzane. Tak jak wynagradzany jest arcybiskup Jędraszewski, który zamiast ostracyzmu ze strony wiernych i rządzących, spotyka się z wyróżnieniem bądź po prostu z brakiem sprzeciwu.
Kościół Katolicki ma różne oblicza. Większość z nich pozostawia wiele do życzenia, większość z nich nie przypomina w niczym tego, co chcielibyśmy identyfikować z nauką żydowskiego nauczyciela z Judei, ale umówmy się, że żydowski nauczyciel z Judei nie miał z Kościołem Katolickim nic wspólnego, trudno zatem, żeby było odwrotnie.
Tak czy inaczej, gdyby tej władzy, chociaż odrobinę zależało na ociepleniu swojego wizerunku, na odejściu od kato-faszystowskiej wersji tegoż Kościoła, która dominuje w przestrzeni publicznej, odkąd ci ludzie doszli do władzy, wtedy ta władza mogłaby starać się uniknąć sytuacji, w której mszę pogrzebową Kornela Morawieckiego, zmarłego ojca urzędującego premiera, odprawia „pistolet” ciskający faszystowskie hasła z ambon, z których raczył przemawiać w ostatnim czasie. Tę mszę mógłby odprawić inny kapłan, który w przeciwieństwie do Jędraszewskiego nie musi być kojarzony z nienawistnym językiem podziału i stygmatyzacji. Nie musiał tej mszy odprawiać „młot na środowiska niehetoronormatywne”. Tylu ich tam, że jest z czego wybierać. Wszyscy, w gruncie rzeczy, myślą podobnie, nie wszyscy jednak mówią na głos to, co mówi Jędraszewski.

Czy rzeczywiście nie musiał? A może to jest, po prostu, świadomy i konsekwentny gest tej władzy, która takiemu właśnie Kościołowi daje swoje poparcie. Taki oto Kościół tej władzy odpowiada, taką funkcję Kościoła, ta władza widzi jako tę właściwą – Kościół, wchłonięty przez Prawo i Sprawiedliwość, Kościół posłuszny tej władzy, Kościół tej władzy służący jak partyjna przybudówka. Oczywiście nie za darmo.
Kościół Katolicki od zarania nie ma w zwyczaju czynienia za darmo dobra i nie ma w zwyczaju czynienia nieodpłatnie zła. W związku z tym jego posłuszeństwo wobec tej władzy jest i będzie wynagradzane. Tak jak wynagradzany jest arcybiskup Jędraszewski, który zamiast ostracyzmu ze strony wiernych i rządzących, który powinien być konsekwencją uprawianej przez niego narracji pogromowej, spotyka się z wyróżnieniem bądź po prostu z brakiem sprzeciwu.
Wobec tego właśnie ktoś taki jak on, hierarcha pełen buty, gniewu, pogardy i podłości odprawia mszę pogrzebową ojca urzędującego premiera, w której uczestniczy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, prezes partii rządzącej, premier z rodziną oraz cała rządowa wierchuszka. Wszyscy tak samo rozmodleni, tak samo po chrześcijańsku zadumani, tak samo zgodni co do tego, że tę mszę powinien poprowadzić nienawistnik, który z nauki Chrystusa zrobił sobie bat na to, co Kościół i prawica określa mianem „ideologii LGBT”, cokolwiek to znaczy.
Bez żalu obserwuję proces moralnego upadku Kościoła Katolickiego w Polsce, który z roku na rok staje się ponurą parodią samego siebie. Z żalem jednak przyglądam się Polkom i Polakom, którzy uczestniczą w tym przedstawieniu przekonani o tym, że ich uczestnictwo w upadku tego Kościoła nie ma nic wspólnego z ich wiarą i z ich Bogiem. Otóż ma.
Nie istnieje jedno bez drugiego. Nie w polskim wydaniu. Jeżeli mylę się i jest inaczej, cóż stoi na przeszkodzie, żeby zabrać swojego Boga i swoją wiarę z tego Kościoła, i jak żydowski nauczyciel z Judei przepędzić „kupców” ze świątyni i zrobić z tym w końcu porządek.
Życzę polskim katolikom i katoliczkom odwagi. Idą czasy, w których będzie im ta odwaga potrzebna. W przeciwnym razie pójdą na dno razem z okrętem, który już od dawna nabiera wody. Jeszcze tego nie widać, ale tonie. Proszę mi wierzyć, idzie na dno. Jak kamień. Jak amen w pacierzu.
Marcin Zegadło
Rafał Sulikowski: Sprawiedliwe. O kobietach, które ratowały ludność żydowską

Rafał Sulikowski
W polityce godności i dumy, jaka teraz obowiązuje, mówi się przeważnie o heroizmie posuniętym niekiedy do męczeństwa. Obok działa jednak ten mniej chwalebny aspekt i dopiero jego dostrzeżenie, a potem przepracowanie pozwala na opanowanie traumy
Właśnie nakładem wydawnictwa “Znak” ukazała się nowa książka Anny
Herbich “Dziewczyny sprawiedliwe. Polki, które ratowały Żydów.
Prawdziwe historie”.
Gehenna II wojny światowej nadal nie funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni dostatecznie wyraźnie. Świadczy o tym nieprzepracowany faszyzm, który co jakiś czas uruchamia swoje mroczne maszynerie i każe na przykład bez względu na wszystko obchodzić urodziny Hitlera, a w mniejszej skali – nienawidzić inne nacje.
Jest tak jakoś, że szczególnie nacja żydowska podatna jest na tego typu reakcje. Może wynika to po części z archetypu “krew Jego na nas i na syny nasze”, który długo funkcjonował w świadomości chrześcijańskiej?
Jaki jest związek średniowiecznych pogromów żydowskich z faszyzmem XX wieku? Na pewno morderstwo Chrystusa mocno poruszyło chrześcijańskie imaginarium religijne i przyczyniło się do oskarżeń całego narodu o jego zabicie. Świadomość potoczna nie różnicuje – nie ma nic do rzeczy, że Jezusa zabili tylko arcykapłani, a cały naród nie miał z tym nic wspólnego. To trochę tak, jakby wszyscy Polacy zabili księdza Popiełuszkę, podczas gdy uczyniło to tylko kilku gangsterów z IV Departamentu. Świadomość potoczna nie różnicuje, bo jest masowa i nie jest refleksyjna.
W dyskusjach o Polakach chroniących bądź wydających Żydów Niemcom brakuje szerszego kontekstu. Antysemityzm, o którym zresztą w książce nie jest wiele, ma swoją mroczną, długą historię. To oczywiście kontekst osoby Jezusa i średniowieczne pogromy, bezpodstawne oskarżenia o porywanie chrześcijańskich dzieci, to wreszcie zazdrość o żyłkę do interesów, jaką niewątpliwie przejawiają przedstawiciele narodu żydowskiego.
Ale książka nie jest o tym. Jest o Polkach, które – razem ze swymi rodzinami – naraziły życie swoje i najbliższych, aby ratować Żydów, udzielając im niekiedy wielomiesięcznego schronienia pod swym dachem. To bohaterskie kobiety przeważnie z ludu, mające swoje niewielkie domy na wsi w różnych częściach Polski (Mazowsze, Kujawy, Podlasie, etc.). Tam właśnie – jedna z nich w rodzinnej leśniczówce, którą spalili Niemcy – dokonywały się rzeczy niecodzienne.
Ale obok tej opowieści heroicznej, znajdujemy w książce opowieść demaskatorską: nie wszyscy pomagali Żydom, pomagała mniejszość, gdy większość okazała zwyczajny konformizm i wygodnictwo, a w skrajnych przypadkach zdarzały się akty donosicielstwa, dokonywane przez sąsiadów – Polaków.
Tak, że nie ma jednej obowiązującej prawdy o tamtych czasach Zagłady – prawda o wojnie ma co najmniej dwa aspekty: jeden oficjalny, heroizujący, drugi – mroczny, sprzedawczykowski, zaprzeczny. Ale tych aktów bohaterstwa dnia codziennego, nie tego na polu bitwy, ale na polu walki z instynktem samozachowawczym, było jednak więcej niż się oficjalnie mów.
W polityce godności i dumy, jaka teraz obowiązuje, mówi się przeważnie o heroizmie posuniętym niekiedy do męczeństwa. Obok działa jednak ten mniej chwalebny aspekt i dopiero jego dostrzeżenie, a potem przepracowanie pozwala na opanowanie traumy. Bo pomaganie prowadziło niekiedy do traumy. I z nią wiele bohaterskich kobiet – Polek musiało żyć po wojnie przez długie lata. Dlatego zadaniem naszym współczesnym jest pamiętanie. Tylko tyle i aż tyle, a pomaga w tej pamięci wspaniała książka Anny Herbich.
Anna Herbich, Dziewczyny sprawiedliwe. Polki, które ratowały Żydów. Prawdziwe historie. Znak-Horyzont, Kraków 2019, ss. 345.
Rafał Sulikowski
Manuela Gretkowska: Kaczyński jest jak granat wrzucony w szambo mentalne nad Wisłą

Manuela Gretkowska
Kaczyński jest jak granat wrzucony w szambo mentalne nad Wisłą, nie to z Czajki, tylko z zapóźnień cywilizacyjnych. Więc bryzga po wschodniej ścianie Polski.
Niedługo cisza wyborcza, ale nie nad trumnami. Znowu je wyciągną, smoleńskie, starsze, nowsze. Każdy argument jest dobry dla TVP. Od tygodnia wycierają sobie mną tam gębę. W doborowym towarzystwie: Jandy, Stuhrów, jestem zaplutym karłem „elit, które utraciły władzę”. Nie narzekam na swoje władze umysłowe, innych nie mam. W przeciwieństwie do rządzących.

Kaczyński jest jak granat wrzucony w szambo mentalne nad Wisłą, nie to z Czajki, tylko z zapóźnień cywilizacyjnych. Więc bryzga po wschodniej ścianie Polski.
Izaak Babel poznając na początku XX wieku nasze zacofane Podkarpacie zastanawiał się, czy Słowianie są nawozem historii. Gdy to pisał, nawóz był naturalny, gówniany. Oczywiście, Babel to Żydokomuna i nie nadawałby się na wystawkę w Polinie, które jak obcojęzyczna nazwa wskazuje jest jeszcze niespolonizowanym muzeum o Polsce. Dlatego zarządzać nim powinni heteroseksualnie kochający Polskę Wszechpolacy.
Przypomina się mi dialog z „Zimnej wojny”, pisany pewnie przez Głowackiego. Mało kto miał takie ucho na prlowski bełkot.
– Nie kocha pan Polski – mówi ubek do artysty.
– Kocham – szczerze odpowiada artysta.
– Nie kocha pan.
– Kocham.
– Nie kocha…
Te rozmowy powtórzą się, jeśli PiS wygra. W programie mają pomysł na państwowy statut artysty. Skoro państwowy, to pewnie i narodowo socjalistycznie katolicki. Cóż, ruska komuna, dlatego że obca, była łatwiejsza do zniesienia, od polskiego faszyzmu.
Paranoicy mają dar urealniania swojego zajoba szczegółami. Utopista socjalistyczny Fourier zalecał nowemu społeczeństwu jedzenie arbuzów. Nie pytajcie dlaczego. Zapytajcie Prezesa albo „Call Saul”.
Program PiS-u przewiduje w składzie komisji przyznającej statut artysty 20% ludzi sztuki. Skąd 1/5, a nie liczba Pi? Reszta to chyba biskup, a na pewno urzędnicy. Znając ich kadry – hejterzy, gangusy, burdelarze. Statut na trzy lata, niby renta. Najwidoczniej dla pisowców artysta jest intelektualnie czy jakoś, niesprawny ideologicznie i trzeba go weryfikować. W normalnym świecie artyści należą gdzie chcą; do własnych stowarzyszeń, związków zawodowych, kółek adoracji, albo nigdzie.
W komunizmie skazywano na roboty, „za nie bycie poetą”, na przykład noblistę Brodskiego. U nas minister kultury, oczywiście tradycyjnie pisowski buc, przyzna Jandzie dużą kasę, w supermarkecie. Stuhrów wyślą do kopalni węgla czy soli, bo to blisko Krakowa i żeby nie było gadania o mściwym państwie.
W normalnym świecie nie ma obowiązku hołubić artystów. Ale nie trzeba ich niszczyć. Tylko tępota tępi kulturę.
Na trumnie Polski zamiast sarmackiej gęby zwanej portretem, wystarczy napis: „Idioci idiotom zgotowali ten los„. Na najbliższe lata, wieki, a wieko trumny zamknąć dla dobra klimatu.
Manuela Gretkowska
Polacy będę podróżować do USA bez wiz. Jak wygląda procedura? Pytania i odpowiedzi
Prezydent USA Donald Trump podpisał zgodę na włączenie Polski do programu ruchu bezwizowego. Oznacza to, że Polacy będą mogli podróżować do Stanów Zjednoczonych bez wiz, nie będą mogli podjąć pracę, a pobyt w USA, nie będzie mógł być dłuższy niż 3 miesiące. Nadal po przylocie do USA będziemy musieli ustawiać się w kolejce do oficera imigracyjnego. Będziemy odpowiadać na pytania o cel podróży, miejsce, gdzie się zatrzymamy, pobiorą nam odciski palców, będzie nam również robione zdjęcie.

O tym, na jakich zasadach i warunkach Polacy będą podróżować do Stanów Zjednoczonych po włączeniu Polski do Programu Ruchu Bezwizowego, odpowiada ambasada Stanów Zjednoczonych w Polsce. W przygotowanym (przez ambasadę USA) poradniku zawarto najczęściej zadawane pytania dotyczące podróży do USA bez wizy.
Jak Polacy będą podróżować do Stanów Zjednoczonych po włączeniu Polski do Programu Ruchu Bezwizowego?
W przypadku krótkich turystycznych i biznesowych wyjazdów na 90 dni lub krócej, obywatele Polski, którzy uzyskali autoryzację w Elektronicznym Systemie Autoryzacji Podróży (Electronic System for Travel Authorization, ESTA) nie będą potrzebować wizy. Wiza będzie nadal wymagana dla innych rodzajów wyjazdów, w tym pobytów dłuższych niż 90 dni lub z zamiarem podjęcia pracy czy nauki w Stanach Zjednoczonych. Obywatele Polski podróżujący do USA bez wizy będą musieli mieć paszport z chipem do odczytu komputerowego.
Od kiedy Polacy będą mogli podróżować bez wizy?
Podróżowanie bez wizy będzie możliwe, gdy zostaną zakończone procedury administracyjne rządu Stanów Zjednoczonych. Przewidujemy, że proces wejścia Polski do Programu Ruchu Bezwizowego potrwa kilka miesięcy i będzie możliwe najwcześniej na początku stycznia 2020.
Czy obywatele Polski będą musieli gdzieś się zarejestrować, aby podróżować bez wizy?
Aby podróżować bez wizy, obywatele Polski będą musieli wystąpić o autoryzację za pośrednictwem internetowego systemu ESTA. Dzięki ESTA można bardziej efektywnie i skutecznie przeprowadzić wstępną kontrolę podróżnych. Obywatele Polski będą mogli ubiegać się o autoryzację ESTA na krótko przed terminem, od którego ruch bezwizowy będzie dostępny. Autoryzacja ESTA jest wymagana od podróżnych ze wszystkich 38 krajów należących do Programu Ruchu Bezwizowego.
Ile kosztuje ESTA?
Obecnie ESTA kosztuje 14 dolarów, czyli znacznie mniej niż opłata w wysokości 160 dolarów, która jest wymagana od osób ubiegających się o wizę turystyczną/biznesową.
Mam wizę i jest ona nadal ważna. Jak mogę podróżować do USA?
Każdy podróżny, który ma ważną wizę, będzie nadal mógł z niej korzystać, nawet kiedy ruch bezwizowy będzie możliwy. Osoba posiadająca ważną wizę nie musi ubiegać się o autoryzację ESTA.
Jak długo obywatele Polski mogą przebywać w USA, jeśli podróżują bez wizy w ramach Programu Ruchu Bezwizowego?
Obywatele Polski mogą przebywać bez wizy w celach turystycznych lub biznesowych do 90 dni. Przedłużenie pobytu nie jest możliwe.
Otrzymałem wcześniej odmowę wizy lub miałem problemy przy wjeździe do USA. Czy mogę podróżować do USA bez wizy?
Z reguły autoryzacji w systemie ESTA nie otrzyma i nie będzie mogła podróżować bez wizy osoba, która uprzednio otrzymała odmowę wizy lub w przeszłości miała problemy mogące wpłynąć na prawo do otrzymania wizy, takie jak wyrok sądowy lub złamanie prawa imigracyjnego USA. Każda osoba, która otrzymała odmowę rejestracji ESTA może ubiegać się o wizę amerykańską w ambasadzie/konsulacie USA.
Czy są inne ograniczenia w ruchu bezwizowym?
Ruch bezwizowy jest z reguły dostępny dla osób przybywających regularnymi lotami komercyjnymi lub statkami. Ponadto specjalne zasady obowiązują osoby, które przekraczają granicę lądową samochodem lub pieszo. Prosimy przeczytać wszystkie dostępne na stronach rządu USA odpowiedzi na często zadawane pytania, które odnoszą się do Programu Ruchu Bezwizowego i ESTA (informacja niżej).
Gdzie obywatele Polski mogą znaleźć więcej informacji o Programie Ruchu Bezwizowego?
Pełne informacje o Programie Ruchu Bezwizowego (w tym ESTA) znajdują się na stronie internetowej Urzędu Celnego i Ochrony Granic USA dotyczącej ESTA https://esta.cbp.dhs.gov i stronie Departamentu Stanu http://travel.state.gov, a dodatkowe informacje będą wkrótce dostępne na stronie Ambasady USA https://pl.usembassy.gov.
Dlaczego wejście Polski do Programu Ruchu Bezwizowego zajęło tyle czasu?
Większość krajów sąsiadujących z Polską weszła do Programu Ruchu Bezwizowego, kiedy wymogi prawne były mniej restrykcyjne (w szczególności odsetek odmów wydania wiz). Ponadto w ostatnich latach Kongres USA uchwalił przepisy, zgodnie z którymi wymagania programu dotyczące bezpieczeństwa są bardziej rygorystyczne. Polska spełniła wszystkie zaostrzone wymogi prawne dotyczące członkostwa w Programie Ruchu Bezwizowego.
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: Ambasada USA
Polacy do USA bez wiz. Trump podpisał zgodę na ruch bezwizowy z Polską
Donald Trump ogłosił na spotkaniu z dziennikarzami, że podpisał zgodę na ruch bezwizowy z Polską.

4 października Donald Trump ogłosił na spotkaniu z dziennikarzami, że podpisał dokument, który przyjmuje Polskę do Visa Waiver Program. Oświadczenie prezydenta Trumpa oznacza, iż Departament Stanu formalnie nominował Polskę do przystąpienia do programu ruchu bezwizowego. Oznacza to, że już wkrótce Polacy nie będą potrzebować wiz, by udać się do Stanów Zjednoczonych.
Nim to jednak nastąpi procedurę sprawdzania Polski rozpocznie Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA. Następnie zgodę musi wyrazić Kongres Stanów Zjednoczonych. Zniesienie wiz powinno więc nastąpić w ciągu kilku miesięcy. Przewiduje się, że podróżowanie bez wiz będzie możliwe najwcześniej na początku stycznia 2020.
HAPPENING NOW: Pres. Trump speaks at the White House https://t.co/aYIcGo5zvO pic.twitter.com/TpkyJj1Wgh
— CBS News (@CBSNews) October 4, 2019
Visa Waiver Program
Decyzja Donalda Trumpa o zniesieniu wiz dla Polaków, nie jest wynikiem politycznych starań polskiego rządu. Zgodnie z zasadami, by dołączyć do programu Visa Waiver Program współczynnik odmów wjazdu do USA musi być mniejszy niż 3 procent. W ostatnim czasie współczynnik ten dla obywateli Polski spadł do 2,8 proc.
Po przystąpieniu Polski do programu bezwizowego, Polacy będą mogli wybrać się do USA w celach turystycznych lub biznesowych na maksymalnie 90 dni bez uzyskiwania wizy.
Dariusz Frach / thefad.pl
Adam Mazguła: w hejcie na mnie wzięły udział najważniejsze osoby w kraju. Napisali mój życiorys na nowo [video]
– Moja wypowiedź na temat stanu wojennego została wyrwana z kontekstu i źle zrozumiana (…) Mówiłem, że „najczęściej dochowano jakiejś kultury”. Mówiłem o tym, że nie we wszystkich miastach toczyła się jakaś wojna. Zresztą, Solidarność nie miała dywizji pancernych, które mogłaby wysłać. Ja jestem żołnierzem, wiem, co to jest wojna (…) – powiedział w rozmowie Radia Opole w audycji „W cztery oczy” płk Adam Mazguła, kandydat do Senatu z Komitetu Wyborczego Wyborców Adama Mazguły w okręgu nr 5

„Nie jestem piewcą stanu wojennego „
– Nie słyszałem, żeby jakikolwiek żołnierz zachowywał się nieprzyzwoicie, jeśli chodzi o stan wojenny. Mało tego, ludzie wynosili im herbatę przed domy, częstowali gorącą zupą. Często żołnierze zapominali, że jest tzw. godzina milicyjna. Jeśli mówimy o „jakiejś kulturze” to na pewno mieści się w tym zakresie.
– Przyznaję, że ta wypowiedź bardzo mi zaszkodziła, była wstępem do zupełnie innych wniosków. Ale zdałem sobie sprawę z tego, że zostałem źle zrozumiany i natychmiast przeprosiłem wszystkich tych, którzy mogli się poczuć urażeni. Mówiłem o tym, że stan wojenny był złem, że współczuję wszystkim ludziom, którzy ponieśli jakiekolwiek szkody, uszczerbek na zdrowiu, którzy stracili swoich bliskich, stracili swój majątek czy też nie mogą się psychicznie pogodzić do tej pory. Ale tego już media nie chciały publikować – wyjaśniał Adam Mazguła.
– Nie jestem piewcą stanu wojennego, tym bardziej że w stanie wojennym wogóle nie brałem udziału. – przypomniał – Byłem w wojsku, ale zabezpieczałem sztab 2 dywizji w Nysie – zaznaczył.
Współpraca z Solidarnością
Adam Mazguła przyznał, że w tamtym czasie podejmował współpracę z Solidarnością, „o czym ludzie nie chcą wiedzieć, nie chcą słyszeć, a nawet nie chcą rozmawiać”.
– Odbywało się to głównie w momecie, gdy byłem Warszawie, w Akademii Sztabu Generalnego. Miałem kontakt z jedną z pań, która później była zatrudniona w Telewizji Polskiej, znana osoba. I ona była moim kurierem. Przynosiła mi bardzo dużo materiałów, które przekazywałem odpowiednim osobom. Moim zadaniem było zapoznać z nimi słuchaczy Akademii Sztabu Generalnego, rozrzucić gdzie trzeba – opowiadał.
„Ubek uczy wasze dzieci !”
– W hejcie na mnie wzięły udział najważniejsze osoby w kraju – mówił na antenie Radia Opole – Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, na spotkaniu z korpusem dyplomatycznym, opowiadał, że lekceważę i chwalę stan wojenny. Pan Błaszczak, z trybuny sejmowej użył podłej retoryki mówiąc „ubek uczy wasze dzieci!” A ja w żadnym ubectwie ani w żadnych służbach nigdy nie brałem udziału. To trzeba powiedzieć: jak bezczelna jest ta władza.
PiS „buduje nienawiść, a nawet faszyzm”
Adam Mazguła ostro krytykuje nie tylko PiS, ale także Kościół za to, że „buduje nienawiść, a nawet faszyzm”. – A czy to nieprawda? Często brałem udział w protestach przeciwko marszom ludzi faszyzujących, wzywających do nienawiści, którzy organizują zloty na Jasnej Górze pod patronatem Kościoła – wyjaśnia.
„Dość podziałów”
Zapytany o swój program, powiedział, że zależy mu na odbudowaniu wspólnoty pod hasłem „Dość podziałów”.
– Żadna partia nie może dzielić Polaków na sorty, ubliżać od kanali, komunistów i złodziei. Nie może wykorzystywać religii do promowania nienawiści. W tej chwili kiedy doszła do władzy partia rządzącą, nabrało to impetu. Proszę zobaczyć, co zrobili ze mną. Ze mnie zrobili komunistę, zniszczyli mi życiorys. Mało tego napisali go na nowo – mówił Adam Mazguła. – Nie może tak być. Jesteśmy jednym narodem, jesteśmy Polakami, mówimy jednym językiem, wzruszamy się, gdy śpiewamy hymn narodowy i łączy nas biało-czerwona flaga. Chcemy przyjaźni, chcemy radości. W tej chwili nawet w domach trudno rozmawiać spokojnie – zaznaczył gość Radia Opole.
– Musimy wrócić do miłości, przyjaźni, uśmiechu na twarzy i dlatego musimy budować taką wspólnotę, a nie tą, która wzywa do nienawiści, która krzyczy, że LGBT jest zagrożeniem dla Polski. Jakim LGBT jest zagrożeniem dla Polski? Było, jest i będzie i nie jest to problem narodowy. – podkreślił w rozmowie w audycji „W cztery oczy” płk Adam Mazguła, kandydat do Senatu w okręgu nr 5.
Dariusz Fraach, thefad.pl / Źródło: Radio Opole
Marcin Zegadło: Upadek powstania warszawskiego. Przejmujące, że z czcią świętujemy początek zagłady, zapominając co wydarzyło się 3 października

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Przejmujące jest to, że z taką czcią, 1 sierpnia, świętujemy początek zagłady miasta, zupełnie zapominając o tym, co wydarzyło się 3 października, ignorując tym samym tego miasta – upadek.
Nocą z 2–go na 3–go października 1944 r. podpisano akt kapitulacji kończący wydarzenie, które zostało nazwane Powstaniem Warszawskim. Tym samym po 63 dniach krwawych walk przerwano opór i poddano miasto. Do niewoli poszło około 15 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej, w tym komendant główny AK generał Tadeusz „Bór” Komorowski.

Chciałbym przy okazji tejże rocznicy zauważyć kilka faktów. Swoje spostrzeżenia w szczególności chciałbym zadedykować wszystkim tym patriotom, którzy od kilku lat przyodziewają tak zwaną „odzież patriotyczną”, która stanowi pewien rodzaj komiksowego komentarza do wydarzeń historycznych związanych z Powstaniem, w rzeczywistości stanowiąc brutalne uproszczenie i często ordynarnie przekłamując tamte wydarzenia.
W związku z tym chciałbym wszystkim tym, którzy noszą na piersiach odzież z napisem „63 Dni Chwały” przypomnieć, że Powstanie jednak upadło. Upadło po tym, jak siły niemieckie urządziły jego uczestnikom bezprecedensową, w skali światowej, masakrę, w której ucierpieli nie tylko bezpośredni uczestnicy walk powstańczych. Powstanie stanowiło, przede wszystkim, zagładę dla miasta i jego mieszkańców. W trakcie walk zginęło od 150 do 180 tysięcy cywilów (szacunki różnią się od siebie w tym zakresie). Niemal trzydzieści procent z tej liczby zabitych to ofiary egzekucji wykonywanych przez Niemców oraz kolaborujące z nimi formacje, np. brygadę SS RONA. Masowo dochodziło do gwałtów, rabunków i mordów na mieszkańcach, których nikt nie pytał o zdanie w godzinie „W”, która tak pięknie maluje się na t-shirtach, bawełnianych bluzach, spodniach od dresu, chustkach zakładanych na twarze przez uczestników marszy niepodległości i tym podobnych capstrzyków.



Chciałbym wszystkim tym, którzy na odzieży patriotycznej noszą wizerunki płonącego miasta, opatrzone napisem „Nigdy się nie poddawaj” zakomunikować, że Powstanie to nie był wyłącznie 1 sierpnia, to nie był Mazurek Dąbrowskiego i biało-czerwone flagi w oknach kamienic. To nie były twarze roześmianych chłopców w poniemieckich hełmach i radosnych dziewcząt w za dużych furażerkach.
Powstanie to były urwane kończyny, rozlane jelita, zwęglone ciała poległych, zmiażdżone zwłoki zasypanych w zbombardowanych domach, otwarte, ropiejące rany, głód i pragnienie. Powstanie to były stosy ciał pomordowanych na Woli już 5 sierpnia, a nie jest rzeczą szczególnie romantyczną umierać razem ze swoim dzieckiem i kobietą na jakimś podwórzu, w letni dzień, umierać od kuli, kiedy twoją kobietę gwałci esesman, to się nijak nie da przenieść na bawełnianą bluzę albo t-shirt.

Nie da się narysować na patriotycznej odzieży masowych mordów ludności cywilnej Warszawy, do których doszło na Sadybie, Marymoncie, Powiślu, Czerniakowie, czy na Ochocie. Trudno zastąpić wyrysowane na bawełnianych bluzach sylwetki zgrabnych powstańców obwieszonych bronią, ofiarami spacyfikowanych powstańczych szpitali (ponad 300 tysiąc ofiar), ludzi palonych żywcem w szpitalnych łóżkach.
Żaden t-shirt, żadna bawełniana bluza z kapturem nie pomieści nazwisk poległych powstańców, ponieważ musiałoby się tam ich znaleźć około 16 tysięcy. Kolejne 20 tysięcy to ranni i zaginieni. Żaden „patriotyczny ciuch”, żaden fatałaszek nie ogarnie tych nazwisk. A za każdym z tych nazwisk jest opowieść. Czyjeś życie. Jakaś matka, siostra, brat, czyjaś żona i czyjeś dzieci, a wszystko to pomnożone przez 16 tysięcy. I jeszcze raz to samo pomnożone przez 150 do 200 tysięcy ofiar cywilnych.

Te „63 Dni Chwały” to zrównane z ziemią miasto, które w ciągu dwóch miesięcy stało się gigantycznym cmentarzem, a chciałbym wierzyć, że stało się nim nie po to, żeby teraz młodociany sprzedawca w Żabce podając mi zakupy nosił na ramieniu imitację powstańczej opaski, z symbolem Polski Walczącej i komunikatem, że „nigdy się nie podda” wysmarowanym na klatce piersiowej, wkomponowanym w ten sposób pomiędzy gumy do żucia, parówki, wódę i piwo.
Przejmujące jest to, że z taką czcią, 1 sierpnia, świętujemy początek zagłady miasta, zupełnie zapominając o tym, co wydarzyło się 3 października, ignorując tym samym tego miasta – upadek.

Bardzo to niemądre, ale też bardzo polskie. Odwieczny, niezniszczalny duet.
Marcin Zegadło
Marcin Zegadło: z życia parafii

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Z tych opowieści wynikało, że proboszcz, dzisiaj już emeryt, „zawsze bardzo lubił chłopców”, natomiast ówczesny wikary, wręcz przeciwnie, gustował w kobietach, a na parafię sprowadzał sobie „panienki”, tworząc w ten sposób z proboszczem gejem swoiste combo, którego fundament stanowiła szeroko pojęta „dobra zabawa”.
Jakiś czas termu, w zupełnie przypadkowej rozmowie, ktoś znajomy opowiadał o swojej parafii. Historie sprzed lat. Anegdoty.
Z tych opowieści wynikało, że proboszcz, dzisiaj już emeryt, „zawsze bardzo lubił chłopców”, natomiast ówczesny wikary, wręcz przeciwnie, gustował w kobietach, a na parafię sprowadzał sobie „panienki”, tworząc w ten sposób z proboszczem gejem swoiste combo, którego fundament stanowiła szeroko pojęta „dobra zabawa”. Oczywiście parafianie doskonale o tym wszystkim wiedzieli i śmiechu było co niemiara, kiedy razu pewnego jakieś „panienki” podprowadziły księżom cały utarg z tacy.
Wprawdzie z wiekiem zrozumiałem, że śmiejąc się z innych, w gruncie rzeczy śmiejemy się z siebie, śmiejemy się w ten sposób z własnych przywar i niedoskonałości, o czym najczęściej jednak nie mamy zielonego pojęcia, dlatego tak świetnie zwykliśmy się wtedy bawić. Tak czy inaczej, w opowieści „z życia parafii”, której byłem mimowolnym świadkiem, uderzyło mnie nie tyle to, co mieli zwyczaj czynić sprawujący w niej posługę, proboszcz i wikary. Nie to, że proboszcz ponad wszystko cenił sobie towarzystwo młodych chłopców, a wikary nie wybrzydzał, jeśli chodzi o „młode damy”.
Na pęczki takich księży po parafiach. Nic nowego. Moją uwagę przykuł natomiast fakt, z jak głębokim zrozumieniem dla zagadnienia, z jak nieprzeciętną dozą tolerancji i otwartości o tym opowiadano. Jak bardzo wszystkim, którzy w tej opowieści odnajdywali radość, nie przeszkadzało, że ci sami kapłani, każdej niedzieli, przez lata głosili z ambony prawdy, które pozostawały w sposób zdecydowany w opozycji do obyczajów głoszących je księży, ich upodobań seksualnych oraz trybu życia. Przez lata, ci katoliccy kapłani odwiedzali swoich parafian w ich domach. Przez lata ich parafianie łożyli na parafię datki. Przez lata milczeli o upodobaniach księdza proboszcza, a ich synowie zasilali grono ministrantów służąc do mszy, ku uciesze nie tylko Boga Ojca, ale również, a może przede wszystkim, ku zadowoleniu księdza proboszcza. Wikarego też niespecjalnie rozliczano z celibatu, który wikaremu nie przeszkadzał w adoracji czynnika żeńskiego.
To wszystko, o czym opowiadali moi znajomi, było jedynie serią zabawnych anegdot z życia wspólnoty religijnej, której od lat byli i wciąż pozostają członkami.
Czy to, w gruncie rzeczy, nie jest przerażający obraz bezmyślności? Czy nie uderza w tej opowieści bezrefleksyjność i głęboka ironiczność tej opowiastki? Z drugiej strony, czy nie jest to pewnego rodzaju klucz do tego, czego obecnie jesteśmy świadkami? Czy nie leży w ludzkiej naturze wykorzystywanie przestrzeni, która jest nam dana? Czy jeśli puszczają mimo uszu i odwracają wzrok od naszych przewinień, świństw i łajdactw, nie będziemy z rozkoszą brnąć w nie dalej? Z pewnością większość z nas będzie.
W powyższej sytuacji problem jest gdzie indziej. Problem w tym, że opowiadający tę historię świeccy katolicy godzili się przez lata, a podobni do nich, godzą się nadal, aby wykłady na temat moralności i nauki na temat cnoty, dawało im dwóch hipokrytów, którzy swoich słabości i postaw sprzecznych z nauką kościoła nawet nie usiłowali ukrywać. Zresztą, jak się okazuje, mieli rację, skoro teraz funkcjonują jako bohaterowie anegdot opowiadanych z życzliwą pobłażliwością.
Wyznam Państwu, że moje „zdziwienie” ma charakter figury retorycznej. Mam ponad czterdzieści lat i większość życia przeżyłem w otoczeniu katolików. Sam zostałem ochrzczony, odebrałem serię sakramentów i sporą część życia, o czym wielokrotnie pisałem, przeżyłem „na łonie Kościoła”. Jakiż to rodzaj łona wiedzą najlepiej ci, którzy znaleźli w sobie siłę, żeby się z owym łonem rozstać. Dlatego żadnej z tej opowiastki nauki i żadnego morału. Ot, kolejna parafia, w której niepodzielnie władzę sprawuje dwóch mężczyzn, którym fakt noszenia sutanny daje rozgrzeszenie i otacza mgiełką pobłażliwości piętrowe kłamstwo, w którym żyją, nauczając o prawdzie.
I proszę w komentarzach nie pisać o moim braku szacunku do „wiary”, ponieważ nie o wiarę tu chodzi, tylko o wygodną bezpieczną bezczynność.
Jeśli bowiem, to nikomu nie przeszkadza, przestańmy się w takim razie dziwić, że łapy proboszcza lądują na kolanach nieletnich chłopców, a wikary sprowadza na plebanię prostytutki.
Życie, Bracia i Siostry, po prostu, życie. Pozwólmy się zatem życiu „ubogacać” i z pokorą przyjmijmy tę naukę.
Marcin Zegadło
Tylko w 2019 na Morzu Śródziemnym w drodze do Europy zginęło ponad tysiąc migrantów

DW
Od początku roku na Morzu Śródziemnym zginęło ponad tysiąc migrantów – przekazała Organizacja Narodów Zjednoczonych. To szósty rok z rzędu, kiedy statystyki osiągnęły ten poziom.
BLEAK MILESTONE
— Charlie Yaxley (@yaxle) October 1, 2019
For the 6th year in a row, more than 1,000 people have died attempting to cross the Mediterranean Sea.
Things must change. We must do more. Priority must be to save lives pic.twitter.com/TACuMSxdua
Agencja ONZ ds. Uchodźców (UNHCR – the UN Refugee Agency) wezwała we wtorek (1.10.2019) państwa Unii Europejskiej, by przywrócić działania poszukiwawcze i ratownicze na Morzu Śródziemnym. Zaapelowała aby kraje UE dostrzegły, że kluczową rolę w ratowaniu życia migrantów na morzu odgrywają statki należące do organizacji pozarządowych.
„Nie można dopuścić do tego, by tragedia rozgrywająca się na Morzu Śródziemnym była kontynuowana” – zaapelował Charlie Yaxley, rzecznik UNHCR.
„Rzeź na morzu”
More than 1,000 migrants have died in the Mediterranean Sea so far in 2019 while trying to reach Europe, UN’s refugee agency says pic.twitter.com/4VBOytumtP
— TRT World Now (@TRTWorldNow) October 1, 2019
– Szokująca liczba prawie 1000 ofiar śmiertelnych jest wynikiem narastającej fali antyimigranckich nastrojów na świecie. Przyczynia się też stanowcza postawa polityków i wrogości wobec migrantów uciekających przed przemocą i ubóstwem. Ta rzeź na morzu boli i zawstydza nas wszystkich – powiedział Leonard Doyle, rzecznik Organizacji ds. Migracji (IOM).
Śmiertelne szlaki
Organizacja poinformowała, że do 29 września 2019 roku na centralnym szlaku śródziemnomorskim, łączącym wybrzeże Afryki z Maltą i włoskimi wodami terytorialnymi zginęło 659 migrantów. To niemal dwie trzecie całkowitej liczby zgonów w basenie Morza Śródziemnego odnotowanej w tym roku. 66 osób utonęło przeprawiając się wschodnim szlakiem łączącym Turcję i Syrię z wodami u wybrzeży Grecji i Cypru. 269 ofiar śmiertelnych odnotowano na wodach pomiędzy Afryką Północną a Hiszpanią.
Dane te – jak zaznaczył IOM – choć tragiczne, są najniższe od 2014 roku. Spadek liczby ofiar śmiertelnych na morzu nie jest związany ze wzrostem bezpieczeństwa na szlakach. Coraz mniej osób podejmuje się próby przeprawy przez morze do Europy – podkreśla organizacja. Morze Śródziemne wciąż jednak pozostaje najbardziej śmiertelną drogą migracyjną na świecie.
Według danych UNHCR i Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM), od 2014 roku podczas przepraw przez Morze Śródziemne zginęło już ponad 15 tysięcy migrantów.
– Pokazuje to, że pilnie potrzebne są inne, bezpieczne alternatywy dla migrantów poszukujących lepszego życia – zaapelował IOM.
Problem obydwu Ameryk
Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji podkreśliła, że z problemem śmiertelnych przepraw migrantów na łodziach boryka się nie tylko Europa. Od początku tego roku na wodach Ameryki Północnej i Południowej zginęło już niemal 600 migrantów. IOM podkreśla, że liczba ta nigdy wcześniej nie była tak duża w tak krótkim czasie – zaledwie dziewięciu miesięcy.
REDAKCJA POLECA
Donald Tusk jest faworytem do objęcia funkcji szefa Europejskiej Partii Ludowej

Anna Widzyk
Donald Tusk ma szansę zostać przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej, która zrzesza centroprawicowe ugrupowania w Europie – donosi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Nowy przewodniczący EPL, następca Francuza Josepha Daula, ma zostać wybrany na kongresie ugrupowania w listopadzie w Zagrzebiu. „Za faworyta uważany jest obecnie polski szef Rady Europejskiej Donald Tusk, który z końcem listopada kończy kadencję na tym stanowisku” – pisze „FAZ”.
Były polski premier miał obiecać we wrześniu, że wkrótce poinformuje o swoich planach na przyszłość. Prezydium EPL ma omawiać sprawę wyboru nowych władz na posiedzeniu przed szczytem UE 17 i 18 października w Brukseli.
Rezygnacja niemieckiego kandydata
Według nieoficjalnych informacji, na które powołuje się niemiecki dziennik, z kandydowania na szefa EPL zrezygnował Niemiec Manfred Weber, który stoi na czele frakcji chadeckiej w Parlamencie Europejskim. Powodem jest przekonanie, że nie należy dopuścić do sytuacji, aby niemieccy politycy pełnili najwyższe funkcje zarówno w Komisji Europejskiej oraz w EPL.
„Na niekorzyść Webera działa też to, że nigdy nie pełnił funkcji rządowej. Nie zapewni tym samym odpowiedniej wagi urzędowi szefa EPL. Prezydent Francji Emanuel Macron miał podnosić ten argument sprzeciwiając się wystawieniu Webera na czołowego kandydata EPL w eurowyborach” – pisze „FAZ”.
Tusk wzmocni pozycję EPL
„W Brukseli mówi się, że wybór Tuska i tym samym powrót do obowiązującej do 2013 roku praktyki nominowania na szefa EPL byłego szefa rządu, wzmocni pozycję ugrupowania na europejskiej scenie politycznej. Oczekuje się też, że nie będzie innych kandydatów oprócz Tuska” – pisze „FAZ”, dodając, że rozważano do niedawna również kandydaturę byłego szefa PE Antonio Tajaniego z Włoch.
Do założonej w 1976 roku Europejskiej Partii Ludowej należą obecnie 84 partie i organizacje partnerskie z 43 krajów europejskich. Z Polski są to Platforma Obywatelska i PSL. Tworzy ona największą frakcję w Parlamencie Europejskim.
REDAKCJA POLECA




