Unia walczy z wadliwym sprzętem AGD. Pralki, lodówki, telewizory, zmywarki mają nam służyć dłużej i być energooszczędne

Jowita Kiwnik Pargana

Jowita Kiwnik Pargana

Komisja Europejska przyjęła we wtorek regulacje, które mają przedłużyć żywot sprzętów domowych, takich jak: pralki, lodówki, telewizory, zmywarki i lampy.

Fot. Lynette Woods / flickr

Zgodnie z nowymi eko-standardami, trafiający na rynek sprzęt domowy będzie energooszczędny, naprawialny i bezpieczniejszy. Oznacza to, że producent będzie musiał zapewnić klientom dostęp do części zamiennych. Ma to ułatwić naprawę urządzeń i przedłużyć ich przydatność.

Siedem lat lodówki

Części do określonych modeli sprzętów, mają być dostępne jeszcze przez długi czas po ich zakupie. I tak, przykładowo w przypadku lodówek i zamrażarek (także sklepowych) minimum 7 lat i 10 lat – w przypadku pralek i zmywarek. Uszczelki do drzwi lodówek i zamrażalników będzie można wymieniać dłużej, bo nawet przez 10 lat. Krócej, bo 7 lat, dostępne będą specjalistyczne części pralek czy zmywarek.

Wymiana zużytych elementów ma być możliwa przy użyciu zwykłych, dostępnych narzędzi. Pozwoli to – zdaniem ekspertów – na zmniejszenie ryzyka trwałego uszkodzenia sprzętów. Co więcej, producent będzie zobowiązany dostarczyć potrzebne części zamienne w ciągu 15 dni roboczych od zgłoszenia usterki. Także jego zadaniem będzie umożliwienie naprawy i serwisu urządzeń w profesjonalnych zakładach naprawczych.

„Planowana awaryjność”

To duża zmiana, tym bardziej że w ostatnich latach producentom sprzętów RTV i AGD niejednokrotnie zarzucano, że celowo postarzają swoje produkty. Tzw. planowana awaryjność produktów (ang. planned obsolence) polegać miała na takim projektowaniu urządzeń, żeby miały ograniczoną żywotność, przy jednoczesnym uniemożliwianiu ich naprawy (brako części albo naprawa była nieopłacalna).

Z raportów przedstawianych jeszcze w 2017 r. przez Komisję PE ds. rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów (IMCO) wynikało, że małe sprzęty elektroniczne jak np. smartfony czy elektryczne szczoteczki do zębów psuły się średnio po dwóch latach użytkowania, zmywarki po pięciu, a lodówki – dziesięciu. Zepsute urządzenia zwykle trafiały na śmietnik, zastępowały je nowe. Teraz ma to się zmienić.

– Możliwość naprawy sprzętów z pewnością przedłuży żywot codziennie używanych sprzętów domowych, które dzisiaj starzeją się zbyt szybko – komentuje Monique Goyens z organizacji konsumentów BEUC.

– To bardzo ważne, aby zerwać z trendem wyrzucania rzeczy. Nadmierna konsumpcja nie tylko uszczupla nasze zasoby naturalne, ale także zasobność naszych portfeli – dodaje.

Goyens wytyka jednak i minusy regulacji: – Niestety, z zapisów wynika, że niektóre części zamienne będą dostępnie jedynie w specjalistycznych serwisach naprawczych. Co z rodzinami, których nie stać na takie usługi?

Mniej wody i mniej migotania

Nowoczesne sprzęty domowe mają być energooszczędne. I tak np. zmywarki, pralki czy pralko-suszarki powinny podczas pracy zużyć jak najmniej wody. Producent będzie zobowiązany do ustalenia maksymalnie możliwego zużycie wody podczas cyklu pracy. Szacuje się, że dzięki zmianom w przypadku pralek do 2030 r. uda się zaoszczędzić nawet 711 mln metrów sześciennych wody rocznie. Zmywarki zaś zaoszczędzą ok 16 mln metrów sześciennych wody rocznie.

Unijni urzędnicy uspokajają, że nie wpłynie to na jakość działania sprzętu; przeciwnie – pozwoli ograniczyć wydatki domowe.

To przyniesie wyraźne korzyści nie tylko dla środowiska naturalnego, ale i ekonomiczne. Liczby mówią same za siebie. Spodziewamy się, że eko-sprzęty pozwolą rodzinom zaoszczędzić nawet do 150 euro (ponad 600 zł) rocznie – tłumaczy komisarz UE ds. pracy, wzrostu, inwestycji i konkurencyjności Jyrki Katainen,

Niektóre sprzęty domowe mają stać się też bezpieczniejsze dla zdrowia użytkowników. W nowych regulacjach znalazł się m.in. zapis zabraniający stosowania przy produkcji telewizorów chemikaliów. Wiele z nich co prawda zmniejsza ryzyko zapalenia się sprzętu, są jednak niebezpieczne dla zdrowia. Jak przykładowo brom, który uwalnia się do powietrza i unosi wraz z kurzem. Toksyczne substancje mają zostać zastąpione bezpieczniejszymi odpowiednikami. Zmienią się też standardy dotyczące lamp – producenci oświetlenia mają ograniczyć migotanie żarówek.

– Ciągła ekspozycja na migoczące światło, może wpływać negatywnie na system nerwowy człowieka – dowodzi KE.

Roczna energia Danii

Wprowadzenie eko-sprzętów domowych to kolejny krok UE w kierunku unii energetycznej. Wcześniej, bo w marcu bieżącego roku, Komisja Europejska przyjęła regulacje dotyczące wprowadzenia nowych etykiet energetycznych. Oznacza to, że od 2021 r. z dotychczasowych etykiet na sprzętach elektrycznych, jak odkurzacze czy pralki, znikną oznaczenia z plusami (jak: A+ czy A++). Zastąpi je jasna skala od A do G. Dzięki przejrzystemu etykietowaniu, będzie można porównywać produkty pod kątem ich efektywności energetycznej.

– Jako że zmierzamy do całkowitej dekarbonizacji UE do 2050 r., energooszczędność i eko-projektowanie są tym bardziej istotne – wyjaśnia komisarz UE ds. klimatu i energii Miguel Arias Cañete.

Szacuje się, że zarówno eko-sprzęty, jak i nowe etykiety energetyczne, pozwolą w ciągu najbliższej dekady zaoszczędzić 167 terowatogodzin energii rocznie. To tyle, ile co roku zużywa Dania.

 

REDAKCJA POLECA

 


Wojciechowski bez poparcia w Parlamencie Europejskim. Dostał jednak drugą szansę

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Europosłowie z komisji rolnej odmówili poparcia dla Janusza Wojciechowskiego na komisarza UE. Dają mu jednak drugą szansę. Jeśli z niej nie wykorzysta, Polska musiałaby podmienić kandydata.

Wojciechowski bez poparcia w Parlamencie Europejskim. Dostał jednak drugą szansę
Janusz Wojciechowski

Koordynatorzy frakcji politycznych w komisji rolnej (AGRI) zdecydowali po wtorkowym wysłuchaniu Janusza Wojciechowskiego, że skierują do niego dodatkowe sześć pytań na piśmie. A we wtorek za tydzień AGRI zdecyduje, czy jego odpowiedzi są wystarczające do podjęcia decyzji, czy potrzebne będzie jego powtórne wysłuchanie po 13 października.

Choć początkowo wydawało się, że Janusz Wojciechowski powinien obawiać się najbardziej pytań o nieprawidłowości w swych rozliczeniach europoselskich i o otwarte wsparcie dla zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości od 2016 r., to – w ocenie wielu europosłów – poległ na tematyce rolnej. Podczas wtorkowego przesłuchania konsekwentnie unikał odpowiedzi albo zmieniał temat.

– Nie wiem, co to było, ale na pewno nie odpowiedź na moje pytanie – irytował się Irlandczyk Matt Carthy z Sinn Fein w drugiej godzinie debaty bez konkretnych odpowiedzi. „Deklaruję współpracę”, „dziękuję za zasygnalizowanie problemu”, „sporządzimy ocenę” – takie frazy wyjątkowo często padały z ust Wojciechowskiego.

To stracona szansa. Wcześniej sam deklarowałem, że to kandydat przygotowany merytorycznie. Nie wiem, co się stało – komentował Robert Biedroń (Wiosna). Istotnie, Wojciechowski od 2004 do 2016 r. był wiceprzewodniczącym komisji rolnej (AGRI) w Parlamencie Europejskim. Później zajmował się tematyką rolną w Europejskim Trybunale Obrachunkowym. Dlatego nawet jego politycznym przeciwnikom w europarlamencie jest trudno zarzucać Wojciechowskiemu brak wiedzy o rolnictwie w kontekście unijnym.

Niewykluczone, że – jak tłumaczy część naszych rozmówców w instytucjach UE – Wojciechowski świadomie obrał taktykę unikania konkretów, by nie zantagonizować żadnej z kluczowych frakcji. Temat wyzwań dla rolnictwa z powodu liberalizacji handlu międzynarodowego (np. w ramach umowy UE z krajami Ameryki Łacińskiej) albo groźba ceł odwetowych z USA to istotnie tematy, na które nie ma w Unii wspólnej odpowiedzi. A nowa Komisja potrzebuje wsparcia frakcji od centrolewicy przez liberałów po centroprawicę.

– Można było unikać trudnych tematów, ale trzeba mówić coś w zamian. A tu trochę o ochronie klimatu, trochę o ratowaniu gospodarstw rodzinnych. To zdecydowanie za mało. Jeśli tak doradzili mu pomocnicy z Polski, to bardzo się pomylili – mówi jeden z urzędników UE. Wojciechowski nawet nie wykorzystywał całego czasu powierzonego mu na odpowiedzi.

Praworządność i wyrównanie dopłat rolnych

Wojciechowski był pytany o wyrównanie dopłat rolnych w całej UE, co jest powtarzanym od wielu lat postulatem polityków PiS.

Nowy komisarz UE ds. rolnictwa ma jednak bardzo ograniczone pole manewru. Komisja już w 2018 r. złożyła projekt unijnej polityki rolnej na okres po 2020 r. W projekcie budżetu UE na kolejną siedmiolatkę nie ma pieniędzy na szybkie i pełne zrównanie dopłat. Wojciechowski podczas wysłuchania mówił o ewentualnym „kolejnym kroku” w stronę wyrównania.

– Prezes PiS i premier mówią co innego w Polsce, a co innego mówi się w Brukseli – wytykał Jarosław Kalinowski (PSL). Polskie dopłaty już teraz są bliskie unijnej średniej, ale pozostają politycznie gorącym tematem w Polsce.

Kalinowski w kontekście funduszy rolnych pytał Wojciechowskiego o projekt rozporządzenia „pieniądze za praworządność.” Jeśli projekt zostałby przyjęty przez kraje Unii, to pozwalałby zawieszać albo zamrażać fundusze dla krajów z poważnymi i systemowymi brakami w praworządności. Wojciechowski powołał się na opinię Europejskiego Trybunału Obrachunkowego z 2018 r. o pewnych wadach prawnych tego projektu.

Kalinowski wzywał go, by jako potencjalny komisarz UE walczył o wyłączenie pieniędzy dla rolników z tego narzędzia praworządnościowego.

Podczas przesłuchania nie padły żadne inne pytania związane z państwem prawa, sporami Polski z Komisją Europejską, sprawami przed TSUE.

Nieprawidłowości w rozliczeniach europoselskich kosztów

Luksemburski chadek Christophe Hansen poruszył temat nieprawidłowości w rozliczeniach europoselskich kosztów Wojciechowskiego (do 2016 r.).

W ostatni piątek OLAF (urząd do zwalczania nadużyć finansowych), ogłosił zakończenie wszczętego w 2016 r. postępowania w sprawie rozliczeń jego kosztów europoselskich.

Parlament Europejski wypłacił nienależne 11 243 euro na podstawie zaświadczeń Wojciechowskiego, ale ten już tę sumę zwrócił. OLAF nie zalecił żadnych kroków dyscyplinarnych czy sądowych, ale pod względem oceny politycznej to niewiele zmienia. Wojciechowski od 2016 r. tłumaczył, że poczynił błędy w rozliczeniach, które sam naprawił. Jego krytycy wytykają mu, że owszem naprawił, gdy błędy zaczęły wychodzić na jaw.

Trudny temat pieniędzy

Europoseł Hansen wrócił do wielokrotnych zapewnień Wojciechowskiego, że „z własnej inicjatywy” zwrócił błędnie pobrane pieniądze. Luksemburczyk podważał te deklaracji, wracając do – opisywanej przez „Gazetę Wyborczą” w 2016 r. – historii 3981 euro, które Wojciechowskiemu potrącili urzędnicy Parlamentu Europejskiego w 2014 r., wskazując na nieścisłości w rozliczeniach. Wojciechowski kwestionował wówczas tę decyzję. Została ona jednak potwierdzona w głosowaniu europarlamentarnych kwestorów.

Wojciechowski odpowiadał Hansenowi, że to „sprawa inna” od tych, o których wypowiadał się w kontekście OLAF- u. – Nie ma wobec mnie żadnych zarzutów nieuczciwości. To sprawy wyjaśnione już przed kilku laty – przekonywał na konferencji prasowej po wysłuchaniu.

Bez pozytywnej rekomendacji komisji rolnej (AGRI) – podejmowanej w pierwszej kolejności dwiema trzecimi głosów, statecznie w tajnym głosowaniu zwykłą większością – jest praktycznie niemożliwe uzyskanie „zielonego światła”, by zostać komisarzem UE.

Gdyby Wojciechowski nie uzyskał pozytywnej opinii po drugim wysłuchaniu, Ursula von der Leyen musiałaby prosić polski rząd o zaproponowanie innego kandydata, bo w przeciwnym razie Parlament Europejski odmówiłby zatwierdzenie całej nowej Komisji w drugiej połowie października. O podmianę kandydatów zostały już poproszone Węgry i Rumunia, których kandydaci nie przeszli wstępnego sita, czyli sprawdzania ewentualnego konfliktu interesów.

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: To, co się właśnie w Polsce wydarza, to doskonały przykład tego, do czego prowadzi brak wiedz

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

To nie jest ordynarna agitacja polityczna. To kategoryczna odmowa uznania czyichś wyborów za pogląd polityczny oraz nazwanie takiej postawy współsprawstwem. To, co się właśnie w Polsce wydarza, to jest, Szanowni Państwo, doskonały przykład tego, do czego prowadzi brak wiedzy,

 

W obliczu końca pierwszej kadencji rządu sformowanego przez Prawo i Sprawiedliwość oraz wobec tego, co ten rząd uczynił z polskim systemem politycznym, mając na względzie niebezpieczny i głęboki podział społeczny, który powstał wskutek polityki prowadzonej przez tę władzę w sposób świadomy i konsekwentny, wobec tego, co wydarzyło się w latach 2015 – 2019, ośmielę się twierdzić, że poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości nie jest „poglądem politycznym”.

Poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości i oddawanie swojego głosu na to ugrupowanie jest świadomą, nieodpowiedzialną i w swojej istocie głęboko antydemokratyczną postawą poparcia dla ludzi, którzy w celu zdobycia i utrzymania się przy władzy gotowi są pozakonstytucyjnie, w sposób bezprawny i poza proceduralny zmieniać legalnie ustanowiony ustrój państwa, z ustroju demokracji liberalnej z trójpodziałem władzy jako naczelną zasadą jej sprawowania, na fundamentalistyczne państwo wyznaniowe z katolicyzmem jako religią panującą oraz faszystowskim modelem państwa ze wszystkimi atrybutami tego rozwiązania systemowego to znaczy z wszechogarniającą kontrolą wszystkich dziedzin życia społecznego, policyjnym charakterem państwa, przemocą sankcjonowaną przez władzę i dokonywaną w „obliczu prawa” i „zgodnie z prawem” oraz z nową elitą tej władzy złożoną z ludzi posłusznych i oddanych, którzy swoje błyskawiczne kariery zawdzięczają lub zawdzięczać będą wyłącznie tej władzy w oderwaniu od swoich faktycznych kompetencji formalnych oraz postaw etycznych.

Dla oburzonych moim „niesprawiedliwym” potraktowaniem wyborców oddających swoje głosy na Prawo i Sprawiedliwość wyjaśniam, że według mnie taka decyzja jest wynikiem ignorancji i braku znajomości historii Europy i Świata przynajmniej w zakresie ostatnich osiemdziesięciu lat. Ponieważ podobne sytuacje miały już miejsce, a ogólnonarodowe wzmożenia, nacjonalizmy i religijny fundamentalizm sprowadzał już pasma nieszczęść i „tragiczne końce” na obywateli takich państw jak Niemcy, Włochy, Hiszpania, Chile czy Argentyna. Natomiast totalitaryzm w ogólności wyrządził niepowetowane szkody w takich państwach jak Związek Radziecki, Węgry, Rumunia, Czechosłowacja, Bułgaria, Albania, Jugosławia, NRD i w końcu Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Jeżeli ktoś tego nie dostrzega lub relatywizuje tamte wydarzenia i ich konsekwencje wciąż popierając antydemokratyczne, kato-faszystowskie ugrupowanie polityczne w imię budowania „dobrej zmiany” to informuję, że to się skończy w sposób, który doskonale znamy, to znaczy: głębokim kryzysem ekonomicznym, gigantycznym zadłużeniem państwa, destabilizacją polityczną, której konsekwencje mogą być krytyczne, a wynikające z niej konflikty mogą mieć charakter międzynarodowy i zbrojny, a rozpad więzi społecznych spowoduje, że ponowne powstanie „społeczeństwa” w miejsce jego zredukowanej wersji tj. „ludności”, zajmie dziesięciolecia.

Ja sobie zdaję sprawę, że ten walec już się toczy, ale trzeba mówić głośno i bez politycznej poprawności, po czym ten walec sunie i że winni jego działania będą wszyscy ci, którzy w październiku nie powiedzą: Stop!

To nie jest ordynarna agitacja polityczna. To kategoryczna odmowa uznania czyichś wyborów za „pogląd polityczny” oraz nazwanie takiej postawy współsprawstwem. To, co się właśnie w Polsce wydarza, to jest, Szanowni Państwo, doskonały przykład tego, do czego prowadzi brak wiedzy, brak znajomości historii oraz zaniedbania w tym zakresie, do których doszło w okresie ostatnich trzydziestu lat. Tylko że kiedy już wyborcy Prawa i Sprawiedliwości obudzą się z pustą lodówką i z ręką w nocniku, na refleksję i płaczliwe „skąd mogliśmy wiedzieć” będzie już za późno.

Z podręczników do historii – mogliście wiedzieć. Z podręczników do historii. Po prostu.

Marcin Zegadło

 

 


Brytyjskie zamorskie terytoria przerażone widmem brexitu

Höppner Stephanie

Höppner Stephanie

 

Następstwa bezumownego rozwodu Wielkiej Brytanii z UE boleśnie odczułyby brytyjskie terytoria zamorskie.

Anguilla
Fot. flickr

Niespełna pięć tygodni przed planowanym brexitem nikną nadzieje na to, że powstanie w tej sprawie jeszcze jakakolwiek umowa. Jeżeli pod koniec października dojdzie faktycznie do bezumownego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, to sytuacja ta będzie miała poważne konsekwencje dla około 20 brytyjskich zamorskich terytoriów i enklaw. Oto kilka przykładów:

Anguilla

Około 6500 km od Londynu leży brytyjskie terytorium Anguilla. Jest ono stowarzyszone z Unią Europejską, ma ścisłe powiązania gospodarcze. Pomimo dużej odległości od Wielkiej Brytanii ta karaibska wyspa byłaby bardzo poszkodowana przez bezumowny brexit.

Większość z 13 tys. mieszkańców jest przeciwna brexitowi, nie zapytano ich jednak o zdanie. Mieszkańcy obawiają się, że w przyszłości ich wyspa nie mogłaby już tak blisko współpracować z sąsiednią wyspą Saint-Martin, która częściowo jest zamorskim terytorium Francji. Wyspy te, są w znaczny stopniu od siebie uzależnione. Przez porty towarowe na Saint-Martin przechodzi wiele imporowanych materiałów, od budowlanych po wodę pitną.

Brytyjski rozwód z Unią Europejską odczułaby także infrastruktura wyspy. Wciąż jeszcze walczy się tu ze szkodami wywołanymi przez orkan „Irma”, jaki nawiedził Anguillę pod koniec roku 2017. Wiele domów i szkół jest jeszcze nieodbudowanych. Do tej pory UE wspierała wyspę przy odbudowie infrastruktury. Z UE pochodzi najwięcej środków na pomoc rozwojową. Nikt nie wie, co będzie po brexicie, dlatego coraz głośniej rozlegają się głosy sprzeciwu wobec brytyjskiego rozwodu.

Falklandy

Wyspy Falklandy na południowym Atlantyku, położone 13 tys. km od Wielkiej Brytanii, są prawie całkowicie uzależnione od Zjednoczonego Królestwa, a funt falklandzki jest powiązany jeden do jednego z brytyjską walutą.

Jako mieszkańcy terytorium zamorskiego Falklandczycy nie mają jednak prawa wyborczego ani żadnego prawa głosu w przypadku referendum. Falklandy żyją nie tylko z hodowli owiec i sprzedaży wełny, skór i łoju, ale przede wszystkim z rybołówstwa. Prawie wszystkie połowy eksportowane są do Hiszpanii i stamtąd do innych krajów UE. Jedna trzecia kalmarów na rynku hiszpańskim pochodzi z Wysp Falklandzkich. W przypadku bezumownego brexitu klienci musieliby płacić 6 do 18 proc. cła, przez co te owoce morza stałyby się dużo droższe. Nie wiadomo, czy Hiszpania i inne kraje UE byłyby wtedy zainteresowane takim importem.

Gibraltar

Mieszkańcy tego brytyjskiego terytorium na południowym przylądku Hiszpanii w 96 proc. głosowali za pozostaniem w UE. Gibraltar zamieszkały przez 34 tys. osób jest gospodarczo całkowicie zależny od Półwyspu Iberyjskiego. Codziennie prawie 15 tys. osób jeździ stamtąd do pracy w Hiszpanii; w odwrotnym kierunku około 10 tys. Hiszpanów pracuje na w Gibraltarze.

Zamknięcie granicy, nawet tylko na jakiś czas, co miało już miejsce w latach 1969-1985, miałoby nieprzewidywalne skutki. Od prawie 30 lat terytorium to jest kością niezgody między Hiszpanią i Wielką Brytanią. W międzyczasie groziła nawet eskalacja i Gibraltar był jedną ze spornych kwestii umowy brexitowej. Londynowi i Madrytowi udało się jednak uzyskać porozumienie. Z tego względu decyzje ws. Gibraltaru będą w przyszłości musiały być akceptowane także przez Hiszpanię.

Wyspy Normandzkie

Leżące południowo-zachodniej części kanału La Manche Wyspy Normandzkie nie należą do zamorskich terytoriów Zjednoczonego Królestwa, ale mają specjalny status i są tzw. własnością Korony, co oznacza, że królowa jest ich głową państwa, ale nie podlegają one politycznie Zjednoczonemu Królestwu.

Pomimo malowniczych wybrzeży głównym źródłem dochodów nie jest tu turystyka, tylko system podatkowy. Na trzech z tych wysp: Guernsey, Jersey i Isle of Man wiele zagranicznych firm nie musi płacić podatków. Nie obowiązuje tu także podatek z dochodów kapitałowych ani podatek spadkowy. Brexit mógłby spowodować w tym zakresie poważne problemy. Do tej pory wyspy mogą liczyć na protekcję Wielkiej Brytanii w UE, której nie byłoby jednak po brexicie. Także Bermudy na północnym Atlantyku, Brytyjskie Wyspy Dziewicze i Wyspy Kajmana na Karaibach prosperują do tej pory między innymi dzięki temu, że są rajami podatkowymi.

Höppner Stephanie

 

REDAKCJA POLECA

 


Manuela Gretkowska. „Ludzie głosujący na oprawcę nie są ofiarami, są współwinni”

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Orwell napisał, że ludzie głosujący na oprawcę nie są ofiarami, są współwinni. Nie jesteśmy ofiarami, nie jesteśmy współwinni. Może ostatni raz jesteśmy wyborcami demokracji, kultury demokracji, kultury.

 

KANDYDAT 165 /8126

Chcecie wiedzieć co zrobi PiS w nowym sejmie? Obserwujcie metody Glińskiego. Wstrzymał ponowną nominację Dariusza Stoli, zwycięzcy w konkursie na dyrektora Polinu. To tak, jakby po najlepszym konkursowym skoku Małysza, sędzia nie pozwolił stanąć mu na podium. Bo według jego opinii Małysz jest tylko kandydatem do zwycięstwa. To słowa Glińskiego: Stola jest po wygraniu konkursu tylko kandydatem.

Skoro ta metoda działa i nikt nie protestuje, PiS może ją stosować w nowym sejmie. Opozycyjni zwycięzcy wyborów okażą się zaledwie kandydatami na posłów.

Stojąc w korku, sfotografowałam plakat Pawła Potoroczyna. Jedynego chyba w tej przedwyborczej chamówie mówiącego o kulturze. Nie przykleił się do autobusu ze strachu przed rocznicowym kibolstwem. Ani nie jest ofiarą wypadku rozpłaszczoną na tylnej szybie. To współczesny Rejtan komunikacji miejskiej. Bohatersko protestuje obwożąc się po mieście w inteligenckiej, zapiętej kamizelce zamiast kibolskim szaliku. Kultura zamiast narodowej propagandy. Plakatów z nieudanym „Piłsudskim” czy chały i chwały „Legionów”. Takich spektakularnych gniotów filmowych będzie legion. Niepokornych teatrów, jeśli PiS wygra nie będzie. Ilu dziennikarzy przygarnie wtedy polska sekcja Wolnej Europy nadającej już na Węgry?

Orwell napisał, że ludzie głosujący na oprawcę nie są ofiarami, są współwinni. Nie jesteśmy ofiarami, nie jesteśmy współwinni. Może ostatni raz jesteśmy wyborcami demokracji, kultury demokracji, kultury. Idę nagrać filmik dla ogłoszonej przez Kulturę Niezależną akcji – prawnicy pro bono bronią ludzi kultury przed państwem.

Dziękuję państwu.

Manuela Gretkowska


Roman Giertych: PiS zapowiada powrót komuny. Wszyscy, którzy dorobili się w ciągu ostatnich 30 lat to ich wrogowie

Roman Giertych

Roman Giertych

się czegokolwiek w ciągu ostatnich 30 lat to wrogowie To chory plan bo ten człowiek jest chory na manię wielkości. Marzy mu się bycie dożywotnim dyktatorem

 

Jarosław Kaczyński zapowiedział budowanie nowej elity ekonomicznej. Co to oznacza? To proste. Wszyscy, którzy dorobili się czegokolwiek w ciągu ostatnich 30 lat to wrogowie PiS (nawet jeżeli z głupoty na PiS głosują). Wrogami są dlatego, że uzyskali swój status swoją pracą, a nie otrzymali jej od Państwa.

Wszelkie systemy autokratyczne chcą kontrolować gospodarkę. Więc następnym etapem rewolucji PiS (o ile wygrają za dwa tygodnie) będzie wykończenie obecnych przedsiębiorców (nawet tych najmniejszych). Oprzyrządowanie prawne jest gotowe. PiS ma gotowy projekt ustawy, które przygotowało MS (pisałem o tym projekcie rok temu), który prokuraturze nadaje prawo do wprowadzania zarządów komisarycznych w każdej firmie. Wystarczy jeden niezadowolony pracownik lub błąd w fakturze. Odwołanie będzie rozpoznawane przez sądy, ale sądy JK też dziś zapowiedział, że zmienią do końca.

Ustawa ma zrobić dokładnie to samo, co zrobiła komuna w 1945. I wówczas na majątek „kułaków” wchodziła nowa elita (w tym rodzina JK). Sprawa nie dotyczy tylko dużych firm.

W miarę rozwoju rewolucji zastąpienie elit będzie dotyczyć małych firm, firemek, a nawet posiadaczy jakichkolwiek nieruchomości. Każda forma niezależności ekonomicznej jest wrogiem dla totalnego Państwa i totalnej Partii. I z tego powodu będzie zastępowana przez ludzi, którzy wszystko będą zawdzięczać tej Partii.

Szanowni Państwo!

J. Kaczyński wyłożył karty na stół. Jeżeli wygra to wszyscy Polacy mają być jego niewolnikami. W sensie dosłownym.

Ten plan hoduje się w jego głowie od lat. Byłem jednym z pierwszych, którzy się zorientował na czym ten plan polega i od roku 2007 przez 12 lat przestrzegam (a zacząłem po ataku na Leppera jeszcze jako wicepremier) wszystkich przed tym człowiekiem.

To chory plan bo ten człowiek jest chory na manię wielkości. Marzy mu się bycie dożywotnim dyktatorem i aby to zrobić potrzebuje zniszczyć wszelkie niezależne instytucje, osoby i środowiska.

Dzisiaj przestrzegam jeszcze raz wszystkich: to nie są normalne wybory, gdzie wybiera się partie lepsze lub gorsze. Wybory za dwa tygodnie będą oznaczać, czy Polska będzie krajem wolnych ludzi, czy zostaniemy sprowadzeni do statusu obywateli PRL-u. A ci którzy się aktywnie sprzeciwiają lub sprzeciwią tej władzy skończą w więzieniach lub na emigracji. Ci którzy mają jakąkolwiek formę własności zostaną z niej wyzuci. Ci którzy mają niezależne zawody będą zdani na łaskę Państwa. Ci którzy nie będą się identyfikować z partią rządzącą będą mieli taką szanse na jakąkolwiek karierę, jak jakikolwiek niezależny dziennikarz ma dziś szanse na karierę w TVP, albo niezależny menadżer na karierę w spółkach skarbu państwa. W następnej kadencji ta zasada będzie dotyczyć całej gospodarki i to zapowiedział dzisiaj Kaczyński.

Odpowiedź jest jedna: idźmy na wybory!

Roman Giertych

 

 


Roman Giertych: Ostracyzm. Osoba, która unika udziału w wyborach, to osoba nie tylko głupia, ale i egoistyczna

Roman Giertych

Roman Giertych

Apeluję do wszystkich o zapowiedź wśród naszych znajomych takiego ostracyzmu egoistów. I sam zapowiadam, że osoby, które wiedzą jakim PiS jest zagrożeniem, a jednocześnie nie pójdą na wybory (chyba że w sytuacjach zupełnie wyjątkowych) nie mogą być moimi znajomymi i przyjaciółmi.

Opowiadał mi znajomy, że przed wyborami europejskimi był na grillu wraz z osobami, które bardzo nie lubią PiS. Cały wieczór wszyscy rozmawiali o polityce, wieszając na partii rządzącej psy. I dopiero pod koniec wieczoru okazało się, że jedno małżeństwo w czasie wyborów do PE jedzie do Grecji. Drugie wybiera się Mazury i nie wzięło kartek uprawniających do głosowania, a trzecie nie idzie na wybory, gdyż w sobotę ma wesele, a pojedynczy głos i tak niczego nie zmieni. Znajomy ten załamał się głupotą swoich przyjaciół.

O ile w wyborach do PE gra toczyła się o lepszą pozycję przed wyborami do Sejmu, to dziś walczymy o wszystko. O przyszłość naszą, naszych dzieci i o przyszłość naszej Ojczyzny. Czy będzie to kraj, gdzie będziemy mogli się wciąż spierać o różne sprawy, aby szły lepiej, czy też będziemy mieli dyktaturę i idącą zawsze w parze z dyktaturą korupcję, podłość, oportunizm, a wreszcie, co widzimy każdego dnia, bezkarną przestępczość.

Proponuję więc abyśmy nie traktowali lekko podobnych jak wyżej opisana deklaracji naszych znajomych, którzy podzielają nasze przeświadczenie o zagrożeniu przez PiS, a jednocześnie z różnych powodów nie zamierzają głosować.

Musimy wywrzeć presję na takich ludzi i zapowiedzieć wobec takich dezerterów narodowych ostracyzm – czyli wykluczenie z towarzystwa. Nie jest to często łatwa deklaracja, ale czasami jest to jedyny sposób, aby przekonać ludzi do włożenia minimum wysiłku dla wspólnego dobra.

Kto wie o zagrożeniu dla Polski ze strony partii rządzącej, a jednocześnie unika udziału w wyborach, to osoba nie tylko głupia, ale i egoistyczna. Uważa bowiem, że inni zrobią to za nią i odsuną poprzez wysiłek włożony w pójście na wybory tę ośmiornicę, która oplotła nasz kraj. Taka osoba nie zasługuje, aby się z nią przyjaźnić.

Apeluję do wszystkich o zapowiedź wśród naszych znajomych takiego ostracyzmu egoistów. I sam zapowiadam, że osoby, które wiedzą jakim PiS jest zagrożeniem, a jednocześnie nie pójdą na wybory (chyba że w sytuacjach zupełnie wyjątkowych) nie mogą być moimi znajomymi i przyjaciółmi.

Te wybory rozstrzygnie frekwencja. Jeżeli wszyscy przeciwnicy PiS pójdą na wybory to po partii rządzącej zostanie mokra plama. Uświadommy to wszystkim na około.

Roman Giertych

 

 


Marcin Zegadło: dobrze, że mamy Kaczyńskiego

Marcin Zegadło: poeta, publicysta

Marcin Zegadło: poeta, publicysta

Dobrze, że mamy Kaczyńskiego, ponieważ moglibyśmy tej Wielkiej Polski nie poczuć i nie zauważyć, a to byłoby niepowetowana strata, w kraju, w którym tylu maluczkich od setek lat śni sen o wielkości

 

Podczas jednego ze swoich wystąpień, Jarosław Kaczyński, oświadczył, że pisowskiemu rządowi udało się więcej zrobić w ciągu 4 lat, niż generalnie w historii udało się osiągnąć przez lat 1000 i jeszcze 50 -siąt.

Domyślam się, że ten okres Kaczyński wyliczył poczynając od umownej daty chrztu Polski. Jakże by inaczej. Przecież jak twierdzi prezes, nie ma moralności poza Kościołem. Każdy ma taki kalendarz, z którym mu najwygodniej.

Zatem jak się okazuje, żaden tam Chrobry, żadne Grody Czerwieńskie, żaden Łokietek i Kazimierz Wielki, co to Polskę zostawił murowaną, żaden Litwin Jagiełło i Grunwald, żadne Kircholmy, żadne unie realne, czy personalne, żadne Rzeczpospolite Obojga Narodów, żadne tam wiedeńskie odsiecze, a później żadne konstytucje, Komisje Edukacji Narodowej, żadna ofiara z krwi tak ochoczo składana przez wieki, okazuje się, że wystarczy:

  • a) pogwałcić, podeptać i zakpić sobie z trójpodziału władzy, niezawisłości sędziowskiej, etosu służby cywilnej;
  • b) pogwałcić, podeptać i zakpić sobie z Konstytucji, zrobić z niej symbol „układu” i narzędzie „fałszywych elit”, służące obecnie rządzącym do kancerowania „zdrowej tkanki narodu”, a strażnikiem tejże konstytucji uczynić wystarczy bezwolną kukiełkę pozbawioną woli i charakteru, natomiast premierostwo zdać należy na ręce cynicznego kłamcy o talencie aktorskim godnym braci Mroczków;
  • c) zamienić Armię Krajową i Bohaterów Getta na Narodowe Siły Zbrojne i Brygadę Świętokrzyską;
  • d) wzniecać nienawiść do mniejszości narodowych, uchodźców, osób nieheteronormatywnych;
  • e) montować w teoretycznie świeckim państwie katofaszystowski reżim, z całym tym rekwizytorium pełnym purpuratów, aroganckich hierarchów i przepychu władzy Kościoła, który nie widzi dalej niż pieniądz i wpływy. I nawet już się tego nie wstydzi. Już tego nie maskuje tym „ubogacaniem” w duchowe wartości.

Wystarczy, mniej więcej, takie cuda wyczarować z niczego, w ciągu czterech magicznych lat pisowskiej „kontrreformacji” i mamy sukces na miarę tysiąclecia.

Ważne, żeby jak chce kawaler Kaczyński – rodzina to był tatuś płci męskiej i mamusia płci żeńskiej, którym rodzą się rumiane i tłuste katolickie dzieci. Planowane i płodzone jak Pan Bóg przykazał, w oparciu o kalendarzyk i za wstawiennictwem świętego Jana Pawła.

Wielka Polska nadeszła jak ta wiosna z wierszyka u Brzechwy. Przyszła pieszo i niepostrzeżenie. I gdyby nam Kaczyński nie powiedział, że to już się wydarza, że właśnie staje się ta wiekopomna chwila, że to jest zwieńczenie tysiącletnich trudów, to byśmy znowu nie dowiedzieli się, jacy jesteśmy wyjątkowi i jacy jesteśmy szczęśliwi.

Dobrze, że mamy Kaczyńskiego, ponieważ moglibyśmy tej Wielkiej Polski nie poczuć i nie zauważyć, a to byłoby niepowetowana strata, w kraju, w którym tylu maluczkich od setek lat śni sen o wielkości.

Dzień dobry!

Marcin Zegadło

 

 


Roman Giertych. List do Ministra Finansów: Wszyscy atakują prezesa NIK, a ja go chwalę i podziwiam

Roman Giertych

Roman Giertych

Wszyscy atakują prezesa NIK, a ja go chwalę i podziwiam. I prezes też pochwali. Nie są to wprawdzie dwie wieże, ale zwykły hotelik-burdelik, ale zawsze zaradność jest w cenie

Szanowny Panie Ministrze!

Niestety nie pamiętam jak się Pan nazywa, bo ministrowie finansów zmieniają się u nas częściej niż goście w hotelu prezesa Banasia. Jednakże jakkolwiek by się Pan nie nazywał chciałem z radością poinformować o niezwykle szlachetnej auto-denuncjacji, która może zasilić budżet.

Mianowicie prezes NIK słusznie zaczął swój urząd od skontrolowania samego siebie i ogłosił, że niezwykle korzystna cena, po jakiej wynajął gangsterom hotel wzięła się (i tu oddajmy mu głos): „rzeczywiście ta niższa cena wzięła się stąd, że kamienica miała być kupiona na podstawie umowy przedwstępnej i w finale, później, już przy rozliczeniu, ta cena miała być wyrównana”. Czyli że zapłata za rynkową wartość najmu zostanie dokonana w cenie kupna kamienicy. Dzięki temu manewrowi Pan prezes nie musiał płacić całego podatku VAT od rynkowej wartości najmu.

Panie Ministrze!

Budżet ciągle ma swoje potrzeby, a tutaj sam pan prezes dał przykład jak należy się autodenuncjować! My adwokaci generalnie tego nie zalecamy, gdyż za sprawą podatkową idą później sprawy karno-skarbowe, a nawet karne. Szczególnie po tym, jak wprowadzono zakaz agresywnej optymalizacji podatkowej, to takie przyznanie się jest bardzo ryzykowne.

Brawo! Wszyscy atakują prezesa NIK, a ja go chwalę i podziwiam. To rzadka szlachetność. Bez niej bowiem trudno byłoby czyn udowodnić, ale jak mówili starożytni: confessio est regina probationum – przyznanie się jest królową dowodów!

Roman Giertych

I prezes też pochwali. Nie są to wprawdzie dwie wieże, ale zwykły hotelik-burdelik, ale zawsze zaradność jest w cenie.

 

 


Adam Mazguła: Pusty dzban może emitować tylko echo, które jest tym głośniejsze, im dzban jest większy

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Kandydowanie w wyborach do Senatu uważam za swój obowiązek, za naturalny proces kontynuacji walki o normalność w naszym kraju rozpoczętej na ulicy. Uważam to za najwyższy nakaz chwili. Nie odciągną mnie z tej drogi ani wodzowie butnych partii, ani fałszywi prorocy

 

Przeczytałem w Gazecie Wyborczej artykuł Krzysztofa Króla, byłego posła i członka KPN, o tym, jak razem z Pawłem Kasprzakiem rozbijamy opozycję. Autor nie zadał sobie trudu, z czego jest znany, aby dokonać analizy sytuacji w poszczególnych okręgach wyborczych, zanim wyciągnie wnioski i zaapeluje. Ciekawe, dlaczego nie krytykuje decyzji Pana Grzegorza Schetyny ani Włodzimierza Czarzastego, którzy zakpili sobie z ludzi, wyznaczając na kandydatów do Senatu takich, którym bliżej do partii rządzącej niż do demokratyczniej opozycji.

W okręgu 51, w którym staram się o mandat senacki, liderzy partii na swojego przedstawiciela delegowali Jana Woźniaka, wieloletniego burmistrza Otmuchowa. Zarówno on, jak i jego syn Piotr, który jest szefem wojewódzkim SLD na Opolszczyźnie, kandydują w tych wyborach. Taki rodzinny interes partyjny. Dziwne, bo w ostatnich wyborach samorządowych występowali, jako przedstawiciele komitetów wyborczych lokalnych stowarzyszeń. Nigdy nie słyszałem, aby lider wojewódzki partii politycznej jej nie reprezentował w wyborach.

Rok temu po samorządowych wyborach, obaj panowie wystąpili z inicjatywą współpracy koalicyjnej z PiS-em i dopiero interwencja władz centralnych zapobiegła dalszej kompromitacji. Oczywiście, chodziło o udział we władzy, która wydaje się być treścią ich życia.

Nigdy nie widziałem tych Panów na żadnym proteście ani na żadnym wiecu w obronie sądów, konstytucji, nauczycieli, niepełnosprawnych… Nigdy nie słyszałem ani nie przeczytałem, o chociażby jednej wypowiedzi tych Panów o charakterze opozycyjnym. Słyszałem jednak o uczestnictwie we władzy i licznych jej nadużyciach.

17 września, podczas debaty w Radio Opole Pan Jan Woźniak zadeklarował, że w wielu momentach podoba mu się program PiS-u. Mimo to, wodzowie partii właśnie takiego człowieka wyznaczyli na kandydata opozycji do Senatu i trwają przy swoim. Podobnie ten problem wygląda w Warszawie z Panem kandydatem „opozycji” Kazimierzem M. Ujazdowskim. Ta sytuacja jest bardziej znana opinii publicznej, więc pominę opis.

Kandydowanie w wyborach do Senatu uważam za swój obowiązek, za naturalny proces kontynuacji walki o normalność w naszym kraju rozpoczętej na ulicy. Uważam to za najwyższy nakaz chwili. Nie odciągną mnie z tej drogi ani wodzowie butnych partii, ani fałszywi prorocy. Zbyt wiele kosztowała mnie droga do miejsca, w którym jestem, abym powierzał ją ludziom niegodnym zaufania. To nie tacy jak ja, ale partyjni liderzy ponoszą odpowiedzialność za próbę izolacji ludzi aktywnych społecznie i odważnych w działaniu.

Panie Krzysztofie Król, dlaczego nie apeluje Pan do liderów partyjnych, że poprzez swój wybór i upór w jego realizacji zakpili z opozycji? Dlaczego pozbawili oni prawa głosowania wyborcom na opozycyjnego kandydata? Czyje interesy Pan reprezentuje Panie Krzysztofie Król, jeśli szczuje na aktywnych członków opozycji i apeluje, by zeszli z drogi umaczanym w podłą zmianę partyjnym kacykom.

Panie Krzysztofie Król, już raz prosiłem, aby na mój temat się Pan nie wypowiadał. Zajmij się Pan swoim życiem, bo ja sobie poradzę bez Pańskiego echa pustego dzbana.

Adam Mazguła

PS.

Zwracam się z prośbą do wszystkich pozytywnie i demokratycznie zmotywowanych, tych co pokładają we mnie nadzieję na normalność w naszym kraju, o wsparcie.

Wielu z Was pytało mnie wprost, co możemy dla Ciebie zrobić? Odpowiadałem – zobaczymy, spróbuję poradzić sobie sam.

Teraz widzę, że nie. Dlatego pierwszy raz w życiu zwracam się do kogoś o pieniądze. Do Was się zwracam, teraz i obiecuję, że godnie je wydam i bez rozrzutności podziękuję niezależnie od wyniku.

Pomóżcie proszę mi te wybory wygrać.

Komitet Wyborczy Wyborców Adama Mazguły
48-300 Nysa ul. Bolesława Krzywoustego 7-9
Numer Konta:  57 8872 1026 0042 4764 2000 0010
Bank Spółdzielczy w Otmuchowie  
Tytuł wpłaty:  wpłata na komitet wyborczy

Uwaga!

Wpłaty należy dokonywać wyłącznie przelewem z konta prywatnego i od darczyńców zamieszkałych w Polsce. Nie można, zatem wpłacać do kasy banku lub na poczcie.

Sfinansowane ze środków KWW Adama Mazguły