Stefan Niesiołowski: „Polityka” Patryka Vegi. Potrzebny film

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Polską rządzą niebywali prostacy, policja polityczna, której ponury zwierzchnik o fizjonomii przypominającej znanych oprawców i w takich też okularach, gromadzi papiery, kwity, haki na przeciwników politycznych

 

Film Patryka Vegi „Polityka” pojawił się na ekranach w jednym z ważniejszych momentów walki o demokrację w Polsce. Jest to film ważny i potrzebny. Pokazuje jednoznacznie, że Polską rządzą przede wszystkim skorumpowani idioci, ale także ludzie do szpiku kości zakłamani, cyniczni, pełni kompleksów, mściwi, małostkowi, wyjątkowo zachłanni na pieniądze, za to z ustami pełnymi frazesów o patriotyzmie, religii, dobrej zmianie, poświęceniu itp.

Przed podjęciem zasadniczej decyzji w kabinie wyborczej warto zobaczyć jak wyglądają kulisy pisowskiej władzy, kim są ludzie, którzy sprawują autokratyczną władzę nad Polską, jakim językiem mówią między sobą i o nas, o co im naprawdę chodzi i czy warto powierzyć im władzę na kolejne lata, a być może na bardzo długo?

Polską rządzą niebywali prostacy, policja polityczna, której ponury zwierzchnik o fizjonomii przypominającej znanych oprawców i w takich też okularach, gromadzi papiery, kwity, haki na przeciwników politycznych, a rozpolitykowany ksiądz, który cały czas wyciera sobie gębę Panem Jezusem i Świętym Piotrem wyciąga łapy po publiczne pieniądze, załatwia pracę dla absolwentów i pomagierów swojego medialnego imperium.

Polska w tym filmie, a więc Polska pisowska, jest dla swoich, a demokracja zredukowana została do groteskowej fasady, gdzie premierzy są malowani, prawdziwa władza jest w partyjnej centrali, istnieje policja polityczna, ordery, pieniądze, limuzyny, zaszczyty, tytuły i różnego rodzaju przywileje są dla swoich, a pytanie – czy on jest nasz – jest decydujące o losach i przyszłości ludzi.

O tym jak długo tak będzie wyglądał nasz kraj, być może zadecydują nadchodzące wybory i dlatego wszystko co może przyczynić się do wyrwania Polski z rąk ludzi łapczywych na władzę, przywilej, pieniądze, a przy tym niebotycznie głupich i ograniczonych, ma ogromne znaczenie.

Być może do odzyskania utraconej demokracji w jakimś stopniu przyczyni się film Patryka Vegi? Dlatego nie podzielam poglądu niektórych krytyków kręcących nosem i wybrzydzających na „przerysowaną” sołtysową (no jednak aż taka nie jest), zbyt łapczywego na pieniądze przynoszone w paczkach teczkami pupila ministra obrony, czy zacierającego tłuste łapki i obłudnie powtarzającego co kwadrans – alleluja i do przodu czcigodnego kapłana wychowawcę młodych pokoleń.

Oni pisowcy nie mają takich skrupułów, najpierw przez wiele lat bredzili o zamachu smoleńskim i pod hasłem szukania winnych zamachu, których nazwiska jednocześnie w swoich mediach wymieniali, podpalali Polskę, a potem zachwycali się szmirą pt. „Smoleńsk”.

Oni nie mieli wątpliwości i witali z kwiatami wracającą po sromotnym głosowaniu (27:1) „bohaterkę” wyli z zachwytu po słowach – te pieniądze im się po prostu należały, podobnie jak w innych podobnych sytuacjach np. po uchwaleniu głupiej ustawy o IPN, czy rezygnacji marszałka dobrej zmiany.

Oni nie mają wątpliwości, ani wahań nad przyznawaniem gigantycznych funduszy telewizji na załganą telewizję, reżimowe media służące opluwaniu każdego kto nie jest z nimi, na media nadużywające imienia Matki Boskiej i na reklamy z budżetu państwa czyli z naszych pieniędzy na gazety robiące wrażenie redagowanych w Moskwie.

Wątpliwości mamy tylko my i dlatego proszę się nie dziwić, że ten reżim trwa dłużej niż trwać powinien. Polska już kilka razy w swojej historii sama pogrążała się w bezwładzie niemocy i rozkładzie, a pisowska dyktatura jak każda do tego tylko jest zdolna i taki też musi być ostateczny rezultat pisowskich rządów. To w jakimś sensie jest nawet dobre bo prowadzi do tej dyktatury upadku. Tak jak na żadnym pogrzebie nikt nigdy nie widział nowotworu, który był sprawcą zgonu. Tyle tylko, że dyktatury czasami długo trwają. Na szczęście na razie upadek PiS-u zależy od nas.

Mniej więcej od trzech lat powtarzam, że jeśli mamy w ogóle marzyć o sukcesie wyborczym (i jakimkolwiek innym) to konieczne jest wyrzucenie, albo przynajmniej schowanie Schetyny. Wreszcie (podobno pod naciskiem firmy marketingowej) Metternich z Wrocławia zgodził się trochę się schować i zaproponował na stanowisko premiera, a więc lidera kampanii Małgorzatę Kidawę-Błońską. Z pewnością jest to ruch dobry, chociaż jak wszystko u Schetyny oszukańczy bo cała jego klika z takimi orłami jak Kierwiński, Tyszkiewicz itp. decyduje o wszystkim i po wyborach wszystko wróci do status quo ante, ale przede wszystkim beznadziejnie spóźniony.

Obecnie bardzo trudno sobie wyobrazić, aby mogło to radykalnie coś zmienić. Ale im mniej Schetyny i jego kliki tym większa szansa na sukces. Ważne jest, aby możliwie dobre wyniki uzyskały komitety Koalicji Polskiej (PSL, UED, Kukizowcy) i Lewicy bo to być może pozbawi PiS samodzielnej większości?

Stefan Niesiołowski

 

Stefan Niesiołowski: wybiło pisowskie wyborcze szambo

Stefan Niesiołowski: wybiło pisowskie wyborcze szambo

Szczujnia ruszyła licząc na przykrycie afery hejterskiej w ministerstwie Ziobry, katastrofy w służbie zdrowia, szkolnictwie oraz kilku innych.

 


Manuela Gretkowska: twarde programy wyborcze

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Kaczyński przedstawił plan podróży. Normalnym Polakom do politycznego piekła lub zagranicę, a swoim do Wielkiej Polski bez nihilistów. Jego receptą na brak demokracji jest jeszcze mniej demokracji pod szyldem demokracji.

 

30 lat, 1989-2019, pomroczności jasnej w Polsce było po to, żeby ci, którzy dorobili się kasy albo ochoty na normalność, mogli wyjechać z Polski. Wczoraj Kaczyński przedstawił plan podróży. Normalnym Polakom do politycznego piekła lub zagranicę, a swoim do Wielkiej Polski bez nihilistów.

Jego receptą na brak demokracji jest jeszcze mniej demokracji pod szyldem demokracji.

„Rodzinę widzimy tak: 1 mężczyzna, 1 kobieta i ich dzieci. Taki model jest obecnie atakowany” – wygłosił facet, żyjący w modelu 1 mężczyzna (?), 1 kot i 1 willa po rodzicach, w prezencie po komunistach.

Objawił też nowy model patrioty. Trochę w stylu „Prawdziwy aryjczyk” w narodowym socjalizmie: Dobrze zbudowany jak Goebbels, szczupły jak Goring i blond włosy jak Hitler. Pisowski ideał, polskiego demokraty w katolickim socjalizmie ma być błyskotliwy jak Suski, wiarygodny jak Morawiecki i normalny jak Macierewicz.

Przejmujący był fragment wygłoszony z promptera mózgu wodza: „w głębszym wymiarze pozostały jeszcze do pokonania struktury niedemokratyczne i antyrozwojowe.” Jasne, jeszcze trzeba zwinąć zwoje mózgu, żeby były „ciaśniajsze” i bardziej wierzące (w planowane wieże prezesa). I więcej bielizny narodowej, biało czerwonych gaci, koszulek orłowatych. Wystrojone w nie polactwo nie zapomni gdzie żyje i się nihilistycznie nie pogubi. W przedszkolu są po to znaczki grzybków, pajacyków. U nas kotwice i rybki.

PreZUS, ten tytuł mu się należy za rozdawnictwo ZUS-u, przepowiedział jeszcze za 4 lata wzrost minimalnej pensji do 4 tysięcy. A jak ktoś wtedy nie uwierzy – wyrok za zdradę stanu.

Najbardziej przerażające z tego delirium, było stwierdzenie, że poprzednie rządy nie zbudowały aparatu władzy. Moja kilkuletnia Pola, była przekonana, że aparat na zęby robi zdjęcia, skoro jest aparatem. Aparat władzy Ziobry i Kamińskiego wybije nam ostatnie zęby demokracji, skoro jest aparatem w ich rękach.

Ogłoszenie przez PO swojego programu za pomocą kobiet było piękne i żałosne. Piękne – kobiety powinny tworzyć rząd. Żałosne, bo w tym programie nie było słowa o podstawowym prawie Polek do wolności. Darmowe in vitro jest słuszne. Ale nie wszystkie kobiety chcą się zapładniać Niektóre przeciwnie, zapłodnione nie mogą legalnie pozbyć się niechcianej ciąży. Nieistotny problem 200 -300 tysięcy Polek rocznie i wyrok co najmniej 18 lat życia w służbie.

Zastanawiałam się, czy wystawienie pań, Kidawy Błońskiej i pozostałych, nie było ubocznym efektem Pegasusa. Na kobiety w polityce, wykorzystywane, manipulowane o wiele trudniej znaleźć haki. Nie latają do burdelu w statusie HEAD, chociaż chodzi o nastoletnią DUPE. Nie biją mężów wywożąc ich do lasu, nie mają dzieci na boku, tylko w brzuchu przed sobą.

Wybiorę 13 października Lewicę – Frankensteina naszej sceny politycznej, pozszywanego z politycznych trupów. Pokonując wstręt do Czarzastego, omijając wzrokiem faceta na jedną noc, wyborczą do Brukseli, czyli Biedronia. Zostaje złamany idealista Zandberg. W tym polskim horrorze lepszy Frankenstein od PO. Chociaż rozumiem wyborców Schetyny. Każdy kto ma szansę odebrać władzę Golumowi i jego zombi polującym na ogłupiały, dymany lud jest warty głosu.

Fotka z okolicznego sklepu dla zwierząt. Wygląda jak oferta wyborcza Wielkiego Brata bez brata, naszego folwarku zwierzęcego: przeżuć klęskę kupując sobie żwacz albo z wdzięcznością obgryzać penis twardy jak kość rzucony w polityce prospołecznej.

Manuela Gretkowska

 


Zastanawialiście się kiedyś, ile osób w Polsce nosi Wasze nazwisko? Teraz łatwo to sprawdzić

Zastanawialiście się kiedyś, ile osób w Polsce nosi Wasze nazwisko? Jakie nazwisko jest najpopularniejsze? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć na udostępnionym przez Ministerstwo Cyfryzacji portalu dane.gov.pl.

Zastanawialiście się kiedyś, ile osób w Polsce nosi Wasze nazwisko? Jakie nazwisko jest najpopularniejsze? Trump i Putin mieszkają wśród nas

Ministerstwo Cyfryzacji zaprasza do odwiedzin portalu dane.gov.pl. Można tam znaleźć m.in. listę ponad 290 tysięcy nazwisk z całego kraju. Dzięki niej można dowiedzieć się, ilu potencjalnych krewnych lub spowinowaconych noszących nasze nazwisko żyje dziś w Polsce.

Chcecie poznać top 5 najpopularniejszych nazwisk w Polsce? Oto one:

  • Nowak – tak na nazwisko ma 204 876 osób
  • Kowalska/Kowalski – nazywa się tak 138 612 Polaków
  • Wiśniewska/Wiśniewski – to nazwisko, które nosi 110 375 osób
  • 99 464 – tylu Wójcików mieszka w naszym kraju
  • Kowalczyk – to nazwisko 97 928 osób.

Brzęczyszczykiewicz? Akurat to nazwisko zostało wymyślone

Rdzenie nazwisk mają różne pochodzenie. Niektóre, jak Szymański, Jankowski czy Wojciechowski pochodzą przeważnie od imienia ojca lub świętego patrona. Inne, jak Potocki, Kostka czy Czartoryska mogą wskazywać na szlacheckie pochodzenie. Z kolei Kowalski, Woźniak czy Krawczyk wywodzą się przeważnie od zawodu wykonywanego przez założyciela danego rodu – wyjaśnia Ministerstwo Cyfryzacji

Większość z nas kojarzy również nazwiska bohaterów filmów, powieści albo audycji radiowych takie jak Matysiak, Zagłoba, czy Kmicic. Co ciekawe, oprócz świata kultury, spotkamy je również wśród współcześnie żyjących Polaków.

Jak się jednak okazuje, na próżno możemy wśród nich szukać nazwiska bohatera filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” – Brzęczyszczykiewicza. Akurat to nazwisko zostało wymyślone na potrzeby kinematografii.

Trump i Putin mieszkają wśród nas

Natomiast, jeśli zajrzycie na Dane.gov.pl, przekonacie się, że żyją wśród nas potencjalni krewni obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych – w Polsce jest dokładnie 11 osób noszących nazwisko Trump. Co ciekawe, w Polsce mieszkają też 3 osoby o nazwisku Putin.

Dariusz Frach, thefad.pl / Ministerstwo Cyfryzacji


Brexit. Unia traci cierpliwość. Brytyjczycy muszą w końcu coś wybrać

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Pomimo zapewnień Borisa Johnsona o „postępach” w brexitowych rozmowach z Brukselą, Londyn nie położył na stole żadnych wiarygodnych propozycji. Unia byłaby gotowa na kolejne, lecz krótkie odroczenie brexitu.

Brytyjski premier Boris Johnson zapewniał w tym tygodniu Brytyjczyków, że jego twarde stanowisko co do daty brexitu (31 października bez względu, czy uda się mu się renegocjować umowę rozwodową z Brukselą) przynosi skutki, bo Unia jest gotowa do rozmów o zmianach w obecnym projekcie umowie brexitowej.

Johnson publicznie przekonywał o optymizmie po sierpniowych spotkaniach z Angelą Merkel oraz Emmanuelem Macronem, a jego stronnicy celebrowali „30 dni dane przez Merkel” na renegocjacje. Merkel tlumaczyla jednak, że to nadinterpretacja. Ponadto ludzie Johnsona w ostatnich dniach tłumaczyli w Izbie Gmin, że strach Unii przed gospodarczymi kosztami rozwodu z Londynem bez żadnego porozumienia (i zawartego w nim okresu przejściowego trwającego nawet do 2022 r.) pchnie ją do ustępstw co do irlandzkiego „bezpiecznika” (backstopu) gwarantującego, że po brexicie nie zostaną odtworzone żadne kontrole między brytyjską Irlandią i Irlandią Płn. – To tylko słowa. Kto w to wierzy – słychać jednak w Brukseli.

Londyn bez pomysłów

Brytyjscy negocjatorzy prowadzili w tym tygodniu rozmowy w Brukseli. Ta jednak, unikając publicznego zarzucania kłamstw Johnsonowi, dystansowała się od jego twierdzeń o „postępach” w sprawie zastąpienia „bezpiecznika” rozwiązaniami, które Londyn mógłby zaakceptować.

Ambasadorzy krajów Unii, którym w czwartek wieczorem [5.09] przedstawiono sprawozdanie z rozmów z Davidem Frostem (brytyjskim negocjatorem w sprawie brexitu) ni usłyszeli o żadnych „postępach”. Nie zapoznano ich też z żadnym konkretnymi propozycjami Londynu. Te – choć do brexitu ma dojść już 31 października – w ogóle nie padły.

Boris Johnson. Fot. flickr

Ekipa Frosta miała w czwartek tylko ogólnikowo zaproponować złagodzenie „bezpiecznika” do gwarancji braku kontroli osób na granicy w Irlandii. Ponadto do zachowania obecnych praw socjalnych, meldunkowych i pobytowych po obu jej stronach oraz do zachowania wspólnego rynku elektryczności w Irlandii.

Wysłannicy Johnsona oczekiwali wspólnego deklaracji UE i Londynu. W oświadczeniu wskazano by, że strony nie chcą odtworzenia „twardej granicy” w Irlandii, konkretne rozwiązania miałyby jednak podlegać negocjacjom dopiero po brexicie. Takiego rozwiązania Unia nie akceptuje. W konsekwencji piątkowe (6.09.) sprawozdanie dla ambasadorów przy UE (po rozmach z Frostem) trwało ledwie kwadrans – nie było wiele do opowiadania.

W irlandzkim „bezpieczniku” chodzi m.in. o uniknięcie granicy VAT-owskiej czy też „regulacyjnej” z kontrolami norm towarów eksportowanych z Wielkiej Brytanii (lub reeksportowanych za jej pośrednictwem) do Irlandii, czyli na unijny wspólny rynek.

Pierwotnie Unia proponowała pozostawienie Irlandii Północnej we wspólnym rynku w ramach Unii Europejskiej. Londyn jednak nie zaakceptował takiego rozwiązania.

W efekcie rząd Theresy May wynegocjował z Brukselą drugi wariant „bezpiecznika”: tymczasowe pozostanie całej Wielkiej Brytanii w unii celnej z UE przy znacznym związaniu Irlandii Północnej wieloma zasadami wspólnego rynku (nieliczne z nich rozciągałyby się na resztę Wielkiej Brytanii). Forsowanie tego rozwiązania z unią celną, którą zwalczał m.in. Johnson, zablokowało ratyfikację umowy i doprowadziło do dymisji premier May.

Czego chce Izba Gmin?

Ponadpartyjna większość w brytyjskim parlamencie zbuntowała się w tym tygodniu przeciw Johnsonowi i jest na drodze do ostatecznego zatwierdzenia prawa „blokującego brexit bez umowy”. Zmusza tym samym premiera, by poprosił Brukselę o odroczenie brexitu do stycznia 2020 r. w razie braku ratyfikacji porozumienia o wyjściu w UE przed końcem października.

– Problem w tym, że Izba Gmin nie chce umowy wynegocjowanej przed prawie rokiem przez Theresą May, nie chce brexitu bez żadnej umowy, a także nie chce odwołania brexitu. Brytyjczycy muszą jednak coś wybrać – mówi unijny dyplomata zaangażowany w sprawy rozwodu między UE i Londynem.

Kolejne już, trzecie odroczenie brexitu wymagałoby – jeśli oficjalnie poprosi o to rząd Wielkiej Brytanii – jednomyślnej zgody wszystkich pozostałych 27 krajów Unii.

Unia, prawdopodobnie zgodziłaby się na odłożenie w czasie „rozwodu”, jeśli Brytyjczycy będą potrzebowali czasu na przedterminowe wybory bądź na ewentualne powtórne referendum co do brexitu. Donald Tusk wiosną tego roku lobbował na rzecz jak najdłuższego odroczenia wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, by – jak miał tłumaczyć innym przywódcom – „nie porzucać rosnącej większości Brytyjczyków chcących pozostać w UE”. Wydaje się jednak, że w Brukseli zwolenników takiego rozwiązania pozostaje coraz mniej.

– Lepiej przeprowadzić teraz brexit bez umowy niż trwać w zawieszeniu przez kolejny rok lub dwa lata – tłumaczył Marcel Fratzscher, ekspert z niemieckiego ośrodka DIW.

Najgorsza jest niepewność

Wiele dużych firm przestało już lobbować w Brukseli na dalsze odraczanie brexitu. Niepewność – czy Wielka Brytania pozostanie przy Unii, czy też dojdzie do brexitu bez umowy – tylko generuje spore dodatkowe koszty. – Ich przedstawiciele tłumaczą, że lepiej mieć do czynienia z chaotycznym brexitem teraz niż za pół roku – mówi nam jeden z urzędników UE. Z kolei firmy małe, a nawet średnie – jak tłumaczy nasz rozmówca – „i tak nigdy nie będą wystarczająco przygotowane na brexit”.

Nieuporządkowany brexit po stronie unijnej najmocniej uderzyłby w Irlandię. Zarówno jednak Irlandia, jak i Bruksela, liczą, że koszty gospodarcze brexitu szybko zmuszą Londyn do poszukiwania pobrexitowego porozumienia handlowego z UE.

Wówczas jednak Unia, zapewne wróci do żądań wystosowanych z założeń „bezpiecznika”. Komisja Europejska – głównie z myślą o Irlandczykach – zaproponowała w tym tygodniu, by na wypadek nieuporządkowanego brexitu uruchomić te fundusze awaryjne z budżetu UE, które zarezerwowano na pomoc w wypadku klęsk żywiołowych

 

REDAKCJA POLECA

 


Przekształcenia spółek a prawo

Przekształcanie spółki to skomplikowany proces, który jednak pozwala osiągnąć określone korzyści. Jest dla przedsiębiorców sposobem na rozbudowę, poprawę lub uratowanie swojej działalności. Cały proces jest możliwy dzięki odpowiednim regulacjom prawnym, przede wszystkim w Kodeksie spółek handlowych.

Przekształcanie spółki to skomplikowany proces, który jednak pozwala osiągnąć określone korzyści. Jest dla przedsiębiorców sposobem na rozbudowę

Główne cele przekształcenia spółek

Za rozpoczęciem przekształcenia spółki stoją liczne korzyści, jakie można w ten sposób uzyskać. Sam proces jest bowiem zbyt skomplikowany i wymagając, aby mógł być jedynie efektem przypadkowej chęci. Za podstawowy cel przekształcenia uważa się rozwój spółki lub jej ratunek przed upadkiem. Kodeks spółek handlowych podpowiada, że przekształcenie może przynieść takie korzyści jak:

  • większy kapitał,
  • zmniejszenie kosztów,
  • modernizacja zatrudnienia,
  • wejście na nowe rynki zbytu,
  • poprawa procesu decyzyjnego,
  • poprawa możliwości inwestycyjnych,
  • ograniczenie decyzyjności niektórych wspólników przy zarządzaniu spółką,
  • modyfikacja odpowiedzialności majątkowej wspólników.

Przy wszystkich tych możliwościach przekształcenie spółki jest procesem, który nie tworzy całkowicie nowej, pod względem osobowym, miejscowym i branżowej firmy. Zachowuje tożsamość wcześniej istniejącej spółki, jednocześnie ułatwiając jej uniknięcie likwidacji. Nie znika jej ciągłość prawna, organizacyjna, podmiotowa, ekonomiczna ani nie jest wymagane, aby podczas przekształcenia zmieniała się nazwa i siedziba.

Jakie spółki mogą być przekształcane?

Założenie spółki jako konkretnego podmiotu, np. spółka cywilna, nie oznacza że spółka musi pozostać w takiej wersji na zawsze. Kodeks spółek handlowych podaje, że przekształceniu mogą ulec różne podmioty, w tym: spółka akcyjna, jawna, cywilna, komandytowa, partnerska, z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjna, komandytowo-akcyjna. Równocześnie przekształcenia może dokonać również osoba fizyczna (przedsiębiorca) wykonujący własną działalność gospodarczą. W tym przypadku jednak możliwe jest przekształcenie wyłącznie w jednoosobową spółkę kapitałową.

Kodeks zaznacza także, że spółki w stanie likwidacji albo upadłości nie mogą być przekształcane. Jest to zgodne z zapisem art. 551 § 4 oraz art. 577.

Ograniczenia w przekształceniu

Poza wspomnianymi już spółkami w stanie upadłości lub likwidacji są i inne wyjątki, które ograniczają przekształcenie. Wiążą się one niejednokrotnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej z 2 lipca 2004 roku oraz z innymi przepisami szczególnymi, które określają m.in. minimalną wartość kapitału zakładowego dla spółek prawa handlowego. Jest to istotne, ponieważ bez odpowiedniej wartości kapitału nie jest możliwe przekształcenie spółki.

Dodatkowo istotny jest fakt, że spółka jawna, która nie figuruje w rejestrze przedsiębiorców nie ma możliwości zostać przekształcona. Nie figuruje w rejestrze, więc nie istnieje, a nie można przekształcać podmiotu, którego nie ma.

Ustawa a przekształcenie

Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej narzuca jeszcze dodatkowe ograniczenia na spółki. W myśl art. 13 ust. 3 tej ustawy nie może dojść do przekształcenia spółki komandytowo-akcyjnej, komandytowej, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjnej w jawną spółkę lub partnerską, gdy okaże się, że jeden ze wspólników jest pochodzenia zagranicznego i nie korzysta z pełni praw równej obywatelom polskim. Taka sytuacja nie odnosi się jedynie do wspólników pochodzących z krajów Unii Europejskiej i stowarzyszonych w Europejskim Obszarze Gospodarczym, ponieważ kwestię tę regulują odrębne umowy dotyczące swobody działalności gospodarczej.

Artykuł powstał przy współpracy z kancelarią FabrykaKreatywna.com


„Nigdy nie spotkałam królowej”, odpowiedziała żartobliwie Elżbieta II turystom, którzy jej nie rozpoznali

O niecodziennej sytuacji opowiedział w rozmowie z brytyjskim „The Times” ochroniarz królowej, oficer Richard Griffin.

Fot. wikipedia

Według relacji Griffina, Elżbieta II spacerowała woków swojej rezydencji Balmoral w Aberdeenshire (Szkocja). Gdy przechodziła obok grupy amerykańskich turystów, ci postanowili porozmawiać i nieświadomi z kim rozmawiają, zapytali, czy mieszka w pobliżu. Elżbieta odpowiedział, że owszem ma nieopodal dom. Wtedy jeden z turystów zapytał, czy udało jej się kiedykolwiek spotkać królową.

– Nie, ale on tak – odpowiedziała żartobliwie 93-letnia monarchini, ubrana w zwyczajne, luźne ubranie i w chustce na głowę, wskazując na oficera ochrony. I rzeczywiście, ochroniarz wiele razy spotkał Elżbietę II. Pracuje dla rodziny królewskiej już od ponad 30 lat.

Opisując tę zabawną sytuację na łamach „The Times”, Richard Griffin powiedział, że grupa amerykańskich turystów, po krótkiej wymianie uprzejmości odeszła, nie rozpoznając królowej i nie dowiadując się, z kim rozmawiali.

Dariusz Frach / thefad.pl


Pyskówka europosłów PiS w dyskusji z Timmersmansem. Kempa: Przeżyliśmy komisarzy sowieckich, przeżyjemy również pana

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

  • Polscy sędziowie stali się przedmiotem oszczerczej kampanii, bo spotkali się ze mną w Brukseli. Oszczercza kampania za rozmowy z Komisją Europejską? Nieakceptowalne! – mówił w czwartek 5 września Frans Timmermans w europarlamencie.
  • Beta Kempa: – Przeżyliśmy komisarzy sowieckich. I zapewniam, że przeżyjemy również pana.
  • Timmermans – Nazistowskie sądy też orzekały zgodnie z ówczesnymi przepisami, ale jednocześnie system gwałcił prawa podstawowe.
Frans Timmermans: nazistowskie sądy też orzekały zgodnie z ówczesnymi przepisami, ale jednocześnie system gwałcił prawa podstawowe.

Frans Timmermans, I wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, uczestniczył w czwartek w debacie dwóch komisji europoselskich na temat – opublikowanego w lipcu – planu działań UE w kwestii praworządności.

Polska czy Węgry nie były oficjalnym tematem tej dyskusji. Polscy europosłowie skupili się jednak na działaniach Brukseli wobec zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Timmermans nie chciał komentować – pytany zarówno przez Sylwię Spurek (Wiosna), jak i dziennikarzy – afery wokół „fabryki trolli”. Afera ta niedawno doprowadziła do dymisji wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka zaangażowanego w hejterskie nękanie sędziów. W ramach ostrej wymiany zdań z europosłami PiS Timmermans nawiązał jednak do nagonki na sędziów, którzy w 2018 r. przyjechali do Brukseli rozmawiać o zagrożonej praworządności. Ujawnienie listy ich nazwisk było – jak ujawniła „Gazeta Wyborcza” – jednym z tematów korespondencji Emilii Szmydt koordynującej hejt antysędziowski.

– Z trwogą stwierdzam, że w moim kraju prawo jest łamane. Ostatni przykład to afera w ministerstwie sprawiedliwości, gdzie pod nadzorem ministra działała fabryka trolli. Nie jest tajemnicą, że mój mąż został zamordowany przez takie działania – powiedziała europosłanka Magdalena Adamowicz, wdowa poza zamordowanym prezydencie Gdańska.

Timmermans przypomniał, że władze Polski mają czas do 17 września, by ustosunkować się do zarzutów Komisji Europejskiej w kwestii nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Będzie to już II etap postępowania przeciwnaruszeniowego. W następnej kolejności Komisja będzie decydować, czy skierować tę sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Mówił też o czerwcowym „historycznym orzeczeniu TSUE”, który orzekł o sprzeczności czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym z Traktatem o UE, co w pełni potwierdziło zarzut Brukseli. A w dodatku dało TSUE okazję do jednoznacznego wyjaśnienia, że strzeżenie niezawisłości sędziowskiej w krajach Unii leży w kompetencjach instytucji unijnych.

Apel PiS do von der Leyen w sprawie Timmermansa

– Nie traci pan formy. A myślałam, że okres wakacji sprawi, że zdystansuje się pan od tego, co robił przez ostatnie lata – powiedziała Jadwiga Wiśniewska, a Timmermans ironicznie dziękował za pochwały co do formy „zawsze mile widziane w jego wieku”.

Natomiast Patryk Jaki wracał do argumentu, że skoro np. Holandia w ogóle nie ma trybunału konstytucyjnego, to instytucje UE nie powinny się zajmować polskim TK.

– Unijne traktaty nie mówią, że każdy kraj UE musi mieć trybunał konstytucyjny. Ale mówią, że musi szanować trójpodział władz i niezawisłość sędziowską, a przeciw niej występują władze Polski – odpowiadał Timmermans.

Z kolei Beata Kempa zarzuciła Timmermansowi „nienawiść do Polski” oraz nękanie krajów wychodzących z komunizmu, które – jak przekonywała – próbują reformować wymiar sprawiedliwości w formie odziedziczonej po komunizmie.

– Przeżyliśmy komisarzy sowieckich. I zapewniam, że przeżyjemy również pana – powiedziała Kempa. Już poza salą obrad i przed kamerami apelowała do przewodniczącej elektki Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, by nie powierzała Timmermansowi spraw praworządności w nowej kadencji Komisji (powinna zacząć się w listopadzie). Kempa przekonywała, że relacje między władzami Polski i Brukselą ułożyłyby się inaczej, gdyby praworządnością nie zajmował się Timmermans.

Timmermans pod koniec debaty – dla zobrazowania nierozłącznej triady zachodniej demokracji (demokracja plus praworządność plus prawa człowieka) – przytoczył przykład sądów nazistowskich, które wprawdzie orzekały zgodnie z ówczesnymi przepisami, ale jednocześnie system gwałcił prawa podstawowe. Europoseł Jaki uznał to za porównywanie współczesnej Polski do nazistów.

Pieniądze za praworządność

Plan działań UE w kwestii praworządności, który był głównym tematem czwartkowej debaty, obejmuje doroczny przegląd stanu praworządności we wszystkich krajach Unii.

Komisja Europejska zapowiada „strategicznie podejście” do postępowań przeciwnaruszeniowych związanych z praworządnością – konsekwentne sięganie po skargi do TSUE, prośby o ich przyspieszone rozpatrywanie przez TSUE oraz o nakładanie „środków tymczasowych”. Takim środkiem było doraźne zamrożenie przez TSUE czystki emerytalnej w SN przed ostatecznym wyrokiem.

Timmermans bronił projekty rozporządzenia o zawieszaniu lub nawet redukowaniu funduszy unijnych (po 2020 r.) dla krajów łamiących praworządność. Ta zasada musi być zatwierdzona – w głosowaniach większościowych – przez Parlament Europejski oraz przez rządy krajów członkowskich w Radzie UE.

– A nawet gdybyśmy nie przedłożyli projektu takiego rozporządzenia, to jak długo podatnicy europejscy godziliby się z faktem, że unijne pieniądze są wykorzystywane przez rządy podważające praworządność? – pytał retorycznie Timmermans.

Von der Leyen jeszcze nie podjęła jeszcze decyzji, komu w nowej kadencji Komisji Europejskiej powierzyć sprawy praworządności. Nadal rozważany jest pomysł oddania tej tematyki komisarzowi z Europy środkowo-wschodniej. W Brukseli mówiło się o Łotyszu Valdisie Dombrovskisie, a ostatnio o Czeszce Verze Jourovej, by uniknąć oskarżeń, że „Zachód poucza Wschód”. Krytycy takiego rozstrzygnięcie podnoszą, że jeszcze mocniej sugerowałaby ono „specyfikę Wschodu” i potwierdzało podział Unii na zasadzie „nowe kraje UE mają swoje problemy, które tylko same potrafią rozwiązywać”.

– Jestem całkowicie przekonany, że nowa Komisja Europejska będzie kontynuować obecną linię w sprawie państwa prawa – powiedział Timmermans.

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Te cysterny mają coś symbolizować, ale co? Pokazują jedynie fekalia wożone bez celu

Adam Mazguła

Adam Mazguła

PiS-władza może jeszcze wozić na platformach wagony rosyjskiego węgla, cysterny zatrutego powietrza i śmieciarki pełne sprowadzanych przez PiS-rząd śmieci z zagranicy. Mogą też wysłać wozy pogrzebowe, aby pokazać gigantyczny wzrost śmiertelności Polaków.

Zamiast miliona elektrycznych i ekologicznych samochodów PiS-władca obwieścił, że po polskich drogach będą jeździć bez potrzeby smrodzące kolosy z silnikami Diesla i jeszcze pod komisariatami będą ich pilnować policjanci.

Te cysterny mają coś symbolizować, ale nie dosłyszałem co. Jednak na mój rozum pokazują one partyjny beton i fekalia wożone bez celu.

PiS-władza może jeszcze wozić na platformach wagony rosyjskiego węgla, cysterny zatrutego powietrza i śmieciarki pełne sprowadzanych przez PiS-rząd śmieci z zagranicy. Mogą też wysłać wozy pogrzebowe, aby pokazać gigantyczny wzrost śmiertelności Polaków.

Takich pomysłów mam więcej, tylko, po co podpowiadać to ludowi dojnej zmiany żyjącego w świecie propagandy i zadżumienia? Nikt nie jest w stanie przewidzieć, na co jeszcze wydadzą nasze publiczne pieniądze.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Gabriela Lazarek: Cena wolności i prawo do życia w zgodzie ze sobą

Gabriela Lazarek

Gabriela Lazarek

Nie obchodzi mnie kto, jaką partię popiera. Obchodzi mnie to, czym kierują się ludzie, którzy chcą decydować o losie milionów ludzi i jakie niosą ze sobą przesłanie. Ja się buntuję, bo widzę tylko oskarżenia, nienawiść, kłamstwa, manipulacje i ludzi, których rozwój emocjonalny się zatrzymał

 

Rok 2015.
Początki protestów w Polsce

„Kodziarze” na ulicach. Dzikie tłumy, tysiące ludzi. Wśród tych ludzi byłam też ja. Fryzjerka z Cieszyna.

Pamiętam, jak odwoływałam klientki w pracy, żeby zarezerwować dzień na wyjazd na protest do Warszawy. Z dnia na dzień, tak jak tysiące innych obywateli, uczyłam się, jak w mój rozkład dnia wbijać jeszcze gdzieś wyjazd na protesty, czy jakieś spotkania w grupie ludzi, którzy są, tak samo przerażeni sytuacją w kraju, jak ja.

Ze zdumieniem obserwowałam, że nikt za bardzo z mojej okolicy się nie wybierał ze mną. Jedni kompletnie się niczym nie przejmowali albo wzruszali ramionami, inni byli zachwyceni, co było największym szokiem dla mnie w tamtym czasie.

Na fb toczyłam długie dyskusje ze znajomymi, którzy nie rozumieli, co mi się w tym kraju naraz przestało podobać na tyle, że ciągle jeżdżę na protesty i tak narzekam na ten PiS. Nieraz to byli przyjaciele jeszcze z dzieciństwa, ze szkoły z podwórka. Starałam się w tamtym czasie wyczerpująco opisywać sytuacje i motywy działań zarówno ludzi protestujących, jak i PiS.

Z większością tych osób, nie mam od tamtego czasu kontaktu. Nie mogę nawet za bardzo liczyć na „dzień dobry” na ulicy. Dawno jesteśmy poblokowani na fb, a ja z koleżanki, przyjaciółki, z fryzjerki, sąsiadki czy kogo tam jeszcze, stałam się „kodziarą” i „lewakiem”. Odgrzebałam jedną z moich wypowiedzi z tamtego okresu. Minęły cztery lata. Polska się zmieniła. Ale moje zdanie na temat sytuacji w kraju – nie. Teraz, cztery lata od tamtych wydarzeń, startuję w wyborach parlamentarnych. Często słyszę pytania – po co idziesz do polityki? Dlaczego tak narzekasz na ten PiS? O co walczysz? Dzisiaj wyborcom chciałabym powiedzieć dokładnie to, co starałam się mówić swoim znajomym praktycznie codziennie, od czterech lat, uzasadniając wyczerpująco motywy moich działań. Od tamtego czasu zmieniło się tylko tyle, że nauczyłam się już nie mieć problemu z uzewnętrznianiem się na forum. Stało się to koniecznością.

15.12.2015

Może zacznę od tego, że nie piszę tego, żeby Was do czegokolwiek przekonać. Wyrażam tylko i wyłącznie swoje zdanie. Nie lubię się zbytnio uzewnętrzniać na forum ze swoimi przemyśleniami, ale dochodzę do wniosku, że trzeba się teraz tego nauczyć, bo tylko poprzez słowo i wyrażanie własnych myśli jestem w stanie się bronić. A kto wie, jak długo będzie można to robić, skoro zaczynają funkcjonować w społeczeństwie jedyne słuszne racje.

Każdy przez całe swoje życie buduje swój własny system wartości. Miałam to szczęście wychowywać się, dorastać w demokratycznym kraju, gdzie mogłam rozwijać się w zgodzie z własną naturą. Nigdy nie było lekko. Wszyscy wiemy, że w Polsce do miodu z dla wielu Polaków, zawsze było daleko. Mój świat zawsze był zbudowany na emocjach i na tych emocjach budowałam swój światopogląd. I myślę, że wiele przez te lata się nauczyłam. Na wielu, wielu błędach, dzięki którym nauczyłam się również ponosić konsekwencje własnych decyzji. Mam zbudowany swój świat moralny. Nauczyłam się, że ludzie są różni i właśnie ta różnorodność jest piękna. Również w różny sposób starają się w życiu wyrażać siebie. Nauczyłam się, że ludzie potrafią być fascynujący we własnym odkrywaniu i wyrażaniu siebie. Nauczyłam się, że to, co nosimy wewnątrz, te wszystkie nasze doświadczenia, lekcje, porażki, radości, wspomnienia, to jest najpiękniejsze co ofiaruje nam życie. Nie nowy samochód, telefon czy mieszkanie. A najważniejszy jest ten wewnętrzny świat i własne emocje, które pozwalają to wszystko poczuć.

Ale żeby się samodzielnie rozwijać, budować swój światopogląd, nauczyć się co nas w życiu uszczęśliwia, jest potrzebna wolność wyboru, wolność przekonań ze świadomością, że za każdy popełniony błąd płacę sama. Taka mała cena wolności. I nigdy w życiu nie zamieniłabym się za cenę tego, żeby dla mojego świętego spokoju ktoś decydował za mnie, co jest dla mnie dobre, a co złe. Rodzice swoją rolę już spełnili.

Nie daję prawa żadnemu człowiekowi, żeby decydował za mnie, co mogę czytać, oglądać, słuchać. To są moje wybory. Nauczyłam się, że najpiękniejsza w życiu jest miłość. Niekoniecznie tylko ta do drugiej osoby. Ale do zwierząt, do otaczającej przyrody, do siebie, do świata, do ludzi. Ale, żeby to poczuć trzeba najpierw zaakceptować tę różnorodność. I nauczyć się paru niepodważalnych zasad, które pierwotnie niesie ze sobą każda religia, rasa, kultura. Wszystko, co w nich złe jest zbudowane właśnie przez ludzi, którym zachciało się w jakimś czasie bawić w Boga. A te niepodważalne zasady to poszanowanie godności drugiego człowieka, prawo decydowania o sobie i miłość w każdym możliwym znaczeniu. Historia pokazuje, że tylko te prawa są w stanie chronić ludzi i prowadzić do przodu, pozwalają rozwijać się i cieszyć się życiem. Ich przeciwieństwami są nienawiść, uzurpowanie sobie prawa do decydowania o tym, co dla kogo jest dobre co złe, podjudzanie do konfliktów, nieposzanowanie odmienności i prawa do własnego zdania, tworzenie podziałów rasowych wyznaniowych i ogólnopoglądowych, oskarżenia, kłamstwa, spiskowanie, wyzwiska, brak poszanowania ludzkiej godności i odmienności.

Nie obchodzi mnie kto, jaką partię popiera. Obchodzi mnie to, czym kierują się ludzie, którzy chcą decydować o losie milionów ludzi i jakie niosą ze sobą przesłanie. Ja się buntuję, bo widzę tylko oskarżenia, nienawiść, kłamstwa, manipulacje i ludzi, których rozwój emocjonalny się zatrzymał. On nie zwolnił. On się po prostu zatrzymał. A może nawet ten rozwój nigdy się nie rozpoczął? Miejsce tego rozwoju emocjonalnego zajęła pycha, żądza władzy, nienawiść i na tym skupiają całą swoją energię. I niech mi nikt nie wmawia,że to ja jestem zmanipulowana przez „lewackie media” przez „śmierdzący konsumpcyjny zachód.” Nie po to przez tyle lat budowałam swój świat, który jest dla mnie piękny i szczęśliwy, żeby ktoś przyszedł i chciał sobie teraz tym tyłek wytrzeć. Nie pozwolę na to. Podam Wam przykład. Wyobraźcie sobie ludzi, którym okradziono dom. Ich rozpacz. Wiecie, z czego ona najczęściej wynika? Nie z tego, że wyniesiono im telewizor lub komputer. Rozpaczają, bo ktoś naruszył ich prywatność! Z tym się wiąże trauma po kradzieży. Ktoś bezprawnie wdarł się w ich świat. Właśnie przez to naruszenie prywatności ludzie tracą poczucie bezpieczeństwa.

Nikt mi nie może zarzucić, że płaczę za PO i stąd panika, bo ja nawet na PO nie głosowałam. Samej przez te lata nie było mi lekko i na wiele rzeczy się wkurzałam. I też się czułam okradana. Ale to miało tylko wymiar materialny. Mogłam stracić właśnie ten telefon i telewizor. Wolałabym stracić wszystko. Zostać w samych skarpetkach. Ale nigdy nie pozwolę się okraść z prawa do własnych poglądów, z prawa do decydowania o własnym życiu. Z prawa do wolności, do popełniania własnych błędów i ponoszenia tego konsekwencji. A teraz czuję się zagrożona jak nigdy i trzeba być naprawdę zaślepionym, żeby tego nie widzieć.

Wiem, że ludzi myślących w ten sposób są miliony. I wiecie co? Tak jak nie czułam się nigdy jakoś patriotką, może inaczej – nie czułam potrzeby, żeby jakoś się specjalnie kulturowo identyfikować, bo czułam raczej się obywatelką świata, człowiekiem po prostu, to teraz zaczynam dopiero doceniać wartość patriotyzmu. Ale tego zdrowego – nie niosącego za sobą podziałów.

Wyrosło nowe pokolenie patriotów. Patriotów, którzy doceniają, czym jest prawo do wolności własnych przekonań. Bo jednak można kochać swój kraj. Takim niedoskonałym, z codziennymi problemami. Bo wszędzie są tylko ludzie. Mniej lub bardziej doskonali. Nigdzie jeszcze nie znaleziono na ten niedoskonały system recepty. Ale przez lata, które tutaj żyłam i kształtowałam się, miałam możliwość nauczyć się czym jest wolność i prawo do własnego zdania. Prawo do życia w zgodzie ze sobą. Dla wielu to może nie zbyt wielkiej wartości – jak widać. Ale dla mnie to jest WSZYSTKO. To całe moje życie. Nikt nie zmusi mnie do nienawiści, do chodzenia do kościoła wyznaczonego mi przez drugą osobę jako jedyny słuszny wybór, do czytania określonych książek i zabraniania czegokolwiek, co nie godzi w drugiego człowieka, a konsekwencje moich decyzji spadną tylko na mnie. Będę chciała oglądać, czytać „świństwa” to będę to robić! Będę robić to, na co mam ochotę, jeżeli tylko będę wiedziała, że moim działaniem nie skrzywdzę drugiego człowieka. To jest granica wyznaczająca tolerancję.

Dzisiaj jest odwrotnie. Podstawowe prawa są ukracane, a główne prawo – do poszanowania czyjejś wolności, poglądów jest naruszane. Czy nie widzicie paradoksu w tym, że ci, co to tak strasznie chcą budować Polskę dla Polaków, właśnie podzielili naród? Popatrzcie – my też znamy się od lat. Bez względu na różnice poglądów nie przyszłoby nikomu nawet do głowy, żeby z tego powodu kogoś mniej szanować. A teraz? Już znam i widzę wiele przykładów, gdzie najbliżsi sobie ludzie są politycznie skłóceni.

Wszystko, co tutaj napisałam, jest u mnie wypracowane przez lata i nie czuję żadnej sprzeczności z tym, co mówiłam rok, czy pięć lat temu. Jeszcze niedawno byłoby to wyrażanie własnego zdania, teraz dla Was to jest”lewacki bełkot” i POpłuczyny odciętych od koryta. Przepraszam, czy ja kiedykolwiek coś z tego koryta uczknęłam? Czy przez te lata cokolwiek od kogoś chciałam? Nie. Chciałam mieć tylko prawo do wolności i bez narzekania na rzeczywistość, ciężko na nią pracowałam.

Piszecie, że przesadzam. Naprawdę nie widzicie, co się dzieje? Jak ludzie są podzieleni? Jak starzy znajomi przestają ze sobą rozmawiać i patrzą na siebie z nienawiścią? Jak myślicie, do czego to prowadzi? Wiem, że interesujecie się historią. Naprawdę nie widzicie absolutnie żadnych analogii? Jeszcze trochę i nienawiść zaślepi nas wszystkich. Tylko jak się otworzą oczy, to już naprawdę nie będzie czego oglądać.

Przykro mi, ale jaśniej i bardziej szczerze nie potrafię uzasadnić moich działań i odpowiedzieć na pytanie – DLACZEGO?

Gabriela Lazarek

 

 


Zbyt wiele zajęć z religii? Jak na obecną pozycję Kościoła w Polsce, to ilość skromna

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

W związku z Państwa zdziwieniem, że na przestrzeni tygodnia, tyle zajęć z religii, chciałbym jedynie zauważyć, że jak na obecną pozycję Kościoła Katolickiego w polskim życiu społeczno-politycznym jest to ilość godzin skromna i nie można Kościołowi, ani polskiej szkole czynić z tego zarzutu

 

W związku z rozpoczęciem roku szkolnego sypią się na FB pełne oburzenia statusy: Że jak to? Dziecko ma dwie religie w tygodniu, że do czego to podobne, że skandal.

Decyzja o posyłaniu dziecka na religię należy do rodziców. To oczywiste i nie zamierzam nikogo do niczego namawiać. Mój syn zamiast dwóch religii w tygodniu ma na przykład dwa „okienka”, a wkrótce uczestniczył będzie w zajęciach z etyki. Ale to mój syn. Nasza sprawa. Ja w tej sprawie nie uprawiam świętego oburzenia.

W związku z Państwa zdziwieniem, że na przestrzeni tygodnia, tyle zajęć z religii, chciałbym jedynie zauważyć, że jak na obecną pozycję Kościoła Katolickiego w polskim życiu społeczno-politycznym jest to ilość godzin skromna i nie można Kościołowi, ani polskiej szkole czynić z tego zarzutu. Biorąc pod uwagę ilość wiernych udających się w niedzielę na msze święte, ilość polskich rodzin przyjmujących księdza z kolędą oraz ilość pogrzebów, podczas których księża wygłaszają nad trumną zmarłego biblijne sentencje, lekcje religii powinny odbywać się codziennie i to w ilości, co najmniej dwóch godzin lekcyjnych, najlepiej na początku dnia oraz na jego zakończenie. Wtedy przynajmniej przeciętny Polak/Polka dowiedzieliby się, w co wierzą. Obecnie jest z tym pewien kłopot.

Uważam, po prostu, że każdy ma taką ilość godzin religii, na jaką zasługuje. Skoro więc posyłamy na katechezę, „żeby dziecko nie miało później problemów”, posyłamy do sakramentów – „żeby nie było potem kłopotów”, śluby kościelne bierzemy na potęgę, bo przecież „taki ślub kościelny to jest dopiero przeżycie, to jest moc wzruszeń, biała suknia i welon”, wreszcie idziemy do ziemi w towarzystwie katolickich kapłanów i rozmodlonych krewnych, trudno się dziwić, wobec tego, że ci, którzy są po tamtej stronie, upychają tej katechezy ile się da i gdzie się da. Trudno się dziwić, że wliczać ją chcą do średniej ocen, a i pomysły o maturalnym egzaminie z religii również pojawiały się i pojawiać się będą. Dlaczego nie? Skoro wszyscy tak się do tego Kościoła garną, to w czym problem.

W związku z tym, zamiast się dziwić i oburzać, rozejrzyjcie się Państwo wokół siebie. Posłuchajcie takich klasyków gatunku jak Jędraszewski, Gądecki, Depo, a ostatnio ksiądz Długosz, który w Telewizji Trwam opowiadał dzieciom o dobroci tej władzy, o 500+ i miłości, którą ta władza ukochała ten kraj, wszystkie polskie rodziny i o tym, jak nas teraz będzie po bożemu przybywało.

Przyjrzyjcie się Państwo bacznie poczuciu bezkarności polskiego kleru katolickiego, jego pysze i luksusom, w których się pławi. Uświadomcie sobie również, że dzieje się tak między innymi z powodu waszej (naszej?) bierności, waszego godzenia się, odwracania wzroku oraz nieśmiertelnego, wiecznie żywego, tu cytat: „Nasz ksiądz taki nie jest, my mamy fajnego księdza”, a na końcu, po tym wszystkim, zastanówcie się Państwo, czy rzeczywiście dwie godziny religii tygodniowo to jest, w związku z tym, naprawdę aż tak dużo.

Skoro już chodzicie Państwo na msze niedzielne, uczestniczycie w życiu Kościoła, nie oczekujcie, że lekcja religii odbywała się będzie raz na dwa tygodnie. Należy być konsekwentnym. Czyż nie?

Kościół to nie jest taki sobie usługodawca. To nie jest zakład fryzjerski albo sieć zakładów. To jest, proszę Państwa, wiecznie głodna i zachłanna roślina. Jeśli wy udajecie się po coś do Kościoła, bądźcie pewni, że i Kościół zjawi się u was po to, co mu się należy, a przyjdzie jak po swoje. I słusznie.

Marcin Zegadło