Nowy Bond w rękach wizjonera. Wiemy, kto wyreżyseruje kolejny film o agencie 007

Amazon MGM Studios oficjalnie ogłosiło, że Denis Villeneuve, reżyser Diuny i Blade Runnera 2049, stanie za kamerą nowej odsłony serii o Jamesie Bondzie. To pierwsza część franczyzy realizowana w pełni pod kontrolą studia Amazona – i być może początek największej zmiany w historii 007.

Fot. AI


Agent 007 trafia do świata Villeneuve’a

„James Bond to dla mnie święte terytorium” – powiedział Villeneuve w oficjalnym oświadczeniu. Reżyser podkreślił, że dorastał, oglądając filmy o agencie 007 z ojcem, zaczynając od Doktora No z Seanem Connerym. Teraz – jako zagorzały fan – obiecuje „uhonorować tradycję” serii, jednocześnie „otwierając drogę dla wielu nowych misji”.

Amazon nie ukrywa, że postawił na reżysera z najwyższej półki. Mike Hopkins, szef Amazon MGM Studios, określił Villeneuve’a mianem „mistrza kina” i chwalił jego zdolność do tworzenia „światów, które są zarówno epickie, jak i intymne”.


Zmiana warty: Amazon przejmuje stery

Po niemal dwóch dekadach kierowania marką przez Barbarę Broccoli i Michaela G. Wilsona, Amazon – po przejęciu MGM – objął pełną kontrolę kreatywną nad serią. Film z Villeneuve’em ma być początkiem „nowej ery Bonda” i zarazem próbą odpowiedzi na pytanie: kim ma być 007 w XXI wieku?

Zdaniem wielu, wybór reżysera o tak wyrazistym stylu to sygnał, że studio stawia na kino bardziej ambitne, oparte na psychologii postaci, a nie tylko na efekciarskiej akcji i gadżetach.


Jaki będzie nowy Bond?

Villeneuve zasłynął filmami o wyrazistym, wizualnie dopracowanym stylu, w których postaci zmagają się z moralnymi i egzystencjalnymi dylematami. Bohaterowie jego filmów – od Sicario, przez Arrival, po Diunę – to często samotnicy rozdarte między lojalnością a prawdą.

Ajay Chowdhury, rzecznik Międzynarodowego Klubu Fanów Jamesa Bonda, nazwał angaż Villeneuve’a „najważniejszym artystycznym wydarzeniem dla przyszłości serii”. Zwrócił uwagę, że to pierwszy przypadek, gdy reżyser Bonda będzie również producentem wykonawczym – co może oznaczać większą swobodę twórczą i mniej kompromisów.

Wszystko wskazuje na to, że estetyka nowego filmu będzie bliższa realizmowi z Casino Royale niż błyskotliwej konwencji znanej z epoki Rogera Moore’a.


Kiedy zobaczymy nowego Bonda?

Pomimo ogłoszenia reżysera, produkcja filmu nie ruszy szybko. Villeneuve jest obecnie zaangażowany w zdjęcia do Diuny: Mesjasza (premiera planowana na 2026 r.), a w kolejce czekają m.in. adaptacje Wojny nuklearnej: Scenariusz i Spotkania z Ramą. Jak sam przyznał w rozmowie z Vanity Fair: „Mam teraz zbyt wiele rzeczy do zrobienia”.

Szacuje się, że zdjęcia do nowego Bonda mogą ruszyć najwcześniej pod koniec 2026 roku, a premiera – realnie – przypadnie na 2027.


Kto zostanie nowym 007?

To pytanie wciąż pozostaje otwarte. Amazon nie zdradził żadnych szczegółów dotyczących obsady, choć spekulacje trwają od miesięcy. Najczęściej wymienia się Aarona Taylora-Johnsona, Jamesa Nortona, Paula Mescala, ale też Calluma Turnera i Jacka Lowdena.

Chowdhury zauważył, że nowy Bond musi mieć „zbalansowaną ilość sławy” – wystarczająco rozpoznawalny, by przyciągnąć widzów, ale nie na tyle znany, by zdominować ikonę agenta 007. Ważne też, by aktor miał „głód” tej roli – i zdolność, by nie tylko zagrać, ale reprezentować markę przez kolejną dekadę.


Nowa era czy ryzykowny zwrot?

Fani są podzieleni. Część ekscytuje się artystycznym kalibrem Villeneuve’a i nadzieją na odświeżenie serii. Inni zastanawiają się, czy jego styl – pełen narracyjnej powolności i filozoficznej głębi – odnajdzie się w dynamicznym świecie Bonda.

Jedno jest pewne: po raz pierwszy od lat serii towarzyszy nie tylko zmiana twarzy, ale też tożsamości. A stawką jest nie tylko sukces jednego filmu, ale być może kształt całej marki Jamesa Bonda w nadchodzącej dekadzie.

DF, thefad.pl / Źródło: AP News, BBC News, The Times (UK)

 


Sok z ogórków kiszonych: napój mistrzów czy chwilowa moda?

Na kortach Rolanda Garrosa, w trakcie jednego z najbardziej wycieńczających finałów French Open w historii, Carlos Alcaraz i Jannik Sinner popijali niepozorny płyn o intensywnie zielonkawym kolorze. Dla wielu kibiców był to zwykły napój elektrolitowy. Dla bardziej wtajemniczonych – sok z ogórków kiszonych.

Fot. Dariusz Frach, thefad.pl / AI

Choć jego smak dla wielu jest trudny do zaakceptowania, sportowcy sięgają po niego coraz chętniej. I to nie od dziś. Już w 2019 roku Lucas Torreira, ówczesny pomocnik Arsenalu, został sfotografowany z butelką „pickle juice” podczas meczu Premier League. Podczas Euro 2024 sok z ogórków trafił nawet do oficjalnego zestawu napojów reprezentacji Anglii.

Dlaczego sportowcy sięgają po sok z ogórków?

Kluczem do popularności soku z ogórków kiszonych jest jego skuteczność w walce ze skurczami mięśni. Treningi i mecze trwające długo, często w ekstremalnych temperaturach, powodują nie tylko odwodnienie, ale także zaburzenia w gospodarce elektrolitowej.

Sok z ogórków to skoncentrowane źródło sodu i potasu. Badania sugerują, że może on likwidować skurcze nawet o 40% szybciej niż woda. Co ważniejsze, nie chodzi tylko o same minerały, ale o mechanizm nerwowy. Kwaśny płyn aktywuje odruchy w jamie ustnej, które wysyłają sygnał do mózgu: „zakończ skurcz”. Efekt? Działanie niemal natychmiastowe.

Nie pić, tylko płukać

Prof. Mayur Ranchordas, ekspert z zakresu żywienia sportowego z Sheffield Hallam University, zaznacza jednak, że sok z ogórków nie powinien być pity profilaktycznie. Wbrew obiegowej opinii, nie pomaga on w zapobieganiu skurczom.

„Najlepiej przepłukać nim usta przez 20–30 sekund i wypluć. To wystarczy, by uruchomić mechanizm działania octu i soli” – mówi Ranchordas. Przestrzega też przed zbyt szybką neutralizacją smaku, np. przez picie wody. To właśnie nieprzyjemne doznanie smakowe wywołuje reakcję neurologiczną.

Im bardziej obrzydliwe, tym lepsze?

W świecie sportu coraz więcej eksperymentów idzie w kierunku maksymalizacji efektu. Ranchordas sugeruje, by do ogórków dodawać papryczki chili – im mocniejszy smak, tym silniejszy bodziec nerwowy. To podejście może się wydawać ekstremalne, ale dla zawodników walczących z ograniczeniami własnego ciała, skuteczność jest wartością nadrzędną.

Czy sok z ogórków może zaszkodzić?

Nie każdy organizm dobrze reaguje na sok z ogórków kiszonych. Z uwagi na wysokie stężenie soli i kwasów organicznych, może prowadzić do podrażnienia przewodu pokarmowego. Emma Tester z UK Sports Institute zauważa, że niektórzy sportowcy doświadczyli mdłości, a nawet wymiotów po jego spożyciu w trakcie zawodów.

„Podobnie jak w przypadku treningu, strategie żywieniowe wymagają regularnego testowania i dostosowywania do własnych potrzeb. Samo naśladownictwo nie wystarczy, ponieważ każdy organizm reaguje inaczej.” – podkreśla Tester.

Moda, rytuał, nauka

Czy sok z ogórków kiszonych to chwilowa moda, czy trwały element sportowego zaplecza? Choć brakuje dużej liczby badań, coraz więcej profesjonalistów traktuje go jako narzędzie z pogranicza nauki i tradycji.

Jedno jest pewne: ten kwaśny napój już teraz zyskał status kultowego eliksiru wytrzymałości. A że jego działanie zaczyna się od grymasu na twarzy? Cóż, może to właśnie smak zwycięstwa.

DFm thefad.pl / Źródło: BBC Sport 

 


Historyczny lot Polaka na ISS: Sławosz Uznański-Wiśniewski podbija kosmos

25 czerwca 2025 roku o godzinie 8:31 czasu polskiego z platformy startowej w Przylądku Canaveral wystartowała rakieta Falcon 9. Wewnątrz kapsuły Crew Dragon, nazwanej „Grace”, znalazł się Sławosz Uznański-Wiśniewski — pierwszy Polak na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i drugi w historii kraju uczestnik misji załogowej poza atmosferą. To moment, który dla polskiego sektora naukowo-technologicznego ma znaczenie zarówno symboliczne, jak i praktyczne.

Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Start poprzedziła seria sześciu opóźnień — od 29 maja do 22 czerwca. Powodem były zarówno kwestie pogodowe, jak i procedury bezpieczeństwa technicznego. Załoga spędziła niemal półtora miesiąca w kwarantannie — znacznie dłużej niż w standardowych misjach ESA — co czyniło ją jedną z najdłużej izolowanych przed lotem w historii nowoczesnych misji załogowych.

Międzynarodowy skład i cel misji

Misja Ax-4, organizowana przez Axiom Space we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, to część rosnącego nurtu umiędzynarodowienia załogowych lotów kosmicznych. Uznański-Wiśniewski dołączył do trzyosobowej załogi: Peggy Whitson z USA, Shubhanshu Shukli z Indii i Tibora Kapu z Węgier. Ich wspólna podróż to ponad dobowa misja związana z dokowaniem do ISS, a następnie 14 dni badań w warunkach mikrograwitacji.

Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Nowa generacja astronautów i kompetencje

Uznański to nieprzypadkowy wybór. Od lat związany z inżynierią radiacyjną, pracował m.in. w CERN oraz w projektach ESA. „Od dziecka fascynowały mnie gwiazdy. Teraz mogę je zobaczyć z bliska” — mówił w jednym z wcześniejszych wywiadów. Jego droga do misji Ax-4 to efekt kompetencji, nie polityki.

Sławosz Uznański-Wiśniewski. Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

W przeciwieństwie do pionierskiego lotu Hermaszewskiego sprzed niemal półwiecza, obecna misja nie jest demonstracją politycznej przynależności, lecz efektem zaplanowanej współpracy i inwestycji w sektor kosmiczny. Uznański reprezentuje nową generację astronautów: wyłonionych nie ze względów symbolicznych, lecz ze względu na doświadczenie i wiedzę. Jego udział w Ax-4 to logiczna konsekwencja obecności Polski w programach ESA i rosnących aspiracji w obszarze technologii wysokiego ryzyka.

Polski wkład badawczy: misja Ignis

Misja Ignis posiada również własny emblemat — tzw. patch — zaprojektowany z udziałem polskich grafików. Biało-czerwony orzeł i stylizowany zarys Orlej Perci to elementy wizualne łączące symbolikę narodową z aspiracjami naukowymi. Samo hasło misji, zaczerpnięte z łaciny, oznacza „ogień” — metaforę energii, która napędza odkrycia.

Sławosz Uznański-Wiśniewski. Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Na ISS Uznański przeprowadzi trzynaście eksperymentów opracowanych przez polskie instytucje. Wśród nich znajdą się badania nad mikrobiomem człowieka w mikrograwitacji, testy materiałów nanostrukturalnych oraz projekty związane z autonomią systemów i odpornością organizmu na długotrwały stres. Program, nazwany „Ignis”, to pierwsza tego rodzaju inicjatywa realizowana przez Polską Agencję Kosmiczną. Misja współfinansowana przez Ministerstwo Nauki i ESA, stanowi punkt odniesienia dla przyszłych projektów orbitalnych z udziałem Polski.

Wymiar symboliczny i społeczny

Z kapsuły już po starcie wypuszczono małego pluszowego łabędzia, nazwanego „Joy”. Ten niepozorny przedmiot pełnił funkcję wskaźnika mikrograwitacji, pokazując moment, w którym kapsuła znalazła się poza oddziaływaniem grawitacyjnym Ziemi. To nie tylko techniczny test, ale też osobisty gest astronauty, który nadał maskotce imię i znaczenie.

Oprócz wspomnianej flagi i pierogów, Uznański zabrał również naszywkę z misji Hermaszewskiego — symboliczny łącznik między dwiema epokami polskiej obecności w kosmosie. Cała misja, mimo że naukowa w charakterze, nie była pozbawiona osobistych akcentów.

Manewry orbitalne i życie na ISS

Dokowanie do ISS nastąpiło po około 28 godzinach lotu. W tym czasie kapsuła Crew Dragon wykonała serię manewrów orbitalnych, zbliżając się do stacji z precyzją wymaganą przy tego typu operacjach. Sama stacja orbituje na wysokości około 400 kilometrów nad powierzchnią Ziemi i pozostaje jednym z najbardziej złożonych projektów inżynieryjnych XXI wieku.

Codzienne życie astronautów to badania, eksperymenty, ćwiczenia fizyczne oraz rutynowe kontrole stanu technicznego. Uznański relacjonował w transmisjach, że „widok naszej planety jest nie do opisania” — i że to doświadczenie zmienia sposób, w jaki postrzega się świat.

Po misji: edukacja i rozwój technologiczny

Misja Ax-4 potrwa dwa tygodnie. Po jej zakończeniu kapsuła z załogą wróci na Ziemię, wodując u wybrzeży Florydy. Sam Uznański zapowiedział, że po powrocie zaangażuje się w projekty edukacyjne i popularyzatorskie w Polsce. W planach są m.in. wykłady dla młodzieży i współpraca z ośrodkami badawczymi nad rozwojem krajowych kompetencji kosmicznych.

Znaczenie misji Ax-4 dla Polski

Choć udział Polski w misji Ax-4 nie zmienia układu sił w światowym sektorze kosmicznym, stanowi wyraźny sygnał dojrzewania krajowego potencjału naukowego. Obecność polskiego astronauty na pokładzie ISS to rezultat systematycznych inwestycji i rosnących kompetencji instytucji badawczych. To także przypomnienie, że kosmos nie musi być tylko celem marzeń, ale może stać się naturalnym kierunkiem rozwoju dla nowoczesnego państwa.

DF, thefad.pl / Źródło: PAP, Reuters, ESA 

 


BBC uruchamia polskojęzyczny serwis informacyjny – odpowiedź na kryzys zaufania

Serwis bbc.com/polska został uruchomiony 24 czerwca 2025 roku. Jego celem jest dostarczanie polskim odbiorcom niezależnych, bezstronnych wiadomości w formie tekstowej i wideo, odpowiadających na wyzwania współczesnego świata. BBC News Polska stanowi pilotażowy projekt, mający przeciwdziałać narastającej dezinformacji w regionie i dostarczać pogłębione analizy dotyczące najważniejszych zjawisk – od konfliktów zbrojnych, przez zdrowie publiczne i zmiany klimatyczne, po koszty życia.

Fot. screen shot / bbc youtube

To pierwszy nieanglojęzyczny serwis informacyjny BBC World Service, który wykorzystuje technologię tłumaczenia wspomaganą przez sztuczną inteligencję. Tłumaczenia, jak podkreśla redakcja, są nadzorowane przez zespół dziennikarski, a automatyczne przekłady odpowiednio oznaczane. Zastosowanie AI nie zastępuje procesu redakcyjnego, lecz go wspiera – z zachowaniem standardów dziennikarstwa, z jakich znane jest BBC.

Redakcja, treści i format

Serwis tworzony jest przez zespół polskich dziennikarzy, których zadaniem jest dostarczanie treści lokalnie osadzonych, lecz w zgodzie z globalnym kontekstem. Ich praca uzupełniana jest przez wyselekcjonowane materiały z całego świata oraz wystąpienia znanych prezenterów BBC, takich jak Kasia Madera czy Tomasz Schafernaker. Nowa redakcja działa w ramach elastycznego modelu produkcji treści – opiera się na niewielkim zespole, który dzięki efektywnej organizacji pracy i wsparciu globalnych struktur redakcyjnych może szybko reagować na wydarzenia i tworzyć jakościowe materiały.

Publikacje dostępne będą również na kanałach społecznościowych – Facebooku i Instagramie – co ma zwiększyć zasięg i dostępność informacji dla szerszego grona odbiorców w Polsce.

Kontekst strategiczny

Według Jonathana Munro, globalnego dyrektora i zastępcy dyrektora generalnego BBC News, projekt BBC News Polska stanowi część strategii wzmacniania globalnego zasięgu nadawcy i wspierania demokratycznych wartości tam, gdzie wolność mediów jest zagrożona. Fiona Crack, jego zastępczyni, podkreśla, że rozwój technologii tłumaczeniowych oraz doświadczenie zdobyte w ramach wcześniejszych projektów pilotażowych pozwalają teraz na realizację nowego rodzaju dziennikarstwa – opartego na współpracy międzynarodowej, lokalnym doświadczeniu i technologicznej precyzji.

Bartosz Witak, szef BBC Studios na region Europy Środkowo-Wschodniej oraz Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, mówi wprost: uruchomienie polskojęzycznego serwisu to ważne rozszerzenie portfolio BBC w Polsce – kraju, w którym marka dociera do około jednej piątej dorosłej populacji tygodniowo.

Plany na przyszłość

BBC News Polska to pierwsze tego typu przedsięwzięcie od 2017 roku, kiedy to uruchomiono serwis BBC News po serbsku.Jeśli projekt pilotażowy zakończy się powodzeniem, kolejne wersje językowe mogą zostać uruchomione w regionach, gdzie potrzeba rzetelnego i obiektywnego dziennikarstwa jest szczególnie odczuwalna. BBC pozostaje przy tym wierne swoim wartościom – niezależności, przejrzystości i odpowiedzialności redakcyjnej – traktując nowe technologie jako wsparcie, a nie substytut pracy dziennikarskiej.

DF, thefad.pl / Źródło: BBC News 

 


Początek III wojny światowej, czy pokaz siły? Co naprawdę wydarzyło się w Iranie

Dagmara Jakubczak

22 czerwca 2025 roku, wczesnym rankiem, Donald Trump zasiadł w Situation Room Białego Domu. Na ekranach, w otoczeniu doradców i wojskowych, obserwował precyzyjne uderzenia amerykańskich bombowców na irańskie instalacje jądrowe. Czapka z hasłem „Make America Great Again”, czerwony krawat, skupiona twarz – obraz, który w ułamku sekundy obiegł światowe media i na nowo rozpalił obawy o przyszłość Bliskiego Wschodu.

Decyzja o ataku. Izrael za kulisami

Decyzja o przyłączeniu się do izraelskiej ofensywy była szybka, ale nie zaskakująca. Od tygodni mówiło się o tym, że Izrael przygotowuje się do samodzielnego uderzenia. Jednak brak odpowiednich bomb do niszczenia podziemnych instalacji w Fordow czy Natanz zmusił premiera Netanjahu do sięgnięcia po amerykańską pomoc. Trump nie wahał się długo.

Groźba wojny. Reakcja Iranu i eskalacja

Zdjęcia z Białego Domu, choć pełne symboliki, nie oddają skali geopolitycznego trzęsienia ziemi. Bo choć Pentagon zapewniał, że chodzi o precyzyjną operację, której celem jest „zatrzymanie irańskiego programu atomowego”, Teheran odebrał atak jako wypowiedzenie wojny. W ciągu godzin irańska Rada Bezpieczeństwa zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Z ust ajatollahów padły groźby: odwet będzie nieunikniony.

Możliwe scenariusze odwetu

– Doszliśmy do punktu, w którym sytuacja stała się dla USA niemal niekontrolowana – ostrzega Jan Busse, politolog z Uniwersytetu Bundeswehry. – Dalszy rozwój wydarzeń zależy już wyłącznie od reakcji Iranu.

Iran ma kilka możliwych dróg odwetu. Może zdecydować się na bezpośredni atak na bazy USA w Bahrajnie czy Katarze. Może też użyć pośrednich narzędzi – wspieranych milicji w Iraku lub Jemenie, które mogą uderzyć, dając Teheranowi pole do wyparcia się odpowiedzialności. Wreszcie – może zamknąć Cieśninę Ormuz, co sparaliżowałoby globalny handel ropą i wywołało efekt domina na światowych rynkach. Nicole Deitelhoff, ekspertka z Frankfurtu, uważa ten ostatni scenariusz za najmniej prawdopodobny, ale nie niemożliwy.

Tajny sygnał i kalkulacja Trumpa

Są jednak głosy, że Waszyngton i Teheran mieli wcześniej kontakt. Platforma Amwaj.media podaje, że Amerykanie uprzedzili Iran, iż operacja nie oznacza pełnoskalowego konfliktu i ograniczy się do uderzeń w infrastrukturę nuklearną. Jeśli to prawda, może to tłumaczyć wstrzemięźliwość Teheranu w pierwszych godzinach po nalocie.

Dla Trumpa decyzja o interwencji była politycznym paradoksem. Jeszcze w kampanii wyborczej deklarował, że zakończy „niekończące się wojny”. Ale teraz, gdy Netanjahu postawił go przed wyborem – albo bezczynność, albo wsparcie – zdecydował się działać. – To mistrzowski ruch Netanjahu – komentuje Deitelhoff. – Ale czy skuteczny? Nie ma pewności, że irański program jądrowy został naprawdę zniszczony.

Europa zaskoczona i bezsilna

Tymczasem Europa, jak zwykle w takich momentach, zareagowała z opóźnieniem. Niemieccy, francuscy i brytyjscy dyplomaci, którzy jeszcze kilka dni wcześniej rozmawiali z szefem irańskiej dyplomacji, dowiedzieli się o nalotach z mediów. Berlin wyraził zaniepokojenie, ale nie padły żadne konkretne deklaracje.

– Europa jest w tym konflikcie praktycznie sparaliżowana – stwierdza Deitelhoff. – Niemcy mogą dostarczać broń Izraelowi, ale nie mają ani siły wojskowej, ani politycznej, by wpłynąć na sytuację.

Cień chaosu. Czy Iran się rozpadnie?

Jan Busse dodaje, że jedynym scenariuszem, w którym Europa znalazłaby się w centrum wydarzeń, byłby upadek irańskiego reżimu. Taki chaos – porównywalny z Irakiem po 2003 roku – oznaczałby masową migrację, radykalizację i powstanie nowej, nieprzewidywalnej przestrzeni konfliktu. Navid Kermani przypomina, że Iran to państwo wieloetniczne, a 45 procent jego mieszkańców nie mówi po persku. Taka mieszanka, w warunkach wojny domowej, może eksplodować.

Co dalej?

Czy Teheran zdecyduje się na odwet? Czy świat znów stanie na krawędzi wojny? Dziś więcej jest pytań niż odpowiedzi. Ale jedno jest pewne: Bliski Wschód wkroczył właśnie w nową fazę napięć. A Europa – jak zwykle – została na widowni.

DF, thefad.pl / Źródło: Reuters, AP News, Financial Times

REDAKCJA POLECA

 

 

script type=’text/Javascript’>

Polacy chcą ponownego przeliczenia głosów. Wybory 2025 pod lupą opinii publicznej

Wybory prezydenckie 2025 zakończyły się rekordową frekwencją i różnicą głosów, która mieści się w granicach błędu statystycznego. Gdy po ogłoszeniu wyników pojawiły się pierwsze sygnały o nieprawidłowościach w pracy komisji, pytanie o ponowne przeliczenie głosów zaczęło dominować w debacie publicznej. Jak pokazuje najnowszy sondaż, niemal połowa Polaków popiera taki krok.

Prawie połowa obywateli za ponownym liczeniem głosów

Według badania SW Research dla „Rzeczpospolitej”, 49,1 proc. respondentów uważa, że głosy oddane w drugiej turze wyborów powinny zostać ponownie przeliczone. Przeciwną opinię wyraziło 38,9 proc., a 12 proc. osób nie ma zdania w tej sprawie.

Poparcie dla ponownego liczenia częściej wyrażają kobiety (50,7 proc.) niż mężczyźni (47,2 proc.). Najwięcej zwolenników tego rozwiązania znajduje się wśród osób po 50. roku życia oraz z wykształceniem zawodowym. Wyróżniają się również mieszkańcy średnich i dużych miast (200–499 tys. mieszkańców), gdzie „za” opowiada się 62 proc. badanych. W grupie zarabiającej ponad 7 tys. zł netto ten odsetek wynosi 56 proc.

Nieprawidłowości w komisjach podsycają emocje

W centrum uwagi znalazły się pojedyncze przypadki błędów w lokalnych komisjach. Najgłośniejszy dotyczy Grudziądza, gdzie głosy przypisano odwrotnie do kandydatów. Podobne incydenty odnotowano m.in. w Krakowie, Gdańsku, Bielsko-Białej i Strzelcach Opolskich.

W odpowiedzi na te informacje, Prokuratura Krajowa potwierdziła nieprawidłowości w co najmniej dziewięciu komisjach. W siedmiu z nich doszło do zamiany głosów między kandydatami. Sąd Najwyższy nakazał ponowne przeliczenie głosów w trzynastu obwodach – stanowi to jednak zaledwie ułamek wszystkich komisji działających w Polsce.

Wyniki wyborów i granica zaufania społecznego

Drugą turę wyborów wygrał Karol Nawrocki, kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Zdobył 50,89 proc. głosów (10 606 877). Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, uzyskał 49,11 proc. (10 237 286). Frekwencja wyniosła 71,63 proc.

Choć wynik został ogłoszony przez Państwową Komisję Wyborczą i uznany przez większość instytucji, część społeczeństwa nie kryje wątpliwości. Premier Donald Tusk stwierdził, że wszędzie tam, gdzie pojawiają się niejasności, głosy powinny zostać sprawdzone ponownie. Z kolei Sąd Najwyższy przypomina, że przepisy przewidują ponowne przeliczenie tylko w przypadkach udokumentowanych nieprawidłowości.

Polityka, prawo i oczekiwania społeczne

Do Sądu Najwyższego wpłynęły setki protestów wyborczych. Decyzje mają zapaść w ciągu kilku tygodni. To one przesądzą, czy wybory 2025 zostaną zapamiętane jako przykład sprawnego demokratycznego procesu, czy raczej jako wydarzenie, które nadwyrężyło zaufanie do instytucji państwowych.

Nie chodzi już tylko o liczby. W tle toczy się głębsza debata o zaufaniu obywateli do systemu wyborczego. Ostateczny wynik może nie ulec zmianie, ale oczekiwanie transparentności stało się faktem. Demokracja nie kończy się wraz z ogłoszeniem rezultatów – trwa, dopóki każdy głos ma znaczenie i budzi zaufanie.

DF, thefad.pl / Źródło: rzeczpospolita.pl, TVN24 i Polsat New 


Krzysztof Skiba: Wybory były rzeczywiście wolne. W tym sensie, że wolno było robić przekręty

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Już nie ma żadnych wątpliwości, że wybory zostały sfałszowane jak weselna wódka, do której dolano wody. To jakiś ponury kabaret, że szef PKW rozkłada ręce i twierdzi, że nie wie, kto wygrał wybory. Mamy taką cyrkową sytuację, że nie wiadomo dokładnie, kto ile otrzymał głosów, ale zaświadczenie o byciu prezydentem otrzymał facet, co to nie do końca wiadomo, kim jest i ile dostał głosów. Wybory były rzeczywiście wolne. W tym sensie, że wolno było robić przekręty.

OSZUKANY PREZYDENT

Już nie ma żadnych wątpliwości, że wybory zostały sfałszowane jak weselna wódka, do której dolano wody. W trzynastu komisjach, w których ponownie przeliczono głosy, aż w ośmiu były „pomyłki” na niekorzyść Trzaskowskiego.


Rozumiecie teraz panikę gangsterów z PiS, gdy pojawiają się wezwania, aby ponownie przeliczyć wszystkie oddane głosy. Kilka lat temu w Ameryce, gdy pojawiły się wątpliwości co do liczenia głosów, po prostu zrobiono to ponownie. To naprawdę możliwe i to w kilka dni.

To jakiś ponury kabaret, że szef PKW rozkłada ręce i twierdzi, że nie wie, kto wygrał wybory. No więc aktualnie mamy taką cyrkową sytuację, że nie wiadomo dokładnie, kto ile otrzymał głosów, ale zaświadczenie o byciu prezydentem otrzymał facet, co to nie do końca wiadomo, kim jest i ile dostał głosów.

Niech przy kolejnej okazji PKW wręcza zaświadczenia po rozpatrzeniu protestów wyborczych, których jest obecnie najwięcej w historii wolnych wyborów. Bo w przeciwnym wypadku takie zaświadczenia mogą wręczać co drugiemu pasażerowi w tramwaju.

Wybory były rzeczywiście wolne. W tym sensie, że wolno było robić przekręty. PiS ma czego się bać, bo to dla nich być albo nie być. To jest dla nich albo szansa na dalszy skok do koryta, albo zjazd do zajezdni.

Przez te osiem lat swojego panoszenia się i obsypywania Polski łupieżem Prezesa, tak nakradli, że perspektywa wieloletnich odsiadek stała się realna niczym skok Rynkowskiego na dno butelki.

To nie są żarty. Ziobro, Morawiecki, Błaszczak, Gliński i wielu innych są zagrożeni długoletnimi wczasami all inclusive w zakładach karnych. Tych wyborów Trzaskowski najzwyczajniej nie mógł wygrać.

Aby mieć zapewnione seryjne ułaskawienia, trzeba było na fotelu prezydenta zainstalować figuranta, który wykona każde polecenie Próchno Dziadka z Żoliborza. Najlepiej, aby to był ktoś bezwzględny, powiązany ze światem przestępczym i do tego sam umoczony w niejasne historie.

W castingu na pacynkę gangu wygrał uzależniony od używek Karol z Gdańska, którego mało kto znał i o którym do dziś niewiele wiadomo, kim tak naprawdę jest.

To, co myśmy naiwnie brali za obciążenia (wyłudzenie mieszkania od emeryta, organizowanie panienek do towarzystwa w Grand Hotelu, udział w chuligańskich bijatykach), to dla sitwy z ulicy Nowogrodzkiej były doskonałe atuty i, jak dawno temu mówił Lech Wałęsa, „plusy dodatnie”.

Musimy zrozumieć jedną, podstawową rzecz. PiS to nie jest żadna partia polityczna. To świetnie zorganizowana grupa przestępcza udająca ruch polityczny, która pod płaszczykiem patriotyzmu i z krzyżem w ręku realizuje mozolnie, ale konsekwentnie i wytrwale, coś na kształt polskiej wersji dyktatury w stylu Orbano-Putina. Szykują nam pikantny węgierski gulasz w mętnej ruskiej zalewajce.

Jeżeli nie przeliczą ponownie wszystkich głosów, obsadzony przez PiS Sąd Najwyższy, ze śpiochem Manowską, potwierdzi ważność wyborów, a dopychany kolanem i udowodnionymi przekrętami wyborczymi Nawrocki zostanie zaprzysiężony, to aby dobrać odpowiednią powagę do sytuacji, zaprzysiężenie powinno się odbyć albo w Grand Hotelu w Sopocie, albo na stadionie Lechii Gdańsk.

Krzysztof Skiba 


Ostrzeżenie z Brukseli: Odmrożenie środków z UE było błędem. Trzeba było czekać na reformy

Michał Gostkiewicz

Decyzja Komisji Europejskiej o odmrożeniu unijnych środków dla Polski tuż po objęciu władzy przez Donalda Tuska była przedwczesna – uważa niemiecki europoseł Moritz Körner z liberalnej frakcji Renew Europe. W korespondencji z Deutsche Welle polityk stwierdza, że Komisja popełniła błąd, wypłacając środki przed wprowadzeniem rzeczywistych reform przywracających rządy prawa.

Fot. screenshot / youtube

Ostrzeżenie Körnera nabrało nowego znaczenia po wyborze Karola Nawrockiego na prezydenta Polski. W swoim wpisie na platformie X europoseł nie ukrywał obaw, że jeśli nowy prezydent zablokuje planowane reformy, Unia Europejska będzie musiała ponownie zamrozić fundusze. – Okres karencji dla Polski dobiegł końca – podkreśla. – Teraz czas na konkretne działania legislacyjne.

Polska prawica reaguje: wojna, reparacje i narodowa duma

Komentarze Körnera spotkały się z ostrą reakcją ze strony polskich polityków, szczególnie z prawej strony sceny politycznej. W odpowiedzi zaczęły pojawiać się oskarżenia o niemiecką hipokryzję i brak rozliczenia za zbrodnie z czasów II wojny światowej. Wielu polityków przypominało, że Niemcy nigdy nie wypłaciły Polsce reparacji wojennych, a tym samym nie mają moralnego prawa do pouczania Warszawy w kwestiach praworządności.

Sam Körner nie pozostaje dłużny. – Sugerowanie, że jako Niemiec nie powinienem wypowiadać się o rządach prawa, dopóki nie zapłacę reparacji, jest po prostu prymitywne – pisze w odpowiedzi na pytania DW. – Takim tokiem rozumowania można by mi również zakazać wypowiedzi o konkurencyjności czy biurokracji w Unii.

Symboliczny raport i próba przeciągnięcia sporu na pole historyczne

W atmosferze rosnących napięć doszło do symbolicznego gestu. Arkadiusz Mularczyk, eurodeputowany z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, osobiście wręczył Körnerowi raport wyceniający polskie straty wojenne na ponad 6 bilionów złotych. Dokument powstał z jego inicjatywy i miał stanowić przypomnienie o nierozliczonej przeszłości niemieckiej okupacji.

Körner, urodzony w 1990 roku, odpowiedział apelem „do polskich przyjaciół”, podtrzymując swoje stanowisko i wyrażając zaskoczenie gestem Mularczyka. – To nie jest kwestia przeszłości, II wojny światowej ani dumy narodowej. Tu chodzi o przyszłość Europy – zaznacza. – O to, czy chcemy wspólnoty opartej na zaufaniu i zasadach, czy też kontynentu, gdzie umowy nic nie znaczą.

Dodaje, że Unia Europejska to nie tylko projekt polityczny, lecz rodzina, w której partnerzy są sobie równi i wzajemnie się zobowiązują. – Polska i Niemcy to równoprawni członkowie tej wspólnoty – podkreśla Körner.

Reparacje: temat wciąż dzielący Warszawę i Berlin

Choć rządy Niemiec od dekad uznają moralną odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w Polsce, to kwestia reparacji – jak zaznacza Berlin – jest prawnie zamknięta. Niemcy deklarują chęć większego zaangażowania we wspólne projekty pojednawcze, jednak gesty te – jak niedawno odsłonięty tymczasowy pomnik polskich ofiar wojny w Berlinie – wciąż budzą mieszane reakcje po polskiej stronie.

Różnice zdań były wyczuwalne nawet podczas niedawnego spotkania Donalda Tuska i kanclerza Niemiec Friedricha Merza w Warszawie. Choć Merz otwarcie mówił o „niezmierzonym cierpieniu” Polaków i „ogromnej winie” Niemiec, to w kwestii reparacji powtórzył oficjalne stanowisko Berlina: sprawa jest prawnie zamknięta.

Zamiast tego niemiecki kanclerz akcentował przyszłość i współpracę w zakresie bezpieczeństwa – przypominał m.in. o wspólnych patrolach polskich i niemieckich pilotów oraz systemach obrony przeciwrakietowej Patriot rozmieszczonych w Rzeszowie.

W Warszawie wciąż jednak liczy się na gest, który – bez podważania porządku prawnego – pozwoliłby wesprzeć żyjące ofiary wojny. Według szacunków, to dziś około sześciu tysięcy osób.

Körner: jeśli nie będzie reform, Parlament znów pozwie Komisję

Moritz Körner sygnalizuje, że sprawa może mieć dalszy ciąg na forum unijnym. Jak przypomina, Parlament Europejski już raz pozwał Komisję Europejską – w sprawie Węgier – za przedwczesne odblokowanie środków mimo braku rzeczywistych efektów reform.

– Jeśli Polska nie spełni warunków, a Komisja odmówi ponownego zamrożenia funduszy, Parlament będzie działał. Nie po to, by karać Polskę, ale by chronić zaufanie, które scala Unię – zapowiada.

Jako członek parlamentarnej komisji LIBE, zajmującej się m.in. praworządnością, Körner zaznacza, że wypłata środków powinna być możliwa wyłącznie tam, gdzie istnieje gwarancja, że zostaną one właściwie wykorzystane. – Z szacunku dla europejskich podatników nie zgodzę się na odblokowanie funduszy, jeśli warunki nie zostaną spełnione – podsumowuje.

opr. DF, thefad.pl / Źródło: dw.de

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Karol Nawrocki z dostępem do tajemnic NATO? ABW potwierdza, ale sprawa kawalerki budzi pytania

Z chwilą objęcia urzędu prezydenta Karol Nawrocki stanie się nie tylko głową państwa, lecz także – zgodnie z polskim prawem – jedną z nielicznych osób w kraju z dostępem do informacji objętych najwyższymi klauzulami tajności. W tym także dokumentów NATO, Unii Europejskiej oraz Europejskiej Agencji Kosmicznej. To prerogatywa wynikająca nie z zaufania służb, lecz z samego faktu sprawowania urzędu.

Karol Nawrocki – kandydat PiS na prezydenta

Jak wyjaśniła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, prezydent RP z mocy ustawy nie podlega procedurze sprawdzającej, która obowiązuje w przypadku zwykłych obywateli, urzędników czy posłów. Prawo zakłada tu pełne zaufanie do wyniku demokratycznego wyboru i instytucji państwowych. Nawrocki – niezależnie od toczących się wokół niego kontrowersji – uzyska więc pełen wgląd w ściśle tajne informacje przekazywane Polsce przez sojuszników.

Wątpliwości ABW i kontekst historyczny

W tym kontekście warto przypomnieć, że w 2021 roku, gdy Nawrocki pełnił funkcję prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, ABW miała zastrzeżenia wobec jego osoby. Jeden z funkcjonariuszy Agencji wydał negatywną rekomendację dotyczącą dostępu do informacji niejawnych. Mimo to, Nawrocki ostatecznie otrzymał poświadczenie bezpieczeństwa. To zdarzenie nie wywołało wówczas większego rezonansu, ale dziś nabiera nowego znaczenia.

Sprawa kawalerki i ochrona konstytucyjna

Na tym tle szczególne znaczenie zyskuje toczące się od czerwca śledztwo w sprawie tzw. kawalerki. Prokuratura bada okoliczności przejęcia przez Nawrockiego i jego żonę mieszkania w Gdańsku, należącego wcześniej do starszego mężczyzny. Sprawa wzbudziła medialne zainteresowanie po ujawnieniu, że Jerzy Ż. sporządził testament i zawarł umowę dożywocia, na mocy których para weszła w posiadanie nieruchomości. Śledczy prowadzą postępowanie przygotowawcze, ale – jak sami zaznaczają – ma ono charakter ogólny, bez wskazywania konkretnego podejrzanego.

Zmieni się to jednak już 6 sierpnia. Wraz z zaprzysiężeniem Nawrockiego na urząd prezydenta wejdą w życie zapisy konstytucyjne, które przewidują immunitet głowy państwa. Oznacza to, że nie może być on pociągnięty do odpowiedzialności karnej, chyba że zostanie na to wyrażona zgoda przez Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby Sejmu i Senatu. Wymagana większość dwóch trzecich głosów czyni tę ścieżkę raczej teoretyczną niż praktyczną.

Tym samym, nawet jeśli prokuratura chciałaby sformułować zarzuty, nie będzie mogła tego zrobić. Śledztwo będzie mogło trwać nadal, ale wyłącznie w formie tzw. postępowania in rem – czyli wobec czynu, a nie osoby. Wszelkie konkretne działania wobec prezydenta będą zawieszone do czasu zakończenia kadencji lub – co mało prawdopodobne – decyzji parlamentu.

Społeczny rezonans i odpowiedzialność instytucji

Sytuacja ta wywołuje uzasadnione pytania o przejrzystość i odpowiedzialność na najwyższych szczeblach władzy. Nawrocki, jako postać stosunkowo nowa w wielkiej polityce, obejmuje najważniejszy urząd w państwie z bagażem sprawy, która w innych warunkach mogłaby skutkować poważnym kryzysem wizerunkowym. Teraz jednak znajduje się pod ochroną jednego z najsilniejszych immunitetów przewidzianych w systemie prawnym.

W międzyczasie debata nie cichnie także w przestrzeni publicznej. Na platformie X i w innych mediach społecznościowych pojawiają się głosy domagające się pełnej transparentności wobec przyszłego prezydenta. Krytycy zarzucają politycznym elitom brak reakcji, zwolennicy – próbę dezawuowania wyboru obywateli. To pokazuje, że spór o przyszłość prezydentury Nawrockiego toczy się nie tylko na salach sejmowych, ale też w świadomości społecznej.

Międzynarodowe implikacje i pytania na przyszłość

Nie zmienia to faktu, że od dnia zaprzysiężenia będzie miał dostęp do materiałów, których charakter wymaga najwyższej ostrożności – zarówno w kontekście bezpieczeństwa narodowego, jak i relacji z partnerami międzynarodowymi. System oparty na zaufaniu do urzędu prezydenckiego zdaje egzamin tylko wtedy, gdy instytucje kontrolne działają sprawnie, a opinia publiczna ma pełną wiedzę o ewentualnych wątpliwościach.

W przypadku Karola Nawrockiego pytania pozostają bez odpowiedzi, a odpowiedzialność za ich rozwianie spada na demokratyczne mechanizmy. Jeśli te zawiodą, konsekwencje sięgną dalej niż jedna prezydencka kadencja.

DF, thefad.pl / Źródło: Rzeczpospolita, Gazeta.pl, Radio ZET

 


Czy jedząc mniej, możemy żyć dłużej? Najnowsze badania przynoszą intrygujące odpowiedzi

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak kolejna modna dieta: jedz mniej, żyj dłużej. Ale to nie poradnik z kolorowego magazynu, lecz wynik kilkuletnich, rygorystycznych badań nad starzeniem się komórek. Naukowcy z amerykańskiego Penn State College of Health and Human Development, przy wsparciu Narodowego Instytutu Starzenia (NIA), postanowili sprawdzić, czy ograniczenie kalorii a starzenie rzeczywiście mają ze sobą związek.

dieta: jedz mniej, żyj dłużej

Fot. thefad.pl / AI

Badanie CALERIE: ograniczenie kalorii a tempo starzenia komórek

W badaniu CALERIE (Comprehensive Assessment of Long-term Effects of Reducing Intake of Energy) wzięło udział 175 zdrowych dorosłych osób. Przez dwa lata uczestnicy badania jedli średnio o 12% mniej kalorii dziennie, choć początkowo planowano ograniczenie o 25%. Naukowcy oceniali zmiany m.in. w długości telomerów, czyli struktur chroniących końce chromosomów, które skracają się z wiekiem i są uznawane za jeden z biomarkerów starzenia się komórek. Szczegółowe dane nt. pomiarów telomerów opublikowano również w Aging Cell (2024).

Co pokazały wyniki?

Telomery uczestników grupy z ograniczeniem kalorycznym nie wydłużyły się, ale ich tempo skracania zwolniło się w drugim roku badania. To subtelna, lecz istotna zmiana. W praktyce oznacza to, że organizm przestawił się na bardziej oszczędną gospodarkę energią i zaczął wolniej „zużywać” swoje komórkowe zasoby. Badacze podejrzewają, że pierwszy rok redukcji kalorii wywołał stres metaboliczny, a dopiero z czasem organizm odnalazł nową równowagę. Komunikat Penn State wskazuje, że efekt ten był widoczny dopiero w drugiej fazie badania.

Korzyści zdrowotne umiarkowanego ograniczenia kalorii

To niejedyny korzystny efekt. Wcześniejsze analizy z projektu CALERIE wykazały, że już niewielkie ograniczenie kalorii – rzędu 12% – może poprawić podstawowe wskaźniki zdrowia: obniżyć ciśnienie krwi, poprawić profil lipidowy, zmniejszyć insulinooporność i stany zapalne. Oznacza to, że nie trzeba radykalnych diet, by organizm odpowiedział pozytywnymi zmianami. Szczegóły publikacji dostępne są w The Lancet Diabetes & Endocrinology.

Styl życia ma znaczenie

Ograniczenie kalorii to coś więcej niż tylko matematyka. To zmiana codziennych nawyków, stosunku do jedzenia i gotowość do bardziej świadomego stylu życia. Niektórzy eksperci sugerują łagodniejsze strategie, takie jak tzw. „post przerywany” – np. 13 godzin bez jedzenia między kolacją a śniadaniem – albo dni o niższej kaloryczności. Inni preferują bardziej intuicyjne podejście: wybór mniej kalorycznych produktów albo po prostu lepszą kontrolę porcji.

Szczególnie interesującym podejściem jest tzw. „jazda na rowerze kalorycznym” – sposób odżywiania, który polega na naprzemiennym zmniejszaniu i zwiększaniu liczby spożywanych kalorii w ciągu tygodnia. Chodzi o to, by organizm nie przyzwyczaił się do stałego deficytu energetycznego, co mogłoby spowolnić metabolizm i ograniczyć efekty diety. Przykładowo: przez pięć dni w tygodniu jemy mniej, a przez dwa dni – nieco więcej. Można też stosować cykle dwutygodniowe lub miesięczne. Kluczowe jest to, by unikać monotonii i pozwolić organizmowi zachować elastyczność metaboliczną.

Z kolei metoda kontroli porcji opiera się na prostych nawykach: mniejsze talerze, celowe zmniejszanie porcji o około 20%, odczekanie kwadransa po posiłku, by leptyna – hormon sytości – miała czas zadziałać. Takie podejście może być skuteczne nawet bez drastycznych zmian w jadłospisie.

Warto też wspomnieć o innym mechanizmie związanym z długowiecznością – autofagii. To proces oczyszczania organizmu z uszkodzonych komórek, aktywujący się po około 12 godzinach postu. W tym czasie organizm przełącza się z metabolizowania glukozy na tłuszcze, wspomagając regenerację komórkową i produkcję białek. Badania na ten temat potwierdzają wpływ postu na poprawę zdrowia metabolicznego i redukcję stanów zapalnych. Cleveland Clinic również opisuje autofagię jako kluczowy element zdrowego stylu życia.

Indywidualne podejście i ograniczenia

Największym wyzwaniem jest znalezienie właściwej równowagi. Choć wyniki badań są obiecujące, ograniczenie kalorii nie jest rozwiązaniem uniwersalnym. Osoby z zaburzeniami odżywiania, kobiety w ciąży, seniorzy czy osoby z chorobami przewlekłymi powinny zawsze konsultować takie zmiany z lekarzem lub dietetykiem. Warto też pamiętać, o czym wspomina się na Wikipedii o możliwych skutkach ubocznych postu przerywanego, takich jak bóle głowy, wahania nastroju czy trudności z koncentracją – zwłaszcza u osób wrażliwych na wahania poziomu cukru. Dlatego decyzja o zmianie sposobu żywienia powinna być dobrze przemyślana i dostosowana do indywidualnych potrzeb. Współczesna dietetyka coraz częściej odchodzi od uniwersalnych schematów, promując elastyczne, dopasowane do stylu życia strategie zdrowotne. W tym kontekście warto odnotować, że jak podaje Longevity Technology, ograniczenie kalorii niekoniecznie wydłuża życie, ale może spowolnić tempo biologicznego starzenia się organizmu.

Biologia młodości pod mikroskopem

Nie wiemy jeszcze na pewno, czy długość telomerów przekłada się bezpośrednio na długość życia. Ale jedno jest jasne: są one jak biologiczne wskaźniki, które informują, że w naszym ciele zachodzą zmiany. Gdy organizm przestaje być stale przeciążany kaloriami, a zaczyna funkcjonować w trybie większej oszczędności i regeneracji, zmienia się również jego wewnętrzne tempo starzenia. To nie gwarancja długowieczności, ale realny krok w stronę zachowania zdrowia i młodszej biologii na dłużej.

DF, thefad.pl / Źródło: CALERIE – Wikipedia, Aging Cell, Penn State University, National Institute on Aging, The Lancet, Longevity Technology