Duda dla „Bild”: reparacje są kwestią odpowiedzialności. Parlament wystawi rachunek

Jacek Lepiarz
„Pojednaliśmy się, przezwyciężyliśmy historię. Nasze relacje są wzorem dla narodów tego świata” – powiedział Duda w wywiadzie opublikowanym w sobotę na łamach gazety „Bild”. Wcześniej, prezydent mówił o „totalnej katastrofie”, jaką dla jego rodziny była wojna. „Rodzice mojej matki stracili swój cały majątek, dom i gospodarstwo. Nic im nie zostało”.

Prezydent podkreślił rolę Kościołów w obu krajach w procesie pojednania. Przypomniał list polskich biskupów z połowy lat 60. do biskupów niemieckich. Zawierający słynne słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Wspomniał też o wizycie kanclerza Willy Brandta w 1970 roku oraz o kontynuacji jego polityki przez jego następców Helmuta Schmidta i Helmuta Kohla.
„Powstały partnerstwo i przyjaźń, które nie mają sobie równych. Niemcy są nam rzeczywiście bliskie; zarówno w przestrzeni, jak i w wymiarze ludzkim.” Zwrócił uwagę na fakt, że niemieckie firmy zawsze znajdują się w gronie przedsiębiorstw wyróżnianych na wniosek związku zawodowego Solidarności za przyjazną postawę wobec pracowników.
Wojenne straty
Duda przypomniał o ogromnych stratach poniesionych w drugiej wojnie światowej przez Polskę. W tym śmierć niemal sześciu milionów polskich obywateli. Jego zdaniem dla Polski wojna i jej skutki zakończyły się dopiero w 1989 roku.
„Dzisiaj mogę powiedzieć z całego serca: Polska jest wolna. Nigdy nie zapomnieliśmy o historii. Niemcy i Polska całkowicie pojednały się” – ponownie podkreślił.
Reparacje kwestią odpowiedzialności i moralności
Odnosząc się do problemu reparacji wojennych, Duda powiedział, że są one „kwestią odpowiedzialności i moralności. Wojna, o której dziś mówimy, wyrządziła Polsce olbrzymie szkody”.
Prezydent zaznaczył, że sprawą oszacowania strat zajmuje się parlament i to on „wystawi rachunek”. Jak dodał, straty poniesione przez Polskę nigdy nie zostały wyrównane. „Pozwólmy jednak na podjęcie decyzji ekspertom. Jestem pewien, że znajdziemy rozwiązanie” – zaznaczył.
Duda ponownie skrytykował forsowaną przez Niemcy budowę gazociągu Nord Stream 2. Jego zdaniem projekt ten narusza Interesy całej Europy Środkowej, w tym Polski.
„Fort Merkel”
Na pytanie, czy Polska mogłaby zaoferować Niemcom utworzenie „Fortu Merkel”, tak jak zaoferowała prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi budowę „Fort Trump”, Duda odparł
– Polacy z pewnością nie mieliby nic przeciwko rozszerzeniu niemieckiej obecności w ramach NATO. W Szczecinie istnieje już teraz Korpus Połnoc-Wschód, który do niedawna kierowany był przez niemieckiego dowódcę.
Andrzej Duda powiedział, że Niemcy powinni wykazać więcej zrozumienia dla polskiej reformy wymiaru sprawiedliwości.
– Co zrobiłyby Niemcy, gdyby w Trybunale Konstytucyjnym nadal zasiadali wysoko postawieni sędziowie z NRD, którzy dawniej wydawali wyroki na działaczy opozycji? Ci dawni komuniści nie zostali pociągnięci w Polsce do odpowiedzialności. Chcemy to zmienić – wyjaśnił.
Jak dodał, więcej zrozumienia i obiektywizmu powinna wykazać także Bruksela.
– Zarzuty (o łamanie demokratycznych zasad) są przesadzone. Obalimy je – zapewnił Duda w wywiadzie dla największego niemieckiego tabloidu „Bild”.
REDAKCJA POLECA
Donald Tusk: nie wybieram się. Nie jestem mile widziany
Donald Tusk w „Faktach po Faktach” w TVN 24 wyznał, że nie wybiera się na organizowane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości uroczystości związane z obchodami 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

– To zaproszenie się pojawiło wczoraj [29 sierpnia – red.] na moim biurku. Pewne reguły, standardy, obowiązują. Jeśli kogoś chce się traktować jak gościa, to powinno się go traktować poważnie. (…) Nie mam żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości postępują w taki sposób, by dać mi do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć. A ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, gdy wiem, że nie jestem mile widziany – powiedział w „Faktach po Faktach” przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.
Komentując sposób, w jaki został potraktowany przez PiS-owskich organizatorów uroczystości 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej, Donald Tuska zwrócił uwagę, że przyjętym standardem jest wysyłanie zaproszeń wcześniej. – Zaproszenie na uroczystości narodowe Francji 14 lipca wysyła się do mnie i do kolegów, z którymi współpracuję, prezydentów, premierów, na trzy miesiące przed takimi uroczystościami. Na uroczystości do Izraela prezydent Izraela wysyłał z rocznym wyprzedzeniem i to są pewne standardy – zaznaczył.
Tusk przypomniał również, że gdy 2009 roku organizował obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej to na Westerplatte pierwszy przemawiał ówczesny prezydent Lech Kaczyński. – Nasze relacje nie były łatwe, spór polityczny był wówczas też bardzo gorący, ale szczerze powiedziawszy do głowy by mi nie przyszło, żeby łamać reguły i traktować kogoś w sposób taki nieprzystający do dyplomacji.
Zamieszanie wokół zaproszenia Donalda Tuska
– Donald Tusk nie jest przywódcą żadnego państwa – mówił w środę Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta. Tłumaczył, że na uroczystości „zostali zaproszeni przywódcy państw”, a „Tusk nie jest przywódcą żadnego państwa”. – Klucz zaproszeń był prosty, zapraszani byli przywódcy państw Unii Europejskiej, NATO i Partnerstwa Wschodniego – stwierdził w rozmowie z gazeta.pl.
Już po rozmowie z Gazeta.pl, Spychalski na Twitterze sprostował swoją wypowiedź: W związku z licznymi pytaniami informuję, że zawsze na ważne uroczystości państwowe zapraszamy wszystkich byłych Prezydentów i Premierów. Tak jest i tym razem – na uroczystości 1.09 do Warszawy zaprosiliśmy wszystkich byłych Prezydentów RP i Premierów RP. – napisał.
W związku z licznymi pytaniami informuję, że zawsze na ważne uroczystości państwowe zapraszamy wszystkich byłych Prezydentów i Premierów. Tak jest i tym razem – na uroczystości 1.09 do Warszawy zaprosiliśmy wszystkich byłych Prezydentów RP i Premierów RP.
— BSpychalski (@spychalski_b) August 28, 2019
Dariusz Frach / Źródło: TVN24
Adam Mazguła: Nie złamiecie mnie

Adam Mazguła
Zbierając podpisy poparcia, nie mogliśmy się nadziwić, jak PiS zaszczuł i przestraszył ludzi. Nie chcą podawać PESEL, bo strach przed oszustwem bankowym, bo jak się lokalni działacze PiS-u dowiedzą, że podpisali opozycjoniście, to zwolnią ich z pracy, bo zaszczują dzieci…
Zarejestrowanie kandydata KWW Adama Mazguły jest już bliskie. Jeśli wszystko będzie przebiegało planowo, to w poniedziałek zarejestrujemy kandydata na senatora.

Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że obowiązujące zasady, ale przede wszystkim praktyka rejestrowania takich kandydatów jak ja, który wykorzystuje konstytucyjne prawo do udziału w wyborach, jest dramatycznie utrudnione.
Jak walczyć o wyborcę, kiedy chcąc przestrzegać istniejących przepisów wyborczych, każdego dnia muszę zmierzyć się ze śmiejącymi się mi w oczy przeciwnikami?
PiS-prezydent ogłosił datę wyborów w ostatnim możliwym momencie dla daty 13.10., ale i tak trzeba było czekać 3 dni na publikację. A. Duda ogłosił datę wyborów prawidłowo czy już złamał prawo? Zdecydowanie znieważył jednak ducha wyborów. Dopiero wtedy można było powołać komitet wyborczy i zbierać podpisy. Jak to się więc stało, że komitety wyborcze posiadały już tysiące list poparcia? Jak to się stało, że PiS po zarejestrowaniu komitetu już po kilku godzinach ogłosił poparcie pół miliona podpisów dla swoich kandydatów? Zebrali w nocy, czy oszukują, przygotowując listy wcześniej?
Zbierałem te podpisy, chodząc po ulicach. Większość spotkanych ludzi to wczasowicze, nie z mojego okręgu wyborczego, nie ma kto pomóc, bo znajomi na wakacjach. Na tym polega zagrywka PiS-ekspertów od wygrywania wyborów sposobem, oszukując demokrację i prowadząc dalszą produkcję przemysłową jadu narodowego.
Początkowo rozmawiając z ludźmi, uzyskiwałem 50 podpisów dziennie. Jednak na to miałem 8 dni, więc doszło do mnie, że bez struktur w całym regionie zebranie tych 2000 podpisów jest niemożliwe. Wezwałem pomoc, poprosiłem znajomych i tych, którym ufam.

Zbierając podpisy poparcia, nie mogliśmy się nadziwić, jak PiS zaszczuł i przestraszył ludzi. Nie chcą podawać PESEL, bo strach przed oszustwem bankowym, bo jak się lokalni działacze PiS-u dowiedzą, że podpisali opozycjoniście, to zwolnią ich z pracy, bo zaszczują dzieci… Tymczasem jadąc po rejonie, obserwuję ulice pełne banerów jedynie słusznych członków władzy.
Jakiś PiS-katolik wyzywa mnie na ulicy, więc pytam, dlaczego kłamie? On jednak wie lepiej, bo z telewizji. Po chwili rozmowy uspakaja się, ale swoje wie. Podnoszę telefon, właśnie zawiadomił mnie kolega, że inny PiS-katolik ukradł listy poparcia leżące na biurku.
Wszedłem do agencji reklamowej i pytam o możliwość wykupienia miejsca na banery. — Skąd się pan urwał? Dawno wszystko wykupione i zarezerwowane.
Partie obracające milionami publicznych pieniędzy zarezerwowały nawet te miejsca, które nie są im potrzebne dla zablokowania konkurencji. Obywatel Adam wyszedł z niczym.
Tymczasem słucham w mediach, jak to partia rządząca troszczy się o obywateli i nieprzerwanie od 4 lat, we wszystkich możliwych przekazach, organizuje agresywną kampanię wyborczą, nie mając skrupułów w angażowaniu wszystkich organów państwa.
Potem usłyszałem, jak to koalicja zaprasza opozycję na listy wyborcze, która protestowała 4 lata na ulicach, narażając się na represje władzy i procesy sądowe, walczyła o konstytucję, edukację, sądy… Jednak to tylko propaganda dla głupich, na listach wyborczych nie ma setek godnych obywateli opozycji ulicznej, a działacze KOD-u jak chociażby Krzysztof Król szkaluje moje imię za to, że to według takich jak on, to ja rozbijam koalicję, bo nie poddaję się dyktatowi miernot partyjnych.
Nie złamiecie mnie. Jeśli przegram, to z honorem i z prawdą na ustach, traktując wybory jak etap walki o normalność w naszym kraju.
Nie ufam ludziom, którzy nazywają się opozycją, a nie mają odwagi spojrzeć nam w oczy, a tylko rozgrywają swoje szachy wodzowskich zapędów o władzę nad nami. W okresach największych prób nie wyszli na ulicę, nie mieli odwagi protestować, nie przeciwstawiali się narodowo-socjalistycznej władzy. Nie szanuję tych, co to chcieli tylko zobaczyć, a nie organizować i przewodzić protestom.
Będę wspierał w wyborach autentycznych i odważnych przedstawicieli obywatelskiego buntu przeciwko złej zmianie takich jak Gabriela Lazarek na Śląsku, Paweł Kasprzak i Klaudia Jachira w Warszawie, Anita Sowińska w Piotrkowie Trybunalskim i jeszcze kilka zaledwie osób. W przeciwnym wypadku nie jesteśmy wiele warci jako społeczeństwo europejskiego demokratycznego kraju, w którym obywatele nie są niewolnikami polityków.
W poczuciu odpowiedzialności,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Trump odwołał swój przyjazd do Polski
Prezydent Donald Trump odwołał swoją podróż do Polski, która miała mieć miejsce w ten weekend. Jako oficjalny powód podaje się nadciągający huragan Dorian, który ma uderzyć na Florydzie.
JUST IN: President Trump cancels this weekend’s trip to Poland due to the approaching Hurricane Dorian; VP Pence will travel to Poland in his place. pic.twitter.com/nXxRVmh9kn
— NBC News (@NBCNews) August 29, 2019
W niedzielę 1 września Donald Trump miała wziąć udział w uroczystościach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Placu Piłsudskiego w Warszawie.
Na poniedziałek zaplanowane były rozmowy z Andrzejem Dudą i Mateuszem Morawieckim.
Jak donosz media wizyta amerykańskiego prezydenta w Polsce zostaje przełożona „na bliską przyszłość”. Zamiast Trumpa do Warszawy na uroczystości 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej przyleci wiceprezydent Mike Pence
Dorian zbliża się nad Florydę
Hurricane Dorian looks like it will be hitting Florida late Sunday night. Be prepared and please follow State and Federal instructions, it will be a very big Hurricane, perhaps one of the biggest!
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) August 29, 2019
Narodowe Centrum Huraganów (NHC) alarmuje, że huragan Dorian uderzy we Florydę z niedzieli na poniedziałek z siłą wiatru o prędkości 210 km/godz. Silne tropikalne wiatry mogą pojawić się w niektórych częściach Florydy już w sobotni wieczór lub w sobotnią noc.
Tropical-storm-force winds from #Dorian could begin in parts of Florida *as early as* Saturday evening or Saturday night. Now is the time to begin thinking about what kinds of preparations you might need to make over the next couple of days. https://t.co/yChCF6oWL9 pic.twitter.com/sY8jyYVaxz
— National Hurricane Center (@NHC_Atlantic) August 29, 2019
Dariusz Frach / thefad.pl
Policjanci z Archiwum X wracają do sprawy sprzed 26 lat. Rozpoznajesz tego mężczyznę?
Policjanci z Archiwum X z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu wracają do sprawy z 1993 roku, kiedy to w miejscowości Drałtowice odnaleziono zwłoki mężczyzny owinięte przeźroczystą folią, ze skrępowanymi nogami i rękoma.

Przy wykorzystaniu obecnych możliwości technicznych śledczy ponownie przeanalizowali zgromadzony materiał. Wykonany został portret przyżyciowy osoby, który obecnie jest publikowany z prośbą o identyfikację.
15 marca 1993 r. policja w Sycowie otrzymała zgłoszenie o ujawnieniu zwłok w terenie leśnym, przy trasie Międzybórz – Oleśnica, w pobliżu miejscowości Drałtowice. Były to zwłoki mężczyzny owinięte w przeźroczystą folią ze skrępowanymi nogami i rękoma.
Zebrane materiały wskazują, że ofiarą może być mężczyzna pochodzący z byłego bloku państw WNP. Ustalono też, że był on widywany na targowiskach w Oleśnicy i Bierutowie w towarzystwie osób wschodniego pochodzenia.
Rozpoznajesz tego mężczyznę?
Poza portretem policja ujawnia, że z wyglądu zamordowany mężczyzna mógł mieć ok. 25 lat, wzrost ok. 191 cm, był przeciętnej budowy ciała, miał twarz owalna, z lekko odstającymi małżowinami usznymi, łukowate zrośnięte brwi.
W dniu zabójstwa miał na sobie w koszulę męską w biało-niebieską kratę z napisem na metce: „TIRNAVA SIGHISOARA ROMANIA”, buty sportowe marki Adidas – rozmiar 47, podkoszulek z długim rękawem i kalesony w kolorze kremowym oraz majtki koloru białego.
Znaki szczególne: braki w uzębieniu
Na lewej ręce mężczyzna miał zegarek kwarcowy marki „ZARITROV SWISS MODE” z kopertą w kolorze żółtym, tarczą w kolorze czarnym i paskiem w kolorze czarnym. Na środkowym palcu znajdowała się obrączka w kolorze żółtym, na szyi mężczyzna miał łańcuszek z krzyżykiem z wizerunkiem Chrystusa wykonany z metalu w kolorze białym.

Policjanci z Archiwum X z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zwracają się do wszystkich osób, które mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie o kontakt telefoniczny pod nr 71-340-42-62 lub 604-606-727, bądź mailowy, pod adresem naczelnik.kryminalny@wr.policja.gov.pl
Dariusz Frach / Źródło: policja.pl
Hugh Grant ostro do premiera Johnsona: „Nie spier… przyszłości moich dzieci. Brytania buntuje się przeciwko tobie”
W środę Tajna Rada Wielkiej Brytanii, czyli organ doradczy Elżbiety II, poinformowała, że królowa zaakceptowała plan Borisa Johnsona dotyczący zawieszenia pracy obecnej sesji parlamentu i jego ponowne otwarcie w połowie października.

Plan Johnsona dotyczący zawieszenia prac parlamentu
Złożony na ręce królowej przez premiera Borisa Johnsona wniosek zakłada, że brytyjski parlament miałby wznowić obrady zgodnie z dotychczasowym harmonogramem w przyszły wtorek, 3 września, lecz zakończyć je kilka dni później, w drugim tygodniu września. W konsekwencji posłowie mają zostać zmuszeni do ponad miesięcznej przerwy i ponownego otwarcia parlamentu 14 października.
Boris Johnson nie ma prawa do samodzielnego zawieszenia parlamentu. Zgodę musi wyrazić królowa. Premier wysłał więc przewodniczącego Izby Gmin Jacoba Rees-Mogga, aby ten złożył stosowną prośbę na ręce Elżbiety II.
Elżbieta II zaakceptowała wniosek Johnsona
W środę 28 sierpnia Tajna Rada Wielkiej Brytanii, poinformowała, że Elżbieta II zaakceptowała plan Borisa Johnsona.
I write this with tears in my eyes. Twice during my life I have sworn allegiance to Her Majesty the Queen, her heirs and successors. I have always seen your Majesty as the guarantor of democracy. Tonight I withdraw my oath of allegiance! I’m sorry Ma’am! pic.twitter.com/x2lurlhqhZ
— David Hearn (@DavidpHearn) August 28, 2019
Plan Johnsona jak też decyzja Elżbiety II wzbudziły ogromne emocji, przede wszystkim w kontekście zbliżającego się brexitu i niepewności co do sposobu opuszczenia przez Wielką Brytanię UE. To zaplanowane jest – z umową lub bez niej – najpóźniej na 31 października.
Ostry sprzeciw opozycji
Opozycja zarzuca Johnsonowi „działania niedemokratyczne”. Były kanclerz Phillip Hammond ostro skrytykował działanie Johnsona, nazywając je „naruszeniem konstytucji” i „wysoce niedemokratycznym postępowaniem”. Prounijna poseł Anna Soubry uważa, że Johnson „stawia królową w bardzo trudnej sytuacji”.
Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn zapowiedział wotum nieufności przeciw rządom Johnsona. W liście do królowej napisał, że „istnieje niebezpieczeństwo skonfrontowania królewskiej decyzji bezpośrednio wbrew woli większości Izby Gmin” i domaga się spotkania z Elżbietą i Tajną Radą królewską.
Brytania się buntuje
Boris Johnson zamieścił na Twitterze krótkie wideo, w którym broni swojego planu, dotyczącego zawieszenia prac parlamentu. „Aby zainwestować w naszą służbę zdrowia, poradzić sobie z brutalną przestępczością i obniżyć koszty życia, potrzebujemy Mowy Królowej. – napisał na Twitterze.

Wpis i zachowanie premiera mocno zdenerował brytyjskigo aktor Hugh Granta, który swego czasu wcielił się w rolę premiera Wielkiej Brytanii w komedii romantycznej „To właśnie miłość”.
You will not fuck with my children’s future. You will not destroy the freedoms my grandfather fought two world wars to defend. Fuck off you over-promoted rubber bath toy. Britain is revolted by you and you little gang of masturbatory prefects. https://t.co/Oc0xwLI6dI
— Hugh Grant (@HackedOffHugh) August 28, 2019
„Nie spier… przyszłości moich dzieci. Nie zniszczysz wolności, o którą walczył mój dziadek w dwóch wojnach światowych. Spier… przereklamowana gumowa zabawko do kąpieli. Brytania buntuje się przeciwko tobie i twojemuj małemu gangowi onanistwów” – napisał aktor na Twitterze.
Dariusz Frach / thefad.pl
O co chodzi Johnsonowi?

Małgorzata Matzke
Niemiecka prasa komentuje decyzję o zawieszeniu brytyjskiego parlamentu, przeforsowaną przez premiera Johnsona.
#UPDATE British PM Boris Johnson’s suspension of parliament weeks before the UK’s scheduled EU departure date faces legal challenges following a furious outcry from pro-Europeans and MPs opposed to a no-deal Brexit https://t.co/yCftjG3caV pic.twitter.com/KXEi1MTKKS
— AFP news agency (@AFP) August 29, 2019
Johnson chce uniemożliwić parlamentowi, by ten zakazał mu opuszczenia UE bez umowy
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” wylicza reakcje na decyzję o zawieszeniu na kilka tygodni obrad brytyjskiego parlamentu: „Niesłychane! Pucz!” – tak brzmiały reakcje w dniu, który niektórzy już obwieszczali najmroczniejszym dniem w historii demokracji Zjednoczonego Królestwa. Nie trzeba jednak powtarzać tego całego wokabularza. Jasne jest jednak, że Johnson chce uniemożliwić parlamentowi, by zakazał mu opuszczenia UE bez umowy. Większość członków Izby Gmin już wiosną odrzucała bezumowny brexit. Teraz Johnson stawia za wszelką cenę wszystko na jedną kartę, nawet jeżeli z gry musi wykluczyć parlament”.
We will leave the EU on October 31st, invest more money in the NHS and crack down on violent crime. #LeaveOct31 pic.twitter.com/qCNATxowOJ
— Boris Johnson (@BorisJohnson) August 29, 2019
Kolejny krok na drodze ku sparaliżowania brytyjskiej polityki
„Straubinger Tagblatt / Landshuter Zeitung” przypomina, że „brytyjski parlament w kwestii brexitu jest równie podzielony, jak cały naród.
Ugrupowanie Johnsona ma raptem przewagę jednego głosu. Od czasu referendum ws. brexitu w czerwcu 2016 parlament miał bardzo wiele okazji, by uzgodnić jedną drogę postępowania.
Umowa z Unią Europejską ws. brexitu od dawna leży na stole. Zmarnowano już dość czasu. Czy teraz cokolwiek zmieniłoby się jeszcze przez kilka tygodni? Zamysł Johnsona oznacza tylko dalszy krok na drodze do własnoręcznego sparaliżowania brytyjskiej polityki”.
You will not fuck with my children’s future. You will not destroy the freedoms my grandfather fought two world wars to defend. Fuck off you over-promoted rubber bath toy. Britain is revolted by you and you little gang of masturbatory prefects. https://t.co/Oc0xwLI6dI
— Hugh Grant (@HackedOffHugh) August 28, 2019
Johnson można lubić albo i nie. Za to opozycji braku jedności
„Stuttgarter Zeitung”: „za daleko posuwa się ten, kto działania Johnsona określa jako wypowiedzenie wojny, pucz, bądź mówi wręcz o wojnie domowej, czy śmierci demokracji. Można tego premiera lubić albo nie, a jego politykę uważać za chybioną. Johnson sprawia jednak wrażenie, jakby miał jakiś plan. Za to hasła opozycji nie są w stanie zamaskować jej braku jedności”.
Władza ponad demokratyczne instytucje
Dziennik „Westfaelische Nachrichten” z Muenster uważa, że „nowy premier bez skrupułów narusza prawa parlamentarzystów. Demaskuje się jako populista, stawiający własny polityczny interes utrzymania się przy władzy ponad demokratyczne instytucje. Co gorsze, zmusza królową, żeby wzięła jego stronę.
Johnson, będący w roku 2016 jednym z czołowych sprawców brexitowego referendum, pogrąża Wyspy w chaosie. A teraz bierze się za demontaż Zjednoczonego Królestwa. Ostatnią nadzieją jest wotum nieufności wobec premiera. Byleby się tylko powiodło…”
Ostatnia konfrontacja
Dziennik „Die Welt” zaznacza, że „od 70 lat nie stosowano procedur zawieszenia obrad parlamentu. Tym większe jest więc oburzenie na ograniczanie możliwości wpływu parlamentarzystów w decydowaniu o przyszłości Wielkiej Brytanii.
Prawdopodobnie jest to ostatnia konfronacja w konflikcie, który rozhuśtał się przez ostatnie ponad dwa lata.
Johnson, dla spełnienia osobliwie interpretowanej przez siebie woli narodu, zawiesza demokrację. Taki ruch premiera zakrawa na ironię. Zwolennicy brexitu zawsze wysuwali jako jeden z argumentów za wyjściem z Unii Europejskiej deficyt demokracji w Europie. Teraz wśród nich samych, na szczytach władzy tenże deficyt demokracji właśnie się ujawnił. I to w chwili gdy sami walczą o przeforsowanie swoich radykalnych celów.
Już widać, że całe to wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej nie tylko w znacznym stopniu zaszkodzi brytyjskiej gospodarce, ale także szanowanej brytyjskiej demokracji”.
REDAKCJA POLECA
„Zbrodnia bez kary”. Sprawcy z reguły nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności

Bartosz Dudek
Zbrodnie dokonane w czasie wojny przez Niemców pozostaną na zawsze haniebnym, czarnym rozdziałem w historii tego kraju. Haniebne jest też to, że sprawcy z reguły nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

Zarówno w powojennej RFN, jak i w NRD nazistowscy zbrodniarze wrócili na swoje miejsca pracy. Wielu robiło kariery w administracji, wymiarze sprawiedliwości, gospodarce, nauce, a nawet polityce.
Podejmowane próby rozliczeń napotykały na mur milczenia i środowiskową solidarność „brunatnych sieci”. Osoby, które angażowały się na rzecz ich demaskowania, spotykały się często z wrogością i ostracyzmem.
– Niemieckie społeczeństwo potrzebowało długiego czasu, by zrozumieć, że naziści byli zbrodniarzami – wyjaśnia w jednym z artykułów naszego cyklu „Zbrodnia bez kary” Reinhard Strecker, pionier rozliczeń z nazistami w zachodnioniemieckim wymiarze sprawiedliwości. Ten proces otwierania się na historyczną prawdę miał kilka symbolicznych kamieni milowych. Od schwytania i procesu Eichmanna w Jerozolimie, przez procesy oświęcimskie (1963-65), gniewne protesty młodzieży w 1968 roku aż po emisję amerykańskiego serialu „Holokaust” w 1979 roku.
Ostatnim takim kamieniem milowym był rok 2016 i zmiana dotychczasowego paradygmatu w niemieckim orzecznictwie. Dopiero wtedy wyrok Trybunału Federalnego otworzył możliwość sądzenia zbrodniarzy za współudział w morderstwie bez potrzeby udowadniania im indywidualnej winy.
To, że stało się to dopiero 71 lat po zakończeniu wojny, jest również hańbą dla powojennej, demokratycznej Republiki Federalnej Niemiec. Pisarz Ralph Giordano nazwał ją „drugą niemiecką winą”. Uczciwe rozprawienie się z tą podwójną winą jest jedyną drogą do wyciągnięcia właściwych wniosków z historii. Nigdy już nie wolno pozwolić na to, by nacjonalizm, szowinizm, pogarda dla inaczej myślących, rasizm i kłamstwo zatruły serca i umysły ludzi. Nigdy i nigdzie.
W cyklu ponad 20 artykułów, napisanych wspólnie przez dziennikarzy Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski po intensywnych poszukiwaniach w archiwach, analizach pamiętników i spotkaniach z krewnymi sprawców, chcemy pokazać jak obchodzą się oni z hipoteką zbrodni i winy. Nie zapominamy przy tym o ofiarach, którym należy się najwyższy szacunek.
Historie, które przerażają, ale i wzruszają
Wśród opisanych przez dziennikarzy Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski historii są takie, które przerażają, ale i takie, które wzruszają. Takie jak historia późniejszego arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego i jego oprawcy w obozie w Dachau, doktora Heinricha Schuetza (po wojnie szanowanego internisty), prowadzącego na nim pseudomedyczne eksperymenty.
Na procesie w 1975 roku biskup Majdański publicznie mu przebaczył i podał rękę. Jak wspominał, Schuetz długo nie chciał puścić jego ręki, mówiąc: – Musiałem. Ale robiłem mniej niż musiałem.
– Czy zbrodniarz nie należy do najbiedniejszych istot, jakie nosi ta ziemia? – skomentował we wspomnieniach duchowny.
Kazimierz Majdański był też jednym z tych biskupów, którzy podpisali się pod słynnym zdaniem z orędzia polskich biskupów „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.
Jest wśród opisanych przez nas przypadków także historia Wernera Ventzkiego, nazistowskiego nadburmistrza Łodzi (w tym czasie przemianowanej na Litzmannstadt). To jemu podlegało łódzkie getto. Po wojnie był wysokim urzędnikiem ministerialnym w Bonn. Do śmierci pozostał nazistą.
Udało nam się dotrzeć do jego syna Jensa-Juergena i jednego z ocalałych z getta, Natana Grossmanna. Jego matka umarła z głodu oddając swoje racje żywnościowe synowi.
– Gdybym wtedy mógł, zastrzeliłbym go. Jego ojca też. Tak wielka była nienawiść – mówił nam po latach Natan Grossmann. Z Jensem-Juergenem Ventzkim łączy go od lat przyjaźń, być może dlatego, że syn byłego nadburmistrza Litzmannstadt nie kryje odrazy do czynów swojego ojca i publicznie daje temu wyraz. W obecności naszych reporterów ponownie podali sobie ręce. Być może to ostatni moment, kiedy możliwa jest jeszcze taka konfrontacja ofiary z rodziną sprawcy.
Świadkowie tamtych czasów odchodzą. Dlatego cykl #ZbrodniaBezKary może okazać się ostatnią szansą na takie bezpośrednie dotarcie do otoczenia sprawców i ich ofiar. Chcemy ich historie pokazać rzetelnie i uczciwie. Tylko tak można bowiem udowodnić, że Niemcy są dziś zupełnie innym krajem.
REDAKCJA POLECA
Amazonia w płomieniach. Brazylia nie chce pomocy pomocy: „Niech Europa się sama zalesia”

DW
W reakcji na pożary szalejące w Amazonii państwa G7 zaoferowały Brazylii pomoc finansową w wysokości 18 mln euro. Rząd Bolsonaro uprzejmie podziękował, zarzucając G7 atak na suwerenność jego kraju.
Brazil’s President Bolsonaro rejected $20M in aid from the G7 to fight Amazon fires, calling their involvement „imperialist.”
— AJ+ (@ajplus) August 27, 2019
Climate skeptic Bolsonaro supports development of the Amazon and activists say his policies encouraged a spike in illegal fire clearings. pic.twitter.com/SxauU1UAGa
– Oferowane miliony powinny zostać raczej przeznaczone na ponowne zalesianie Europy – powiedział szef kancelarii prezydenta Jaira Bolsonaro Onyx Lorenzoni. Biuro prezydenta potwierdziło wobec agencji AFP odrzucenie przez Brazylię pomocy.
Państwa należące do grupy G7 w reakcji na katastrofalne pożary szalejące w Amazonii uzgodniły postawienie Brazylii do dyspozycji natychmiastowej pomocy finansowej w wysokości 20 mln dolarów (około 18 mln euro).
– Pieniądze te w pierwszym rzędzie miałyby zostać przeznaczone na zakup samolotów gaśniczych – powiedział podczas zakończonego w poniedziałek (26.08.2019) szczytu G7 we francuskim Biarritz prezydent Emmanuel Macron. Ponadto miałyby one wesprzeć projekty ponownego zalesiania Amazonii. Rozmowy na ten temat mają zostać podjęte we wrześniu na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Brazylijski minister środowiska Ricardo Salles pochwalił inicjatywę G7. Dał jednak do zrozumienia, że jego rząd sam chce decydować, na co popłyną te pieniądze. „Brazylijskie społeczeństwo i brazylijski rząd rozstrzygną o przeznaczeniu tych środków”, powiedział w São Paulo.
The fires in the Amazon have serious implications – not just for the people, plants and animals that call the rainforest home – but for everyone on earth
— BBC News (World) (@BBCWorld) August 24, 2019
[Tap to expand]https://t.co/fgR3ygpubb pic.twitter.com/Du5CBZvTXr
„Kolonialna mentalność”
Krótko potem szef kancelarii prezydenta Lorenzoni bez ogródek odrzucił propozycję państw G7. Jak stwierdził, Brazylia dziękuje za oferowaną pomoc finansową, „ale może ważniejsze byłoby przeznaczenie tych środków na ponowne zalesianie Europy”. Zarazem wezwał prezydenta Macrona, by zajął się lepiej problemami „u siebie w domu” i we francuskich „koloniach”.
Macronowi zależało, żeby pożary w Amazonii były jednym z tematów szczytu w Biarritz, za co był ostro krytykowany przez brazylijski rząd. Bolsonaro zarzucił Macronowi „kolonialną mantalność”, „instrumentalizowanie” pożarów w Amazonii oraz „żądny sensacji” ton. Ultraprawicowy polityk nie cofnął się nawet przed seksistowskim atakiem na żonę Macrona Brigitte.
Żadnego wtrącania się
Bolsonaro oburza też rzekome wtrącanie się państw G7 w wewnętrzne sprawy Brazylii. Jak napisał na Twitterze: „Nie możemy się godzić na niedopuszczalne ataki i intencje pod pozorem „sojuszu państw G7 dla ratowania Amazonii, jak byśmy byli kolonią albo Ziemią Niczyją”.
Prezydent Bolsonaro umówił się z prezydentem Kolumbii Ivanem Duque, że będą wspólnie zwalczali pożary. Chcą, jak zaznaczono, w ten sposób zachować „swoją suwerenność” i „swoje bogactwa”. Brazylijski polityk jest nastawiony sceptycznie także do konferencji klimatycznych ONZ i paryskiego porozumienia klimatycznego. Natomiast Macron uważa Amazonię za „dobro ogółu”, za które jest odpowiedzialna cała międzynarodowa społeczność.
Coraz więcej pożarów
Large swathes of the Amazon rainforest are burning.
— The Guardian (@guardian) August 22, 2019
There have been more than 72,000 fire outbreaks in Brazil so far this year pic.twitter.com/sd2jeVcoU0
Tropikalne lasy Amazonii, które absorbują dwutlenek węgla, mają dla globalnego klimatu decydujące znaczenie. Od dawna mówi się o nich jako o „zielonych płucach Ziemi”. Puszcza Amazonii dostarcza do atmosfery szacunkowo 20 procent tlenu. Jednak od lat szaleją w niej pożary. Tylko od stycznia br. wybuchło ponad 80 tys. pożarów, 72 procent więcej niż w tym samym okresie 2018 r., podał brazylijski Narodowy Instytut Badań Kosmicznych INPE. Płoną głównie lasy znajdujące się w prywatnych rękach, ale także na obszarach chronionych i terenach zamieszkałych przez rdzenną ludność Brazylii.
Rdzenni mieszkańcy i ekolodzy zarzucają prezydentowi Bolsonaro, że swoją polityką zachęca farmerów, przemysł drzewny i wydobywczy do karczowania coraz większych połaci lasów. Według doniesień brazylijskich mediów farmerzy ze stanu Pará mieli się umówić na „dzień ognia”, zbiorowe podpalenie lasów.
„Istnieje podejrzenie planowanej od dawna akcji”, powiedziała Raquel Dodge, brazylijska prokurator generalna. Dodge prowadzi śledztwo przeciwko domniemanym podpalaczom. Miejscowy związek rolników przeczy przypadkom koordynowanych podpaleń. „Nikt nie chce pożarów, które wymykają się spod kontroli. Szkodzą one wszystkim”, zapewnił przewodniczący związku w gminie Novo Progresso Agamenon da Silva Menezes.
REDAKCJA POLECA
Szczyt G7 w Biarritz we Francji. Co tym razem Trump będzie chciał kupić?

DW
Przywódcy grupy G7 spotykają się dziś na trzydniowym szczycie w atlantyckim kurorcie Biarritz. Jest o czym rozmawiać.
The 45th G7 summit will be held on August 24–26, 2019, in Biarritz, France:https://t.co/1Mf3QWqems 🇫🇷🇺🇸🇬🇧🇩🇪🇯🇵🇮🇹🇨🇦🇪🇺
— ルサルク🇯🇵🇫🇮 (@ken_hellsten) August 22, 2019
🇦🇺🇨🇱🇮🇳🇿🇦🇧🇫🇪🇬🇷🇼🇸🇳#G7France #G7Biarritz
YouTube: https://t.co/iaDrxeTppW pic.twitter.com/w3ozuLkfXe
Od kiedy prezydentem USA jest Donald Trump, nie ma gwarancji, że spotkanie przywódców najważniejszych uprzemysłowionych krajów świata nie skończy się jakimś skandalem czy chociażby niestosownym tweetem.
Ostatni, ubiegłoroczny szczyt G7 w Kanadzie zakończył się bezowocnie, ponieważ Trump wycofał się z podpisania wspólnej deklaracji końcowej. Było to prawdziwe dyplomatyczne fiasko. Gospodarz obecnego szczytu Emmanuel Macron wyciągnął z tego nauczkę i tym razem po prostu nieplanowane jest żadne końcowe oświadczenie. Zamiast tego kraje, które same chcą zobowiązać się do realizacji konkretnych celów, mogą to zadeklarować. W porównaniu z wcześniejszymi szczytami G7 sprawia to wrażenie mało ambitnego planu.
Czy to jeszcze właściwy format?
W takich okolicznościach nasuwa się też pytanie, czy format G7 jest jeszcze właściwy.
Niewiele czuję się tam ducha pierwszego światowego szczytu ekonomicznego w roku 1975 w Rambouillet. Wtedy powstał ten format, jako okazja dla liderów najważniejszych zachodnich krajów uprzemysłowionych do nieformalnej wymiany myśli. Celem spotkań miały być próby rozwiązania problemów na bazie wspólnych systemów gospodarczych i wspólnego kanonu wartości. Donald Trump stawia to pod znakiem zapytania. Dla niego liczy się tylko „America First” i drwi z multilateralnych forów jak G7. Niemcy z kanclerz Merkel zaliczają się do grona tych przywódców, którzy takie możliwości spotkań chcieliby utrzymać.
Nowicjusz w gronie G7
Na każdym szczycie G7 powstają zdjęcia, które obiegają potem cały świat. Takim zdjęciem może zaowocować spotkanie prezydenta Trumpa z nowym brytyjskim premierem Johnsonem. Amerykański prezydent będzie chciał z pewnością utwierdzić brytyjskiego premiera w słuszności twardego brexitu.
Peter Schrank on #DonaldTrump #BorisJohnson #AngelaMerkel #EmmanuelMacron #Brexit #Greenland #GreenlandIsNotForSale #G7 #Trump – political cartoon gallery in London https://t.co/dePcTdnXF6 pic.twitter.com/ul1RtTyaD4
— Political Cartoon (@Cartoon4sale) August 23, 2019
Dla Johnsona udział w spotkaniu G7, po pierwszych wizytach w Berlinie i Paryżu, będzie swego rodzaju premierą na międzynarodowym parkiecie.
Ważnym tematem spotkania może stać się kwestia, czy rzeczywiście nie da się już zapobiec chaotycznemu brexitowi. Są obawy, że Johnson może wykorzystać ten parkiet do jakichś prowokacyjnych, popisowych występów.
Zarzewia kryzysów na świecie
Francuski prezydent, jako gospodarz spotkania w Biarritz, najwyżej na agendzie umieścił temat walki z nierównością i niesprawiedliwością na świecie. Ku irytacji Brazylii zapowiedział, że na agendzie znajdą się także płonące lasy Amazonii. By nie wspomnieć o aktualnych kryzysach politycznych na całym świecie: Iranie, protestach w Honkongu, sporze o Kaszmir między Indiami i Pakistanem oraz wojnie w Syrii.
W kwestii Iranu Europejczycy chcą skłonić Stany Zjednoczone do poluzowania polityki maksymalnego nacisku na Teheran, np. przez nienarzucanie sankcji na irański eksport ropy naftowej do Chin i Indii. Tą drogą międzynarodowa społeczność chciałaby skłonić Iran do powrotu do stołu negocjacji ws. nowego porozumienia atomowego. Francja i Niemcy chcą przedstawić tam także nową inicjatywę ws. strefy Sahelu, gdzie poszczególne państwa w coraz większym stopniu tracą kontrolę nad własnym terytorium.
Minorowe nastroje w gospodarce
Na całym świecie rośnie strach przed globalnym spadkiem koniunktury. Niemcom, będącym europejskim potentatem gospodarczym, grozi recesja. Na rynkach giełdowych panuje nerwowość, spór handlowy USA z Chinami jest bez widoków na rozwiązanie, a dalszą kością niezgody między USA i Europą może być planowany podatek cyfrowy, nałożony na amerykańskie koncerny internetowe jak Google i Facebook. Na szczycie mają toczyć się rozmowy nad wprowadzeniem takiego podatku. Stany Zjednoczone oponują przeciwko temu ze wszech sił i prezydent Trump grozi nowymi cłami.
Protesty i przemoc
Te punkty oczywiście nie znajdują się na agendzie, ale także one mogą wycisnąć piętno na spotkaniu. Krytycy globalizacji, obrońcy klimatu i inni aktywiści planują także swoje protesty. W mijającym tygodniu powstał już obóz protestujących na francusko-hiszpańskim pograniczu. Na ozpoczęcie szczytu aktywiści planują wielką demonstrację wychodzącą z Hendaye. Francuski rząd chce zapobiec powstaniu chaosu i obok wyznaczenia dwóch stref bezpieczeństwa w Biarritz zmobilizował ponad 13 tys. policjantów.
REDAKCJA POLECA

