Prezydent Indonezji chce przenieść stolicę kraju. Powód? Dżakarta tonie w śmieciach

W piątek prezydent Indonezji przedstawił propozycję przeniesienia stolicy kraju – Dżakarty.

Jakarta tonie w śmieciach. Fot. Flickr: google / street view

Obecnie znajduje się ona na wyspie Jawa, jednak w przyszłości może zmienić lokalizację na wyspę Borneo. Powód? Dżakarta tonie w śmieciach i jest regularnie zalewana wodą. Fundamenty budynków są podtapiane, co zagraża bezpieczeństwu mieszkańców i mieszkanek. To kolejny skutek globalnego ocieplenia.

W 2050 roku, 1/3 Dżakarty znajdzie się pod wodą, czego ofiarą będą najmniej winne temu osoby.

Jest to po Tokio drugą co do wielkości aglomeracją, zamieszkiwana przez prawie 32 mln ludzi.

Alicja Sawera


Roman Giertych: List w sprawie mojego startu w wyborach

Roman Giertych

Roman Giertych

 

Szanowni Państwo!

W odpowiedzi na liczne pytania i medialne spekulacje chciałbym powiedzieć, że prawdą jest, iż otrzymałem propozycję startu w wyborach z list Koalicji Obywatelskiej w okręgu podwarszawskim do Senatu RP, ale po głębokim namyśle podjąłem wczoraj decyzję o odrzuceniu tej propozycji.

Chciałbym w tym miejscu bardzo serdecznie podziękować za publiczne słowa zachęty, które skierował do mnie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Panie Przewodniczący!

Pańskie poparcie napawa mnie dumą i nie ukrywam, że przyjąłem Pańskie słowa z prawdziwym wzruszeniem. Taka zachęta wypowiedziana przez najważniejszą osobę obozu demokratycznego w Polsce, w każdych innych okolicznościach spowodowałaby przekucie tych słów w czyn. Okoliczności obiektywne i sytuacja chwili obecnej stanęły jednak na przeszkodzie.

Również chciałem podziękować panu posłowi do PE Radosławowi Sikorskiemu za publiczną zachętę do startu z list KO. Na prawdziwych przyjaciół zawsze można liczyć.

Chciałbym również podziękować panu przewodniczącemu Grzegorzowi Schetynie i Robertowi Tyszkiewiczowi za złożoną propozycję startu do Senatu oraz za słowa p. Tyszkiewicza, które mi przesłał wczoraj uznając moją decyzję za wielką szkodę.

Życzę wszystkim którzy startują z opozycji zwycięstwa nad PiS.

Roman Giertych


Dariusz Stokwiszewski: Trochę smutnych refleksji z nadzieją na to, że będzie lepiej!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Wszystkim opozycjonistom, tym, którzy walczą o wolną od PiS Polskę kibicuję z serca. Ważna jest tylko i wyłącznie Ojczyzna i zwycięstwo nad jej wrogami. Sam także mam zaszczyt kandydować z pierwszego miejsca na liście „Bezpartyjnych samorządowców” w okręgu zachodniopomorskim, ale proszę Państwo o głosy na całą opozycję według własnego uznania i dobrej woli!

 

Nie chce pisać banałów, bo ani miejsce ni czas. Tym, co dla każdego z nas powinno być najważniejsze, musi być naprawa państwa polskiego, które w ostatnich czterech latach zostało odarte z godności i pozbawione należnego mu miejsca we wspólnocie krajów demokratycznych Europy i świata.

Dziś skoncentruję się na tym, dlaczego do tego doszło i postaram się krótko zdefiniować główne przyczyny tego stanu rzeczy. Chciałbym też odnieść się do charakterystycznych cech osobowości Polaków, którzy kochając (każdy na swój sposób) Ojczyznę tak wiele razy wybrali niewłaściwy, dla jej stabilnego rozkwitu i świetności, kierunek rozwoju. Nie wątpię bowiem w to, że wśród części najbardziej świadomych Polaków panuje wielkie przygnębienie dlatego, że około 30 procent społeczeństwa polskiego dało się „uwieść” zwodniczej, barbarzyńskiej i co najbardziej dziwne prostackiej manipulacji politykierów typu Jarosław Kaczyński. Nie mąż stanu, nie polityk, nie zagorzały patriota, tylko ktoś, kto chce (ukrywając kompleksy) przejść do historii Polski, jako jej zbawca czy mityczny „odkupiciel”!

Próbując czerpać z przykładów wielkich postaci znanych z historii, nie widzi jednak swej, w porównaniu z tamtymi, nicości i małości! Nie dostrzega wewnętrznej pustki, jaka go cechuje, którą ja postrzegam nie tylko jako nihilizm merytoryczny, a nade wszystko etyczno – moralny! Zawsze twierdziłem, że najmocniejszą cechą Kaczyńskiego nie jest „wielkość”, a cwaniactwo! Mam wewnętrznie uzasadnione przekonanie, że prezesowi Kaczyńskiemu marzy się w przyszłości zajęcie miejsca u boku brata i stworzenie wokół ich postaci swego rodzaju kultu. Nie wiem na ile to prawdziwa pogłoska, ale czytałem, że trwają rozmowy i „badanie gruntu” co do możliwości podniesienia zmarłego Lecha Kaczyńskiego do grona błogosławionych. Kierując się więc swoim postrzeganiem świata, wydaje mi się to tak horrendalnie idiotyczny pomysł, że aż niewiarygodny!

Tymczasem to cwaniactwo, o którym wspomniałem, jest wielkim atutem pozwalającym duce na manipulację swoim najbliższym otoczeniem, a przy współpracy wielu księży i hierarchów polskiego KK także znaczną częścią, zaślepionego z powodu niewiedzy oraz braku samodzielności w myśleniu, społeczeństwa polskiego, któremu wmawia się m.in. to, że po „stronie władzy oraz Kościoła stoi sam Bóg”! To po prostu aberracja, odlot, głupota, bezmyślność etc! Bóg raczej, jeżeli jest sprawiedliwy i dobry, nie mógłby stać po stronie ludzi złych; często przestępców, wiarołomców i większych grzeszników oraz heretyków od tych, których owi trutnie chcą nawracać! Tak uważam!

A jednak głupota i bezmyślność, tolerancja dla zła, oportunizm, zakłamanie i wszystkie inne najgorsze instynkty oraz wady ludzkie, rozlewają się po kraju jak powódź. Wszyscy znamy z historii „bogobojnych” złodziei, przeniewierców, a nawet zbrodniarzy i chyba nie damy się kolejnym nabrać! Złu trzeba postawić tamę, a pierwszą, najbliższą do tego okazją będą jesienne wybory do polskiego parlamentu; Sejmu i Senatu. Proszę Polaków o to, aby mając na uwadze to, że będą to najważniejsze wybory po 1989 roku, udali się gremialnie do urn wyborczych. Przegrana opozycji będzie skutkować długofalowo, i to bardzo negatywnie na niemal wszystkie aspekty życia społeczno – politycznego w Polsce. Trzeba iść na wybory i zagłosować na kogo Państwo chcecie, ale niech to będzie tylko opozycja, bo inaczej PiS i SP zniszczą nam Ojczyznę. Wszystkim opozycjonistom, tym, którzy walczą o wolną od PiS, Kaczyńskiego i Ziobry Polskę kibicuję z serca. Ważna jest tylko i wyłącznie Ojczyzna i zwycięstwo nad jej wrogami. Sam także mam zaszczyt kandydować z pierwszego miejsca na liście „Bezpartyjnych samorządowców” w okręgu zachodniopomorskim, ale proszę Państwo o głosy na całą opozycję według własnego uznania i dobrej woli! NIE ZMARNUJMY OSTATNIEJ SZANSY DLA RATOWANIA POLSKI PRZED BARBARZYŃCAMI!

Dariusz Stokwiszewski

 

 

 


Steffen Moeller w rozmowie o swojej najnowszej książce: polsko-niemieckie małżeństwa? „Są dla siebie stworzeni”

Alexandra Jarecka

Alexandra Jarecka

Steffen Moeller - germanista, filozof z Wuppertalu przez lata bawił polskich telewidzów. Występował w kabaretach, w serialu M jak Miłość i przełamywał stereotypy w programie Europa da się lubić. Aktualnie mieszka i występuje w Niemczech prezentując swoje książki o Polsce.

Polsko-niemieckie małżeństwa rozpadają się rzadziej niż niemieckie. Zdaniem niemieckiego pisarza i kabareciarza Steffena Moellera Polki i Niemcy są dla siebie stworzeni. Udowadnia to w swojej najnowszej książce.

STEFFEN MÖLLER. Fot, STEFFEN MÖLLER / Facebook

Deutsche Welle: Steffen, po książkach „Viva Polonia”, „Viva Warszawa. Polska dla zaawansowanych”, „Berlin – Warszawa Express. Pociąg do Polski” na niemiecki rynek księgarski weszła kolejna: „Weronika, dein Man ist da”, tłumacząc roboczo na polski: „Weronika, o to twój mąż”.

Steffen Moeller: W języku niemieckim nie jest to jednoznaczne. Może oznaczać zarówno męża, jak i mężczyznę. Ale już mogę zdradzić, że polska wersja książki ma nosić tytuł „Wanda i jej wandal”.

Odnoszę wrażenie, że Polska jest dla Ciebie niewyczerpanym źródłem inspiracji.

Śmiech

– Po każdej książce wydawało mi się, że już wszystko powiedziałem, a potem w ciągu dwóch, trzech lat zbierało się zawsze tyle nowego materiału… byłoby szkoda nie wykorzystać.

Na ponad 300 stronach bardzo wnikliwie analizujesz polsko-niemieckie małżeństwa. I okazuje się, że lista zalet i wad obojga partnerów jest długa. Jednak na końcu i tak dochodzisz do budującego wniosku, że Polki i Niemcy w partnerskich związkach są dla siebie wręcz stworzeni. Skąd to przekonanie?

– Przemawiają za nim choćby twarde dane statystyczne. Wynika z nich, że w polsko-niemieckich parach rzadziej dochodzi do rozwodów niż w parach czysto niemieckich. W przypadku tych pierwszych, ofiarą rozwodów pada tylko około 33 procent, gdy w przypadku tych drugich – od 37 do 40 procent. Między Polakami i Niemcami jest zwyczajnie dobrze.

A przecież w Twojej książce niemieccy mężowie zarzucają swoim polskim żonom, że są rozrzutne. Z kolei Polki wytykają im, że są do przesady oszczędni lub zbyt pragmatyczni. Przytaczasz wiele takich przykładów. To na zdrowy rozum, jak oni się dogadują?

– I właśnie pod koniec książki próbuję rozgryźć ten problem. We wszystkich tych przykładach, bo książka nie powstała tym razem w oparciu o moje własne doświadczenia, lecz na podstawie wielu zebranych historii, okazuje się, że partnerzy wybaczają sobie te rzekome słabości, przywary, a nawet zaczynają je postrzegać jako zalety. I nagle ten niemiecki pragmatyzm i pedantyczność albo polska spontaniczność lub skłonność do improwizacji przestają partnerom przeszkadzać. My się po prostu świetnie uzupełniamy. No i oprócz różnic jest tyle podobieństw, że da się to wszystko pogodzić. A co ważne, wcale się ze sobą nie nudzimy.

Jak wspomniałeś, książka powstała w oparciu o wypowiedzi konkretnych osób, konkretnych polsko-niemieckich par. Jak do nich dotarłeś? Jak udało Ci się przekonać ich do uczestnictwa w tym projekcie?

– Rozmawiałem z ponad 70 parami. Najtrudniej było zebrać te wszystkie wypowiedzi i je uporządkować. W nawiązaniu kontaktów z moimi rozmówcami pomogła mi na początku znajoma Polka, która prowadzi internetowy serwis randkowy w Monachium. Dzięki niej spotkałem się z 47 polskimi żonami i ośmioma niemieckimi mężami. Potem wrzuciłem na mojej stronie facebookowej część pytań i odzew na nie było ogromny.

Z Twojej książki wynika, że dużo więcej Polek wychodzi za Niemców niż Niemek za Polaków. Wiesz już dlaczego?

– Właśnie temu tematowi poświęcam cały długi rozdział i podaję różne opinie i teorie. Kiedy pytałem, dlaczego tak się dzieje, od Polaków najczęściej słyszałem: „wiadomo, bo Niemki są brzydkie”. Z kolei Niemki zarzucały polskim mężczyznom, że są nieatrakcyjni i zbyt mało wyemancypowani. Takich negatywnych wypowiedzi było sporo, co moim zdaniem jest trochę niesprawiedliwe. W przypadku multikulturalnych małżeństw uważa się też powszechnie, że to nie może być miłość, bo Polkom chodzi wyłącznie o poprawę statusu finansowego. Wiele polsko-niemieckich par styka się z takimi opiniami na co dzień zarówno w kręgu znajomych, jak i w rodzinach. Wielu jest zdania, że taka „Kasia wyszła za Niemca tylko dla pieniędzy”. Dlatego w mojej książce starałem się obalić te stereotypy i udowodnić, że jest też inaczej.

Masz wiele zawodów: filolog, filozof, aktor, artysta kabaretowy. Po przeczytaniu Twojej książki można przypuszczać, że dojdzie Ci nowy zawód – terapeuta par. „Weronika, dein Mann ist da” spełnia wymogi doskonałego poradnika. Możesz się liczyć z tym, że rozdzwonią się do Ciebie telefony i zaleje Cię fala maili od czytelników.

– Akurat dostałem bardzo miłego maila od pewnej Polki, która mi napisała, że podarowała tę książkę mężowi, bo trudno jest jej czasami z nim wytrzymać. On jest pedantyczny i do tego straszny sknera. Tak jak ja to opisałem. I muszę przyznać, że o takie reakcje mi właśnie chodziło.

Steffen, ale skąd w ogóle pomysł na tę książkę?

– Na początku, 2 lata temu miałem zupełnie inny plan. Zacząłem pisać powieść o dalszych losach bohatera popularnego polskiego serialu telewizyjnego „M jak miłość” Steffena Moellera. Po tym, jak zakończył pracę w Grabinie, wyjechał ze swoją trzecią żoną Elą do Niemiec. Napisałem o tym około 30 – 40 stron, bardzo dowcipnie, ale chyba zbyt kabaretowo. W pewnym momencie stwierdziłem, że moi czytelnicy w Niemczech i w Polsce oczekują ode mnie więcej realiów. Zacząłem wtedy prowadzić te wszystkie rozmowy z polsko-niemieckimi parami. Tych rozmów były setki. Praca nad książką trwała dwa lata. Właściwie miałem materiału na 500 stron, ale wydawnictwo „Pieper” z Monachium kazało mi skrócić manuskrypt do nieco ponad 300 stron.

Czy Twoja książka nt. polsko-niemieckich par i związków jest pierwszą tego typu publikacją na niemieckim rynku?

– Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ukazała się pewna publikacja naukowa na ten temat. Jest też publikacja Petera Olivera Loewa „Wir Unsichtbaren: Geschichte der Polen in Deutschland” („My niewidzialni. Historia Polaków w Niemczech”). Ale tematyce małżeństw poświęca on tylko trzy strony, opierając się wyłącznie na suchych danych liczbowych. Ja chciałem opisać prawdziwe historie, przedstawić konkretne przykłady.

Kiedy Twoja książka ukaże się w Polsce?

– W tej chwili szukamy wydawnictwa. Tłumacz już jest. Jest nim Jacek Stanaszek, który przetłumaczył dotąd wszystkie moje książki na polski i sam określa się mianem „moellerologa”, bo tak dobrze zna mój sposób myślenia i styl pisania.

Zanim książka dotrze do Polski, już o niej głośno wśród Polonii w Niemczech. Czy chcesz ją też osobiście prezentować?

– Tak, planuję jeszcze w tym roku 20 występów. Będę występował właśnie w roli terapeuty w białym fartuchu i przedstawię nie tylko fragmenty książki, lecz także te historie, których nie udało mi się w niej zmieścić. Zaczynam 26 września w Langen koło Frankfurtu nad Menem. Potem są występy w Lipsku, w Berlinie. W Kolonii będę 3 listopada. Szczegóły można znaleźć na mojej stronie internetowej: steffen.pl. Zapraszam.

Dziękuję za rozmowę

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: Dawid Kostecki nie popełnił samobójstwa. Apel rodziny do Ziobry o wyjaśnienie przyczyny śmierci

Roman Giertych

Roman Giertych

Ponieważ Prokuratura odmawia wykonania powtórnej sekcji w celu ustalenia rzeczywistych przyczyn śmierci Dawida Kosteckiego powyższy apel, na prośbę rodziny zmarłego, która jest zdania, że Dawid Kostecki nie zginął śmiercią samobójczą, ogłaszamy publicznie.

Warszawa 16 sierpnia 2019

Ponowny apel pełnomocników rodziny do Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego o wyjaśnienie rzeczywistej przyczyny śmierci Dawida Kosteckiego

Zwracaliśmy się do Prokuratury o przeprowadzenie ponownej sekcji zwłok Dawida Kosteckiego, z uwagi na konieczność ustalenia pochodzenia otarć naskórka stwierdzonych na jego szyi, które prokurator Wojciech Kapuściński uznał za możliwe ślady zbrodni.

Po ponownej analizie dostępnych materiałów, oględzinach ciała zmarłego oraz konsultacji z lekarzami uważamy, że ślady ujawnione na ciele zmarłego Dawida Kosteckiego mogły powstać podczas walki, a zatem wskazują na udział osób trzecich w zdarzeniu.

Chodzi o następujące obrażenia, które widoczne są na zwłokach, znajdujących się obecnie w dyspozycji rodziny:

  1. Obrażenia na tylnej powierzchni lewego ramienia o średnicy kilku centymetrów.
  2. Uszkodzenia naskórka i podbiegnięcia krwawe ręki prawej
    1. przedramienia – na tylnej oraz bocznej powierzchni otarcie naskórka.
    2. powierzchni ręki prawej – otarcia naskórka.
  3. Obrażenia na grzbiecie oraz podbiegnięcia krwawe o wymiarach kilku centymetrów.
  4. Rana na nodze lewej o szerokości ok. 0.5 cm
  5. Dwa zdarcia naskórka po lewej stronie szyi pod uchem o średnicy ok. 3 mm.

Wszystkie (poza pkt. 5) ślady są zgodne ze śladami ustalonymi podczas sekcji zwłok. Część śladów opisanych podczas oględzin i sekcji zwłok jest dla nas na tym etapie nieweryfikowalna (m.in. ślady opisane przez biegłego Sadowskiego i prok. Kapuścińskiego) ze względu na nacięcia dokonane podczas sekcji.

Jednakże wnioski z sekcji nie wyjaśniają mechanizmu powstania tych śladów. Tymczasem ich analiza dowodzi, że musiały powstać w wyniku urazu bezpośredniego, najprawdopodobniej z udziałem osób trzecich. Usytuowanie tych obrażeń może wskazywać na to, że Dawid Kostecki był przytrzymywany i unieruchomiony w pozycji leżącej przez osobę trzecią (osoby trzecie) w ten sposób, że napastnik siedząc na nim obiema rękoma przytrzymywał go za ręce (przedramię i ramię). Równolegle druga osoba mogła dusić Dawid Kosteckiego, zaciskając zwinięte prześcieradło wokół jego szyi, co doprowadziło do utraty przez niego przytomności, a następnie do jego śmierci.

Następnie ciało mogło zostać usytuowane w pozycji półsiedzącej, a prześcieradło przywiązane do kraty celem upozorowania samobójstwa. Być może przed użyciem przemocy zmarłego ogłuszono chemicznie lub przy pomocy urządzenia paraliżującego.

Mechanizm powstania obrażeń stwierdzonych w czasie oględzin ciała, a następnie opisanych powyżej powinien w sposób jednoznaczny zostać w trakcie sekcji zwłok wyjaśniony. Tymczasem sekcja nie ustala w jaki sposób powstały wskazane obrażenia, podobnie jak nie ustala mechanizmu powstania otarć naskórka na szyi (opisanych przez prok. Kapuścińskiego) o czym pisaliśmy w pierwszym oświadczeniu, a co za tym idzie konkluzja wynikająca z badania sekcyjnego jest niepełna.

Brak wyjaśnienia mechanizmu powstania obrażeń oznacza, że przeprowadzona sekcja zwłok jest niewystarczająca, a tym samym niewiarygodna w zakresie wykluczenia udziału osób trzecich w zdarzeniu.

W związku z powyższym konieczne jest powtórne wykonanie badania sekcyjnego w celu wyjaśnienia tych niejasności przez iezależny zespół ekspertów.

Ponadto wnosimy o dopuszczenie dowodu z opinii zespołu biegłych lekarzy i specjalistów z zakresu kryminalistyki na okoliczność zbadania czy powyższa wersja jest możliwa, jak również czy możliwa jest wersja prezentowana dotychczas przez Prokuraturę, polegająca na popełnieniu przez Dawida Kosteckiego samobójstwa przez powieszenie w pozycji leżącej, zwłaszcza przy nie spostrzeżeniu tego przez współwięźniów .

Ponieważ Prokuratura odmawia wykonania powtórnej sekcji w celu ustalenia rzeczywistych przyczyn śmierci Dawida Kosteckiego powyższy apel, na prośbę rodziny zmarłego, która jest zdania, że Dawid Kostecki nie zginął śmiercią samobójczą, ogłaszamy publicznie.

Adw. Roman Giertych
Adw. Jacek Dubois

 

 


Manuela Gretkowska: CHRYSTUS BYŁ TRANSSEKSUALNY

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Watykan jest przekonany, że Jezus był mężczyzną. Nikt tego nie obali eksperymentalnie, bo zabrał ze sobą materiał genetyczny do Nieba. Jeśli Chrystus wróci, w co wierzą podobno Jędraszewski i Rydzyk, to przyjdzie w chwale swojej transseksulaności, prawdziwej natury człowieka. I skończy się pieprzenie patriarchalnych dziadów. Zamkną się tam, gdzie sobie wymarzyli, w piekle, nienawiści.

 

Jędraszewski uważa, że symboliczne słowa Biblii trzeba traktować jak certyfikat nieomylności: „Człowiek został stworzony na obraz Boga i Boże podobieństwo, jako kobieta i mężczyzna”.

Pewnie mężczyzna na obraz, a kobieta zaledwie na podobieństwo, przecież różni się genetycznie od facetów. Dlatego nie ma kobiet kardynałów, a celibat chroni kler przed kopulowaniem z małpami. Małpy (szympans to prawie 99% ludzkich genów) nie mają ludzkich praw poza Hiszpanią, tak jak kobiety według Kościoła, nie mają prawa decydować o sobie. Watykan sądzi, że te stworzone na podobieństwo człowieka, istoty żeńskie, są w leasingu u mężczyzn, decydujących o ich wykorzystaniu.

„I uważa się, że to od naszego wyboru zależy to, czy będziemy kobietą, czy mężczyzną.” mówi Jędraszewski ubrany jak drag qeen w karnawale.

Głoszenie teorii o przypisaniu do płci przypomina średniowiecze. Chłop na zawsze chłopem, baba ze wsi babą, bo Bóg tak ustanowił, a nad nimi pana feudalnego. I żadnych transferów.

Watykan jest przekonany, że Jezus był mężczyzną. Nikt tego nie obali eksperymentalnie, bo zabrał ze sobą materiał genetyczny do Nieba. Ale będąc boskim człowiekiem, prototypem uniwersalnego człowieczeństwa posiadał pewnie chromosomy XX, żeby było sprawiedliwie. Z wyglądu syn XY, z testów genetycznych córka XX. Tacy mężczyźni mają kobiecą sylwetką (te długie włosy), cechy charakteru przypisywane kobietom (ta łagodność) i są bezpłodni (nie miał potomstwa).

Jezus Chrystus był na pewno kobietą genetycznie, a więc transgenderowcem. Może miał geny XXY, takie też dość często występują. Nie siał wrogiej ideologii LGBT, bo w jego czasach socjal i mental był z naszego punktu widzenia przestarzały. Ale kochał wszystkich i niósł w swoim DNA dobrą nowinę dla przyszłych pokoleń.

Jeśli Chrystus wróci, w co wierzą podobno Jędraszewski i Rydzyk, to przyjdzie w chwale swojej transseksulaności, prawdziwej natury człowieka. I skończy się pieprzenie patriarchalnych dziadów. Zamkną się tam, gdzie sobie wymarzyli, w piekle, nienawiści.

Manuela Gretkowska


Mikroplastik w powietrzu. Wdychamy go codziennie

Naukowcy niespodziewanie odkryli mikroplastik w próbkach śniegu z Arktyki. Oznacza to, że musi być przenoszony w powietrzu.

Microplastic Fot. Oregon State University

Znaczne ilości mikroplastiku są przenoszone przez atmosferę i dostają się sposób nawet do odległych obszarów kuli ziemskiej. Do tego wniosku doszedł zespół naukowców z instytutu badań polarnych i oceanograficznych im. Alfreda Wegenera (AWI) w Bremerhaven. Wyniki swoich badań naukowcy przedstawili w fachowym czasopiśmie „Science Advances”.

Naukowcy znaleźli mikroplastik w próbkach śniegu z wielu regionów górskich, od Alp po Arktykę. Pobrali nawet próbki z pięciu kier lodowcowych dryfujących między Grenlandią i Spitzbergenem. Koncentracja mikroplastiku była tam wyraźnie uzależniona od lokalizacji kry. Im miejsce pobrania próbek było bardziej oddalone od gęsto zaludnionych i uprzemysłowionych obszarów, tym mniej mikroplastiku było w śniegu.

Nowe metody badań

W próbkach śniegu pobranych przy drodze krajowej w Bawarii naukowcy znaleźli 154 tys. cząsteczek na litr, a w Arktyce 15 tys. na litr, czyli dziesięciokrotnie mniej.

Żadnym nowym odkryciem nie jest to, że mikroplastik przenoszony jest w powietrzu. Jego ilość jest jednak znacznie wyższa, niż wykazywały wcześniejsze szacunki. Naukowcy tłumaczą to metodyką badań: wcześniej dane pochodziły z pomiarów ilości pyłów, jakie opadały na ziemę. Na przykład piaski z Sahary przenoszone są na duże odległości i porywają ze sobą mikroplastik. Naukowcy przypuszczają, że śnieg szczególnie efektywnie wymywa mikroplastik z atmosfery – podkreśla Gunnar Gerdts z AWI, uczestniczący w badaniach. Tym można wytłumaczyć jego nadspodziewanie wysoką koncentrację.

Obecnie naukowcy stosują także inną metodę pomiarów. Gerdts badał próbki przy pomocy spektroskopii w podczerwieni. W procesie tym ślady mikroplastiku w stopionym śniegu naświetlane były podczerwienią. W ten sposób można było zbadać znacznie mniejsze cząsteczki niż we wcześniejszych badaniach, podczas których mikroplastik wyłuskiwany był z próbek ręcznie. Poprzez „optyczny ślad” można teraz nawet określić rodzaj sztucznego tworzywa.

Duża część z Europy

W przypadku mikroplastiku przenoszonego w powietrzu w przeważającej części był to materiał pochodzący ze ścierania się materiałów budowlanych, farb i opon. Plastikowe torby nie odgrywają w tym praktycznie żadnej roli.

Do tej pory nie interesowano się tak bardzo rozprzestrzenianiem się plastiku przez atmosferę, w odróżnieniu od plastiku pływającego w morzach i oceanach. Jak zaznacza się w innej pracy badawczej z 2017 r., większość plastiku w oceanach pochodzi z zanieczyszczonych rzek Azji, a szczególnie Chin. Europa przyczynia się do tych zanieczyszczeń w stosunkowo małym stopniu.

10 najbardziej zanieczyszczonych rzek na świecie

W przypadku śniegu z zawartością mikroplastiku jest odwrotnie, przynajmniej jeżeli chodzi o próbki brane z Oceanu Arktycznego. Przypuszczalnie część zanieczyszczeń pochodzi nawet z Europy – potwierdza Melanie Bergmann z zespołu naukowców. Opierają się oni na zbieżnościach między mikroplastikiem i pyłkami roślinnymi. Cząsteczki mikroplastiku mają podobną wielkość jak pyłki, a ich rozprzestrzenianie się drogą powietrzną jest już stosunkowo dobrze zbadane.

Ocean Arktyczny. Fot. U.S. Geological Survey

Mikroplastik jak pyły zawieszone

Do tej pory nie zostało dokładniej stwierdzone, jak mikroplastik działa na ludzki organizm. Przed rokiem duże poruszenie wywołała praca badawcza, w której stwierdzono, że w ludzkich odchodach praktycznie na całym świecie znaleziono ślady mikroplastiku. Możliwe jest więc, że mikroplastik, który ludzie przyjmują wraz z pokarmem, wydalany jest w niezmienionej formie.

Nowe prace badawcze pozwalają przypuszczać, że część plastiku dostaje się do organizmu ludzkiego także przez układ oddechowy. Wdychane cząstki mikroplastiku, a przynajmniej jego najmniejsze drobiny, są jak pyły zawieszone, o których już wiadomo, że sprzyjają powstawaniu schorzeń płuc, układu krążenia i chorób nowotworowych.

 

REDAKCJA POLECA

 


Błaszczak porównał walczących w Bitwie Warszawskiej do ofiar katastrofy smoleńskiej: Jakże niezwykle wiążą się ich losy

Szef MON Mariusz Błaszczak wziął udział w uroczystościach, które 14 sierpnia w przeddzień Święta Wojska Polskiego odbyły się w Ossowie z okazji 99. rocznicy Bitwy Warszawskiej.

W pewnym momencie podczas przemówienia Błaszczak wspomniał, że złożył także kwiaty przy pomnikach upamiętniających ofiary katastrofy smoleńskiej: – Ludzi, którzy w oficjalnej delegacji, z prezydentem Rzeczpospolitej, prof. Lechem Kaczyńskim, na czele, 9 lat temu udawali się do Katynia by oddać hołd tym, którzy polegli skrytobójczo zamordowani za Polskę

Stwierdził przy tym: – Jakże niezwykle wiążą się losy obrońców Polski w 1920 roku, tych którzy zostali zamordowani w 1940 roku i tych, którzy oddali swe życie w tragedii smoleńskiej.

Bitwa Warszawska

Bitwę Warszawską, nazywana też Cudem nad Wisłą, stoczono w dniach 13–25 sierpnia 1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i przekreśliła plany rozprzestrzenienia komunizmu na Europę Zachodnią. Zdaniem brytyjskiego polityka i dyplomaty Edgara D’Abernon (ur. 19 sierpnia 1857, zm. 1 listopada 1941) była to 18. z przełomowych bitew w historii świata.

Bitwa pod Ossowem

Bitwa stoczona od godzin południowych 13 sierpnia do 14 sierpnia 1920 pomiędzy Wojskiem Polskim a Armią Czerwoną w ramach obrony stolicy przez oddziały Przedmościa Warszawskiego. Bitwa pod Ossowem przeszła do historii jako pierwsza bitwa, która przyniosła porażkę Armii Czerwonej w bitwie o Warszawę.

W bitwie wśród ofiar po stronie Polskiej było około 600 żołnierzy i oficerów zabitych, rannych i zaginionych, Sowieci stracili 625 żołnierzy i oficerów. W bitwie poległ ksiądz Skorupka, który stał się symbolem walki o stolicę.

Dariusz Frach / thefad.pl


13 sierpnia 1961 stanął mur berliński

DW

Mur berliński – od 13 sierpnia 1961 do 9 listopada 1989 oddzielał Berlin Zachodni od Berlina Wschodniego. Politycznie Berlin był podzielony od zakończenia drugiej wojny światowej. Jednak do 13 sierpnia 1961 można było swobodnie przemieszczać się po mieście.

„Brama Brandenburska zamknięta” – tym nagłówkiem agencja informacyjna Associated Press (AP) ogłasza we wczesnych porannych godzinach 13 sierpnia 1961 roku wydarzenie o historycznym i światowym znaczeniu: budowę muru berlińskiego. W tym dniu zamknięty zostaje symbol miasta leżący tuż u styku Wschodu i Zachodu. W tym samym czasie żołnierze Narodowej Armii Ludowej i ekipy budowlane komunistycznej NRD odcinają wszystkie inne drogi prowadzące do Berlina Zachodniego – początkowo korzystają z drutu kolczastego.

„Operacja ochrony granic”, prowadzona przez późniejszego przywódcę NRD Ericha Honeckera, jest ostatnim elementem dosłownie cementującym podział Berlina. Wkrótce wokół Berlina Zachodniego zostaje wzniesiony mur z kamienia i betonu o wysokości 3 metrów i 60 centymetrów. Jest niemal nie do pokonania. W ten sposób zostanie zamknięta ostatnia i największa luka, przez którą od czasu podziału Niemiec w 1949 roku duża część spośród ok. 2,6 mln opuszczających NRD osób odwróciła się do NRD plecami. W RFN mają nadzieję na lepsze życie – materialne, kulturalne i polityczne.

Zimna wojna między Wschodem a Zachodem

Masowy exodus w coraz większym stopniu doprowadza wschodnioniemieckie państwo na skraj gospodarczej ruiny. Brakuje niezwykle potrzebnych wykwalifikowanych pracowników i lekarzy. Aby powstrzymać dalszy odpływ ludności, a tym samym upadek samej NRD, rządzący Berlina Wschodniego widzą tylko jedno wyjście – postawić mur. W oficjalnej propagandzie zamknięcie granicy uzasadniane jest jednak w zupełnie inny sposób: „Zachowanie pokoju wymaga położenia kresu działalności zachodnioniemieckich rewanżystów”.

Ta agresywna retoryka jest typowa w czasach, gdy komunistyczne supermocarstwo – Związek Radziecki – i jego kapitalistyczny rywal USA toczą nieustający pojedynek o rzekomo lepszy model społeczeństwa. NRD jest po stronie i pod wpływem Związku Radzieckiego, RFN należy do obozu USA. Niebezpieczeństwo wybuchu trzeciej, a następnie nuklearnej wojny światowej jest bardzo realne. Obie strony stale zbroją się militarnie. Mówi się o równowadze strachu. Epoka ta, która zakończyła się dopiero wraz z upadkiem muru berlińskiego w 1989 roku, przeszła do historii jako zimna wojna.

Berlin Zachodni: „Wyspa wolności na komunistycznym morzu”

Przez dziesięciolecia podzielony Berlin jest hotspotem w walce systemów. Polityczny symbol nazistowskiego panowania w latach 1933-1945 został podzielony przez zwycięskie mocarstwa II wojny światowej na cztery sektory: we wschodniej części miasta rządzą Sowieci, w zachodniej – Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi. Wszystkie próby komunistów, aby całkowicie podporządkować sobie Berlin, kończą się niepowodzeniem z powodu oporu zachodnich aliantów.

Ówczesny prezydent USA John F. Kennedy nazywa demokratyczny Berlin Zachodni „wyspą wolności na komunistycznym morzu”. Musi się jednak pogodzić z budową muru, podobnie jak ponad trzy miliony mieszkańców, których ona bezpośrednio dotknęła po obu stronach „antyimperialistycznego wału ochronnego”, jak reżim NRD oficjalnie nazywa 155-kilometrowe umocnienia graniczne.

Berliński mur

Wzniesienie muru podzieliło Berlina na 28 lat i niecałe trzy miesiące na wschodnią i zachodnią, znacznie większą część. Zbudowano go z nakazu kierownictwa NRD i pierwszego sekretarza Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED) Waltera Ulbrichta. Stał się symbolem zimnej wojny. Podzielił nie tylko miasto, lecz także świat na zachodni i wschodni. A dla komunistycznych Niemiec Wschodnich stworzył gigantyczne więzienie, udaremniające emigrację mieszkańców NRD na Zachód.

Mur, będący w rzeczywistości całym systemem zasieków i obwarowań ze strefami śmierci, praktycznie trudno było pokonać. W ciągu 28 lat przy próbie jego przekroczenia zginęło wg różnych szacunków od 80 do 200 osób. Szacunki te były jednak przez ówczesne władze mocno zaniżane. Pod murem berlińskim wykopano około 75 tuneli.

Pomnik pamięci ofiar zabityh przy murze berlińskim
Pomnik pamięci ofiar zabityh przy murze berlińskim. Fot wikipedia

Na początku lat 80. wokół Berlina Zachodniego przebiegało 111,9 km muru betonowego i 44,5 km grubego płotu ze stalowej siatki. Oprócz tego na granicy rozstawiono 186 wież obserwacyjnych i 259 posterunków z psami. Długie na 124 km drogi wzdłuż muru patrolowała stale wschodnioniemiecka straż graniczna.

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: Oświadczenie pełnomocników rodziny Dawida Kosteckieg

Roman Giertych

Roman Giertych

Rodzina zmarłego tragicznie Dawida Kosteckiego domaga się wyjaśnienia wszystkich wątpliwości powstałych w związku z jego śmiercią. Tezy przedstawione w oświadczeniu MS są sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym i stanowią próbę wybielenia działań organów ścigania i Służby Więziennej.

 

Oświadczenie pełnomocników rodziny Dawida Kosteckiego z dnia 13 sierpnia 2019 roku w związku ze stanowiskiem Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego.

Rodzina zmarłego tragicznie Dawida Kosteckiego domaga się wyjaśnienia wszystkich wątpliwości powstałych w związku z jego śmiercią. Tezy przedstawione w oświadczeniu MS są sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym i stanowią próbę wybielenia działań organów ścigania i Służby Więziennej.

Zupełnie niezrozumiały jest opór przed ponowną sekcją zwłok zmarłego, w sytuacji, gdy dotychczasowa nie odpowiedziała na podstawowe pytanie o mechanizm rzekomego samobójstwa oraz mechanizm powstania śladów na ciele mogących wskazywać na udział osób trzecich.

Domagamy się w imieniu rodziny wyjaśnienia dlaczego lekarze przeprowadzający sekcję nie zrealizowali zaleceń prokuratora Kapuścińskiego, który wskazał konieczność zweryfikowania sposobu powstania śladów na karku zmarłego. Być może te zalecenia należy rozszerzyć o tezę sugerowaną przez jedną z gazet („Rzeczpospolita”), że ślady te przypominają użycie paralizatora. Bez wątpienia jednak wymaga to ustosunkowania się lekarzy ZMS do opisu śladów na ciele zawartych w opinii biegłego dr Sadowskiego. Jest to tak oczywiste, że próba blokowania przeprowadzenia tego dowodu rodzi wątpliwości co do intencji decydentów.

Zupełnie niezrozumiały jest apel aby nie upolityczniać sprawy śmierci Dawida Kosteckiego. Rodzina zmarłego nie jest żadnym podmiotem politycznym, ani nie ma żadnych celów politycznych. Pełnomocnicy rodziny działają na jej zlecenie i w ramach stosunku zlecenia adwokackiego.

Ewentualne konsekwencje polityczne wynikające ze stwierdzonych zaniedbań lub przestępstw niedopełnienia obowiązków, które mogą dotknąć osoby z życia politycznego, w tym Ministra Sprawiedliwości, nie stanowią ani przedmiotu zabiegów, ani przedmiotu troski rodziny zmarłego, jak i jej pełnomocników. Jedynym naszym celem jest dążenie do ujawnienia prawdy o śmierci Dawida Kosteckiego.

adw. Roman Giertych
adw. Jacek Dubois