Dariusz Stokwiszewski: Czas Polski się kończy. Nie ma jej kto bronić!

Dariusz Stokwiszewski
Mam dość poprawności politycznej i zakłamywania rzeczywistości poprzez stosowanie wyszukanych eufemizmów po to, aby nie nazwać rzeczy po imieniu. Biorąc pod uwagę to, co każdego dnia wychodzi na jaw, można przypuścić, że Polską rządzi zorganizowana grupa przestępcza, którą kieruje jeden człowiek i otaczająca go grupa partyjnych oligarchów
Każdego dnia z coraz większym oburzeniem bezsilnością i złością obserwuję degradację państwa polskiego, a już szczególnie upadek elit politycznych kraju, o ile takie istnieją! Jesteśmy zmuszeni patrzeć na łajdactwa pisowskiej władzy, która żyje w myśl starej – nowej zasady „za pisowca i katabasa jedz, pij i popuszczaj pasa”! To zgroza – mało kto na to dziś reaguje! Dlaczego, bo to czas wyborów, układania list i zapewniania sobie przyszłości na kolejne lata?! Tym większy to skandal, bo powoli spadają szanse na wygraną Polski – nie mylić jej, ze zdobyciem przez polityków miejsc w Sejmie i Senacie. To ich nie Polski zysk. Wszystko więc o czym piszemy i mówimy, marząc o wyborczej wygranej, to jedynie myślenie życzeniowe – mowa trawa i bardzo dobrze o tym wiemy!
Osobiście mam dość poprawności politycznej i zakłamywania rzeczywistości poprzez stosowanie wyszukanych eufemizmów po to, aby nie nazwać rzeczy po imieniu. Otóż ja uważam, że biorąc pod uwagę to, co każdego dnia wychodzi na jaw, można przypuścić (tak by było, gdyby ktoś obiektywny i niestrachliwy miał to oceniać), że Polską rządzi zorganizowana grupa przestępcza, którą kieruje jeden człowiek i otaczająca go grupa partyjnych oligarchów. Gdyby nie to, że nie ma u nas jeszcze gułagów, ktoś mógłby rzec, że żyjemy (nawet nie w Rosji), a w Związku Radzieckim lub Rumunii Ceausescu. Czego jeszcze brak do tego, aby Polskę za taki kraj uznać?! Niewiele!
Przykłady pierwsze z brzegu powalają; kacyk z Żoliborza robi, co chce albo nie wie, co robią za niego inni, mu podobni. Polska jest w biały dzień okradana, a jej majątek czy to w formie pieniędzy, czy innych walorów jest niszczony. Druga osoba w państwie, niejaki Marek Kuchciński lata samolotem na przyjęcia weselne, czy na inne atrakcje niemające związku ze sprawowaną funkcją! Prokurator generalny skupił w swoich łapach poza prokuraturą też wymiar sprawiedliwości. Trójpodział władzy to mit! Prześladowani są również sędziowie i prokuratorzy! Łamane jest prawo; ma miejsce deprywacja praw obywatelskich, przejmowany jest majątek państwa przez partie rządzące – PiS i SP. Cały cywilizowany świat (nie biorę tu pod uwagę specyfiki charakteru, czy jego braku, u Trumpa) potępia to, co dzieje się w Polsce; instytucje takie jak Rada Europy, Unia Europejska a nawet nieformalnie NATO wypowiadają się o nas (o rządzie) nieoficjalnie prawie z pogardą – i nic!
W Polsce zaś (w końcu to nasze, polskie problemy), nawet nie stosujemy adekwatnego słownictwa do określenia bandytyzmu panującego na szczytach władzy. Czym on się różni od tego typowego, ulicznego? Według mnie to nawet bardziej obciążające władzę zarzuty. Nie wiem, dlaczego milczymy, dlaczego nie protestujemy, a na co nam przecież pozwala konstytucja?! Za chwilę będzie już za późno na cokolwiek. Wkrótce możemy zapełnić więzienia! Skoro teraz się milczy, to za czas jakiś nie znajdzie się nawet jeden adwokat, który zechce kogoś takiego jak ja bronić. Ja nie dbam o siebie, ale martwię się tym, co będzie z narodem. Wiem, część już się sprzedała za „coś +”, ale przecież nie wszyscy!
Nie wiem, czy warto pisać dłużej, bo i tego tekstu nie przeczyta zapewne wiele osób, ale skoro jest tak, jak jest to, może przez aklamację zaakceptujmy kolejną kadencję PiS-u! Wybory mogą się bowiem okazać wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Uważam bowiem, że jedynymi ich beneficjentami będą osoby, które otrzymają mandaty do jednej czy też drugiej izby Parlamentu. Niech casus pana Biedronia będzie dla wszystkich jaskrawym przykładem na to, czego możemy oczekiwać od polityków. Na koniec; żądam wręcz od opozycji tego, aby zapewniła międzynarodową kontrolę wyborów ze strony właściwych dla tych kwestii organizacji. Obiecałem na fb, że jeśli wkrótce nie otrzymamy informacji o takich działaniach, to ja sam napiszę otwarte listy do Rady Europy, Rady Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, a może jeszcze do Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, bo moja determinacja jest ogromna.
Dariusz Stokwiszewski
Rafał Sulikowski: Abp Jędraszewski publicznie popełnił grzech śmiertelny

Rafał Sulikowski
Porównywanie środowisk LGBT do marksizmu i bolszewizmu służyło jednemu celowi retorycznemu: wskazaniu publicznie nowego wroga, nazwanie go po imieniu, co ma spowodować określone i bardzo ściśle sprecyzowane reakcje ze strony tłumu
Tak, powtórzę jeszcze raz: w kategoriach wyznawanej przez siebie religii, z którą związał całe swoje życie, popełnił grzech przeciwko V przykazaniu (“Nie zabijaj”), nawołując publicznie pośrednio do przemocy wobec osób odmiennej orientacji oraz przeciw VIII przykazaniu Dekalogu Mojżesza, czyli “Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”.
Hierarcha nie powinien, nie wolno mu mówić rzeczy takich, jak “tęczowa zaraza”, jednoznacznie wskazując mniejszość seksualną, jedną z wielu zresztą, która jest w Polsce coraz bardziej szykanowana przez prawicowe bojówki, przybudówki PiS-u i Zjednoczonej Prawicy. Hierarcha publicznie wskazał mniejszość, szczując na nią większość, która ma władzę i judząc do jawnego zła.
Wykorzystując pozycję społeczną, stanowisko i ambonę, mówiąc z charakterystyczną “mową ciała” i specyficznym językiem, publicznie zgrzeszył.
Porównywanie środowisk LGBT do marksizmu i bolszewizmu służyło jednemu celowi retorycznemu: wskazaniu publicznie nowego wroga, nazwanie go po imieniu, co ma spowodować określone i bardzo ściśle sprecyzowane reakcje ze strony tłumu. Jest to przykład stadnych wypowiedzi, wykorzystując socjotechnikę stada. Wiadomo, że w grupie spada iloraz inteligencji. Im większa grupa, tym większe emocje. Na nich właśnie zagrał Jędraszewski. Wywołał ledwie tłumioną nienawiść, złość i wściekłość. Nie ma zgody naszej na takie wypowiedzi i wykorzystywanie w ten sposób swojej pozycji.
Odchodząc jednak od kategorii “grzechu” powiemy jeszcze dobitniej: Jędraszewski popełnił wielkie zło. Tylko wybitnie zaślepiony człowiek mógł to zrobić. Pozostaje życzyć mu szybkiej emerytury. Dla dobra samego Kościoła i całego społeczeństwa.
A do Państwa czytających mnie, powiem tak: musimy ich wziąć na przeczekanie. Poczekajmy, aż brunatna i czarna zaraza przeminie i znajdzie się na wielkim śmietniku historii. Całkiem zasłużenie.
Wypowiedzi takie, nie jego jednego, świadczą też o coraz bardziej słabnącym Kościele w Polsce. Słabość wywołuje strach. Ten zaś wywołuje reakcje obrony przez atak. Jest to znak, że Kościół, aby przetrwać, musi mieć wspólnego wroga. Taka taktyka na szczęście jest na krótką metę. Na jesieni Polacy się obudzą. Oby nie było za późno…
Rafał Sulikowski
Abp Jędraszewski przestrzga przed „tęczową zarazą”. – Gdyby Jezus chadzał po Ziemi wyniósłby dziada ze świątyni „na kopach”

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Na co liczy Jędraszewski? Na stosy? Na płonące stodoły? Na doły w sosnowym lasku? Przecież takie słowa zawsze kończą się jakimś masowym grobem albo przynajmniej nielichym pogromem. To kazanie zostało przyjęte brawami. Brawo, Polsko!
Abp Jędraszewski w kazaniu, w dniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego mówi o „tęczowej zarazie”. Jeżeli, kiedyś w Polsce poleje się krew, to trzeba zapamiętać nazwiska sprawców. Jednym z takich nazwisk jest nazwisko – Jędraszewski. To będzie sprawstwo kierownicze, w najlepszym razie podżeganie do popełnienia przestępstwa.
Jestem poza Kościołem, ale uważam, że Jezus to był porządny gość. Dlatego mam wrażenie graniczące z pewnością, że gdyby chadzał po Ziemi i usłyszał jak kapłan Jędraszewski nawołuje do nienawiści, z pewnością wyniósłby dziada ze świątyni „na kopach”, tak jak to uczynił kiedyś z przekupniami. Wkurwili Jezusa po całości, a przecież wtedy chodziło tylko o handel w „domu bożym”. Tym razem chodzi o szczucie jednych na drugich, chodzi o zohydzanie ludzi ludziom przez tego, który ośmiela się nazywać siebie „sługom bożym”. Mam nadzieję, że słowa Jędraszewskiego nie przyczynią się do niczyjej śmierci, do niczyjej krzywdy.
Na co natomiast liczy Jędraszewski? Na stosy? Na płonące stodoły? Na doły w sosnowym lasku? Przecież takie słowa zawsze kończą się jakimś masowym grobem albo przynajmniej nielichym pogromem.
Oczywiście za chwilę pojawią się komentarze, że Zegadło ma swoją jazdę, że mu konkretnie odjebało i że „ekstremizuję” profil. Być może. Tymczasem, proponuję poczekać. Jak powiadają – „poznacie ich po owocach.” A Jędraszewski niech sobie sączy swoje trucizny do głów swoich słuchaczy. To kazanie zostało przyjęte brawami. Więc o czym jak tutaj pitolę.
Brawo, Polsko!
Marcin Zegadło
Abp Jędraszewski: tęczowa zaraza chce opanować nasze dusze, serca i umysły
Z okazji 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego metropolita krakowski arcybiskup Marek Jędraszewski podczas mszy w kościele Mariackim ostrzegał wiernych przed tęczową zarazą

– Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha – neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa – powiedział.
– Powtórzę to, co wczoraj powiedziałem na Jasnej Górze. Największa tolerancja, a zarazem szczyt nietolerancji. Na ustach tych, którzy głoszą wszem i wobec tolerancję pojawiają się przemoc, poniżanie, szyderstwo z najświętszych znaków: Matki Boski Częstochowskiej, a ostatnio symbolu Polski Walczącej – dodał podczas mszy w Krakowie.
Czarna zaraza…
— Andrzej (@Andrzej_Miland) August 2, 2019
Posłuchajcie Jędraszewskiego, zwróćcie szczególną uwagę na 3-4 sekundę nagrania… Co na to powiedziałby Freud? pic.twitter.com/odzOpGQxzF
Po zakończeniu kazania Jędraszewski zebrał od wiernych gromkie brawa.
Holandia. Zakaz noszenia burki wchodzi w życie
W Holandii długo toczyły się spory, czy zabronić noszenia burki lub nikabu – przynajmniej w instytucjach publicznych i transporcie publicznym. Teraz zakaz wchodzi w życie. Nowe prawo obowiązuje od 1 sierpnia 2019 roku.

Każdy, kto w Holandii nosi burkę lub inną zasłonę twarzy w szkołach, szpitalach, biurach, autobusach czy pociągach, będzie teraz proszony o jej natychmiastowe zdjęcie. Odmowa grozi grzywną w wysokości co najmniej 150 euro. Przepis dotyczy także innych zasłon twarzy – np. kasków czy kominiarek.
Zakaz ten jednak obowiązuje tylko w teorii. Już kilka holenderskich miast ogłosiło bowiem, że nie będzie egzekwować zakazu. – Dla Amsterdamu ten zakaz nie jest priorytetem – powiedziała burmistrz stolicy, Femke Halsema.
Holenderski kompromis
Spór o burkę ma w Holandii długą historię i trwa od prawie 14 lat. W 2005 r. prawicowy populista Geert Wilders odniósł swój pierwszy sukces w parlamencie, kiedy większość posłów przyjęła jego wniosek o całkowitym zakazie noszenia burki. Minęły lata, nim jednak rząd przygotował projekt ustawy.
Dla wielu partii wolność wyznania była głównym argumentem przeciwko wprowadzeniu zakazu zakrywania twarzy. Nawet Rada Państwa wyrażała swoje niezadowolenia. Najwyższy organ doradczy rządu nie widział „pilnej potrzeby, która uzasadniałaby ograniczenie wolności wyznania”.
Holandia chciała jednak pokazać się jako otwarte społeczeństwo, walczące z uciskiem kobiet. W 2018 roku koalicja centroprawicowa znalazła typowy holenderski kompromis: nie wyraziła zgody na całkowity zakaz noszenia burki (jak chciał Wilders), nie zezwalając jednak na zakrywanie twarzy w budynkach publicznych, gdzie urzędnik państwowy komunikuje się z obywatelami. – To nie ma nic wspólnego z wolnością wyznania – powiedział premier Holandii, Mark Rutte. – W naszym kraju komunikujemy się otwarcie, patrząc sobie w twarz – dodał.
Dla 150 kobiet?
Większość Holendrów popiera zakaz – głoszą ankiety. Wielu wątpi jednak, czy przyniesie on pożądany efekt. Szacuje się, że w całym kraju, liczącym ok. 17 mln mieszkańców, tylko około 150 kobiet regularnie nosi burkę lub nikab.
Francja była pierwszym krajem w Europie, który w 2011 roku zakazał zasłaniania twarzy. Podobne przepisy uchwaliły Belgia, Austria, Dania i niektóre kantony w Szwajcarii. W Niemczech zakazy dotyczą tylko niektórych dziedzin życia i niektórych krajów związkowych, np. służby cywilnej w Hesji.
Adam Mazguła: uśmiechnięte dziewczęta i dzieci w hełmach… Nie pokazujcie Powstania Warszawskiego jako przygodę młodzieży
Przypominamy artykuł opublikowany 01 sierpnia 2019 roku:
Kochani Rodacy,
błagam, nie pokazujcie Powstania Warszawskiego jako atrakcyjną przygodę młodzieży, uśmiechnięte dziewczęta z karabinami i dzieci w powstańczych hełmach. To patologia propagandy narodowo-socjalistycznej i pobudzanie mody na militaryzm. Młodzi ludzie mają się uczyć i kochać, a dzieci zagubić w zabawie i szczęściu, a nie myśleć o zabijaniu. Pokazujcie skalę zniszczeń każdej wojny, setki tysięcy zamordowanych, opowiadajcie o śmierci jako efektu politycznego wykorzystywania patriotyzmu i narodowej dumy, nie tylko naszej narodowości.
Dość uśmiechniętych przygód dzieci z karabinem w ręku, dość nienawiści, dość szukania wrogów i walki za podżegaczy i polityczne hieny. Niech nasza historia uczy nas szacunku do wszystkich, nieszukania i nietworzenia wrogów, ale również czujności na każdy przejaw nietolerancji i partyjnego zawłaszczania państwa. Musimy szkolić społeczeństwo w posługiwaniu się bronią, ale nie wolno tworzyć kultu przygody wojennej i gloryfikować bohaterów przemocy.
Niech znajomość historii czyni nas czujnymi, aby reagować zdecydowanie, zanim będzie za późno, na każdy przejaw agresji partyjnej i religijnej, na każdy akt nietolerancji i łamania konstytucyjnych zapisów naszego narodu. Niech nas uczy szacunku do prawa i wykonywania wyroków sądowych. W przeciwnym wypadku tworzy się anarchia, a jeśli czynią to władze, to jest to dyktatura partyjna, skąd jest tylko niewielki krok do kolejnej wojny szaleńców, zniszczenia i śmierci.
Dzisiaj niestety, widać wyraźnie jak bezkarność rozzuchwala i zaraża gotowością swoich wyznawców do przemocy. Jednak to nie jest czas na agresję, nienawiść, bezkarność władzy i religijnych dyktatorów. To nie jest czas na kolejną wojnę.
Rocznica Powstania Warszawskiego zmusza nas do zadumy i refleksji nad stanem agresji w naszym kraju rządzonym przez szaleńców (rządy Beaty Szydło 2015–2017 i Mateusza Morawieckiego 2017–2023 – autor miał na myśli przyp. red.). Odłóżcie proszę zdjęcia uśmiechniętych, atrakcyjnych i szczęśliwych dziewcząt w powstańczych mundurach na inny czas wspomnień.
W poczuciu odpowiedzialności,
Adam Mazguła
100 mln funtów – tyle na reklamę brexitu bez umowy chce wydać brytyjski rząd
Rząd Wielkiej Brytanii chce przygotować Brytyjczyków na wypadek wyjścia kraju z UE bez umowy dotyczącej przyszłych relacji z Unią. Premier Boris Johnson zapowiedział, że kraj musi być przygotowany na taki scenariusz.

Kampania ma kosztować 100 mln funtów i tym samym będzie najdroższą od II wojny światowej społeczną kampanią reklamową. Obywatele Wielkiej Brytanii dostaną wskazówki, jak radzić sobie z konsekwencjami wyjścia bez umowy.
Jak informuje dziennik „Telegraph”, kampania obejmie reklamę telewizyjną, billboardy, media społecznościowe i ulotki reklamowe na temat brexitu bez umowy z UE , które mają trafić do 27 mln gospodarstw.
Dziennik „The Sun” w swoim komentarzu zwraca uwagę, że rząd liczy się z chaotycznym brexitem i stara się wzmocnić przekaz, że „nie ma powodów do paniki”.
Z kolei „Daily Telegraph” napiał, że przygotowania do kampanii informacyjnej mają być jasnym sygnałem dla Brukseli, że rząd w Londynie jest przygotowany na opuszczenie UE bez umowy i nie zamierza ustąpić w sprawie kontrowersyjnego mechanizmu awaryjnego dla Irlandii Płn. (tzw. backstopu, który ma zagwarantować, że pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną nie będzie twardej granicy).
Ostatnie wielkie kampanie tego typu miały miejsce w 1948 roku, kiedy stworzono system służby zdrowia NHS, i w 1986, gdy akcja „Nie umieraj z powodu niewiedzy” miała uzmysłowić Brytyjczykom zagrożenie AIDS.
Dariusz Frach / thefad.pl
Japonia zezwala na hodowlę organizmów hybrydowych. Czy świnia stanie się dawcą organów do przeszczepu?

DW
Japonia zezwoliła na hodowlę organizmów hybrydowych. Do tej pory zwierzęcy embrion, w który wszczepiono ludzkie komórki, musiał być niszczony po 14 dniach.

Naukowcy już od lat próbują hodować narządy, które byłyby zgodne z ludzkim organizmem. Do tej pory, naukowcy w Japonii byli zobowiązani do niszczenia najpóźniej po 14 dniach rozwoju zwierzęcych embrionów, w które wszczepiono ludzkie komórki. Obecnie zezwolono na to, by ciążę z takimi zarodkami donosić i by na świat przyszły zmodyfikowane organizmy.
Zezwolenie na takie eksperymenty otrzymał naukowiec Hiromitsu Nakauchi. Jego eksperyment będzie polegał na tym, że najpierw zostanie wyhodowany zwierzęcy zarodek bez określonego narządu, np. trzustki. Po tym w zarodek taki zostaną wstrzyknięte ludzkie tzw. indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste, z których będzie można wykształcić dowolny rodzaj tkanki. Zwierzęcy zarodek ma być tak sterowany, aby z wszczepionych ludzkich komórek macierzystych wytworzył się brakujący organizmowi narząd.
Pierwsze sukcesy
Już w roku 2017 zespołowi naukowców z Hiromitsu Nakauchi na czele udało się przeprowadzić pomyślne testy na myszach i szczurach. W zarodku szczura stłumiono zdolność wykształcenia trzustki z własnych komórek. Gdy następnie w zarodek ten wszczepiono komórki macierzyste myszy, zarodek szczura z komórek tych wykształcił trzustkę.
Na późniejszym etapie naukowcy wycięli trzustkę szczurowi i wszczepili ją myszy chorej na cukrzycę. Dzięki nowemu organowi mysz pokonała tę chorobę.
Myszy i szczury to gatunki dość blisko pokrewne. Sądzi się jednak, że trudniej będzie przeprowadzić eksperyment „wyższego stopnia”. Ludzkie komórki nie zagnieżdżają się bowiem tak łatwo w zwierzęcym organizmie.
Świnia dowcą organów?
Obecnie celem naukowców jest wszczepienie ludzkich komórek macierzyste zarodkom myszy i szczurów tak, aby wykształciły się u nich trzustki. W ten sposób zmodyfikowane embriony mają być następnie wszczepione zwierzętom-gospodarzom i poddane obserwacji aż do narodzin.
Jeżeli eksperyment powiedzie się, to w na następnym etapie naukowcy planują wszczepienie hybrydowych embrionów świniom. Dlaczego świnie? Wybrano je jako gospodarzy, ponieważ wielkość ich narządów jest podobna do ludzkich. W ten sposób zwierzęta te mogłyby stać się żywymi dawcami organów do przeszczepu. Mógłby np. zostać stworzony świński zarodek z ludzką wątrobą, donoszony przez świnię-surogatkę. Naukowcy liczą więc na to, że narodzone prosię miałoby ludzką wątrobę. Naukowcy mają nadzieję, że w przyszłości w ten sposób można wyhodować idealnie pasujące narządy dla każdego pacjenta.
Problem z odrzuceniem
Eksperymenty jednak nadal nie rozwiązują problemu odrzucanie przeszczepu narządu od obcego dawcy w reakcji obronnej organizmu na obce białko znajdujące się w przeszczepianym narządzie lub przeszczepianej tkance.
Eksperymenty naruszające zasady etyki
Plany japońskich eksperymentów krytykowane są przez bioetyków, którzy ostrzegają, że ludzkie komórki macierzyste oprócz wykształcenia pożądanego organu mogą zawędrować dalej, np. do mózgu zwierzęcia i tam indukować pewnego rodzaju świadomość. Japońscy naukowcy są jednak pewni, że ludzkie komórki macierzyste w rzeczywistości wykształciłyby w zwierzęcym organizmie tylko pożądane narządy.
W wielu zachodnich krajach donoszenie ciąży hybrydowych zarodków jest jak dotąd zakazane. Eksperci zaznaczają, że „tego rodzaju eksperymenty są przekroczeniem granicy, której nie wolno nam przekraczać. A wszelkie tego typu badania poważne naruszają zasady etyki”.
REDAKCJA POLECA
Jak zwiększyć konwersję w sklepie internetowym?
Każdemu właścicielowi sklepu zależy na jak najwyższej konwersji. Wielu jednak chcąc ją zwiększyć wybiera sposoby, które, delikatnie mówiąc, można nazwać nachalnymi. A tak naprawdę na konwersję w sklepie wpływ mogą mieć rzeczy, nawet z pozoru niewidoczne dla potencjalnego klienta.

Szybkość ładowania się strony
Zacznijmy od podstawowej rzeczy, która ma wpływ nie tylko na konwersję, ale także całościowe postrzeganie Twojego sklepu. Żaden użytkownik nie zrobi zakupów na stronie, która będzie wymagała od niego ciągłego oczekiwania na załadowanie się kolejnych jej elementów. Badania wskazują, że maksymalna długość ładowania się strony, jaką są w stanie przyjąć klienci wynosi ok. 2-3 sekund. Warto także zaznaczyć, że strony, które ładują się dłużej są także gorzej oceniane przez roboty Google’a, a więc pozycjonują się niżej na liście wyszukiwań.
– Przy optymalizacji czasu ładowania strony koniecznie weź pod uwagę, że nie wszyscy Twoi klienci mają tak dobre i szybkie połączenie z siecią jak Ty. Oni jednak tego nie wiedzą i nie będą złościć się na swojego dostawcę internetu, ale właśnie na Twój sklep, który według nich po prostu działa za wolno. – mówi specjalista z firmy Crehler, zajmującej się wdrażaniem sklepów internetowych.
Karta produktu
Mimo że coraz częściej robimy zakupy w internecie to nadal nie lubimy kupować kota w worku i chcemy znaleźć jak najwięcej informacji na temat produktu, który kupujemy. Jeśli nie znajdujemy tych informacji na stronie sklepu to po prostu szukamy gdzieś indziej, a szanse na zrealizowanie zakupu na tej konkretnej stronie zdecydowanie maleją. Dlatego tak ważne jest, żebyś w swoim sklepie internetowym zamieścił jak najwięcej informacji o produkcie. Musisz jednak pamiętać, że równie ważne jest to, w jaki sposób są te informacje przekazane, ponieważ niewiele osób przebrnie przez ścianę litego tekstu. Opis powinien więc skupiać się na korzyściach płynących z posiadania danego produktu, a także najważniejszych jego danych. Tworząc opis pamiętaj o wyróżnieniach i akapitach.
Informacje o produkcie to jednak nie tylko tekst. Równie ważne, a może nawet ważniejsze, są zdjęcia. Przede wszystkim powinny być one duże i dobrej jakości. Dobrze jest, gdy zdjęć jest dużo, żeby potencjalny klient miał możliwość zobaczenia całości produktu. Jeśli sprzedajesz ubrania lub biżuterię to koniecznie umieść zdjęcia produktu w użyciu – pomoże to klientowi lepiej wyobrazić sobie jak produkt będzie na nim leżał. Jeśli natomiast sprzedajesz takie produkty jak elementy wyposażenia domu, to na pewno przez Twoich klientów zostanie docenione, gdy umieścisz zdjęcia produktu pokazujące jego wielkość – możesz np. stworzyć grafikę przyrównującą produkt do sylwetki średniej wysokości człowieka.
Proces zamawiania
Wielu użytkowników rezygnuje z kupna produktu już w momencie, gdy mają go w koszyku i dochodzi do dopełnienia wszelkich formalności. Jeśli ten proces jest za długi po prostu niecierpliwią się i odchodzą. Dobrym pomysłem jest więc pokazanie im, w którym momencie procesu są i ile kroków zostało im jeszcze do końca. Bardzo istotne jest także wymaganie naprawdę jedynie niezbędnych danych. Użytkownicy coraz mniej chętnie podają swoje numery telefonów. Jeśli więc jest on konieczny, warto uświadomić klientowi dlaczego, tak aby nie czuł się on do czegoś zmuszany.
| Źródło: Shopware dedykowane sklepy interentowe |
Planujesz podróż po Europie? Wyrób sobie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego – to nic nie kosztuje
Nikt nie wybiera, gdzie i kiedy zachoruje. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego zapewnia opiekę zdrowotną w całej Unii Europejskiej.

Zanim wyjedziesz na wakacje, na wszelki wypadek wyrób sobie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Potwierdza ona prawo do korzystania na koszt NFZ z niezbędnych świadczeń zdrowotnych w czasie tymczasowego pobytu na terenie innego państwa członkowskiego UE/EFTA.
EKUZ to darmowa karta i zapewnia dostęp do niezbędnych, dostarczanych przez państwo usług medycznych podczas tymczasowego pobytu w dowolnym państwie Unii Europejskiej oraz w Islandii, Liechtensteinie, Norwegii i Szwajcarii. Z kartą EKUZ możesz liczyć na opiekę na takich samych warunkach i w takiej samej cenie, jak ubezpieczeni obywatele państwa, w którym przebywasz.
Karty w Polsce wydaje Narodowy Fundusz Zdrowia.

Do czego NIE służy karta?
Karta dotyczy wyłącznie opieki medycznej, która jest konieczna podczas pobytu za granicą – nie jest wydawana po to, żeby celowo korzystać z zagranicznej służby zdrowia. Nie jest też alternatywą dla ubezpieczenia turystycznego. Nie obejmuje prywatnej opieki medycznej i kosztów związanych z powrotem do domu, albo stratą bagażu.
Dariusz Frach / thefad.pl / Źródło: kurier PAP
Adam Mazguła: Nie piszę tego, aby się skarżyć, ale jestem wdzięczny Panu Schetynie za jasne stawianie sprawy

Adam Mazguła
Drodzy lokalni liderzy nieróbstwa, wstańcie wreszcie z wygodnej kanapy niekończących się analiz sondaży wyborczych i oczekiwania na telefon z jakiegokolwiek studia masowego przekazu, aby analizować to, co powiedział PiS-prezes. Wstańcie i podążajcie tam, gdzie wielu z nas jest każdego dnia przez 4 ostatnie lata i walczy o prawa obywatelskie, o europejski system wartość, o naukę bez dogmatów, przestrzeganie prawa, zdrowie i godność dla każdego obywatela.
Nie piszę tego, aby się skarżyć, ale aby wyjaśnić sytuację tym moim znajomym, którzy zachęcali mnie do współpracy z Koalicją Obywatelską Grzegorza Schetyny.
Szanowni Państwo,
kiedy dwa tygodnie temu ogłosiłem, że poważnie rozważam start w jesiennych wyborach, otrzymałem od Państwa tysiące słów, gestów i komentarzy poparcia. Wiem, że to poważna decyzja, a sukces zależy od wielu czynników, z których jeden jest podstawowy – poparcie różnych środowisk.
Z uwagi na moje zaangażowanie przez całe ostatnie 4 lata we wszystkie ważniejsze akcje i protesty na terenie całego kraju w obronie Konstytucji, trójpodziału władzy, demokratycznych wartości, uczciwych wyborów, praw mniejszości, nauczycieli oraz blokowania faszyzmu, miałem nadzieję, na minimum szacunku liderów partii opozycyjnych, za tą moją aktywność. Wysłałem zapytania do tych, którzy mają prawo wystawiać listy wyborcze w naszym antyobywatelskim systemie prawnym. Pierwszy odpowiedział lider Platformy Obywatelskiej, który słowami opolskiego posła nie widzi ze mną pola wspólnego działania.
Szanowni Państwo,
jestem wdzięczny Panu Grzegorzowi za jasne stawianie sprawy. Doskonale pamiętam, jak ten człowiek w grudniu 2016 roku, ulegając narracji PiS-owskich mediów we wszystkich ogólnopolskich stacjach telewizyjnych i radiowych, poniżał mnie, niszczył moje dobre imię, jak chciał Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak, mimo że na mój temat nie wiedział nic, powtarzam – nic. Bolało mnie to bardzo, ale co mogłem zrobić? Nie krytykowałam go, nie wytyczałem procesów o zniesławienie i sprostowanie informacji o mnie. W końcu, kiedy zaczął opowiadać, że się ode mnie odcina, zaproponowałem skromnie na FB, aby kupił sobie scyzoryk i odciął się także od ludzi, którzy mnie popierają.
Wyobrażacie sobie, że ten człowiek wydał wytyczne, aby nikt z PO, nie utrzymywał kontaktu ze mną. Czym zatem różni się on od „największego” prezesa?
Mimo to starałem się współpracować ze wszystkimi, nigdy nie atakować nikogo z opozycji, lewicy czy prawicy, uczestniczyłem we wszystkich wydarzeniach, na które byłem zapraszany, albo sam organizowałem dla wszystkich. Zawsze byłem też na wiosennych Marszach Wolności Platformy i nie krytykowałem ich nieróbstwa opozycyjnego w regionach. Zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności za jedność opozycji, tak potrzebną w obecnym czasie.
Nie jestem politykiem, pewnie popełniam masę błędów, ale nikogo nie oszukuję, nie okłamuję, nie rzucam w nikogo fałszywymi oskarżeniami.
Jest nas bardzo wielu takich, którzy nie mają Waszych immunitetów, Panie Grzegorzu Schetyna, ani milionów złotych publicznych pieniędzy na działanie, a nawet na opłacenie adwokata za kolejną sprawę, którą wytacza nam obecny reżim za pokojowe protesty. Mimo to walczymy na ulicach, najczęściej bez Was, bo mamy w sobie poczucie odpowiedzialności za przyszłość naszego kraju, nasze dzieci i wnuki. Bo mamy odwagę krzyczeć prawdą i jej bronić, nawet za cenę utraty pracy, emerytury, zaszczuwania i agresję podłej zmiany. Mamy w sobie coś więcej, czego Wam brakuje, to poczucie przyzwoitości. Bo nam nie trzeba budować sceny, aby przelotnie i łaskawie przemówił polityk, zawsze śpieszący się do innych ważnych czynności. My nie ustawiamy się po oklaski chwały za chodzenie za liderem jakiejś partii, za głoszenie sloganów w przekazach dnia, ale spotykamy się z poczuciem odpowiedzialności, potrzeby serca, przychodzimy, by podejmować działania, wzmacniać wspólnotę przekonań, protestować przeciwko złu.
Nie wiem jeszcze, czy założę własny komitet wyborczy do Senatu, czy poprze mnie lewica, do której mi najbliżej, czy też nie. Dochodzą do mnie jednak wyrazy oburzenia takich, co to nie odnotowałem ich najmniejszej aktywności politycznej ani społecznej przez ostatnie lata, ale oburzają się na FB, że „Mazguła chce się bezczelnie wpie….ć na naszą listę” oraz „zabierze nam głosy w wyborach i osłabi koalicję”.
Drodzy lokalni liderzy nieróbstwa,
wstańcie wreszcie z tej wygodnej kanapy niekończących się analiz sondaży wyborczych i oczekiwania na telefon z jakiegokolwiek studia masowego przekazu, aby analizować to, co powiedział PiS-prezes, kolejny raz siejąc nienawiść i zabierając kolejne wolności obywatelskie Polakom. Wstańcie i jeśli sami nie znacie drogi, podążajcie za mną tam, gdzie wielu z nas jest każdego dnia przez 4 ostatnie lata i walczy o prawa obywatelskie, o europejski system wartość i demokratyczną przyszłość naszego kraju w UE, o naukę bez dogmatów, o przestrzeganie prawa, o zdrowie i godność dla każdego obywatela.
Wasze zdanie wydumane na kanapie mało mnie interesuje, bo gdybyście mieli trochę inicjatywy, uczciwości w sobie i chęci do pracy, to nigdy PiS nie zdobyłby władzy, aby pustoszyć nasz kraj i wykuwać dobre samopoczucie kolejnego partyjnego kacyka. Nie macie moralnego prawa czegokolwiek mi zabraniać, blokować mnie, albo się obawiać mojej postawy. To Wy dzisiaj chcecie osiągnąć sukces wyborczy na zaangażowanej postawie Obywateli RP, Strajku Kobiet, działaczach opozycji ulicznej i demokratycznej, a nie odwrotnie. Zanim wypchniecie ich z zajętych już przez Was list wyborczych, zalecam więcej pokory i odwagi w działaniu, a nie w knuciu i zawłaszczaniu poświęcenia innych.
Postępujecie podobnie jak PiS, bo selekcjonujecie miernoty i komponujecie przekaz świętej prawicy: władza Wam i tylko Wam się po prostu – należy!
Postępujecie podobnie jak PiS, bo selekcjonujecie spolegliwych i komponujecie przekaz świętej prawicy: władza Wam i tylko Wam się po prostu – należy!
Jednak na takie działanie nie ma mojej zgody.

Z poczuciem odpowiedzialności,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |






