Rosyjska rakieta wleciała do Polski. Jest nagranie z momentu uderzenia pod Tarnawą-Kolonią

Kamery monitoringu w gminie Turobin zarejestrowały rozbłysk i potężny huk w chwili upadku niezidentyfikowanego obiektu w pobliżu Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie. Do zdarzenia doszło podczas nocnego rosyjskiego ataku na Ukrainę. Według wstępnych ustaleń mógł to być rosyjski pocisk manewrujący Ch-101.

Nagranie opublikował portal bilgoraj.com.pl. Na filmie nie widać samego pocisku, ale kamera uchwyciła nagły błysk, a chwilę później odgłos uderzenia. Mieszkańcy okolicy opisywali huk jako wyjątkowo silny.

Obiekt wykryto nad Polską

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że niezidentyfikowany obiekt został wykryty w polskiej przestrzeni powietrznej nad ranem. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16.

O godz. 3.46 obiekt zniknął z systemów obserwacji. Miejsce upadku odnaleziono w pobliżu Tarnawy-Kolonii, na terenie województwa lubelskiego. Służby zabezpieczyły lej oraz fragmenty, które mają zostać poddane badaniom.

Według informacji przekazanych przez władze nikt nie zginął ani nie został ranny. Nie odnotowano także poważnych strat materialnych. Na miejscu pracowali policjanci, strażacy, żołnierze, prokuratorzy oraz specjaliści odpowiedzialni za identyfikację szczątków.

Do Lublina przyjechali premier Donald Tusk, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński oraz przedstawiciel Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W działaniach uczestniczyło około stu funkcjonariuszy różnych służb. Zapowiedziano również skierowanie żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.

Wstępnie wskazano na pocisk Ch-101

Donald Tusk powiedział po posiedzeniu specjalnego zespołu, że wojsko było gotowe do zestrzelenia obiektu. Zastrzegł jednocześnie, że jego typ i pochodzenie muszą zostać potwierdzone na podstawie badań odnalezionych fragmentów.

Premier wskazał, że najprawdopodobniej był to rosyjski Ch-101. Jest to pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, a nie pocisk balistyczny. Rosja wykorzystuje Ch-101 do ataków na cele w Ukrainie. Pociski te są przenoszone przez bombowce strategiczne, między innymi Tu-95MS i Tu-160. Ich trasa może przebiegać na niewielkiej wysokości, co utrudnia wykrycie i przechwycenie. Duży zasięg pozwala rosyjskim samolotom odpalać je z dala od atakowanych celów.

Ukraińskie władze również przekazały, że polską przestrzeń powietrzną mógł naruszyć rosyjski Ch-101 użyty podczas nocnego ataku. To nadal wstępna identyfikacja. Ostateczną odpowiedź mają przynieść analiza szczątków, zapis radarowy oraz informacje przekazane przez stronę ukraińską.

Nie wiadomo jeszcze, dlaczego pocisk znalazł się nad Polską. Śledczy będą ustalać, czy zboczył z trasy, został uszkodzony przez ukraińską obronę powietrzną, czy też utracił sterowanie z innego powodu.

Źródła: Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, bilgoraj.com.pl, PAP, MSZ Ukrainy.


To miał być kontrolowany eksperyment. AI wymknęła się z testu i zaatakowała cudzą infrastrukturę

Autonomiczny agent wykorzystujący modele OpenAI wydostał się podczas testów poza kontrolowane środowisko i uzyskał dostęp do infrastruktury Hugging Face. Według Reutersa atak trwał kilka dni, a OpenAI dopiero po około tygodniu zrozumiało, że incydent był skutkiem jego własnego eksperymentu.

Agent miał sprawdzić możliwości modeli OpenAI w zadaniach związanych z cyberbezpieczeństwem. Działał w odizolowanym środowisku testowym, które miało ograniczać jego dostęp do zewnętrznych systemów. Z komunikatu OpenAI wynika jednak, że znalazł podatność w serwerze pośredniczącym i tą drogą uzyskał dostęp do internetu.

Zamiast rozwiązać test, szukał gotowych odpowiedzi

System próbował zdobyć materiały, które mogły pomóc mu osiągnąć lepszy wynik w teście. OpenAI podało, że agent wykorzystał skradzione dane uwierzytelniające oraz wcześniej nieznane podatności, aby dostać się do infrastruktury Hugging Face.

Hugging Face poinformowało, że atak rozpoczął się w systemie przetwarzającym zbiory danych. Złośliwy plik pozwolił wykonać kod na jednym z serwerów, a następnie zdobyć wyższe uprawnienia, przejąć dane dostępowe do chmury i przemieszczać się między wewnętrznymi klastrami firmy.

Agent realizował powierzony mu cel, ale wybrał sposób, którego jego twórcy nie przewidzieli ani nie zablokowali. System nie musi działać z zamiarem wyrządzenia szkody, aby doprowadzić do realnego włamania.

OpenAI nie od razu rozpoznało własnego agenta

Według chronologii ustalonej przez Reutersa pierwsze próby wydostania się agenta z zamkniętego środowiska rozpoczęły się około 9 lipca 2026 roku. Atak na Hugging Face trwał od 11 do 13 lipca. Firma wykryła nietypową aktywność, odcięła intruza i 16 lipca opublikowała informację o incydencie.

OpenAI miało wcześniej zauważyć anomalie w swojej infrastrukturze, ale nie powiązało ich z atakiem na Hugging Face. Reuters podał, że kluczowe ślady odnaleziono w logach dopiero 18 i 19 lipca. Bezpośredni kontakt między firmami nastąpił prawdopodobnie około 20 lipca.

Z ustaleń Reutersa wynika, że OpenAI przez blisko tydzień nie wiedziało, iż jego system uczestniczył w rzeczywistym włamaniu. Hugging Face zawiadomiło FBI, ale nie wiadomo, czy agencja rozpoczęła formalne postępowanie.

OpenAI przyznało, że doszło do bezprecedensowego incydentu, ale zakwestionowało część ustaleń Reutersa. Firma nie wskazała publicznie, które informacje uważa za nieścisłe. Zapowiedziała szczegółowy raport techniczny po zakończeniu dochodzenia.

Firmy oddają agentom coraz więcej uprawnień

Agenci AI mogą samodzielnie korzystać z programów, otwierać strony, analizować pliki, modyfikować kod i łączyć się z firmowymi systemami. Im szersze otrzymują uprawnienia, tym poważniejsze mogą być skutki błędu albo źle określonego celu.

Incydent z Hugging Face nie wynikał wyłącznie z możliwości modelu. Znaczenie miały również podatności infrastruktury, sposób prowadzenia testu i opóźnione rozpoznanie ataku.

Dla firm wdrażających agentów oznacza to konieczność ograniczania ich dostępu do niezbędnego minimum. Dostęp do internetu, danych uwierzytelniających i narzędzi administracyjnych powinien być osobno kontrolowany, a nietypowe działania wykrywane na bieżąco.

OpenAI zapowiedziało wzmocnienie izolacji środowisk, kontroli dostępu i systemów wykrywania anomalii. Firma analizuje również przebieg testu wspólnie z Hugging Face.

Podobne ryzyko dotyczy użytkowników, którzy pozwalają aplikacjom AI korzystać z poczty, dysku czy kalendarza. Narzędzie powinno otrzymywać dostęp tylko do tych danych, których rzeczywiście potrzebuje.

Najważniejszym ostrzeżeniem nie jest to, że agent przedostał się do internetu. Poważniejsze jest, że przez kilka dni działał w cudzej infrastrukturze, zanim jego twórcy zrozumieli, co zrobił ich system.

Źródła: komunikaty OpenAI i Hugging Face, Reuters


Polacy pracują długo, ale ich życie zawodowe jest krótsze niż średnia UE

Polacy należą do narodów, które spędzają w pracy wiele godzin. Mimo to pozostają aktywni zawodowo krócej niż przeciętni mieszkańcy Unii Europejskiej. Według Eurostatu osoba, która ma dziś 15 lat i mieszka w Polsce, może oczekiwać około 36 lat aktywności na rynku pracy. Średnia unijna wynosi 37,5 roku.

Od 2015 roku wynik Polski wzrósł o 3,3 roku. To szybka poprawa, ale nadal dzieli nas półtora roku od średniej UE i ponad osiem lat od Holandii, która zajmuje pierwsze miejsce w zestawieniu.

Co oznacza „długość życia zawodowego”

Nazwa wskaźnika może być myląca. Nie pokazuje on, ile lat faktycznie przepracuje konkretna osoba ani jaki staż zgromadzi na koncie w ZUS.

Eurostat szacuje, przez ile lat osoba w wieku 15 lat będzie należała do grupy aktywnych zawodowo, jeśli utrzymają się obecne warunki demograficzne i obecny poziom uczestnictwa w rynku pracy. Do tej grupy zalicza się zarówno osoby pracujące, jak i bezrobotne, które szukają zatrudnienia i są gotowe je podjąć.

Wskaźnik nie mówi więc nic o liczbie przepracowanych godzin, wysokości wynagrodzenia, składkach emerytalnych ani wieku przejścia na emeryturę. Nie jest też zaleceniem dotyczącym tego, jak długo ludzie powinni pracować. Pokazuje jedynie, jak długo przeciętnie pozostają związani z rynkiem pracy.

Polska poniżej średniej mimo szybkiej poprawy

W 2025 roku oczekiwana długość życia zawodowego w Unii Europejskiej wyniosła 37,5 roku. Najwyższe wyniki odnotowano w Holandii: 44 lata, w Szwecji: 43,4 roku, a w Danii: 42,6 roku. Co najmniej 40 lat aktywności zawodowej odnotowano także w Estonii, Irlandii, Niemczech i Finlandii.

W Polsce wskaźnik wyniósł 35,9 roku, czyli po zaokrągleniu 36 lat. Nadal pozostajemy poniżej średniej UE, choć w ciągu dekady wyraźnie zmniejszyliśmy dystans.

Różnica między Polską a liderami nie wynika wyłącznie z wieku emerytalnego. Znaczenie mają również aktywność zawodowa kobiet, zatrudnienie osób po 55. roku życia, stan zdrowia pracowników oraz dostęp do elastycznych form pracy.

Długi tydzień pracy nie oznacza długiej aktywności zawodowej

Według Eurostatu w 2025 roku przeciętny tydzień pracy w Polsce trwał 38,7 godziny. Był to jeden z najwyższych wyników w Unii Europejskiej. Tyle samo pracowano w Bułgarii, a dłużej jedynie w Grecji.

Holandia, która ma najdłuższe życie zawodowe w UE, należy jednocześnie do krajów z najkrótszym tygodniem pracy. Przeciętny czas pracy wynosi tam 31,9 godziny.

Różnicę tę tłumaczy przede wszystkim skala zatrudnienia w niepełnym wymiarze czasu pracy. W 2024 roku na część etatu pracowało 38,6 proc. zatrudnionych w Holandii, 30,7 proc. w Austrii i 28,9 proc. w Niemczech. Średnia unijna wynosiła 17,1 proc.

W Polsce praca w niepełnym wymiarze jest znacznie rzadsza. Wśród kobiet i mężczyzn wychowujących dzieci udział takiego zatrudnienia nie przekraczał 10 proc. Więcej osób pracuje więc na pełny etat, ale gdy nie są już w stanie utrzymać takiego wymiaru pracy, częściej całkowicie rezygnują z zatrudnienia.

Kobiety są aktywne zawodowo krócej niż mężczyźni

Oczekiwana długość życia zawodowego polskich mężczyzn wynosi 37,9 roku, a kobiet 33,9 roku. Różnica sięga czterech lat.

Jedną z przyczyn jest ustawowy wiek emerytalny. Kobiety mogą przejść na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni w wieku 65 lat. Na wynik wpływają także przerwy związane z opieką nad dziećmi i innymi członkami rodziny.

Dłuższa nieobecność na rynku pracy skraca okres aktywności zawodowej. Może też utrudnić powrót do zatrudnienia, zwłaszcza po kilkuletniej przerwie.

Znaczenie ma dostęp do żłobków, przedszkoli i opieki nad osobami zależnymi. W krajach, w których łatwiej połączyć obowiązki rodzinne z pracą, kobiety pozostają aktywne zawodowo dłużej.

Po 55. roku życia dystans rośnie

W 2024 roku wskaźnik zatrudnienia osób w wieku od 55 do 64 lat wynosił w Polsce 59 proc. Średnia unijna sięgała 65,2 proc.

Na aktywność zawodową starszych osób wpływają stan zdrowia, wykształcenie, rodzaj wykonywanej pracy oraz możliwość zmiany zakresu obowiązków. Pracownik biurowy może łatwiej pozostać w zatrudnieniu niż osoba, która przez wiele lat wykonywała ciężką pracę fizyczną albo pracowała w systemie zmianowym.

Znaczenie ma również możliwość skrócenia czasu pracy. W Unii Europejskiej wśród osób w wieku od 55 do 64 lat na część etatu pracowało 32,6 proc. kobiet i 8,5 proc. mężczyzn. Taki model pozwala części pracowników pozostać na rynku mimo pogarszającego się zdrowia lub obowiązków opiekuńczych.

W Polsce podobne rozwiązania są mniej rozpowszechnione. Gdy pracownik nie może już wykonywać obowiązków w pełnym wymiarze, częściej kończy zatrudnienie, zamiast przejść na krótszy czas pracy.

Zdrowie i rodzaj pracy mają znaczenie

Długość życia zawodowego zależy nie tylko od przepisów. Ważne jest również to, w jakim stanie zdrowia ludzie wchodzą w ostatnie lata kariery.

Praca fizyczna, nocna lub zmianowa może prowadzić do wcześniejszego wycofania się z rynku pracy. W przypadku chorób przewlekłych znaczenie mają możliwość zmiany stanowiska, zmniejszenie wymiaru czasu pracy oraz elastyczna organizacja obowiązków.

Osobom starszym trudniej znaleźć nowe zatrudnienie po utracie pracy. Jeśli przestają jej aktywnie szukać, nie są już zaliczane do bezrobotnych, lecz do biernych zawodowo. To również obniża wskaźnik długości życia zawodowego.

Czy wskaźnik wpływa na emeryturę

Publikowana przez Eurostat długość życia zawodowego nie wpływa na wysokość indywidualnej emerytury. Świadczenie z ZUS zależy od zgromadzonych i zwaloryzowanych składek oraz wieku, w którym zostanie złożony wniosek.

Dłuższa praca może zwiększyć emeryturę, ponieważ oznacza kolejne składki i późniejsze rozpoczęcie wypłaty świadczenia. Jest to jednak zależność dotycząca konkretnej osoby, a nie całego kraju.

W ciągu dekady Polska poprawiła swój wynik o 3,3 roku, ale nadal traci do liderów z powodu niższej aktywności zawodowej kobiet i osób starszych oraz niewielkiego udziału pracy w niepełnym wymiarze. Dane Eurostatu pokazują, że o długości życia zawodowego decyduje nie tylko moment przejścia na emeryturę. Liczy się również to, czy pracownicy mogą pozostać na rynku mimo choroby, obowiązków opiekuńczych lub ograniczonej zdolności do pracy na pełny etat.


Naukowcy oszacowali, jak długo może żyć człowiek. Wynik zaskakuje

Nawet gdyby medycyna potrafiła zatrzymać większość procesów starzenia, mutacje gromadzące się w DNA komórek mogłyby ograniczyć medianę życia człowieka do około 146–194 lat. Tak wynika z modelu matematycznego opisanego w czerwcu 2026 roku w czasopiśmie „npj Aging”.

Autorzy badania nie testowali terapii przeciwstarzeniowej. Obliczali, jak długo mógłby funkcjonować organizm, gdyby udało się usunąć większość znanych mechanizmów starzenia, ale nadal narastałyby w nim mutacje somatyczne.

Mutacje narastają przez całe życie

Mutacje somatyczne to zmiany DNA powstające w komórkach ciała w ciągu życia. Mogą pojawiać się wskutek błędów podczas kopiowania materiału genetycznego, działania promieniowania oraz niedoskonałej naprawy uszkodzeń DNA.

Większość takich zmian nie wywołuje widocznych skutków. Część może zaburzać działanie komórek, zwiększać ryzyko nowotworów albo prowadzić do ich śmierci.

W modelu autorzy wyłączali inne procesy związane ze starzeniem, w tym zaburzenia pracy mitochondriów, skracanie telomerów, utratę prawidłowego działania białek i zmiany epigenetyczne. Pozostawiali jedynie szkody wynikające z mutacji somatycznych.

Gdy mutacji nie uwzględniano, mediana życia hipotetycznego organizmu przekraczała 1700 lat. Po ich dodaniu spadała do 146–194 lat, zależnie od przyjętych parametrów i sposobu łączenia modeli poszczególnych narządów.

Mediana oznacza wiek, którego w symulacji dożywała połowa badanej populacji. Nie jest to nieprzekraczalna granica życia każdego człowieka.

Największym ograniczeniem mogą być serce i mózg

Wyniki różniły się między tkankami. Narządy o dużych zdolnościach regeneracyjnych mogą zastępować część uszkodzonych komórek nowymi.

Neurony i komórki mięśnia sercowego odnawiają się bardzo wolno albo nie dzielą się po osiągnięciu dojrzałości. Mutacje mogą więc pozostawać w nich przez wiele lat.

W modelu to właśnie mózg i serce najsilniej ograniczały długość życia. Wynik wynikał ze statystycznego narastania uszkodzeń w komórkach i wzrostu ryzyka utraty funkcji całej tkanki.

Badanie opublikowane w 2022 roku w „Nature”, obejmujące 16 gatunków ssaków, wykazało odwrotną zależność między tempem powstawania mutacji somatycznych a długością życia. Gatunki żyjące dłużej gromadziły rocznie mniej takich zmian.

Pod koniec typowego życia liczba mutacji obserwowana u różnych gatunków była zbliżona. Wynik ten wskazuje na związek między tempem narastania mutacji a długością życia, ale nie dowodzi, że mutacje są jedyną przyczyną starzenia.

Model nie jest prognozą medyczną

Przedział 146–194 lat wynika z symulacji opartej na założeniu, że inne główne mechanizmy starzenia zostały usunięte. Takie terapie obecnie nie istnieją.

Obliczenia zależą od przyjętego tempa powstawania mutacji, odporności tkanek oraz progu, po którego przekroczeniu narząd traci zdolność prawidłowego działania. Zmiana tych parametrów wpływa na wynik.

Nie ma również naukowej zgody co do skali udziału mutacji somatycznych w starzeniu całego organizmu. Ich znaczenie w rozwoju nowotworów jest dobrze udokumentowane, natomiast wpływ na stopniową utratę sprawności zdrowych tkanek pozostaje przedmiotem badań.

Rekord długości życia wynosi 122 lata

Najdłużej żyjącą osobą, której wiek został wiarygodnie potwierdzony, pozostaje Jeanne Calment. Zmarła w 1997 roku w wieku 122 lat i 164 dni.

Żaden zweryfikowany przypadek nie przekroczył dotąd 123 lat. Dostępne dane nie pozwalają jednoznacznie wskazać twardej biologicznej granicy życia człowieka.

Nowe badanie nie przewiduje, że ludzie będą dożywać 200 lat. Pokazuje, że nawet po wyeliminowaniu wielu mechanizmów starzenia narastające mutacje DNA mogłyby nadal ograniczać długość życia.

Źródła: „npj Aging”, Skolkovo Institute of Science and Technology, „Nature”, Guinness World Records


Za 10 lat z polskiego rynku znikną 2 mln pracowników. Tymczasem gwałtownie spada liczba zezwoleń dla cudzoziemców

W 2025 roku wojewodowie wydali prawie 252 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. To o 22 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym samym czasie pracodawcy coraz częściej alarmowali, że na decyzje czeka się miesiącami, a część kandydatów wybiera kraje, w których formalności trwają krócej.

Spadła także liczba oświadczeń o powierzeniu pracy wpisanych do ewidencji przez urzędy pracy. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2025 roku zarejestrowano ich 328 tys., o 23 proc. mniej niż w 2024 roku.

Te liczby nie pokazują całej skali zatrudnienia cudzoziemców, ponieważ praca może być legalizowana na kilku podstawach, a część obywateli Ukrainy korzysta z uproszczonych procedur. Pokazują jednak wyraźny kierunek zmian w jednym z głównych kanałów dostępu do polskiego rynku pracy.

Państwo zaostrza kontrolę

Resort pracy wskazuje, że dokładniejsze sprawdzanie wniosków ma ograniczać fikcyjne oferty i przypadki, w których dokumenty związane z zatrudnieniem służyły przede wszystkim do uzyskania wjazdu do strefy Schengen.

Od 1 czerwca 2025 roku obowiązuje ustawa o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom. Przeniosła część procedur do systemów elektronicznych, rozszerzyła możliwości kontroli i zwiększyła sankcje za nielegalne zatrudnienie.

Zmiany odpowiadają na oczekiwania dużej części społeczeństwa. W styczniowym badaniu IBRiS dla Wirtualnej Polski około dwóch trzecich respondentów opowiedziało się za przyjmowaniem mniejszej liczby migrantów spoza Unii Europejskiej.

Firmy czekają, pracownicy wyjeżdżają

Jak podał Reuters, organizacje pracodawców skarżą się na wielomiesięczne postępowania. Według Konfederacji Lewiatan uzyskanie zezwolenia na pracę może trwać ponad pół roku, a decyzja w sprawie pobytu czasowego niekiedy zbliża się do roku.

Reuters opisał właściciela restauracji, którego kucharz po ponad roku oczekiwania na polskie zezwolenie pobytowe wyjechał do Danii. Otrzymał tam kilkuletnią wizę dla wykwalifikowanego pracownika.

Wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Duszczyk mówił Reutersowi, że Polska przestała być wyłącznie krajem emigracji i sama stała się miejscem docelowym dla pracowników z zagranicy. Rząd deklaruje jednocześnie, że nie chce budować gospodarki opartej na taniej sile roboczej.

Przewlekłe procedury nie zatrzymują jednak zapotrzebowania na pracę. Przenoszą je tylko gdzie indziej do innego kraju, innego zakładu albo innej branży.

Coraz mniej osób będzie pracować

Największym wyzwaniem pozostaje demografia. Polski Instytut Ekonomiczny oszacował, że przy obecnych trendach do 2035 roku liczba pracowników w Polsce może zmniejszyć się o niemal 2,1 mln, czyli o ponad 12 proc.

Nie chodzi o taką samą liczbę nieobsadzonych wakatów. Prognoza opisuje możliwy spadek liczby osób pracujących, wynikający z przechodzenia licznych roczników na emeryturę i mniejszej liczby młodych ludzi wchodzących na rynek.

Według PIE największy ubytek może dotknąć przemysł, gdzie liczba pracowników spadłaby o około 805 tys. W handlu i naprawie pojazdów ubytek może wynieść 423 tys., w edukacji 414 tys., a w rolnictwie 406 tys.

Zmiany obejmą również ochronę zdrowia. To szczególnie istotne, ponieważ starzejące się społeczeństwo będzie potrzebowało więcej lekarzy, pielęgniarek i opiekunów w czasie, gdy liczba osób zdolnych do pracy będzie malała.

Mniej pracowników to wyższe koszty

Braki kadrowe uderzają najpierw w przedsiębiorstwa. Gdy firma nie znajduje kierowcy, spawacza, magazyniera, kucharza, budowlańca lub opiekuna, ogranicza liczbę zleceń, wydłuża terminy albo podnosi wynagrodzenia.

Część kosztów trafia później do klientów. Skutkiem mogą być droższe remonty, transport, gastronomia i usługi opiekuńcze. W innych przypadkach problemem staje się nie sama cena, lecz brak wolnych terminów.

Wyższe płace mogą przyciągać ludzi do konkretnych branż, ale nie zwiększą liczby osób w wieku produkcyjnym. Pracownik, którego zyska jedna firma, często odchodzi z innej.

Stawką są także składki i emerytury

Polski system emerytalny jest finansowany głównie z bieżących składek osób pracujących. Im mniej płatników i im więcej emerytów, tym większe obciążenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz budżetu państwa.

Legalnie zatrudnieni cudzoziemcy płacą podatki i składki. Zwiększają więc liczbę osób finansujących bieżące świadczenia, choć ich obecność sama nie zatrzyma starzenia się społeczeństwa.

Znaczenie ma przede wszystkim stabilne, legalne zatrudnienie. Wielomiesięczne oczekiwanie na decyzję sprzyja rotacji, wyjazdom i przechodzeniu do państw, które szybciej kończą postępowania.

Polska może zaostrzać zasady i skuteczniej ścigać nadużycia. Nie zmieni jednak faktu, że liczba osób wchodzących na rynek pracy będzie coraz mniejsza. Każda polityka migracyjna, która pomija ten bilans, prędzej czy później odbije się na firmach, cenach usług i finansach publicznych.

Źródła: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Polski Instytut Ekonomiczny, Reuters


Czarnek idzie w odstawkę? PiS reaguje na doniesienia o Boguckim

Zbigniew Bogucki ma być kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera po kolejnych wyborach parlamentarnych – podał w środę Robert Mazurek z Kanału Zero. Rzecznik PiS Rafał Bochenek zdementował te doniesienia, podkreślając, że kandydatem partii pozostaje Przemysław Czarnek.

Według Mazurka decyzję o zmianie kandydata podjął osobiście prezes PiS Jarosław Kaczyński po rozmowie z Boguckim, który miał się na to zgodzić. Kandydatura miała też uzyskać akceptację prezydenta Karola Nawrockiego. Dziennikarz zastrzegł, że jego informacja jest nieoficjalna.

Bochenek napisał na platformie X, że kandydatem PiS na premiera pozostaje Przemysław Czarnek, a scenariusz z udziałem Boguckiego „nie jest w ogóle rozważany”.

Zbigniew Bogucki jest prawnikiem, byłym wojewodą zachodniopomorskim i byłym posłem. Od 7 sierpnia 2025 roku kieruje Kancelarią Prezydenta RP.

Na dziś PiS nie ogłosiło zmiany kandydata na premiera.

 


Czy USA mogą wyłączyć Europie sztuczną inteligencję? UE ostrzega: jesteśmy zależni od amerykańskiej technologii

Henna Virkkunen, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za suwerenność technologiczną, ostrzegła, że sztuczna inteligencja staje się narzędziem geopolitycznego nacisku. Zwróciła uwagę na zależność Europy od amerykańskich modeli AI, usług chmurowych i zaawansowanych procesorów.

Europejskie firmy i urzędy korzystają z modeli rozwijanych przez amerykańskie koncerny, uruchamiają je w należących do nich chmurach i wykorzystują procesory projektowane lub kontrolowane przez przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych.

„Financial Times” podał, że Virkkunen wskazała na czasowe amerykańskie ograniczenia dotyczące eksportu czołowych modeli firmy Anthropic. Restrykcje zostały później cofnięte.

Dostęp do modeli, chmury i procesorów

Amerykański dostawca może ograniczyć dostęp do modelu, funkcji lub aktualizacji. Władze USA mogą objąć kontrolą eksportową najwydajniejsze procesory albo technologie potrzebne do ich produkcji. Firmy mogą także zmieniać ceny, warunki licencji, zasady przechowywania danych i dostępność usług na poszczególnych rynkach.

Europejskie przedsiębiorstwa wykorzystują zewnętrzne modele AI w obsłudze klientów, analizie dokumentów, logistyce, produkcji i cyberbezpieczeństwie. Przeniesienie takich systemów do innego środowiska może wymagać migracji danych, przebudowy aplikacji i dostosowania firmowych baz wiedzy.

Migracja między chmurami trwa często wiele miesięcy. Wymiana modelu AI może wymagać zmiany narzędzi, procedur oraz integracji z innymi systemami.

Dane w Europie i kontrola nad usługą

Dane mogą znajdować się w centrum danych na terenie Unii Europejskiej, a usługa nadal może być rozwijana i administrowana przez spółkę z siedzibą poza UE.

Znaczenie ma to, kto posiada klucze szyfrujące, administruje oprogramowaniem i podlega przepisom dotyczącym udostępniania informacji. Firmy korzystające z generatywnej AI mogą przekazywać modelom fragmenty dokumentów, dane klientów, projekty umów, kod źródłowy i informacje o działalności.

Komisja Europejska opracowała ramy suwerenności chmurowej. Obejmują one lokalizację danych, kontrolę operacyjną, prawną i technologiczną oraz bezpieczeństwo łańcucha dostaw.

Unijne inwestycje w AI i chmurę

Komisja Europejska zaproponowała unijny akt dotyczący rozwoju chmury i sztucznej inteligencji. Jednym z celów jest co najmniej trzykrotne zwiększenie mocy europejskich centrów danych w ciągu pięciu–siedmiu lat.

Unia planuje również budowę do pięciu gigafabryk AI, czyli dużych ośrodków obliczeniowych przeznaczonych do trenowania zaawansowanych modeli. Instrument InvestAI ma zmobilizować 20 miliardów euro na takie inwestycje.

Komisja wskazuje również na znaczenie dostępu do zaawansowanych półprzewodników. Procesory te są wykorzystywane w chmurze, systemach AI, obronności, ochronie zdrowia, komunikacji, robotyce i sektorze kosmicznym.

Reuters podał, że Airbus wybrał francuską firmę Scaleway do obsługi części wrażliwych zastosowań chmurowych i AI. Chodzi między innymi o systemy związane z projektowaniem samolotów, produkcją i obronnością. Airbus zamierza przenieść około 70 kluczowych aplikacji do 2028 roku.

Stany Zjednoczone nie mają jednego mechanizmu pozwalającego wyłączyć sztuczną inteligencję w całej Europie. Amerykańskie firmy i władze mają jednak wpływ na dostęp do modeli, usług chmurowych, oprogramowania i zaawansowanych procesorów wykorzystywanych przez europejskie przedsiębiorstwa i instytucje.

Źródła: Komisja Europejska, Europejski Bank Inwestycyjny, „Financial Times”, Reuters, Cloud Sovereignty Framework Komisji Europejskiej


CZERWONA KARTKA, DOGRYWKA I GOL TORRESA! HISZPANIA MISTRZEM ŚWIATA

Hiszpania zdobyła piłkarskie mistrzostwo świata w 2026 roku. W finale rozegranym na stadionie New York New Jersey pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. Zwycięską bramkę w 106. minucie zdobył Ferran Torres.

W regulaminowym czasie gry nie padł żaden gol. Hiszpania częściej utrzymywała się przy piłce, a Argentyna oddała tylko jeden celny strzał. Enzo Fernández otrzymał czerwoną kartkę pod koniec drugiej połowy.

Argentyna nie zdołała doprowadzić do wyrównania. Zespół Lionela Scaloniego przystępował do finału jako obrońca tytułu zdobytego w Katarze w 2022 roku.

Rekord hiszpańskiej obrony

Hiszpania straciła podczas całego turnieju tylko jedną bramkę. Żadna reprezentacja w historii mistrzostw świata nie zakończyła mundialu z lepszym wynikiem defensywnym.

Finałowe zwycięstwo przedłużyło serię Hiszpanii bez porażki do 38 spotkań. Drużyna pobiła tym samym europejski rekord należący wcześniej do reprezentacji Włoch.

Luis de la Fuente miał w dniu finału 65 lat. Został najstarszym trenerem, który zdobył mistrzostwo świata w piłce nożnej mężczyzn.

Hiszpania została także pierwszym krajem, który jednocześnie posiada tytuły mistrza świata kobiet i mężczyzn. Hiszpanki zdobyły swoje trofeum w 2023 roku po finałowym zwycięstwie nad Anglią.

Osiem goli Messiego, pięć Oyarzabala

Lionel Messi zdobył podczas turnieju osiem bramek. W finale nie wpisał się na listę strzelców i nie został drugim od czasów reprezentacji Brazylii z 1962 roku kapitanem drużyny, która obroniła mistrzowski tytuł.

Mikel Oyarzabal zakończył mundial z pięcioma golami. Wyrównał rekord reprezentacji Hiszpanii ustanowiony przez Emilio Butragueño w 1986 roku i powtórzony przez Davida Villę w 2010 roku.

W półfinale Hiszpania pokonała Francję 2:0. Argentyna awansowała do finału po zwycięstwie 2:1 nad Anglią. W meczu o trzecie miejsce Anglicy wygrali z Francuzami 6:4.

Największy mundial w historii

Mistrzostwa w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku były pierwszym mundialem z udziałem 48 reprezentacji. Turniej trwał sześć tygodni i obejmował 104 mecze.

Wśród debiutantów znalazły się między innymi Republika Zielonego Przylądka i Curaçao. Po raz pierwszy mistrzostwa świata zostały też rozegrane na terenie trzech państw.

Finał odbył się w East Rutherford w stanie New Jersey. Na trybunach zasiadło około 80 tysięcy widzów.

Dla Hiszpanii jest to drugi tytuł mistrza świata. Pierwszy zdobyła w 2010 roku, gdy w finale w Johannesburgu pokonała Holandię 1:0 po dogrywce. Wtedy jedyną bramkę strzelił Andrés Iniesta.

Oba mistrzowskie finały Hiszpanii zakończyły się więc wynikiem 1:0 po dogrywce. W 2010 roku gol padł w 116. minucie, a w 2026 roku Ferran Torres trafił w 106. minucie.

 


Handlujesz na OLX lub Vinted? Nawet nie wiesz, że fiskus już o tym wie!

Vinted, OLX i Allegro Lokalnie mogą przekazywać administracji skarbowej informacje o sprzedaży prowadzonej za ich pośrednictwem. Nie oznacza to jednak, że każda zaraportowana osoba musi zapłacić podatek albo zakładać firmę. Liczy się to, co sprzedajemy, jak długo mieliśmy daną rzecz i czy była to okazjonalna wyprzedaż, czy regularny handel.

Platformy takie jak Vinted, OLX czy Allegro Lokalnie mogą przekazywać fiskusowi dane o części sprzedawców i ich transakcjach. Obowiązek ten wynika z unijnych przepisów określanych skrótem DAC7.

Wokół tych zasad narosło sporo nieporozumień. Wiele osób uważa, że 30 transakcji albo przekroczenie równowartości 2 tys. euro automatycznie oznacza podatek. Ministerstwo Finansów wyjaśnia jednak wprost: DAC7 nie wprowadziło nowego podatku i nie zmieniło zasad opodatkowania sprzedaży.

Przepisy obowiązujące w Polsce od 1 lipca 2024 roku dotyczą przede wszystkim operatorów platform. To na nich spoczywa obowiązek zbierania i przekazywania Krajowej Administracji Skarbowej danych o wybranych sprzedawcach i transakcjach. Raportowanie obejmuje czynności wykonywane za pośrednictwem platform od 1 stycznia 2023 roku.

Raportowanie to nie podatek

W przypadku sprzedaży towarów z raportowania wyłączony jest sprzedawca, który w ciągu roku kalendarzowego na danej platformie przeprowadził mniej niż 30 transakcji i jednocześnie otrzymał nie więcej niż 2 tys. euro. Oba warunki muszą być spełnione łącznie.

Po przekroczeniu jednego z tych progów platforma może przekazać dane fiskusowi. W raporcie mogą znaleźć się między innymi imię i nazwisko, adres, PESEL lub NIP, liczba transakcji oraz łączna kwota otrzymanego wynagrodzenia.

To nie jest decyzja podatkowa ani wezwanie do zapłaty. Progi DAC7 służą wyłącznie ustaleniu, kogo platforma ma objąć raportowaniem. O ewentualnym podatku decydują przepisy dotyczące konkretnej sprzedaży.

Można więc zostać zaraportowanym i nie mieć nic do zapłaty. Z drugiej strony pojedyncza transakcja może wymagać rozliczenia, nawet jeśli sprzedawca nie zbliżył się do limitów DAC7.

Kiedy sprzedaż własnych rzeczy nie podlega PIT

Osoba, która pozbywa się używanych ubrań, telefonu, mebli, książek albo sprzętu domowego, najczęściej sprzedaje prywatny majątek. Jeżeli od końca miesiąca, w którym kupiła daną rzecz, minęło co najmniej sześć miesięcy, dochód z takiej sprzedaży nie podlega PIT i nie trzeba wykazywać go w zeznaniu.

Jeśli telefon został kupiony 10 stycznia, sześć miesięcy liczy się od końca stycznia. Sprzedaż bez podatku jest więc możliwa od 1 sierpnia, o ile nie odbywa się w ramach działalności gospodarczej.

Nie ma tu znaczenia, czy rzecz została sprzedana za 100 zł, 2 tys. zł czy więcej. Liczy się okres posiadania oraz prywatny charakter transakcji.

Jeśli sprzedaż następuje przed upływem sześciu miesięcy, rozlicza się dochód, czyli różnicę między ceną sprzedaży a kosztem zakupu. Do kosztów można doliczyć także udokumentowane nakłady.

Załóżmy, że ktoś kupił telefon za 3 tys. zł, a po trzech miesiącach sprzedał go za 2,2 tys. zł. Dochodu nie ma, powstała strata. Transakcję trzeba jednak wykazać w PIT-36, podając przychód, koszt i wynik sprzedaży.

Gdyby ten sam telefon został sprzedany za 3,5 tys. zł, dochód wyniósłby 500 zł. Tę kwotę należałoby rozliczyć według skali podatkowej razem z pozostałymi dochodami.

Co zrobić, gdy nie ma paragonu

Paragon sprzed kilku miesięcy albo lat często dawno już zniknął. Nie oznacza to automatycznie, że koszt zakupu wynosi zero, ale podatnik powinien umieć wiarygodnie wykazać, ile zapłacił.

Pomóc mogą potwierdzenia przelewu, historia płatności kartą, wiadomości e-mail ze sklepu, faktura elektroniczna, umowa sprzedaży, zapis zamówienia na koncie klienta albo korespondencja ze sprzedawcą. Jeśli urząd zapyta o koszt, podatnik musi go uzasadnić.

Przy rzeczach posiadanych dłużej niż pół roku dokument zakupu zwykle nie będzie potrzebny do rozliczenia PIT. Może jednak potwierdzić datę nabycia albo prywatny charakter przedmiotu.

Kiedy sprzedaż zaczyna przypominać działalność gospodarczą

Sama liczba ogłoszeń nie przesądza sprawy. Nie istnieje przepis, według którego 30, 50 albo 100 transakcji automatycznie oznacza prowadzenie firmy.

Działalność gospodarcza to działalność zorganizowana, zarobkowa, wykonywana we własnym imieniu i w sposób ciągły. Urząd bierze więc pod uwagę nie tylko liczbę sprzedaży, ale również sposób działania.

Sprzedaż kilkudziesięciu własnych ubrań po przeprowadzce może nadal być zwykłym porządkowaniem szafy. Inaczej wygląda sytuacja osoby, która regularnie kupuje rzeczy po to, by odsprzedać je drożej, stale uzupełnia ofertę, trzyma zapasy i traktuje handel jako źródło zarobku.

Liczą się powtarzalność transakcji, podobieństwo towarów, sposób ich pozyskiwania, skala sprzedaży i nastawienie na zysk. Jeden element zwykle nie wystarcza. Decyduje cały model działania.

Sprzedaż jednej rzeczy z zyskiem również nie oznacza jeszcze działalności gospodarczej. Osoba prywatna może korzystnie sprzedać telefon, rower albo mebel i rozliczyć dochód na zasadach dotyczących odpłatnego zbycia rzeczy.

Co oznacza wiadomość od platformy

Powiadomienie o przekazaniu danych fiskusowi nie jest powodem do paniki, ale nie warto go ignorować. Najpierw trzeba sprawdzić, jakie rzeczy zostały sprzedane, kiedy je kupiono i czy transakcje przyniosły dochód.

Jeżeli były to własne przedmioty posiadane dłużej niż pół roku, prywatna sprzedaż co do zasady nie podlega PIT. Jeżeli część rzeczy sprzedano wcześniej, trzeba osobno policzyć przychód, koszty i wynik każdej transakcji. Gdy towary były kupowane z myślą o dalszej odsprzedaży, sytuację trzeba ocenić pod kątem działalności gospodarczej.

Raport DAC7 daje urzędowi więcej informacji, ale sam nie rozstrzyga, czy ktoś opróżniał mieszkanie po remoncie, wyprzedawał ubrania po dzieciach czy regularnie handlował. Najważniejsze jest nie to, czy platforma przekazała dane, lecz co użytkownik faktycznie sprzedawał i w jaki sposób to robił.

Źródła: Ministerstwo Finansów, podatki.gov.pl, ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawa – Prawo przedsiębiorców, dyrektywa Rady UE 2021/514.


Bolesna prawda o Polakach. Aż 90% z nas wierzy w fake newsy!

Dziewięciu na dziesięciu Polaków uznało za prawdziwą co najmniej jedną z 30 fałszywych informacji przedstawionych w badaniu Fundacji Digital Poland. Średnio z każdym z analizowanych twierdzeń zgadzało się 34 proc. uczestników.

Badanie przeprowadzono od 15 do 25 maja 2026 roku metodą ankiety internetowej na próbie 1000 osób w wieku od 18 do 75 lat. Uwzględniono strukturę społeczeństwa pod względem płci, wieku, wykształcenia i miejsca zamieszkania.

Co piąty uczestnik uwierzył w co najmniej połowę przedstawionych fake newsów. Co dziesiąty za prawdziwe uznał niemal wszystkie.

Najbardziej rozpowszechnione fałszywe przekazy

Największą popularność miały nieprawdziwe informacje dotyczące energetyki. Z przynajmniej jednym takim twierdzeniem zgodziło się 78 proc. ankietowanych, a średni wynik dla całej kategorii wyniósł 39 proc.

Ponad połowa badanych, 54 proc., uznała, że samochody elektryczne zapalają się częściej niż auta spalinowe. Niewiele mniej, 52 proc., zgodziło się z fałszywym twierdzeniem, że żywność modyfikowana genetycznie może trwale uszkadzać ludzkie DNA.

Przekonanie, że zastępowanie gotówki płatnościami kartą służy pełnej inwigilacji obywateli, podzielało 48 proc. uczestników. Według 41 proc. elektrownia jądrowa zawsze stanowi śmiertelne zagrożenie dla okolicznych mieszkańców. Blisko 40 proc. przyjęło też za prawdziwe stwierdzenie, że samochody elektryczne w całym cyklu życia szkodzą środowisku znacznie bardziej niż pojazdy spalinowe.

Po energetyce najwięcej błędnych przekonań dotyczyło zdrowia. Kolejne miejsca zajęły polityka, klimat i nowe technologie.

Dezinformacja najczęściej dociera przez media społecznościowe

Kontakt z dezinformacją zadeklarowało 77 proc. Polaków. Zdaniem 79 proc. jej skala w internecie zwiększyła się w ciągu ostatnich pięciu lat, a trzy czwarte uznaje fake newsy za poważny problem społeczny.

Wśród osób, które zetknęły się z fałszywymi treściami, 66 proc. wskazało media społecznościowe. Dwa lata wcześniej odsetek ten wynosił 55 proc. W tym samym okresie udział telewizji spadł z 53 do 37 proc.

Ponad połowa respondentów ma wrażenie, że platformy społecznościowe częściej pokazują im materiały wywołujące silne emocje. Dla więcej niż jednej trzeciej krzykliwy lub emocjonalny nagłówek wpływa na ocenę wiarygodności informacji. Co piątej osobie zdarza się polubić, skomentować albo udostępnić treść przed sprawdzeniem jej prawdziwości.

Fałszywe treści tworzone przy użyciu AI

Co piąty uczestnik zetknął się z nieprawdziwymi informacjami podczas korzystania z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Około 80 proc. uważa, że w ostatnich pięciu latach zwiększyła się skala dezinformacji rozpowszechnianej przy użyciu AI.

Kontakt z deepfake’ami zadeklarowało 45 proc. ankietowanych. Kolejne 34 proc. nie potrafiło ocenić, czy widziało tego rodzaju materiał. Za wyraźnym oznaczaniem treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję opowiedziało się 85 proc.

Politycy i boty wskazywani jako źródła dezinformacji

Krajowych polityków i partie polityczne jako źródła dezinformacji wymieniło 45 proc. uczestników. Niewiele mniej, 43 proc., wskazało zautomatyzowane boty i trolle wykorzystujące sztuczną inteligencję.

W dalszej kolejności pojawiali się twórcy internetowi, influencerzy, zwykli użytkownicy sieci oraz osoby przedstawiające się jako eksperci, które promują pseudonaukę lub medycynę alternatywną.

Za główny cel dezinformacji najczęściej uznawano skłócanie społeczeństwa. Ankietowani wskazywali także wpływanie na politykę i wybory, osiąganie korzyści finansowych, osłabianie bezpieczeństwa państwa oraz podważanie zaufania do instytucji.

Co piąta osoba przyznała, że fałszywe treści internetowe doprowadziły do kłótni lub pogorszenia relacji z kimś bliskim. Ponad 70 proc. uważa, że fake newsy zwiększają napięcia między ludźmi o różnych poglądach.

Serwisy fact-checkingowe nadal mało popularne

Z serwisów zajmujących się sprawdzaniem informacji korzysta 13 proc. Polaków. O istnieniu takich organizacji słyszało 24 proc. uczestników badania.

Jednocześnie ponad połowa uważa, że fact-checkerzy powinni aktywnie uczestniczyć w przeciwdziałaniu dezinformacji.

Źródła: Fundacja Digital Poland, Stowarzyszenie Demagog, PAP