Merkel rozmawiała z Morawieckim o Szydło, ale nieco inaczej niż przebieg rozmowy przedstawia Kaczyński

Wojciech Szymański
Angela Merkel przyznała, że rozmawiała z Mateuszem Morawieckim o sprawie Beaty Szydło, która nie dostała stanowiska w Parlamencie Europejskim. W rozmowie z premierem oceniła zachowanie europosłów jako „nietypowe”.

Angela Merkel przedstawiła swoją wersję rozmowy telefonicznej, którą odbyła z premierem Mateuszem Morawieckim po odrzuceniu w Parlamencie Europejskim kandydatury Beaty Szydło na przewodniczącą Komisji Spraw Socjalnych.
Pytana przez dziennikarza Deutsche Welle Merkel potwierdziła, że rozmowa rzeczywiście się odbyła. Ale niemiecka kanclerz przedstawia jej przebieg nieco inaczej niż szef PiS Jarosław Kaczyński.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości mówił na początku tygodnia, że po przegranym dla Beaty Szydło głosowaniu Merkel zadzwoniła do Morawieckiego „z przeprosinami, wyrazami zdumienia i szoku po tym, co się stało”. Jarosław Kaczyński dodawał, że wynik głosowania w Komisji był zaskoczeniem, bo „mieliśmy zawarte pewne porozumienia na najwyższym szczeblu”.
Na dorocznej letniej konferencji prasowej w Berlinie Angela Merkel powiedziała w piątek, że w związku z drugim odrzuceniem kandydatury Szydło faktycznie odbyła się rozmowa z premierem Morawieckim. – Oceniając całą sytuację niemieckimi standardami parlamentarnymi wyraziłam podczas rozmowy moje niezrozumienie dla tego, co zaszło – powiedziała.
Kanclerz podkreśliła, że w niemieckim parlamencie istnieją jasne procedury wyboru przewodniczących poszczególnych komisji, które przypadają politykom zarówno z opozycji, jak i rządu. – To dobra parlamentarna praktyka. Próby odrzucenia za wszelką cenę jakiegoś polityka, bo jest z partii, której się nie lubi, są, patrząc przez pryzmat doświadczenia w Bundestagu, czymś nietypowym. I to dałam do zrozumienie podczas rozmowy z premierem Morawieckim – powiedziała Merkel.
Rozmowa także o szefowej KE
Szefowa niemieckiego rządu przyznała, że rozmawiała z polskim premierem także przed głosowaniem w sprawie wyboru Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej. Zresztą nie tylko z Mateuszem Morawieckim, ale także z wieloma innymi szefami europejskich rządów. Merkel przypomniała, że kandydatura von der Leyen została wcześniej zaakceptowana przez europejskich przywódców w Radzie Europejskiej. – Myślę, że to sensowe, żeby rozmawiać z szefami rządów, o tym, co przedstawiciele ich krajów w PE mogą zrobić, żeby życzenie wyrażone przez przywódców się zrealizowało – stwierdziła.
Merkel nie odpowiedziała wprost na pytanie, czy sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak faktycznie spotkał się w Polsce z Jarosławem Kaczyńskim, aby omówić sprawę ewentualnego polskiego poparcia dla Ursuli von der Leyen. Powiedziała jednak, że to normalne, iż dochodzi do kontaktów między różnymi europejskimi partiami. – Nie uważam, żeby było to jakąś niedorzecznością – oceniła.
Ursula von der Leyen została we wtorek wybrana na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Uzyskała jednak tylko 383 głosy, czyli zaledwie o dziewięć więcej od wymaganej większości. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość nie poparło Niemki w głosowaniu, jej kandydatura prawdopodobnie by przepadła.
Niemieckie media zastanawiają się, jaką cenę za to poparcie przyjdzie zapłacić Ursuli von der Leyen. W wywiadzie udzielonym piątkowej „Sueddeutsche Zeitung” nowa szefowa Komisji obrała dość koncyliacyjny ton wobec krajów na wschodzie Europy mających problemy z praworządnością. „Musimy nauczyć się, że pełna praworządność jest naszym celem, ale nikt nie jest doskonały” – powiedziała.
REDAKCJA POLECA
Roman Giertych: Osamotnieni
Ostatnie klęski personalne PiS w relacjach międzynarodowych powinny nam odsłonić brutalną prawdę. Po czterech latach rządów Jarosława Kaczyńskiego Polska jest osamotniona bardziej niż w 1939.
Nie szanuje polskiego rządu nikt. Więcej. Wiele krajów, organizacji oraz poszczególnych wpływowych osób jest w stanie zrobić wiele, aby pokazać swoją odrazę do prymitywnych, tępych, ale za to butnych przedstawicieli naszego rządu.
Upokorzenie Krasnodębskiego i Szydło na forum PE zostało dokonane z premedytacją. Porażka Szczerskiego i wcześniejsze kompromitująca klęska. Konferencji o Bliskim Wschodzie, która miała miejsce w Warszawie pokazują, że USA traktują nas jako ledwo tolerowanego pariasa, od którego można wziąć pieniądze za broń, ale w żadnym wypadku nie dopuścić do tajemnic NATO, czy partnerstwa międzynarodowego. Sytuacja stojącego Dudy i siedzącego Trumpa jest najlepszą egzemplifikacją tej relacji.
Brutalne łamanie własnej Konstytucji, próby wprowadzenia zamordyzmu, ostentacyjne pouczanie innych z przeświadczeniem własnej wyższości, prymitywny nacjonalizm i pogarda do obcych oraz powiązania prominentnych polityków obozu władzy z Rosją i jawne wysługiwanie się Putinowi tworzą atmosferę, w której nasz kraj staje się chorym człowiekiem świata zachodniego.
Już Węgry ze swoim Orbanem są łatwiejsze do strawienia, gdyż nie tak zadufane i nie tak koszmarnie głupie. Orban to wykształcony człowiek. Znam zarówno Kaczyńskiego jak i Orbana. Różnica klas, poziomu, a przede wszystkim realizmu w ocenie sytuacji międzynarodowej jest niebotyczna.
Każdy patriota, który kocha Polskę powinien zrobić wszystko, aby obecny rząd odsunąć od władzy. Zagrożona jest istota naszej państwowości, gdyż w dzisiejszym świecie kraje o takiej reputacji jak obecnie ma polski rząd, szybko kończą tak jak Wenezuela.
Przed nami wybory. To nasza wielka szansa.
Roman Giertych
Komisja Europejska przeszła do II etapu postępowania przeciw Polsce w sprawie dyscyplinowania sędziów

Tomasz Bielecki
Polska ma dwa miesiące na naprawienie systemu dyscyplinowania sędziów obowiązującego od 2018 r. Jeśli odmówi, Komisja Europejska może skierować sprawę do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Komisja Europejska przeszła dziś do II etapu postępowania przeciwnaruszeniowego w kwestii dyscyplinowania sędziów w Polsce, które wszczęła już na początku kwietnia. Dała wówczas rządowi Mateusza Morawieckiego dwa miesiące na reakcję, ale – jak wynika z naszych informacji – Warszawa w swym piśmie do Brukseli odrzuciła wszystkie zarzuty. Teraz dostała kolejne dwa miesiące na odpowiedź na pisemną „uzasadnioną opinię” Komisji Europejskiej. Jeśli rząd znów się nie dostosuje, Polska może zostać postawiona przed unijnym Trybunałem w Luksemburgu za łamanie obowiązku utrzymywania niezależnego wymiaru sprawiedliwości, który unijne traktaty nakładają na kraje UE.

Decyzję Komisji co do Polski podjęto wstępnie już wczoraj (16.07.), Komisja Europejska wstrzymała się jednak z jej ogłaszaniem, by nie kolidowało to z europarlamentarnym głosowaniem w sprawie zatwierdzenia Ursuli von der Leyen na następczynię Jean-Claude’a Junckera (od 1 listopada). Z drugiej strony Komisji zależało na formalnym podsumowaniu stanu postępowania przeciwnaruszeniowego jeszcze przed jutrzejszą dyskusją unijnych ministrów w Radzie UE o zagrożonej praworządności w Polsce. Sytuację w Polsce ma zreferować I wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans.

Polak broni Lapończyków
Choć debaty w Radzie UE to na razie tylko forma presji politycznej na Warszawę, polska dyplomacja za każdym razem bardzo gorliwie – lecz nieskutecznie – walczy o nieumieszczanie Polski w programie obrad. Tym razem polski ambasador przy UE na zamkniętym zebraniu przedstawicieli wszystkich krajów Unii – wedle naszych informacji – miał atakować Finlandię (sprawującą półroczne przewodnictwo w Radzie UE), powołując się na ONZ-owski raport postulujący poprawę sytuacji fińskich Lapończyków. Polak retorycznie pytał fińskiego ambasadora, dlaczego Finlandia chce rozmawiać w Brukseli o Polsce, a nie o położeniu swych mniejszości etnicznych.
Komisja Europejska zarzuca Polsce, że nowy system środków dyscyplinarnych podważa niezawisłość polskich sędziów, nie zapewniając niezbędnych gwarancji pozwalających na ich ochronę przed kontrolą polityczną. Poprzedni model postępowania dyscyplinarnego był niezależny od władzy politycznej. Zgodnie jednak z zasadami obowiązującymi od 2018 r. to minister sprawiedliwości m.in. powołuje i odwołuje Rzecznika Dyscyplinarnego Sądów Powszechnych, może wnioskować o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i odwoływać się od decyzji o umorzeniu.
Ponadto Komisja Europejska zarzuca Polsce brak gwarancji bezstronności i niezależności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i wskazuje, że w jej skład wchodzą wyłącznie nowi sędziowie wybrani przez Krajową Radę Sądownictwa (KRS), której sędziów-członków wskazuje teraz Sejm. Wprawdzie polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że taki skład KRS jest zgodny z konstytucją, ale TSUE już rozpoznaje pytania prejudycjalne, w których podniesiono poważne wątpliwości co do KRS. Rzecznik generalny TSUE Jewgienij Tanczew w swej niedawnej opinii doradza Trybunałowi wyrok stwierdzający, że rola KRS (w obecnym kształcie) w wyłanianiu Izby Dyscyplinarnej SN sprawia, że ta „nie spełnia wymogów niezawisłości”.
Wydarzenia w Polsce – zdaniem Komisji Europejskiej – potwierdzają, że sędziowie mogą być objęci postępowaniami dyscyplinarnymi z powodu swych decyzji sędziowskich. W ostatnich miesiącach w Polsce wezwania do wyjaśnień otrzymywali sędziowie, którzy zadali – uznane przez władze za niewygodne – pytania prejudycjalne do TSUE. Izba Dyscyplinarna już ukarała (upomnieniem) sędzię Alinę Czubieniak za uchylenie aresztu osoby niepełnosprawnej umysłowo, która nawet nie miała obrońcy.
Plan Timmermansa oraz von der Leyen
Również dzisiaj Komisja Europejska ogłosiła plan działań w kwestii strzeżenia praworządności w Unii, który – wedle nieoficjalnych informacji – był koordynowany przez Timmermansa z wczorajszymi deklaracjami von der Leyen w Parlamencie Europejskim. Plan obejmuje doroczny przegląd stanu praworządności we wszystkich krajach Unii. Jednak Komisja podkreśla, że to nie zastępuje, lecz tylko uzupełnia dotychczasowe jej narzędzia i działania w kwestii państwa prawa.
Co więcej, Komisja zapowiada „strategicznie podejście” do postępowań przeciwnaruszeniowych związanych z praworządnością – konsekwentne sięganie po skargi do TSUE, prośby o ich przyspieszone rozpatrywanie przez TSUE oraz o nakładanie „środków tymczasowych”. Takim środkiem było doraźne zamrożenie przez TSUE czystki emerytalnej w SN przed ostatecznym wyrokiem mówiącym, że było to złamanie unijnego prawa.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (związany z Radą Europy, a nie UE) dziś ogłosił, że oficjalnie poinformował władze Polski o rozpatrywaniu sprawy wniesionej przez sędziego Jana Grzędę, która wymaga oceny zmian w KRS i innych ustawach sądowych z ostatnich dwóch lat. Strasburski Trybunał zwrócił się do Warszawy o wyjaśnienia.
REDAKCJA POLECA
„Buzia” polskiej nienawiści: – Jak żyć? – To proste. Zakładasz państwo podziemne, wyłapujesz zdrajców i skazujesz ich na śmierć
Kiedy, powiedzmy, jesteś młodym człowiekiem o poglądach konserwatywnych, ze skłonnością do nacjonalizmu (już trudno, bywa) i szukasz swojego miejsca na Ziemi, szukasz sobie sensownego zajęcia w tym kraju, w swojej ojczyźnie, która od roku 1989 jest w pełni niepodległa (co za niefart), jest pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej (co wprawdzie spędza ci sen z powiek, ale przynajmniej masz kogo nienawidzić), ojczyźnie, która posiada również swoje przedstawicieli w innych organizacjach międzynarodowych, prowadzi niezależną politykę wewnętrzną i zewnętrzną, mieszkający w twojej ojczyźnie obywatele swobodnie (co nie oznacza, że poprawnie) mówią po polsku, piszą po polsku, a w urzędach i szkołach godło narodowe wiesza się na ścianach i nie grozi za to rozstrzelanie, kiedy Wojsko Polskie nosi polskie mundury, funkcjonuje Policja Państwowa, takaż Straż Pożarna, Służba Celna i wszystkie inne służby mundurowe, które zwykle funkcjonują w niepodległym państwie, kiedy dla przykładu jesteś młodym człowiekiem o poglądach konserwatywnych, ze skłonnością do nacjonalizmu (już trudno, co robić) i pytasz lidera polskich prawicowych, nacjonalistycznych Rot Niepodległości, Roberta Bąkiewicza: „Co począć Panie Robercie? Jak żyć?”. Robert Bąkiewicz odpowiada: „To proste. Zakładasz państwo podziemne, z odrębnym szkolnictwem i prasą, następnie wyłapujesz zdrajców i skazujesz ich na śmierć”. Taka jest, mniej więcej, propozycja Bąkiewicza na najbliższe lata, jeżeli chodzi o działalność Rot Niepodległości (o czym pisze Wyborcza.pl).
Ten lekko spięty nacjonalista (proszę wybaczyć eufemizm), każdego dnia musi żałować, że splot niezależnych od niego okoliczności sprawił, że jedynym wrogiem Roberta Bąkiewicza jest Robert Bąkiewicz, który siedzi w istocie szarej Roberta Bąkiewicza, kreując konflikt Roberta Bąkiewicza ze Światem.
Robert Bąkiewicz chciałby być jak „Rudy” albo „Zośka”. Gdzie tam! Robert Bąkiewicz chciałby być jak cała Brygada Świętokrzyska wcielona w Bąkiewicza. Bąkiewicz chciałby być jak Kuraś albo Bury, jak wszyscy Wyklęci zgromadzeni w jakimś polskim odpowiedniku Walhalli, gdzie nieustannie strzela się do wroga, pali wsie i pije wódkę pomiędzy mszami świętymi.
Robert Bąkiewicz chciałby strzelać do wroga nie słowem. Bąkiewicz chciałby to robić naprawdę. Bąkiewicz fantazjuje na temat kary śmierci, którą jako „podziemny” sąd Bąkiewicz wydawałby na zdrajców ojczyzny, którymi byliby wszyscy, którzy nie myślą jak Bąkiewicz, czyli na szczęście większość osób bez niepokojących zaburzeń, które powodują, że Bąkiewicz, chce robić „państwo podziemne” przeciwko własnemu, niepodległemu państwu, przeciwko Polsce. Bąkiewicz chce powstać jako Robert zwany „Robertem z Podziemia”. To jest pomysł typowy dla współczesnych „nacjonalistów” (Państwo wybaczą ten eufemizm). Kiedyś, rzeczywiście, istniała potrzeba konspiracji i można było za takie rzeczy trafić na Pawiak, albo do koncentraka, dzisiaj to nic nie kosztuje.
Brednie Bąkiewicza, wprost ubliżają tym, którzy jako żołnierze Państwa Podziemnego rzeczywiście byli mordowani lub ginęli w walce. Brednie o fejkowym „państwie podziemnym” ubliżają tysiącom konspiratorów, którzy rzeczywiście mieli odwagę ginąć za ten kraj wtedy, kiedy za oknem słychać było kroki niemieckich żandarmów, a Aleja Szucha, to nie była, po prostu, nazwa warszawskiej alei.

Ale Bąkiewicz tego nie rozumie. Bąkiewiczowi wojna się nie przytrafiła, to ją sobie Bąkiewicz wymyśli i w wolnych chwilach pomiędzy zakupami w portugalskiej Biedronce a browarkiem w osiedlowym ogródku, będzie skazywał na śmierć i tworzył struktury. Aż w końcu, ktoś podejdzie do problemu klinicznie, ale wtedy może być już za późno.
Taka jest Proszę Państwa, aktualnie, „buzia” polskiej nienawiści.
Marcin Zegadło
Ursula von der Leyen nową przewodniczącą Komisji Europejskiej
Parlament Europejski w Strasburgu poparł kandydaturę Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Następczyni Jean-Claude’a Junckera zdobyła 383 głosy eurodeputowanych, 327 osób zagłosowało przeciw. Niemiecka polityk CDU będzie pierwszą kobietą na stanowisku szefa eurokomisji. Swoje urzędowanie rozpocznie 1 listopada.
🇪🇺 Ursula von der Leyen, President-elect of the European Commission. pic.twitter.com/9kH3DraOcw
— European Commission 🇪🇺 (@EU_Commission) July 16, 2019
Parlament Europejski w Strasburgu poparł kandydaturę Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Następczyni Jean-Claude’a Junckera zdobyła 383 głosy eurodeputowanych, 327 osób zagłosowało przeciw. Niemiecka polityk CDU będzie pierwszą kobietą na stanowisku szefa eurokomisji. Swoje urzędowanie rozpocznie 1 listopada.
Ursula von der Leyen, którą na początku lipca podczas szczytu UE nominowano na następczynię Jeana-Claude’a Junckera, dostała dziś 383 głosów, czyli tylko o dziewięć więcej od wymaganej większości 374. Przed pięciu laty na Jeana Claude’a Junckera oddano 422 głosy przy 250 sprzeciwiających się i 47 wstrzymujących.
Zdecydowane popraciw Von der Leyen otrzymała od swej rodzimej centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej (m.in. niemieccy chadecy i PO), liberałów z klubu „Odnowić Europę” oraz centrolewicy (S&D). Jednak w klubie S&D wedle nieoficjalnych szacunków co najmniej jedna trzecia członków chciała głosować przeciw von der Leyen (m.in. socjaldemokraci z Niemiec, Francji, Beneluksu, Grecji). Byli rozżaleni przegraną Fransa Timmermansa w wyścigu o fotel po Junckerze.
W ostatniej chwili wsparcie dla Niemki ogłosili eurodeputowani PiS. W tej sprawie sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak spotkał się w ostatnią niedzielę z Jarosławem Kaczyńskim w Polsce. I choć PiS (26 europosłów) został w ostatni poniedziałek (15.7) upokorzony powtórnym odrzuceniem kandydatury Beaty Szydło na szefową europarlamentarnej komisji do spraw zatrudnienia, to partia na krótko przed wtorkowym głosowaniem finalnie zdecydowała o poparciu dla von der Leyen.
Czy PiS dostał od chadeków obietnicę, że nie będą rzucać kłód polskiemu kandydatowi na komisarza UE? A może obietnicę dobrej teki dla Polaka w Komisji? Czy też jako partia rządząca PiS po prostu stwierdził, że rozsądnie mieć poprawne stosunki z nową szefową Komisji? – Nie wiemy. Okaże się w najbliższych tygodniach – przyznaje jeden z rozmówców w europarlamencie.
W krótkim wystąpieniu von der Leyen podziękowała europosłom za okazane jej zaufanie. – To dla mnie ogromny zaszczyt, że zostałam wybrana na to stanowisko. Dziękuję serdecznie za pokładane we mnie zaufanie. To jest zaufanie wobec Europy. To wiara w silną, zjednoczoną Europę od wschodu po zachód, od południa po północ.
Na pytanie, jak skomentuje to, że wybrana została głosami eurodeputowanych PiS, odpowiedziała, że nie wie kto, dokładnie na nią głosował. – Decydujące jest to, że udało się uzyskać proeuropejską większość i jest to dobry znak – powiedziała. Na uwagę dziennikarza, że przy rozdziale czołowych stanowisk w UE państwa członkowskie z Europy środkowo-wschodniej nie zostały uwzględnione, von der Leyen powiedziała, że dołoży wszelkich starań, by państwa te były „odpowiednio reprezentowane” w jej Komisji.
Nareszcie PiS ma swój historyczny sukces, Ursula von der Leyen, przedstawicielka niemieckiej CDU, minister Angeli Merkel od 2005 roku oficjalnie została szefem KE.
— Azazello Prawdziwa Polka 🇵🇱🦅🌈🇮🇱 (@aldehyd10) July 16, 2019
Rozumiem, że na prawicy strzelają korki szampana 😁
Ja osobiście cieszę się niezmiernie 😁 pic.twitter.com/5IR2rzdiOU
Dariusz Frach / thefad.pl
Adam Mazguła: Skandal! Biskupi nawołują do wojny

Adam Mazguła
Nie chcę tej ich wojny i wizji mocarstwowej Polski - opresyjnej, narzucającej życie w ciemnocie wiary, izolowanej w świecie, chcącej podporządkować sobie inne narody. Dla mnie najważniejszy jest pokój, ale i prawda, nauka, szacunek dla każdego człowieka i środowiska naturalnego, demokracja i wartości reprezentowane przez Unię Europejską.
Zanim cokolwiek tu przeczytasz, zastrzegam, że szanuję prawo wszystkich naszych obywateli do wolności religijnej i wyznawanej wiary. Nie znaczy to, że godzę się na narzucanie jednej wybranej religii wszystkim polskim obywatelom, wierzącym i niewierzącym, tym bardziej że uznawanie tej wiary za narodową i budowanie jej legendarnych zasług dla kraju jest działaniem nieprawdziwym.
Kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski przekupywał hierarchów kościelnych przywilejami, żeby nie blokowali udziału wiernych w referendum akcesyjnym. Zarządzono nawet dwudniowe referendum, aby zapewnić ponad 50 procentowy udział w głosowaniu Polaków. Kościół zachował bezstronność za konkordat, za religię w szkole i za wiele innych nienależnych mu przywilejów.
Po wprowadzeniu Polski do Unii Europejskiej hierarchowie kościelni wywierali dalszą presję na wszystkie siły polityczne, by nie tylko utrzymać uprzywilejowaną pozycję, ale z całą możliwą mocą poszerzać swoje wpływy. Przy pomocy partii chadeckich PO i PSL, w sposób bezprawny i brutalny przejmowali wszystkie majątki, które udało się im wskazać, jako te, z historyczną przeszłością własności kościelnej. Dbali też o ciągłe podnoszenie kwoty przekazywanej przez państwo w ramach funduszu kościelnego i remontów obiektów kościelnych. Biskupi pilnowali także PiS-u. A gdy ten zobowiązał się do dalszego budowania majestatu purpuratów – pomogli mu w wyborach.
Jednak Kościół niczego nie zrobi dla niepewnych i tymczasowych polityków, jeśli nie będzie miał gwarancji na realizację swoich zamiarów. Dlatego, w zamian za poparcie, w ramach rewanżu za pochówek brata na Wawelu, J. Kaczyński musiał poprzeć, ba, nawet zorganizować wybory prezydenckie dla profesorskiego syna Kościoła, zaufanego purpuratów – Andrzeja Dudy, jako gwaranta stabilności przywilejów biskupich w Polsce.
Po uzyskaniu wszystkiego, czego potrzebowali biskupi, przeszli do ofensywy przeciwko Unii, która nie akceptuje przecież państwa wyznaniowego. Wszystkie kraje unijne odnotowują spadek wiernych i pustoszejące kościoły. Biskupi dobrze wiedzieli, że po uzyskaniu tak wielkich przywilejów i wpływów na społeczeństwo polskie nie jest w ich interesie pozostawanie zawłaszczonej Polski w UE. Nie po to zdobywali całkowitą kontrolę nad państwem i jego obywatelami, aby przez międzynarodowe zależności sprowadzić siebie do roli służebnej w stosunku do wiernych.
Dzisiaj widać wyraźnie, że jednym z podstawowych zadań prezydentury i kierowniczej roli partii rządzącej, jest izolacja Polski od Unii Europejskiej z woli episkopatu. To trudne zadanie, zwłaszcza że w 2015 roku poparcie dla Unii wśród Polaków wynosiło ok. 80% i nie spada. Jednak, zależna od biskupów partia podporządkowała temu zadaniu wszystko, co demokratyczne i postępowe. Chodzi przecież o budowę wielkiego państwa chrześcijańskiego Międzymorza albo Trójmorza. Ma to być rzymsko-katolicka konkurencja dla UE, która ma obejmować tereny obecnych 12 państw Europy środkowej i wschodniej. Łatwo było do takiego planu pozyskać rosyjskich agentów, oligarchów i organizacje będące pod obcymi wpływami.
Układ jest prosty: biskupi myślą i przygotowują się do kontrolowania całej Europy, PiS dewastuje ojczyznę i tworzy chrześcijańskie Trójmorze, Putin wspiera i zabezpiecza, Trump robi interesy i zaciera ręce, NATO traci, a Unia się dziwi, że pomogła odbudować Polskę na swoją zgubę.
PiS-rząd stał się liderem rozbijania europejskich wartości, poczucia wspólnoty, wzajemnego zaufania i możliwość współdziałania. Wszystko po to, aby Kościół był wszędzie – w szkole, w domu, na ulicy, w sklepie, w pracy, w rodzinie i nawet w łóżku. Wszystkie uroczystości państwowe rozpoczynają się w kościołach, a uroczystości kościelne są już państwowymi. Prezydent na kolanach, rząd na kolanach, wierni, wojsko, policjanci, młodzież – na pielgrzymkach…
Dlatego też nie ma zgody na wpuszczanie do katolickiej Polski uchodźców wojennych z innych krajów, bo liczy się czystość uprzywilejowanej wiary i rasy. Pod hasłem „my chcemy Boga” reaktywowano i wspiera się faszystów, również dla utrzymania najbardziej podatnego na manipulację, radykalnego i niewykształconego społeczeństwa po swojej stronie.
Problem polega jednak na tym, że nie ma w historii żadnego przypadku bogatego i szczęśliwego społeczeństwa państwa wyznaniowego. Zawsze zaczyna się tak samo, od współzawodnictwa dewotyzmu wiernych, a kończy – najkrwawszymi z wojen – o wiarę, w imię Boga (patrz chociażby na Państwo Islamskie – ISIS).
W ostatnich dniach jesteśmy świadkami agresji biskupów, którzy nawołują do walki z rzekomym zagrożeniem dla chrześcijan. Wrogami są wszyscy, których można wskazać, jako odmiennych od ich świętego obrazu uległego parafianina. Tak destabilizują sytuację w kraju, mobilizują wiernych wokół siebie, odwracają uwagę od kościelnej pedofilii i swojej zdrady zasadom wiary.
Ciekawe, że nie buntują się hotelarze na wysyp niepłacących podatków, przez to niszczących całą branżę domów pielgrzyma. Nie buntują się handlarze importowanych towarów na konkurencję zwolnionych z podatków kościelnych spekulantów obracających importowanymi samochodami i innymi towarami oraz paliwem sprowadzanym z zagranicy. Cicho siedzą właściciele nieruchomości, którzy w każdym mieście nie mogą konkurować z wynajmowanymi przez kościelne instytucje nieruchomościami, które najczęściej przejęte zostały za przysłowiową złotówkę od samorządów lub państwa. Nie protestują rolnicy w sprawie obrotu ziemią rolniczą przez kościelne instytucje. Istnieje tolerancja społeczna dla kościelnych handlarzy w niedzielę, kiedy innym zabrania się tego pod rygorem niebywale wysokich kar. Słono płaci państwo kościołowi za użytkowanie niedawno oddanych za darmo szkół, domów pomocy społecznej, muzeów, pałaców, placów… Do tego dochodzą fundusze kościelne, uprzywilejowana sytuacja prawna, krzywdzenie dzieci, niepełnosprawnych, biednych, …
Pytam, więc z całą mocą:
w którym to miejscu chrześcijanie w Polsce są zagrożeni i prześladowani, o co chcą walczyć biskupi i przelewać polską krew?
W świetle przytoczonych faktów, czy nie powinno być odwrotnie, że to obywatele powinni podnieść buntu przeciwko uprzywilejowanej pozycji instytucji powołujących się na boga?
Biskupi szczują na każdą odmienność, aby odwrócić uwagę od swoich przywilejów, pałaców, nieprzyzwoitego bogactwa i prawa do obowiązkowego szacunku społecznego za ich oddaną służbę sobie. Dlatego wywołają każdą możliwą wojnę, bo zawsze na niej, jak na każdej śmierci potrafią zarobić jeszcze więcej. Widać w całej okazałości, że Bóg miłosierdzia jest tu tylko zasłoną i narzędziem w rękach ludzi odartych z przyzwoitości.
Musimy mieć świadomość, że to nie prezes, ale episkopat staruszków i toruńskie środowisko Putina decydują o tempie rozkładu Polski. PiS – to partia nieodpowiedzialnych ignorantów, z których niewielu zdaje sobie sprawę, dokąd idą i jaką tragedię szykują narodowi.
Jak wynika z tych wywodów, prawdziwym wrogiem Polski jest spisek kościelnych starców. To ich interesy realizuje zarówno zakompleksiony egoista – Jarosław Kaczyński, jak i niesamodzielny oraz nie dojrzały krzykacz wiecowy – Andrzej Duda.
Trudno liczyć na to, że naród się obudzi i zatrzyma mowę nienawiści, nie dopuści do dalszego rozwoju agresji. Jakby się jednak nie stało, to mamy w kraju niebywały kolejny skandal wołających o zbrodnie i krew na ulicach, który płynie ze środowisk najwyższych hierarchów Kościoła. To jaskrawy dowód na upadek moralny, zdradę zasad wiary tych, którzy ponoć reprezentują boga miłości.

Nie chcę tej ich wojny i wizji mocarstwowej Polski – opresyjnej, narzucającej życie w ciemnocie wiary, izolowanej w świecie, chcącej podporządkować sobie inne narody. Dla mnie najważniejszy jest pokój, ale i prawda, nauka, szacunek dla każdego człowieka i środowiska naturalnego, demokracja i wartości reprezentowane przez Unię Europejską.
Będę bronił tych wartości, przede wszystkim przed opływających złotem starcami w sukienkach, którzy nawołują do wojny.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
„Solid Gold”. Aktorzy nie kryją obaw: Jak to powstrzymać? Maria Nurowska: WIDZIAŁY GAŁY CO BĘDĄ GRAŁY!

Maria Nurowska
Część aktorów mówi, że jest przerażona opoźnieniem premiery. - Nie wiedzieliśmy, że to może być wykorzystane w kampanii wyborczej - mówi jeden z nich. - Matko święta! Jak to można powstrzymać? - denerwuje się kolejny. Mój komentarz: WIDZIAŁY GAŁY CO BĘDĄ GRAŁY!
„Tytuł filmu – Solid Gold – wymyślić miał sam Jacek Kurski. Obraz jest mocno inspirowany aferą Amber Gold i ma pokazywać zaniedbania władzy. Akcja dzieje się w Trójmieście, w tle są też linie lotnicze, a osią fabuły jest bank.

Pierwotnie „Solid Gold” miał mieć premierę 5 lipca. Okazało się jednak, że wszystko się opóźni i w kinach pojawi się dopiero 11 października. Czyli na około tydzień przed wyborami.
Reżyserem jest Jacek Bromski, a w obsadzie znajdziemy m.in. Janusza Gajosa, Andrzeja Seweryna czy Olgierda Łukaszewicza.
Część aktorów mówi „GW”, że jest przerażona opoźnieniem premiery. – Nie wiedzieliśmy, że to może być wykorzystane w kampanii wyborczej – mówi jeden z nich. – Matko święta! Jak to można powstrzymać? – denerwuje się kolejny.
Aktorzy nie kryją obaw. Wiedzą, że TVP będzie promować film na długo przed premierą. Specjalne spoty pojawią się prawdopodobnie już we wrześniu.”
Mój komentarz: WIDZIAŁY GAŁY CO BĘDĄ GRAŁY! Komisja sejmowa starała się, jak mogła, nękali syna Tuska i jego samego i gówno znaleźli, za przeproszeniem!
Maria Nurowska
Solid Gold
Solid Gold, najnowszy film Jacka Bromskiego, miał wejść do kin na początku lipca 2019 roku. Jego premiera została jednak przełożona na 11 października. Według Gazety Wyborczej nie jest to przypadkowa data. Film ma zawierać wiele odniesień do afer z okresu rządów koalicji PO-PSL, w tym Amber Gold. Autorem tytułu jest podobno Jacek Kurski. Telewizja Polska jest drugim producentem filmu. Solid Gold kosztował dziewięć milionów, trzy wyłożyła TVP i ma się zająć dystrybucją. Wyborcza stawia tezę, że Jackowi Kurskiemu zależy na filmie, by odpowiedzieć nim na Politykę Patryka Vegi.
W filmie grają m.in. Janusz Gajos, Andrzej Seweryn, Olgierd Łukaszewicz, Danuta Stenka, Maciej Maleńczuk, Artur Żmijewski.
Szydło znów przegrała w europarlamencie

Tomasz Bielecki
Europosłowie po raz drugi odrzucili kandydaturę Beaty Szydło na szefową komisji do spraw zatrudnienia. Czy teraz PiS zechce poprzeć Ursulę von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej?

Beata Szydło została po raz pierwszy odrzucona w zeszłym tygodniu, ale PiS w ostatnich dniach nabrał przekonania, że była premier ma szanse przy drugim podejściu w komisji do spraw zatrudnienia i spraw socjalnych (EMPL). I choć jeszcze w poniedziałek około południa europosłowie PiS wahali się między Szydło i Elżbietą Rafalską, to znów postawili na tę pierwszą.
Jednak przedstawiciele centrolewicy znów poprosili o utajnienie głosowania, które Szydło tym razem przegrała 19 do 34 (w poprzednim było 21 do 27). Obecni na sali europosłowie przekonywali, że większość członków komisji do spraw zatrudnienia jest wprawdzie gotowa głosować za kandydatem ze – zdominowanego przez PiS – klubu konserwatystów, ale pod warunkiem, że będzie to ktoś wierny wartościom europejskim. – Jestem jedną z tych obecnych osób, które są wierne tym wartościom. Mówię głosem obywateli mojego kraju. Głosem pół miliona obywateli, którzy mnie wybrali – przekonywała Beata Szydło już po swej powtórnej przegranej.
Cokolwiek by nie powiedzieć o parytetach, łamanych umowach i psutych regułach PE, klęski PBSz i ZKrasnodębskiego pokazują, jak osamotniona, zmarginalizowana i słaba jest europejska pozycja obozu rządzącego Polską.
— Konrad_Piasecki (@KonradPiasecki) 15 lipca 2019
Centrolewicę do głosowania przeciw kandydatowi PiS wzywał – podczas zamkniętych obrad klubu S&D – Robert Biedroń (Wiosna), a klub liberałów „Odnowić Europę” nie wycofał publicznego zalecenia, by sprzeciwiać się kandydaturom PiS i Fideszu, czyli partii rządzących w krajach Unii objętych postępowaniem z art. 7 Traktatu o UE.
To już nokaut. @BeataSzydlo przegrała kompletnie ponowne głosowanie na przewodniczącą Komisji Zatrudnienia PE. Prawie nikt nie nabrał się na europejskość @pisorgpl Teraz Pani Premier ma szansę popracować jako zwykła posłanka i udowodnić, że szanuje UE, w tym jej flagę.✌️🇪🇺 pic.twitter.com/iC2GVbgmOn
— Robert Biedroń (@RobertBiedron) July 15, 2019
Kandydatura @BeataSzydlo na przew. Komisji EMPL po raz drugi odrzucona, 19:34. Jak można sie tak kompromitować? Dlaczego @BeataSzydlo zgodziła sie na ponowne upokorzenie? Czy na tym polega wstawanie z kolan?
— Dariusz Rosati (@DariuszRosati) July 15, 2019
Powtórna porażka Szydło nie oznacza wcale, że europarlamentarny „kordon sanitarny” objął cały PiS, bądź frakcję konserwatystów, a wyłącznie byłą premier. Ta uchodzi bowiem – jak tłumaczy jeden z zachodnich deputowanych – za jeden z „prowokujących symboli” władz Polski, które w ostatnich latach były wiele razy krytykowane przez większość Parlamentu Europejskiego za łamanie praworządności. O ile europosłowie utrącili w zeszłym tygodniu wszystkich kandydatów do władz 22 komisji z frakcji „Tożsamość i Demokracja” (m.in. Liga włoskiego premiera Mattea Salviniego, ludzie Marine Le Pen, Afd), to tylko sam PiS – oprócz fotela dla Rafalskiej – dostał stanowiska I wiceprzewodniczących w dwóch ważnych komisjach (Witold Waszczykowski od spraw zagranicznych i Zdzisław Krasnodębski od przemysłu), a tajne głosowanie na III wiceprzewodniczącego komisji petycji wygrał nawet Ryszard Czarnecki.
#EMPL rejects #PiS candidate for chairmanship for the 2nd time thereby renewing its commitment not to elect candidates from parties that undermine the #RuleOfLaw, #democracy and fundamental #rights. @EPSocialAffairs pic.twitter.com/XqENK7TSbS
— Anna Júlia Donáth (@donath_anna) July 15, 2019
Czy PiS zdecyduje się na poparcie von der Leyen?
Odrzucenie Szydło bardzo komplikuje rachuby władz Europejskiej Partii Ludowej (EPL). Miała nadzieję, że nieizolowanie klubu konserwatystów (bądź jego prominentnych członków) pomoże skłonić europosłów PiS, by w tajnym głosowaniu w ten wtorek opowiedzieli się za zatwierdzeniem Ursuli von der Leyen na nową przewodniczącą Komisji Europejskiej. Ta niemiecka kandydatka nie jest pewna, czy kluby Europejskiej Partii Ludowej, centrolewicowy S&D oraz liberałowie z „Odnowić Europę” dadzą jej wymaganą większość, bo zwłaszcza wśród socjaldemokratów należy spodziewać się sporo buntowników wobec wspólnej linii tej międzynarodówki.
Dlatego szef frakcji EPL Manfred Weber, poszukujący dodatkowych głosów dla von der Leyen, zabiegał o przychylność PiS. A kontakty niemieckich chadeków z centralą PiS w sprawie koalicji europejskich miał – wedle naszych informacji – pilotować sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak. Europosłowie PiS zapowiedzieli, że swoje ostateczne stanowisko w sprawie von der Leyen ogłoszą dopiero we wtorek.
Von der Leyen przyciskana przez centrolewicę i liberałów złożyła w poniedziałek na piśmie deklaracje bardzo niewygodne dla władz Polski. W swych listach do frakcji S&D oraz „Odnowić Europę” zapowiedziała, że w ciągu stu dni od objęcia stanowiska szefowej Komisji Europejskiej (czyli planowo od 1 października) zapisze w projektach prawnych cel neutralności klimatycznej Unii w 2050 r. Problem w tym, że premier Mateusz Morawiecki zaledwie w czerwcu zawetował (przy wsparciu Węgier, Czech i Estonii) takie polityczne zobowiązanie klimatyczne na szczycie UE. Tyle że projekty zapowiadane przez von der Leyen – choć wymagałaby zatwierdzenia przez unijnych ministrów w Radzie UE i przez europarlament – nie potrzebowałby jednomyślności, lecz większości krajów Unii. To oznacza brak prawa weta dla Polski.
Ponadto von der Leyen deklaruje, że będzie dążyć do zaostrzenia redukcji gazów cieplarnianych z minus 30 proc. w 2030 r. (w porównaniu z 1990 r.) do nawet minus 55 proc. w 2030 r. To zamiary całkowite sprzeczne z linią Warszawy.
Praworządność za pieniądze
Von der Leyen w swych przesłaniach do frakcji S&D i do „Odnowić Europę” poparła propozycję powiązania praworządności z budżetem wieloletnim UE (po 2020 r.). Komisja Europejska już przed ponad rokiem przedłożyła projekt rozporządzenia „pieniądze za praworządność” ostro krytykowany przez Polskę i Węgry. Natomiast popierany przez von der Leyen doroczny przegląd stanu praworządności we wszystkich krajach Unii jest przez jej wielu krytyków postrzegany jako ryzyko rozwadniania zarzutów wobec kilku konkretnych krajów. – Taki przegląd byłby dobry, bo nie byłyby piętnowane tylko wybrane państwa. Wszystkie kraje byłyby traktowane jednakowo. To pokazałoby, że rozwiązania w Polsce są zbieżne z rozwiązaniami w innych krajach – powiedział szef dyplomacji Jacek Czaputowicz w Brukseli.
REDAKCJA POLECA
Marcin Zegadło: Pomiędzy 12 a 16 lipca 1995 w Srebrenicy dochodzi do największej po II wojnie światowej masakry w Europie

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Pomiędzy 12 a 16 lipca 1995 r. paramilitarne oddziały serbskie pod dowództwem Radko Mladića mordują w Srebrenicy około ośmiu tysięcy bośniackich muzułmanów (wg danych Czerwonego Krzyża to 7079 osób). A wszystko to pod nosem holenderskich oddziałów ONZ. Wszystko to w Europie, która od maja 1945 r. jest jednym z najspokojniejszych miejsc na Ziemi.
Pomiędzy 12, a 16 lipca 1995 r. jestem na wakacjach w Zakopanem. W okresie 15-18 lipca w Czymanowie nad jeziorem Żarnowieckim odbywa się pierwsza edycja Przystanku Woodstok zorganizowana przez Jerzego Owskiaka. Nie ma mnie tam, za to wspinam się na Świnicę i czytam Fuentesa, słucham The Doors. Moim największym problemem jest to, czy uda nam się z moją ówczesną dziewczyną wyjechać gdzieś razem.
Tymczasem w innym miejscu w Europie, pomiędzy 12 a 16 lipca 1995 r. paramilitarne oddziały serbskie pod dowództwem Radko Mladića mordują w Srebrenicy około ośmiu tysięcy bośniackich muzułmanów (wg danych Czerwonego Krzyża to 7079 osób). A wszystko to pod nosem holenderskich oddziałów ONZ. Wszystko to w Europie, która od maja 1945 r. jest jednym z najspokojniejszych miejsc na Ziemi. Wszystko to w byłej Jugosławii, która po śmierci Tito rozpada się, a narodowości i religie funkcjonujące obok siebie znowu zaczynają różnić i dzielić. Religia i nacjonalizm. Dwa, niezmienne preteksty do mordu.
Bośnie i Hercegowinę, zamieszkiwało 31,3 procent prawosławnych Serbów, 17,3 procent katolickich Chorwatów, a 43,4 procent stanowili Muzułmanie. Mają oni słowiańskie korzenie, mówią językiem serbsko-chorwackim. Konstytucja republiki z 1963 r. i późniejsze partyjne dokumenty uznają jednak Muzułmanów za odrębny naród (za Jagienką Wilczak, Polityka, 12 lipca 2015 r.).
Wcześniej w okresie II wojny światowej w Bośni giną Serbowie. Mordują ich katoliccy ustasze i ich kolaborujący, faszystowsko-katolicki reżim. W owym czasie Muzułmanie chcą autonomii. W Bośni powstaje dywizja SS licząca 21 tysięcy ludzi, wszyscy to autochtoni. Potem kilkadziesiąt lat względnego spokoju, chociaż napięcia rosną i są wyczuwalne. Wystarczy rzucić zapałkę. Teraz przychodzą Serbowie.
Pomiędzy 12 a 16 lipca 1995 w Srebrenicy, podczas gdy ja beztrosko włóczę się po Tatrach, dziewięćset kilometrów na południe od miejsca, w którym spędzam wakacje dochodzi do największej po II wojnie światowej masakry ludności w Europie.

Jutro początek rocznicy tych wydarzeń. Warto o tym pomyśleć, w dzisiejszej Europie, w której podnoszą łeb nacjonalizmy i religijny fundamentalizm. A to, jak świat światem, zawsze prowadziło do zbrodni.
Marcin Zegadło
Adam Mazguła: krzyk dławiony krwią, który uczy. Składam hołd ofiarom zbrodni wołyńskiej
Nisko pochylam głowę nad bestialsko zamordowanymi Polakami na wschodzie. Nad przybitymi na drzwiach ojcami rodzin, umierających w bólu widoku, gwałconych i ćwiartowanych ciał kobiet oraz nabijanych na sztachety płotów niemowląt. To przerażająca pamięć! Pochylam głowę ponownie!

Czerpanie zadowolenia z ludobójstwa, a tak było podczas Rzezi Wołyńskiej, to upadek cywilizacji i dowód na bezsilność sprawczą Boga.
11 lipca w Polsce obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach polskich. Z tej okazji w Nysie odbył się zorganizowany przez władze miasta apel. Jednak po skończonej uroczystości z przerażeniem usłyszałem kobietę, która wykorzystała jeszcze włączony mikrofon, aby zareklamować święty obrazek, który podobno uratował życie jej rodziców, bo zabrali go z domu rodzinnego na Wołyniu. Potem wykrzykiwała, że trzeba skończyć z tymi, którzy dzisiaj „walczą z naszą narodową wiarą katolicką”.

Ofiarami mordów, których kulminacja nastąpiła w lecie 1943, byli Polacy, w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 50–60 tys. Polaków i w odwecie 2–3 tysiące Ukraińców. Fot. wikipedia
O zgrozo! Przecież powiedziała dokładnie to, co mówili ukraińscy duchowni podczas mszy, podczas których święcili siekiery i noże do mordowania Polaków w intencji ich „samodzielnej Ukrainy”! Ta zagubiona kobieta znalazła wroga jej wiary i wzywała do porachunków, do agresji religijnej!
Pewnie nie przywiązywałbym do tego zdarzenia żadnego znaczenie, ale ona otrzymała od zgromadzonych duże brawa. To tak, jakby cała grupa składała hołd pomordowanym poprzez nawoływanie do nowej rzezi.
Kobieta, która samowolnie pojawiła się przy mikrofonie pokazywała święty obrazek, który uratował życie rodziców. To bardzo dobrze, jeśli to prawda. Jednak, gdzie był sam Bóg wszechmogący, kiedy przeraźliwie mordowano dziesiątki tysięcy innych współobywateli? Tym bardziej, że ofiary z pewnością także posiadali swoje święte obrazki.
Na czym więc polega świętość tego obrazka i przesłanie do walki o narodową wiarę, które oklaskami witali w ustach kobiety zgromadzeni? Tego nie rozumiem, ale dla tej kobiety, to powód do agresji i uzasadnienie dla napadów na tych, co atakują jej obrazek i wiarę. Nie słyszałem, aby ktoś atakował jej obrazek, ale ktoś stojący obok dodał – „przecież jej rodzice to Ukraińcy”.
W tej sytuacji wypada zadać pytanie: czy tej wiary nie atakują sami ortodoksyjni wierni?
Czy ich tolerancja w kościele dla nawoływania do przemocy i śmierci wobec każdego człowieka innej rasy, wyznania, LGBT… nie jest zaprzeczeniem wiary? Czy tolerancja dla pedofilstwa duchownych, pogarda dla biedy, posługiwanie się kłamstwem … nie jest upadkiem wiary? Czy narzucanie wszechobecnych krzyży, nauczania religii w szkołach i państwowego kultu wszystkim obywatelom, nie jest agresją religijną? Jak nauczał Bóg, uderzcie się najpierw w swoje piersi z wyznaniem – moja wina!
Ludzie! Opanujcie się!
Odrzućcie to PiS-szczucie daleko od siebie. Przestańcie słuchać tych polityków i biskupów, którzy nawołują do podziałów społecznych, do rzekomej wojny w imię zagrożonej wiary. Przecież jest akurat odwrotnie. Przestańcie szukać wrogów, aby uzasadnić społeczną akceptację dla swoich chęci wyzwolenia agresji. Zrewidujcie swoją narrację i przestańcie używać słów takich jak: wróg, zdrajcy, nienawidzę, odwet, dobrze pamiętam, brudasy, kanalie, komuniści i złodzieje, gorszy sort, …
Jeśli powołujecie się na Boga, to zacznijcie używać słów miłości. Nie słyszę wśród obecnych „katolickich patriotów” w mediach, z trybuny sejmowej, w kościele i na ulicy takich słów, jak: przyjaciel, zwolennik, kocham, szanuję, toleruję, odwiedzę, przyjmę, pomogę, lubię, …
Czy naprawdę nie widzicie tego, że narracja PiS-u i Episkopatu prowadzi nas do narodowej wojny ideologicznej z Bogiem w tle?
Jeśli tego nie zatrzymamy czeka nas następne wielkie ludobójstwo, ale tym razem, jako zatruty owoc śmiertelnej pogardy Polaków do innych rodaków.
W smutną rocznicę Rzezi Wołyńskiej, zanim położysz kwiaty na grobach pomordowanych, zanim kolejny raz przeczytasz tablicę pamięci, zanim zapalisz znicz, pomyśl, jaką naukę dla nas niosą te ofiary. Spróbuj usłyszeć i zrozumieć, co przekazuje ten krzyk dławiony krwią naszych mordowanych poprzedników.

Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |





