Dariusz Stokwiszewski: Kto sieje nienawiść, jest godny potępienia!

 

Wczoraj po raz kolejny obejrzałem film „Wołyń” i wróciły ponure myśli dotyczące tego, do czego zwykle prowadzi nienawiść wpajana ludziom z byle powodu. Dzisiaj wrogiem może być każdy, bo: a) ma ciemniejszą skórę, b) wierzy w innego boga, c) ma inny punkt widzenia na politykę, d) nie zgadza się z łamaniem prawa oraz powszechnie przyjętych zasad, e) jest obcy, czy wreszcie f) nie podoba się temu czy innemu „sortowi ludzi”. To nie jest coś, co nie może spotkać nas tu i teraz; wręcz przeciwnie. Zbrodnie popełnione w 1943r. na polskich mieszkańcach Wołynia to straszny i wstydliwy przykład tego, co zawsze i wszędzie może się zdarzyć. Kiedy polityka i fałszywi „prorocy” zaczynają głosić hasła, w których zakłamują rzeczywistość, fałszują historię, a w imię tych chorych wizji chcą przejąć rząd dusz, powinno się nam zapalić w głowie czerwone światełko! Takich przykładów jest więcej; choćby Rwanda czy najbardziej krwawy współczesny konflikt, w dawnej Jugosławii. W każdym z tych krajów początek konfliktowi dawała narastająca nienawiść między wrogimi grupami społecznymi, a przyczyny sprowadzały się głównie do różnic religijnych, politycznych, społecznych, etc. Miały one jednakże jeden wspólny mianownik; były podsycane przez grono osób tworzących jedną z tych grup, najczęściej wpływowych, mających odpowiednie środki i narzędzia.

Jak daleko sięga moja pamięć, takich sytuacji (poza nielicznymi przypadkami podczas II wojny światowej i zaraz po niej) w Polsce nie było, z czego byliśmy dumni i szczęśliwi, gdyż nic tak nie sprzyja rozwojowi i dobrobytowi państwa, jak wewnętrzna harmonia społeczna. Nawet tzw. „komuna” nie była w stanie skłócić Polaków, a wręcz przeciwnie – jednoczyła ich w walce o demokrację. Sytuację w Polsce zmieniła w sposób radykalny katastrofa lotnicza z 10 kwietnia 2010 roku, w której zginęło 96 ważnych dla państwa osób zajmujących najwyższe stanowiska w administracji, wojsku etc. Takie tragedie się zdarzają na całym świecie; polski naród także był pogrążony w rozpaczy. Jednak mimo wszystko po okresie żałoby życie zawsze wymusza powrót do względnej normalności. O ile takie było i jest podejście większości z nas, to jednak znalazły się osoby chcące na tej tragedii zbić kapitał polityczny. Jednym słowem, od ponad dziewięciu lat katastrofa wspomnianego samolotu oraz jej skutki służą pewnym środowiskom do prowadzenia swego rodzaju krucjaty przeciw przeciwnikom politycznym. Polska i jej społeczeństwo stały się zakładnikami woli grupy wichrzycieli chcących przejąć władzę i na zgliszczach tragedii stworzyć swoją fałszywą genealogię. To się niestety udało, ale kosztem spokoju społecznego; społeczeństwo zostało podzielone murem nienawiści, na bazie której od 2010 roku trwa „polowanie na czarownice” tj., „winnych katastrofie Tu – 154”! A to wszystko nie dlatego, że ktoś w istnienie tych „czarownic” wierzy, tylko dla władzy!

Na początku wspomniałem o konfliktach wewnętrznych, prowadzących wcześniej czy później nawet do rozlewu krwi; to porażająca, ale możliwa perspektywa. W 2015 roku do władzy doszedł obóz prawicowych radykałów, którzy na nieszczęściu 96 ofiar z 2010 roku w sposób nikczemny zbiło polityczny kapitał. Polska od tego czasu zmieniła się nie do poznania. Jeszcze kilka lat temu, nikt nie przypuszczał, że nihilistyczna, bezideowa i konsumpcyjnie nastawiona (w szerokim tego słowa znaczeniu) grupa ludzi (PiS/SP) doprowadzi do ruiny państwo, które do niedawna było europejskim liderem przemian, a których zazdrościły nam inne kraje europejskie. Nienawiść ludzi prących do władzy absolutnej za wszelką cenę i z wyrachowaniem (być może także z powodu głupoty oraz braku wiedzy) niszczących pozycję Polski w świecie, rozlała się jak zaraza i niszczy nie tylko Polskę, ale też zatruła umysły Polaków.

Zniszczone sądy, prokuratura, zniewolone media publiczne, łamanie kręgosłupów tym, którzy nie chcą się podporządkować autorytarnej władzy jednego człowieka – prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – otoczonego tłumem miernych pochlebców gotowych na jego skinienie do zrobienia każdego niemal świństwa, prześladowania sędziów, a także prokuratorów, wszechogarniające pisowskie bezprawie, wsparte zemstą na ludziach niewinnych, którzy weszli w jakiś wyimaginowany konflikt z władzą to wszystko póki co nie wróży dobrze. Poza tymi wewnętrznymi kwestiami przerażające jest to, że Polska stała się państwem wytykanym palcami; przeciw jej rządowi toczą się sprawy w TSUE, ale jest także krytykowana przez większość instytucji i organizacji międzynarodowych; rządowych (GO’s oraz NGO’s)! Myślę, że tego rodzaju „doświadczeń” nie ma w swoim „dorobku” nawet Rosja i Białoruś, które są typowymi autokracjami. Polscy deputowani do Parlamentu Europejskiego wywodzący się ze „zjednoczonej prawicy” (dla mnie to zło w czystej postaci) są wyalienowani ze społeczności PE, nie mając szans na zajęcie ważniejszych stanowisk. PE boi się tych ludzi i traktuje ich jak tzw. „konia trojańskiego” chcącego UE rozsadzić od środka. I nic dziwnego, bo wydaje się, że tego chcą!

Jak to wszystko może wpłynąć na sytuację społeczno – polityczną Polski i Europy?! No bez wątpienia destrukcyjnie! Polska już przyczyniła się do osłabienia Europy, rozbijając jej jedność, przynajmniej w skali takiej, w jakiej mogła. Te działania służą jedynie Rosji i państwom niechętnym integracji europejskiej. Polska kiedyś będzie wskazywana jako ten kraj, który przyczynił się do rozpadu wspólnoty i być może wybuchu konfliktu. To nie jest dla nas Polaków powód do dumy; te rządy wcześniej czy później przeminą, ale ich fatalna spuścizna pozostanie i będą się z nią musiały borykać następne pokolenia! Czy może dojść w Polsce do takiego napięcia, kiedy to ludzie wyjdą na ulicę i zetrą się w walkach ulicznych? Oby nie, ale to dość realny scenariusz. Sceny ze wspomnianego „Wołynia” przerażają, ale takie są realia; to, co dziś widzimy na filmie, może stać się też częścią naszej rzeczywistości, bo wszystko zaczyna się od słowa! Tak: od zdradzieckich mord, morderców, kanalii, gorszego sortu etc. One także tną jak sztylet! Zresztą, żeby nie być gołosłownym, wystarczy przypomnieć zabójstwo prezydenta Gdańska. Jego też „zabijano na raty”; najpierw były słowa!

Miałem sposobność pracy na misjach międzynarodowych, z których jedną była IFOR i SFOR w Bośni – Hercegowinie. Dawna Jugosławia to w czasach „zimnej wojny” był kraj, w którym płacono markami i dolarami, gdzie było wszystko, to „ziemia obiecana” dla tych, którzy tam przyjeżdżali np. w celach handlowych. Później zostały tylko zgliszcza! Kiedy po kilkumiesięcznym szkoleniu w Danii polecieliśmy do Zagrzebia (Chorwacja), to jeszcze nic nie zapowiadało koszmaru, który ukazał się nam przy przekraczaniu granicy z Bośnią, do której jechaliśmy z lotniska autobusami. Chorwacja jest piękna, ale tuż po przekroczeniu granicy z Bośnią czterdzieści kilometrów całkowitej ciemności; wszędzie sterczące kominy spalonych budynków, wycie psów i gdzieniegdzie lampa naftowa w chacie często otoczonej polem minowym! A przecież jeszcze podczas igrzysk zimowych w 1984 r. w TV oglądaliśmy piękne Sarajewo! Miałem okazję być na tych wzgórzach gdzie kiedyś były skocznie i inne obiekty. To właśnie z tych miejsc serbscy snajperzy przez ponad trzy lata ostrzeliwali największą aleję w Sarajewie, tzw. „aleję snajperów”!

Aleja Snajperów
Aleja Snajperów – nieoficjalna nazwa głównej alei w Sarajewie. Według danych zebranych w 1995 snajperzy zabili 225 ludzi, z czego 60 to dzieci. Fot. wikipedia Fot. wikipedia

Dla mnie i takich jak ja nie są to jakieś zasłyszane historie; to rzeczywistość. Czy ktoś z nas chce, aby polskie stadiony i boiska (tak, jak te w Bośni) zamieniły się w cmentarze? Kaczyński i wielu jego kolegów nawet nie byli w wojsku; po prostu nie wiedzą, w jakim kierunku prowadzą Polskę. Może warto byłoby pomyśleć na jesieni o tym, czy warto dla idei chorych ludzi ryzykować życiem Polaków i bezpieczeństwem Polski! To igranie z ogniem i trzeba z tego zdawać sobie sprawę; wolność stracić łatwo, tym bardziej że nic nie jest nam dane raz na zawsze. Wojna, jaką by nie była, to tragedia i tylko ten, kto jej skutki widział, może wiedzieć co ona oznacza dla przeciętnego człowieka!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Szydło przegrała głosowanie na szefową komisji w europarlamencie. Była jedyną kandydatką. „To odwet”

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Była premier Beata Szydło przegrała dziś wybory na szefową komisji ds. zatrudnienia europarlamentu. Była jedyną kandydatką, ale w tajnym głosowaniu opowiedziało się za nią tylko 21 członków komisji, a 27 było przeciw.

Fot. Źródło: dw.de

Wszystkie 22 komisje Parlamentu Europejskiego wybierały dziś swych przewodniczących i wiceprzewodniczących, którzy – na zasadzie dżentelmeńskiej umowy – są rozdzielani pomiędzy poszczególne frakcje w zależności od ich wielkości.

W tym rozdzielniku klubowi konserwatystów przypadły fotele szefów dwóch komisji – do spraw zatrudnienia (o tę zabiegała Beata Szydło) oraz do spraw budżetu, której przewodnictwo bez większych kłopotów objął dziś Belg Johan Van Overtveldt z Nowego Sojuszu Flamandzkiego.

– Całe moje życie zawodowe było związane ze sprawami społecznymi. Pochodzę z regionu, który nauczył mnie wrażliwości społecznej. Najważniejsze jest chęć porozumienia, rozmowy, konsultacji – przekonywała dziś Szydło. W imieniu jej frakcji zachwalała ją także Elżbieta Rafalska, ale – zgodnie ze zwyczajem – nie było otwartej dyskusji o kandydatce.

Złym znakiem dla Szydło stał się wniosek europosłów centrolewicy (klub S&D), by utajnić głosowanie. Już wczoraj frakcja „Odnowić Europę” (liberałowie plus deputowani z partii Emmanuela Macrona) otwarcie zapowiedziała utrącanie kandydatów z partii rządzących w Polsce i na Węgrzech, bo te kraje są objęte postępowaniem z artykułu 7 Traktatu o UE. Choć centrolewica powstrzymywała się od publicznych deklaracji, to z jej zamkniętych posiedzeń dochodziły sygnały, że będzie przeciw Szydło. Centroprawicowa Europejska Partia Ludowa (m.in. PO, PSL, niemieccy chadecy) oficjalnie rekomendowała głosowanie zgodne z ustaleniami władz frakcji, czyli poparcie dla Szydło.

– To odwet. Był jeden kandydat, więc dlaczego wnioskowali o utajnienie głosowania? Beata Szydło ma kompetencje w sprawach społecznych nieporównywalne w Europie. Ale nie liczyły się kompetencje – przekonywał europoseł Ryszard Legutko (PiS). Jego zdaniem blokowi lewicowemu szło o zemstę za przekreślenie szans Fransa Timmermansa na posadę przewodniczącego Komisji Europejskiej na szczycie UE z zeszłego tygodnia, na którym Timmermansowi sprzeciwiała się m.in. Polska. Szydło unikała dziś wypowiedzi dla mediów. Komisja ds. zatrudnienia wybierze przewodniczącego dopiero w przyszłym tygodniu.

Kordon sanitarny tylko dla Szydło

Utrącenie Szydło nie oznacza europarlamentarnego „kordonu sanitarnego” wokół PiS, bo komisja ds. zagranicznych wybrała dziś Witolda Waszczykowskiego na swego I wiceprzewodniczącego, a na takie samo stanowisko Zdzisława Krasnodębskiego (przepadł w zeszłym tygodniu w wyborach na jednego z wiceszefów Parlamentu Europejskiego) wybrała dziś także ważna komisja ds. przemysłu.

Kandydatura Szydło była prowokacją. To nie jest zwykła polska polityczka, lecz była premier rządu PiS. Dlatego była nie do przetrawienia dla swojej komisji – tłumaczy jeden z zachodnioeuropejskich europosłów. Część deputowanych pamięta Szydło z jej wystąpienia jako szefowej polskiego rządu w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, kiedy – ku uciesze i oklaskom eurosceptycznych i antyunijnych europosłów – kategorycznie odrzucała krytykę w sprawie zagrożonej praworządności w Polsce.

Czy gdyby klub konserwatystów wystawił dziś Rafalską zamiast Szydło, to miałaby większe szanse? – Niewykluczone, choć determinacja tej komisji, żeby generalnie blokować PiS była spora – odpowiada jeden z naszych rozmówców w europarlamencie.

Także dzisiaj komisja ds. rynku wewnętrznego wybrała Różę Thun (PO) na swą III wiceprzewodniczącą, komisja ds. polityki regionalnej – Krzysztofa Hetmana (PSL) na swego I wiceprzewodniczącego, a komisja ds. kobiet i równouprawnienia – Roberta Biedronia na swego IV wiceprzewodniczącego. Ewa Kopacz już w zeszłym tygodniu została jedną z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego.

Instytucjonalne umocowanie polskich europosłów jest znacznie gorsze, niż w poprzedniej kadencji, gdy Polacy kierowali łącznie czterema komisjami (jedna to formalnie podkomisja do spraw bezpieczeństwa i obrony) i mieli dwa fotele wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego.

 

REDAKCJA POLECA

 


Eksperci niemieckiego parlamentu: reparacje wojenne dla Grecji „Tak” dla Polski „Nie”

Zespół ekspertów niemieckiego parlamentu zakwestionował żądania reparacyjne Polski. Za uzasadnione autorzy ekspertyzy uważają natomiast roszczenia Grecji.

„Z punktu widzenia prawa międzynarodowego stanowisko rządu federalnego jest dopuszczalne, ale w żadnym wypadku obligatoryjne” – tak ustosunkowują się do odrzucenia przez rząd w Berlinie żądań odszkodowawczych Grecji za straty poniesione podczas II wojny światowej eksperci Bundestagu w opinii sporządzonej na wniosek klubu parlamentarnego Lewicy.

15-stronicowy dokument pod nazwą „Greckie i polskie żądania reparacyjne wobec Niemiec“ systematyzuje „prawne linie argumentacji” i wskazuje na „podobieństwa i różnice” w obu przypadkach.

Mówiąc o Grecji, zespół ekspertów proponuje, by dla uzyskania „jasności prawnej” sprawę rozpatrzył Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) w Hadze. Ponieważ jednak spór dotyczy wypadków sprzed ponad 70 lat, rząd Niemiec musiałby zdecydować się na taki krok dobrowolnie.

Na początku czerwca br. Grecja oficjalnie wezwała Niemcy do wszczęcia rozmów ws. reparacji wojennych. Grecki parlament zobowiązał do tego rząd w Atenach z wówczas jeszcze lewicowym premierem Aleksisem Tsiprasem. Powołana przez parlament komisja ekspertów oszacowała straty wojenne Grecji na 290 mld euro.

Dla Berlina temat jest zamknięty, zarówno z prawnego, jak i politycznego punktu widzenia. Niemiecki rząd jest zdania, że „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”, tzw. traktat zjednoczeniowy „2+4″ z 1990 roku zawiera „ostateczną regulację kwestii prawnych powstałych w związku z II wojną światową”.

Tyle że w traktacie „2+4″ zawartym między Republiką Federalną Niemiec, Niemiecką Republiką Demokratyczną oraz czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi USA, Wielką Brytanią, ZSRR i Francją w ogóle nie wzmianki o reparacjach wojennych. Grecja nie uczestniczyła też w rozmowach na ten temat.

Eksperci nie widzą szans na powodzenie polskich żądań

Odrzucenie przez Niemcy dalszych świadczeń reparacyjnych dotyczy także Polski, która, jak zwraca uwagę niemiecka agencja prasowa DPA, podobnie jak Grecja także je przypuszczalnie wkrótce wysunie. Odpowiedni raport zamierza przedłożyć najpóźniej do końca roku, a przypuszczalnie do 1 września sejmowy zespół ds. reparacji. DPA przypomina, że rząd PiS od 2017 r. regularnie domaga się od Niemiec adekwatnych odszkodowań na zniszczenia i zbrodnie wojenne.

Jak dotąd polski rząd wstrzymywał się od wystąpienia z oficjalnymi żądaniami, co może się zmienić. – Istnieje silna wola polityczna, by systematycznie pracować nad tym tematem – powiedział szef parlamentarnego zespołu ds. reparacji Arkadiusz Mularczyk (PiS). Wysokość odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny światowej zespół oszacował na 800 miliardów euro.

Zespół ekspertów Bundestagu uważa te żądania za nieuzasadnione. Jak czytamy w najnowszej opinii, nie można znaleźć „żadnej przekonywającej argumentacji prawnej”. W przeciwieństwie do Grecji, w 1953 r. (i ponownie w 1970 r.) Polska miała jednoznacznie zrezygnować z reparacji wobec Niemiec. Polski rząd uważa tamte deklaracje za nieważne, argumentując, że do ich złożenia doszło pod naciskiem ZSRR.

Według autorów ekspertyzy polska rezygnacja z roszczeń odszkodowawczych także dzisiaj jest „wiążąca z punktu widzenia prawa międzynarodowego”. Grecki rząd natomiast podkreślał, że nie zrezygnuje z żądań odszkodowawczych.

Zdanie ekspertów Bundestagu dotyczące Polski podziela przewodniczący niemiecko-polskiej grupy parlamentarnej w Bundestagu Thomas Nord (Lewica) – Można się w Polsce z tym nie zgadzać, ale istniały umowy prawne, które dawno uregulowały te kwestie – powiedział DW Nord. – Z moralnego punktu widzenia nie można jednak robić żadnych różnic. Jeżeli chodzi o poszczególne grupy ofiar, może jeszcze dojść do dalszych odszkodowań – dodał polityk Lewicy.

Lewica domaga się przejęcia odpowiedzialności

Pytanie, jak do kwestii reparacji odniesie się nowy rząd Grecji premiera Kyriakosa Mitsotakisa. Jego liberalno-konserwatywna Nowa Demokracja uzyskała w niedzielnych wyborach absolutną większość w parlamencie. Oczekuje się, że w jedną ze swoich pierwszych podróży zagranicznych Mitsotakis uda się do Niemiec.

Prawne rozwiązanie kwestii reparacji dla Grecji rząd w Berlinie odrzuca. Wiceszef niemieckiego MSZ Niels Annen (SPD) wyjaśnił w końcu czerwca na zapytanie parlamentarne Lewicy, że: „Zajmowanie się kwestią greckich żądań reparacyjnych przez MTS nie jest zamiarem żadnej ze stron”.

Partia Lewicy domaga się od rządu, by wyszedł naprzeciw greckim żądaniom reparacyjnym. – Opinia ekspertów Bundestagu pokazuje, że rząd federalny nie może już dłużej unikać historycznej odpowiedzialności – powiedziała agencji DPA posłanka Lewicy Heike Hänsel. – Nie może być mowy o polityce definitywnego postawienia kropki – dodała. Dotychczas rząd „zawiódł na całej linii – pod względem prawnym, politycznym a przede wszystkim moralnym”.


Ostatni dyktator współczesnej Europy. Łukaszenka od 25 lat rządzi na Białorusi

DW

Aleksander Łukaszenka od 25 lat rządzi twardą ręką na Białorusi. Co sprawiło, że tak długo utrzymuje się u władzy?

Ostatni dyktator współczesnej Europy. Łukaszenka od 25 lat rządzi na Białorusi

Na II Igrzyskach Europejskich w Mińsku Aleksander Łukaszenka był w swoim żywiole. Można było odnieść wrażenie, że krytyka ze strony organizacji broniących praw człowieka go nie dotyczy i odeszła w zapomnienie.

Tymczasem w maju na Białorusi wykonano kolejne dwa wyroki śmierci przez strzał w potylicę. Białoruś jest dziś jedynym państwem w Europie, w którym kara śmierci jest orzekana i wykonywana.

Łukaszence zdaje się to nie przeszkadzać. Mało tego, sam mówi z dumą o Białorusi jako „ostatniej dyktaturze w Europie”.

Rekordzista Łukaszenka

10 lipca 2019 obchodzi 25-lecie swoich rządów. Nikt poza nim nie utrzymał się w Europie tak długo u władzy. Pod tym względem Łukaszenka pobił nawet swego przyjaciela, prezydenta Rosji Władimira Putina.

Jego poglądy mogą zaskakiwać, a czasem wręcz szokować. Ten były dyrektor sowchozu określił zachodnioeuropejskie demokracje jako „głupotę”. Łukaszenka znany jest ze swego zamiłowania do gry w hokeja i chętnie pozuje na stuprocentowego mężczyznę. W związku z tym pozwolił sobie na uwagę, że „lepiej być dyktatorem niż gejem”.

Jego rzeczniczka Natalia Eismont oświadczyła, że białoruski model dyktatury stał się czymś w rodzaju „marki” i udanej formy sprawowania władzy państwowej. W jej przekonaniu „na świecie może dojść do wzrostu zapotrzebowania na dyktatury”. O ile bowiem wszędzie panuje chaos, na Białorusi mamy do czynienia z dyscypliną i porządkiem.

Nie powiedziała jednak, na czym ów porządek polega. A opiera się on na eliminowaniu przeciwników politycznych Łukaszenki, kontrolowaniu i sterowaniu wynikami wyborów i pracy mediów oraz umieszczaniu synów prezydenta na ważnych stanowiskach w państwie. W tej chwili Łukaszenka rządzi nim tak, jak gdyby było jego rodzinnym przedsiębiorstwem.

Naród go popiera

Eksperci są zdania, że większość z około 9 mln obywateli Białorusi jest zadowolona ze swego położenia i ceni spokój oraz stabilizację w kraju, głównie dlatego, że widzą wojnę i biedę w sąsiedniej Ukrainie.

Głosy krytyczne, na które zwraca się uwagę, należą do rzadkości. Tylko nieliczni wpływowi Białorusini, tacy jak laureatka literackiej Nagrody Nobla z 2015 roku, Swiatłana Aleksijewicz, sprzeciwiają się publicznie elektrowni atomowej w Ostrowcu.

Ekspertka Maryna Rakhlei, podróżująca w tej chwili po swej rodzinnej Białorusi z ramienia niemieckiego oddziału Fundacji Marshalla uważa, że w utrzymaniu się tak długo u steru władzy Łukaszence pomogły „taktyka i szczęście”.

Jedną z przyczyn sukcesu białoruskiego systemu sprawowania władzy dostrzega w tym, że na Białorusi, w odróżnieniu od Rosji, nie ma wpływowej warstwy oligarchów.

Łukaszenka znakomicie opanował sztukę stałego żonglowania między Unią Europejską a Rosją i zawsze rozumiał, że musi podzielić się częścią pieniędzy ze społeczeństwem, uważ Rakhlei. Ważnym inwestorem na Białorusi są Chiny, co także odgrywa pewną rolę.

Na Białorusi bez zmian

Rakhlei nie spodziewa się żadnych zmian na Białorusi po wyborach parlamentarnych na jesieni bieżącego roku ani po wyborach prezydenckich w roku 2020.

Faktem jest, że w tej chwili w białoruskim parlamencie zasiada dwóch polityków opozycyjnych, a w kraju nie ma żadnych więźniów politycznych. Społeczeństwo obywatelskie i kultura mają więcej swobody, ale są to tylko „drobne ustępstwa” ze strony władzy. W razie zagrożenia wewnętrznego bądź zewnętrznego w każdej chwili można będzie ponownie dokręcić śrubę, twierdzi Rakhlei.

„Mamy do czynienia jedynie z lekkim otwarciem, a nie ze strukturalnymi reformami, co oznacza, że władza nie utraciła kontroli nad państwem i społeczeństwem”, dodaje.

Podczas utrzymywania się przez ćwierć wieku u władzy Łukaszenka wiele przetrzymał, między innymi zachodnie sankcje gospodarcze za brutalny sposób obchodzenia się z opozycją. Ignoruje całkowicie krytykę, że na Białorusi wciąż orzeka się i wykonuje karę śmierci przez rozstrzelanie.

Czy może być lepiej?

Fundacja Bertelsmanna ulokowała w ubiegłym roku Białoruś na liście państw nowo uprzemysłowionych i rozwijających, w których zachodzą korzystne przemiany, na miejscu 86, za Chinami (81) i Rosją (70). Raport fundacji zawiera uwagę, że Białoruś poprawiła swoje stosunki z UE i USA, ale nie należy spodziewać się po niej postępów w dziedzinie demokracji.

Z okazji jubileuszu 25-lecia Łukaszenki białoruskie media przypominają jego podróże zagraniczne odbyte w tym okresie. Jego zdjęcia z prezydentem Barackiem Obamą i papieżem w Watykanie mają być dowodem na to, że wszędzie jest chętnie widzianym gościem.

W obecnym, jubileuszowym roku, głównymi tematami Łukaszenki są stabilizacja i suwerenność. Chodzi w nich o to, żeby przekonać ludzi, iż mimo uzależnienia Białorusi od dostaw rosyjskiej ropy i gazu, kraj nie jest podporządkowany całkowicie swemu potężnemu sąsiadowi.

W tej chwili Moskwa i Mińsk prowadzą ożywione rozmowy na temat przyszłości powstałego w 2000 roku Związku Białorusi i Rosji, mającego charakter konfederacji.

Łukaszenka ponownie oferuje swe usługi jako mediator w konflikcie między Rosją i Ukrainą. W roku 2015 był gospodarzem rokowań w Mińsku z udziałem kanclerz Merkel, prezydenta Putina oraz prezydentów Francji i Ukrainy. Mówi się o ich wznowieniu, co pozwoliłoby Łukaszence ponownie wejść na scenę światowej polityki.

 

REDAKCJA POLECA

 


Gabriela Lazarek: napisałam list do Krystyny Pawłowicz. Czy mógłby ktoś Jej to jakoś udostępnić?

Gabriela Lazarek

Gabriela Lazarek

Mnie osobiście, kompletnie nie interesuje przeszłość Pani, Pani Ojca, ani nikogo innego z Pani rodziny. Nie interesuje mnie kto na Panią jeszcze co wyciągnie, ani jak się Pani będzie tłumaczyć. Interesuje mnie to, żeby ludzie tacy jak Pani, przeszli w polityczny niebyt i stanęli przed sądem za wszystkie swoje podłości z kilku ostatnich lat. Teraz tylko to mnie interesuje.

Napisałam list do Krystyny Pawłowicz. Czy mógłby ktoś Jej to jakoś udostępnić gdzieś w komentarzu? Bo mnie już niestety wszędzie zablokowała.

Pani Krystyno!

Zadała Pani pytanie, czy my, Polacy, mamy Pani osobiście coś poważnego, politycznego do zarzucenia.

Jako obywatelka tego kraju, postanowiłam Pani na to pytanie odpowiedzieć.

Mnie osobiście, kompletnie nie interesuje przeszłość Pani, Pani Ojca, ani nikogo innego z Pani rodziny. Rodziny się nie wybiera, a też życie pisze ludziom różne scenariusze i nie mnie oceniać co kim powodowało, że w przeszłości postępował tak, a nie inaczej, że podejmował takie, a nie inne decyzje.

Czas PRLu był podzielony na ludzi klamliwych, fałszywych, żądnych władzy, często tchórzliwych, na tych, którzy starali się po prostu ten straszny czas jakoś przeżyć, nie wychylajac się – i na tych odwaznych, zwykłych ludzi, którzy wbrew wszystkiemu potrafili się sprzeciwić wyniszczającej ich władzy.

Cała sprawa tak naprawdę toczy się o to, kto był kim. Z całą pewnością w tej ostatniej grupie Pani nie było, więc pozostają dwie wcześniejsze. Jednak i to nie ma takiego dużego znaczenia. Mnie najbardziej interesuje w tym wszystkim to, kto jakim jest człowiekiem dzisiaj, po tych wszystkich doświadczeniach. Po tym poznać kto po prostu „wpadł w system”, a kto go współtworzył, popierał i czerpał całymi garściami, a kto z nim walczył, pragnąc żyć w wolnym, demokratycznym kraju.

Kompletnie niezrozumiała jest dla mnie Wasza idiotyczna ustawa dezubekizacyjna. Podłe jest Wasze grzebanie w życiorysach Ojców i Dziadków, i wytykanie z tego powodu ludzi palcem oraz skazywanie na życie w poniżeniu i skrajnym ubóstwie. Jeszcze bardziej podłe jest wykorzystywanie takiego zachowania do wskazywania niewinnych ludzi tylko dlatego, bo sprzeciwiają się Waszym działaniom.

Ohydne i obrzydliwe są Wasze ataki na Niemców czy Ukraińców, którzy tak jak Wy, jak my wszyscy, swoich przodków sobie nie wybierali.

Te Wasze „poglądy”, to ohydne, obrzydliwe kłamstwa służące tylko temu, żeby poróżnić społeczeństwo, żeby sąsiad dla sąsiada stał się wrogiem. Bo posiadanie wroga daje Wam władzę. Wasz potencjał i paliwo dla ludzi, to TYLKO I WYŁĄCZNIE WRÓG.

Ja słyszałam nawet o przypadku rodzeństwa, które jest skłócone ze sobą, bo brat bratu wytknął UBeckich rodziców. Pani zdaniem to normalne? To Wasze dzieło. Między innymi Pani. Regularnie Pani pluje i szczuje na ludzi, wykorzystując do tego poselski fotel.

Ale wracając do Pani pytania. Tak jak pisałam, nie interesuje mnie Pani przeszłość. Interesuje mnie to, jak Pani się zachowuje w czasie terazniejszym, jako posłanka Sejmu RP. Nie interesuje mnie żadna Pani legitymacja partyjna, żadne kwity, podpisy, nic. To nie ich potrzebuję, żeby określić jakim Pani jest człowiekiem. Bo to jakim Pani jest człowiekiem, określa to, jak traktuje Pani innych ludzi, jak się do nich zwraca, jakie motywy Panią kierują.

Z moich obserwacji wynika jednoznacznie, że zachowuje się Pani IDENTYCZNIE, jak ludzie, którzy współtworzyli komunistyczny ustrój, a których tak często lubi Pani nazywać „komuchami”, „zdrajcami”, „UBekami” itd.

U Pani niestety widzę te same cechy. Tę samą podłość, nienawiść, kłamstwa, pogardę i agresję. Zresztą mogłabym tak długo wymieniać. Pani poglądy nie różnią się praktycznie niczym od poglądów ludzi PZPR. Ludzi klamliwych, żądnych władzy, mających w pogardzie ludzi i ich prawa, dążących do celu po trupach. Na pocieszenie powiem Pani, że nie jest Pani sama. Jest Was więcej. Wasze poglądy, to kalka z PRLu.

Ach, jeszcze jest Kościół przecież i „Solidarność” – wrogowie komunizmu, Wasz sztandarowy argument, że jesteście antykomunistami. Tylko szanowna Pani, w Polsce niestety już nie ma ani kościoła z tamtych lat, ani solidarności Polaków, ponieważ już dawno je zniszczyliście. Wchłonęliście i przerobiliście na swój PZPRowski, partyjny schemat. Wszyscy utknęliście w PRL !

To Wasz „konserwatyzm” i Wasza „tradycja” ! To Wasz „patriotyzm” i „miłość do ojczyzny”! Wasza ukochana Polska, to ten cały PRLowski syf! To wszystko co robicie kojarzy się z PRLem. Z czasem, który już nigdy nie powinien w Polsce powrócić.

Możecie siebie nazywać „Prawymi” i „Sprawiedliwymi”. Macie nawet tę samą co komuniści, „prawdę”, którą sączycie ludziom do głów.

Jest Pani mentalną komunistką z krwi i kości. Na to nie trzeba żadnych papierów. Partia do której Pani należy, to PZPR po liftingu. Na dowód w zupelności wystarczy Pani obecne zachowanie, Pani poglądy i to, jak traktuje Pani ludzi.

Nie interesuje mnie kto na Panią jeszcze co wyciągnie, ani jak się Pani będzie tłumaczyć. Interesuje mnie to, żeby ludzie tacy jak Pani, przeszli w polityczny niebyt i stanęli przed sądem za wszystkie swoje podłości z kilku ostatnich lat.

Teraz tylko to mnie interesuje.

Gabriela Lazarek


Szokujący raport ONZ. Blisko 50 tyś. kobiet rocznie ginie z rąk krewnych

DW

Blisko 50 tys. dziewcząt i kobiet na świecie zabili w 2017 r. członkowie własnej rodziny. Zbrodnie te są często ukoronowaniem trwającej latami spirali przemocy – wynika z raportu ONZ.

Blisko 50 tys. dziewcząt i kobiet na świecie zabili w 2017 r. członkowie  własnej rodziny

Tylko w 2017 r. z rąk rodziny zginęło na świecie 464 tysięcy osób – wynika z opublikowanego w poniedziałek (8.07.2019) raportu Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) w Wiedniu. Mniej więcej jedną piątą z nich stanowią kobiety: z 87 tys. kobiet i dziewcząt, które stały się ofiarami morderstwa lub zabójstwa, w 50 tys. przypadków były to czyny dokonane przez członków rodziny. Dla porównania: w tym samym 2017 roku w konfliktach zbrojnych zginęło 89 tys. osób – kobiet i mężczyzn.

„Wiele kobiet zostało zabitych przez obecnych lub byłych partnerów, ale też przez ojców, braci, matki, siostry i innych członków rodziny, zależnie od ich roli i rangi”, podaje raport UNODC.

W przypadku partnerów, obecnych lub byłych, ich czyny nie są spontaniczne, tylko są uwieńczeniem długotrwałej spirali przemocy. A głównym motywem zabójstwa lub morderstwa jest zazdrość i strach przed opuszczeniem partnera przez kobietę.

Sytuacja ta potęguje się od kilku lat. Podczas gdy w 2012 r. kobiety zamordowane przez partnerów lub członków rodziny stanowiły 47 procent ogólnej liczby zabitych kobiet, w 2017 r. było to już 58 procent. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców regionów świata, najbardziej niebezpieczna jest dla kobiet Afryka, stosunkowo bezpieczna jest natomiast Europa.

Przemoc wobec kobiet jest często zakorzeniona w stereotypowych poglądach na autorytarną rolę mężczyzny w związku. Kto uważa, że mężczyzna ma prawo do seksu lub dominowania kobiety, szybciej jest skłonny do użycia przemocy, łącznie z zabójstwem. Ważnymi czynnikami są także obserwowane u sprawców niski poziom wykształcenia, znęcanie się nad nimi w dzieciństwie, alkohol i doświadczenia w użyciu przemocy – stwierdza się w raporcie UNODC.

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: To the members of the European Council, the European Parliament and the European Commission!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Ladies and Gentlemen

I know that you have great knowledge about what is happening in Poland, but the information should officially resume once again. Since the power in the country was taken over by Jarosław Kaczyński, the process of destroying a democratic state of law began simultaneously. Most independent institutions were deprived of independence. However, this process is constantly progressing. For a long time, decent people who do not agree to breaking the law in Poland are becoming the target of „hunting” and repression of this government! This is what happens to judges, prosecutors and attorneys!

Ladies and gentlemen, representatives of the EU Member States, as you well know before the European Court of Justice, there is already a trial to restore the rule of law in Poland! The request for it was submitted by Polish judges. So today I am addressing you on behalf of all those who love freedom and who respect the right of Poles: help us to repair the state and stand formally in defense of people undergoing repression, because soon it may be too late! The most engaged in the „hunting” of decent judges and prosecutors are two people following the orders of the president Jaroslaw Kaczyński: Zbigniew Ziobro and Bogdan Święczkowski. The tragic thing is that the spoiling of the state is also supported by President Andrzej Duda, and all „three” are lawyers (sic!). It’s like a nightmare!

The result of such actions may in effect lead Poland out of the European Union! I am appealing, therefore, for you not to let this act of modern barbarism – for the good of Poland and Europe!

Finally, I will ask you rhetorically: what will happen to the public if the Polish judicial system is directed by several people from the ruling party at their own discretion, bypassing the law ?!

Sincerely
Dariusz Stokwiszewski PhD

***

Do członków Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej!

Szanowni Państwo

Wiem, że macie wiedzę na temat tego, co się dzieje w Polsce, jednak informacja o tym powinna oficjalnie wybrzmieć raz jeszcze. Od kiedy władzę w kraju przejęła partia Jarosława Kaczyńskiego, rozpoczął się jednocześnie proces niszczenia demokratycznego państwa prawa. Większość niezależnych instytucji została pozbawiona niezawisłości. Proces ten jednak nieustannie postępuje. Od dłuższego czasu przyzwoite osoby niegodzące się z łamaniem w Polsce prawa stają się celem „polowań” i represji ze strony tego rządu! Tak się dzieje z sędziami, prokuratorami i adwokatami!

Panie i Panowie, przedstawiciele państw członkowskich UE, jak doskonale wiecie, przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości toczy się już postępowanie o przywrócenie w Polsce praworządności! Wniosek o to złożony został przez polskich sędziów. Zwracam się więc dzisiaj do was w imieniu wszystkich kochających wolność i szanujących prawo Polaków: pomóżcie nam w naprawie państwa i stańcie formalnie w obronie ludzi, poddawanych represjom, bo wkrótce może być już zbyt późno!

Najbardziej zaangażowani w „polowanie” przyzwoitych na sędziów oraz prokuratorów są dwie osoby wykonujące polecenia prezesa Jarosława Kaczyńskiego: Zbigniew Ziobro i Bogdan Święczkowski. Tragiczne jest to, że psucie państwa wspiera także prezydent Andrzej Duda, a wszyscy trzej są prawnikami (sic!). To jest jak koszmar!

Skutkiem takich działań może być w efekcie wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej! Apeluję więc o to, abyście nie pozwolili na ten akt współczesnego barbarzyństwa – dla dobra Polski i Europy!

Na koniec zapytam was retorycznie: co będzie ze społeczeństwem, jeśli wymiarem sprawiedliwości w Polsce z pominięciem prawa będzie kierować, według własnego uznania, kilka osób z partii rządzące?!

Z poważaniem
Dr Dariusz Stokwiszewski


Rafał Sulikowski: Religie – główny problem XXI wieku

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Jeśli wspólnie nie zastanowimy się tutaj, na tym forum, co dalej począć z wyskokami Kościoła i zbiorowymi zaburzeniami nerwowymi, nazywanymi roboczo “religią”, to nikt za nas tego nie zrobi i będziemy winni duchowej apokalipsy, jaką zgotują nam religie jeszcze w tej połowie obecnego stulecia.

 

Wyobraźmy sobie świat bez religii, o którym śpiewał John Lennon w piosence “Imagine”: nie ma już coniedzielnej Mszy, kościoły najpierw zamknięto, a potem przerobiwszy na sale koncertowe – zburzono. To samo zrobiono z meczetami i synagogami, cerkwiami i zborami.

Co by się stało, gdybyś pewnego dnia dowiedział się, że papież ogłosił koniec chrześcijaństwa w jego dawnej i obecnej postaci? Czy świat bez religii był niegdyś? Czy kiedyś będzie? Czy Jezus się nie mylił, pytając retorycznie, czy “znajdzie wiarę na Ziemi, gdy przyjdzie?” Czy ludzie Kościoła i innych religii zostaną ukarani za to, co robili przez tyle wieków z niewykształconymi ludźmi?

Wiedza daje potęgę, także tę materialną: to wiemy wszyscy. Kto jednak korzysta z wiedzy, aby zdobyć władzę i pieniądze, ten niegodny jest nieba. Powinien zostać na ziemi, którą spali słońce.

Dlaczego istnieją religie? Kto wpadł na pomysł, aby zbudować pierwsze świątynie na bliskim wschodzie i dlaczego do dziś się je stawia? Co kieruje ludźmi, aby automatycznie, jak manekiny wstać rankiem w niedzielę i “pójść do kościoła”?

Zauważ, że “chodzi się do kościoła”, a nie “chodzi się, aby spotkać Boga”. Pomylili się nasi pradziadowie, gdy ustanawiali nowoczesne reguły separacji prywatnych przekonań od naukowych dociekań w okresie pozytywizmu. Sądzili, że “religia to opium dla ludu” i że “Bóg zmarł”, ale nie przypuszczali, że nadejdą takie czasy, jak dziś, kiedy na lekcjach katecheci stawiają uczniom pytanie o to, czy “homoseksualista może być zbawiony?”. Skandal polega tu już na samym postawieniu tego pytania, które jest w domyśle rzecz jasna retoryczne: nie, nie może być zbawiony, bo ja – katecheta – tak chcę i koniec. Jest to perfidne wykorzystywanie zabobonnych lęków, przesądów i uprzedzeń, uprzednio wdrukowanych w dzieciństwie, do forsowania nowych pułapek myślowych.

Ktoś powiedział, że “wiek 21 będzie religijny, bądź nie będzie go wcale”. I miał na myśli mistykę oraz rozwój duchowy, które rzadko idą w parze z oficjalnymi dogmatami jakiejś wiary czy tradycji religijnej. Niestety, mistyka jeżeli jest, to tylko w szpitalach dla nerwowo chorych, a w przestrzeniach publicznych mamy karykaturę, parodię wiary, jej jakieś legalistyczne i formalne szczątki. Po prawdziwej wierze nie ma śladu, stąd wchodzi w nas wiara fałszywa, niemająca nic wspólnego nie tylko z Biblią, ale nawet z tym, czego uczy w oficjalnych encyklikach papież.

Kiedy opublikowano “Amoris leatitia”, podniosło się larum i “wierni Tradycji”, czyli mówiąc krótko tradycji kastracyjnej oburzyli się, że papież – zresztą wzorem Benedykta XVI – mówi coś o “erosie” i “amorze”. Dziadek bredzi! – twierdzili prawowierni, bardziej boscy niż sam Bóg katolicy polscy.

Mam znajomego księdza Polaka, który jest kapelanem w szpitalu w Wiedniu. Kiedy czatujemy o religii, przekazuje mi wstrząsający – ale jakże pozytywnie! – obraz wiary w Zachodniej Europie. Tam nikt ci nie zabroni kupna w aptece gumki albo środka antykoncepcyjnego; nikt ci nie wejdzie do łóżka i nie zbada, w jakiej pozycji to robisz i ile masz z tego rozkoszy; tam nikt ci nie zabroni uczyć się teorii ewolucji; nikt nie zmusi Twoich dzieci do udziału w jakichś chorych uroczystościach i nie będzie prześladował, jeśli ich nie poślesz na religię, która właściwie jest tam etyką oraz religioznawstwem porównawczym: dzieci uczą się, że są różne tradycje i panuje tu wielka różnorodność, tak jak w świecie biologicznym i że masz wolny wybór, możesz nie tylko je obiektywnie poznawać, ale i podróżować bez obaw do miejsc innych wiar, odwiedzać meczet, synagogę, cerkiew czy zbory i nie mieć z tego powodu problemów.

Tam nikt nie rzuca anatem, klątw i przekleństw; tam nikt nie sądzi po pozorach, a jeśli się zdarzają nieporozumienia, to szybko zostają wyjaśnione. Każdy szanuje siebie, swoją wiarę lub niewiarę, szanuje innych i inne wiary oraz niewiary. Tam religia nie opanowała uniwersytetów, akademii, szkół średnich oraz powszechnych; religia zna i zachowuje swoje granice, wie, gdzie jej miejsce, że najlepiej jej w “ewangelicznej izdebce”, gdzie każdy może robić, co chce. I jeszcze nie najmniej ważne: spowiedź jest całkowicie na wymarciu, a jeśli ktoś chce porozmawiać z księdzem, musi się umówić, bo księża nie siedzą ostentacyjnie w konfesjonałach i nie jadą na wzbudzaniu poczucia winy; znasz to uczucie, kiedy wchodzisz do kościoła, widzisz sznureczek ludzi i nagle wahasz się, czy też nie pójść do spowiedzi; tak działa właśnie presja grupy.

Tam, żeby w ogóle się móc wyspowiadać, co zresztą odbywa się w całkiem różnej formule, należy znaleźć kapłana i najpierw odbyć zwyczajną rozmowę. Podczas tej rozmowy kapłan może nawet stwierdzić, że spowiedź rozumiana u nas jako sakrament, co działa na podświadomość wiernych, nie jest w tym przypadku konieczna. Rozmowa z księdzem staje się bardzo popularnym zamiennikiem spowiedzi i nie należy z tego powodu rzucać anatem na chrześcijaństwo zachodnie. Oskarżane o niewiarę, okazuje się ostatnią przestrzenią wolności, której nie zna ani polski katolicyzm, ani powracający korporacyjny model państwa świeckiego, pełnego monitoringu i obiektywów kamer.

Religia jest, staje się na naszych oczach i będzie głównym kłopotem tego stulecia, a jeśli nic nie zrobimy, to i następnego, które teraz wydaje się nam odległe, a nadejdzie niespodziewanie prędko. Religia to źródło zabobonów i bredni, podpartych tak zwaną tradycją, czyli przesądami analfabetów średniowiecznych oraz uświęcone Biblią, której i tak żaden katolik nie czyta, bo gdyby przeczytał w księdze kapłańskiej, że Bóg każe zabijać gejów, to straciłby wiarę.

Dobrze wiedzieli cenzorzy potrydenccy, kiedy zakazali prywatnej lektury pisma świętego, bo jeśli przeczytasz raz te brednie, to na zawsze porzucisz wygodną tradycję, ustalone myślenie i wyruszysz we własną podróż duchową, która da ci więcej niż “codzienny różaniec, Eucharystia, lektura pisma świętego i pokuta” – to jednym tchem wymawiane zalecenia dla polskich katolików.

Jakie to proste! Pójdę na Mszę, wyspowiadam się co miesiąc, albo co tydzień, najlepiej codziennie, przystąpię do Komunii, potem jeszcze dziesiątka różańca i jakiś dobry uczynek (umyję mamusi naczynia) i załatwione!

Jaki ten rozwój duchowy prosty! Po co mi czytanie mądrych książek, skoro nie są natchnione, no bo jedynie Biblia jest natchniona! Po co mi powieści
Dostojewskiego, Manna, Bułhakowa, te straszne, bezbożne lektury, po co mi
muzyka Bacha, jak mogę pójść sobie na charyzmatyczne spotkanko i przy wtórze gitar wyśpiewać Panu chwałę! Gitary podkręcą nastrój w grupie i może jakieś cuda się zdarzą przy okazji? Anioł ukaże się z mieczem i pójdzie karać moje bezbożne miasto, a my tu bezpieczni, schowani przed złym światem i wybrani oczywiście spośród milionów.

Oczywiście, jest jeszcze gorzej: jedną naszą stroną, tą racjonalną krytykujemy religię i Kościół, ale gdy widzimy tyle nieszczęść, aż prosi się, żeby nieco stonować, spojrzeć na religie bardziej pozytywnie jako na źródło pociechy dla tysięcy chorych, niepełnosprawnych i nieszczęśliwych.

Uwaga! To właśnie jest ów podstępny mechanizm: “no tak, ja nie potrzebuję Boga ani religii, ale nie będę z nimi walczył, skoro są ludzie, którym jest ona potrzebna”. Błąd! Ludzie, którzy naprawdę wierzą w coś, w jakiś sens zwykle nie potrzebują do tego żadnych kościelnych pośredników. Mają wiarę Pascalowską, religię serca, ową “religię naturalną”, pozbawioną dogmatów, sztywnych tradycji i rytów, owo poczucie “nieba gwiaździstego” i muzyki sfer, które skutecznie odczyniają złe uroki kościelnej niewoli, dyscypliny sakramentów i bredni, wpajanych wiernym od dekad.

Oczywiście, brednie obecne są uwspółcześnione, żaden katolik nie uwierzy już w “staruszka z brodą” i tak dalej, ale to kolejna pułapka: spór rozgrywa się na płaszczyźnie etycznej oraz światopoglądowej. Katolik serio tedy wierzy, że istniał raj z wężem i jabłuszkiem, że Jezus chodził po wodzie, że woda zmieniła się w wino i że manna sypała się z nieba, a wzburzone wody Morza Czerwonego nagle się rozstąpiły, pozwalając ujść z głową Żydom, ściganym przed Egipcjan. I na tym buduje swoją etykę, w której nadmiernie uszczegóławia Dekalog, fiksując się prawie zawsze na nieszczęsnym “szóstym i dziewiątym”, jakby nie było pozostałych osiem, równie ważnych, albo ważniejszych.

Jeśli wspólnie nie zastanowimy się tutaj, na tym forum, co dalej począć z wyskokami Kościoła i zbiorowymi zaburzeniami nerwowymi, nazywanymi roboczo “religią”, to nikt za nas tego nie zrobi i będziemy winni duchowej apokalipsy, jaką zgotują nam religie jeszcze w tej połowie obecnego stulecia.

Rafał Sulikowski


Adam Mazguła: Nie chcę z Panem na „wyspę wolności”

Adam Mazguła

Adam Mazguła

A tak w ogóle, to nie mógłby Pan z tym swoim elektoratem wyborców, zamiast walczyć, tak gremialnie, na tę wyspę, ale bez nas? Ja chcę żyć na kontynencie europejskim, niech mnie Pan nie uszczęśliwia swoją propagandą sukcesu.

 

Panie Jarosławie Kaczyński,

z niepokojem przyjąłem ponownie wiadomość o Pańskiej odizolowanej „wyspie wolności” i ogólnego szczęścia. Proszę, aby Pan tego mi oszczędził i nie zabierał mnie ze sobą, bo będzie miał Pan tam ze mną same kłopoty.

Pochodzę ze zwykłej polskiej rodziny, z ojca AK-owca i mamy robotnicy. Nie było w domu kokosów. Skromne wojskowe mieszkanko i czterech braci, wychowywanych na patriotycznych wzorcach AK.

Nie to, co Pan – arystokrata żoliborski.

Mógł się Pan cieszyć kontaktami z niezwykle wpływowymi ludźmi dyktatury proletariatu, którzy podpisywali wyroki na polskich bohaterów. Przy tak mocnych osobach z pewnością opływał Pan ptasim mleczkiem. Mieszkał Pan w wygodnej willi, odebranej rodzinie polskiego oficera i bohatera wojny z bolszewikami. Jak to fajnie móc korzystać z luksusów, chociaż męczy mnie to, że stworzonych dla ludzi, będących na usługach tamtej władzy.

Nawet, gdy zdarzyło się zaniedbać naukę, sam kurator oświaty najwyższej władzy PZPR pomógł; wprawdzie trzeba było szkołę zmienić, ale promocję do klasy maturalnej Pan otrzymał.

Potem „chłopaki szły” do wojska. U mnie było łatwo, ciągle w mundurze harcerskim, do szkoły oficerskiej poszedłem jakby z marszu, naturalnie.

Przepraszam, ale nie słyszałem, gdzie Pan służył, prawdopodobnie prasa tego nie zauważyła, ale powszechny obowiązek obrony ojczyzny zapewne był Panu nieobcy i odsłużył Pan te dwa obowiązkowe lata dla ojczyzny, żeby, jak wtedy mawiano, stać się mężczyzną. Pewnie podziela Pan mój pogląd, że trudno było się od wojska wymigać, chyba że ktoś ręki lub nogi nie miał albo na tzw. żółte papiery, bo wariatom wtedy broni nie dawali, prawda?!

To kiedy stał się Pan mężczyzną?

Ludzie mówią, ale nie wierzę, że nadal trudno Panu zrobić cokolwiek samemu.

Z pisaniem pracy inżynierskiej czy magisterskiej też nie miałem problemów. Pamiętam jednak to stukanie jednym palcem na maszynie, bo maszynistka była zbyt droga.

Przepraszam, ale nie doczytałem, czy pisał Pan jakąś pracę magisterską? Niektórzy mówią, że wtedy można się było od razu doktoryzować, szczególnie gdy pisało się o umacnianiu władzy i samorządów w socjalistycznym państwie. Mówią też, że szczególnie trudno było, gdy się miało wymagających promotorów, rodem z kraju ojczyzny socjalistycznych przemian. Oni to się znali na rzeczy.

Kiedy zostałem oficerem, szkoliłem wojsko od rana do późnej nocy, od pobudki do capstrzyku w jednostce. Wolnych sobót nie było, a służby w niedziele dla młodych oficerów były jakby przypisane. Ale było świetnie, można się było wylegiwać w drodze na poligon w bydlęcym wagonie eszelonu nawet przez całą dobę. Ale, co tam, wiele wspomnień zostało…

Słyszałem, że Pan wtedy też służył, jako TW Balbina… Ciekaw jestem, czy ma Pan z tego czasu jakieś fajne wspomnienia. Wiem, że jest Pan ode mnie dużo starszy, ale zapytam: czy nadal Pan służy?

Słyszałem, że chciał Pan do Solidarności, ale się Pan nie zapisał. Szkoda, bo teraz mówią, że był Pan tam przywódcą i tylko przez nieuwagę nie internowano Pana w stanie wojennym. A to ci dopiero nieodpowiedzialni partacze.

W stanie wojennym zajmowałem się zwykłym zabezpieczaniem Sztabu 2 Dywizji i nawet na żaden patrol mnie nie wysłano. Moi koledzy wspominali, że ludzie przynosili im gorące napoje w siarczysty mróz. Wszyscy mówili, że to nie ich wojna.

Panie Kaczyński, a Pana internowali albo bili?

W. Frasyniuk opowiadał, że ci, z którymi Pan współpracował, podobno robili ścieżki zdrowia. Niech Pan przyzna, naprawdę spał Pan do 12.00 i zawiódł Pan zarówno jednych, jak i drugich? Nie wierzę!

Jednak biorąc powyższe pod uwagę rozumiem Pańską tęsknotę za językiem wojny. Ogłosił Pan podobno walkę z ofensywą zła. To brzmi groźnie, bo trudno zatrzymać ofensywę, gdy nie ma kontrofensywy, a walka może tylko symbolicznie zadowolić propagandowych ekstremistów, nie przynosząc zwykle zwycięstwa, a tylko propagandę.

Jednak zło trzeba zwalczać. Szczególnie takie, które niszczy życie nas wszystkich. Szczególnie polecam Panu walkę z niszczycielami naszej demokratycznej konstytucji i systemu prawnego, bo to tworzy anarchię i prowadzi do dyktatury partii rządzącej. Polecam Pańskiej uwadze tworzenie się zależności pomiędzy politykami, biskupami i przedsiębiorcami, bo wtedy tworzą się mafie i tylko patrzeć jak zachęcani bezkarnością, nawykowo łamiąc prawo, staną się nie tylko bezczelnie bogaci, ale znajdą media, które wytłumaczą elektoratowi, że „im się to, po prostu należy”. Najbardziej boję się, że tacy ludzie przekupią wyborców ich własnymi pieniędzmi zebranymi poprzez ciągle wprowadzane nowych podatków i drożyznę. Wtedy będą rządzić przez lata, dopóki bogactwo ich nie zdemoralizuje absolutnie.

Powiem Panu, że to nie jest dobre dla ludzi, bo w takiej sytuacji rządzący dają trochę kasy przed wyborami i więcej nie dbają o ludzi. To niebezpieczne, bo najczęściej wtedy upada system edukacji, bo po co uczyć niewolników, a niepotrzebni chorzy i starsi bez wsparcia medycznego umierają bez godności. Są niepotrzebni władzy.

Wiem, że ma Pan kotka. Tacy ludzie mają wrażliwość na krzywdę we krwi. Tu też się trochę różnimy, bo po moim podwórku biega duży pies i 4 koty. Chociaż żyją w zgodzie, to widziałem jak „rasa panów”, a właściwie rasa dominująca, potrafi zaszczuwać innych, korzystających ze wspólnego podwórka. Szczególnie upodobały sobie starsze wysłużone zwierzęta. Kiedyś słyszałem jak szczekają, że to one zbudowały sobie wszystkie budy i kojce, chociaż dopiero te futrzaki kupiłem.

Muszę się przyznać, że nie chodzę do kościoła, ale ktoś nade mną czuwa. Może dlatego, że staram się żyć w zgodzie z ludźmi i przyrodą. To miłość do świata daje mi siłę i jest moją świętością. A jak jest u Pana? Słyszałem, że modli się Pan na ogrodzonych ulicach i w towarzystwie tysięcy policjantów? Ludzie mówią, że rozdaje Pan biskupom wszystko, co sobie tylko zapragną, i nawet prawo ich nie obowiązuje. Pewnie modlą się za Pana z wdzięczności za dary i pewnie chwalą, szczególnie przed wyborami. Jak potrafią być wdzięczni, to bym w kościele rozpoczynał wszystkie ważne czynności i święta państwowe, nawet zamknąłbym wszystkie sklepy w niedzielę, niech chwalą publicznie przy pełniej frekwencji i na kolanach, a co?

Panie Jarosławie Kaczyński,

Chciałby Panu opowiedzieć o moim zaangażowaniu w zwalczanie zatrutego powietrza, oraz przyczynach śmierci ok.40 tys. ludzi rocznie i o tym, że ludzie mimo 500+ więcej umierają, nią się rodzą. Ale Pan nie ma dzieci i jest niemłody. Pewnie dlatego, partia, której Pan prezesuje pozwala na sprowadzanie odpadów z całej Europy i spalanie rosyjskiego węgla w rekordowych ilościach. To straszne!

Zauważył Pan, że znowu się różnimy?

Nie będę się dużej rozpisywał, bo wiem, że nie ma Pan czasu, ale sam Pan widzi – nie pasujemy do siebie, więc niech Pan nie zabiera mnie na tę swoją wyspę.

Chcę budować nasz świat wspólnych wartości z tą niegłosującą na Pańską partię częścią Polaków. Świat wspólnych wartości, którego, jak obserwuję, Pan nie rozumie.

Jestem spokojnym obywatelem kochającym moją ojczyznę, która żyje w zgodzie z innymi narodami. Szanuję prawo i ludzi, wymagam, żeby inni szanowali i moje prawa oraz wolności. Jako żołnierz przysięgałem narodowi polskiemu, że będę bronił ojczyzny bez warunków wstępnych, stał na straży konstytucji i strzegł honoru żołnierza. Z tego właśnie powodu nie jest mi z Panem po drodze i na tej osamotnionej „wyspie wolności”, na której walczy się z ofensywą szczęśliwości, nazywaną przez Pana „zło”, nie będzie ze mnie pożytku.

A tak w ogóle, to nie mógłby Pan z tym swoim elektoratem wyborców, zamiast walczyć, tak gremialnie, na tę wyspę, ale bez nas? Ja chcę żyć na kontynencie europejskim, niech mnie Pan nie uszczęśliwia swoją propagandą sukcesu.

Idź Pan na tę wyspę i daj nam żyć normalnie!

Adam Mazguła


Manuela Gretkowska: Prezes ogłosił ofensywę przeciw złu

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Państwo prawa i polską inteligencję niszczył dotychczas okupant. Samookupacji nie przerabialiśmy, przecież PiS nie dostał konstytucyjnej większości, ani jej sobie jeszcze nie wziął… W poprzednich wyborach wygrał 37, 5 %. W Niemczech NSDAP zdobyło w ostatnich wolnych wyborach ,podobnie - 37% . Ale Hitlerowi sprzyjały okoliczności i nie musiał wygrywać następnej kadencji. Wykorzystując demokrację zlikwidował ją i urząd prezydenta żeby oficjalnie przejąć władz

 

SŁOWO NIE NA NIEDZIELĘ, ALE NA NADZIEJĘ

Prezes, czytając wczoraj z kartki, ogłosił ofensywę przeciw złu. Nie jest prezydentem Reaganem walczącym z ruskim Imperium Zła. PiS przecież już wchodzi ruskim bez masła, byle oddali smoleński wrak.

Prezes nie walczy ze złem politycznym. On walczy ze złem absolutnym jak długo oczekiwany Mesjasz. Jego nadejście zwiastuje, według Pisma, Apokalipsę. Nasz apokaliptyczny koniec świata to koniec wolnej Polski. Pierwszy raz od 89 używane są państwowe pieniądze by zniszczyć demokratyczne państwo. Rozwalając instytucje, płacąc za sondaże wykorzystywane przez PiS do manipulacji wyborcami i przekupując ich 500 plus. W Europie jest 500 plus i więcej, ale nie niszczy się przy tym prawa ani demokracji.

W Apokalipsie, niebo zwija się nad głowami ludzi. W polskiej apokalipsie Kościół już dawno zwinął nie tylko Niebo. Listami z piekła rodem instruuje rodziców jak donosić prokuraturze na szkołę, jeśli spróbuje uczyć o antykoncepcji, AIDS, seksie. Naszemu Kościołowi należą się wszystkie nieskonsumowane dzieci. Dzieciom ciąża po pierwszym stosunku, bo statystycznie wiek inicjacji seksualnej w Polsce to 15 lat.

Orban zamyka węgierską Akademię Nauk. Ziobro w przyszłej kadencji oskarży pracowników Polskiej Akademii Nauk o to, że myślą inaczej niż on i też ich pozamyka. Pokazał już co potrafi strasząc kadrę UJ.

Państwo prawa i polską inteligencję niszczył dotychczas okupant. Samookupacji nie przerabialiśmy, przecież PiS nie dostał konstytucyjnej większości, ani jej sobie jeszcze nie wziął… W poprzednich wyborach wygrał 37, 5 %. W Niemczech NSDAP zdobyło w ostatnich wolnych wyborach ,podobnie – 37% . Ale Hitlerowi sprzyjały okoliczności i nie musiał wygrywać następnej kadencji. Wykorzystując demokrację zlikwidował ją i urząd prezydenta żeby oficjalnie przejąć władzę. Na początku, póki nie skonfliktował się z Watykanem, wspierał „pozytywne chrześcijaństwo”, jego dobrą zmianę narodową.

Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

Może historia zainteresuje tych w splendid isolation, których nie interesuje polityka i nie chcą iść do jesiennych wyborów na Apokalipsę.

Manuela Gretkowska