Adam Mazguła: Wstydzę się jako Polak, za ten pokaz arogancji i zdziczenia PiS-u

 

Jaką trzeba być łajzą i prezentować moralne dno, aby kandydować na przedstawiciela Polski w Europarlamencie, obiecywać aktywność i góry korzyści z niej, zostać wybranym, brać za to niezwykle wysokie honorarium i prezentować publicznie pogardę do tej instytucji, do jej symboli i hymnu.

Podczas pierwszej sesji PE odegrano "Odę do radości". Posłowie partii Farage'a odwrócili się plecami. Zalewska i Waszczykowski nie wstali, a Saryusz-Wolski odwrócony tyłem.
Deputowani Partii Brexitu Nigela Farage’a odwrócili się plecami do prezydium Parlamentu Europejskiego w trakcie odgrywania hymnu Unii Europejskiej, podczas pierwszej sesji plenarnej nowego europarlamentu w Strasburgu. Dwoje polskich europosłów z PiS Witold Waszyczkowski oraz Anna Zalewska, na początku odgrywania „Ody do radości” nie wstali z miejsc.Tyłem do prezydium na kilka chwil odwrócił się też Jacek Saryusz-Wolski

Partia narodowej hańby już na pierwszym posiedzeniu parlamentu zakomunikowała Polakom i Europejczykom, że chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej.

Członkowie PiS się obrażają, oddają sprawy do sądu, gdy się ich nazywa oszustami i kłamcami, anty-europejczykami, snobami, niewykształconą polską ciemnotą, a prawda po oczach kole i dowodzi upadku moralnego ludzi, którzy tak chętnie klękają i powołują się na autorytet moralny Boga. W swoich wystąpieniach ciągle nas chcą pouczać, a tu wyszło szydło z worka hołoty bez podstaw kultury osobistej, zwykłe chamstwo!

Nie jesteście moimi przedstawicielami i nigdy nie będziecie.

W kraju zostały miliony oszukanych przez Was mądrych ludzi, a tu z nadania prezeska i z poparciem biskupich podnóżków, takie coś pojechało nas reprezentować. To dowód na upadek PiS-państwa i zgniliznę moralną jego przedstawicieli.

Wstydzę się jako Polak, za ten pokaz arogancji i zdziczenia PiS-u.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Ursula von der Leyen kandydatką na przewodniczącą Komisji Europejskiej

 Christoph Strack

Christoph Strack

Niespodzianka w Brukseli. Europejscy przywódcy nominowali niemiecką chadeczkę Ursulę von der Leyen jako kandydatkę na przewodniczącą Komisji Europejskiej.

Europejscy przywódcy nominowali niemiecką chadeczkę Ursulę von der Leyen jako kandydatkę na przewodniczącą Komisji Europejskiej
Ursula von der Leyen. Fot. consilium.europa.eu

Ursula von der Leyen urodziła się 60 lat temu na przedmieściach Brukseli. Teraz jej polityczna kariera może z powrotem prowadzić do stolicy Belgii i UE. Jej kandydatura na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej pojawiła się niespodziewanie w czasie brukselskich przetargów o obsadzenie czołowych unijnych stanowisk.

Teraz polityk CDU, którą na wielką scenę polityczną wprowadziła w 2005 roku kanclerz Angela Merkel i która swojego czasu uchodziła za kandydatkę na jej następczynię, już niebawem – jako pierwsza kobieta – może stanąć na czele Komisji Europejskiej. O tym zadecyduje za kilka dni Parlament Europejski.

Polityk z ogromnym doświadczeniem

Ursula von der Leyen z wykształcenia ekonomistka i lekarka ginekologii. Studiowała między innymi w London School od Economics. Urodziła się w 1958 roku w Brukseli, gdzie spędziła swoje pierwsze 13 lat. Mieszkała w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Ma siedmioro dzieci, a jej mężem jest wywodzący się z niemieckiej rodziny arystokratycznej profesor Heiko von der Leyen. Polityka towarzyszyła jej od dziecka. Jej ojciec Ernst Albrecht był szefem rządu Dolnej Saksonii w latach 1976-1990, pracował też na kierowniczym stanowisku w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej i Wspólnocie Europejskiej – instytucjach poprzedzających UE.

W przeciwieństwie do większości swoich kolegów w rządzie Ursula von der Leyen mówi płynnie po angielsku i francusku i porusza się pewnie na międzynarodowej scenie politycznej.

W gabinetach Angeli Merkel Ursula von der Leyen piastowała różne stanowiska i zawsze podchodziła do nowego zadania z wielką energią determinają.

Minister ds. różnych

Ursula von der Leyen – matka siedmiorga dzieci, w latach 2005 – 2009, gdy stała na czele ministerstwa ds. rodziny, wprowadziła w życie zasiłek dla rodziców, doprowadziła też do stworzenie dodatkowych miejsc opieki nad dziećmi.

W 2009 roku, w drugim gabinecie Merkel – von der Leyen, z wykształcenia lekarka, została minister zdrowia. Cztery lata później, w grudniu 2013 r., przeniosła się do ministerstwa obrony, którym nadal kieruje. Prawie żaden z jej 17 poprzedników na tym stanowisku nie sprawował tego urzędu tak długo, jak ona: przez sześć lat.

Do czasu zmiany na czele MON kariera ambitnej polityk przebiegała niemal bez zarzutu. Von der Leyen uchodzi za lojalną wobec Angeli Merkel, dla której jest niezawodnym wsparciem w rządzie i na kongresach CDU.

Sukcesy i niepowodzenia

Jako minister obrony von der Leyen zastała w Bundeswehrze: przestarzały i wadliwy sprzęt, źle zaplanowane projekty zbrojeniowe i poważny brak specjalistów.

Pod jej rządami Bundeswehra zniosła górny limit 185 tys. żołnierzy a polityka obronna stała się rozpoznawalnym elementem niemieckiej polityki zagranicznej, angażując się m.in. w międzynarodową walkę z organizacją terrorystyczną „Państwo Islamskie”.

– Sytuacja bezpieczeństwa zmieniła się tak bardzo, że wiele zadań powierzono Bundeswehrze. Od Syrii, Iraku, po Mali, przez całą misję na Morzu Śródziemnym, do pomocy dla uchodźców i ochronę wschodniej granicy. Jednocześnie zmieniłam kurs tego ociężałego tankowca, dokonując zmian materiałowych, personalnych i finansowych – mówiła von der Leyen w 2017r.

Jednak jej reputacja jako „kobiety czynu” znacznie podupadła w ostatnich latach, do czego przyczyniły się zarówno niepopularne decyzji personalnych, ale i skandale. Kilka ważych projektów obronnych mocno się przesunęło się w czasie, na jaw też wyszła działalność prawicowych ekstremistów w Bundeswehrze i upokarzające praktyki w szkoleniach żołnierzy.

Gdy w końcu stwierdziła, że Bundeswehra ma „problem”, straciła zaufanie wielu żołnierzy. Jej reputacji zaszkodziła także afera finansowa z żaglowcem „Gorch Fock” i skandal z drogimi doradcami, opłacanymi przez ministerstwo obrony. Sprawę bada obecnie komisja śledcza Bundestagu.

Plusy w Brukseli

Choć na wizerunku von der Leyen pojawiło się wiele rys, jej wieloletni obserwatorzy widzą korzyści jakie może na międzynarodowej scenie politycznej w Brukseli wnieść jej doświadczenie. To nie tylko znajomość miejsca i języków. Von der Leyen z powodzeniem pracowała nad strukturą wspólnej polityki obronnej UE. W 2016 r. starała się o szybkie powołanie misji NATO, która na Morzu Egejskim wsparłaby grecką i turecką straż przybrzeżną oraz europejską agencję graniczną Frontex w walce z przemytnikami ludzi.

Von der Leyen, która już w przeszłości była postrzegana jako następczyni Angeli Merkel, z pewnością podejmie każde zadanie. Kiedy w 2010 roku, po nagłej rezygnacji prezydenta RFN Christiana Wulffa, CDU musiała szybko wystawić następcę, jej kandydatura pojawiła się nagle w wyścigu. Teraz jej kariera może pójść w jeszcze zupełnie innym kierunku.

(df) / thefad.pl

 

REDAKCJA POLECA

 


Dlaczego PiS milczy i nie potępia antysemickich incydentów?

Katarzyna Domagała

Katarzyna Domagała

Dlaczego Polski rząd milczy na temat antysemityzmu? – pyta dziennik „Die Welt” i sugeruje dwa taktyczne powody.

Dlaczego PiS milczy na temat antysemityzmu? partia Kaczyńskiego jest współodpowiedzialna za zły stan stosunków polsko-żydowskich i polsko-izraelskich.
Fot. flickr

„PiS reaguje na antysemickie incydenty milczeniem, a jeśli je potępia, to z wahaniem” – pisze warszawski korespondent dziennika „Die Welt”, Philipp Fritz.

Autor wspomina o incydencie w Pruchniku z 19 kwietnia br. Ktoś dokonał tam „sądu nad Judaszem”. W Wielki Piątek ulicami Pruchnika targana była kukła, która miała pejsy i kapelusz jak chasydzcy Żydzi. Dzieci kijami wymierzały jej ciosy. Później kukłę zawleczono nad wodę, rozpruto jej brzuch, podpalono i wrzucono do wody. Wideo z Pruchnika rozeszło się błyskawicznie w sieci, wywołując zbulwersowanie nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach – czytamy w „Die Welt”.

Zdecydowana większość milczy

„Politycy opozycji i szef resortu spraw wewnętrznych Joachim Brudziński nazwali to zajście antysemickim”, jednak zdecydowana większość członków PiS milczała – stwierdza Philipp Fritz i dodaje, że „ta powściągliwość jest typowa” dla partii Jarosława Kaczyńskiego – przynajmniej od jego zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 2015 r.

Do tego czasu trudno było oskarżyć PiS o brak starań w stosunkach polsko-żydowskich. Prezydent Lech Kaczyński zasłużył się na tym polu. Wielokrotnie podkreślał znaczenie żydowskiej historii dla Polski i nie zaprzeczał, że po ataku Niemiec na Polskę były pojedyncze przypadki, kiedy Polacy popełnili zbrodnie na Żydach – pisze korespondent „Die Welt”.

Nie ufają rządowi

„Obecnie narodowi konserwatyści co chwila kreując swoją tożsamość i politykę historyczną popadają w konflikt z izraelskim rządem premiera Benjamina Netanjahu”, pomimo iż „obydwie strony uważają się za bliskich partnerów” – czytamy. Wewnętrz swoich struktur PiS, jednak „ignoruje antysemickie incydenty posłów albo umniejsza wydarzenia, takie jak w Pruchniku”.

Cytowany przez „Die Welt” Michał Bilewicz, profesor psychologii i badacz antysemityzmu na Uniwersytecie Warszawskim, przyznaje, że takich przypadków w ostatnich latach przybywa. Wskazuje też na badania, według których polscy Żydzi mniej niż Żydzi w innych krajach europejskich ufają swojemu rządowi, że będzie ich chronił przed aktami wrogości.

Wzrost niepewności

„Poczucie niepewności wzrosło” – pisze Fritz. Członkowie gmin żydowskich myślą o roku 1968, kiedy tysiące Żydów w trakcie antysemickiej kampanii komunistów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju.

Autor przypomina, że 3 mln, czyli połowa z zamordowanych w czasie II wojny światowej Żydów, było Polakami. Zamordowanych zostało też miliony etnicznych Polaków. „Ponieważ Polacy byli ofiarami, polskiemu rządowi trudno jest dzisiaj przyznać, że polski antysemityzm istniał i istnieje nadal również we własnych szeregach – czego dowodem jest przykład posłanki PiS Krystyny Pawłowicz” – pisze „Die Welt”.

Konfederacja

Według autora artykułu milczenie PiS na incydenty antysemickie ma też inne podłoże niż „własna historia ofiary”. Powód ten to uformowanie się prawicowo-radykalnej Konfederacji, której członkowie nie kryją antysemityzmu i tego, że za swojego wroga uznali właśnie PiS. Konfederacja próbowała określić PiS mianem „partii żydowskiej” i w ten sposób odebrać jej elektorat, przede wszystkim młodych mężczyzn o narodowej orientacji.

Wbrew oczekiwaniom notowania Konfederacji nie przekroczyły w wyborach do Parlamentu Europejskiego 5 procent.

Cytowany w artykule berlińskiego dziennika Jonny Daniels, przewodniczący fundacji From the Depths – który „zwykle broni polityki PiS” – stwierdza, że partia Kaczyńskiego jest bez wątpienia współodpowiedzialna za zły stan stosunków polsko-żydowskich i polsko-izraelskich. Winne są dyskusje wokół ustawy o Holokauście i milczenie wobec incydentów, takich jak w Pruchniku.

 

REDAKCJA POLECA

 


Rękodzieło – dlaczego jest wartościowe?

Rękodzieło istnieje w naszej kulturze od wieków. Kiedyś było o wiele bardziej popularne, jednak i obecnie, w dobie taśmowej produkcji przedmiotów ten, który został wykonany ręcznie i z pasją, nadal jest unikalny. Takie rzeczy często doceniamy o wiele bardziej, niż kupione, a także zostawiamy na pamiątkę na wiele lat. Co sprawia, że rękodzieło to dobry pomysł na prezent? Dlaczego jest wartościowe?

Co sprawia, że rękodzieło to dobry pomysł na prezent?  Odwiedź Mushi Shop
Każdy produkt jest unikalny. Fot. Mushi Shop

Wyrób jedyny w swoim rodzaju

Wyroby rękodzielnicze mają jedną bardzo dużą zaletę – każdy produkt jest unikalny i jedyny w swoim rodzaju. Nawet jeżeli twórca powtórzy wzór w kilku kopiach, i tak każdy przedmiot będzie posiadał cechy unikalne i właściwe tylko dla niego. To dlatego rękodzieło często jest drogie: wymaga wiele lat ćwiczeń, wiedzy i ogromu cierpliwości, a jednocześnie umożliwia na stworzenie bardzo limitowanej ilości wyrobów w określonym czasie. Dzięki swojej unikatowości warto jednak zdecydować się na taki prezent, jeżeli osoba obdarowywana jest nam bardzo bliska i chcemy ją docenić.

Prezenty wykonane ręcznie stają się też coraz popularniejsze. Odwiedź Mushi Shop
Prezenty wykonane ręcznie stają się też coraz popularniejsze. Fot. Mushi Shop

Serce, praca i wiedza włożone w każdy detal

Rzemieślnik zajmujący się rękodziełem musi włożyć wiele pracy i wysiłku, nim będzie w stanie stworzyć coś, co zachwyci innych. Jednak gdy ten moment już nastąpi, każda rzecz, jaka wychodzi spod ręki twórcy jest wyjątkowa, stworzona dzięki wiedzy i umiejętnościom, a także bardzo dużej dozie serca, jaką wkłada się w pracę. To dlatego prezenty ręcznie robione są doceniane przez osoby, które obdarowujemy, a często wyrób rękodzielniczy jest potem obecny w naszym życiu przez kolejne pokolenia. Jeżeli także ty pragniesz docenić kogoś w ten sposób, odwiedź Mushi Shop.

Rękodzieło - dlaczego jest wartościowe? Odwiedź Mushi Shop
Mushi Shop

Idealny prezent dla podkreślenia wyjątkowości charakteru

Rękodzieło jest ciekawym pomysłem na pamiątkę z miejsca, w którym jesteśmy na wakacjach, ale także świetnie sprawdzi się w sytuacji, w której chcemy obdarować kogoś z powodu specjalnej okazji, jak np. urodziny czy jakaś rocznica. Prezenty wykonane ręcznie stają się też coraz popularniejsze na ślubach, gdzie często młoda para otrzymuje inne podarki w np. ręcznie zdobionych szkatułkach. Takie przedmioty są warte wielokrotnie więcej, niż każdy „gotowiec”, jaki możemy znaleźć w dowolnym sklepie, choć pod względem wartości materialnej mogą nie być zbyt atrakcyjne. Niosą jednak ze sobą sentymenty i świadomość, że ktoś natrudził się i przygotował ten wyjątkowy drobiazg specjalnie dla nas.


Adam Mazguła: Kocham IKEA

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Medialna nagonka PiS-agresywnej propagandy na pracodawcę, to kolejny dowód na budowę rasizmu w Polsce przez kościelno-partyjne „elity” ciemnoty.

Jestem pełen uznania dla administracji IKEA, nie dlatego, że zwolnili pracownika, ale że nie pozwolili na wykorzystanie agresji wiary przeciwko innym ludziom. 

Jeśli pracownik chowa się za Biblią i nawołuje do karania śmiercią za preferencje seksualne, szkaluje innych obywateli naszego kraju i nawet po zwróceniu mu uwagi, nie zaprzestał nawoływania do przemocy, to znaczy, że wyznacza on, a w zasadzie wymusza na pracodawcy nowe granice ludzkiej nietolerancji. 

Czy to nie jest tak, że „przymykanie oka” administracji sieci sklepów dla jego agresji światopoglądowej podzieliłoby klientów na tych, którzy mogą korzystać z usług sklepowych bez problemów i tych, którzy mogą spotkać się z agresją, a nawet śmiercią w imię Boga? 

Każdy powinien czuł się szanowany i doceniany za to, kim jest i ceniony za swój wyjątkowy wkład, niezależnie od jego orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej. Każdy współpracownik ma prawo do obrony swojej indywidualności, ale jednocześnie szanując ją u innych. 

Wszyscy pracownicy powinni dbać o zespół, jego atmosferę i sprawność w działaniu dla dobra firmy. W IKEA wydano oświadczenie, w którym podkreślono, że „zachęcamy też naszych pracowników LGBT+ do bycia sobą i nie akceptujemy żadnego rodzaju dyskryminacji”.

Okazuje się, że za nagłośnienie sprawy i narzucenie atmosfery zaszczuwania IKEA stoi osławiona organizacja światowej ciemnoty Ordo Iuris, która ujawniła, co napisał i nie chciał usunąć zwolniony pracownik powołując się na Pismo Święte:

„Biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich”. 

A także:

„Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew spadnie na nich”.

Mam wiele tolerancji dla każdej odmienności, ale jeśli to prawda, że od prezesa począwszy, większość kierownictwa partii rządzącej i biskupów katolickich w Polsce prezentują niejednoznaczne preferencje seksualne, to czy ten zwolniony człowiek, całe to Ordo Iuris i medialni agresorzy państwa nie atakują w istocie obecnie radzących?

Medialna nagonka PiS-agresywnej propagandy na pracodawcę, to kolejny dowód na budowę rasizmu w Polsce przez kościelno-partyjne „elity” ciemnoty. Ten dumny wsparciem PiS-faszyzmu, podły człowiek i rasista nie zasługuje na uwagę mediów, a co najwyżej prokuratury, która z urzędu powinna wszcząć postępowanie za nawoływanie do przemocy i obiecywanie śmierci innym obywatelom naszego kraju.

A na zakupy pójdę z przyjemnością do szanującej wszystkich ludzi – IKEA.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Dariusz Stokwiszewski: Zgoda i jedność budują. Czy na pewno wie to opozycja?

 

Ostatnie cztery lata to czas, który został zmarnowany…, głównie przez naszą opozycję. W świetle partyjnych walk i przepychanek o dominację wewnątrz partii, przenoszonych również na ogólnopolską scenę polityczną, widać było butę i arogancję oraz niczym nieuzasadniony optymizm w zwycięstwo ze zjednoczoną prawicą. Tak naprawdę nie jest ona jednak zjednoczona ani prawicowa; to jedynie zdyscyplinowana grupa bezwolnych Kaczyńskiemu, ludzi gotowych dla zaszczytów oraz pieniędzy wykonać każdy niemalże rozkaz tego despoty. Zmarnowano przede wszystkim (co jest niewybaczalne) potencjał społeczeństwa, które w momencie pisowskiego zamachu na nasze sądownictwo i inne obszary życia społeczno – politycznego zostało pozostawione samo sobie. Gdzie wtedy byli liderzy partyjni poza pozowaniem przez krótką tylko chwilę do zdjęć z tysiącami protestujących Polaków?

Dlaczego nie podjęto działań i nie poprowadzono dalej słusznych protestów? Dlaczego ich nie „zagospodarowano”? Czemu wreszcie, nikt nie poszedł „za ciosem”, łudząc się, że tak samo spolegliwy w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego i PiS, a pełniący urząd prezydenta Polski Andrzej Duda w dobrej wierze podejmie decyzję o zawetowaniu ustaw o sądownictwie. Tymczasem ten, nie wypełniając właściwie roli głowy państwa, oszukał społeczeństwo i przyczynił się do upadku polskiej demokracji i prawa?!

O braku kwalifikacji (moralno – etycznych, ale też merytorycznych) tych ludzi mógł nie wiedzieć przeciętny zjadacz chleba, ale nie ktoś taki jak Grzegorz Schetyna, który „zęby zjadł na polityce” czy inni, podobni mu ludzie! A zatem co; wygodnictwo, arogancja czy inne, być może gorsze pobudki?! No, ale stało się i Polska jest w miejscu, w którym po 1989 roku wydawało się być rzeczą niemożliwą; na drodze do PRL Bis z przewodnią rolą partii i jej „pierwszego sekretarza”, który nawet w porównaniu z przywódcami PZPR wydaje się wypadać blado pod każdym względem!

Nie wiem ile osób zadaje sobie tego rodzaju pytania, ale na pewno nie są to tłumy, co doskonale widać po reakcjach na jakąkolwiek krytykę opozycji. A to źle, a nawet bardzo źle, bo mocno kochający rodzice też karcą dzieci postępujące wbrew zasadom. Nawet państwo karze ludzi łamiących prawo; nie w ramach zemsty, a dla przeprowadzenia ich przez proces resocjalizacji. Bez (konstruktywnej) krytyki nie ma postępu w żadnej ze sfer; czy to w życiu społeczno – politycznym czy w nauce – służącej dobru wspólnemu.

Na koniec chcę sięgnąć do genezy tego, co stało się z Polską po 2015 roku. To nie była pierwsza porażka sił postępowych – opozycji (za takie ją zawsze uważałem) stąd dziwi to, że na przykład z 2005 r. nie wyciągnięto wniosków podobnie jak teraz, po 26 maja 2019 r.

Jeśli ma się ambicje bycia politykiem „wysokich lotów”, to nie można być ignorantem i nie doceniać przeciwnika spoczywając na laurach i czekając na „mannę z nieba”, a tak to wyglądało w momencie wygranych przez PiS i SP wyborów prezydenckich, a później także do parlamentu. Kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda (człowiek z tylnego rzędu), pokonał druzgocąco urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego, co w konsekwencji otworzyło drogę do całkowitego zwycięstwa PiS i SP oraz zrujnowania demokratycznego państwa prawa!

Musi tu także wybrzmieć pytanie o to, dlaczego przez osiem lat rządów, w sytuacji dość dobrej koniunktury koalicja rządząca PO/PSL nie była w stanie przeprowadzić bardziej radykalnych zmian poprawiających sytuację społeczeństwa? Gdyby cokolwiek zrobiono w tym kierunku, gdyby podjęto próbę wprowadzenia tego, co w skali wyolbrzymionej, populistycznie zrobiło PiS sytuacja byłaby bez wątpienia inna – korzystniejsza dla nas wszystkich. PiS wykorzystał ową lukę w braku tego rodzaju myślenia i na swój szatański sposób przekonał społeczeństwo, a przynajmniej znaczną jego część. Chcąc teraz straty odrobić (co wydaje się mało prawdopodobne, choć tego opozycji życzę) trzeba robić to samo co obecny obóz rządzący i obiecywać wiedząc, że państwo tego nie udźwignie. A można było dojść do tego samemu; pozabierano przecież dodatki rodzinne, jak też i te z racji wysługi, wydłużono wiek emerytalny (co rzeczywiście jest konieczne i do czego dojść musi), ale nie prowadząc akcji uświadamiającej społeczeństwo w wystarczający sposób. Takich grzechów zaniechania i złej polityki jest więcej, ale nie o to tutaj chodzi, aby opozycję „dobijać”. Trzeba tylko zmienić sposób komunikacji ze społeczeństwem i je wspierać tak, jak ono wspiera opozycję, czego ta nie zauważa i lekceważy.

To jest jedna z ostatnich już możliwości na zmianę sytuacji państwa polskiego, jego sanację i powrót do cywilizowanego świata. Nie jestem sędzią, tylko osobą kochającą własny kraj dlatego apeluję o jedność i pozostawienie na boku partykularyzmów, bo liczy się tylko Polska. Panie Schetyna i inni przywódcy partyjni weźcie się wreszcie do roboty, zamiast deklarować „cuda – wianki”! Polska czeka na wasze działania, ale już widać, że znowu zaczynacie wewnętrzną walkę o to, kto ma być w 2020 prezydentem Polski. Jeśli nie chcecie lub nie potraficie się zmienić, to po prostu odejdźcie z polityki, bo za chwilę obudzimy się w ugruntowanej dyktaturze politycznych pieniaczy.

Dariusz Stokwiszewski


Trump spotkał się z Kim Dzong Unem. Jako pierwszy prezydent USA wszedł na terytorium Korei Północnej

DW

Donald Trump jako pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych wszedł na terytorium Korei Północnej. Nowa odsłona rozmów o broni atomowej.

Trump spotkał się z Kim Dzong Unem. Jako pierwszy prezydent USA wszedł na terytorium Korei Północnej
Trump spotkał się z Kim Dzong Unem. Jako pierwszy prezydent USA wszedł na terytorium Korei Północnej. Fot. screenshot

Prezydent USA Donald Trump i przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un spotkali się w niedzielę 30 czerwca na granicy między państwami koreańskimi. Jako pierwszy urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych Trump wszedł na terytorium komunistycznej Korei Północnej. W miejscowości Panmundżom przekroczył linię demarkacyjną. – Jestem dumny, że przekroczyłem tę linię – powiedział Donald Trump.

Następnie udał się z Kim Dzong Unem na terytorium Korei Południowej, gdzie obaj przywódcy spotkali się z południowokoreańskim prezydentem Moon Dze Inem. Rozmowa miała miejsce za zamkniętymi drzwiami.

Rozmowy o broni atomowej

Donald Trump i Kim Dzong Un porozumieli się co do wznowienia rozmów między obydwoma krajami. W najbliższych tygodniach po obu stronach mają zostać utworzone grupy robocze. Grupa amerykańska zostanie powołania przez sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo.

Stany Zjednoczone chcą całkowitego rozbrojenia nuklearnego Korei Północnej. Ponadto USA i Korea Południowa dążą do oficjalnego traktatu pokojowego z Pjongjangiem.

Trump nie zdradził, jakie szczegóły ma omówić na wstępie amerykańska grupa robocza. Podkreślił jednak, że sankcje wobec Korei Północnej nadal będą obowiązywać. Podczas spotkania w Panmundżom zaprosił przywódcę Korei Północnej do Waszyngtonu.

Kim o inicjatywie Trumpa: „bardzo odważna”

Trump wielokrotnie podkreślał swoją dobre osobiste relacje z Kimem. – Polubiliśmy się od pierwszego dnia – przyznał prezydent USA. Kim również określił swój osobisty stosunek do Trumpa jako „doskonały”. Na powitanie powiedział prezydentowi USA, że cieszy się z ponownego spotkania. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek spotka go w tym miejscu. Ten uścisk dłoni ma „wielkie znaczenie dla pokoju” – powiedziała Kim Dzong Un. – Zostawimy przeszłość za sobą i podążymy w przyszłość – dodał. Inicjatywę Trumpa dotyczącą spotkania określił jako „bardzo odważny akt”.

Trzecie spotkanie polityków

Spotkanie przywódców USA i Korei Północnej było już trzecim spotkaniem obu polityków. Na pierwszym szczycie w Singapurze w czerwcu 2018 r. Korea Północna zasadniczo zgodziła się na denuklearyzację. Nie uzgodniono jednak wtedy konkretnych kroków. Drugi szczyt w Hanoi w lutym 2019 zakończył się fiaskiem. Od tego czasu nastąpił zastój w rozmowach nuklearnych między Waszyngtonem a Pjongjangiem.

USA domagają się od Korei Północnej rezygnacji z broni jądrowej, Korea Północna chce zniesienia sankcji. Jeszcze kilka dni temu Pjongjang domagał się więcej ustępstw ze strony Stanów Zjednoczonych. Oceniano, że pozostaje coraz mniej czasu na nowe rozmowy.

afp, dpa, rtr/dom

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: List do prezydenta Sieradza! Akt terroru pancernej staruszki nie może pozostać bezkarny

Roman Giertych

Roman Giertych

Jak babcia zasiądzie na ławie oskarżonych, tak jak kierowca seicento, to się jej odechce władzę z PiS zaczepiać.

 

Szanowny Panie Prezydencie!

Poruszony ostatnio ujawnionymi informacjami o brutalnym ataku na Pana przeprowadzonym przez pancerną staruszkę śpieszę z wyrazami poparcia i solidarności.

Znając wielkie serce wszystkich przedstawicieli naszej partii rządzącej przestrzegam Pana przed skutkami wyrozumiałości i braniu odpowiedzialności na siebie.

Gdy doszło do tego bezprzykładnego aktu terroru, który wszyscy mogliśmy oglądać tj. zniszczenia Pańskiego mienia poprzez marsz na drodze Pańskiego samochodu przeprowadzony dla niepoznaki przez 80-letnią obywatelkę, to od razu wiedziałem, że będą z Pana szydzić.

I zaczęło się. Suponują, żeś Pan był nawalony jak stodoła i dlatego nawiałeś z miejsca zdarzenia.

Musi Pan koniecznie dać temu odpór: gdy zobaczyłeś ten brutalny atak (no chyba, nie sądzi Pan, że ktoś uwierzy w to, żeś Pan kobietę przewiózł na masce kilka metrów i tego nie widział), to od razu wiedziałeś, że to atak. Podobnego uprzednio zaznali Antonii Macierewicz, gdy wracał od ojca Dyrektora i nasza niezastąpiona Pani Premier – ofiara kierowcy seicento. A podczas ataku należy się salwować ucieczką, aby ocalić najlepszą część zdrowej tkanki narodu na lepsze czasy. Tylko dzięki ucieczce swe cenne (nie tylko dla Bartka!) życie zachował b. szef MON. Toż i Pan uciekł.

Nadto musi Pan koniecznie sprawę zgłosić na Prokuraturę, aby atak terrorystki nie pozostał bezkarny.

To że samobójczy był to zamach, istoty nie zmienia, wszak nie od dziś wiadomo, że takie są ataki najgorsze (tu warto wspomnieć kamikadze i islamskich zamachowców-samobójców). Jak babcia zasiądzie na ławie oskarżonych, tak jak kierowca seicento, to się jej odechce władzę z PiS zaczepiać.

Zawsze życzliwy,

Roman Giertych

Mandat 300 zł za potrącenie staruszki

W niedzielę, 24 marca tego roku, pani Anna, 79-latka z Sieradza, szła na poranną mszę do kościoła. Przechodziła przez parking galerii handlowej przy ul. Jana Pawła II. Na ten sam parking wjechała czarna toyota, za której kierownicą siedział prezydent Sieradza Paweł Osiewała.

Kierujący samochodem Osiewała potrącił staruszkę, po czym odjechał z miejsca zdarzenia bez udzielenia pomocy potrąconej kobiecie.

Policja zakwalifikowała całe zdarzenie jako wykroczenie. Funkcjonariusz prowadzący postępowanie uznał całe zajście jako niezachowanie należytej ostrożności przez prowadzącego pojazd i ukarał Osiewałę mandatem w kwocie 300 złotych.

 

 


Czesi protestują, bo nie chcą by Czechy stały się drugimi Węgrami, ani drugą Poską

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Dlaczego Czesi masowo wychodzą na ulice, by protestować przeciwko premierowi Andrejowi Babiszowi? To „protest prewencyjny” – nie chcą, by Czechy stały się drugimi Węgrami, ani drugą Poską – pisze „Der Spiegel”.

Babisz nie ma jak dotąd zbyt wiele na sumieniu – pisze Jan Puhl. „Nie jest nacjonalistą, jak Jarosław Kaczyński w Polsce, i nie podporządkował sobie państwa w takim stopniu, jak Viktor Orban na Węgrzech. Zarzuty o korupcję przeciwko niemu są w porównaniu do korupcji panującej w partii rządzącej w Rumunii bagatelą” – ocenia dziennikarz „Spiegla”.

Pomimo tego od miesięcy na ulice czeskich miast wychodzą dziesiątki tysięcy demonstrantów. W ubiegłym tygodniu było ich 250 tys., co jest rekordem. To tak, jakby – biorąc pod uwagę liczbę ludności Czech – w Niemczech dymisji Angeli Merkel domagały się dwa miliony obywateli RFN.

Protesty prewencyjne

Demonstracje w Czechach są zdaniem Puhla „protestem prewencyjnym”. Demonstranci nie chcą dopuścić do tego, by Babisz przekształcił ich kraj w drugą Polskę czy Węgry: „rządzoną autorytarnie, nacjonalistyczną oraz izolowaną w UE”.

Nieufność Czechów wynika z ich dystansu wobec polityki partyjnej – tłumaczy Puhl. Czeska demokracja po zwrocie w 1989 roku nigdy nie była w pełni „zdrowa”, a u władzy były prawie zawsze rządy mniejszościowe, zawierające nietransparentne kompromisy z opozycją.

Puhl zwraca uwagę, że Babisz nie ma także za sobą większości parlamentarnej, wspierany jest przez komunistów i prawicowo-radykalną SPD. Jej szef Tomio Okamura nienawidzi muzułmańskich migrantów i dąży do wyjścia Czech z UE.

Do rzadkości należy w Czechach otwarta rywalizacja opinii i programów, polityka uprawiana jest za zamkniętymi drzwiami. Czescy demonstranci mają tego dość – podsumowuje swój komentarz Puhl.

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: Drżyj PiSie, nadchodzi lewicowy młot

 

Robert Biedroń, lider partii Wiosna, deklaruje, że gotów jest pójść do jesiennych wyborów wspólnie z Koalicją. Oznacza to, że lider partii Wiosna, po raz kolejny okazuje się kimś w rodzaju bombonierki. Słodki, ale trudno odgadnąć, co jest w środku.

Do wczoraj Biedroń stał na stanowisku, że do wyborów wyłącznie samodzielnie lub w ramach lewicowej koalicji. Dzisiaj europoseł Biedroń, który jak dotąd, wbrew deklaracjom, nie złożył mandatu, oświadcza, że gotów jest pójść do wyborów z prawicową, konserwatywną Platformą Obywatelską, konserwatywnym chłopskim PSL-em i „nie wiadomo jaką” Nowoczesną.

Tak że taka to jest mniej więcej lewica. Taki to jest mniej więcej „poważny gracz”, taka to jest, mniej więcej, „trzecia droga” i tyle, mniej więcej wynika, z dobrego samopoczucie i ekstatycznych podrygów Roberta Biedronia w związku z uzyskaniem przez partię Wiosna 6,06 procenta głosów w wyborach do europarlamentu. Drżyj PiSie, nadchodzi lewicowy młot na faszyzm.

Gotowość Biedronia do tak radykalnego zwrotu niepokoi, ale nie zaskakuje. Po szopce z mandatem do parlamentu europejskiego jest już jasne, że deklaracje Biedronia to szarża typowo polska. Nieprzemyślana i przedwczesna. Biedroń ma ewidentną skłonność właściwą tym postaciom z dziecięcych kreskówek, które pędzą w kierunku krawędzi wysokiego urwiska, następnie widzimy je jeszcze przez chwilę jak przebierają nóżkami wisząc już w powietrzu, żeby po chwili w oparach rysunkowych „dymków” ze świstem lecieć w dół.

Jednego nie można mu jednak odmówić. Mianowicie, Biedroń potrafi liczyć. Partia Razem, SLD, Zieloni i Inicjatywa Polska, to jest być może dobre towarzystwo dla Zandberga. Być może emisja lewicowych wartości jest tam równa emisji CO2 przez polski przemysł, i całkiem możliwe, że jest to dobre towarzystwo dla tego Trockiego z kanapy o habsburskiej szczęce, niekoniecznie natomiast jest to dobre towarzystwo, dla rozentuzjazmowanego narcyza Biedronia, który nie widzi siebie w roli lewicowego trybuna typu Ikonowicz. lLwicowość Biedronia to nie jest blokowanie eksmisji i walka o prawa pracownicze. Nie. Lewicowość Biedronia to są mokre sny o premierostwie i kawka z mleczkiem w Sturbucksie.

Więc jeśli ktoś ma jeszcze jakieś złudzenia co do lewicowości lidera partii Wiosna, a tym samym wierzy, że Wiosna, to jest jakaś serio propozycja polityczna, powinien zdać sobie sprawę, że lider tego ugrupowania gotów jest pójść do wyborów z centroprawicową Platformą i całą tą obyczajową konserwą, która wokół platformy mości sobie gniazdka.

Obawiam się, że Biedroń nie robi tego, żeby realizować swoje „lewicowe postulaty”. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że robi to z biegunowo odległych, wyjątkowo prozaicznych powodów. Mamy tutaj proszę Państwa chłopca z plakatu, który potrafi liczyć. Chłopca z plakatu, który już dawno postawił na swojego ulubieńca. Mianowicie na siebie samego. Na roześmianego Roberta Biedronia, który zrobi wszystko dla Roberta Biedronia, ponieważ wyjątkowo ceni, lubi i szanuje, przede wszystkim Roberta Biedronia. Tak to się kręci. Mniej więcej.

Marcin Zegadło