100 lat temu, podpisano Traktat wersalski kończący I wojnę światową. Czy dziś ma jeszcze jakieś znaczenie?

DW

Sto lat temu, 28 czerwca 1919 roku, podpisano Traktat wersalski kończący I wojnę światową. Przypominamy jego najważniejsze postanowienia oraz opinie o nim dawniej i dziś.

 

Ówcześni Niemcy, zamiast o traktacie, mówili o „dyktacie”, albo „pokoju narzuconym siłą”. Współcześni historycy niemieccy wolą używać takich określeń jak „pokój, od którego zbyt wiele wymagano” albo „klęska, z którą Niemcy sobie nie radzili”. Zgoda panuje tylko co do tego, że zwycięskie mocarstwa narzuciły Niemcom nadzwyczaj twarde warunki zakończenia wojny.

Niemcy muszą za to zapłacić

Wielka czwórka – David Lloyd George (premier Wielkiej Brytanii w latach 1916-1922 i minister wojny w 1916 r.), Vittorio Emanuele Orlando (włoski polityk, premier, reprezentował Włochy podczas konferencji pokojowej w Wersalu) premier Francji Georges Clemenceau i prezydent USA Woodrow Wilson
Wielka czwórka – David Lloyd George (premier Wielkiej Brytanii w latach 1916-1922 i minister wojny w 1916 r.), Vittorio Emanuele Orlando (włoski polityk, premier, reprezentował Włochy podczas konferencji pokojowej w Wersalu) premier Francji Georges Clemenceau i prezydent USA Woodrow Wilson

 

„Niemcy za to zapłacą” – ten cytat z wypowiedzi ówczesnego francuskiego premiera Georgesa Clemenceau najlepiej oddaje postawę zwycięskich mocarstw ententy z Francją i Wielką Brytanią na czele. Zwłaszcza Francja domagała się uzyskania wysokich odszkodowań od Niemiec. Na jej terenie, jak się ocenia, zginęło podczas wojny ponad 15 mln osób.

Wersal miejscem rewanżu

Na miejsce podpisania traktatu zwycięskie mocarstwa wybrały pałac królewski w Wersalu na przedmieściach Paryża. Zarówno data, jak i miejsce nie były przypadkowe. W Sali Zwierciadlanej tego pałacu w 1871 roku powołano pruskiego króla Wilhelma I na cesarza Niemiec, po przegranej przez Francję wojnie francusko-pruskiej. A podpisanie traktatu nastąpiło w piątą rocznicę zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, co stało się przyczyną wybuchu I wojny światowej.

Wyłączna wina Niemiec

Szczególne oburzenie w Niemczech wywołał artykuł 231 Traktatu wersalskiego, obciążający Niemcy i ich sojuszników wyłączną winą za wybuch wojny i czyniący ich odpowiedzialnymi za wszystkie straty i szkody nią spowodowane. Artykuł ten potępiły zgodnie wszystkie stronnictwa polityczne w Niemczech od prawicy począwszy, a na socjaldemokratach skończywszy.

Ręka, która powinna uschnąć

W geście protestu przeciwko Traktatowi wersalskiemu ustąpił ze stanowiska pierwszy premier młodej Republiki Weimarskiej Philipp Scheidemann z partii SPD. „Która ręka nie powinna uschnąć, która nakłada na nas takie więzy?”, pytał.

Także wśród zwycięzców wojny panowały poważne wątpliwości co do postanowień Traktatu. Francuski generał Ferdinand Foch słusznie przepowiadał, że to „nie jest żaden pokój, tylko zawieszenie broni na 20 lat”.

Surowe żądania odszkodowawcze

Jednym ze skutków Traktatu wersalskiego były nadzwyczaj surowe żądania odszkodowawcze wysunięte wobec Niemiec. Na konferencji w Londynie w roku 1921 ich sumę ustalono na 132 mld marek w złocie. Wskutek Traktatu wersalskiego Niemcy utraciły ponadto około 15 procent swojego terytorium. Musiały ponownie oddać Francji Alzację i Lotaryngię i zgodzić się na odstąpienie Polsce tzw. korytarza. Zwycięzcy wymusili także na Niemczech ich deindustrializację i demilitaryzację.

Groźna propagandowa broń nazistów

Naziści posłużyli się postanowieniami Traktatu wersalskiego jako skutecznym orężem w swojej ofensywie propagandowej. Zarzucili politykom Republiki Weimarskiej zdradę narodowych interesów Niemiec, a socjaldemokratom cios w plecy, zadany niezwyciężonej rzekomo armii niemieckiej.

Historycy krytykują Traktat wersalski

Współcześni historycy, także ci pochodzący z ówczesnych mocarstw zwycięskich, zapatrują się krytycznie na postanowienia Traktatu wersalskiego. Wielu z nich twierdzi, że utorowały one drogę do przejęcia władzy w Niemczech przez Adolfa Hitlera i stały się przyczyną wybuchu II wojny światowej.

Niemiecki historyk Jörn Leonhard twierdzi, że Liga Narodów, powołana na konferencji pokojowej w Paryżu z inicjatywy ówczesnego prezydenta USA Woodrowa Wilsona, nie była w stanie uporać się z problemami powstałymi wskutek postanowień Traktatu wersalskiego.

Mając to na uwadze amerykański badacz David Andelman, analizujący obecne konflikty polityczne, przestrzega przed nadużywaniem traktatów pokojowych narzucanych stronie pokonanej w charakterze zemsty lub demonstracji własnej potęgi, ponieważ widzi w tym źródło przyszłych napięć i konfliktów.

afp / jak

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: Co oni mają na tej prawicy z tymi jeb… klapsami

Co oni mają na tej prawicy z tymi jebanymi klapsami. Teraz znowu Cymański jedzie otwartym tekstem, że jak dziecko przewijał, a ono „wierzgało” to dał klapsa.

Oni tak ładnie o tym, że”dał klapsa”, dają klapsy, jakby, kurwa, chodziło o jakąś pieszczotę, którą później jeden z drugim, przemocowe misie, będą mogli z „estymą wspominać”. A przecież, aż im się na końcu prawicowych języczków błyszczy ta chora narracja, że „klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził”, że Mickiewicz był bity i Słowacki, że Sienkiewicz dostawał razy po dupie jak amen w pacierzu, a wyrośli niezaprzeczalnie na prawdziwych Polaków, patriotów, wielkich narodowych wieszczy.

Aż im się w buźkach ulewa o tego bełkotu, że „co wy tam na lewicy odpierdalacie z tym bezstresowym wychowaniem, potem wam kurwa powyrastają jakieś ciemne gnomy od elektronicznych papierosów, dżenderów, potem was przez to bezstresowe wychowanie zeżrą jakieś LGBTy, albo inne takie, nie lepiej sprać dupę jak należy, żeby równo puchła i puścić gnoja na pielgrzymkę na Jasną Górę niech sobie pohajluje do woli, ponienawidzi?„.

No, korci ich takie wyznanie, ale nie mogą sobie na nie jeszcze pozwolić. Jeszcze nie w tej kadencji. Może w tej drugiej. Jak Pawłowicz zostanie Rzecznikiem Praw Dziecka, a DominoTarczyński ministrem Edukacji. To wtedy tak. Wtedy będzie można po całości. A teraz, trzeba się jeszcze przemęczyć z tymi „klapsami”. To pitolą jeden przez drugiego o dziaduniach, ojczulkach, którzy pili, bili, a byli z nich po całości, uczciwi Polacy. Do żywego uczciwi. A dupa nie opuszek. Poboli, poboli i przestanie.

No trzepie mnie od tego. Nudzi jak po kluchach z serem.

Marcin Zegadło

Biorę w obronę rodziców, którym zdarzy się stracić panowanie

– Kiedyś przewijałem dziecko w pieluszce, wierzgało, wierzgało, mówię: „przestań, przestań”, nerwy puściły, dałem klapsa. Spojrzał, zaniósł się płaczem, a żona: „co ty zrobiłeś”. Nie powiem, że to jakaś recepta – opowiadał Tadeusz Cymański w czwartek 27 czerwca w programie „Tłit” w Wirtualnej Polsce – Można się ze mną nie zgadzać, ale proszę o szacunek jako do ojca, który wychował piątkę dzieci – powiedział.

– Biorę w obronę rodziców, którym zdarzy się czasem stracić panowanie – dodał wracając do tematu w „Faktach po Faktach” w TVN24, tłumaczył jednak, że jest przeciwnikiem używania jakiejkolwiek przemocy. „Klaps to jest porażka rodzica” – ocenił, przy czym prosił i apelował „żeby nie potępiać rodziców, którzy w sytuacji czasami bez wyjścia, na przykład dziecko na ulicę biegnie albo bierze gorące do ręki…”

 

 


Adam Mazguła: chore kolano zwykle nie przeszkadza stanąć przed sądem, a o zdrowie może się Pan przecież modlić

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Życzę Panu szybkiego i sprawiedliwego osądzenia jego przestępczej działalności, bez względu na stan zdrowia. Chore kolano zwykle nie przeszkadza stanąć przed sądem, a o zdrowie może się Pan przecież modlić razem z lekarzami – generałami, specjalistami od klauzuli sumienia, ale w przerwach pomiędzy procesami

 

Panie J. Kaczyński,

ostatnio, jak na cywila przystało, ponownie leczył się Pan w szpitalu wojskowym, mimo że nawet w okresie obowiązkowej służby wojskowej, wykpił się Pan z tego obowiązku.

Jak podają oficjalne komunikaty, sam generał dywizji zaplanował Pański pobyt w szpitalu (bez kolejki), chociaż czas oczekiwania na takie zabiegi wynosi mniej więcej tyle, ile niezwłocznie opublikowane wyroki Trybunału Konstytucyjnego, tj. jakieś 818 dni, czyli 2 lata i 3 miesiące. Pan generał, którego lista tytułów przekracza standardowe zapisy, osobiście do domu przywiózł Panu kule, a następnie ponad miesiąc diagnozował u Pana chorobę kolana.

Panie J. Kaczyński,

ludzie Panu życzą zdrowia i współczują, bo taką mamy narodową cechę – empatię. Nawet wtedy, gdy wiedzą, że ocieplanie wizerunku przez chorobę przed wyborami, to może być zabieg wizerunkowy, na który Pana niewątpliwie stać.

Niech się więc za Pana kolano modlą opluci przez Pana, wybuczeni na Powązkach, powstańcy warszawscy, rodziny żołnierzy 1 i 2 Armii Wojska Polskiego walczący z bronią w ręku, oficerowie i żołnierze, którym chce Pan zabrać stopnie i emerytury.

Niech się modlą za Pana zdrowie rodziny byłych funkcjonariuszy, których (ponad 57 osób) pomógł Pan uśmiercić, wprowadzając faszystowską odpowiedzialność zbiorową – ustawę dekomunizacyjną, polscy bohaterowie demokratycznych przemian: L. Wałęsa, i rodziny W. Bartoszewskiego, B. Geremka, T. Mazowieckiego i inni, którym zabiera Pan godność każdego nieomal dnia, zmienia ich życiorysy i szczuje na nich w każdy możliwy sposób.

Niech Panu dobrze życzą członkowie służby publicznej, których nakazał Pan zwolnić i zamienił ich Pan w urzędach publicznych na niewykształconą ciemną i brunatną masę niekompetencji.

Niech Pana błogosławią zwolnieni nauczyciele, oszukani rolnicy, zdegradowani przedstawiciele inteligencji polskiej, artyści, profesorowie i inżynierowie.

Niech Pana bronią odesłani na emerytury uczciwie służący żołnierze, policjanci, strażacy…

Niech się wznoszą na wyżyny człowieczeństwa i życzą Panu dobrze rodziny osób z niepełnosprawnościami, chorzy czekający latami na wizytę u specjalisty, aptekarze, pielęgniarki i lekarze, którzy, zamiast leczyć zgodnie z Pana wytycznymi, mają się chować za klauzulami sumienia, wzywając do pomocy Boga.

Niech Panu życzą zdrowia rodziny dzieci zgwałconych przez księży, których Pan chroni wspólnie z hierarchami kościelnymi, pobite i zgwałcone kobiety, którym zabiera Pan prawo do ochrony przed przemocą w rodzinie.

Niech życzą Panu zdrowia niewinnie osadzeni za aborcję, za polityczne skazanie jak Tomasz Komenda, rodziny Barbary Blidy, Igora Stachowiaka, Pawła Adamowicza, pobici czy wygnani, a pracujący legalnie w Polsce, przedstawiciele innych narodów, ludzie innych nacji, którzy ośmielili się rozmawiać w tramwaju czy na ulicy w innym języku.

Życzę, aby za Pańskie zdrowie modlili się poszargani przez Pana sędziowie, dyplomaci, eurodeputowani, posłanki i posłowie opozycji.

Niech Pan prosi o modlitwę tych, którym policja połamała ręce, bo protestowali pokojowo przeciwko marszom faszystów, spisani uczestnicy Pańskiego dochodzenia do prawdy – prywatnego zgromadzenia zamkniętego, którego ochrona przez około 2, 5 tys. policjantów kosztowała miesięcznie miliony złotych.

Niech się za Pana modlą ludzie codziennie zatruwani najgorszym powietrzem w Europie. Przecież to Pańska mafia wydała 700 zezwoleń na przywóz szkodliwych substancji i śmieci do naszego kraju, które płoną prawie każdego dnia, degradując środowisko, zabijając ludzi i zwierzęta. Wszystko to dzieje się z represjami w stosunku do ekologów i przyrodników, ujawniających ten morderczy dla społeczeństwa proceder.

Panie J. Kaczyński,

proponuję, aby skierował Pan swoje prośby o pomoc w ochronie swojego zdrowia do tysięcy rodzin, utopionych w Morzu Śródziemnym, uchodźców, uciekających przed okropnościami wojny i przed śmiercią. Niech Pan zapyta o współczucie dla siebie rodziny ekshumowanych ofiar katastrofy lotniczej, rodziny, które chciały godnie pochować swoich bliskich, a nie walczyć z pańskimi paranoikami prokuratorskiej głupoty i przemocy cmentarnej.

Panie J. Kaczyński,

dowiedziałem się wczoraj, że matka zamordowała swoje kalekie dziecko i popełniła samobójstwo – nie miała dostępu do jednej z podstawowych wolności człowieka, czyli prawa do pomocy społecznej i do wolności przed opresją państwa.

Dzisiaj z kolei czytałem o zakupionej jeszcze przez poprzednie rządy aparaturze do leczenia raka, wykorzystywanej w 15 %. Niech się za Pana modlą rodziny tych, którzy nie doczekali się pomocy medycznej i zmarli, bo nie ma lekarzy i pielęgniarek, a tak naprawdę – lecznictwo jest jedynie na usługach aparatu władzy, bez względu na klauzulę sumienia, co Pański przykład obrazuje dobitnie.

Panie J. Kaczyński,

jest Pan winowajcą, jest Pan po prostu małym złym człowiekiem! Współczucie należy się wszystkim tym, którzy spotkali Pana na swojej drodze. Żyje Pan w kłamstwie, oszukuje Polaków, otacza się szczelnym kordonem jarmarcznych podpalaczy kraju, kieruje Pan mafią nieodpowiedzialnych i sfrustrowanych wazeliniarzy, z wytartymi od klęczenia kolanami.

Panie J. Kaczyński,

życzę Panu, aby nie przez spowiedź w konfesjonale skompromitowanego biskupa S. Dziwisza, ale przed ludźmi, których Pan skrzywdził, przed narodem, któremu Pan ubliża, odpowiedział za niszczenie konstytucji, korupcję, rozpacz, utratę godności, a nawet śmierć wielu ludzi, do której się Pan przyczynił.

Życzę Panu szybkiego i sprawiedliwego osądzenia jego przestępczej działalności, bez względu na stan zdrowia. Chore kolano zwykle nie przeszkadza stanąć przed sądem, a o zdrowie może się Pan przecież modlić razem z lekarzami – generałami, specjalistami od klauzuli sumienia, ale w przerwach pomiędzy procesami.

Zawsze z życzliwą dobrą radą,

Adam Mazguła


Rzecznik generalny TSUE wymierzył ciężki cios w zmiany wprowadzane przez PiS w polskim sądownictwie od 2016 r

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Zdaniem Jewgienija Tanczewa powołanie członków Krajowej Rady Sądownictwa cechują „nieprawidłowości”. Rzecznik generalny TSUE uważa też, że rola KRS w wyłanianiu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sprawia, że ta „nie spełnia wymogów niezawisłości”.

Fot. Źródło: Internet / mat. prasowe

Ostateczne orzeczenia unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu są w ponad 90 proc. przypadków zgodne z propozycjami rzecznika generalnego TSUE. Jeśli Trybunał i w tym przypadku utrzymałby linię swego rzecznika, byłby to – z racji wątpliwości co do Krajowej Rady Sądownictwa – ciężki cios w zmiany wprowadzane w polskim sądownictwie od 2016 r. Finalnego wyroku TSUE należy spodziewać się w ciągu kilku – kilkunastu tygodni.

Rzecznik generalny Jewgienij Tanczew ogłosił dziś swą opinię co do trzech pytań prejudycjalnych od Sądu Najwyższego, w którym SN podniósł wątpliwość, czy jego nowa Izba Dyscyplinarna może być uznana za sąd niezależny i niezawisły, skoro jej członkowie są wskazywani przez nową Krajową Radę Sądownictwa (i nominowani potem przez prezydenta).

Kluczem sporu była zatem prawowitość nowej KRS, a także – przypominane przez przedstawicieli władz Polski – pytanie, czy skoro rad sądownictwa nie mają nawet wszystkie kraje Unii (np. Niemcy), to czy w ogóle da się i można oceniać polską KRS wedle wspólnych kryteriów unijnych. I czy to w ogóle leży w kompetencjach instytucji UE.

Misja unijnych rad sądownictwa

Choć Tanczew przyznał, że w Unii nie istnieje jednolity model dla rad sądownictwa, to „uznaje się, że posiadają one określone wspólne cechy związane z ich misją zabezpieczania niezawisłości sędziowskiej” w tych krajach Unii, gdzie właśnie m.in. na radach sądownictwa oparto system ochrony niezależności sędziowskiej.

Tanczew wymienił kilka wspólnych cech – m.in. rady sądownictwa „muszą być wolne od jakichkolwiek wpływów ze strony organów ustawodawczych i wykonawczych”, ich skład musi gwarantować niezależność („w szczególności w radach sądownictwa powinni co do zasady zasiadać sędziowie wybrani przez członków ich środowiska”), a kadencja członków rad „nie powinna upływać w tym samym momencie lub być odnawiana po wyborach parlamentarnych”.

W tym świetle Tanczew uznał, że obecny sposób powoływania członków polskiej KRS „ujawnia nieprawidłowości, które mogą zagrozić jej niezależności od organów ustawodawczych i wykonawczych”.

Zbyt duża rola Sejmu

Sąd Najwyższy w swych pytaniach prejudycjalnych wskazał, że przed – przeprowadzanymi od 2017 r. – zmianami aż 15 z 25 członków KRS było wybieranych spośród sędziów przez sędziów (zgromadzenia ogólne sądów różnych szczebli). Natomiast obecnie tych 15 członków KRS jest wybieranych przez Sejm, co oznacza, że w sumie aż 23 z 25 członków KRS nie jest obecnie desygnowana przez władzę sądowniczą.

Dziś rzecznik generalny TSUE podzielił wątpliwości SN z pytań prejudycjalnych i uznał, że sposób powoływania członków KRS wiąże się z wpływem organów ustawodawczych i „nie można wykluczyć, że Sejm wybierze kandydatów, którzy nie mają wsparcia lub mają niewielkie wsparcie ze strony sędziów, skutkiem czego opinia środowiska sędziowskiego może mieć niewystarczającą wagę w procesie wyboru członków KRS”. I głównie te zastrzeżenia Tanczewa doprowadziły go do wniosku, że – powołana przy udziale KRS – Izba Dyscyplinarna SN nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej.

TSUE już w ostatni poniedziałek (24.6.2019) po raz pierwszy w historii Unii jednoznacznie orzekł (przy okazji wyroku czystce emerytalnej w SN), że instytucje UE mają prawo strzec niezależności wymiaru sprawiedliwości w krajach członkowskich. A proponowane przez Tanczewa podważenie niezawisłości Izby Dyscyplinarnej SN przez TSUE wspiera argumentację Komisji Europejskiej we wszczętym w kwietniu postępowaniu przeciwnaruszeniowym w związku z nowym systemem dyscyplinarnym dla sędziów w Polsce.

Na problem z KRS wskazywała już wcześniej Komisja Europejska w ramach postępowania z art. 7 Traktatu UE, a także Europejska Sieć Rad Sądownictwa, która w 2018 r. zawiesiła KRS w prawach członka. Ponadto Komisja Wenecka ostrzegała władze Polski, że przekazanie wyboru 15 sędziów-członków KRS w ręce Sejmu (i to w połączeniu ze skróceniem kadencji jej kilku dotychczasowych członków) jest sprzeczne z wytycznymi Rady Europy i grozi upolitycznieniem KRS.

 

REDAKCJA POLECA

 


Niepokojący stan zdrowia Angeli Merkel

DW

Zaledwie dziewięć dni po pierwszym incydencie, teraz znów u kanclerz Merkel wystąpiły objawy, nakazujące żywić troskę o jej stan zdrowia.

Niepokojący stan zdrowia kanclerz Merkel
Zaledwie dziewięć dni po pierwszym incydencie, teraz znów u kanclerz Merkel wystąpiły objawy, nakazujące żywić troskę o jej stan zdrowia.

W czwartek (27.06.2019) przed południem, podczas oficjalnego wręczania nominacji nowej minister sprawiedliwości Christine Lambrecht (SPD) przez prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera w pałacu Bellevue, kanclerz Merkel zaczęła drżeć na całym ciele. Kiedy zmieniła pozycję ciała, objawy ustąpiły – jak unaocznia nagranie wideo jednego z fotografów DPA. Kiedy Merkel podano szklankę wody, wzięła ją co prawda do ręki, ale zaraz oddała, nic nie pijąc.

Drgawki trwały prawie 2 minuty, Angela Merkel krzyżowała z przodu ręce usiłując utrzymać panowanie nad ciałem.

W ubiegłym tygodniu Angela Merkel podczas wizyty oficjalnej nowego ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego także miała podobne objawy, stojąc przed kompanią honorową. Kiedy potem kroczyła wzdłuż szpaleru żołnierzy, objawy ustały. Angela Merkel tłumaczyła później, że za mało piła w upalny dzień.

Merkel pojedzie na szczyt G20

Rzecznik rządu Steffen Seibert zapytany o ewentualny wpływ tych incydentów na planowaną podróż kanclerz na szczyt G20 do Japonii odpowiedział, że wszystko odbędzie się zgodnie z planem.

– Kanclerz Merkel czuję się dobrze – zaznaczył.

Sama kanclerz po nominacji była jeszcze obecna na zaprzysiężeniu mister Lambrecht w Bundestagu, jednak tuż po tym opuściła gmach Reichstagu.

Podobny atak drgawek w trakcie publicznego wystąpienia miał już miejsce podczas wizyty w Meksyku w roku 2017 przy dusznej i upalnej pogodzie. Angela Merkel przyjmowana była tam z honorami wojskowymi.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Biskupi, zaprzestańcie agresji

 

Ks. Marek Dziewiecki, doktor psychologii, ale też ekspert Ministerstwa Edukacji powiedział: „ateiści nie mogą kochać. Rodziny nie założą, przyjaciół nie będą mieli”. Podobne glosy usłyszeć można we wszystkich kościołach w Polsce.

Jeśli jakiś PiS-biskup, czy ksiądz opowiada podobne brednie, to zwróćcie uwagę, że ludzie kochali się zanim powstała wiara tych duchownych.

Tym kapłanom katolickim, którzy ostatnio z wielką zawziętością atakują społeczeństwo stwierdzeniem, że „ludzie niewierzący nie są zdolni do miłości” odpowiadam, że człowiek świadomy, żyje i kocha innego człowieka naturalnie, z potrzeby serca. Wierzący, natomiast, niczym niewolnik modli się do Boga o miłość, a kapłan w swojej pysze „przekazuje jego” wolę. Innymi słowy, ludzie świadomi po prostu kochają, a wierzący błagają Boga poprzez księży o prawo do miłości. Zastanów się, czy nie mam racji?

Jeśli wierzysz, że czynisz najlepiej, bo zgodnie z wolą Boga, której przecież nie znasz i jeśli jednak narzucasz swoją wolę innym bez względu na ich argumenty, jesteś wrogiem tolerancji, dlatego nie słuchasz argumentów innych, żyjesz w świecie iluzji, który nie ma nic wspólnego z życiem świadomym, prawym, uwzględniającym inne rozumienie woli Boga, prezentujesz pychę i brak szacunku do ludzkiej wiedzy i inteligencji.

Jeśli nie potrafisz słuchać i przyjmować argumentów innych niż twoje, nigdy nie znajdziesz dobra wspólnego dla którego wymyślono politykę demokratycznego społeczeństwa. Chcesz byś demokratą, oburza Cię co piszę? To zobacz, tak dzisiaj działają przekupieni i upolitycznieni duchem PiS-u biskupi, którzy sprzedali zasady wiary na skażony kłamstwem program wyborczy, z kancelarii parafialnych uczynili biura wyborcze, a z wiernych, wyznawców jedynie słusznej partii.

Pomyśl, jeżeli kościół stał się PiS-em, to kim w tym kościele jest prezes tej partii? To partia przejęła kościół, czy kościół zawłaszczył politykę PiS-u? A może to symbioza niosąca bogactwa kościołowi za cenę wsparcia reżimowej władzy?

Odpowiedzi na te pytania są trudne, ale i przerażające, bo religia nagle stała się zakładnikiem mafijnej władzy budującej nienawiść, a nawet faszyzm. Zanim staniesz się faszystom, bo wierzysz w Boga – pomyśl!

To jest moje zdanie na temat tych, co wiedzą najlepiej, ale jeśli chcesz ze mną podyskutować, przekonać mnie, że jest inaczej, to zapraszam.

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Na ratunek, czyli ważne czynniki chroniące przed zażywaniem dopalaczy

Negatywny wpływ dopalaczy na organizm człowieka jest alarmujący. Następstwem ich zażywania są problemy układu oddechowego i układu krążenia, utrata przytomności, odwodnienie lub przegrzanie organizmu, uszkodzenia narządów, a nawet zgon. Pojawiają się również liczne skutki uboczne w psychice człowieka, w tym np. agresja, zaburzenia świadomości, stany lękowe, halucynacje.

Następstwem zażywania dopalaczy są problemy układu oddechowego i układu  krążenia, utrata przytomności, odwodnienie lub przegrzanie organizmu, uszkodzenia narządów, a nawet zgon. Pojawiają się również liczne skutki uboczne w psychice człowieka, w tym np. agresja, zaburzenia świadomości, stany lękowe, halucynacje.

Czynniki chroniące przed zażywaniem dopalaczy to:

  • zdrowe więzi rodzinne,
  • silne poczucie własnej wartości i własnej skuteczności,
  • wiara we własne siły,
  • umiejętności społeczne (radzenie sobie z problemami, rozwiązywanie konfliktów, asertywność),
  • dobra atmosfera w klasie i szkole,
  • przynależność do pozytywnej grupy rówieśniczej,
  • posiadanie grupy wsparcia lub przyjaciela,
  • poszanowanie prawa, norm, wartości i autorytetów,
  • pozytywne wzorce osobowe wśród ważnych dorosłych,
  • posiadanie zainteresowań i pasji,
  • czynne uprawianie sportu,
  • działalność w klubach, kołach zainteresowań i wolontariacie,
  • posiadanie planów na przyszłość,
  • chęć kontynuowania nauki,
  • umiejętności radzenia sobie z trudnymi emocjami,
  • alternatywne sposoby rozładowania napięcia i odreagowania złości/agresji.

Jak postępować z tymi, którzy już sięgnęli po dopalacze

W pierwszej kolejności ratować ich zdrowie i życie! Muszą jak najszybciej uzyskać specjalistyczną pomoc lekarską (przy niepokojących objawach trzeba udać się do szpitala). Gdy istnieje podejrzenie, że podopieczny zażył jakąś substancję psychoaktywną, można wykonać test na jej obecność w organizmie (takie testy są dostępne w sprzedaży).

Działania długofalowe to pomoc w obszarach, w których dziecko gorzej funkcjonuje. Może dotyczyć np. trudności interpersonalnych, wymagań szkolnych lub emocji. Podopieczny nie zawsze chce lub może skorzystać ze wsparcia rodziców czy wychowawcy klasy. I nie należy go do tego zmuszać. Istnieją inne miejsca, do których może się zwrócić:

  • poradnie pedagogiczno-psychologiczne,
  • terapeuci,
  • grupy wsparcia,
  • telefony zaufania. 

Pracownicy szkoły powinni być przeszkoleni w zakresie profilaktyki zażywania dopalaczy. Mogą dzielić się tą wiedzą z rodzicami uczniów podczas zebrań i warsztatów, a także indywidualnych spotkań. Rodzice muszą wiedzieć, jak rozpoznawać niepokojące sygnały i gdzie zwracać się o pomoc. Także społeczność uczniowską trzeba edukować: organizować zajęcia na temat zagrożeń, jakie stwarzają substancje psychoaktywne oraz uczyć młodzież odmawiania ich zażywania. Dodatkowo w szkole powinien zostać opracowany schemat postępowania wobec uczniów, którzy posiadają dopalacze, lub są pod ich wpływem. Wtedy interwencje będą szybsze i skuteczniejsze.

Anna Kiełczewska, ekspert portalu ePedagogika.pl


Polska przegrał swój najważniejszy spór z Unią przed TSUE

Tomasz Bielecki (Bruksela)

Tomasz Bielecki (Bruksela)

Unijny Trybunał orzekł, że czystka emerytalna w Sądzie Najwyższym (ustawa o Sądzie Najwyższym dotycząca zapisów o obniżeniu wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego z 70 do 65 lat) była sprzeczna z prawem UE. Z wyroku TSUE wynika, że instytucje Unii muszą strzec niezawisłości sądownictwa. A to może oznaczać nowe procesy.

Budynek Sądu Najwyższego w Warszawie. Fot. Źródło: dw.de

Orzeczenie TSUE kończy najgorętszy spór między władzami Polski a Komisją Europejską, która przed blisko rokiem wszczęła postępowanie przeciwnaruszeniowe, zarzucając Polsce złamanie unijnego prawa z powodu zmian w Sądzie Najwyższym.

Obniżenie wieku emerytalnego z 70 do 65 lat dotknęło ponad jedną trzecią sędziów SN, w tym I prezes Małgorzatę Gersdorf, choć jej 6-letnia kadencja (do 2020 r.) wynika wprost z konstytucji. Drugi punkt skargi Komisji dotyczył nieskrępowanej uznaniowości prezydenta Polski przy uwzględnianiu wniosków sędziów o zgodę na pracę w SN pomimo wieku emerytalnego.

Timmermans zaryzykował

Przed rokiem Komisja Europejska z jednej strony była pod presją obrońców praworządności, organizacji pozarządowych, a nawet polskich demonstrantów, a z drugiej strony jej prawnicy toczyli ciężkie wewnętrzne spory, czy skarga na pewno utrzyma się w TSUE. I choć Komisja bardzo nie lubi przegrywać spraw przed Trybunałem, bo to podważa jej wiarygodność, to wobec nieustępliwości PiS oraz pod upartym naciskiem swego I wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa postanowiła zaryzykować. W swej skardze do TSUE z września 2018 r. uznała, że polska ustawa o SN narusza art. 19 Traktatu o UE, który zobowiązuje kraje Unii do „ustanowienia środków zaskarżenia niezbędnych do zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem Unii”. Innym słowy, skoro polscy sędziowie orzekają także na postawie przepisów UE, to są jednocześnie „sędziami Unii”, a zatem instytucje UE powinny strzec ich niezawisłości.

Unijny Trybunał przyznał dziś rację Komisji Europejskiej. Jego 15-osobowa wielka izba uznała, że „zastosowanie przepisów przewidujących obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku sędziów SN do urzędujących sędziów tego sądu narusza zasadę nieusuwalności sędziów, która jest nierozerwalnie związana z ich niezawisłością”.

TSUE potwierdził, że zgodnie z unijnymi traktatami organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do kompetencji praw członkowskich (to argument nieustannie podnoszony przez Warszawę w sporach praworządnościowych z Brukselą), ale jednocześnie orzekł, że „przy wykonywaniu tej kompetencji państwa członkowskie mają obowiązek dotrzymywać zobowiązań wynikających dla nich z prawa Unii”. To oznacza, że „między państwami UE oraz ich sądami powinno istnieć wzajemne zaufanie” do przestrzegania podstawowych wartości Unii, w tym praworządności. Wyroki TSUE nie podlegają apelacji.

Ustrojowa decyzja TSUE

Polska na początku tego roku wycofała się z czystki emerytalnej w SN (wskutek doraźnego „środka tymczasowego” nałożonego przez TSUE). A zatem główne – lecz zarazem kolosalnie ważne dla ustroju całej Unii – znaczenie wyroku polega na potwierdzeniu przez TSUE, że kompetencje krajów co do kształtowania własnych sądów są ograniczone wymogami UE, które Komisja Europejska (a w ostateczności TSUE) mogą egzekwować w procedurach dyscyplinujących. – Tak wielkie kroki prawne zdarzają się raz na pokolenie mówi jeden z bardzo wpływowych brukselskich prawników z instytucji UE.

TSUE już przed ponad rokiem użył argumentu „sędziowie krajowi są sędziami Unii” w uzasadnieniu rozstrzygnięcia sporu o płace sędziów portugalskich. Jednak w przypadku polskiego Sądu Najwyższego – jak podkreślił rzecznik generalny TSUE Jewgienij Tanczew – Trybunał „po raz pierwszy w historii” rozstrzygał w kontekście skargi bezpośredniej na kraj Unii co do zgodności przyjętych przezeń przepisów dotyczących organizacji jego systemu sądownictwa ze standardami ustanowionymi w art. 19 Traktatu o UE.

Przed Trybunałem toczy się teraz kilka spraw – w ramach skarg Komisji Europejskiej oraz pytań prejudycjalnych od polskich sądów – powiązanych ze zmianami w polskim wymiarze sprawiedliwości od 2016 r. Dotyczą m.in. nowego systemu dyscyplinowania polskich sędziów oraz prawomocności obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. W zasadzie w każdej z tych spraw władze Polski próbowały podważać jakiekolwiek uprawnienia instytucji UE do zajmowania się polskim sądownictwem. Jednak dzisiejsze orzeczenie TSUE ostatecznie ucina te wątpliwości. A także oznacza, że „polityczne postępowanie” w wobec Polski z artykułu 7 Traktatu o UE, które od blisko półtora roku toczy się w Radzie UE, nie wyklucza się – wbrew argumentom podnoszonych przez prawników rządu Mateusza Morawieckiego – z jednoczesnym zaskarżaniem Polski do TSUE.

Uprawnienia instytucji UE do wiążącego orzekania o łamaniu praworządności to dodatkowe wsparcie dla projektu przepisów, które od 2021 r. wiązałyby wypłaty unijnych funduszy z poszanowaniem zasad państwa prawa.

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: Sto dni nadziei

 

Myślę, że pięć lat temu mało kto brał pod uwagę to, że Polska po ponad (wówczas) ćwierćwieczu wolności po raz kolejny stanie w sytuacji zagrożenia utraty państwowości tak ciężko zdobytej po licznych zakrętach dziejowych. W 2015 roku do władzy doszło środowisko destrukcji – sekta Jarosława Kaczyńskiego – przez pomyłkę tylko nazywana partią. W całej niemal historii Polski trudno mi znaleźć kogoś (nie jestem historykiem), kto z równym zacięciem niszczyłby własny kraj tylko po to, aby zaspokoić swoje małe i raczej chore ambicje, które sprowadzić można do utrzymania władzy bez oglądania się na dobro Ojczyzny. Jarosław Kaczyński posiadł te „przymioty” w stopniu doskonałym!

Cała retoryka Prawa i Sprawiedliwości, która to nazwa jest zwyczajnym szyderstwem w sensie wymowy słów „prawo” i „sprawiedliwość” będących też antonimami tego, co „sekta” robi, jest czymś ohydnym! Tak samo, jak odrażająca, choćby moralnie, jest postać człowieka stojącego na jej czele. Bracia Kaczyńscy pojawili się w polityce pod koniec lat 80, a swoje polityczne życie zawdzięczają wyłącznie Lechowi Wałęsie, bez którego prawdopodobnie (z pożytkiem dla Polski) byśmy o nich nie usłyszeli. To, co trzeba im przyznać (zwłaszcza Jarosławowi) to umiejętność rozpychania się łokciami i osiągania oportunistycznych celów bez względu na okoliczności. Makiawelizm ktoś powie! O nie, według mnie zwykłe cwaniactwo! Nie lubię, kiedy ktoś porównuje osoby bez wyrazu, charakteru i innych pozytywnych cech do tego mistrza polityki, jakim był Nicolo Machiavelli!

Dysponując tak wybitnie negatywnymi cechami, Jarosław Kaczyński doprowadził Polskę do stanu agonii, w jakim znajduje się dzisiaj. O jego młodszym o 30 – 40 minut bracie mówić już nie będę z ze względu na to, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale! Gdyby w 1949 roku spełniły się marzenia dziadka (ze strony matki) zamiast Jarosława byłaby Magdalena. Dopiero teraz możemy ocenić to w sposób właściwy. Zniszczenie państwa prawa, którym do 2015 roku była Polska, a które budowano całe dziesięciolecia, zajęło Kaczyńskiemu tylko cztery lata! To nieco ponad połowa czasu potrzebnego Hitlerowi (proszę się nie podniecać; nie porównuję obu panów) do zrujnowania Niemiec. „Wybitny” polityk prawda?! Na dodatek sam Kaczyński za nic nie odpowiada prawnie, gdyż w całej swojej przebiegłości postanowił rządzić Polską zza „tylnego siedzenia”! Tak mu chyba podpowiedział jego „wrodzony geniusz” i brak predyspozycji do bycia prezydentem Polski! Jako taki, jest osobą niewybieralną, a że na intrygach zna się jak mało kto, ten sposób bardzo mu się spodobał! Na premiera również nie nadaje się z powodu niezbyt wielkiej odwagi!

Otoczony przez grupkę oddanych mu (czy też co bardziej prawdopodobne korzyściom z tego układu płynącym) sług, pan prezes robi z Polską to, co mu do jego ‘światłej’ głowy przyjdzie. W praktyce mamy tutaj do czynienia z tworem typu Republika Bananowa, Kaczystan lub z powtórką Republiki Weimarskiej lat 30. XX wieku. Każda z tych form jest przerażająca sama w sobie, stąd czeka nas wyzwanie, którym jest pokonanie tego destruktora Ojczyzny. Na to pozostało tylko nieco ponad sto dni! Nie będzie łatwo, ale próbować trzeba – to obowiązek. Niestety, okoliczności nam nie sprzyjają; rozbita opozycja, w której każda strona próbuje ugrać swoje, wystraszone (choć w dużej części zadowolone z rozdawania hojną ręką naszych pieniędzy) społeczeństwo, a na dodatek skonsolidowana władza pisowska, która zdając sobie sprawę ze swoich przestępstw przeciwko prawu (łamanie konstytucji, zniszczenie demokracji, czyszczenie z pieniędzy SSP etc.) zrobi wszystko, aby uniknąć odpowiedzialności. Osobiście myślę, że jest też w stanie posunąć się do fałszerstw wyborczych. Miejmy tylko nadzieję, że nie użyje siły przeciw narodowi, bo wtedy wyda na siebie niezmazywany wyrok! Jednak nawet gdyby musiała oddać panowanie to i tak zostawi w państwie swoją, uwłaszczoną na majątku państwa i urzędach „V kolumnę”, która dopilnuje porządku w kraju! Nie zmarnujmy tym razem szansy, bo to już jedna z ostatnich na oczyszczenie państwa z pisowskiego zła! Jeśli sami tego nie zrobimy, to nikt inny nam już nie pomoże! Te sto dni to ostatnia nadzieja na normalność!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Marcin Zegadło: bądźmy jak Bodnar, a będzie im trudniej

 

Patryk Jaki, były wiceminister sprawiedliwości (bez prawniczego wykształcenia) w programie „Kawa na Ławę”, mówiąc o Adamie Bodnarze, Rzeczniku Praw Obywatelskich, stwierdził:

„Uważam, że jest bardzo złym rzecznikiem. Uważam, że dobrze byłoby, gdyby był odwołany, ale jednak szanujemy 5-letnią kadencję. To tylko moja opinia na razie”.

Oburzenie Jakiego wynika z krytycznej opinii RPO dotyczącej sposobu zatrzymania mężczyzny podejrzanego o zabójstwo dziesięciolatki z miejscowości Morwiny.

Patryk Jaki chciałby widzieć na miejscu Adama Bodnara pełniącego funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich kogoś na kształt i podobieństwo Mikołaja Pawlaka, nieszczęsnego, Rzecznika Praw Dziecka. To znaczy kogoś, kto teoretycznie powinien występować w obronie praw jakieś określonej grupy, a praktycznie występuje w obronie każdego innego tylko nie tych, których bronić powinien.

Kiedyś stanowisko Jakiego mogłoby dziwić. Jednak po czterech latach pisowskiego państwa nie jest ono zaskakujące. Wypaczenie pojęć i oderwanie ich od słownikowego znaczenia to specjalność tej władzy, i tak:

„sprawiedliwość” oznacza wg PiS mniej więcej to, co oznaczała dla Pawlaka (tego z „Samych Swoich), to znaczy, występuje ona wyłącznie wtedy, kiedy służy rządzącym;

„kompetencja” oznacza mniej więcej tyle, co Beata Szydło na stanowisku premiera, czy Patryk Jaki na stanowisku wiceministra sprawiedliwości, czyli oznacza coś dokładnie odwrotnego;

„porządek konstytucyjny” oznacza peerelowskiego aparatczyka, byłego prokuratora na czele sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w tym sensie oznacza kpinę zarówno ze sprawiedliwości, jak i z praw człowieka;

„Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej” – oznacza urzędnika wykonującego polecenia partii rządzącej, często wbrew interesowi społecznemu oraz z pogwałceniem przepisów konstytucyjnych;

„Premier rządu” – oznacza cynika, który jest w stanie sprzedać każdy towar dla doraźnego politycznego zysku, nie oglądając się na fakty, czy prawdę historyczną. Robi to z zapałem akwizytora zgodnie z treścią podręczników dla domokrążców.

„demokracja” – oznacza system polityczny, w którym rządzących się nie krytykuje, tylko jak oczekuje Jarosław Kaczyński „się ich popiera”, a na dobrze znane pytanie „Pomożecie?”, gromko i radośnie odpowiada się „Pomożemy!”

„Trybunał Konstytucyjny” – nie oznacza już organu stojącego na straży zgodności aktów prawnych z obowiązującą ustawą zasadniczą, oznacza obecnie organ bez większego znaczenie, z którego to organu prezeską, Jarosław Kaczyński lubi jadać posiłki i generalnie spędzać czas, bo to jego „odkrycie towarzyskie”

Wyliczać można bez końca. Dlatego deklaracja Patryka Jakiego, który poradził sobie bez wykształcenia prawniczego na stanowisku wiceministra sprawiedliwości oznacza jedynie, że nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, a krytyczny stosunek Jakiego do Bodnara, oznacza ni mnie ni więcej tylko to, że Bodnar doskonale wykonuje swoje obowiązki i dopóki jest Rzecznikiem Praw Obywatelskich możemy spać spokojnie w kraju, w którym pomniki stawia się pedofilom, ich obrońcom, a z szemranych watażków w polskich mundurach robi się bohaterów narodowych, którzy mają zastąpić żołnierzy Armii Krajowej.

Dlatego bądźmy jak Bodnar, a będzie im trudniej.

Marcin Zegadło