Roman Giertych. List do posła Jakiego: „Osądzę Waszą sprawiedliwość”. Warto o tym pamiętać

 

Szanowny Panie Pośle!

Pozornie wydaje się, że publikowanie przez Policję wizerunku skutego podejrzanego przesłuchiwanego w samej bieliźnie nijak się ma do zasad humanitaryzmu. Tak więc obrona takiego zachowania jest pozbawiona szans. Ale nie! Pan wynalazł sposób, aby wyjść z tego starcia zwycięsko! Brawo!

Zakwestionował Pan po prostu dobre intencje każdego, kto wstawia się za tymi zasadami i przyrównał Pan osoby pragnące humanitaryzmu w działaniach Policji do tych, które wspierają przestępczość.

Panie Pośle Kochany! Nikt na to by nie wpadł, aby zamiast tłumaczyć się z naruszenia humanitaryzmu przekreślić w ogóle te zasady i tych utyskiwaczy, którzy się wstawiają za nimi zrobić wspólnikami zbrodni. To genialne.

Teraz więc zamiast tłumaczyć się z wyroku na policjantach, którzy torturowali niewinnego Igora Stachowiaka można oskarżyć tych, którzy śmieli zakwestionować te niewinne igraszki zmęczonych policjantów. Pani poseł Pawłowicz powiedziała: kto jest zatrzymany to jest winny (no bo przecież niewinnego PiS nie zatrzymuje, to oczywiste).

Skoro więc Stachowiak był zatrzymany, to czego się wszyscy czepiają, że policjanci karę mu wymierzyli za jego winę oszczędzając tym samym czasu i pieniędzy sądom, prokuratorom etc.?

Zakwestionowanie humanitaryzmu otwiera również nieprawdopodobne perspektywy dla Pana i całego PiS. Jak już kary za wszystko zostaną podniesione do bezwzględnego dożywocia, poza oczywiście korupcją, która zostanie zdepenalizowana, bo po co tworzyć bata na dzielnych działaczy (swoją drogą i na marginesie, czy obniżona kara za korupcję, jeśli wejdzie w życie, pozwoli wreszcie Bartkowi M. zasłużenie cieszyć się obecnością swego szefa?, tak tylko pytam), to wówczas po następnej jakiejś zbrodni można ogłosić powrót kar z dobrych, starych czasów. Np. publiczne wieszanie albo kary mutylacyjne (dla Pana wyjaśnię, że to obcinanie członków). Toż przecież można zyskać tyle w oczach tłumu, gdyby takiego zbrodniarza publicznie pokrajać na kawałki. Ach, jak poparcie wzrosłoby dla władzy za taki akt bezkompromisowości w walce z przestępstwem! A Pan panie pośle mógłby pełnić rolę oficjalnego, państwowego kata! O ile wiem nie ma żadnego przepisu w UE, który zabraniałby łączyć funkcję posła do PE z funkcją kata.

Czy widzi Pan oczyma wyobraźni ten krzyk ogarniętego zdrowymi emocjami tłumu, gdy podnosi Pan w górę uciętą kończynę zbrodniarza? Poparcie rośnie do niebotycznych granic, a i zapewniam Pana nazwisko Jaki odmieniałyby media na całym świecie przez wszystkie przypadki. I nie byłoby posła do PE, który nie znałby kolegi posła, a jednocześnie urzędowego kata. Sława zapewniona.

Niestety psuje Panu tylko trochę tę perspektywę ten niepoprawny Franciszek, który zamiast potępiać razem z PiS-em każdego więźnia, to umywając im stopy w Wielki Czwartek pokazuje, że nawet w zbrodniarzu widzi Człowieka. Ale co tam, znajdzie Pan z łatwością takich księży, którzy Franciszka nazwą moderną niewartą słuchania.

Proponowałby jeszcze, aby idąc za TVP oburzyć się na adwokatów, że bronią przestępców. To niedopuszczalne! Przestępca niech się broni sam, skoro jest winny. A winny jest, jak wyjaśniłem wyżej, bo zatrzymany. Tego typu nadaktywność adwokacka musi się skończyć!

Kolejny przykład tej nadaktywności to ja sam piszący na fb oraz przyjmujący sprawy przeciwko władzy. Nie wiedzieć dlaczego ściganie takich działań jak np. pomoc Birgfellnerowi w przygotowaniu zawiadomienia na samego Umiłowanego Przywódcy się tak opóźnia. I zarówno ja, jak i mec. Dubois nie ponieśliśmy jeszcze zasłużonej kary. Ta zwłoka panie Patryku niepokoi. Prawdziwa dyktatura nie może pozwolić na takie wybryki, a niezależność adwokatury, to kolejny wymysł humanitaryzmu, z którym trzeba koniecznie skończyć. Adwokat powinien, jak przed sędzią Kryże w latach 50-tych, przyłączać się do aktu oskarżenia i domagać się surowszej kary. Natomiast władzę adwokat powinien chronić, a nie oskarżać.

Ale wracając do tematu. Panie Patryku! To dobrze, że Pan chce przegonić Rzecznika Praw Obywatelskich. Proponuję, aby następnym RPO zrobić jednego z tych policjantów od Stachowiaka. Pan Prezydent zawsze może go przecież ułaskawić i wówczas kandydat jak znalazł. Doświadczony, niepryncypialny i przede wszystkim standardy traktowania obywateli będzie miał niezbyt zawyżone.

Roman Giertych

PS Śp.

Lech Kaczyński jako Prokurator Generalny stosował podobny sposób zdobywania popularności co Pan, panie pośle. Myślę, że sprawa 18 lat horroru jaki przeżył niewinny Komenda, na oskarżenie którego było za jego urzędowania zapotrzebowanie polityczne, powinna stanowić przestrogę przed podobnym, niemoralnym sposobem uprawiania polityki. W I RP przed oczyma sędziów Trybunału w Piotrkowie Trybunalskim był taki napis: „Osądzę Waszą sprawiedliwość”. Warto o tym pamiętać.

 

Roman Giertych

 

Śmierć Kristiny

10-letnia Kristina ze wsi Mrowiny zaginęła w czwartek 13 czerwca ok. godz. 13. Dziewczynka po szkole miała udać się na zajęcia śpiewu, jednak nie wróciła do domu. Po kilku godzinach ciało Kristiny zostało znalezione w lesie. Dolnośląscy policjanci zatrzymali Jakuba A. Podejrzany o zabójstwo przyznał się do winy, postawiono mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz podżegania do zabójstwa.

 

 

 

 

 


Czy Tusk powróci i odsunie od władzy Kaczyńskiego? Czy zmiana władzy, po zniszczeniu państwa prawa, jest jeszcze możliwa?

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Polacy o liberalnych poglądach liczą na powrót Donalda Tuska i odsunięcie od władzy autorytarnego rządu Jarosława Kaczyńskiego. Czy normalna zmiana władzy, po zniszczeniu państwa prawa, jest jeszcze możliwa?

Wystąpienie Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim pt. „Nadzieja i odpowiedzialność. O konstytucji, Europie i wolnych wyborach”. – W polityce nie może chodzić o to, aby ktoś kogoś pokonał i unicestwił. Ktoś może wygrać wybory, ktoś może pokonać przeciwnika 26 maja, w październiku czy listopadzie tego roku, ale będziemy dalej żyli w jednym kraju – stwierdził Donald Tusk. – Polityka to nie jest mecz. Ktokolwiek będzie wygrywał wybory, nie może powiedzieć: Polska jest moja, nie wasza – powiedział były premier w swoim wystąpieniu na Uniwersytecie Warszawskim.

Publicysta niemieckiego magazynu politycznego „Cicero” Paul Flueckiger nawiązuje do okładki jednego z polskich tygodników z końca ubiegłego roku, przedstawiającej spoglądającego „po ojcowsku, ale zdecydowanie” Tuska na białym koniu, mającego powrócić do Polski, by w 2020 roku wygrać wybory i zostać prezydentem. „Od tamtego czasu polska opozycja czeka na powrót Tuska” – pisze autor.

Zdaniem publicysty ta „przesadna nadzieja” sparaliżowała na wiele miesięcy opozycję, która – zamiast się zmobilizować i wystąpić zgodnie przeciwko rządowemu obozowi Kaczyńskiego – czekała na sygnał „zbawiciela z Brukseli”.

Tusk – cudowna broń i przekleństwo

Nie po raz pierwszy Tusk stał się ‘cudowną bronią’ przeciwko Kaczyńskiemu, ale i przekleństwem polskiej polityki wewnętrznej” – ocenia Flueckiger.

Autor przypomina, że w 2014 roku Tusk przeniósł się do Brukseli, co wielu rodaków ma mu za złe, uważając, że „opuścił tonący statek proeuropejskiego centrum”. Flueckiger wspomina też o zarzutach ze strony Kaczyńskiego, wytykającego pochodzącemu z Gdańska politykowi rzekomą proniemieckość.

Obecnie Kaczyński posługuje się „całkowicie mu podległym” aparatem wymiaru sprawiedliwości do walki z Tuskiem. Szef Rady Europejskiej wzywany jest raz po raz na przesłuchania. „Chodzi o rzekomą zdradę stanu w związku z Rosją i skandal bankowy, w którym dziesiątki tysięcy osób straciły swoje oszczędności (Amber Gold – DW)” – czytamy w „Cicero”.

Czy Tusk dokona rzeczy niemożliwej?

Tusk jest obecnie jedynym polskim politykiem o formacie europejskim – ocenia autor. W Brukseli nauczył się nie tylko angielskiego, ale także zdolności do zawierania kompromisów. Polacy uważają, że jest w stanie dokonać „rzeczy niemożliwej” – przezwyciężenia pojedynku między „autorytarnym prawicowo-narodowym PiS Kaczyńskiego i liberalną proeuropejską PO” – pisze Flueckiger przyznając, że sam Tusk ma duży udział w tym podziale na dwa obozy.

Coraz więcej Polaków ma dosyć tej polaryzacji, którą następca Tuska na stanowisku szefa PO – Grzegorz Schetyna, konsekwentnie kontynuuje.

„Oba obozy zradykalizowały się, pozostawiając na uboczu polityczny środek. Dlatego Tusk prezentuje się podczas wystąpień w Polsce w sposób pojednawczy, chociaż broni zdecydowanie liberalnych wartości” – zauważa publicysta.

„Tusk ma związane ręce, dopóki pozostaje szefem Rady Europejskiej – mówią optymiści. Jego kadencja dobiega końca dopiero 30 listopada. Wielu uważa, że zbawiciel na białym koniu czeka na ofertę międzynarodową, która pozwoliłaby uniknąć mu galopu przez polskie polityczne bagno” – czytamy w „Cicero”.

„Pesymiści oceniają, że świadek Donald Tusk może stać się poszukiwanym listem gończym oskarżonym, jeżeli wyniki sondażowe PiS Kaczyńskiego spadną. Normalna zmiana władzy, po zniszczeniu państwa prawa, jest ich zdaniem niemożliwa” – pisze Flueckiger w czerwcowym wydaniu „Cicero”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Manuela Gretkowska: PLUS MINUS WOLNOŚĆ

Zostało mniej więcej 100 dni do wyborów. Może 100 ostatnich dni, jeszcze nie całkiem, ale demokratycznej Polski.

PiS domknie swoje reformy – sądownictwa, szkolnictwa wszystkiego co pozwalało na normalność. A potem, po iluś latach będziemy znowu szczęśliwi, gdy uda się nam wyzwolić z koszmaru. Nie iść do przodu, ale stać w miejscu.

PSL startując samodzielnie wymyślił program, który da się streścić – Bóg istnieje więc PSL też. Mogli dorzucić nowoczesny postulat o zaganianiu z pastwisk bydła dronami. A Kaczyński by ich zdyskontował programem: Tucznik powyżej pół tony głosuje, kto mu zabroni? Świni?

Z Biedroniem, derwiszem polskiej polityki, nie da się rozmawiać. Z derwiszami się tylko tańczy. Szkoda, że na Titanicu. To tyle o zjednoczeniu opozycji. Co do jej przywództwa – wycofanie się Tuska usprawiedliwia jedynie jego nadzieja na najwyższe stanowisko w Unii. Ogłoszenie wyników – 30 czerwca. Jeśli zrezygnuje z kandydowania na prezydenta Polski przez brak przewagi w sondażach, znaczyłoby że oczekiwał władzy podanej na tacy. Sprytnie? Radził nam przecież użyć sprytu.

Śmieszy mnie bicie się polskiej inteligencji w pierś: nasza wina, tyle lat nie edukowaliśmy narodu, nie pochylaliśmy się nad maluczkimi. Gnojami, które zabierają nam wolność. Popatrzcie na nich w sejmie, na ich posłów – Suskiego szarpiącego się z bohaterem podziemia Klichem, Pawłowicz zaplutą nienawiścią, Piotrowicza ciumkającego pedofilów, komuchów i prezesa. Zamiast bić się w pierś, walnijmy się w mózg. Przewaga pisowców nie jest ogromna. Mimo kasy, propagandy. Trzeba namówić tych, którzy wybrali splendid isolation.

To nie XIX wiek pozytywistycznych zrywów i lektur. „Kamizelka” stała się kuloodporna, „Siłaczka” poszła do korpo. „Antek” M. kolaboruje z ruskimi. Mówienie o braku dostępu do wiedzy w XXI wieku jest śmieszne, gdy każdy ma dostęp do internetu. Czyja wina, że zamiast czytać Żiżka tłucze na nim porno albo gry (to był żart, zwykłych ludzi nie stać na taką czystą kokainę jak Żizka).

Kiedy w Niemczech drugą siłą polityczną stają się Zieloni, u nas największym problemem jest czy starcy w sutannach poprą starca w paranoi. Młodzież, wszędzie indziej w ekologicznej awangardzie, u nas głosuje tylko w 25% i do tego większość na konserwatywnych idiotów. Jakby mieli żyć w cyrku z klaunami, a nie demokratycznym kraju. Tak, to klęska szkoły i zwycięstwo lekcji religii nad rozumem. To jest nasz problem, największy, bo największym sprzymierzeńcem PiS-u jest Kościół. Przez niego, plus lekcje religii, Polacy są konserwatystami w przebraniu socjalistów. Instytucja, która ekskomunikowała łódzkiego księdza za herezję, hołubi pedofilii. Duchowny gwałcący dzieci nie może wierzyć w Boga. Więc kościół polski prędzej ekskomunikuje Boga niż swoich.

Ulubiona pieśń kościelna: „Dzięki nam uzyskaliście wolność”. A przez kogo straciliśmy ją na 200 lat? Co zrobiliście, żeby uratować wtedy Rzeczpospolitą, zamiast rozmiękczać ją w infantylnej Sarmacji? Wszystko, byle nie dopuścić do protestanckiej dyscypliny myślowej i moralnej. Tylko w upadku sumień, rozumu potraficie dobić leżących krzyżem. Historia się powtarza jak refren.

Polska stanie się znowu krajem zastępczym. Już jest drugorzędnym z podróbą chemii, kultury, nowoczesności. Polacy tak lubią, po swojemu, staropolsko w słomianych łapciach i gaciach, dupcyć po bożemu i dawać tej dupy każdemu, kto ją posmaruje, 500 plus albo obietnicą zbawienia.

Manuela Gretkowska


Magdalena Środa: Adam Bodnar jest obrońcą resztek cywilizacji, która pod rządami PiS ginie..

 

Adam Bodnar jest nie tylko doskonałym Rzecznikiem Praw Obywatelskich ale również obrońcą resztek cywilizacji, która pod rządami PiS ginie..

Adam Bodnar, doktor nauk prawnych, działacz na rzecz praw człowieka, od 2015 rzecznik praw obywatelskich
Adam Bodnar, doktor nauk prawnych, działacz na rzecz praw człowieka, od 2015 rzecznik praw obywatelskich

To już w Oświeceniu powstała idea, że ludzka godność polega na zakazie traktowania człowieka jak przedmiot.

Nawet najbardziej parszywy rzezimieszek i morderca posiada godność, bo jest człowiekiem. Ta godność to w istocie prawa, które zapewniają mu ludzkie traktowanie nawet, wtedy gdy jest bestią. Na przestrzeganiu takich praw polega cywilizowane państwo prawa.

Osobiście chętnie podałabym wielu przestępców torturom i traktowała jak bestie, ale nie chciałabym żyć w państwie, które kieruje się takimi doraźnymi emocjami, a nie prawem, którego podmiotem jesteśmy my wszyscy niezależnie od tego, czy jesteśmy tego godni, czy nie. Ale zbliża się koniec świata naszej cywilizacji, widać, że nie tylko klimatyczny..

Magdalena Środa

 

 


Czy konflikt USA – Irak po zestrzeleniu drona wymknie się spod kontroli? Czy wojna jest nieunikniona?

Małgorzata Matzke

Małgorzata Matzke

Komentatorzy niemieckich gazet wnikliwie analizują decyzje amerykańskiego prezydenta w sprawie Iranu.

Czy konflikt USA - Irak po zestrzeleniu drona wymknie się spod kontroli? Czy wojna jest nieunikniona?

Wojna nad Zatoką Perską staje się coraz bardziej prawdopodobna

„Westdeutsche Zeitung” z Duesseldorfu zaznacza, że „po zestrzeleniu zwiadowczego drona przez irańską obronę rakietową, spór między Waszyngtonem i Teheranem może wymknąć się spod kontroli. Najpierw prezydent Donald Trump zezwolił na odwetowy atak, by potem go odwołać. To, co wygląda na bezład decyzyjny, jak najbardziej odpowiada sprzecznościom zawartym w obietnicach danych wyborcom przez Trumpa. Z jednej strony prezydent najchętniej wycofałby wszystkie wojska z zagranicy – Ameryka nie ma być już światowym policjantem i wszyscy powinni sami rozwiązywać swoje problemy. – Z drugiej strony Trump nie może dopuścić, żeby Teheran publicznie go ośmieszał, chodzi przecież o jego reputację silnego przywódcy.

Na tę chwilę Trump zdecydował się na uniknięcie eskalacji. Wiele jednak przemawia niestety za tym, że sytuacja ta może ulec zmianie. Obydwaj najważniejsi doradcy prezydenta, szef Departamentu Stanu Mike Pompeo i ekspert ds. bezpieczeństwa John Bolton są jastrzębiami. Obydwaj chcą nie tylko osłabić Iran, ale zmiany rządu w Teheranie i nie zawahają się sięgnąć po środki militarne. A ponieważ mullahowie nie ustąpią, wojna nad Zatoką Perską staje się coraz bardziej prawdopodobna”.

Blef Trumpa

Bawarski dziennik „Der neue Tag” z Weiden uważa, że „rzekomo przygotowywany atak na irańskie obiekty i teatralne tweety Trumpa z uzasadnieniem, dlaczego odwołał atak, sprawiają wrażenie blefu, który ma tylko wzmóc presję na Iran. Amerykański prezydent, który ze względu na spodziewane ofiary śmiertelne wycofywałby się z uderzenia militarnego? Obama byłby za to wychwalany pod niebiosa. Ale hazardzista Trump nie może już wobec irańskiego prezydenta Hasana Rouhaniego i północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Una odgrywać roli twardego kowboja. Do tej pory jego nieobliczalne kaprysy były jego największym atutem. Teraz wypuścił go z ręki i dobrze, że tak się stało”.

Atak wojskowy jest właściwie pewny

„Volksstimme” z Magdeburga twierdzi, że „atak militarny USA albo Izraela był już pewny, kiedy Donald Trump wycofywał się z porozumienia atomowego. Jakby nie było, to Barack Obama zawarł to porozumienie dla uniknięcia interwencji militarnej, która już wtedy była uważana za opcję, jeżeli Iran wybudowałby bombę atomową. Izrael, Stany Zjednoczone i ich sojusznik Arabia Saudyjska nie dopuszczą, żeby Iran taką bombę posiadał. Izrael już w roku 1981 odważył się na przypieczętowanie swojej pozycji jedynego mocarstwa atomowego na Bliskim Wschodzie, dokonując niezapowiedzianego ataku powietrznego.

Niespójna polityka bliskowschodnia Stanów Zjednoczonych przyczyniła się do tego, że Iran jest coraz potężniejszy w tym regionie. Dlatego Izrael i Arabia Saudyjska wzmagają presję do działania. A Donald Trump przy pomocy sankcji i wojennej retoryki postawił mullahów w sytuacji, w której nie mogą popuścić. Wykalkulowany atak wojskowy jest właściwie pewny”.

Czy Trump wykorzysta konflikt by utrzymać się w fotelu prezydenckim przez następne cztery lata

W przekonaniu „Nuernberger Nachrichten” niepokojące jest przede wszystkim to, że na horyzoncie rysują się już wybory prezydenckie w 2020 r. „Wielka jest więc pokusa, by wykorzystać wojnę do skupienia narodu wokół siebie. Taki efekt zgromadzenia wszystkich pod narodową flagą wykorzystywali już częstokroć prezydenci w historii USA, by utrzymać się w fotelu prezydenckim przez następne cztery lata. Czy Trump będzie mógł oprzeć się takiej pokusie?” – pyta gazeta z Norymbergi.

 

REDAKCJA POLECA

 


Czy istnieje pojęcie odpowiedzialności zbiorowej wśród uczniów

Czy w prawie oświatowym istnieje pojęcie odpowiedzialności zbiorowej wśród uczniów? Czy można wymagać od uczniów, którzy widząc bójkę pomiędzy kolegami odchodzą od tego miejsca aby rozwiązywali problemy bez udziału nauczycieli? Czy uczniowie powinni informować nauczyciela o występowaniu sytuacji konfliktowych między sobą?

W przepisach oświatowych nie funkcjonuje pojęcie odpowiedzialności zbiorowej uczniów. Nie ma więc podstaw prawnych do karania wszystkich uczniów w klasie

Odpowiedź:

W przepisach oświatowych nie funkcjonuje pojęcie odpowiedzialności zbiorowej uczniów. Nie ma więc podstaw prawnych do karania wszystkich uczniów w klasie, jeśli nauczyciel nie może ustalić osób winnych niewłaściwego zachowania.

Uzasadnienie:

W ustawie – Prawo oświatowe, a także w innych przepisach powszechnego prawa nie istnieje przepis pozwalający na zbiorowe karanie uczniów za przewinienia czy też za nieprzestrzeganie przepisów statutu szkoły. Co do zasady odpowiedzialność za naruszenie przepisów statutu szkoły jak i innych przepisów powszechnie obowiązujących ponoszą wyłącznie konkretni uczniowie, którzy dopuścili się niewłaściwego zachowania.

Należy mieć na względzie, że przepisy statutu szkoły powinny określać m.in. prawa i obowiązki uczniów, w tym przypadki, w których uczeń może zostać skreślony z listy uczniów, a także tryb składania skarg w przypadku naruszenia praw ucznia, a także rodzaje kar stosowanych wobec uczniów oraz tryb odwoływania się od kary. W statucie szkoły powinny zostać również określone obowiązki ucznia, w tym obowiązki w zakresie właściwego zachowania wobec nauczycieli i innych pracowników szkoły oraz uczniów.

Już z analizy tych przepisów ustawy – Prawo oświatowe wynika, że karze podlegać powinni uczniowie, którzy naruszyli przepisy statutu – np. naruszyli obowiązki w zakresie właściwego zachowania się uczniów. 

Nauczyciel może stosować wobec uczniów wyłącznie takie kary, jakie zostały przewidziane w statucie szkoły. Poza tym kara może być stosowana wyłącznie w przypadkach naruszenia obowiązków uczniów wynikających ze statutu. Jeśli uczniowie są tylko świadkami niewłaściwego zachowania, to trudno przypisać im jakiekolwiek naruszenie przepisów statutu. Zatem nie mogą zostać ukarani za to, że nie powiadomili nauczycieli o niewłaściwym zachowaniu innych uczniów. Nie istnieje bowiem obowiązek informowania nauczycieli o niewłaściwym zachowaniu innych uczniów. Tym bardziej nie można wymagać by uczniowie rozdzielali bijących się uczniów i rozwiązywali konflikty innych uczniów. Jest to rola nauczycieli, a nie uczniów. Nietrudno sobie wyobrazić, że kilku uczniów chcąc rozdzielić bijących włączyła się do bójki, która następnie eskalowała. Wtedy z pewnością wszyscy uczniowie biorący udział w bójce mogliby zostać ukarani. Między innymi dlatego nie można wymagać by uczniowie rozdzielali bijących się uczniów. Z pewnością zatem, nierozdzielenie bijących się uczniów nie może stanowić podstawy do ukarania ucznia.

Zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej spowoduje naruszenie praw uczniów, karze bowiem podlegaliby zarówno uczniowie naruszający obowiązki jak i uczniowie zachowujący się właściwie, a nawet uczniowie, którzy w tym dniu byli nieobecni w szkole. Zastosowanie kary zbiorowej, nie tylko nie ma podstaw prawnych w statucie szkoły jak i w przepisach oświatowych, ale może być odbierana przez uczniów jako wysoce niesprawiedliwa.

W kontekście powyższych wyjaśnień, w mojej ocenie nauczyciel nie powinien karać wszystkich uczniów, a jedynie tych, którzy dopuścili się niewłaściwego zachowania, łamiącego przepisy statutu szkoły. Rolą nauczyciela jest wyjaśnienie sprawy i ukaranie wyłącznie winnych uczniów.

Zapamiętaj!

Nie ma podstaw do stosowania odpowiedzialności zbiorowej wobec uczniów.

Podstawa prawna

  • Ustawa z 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe (tekst jedn. Dz. U. z 2018 r. poz. 996 ze zm.) – art. 98 i 99.

 

Ekspert Portalu Oświatowego
www.PortalOswiatowy.pl


Donald Tusk kandydatem na szefa komisji Europejskiej? Padła stanowcza deklaracja

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk na konferencji prasowej w Brukseli zaprzeczył, że jego nazwisko pojawiało się podczas szczytu UE wśród nazwisk potencjalnych kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.

Donald Tusk zaprzeczył, że jego nazwisko pojawiało się wśród nazwisk kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.
Donald Tusk zaprzeczył, że jego nazwisko pojawiało się wśród nazwisk kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.

Ostatniej nocy przywódcom nie udało się wskazać następcy Donalda Tuska, szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera oraz szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini, których kadencje kończą się jesienią.

– Będę kontynuować konsultacje i z przywódcami krajów, i z Parlamentem Europejskim – zapowiedział Tusk. Zapytany na konferencji prasowej, czy jego nazwisko zostało dodane do listy kandydatów na szefa Komisji Europejskiej (takie egzotyczne plotki pojawiły się w Warszawie). Stanowczo odparł – „Nie”.

– Na szczęście nie – dodał po chwili żartobliwie obecny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Dariusz Frach / thefad.pl


Polska zablokowała zapisy UE w sprawie neutralności klimatycznej

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Szczyt UE miał w czwartek wieczorem przyjąć dokument, który zobowiązywałby do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Neutralność klimatyczna to sytuacja, w której emisja CO2 wynosi zero, czyli tyle samo gazów cieplarnianych jest emitowanych, co pochłanianych, np. dzięki sadzeniu nowych drzew. Większość państw UE chciało osiągnięcia celu neutralności klimatycznej do 2050 roku. Polska zablokowała ten plan.

Polska zablokowała zapisy UE w sprawie neutralności klimatycznej

Premier Mateusz Morawiecki sprzeciwił się projektowi decyzji szczytu UE, by Unia osiągnęła neutralność klimatyczną do 2050 r. Unijni przywódcy nie zdołali uzgodnić kandydatów na czołowe posady w Brukseli.

Europejska dąży do redukcji emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. do 2030 r. (w porównaniu z 1990 r.), w ostatnich tygodniach w Europie zaczęła jednak szybko rosnąć gotowość do przyspieszenia redukcji i przyjęciu celu neutralności klimatycznej UE w 2050 r.

Wymagająca wielkich inwestycji neutralność oznaczałaby ograniczenie emisji gazów cieplarnianych o blisko 100 proc. oraz zrównoważenie pozostałych, bardzo niewielkich emisji m.in. za pomocą sadzenia lasów, które absorbują dwutlenek węgla.

Osiągnięcia celu neutralności klimatycznej już w 2050 r. sprzeciwiała się kanclerz Angela Merkel. Jednak w ostatnich tygodniach Berlin przyłączył się do Paryża w akcji przekonywania wszystkich krajów Unii do nowego ambitnego celu redukcyjnego.

Na szczycie UE wczoraj wieczorem (20.06.2019) celowi neutralności sprzeciwiła się tylko Polska, do której dołączył Viktor Orban (choć wcześniej Węgry godziły się na neutralność) oraz Czechy i Estonia. Gdyby premier Mateusz Morawiecki zrezygnował ze swego weta, to najprawdopodobniej i te kraje przyłączyłyby się do konsensusu.

– Interesy polskich przedsiębiorców i obywateli zostały obronione – powiedział Morawiecki.

Decyzje szczytu wymagają jednomyślności wszystkich krajów UE, więc „obrona” Morawieckiego polegała tylko na odrzuceniu propozycji zapisów zapowiadających „sprawiedliwą transformację”, a także wsparcie dla krajów Unii wychodzących z energetyki węglowej.

Otoczenie Morawieckiego tłumaczyło, że Polsce nie wystarczą tak ogólnikowe obietnice, potrzebne są szczegółowe rachunki kosztów neutralności klimatycznej.

– Daliśmy sobie więcej czasu na wypracowanie kompromisu – powiedział Morawiecki, sugerując, że polska blokada nie oznacza pryncypialnego sprzeciwu wobec budowy gospodarki zmierzającej do zerowego bilansu gazów cieplarnianych.

Europejczycy chcą zmian

Polskie weto mocno rozczarowało Emmanuela Macrona. Francuzi ponoć szczerze liczyli na rozmiękczenie sprzeciwu Polski. Pomimo to obrady o klimacie miały – wedle naszych rozmówców – przebiegać dość spokojnie i bez wielkich emocji.

– Polska jako klimatyczny hamulcowy to przecież nie jest wielkie zaskoczenie – tłumaczy jeden z unijnych dyplomatów. Macron miał tłumaczyć, że Unia potrzebuje ambitnego celu, by świecić przykładem we wrześniu na szczycie klimatycznym ONZ w Nowym Jorku.

Angela Merkel miała natomiast bardzo powściągliwie przypominać, że kryzys klimatyczny ostatnio staje się coraz ważniejszy dla zwykłych Europejczyków i stąd potrzeba zwiększenia ambicji Unii w redukcji emisji.

– Każdego dnia ludzie odczuwają skutki suszy, powodzi i innych katastrof klimatycznych. Tysiące ludzi protestowało na ulicach, domagając się pilnych działań w kwestii kryzysu klimatycznego. Opowiedzieli się za ochroną klimatu w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale przywódcy krajów Unii znów zignorowali to, jak pilna jest potrzeba działań – komentowała Ska Keller, niemiecka współprzewodnicząca frakcji Zielonych w europarlamencie.

To nie koniec walki o neutralność

Władze olski obawiały się, że oficjalne zobowiązanie UE do neutralności klimatycznej w 2050 r. doprowadzi do szybkich – i wymagających kosztownych inwestycji – prób zaostrzenia celu na 2030 r. Jednak weto Morawieckiego to na pewno nie koniec idei unijnej neutralności klimatycznej w 2050 r. Będzie wracać w negocjacjach budżetowych, a ponadto Unia ma najpóźniej w 2020 r. przyjąć swoją długoterminową strategię klimatyczną. Ta będzie przekuwana na szczegółowe przepisy energetyczno-klimatyczne, które będą zatwierdzane w głosowaniach większościowych w Radzie UE oraz w Parlamencie Europejskim.

Dariusz Frach / thefad.pl / Źródło: dw.de

REDAKCJA POLECA

 


Milion obywateli Ukrainy mieszka i pracuje w Polsce. Już w krótce mogą wyjechać do Niemiec

 

Przynajmniej milion obywateli Ukrainy mieszka i pracuje w Polsce. Czy wyjadą do Niemiec? Tak sugeruje najnowszy raport EWL S.A. i Studium Europy Wschodniej UW. Ale droga na Zachód może okazać się trudna.

Przynajmniej milion obywateli Ukrainy mieszka i pracuje w Polsce. Czy wyjadą do Niemiec? Ale droga na Zachód może okazać się trudna
Fot flickr

Oksana (imię zmienione) ma 55 lat. Od 22 regularnie przyjeżdża do Polski, potem wraca na Ukrainę po wizę. I tak w kółko. Sprowadziła tu już niemal całą swoją rodzinę.

– Polska bardzo dużo mi dała. Kocham ten kraj i jestem z nim bardzo związana, ale wiadomo, że z Ukrainy wyjeżdżamy po to, by zarabiać, a z tej pracy tu niewiele odłożę, bo i życie w Warszawie drogie – Oksana ma wyższe wykształcenie, w Polsce opiekuje się starszymi osobami, czasem sprząta. Najpóźniej za dwa lata chce już być Niemczech. – Wszyscy moi znajomi chcą wyjechać, ale nie znamy niemieckiego, dlatego na razie szukamy pracy z językiem polskim.

Co trzeci obywatel Ukrainy w Polsce chce wyjechać do Niemiec

Z raportu „Pracownik z Ukrainy – między Polską a Niemcami” wynika, że głównym powodem, dla którego ukraińscy pracownicy chcą wyjechać z Polski do Niemiec są wyższe płace (86,7%) oraz wyższy poziom życia (44,4%). Lepsza opieka socjalna stała się argumentem dla co piątego pracownika z Ukrainy, a bezpłatne szkolenia zawodowe i językowe – dla co siódmego. Już dziś co trzeci obywatel Ukrainy pracujący w Polsce planuje wyjechać do Niemiec. Spośród tych osób, co piąta chce uczynić to już w tym roku, czyli jeszcze przed wejściem w życie nowej polityki migracyjnej w RFN.

Od 2020 roku zatrudnienie w Niemczech nie będzie wymagało przeprowadzenia testu rynku pracy. Ułatwienia będą jednak dotyczyć głównie wykwalifikowanych pracowników. Na razie niemiecki pracodawca, zatrudniając pracownika spoza UE, musi udowodnić, że na dane stanowisko nie znalazł chętnego obywatela Niemiec. Od 1 stycznia 2020 r. nie będzie to już konieczne, ale pozostałe standardy, takie jak posiadanie wymaganych kwalifikacji, doświadczenie zawodowe, zdolność samodzielnego utrzymania się czy znajomość języka niemieckiego pozostaną niezmienne. Jednak według badaczy jedynie 2,6% pracujących w Polsce Ukraińców spełnia główne kryteria stawiane przez rząd w Berlinie.

Brak znajomości niemieckiego największą barierą

Aż 70% respondentów zadeklarowało, że zupełnie nie zna niemieckiego, a co piąty pracujący w Polsce Ukrainiec zna go słabo. Znajomość niemieckiego pozostaje jednak nadal podstawowym warunkiem zatrudnienia za Odrą.

– W Polsce jest nam łatwiej, bo często nie musimy się uczyć języka, by móc pracować – podkreśla Oksana i dodaje, że są jeszcze inne aspekty, które utrudniają podjęcie decyzji o wyjeździe. – W miejscowości, z której pochodzę zostały już tylko dzieci i osoby starsze. Kto mógł, ten wyjechał do pracy. Przywozimy im pieniądze. Z Polski mamy bliżej, można wyjechać, a jednocześnie być blisko rodziny i trzymać rękę na pulsie. Z Niemiec będzie już trudniej – mówi w rozmowie z Deutsche Welle.

Do tego dochodzą aspekty kulturowe. – Przez wiele lat te ziemie były jednym krajem, byliśmy jednym narodem i podobieństwa między Polakami a Ukraińcami są dużo silniejsze niż różnice – podkreśla Tomasz Rostkowski, ekonomista Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Wysoka poprzeczka w Niemczech ograniczy migrację

O tym, że Niemcy planują w 2020 roku otworzyć swój rynek pracy dla mieszkańców krajów spoza UE, wie już ponad 3⁄4 obywateli Ukrainy pracujących w Polsce. Nieco gorzej wygląda ich wiedza dotyczącą konkretnych wymogów. Kryteriów, które musi spełniać obcokrajowiec, by znaleźć zatrudnienie w Niemczech, nie zna ponad połowa respondentów.

– Otwarty na migrantów rynek niemiecki na pewno będzie stanowił dużą konkurencję dla polskich firm. Częściowej migracji pracowników z Ukrainy do Niemiec nie da się zatrzymać, nie jesteśmy w stanie konkurować z Niemcami pod względem wysokości zarobków. Mimo to jesteśmy dalecy od uznania nowych przepisów za 'czarny scenariusz’ dla polskich firm. Zarówno wymagania stawiane kandydatom aplikującym do pracy w RFN, jak i bariera językowa, ograniczą skalę migracji ze Wschodu – komentuje wyniki badania Andrzej Korkus, prezes EWL S.A.

Walka o pracowników

Ewentualny wyjazd części pracowników z Ukrainy może najbardziej uderzyć w produkcję przemysłową. Wśród respondentów planujących przeniesienie się, 37% znalazło zatrudnienie w Polsce właśnie w tej branży. Na drugim miejscu uplasowało się budownictwo – tu pracuje co piąty obywatel Ukrainy planujący wyjazd do RFN.

Z kolei 15% deklarujących opuszczenie naszego kraju pracuje w logistyce. – Już jest konkurencja o pracownika. W Niemczech co roku pół miliona ludzi odchodzi z rynku pracy na emeryturę. W Polsce jest podobnie, tym bardziej że teraz powojenny wyż demograficzny zbliża się do wieku emerytalnego – mówi Mariusz Kowalski, socjogeograf Uniwersytetu Warszawskiego.

Oksana na razie uczy się niemieckiego. – Idzie mi to opornie, bo nie mam czasu, ale próbuję. Niedawno pomyślałam sobie, że przecież mam polskie i niemieckie korzenie. To może i Niemcy pokocham jak Polskę.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Wezwała mnie policja za stwierdzenie, że Kaczyński jest wytwórcą nienawiści, która doprowadziła do morderstwa Pawła Adamowicz

 

Wezwała mnie policja, aby dla potrzeb Prokuratury Rejonowej w Piasecznie przesłuchać na okoliczność mojego stwierdzenia, że Jarosław Kaczyński jest wytwórcą jadu i nienawiści wśród Polaków i odpowiada za atmosferę, która doprowadziła do morderstwa Pawła Adamowicza. Zarzutu jeszcze mi nie przedstawiono, ale zobaczymy.

Zdania jednak nie zmieniam i powtórzę raz jeszcze.

Tak, nie znam w historii Polski nikogo, kto by dorównywał Jarosławowi Kaczyńskiemu w tak dramatycznej krucjacie przeciwko znacznej części Polaków, który tak zdecydowanie łamie prawo, kłamie, ubliża narodowi, dokonuje przekupstwa wyborczego, szerzy nienawiść i podziały wśród Polaków, przez co odpowiada za przemoc w społeczeństwie, liczne napady, śmierć 57 byłych funkcjonariuszy objętych ustawą represyjną, morderstwo Pawła Adamowicza i wielu innych aktów przemocy oraz nienawiści.

Gdyby prokuratura nie była na usługach PiS-partii i jej funkcjonariuszy, to wszczęła by postępowania w 179 ujawnionych aferach członków PiS. Nic takiego się nie dzieje, wszyscy maja się dobrze i nikomu włos z głowy nie spada. Tymczasem, mam wrażenie, że udział prokuratury w przestrzeganiu prawa jest odwrotny do założeń.

PiS-prokuratorzy, ale i policja, służby bezpieczeństwa… zajmują się ściganiem grzecznych i pokojowo protestujących przeciwko łamaniu prawa i dewastacji wszystkich dziedzin naszego życia. Szukają zarzutów w obronie PiS-urzędników, szczególnie związanych z faszyzmem, rasizmem, przekupstwem wyborczym i ubliżaniem narodowi Polskiemu. Szkalują przestrzegających prawo sędziów i prokuratorów, oraz obywateli.

Wierzę, że kiedyś będzie kres tej patologii władzy.

Adam Mazguła