Joanna Senyszyn: Kilka komentarzy do konferencji pasowej prezydentów RP i USA

Joanna Senyszyn
Zamiast z UE, PiS zacieśnia stosunki z USA i w odróżnieniu od wszystkich innych państw, Polska będzie za to płacić miliardy.
President @realDonaldTrump and @FLOTUS will welcome Polish President @andrzejduda and Mrs. Agata Kornhauser-Duda for their second visit to the White House this afternoon! pic.twitter.com/NBr2iMIIAC
— The White House (@WhiteHouse) June 12, 2019
Trump:„Wkraczamy w nową, ekscytującą erę stosunków polsko-amerykańskich”. Polacy oczywiście wkraczają z wizami i nawet bez jasnej deklaracji zniesienia. Wniebowzięty Duda dziękuje za niezwykłą życzliwość i przyznaje, że wszystko zależy wyłącznie od USA. Partnerstwo, k… mać.
Duda, odpowiadając na pytanie o relacje z Rosją, stwierdził, że w Polakach jest więcej męstwa niż w Rosjanach, a 20 lat po II WŚ z Rosjanami wciąż walczyli żołnierze niezłomni 🙂
Prezydent Andrzej Duda: Przyjaźń z Rosją jest przyjaźnią bardzo trudną#wieszwięcej
— portal tvp.info 🇵🇱 (@tvp_info) June 12, 2019
Zobacz więcej: https://t.co/wAYBycgswI
Zobacz więcej pic.twitter.com/44SIiPWSc9
Duda znowu z własnej inicjatywy, przez nikogo nie pytany, szkalował polski wymiar sprawiedliwości i podawał nieprawdziwe dane, żeby usprawiedliwić łamanie konstytucji. Żenujące.
Prezydent Andrzej Duda: Kilka lat temu, ze zdumieniem odkryłem, że w polskim Sądzie Najwyższym znajduje się cała grupa sędziów, którzy orzekali jako sędziowie należący do komunistycznej partii#wieszwięcej #PADwUSA
— portal tvp.info 🇵🇱 (@tvp_info) June 12, 2019
Zobacz więcej: https://t.co/wAYBycgswI pic.twitter.com/UHo4gsHs75
Joanna Senyszyn
5 gramów mikroplastiku – tyle ile waży karta kredytowa, wchłania tygodniowo organizm każdego z nas!
Obecność mikroplastiku w organizmach ludzi może mieć szkodliwy wpływ na ich zdrowie. Wyniki badań australijskich naukowców dają powód do niepokoju.

Z badań naukowców z Uniwersytetu w Newcastle w Australii, przeprowadzonych na zlecenie Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF), wynika, że do organizmu każdego człowieka na całej Ziemi trafia średnio do pięciu gramów mikroplastiku tygodniowo. Odpowiada to wadze karty kredytowej.
New study finds we could be ingesting 5 grams of plastic a week due to #PlasticPollution, equivalent to the weight of a credit card. How much plastic are you eating? https://t.co/Ol6yj5zvdk #PlasticDiet
— WWF 🐼 (@WWF) June 12, 2019
O wynikach tych badań niemiecki oddział WWF poinformował dziś (12.06.2019) w Hamburgu.
Ćwierć kilograma mikroplastiku rocznie
Liczba cząstek mikroplastiku, które przedostają się w ciągu tygodnia do organizmu człowieka, wynosi do 2000, co oznacza, że ludzie przyjmują miesięcznie około 21 gramów mikroplastiku, a rocznie ponad ćwierć kilograma!
– Plastikowe odpady nie tylko zaśmiecają rzeki i oceany i szkodzą morskiej faunie, ich obecność wykazano także w ziemi i w powietrzu – zwróciła uwagę kierująca programem ochrony mórz Heike Wesper z niemieckiego oddziału WWF. – Nie mamy wpływu na to, że nieświadomie wchłaniamy mikroplastik. – dodała. – Mikroplastik jest wszędzie, obciąża powietrze, którym oddychamy, nasze pożywienie i wodę, którą pijemy – wyliczała zagrożenia ekolog.
Plastikowe odpady

obecnie trwają badania jak przyjmowanie mikroplastiku wpływa na ludzkie zdrowie. Jasne jest jednak, że plastikowe odpady są problemem o zasięgu globalnym, który dotyka bezpośrednio także ludzi.
– Większe części plastikowe rozpadają się z czasem na cząsteczki mikroplastiku, których obecność stwierdzono tymczasem w takich artykułach żywnościowych i organizmach jak miód, małże i ryby – oświadczyła Heike Wesper.
W powietrzu, którym oddychamy znajdują się także cząsteczki mikroplastiku pochodzące z butelek i tkanin z tworzyw sztucznych. – Jeśli nie chcemy mieć w naszym ciele żadnego mikroplastiku, musimy zapobiec przedostawaniu się do środowiska milionów ton plastikowych odpadów każdego roku – podkreśliła Wesper.
Potrzebujemy światowego porozumienia ws. plastiku
Potrzebne jest do tego globalne porozumienie przeciwko plastikowym odpadom, o jasno określonych i wiążących celach dla wszystkich jego sygnatariuszy, twierdzi Światowy Fundusz na rzecz Przyrody. Także przedsiębiorstwa muszą lepiej wywiązywać się z obowiązku ponoszenia większej odpowiedzialności za swoje produkty i związane z nimi odpady. Nadrzędnym celem musi być unikanie zbędnych odpadów plastikowych.
WWF podkreśla, że od roku 2000 wyprodukowano na Ziemi tyle plastiku, ile we wszystkich wcześniejszych latach razem wziętych. Około jednej trzeciej ilości plastiku trafia następnie w niekontrolowany sposób do środowiska.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Jakie wymierne skutki przyniesie wizyta Prezydenta Andrzeja Dudy w USA?
Chciałbym poddać krótkiej analizie artykuł w „Foreign Policy”, który przywołał wczoraj portal Onet.pl, a wszystko to związane z rozpoczynającą się w USA wizytą prezydenta Andrzeja Dudy. Wizytą, którą strona polska okrzyknęła ogromnym sukcesem, mającym znacząco zwiększyć bezpieczeństwo Polski, jako wschodniej flanki NATO.
Para Prezydencka jest już w Waszyngtonie. O godz. 18.00 polskiego czasu spotkanie w @WhiteHouse z Prezydentem #USA @realDonaldTrump i jego Małżonką @FLOTUS.https://t.co/GaF6e2gSMj pic.twitter.com/K0UxNf9Mik
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) June 12, 2019
Nie do końca jest jednak tak, jak przedstawia to pan Szczerski na swoich konferencjach prasowych, podczas których epatuje ogromnym entuzjazmem i związanymi z wizytą korzyściami. Pamiętamy, kiedy to podczas poprzedniej wizyty w USA Andrzej Duda złożył propozycję budowy w Polsce „Fortu Trump”. Propozycja ta (mam na myśli tylko aspekt odnoszący się do nazwy bazy) bez wątpienia bardzo połechtała „ego” amerykańskiego przywódcy, nie mniej jednak przez czas jakiś pozostała bez większego echa i to pomimo tego, że Duda zaproponował 2 miliardy dolarów wkładu finansowego z naszej strony. Poza tym partycypowalibyśmy w kosztach utrzymania bazy, co daje kolejne kilkadziesiąt milionów zł rocznie. To oczywiście nie są małe pieniądze, ale bezpieczeństwo zawsze kosztuje.
To było wtedy, obecna zaś wizyta ma doprowadzić do sfinalizowania porozumienia m.in. w tej sprawie.
Można zadać pytanie, czemu nagle owa sprawa przyspieszyła i zmierza do szczęśliwego dla nas zakończenia? Przyznam, że nie wiem, jednak z ciekawością oraz dociekliwością śledzę działania w tej sprawie. W związku z kwestią zwiększenia obecności wojsk USA w Polsce pojawiają się jednocześnie różnorakie teorie, wśród których nie brakuje także kontrowersyjnych. Jedną miałoby być zobowiązanie RP do rozwiązania kwestii roszczeń spadkobierców ofiar Holocaustu. Prawdopodobnie od tego amerykańscy kongresmeni uzależniają budowę stałej bazy. Nie wiem na ile jest to prawdopodobne, ale spotkałem się z podobną tezą już znacznie wcześniej. Informację taką podaje też autorka artykułu w „Foreign Policy”, szefowa organizacji „Human Rights First” („Prawa Człowieka Przede Wszystkim”) Melisa Hooper. Poza tym polski prezydent może spotkać się w USA także z pewnymi zastrzeżeniami administracji amerykańskiej dotyczącymi sytuacji politycznej w Polsce.
Według wielu amerykańskich polityków Kongres USA powinien nalegać, aby przy okazji realizacji umowy o dodatkowej obecności żołnierzy amerykańskich w Polsce Pentagon przeprowadził też ocenę tego, czy oraz w jakim stopniu „antydemokratyczne działania polskiego rządu” (jak widać Amerykanie nie są bezkrytyczni w stosunku do polskiego rządu) utrudniają obecne i przyszłe cele wojskowe Ameryki – podaje „Foreign Policy”. Melissa Hooper podkreśla, że choć plany budowy „Fort Trump”, póki co wstrzymano, to do Polski ma trafić kolejny tysiąc amerykańskich żołnierzy.
A zatem tuż przed samą wizytą prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie, niektórzy wojskowi i politycy amerykańscy krytykują prezydenta Donalda Trumpa za nagradzanie „pełzającego autorytaryzmu” Warszawy w formie zwiększonej obecności wojsk USA w Polsce. To nie może być miłe dla ucha polskiego prezydenta. Przeciwnicy twierdzą, nie bez słuszności zresztą, że nie będzie łatwo prowadzić skutecznej kampanii politycznej przeciw autorytaryzmowi Putina, gdy jeden z jego najważniejszych przeciwników (USA) postępuje podobnie. Zdaniem Mellisy Hooper, wsparcie wojskowe dla Polski może być postrzegane w świecie, jako potencjalna aprobata kolejnych nadużyć polskich władz ze strony USA!
Rodzi się przy tej okazji też inne pytanie: czy dyslokacja w Polsce 1300 (a może 1000 żołnierzy, bo różne źródła podają te dwie liczby) mogłaby mieć jakiś istotne znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa RP? Według autorki artykułu niewielkie i nie jest to stanowisko odosobnione, bo tak nieznaczne (ze strategicznego punktu widzenia) siły nie odstraszą Moskwy od ewentualnego, co podkreślam, podjęcia agresji przeciw Polsce.
Z drugiej jednak strony nieco inny, bo pozytywny jest wydźwięk propagandowy całej tej sprawy. Pamiętać należy, że uderzenie w jakiekolwiek siły amerykańskie nawet poza granicami, jest uderzeniem w Amerykę i powinno się spotkać ze strony Waszyngtonu z odpowiednią reakcją. Wydaje się także, co podkreśla autorka, że dyslokacja kolejnych oddziałów USA w Polsce to ruch niewłaściwy z innego jeszcze punktu widzenia. Hooper zajmuje się obroną praw człowieka, stąd według niej decyzja Trumpa to „nagradzanie rządu (PiS), który lekceważy pryncypia USA i UE”, gdyż postępowanie Warszawy to jej zdaniem pełzający autorytaryzm i niszczenie demokracji. Tak postrzega dotychczasowe działania polskich władz, opierając się na zmianach w siłach zbrojnych, upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości i większości niezależnych dotąd organów państwa polskiego. Tak też postrzegam to ja i wiele innych osób zajmujących się zawodowo oceną polityki.
Reasumując całość, muszę stwierdzić, iż każda wizyta polskiego prezydenta w Stanach Zjednoczonych powinna być traktowana z całą powagą, na jaką zasługuje, z tym że nie należy a priori bezkrytycznie przeceniać jej wyników, a już na pewno nie zakłamywać realnych skutków. Stany Zjednoczone (patrząc może z perspektywy obecnego rządu PiS/SP) to „dziwny kraj”, bo działa jedynie partykularnie dla dobra własnego. I tutaj tkwi problem, którego nie są w stanie pojąć czynniki rządowe obecnej ekipy w Warszawie! Nic w tym zresztą dziwnego, że USA „ciągnie we własną stronę”. W przeciwieństwie do naszych władz, które upajają się najczęściej tym, co w polityce międzynarodowej jest narzędziem; mam na myśli blichtr oraz „puste słowa”! Musimy być racjonalni i twardo stąpać po ziemi, bo nikt nie da nam niczego za darmo, a już na pewno altruistą nie są zwłaszcza Stany Zjednoczone. Według mnie wizyta prezydenta A. Dudy nie przyniesie nam żadnego przełomu, a już na pewno nie można absolutnie (co czynią niektórzy politycy obozu władzy) porównywać jej rangi do rangi wejścia Polski do NATO. To ze wszech miar nieuzasadnione, a wręcz śmieszne!
Dariusz Stokwiszewski
Marcin Zegadło: wg sondaży Duda wygrywa wybory prezydenckie z Tuskiem. Co ten wynik mówi o nas?
„Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w czerwcu, największe szanse na zwycięstwo w pierwszej turze miałby obecny prezydent Andrzej Duda – wynika z sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych dla „Dziennika Gazety Prawnej”, Dziennik.pl, RMF FM i rmf24.pl.” – gazeta.pl.wiadomości.

Badanie przeprowadzono w trzech wariantach. W każdym z nich głównym kontrkandydatem Dudy był inny polityk. Wydaje się jednak, że najistotniejszy wariant to ten, w którym przeciwnikiem Dudy był Donald Tusk – to ten rycerz na śnieżnobiałym rumaku, który ma rozwiązać problemy bezsilnej opozycji jednym krótkim cięciem swojego powrotu, a „nasze-sobie-państwo” PiS ma się obrócić w zgliszcza, jak to w bajkach. A przecież my uwielbiamy bajki. Karmimy się nimi od Westerplatte, po Powstanie Warszawskie. Sunąc swobodnie przez historię jak przez jakieś klechdy. Coś jak ostatni odcinek sagi fantasy. Lubię to! Kciuk uniesiony do góry.
Tymczasem okazuje się, że z powyżej przywołanego sondażu Duda wygrywa z Tuskiem znacząco. Duda zdobywa bowiem 46,2 procenta głosów. Tusk odpowiednio – 31,5 procenta.
Pomijając slogan – „Nie wierzmy sondażom”, można przez moment zastanowić się, co ten wynik oznacza, co mówi o nas.
Wybór Dudy może oznaczać, że Polakom i Polkom nie przeszkadza:
- brak charakteru prowadzący do faktycznego szargania urzędem prezydenckim;
- odwrócenie znaczenia pojęcia „niezłomność” i w efekcie upolitycznienie urzędu;
- delikty konstytucyjne popełnianie przez nominalnego strażnika tejże konstytucji;
- infantylny patriotyzm w wydaniu sienkiewiczowskiego bajania z Matką Boską unoszącą się nad Jasnogórskim Klasztorem (źli Szwedzi), Matką Boską unoszącą się nad polem bitwy warszawskiej (źli Bolszewicy), Matką Boską unoszącą się nad Europą Zachodnią (zła Bruksela i zła wyimaginowana wspólnota);
- dziecinna i ostentacyjne religijność;
- serwilizm w stosunku do Kościoła Katolickiego oraz innych mocodawców: patrz Nowogrodzka, czytaj Kaczyński;
- wymiana autorytetów (Narodowe Siły Zbrojne zamiast Armii Krajowej, „Bury” i „Kuraś” zamiast „Zośki” i „Rudego”, Brygada Świętokrzyska zamiast zgrupowania „Radosław”);
- dziewiętnastowieczne myślenie o suwerenności w kategoriach narodowych, gdzie naród rozumiany jest jako wspólnota etniczna, a państwa otaczają pilnie strzeżone granice.
Dodam na zakończenie, że Andrzej Duda wygrywa wybory prezydenckie, również w pozostałych konfiguracjach. Brawo! Lubię to! Kciuk uniesiony do góry.
Ktoś powie, „Cóż za ordynarne uproszczenie!”, albo zauważy przytomnie „że to wszystko nie jest takie proste”. Możliwe. Mam jednak, wobec tego, ochotę parafrazować słowa Breytena Bereytenbacha, który napisał to o Afryce, ale pasuje jak ulał do miejsca, w którym przyszło nam żyć. Zaryzykuję zatem za Breytenbachem następującą parafrazę:
„Gdy patrzysz na Polskę, to tak jakbyś spoglądał w lustro o północy […]. Przerażająca twarz, ale twoja”.
Marcin Zegadło
Dariusz Stokwiszewski: Dziś okoliczności sprzyjają podjęciu merytorycznej rozgrywki opozycji z obozem władzy!
Dotąd opozycja poruszała się nieco jak we mgle, próbując grać na naszych uczuciach do PiS i jego akolitów, zamiast prowadzić kampanię merytoryczną, pokazująca Polakom nie tylko działania złej władzy, ale głównie ich negatywne dla Polski skutki. Z nadzieją, że to wreszcie się mieni, chcę zaprezentować swój punkt widzenia na nowe okoliczności w sprawie, które zasadniczo mogą przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść obozu opozycji. Dotychczas opozycja demokratyczna działała reaktywnie tj., odpowiadając atakiem na atak PiS, zamiast przedstawiać argumenty mogące zmienić rzeczywistość na taką, która pozwoliłaby odwrócić skutki szkodliwej działalności tej tzw. „dobrej zmiany”!
Jedną z zasadniczych przyczyn utraty władzy przez rząd koalicji PO/PSL w 2015 r. była wcześniejsza „afera podsłuchowa” w restauracji Sowa & Przyjaciele Marka Falenty z (jakimiś) służbami w tle, prawdopodobnie także z tymi związanymi z Kremlem. Dużo się o tym mówiło i pisało, ale jakimś „zrządzeniem losu” niewiele robiło. Po aresztowaniu (kilka dni temu ukrywającego się w Hiszpanii) skazanego w 2016 r. na karę więzienia Marka Falenty, sytuacja diametralnie się zmieniła. Można wszakże było się spodziewać opisanej poniżej sytuacji. Dla ludzi zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa podobne przypadki nie są rzadkością.
„Marek Falenta chce zeznawać w zamian za wolność” – ta informacja zelektryzowała Polskę! Biznesman zdecydował się na skierowanie do prezydenta Polski listu (to trzeci taki list do Andrzeja Dudy o ułaskawienie), którego wymową jest zwykłe ultimatum; uzyskam ułaskawienie, albo zacznę sypać (sic!). Przyznam, że nie do końca rozumiem sposób myślenia Marka Falenty, bo w ten sposób odbiera on prezydentowi jakąkolwiek możliwość manewru, ale wiem, że jakiś ukryty sens może mieć (i pewnie tak jest tutaj) każde działanie.
Rzeczpospolita – pierwsza strona. W poniedziałek, 10.06.2019 #tomorrowspaperstoday pic.twitter.com/TVpHVfsmaL
— Rzeczpospolita (@rzeczpospolita) June 9, 2019
Jako że większość dotychczasowych spraw przy tej staje się mniej istotne, chciałbym skupić się jedynie na tym wątku. Należy go potraktować jak najbardziej poważnie, gdyż odnosi się do spraw kluczowych dla bezpieczeństwa Polski. Nie ulega też najmniejszych wątpliwości to, że jeżeli podejrzenia snute wokół tejże afery okażą się prawdziwe, to możemy tu mieć do czynienia z pierwszym tego rodzaju w historii kraju, przestępczym przedsięwzięciem godzącym w rząd RP – konstytucyjny organ władzy wykonawczej, tj. z próbą obalenia demokratycznie wybranych władz państwa! Jeśli się na dodatek (co niezwykle prawdopodobne) okazać by się miało, że stoją za tym służby wrogiego nam, obcego mocarstwa, to moglibyśmy mówić już o zdradzie i zamachu stanu.
Adwokat Roman Giertych złożył już w prokuraturze Okręgowej Warszawa – Praga wniosek o wszczęcie śledztwa „w/s istnienia zorganizowanej grupy przestępczej, wykorzystującej nielegalne podsłuchy do obalenia rządu”.
Złożyłem wniosek o podjęcie śledztwa w sprawie istnienia zorganizowanej grupy przestępczej wykorzystującej nielegalne podsłuchy do obalenia rządu. Pan Marek F. może złożyć zeznania w tym postępowaniu i starać się o wznowienie swojej sprawy.
— Roman Giertych (@GiertychRoman) June 10, 2019
Wniosek ma ścisły związek z publikowanym w mediach wnioskiem Marka Falenty o ułaskawienie. Jak znam realia „pisowskiej Polski”, prokuratura może odmówić wszczęcia postępowania albo zaraz po wszczęciu je umorzyć, ale to nie powinno nas powstrzymać w działaniu.
Oczywiście te okoliczności nie mogą cieszyć żadnego Polaka, który choćby tylko trochę szanuje i kocha swoją ojczyznę, skoro jednak „mleko się już rozlało” dobrze byłoby, aby opozycja właściwie wykorzystała ten przykład do merytorycznego współzawodnictwa o władzę w nadchodzących wyborach, pokazując Polakom to, do czego zdolni są ludzie, którzy w walce o władzę, wpływy i pieniądze stawiają na szali dobro swej ojczyzny! To porażający i jednocześnie ważny przekaz stanowiący swoiste „memento” w zakresie tego, czego czynić nie wolno. Nie wolno dla własnych korzyści podnosić ręki na własne państwo, nawet jeśli nie miało się zamiaru współpracować świadomie przeciw Polsce z jej wrogami! Samo bowiem sprowadzenie potencjalnego zagrożenia na ojczyznę jest niewybaczalnym przestępstwem, które powinno być wyjaśnione i surowo ukarane!
Opozycjo, nie musisz być li tylko antypisem; możesz i powinnaś być sumieniem narodu, strażnikiem RP, jej bezpieczeństwa i stabilnego rozwoju! Jeśli tylko uda się przekonać do tego społeczeństwo przedstawiając mu prawdę o zagrożeniach oraz panoszącym się nihilizmie rządzących, który odzwierciedla jedynie ich troskę o partykularne interesy, a zwłaszcza przedstawić właściwy program naprawczy można zahamować degradację RP, która dziś jest jedynie cieniem jej dotychczasowej świetności, pozycji międzynarodowej i znaczenia, jakie do niedawna posiadała. Rządzący obecnie Polską obóz przeniósł nas już częściowo (choćby mentalnie, ale nie tylko) w wieki średnie. Ten trend trzeba jak najszybciej zatrzymać, ale nie strasząc jedynie słowem PiS (rozwinięcie samo w sobie jest już absurdalne), a konstruktywnym działaniem. Teraz jest ku temu sposobność, stąd trzeba obnażyć wszechogarniającą słabość i populizm Jarosława Kaczyńskiego oraz jego wspólników w dziele osłabiania państwa polskiego! Ci ludzie nie powinni dalej kierować Polską, gdyż prowadzą ją w przepaść niebytu, co zupełnie niedługo może stać się faktem! Chciałbym się mylić, ale ostatnia teza oparta jest o twarde fakty!
Dariusz Stokwiszewski
Manuela Gretkowska: Szydło jest marionetką, popychadłem Kaczyńskiego, wysyłającego ją do sprzątania politycznego syfu

Manuela Gretkowska
Nie atakuję milionów Polek wielbiących Beatę. Nie pozbawiam ich szacunku. Robią to same, jeśli pozbawiają się godności przez współuzależnienie od patriarchatu i jego wartości, skazujących kobiety na podrzędność. Zamiast bronić kobiecej wolności, udupiają inne, w imię religii, albo tradycji.
Za poprzednich rządów Kaczyńskiego w 2006, wy gomułkowskie komuchy, wyrzucaliście mnie z pracy. Wysłaliście list do czasopisma, gdzie publikowałam, żądając w imieniu kancelarii prezydenta usunięcia mnie z łamów, bo żadna ze mnie pisarka. Nie udało się.
Gomułce też nie udało się uciszyć pisarzy i poetów. Chociaż poetę Brodskiego pytano na procesie, skąd ma uprawnienia literackie. Powiedział, że od Boga. Sądzę, że wierzycie w innego Boga niż poeci, filozofowie i reszta tych intelektualnych popaprańców. On nie potrzebuje sług w maybachu, dotacji na odwiert do piekła ani pedokleru.
Teraz piszecie (zwracam się do rzeczniczki rządu, więc pisze o was zbiorowo – wy), że jestem rąbnięta. Nie dyskutujecie z faktami, bo one dla was nie istnieją, jeśli są niewygodne. Na tym polega daltonizm polityczny – „nie uwierzymy, że białe jest białe” cytując klasyka.
https://t.co/zRC6voLYuO Tak po ludzku to mi żal pani Gretkowskiej.Jest labilna i chyba wewnętrznie bardzo poraniona. Feministka, która atakuje kobiety wygląda niepoważnie. Nie oczekujemy aplauzu, ale elementarnej przyzwoitości i szacunku. Myślę, że syn PBS będzie modlił się za MG
— Beata Mazurek (@beatamk) June 10, 2019
Problem Mazurek z moim wywiadem polega na tym, że podobnie jak poeta Zagajewski powiedziałam prawdę. On stwierdził o Szydło: „Nie zna języków obcych, okropnie się ubiera, mówi głosem przedszkolanki w depresji..” Dodam do tego celnego opisu udręczonej Matki Boskiej pisowskiej, że nosząc te garsonki i wożąc się limuzynami, udaje patrycjuszkę przypiętą do swojej roli broszką. Boli, gdy elita (poeta nominowany do Nobla) szydzi z hucpy, pragnącej uchodzić za elitę. Jeśli nie intelektualną, to duchową.
Pani Mazurek, któż jak nie pani w prysiudach świętowała rocznicę Radia Maryja? Tańcząc, niby przedszkolak, z resztą rządu w balecie religijnym przed Rydzykiem? A to ja jestem labilna i niezrównoważona?
„Feministka, która atakuje inne kobiety…” Nie atakuję milionów Polek wielbiących Beatę. Nie pozbawiam ich szacunku. Robią to same, jeśli pozbawiają się godności przez współuzależnienie od patriarchatu i jego wartości, skazujących kobiety na podrzędność. Zamiast bronić kobiecej wolności, udupiają inne, w imię religii, albo tradycji. Na tym polega patologia. Oczywiście one, same będąc ofiarami, podobnie jak pani i Szydło, służą. Pijakowi, ojczyźnie, wartościom wyższym, tak wysokim, że przerastającym rozum. Nie rządzą swoim życiem spełniając żądania mężczyzn.
Szydło nie jest polityczką. Nie awansowała za swoje zasługi i hardość, ale za uległość i spełnianie politycznych fantazji szefa oraz tuszowanie jego gaf. Tak jak współuzależnione od facetów kobiety, dla dobra rodziny, dla świętego spokoju, albo dlatego że nie mają innego wyjścia, robią dobrą minę do złej gry. Za swoją bezradną obłudę nie zasługują na szacunek, raczej na współczucie, jeśli nie na politowanie. Feminizm to godność i nie ma godności bez wolności. Nie zastąpi jej pitolenie o roli niewiasty.
Szydło nie ma swojego zaplecza politycznego. Jest marionetką, a nie liderem. Popychadłem Kaczyńskiego, wysyłającego ją do sprzątania politycznego syfu 27 do 1. Proszę więc nie oczekiwać „elementarnego szacunku”. Zanadto pozostaję rzeczniczką zdrowego rozumu.
Manuela Gretkowska
Czy są granice młodości? Jak długo będziemy młodzi, zależy od nas

Urszula Ptak
Europejskie, starzejące się społeczeństwa przesuwają granice końca młodości w odległą przyszłość. Jak długo będziemy młodzi, zależy od nas.

Kto stary, a kto młody, nie zależy tylko od metryki urodzenia, ale i od czynników kulturowych. Przez pierwsze lata w Niemczech trudno było mi określić wiek osoby, z którą rozmawiam. Zawsze wydawało mi się, że ta osoba jest młodsza, niż była w istocie. Patrzyłam na niewymuszony styl, na sportowe buty i z roku na rok kupowałam coraz mniej postarzających ubrań, zaczęłam jeździć do pracy na rowerze nawet w deszczowe dni i kupować coraz więcej produktów bio. Niezauważenie dla siebie stałam się typową mieszkanką niemieckiej metropolii, przeżywającą zmiany klimatyczne i ignorującą nadchodzenie klimakterium.
Niemiecka czterdziestolatka nigdy nie powie o sobie „starość nie radość“. W tym wieku zaczyna się planować przyszłość. Czy kupić mieszkanie, czy zmienić pracę, czy emigrować do Hiszpanii i zacząć życie w kraju z ładniejszą pogodą i milszymi ludźmi, czy urodzić pierwsze dziecko, czy wyjść za mąż. Czynnikami skłaniającymi do regulacji są podatki łupiące bezlitośnie samotnych, prawa spadkowe czy sprawy opieki nad rodzicami. Wygląda to na początek dojrzałości, która nie jest tożsama z samodzielnością, bo wszyscy wyprowadzili się z domów rodzinnych dwa dziesięciolecia albo i więcej wcześniej.
Dziesięć lat mniej
Społeczeństwa zachodnie znalazły receptę na przedłużanie młodości w prawie nieskończoność. Co decyduje o tym, że czujemy się młodzi? Znajome siedemdziesięciolatki planują wędrówki z plecakiem, kupują buty trekkingowe i zapisują się na kursy językowe, by móc nawiązać kontakt z ludnością tubylczą. Moja przyjaciółka Erika w tym wieku zaczęła chodzi na język polski, umawiała się z koleżanką na rower i jechały w lubuskie lasy, na miejscu szukały na wsiach noclegów lub rozbijały namiot. Opowiadała mi o Polsce, tak jak ja opowiadam o przygodach w Indiach. Na porządku dziennym jest chodzenie na zajęcia sportowe, jedni wybierają siłownię, inni jogę, ale rusza się każdy. Berlińczyków od jazdy na rowerze powstrzymać może tylko oblodzenie jezdni lub oberwanie chmury.
Ciało to informacja
Zaniedbane ciało świadczy o problemach emocjonalnych i generalnie o tym, że nie mamy kontroli nad własnym życiem. Jak w każdym bogatym społeczeństwie otyłość jest przypisana klasom niższym. Jeśli ktoś jest gruby, a należy jednak zawodowo do elity, to cały czas ma poczucie, że musi coś z tym zrobić, że stan zapuszczenia się musi być odwracalny. To dlatego politycy masowo chudną przed wyborami. Kult zdrowego, jędrnego i sprawnego ciała jest mocno osadzony w Niemczech i ma inklinacje polityczne i religijne. W zdrowym ciele zdrowy duch, to prawda po stokroć. W Berlinie w wielu miejscach można się opalać nago, nago iść popływać w jeziorze czy poleżeć na trawniku. W społeczeństwie, w którym ostentacyjne pokazywanie statusu materialnego jest kulturowo zakazane, a paradowanie w złotym łańcuchu na szyi nie wchodzi w ogóle w rachubę, pojawiły się inne wyznaczniki statusu.
Atrakcyjny odcień skóry
Sto lat temu opalenizna świadczyła o ciężkiej pracy na polu, więc panny, by być piękne, zasłaniały twarze parasolkami, śnieżna biel skóry była twardą walutą na rynku matrymonialnym. Teraz gdy większość z nas pracuje całymi dniami w pomieszczeniach biurowych, opalenizna w zimie informuje, że możemy sobie pozwolić na urlop na innym kontynencie. Pokazuje, że stać nas w ogóle na czas wolny. Ten fenomen znaczenia odcienia skóry jest u nas tak samo znaczący, jak w Azji i Afryce, gdzie im odcień skóry jaśniejszy, tym partner, partnerka bardziej pożądani, informuje o statusie i jest odbiciem konfliktów postkolonialnych. Zarabia na tym oczywiście przemysł kosmetyczny. Te same wielkie koncerny, które u nas sprzedają samoopalacze, produkują dla Azjatów całe linie specyfików rozjaśniających skórę. Zarabiane na kulturze jest w tym przypadku bardzo opłacalne.
Stereotyp pięknej Polki
Na pierwszy rzut oka umiemy ocenić, czy ktoś należy do naszej grupy społecznej, czy warto kontynuować znajomość, czy nie. Oczywiście zawsze możemy się pomylić, ale mamy za mało czasu na weryfikację danych i często pierwsze wrażenie pozostaje jedynym. Moje polskie koleżanki dbają, by mieć dobrze zrobione włosy i trwale polakierowane paznokcie, znają nazwy zabiegów kosmetycznych i gabinetów, które oferują wszywanie nici pod skórę twarzy, pilingów działających jak oparzenie i skutkujących narastaniem świeżej skóry. Mój niemiecki kolega mówi: pokaż mi kobiety po czterdziestce, a powiem ci, jaki to kraj. W jakim wieku są dziennikarki telewizyjne i czy są reklamą chirurgii plastycznej, w jakim wieku są stewardesy, recepcjonistki, aktorki grające w popularnych serialach? Banalna prawda, im mniej kobiet dojrzałych, ale widocznych w przestrzeni publicznej, tym mocniej trzyma się patriarchat.
Co z polskimi mężczyznami
W Polsce można by także zaryzykować inne pytanie: pokaż mi mężczyzn po czterdziestce, a powiem ci, jakie to rodziny. Za każdym razem, gdy jestem z grupą niemieckich przyjaciół i zwiedzamy polską prowincję, pada pytanie, co jest z tymi facetami w Polsce? Dlaczego wszędzie widać pary z kobietą odwaloną jak na wesele i mężczyzną z brzuszkiem i w koszulce polo w paski? Dlaczego mężczyźni tak o siebie nie dbają? Czy oni się nie lubią? A może te żony ich nie kochają? Czy te pary uprawiają jeszcze seks, czy tylko zrzucają się na koszty kredytu? To oczywiście pytania niezwykle denerwujące, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto skomentuje: no tak, ale nie można uogólniać, u nas w Niemczech też są zaniedbani ludzie i tacy w białych skarpetach i sandałach. Jak widać, to nie tylko polski kompleks. Wrażenie, że Polacy odpuszczają sobie troskę o swoją kondycję i wygląd, jest jednak dojmujące.
Dbajmy o siebie
Kulturowo mężczyznom u nas nie wypada poświęcać sobie uwagi, czytać o zdrowiu i zastanawiać się nad dietą. Piwo i grill załatwiają resztę. Oczywiście w miastach kultura naśladowania zachodu jest o wiele żywsza i zdrowy tryb życia znajduje coraz więcej zwolenników. Dieta wegetariańska i bieganie nie należą już do rzadkości. W mojej jurajskiej wsi wieczorami co chwilę przebiega ktoś z licznikiem kroków na ramieniu. Biegają jednak turyści nocujący we wsi, miejscowi na razie patrzą, choć ostatnio widziałam grupę pań z kijkami maszerującą przez pola i były to miejscowe kobiety na oko po pięćdziesiątce. Zatem, jak zmienimy kobiety, to zmienimy i rodziny, a potem to już cały kraj. Będziemy dłużej piękni i młodzi i zdrowi! Czego sobie i Państwu życzę.
REDAKCJA POLECA
Wybierz imię dla gwiazdy i jej planety, i weź udział w konkursie Międzynarodowej Unii Astronomicznej
Niezła gratka dla wszystkich kochających gwiazdy! I nie chodzi o celebrytów, lecz o wszechświat. Międzynarodowa Unia Astronomiczna z okazji 100-lecia istnienia rozpisała globalny konkurs na imiona dla ciał niebieskich.

W ogólnoświatowym konkursie o nazwie IAU100 NameExoWorlds mogą wziąć udział kandydaci z każdego kraju, który się zgłosi. Dotychczas zrobiło to prawie sto państw, w tym Polska i Niemcy.
#IAU100 The IAU invites every country in the world to name an #exoplanet and its host star by launching #NameExoWorlds https://t.co/cm9K064m3P
— Astro Union (@IAU_org) June 6, 2019
Credit: @IAU_org /L. Calçada pic.twitter.com/iNQ3lrqPPM
Gwiazdy pod lupą
Do każdego kraju przypisane są jedna gwiazda i jedna egzoplaneta, które trzeba nazwać. Egzoplaneta, czyli pozasłoneczna, to taka, która znajduje się w układzie planetarnym, ale krąży wokół gwiazdy innej niż Słońce. Oba ciała niebieskie przypisane do konkretnego kraju są z jego terenu widoczne i można je obserwować dzięki prostym urządzeniom, którymi dysponują amatorzy oraz na przykład szkoły.
Globalna kampania Międzynarodowej Agencji Astronomicznej, czyli IAU100, ma na celu po pierwsze uświetnić setny jubileusz tej organizacji, po drugie zaś „zwiększyć świadomość tego, jakie miejsce zajmujemy we wszechświecie” oraz „pokazać, jak Ziemia mogłaby potencjalnie być postrzegana przez cywilizację z innej planety”.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna to gremium zrzeszające około 11 tysięcy zawodowych astronomów z pokaźnym dorobkiem naukowym. Organizacja ta jest odpowiedzialna za koordynację badań astronomicznych na całym świecie, w tym za nadawanie nazw ciałom niebieskim. W roku 2015 po raz pierwszy ogłoszono konkurs NameExoWorlds na szukanie imion dla 31 egzoplanet w 19 systemach planetarnych. W tym roku konkurs ruszył po raz drugi, ale ma o wiele szerszy zasięg. Każdy kraj bowiem ma przypisane mu dwa obiekty w przestrzeni kosmicznej.
„Ta fascynująca akcja ma zainspirować ludzi na całej Ziemi do refleksji nad wspólnym miejscem we wszechświecie, jednocześnie pobudzając kreatywność i poczucie globalnego obywatelstwa. NameExoWorlds przypomina nam o tym, że wszyscy mieszkamy pod tym samym niebem” – napisała Debra Elmegreen, prezydent-elekt IAU.
Szansa na sukces
W każdym biorącym udział w akcji kraju kampanię koordynuje specjalnie powołany komitet narodowy – Komisja Konkursowa. Gremium to nadzoruje przestrzeganie regulaminu konkursu, informowanie o kampanii na poziomie narodowym oraz za ustalenie sposobu głosowania na poszczególne propozycje.
Etap pierwszy, czyli nadsyłanie pomysłów, już trwa i zakończy się 31 lipca. W etapie drugim Komisja Konkursowa do 6 września przeanalizuje zgłoszenia. Etap trzeci to otwarte głosowanie internetowe na wybrane przez Komisję imiona, które potrwa do 30 października. W etapie czwartym polskie propozycje zostaną przekazane Międzynarodowej Unii Astronomicznej do 15 listopada 2019 r. Komitet Sterujący IAU100 NameExoWorlds zweryfikuje wyniki i w grudniu przedstawi zwycięzców w poszczególnych krajach. Wybrane imiona ciał niebieskich będą stosowane jednocześnie z ich nazwami naukowymi, zawsze z odniesieniem do autora, który wymyślił nowe imię.
Wszelkie pytania dotyczące konkursu należy kierować do komitetu narodowego. W Polsce informacje i namiary można znaleźć na stronach: Name ExoWorlds oraz IAU100 Name ExoWorlds . Strona główna kampanii to nameexoworlds.iau.org/.
Ciekawostką jest to, że w polskiej komisji zasiada między innymi Michał Kusiak, astronom-amator, który odkrył ponad 180 komet i planetoid. Co więcej, jedna z planetoid (odkryta przez inne osoby) została nazwana na jego cześć. To (376574) Michalkusiak. Michał Kusiak niewątpliwie jest wielkim fanem muzyki, ponieważ dwóm znalezionym przez siebie ciałom niebieskim nadał nazwy Rogerwaters oraz Hanszimmer. Może to jakaś inspiracja dla chętnych do udziału w obecnym konkursie?
Pegaz i Żyrafa
Przypisany Polsce system planetarny to gwiazda typu pomarańczowy karzeł o numerze BD+14 4559 w gwiazdozbiorze Pegaza (widzianym z Polski najlepiej od września do grudnia). Egzoplaneta ma numer BD+14 4559 b.
Niemcy mają za zadanie nazwać gwiazdę typu pomarańczowy olbrzym HD 32518 z gwiazdozbioru Żyrafy (widzialny i w Niemczech, i w Polsce cały rok), a jej egzoplaneta to HD 32518 b.
Powodzenia!
REDAKCJA POLECA
Marcin Zegadło: Radni PiS domagają się zakazania Marszu Równości w Częstochowie. Idą w ruch pikantne fantazje
Radni PiS domagają się od prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka zakazania tegorocznego II częstochowskiego Marszu Równości zaplanowanego na 16 czerwca.
Radni PiS jak to radni katolickiej prawicy, widzą w Marszu „zagrożenie dla moralności”, widzą „zdrożność”, idą bowiem w ruch wszystkie pikantne prawicowe fantazje na temat erotyki i seksualności, jakby w Marszu Równości chodziło wyłącznie o to, co dzieje się w sypialni. Ale najwyraźniej każdy mierzy swoją miarą, a wiadomo, że na prawicy napięcie seksualne można kroić nożem. Więc radni PiSu w swojej prawości i sprawiedliwości domagają się od prezydenta Matyjaszczyka zakazu przemarszu środowisk LGBT przez centrum miasta, najchętniej widzieliby Marsz gdzieś na peryferiach, na przykład na jakimś leśnym parkingu.
W ubiegłym roku prezydent Matyjaszczyk nie wziął udziału w Marszu Równości, twierdząc, jeśli dobrze pamiętam, że jest prezydentem wszystkich częstochowian. Bardzo to zacne i chwalebne. Był zatem również prezydent Matyjaszczyk prezydentem tych częstochowian, którzy lżyli ubiegłoroczny Marsz, rzucając w stronę maszerujących obelgi, przekleństwa i groźby. Byłem tam. Słyszałem. Widziałem.
Namawiałbym w tym roku prezydenta Matyjaszczyka, żeby nie tylko zignorował prośby posłów PiS, którzy uważają, że w Częstochowie mieszkają wyłącznie katolicy o konserwatywnych i prawicowych poglądach, a zdecydował się być prezydentem nie tyle „wszystkich częstochowian”, co przede wszystkim tych, którzy są po stronie wolności, równości praw, bez względu na płeć i seksualną orientację, żeby objął Marsz swoim patronatem lub po prostu wziął w nim udział, ponieważ czasami trzeba opowiedzieć się po którejś ze stron, dokonać światopoglądowego wyboru, a przecież od prezydenta reprezentującego lewicowe ugrupowanie można oczekiwać, że wybierze stronę wolności i prawa do bycia sobą, wybierze stronę praw człowieka w imieniu, których pójdzie ten Marsz, odrzuci natomiast homofobię, kabotyństwo, podwójną moralność i konserwatyzm radnych PiS, którzy pragną narzucić swój światopogląd również tym, dla których Częstochowa nie jest „duchową stolicą Polski” tylko, po prostu, jest miastem, w którym z różnych powodów przyszło im żyć.
Chciałbym wiedzieć, że ci, którzy oddali głos na prezydenta Matyjaszczyka, jako człowieka lewicy, mogą liczyć na to, że tę lewicowość właśnie w takich chwilach będzie można zauważyć.
W Warszawie Marsz Równości odbył się pod patronatem prezydenta Trzaskowskiego. Byłoby doskonale, gdyby Marsz w Częstochowie doczekał się patronatu prezydenta Matyjaszczyka. Jak będzie – czas pokaże.
Marcin Zegadło
Dlaczego Pius XII milczał ws. Holocaustu? „Bał się jeszcze większych prześladowań”

Aureliusz M. Pędziwol
Historyk Martin Schulze Wessel (urodzony w 1962 roku) jest profesorem na Uniwersytecie im. Ludwiga Maximiliana w Monachium, gdzie wykłada historię Europy Środkowo-Wschodniej i Europy Wschodniej. Jest także przewodniczącym Collegium Carolinum, monachijskiego instytutu badawczego zajmującego się historią czeską i słowacką.
Otwarcie archiwów pontyfikatu papieża Piusa XII pozwoli być może zrozumieć, dlaczego był tak zadziwiająco powściągliwy wobec Holocaustu, o którym wiedział – mówi prof. Martin Schulze Wessel.

Deutsche Welle: Panie Profesorze, Kościół katolicki nieraz był i nadal jest krytykowany za swoje podejście do narodowego socjalizmu. Czy słusznie? Zacznijmy od Reichskonkordatu, czyli konkordatu zawartego przez Watykan z III Rzeszą. A może, żeby to zrozumieć, należy się cofnąć do Kulturkampfu [walki z Kościołem katolickim toczonej przez kanclerza Bismarcka]?
Prof. Martin Schulze Wessel: Nie, Reichskonkordat jest wystarczająco ważną datą, ponieważ Kościół, próbując chronić prawa wiernych i swoje własne przed narodowo-socjalistycznymi Niemcami, podjął bardzo problematyczną decyzję, która podniosła dyplomatyczną rangę III Rzeszy. Przecież to był pierwszy traktat międzynarodowy zawarty przez nazistowskie Niemcy. Ta decyzja była zrozumiała, ponieważ chodziło o obronę praw Kościoła, ale z dzisiejszej perspektywy można z pewnością powiedzieć, że to była zła decyzja.
DW: Zanim doszło do podpisania konkordatu we wrześniu 1933 roku, hitlerowski reżim zdążył przyjąć dwie antyżydowskie ustawy, które zamknęły nie-Aryjczykom dostęp do urzędów publicznych i zawodów prawniczych. Czy dla Kościoła katolickiego nie był to dzwonek alarmowy? A może nie był wystarczająco głośny, by powstrzymać podpisanie konkordatu?
– Kościół katolicki musiałby dużo bardziej zaniepokoić się całą retoryką walk wyborczych i oczywiście książką Adolfa Hitlera „Mein Kampf”. Popełniono fatalny błąd, chcąc ocalić własne duchowe interesy za cenę wyjścia naprzeciw reżimowi, który się radykalizował, co można było zauważyć już w 1932 roku.
DW: Potem po stronie Kościoła było coraz mniej wątpliwości, czym jest nazizm, aż wreszcie papież Pius XI opublikował encyklikę „Mit brennender Sorge” [„Z palącą troską”]. Czy przyniosła ona coś pozytywnego?
– Być może należy najpierw wspomnieć, że w Kościele katolickim w Niemczech istniały takie postacie, jak kardynał [Clemens August] Graf Galen, biskup Münster, który występował publicznie przeciwko prowadzonej przez nazistów kampanii eutanazji wobec tak zwanego „życia niewartego życia”, w ramach której niepełnosprawne dzieci najpierw były izolowane, a następnie zabijane. Kościół katolicki w osobie kardynała Galena podniósł przeciw niej głos. To był jeden z nielicznych momentów, kiedy ktoś w Niemczech publicznie zwrócił się przeciwko narodowemu socjalizmowi.
Kazania kardynała Galena w Münster nie były tajne. Były przecież wygłaszane w kościele. Były też rozpowszechniane drukiem.
DW: Był także ojciec Richard Henkes, ale później. Powinien być wspomniany tutaj, w Pradze, ponieważ poprzez swoją posługę był związany z Czechami.
– O nim również trzeba pamiętać. Wspomniałem kardynała Galena, ponieważ prawdopodobnie był on pierwszą taką postacią. I trzeba też powiedzieć, że nie wywołał fali solidarności w niemieckim episkopacie. W niemieckim kościele był odważnym, ale też raczej odosobnionym głosem.
DW: Powtórzę więc pytanie, czy encyklika przyniosła coś pozytywnego?
– To był ważny sygnał. Jednocześnie zawsze było jasne, że Kościół znacznie bardziej zdecydowanie występował przeciwko bolszewizmowi niż przeciw narodowemu socjalizmowi.
Takie ostrzeżenie, taki mocny sygnał, byłby potrzebny przed 1933 rokiem. To prawda, że niemieccy katolicy głosowali znacznie rzadziej na NSDAP niż inni. Niemniej jednak mocne słowo papieża przed rokiem 1933, a jeszcze lepiej pod koniec lat dwudziestych, mogło wiele zdziałać. W 1937 roku było już za późno. Hitler już osiągnął wielkie sukcesy i zapewnił sobie popularność w Niemczech, umocnioną także dzięki monopolowi opinii. W tej sytuacji encyklika nie mogła zdziałać zbyt wiele.
DW: Czy to prawda, że nawet sprowokowała Hitlera, by występować jeszcze bardziej zdecydowanie przeciw Kościołowi?
– Z pewnością tak było. Jednak to nie Kościół był głównym wrogiem, lecz Żydzi. Ale rzeczywiście, po encyklice Kościół katolicki był silniej identyfikowany jako nieprzyjaciel.
DW: W 1939 roku zmarł Pius XI. Jego następcą stał się Pius XII, który jeszcze jako kardynał Eugenio Pacelli negocjował Reichskonkordat. Uważany był za znawcę obu totalitaryzmów tamtych czasów w Europie. Dlaczego jako papież nie obrócił tej wiedzy w czyn? A w każdym razie nie do tego stopnia, żeby teraz nie było wątpliwości co do stanowiska Kościoła wobec nazizmu. Czy dlatego, że chodziło w pierwszej linii o Żydów?
– W każdym razie jego postawę wobec Holocaustu, o którym był poinformowany, cechuje zadziwiająca powściągliwość. Jako biskup Rzymu pomagał Żydom, ale cała jego polityka charakteryzowała się niezdecydowaniem, niepewnością i brakiem odwagi. Archiwum tego pontyfikatu zostanie otwarte [2 marca 2020 roku], trzeba więc poczekać i zobaczyć, co wyjdzie z badań o pontyfikacie Piusa XII.
DW: Czy ten papież mógłby osiągnąć więcej, gdyby był odważniejszy? Na przykład przekonać aliantów do bardziej zdecydowanych działań przeciw Niemcom, aby przerwać Holocaust?
– Oczywiście, alianci również byli poinformowani o Holocauście. Ale niezależnie od tego można z pewnością powiedzieć, że z dzisiejszej perspektywy trudno jest wyjaśnić, dlaczego Pius XII nie wypowiedział się w tej kwestii publicznie i nie wykorzystał innych kanałów. Jak już powiedziałem, badania są dopiero na początku i jeszcze to i owo może wyjść na światło dzienne.
DW: W czasie wojny nie tylko Żydzi byli zabijani. Także katolicy. Usłyszeliśmy tu, w Pradze, na konferencji poświęconej Kościołowi katolickiemu w Czechosłowacji, taki „mały” przykład: tylko w obozie w Dachau zamknięto 2760 duchownych ze 134 diecezji i 24 narodowości. Ponad połowa z nich została zamordowana lub zmarła w wyniku uwięzienia. W Watykanie o tym nie wiedziano?
– Ależ wiedziano! To był lęk, który być może wyjaśnia, dlaczego papież zachowywał się tak, jak się zachowywał. Bo obawiał się jeszcze bardziej antychrześcijańskiej polityki nazistowskich Niemiec, jeszcze większych prześladowań. W narodowosocjalistycznych Niemczech praktyka tych represji była skierowana na arenie międzynarodowej przeciwko odważnym kapłanom, którzy przyłączali się do oporu politycznego, lub po prostu trwali przy swoich wiernych jako duchowni. Było ich wielu. Wspomniał pan, że w samym Dachau, w obozie koncentracyjnym, było prawie trzy tysiące księży…
DW: …a wśród nich kardynał Beran, o którym dzisiaj tu się mówiło. A także ksiądz Henkes. W Auschwitz był Maksymilian Kolbe. Panie Profesorze, jak Kościół Katolicki poradził sobie ze swoją historią z lat 1933-45? Czy w ogóle się nią zajmował? Czy rozprawił się z nią?
– Tak, uczynił to, ale naukowa debata na ten temat dopiero się zaczyna. Ponieważ archiwum tego pontyfikatu będzie otwarte, pojawią się przesłanki, by podjąć takie badania. Oczywiście, drogi ofiar z szeregów duchowieństwa katolickiego, czy też świeckich, którzy trafili do obozów koncentracyjnych i tam zostali zamordowani, można prześledzić już teraz. I tak na przykład w Polsce od 1989 roku przepracowywane są na dużą skalę życiorysy tak znanych postaci, jak Maksymilian Kolbe, ale także wielu, wielu innych katolików, którzy byli prześladowani i zabijani z powodów związanych z ich wiarą, ale również ze względów politycznych.
DW: Można zatem spodziewać się jakiegoś rozliczenia?
– Powiedziałbym, że raczej chodzi o przepracowanie tej historii. Przyglądając się poszczególnym księżom, widzimy wiele spraw godnych podziwu. Natomiast zachowanie hierarchii kościelnej w Watykanie musi być nadal badane i z pewnością poddane krytycznej ocenie.
DW: Panie Profesorze, bardzo dziękuję za rozmowę.
REDAKCJA POLECA





