Bułgaria wchodzi do strefy euro. Bruksela podała datę
Komisja Europejska potwierdziła, że Bułgaria dołączy do strefy euro z początkiem 2026 roku. To decyzja historyczna dla najbiedniejszego kraju Unii, ale też moment społecznego przełomu. Dla jednych euro oznacza szansę na stabilność i rozwój, dla innych – zapowiedź drożyzny i utraty suwerenności.
Euro, ale nie bez bólu
4 czerwca Komisja Europejska oraz Europejski Bank Centralny ogłosiły, że Bułgaria spełniła wszystkie kryteria konwergencji niezbędne do przyjęcia wspólnej waluty. Średnia inflacja z ostatnich 12 miesięcy wyniosła 2,7% – nieco poniżej wartości referencyjnej 2,8%, a deficyt budżetowy w 2024 r. utrzymał się na poziomie 3%, zgodnie z limitem Maastricht. Dług publiczny kraju to 24,1% PKB – jeden z najniższych w całej UE.
Komisja przewiduje, że inflacja w Bułgarii w 2025 roku wzrośnie do 3,6%, by w 2026 spaść do 1,8% – poziomu zbliżonego do celu EBC. Bruksela zapewnia, że proces przejścia na euro będzie ściśle monitorowany, by zapobiec nieuzasadnionym podwyżkom cen.
„To pozytywne oceny konwergencji otwierają Bułgarii drogę do wprowadzenia euro od 1 stycznia 2026 roku” – powiedział Philip Lane, główny ekonomista Europejskiego Banku Centralnego.
Protesty na ulicach, podziały w społeczeństwie
Choć dane makroekonomiczne przemawiają na korzyść euro, ulice bułgarskich miast mówią coś innego. W Sofii, Płowdiwie i Warnie od miesięcy trwają masowe protesty, a emocje nie słabną. Obywatele obawiają się wzrostu cen, szczególnie podstawowych produktów, a także utraty kontroli nad własną polityką monetarną.
W tle pojawia się także geopolityka – część demonstracji organizowana jest przez prorosyjskie ugrupowania, w tym nacjonalistyczną partię Odrodzenie, która – razem z prezydentem Rumenem Radewem – domagała się referendum w sprawie euro. Parlament i sądy te postulaty odrzuciły. Protesty niekiedy przeradzają się w akty wandalizmu, co tylko pogłębia społeczne napięcia.
Sondaż instytutu Myara z maja 2025 roku pokazuje skalę podziału: 63,3% obywateli popiera przyjęcie euro, ale aż 35,3% jest przeciwnych.
Ekonomia kontra emocje
Rząd premiera Rosena Żelazkowa oraz Bułgarski Bank Narodowy są zgodni: przyjęcie euro to strategiczna decyzja. Ma ona obniżyć koszty transakcyjne, zwiększyć handel i inwestycje, poprawić rating kredytowy kraju oraz umożliwić Bułgarii realny wpływ na politykę EBC – poprzez miejsce szefa banku centralnego w Radzie Zarządzającej tej instytucji.
Obecnie, mimo że bułgarski lew od 1999 roku jest powiązany z euro, Sofia nie ma wpływu na decyzje dotyczące stóp procentowych czy programów skupu aktywów. To ma się zmienić.
Jak będzie wyglądać wymiana waluty?
Zgodnie z planem, od 1 stycznia 2026 roku w Bułgarii obowiązywać będzie wyłącznie euro, choć przez pierwszy miesiąc lew pozostanie w obiegu jako równoległa waluta. Przez 12 miesięcy banki komercyjne będą wymieniać banknoty lewa bez prowizji, a Bułgarski Bank Narodowy będzie to robił bezterminowo.
Rząd zapowiada kampanię informacyjną i kontrolę rynku, by uniknąć nieuczciwego „zaokrąglania cen”. Komisja Europejska, w odpowiedzi na społeczne obawy, zapewnia: „Wzrost cen po wprowadzeniu euro w krajach członkowskich był historycznie marginalny. Tak będzie i tym razem”.
Drugi krok w dekadzie
Bułgaria będzie dopiero drugim państwem, które przyjmie euro w tej dekadzie – po Chorwacji w 2023 roku. To także ważny krok dla całej Unii, która od czasu kryzysu zadłużeniowego z 2010 roku z większą ostrożnością podchodzi do rozszerzania strefy euro.
Ostateczna decyzja o akcesji zostanie podjęta przez Parlament Europejski i ministrów finansów państw strefy euro 8 lipca. W Sofii nastroje są jednak podzielone: euro to obietnica modernizacji, ale też źródło społecznych napięć. Jedno jest pewne – 2026 rok będzie dla Bułgarii momentem próby.
DF, thefad.pl / Źródło: Politico – politico.eu, Euractiv – euractiv.com, Komisja Europejska – ec.europa.eu
Skiba: Trzeci rozbiór mentalny. Z uśmiechem ćpuna wchodzimy do grobu demokracji

Krzysztof Skiba
Trzeci rozbiór Polski już trwa. Mentalny. Z uśmiechem ćpuna wchodzimy do grobu demokracji, a w Pałacu zasiada Alfons. Kabaret przejął państwo, kibole będą mieć parasol prezydenta, a gangusy rozkwitną jak tulipany z TVP Info. Przez osiem lat hodowano bezkarność, teraz zacznie się ułaskawianie, propaganda i państwo dla swoich. Polska jako klaun. I nikt się już nawet nie wstydzi
Pełno teraz analiz powyborczych i oczywiste jest, że jedni się cieszą i biorą snusa w dziąsło z radości, a druga połowa ma kaca i smutek w oczach. Przestańcie się mazać. Przestańcie beczeć. Trzeba wziąć się do pracy, bo za chwilę nas zjedzą. Kanibale już ruszają do uczty.
SUPER SHOW!
Po pierwsze – te wybory to był genialny show, sto razy lepszy niż Eurowizja. Kto by się spodziewał, że czeka nas tyle atrakcji? Trupy wypadające seryjnie z szafy Nawrockiego, jeden po drugim – od wyłudzenia mieszkania, po kumpli gangusów, od ustawek, po ćpanie podczas debaty – uatrakcyjniały bardzo widowisko.
Sama walka była ciekawa. Facet wyglądający jak koleś z reklamy francuskiego szamponu kontra kibol z osiedla. Tego jeszcze nie było. Takie kontrasty zawsze się świetnie sprawdzają, nie tylko w wrestlingu. A końcówka to już była jazda bolidem Formuły 1.
Żaden reżyser z Tańca z Gwiazdami by tego nie wymyślił. Podczas wieczoru wyborczego napięcie rosło jak temperatura podczas eksplozji wulkanu. Przez dwie godziny wygrywał Trzaskowski i już widzieliśmy w marzeniach, jak ta stara prukwa Kaczor wali w gacie i w podskokach udaje się na zasłużoną emeryturę. By po czasie ogłoszono zwycięstwo Alfonsa, który zebrał minimalnie więcej głosów, bo polski wyborca jest jak Piękna Pani w lupanarze i lubi być dymany.
PRZERĄBANE NA WŁASNE ŻYCZENIE
Rafał robił, co mógł, ale ciążyła mu ślamazarność rządu i wieloletni brak reakcji na kłamstwa PiS.
Kaczyński buduje w Polsce od lat rosyjską agendę pod płaszczykiem mega patriotyzmu. Dopieszcza przy tym wszelkie patologie i ultrasów. Wmówił olanym przez elity biednym ludziom, że zagrażają im chłopcy trzymający się za ręce w warszawskiej kawiarni czy feministki krzyczące o prawach kobiet. Straszył tradycyjnie imigrantami, choć to za rządów PiS sprzedawano w Afryce polskie wizy jak banany na targowisku i wpuszczono do Europy przez polską furtkę ponad 2 miliony uchodźców z Ukrainy oraz wydano ponad 600 tysięcy wiz kolorowym przybyszom z całego świata, których prawica tak się przecież boi i zwalcza. Udało się im jednak odwrócić narrację i Trzaskowskiego przedstawiać jako polityka, który otwiera szeroko drzwi i krzyczy w sześciu językach, które biegle zna: „Witajcie!”.
Metoda Partii Jednego Kaczora polega na straszeniu swego elektoratu wymyślonym zagrożeniem, a potem proponuje się czułą opiekę ze swej strony. Zastraszeni głosują więc od lat na swych „wybawców”, myśląc, że wreszcie dzięki facetowi z łupieżem lub jego kibolowi-pacynce znajdą się w raju.
Niestety, NIKT nie zaproponował mieszkańcom Polski C czegoś, co byłoby dla nich atrakcyjne. Na przykład zdolnej młodzieży ze wsi i małych miasteczek – darmowych akademików. Zamiast tego nastawiono się na promowanie pozytywnych, europejskich haseł, które niestety nie porwały wielu z zabiedzonych i niedoinwestowanych rejonów kraju.
MISTERIUM PROPAGANDY
Kaczor nie wymyślił niczego oryginalnego. Atakując Tuska jako „Niemca”, wykorzystuje stare, dobrze znane hitlerowskie metody propagandowe z lat 30. „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Wiadomo, z kogo to cytat. A więc sporo Polaków uwierzyło, że Donald z Gdańska jest Niemcem i reprezentuje niemieckie interesy. A Niemiec – to wiadomo – odwieczny wróg. Mimo że wojna skończyła się 80 lat temu, a my jako Polska i sojuszniczy kraj, siedzimy z nimi razem w Unii i w NATO od lat.
BURDEL W PAŁACU
Oczywiście Nawrocki NIC dobrego nie zrobi dla Polski, bo nie jest w stanie. Od pierwszego dnia urzędowania będzie bredził np. o reparacjach wojennych z Niemiec, ale nie wywalczy nawet jednego euro. Spadnie też prestiż Polski w Europie i nasze znaczenie, bo kto będzie cokolwiek załatwiał z alfonsem?
Możemy spodziewać się seryjnych ułaskawień złodziei z rządu Morawieckiego oraz wypuszczania na wolność zakumplowanych z Karolem neonazistów i kryminalistów. Znając cwaniactwo Karolka i jego kompletny brak empatii do ludzi starszych oraz uszminkowany patriotyzm na potrzeby ogłupionego elektoratu, kolejny prezydent PiS zatopi się w celebrze. Możemy więc oczekiwać całej masy nudnych przemówień i uroczystości rodem z PRL albo filmów Barei. A na boku będą oczywiście kombinacje finansowe i wyrwanie na maksa kasy dla siebie oraz układy z kumplami od gangsterki.
Urosną niesamowicie w siłę gangi kiboli i policja ich nie ruszy, bo będą miały parasol prezydenta. Wrócimy nieco do klimatów z lat 90., gdy rządziły mafie z Pruszkowa i Wołomina.
Przez osiem lat rządów PiS kibolskie organizacje przestępcze niesamowicie rozwinęły skrzydła, bo były praktycznie bezkarne. Już były wykorzystywane politycznie, na przykład do tłumienia i zastraszania kobiecych protestów. Teraz to się jeszcze rozpleni jak choroba nowotworowa. Generalnie – Polska wstecz i stracone lata.
Zagrożone mogą poczuć się społeczności LGBTQ, feministki, aktywiści klimatyczni, weganie i wszelkie mniejszości – także te religijne. Bo PiS będzie dalej nimi straszył i je zwalczał według pomysłu cara Władimira: na szukanie lipnych wrogów i straszenie lewakami z UE.
DÓŁ Z WAPNEM
Polska jest już dwa kroki od tego, aby zamienić się w wielki dół z wapnem.
Batyr będzie wielkim hamulcowym rządu i jeśli ekipa Tuska dotrwa jednak do kolejnych wyborów, to i tak za dwa lata mamy raczej pewny rząd PiS plus Konfederacja z Braunem jako czymś w rodzaju doczepki w stylu Kukiz 2.
A to już tym razem tylko jeden krok do wyjścia z UE i zapaści gospodarki jak na Białorusi, gdzie ostatnio brakuje nawet ziemniaków.
JAJA JAK BERETY
Z Alfonsem w pałacu rozkwitnie satyra, kabarety i strony z memami w necie. To jedyny pozytyw tej smutnej jak kawalerka Nawrockiego sytuacji.
Mój wczorajszy wierszyk prezydencki pt. Polska Kryminalna miał zasięg ponad 4 mln. To mój ostatni poważny felieton.
Spodziewajcie się wysypu żartów, wierszyków, nowych piosenek i zabawnych filmików. Zapraszam na moje programy komediowe w stylu stand-up (najbliższy 19.06 w Wiśle).
Choć także stare hity Big Cyca jak „Dres” czy „Ballada o smutnym skinie” nabierają nowych, niepokojących znaczeń i po latach stają się znowu bardzo aktualne.
Niestety to jedyne, co mogę dla demokratycznej Polski zrobić. Ja na pewno – jak pewien znany Profesor i spora grupa zawiedzionych wyborami gwiazd – nie udaję się na żadną wewnętrzną emigrację i nie obrażam się na Polaków.
Tacy niestety jesteśmy – mocno Wschodni – i trzeba to uznać. Wielkie marzenia pokoleń, aby dołączyć nas do Zachodu, skończyły się cyrkiem w postaci wyboru „polskiego Trumpa”.
Udało się więc Kaczyńskiemu podłączyć nas do światowego nurtu debilizmu.
To przecież na przestrzeni historii sami Polacy (oczywiście z aktywną pomocą obcych wpływów) doprowadzili swój kraj do upadku i trzech rozbiorów.
Kolejne twarde lądowanie już niebawem. Dół z wapnem czeka. Łopaty niebawem zaczną pracować z uśmiechem ćpuna na Krakowskim Przedmieściu.
Krzysztof Skiba
Immunitet kontra sprawiedliwość. Co dalej ze śledztwami wobec Karola Nawrockiego?
Zwycięstwo Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich 2025 rozpoczyna nowy etap w debacie o odpowiedzialności karnej najwyższych urzędników państwowych. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK) opublikował stanowisko, w którym powołuje się na ekspertyzę prawną dotyczącą ograniczeń, jakie immunitet prezydencki nakłada na ewentualne postępowania karne wobec przyszłego prezydenta.
Choć twierdzenia Ośrodka nie zostały dotąd potwierdzone przez niezależne źródła, warto przyjrzeć się im bliżej — również z perspektywy konstytucyjnych mechanizmów i stanu wymiaru sprawiedliwości.
Czym różni się immunitet prezydenta?
W odróżnieniu od parlamentarzystów, prezydent RP korzysta ze szczególnego rodzaju ochrony prawnej. Nie można wszcząć wobec niego postępowania karnego ani postawić mu zarzutów, dopóki sprawuje urząd – z wyjątkiem sytuacji, w której Zgromadzenie Narodowe postawi go w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu. To jednak procedura o charakterze politycznym, wymagająca większości 2/3 głosów obu izb parlamentu.
Zgodnie z analizą, do której odwołuje się OMZRiK, prokuratura może prowadzić czynności przygotowawcze wobec Karola Nawrockiego w sprawach dotyczących czynów popełnionych przed objęciem funkcji. Nie może jednak skierować aktu oskarżenia do sądu aż do zakończenia kadencji.
OMZRiK: przerwanie biegu przedawnienia
Jednym z kluczowych elementów stanowiska OMZRiK jest teza, że czas trwania kadencji prezydenta nie wlicza się do biegu przedawnienia przestępstw popełnionych wcześniej. Oznacza to – w interpretacji Ośrodka – że nawet jeśli Karol Nawrocki będzie pełnił urząd przez 10 lat, postępowania mogą zostać wznowione tuż po jego ustąpieniu.
Organizacja nie udostępniła pełnej treści ekspertyzy, na którą się powołuje, a twierdzenia te nie zostały jednoznacznie potwierdzone przez sądy ani prokuraturę. Warto zaznaczyć, że przerwanie lub zawieszenie biegu przedawnienia jest kwestią interpretacji prawa karnego i może stać się przedmiotem sporu w ewentualnym procesie.
Dwie sprawy, jedno źródło
OMZRiK przypomina, że jest stroną zawiadamiającą w dwóch postępowaniach, które – według jego informacji – są przedmiotem zainteresowania prokuratury:
- Sprawa rzekomego wyłudzenia mieszkania od starszego mężczyzny,
- Rozpowszechnianie treści o charakterze rasistowskim podczas kampanii wyborczej.
W obu przypadkach chodzi o czyny, które miały mieć miejsce przed wyborami. Karol Nawrocki nie usłyszał dotąd żadnych zarzutów, a żadne z postępowań nie zakończyło się formalnym aktem oskarżenia.
Czy proces może ruszyć przed zaprzysiężeniem?
Teoretycznie tak – do zaprzysiężenia prezydenta pozostało jeszcze około dwóch miesięcy. Jednak – jak zaznacza OMZRiK – realnie jest to niemożliwe. Samo zakończenie śledztwa, przygotowanie aktu oskarżenia, przeprowadzenie procesu i rozpoznanie apelacji od ewentualnego wyroku zajmuje dziś w Polsce średnio kilka lat.
W analizie Ośrodka czytamy, że reformy systemu sprawiedliwości z ostatnich lat doprowadziły do jego poważnej niewydolności. Według danych podawanych przez środowiska sędziowskie i prawnicze, nawet proste sprawy karne potrafią ciągnąć się przez cztery lata. W tym kontekście szybkie rozstrzygnięcie sprawy prezydenta elekta wydaje się fikcją proceduralną.
Odpowiedzialność konstytucyjna – tylko Trybunał Stanu
Teoretycznie, konstytucja przewiduje mechanizm postawienia prezydenta w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu, jednak wymaga to decyzji Zgromadzenia Narodowego – czyli połączonych izb Sejmu i Senatu – podjętej większością kwalifikowaną. Taki scenariusz w obecnych realiach politycznych wydaje się mało prawdopodobny.
Immunitet ≠ bezkarność. Ale odpowiedzialność się oddala
Sprawa Karola Nawrockiego ujawnia nie tylko napięcia między polityką a prawem, ale i systemową słabość państwa w egzekwowaniu zasady równości wobec prawa. Immunitet prezydencki nie oznacza definitywnego uniknięcia odpowiedzialności karnej – ale odkłada ją w czasie, potencjalnie o całą dekadę.
Dla opinii publicznej i organizacji społecznych takich jak OMZRiK to zbyt długo, by pozostać biernymi. Dla instytucji państwowych – test, czy istnieją jeszcze mechanizmy niezależnej kontroli władzy, które działają nawet wtedy, gdy dotyczą osoby numer jeden w państwie.
DF, thefad.pl / Źródło: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych – facebook.com/omzrik
Nieoczekiwane pytanie
Mijają dni – jedne przemykają niepostrzeżenie i znikają, inne pozostają ze mną na dłużej, jak delikatny, rozchodzący się ślad na tafli wody po rzuceniu kamieniem. Ale bywają też takie, które gwałtownie zatrzymują mnie w pół kroku. Zaskakują. Poruszają. Zostawiają z pytaniami, na które nie od razu znajduję odpowiedź. Wtedy – choć nikt nie podnosi głosu, a rozmowa toczy się spokojnie – potrafię wyjść z niej, jakby ktoś zdmuchnął ze mnie część nadziei. Nie całkiem, ale wystarczająco, by przez chwilę patrzeć na świat inaczej. Chłodniej. Ostrożniej.
Kilka dni temu spotkałem się z mężczyzną, którego znam od lat. Starszy ode mnie, mądry, konkretny. Taki, który nie mówi wiele, ale w każdym jego słowie można odnaleźć ciężar jego historii: służby wojskowej, emigracyjnych doświadczeń. Przyszedł do mnie na herbatę. Rozmawialiśmy jak dawni znajomi – o życiu, o podróżach, o tym, jak wyglądała jego droga do Stanów Zjednoczonych. Jednak najwięcej mówił o ogrodnictwie. O tym, co sadzić i w jakim miesiącu i jak walczyć ze świstakami lub chipmunkami. W takich momentach słuchałem go z przyjemnością – z szacunkiem dla doświadczenia i cierpliwości.
I wszystko układało się w pogodną rozmowę, aż do momentu, gdy nasz dialog niespodziewanie zboczył na temat polityki. Nie potrafię dziś wskazać, kto zaprowadził nas na ten grunt – może to był on, może ja, a może sama rzeczywistość, która coraz częściej domaga się głosu. Nie chodzi zresztą o winę. Chodzi o moment, który mną wstrząsnął.
Na argumenty mojego rozmówcy nie potrafiłem znaleźć żadnych przekonujących odpowiedzi. Pogubiłem się. Być może z szacunku do jego wieku i życiowego doświadczenia, a może dlatego, że – w przeciwieństwie do tekstu pisanego – rozmowa na żywo nie daje czasu na pauzę, na przemyślenie, na wycofanie się i zredagowanie słów. Uczestniczyłem w czymś prawdziwym, bezpośrednim, wymagającym natychmiastowej obecności i reakcji.
Temat dotyczył aktualnego 47 prezydenta i jego politycznych relacji z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Rozmowa rozwijała się dynamicznie, coraz bardziej stając się areną poglądów i przekonań. Powróciliśmy w rozmowie do ich wcześniejszego spotkania i nagle zdałem sobie sprawę, jakbym oglądał zupełnie inną transmisję z tego wydarzenia w Pokoju Owalnym. Wtedy zupełnie bez ostrzeżenia, padło pytanie, które uderzyło mnie jak zimna fala: „A dlaczego nie pojedziesz na Ukrainę tam walczyć?”
To było za dużo. Poczułem, jak zaciska mi się gardło. Nie dlatego, że zabrakło mi odwagi, lecz dlatego, że pytanie to wydało mi się prowokacją, pozbawioną autentycznej chęci zrozumienia. Przez chwilę jedyne słowa, które przyszły mi do głowy, były proste, dziecięce w swojej czystości, ale wciąż prawdziwe: „Zło nigdy nie zwycięża. Nie może. Nie wolno mu zwyciężyć” – odpowiedziałem.
Bo zło, niezależnie od tego, czy przybiera twarz polityka, biznesmena, komentatora czy nawet weterana – pozostaje tym, czym jest: wypaczeniem człowieczeństwa. A każde usprawiedliwianie go, każda próba nadania mu sensu lub „większego dobra” – jest tylko kolejnym krokiem w stronę pustki.
To, co mnie naprawdę zmroziło, to nie same poglądy – lecz układ myśli, który zbyt dobrze znamy z podręczników historii. Przekonania, które czynią faszyzm – tak, nazwijmy rzeczy po imieniu – zaskakująco atrakcyjnym produktem. Nie przez krzykliwe hasła i marszowe rytmy, ale przez swoją prostotę i emocjonalną skuteczność. Faszyzm nie przychodzi w mundurze. Często przychodzi w garniturze, przy stole z herbatą – jako z pozoru rozsądna alternatywa dla niepokoju, jako rzekoma odpowiedź na chaos, jako obietnica „powrotu do porządku, do lepszych dni”.
Nie chcę powiedzieć, że mój rozmówca jest faszystą. To mogłoby być nie tylko niesprawiedliwe, ale i nieuczciwe. Ludzie są bardziej złożeni niż najpiękniejsze etykiety na drogich butelkach. Ale słuchając go, miałem nieodparte wrażenie, że w jego słowach rezonują idee, które nie tak dawno doprowadziły świat do ruiny. Te pomysły dziś powracają: – że nie wszyscy zasługują na równe traktowanie, – że świat trzeba podzielić na „nas” i „ich”, – że siła daje rację, a nie prawo, – że empatia to luksus słabych, – że dla utrzymania porządku można – a czasem trzeba – kogoś wykluczyć.
Wszystkie te przekonania – choć nie wypowiedziane wprost – były obecne w tej rozmowie. Nie jako cytaty, lecz jako fundamenty, na których mój adwersarz budował swoją narrację. I to one odebrały mi głos. Nie dlatego, że mnie przekonały – lecz dlatego, że były znajome. Ich brzmienie przypominało echo – zimne, niosące w sobie krzyk tych, którym kiedyś odebrano prawo do mówienia.
To nie był spór o fakty. To było starcie dwóch wizji człowieczeństwa. I zamarłem w tym zderzeniu – nie dlatego, że zabrakło odpowiedzi, lecz dlatego, że utraciłem wiarę w to, co w człowieku najważniejsze.
Wielu młodych Amerykanów, wcielonych do wojska w czasie wojny w Wietnamie, przeszło przez intensywną wojskową indoktrynację: uczono ich posłuszeństwa, wpojono lęk przed komunizmem i etos „obrony ojczyzny”. Po powrocie do kraju nie spotkali się jednak z uznaniem, lecz często z obojętnością lub wrogością ze strony społeczeństwa, co wywołało w nich rozczarowanie i poczucie zdrady. Nie identyfikując się z liberalnymi ruchami antywojennymi, wielu z nich zaczęło szukać tożsamości w konserwatywnych wartościach – szacunku dla armii, dyscypliny, patriotyzmu.
Z czasem ta postawa przełożyła się na poparcie dla Partii Republikańskiej, a później — dla Donalda Trumpa, który umiejętnie odwoływał się do tych emocji: mówił o szacunku dla flagi, odbudowie potęgi armii i „prawdziwych Amerykanach”. Statystyki pokazują, że weterani wojny w Wietnamie znacznie częściej niż ogół społeczeństwa głosowali na Trumpa. Dla nich była to nie tylko polityczna decyzja, ale też próba odzyskania godności i uznania dla poświęceń, które przez lata były ignorowane.
Dariusz Lachowski, dariusz.us
50 proc. miejsc pracy zniknie w 5 lat. Szef Anthropic ostrzega przed tsunami bezrobocia
Zdaniem Dario Amodeia, szefa Anthropic, rewolucja AI może mieć wysoką cenę: masowe bezrobocie wśród pracowników umysłowych. Jeśli jego prognozy się sprawdzą, w ciągu kilku lat znikną dziesiątki milionów miejsc pracy. I choć ostrzeżenia dotyczą głównie Stanów Zjednoczonych, to pytanie, które powinno paść również w Polsce, brzmi: czy jesteśmy gotowi na falę automatyzacji? Nie wszyscy eksperci jednak zgadzają się z tak pesymistycznym scenariuszem.
Technologia, która nie zatrudnia, lecz zastępuje
Anthropic – jeden z liderów wyścigu AI obok OpenAI i Google DeepMind – w ostatnich miesiącach zyskał rozgłos dzięki premierze Claude 4, modelu językowego o możliwościach porównywalnych lub przewyższających GPT-4. Jednak zamiast entuzjastycznych deklaracji o „przyszłości pracy”, CEO firmy, Dario Amodei, ostrzega: „W ciągu 1 do 5 lat sztuczna inteligencja może wyeliminować 50% stanowisk początkowych w zawodach białych kołnierzyków”.
To nie są słowa wizjonera – to ostrzeżenie praktyka. Amodei przewiduje przyszłość, w której automatyzacja obejmuje nie tylko produkcję, lecz również sektory dotąd uznawane za odporne: prawo, finanse, doradztwo, księgowość, obsługę klienta czy zarządzanie projektami.
W najbardziej pesymistycznym scenariuszu przewiduje wzrost bezrobocia do 10–20% – poziomu nienotowanego od czasów wielkiego kryzysu finansowego.
Historycy i ekonomiści: „Już to widzieliśmy”
Prognozy Amodeia spotkały się jednak z krytyką części środowiska naukowego. Historycy gospodarczy przypominają, że podobne obawy towarzyszyły każdej rewolucji technologicznej – od maszyny parowej po internet.
MIT Technology Review wskazuje na historyczny precedens: już w 1938 roku prezydent MIT argumentował, że postęp techniczny nie oznacza mniejszej liczby miejsc pracy. Jego zdaniem „bezrobocie technologiczne to mit”, ponieważ technologia „stworzyła tak wiele nowych branż” i rozszerzyła rynek poprzez „obniżenie kosztów produkcji”.
World Economic Forum idzie dalej, stwierdzając że „przewidywania bezrobocia technologicznego wielokrotnie okazywały się fałszywe, ponieważ makroekonomiczne tworzenie miejsc pracy w nowych sektorach równoważy mikroekonomiczne zakłócenia”.
Naukowcy podzieleni: Optymizm kontra realizm
Najnowsze badania naukowe pokazują mieszane wyniki. Studium opublikowane w ScienceDirect dotyczące krajów wysokorozwiniętych technologicznie wykazało, że „sztuczna inteligencja zmniejsza poziom bezrobocia”, a efekt wypierania jest mniejszy niż przewidywano.
Z kolei McKinsey wskazuje na podział społeczny: 39% pracowników to „Bloomers” – optymiści AI, którzy chcą współpracować z firmami w tworzeniu odpowiedzialnych rozwiązań. Natomiast 37% to „Gloomers” – sceptycy, którzy domagają się szerokiej regulacji AI odgórnie.
American Enterprise Institute ostrzega przed nadmiernym dramatyzowaniem: „AI spowoduje przemieszczenia w zatrudnieniu, oczywiście, ale nikt nie może dokładnie przewidzieć, które lub ile miejsc pracy będzie dotkniętych”.
Dane z rynku: Spokój przed burzą czy przesada?
Praktyczne dane z rynku pracy wydają się wskazywać na znacznie bardziej umiarkowany scenariusz. Ekonomista Indeed zauważa, że „nie obserwujemy dużo w księgowości czy sprzedaży, ani w żadnym z tych obszarów”. Nawet gdyby oferty pracy związane z AI potroiły się w 2025 roku, nadal byłoby to tylko „około sześć na każdy tysiąc ogłoszeń”.
Eksperci są bardziej optymistyczni niż pracownicy co do tego, jak AI ukształtuje przyszłe miejsca pracy, choć obie strony zgadzają się co do ograniczeń technologii i potrzeby regulacji rządowych.
Sztuczna inteligencja nie wie, że jest groźna
Technologie takie jak Claude 4, ChatGPT czy Gemini nie tylko odpowiadają na pytania, ale też prowadzą logiczne rozumowanie, piszą raporty, generują kod, a nawet tworzą strategie działania – i robią to szybciej, taniej i bez zmęczenia. W testach bezpieczeństwa Anthropic odkryto jednak coś więcej: AI potrafi manipulować, zmyślać, a nawet „uczyć się” omijania narzuconych jej ograniczeń. Im większe zdolności – tym większe ryzyko utraty kontroli.
– „To brzmi jak jakieś szaleństwo, a ludzie po prostu w to nie wierzą” – mówi Amodei. – „Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że to się wydarzy”.
Dlatego Amodei nie wzywa do zatrzymania rozwoju. Wzywa do reakcji. „Społeczeństwo nie rozumie jeszcze skali nadchodzącej transformacji” – mówi w rozmowie z Axios. „To nie jest problem, który rozwiążemy, gdy już się wydarzy”.
Inne spojrzenie: AI jako katalizator wzrostu
Instytut Tony’ego Blaira przedstawia bardziej optymistyczną wizję: „AI prawdopodobnie stworzy nowy popyt na pracę poprzez pobudzenie wzrostu gospodarczego i przyspieszenie rozwoju nowych produktów i usług, które stworzą zupełnie nowe miejsca pracy”.
McKinsey & Company prognozuje, że globalny rynek aplikacji AI osiągnie 1,27 biliona dolarów do 2025 roku, potencjalnie tworząc 12 milionów możliwości zatrudnienia.
Economic Policy Institute wskazuje na fundamentalny problem: „To niezrównoważona siła rynku pracy sprawia, że technologia – w tym AI – jest zagrażająca dla pracowników. Najlepszą 'polityką AI’ dla ochrony pracowników jest wzmocnienie ich pozycji przetargowej”.
Politycy milczą, ale nie będą mogli długo unikać tematu
Obecna reakcja rządów – zwłaszcza w USA – jest opóźniona i fragmentaryczna. Pomimo rosnącej presji ze strony środowisk akademickich i związków zawodowych, ani administracja Bidena, ani liderzy Kongresu nie zaprezentowali spójnej polityki redystrybucji zysków z AI czy mechanizmów ochrony pracowników.
Steve Bannon, były doradca Donalda Trumpa i prowadzący popularny podcast „War Room”, nazwał wpływ AI na zatrudnienie „tematem, który zdominuje scenę polityczną”. Sam Amodei przewiduje, że „trzęsienie ziemi wywołane przez AI” może nastąpić jeszcze w trakcie kolejnej prezydentury – niezależnie od tego, kto będzie rządził.
Podatek od algorytmów i cyfrowa redystrybucja
Jedną z propozycji Amodeia jest tzw. token tax – specjalny podatek nakładany na przychody generowane przez modele AI. Środki z niego mogłyby zasilić fundusze przekwalifikowania, programy edukacyjne lub formy dochodu podstawowego.
To na razie szkic. Nie istnieje dziś globalna wizja współistnienia AI z rynkiem pracy. Wiadomo jednak, że tempo wdrażania technologii wyprzedza tempo społecznych adaptacji. A to rodzi napięcia, które z czasem mogą eksplodować.
Polska w obliczu automatyzacji
Choć prognozy Amodeia dotyczą rynku amerykańskiego, podobne mechanizmy mogą objąć Europę – w tym Polskę. Nasz kraj stał się ważnym hubem usługowym i technologicznym w regionie. Tysiące pracowników zatrudnionych w centrach usług wspólnych, działach obsługi klienta czy sektorach administracyjnych wykonuje zadania, które mogą zostać przejęte przez chatboty, systemy generatywne i automatyczne algorytmy.
To właśnie młode osoby wchodzące na rynek pracy – często z wykształceniem humanistycznym, marketingowym lub finansowym – mogą być najbardziej narażone na skutki tej transformacji.
Jednocześnie Polska ma szansę skorzystać z nowych możliwości. Rozwój AI wymaga specjalistów od danych, inżynierów uczenia maszynowego, ekspertów od etyki AI czy specjalistów od implementacji. Nowe technologie mogą również zwiększyć produktywność w wielu sektorach, tworząc przestrzeń dla nowych form zatrudnienia.
Zabójczy trend w Big Techu
Nie są to tylko prognozy – pierwsze sygnały już widać. Meta zapowiedziała ograniczenie zatrudnienia o 5 procent. Microsoft zwolnił 6000 osób – w tym wielu inżynierów. Firma CrowdStrike zlikwidowała 500 miejsc pracy, powołując się na „punkt zwrotny na rynku i technologii, w którym AI zmienia każdą branżę”.
Mark Zuckerberg, współwłaściciel Mety, przyznał w rozmowie z Joe Roganem, że „jeszcze w tym roku” sztuczna inteligencja osiągnie poziom średniego inżyniera w firmie – takiego, który potrafi pisać kod i rozwiązywać typowe problemy programistyczne.
To nie są już eksperymenty. To realna zmiana struktury zatrudnienia – zaczynająca się od firm technologicznych, ale mogąca sięgnąć głębiej.
Co możemy zrobić?
Eksperci ze wszystkich obozów zgodnie podkreślają: kluczem do przetrwania na rynku pracy będzie reskilling i upskilling – czyli zdobywanie nowych kompetencji oraz adaptacja do zmieniających się warunków. Potrzebne będą zarówno twarde umiejętności techniczne (np. programowanie, analiza danych), jak i zdolności miękkie: krytyczne myślenie, kreatywność, zarządzanie zespołem.
Optymizm czy realizm? Historia pokazuje, że prawda leży prawdopodobnie gdzieś pośrodku. Każda rewolucja technologiczna niosła ze sobą zarówno zniszczenie starych miejsc pracy, jak i tworzenie nowych. Kluczowe jest tempo adaptacji i jakość polityk publicznych, które pomogą pracownikom w okresie przejściowym.
– „Rak jest wyleczony, gospodarka rośnie o 10 procent rocznie, budżet jest zrównoważony. A 20 procent ludzi nie ma pracy” – tak swoją wizję przyszłości przedstawia Amodei.
To, co dziś wygląda jak rewolucja technologiczna, może w rzeczywistości być początkiem poważnego kryzysu społecznego – jeśli nie zostanie odpowiednio zarządzona. Ale może też być początkiem nowej ery prosperity – jeśli potrafimy się do niej przygotować.
DF, thefad.pl / Źródła: Axios – axios.com, Reuters – reuters.com, Wired – wired.com, MIT Technology Review, World Economic Forum, McKinsey & Company, American Enterprise Institute
Panele lamelowe – nowoczesne rozwiązanie, które odmieni Twoje wnętrze
Panele lamelowe to jeden z najgorętszych trendów we współczesnym designie wnętrz, który zyskuje coraz większą popularność wśród architektów, projektantów i właścicieli domów. Te wyjątkowe elementy dekoracyjne łączą w sobie funkcjonalność z estetyką, tworząc przestrzenie o unikalnym charakterze. W ostatnich latach stały się symbolem nowoczesności i elegancji, znajdując swoje miejsce zarówno w prywatnych rezydencjach, jak i w przestrzeniach komercyjnych.
Charakterystyczna struktura paneli lamelowych, składająca się z równoległych listew ułożonych w regularnych odstępach, nadaje wnętrzom trójwymiarowy charakter i głębię wizualną. To rozwiązanie, które doskonale wpisuje się w aktualne trendy projektowe, gdzie dominuje minimalizm połączony z ciepłem naturalnych materiałów. Panele te mogą być wykonane z różnorodnych materiałów – od klasycznego drewna, przez innowacyjne kompozyty, aż po nowoczesne tworzywa sztuczne, co pozwala na dopasowanie ich do każdego stylu i budżetu.
Popularność paneli lamelowych wynika nie tylko z ich walorów estetycznych, ale również z praktycznych korzyści, jakie oferują. Dzięki swojej konstrukcji mogą pełnić funkcję akustyczną, poprawiając komfort akustyczny pomieszczeń, a także służyć jako element organizujący przestrzeń. W erze, gdy coraz większą wagę przywiązujemy do jakości życia i komfortu użytkowania, panele lamelowe stanowią idealne połączenie piękna z funkcjonalnością.
Wszechstronność zastosowań paneli lamelowych w różnych pomieszczeniach
Panele lamelowe wyróżniają się niezwykłą wszechstronnością zastosowań, co czyni je idealnym rozwiązaniem dla różnorodnych przestrzeni mieszkalnych i komercyjnych. W salonie mogą pełnić funkcję efektownej ściany akcentowej za telewizorem lub kanapą, tworząc eleganckie tło dla strefy wypoczynkowej. Ich naturalna tekstura wprowadza ciepło do wnętrza, jednocześnie nadając mu nowoczesny charakter.
W sypialni panele lamelowe sprawdzają się doskonale jako zagłówek łóżka lub dekoracja całej ściany, tworząc intymną i przytulną atmosferę. Możliwość montażu oświetlenia LED między lamelami dodatkowo podkreśla ich walory dekoracyjne i funkcjonalne. Coraz częściej projektanci wykorzystują je również w przedpokojach, gdzie pełnią one rolę praktyczną – mogą zostać wyposażone w ukryte haczyki na ubrania czy schowki na drobne przedmioty.
Kuchnia to kolejne pomieszczenie, gdzie panele lamelowe znajdują swoje zastosowanie. Mogą stanowić alternatywą dla tradycyjnych płytek, szczególnie w strefie jadalnianej, gdzie wprowadzają element naturalności i ciepła. W łazienkach, przy odpowiednim doborze materiałów odpornych na wilgoć, tworzą spa-podobną atmosferę, nawiązującą do najnowszych trendów w projektowaniu przestrzeni wellness.
Przestrzenie komercyjne, takie jak restauracje, hotele czy biura, również chętnie sięgają po panele lamelowe. W restauracjach pomagają w tworzeniu klimatycznych wnętrz i poprawie akustyki, co jest niezwykle istotne dla komfortu gości. W biurach mogą pełnić funkcję przegród akustycznych, dzieląc przestrzeń open space na bardziej kameralne strefy pracy. Sklep Marbet Design oferuje szeroką gamę paneli lamelowych dostosowanych do różnorodnych zastosowań komercyjnych, umożliwiając stworzenie unikalnych i funkcjonalnych wnętrz.
Materiały i technologie wykonania – klucz do trwałości i estetyki
Wybór odpowiedniego materiału na panele lamelowe ma kluczowe znaczenie dla ich trwałości, funkcjonalności i walorów estetycznych. Drewno naturalne pozostaje najbardziej pożądanym materiałem ze względu na swoje unikalne właściwości – każda deska ma niepowtarzalne usłojenie, co gwarantuje oryginalność każdej instalacji. Dąb, jesion, sosna czy egzotyczne gatunki drewna oferują różnorodne możliwości kolorystyczne i teksturowe.
Innowacyjne kompozyty drewnopodobne stanowią doskonałą alternatywę dla drewna naturalnego, łącząc jego walory estetyczne z większą odpornością na warunki atmosferyczne i wilgoć. Materiały te są szczególnie cenione w aplikacjach zewnętrznych oraz w pomieszczeniach o podwyższonej wilgotności. Charakteryzują się również większą stabilnością wymiarową i mniejszymi wymaganiami konserwacyjnymi.
Nowoczesne tworzywa sztuczne, takie jak PVC czy poliuretany, otwierają nowe możliwości projektowe dzięki nieograniczonej palecie kolorów i możliwości imitacji różnych tekstur. Panele wykonane z tych materiałów są łatwe w utrzymaniu, odporne na zarysowania i odporność na promieniowanie UV, co czyni je idealnymi do zastosowań w miejscach o intensywnym użytkowaniu.
Technologia produkcji paneli lamelowych również przeszła znaczącą ewolucję. Nowoczesne metody cięcia laserowego pozwalają na uzyskanie idealnie równych krawędzi i precyzyjnych wymiarów. Zaawansowane systemy mocowania umożliwiają szybki i bezpieczny montaż, minimalizując ryzyko uszkodzeń podczas instalacji. Niektórzy producenci oferują również panele z wbudowanymi systemami oświetlenia LED, co dodatkowo rozszerza ich funkcjonalność i możliwości aranżacyjne.
Powierzchnie paneli mogą być wykończone na różne sposoby – od naturalnych olejów podkreślających strukturę drewna, przez lakiery zapewniające większą ochronę, aż po specjalne powłoki antybakteryjne czy antystatyczne. Wybór odpowiedniego wykończenia powinien być dostosowany do specyfiki pomieszczenia i przewidywanego sposobu użytkowania.
Aspekty praktyczne: montaż, konserwacja i długoterminowe korzyści
Profesjonalny montaż paneli lamelowych wymaga odpowiedniego przygotowania podłoża i zastosowania właściwych technik mocowania. Pierwszy krok to dokładne pomierzenie powierzchni i zaplanowanie układu paneli tak, aby uzyskać symetryczny i estetyczny efekt końcowy. Szczególną uwagę należy zwrócić na poziom i pionowość mocowań, gdyż nawet niewielkie odchylenia mogą być widoczne po zakończeniu prac.
System mocowania może być ukryty lub widoczny, w zależności od preferowanego efektu estetycznego. Mocowanie ukryte zapewnia najbardziej elegancki wygląd, podczas gdy systemy widoczne mogą stanowić dodatkowy element dekoracyjny. Ważne jest również zapewnienie odpowiedniej wentylacji za panelami, szczególnie w przypadku montażu na ścianach zewnętrznych czy w pomieszczeniach o podwyższonej wilgotności.
Konserwacja paneli lamelowych zależy przede wszystkim od materiału, z którego zostały wykonane. Panele drewniane wymagają regularnego czyszczenia delikatnym środkiem i okresowego odnawiania warstwy ochronnej. Kompozyty i tworzywa sztuczne są znacznie mniej wymagające – zwykle wystarczy regularne wycieranie wilgotną szmatką z dodatkiem łagodnego detergenta.
Długoterminowe korzyści z zastosowania paneli lamelowych są liczne. Po pierwsze, stanowią one inwestycję w wartość nieruchomości – dobrze zaprojektowane i wykonane wnętrza z panelami lamelowymi zwiększają atrakcyjność i wartość rynkową mieszkania czy domu. Po drugie, ich trwałość przy odpowiedniej konserwacji może sięgać kilkudziesięciu lat, co czyni je opłacalną inwestycją długoterminową.
Panele lamelowe oferują również elastyczność w zakresie przyszłych zmian aranżacyjnych. Mogą być demontowane i ponownie montowane w innej konfiguracji, co pozwala na adaptację wnętrza do zmieniających się potrzeb użytkowników. Ta właściwość jest szczególnie ceniona w przestrzeniach komercyjnych, gdzie często zachodzi potrzeba reorganizacji układu funkcjonalnego.
Trendy projektowe i przyszłość paneli lamelowych
Współczesne trendy w projektowaniu wnętrz wyraźnie faworyzują naturalne materiały i zrównoważone rozwiązania, co stawia panele lamelowe w centrum uwagi projektantów i inwestorów. Rosnąca świadomość ekologiczna sprawia, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się panele wykonane z certyfikowanego drewna pochodzącego z odpowiedzialnie zarządzanych lasów lub z materiałów z recyclingu.
Innowacyjne rozwiązania technologiczne otwierają przed panelami lamelowymi nowe perspektywy rozwoju. Integracja z systemami smart home pozwala na sterowanie wbudowanym oświetleniem czy nawet na zmianę kolorystyki paneli za pomocą aplikacji mobilnych. Panele z wbudowanymi czujnikami mogą monitorować jakość powietrza w pomieszczeniu i automatycznie regulować systemy wentylacji.
Personalizacja to kolejny kierunek rozwoju tego segmentu rynku. Producenci oferują coraz szersze możliwości dostosowania paneli do indywidualnych potrzeb klientów – od niestandardowych wymiarów, przez unikalne wzory cięcia, aż po personalizowane grawerowanie czy nadruki. Sklep Marbet Design idzie z duchem czasu, oferując możliwość projektowania paneli lamelowych według indywidualnych specyfikacji klientów.
Przyszłość paneli lamelowych wydaje się być związana również z rozwojem materiałów biokompozitowyh i biodegradowalnych, które będą odpowiadać na rosnące wymagania zrównoważonego rozwoju. Badania nad nowymi materiałami mogą doprowadzić do stworzenia paneli o jeszcze lepszych właściwościach akustycznych, termicznych czy antybakteryjnych.
Podsumowując, panele lamelowe to rozwiązanie, które łączy w sobie piękno, funkcjonalność i trwałość. Ich wszechstronność zastosowań, bogactwo materiałów i możliwości personalizacji czynią je idealnym wyborem dla wszystkich, którzy pragną stworzyć wyjątkowe i nowoczesne wnętrza. W dobie rosnącej świadomości ekologicznej i dążenia do wysokiej jakości życia, stanowią one inwestycję nie tylko w estetykę przestrzeni, ale również w komfort użytkowania i wartość nieruchomości.
Krzysztof Skiba: Polska na dopalaczach
Z każdym dniem polska polityka coraz bardziej przypomina widowisko z pogranicza kabaretu, burdy i bajki. Jarosław Kaczyński, broniąc kibolskich bijatyk, z rozrzewnieniem wspomina, że jego brat Lech Kaczyński też brał udział w ustawkach — na przykład w lesie, gdy był na grzybach, bił się z myślami, bo nie rozróżniał maślaka od prawdziwka. Tymczasem do gry wraca Jacek „Ściema” Kurski, znudzony już szwendaniem się między nogami Prezesa na poziomie jamnika. Równolegle Karol Nawrocki, kandydat na prezydenta, zbiera poparcie od Józsefa Szájera — konserwatysty, który światową sławę zdobył uciekając nagi po rynnie z gejowskiej orgii. Wszystko to dzieje się, gdy media przypominają, że Nawrocki sam brał udział w ustawkach, a jego towarzysze mają na koncie tortury, bejsbole i maczety. Polska rzeczywistość balansuje gdzieś między groteską a halucynacją.
LECH NA USTAWKACH
Jarosław Kaczyński, broniąc kibolskich bijatyk, ujawnił, że jego brat Lech Kaczyński w czasach szalonej młodości też brał udział w ustawkach. Na przykład, gdy był w lesie na grzybach, bił się z myślami, bo nie rozróżniał maślaka od prawdziwka. Robił też ustawki w pałacu prezydenckim, gdy seryjnie ustawiał opróżnione przez siebie butelki po winie na stole. A gdy obaj dorabiali się z Jarosławem, to wiele ustawek przeprowadzili w trakcie przetargów w spółkach Skarbu Państwa.
DOBRANOCKA DLA DOROSŁYCH
Dobra wiadomość dla miłośników bajek dla dzieci. Wraca Jacek „Ściema” Kurski, bo ma już dosyć szwędania się między nogami Prezesa na poziomie jamnika. Aktywnie wspiera Karola Alfonsa Nawrockiego nie tylko dobrą radą, bo chce zlikwidować obecne bezrobocie wśród przypadkowych przechodniów w TVP.
POPARCIE PO WĘGIERSKU
Rośnie poparcie dla Karola Nawrockiego… na Węgrzech. Z dobrym słowem o kandydacie PiS wystąpił eurodeputowany Fideszu József Szájer. Tak, to ten sam orędownik konserwatywnych wartości, co w czasie pandemii brał udział w słynnej na cały świat gejowskiej orgii w Brukseli.
Gdy pojawiła się policja zwabiona głośną muzyką i jękami rozkoszy, eurodeputowany József uciekał nagi po rynnie. Taka bezkompromisowa postawa Szájera wzbudziła podziw na całym świecie. Prawicowi politycy nawet na gejowskich orgiach pamiętają o wartościach rodzinnych i spuszczają się tylko po rynnie, dzwoniąc jajami o blachę w rytmie czardasza.
WYROKOWCY GENTLEMANI
Media ujawniły, kim byli szacowni gentlemani biorący udział w głośnej ustawce Lecha Poznań i Lechii Gdańsk, której uczestnikiem był dzisiejszy kandydat na prezydenta Karol Nawrocki. Wielu z nich to kryminaliści, gangsterzy, skazywani za handel narkotykami, torturowanie kobiet, sutenerstwo, pobicia z udziałem bejsboli i maczet oraz napady. Zdaniem wybitnego prawnika i strażnika konstytucji Andrzeja „Długopisa” Dudy, ci ludzie to szlachetni panowie stosujący zasady gentleman’s agreement.
ABSENCJA NA BIJATYCE
Kibole angielskiego klubu Chelsea zdemolowali centrum Wrocławia po meczu z konkurencyjną drużyną. Sporym zaskoczeniem jest fakt, że w bijatykach nie wziął udziału ich wielki fan Karol Nawrocki, który obok tatuaży Lechii Gdańsk ma na cyckach także tatuaże właśnie tego angielskiego klubu. Niestety, Karol Nawrocki nie mógł wziąć chwilowo udziału w rozróbie, bo miał spotkanie z emerytami w sprawie kawalerek.
Krzysztof Skiba
Skiba o Nawrockim: Mocz lepszy niż piwo, życiorys brudniejszy niż klatka pawianów

Krzysztof Skiba
Kandydat na prezydenta Karol Nawrocki przeszedł szereg osobliwych testów, mających rzekomo potwierdzić jego gotowość do objęcia najwyższego urzędu w państwie. Test moralności w nocnym klubie, test moczu z udziałem posłów, a nawet test ciążowy – to tylko niektóre z absurdalnych prób, które miały zdyskredytować oskarżenia kierowane wobec niego. Jednak jedno pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi: dlaczego ani on, ani jego sztab nie zdecydowali się na pozew w trybie wyborczym przeciw mediom, które zarzucają mu udział w procederze sutenerstwa? Milczenie w tej sprawie może być bardziej wymowne niż jakikolwiek test.
Mocz lepszy niż piwo Mentzena, test ciążowy zaliczony na piątkę, życiorys czystszy niż klatka pawianów po porannej orgii. Karol Nawrocki, kandydat na prezydenta, według własnego otoczenia zdał wszystkie możliwe testy – od moralności po prawo jazdy dla niewidomych. Problem w tym, że wciąż nie odpowiedział na jedno zasadnicze pytanie: dlaczego nie pozwał mediów, które zarzucają mu współpracę z gangiem sutenerów? Skoro tego nie zrobił, to może naprawdę był tylko „seks konduktorem” – kimś, kto sprawdza bilety klientom i wprowadza panienki do hotelu. A jeśli tak, to pytanie nie brzmi już, czy ma coś do ukrycia, tylko dla kogo dziś naprawdę pracuje.
SEKS KONDUKTOR
Kandydat na prezydenta pan Karol Nawrocki przeszedł szereg testów, aby uspokoić swoich wyborców.
- TEST MORALNOŚCI. Został przeprowadzony w klubie nocnym Pieścidełko i wypadł znakomicie. Potwierdza to sekretarka z IPN oraz co najmniej dwie uliczne pucie. Certyfikat moralności dla kandydata wsparł swoim autorytetem także organizator słynnej orgii na plebanii w Dąbrowie Górniczej oraz proboszcz z Drobina, ksywa „trup w parafii”.
- TEST MOCZU. Mocz Nawrockiego jest lepszy niż piwo Mentzena – potwierdził znany moczopij, poseł Matecki. Inny polityk PiS, Ryszard Czarnecki, potwierdził, że na moczu kandydata mógłby chińskim motorowerem zajechać dalej niż do Brukseli. O jakości moczu Karola Nawrockiego świadczy też fakt, że został przeprowadzony w nieczynnym o tej porze punkcie Diagnostyka w Rzeszowie.
- TEST CIĄŻOWY. Ten test, podobnie jak inne, przyszły prezydent zdał na piątkę. Okazuje się, że z jego obciążeniami i fantazją jest w stanie urodzić nawet pięcioraczki.
- TEST NA PRAWO JAZDY DLA NIEWIDOMYCH. Ten test udowodnił, że wybraniec Jarosława może kierować krajem tylko z zawiązanymi oczami, gdyż i tak wszystkie instrukcje będzie dostawał z siedziby PiS na Nowogrodzkiej.
- TEST BIAŁEJ RĘKAWICZKI. Potwierdził, że życiorys kandydata jest tak czysty, jak klatka pawianów po porannej orgii i nie ma się czego czepiać.
Drodzy Państwo! To były oczywiście żarty, a teraz na serio. Nikt nie rozumie, dlaczego kandydat Nawrocki nie podał do sądu mediów oskarżających go o bycie sutenerem. W trybie wyborczym wyjaśnienie sprawy trwałoby bardzo szybko, a media – jeśli by kłamały – musiałyby zapłacić milionowe odszkodowania.
Jasne jest, że skoro tego nie zrobił ani sztab wyborczy Karola, ani on sam, to znaczy, że to jest po prostu prawda. A to oznacza także, iż człowiek, który chce być prezydentem naszego kraju, nie tylko znał się z gangsterami, ale był członkiem ich gangu.
Pracował w najniższej hierarchii jako seks konduktor, który sprawdza bilety klientom, czas panienkom i je wprowadza do hotelu. Pomijając aspekt moralny i estetyczny, to jest jeszcze sprawa najtrudniejsza. Skoro pracował z gangsterami, to jest groźba, że jako prezydent może być przez nich szantażowany.
Tak naprawdę wszyscy myśleliśmy, że Nawrocki chodzi na smyczy Pana Prezesa. A on chodzi na smyczy gangsterów, którzy znają jego tajemnice. Dopuszczenie tego człowieka do najwyższego urzędu w państwie jest jednoznaczne ze zgodą na przejęcie struktur państwa polskiego przez kryminalistów.
Krzysztof Skiba
Krzysztof Skiba: Kibol prezydentem, diler selekcjonerem. Polska na dopalaczach

Krzysztof Skiba
Kibol prezydentem, diler selekcjonerem. Była Polska Piastów, była Polska Jagiellonów — teraz nadszedł czas Polski Na Dopalaczach. Ustawki kiboli staną się nie tylko legalne, ale awansują do rangi sportu narodowego. Lanie po ryju rozwiąże wiele problemów, z którymi przez lata nie można było sobie poradzić. Zamiast sądu — mordobój. Zamiast debaty — napie*dalanko
SKOK W DÓŁ
Nadchodzą wreszcie dobre czasy dla bandyterki. Gdy prezydentem zostanie Karol Nawrocki, to ustawki kiboli staną się nie tylko legalne, ale awansują do rangi sportu narodowego.
Spory nie będą rozstrzygane przez sądy, ale właśnie w formie modułowego mordobicia na kastety, maczety i kije bejzbolowe. Lanie po ryju rozwiąże wiele problemów, z którymi przez lata nie można było sobie poradzić.
Takie ustawki jak: turyści kontra łupiący ich górale, fryzjerzy kontra łysi, mieszkańcy Torunia od lat pałający wzajemną niechęcią do Bydgoszczy, czy Sosnowiec kontra Ślązacy, albo emeryci kontra ZUS, będą odbywać się na stadionie narodowym.
Ustawki kibolskie przeniosą się do Pałacu Prezydenckiego i będą transmitowane przez TVP. Powstanie liga ustawek sponsorowana przez Totalizatora Sportowego.
Także skomplikowane spory rodzinne będzie można rozwiązywać przy pomocy wzajemnej kopaniny. Po cholerę procesować się z rodziną żony o majątek, jak można ją pobić?
Te najbardziej zabawne i aranżowane bijatyki, typu Wielki Wpiedol Teściowych Mazowsza*, czy bójki weselne z cyklu Stryj Dostał w Ryj, będą jako hity pokazywane w kanałach komediowych.
Przed walkami wszyscy uczestnicy dostaną legalne już działki kokainy, amfy czy prezydenckiego snusa, aby rozjebać sobie zdrowo mózgi i zdopingować się do walki. Była Polska Piastów, była Polska Jagiellonów, teraz nadszedł czas Polski Na Dopalaczach.
Sędziami i komentatorami tych pysznych widowisk będą znani kryminaliści przeszkoleni w zabawnej gadce przez redaktora Stanowskiego. Komentator Robert Mazurek wygłosi przezabawny wykład o tym, że królową sportu w Polsce już dawno nie jest lekkoatletyka, tylko zdrowe, polskie napie*dalanko.
Ustawki wypchną z areny sportowej nudne i wysoce szkodliwe dyscypliny. Skoki w dal czy skoki w zwyż zostaną zdelegalizowane, gdyż źle się w Polsce będą kojarzyć, bo każdy tutaj musi nad Wisłą uprawiać zbiorowy skok w dół. I to najlepiej do ciemnej, pustej dziury.
Z biegów będą dozwolone tylko biegi po jałmużnę i zasiłki. Rzut kulą będą mogli uprawiać tylko ludzie chodzący o kulach, za to rzut dyskiem zrobi się przymusowo wszystkim obywatelom, aby złamać im kręgosłupy.
Prawdziwym królem polskiego sportu będzie ogłoszony Jarosław Kaczyński, który dzięki Dudzie i Nawrockiemu zostanie mistrzem biegu przez płotki.
Krzysztof Skiba
Relacja z marszu: wściekłość, pogarda, prowokacje – Adam Mazguła o Polsce na skraju przemocy

Adam Mazguła
Nie dajmy z Polski i ze swojej wolności zrobić łupu zdobycznego mafii i Kremla. Kiedy po marszu zajechaliśmy do przydrożnego zajazdu, okupowali go zacięci i naładowani złością ludzie z napisami „Polska” i „Nawrocki”. Przepaść kulturowa, chamstwo bezkarne i agresja kazały im atakować. My – wspólnota ludzi życzliwych i wolnych – powstrzymaliśmy się od reakcji, bo wiemy, że chodzi o coś więcej niż prowokację.
Kiedy po marszu zajechaliśmy na posiłek do przydrożnego zajazdu, okupowali go zacięci i naładowani złością na naszą obecność ludzie z napisami „Polska” i „Nawrocki” na koszulkach.
– Ło! Peło przyjechało! – usłyszeliśmy na powitanie.
– Co tam zdrajcy u rudego? Niemieckie ścierwo! – prowokowali.
Nie reagowaliśmy, co uznali za oznakę słabości, i kontynuowali swoje łajdactwa. W końcu jakiś dureń w mundurze nieokreślonej służby wrzasnął do dwóch atrakcyjnych kobiet naszej grupy:
– O! Niemieckie ku*wy też są!
Kilku z naszych rzuciło się w jego stronę, ale jak szybko ruszyli, tak szybko zaniechali reakcji na prowokację po powstrzymujących gestach całej grupy. Przeszliśmy w bólu powstrzymywania się od reakcji. Jednak ruch w ich kierunku natychmiast wywołał refleksję. Zamilkli.
Ustawiliśmy się w kolejce po jedzenie. Po chwili podszedł bez kolejki najbardziej agresywny przedstawiciel „prawdziwych Polaków” i zwraca się do ekspedientki:
– Kochaniutka, tak bez kolejeczki, wódeczkę poproszę.
– Wódeczkę? Proszę, ale na koniec kolejki – zaprotestowali stający w kolejce i pokazali mu gest kciuka do tyłu, znany z wyborów, wykonany przez młodego człowieka Kaczyńskiemu, który chciał głosować bez kolejki…
To ich zaskoczyło i odeszli, mrucząc coś pod nosem. Dali sygnał swojej grupie i udali się do swojego autobusu.
Przepaść kulturowa wiejskich cwaniaczków, chamstwo bezkarne, agresja dla obrony przemysłu pogardy i propagandy Kaczyńskiego kazały im atakować, bo przecież zawsze mogli robić to bezkarnie.
Tymczasem wcześniej targowickie biuro PiS-archeo wspierało w Warszawie reklamę przemysłu przemocy, oszustwa oraz uzależnienia od narkotyków i używek. Sam szef mafijnego bunkra bezprawia, Jarosław Kaczyński, przez chwilę też reklamował zawziętość, kłamstwo, złodziejstwo i bezmyślność. Ciągnął się powoli w otoczeniu podobnych sobie. Kiedy zorientował się, że przegrał, szybko i po cichu zniknął z pochodu nienawiści. Uciekł czy źle się poczuł – nie wiadomo.
Jednak maszerująca reklama mafijnego zła zakrywała sobie oczy. Niczym Zorro. Może raczej jak przestępcy w akcji lub przymierzający się do wizerunku z listów gończych dla przestępców. Myślę jednak, że to niespotykany w ich środowisku akt wstydu – że muszą trwać w tym marszu poparcia dla kibolstwa, przemocy i złodziejstwa.
Wiemy już, że sam Karol Nawrocki więcej zrobił dla reklamy używek, uzależnienia od narkotyków i przemocy wśród Polaków niż cały nielegalny biznes przemytniczo-narkotykowy przez dziesięciolecia. W tej sprawie nie ma sobie równych i z pewnością koncerny tytoniowe oraz produkcji narkotyków i używek będą się biły o współpracę reklamową z Karolem.
Teraz wspierają go mocno, bo jest szansa umieścić go na najwyższym urzędzie zarządzania Polską – dla ich biznesowych interesów.
Wciąż jestem jednak pod wrażeniem przepięknej atmosfery życzliwych Polaków, którzy maszerowali wspólnie, wspierając życzliwie i z zaangażowaniem Rafała Trzaskowskiego. Byliśmy wspólnotą ludzi życzliwych, wolnych i odpowiedzialnych. Ładowaliśmy akumulatory tego nastroju zaangażowania dla dobra wspólnego. Dla solidarności i narodowej dumy przyzwoitych Polaków, którzy nie chcą być obojętni na wszechobecną PiS-agresję.
Polacy jednak już o tym wiedzą i mam nadzieję, że nie pozwolą sobie narzucić bandyty na prezydenta. Dlatego gremialnie musimy pójść do wyborów, aby zamiary zaborcze mafijnych drani i kremlowskiego kręgu terroru międzynarodowego nie zrobiły sobie z nas wszystkich łupu zdobycznego.
Adam Mazguła









