Korea Północna. Egzekucje i oskarżenia o zdradę po fiasku negocjacji z USA

Z Korei Północnej nadchodzą niepokojące informacje: rzekomo dyplomata, który prowadził negocjacje przed spotkaniem Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem został zgładzony. Zastrzelono go już na lotnisku.

Kim Hyok Chol po powrocie miał zostać zastrzelony już na lotnisku Mirim w Pjongjangu.
Północnokoreański dyplomata Kim Hyok Chol

Po bezowocnym spotkaniu na szczycie w Hanoi Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem koreańskie władze wykonały rzekomo egzekucję na nadzwyczajnym wysłanniku ds. negocjacji z Amerykanami. Donosi o tym południowokoreańska gazeta „Chosun Ilbo”, powołując się na nieujawniane źródła. Informacje nie zostały oficjalnie potwierdzone.

Zachwianie w aparacie władzy?

Kim Hyok Chol po powrocie miał zostać zastrzelony już na lotnisku Mirim w Pjongjangu. Wraz z wysłannikiem administracji waszyngtońskiej Stephenem Biegunem przygotowywał on spotkanie na szczycie między amerykańskim prezydentem i północnokoreańskim dyktatorem.

Po spotkaniu w Hanoi od dyplomaty nie było żadnego znaku życia, co samo w sobie nie było niczym szczególnym, ponieważ z reguły rzadko kiedy przenikają do wiadomości publicznej informacje z militarnie obwarowanego i międzynarodowo izolowanego kraju.

Informacje o rzekomej egzekucji dyplomaty wywołały wielkie poruszenie. Jeżeli okażą się one zgodne z prawdą, to tak brutalne postępowanie reżimu wobec własnej delegacji może być interpretowane jako oznaka poważnego rozchwiania w łonie północnokoreańskiego aparatu władzy.

Jak do tej pory niejasne jest, jakie konsekwencje wynikają z tego dla programu atomowego, polityki zagranicznej Korei Płn. i pozycji samego dyktatora w systemie władzy.

Tłumaczka w obozie pracy?

Oprócz Kim Hyok Chola, po „śledztwie” zgładzonych zostało ponoć także czterech dalszych wysoko postawionych urzędników północnokoreańskiego MSZ. Jak podaje gazeta „Chosun Ilbo”, tłumaczka Kim Dzong Una Shin Hye Yong, po spotkaniu na szczycie obydwu przywódców została osadzona w więzieniu. Rzekomo nie przetłumaczyła ostatniej oferty Kim Dzong Una przedstawionej tuż przed zerwaniem rozmów z Trumpem.

Także wysoki rangą funkcjonariusz Komunistycznej Partii Korei Płn. Kim Yong Chol został wysłany do obozu pracy. Jako wysłannik władz Korei Płn. prowadził on negocjacje ws. rozbrojenia atomowego z szefem amerykańskiej dyplomacji Mikiem Pompeo.

Podczas spotkania na szczycie w stolicy Wietnamu Hanoi w lutym br. Trump i Kim nie osiągnęli porozumienia ws. atomowego rozbrojenia Korei Płn., która w zamian domagała się zniesienia sankcji.

Wg informacji amerykańskich kręgów rządowych Korea jako ekwiwalent proponowała tylko unieruchomienie części urządzeń jądrowych w ośrodku Yongbyon. Amerykański prezydent Trump zalicza zbliżenie z Koreą Płn. do swoich największych sukcesów w polityce zagranicznej.

 

REDAKCJA POLECA

 


Od czasu upadku komunizmu religijność spada i nawet kult Jana Pawła II tego nie powstrzyma

40 lat temu, podczas pierwszej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II wyzwolił w swoich rodakach falę entuzjazmu. Dziś władza Kościoła katolickiego w Polsce kruszy się – ocenia szwajcarska gazeta „Neue Zuercher Zeitung”.

Od czasu upadku komunizmu religijność spada i nawet kult Jana Pawła II tego nie powstrzyma
Jan Paweł II na Placu Św. Piotra w Rzymie (15.07.1988). Fot. Źródło: dw.de

„Wizyta papieża uważana jest dziś przez wielu historyków, nie tylko w Polsce, za pierwszy krok do zwycięstwa nad komunizmem” – pisze w piątek (31.05.2019) warszawski korespondent „NZZ” Paul Flueckiger, nawiązując do 40 rocznicy pielgrzymki Jana Pawła II w Polsce od 2 do 10 czerwca 1979 roku. Dziennikarz przypomina, że rok później doszło do fali strajków na polskim Wybrzeżu i do powstania związku zawodowego Solidarność.

Sojusz z Kościołem i pielgrzymki do Rydzyka

Flueckiger zwraca uwagę na „ścisły sojusz” obozu politycznego, kierowanego przez Jarosława Kaczyńskiego, z Kościołem katolickim.

„Po zwycięstwie w wyborach w 2015 roku, podczas których z wielu ambon otwarcie wspierano kandydatów PiS, zarówno Episkopat, jak i prawicowo-katolickie Radio Maryja a także kościelne fundacje bez problemu dostają wsparcie od państwa” – pisze.

Jak podkreśla, połowa rządu „pielgrzymuje” raz po raz na Jasną Górę oraz do ultrakatolickiego radia ojca Tadeusza Rydzyka. Wpływy Rydzyka w PiS sięgają tak daleko, że może on forsować swoich kandydatów na miejsca w parlamencie i na stanowiska rządowe.

Sojusz Kościoła i państwa za rządów PiS podyktowany jest względami politycznymi – pisze Flueckiger. Z sondaży wynika, że 60 proc. katolików, którzy regularnie uczestniczą w mszy św., chcą w najbliższych wyborach głosować na PiS.

Autor przypomina słowa Jarosława Kaczyńskiego z kampanii wyborczej – „Kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę”. Jego zdaniem wypowiedź Kaczyńskiego była reakcją na rosnący w siłę w dużych miastach ruch antyklerykalny.

„Napinanie muskułów przez Kaczyńskiego okazało się bumerangiem” – podkreśla Flueckiger, zwracając uwagę na falę oburzenia w polskim społeczeństwie wywołaną przez film „Tylko nie mów nikomu”. Film wywołał burzliwą dyskusję o roli Kościoła i jego relacji z państwem. W tym kontekście pojawiają się zarzuty wobec Jana Pawła II, że przymykał oczy na problem pedofilii – czytamy w „NZZ”.

Kościół okopał się w mentalnej twierdzy

Nie tylko konserwatywno-narodowy rząd w Polsce, lecz także Kościół katolicki „okopał się w mentalnej twierdzy” przed rzekomymi atakami lobby homoseksualnego, zwolenników ideologii gender, UE i całego upadłego moralnie Zachodu – pisze Flueckiger.

Ta „izolacja” jest reakcją na postępujący w Polsce proces sekularyzacji – tłumaczy „NZZ”. „Polski Kościół dawno temu utracił swoją rolę obrońcy wolności, jaką sprawował w czasach komunizmu” – podkreśla dziennikarz. Jak dodaje, tylko 38,3 proc. Polaków uczęszcza regularnie na niedzielne msze św.

„Od czasu upadku komunizmu religijność spada i nawet kult Jana Pawła II nie powstrzyma tego procesu” – konkluduje Flueckinger.

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: Sprawiedliwość po pisowsku – według „widzimisię wodza”!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

To wstyd dla narodu, że nie umie zrezygnować z łapówek, jakimi są pisowskie „granty plus”! Głupcy nie rozumieją i idą jak „bydło na rzeź” w ubabrane aferami łapska politykierów. Tępy lud, którym od początku Jarosław Kaczyński i jego paziowie manipulują tworząc ułudę dobrobytu pod ich fatalnymi rządami, nie widzi zasadzki nań zastawionej.

 

Dzisiaj z mediów dowiadujemy się, że premier Mateusz Morawiecki przyznał jednej z osób, pokrzywdzonych tzw. ustawą dezubekizacyjną, rentę specjalną w wysokości 2,5 tysiąca złotych. No cóż, jestem „pod wrażeniem”; zniszczyli życie tysiącom, często Bogu Ducha winnych ludzi i nagle ten „fantastyczny gest” – pan premier dał policjantowi z kryminalnej „rekompensatę”! A co z pozostałymi ludźmi, których życie obróciliście w perzynę panie Morawiecki? Czy wszyscy są „zdrajcami”, bo urodzili się, żyli i pracowali w tamtym systemie? Zapewne pan oraz wasz prezes, któremu wszyscy bijecie pokłony, zdajecie sobie sprawę z tego, że tak nie było i nie jest. Pan także się wtedy urodził nie mówiąc już o pana politycznym guru i części towarzyszy z PiS, którzy mają „za uszami” niejedno świństwo.

A co w takim razie z dawnymi TW, którzy pełnią teraz służbę dla państwa PiS (bo to nie jest nasze a wasze państwo); zdarzają się ambasadorzy skoligaceni z przedstawicielami najwyższych trybunałów w RP, których tak chętnie odwiedza sam „naczelnik państwa”! À propos tego ostatniego; dlaczego za tamtych czasów odwiedził radziecki konsulat czy ambasadę w Warszawie? Byle kogo (dla tamtej władzy) przecież tam nie zapraszano. Przypomnę, że prezesa ówczesnego Porozumienia Centrum nawet nie internowano w stanie wojennym, co szokuje szczególnie w sytuacjach, gdy obraża polskich bohaterów, do których w żaden sposób zaliczyć go nie można?! Czy i tym ludziom (poza tym, że nie mają teraz prawa krytykować innych) nie powinno się zabrać świadczeń w myśl zasady zwykłej przyzwoitości i jako takiej sprawiedliwości, jeśli już?!

Ciekawy jestem, czy ktoś w przyszłości nie zechce rozliczyć obecnych funkcjonariuszy państwa pisowskiego tak, jak oni rozliczają innych na mocy ustawy dezubekizacyjnej, a tak naprawdę na „mocy kaprysu” jednego i to nerwowego człowieka, który według mnie (i nie tylko zresztą) nie powinien nigdy sprawować władzy! Żyjemy w państwie autorytarnym Jarosława Kaczyńskiego czemu nikt normalny nie może zaprzeczyć!

A zatem kiedyś i obecne służby można będzie oskarżyć o to, że służyły dyktatorowi! No bo czym różni się jego – JK – władza od dyktatury PZPR i Jaruzelskiego?! Ta jest według mnie nawet gorsza, bo obłudna i powołująca się na dobro Polski, którą jednocześnie niszczy! Owi ludzie, popełniający złe czyny udają bogobojnych i współpracują z równie „bogobojnymi” hierarchami, których polityczne zaangażowanie nie ulega najmniejszej wątpliwości, a bogactwo przytłacza (szczególnie chyba Boga, który co innego mówi).

To wstyd dla narodu, że nie umie zrezygnować z łapówek, jakimi są wszelkie pisowskie „granty plus”! PiS przekupuje naród po to, aby później tym bardziej go zdławić. Głupcy tego nie rozumieją i idą jak „bydło na rzeź” w ubabrane aferami łapska politykierów. Tępy lud, którym od początku Jarosław Kaczyński i jego paziowie manipulują tworząc ułudę dobrobytu pod ich fatalnymi rządami, nie widzi zasadzki nań zastawionej. Jego niezależności broni jeszcze grupka inteligencji, która z powodów osobistych, głównie strachu o własny byt, karierę zmniejsza się z dnia na dzień. Na placu boju pozostają osoby najbardziej zdeterminowane, gotowe się poświęcić, aby się pozbyć wrogów RP. Bo ta władza musi odejść dla dobra Polski i Polaków, gdyż odpowiednio: pierwszą już zrujnowała niemal całą, drugich niszczy moralnie, co jest zbrodnią przeciwko narodowi polskiemu!

Takiego spustoszenia umysłów w polskim społeczeństwie nie spowodowali nawet nasi wrogowie; najeźdźcy i okupanci. Zdarzył się jednak „cud nad Wisłą” i w 1949 r. na świat przyszedł człowiek (piszę tylko o żyjących, bo tak należy), który postanowił przejść do historii Polski, jako największy „mąż stanu”, od czasów Piastów licząc! Człowiek, który niszczy własny kraj dlatego, że od zawsze miał kompleksy. Nie będę o nich pisać, bo każdy wie czym jest poczucie braku wartości i potrzeba bycia dowartościowanym przez klakierów różnej maści! No cóż; dawno temu jeden ze współczesnych bohaterów, Lech Wałęsa dokładnie przewidział kto zniszczy Polskę, stąd teraz sypią się nań gromy za to, że był szczery i znał się na rzeczy!

Na koniec już, jedno ostrzeżenie skierowane do polityków obozu władzy i wykonawców procesu destrukcji państwa, oparte na pewnym szczególnym przykładzie z historii. Nie po to, żeby przyrównywać każdy aspekt obu tych przypadków, a tylko jeden: chodzi mi o ślepe i bezkrytyczne posłuszeństwo wobec uzurpatora mającego się za jakieś bóstwo.

Panie i Panowie z PiS, SP etc.: realizujący wolę pewnego malarza z Wiednia tłumaczyli swe zbrodnie „jedynie” wykonywaniem rozkazów! Gdy tymczasem wiemy, że rozkazów haniebnych i szkodzących Ojczyźnie się nigdy nie wykonuje! Nawet gdyby się miało za to zapłacić najwyższą cenę! Szczególnie zwracam się tu do ministra Zbigniewa Ziobry: miecz Damoklesa nieuchronnie wznosi się nad pańską głową. Wkrótce może zawisnąć na odpowiedniej do działania wysokości (wytłumaczę panu; to tylko metafora więc nie wysyłajcie po mnie rano antyterrorystów)! Proszę przestać szkodzić Polsce, zatrzymać manipulację konstytucją i wynikającym z niej prawem, nie łamać ludzi tylko za to, że ich pan nie lubi i nie mścić się za prywatne sprawy, bo to nie jest godne prawnika! Do PAD nie mam żadnych apeli, bo jest na to za późno – mleko się rozlało! Pana Kaczyńskiego również nie zamierzam już upominać, bo i tak karma do niego wróci szybciej niż się on tego spodziewa! Takie mam przeczucie!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Marcin Zegadło: Zróbcie coś z tym facetem

Ujmę to w ten sposób. Jeżeli ktoś może cały swój potencjał i nadzieje, które się w nim pokłada przykryć tym, jak bardzo jest irytujący, to Robert Biedroń jest wcieleniem takiej sytuacji. To zabawne, że Robert Biedroń nie widzi absurdalności własnego spostrzeżenia.

Po pierwsze: pierwsze powszechne i bezpośrednie wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się w roku 1979. Polska w UE jest od roku 2004. Zatem z całych 120 lat „nieudacznego” w opinii Biedronia „startowania” PSL-u do PE zostaje nam dużo mniej niż stulecie i niemal ćwierć. Po drugie, PSL jest jednak w polityce, jak chce Robert Biedroń, 120 lat. Tymczasem wiosna 120 dni, jak wskazuje autor błyskotliwego spostrzeżenia.

Zabawne jest, że po 120 dniach w polityce, Biedroń zachowuje się tak, jakby był w niej przynajmniej tyle, co PSL. Co ciekawe, Biedroń nie zauważa również, że wcale nie jest przesądzone, że polityczne życie Wiosny sięgnie dekady. O stuleciu nie wspominając.

Jeśli podobnych występów będzie więcej, jestem przekonany, że pan Biedroń skutecznie zniechęci do siebie tę część swojego elektoratu, która chciałaby widzieć w swoim liderze poważnego gracza, tymczasem jest zmuszona oglądać szpakowatego pana, który ekscytuje się sześcioprocentowym poparciem jak szóstoklasista, pierwszym wygranym turniejem tańca. Oby nie był to dla Biedronia taniec chocholi.

Zróbcie coś z tym facetem, bo najwyraźniej się rozpędza, a to nie jest ani dobre, ani zabawne, ani prawdziwe. A na to lider partii, która aspiruje do nowej jakości w polityce, nie może sobie pozwolić.

Marcin Zegadło


Rafał Sulikowski: No, dobrze i co dalej?

 

Od ogłoszenia wyników wyborów do PE aż do teraz nie byłem w stanie siąść i wyrazić swoje emocje. Zaraz po ogłoszeniu wyników kupiłem sobie butelkę czystej i wypiłem w ciągu następnej doby, tak, że żona musiała mnie rozbierać do snu. Teraz dopiero dotarło do mnie wszystko – wyniki, implikacje, napłynęły możliwe konsekwencje na jesień, która zapowiada się zbyt gorąco, by myśleć o tym na wiosnę. 6 punktów procentowych, które otrzymałem, nie wystarczy nawet, żeby porządnie się upić – ale jak się nie ma, co się lubi…

Teraz PiS nabrał nowego wiatru w żagle; wie, że na jesieni rozstrzygnie się jego być, albo nie być; że jeżeli przewali te wybory, to nigdy już tak ulubionej władzy niemal absolutnej nie odzyska, więc tylko rażący błąd będzie w stanie odwrócić tendencje.

Film Sekielskich był przereklamowany – nie liczy się, ile ma wyświetleń, tylko kto go wyświetla. Jeśli wśród tych 20 milionów widzów są influencerzy, to znaczy, że byli zbyt cicho. W mediach są rozsiane jednostki i ludzie – węzły, którzy mają gęstą sieć społeczną i wpływ realny na to, co myślą ich obserwujący. Oczywiście, że wśród tak licznej publiczności musieli być owi ludzie – słupy, ale nie spełnili swej roli. W wielu kościołach nie odczytano listu biskupów, którzy odnieśli się, za późno jak zwykle, tak do filmu, jak przede wszystkim problemu pedofilii.

Jeśli Koalicja Europejska się rozpadnie, to bardzo trudno będzie zmontować na jesień nową. Jeżeli partie centrolewicowe pójdą osobno, na pewno przewalą te wybory, tu nie mam złudzeń. Straszenie PiS-em nie działa – gwoli prawdy, daleko im do faszyzmu i jest to raczej tylko faszyzm w koncepcji gospodarczej, podobnej nieco do narodowego socjalizmu, a nie w nadbudowie ideologicznej. Oczywiście, przymykają oczy na wybryki skrajnej prawicy, ale po klęsce tej ostatniej, nie mają już młodzieżowego zaplecza – pielgrzymki faszystów na Jasną Górę się skończą. PiS wie, że suweren nie lubi skrajności, tak jak nie lubi jej statystyka – wygrywają najczęściej partie oscylujące wokół centrum z odchyleniem w prawo bądź w lewo, ale nie skrajne.

Porażka Ruchu Palikota powinna była dać do myślenia Biedroniowi, ale nie dała – społeczeństwo w kryzysie będzie się trzymać blisko KK, bo to jedyna instytucja, która się nie zmienia i daje w ten sposób złudzenie stabilności, solidności i nawet skandale pedofilskie tego nie zmienią. Daleko nam do Irlandii, gdzie KK niemal upadł, czy do Hiszpanii, niegdyś bastionu katolicyzmu, teraz niemal z pustymi kościołami. Polska miała papieża i nawet jeśli to nie jego robota, to w każdym razie KK ma mocną pozycję mimo wszystko. A mówiąc serio – granie na nucie antyklerykalnej niewiele daje. Ostrzegałem, że problem KK to nie tylko jego skandale w przestrzeni publicznej, ale pokryte rdzą dogmaty, których nie ruszymy bez porządnej wiedzy i oczytania w różnych mądrych pracach.

Oby teraz nie zaczęło się szukanie winnych porażki KO, bo to najgorsze, co koalicja mogłaby zrobić; oczywiście, należy usiąść i zastanowić się, co poszło nie tak, ale bez oskarżania kogokolwiek – zawinili wszyscy, także ja, nie starając się wyraźnie artykułować swojego stanowiska. A co poszło nie tak? Otóż problemem poprzednich rządów było niedostrzeganie socjalnych kłopotów Polaków – większość z biednych, z małych ośrodków, ze wsi, z Polski południowo-wschodniej głosowała nie przeciw KO, ale za świadczeniami, które im dała – było, nie było – partia Kaczyńskiego. Oni zagospodarowali sferę pozostawioną przez liberałów “niewidzialnej ręce rynku”, a to w świetle historii ekonomii nie działa. Ani całkowity interwencjonizm państwa, ani całkowity liberalizm wolnorynkowy nie sprawdzają się. Co się sprawdza? Cóż, swobody gospodarcze nie mogą promować tylko bardziej zaradnych, bo o tym, kto jest zaradny decyduje tyle zmiennych, że nie sposób zliczyć. I ludzie podświadomie czują, że nie jest sprawiedliwy nierówny start w życiu, jaki jest faktem. Nikt nie jest winny, że rodzi się w biednej rodzinie i niczyją zasługą nie jest, że rodzi się superinteligentnym, przystojnym macho albo kobietą sukcesu. Ludzie nieświadomie chcą, aby w razie czego ktoś im pomógł – na wolnym rynku, jeszcze ledwo wschodzącym, każdy dba o własne interesy, więc ludzie chcą, aby był dobry wujek w postaci państwa, które pomoże, a jeśli nie pomoże ofiarowanie wędki, to nie zawaha się nawet dać po prostu rybę. Nie każdy, kto otrzyma wędkę, zaraz coś złowi – jeszcze trzeba ludziom pokazać, jak łowić, gdzie i kiedy. Pewna nuta pogardy dla tych, którym gorzej w życiu poszło, istnieje i jest wyczuwalna wśród tych, którzy jeszcze wierzą w wolny rynek i jego niewidoczną rękę.

PiS postawiło na mocny program socjalny, co się bardzo ludziom biednym i średnio sytuowanym podoba. A w sferze ideologii gra na najczulszej nucie Polaków, czyli nucie kościelnej.

Jakoś tak jest, że ilekroć ktoś próbuje zrobić porządek z religią, nigdy mu się to nie udaje. Sfera uczuć religijnych – co pokazały quasi-profanacje wizerunku częstochowskiego – nie podpada pod rozum, który nie potrafi ich okiełznać. Emocje religijne – co z kolei pokazywały miesięcznice pod pałacem – biorą zawsze w tłumie, w stadzie górę. Religii nie da się racjonalnie opisać, zbadać – można albo ją przyjąć w całości i tak robi większość, albo kryć się ze swymi poglądami, albo ignorować, czyli zająć się czymś innym.

Straszenie LGBT również pomogło, ale nie tak, jak ryba dla Kowalskiego i nie tak, jak granie na emocjach zbiorowych oraz zarządzanie strachem przed “nachodźcami”. Ale znowu: lustrzane demonizowanie przez opozycję wszystkich decyzji tej władzy nie spełnia warunku racjonalności. Nie jest bowiem możliwe, aby przez cztery lata PiS podejmował same złe decyzje. Inna sprawa, że jedna zła decyzja w kluczowej kwestii unieważnia dziesięć dobrych w mniej istotnych sprawach.

Jeśli na jesieni mamy zamiar wygrać te wybory, trzeba przestać uprawiać politykę negatywną i przejść do konstruowania realnej, mocnej alternatywy dla tej władzy. Nie wystarczy krytyka, zwłaszcza ad personam i wyłącznie destruktywna. Musimy mieć wizję. Całkiem nową, ale zarazem zakorzenioną w jeszcze głębszych warstwach świadomości społecznej wizję kraju. Podpowiadam: Polska “złotego wieku”, okres renesansu i odrodzenia, czasy jagiellońskie – tolerancja, wielokulturowość i świecka nauka, czasy, kiedy na Wawelu montowano “Zygmunta”. Oby wybił nam tym razem zwycięstwo.

Rafał Sulikowski

 


Dariusz Stokwiszewski: Prawda jest bolesna, stąd mało kto ją akceptuje!

Prawda jest bolesna, stąd mało kto ją akceptuje! Ja będę więc samozwańczym sumieniem polityki i polityków, bo mam do tego prawo!

Tak właśnie jest z naszym postrzeganiem rzeczywistości, a właściwie bardziej jeszcze z jej percepcją i komentowaniem. Nie mam tego problemu, o czym napisałem dziś na FB w jednym z postów, gdy poruszyłem drażliwy temat polskich partii. Chciałbym go tutaj podjąć bez względu na „konsekwencje”, tj. na to, czy przysporzy mi to czytelników, czy wręcz przeciwnie, spadnie ich ilość. W sumie chodzi mi bardziej o jakość odbiorców niż o ich wielość, gdyż i tak trudno jest przebić się z rzeczowym przekazem, jeśli nie wstawi się „ozdobników”. Przyznam, że nie tak dawno temu bardziej zależało mi na tym, aby jak najwięcej ludzi czytało moje teksty, ale też miałem ambicje, aby wnosiły one coś nowego do wspólnej dyskusji na tematy ważne. Nie piszę dla poklasku i nie będę tego robić nadal tylko po to, by moje nazwisko się przewijało „na okrągło” na portalach. Nie chcę, by ktoś obawiał się zajrzeć do lodówki ze strachu, że tam znajdzie mnie, czy jakiś bezsensowny artykuł mojego autorstwa. Piszę więc wówczas, kiedy czuję taką potrzebę i gdy wiem, że sprostam wyzwaniu używając argumentów, a nie mowy trawy, po to, by przyciągnąć jak najwięcej czytelników, z których wielu tego rodzaju błazenadę lubi. Dziś odczuwam bardzo potrzebę „wykrzyczenia tego wszystkiego, co mnie boli”!

A zatem ad rem! Partie polityczne, władza i płynące z niej korzyści, blichtr, „uznanie” dla tych, którzy „są kimś”, choć tak naprawdę nie są, a często „są po prostu nikim”, bo nie mając władzy, nie byliby nawet zauważeni! Władza ta rozbestwia, daje poczucie siły, a co najgorsze deprawuje! Najczęściej politycy uważają się za nieprzemijających, tj. niezastąpionych czy takich, po których pozostanie na zawsze wdzięczna pamięć wśród ludzi. Tak oczywiście bywa, ale najczęściej zdarza się odwrotnie, zwłaszcza wtedy gdy postępują oni haniebnie.

Tym, co chciałbym przekazać czytającym ten tekst, jest teza o tym, że: wszelkiej maści politycy (choć zdarzają się też chlubne wyjątki) grają głównie „na siebie i do własnego kosza”! To pokazuje jasno samo życie, a jeżeli ktoś widzi to inaczej, to może dlatego, że tak chce, bo jest mu, z przyczyn subiektywnych, wygodnie (oportunizm i konformizm) i ustawia go w życiu, bądź nie za bardzo rozumie otaczającą go rzeczywistość, i jest dość podatny na manipulację. Polska nie tylko nie odstaje od przyjętej przeze mnie „normy”, a wręcz przeciwnie; pod tym względem jest według mnie liderem na europejską, jeśli nie światową skalę!

Kiedy pytam kogoś, szczególnie te osoby często nie wiedzieć czemu adorujące wybrane partie o to, co dany lider zrobił dla Polski, czy społeczeństwa to zapada męcząca cisza. Mało kto potrafi sensownie odpowiedzieć na pytanie tak sformułowane. Dlaczego? Być może dlatego, że trudno takie przykłady znaleźć, ale też z powodu możliwości narażenia się partyjnym kacykom, przez co można dużo stracić (awans, pracę w ogóle poparcie, bo w Polsce praca jest „po znajomości” etc.)! To straszne, ale taka jest rzeczywistość. Ja mam ten komfort, że nigdy nie liczyłem i nie liczę na polityków czy profity z ich strony. Mam pełen komfort, bo i tak żaden z nich mnie do partii nie przyjmie, ani pracy nie da – zresztą bez żalu z mojej strony. Żaden nie lubi nikogo, kto nawet potencjalnie może mu zagrozić. Wiem to z autopsji! Im ktoś bardziej „miałki”, tym bardziej boi się tego rodzaju „zagrożeń”! A, jako że sam zajmuję się nauką o polityce, to tym bardziej będę się starał być tym, kto będzie wytykał błędy każdej ze stron polskiej sceny politycznej, bo taka jest moja rola zawodowa i patriotyczna misja!

Oprzyjmy się na przykładach! Jarosław Kaczyński i jego partia wygrywa wybory do PE z miażdżącą opozycję przewagą. PiS, partia antyeuropejska (według mnie pozbawiona wszelkich cech humanitaryzmu) gromi euro entuzjastów (sic!). Sam przywódca, poseł Kaczyński, człowiek skompromitowany ostatnio „aferą wieżowcową” (pisowcy udają, że tego nie widzą, a jeśli tak, to sprawy nie ma) wraz z ludźmi, którzy ten fakt zamiatają pod dywan, uważają się za czystych i godnych rządzenia państwem o populacji 38 mln ludzi! Nie będę wymieniać wszystkich pisowskich afer, za które ci ludzie powinni już dawno stać przed sądami, ale to jest porażające, że są jeszcze u władzy a na dodatek, teraz wchodzą jeszcze do PE, by rozwalić UE! Dlaczego zatem pchają Polskę w ręce W. Putina? Myślę, że nie dlatego, że go kochają, tylko dlatego, że tylko on jeden może im dać gwarancję bezkarności, jeśli nie będą mu się wtrącać w jego imperialne zamiary! A więc niszczą demokrację dla władzy, dla „Jarosławowego samodzierżawia”!

Przykład drugi ściśle skorelowany z pierwszym; dlaczego to opozycja nie zadziałała jak należy przez cały ten czas, tylko, poza kilkoma pracowitymi posłami, spoczywała na tzw. laurach?! Czy nikt nie powinien mieć o to pretensji do jej lidera, że to my (obywatele) sobie „żyły sobie wypruwamy”, aby łamanie prawa i niszczenie państwa przez pisowską koalicję zła nagłaśniać i protestować, a przewodniczący PO zorganizował jeden marsz, który przy urnach zakończył się totalną klapą?! Mało tego, „nie wolno” go krytykować, bo to (nawet na fb) obraza majestatu i „bicie w opozycję”! Czy to tak samo, jak krytyka pedofilii w KK, atak na wiarę?! Skoro takie mamy standardy to szkoda naszego (tych, co od lat coś robią) trudu! To już kolejne „przerżnięte wybory”, a zapowiada się, że na tym nie koniec! No to jak drodzy czytelnicy, koleżanki i koledzy chcecie pokonać Pisowskie Zło?! Stworzyliście sobie „złotego cielca” jak lud Mojżesza i udajecie, że wszystko jest w porządku? Moja teza do tej sytuacji jest następująca: jeśli tak właśnie uważacie, to już wkrótce my wszyscy będziemy na pisowskim łańcuchu szczekać jak psy i oczekiwać na litość i dobre słowo ze strony „Małego Pana”!

Chcę wierzyć w to, że przeważy rozsądek nad ogłupieniem i przejrzycie (ci, którzy tego jeszcze nie widzą) na oczy! Nie walczcie o partyjne bożki, bo one same o siebie dobrze dbają poświęcając jak trzeba nawet partyjnych przyjaciół! Nie widzicie wewnętrznych kłótni o stołki i miejsca na listach? Co to ma wspólnego z troską o Ojczyznę?! Niewiele! Powtarzam, i nie przestanę; potrzeba gruntownych zmian, bo partiami kierują osoby, którym (oraz ich fanom) jest dobrze, a będzie jeszcze „znacznie lepiej” jak na polskiej scenie pozostaną tylko dwie największe partie. One się z sobą ułożą, kiedy im już nikt nie będzie przeszkadzać! Teraz też od bardzo dawna wiele jest ułożone! Bo podejrzane wydaje mi się to, że mając argumenty na przestępstwa w postaci zniszczenia przez PiS demokratycznego państwa prawnego i jego instytucji prawie nic się nie dzieje. Jeśli już, to głos zabierają różne stowarzyszenia i ruchy obywatelskie – nie partie polityczne. Czy zatem coś jest na rzeczy?! A może zbyt dużo o sobie obie strony wiedzą i stąd szachują się wzajemnie?! Tak to wygląda; inaczej być nie chce! Przykre jest to, że po wielu latach zmagań o lepszą przyszłość, stabilny rozwój i bezpieczeństwo Polską rządzą jej, według mnie, wrogowie!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Adam Mazguła: Opozycji potrzebna inicjatywa i entuzjazm

 

Dlaczego PiS wygrał wybory?

Bo ma inicjatywę i narzucił pozostałym partią narrację, którą chce prowadzić dla realizacji swoich celów.

Kiedy J. Kaczyński chciał rozmawiać o wprowadzeniu w Polsce Euro, to, mimo, że nie był to temat do dyskusji i wszyscy zgadzają się, że jeszcze nie czas na jego wprowadzenie, wywołał dyskusję z przekazem do społeczeństwa, że to on dba o bezpieczeństwo finansowe Polaków. Jeśli wywołany został temat pedofilii w kościele, Kaczyński zakrzyczał, że kto walczy z kościołem, to walczy z Polską. Tak nawet na tragedii zbudował przekaz, że tylko on jest obrońcom wiary. Jeśli J. Kaczyński uznał, że czas okrzyknąć opozycję Żydami, to wywołał temat zwrotów mienia, a jak odbywała się parada równości, nazwał opozycje gejami i znowu komunikuje Polakom, siłą swoich mediów i propagandy, że wszyscy, którzy nie są w PiS, to geje, chcący zabrać prawa Polaków do zawierania związków małżeńskich i wychowywania dzieci w tradycyjny sposób…

Zasady strategii mówią, że w konfrontacji wygrywa nie ten, co ma rację, a nawet siłę, ale ten, który ma inicjatywę, reaguje błyskawicznie na zmieniające się sytuacje oraz komunikuje się prostymi i skutecznymi środkami.

Co na to opozycja?

Dyskutują o tym, co powiedział Kaczyński, że to niedorzeczne, że nieprawda, że wyssane z palca… Przyjmują postawę wygodną i odpowiadają jedynie na pytania dziennikarzy, o tym, co powiedział lider manipulacji, bo co nowego mają wymyślać.

Co z tego wynika?

Ano tylko tyle, że ludzie wiedzą, że coś jest na rzeczy, jeśli się o tym mówi.

Co zyskuje opozycyjny obóz? Niewiele. Przekaz wyjaśnia cokolwiek tylko tym, co się skupiają na zaspokojeniu ciekawości i stają się neutralni.

Na tej zasadzie J. Kaczyński wciąż dzieli Polaków i wchodzi na kolejne etapy tego podziału. Dokonuje selekcji i niesie przekaz, że tylko on broni Polski i Polaków, naszej wiary, tradycji i historii. To on dba o bezpieczeństwo finansowe rodzin, mimo, że zabiera im OFE i bezpieczeństwo militarne, mimo, że niszczy armię i wszystko jest w sferze obietnic, a nie faktów.

Opozycja próbowała mieć inicjatywę w sprawie wież, czy nadużyć księży, ale PiS reaguje szybko i jak setki afer swojej władzy przykrywa nowymi tematami i agresją propagandową mediów sobie podporządkowanych.

Co robić?

Przestać dyskutować o koalicji, a o celach do osiągnięcia. Nie wolno przyjmować, że coś jest oczywiste, bo nie dla wszystkich jest. Nie wolo dyskutować o tym, co koalicję dzieli, ale jak przedstawia różnorodną ofertę. Informować, o tym, jak jej działania wpłyną na pomyślność każdego Polaka i każdej rodziny.

Koalicja musi być żywa, pełna ciągłych inicjatyw i nie dawać się zepchnąć w narrację PiS-u. Musimy rzeczy nazywać tak, jakie one są, bez nadmiernej poprawności politycznej, prostymi słowami, do ludzi, a nie do naukowców.

W mediach, na pytania dziennikarzy o inicjatywy J. Kaczyńskiego, należy je krótko skomentować, jak się da – obśmiać, i natychmiast mówić o swoich tematach, które powinny przebić się do społeczeństwa.

Wszystko to bez agresji, ale stanowczo i zdecydowanie.

Odniosłem wrażenie, że ostatnio koalicja była zagubiona. Nie wiadomo, co komu w tej koalicji wolno, kto może być aktywny i kto za to płaci. Jeśli jednak koalicja polega na pokazywaniu się jedynie wspólnie w mediach, a członkowie partii, często zostawieni sobie czekają na wytyczne do pracy, to nie o to tutaj chodzi.

Koalicja nie może być zasłoną dla różnorodności i aktywności członków, ale forum inicjatyw, gejzerem wspólnych pomysłów, entuzjazmu i dumy z tego, że budujemy wspólny dom przyszłości.

Nie zrobią tego politycy, którzy nie są szczerzy w swoich intencjach i dbają o dobro swoje, a nie wspólne. Nie zrobią tego ludzie, którzy pamiętają dawne urazy i na nich budują obecne relacje.

Dlatego koalicja powinna powołać sztab, który będzie pracował w jednym miejscu, składał się z młodych, pełnych entuzjazmu członków wszystkich partii koalicyjnych, miał odpowiednie uprawnienia i koordynował działania całej koalicji.

Jestem przekonany, że nie będzie skutecznej koalicji, bez sztabu otwartych głów i entuzjazmu.

Tego życzę wszystkim Polakom, którzy rozumieją manipulacje PiS-u i chcą skończyć z dyktaturą.

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Oni wygrali wybory. Lista 52 polskich europosłów do PE

Państwowa Komisja Wyborcza opublikowała nazwiska 52 kandydatów do PE, którzy – według oficjalnych wyników – zasiądą w Parlamencie Europejskim. Poseł PiS Dominik Tarczyński obejmie jednak mandat eurodeputowanego dopiero po finalizacji brexitu.

Na podstawie protokołów wyników głosowania z wszystkich okręgów wyborczych, Państwowa Komisja Wyborcza ustaliła następujące wyniki głosowania w skali kraju:

  • liczba wyborców uprawnionych do głosowania wyniosła 30 118 852;
  • frekwencja wyborcza wyniosła 45,68%.

Mandaty do europarlamentu podzieliły między sobą: WIOSNA Roberta Biedronia, Koalica Europwjska PO, PSL, SLD, .N, Zieloni oraz Prawo i Sprawiedliwość

Prawo i Sprawiedliwość, otrzymało 45,38 proc. głosów obejmując 27 mandatów. Koalicja Europejska z wynikiem 38,47 proc. głosów zdobyła 22 mandaty. Wiosna, na którą oddano 6,06 proc. głosów, zdobyła 3 mandaty.

Poniżej progu wyborczego, który wynosi 5 proc. głosów, znalazła się:

Konfederacja KOWRiN, Braun, Liroy, Narodowcy – 4,55 proc. głosów.

Kukiz’15 z poparciem 3,69 proc.,

Lewica Razem 1,24 procent głosów. Pozostałe komitety wyborcze uzyskały wyniki na poziomie niższym niż 1 proc.

Eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości

Adam Bielan (207 845)
Joachim Brudziński (185 168)
Ryszard Czarnecki (134 629)
Anna Fotyga (160 517)
Patryk Jaki (258 366)
Krzysztof Jurgiel (104 592)
Karol Karski (184 054)
Beata Kempa (209 305)
Izabela Kloc (78 352)
Joanna Kopcińska (130 358)
Zdzisław Krasnodębski (164 034)
Elżbieta Kruk (164 108)
Zbigniew Kuźmiuk (134 405
Ryszard Legutko (65 710)
Beata Mazurek (204 693)
Andżelika Możdżanowska (76 953)
Tomasz Poręba (276 014)
Elżbieta Rafalska (70 916)
Bogdan Rzońca (64 113)
Jacek Saryusz-Wolski (186 851)
Beata Szydło (najlepszy wynik w skali kraju – 525 811)
Dominik Tarczyński (41 912)
Grzegorz Tobiszowski (65 007)
Witold Waszczykowski (168 021
Jadwiga Wiśniewska (trzeci najlepszy wynik – 409 373)
Anna Zalewska (168 337)
Kosma Złotowski (107 113).
Dominik Tarczyński obejmie swój urząd dopiero, kiedy procedura brexitu dobiegnie końca i miejsca w PE zwolnią europarlamentarzyści z Wielkiej Brytanii.

Państwowa Komisja Wyborcza opublikowała nazwiska 52 kandydatów do PE, którzy – według oficjalnych wyników – zasiądą w Parlamencie Europejskim.

Koalicji Europejskiej

Magdalena Adamowicz (199 591)
Bartosz Arłukowicz (239 893)
Marek Balt (45 043)
Marek Belka (182 517)
Jerzy Buzek (drugi najlepszy wynik – 422 445)
Włodzimierz Cimoszewicz (219 677)
Jarosław Duda (77 611)
Tomasz Frankowski (125 845)
Andrzej Halicki (87 422)
Krzysztof Hetman (105 908)
Danuta Huebner (146 746)
Adam Jarubas (138 854)
Jarosław Kalinowski (104 216)
Ewa Kopacz (252 032)
Janusz Lewandowski (120 990)
Bogusław Liberadzki (99 897)
Elżbieta Łukacijewska (40 737)
Leszek Miller (79 380)
Janina Ochojska (307 227)
Jan Olbrycht (69 009)
Radosław Sikorski (129 339)
Róża Thun (221 279)

Wiosna Roberta Biedronia

Robert Biedroń (96 388)
Łukasz Kohut (48 783)
Sylwia Spurek (55 306)

Dariusz Frach / źródło: PKW


Piotr Surmaczyński: PiS w zasadzie nie wygrał, tylko zwycięstwo kupił

Piotr Surmaczyński

Piotr Surmaczyński

Wyniki wyborów pokazują, że jesteśmy odległą europejską prowincją, która w większości ciągle ma problem ze zrozumieniem swojej sytuacji i woli głosować na mity o własnej potędze niż tę potęgę współtworzyć razem z resztą naszego kontynentu

 

W skali kontynentu pisopodobni przegrali. PiS w Polsce w zasadzie nie wygrał, tylko zwycięstwo kupił. Ich wygrana jest tyle warte co kupione prawo jazdy czy matura.

Będą rządzić w Parlamencie Europejskim ze swoimi niemymi w większości kukłami? Tak jak do tej pory. Stronie demokratycznej udało się wprowadzić kilka wspaniałych osób. Co zdziałają? Same nic, ale w sojuszu z innymi progresywnymi partiami w Europie sporo.

Musimy mieć świadomość, że wyniki wyborów pokazują, że jesteśmy odległą europejską prowincją, która w większości ciągle ma problem ze zrozumieniem swojej sytuacji i woli głosować na mity o własnej potędze niż tę potęgę współtworzyć razem z resztą naszego kontynentu.

Dziś wygrała w Polsce korupcja, pedofilia i głęboka wiara w kościół. Wygrała także obywatelskość, wiara w postęp, Polskę i jej mieszkańców. Nawet jeśli te siły postępowe zdobyły mniej mandatów, to udało im się wprowadzić do Europarlamentu ludzi mądrzejszych, którzy będą gwarantować, że przetrwamy do wyborów, po których będziemy mogli rozliczyć kaczystów z tego, co Polsce zrobili.

Po politycznym i ekonomicznym przyłączeniu Polski do Unii pozostaje nam zadanie najważniejsze. Musimy przystąpić do Unii Europejskiej mentalnie. To prawdopodobnie najtrudniejsze zadanie, ale osiągniemy to z takimi Postaciami jak europosłowie KE i Wiosny, którzy będą reprezentować Polaków w Brukseli i pomimo pisowskich europosłów, którzy w stolicy zjednoczonej europy reprezentują partię braci Kaczyńskich.

 

Piotr Surmaczyński


Inwentaryzacja środków trwałych – jak usprawnić ten proces? Postaw na RFiD!

Przeprowadzanie inwentaryzacji w firmie wiąże się z szeregiem problemów, które mogą spowolnić cały proces. Więcej pracy oznacza większe koszty, dlatego podpowiemy jak znacznie usprawnić proces inwentaryzacji środków trwałych w Twojej firmie.

RFiD – dlaczego jest wybawieniem dla Twojej firmy?

RFiD (Radio Frequency Identification) to bezprzewodowa technologia, która dzięki wykorzystaniu fal radiowych pozwala zdalnie identyfikować obiekty. Technologia ta dzięki niewielkich rozmiarów nadajnikom radiowym pozwala na dużo szybszy i łatwiejszy odczyt danych, beż dodatkowego zaangażowania pracowników, jak to ma miejsce w przypadku kodów kreskowych. Według przeprowadzonych testów, inwentaryzacja środków trwałych przy pomocy RFiD trwa nawet o 78% czasu mniej!

Skuteczna i szybka inwentaryzacja – czytaj tutaj!

Inwentaryzacja środków trwałych za pośrednictwem tagów RFiD wiąże się oczywiście z większym kosztem. Wprowadzenie tej technologii przewyższa koszty systemu kodów kreskowych, natomiast duże skrócenie czasu inwentaryzacji oraz znaczne zmniejszenie ryzyka pomyłki stawiają ta technologię w szeregu bardzo opłacalnych. Należy pamiętać że zwrot z inwestycji w RFiD zależy od indywidualnych cech przedsiębiorstwa. Przed podjęciem takiej inwestycji najlepiej skonsultować się ze specjalistami.

Jak skutecznie przeprowadzić inwentaryzację, gdy nasz majątek jest mocno rozproszony?

Powinniśmy zacząć w pierwszej kolejności od sumiennego uporządkowania majątku oraz składników przypisanych do niego. Należy zwrócić szczególną uwagę na systematykę nazewnictwa, czy składnik należy do centrali, fili czy innego oddziały firmy. Tak przygotowany arkusz wraz z podpisami osób przeprowadzających inwentaryzację może być wydrukowany ze specjalnej drukarki podłączonej przez bluetooth urządzenia mobilnego. Jeżeli posiadamy ewidencję w formie papierowej lub w ogóle jej jeszcze nie przeprowadziliśmy, możemy wykonać tzw. Inwentaryzację zerową, gdzie za pomocą urządzenia mobilnego wprowadzimy wszystkie składniki ręcznie bezpośrednio do systemu.  

Zainteresował Cię temat inwentaryzacji środków trwałych? Czytaj więcej tutaj!

Inwentaryzacja środków trwałych – jak okiełznać chaos?

Przygotowanie firmy i jej składników do inwentaryzacji przez RFiD nie jest problematyczne, a chaos może wynikać tylko z niewiedzy lub złego przygotowania. Po pierwsze, skontaktuj się z naszymi specjalistami i umów się na spotkanie w Twojej firmie. Zdobędziesz niezbędne informacje, wiedzę i fachowe doradztwo. Kolejnym krokiem jest rozlokowanie tagów RFiD na składnikach firmy. Kody należy przyklejać rozważnie, w miejsca mało dotykane rękoma, czyste, płaskie i możliwie niewidoczne. Warto stworzyć prostą instrukcję dla pracowników odpowiedzialnych, jak i gdzie przyklejać kody. Pamiętaj, kodu nie można odkleić w niezniszczonej formie. Następnie uruchomienie całego systemu i to tyle.

Inwentaryzacja środków trwałych w firmie z użyciem technologii RFiD to duże ułatwienie, oszczędność czasu oraz zasobów ludzkich. Assets Ninja jest ekspertem w usprawnianiu procesu ewidencji i inwentaryzacji w firmach i przedsiębiorstwach z różnych branży. Postaw na wieloletnie doświadczenie i nowoczesną technologię.