Frans Timmermans: Byłem ofiarą księdza pedofila. Wybaczyłem

– Mówię to jako ofiara pedofilii. Wybaczenie to jedna z najbardziej wyzwalających rzeczy, jakich doświadczyłem. Ale żeby tak się stało, sprawcy muszą przyznać się do winy i ponieść karę. A nie milczeć i być bezkarnymi – powiedział Frans Timmermans podczas wspólnej konferencji z Robertem Biedroniem.

Frans Timmermans. Fot. European Parliament / flickr

Frans Timmermans podczas wizyty w Warszawie wyznał, że w dzieciństwie padł ofiarą pedofilii ze strony księdza.

– Ja także byłem ofiarą księdza pedofila. I chciałbym teraz powiedzieć to wszystkim ofiarom: nie wstydźcie się. To nie jest wasza wina. Nie zrobiliście niczego złego. To wy jesteście ofiarami – mówił Timmermans.

Timmermans przyznał, że sam jest katolikiem, ale “w Kościele nie ma miejsca na bezkarność”. – Kościół katolicki jest moim kościołem. Wszystkie przypadki pedofilii muszą być dokładnie zbadane. Jeśli ktokolwiek dopuścił się zbrodni, jego miejsce jest w prokuraturze. Nie może być w nim miejsca na bezkarność – mówił wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

Timmermans, goszczący w Polsce na zaproszenie Wiosny Roberta Biedronia, skomentował również całą debatę o skali pedofilii w Kościele i jej tuszowaniu przez kościelnych hierarchów, jaka toczy się w Polsce po premierze filmu “Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich – Wiele krajów przez ostatnie 15 lat przechodziło to, co Polska teraz. Kościół potrzebuje prawdy i pojednania. Ale najpierw musi przyznać się do winy.

Biuro Prasowe Wiosny Roberta Biedronia


Niki Lauda – legenda Formuły 1 nie żyje. Miał 70 lat

Marko Langer

Marko Langer

Legenda Formuły 1, przedsiębiorca, człowiek wielkiej woli, który nigdy się nie poddawał. W wieku 70 lat zmarł Niki Lauda.

„Mam dość jeżdżenia w kółko” – powiedział w 1979 roku. Miał już wtedy za sobą sportowe życie, które wielu namieszałoby w głowie. Dwa tytuły mistrza świata na koncie, ale też koszmarny wypadek. Sport był całym jego życiem. Dlatego w deklarację, że nie chce już „jeździć w kółko” trudno było wierzyć.

Andreas Nikolaus Lauda, znany na całym świecie jako Niki, nadal potrzebował prędkości, konkurencji i walki. Jako założyciel kilku linii lotniczych bywał na kolanach, aby potem znowu wstać. Przeżywał dramaty, ale nigdy nie dał się wypchnąć z pasa startowego. 70-letni Wiedeńczyk całe życie walczył i nie przegrywał.

Konflikt z rodziną

Młody Lauda dorastał w zamożnej wiedeńskiej rodzinie, która robiła wszystko, aby wybić mu z głowy karierę kierowcy wyścigowego. Dziadek Hans Lauda storpedował w Radzie Nadzorczej Banku Austriackiego pierwszą umowę sponsorską. Młody Lauda zadłużył się po uszy, aby móc startować w Formule 1. „Być może dlatego byłem taki dobry za kierownicą” – mówił kiedyś telewizji ORF, odnosząc się do swojej sytuacji finansowej.

Czarny koń na zółtym tle

March-Ford – pierwszy zespół, w którego barwach ścigał się Lauda, zbankrutował. Dlatego Austriak przeszedł do brytyjskiego teamu B.R.M, w którym radził sobie tak dobrze, że Enzo Ferrari zaproponował mu kontrakt. Młody, odważny i wyrachowany Wiedeńczyk przywrócił stajni Ferrari wiarę w siebie.

Idąc po sukces, Lauda nie oglądał się na innych. Pokazał to incydent z 1973 roku w Zandvoort. Brytyjczyk Roger Williamson uległ wypadkowi na torze, a jego bolid stanął w płomieniach. Lauda, tak jak wielu innych kierowców, przejechał obok, nie pomagając Williamsonowi. „Nie potrafiłem ocenić co tak naprawdę się tam działo” – powiedział po wyścigu. Sprowokowany przez jednego z reporterów rzucił jeszcze na odczepkę, że jest kierowcą wyścigowym, a nie strażakiem.

Razem z Lucą di Montezemolo i konstruktorem Mauro Forghierim Lauda rozwijał bolid Ferrari. W 1975 roku zespół zdominował sezon. Niki Lauda został mistrzem świata. Zaczął się jego wielki czas. Co jeszcze mogło się stać?

Stało się 1 sierpnia 1976 roku podczas Grand Prix Niemiec na torze Nürburgring. Lauda uderzył w bandę, jego pojazd zapalił się. Na miejscu zatrzymują się inni kierowcy, próbują wyciągnąć Austriaka z rozbitego pojazdu. Podczas wypadku Laudzie spadł z głowy kask.

„Lekarze zrobili wszystko co było w ich mocy”

Austriak trafił do szpitala, poważnie poparzony, z oparzeniami chemicznymi płuc. „Ryzyko, które wtedy podejmowaliśmy, musieliśmy sobie wcześniej przemyśleć. Dzięki Bogu dzisiaj już tak nie jest” – mówił Lauda po latach oceniając, jak niebezpieczne były wyścigi w tamtych czasach.

Silne lekarstwa, które musiał przyjmować, doprowadziły do niewydolności nerek. W 1997 roku jedną nerkę ofiarował mu jego brat Florian, drugą, kilka lat później, jego Birgit. Z powodu problemu z płucami, konieczna będzie jeszcze jedna transplantacja.

„Płuca były moim głównym problemem, ale lekarze zrobili wszystko co było w ich mocy i wróciłem” – mówił Lauda.

Wrócił, i to jak! 42 dni po wypadku Lauda znowu zasiadł za kierownicą Ferrari. Na torze Monza zajął czwarte miejsce. „Jego powrót po wypadku był najodważniejszym czynem, jaki widziałem” – powiedział jeden z jego rywali Jackie Stewart.

A potem? Drugie mistrzostwo świata w 1977 roku, rozbrat z Enzo Ferrari, powrót w 1979 roku, pierwsza linia lotnicza Lauda Air. W 1982 roku ponownie wraca do Formuły 1 – w barwach McLarena. Dwa lata później znowu zdobywa tytuł. Karierę kończy ostatecznie w 1985 roku. Same osiągnięcia sportowe wystarczyłyby, aby spisać opasłą biografię.

Lauda Air

Z gwiazdy sportu Niki Lauda stał się przedsiębiorcą z licencją pilota. Nie zawsze odnosił sukcesy, jednak także w biznesie okazał się mistrzem przetrwania. Przy czym i tu nie brakowało dramatycznych momentów, zmieniających życie.

Katastrofa w Tajlandii

26 maja 1991 roku. Samolot linii Lauda Air startuje z Bangkoku do Wiednia. Podczas wznoszenia lewy silnik Boeinga 767 automatycznie przestawia się na ciąg wsteczny. Maszyna spada na ziemie, giną 223 osoby.

Badania wykazały, że do tragedii doprowadził źle skonstruowany wentyl. Lauda mówił potem, że katastrofa w Tajlandii była dla niego gorszym przeżyciem niż jego wypadek.

W swojej charakterystycznej czerwonej czapce, przykrywającej popaloną twarz, Lauda udał się na miejsce tragedii w Tajlandii i musiał oglądać, jak miejscowi rozkradali bagaże nieżyjących pasażerów. „To był widok, którego nigdy nie zapomnę” – wspominał.

W ostatnich latach Lauda był cenionym komentatorem wyścigów w telewizji RTL. Współpracował też ze stajnią Mercedesa, która pod jego życzliwym okiem wywalczyła tytuł mistrzowski.

Transplantacja płuc

Latem 2018 stare problemy zdrowotne znowu dały o sobie znać. Po ciężkiej grypie Lauda musiał poddać się przeszczepowi płuc. Długo dochodził do siebie po operacji. W styczniu tego roku znowu trafił do szpitala.

Z okazji swoich 70. urodzin – Lauda opublikował 22 lutego krótkie nagranie, na którym dziękował za życzenia powrotu do zdrowia. „Wrócę i to na pełnym gazie” – mówił. Tym razem planu nie udało się zrealizować.

Niki Lauda zmarł 20 maja. Zostawił żonę i pięcioro dzieci.

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: List do K… kogoś, komu nigdy nie podałbym ręki!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Panie Kaczyński jest pan najgorszym potworem w ludzkiej skórze, jakiego wydała Polska!

 

To wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego oraz mój komentarz pod tym tekstem!


„Szef Rady Europejskiej Donald Tusk jest nadzieją tych, którzy w istocie nie lubią PO, ale nas nienawidzą; ten, kto ma pamięć, ten wie, iż dzisiejsza atmosfera w naszym kraju: podziały, nienawiść to dzieło tego człowieka – mówił szef PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika Gazeta Polska”.


Mój komentarz:

Panie Kaczyński jest pan najgorszym potworem w ludzkiej skórze, jakiego wydała Polska! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie jest pan wart splunięcia Donalda Tuska! Nie powinno się pana również nazywać człowiekiem, bo na to miano pan nie zasługuje!

Osobiście jestem osobą wierzącą i jako taka nie waham się życzyć panu tego, żeby pan nawet w piekle nie przestał cierpieć za to, co pan uczynił Polsce i Polakom. Wierzę w to, że nawet Pan Bóg nie zechce mieć z panem żadnych związków i odda go w ręce króla piekieł, a ten znajdzie panu miejsce obok ludzi takich, jacy na przebaczenie liczyć już nie mogą!

Wieczności w ogniu piekła!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Adam Mazguła: Im się to po prostu – należało!

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Mafijne powiązania biskupów i władzy dla okradania państwa są faktem i dało podstawy do dalszych podobnych działań

 

We Wrocławiu urzędnicy za darmo i niezgodnie z prawem przekazali grunty kościołowi, a ściślej mówiąc księdzu. Za to dostali zarzuty prokuratorskie i istniała realna groźba zwrotu gruntów do Skarbu Państwa.

Jak informuje wyborcza.pl w 2002 r. Mateusz Morawiecki kupił grunty od Kościoła. Za działki warte 4 mln zł zapłacił pięć razy mniej. Dziś wyceniane są sto razy więcej, na ok. 70 mln. Fot.
ks. Sławomir Żarski / wikipedia

Mateusz otrzymał informacje od biskupa i jako radny, szybko ocenił sytuację, sprawdził Plan Zagospodarowania Przestrzennego i zanim grunty wrócił do właściciela, odkupił je za 700 tys. zł. Za ten zabór nieruchomości, za pośrednictwo, ksiądz otrzymał niemałe pieniądze i stopień generalski, a Mateusz przepisał majątek wart 70 milionów złotych na żonę i pozamiatał po transakcji. – Tak Premier PiS-rządu z kościołem okradli państwo! Podobno kozłem ofiarnym zostali tylko urzędnicy.

W 2002 roku Morawiecki, kupuje od Sławomira Żarskiego, proboszcza parafii na wrocławskim Oporowie, 15 ha gruntu. „Z majątku dorobkowego z żoną Iwoną Morawiecką” płaci 700 tys. zł. – ujawnia wyborcza.pl. Na zdjęciu Mateusz Morawiecki / fot. wikipedia

Czy ktoś jeszcze czegoś nie rozumie?

Mafijne powiązania biskupów i władzy dla okradania państwa są faktem i dało podstawy do dalszych podobnych działań, poprzez Komisję Wspólną do oddawania mienia kościołowi, a następnie ustawowe uprawnienie kościoła do obrotu ziemią, którego nie mają nawet polscy rolnicy.

Jednak Mateuszowi nie było dość. Naciskając na urzędników skupował za przysłowiowa złotówkę mieszkania i kto wie, co jeszcze?

Zawsze z życzliwością,

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Roman Giertych. List do premiera: Prezes poczuł się dotknięty, trzeba „zweryfikować” – to zabrzmiało jak wyrok, wymienią Pana

Roman Giertych

Roman Giertych

Panie Mateuszu, nie ma znaczenia co ludzie o tym Pana wzbogaceniu myślą. Problem w tym, że Prezes poczuł się dotknięty i stwierdził, że trzeba zweryfikować fakty. To zabrzmiało jak wyrok. To oczywiste, że zaraz po wyborach europejskich Pana wymienią.

 

List nr 1. do premiera

Drogi Panie Mateuszu!

Serce mi się kraje jak widzę jak Pan zaatakowany przez wrogów polskości, dobra, piękna etc.etc.etc. musi się tłumaczyć z tych drobnych kilkudziesięciu milionów, które się Panu po prostu należały.

Nie wiem jednak czy Pańskie wyjaśnienia wystarczą, tym bardziej, że są dość osobliwe i niespójne. Dlatego mimo kilkumiesięcznej przerwy w poradach (bez tych rad niech Pan przyzna: krucho z Wami, ale nie mogłem radzić w sprawach, które sam prowadziłem:)) postanowiłem trochę Panu pomóc.

Nie może Pan drogi panie Mateuszu jednocześnie deklarować pozywania Gazety Wyborczej i oddania przytulonych milionów. To się nie trzyma kupy. No bo jak Pan ciężko zapracował na swoje miliony, to za co pozywać GW? Toż przecież gdzie tu naruszenie dóbr osobistych, skoro ktoś opisuje Pana zaradność i heroiczną pracę? A jeżeli pieniądze zarobione są uczciwie, to dlaczego Pan je oddaje? Zapracował Pan, zapłacił podatki, to dlaczego miałby Pan oddać?

Nie, panie premierze, trzeba zmienić narrację, bo ta jest do bani. Musi powiedzieć Pan wprost: zawsze chciałem mieć tyle pieniędzy ile każdy uczciwy Polak. A wiadomo, że najuczciwszy jest Jarosław Kaczyński.

Fundacja, która jest de facto własnością naszego Umiłowanego Przywódcy, jest warta ponad 100 milionów. To i Pan chciał dorównać, aby nie być uznanym za nieudacznika. I tu trzeba opisać jak to się stało, że Pan kupił ziemię i milionerem został.

Proponuję zrobić to tak. Pewnego razu, gdy zbierał Pan sobie dziko rosnące mirabelki (aby kompot nagotować cierpki) przejeżdżał na rowerze polną drogą ksiądz proboszcz. Pan zdjął czapkę i powiedział:

Niech będzie pochwalony!

Na co proboszcz zatrzymał się i zapytał: – A co robisz dobry człowieku?

Pan mu na to: – Mirabelki zbieram proszę księdza proboszcza, aby kompot cierpki nawarzyć.

Na to proboszcz mówi: – A nie zechciałbyś drogi poczciwcze zakupić tej oto ziemi, która tak hojnie obdarza nas mirabelkami i innym dobrem, a potem zostać rolnikiem, aby jeść płody ziemi uprawianej własnymi rękoma? Tanio Ci człowieku sprzedam – rzecze proboszcz – bo cię po prostu polubiłem, za pokorę i prawdomówność, które na twej twarzy jaśnieją wraz z innymi cnotami.

Na to Pan z radością pocałował dłoń dobrodzieja i zadeklarował, że kupi teren. Po zakupie, gdy już miał Pan porzucić pracę u obcego kapitału (którym się Pan brzydził) i zostać rolnikiem, dowiedział się Pan zupełnie przypadkiem, że ziemia będzie przekształcona i jej wartość pozwoli Panu nie tylko mirabelki do końca życia z lubością spożywać, ale i mały bank założyć. No i jak się Pan już zorientował, że proboszcz Panu taką bonanzę sprzedał, to Pan go do dzisiaj we wdzięcznej pamięci trzyma, a to, że mianował go Pan generałem, to związku z tym nie ma, ale jest wyrazem uznania dla tego, że zna się dawny proboszcz, a obecny generał, na ludziach.

I tak Panie Mateuszu dochodzimy do istoty Pana problemu. Przecież to nie ma znaczenia co ludzie o tym Pana wzbogaceniu myślą. Największy problem w tym, że Prezes poczuł się osobiście dotknięty i stwierdził, że trzeba „zweryfikować fakty” (pewnie nie chce, aby go Pan na liście najbogatszych Polaków przeskoczył). To zabrzmiało jak wyrok. Normalnie, gdy wróg atakuje to każda wataha zwiera szeregi, a tutaj taka zdrada. To oczywiste, że zaraz po wyborach europejskich Pana wymienią.

Panie Mateuszu kochany!

Musi się Pan bronić. Mam dla Pana jedną radę, która może Pana przed nieszczęściem uchronić (a wielkim Pana zwolennikiem jestem, gdyż nadzieję ogromną w Panu pokładam w kontekście jesiennych wyborów). Niech Pan pójdzie do Prezesa i powie:

Jak Ty tak, to ja choćby na cztery tygodnie, zanim mnie odwołasz, powołam na Prokuratora Generalnego Dubois albo Giertycha (nie mówię, żeby któryś z nas się zgodził współpracować z Panem, ale JK może tego nie wiedzieć). I wówczas, mu Pan dalej powie: – Zobaczysz co to znaczy „weryfikować fakty”. – Jak to Pan będzie mówił, proszę w ręku trzymać kopertę (nic Go ponoć bardziej nie wyprowadza z równowagi).

Zapewniam Pana, że po takim zagajeniu, przyjaźni między Wami już nie będzie, ale premierem Pan zostanie do listopada.

Roman Giertych

 

List nr 2. do premiera

 

 


Wybory do Parlamentu Europejskiego potrwają od czwartku do niedzieli

Wybory do Parlamentu Europejskiego w Europie rozpocznie głosowanie w Holandii a zakończy zamknięcie lokali wyborczych we Włoszech. Cisza wyborcza w Unii Europejskiej kończy się o godz. 23

Oficjalną siedzibą Parlamentu Europejskiego jest Strasburg, ale większość prac legislacyjnych ma miejsce w Brukseli
Fot. Guilhem Vellut / flickr

Jak powiedział na poniedziałkowym spotkaniu z prasą Piotr Wolski, attaché prasowy w Biurze Parlamentu Europejskiego w Polsce, wybory do PE w Europie rozpoczną się w czwartek 23 maja w Holandii, gdzie o 7 rano zostaną otwarte lokale wyborcze.

Pierwszego dnia eurowyborów oprócz Holendrów do urn wyborczych pójdą też Brytyjczycy, którzy wezmą udział w głosowaniu mimo rozpoczętej procedury opuszczenia UE.

W piątek, który będzie drugim dniem głosowań, swój głos oddadzą mieszkańcy Irlandii. Tego dnia rozpocznie się również dwudniowe głosowanie w Czechach. W sobotę zagłosują obywatele Łotwy, Malty i Słowacji. Natomiast w niedzielę do urn wyborczych udadzą się wyborcy pozostałych 21 krajów, w tym Polski.

– Lokale wyborcze „zamkną się” o godzinie 23 we Włoszech i to będzie koniec cyklu wyborczego. Te godziny są ważne ze względu na ciszę wyborczą. Zgodnie z rozporządzeniem Rady i Paramentu, cisza wyborcza trwa do zamknięcia lokali w ostatnim państwie członkowskim, czyli we Włoszech, i do tego czasu nie wolno udostępniać oficjalnych wyników wyborów europejskich. Państwa członkowskie zobowiązały się do zachowania tej ciszy wyborczej – podkreślił Wolski. Pierwsze sondaże exit poll odnośnie wyborów w Polsce poznamy po zamknięciu lokali wyborczych, po godz. 21 w niedzielę.

Ułatwieniem dla dziennikarzy relacjonujących wybory z Brukseli będzie, trwająca od godz. 18 do 23.30 i tłumaczona na sześć języków, noc wyborcza, podczas której sala obrad planarnych PE zostanie udostępniona dla prasy. Wydarzenia w Brukseli można będzie na bieżąco śledzić w internecie. Służby Parlamentu Europejskiego przygotują m.in. prognozy dotyczące wpływu wyników krajowych na rozkład mandatów w Parlamencie Europejskim.

Przygotujemy projekcję tego, jak wyniki wyborów rozkładają się i jaki jest wpływ tych wyników głosowania już na gotowy obraz Paramentu Europejskiego. Oczywiście przy założeniu, że istnieją te same grupy polityczne, co w rzeczywistości nie musi mieć miejsca – zastrzegł Wolski.

O godz. 18 zostaną opublikowane pierwsze prognozy exit poll z siedmiu krajów: Austrii, Cypru, Niemiec, Grecji, Irlandii, Malty i Holandii. O godz. 20.15 Parlament Europejski planuje publikację pierwszych zagregowanych wyników na podstawie 12 sondaży exit poll z 12 krajów i sondaży przedwyborczych z pozostałych 16 krajów. Dane będą aktualizowane co godzinę do godz. 22.15. Natomiast o 23.15 PE planuje podanie pierwszej projekcji wyników, opartej częściowo na oficjalnych wstępnych wynikach z 18 krajów i prognozach. Następnie planuje aktualizacje tych danych.

– Wszystkie te godziny oczywiście są bardzo wstępne, bo one zależą od tego, jak będą napływały exit poll – powiedział Wolski.

Nawiązał również do zasady ciszy wyborczej w unijnym prawodawstwie. Jak powiedział, dotyczy ona publikowania wyników oficjalnych, więc sondaże exit poll będą się w innych krajach pojawiały, gdyż prawodawstwo tych krajów dopuszcza ich publikowanie.

Na poniedziałkowym spotkaniu w polskim Biurze PE był też obecny dyrektor Zespołu Kontroli Finansowania Partii Politycznych i Kampanii Wyborczych Krajowego Biura Wyborczego Krzysztof Lorentz. Jak wyjaśnił, od północy z piątku na sobotę kończy się kampania wyborcza i agitacja wyborcza jest zabroniona aż do zamknięcia lokali wyborczych, zasadniczo do godz. 21, lub – w sytuacjach nadzwyczajnych – zamknięcia ostatniego w Polsce lokalu wyborczego.

– W tym czasie zabronione jest prowadzenie agitacji w jakikolwiek sposób, zabronione jest również podawanie wyników sondaży przedwyborczych – podkreślił Lorentz.

Jego zdaniem, ani Państwowa Komisja Wyborcza ani urzędnicy Krajowego Biura Wyborczego, nie są w stanie odpowiedzieć precyzyjnie na pytania, co wolno robić, a czego nie. – To nie organy wyborcze orzekają w sprawach naruszenia ciszy, naruszenia zakazu publikowania sondaży przedwyborczych; to są czyny karalne i związku z tym w tych sprawach jedynymi organami, które mogą wypowiedzieć się autorytatywnie, są organy ścigania i sądy – podkreślił Lorentz.

Mateusz Kicka / kurier PAP


Ostatnie chwile na dołączenie do spisu wyborców

Tylko do wtorku 21 maja można dopisać się do spisu wyborców. Chodzi o osoby, które chcą głosować poza miejscem, w którym wpisane są do rejestru wyborców. Tacy wyborcy mogą zgłosić się do urzędu gminy osobiście bądź wysłać wniosek elektronicznie.

Fot. wikipedia

Wniosek o dopisanie do spisu wyborców składa się w urzędzie gminy, w której zamierza się głosować. Należy podać dane personalne, adres zamieszkania, a także adres, pod którym czasowo przebywa się w dniu wyborów. Dołączenie do spisu wyborców powinno nastąpić niezwłocznie, jednak po sprawdzeniu danych.

Dołączenie do spisu jest aktem jednorazowym; daje prawo głosowania tylko w tych konkretnych wyborach do PE, na terenie gminy, w której został złożony wniosek. Jeśli w przyszłych wyborach też będzie potrzeba głosowania poza miejscem zameldowania, trzeba ponowić całą procedurę.

Aby skorzystać z możliwości elektronicznego dopisania się do spisu wyborców, trzeba wejść na stronę login.gov.pl. Tutaj do wyboru są dwa sposoby logowania – albo za pomocą profilu zaufanego albo e-dowodu. Po zalogowaniu się należy wypełnić wniosek wraz z podaniem powodu, dla którego chcemy dopisać się do spisu wyborców. Po wypełnieniu wniosku nastąpi przekierowanie do usługi e-podpis na stronie pz.gov.pl, gdzie należy sprawdzić wniosek i podpisać go elektronicznie (za pomocą: profilu zaufanego, e-dowodu lub kwalifikowanego podpisu elektronicznego). Otrzymamy wówczas potwierdzenie wysłania wniosku na swoją skrzynkę ePUAP i e-mail podany we wniosku. We wniosku można też zawrzeć prośbę o poinformowanie e-mailem o dopisaniu do spisu wyborców.

Wyborcy mieszkający za granicą na dopisanie się do spisu wyborców mają czas do 23 maja włącznie. Wniosek składa się u konsula – ustnie, pisemnie, telefonicznie, telegraficznie, telefaksem. Można to też zrobić w formie elektronicznej za pomocą systemu rejestracji e-wybory.

W dniu wyborów dopisać do spisu wyborów może tylko obwodowa komisja wyborcza. Dotyczy to wyborców, którzy zostali pominięci w spisie i udokumentują, iż stale zamieszkują na terenie danego obwodu głosowania (np. przedkładając umowę najmu lokalu mieszkalnego). Jednak w takim przypadku urząd gminy musi potwierdzić, że nie otrzymał zawiadomienia o utracie przez takiego wyborcę prawa wybierania lub o wpisaniu go do spisu wyborców w innym obwodzie. Komisja obwodowa dopisze także wyborców, którzy zostali skreśleni ze spisu w danym obwodzie głosowania i umieszczeni w spisie utworzonym np. dla szpitala, domu pomocy społecznej czy zakładu karnego. W tego typu przypadkach należy komisji przedstawić dokument w postaci np. wypisu ze szpitala.

Osoby z polskim obywatelstwem, które stale przebywają za granicą, natomiast w dniu wyborów są w kraju, mogą wziąć udział w głosowaniu na podstawie ważnego polskiego paszportu oraz dokumentu poświadczającego, że staje mieszkają za granicą, np. karty stałego pobytu lub dowodu zatrudnienia.

kurier PAP


Reparacje od Niemców. „Kto wyrządził szkodę, musi ją naprawić”

Po Grecji i Polsce, reparacji od Niemców domagają się też Kraje Bałtyckie. „Die Welt” posługuje się przykładami z przeszłości, by ostrzec przed „dramatycznymi” skutkami roszczeń, włącznie z rozpadem Unii Europejskiej.

Po Grecji i Polsce, reparacji od Niemców domagają się Kraje Bałtyckie
Warszawa w styczniu 1945 roku

Publicysta „Die Welt” Sven Felix Kellerhoff zwraca uwagę na rosnącą liczbę krajów domagających się od Niemiec reparacji wojennych. Po Grecji i Polsce takie roszczenia zgłosiły Kraje Bałtyckie.

– Moraliści i populiści są zgodni (co do zasadności roszczeń), lecz skutki zaspokojenia tych roszczeń byłyby „dramatyczne” – ostrzega autor komentarza.

„Kto wyrządził szkodę, musi ją naprawić” – pisze Kellerhoff zaznaczając, że jest to rozsądna zasada obowiązująca w państwach prawa. Gdy jednak widać, że zadośćuczynienie wyrządziłoby szkody, które przewyższyłyby korzyści wynikające z naprawienia strat, wtedy rozsądniej jest poszukać kompromisu.

Polacy domagają się nierealnych sum

Dziennikarz „Die Welt” pisze, że Niemcy stały się ostatnio notorycznym celem roszczeń reparacyjnych. Grecja i Polska domagają się nierealnych sum”. Jeżeli Niemcy zgodzą się na to, wkrótce ustawi się kolejka „półtora tuzina” państw, które w czasie wojny były okupowane przez Niemcy.

Kellerhoff przypomina stanowisko niemieckiego rządu, że wszystkie roszczenia reparacyjne zostały ostatecznie zamknięte traktatem 2+4 z 1990 roku.

Nie prawo, lecz moralna presja

„Greckim i polskim populistom nie chodzi jednak o prawo międzynarodowe, lecz o moralną presję, która ma skłonić Niemcy do zmiany stanowiska” – pisze publicysta.

Zdaniem Kellerhoffa w przypadku dojścia w Niemczech do władzy rządu lewicowego (SPD-Zieloni-Lewica) istnieje niebezpieczeństwo, że ugnie się on przed żądaniami poszkodowanych krajów. Szczególnie Zielonym trudno zrozumieć, że „w polityce zagranicznej nie ma miejsca na moralność”.

Reparacje mają „dwojaki charakter” – „z jednej strony chodzi w nich o naprawę konkretnych szkód materialnych, z drugiej zaś o upokorzenie pokonanego przeciwnika”. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie” – ostrzega Kellerhoff.

Negatywne skutki reparacji

Publicysta „Die Welt” opisuje negatywne skutki reparacji, jakich w 1871 roku od pokonanej Francji zażądał kanclerz Otto von Bismarck. Paryż musiał zapłacić w ciągu kilku lat pięć miliardów franków w złocie. Kontrybucja pogłębiła odwieczną wrogość między obu krajami i doprowadziła do kolejnej wojny w 1914 roku. W Niemczech potężny zastrzyk gotówki doprowadził do przegrzania koniunktury i do krachu na rynku w 1873 roku.

Po I wojnie światowej Francja domagała się odwetu – Niemcy zostały zobowiązane do zapłacenia „astronomicznych” sum – 132 mld marek w złocie. Gospodarczy kryzys wyniósł do władzy narodowych socjalistów, którzy zlikwidowali demokrację. Skutki są dobrze znane – podkreśla Kellerhoff.

Reparacje mogą zniszczyć UE

„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny, i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych” – pisze Kellerhoff.

„Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, a skutkiem byłby ogromny wzrost nacjonalizmu” – ostrzega „Die Welt”.

Niemieccy turyści przestaliby odwiedzać Grecję, a polscy pracownicy przestaliby być mile widziani w RFN, co oznaczałoby utratę możliwości atrakcyjnych zarobków. Wszystko to może stać się faktem, nawet gdy Grecja i Polska nie uzyskają od Niemiec ani jednego euro.

Gdyby Niemcy pomimo wszystko wypłaciły reparacje, w krajach będących beneficjentami doszłoby do przegrzania koniunktury, jak w Niemczech po 1871 roku. W Grecji istotną część niemieckich świadczeń i tak pochłonęłaby korupcja tak, jak w przypadku indywidualnych odszkodowań wypłacanych w latach 1950-1960.

„Tak czy siak – reparacje są błędną drogą, tym bardziej że od wojny dzielą nas już dwa pokolenia – podsumowuje Kellerhoff w komentarzu opublikowanym w „Die Welt”.

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Panie Andrzeju Duda, przygotuj krzesło, długopis, ale najlepiej… nie jedź

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jeśli Pana cieszy ten wyjazd i ma być on milowym krokiem w Pańskiej karierze politycznej, to niech się Pan zabezpieczy przed kolejną kompromitacją. Proponuję zabrać krzesło, swojego fotografa, długopis, ale tylko do podpisywania autografów i niech Pan nie przemawia

 

Panie Andrzeju Duda,

nie podzielam entuzjazmu, z jakim Pańska kancelaria ogłosiła, że został Pan zaproszony do Białego Domu. To nie jest wizyta dla kolejnego zdjęcia, aby umieścić je na Twitterze. Zawiadomił Pan jednak cały świat z dumą, o tym zbliżającym się wydarzeniu i radością Pańskiego środowiska, bo tak bardzo oczekiwano takiego potwierdzenia akceptacji PIS-polityki przez autorytet światowy. Jednak tu chodzi o poważne polityczno – ekonomiczne interesy naszego kraju, a nie zabawę w siadanie na krzesła.

Nie wiem, czy kiedykolwiek zrobił Pan interes ekonomiczny w swoim imieniu i na własne ryzyko, bo tu trzeba się zmierzyć z amerykańskim rekinem biznesu i chodzi o potężne publiczne środki finansowe, decyzje polityczne mające konsekwencje dla każdego Polaka. Prezydent USA zaprosił Pana do tego, aby zrobić dla Ameryki interes, a nie fotkę z Panem w tle.

Chodzi o miliardy dolarów, które chce Prezydent Donald Trump za gaz, za rakiety, za samoloty, za stacjonowanie amerykańskich wojsk w Polsce. Chodzi o trwałe uzależnienie dostaw, serwisu zakupionego tam sprzętu, szkolenia i uzbrojenia naszej armii, od trwałości miłości amerykańskiej administracji do Polski. Większość z nas tradycyjnie przyjaźnie traktuje kraj zamieszkania naszej masowej emigracji, ale tu chodzi o uzależnienie finansowe, militarne i polityczne na długie lata.

Panie Andrzeju Duda,

niestety wiem, że jest Pan w stanie wszystko podpisać, bawić się długopisem bez głębszego zastanowienia i refleksji. Dlatego jestem pełen obaw, czy przypadkiem dla swojej radości z okazji do przemówienia w USA nie jest Pan w stanie zadłużyć mnie o kolejne setki tysięcy złotych. Mój niepokój wynika z tego, że jak czytam, za obecnej PiS-władzy, każdy Polak jest już zadłużony oficjalnie na 27 tysięcy złotych. Czytam też, że nasz dług ukryty, to kolejne 5 bilionów złotych, a więc na każdego Polaka jakieś 135 tys. złotych, bez względu na to, czy jest to dziecko, czy emeryt.

Panie Andrzeju Duda,

Doskonale wiem, że Polska nie jest w stanie być samodzielna ekonomicznie, politycznie i militarnie. Ale dlaczego kupować Polakom kaganiec uzależnienia ponad potrzebę. Jak można Panu zaufać, kiedy sam Pan stwierdził ostatnio, że bitwa o Monte Cassino dała podstawy do tworzenia Unii Europejskiej? Bardzo mi się spodobało to odniesienie, bo zrozumiałem, że zgodnie z Pana sposobem rozumowania, Bitwa pod Grunwaldem dała podstawy do obecnego oczyszczenia naszych ziem z niewoli Zakonu Najświętszej Marii Panny, który mieczem i ogniem (niewiele wiadomo o pedofili) nawracał nasz naród do swojej zagrody uzależnienia.

Panie Andrzeju Duda,

czy Pan wie, o czym mówi? Kto Panu pisze te przemówienia, bo mam wrażenie, że przemawia Pan szokując, aby wszyscy zapamiętali nie to, jaki Pan jest mądry i przewidujący, ale aby prasa podała, gdzie Pan właśnie przebywa?

Posłużę się przykładem poziomu Pańskiej odpowiedzialności, który zapadł mi szczególnie w pamięci, ponieważ miał miejsce w USA na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Właśnie tam, w Ameryce pouczał Pan inne narody o konieczności przestrzegania prawa???

Szczególnie podobał mi się ten urywek Pańskiego wystąpienia, który dotyczył prawa do ostatecznego wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej…

Przyznam, że byłem zaskoczony, bo nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale chyba to właśnie Pan, jako ówczesny urzędnik Kancelarii Prezydenta RP, był współodpowiedzialny za przygotowanie wylotu do Smoleńska. Pan się domaga, żeby przyczyny katastrofy wyjaśniali członkowie ONZ? Przecież to Pan powinien wiedzieć na ten temat więcej niż cała międzynarodowa społeczność razem wzięta! Wiem, Pan nie przyjmuje do wiadomości, że może ma swój jakiś udział w tym nieszczęściu i nie zdradza Pan wiedzy na ten temat, ma Pan jednak swoją wymarzoną komisję do badania przyczyn katastrof lotniczych, na czele z Antonim Macierewiczem – wybitnym specjalistą i to mało?

Po co zaangażowanie innych narodów, tylko będą Panu przeszkadzać. Może opublikuje Pan ostatnią rozmowę braci Kaczyńskich i to wystarczy za całe gremium międzynarodowych specjalistów? Jeśli nie odpowiadają Panu takie argumenty, jak brak uprawnień załogi, łamanie procedur i próba lądowania we mgle, której gęstość nie dawała gwarancji powrotu do domu na piechotę bez złamania nogi, to proszę szukać dalej…

Panie Andrzeju Duda,

mówił Pan tam o tym, że nie ma prawa bez pokoju i sprawiedliwości w świecie. To dla mnie, jako żołnierza, jest niezwykle ważne, dlatego zastanawia mnie, jakie prawo i jaką sprawiedliwość serwuje Pan dzisiaj Polakom?

Obaj wiemy, że sejm stał się atrapą parlamentu. Od długiego czasu to jest jedynie ufortyfikowany, chroniony przez płoty i kordony policji, bunkier – symbol buty władzy jedynie słusznej partii. Dlaczego Pan na to pozwala?

Dlaczego dzisiaj nie ma demokratycznego tworzenia prawa?

Dlaczego pozwala Pan na kierowanie krajem przez niepełniącego żadnej ważnej funkcji państwowej starego, schorowanego szarego posła, ale dyktatora, który rządzi w Polsce za pomocą dekretów?

Panie A. Duda,

świat – to nie Polska; w ONZ zasiadają ludzie, którzy wiedzą, jak Pan łamie prawo! Czy koniecznie musi Pan im okazywać swoje zatroskanie stanem przestrzegania prawa na świecie?

Jestem tylko zwykłym obywatelem, ale gdyby Pan jeszcze kiedyś chciał z kimś pogadać o tym prawie, które Pan stosuje w Polsce, to mogę Panu wskazać autorytety, od Pańskiego promotora z UJ począwszy…

W końcu reprezentuje Pan nie tylko siebie, nie tylko PiS, nie tylko ePiSkopat, ale również naród polski.

Panie Andrzeju Duda,

czy nie przeszło Panu przez myśl, że zaprasza Pana Prezydent potężnego kraju, aby zrobić dobry interes dla Ameryki wykorzystując Pański brak doświadczenia biznesowego i bezgraniczny entuzjazm, który Pan zdradza już z samego zaproszenia?

Jeśli Pana cieszy ten wyjazd i ma być on milowym krokiem w Pańskiej karierze politycznej, to niech się Pan zabezpieczy przed kolejną kompromitacją. Proponuję zabrać krzesło, swojego fotografa, długopis, ale tylko do podpisywania autografów i niech Pan nie przemawia.

Z szacunku dla wszystkich ludzi i prawdy, najwięcej dobrego dla Polski zrobi Pan jednak wtedy, gdy zrezygnuje z tej kolejnej kompromitacji i zostanie w kraju czekając na wybory, które zadecydują o Pana przyszłości w Polsce.

Pozostając zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Dariusz Stokwiszewski: Przed Polakami tylko jeden wybór: Polska w Unii Europejskiej

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Myślę, że możemy sobie pozwolić na luksus, pozostawienia prezesa w nierealnym świecie jego niespełnionych marzeń. Niech się jeszcze trochę pobawi we władcę, a my róbmy swoje, nie zaniedbując niczego, bo te i następne wybory musimy wygrać dla Polski, Polaków, a także Europy i demokracji we współczesnym świecie.

Początek szaleństwa

W połowie grudnia 2015 zapytany przez dziennikarza tvn24 o to, czym dla niego jest tzw. „drugi sort Polaków” prezes Jarosław Kaczyński odpowiedział również pytaniem:

„Czy według pana współpracownicy gestapo i AK-owcy to ten sam sort ludzi? Według mnie nie”!

To do polskich sędziów, których absolutnie nikomu do gestapowców porównywać nie wolno. Nawet albo szczególnie komuś takiemu jak prezes Kaczyński! Komuś, kto nie ma ani moralnego, ani honorowego prawa do takich pomówień! Sam się tymi słowami zdezawuował na zawsze! Jakim prawem ktoś taki bezpodstawnie obraża ludzi lepszych od siebie; mądrzejszych i w większości przyzwoitych? Czy może ze względu na to, że ma kompleksy (i słusznie), czy też z powodu braku uczuć wyższych, co źle rokuje?!

Tak hucznie rozpoczął wódz swój długi marsz ku hańbiącemu go jednak „zwycięstwu” nad narodem polskim. Hańbą jest pobić własny naród przy pomocy spolegliwej policji, bezrefleksyjnej prokuratury oraz innych służb i instytucji, łamiąc przy tym konstytucję, i wynikające z niej prawa! Pan Kaczyński chciał obrazić naród i to się mu (tylko póki, co mam nadzieję) bezkarnie udało! Przyjdzie czas, że w symbolicznym worze pokutnym „uda się do Canossy”, jaką będzie dlań Sąd Okręgowy w Warszawie. Ten sam, który na jego rozkaz rozwalił – równie szkodliwy wspólnik – niejaki Zbigniew Ziobro!

Destrukcja instytucji państwa prawa

Wkrótce po tym, jak padły obraźliwe słowa, rozpoczęły się też prace nad przebudową dwóch innych instytucji: Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, które stały samozwańczemu „naczelnikowi państwa ością w gardle”. Jarosław Kaczyński chciałby według mnie stać się w Polsce kimś na wzór „polskiego cara Putina” (ale nie uda się to z wielu, także merytorycznych względów)! Już dwa lata później (2017) w życie weszła pierwsza z pisowskich ustaw o systemie sądów powszechnych, a już połowie grudnia kolejne! Żoliborski kacyk zaczął marsz ku władzy absolutnej w środkowoeuropejskim państwie, należącym do Unii Europejskiej, NATO, Rady Europy, ONZ, OBWE etc!
Przypuszczam, że główną tego przyczyną była tutaj jakaś urojona wizja z dzieciństwa o przywództwie, być może, na wzór dyktatorów XX i XXI w. Pamiętam film „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”, w którym główną rolę odegrali bracia Kaczyńscy. Nie sądzę, aby dzisiejszy „drogi przywódca” był szczególnie dumny z fabuły tego obrazu, która opowiada o bliźniakach Jacku i Placku, chcących na zawsze uniknąć pracy. Postanowili ukraść księżyc, a następnie go sprzedać. Proszę, tacy mali, a jacy cwani! Wychowywani bezstresowo, w luksusowych jak na ówczesne czasy warunkach, zapewne i w życiu chcieli się ustawić równie wygodnie. I udało się im tego dokonać. Jeden z nich został prezydentem, drugi zaś niezastąpionym „ojcem i przywódcą lepszego sortu Polaków”! Dobrze, że ja jestem „gorszego sortu”, bo ze wstydu bym się spalił, stając po stronie wcielonego zła!

Panie Kaczyński, a gdyby tak na wzór Napoleona mianować się Cesarzem Polaków?!

Parcie do władzy – pierwsze oznaki paniki

To, że Jarosław Kaczyński i jego dwór niemal zupełnie zniszczyli Polskę, jest truizmem, czyli rzeczą powszechnie znaną. Dlaczego? O tym już też napisałem – chciwość, żądzą władzy, kompleks Herostratesa, cynizm, brak poczucia patriotyzmu, partykularyzm czy to, co najbardziej w tym człowieku przeraża; nieokiełznana nienawiść do innych ludzi! Teraz przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego, na jesieni do sejmu i senatu, a w 2020 prezydenckie. Nagle, w ciągu tygodnia partia rządząca diametralnie zmieniła swoją retorykę. W Internecie pojawił się film braci Sekielskich obnażający obrzydliwe zależności, układy i przestępstwa wśród sprzyjającego władzy, części polskiego kleru! Po chwilowej próbie obrony tego, co niegodne nagle ludzie PiS i SP, którzy musieli mieć przecież bogatą wiedzę na ten temat „stanęli po stronie ofiar” (sic!). Czy można w to im uwierzyć?! Na pewno nie; to obłuda i strach o ewentualną przegraną w wyborach!

Puste obietnice prezesa

„Fatalna zmiana” zaczęła jednocześnie obiecywać wszystkim wszystko (a więc nikomu nic) i potępiać tych, których dotąd pochwalała i broniła jak oblężonej twierdzy; kler, a zwłaszcza wysoką hierarchię kościelną. Jako osobie racjonalnie myślącej, wydaje mi się niemożliwe to, żeby ktoś w pełni władz umysłowych mógł uwierzyć w język prezesa, który pozornie tylko stonowany, naładowany jest agresją, jego spojrzenie nienawiścią, a myśli chęcią zemsty i rozliczenia np. Donalda Tuska, na tle którego sam sobie musi wydawać się, osobą mało wartościową! No, ale wiemy wszyscy o tym, że racjonalne myślenie nie jest przywilejem każdego z ludzi. Za nami marsz zjednoczonej opozycji i uzasadniony wzrost optymizmu. Myślę, że możemy sobie zatem pozwolić na luksus, pozostawienia prezesa w nierealnym świecie jego niespełnionych marzeń. Niech się jeszcze trochę pobawi we władcę, a my sami róbmy swoje, nie zaniedbując niczego, bo te i następne wybory musimy wygrać dla Polski, Polaków, a także Europy i demokracji we współczesnym świecie. Pamiętajmy słowa przyszłego Prezydenta Donalda Tuska: nasze dzieci i wnuki nie wybaczyłyby nam pozostawienia Polski w „ich” rękach!

Dariusz Stokwiszewski