Prasa w Niemczecj i Szwajcarii: czy film Sekielskiego wpłynie na wynik wyborów?

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Komentatorzy w Niemczech i Szwajcarii zastanawiają się nad politycznymi skutkami filmu „Tylko nie mów nikomu”. W ich ocenie, PiS znalazł się pod presją. Czy skandal wpłynie w decydujący sposób na wyniki wyborów?

„Rządzące (w Polsce) Prawo i Sprawiedliwość, wskutek dyskusji o wykorzystywaniu seksualnym (dzieci) w Kościele katolickim, znalazło się pod presją” – ocenia Gabriele Lesser w „Tageszeitung”.

Temat nie jest nowy, lecz w filmie dokumentalnym „Tylko nie mów nikomu” autorstwa Tomasza Sekielskiego ofiary po raz pierwszy „odważyły się opowiedzieć o swoim przerażeniu podczas molestowania, o rozpaczliwych próbach ucieczki przed oprawcami i o zniszczonym życiu” – czytamy w elacji z Warszawy.

„Film pokazuje bez ogródek: każdy, kto chciał, mógł wiedzieć – biskupi i wierni, prokuratorzy i sędziowie, dziennikarze i politycy” – podkreśla dziennikarka lewicowej gazety.

Lesser zastrzega, że trudno przewidzieć, czy dyskusja po filmie będzie miała decydujący wpływ na wynik wyborów. Dla rządzących od 2015 roku narodowych populistów z Prawa i Sprawiedliwości debata o „przestępcach seksualnych w sutannach” jest bardzo niewygodna. Autorka zwraca uwagę, że Kościół katolicki miał odegrać w kampanii wyborczej PiS decydującą rolę.

Jak zaznacza „TAZ”, politycy tacy jak szef PiS Jarosław Kaczyński, ultrakonserwatywni księża, publicyści i biskupi grają od pewnego czasu „w jednej drużynie”. PiS podziela skierowaną przeciwko feministkom krytykę Kościoła, wobec ideologii gender, jak również na „homo-terror”. Jak twierdzi Kaczyński: „geje, lesbijki, feministki i lewacy” atakują Kościół, a tym samym tożsamość polską. PiS jednak obroni Kościół: „Kto podnosi rękę na Kościół katolicki, ten podnosi rękę na Polskę” – mówi prezes PiS.

Marek Lisinski („Nie lękajcie się”) u papieża Franciszka 20.02.2018

Film wszystko zmienił

„Film wszystko zmienił” – pisze niemiecka dziennikarka. Sekielski pokazał, że biskupi i arcybiskupi często przenosili przestępców seksualnych do innej parafii, gdzie nie powinni mieć kontaktu z dziećmi, ale w rzeczywistości zajmowali się dziećmi przystępującymi do pierwszej komunii.

Zdaniem autorki, PiS nie może przedstawiać się już jako obrońca Kościoła, a hasło „Ręce precz od naszych dzieci”, którym Kaczyński uderzał w plany adopcji dzieci przez pary homoseksualne, „wróciło do niego jak bumerang”. „Ręce precz od naszych dzieci” – wola teraz szef „Wiosny” Robert Biedroń, mając na myśli przestępców seksualnych w sutannach – podsumowuje Gabriele Lesser w „Tageszeitung”.

Film narusza tabu

O „mrocznej tajemnicy polskiego Kościoła” pisze wiodący dziennik szwajcarski „Neue Zuercher Zeitung”. Ivo Mijnssen podkreśla, że zarzuty o wykorzystywanie seksualne dzieci przez księży „naruszają tabu”. Autor pisze o roli Kościoła katolickiego w polskiej historii – przed i po 1989 r. Podkreśla, że katolicyzm jest „kluczowym elementem” polskiej tożsamości.

Nawet komuniści, którzy „nieufnie spoglądali na wpływy Kościoła, nie odważyli się na jego rozbicie”. „Państwo i Kościół w Polsce są znacznie bardziej zintegrowane niż w niemal wszystkich innych krajach europejskich” – czytamy w „NZZ”.

Autor zwraca uwagę, że przez długi czas polski Kościół reagował na zarzuty „zaprzeczeniami i kontratakami”. Po emisji filmu „Tylko nie mów nikomu” ton się zmienił – ocenia Mijnssen. Jarosław Kaczyński wezwał do zaostrzenia kar, a prymas Wojciech Polak wyraził żal. W tym miejscu dziennikarz przypomniał, że polski Kościół od kilku lat znajduje się pod presją Watykanu, który przestał tolerować pedofilię.

Proces rozliczania przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci jest w Polsce zdaniem „NZZ” w powijakach. Powodem jest „brak nacisku ze strony państwa i brak odnowy w Kościele” – kierownictwo Kościoła składa się z tych samych osób, co w 1989 roku.

Rozliczenia utrudniają głębokie podziały społeczeństwa jak i brak oporu ekipy rządzącej przeciwko działanio Kościoła Katolickiego. W Polsce ma miejsce „pogłębiająca się polaryzacja”, toczy się „wojna kulturowa między miastem a wsią i między młodym a starym pokoleniem”, Wybory europejskie i parlamentarne dodatkowo zaostrzają konflikt. Kościół w Polsce traci na znaczeniu, niespełna jedna trzecia Polaków chodzi regularnie na msze – czytamy w „Neue Zuercher Zeitung”.

REDAKCJA POLECA


Marcin Zegadło: To nie diagnoza zjawiska pedofilii. Film Sekielskiego traktuje o zorganizowanej przestępczości „w łonie Kościoła”

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Drodzy „obrońcy Kościoła”! – film Sekielskiego to nie diagnoza społeczna zjawiska pedofilii. Film Sekielskiego traktuje o zorganizowanej przestępczości, jak wy to lubicie mówić, „w łonie Kościoła”. Film mówi o bezprawiu w państwie prawa. Film mówi o krzywdzie, która została wyrządzona i winnych, którzy nie zostali ukarani.

Jestem przekonany, że ci wszyscy „obrońcy Kościoła”, którzy po premierze filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”, podnoszą raban, pisząc/mówiąc, że ten film jest „nieuczciwy, bo Sekielski powinien zrobić materiał, po prostu, o zjawisku pedofilii, a nie o pedofilii wśród księży, bo to przecież promil całego zjawiska”, ci wszyscy zawodnicy mimo zabetonowanych głów i dramatycznego wyparcia, muszą doskonale wiedzieć, że w filmie Sekielskiego nie chodzi o zjawisko pedofilii jako takiej, tylko o jej systemowe ukrywanie przez długie dziesięciolecia (niedobrze mi od ciągłego powtarzania tej frazy).

Chodzi o to, że w to systemowe ukrywanie zamieszane były takie „świętości” jak m.in. Jan Paweł II, który ma pomnik na każdym rogu ulicy, plac oraz tablicę upamiętniającą w każdym mieście i że coś z tym trzeba będzie zrobić.

Gdyby ci „obrońcy Kościoła” przyjęli to wreszcie do wiadomości, możliwe, że musieliby przyznać, że (jak już pisałem) ich własny Kościół wydymał ich po całości, oszukał i przez lata zdradzał, ponieważ ma na nich kompletnie wywalone, do niczego ich nie potrzebuje, ponieważ dopóki polskie państwo pompuje w niego miliardy złotych rocznie, Kościół może mieć wywalone na wszystko i wszystkich, a wikary z okolicznej parafii może zmieniać samochody jak rękawiczki, a parafianin zasuwający na półtora etatu może się tylko temu bezczynnie przyglądać, ponieważ i proboszcz i rzeczony wikary mają go w głębokiej pogardzie, jego i jego zmartwienia, które są dla nich abstrakcją, ponieważ mają podstawiane pod nosek obiadki, deserki, kompociki, herbatki. Jak żyję, nie widziałem w „osiedlowej Biedrze” żadnego duchownego z okolicznej parafii. Zakładam zatem, że tym typom lodówkę też wypełniają po brzegi specjalnie przeznaczeni do tego ludzie. Dlatego mdli mnie od argumentów typu: „film nie odnosi się do całości zjawiska pedofilii”.

Jak długo jeszcze polscy katolicy będą udawać, że to, co mówi Głódź, Hoser, Jędraszewski, Gądecki, to nie jest głos ich Kościoła? A przecież Kościół winien mówić jednym głosem. Jak długo można jeszcze pokładać nadzieję w Bonieckim, Lemańskim, Kramerze? Cóż znaczą ci kapłani wobec skostniałej, pysznej i gnuśnej hierarchii?

Kończąc mam jeszcze jedną uwagę. Drodzy „obrońcy Kościoła”! – film Sekielskiego to nie diagnoza społeczna zjawiska pedofilii. Film Sekielskiego traktuje o zorganizowanej przestępczości, jak wy to lubicie mówić, „w łonie Kościoła”. Film mówi o bezprawiu w państwie prawa. Film opowiada o tym, że z jakichś powodów księża popełniający przestępstwo pedofilii nie są ścigani. Nie są również ścigani ci, którzy ukrywają ich zbrodnie i służą im pomocą. Film mówi o krzywdzie, która została wyrządzona i winnych, którzy nie zostali ukarani. Na wszystkie te czyny kodeks karny obowiązujący w Polsce ma odpowiednie paragrafy i nie trzeba go zmieniać. Wystarczy zacząć go, po prostu, stosować – tak samo w stosunku do wszystkich obywateli tego kraju. W tym księży. I to od zaraz.

Czy to naprawdę tak trudno ogarnąć? Czy po prostu należałoby wtedy podjąć jakąś decyzję, a nie czekać z założonymi rękami na rozwój wypadków, co polscy świeccy katolicy opanowali do perfekcji, czego są nauczeni przez duchownych traktujących ich jak bezwolną masę, do czego przywykli i nawet nie próbują wpłynąć na ów stan rzeczy. Kłopocik?

 

Marcin Zegadło

 

 


„Złodzieje w togach” i „Zarzuty oparte na wrażeniach, a nie faktach”, czli jak Polska broni się przed Trybunałem w Luksemburgu

Przedstawiciel Zbigniewa Ziobry opowiadał dziś Trybunałowi w Luksemburgu o polskich „złodziejach w togach”. A wysłannik KRS przekonywał, że zarzuty co do praworządności w Polsce opierają się na wrażeniach, a nie faktach.

Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Fot. Źródło: dw.de

Przed 15-osobową wielką izbą Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) w Luksemburgu odbyła się dziś (14.05.2019) już druga i zapewne ostatnia, rozprawa co do pytań prejudycjalnych od Sądu Najwyższego. SN w swych prośbach o wykładnię unijnego prawa podniósł wątpliwość, czy tworzona od podstaw Izba Dyscyplinarna SN może być uznana za sąd niezależny i niezawisły, skoro jej członkowie są wskazywani przez Krajową Radę Sądownictwa (KRS), której prawowitość wzbudza – podniesione w pytaniach prejudycjalnych – wątpliwości SN.

W centrum sporu przed TSUE leży zatem pytanie, czy skoro polski Trybunał Konstytucyjny w marcu stwierdził, że obecny skład KRS jest zgodny z konstytucją, a rad sądownictwa nie mają wszystkie kraje Unii (np. Niemcy), to czy można oceniać polską KRS wedle wspólnych kryteriów unijnych. I czy to w ogóle leży w kompetencjach UE.

„Oparte tylko na wrażeniach”

Pierwsza rozprawa w kwestii pytań prejudycjalnych odbyła się w marcu, na dziś zarządzono drugą. Swe racje chcieli zaprezentować w Luksemburgu niereprezentowani wcześniej przedstawiciele KRS.

Jarosław Dudzicz z KRS przekonywał, że zastrzeżenia wobec polskich zmian w wymiarze sprawiedliwości są „oparte tylko na wrażeniach”.

– A czymże jest wrażenie? To jest osobiste odczucie, a podstawą rozstrzygnięcia muszą być fakty? SN nie podaje żadnych faktów na uzasadnienie swego wrażenia. Gdzie są te fakty? – pytał Dudzicz.

Z kolei Dagmara Pawełczyk-Woicka powiedziała, że twierdzenie o zagrożeniu niezależności sędziów z racji składu KRS „uderza w ich godność.”

– To zakłada bowiem służalczość sędziów wobec instytucji powołujących. A gdyby istniał taki serwilizm, to należałoby wprowadzić powoływanie sędziów przez losowanie, by nie zaistniał imperatyw wdzięczności – przekonywała Pawełczyk-Woicka w imieniu KRS.

Rosnący apetyt władzy?

SN w swych pytaniach wskazał, że przed przeprowadzanymi od 2017 r. zmianami aż 15 z 25 członków KRS było wybieranych spośród sędziów przez sędziów (zgromadzenia ogólne sądów różnych szczebli).

Natomiast obecnie tych 15 członków KRS jest wybieranych przez Sejm, co oznacza, że w sumie aż 23 z 25 członków KRS nie jest desygnowana przez władzę sądowniczą. To zdaniem SN skutkuje naruszeniem równowagi między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.

Na ten sam problem wskazywała już wcześniej Komisja Europejska w postępowania z art. 7 Traktatu UE, a także Europejska Sieć Rad Sądownictwa, która w 2018 r. zawiesiła KRS w prawach członka.

Sylwia Gregorczyk-Abram z „Wolnych Sądów” przypomniała, że tworzona przy udziale nowej KRS Izba Dyscyplinarna już ukarała (upomnieniem) sędzię Alinę Czubieniak za uchylenie aresztu osoby niepełnosprawnej umysłowo, która nawet nie miała obrońcy. A to wywołuje spory wokół stopnia niezależności Izby Dyscyplinarnej od ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. – A apetyt rządzących wobec Izby Dyscyplinarnej ciągle rośnie – powiedziała Gregorczyk-Abram.

– Wszyscy sędziowie wielkiej izby TSUE zapoznali się z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego (TK) w sprawie KRS z marca tego roku – zastrzegł prezes TSUE Koen Lenaerts na początku rozprawy. Przedstawicielka SN Małgorzata Wrzołek-Romańczuk przekonywała, że wyrok TK przeprowadzono na płaszczyźnie innej, niż (czego dotyczy sprawa przed TSUE) ustalanie unijnych standardów co do niezależności sądów.

– TK przekształcono w Polsce w jedno z głównych instrumentów niszczenia praworządności w Polsce. Wyrok w sprawie KRS wydał skład z udziałem sędziego dublera. Ten wyrok jest nieważny – powiedział Michał Wawrykiewicz z „Wolnych Sądów”.

Z kolei Katarzyna Hermann z Komisji Europejskiej zwracała uwagę, że wyrok TK dotyczy zgodności składu KRS z polską konstytucją, a sedno sporu o Izbę Dyscyplinarną dotyczy wpływu systemowych w Polsce na niezależność wymiaru sprawiedliwości.

– Teraz nie chodzi nam o sposób powoływania KRS jako taki, lecz o systemowe przekształcanie w polskim systemie. O pakiet zmian, wśród których jest stworzenie od zera Izby Dyscyplinarnej SN. Jakie w ogóle były powody powołania tej Izby Dyscyplinarnej, skoro istniał już poprzedni system dyscyplinarny dla sędziów? – powiedziała Hermann.

Prokurator o wiertarce

TSUE już w kwietniu tego roku odrzucił wniosek o wykluczenie swego prezesa Lenaertsa ze składu orzekającego, który podczas pierwszej rozprawy zgłosił Tomasza Szafrańskiego reprezentującego Zbigniewa Ziobrę (jako prokuratora generalnego).

Dziś Szafrański ostrzegał sędziów TSUE, by nie „segregowali” Europejczyków na „bardziej i mniej światłych”, bo segregowanie źle kojarzy się w Polsce, także ze względów historycznych. Owym segregowaniem w opinii Szafrańskiego miałoby być stawianie Polsce innych wymogów co do praworządności, niż pozostałym krajom UE (powoływał się na brak KRS w Niemczech).

– Polska jest od 30 lat prężnie funkcjonującą demokracją. Polska to nie jest ten mroczny kraj z fantastycznych opowieści, bajek – powiedział Stawiszyński. Przytoczył też sprawę „złodzieja w todze”, który ukradł część wiertarki, ale nie został wydalony z zawodu. – Inny sędzia kradł elektronikę z żoną, która, choć nie była sędzią, to była równie skuteczna – kontynuował Szafrański. Przekonywał, że orzeczenie TSUE co do polskiej KRS i systemu powoływania sędziów byłoby wykroczeniem poza traktatowe kompetencje Unii.

Przedstawiciel rządu Bogusław Majczyna przypominał, że Polska już zmieniła przepisy o SN (chodzi o czystkę emerytalną), które były powodem zadania pytań prejudycjalnych.

Rzecznik generalny TSUE Jewgenij Tanczew przesunął z 23 maja na 27 czerwca ogłoszenie opinii o pytaniach prejudycjalnych SN, a zatem wyroku TSUE należy się spodziewać nie wcześniej niż w lipcu.


Równouprawnienie homoseksualistów? Tak, ale nie w Polsce, czyli przepaść między wschodem i zachodem UE

Europejskie Zrzeszenie Gejów i Lesbijek publikuje przed wyborami do Parlamentu Europejskiego swój raport o sytuacji osób LGBT w Europie. Raport wskazuje poważne regionalne różnice.

Równouprawnienie homoseksualistów, osób inter- czy transseksualnych jest zapisane w unijnych traktatach, a także w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej. Wyraźnie jest tam mowa o tym, że nie może dochodzić do dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. We wszystkich krajach członkowskich warunki życia osób LGBT powinny być zatem takie same. Ale nie są. Pokazuje to zestawienie publikowane każdego roku przez Europejskie Zrzeszenie Gejów i Lesbijek ILGA.

Z raportu przygotowanego przez ILGA wynika, że istnieją poważne różnice między wschodem a zachodem UE. Większość krajów, w których homoseksualiści mogą cieszyć się względnym równouprawnieniem położonych jest w Europie Zachodniej. Najwięcej punktów w rankingu uzyskały Wielka Brytania, Belgia, Luksemburg, Francja, Finlandia, Dania, Szwecja, Portugalia, Hiszpania i Malta. Pod uwagę brane były takie kryteria jak kształt ustawodawstwa, prawa rodzinnego, walka z przestępczością o podłożu homofobicznym czy prawo do decydowania o własnym ciele.

Polska na szarym końcu

Na drugim końcu zestawienia znalazły się Litwa i Polska, które wypełniły te kryteria tylko w 17 i 18 procentach. Na kolejnych miejscach mamy Bułgarię i Rumunię (20 i 21 procent). Zaskakująco słabo wypadły Włochy (22 procent). Tłumaczy się to głównie tym, że we Włoszech nie ma żadnych prawnych gwarancji antydyskryminacyjnych i nie dopuszcza się małżeństw osób tej samej płci.

Niemcy znalazły się w środku rankingu, głównie ze względu na niedostateczne ustawodawstwo przeciwko mowie nienawiści i przemocy seksualnej.

Ogólnie sytuacja osób LGBT poprawiła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat – stwierdzają autorzy raportu – ale są też obszary, w których zrobiono krok do tyłu. W tym kontekście wymienia się Polskę i Bułgarię, którym ILGA zarzuca ograniczenie praw homoseksualistów i osób trans- i interseksualnych. Krytykowane są także Węgry, którym zarzuca się łamanie podstawowych praw, takich jak prawo do zgromadzeń. Działalność organizacji LGBT stała się tam bardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna – czytamy.

Związki osób tej samej płci

Raport podkreśla, że ustawodawstwo w tych krytycznych obszarach należy do kompetencji narodowych. Unia Europejska nie może zatem nakazać jakiemuś krajowi dopuszczenia małżeństw homoseksualnych czy wprowadzenia związków partnerskich. Obecnie w pięciu krajach UE nie ma żadnego z tych rozwiązań. Są to Litwa, Łotwa, Polska, Słowacja i Bułgaria. W Estonii i w Czechach możliwe jest zarejestrowanie związku partnerskiego, choć w bardzo okrojonej z praw formie.

Kraje, których przepisy nie przewidują związków osób tej samej płci, muszą jednak poddać się orzecznictwu Trybunału Sprawiedliwości UE, który może nakazać uznanie takiego związku zawartego w innym kraju Unii. W ubiegłym roku zapadł precedensowy wyrok w tej sprawie. Trybunał nakazał władzom Rumunii uznanie małżeństwa obywatela tego kraju zawartego w Belgii z obywatelem USA.

Niemieckie partie a LGBT

Przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego Niemieckie Zrzeszenie Lesbijek i Gejów sprawdziło, która z niemieckich partii najmocniej angażuje się na rzecz osób LGBT. Zrzeszenie poleca w tym kontekście liberalną FDP. Na kolejnych miejscach znalazły się socjaldemokratyczna SPD, Zieloni i Lewica, następnie konserwatywna CDU/CSU. Zrzeszenie ostrzega przed prawicowo-populistyczną AfD, która nie chce w szkołach zajęć o mobbingu czy o tożsamości seksualnej.

Zrzeszenie podkreśliło, że tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego są niezwykle istotne, biorąc pod uwagę rosnącą popularność partii prawicowo-populistycznych w wielu krajach UE. „Tu chodzi o przyszłość europejskiej demokracji, bo coraz częściej kwestionuje się podstawowe europejskie wartości, takie jak poszanowanie godności drugiego człowieka, równość czy praworządność” – czytamy.

Bernd Riegert


Dariusz Stokwiszewski: Ja, niechciany amicus curie, oskarżam obłudników!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Nie wiem, jak zostanie odebrany ten tekst i szczerze mówiąc, nie za bardzo zależy mi na czyjejkolwiek akceptacji, bo według mnie od wczoraj pewne postawy, w tym odwaga bardzo staniały!

Nie wiem, jak zostanie odebrany ten tekst i szczerze mówiąc, nie za bardzo zależy mi na czyjejkolwiek akceptacji, bo według mnie od wczoraj pewne postawy, w tym odwaga bardzo staniały! A ja nie lubię tego rodzaju „odwagi, prawdomówności oraz świętego oburzenia”! Dla mnie żadne z nich nie jest warte przysłowiowego „funta kłaków” teraz – post factum! Dlaczego? Dlatego, że jeszcze do czasu premiery filmu braci Sekielskich, w każdym środowisku (gdzie ta wiedza była znana) krytyków tej patologii; dziennikarzy, ofiary oraz osoby mówiące o pedofilii niektórych księży, obrzucano błotem i nazywano wrogami KK (sic!), co nie ma uzasadnienia, bo ksiądz – grzesznik – to nie cały Kościół!

Dziś reakcje są już zupełnie odmienne, co mnie skądinąd nie dziwi, ale tylko oburza ze względu na obłudę i zakłamanie przynajmniej jakiejś części przedstawicieli środowisk, które od dawna znały tę ponurą prawdę. Tak samo, jak znają prawdę dotyczącą innych sfer życia, ale ze zwykłego tchórzostwa udają, że ona nie istnieje. Tutaj mogłaby paść sugestia typu: „jak pan coś wie, to niech pan to zgłosi”! Tyle tylko, że nie jestem jedyną osobą w Polsce, która wie o braku poszanowania prawa, przekrętach czy obchodzeniu przepisów. To jest wiedza powszechna tyle tylko, że ktoś taki jak ja, nie ma dowodów na przestępstwa, ale są instytucje, które je na pewno mają! Rządy PiS są najlepszym przykładem państwa ciężko chorego, które nie umie sobie poradzić z rozliczeniem winnych, bo ci są na świeczniku, gdy tymczasem z ofiar często próbuje się zrobić przestępców.

Pierwszym politykiem, który publicznie, uzasadnionej i mocnej krytyce poddał pedofilię nazywając rzeczy po imieniu, (ale dzisiaj) był przewodniczący PO. Dwie godziny później „wybitną odwagą” wykazał się Jarosław Kaczyński – prezes z zawodu!

Pozwolę sobie użyć barwnego języka pewnego znanego polityka z Wybrzeża: No ludzie, ogarnijcie się i nie udawajcie, że wcześniej o tym nie wiedzieliście! Teraz chcecie podnosić kary i ścigać zbrodniarzy, o których mówiło się od lat?! Padam tu na kolana przed tą waszą „wielką metamorfozą”! OK, nie chcę nikomu dokuczać, bo nie o to chodzi, ale skoro wszyscy, którzy chcą, choć w części złagodzić (bo naprawić się nie da) traumatyczny ból ofiar, to powinni zacząć działać; samokrytyka nie wystarczy!

Od dawna próbuję walczyć, tak jak potrafię i mogę, ze wszelkimi patologiami, bo taki cel sobie postawiłem. Nie zamierzam nikogo oszczędzać i wybielać, pogrążając jedynie wybranych. Moim zdaniem bowiem niemal cała polska klasa polityczna jest zepsuta od dawna. Piszę o tym ciągle, choć oczywiste dla mnie jest to, że zło wyrządzone Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego i jego wspólników w tym dziele zniszczenia, nie mają swego odpowiednika w polskim życiu politycznym. Nazwałem się (w tytule artykułu) Amicus curie – Przyjaciel sądu. W Polsce ta instytucja nie istnieje, ale używam jej tutaj jako swego rodzaju metafory i artykulacji moich intencji, skierowanych na pisanie tylko i wyłącznie prawdy, co wynika z mojego statusu naukowego i zawodowego. Nie łamię składanych przysiąg, co możemy zaobserwować na szczytach obecnej władzy! Są tacy, którzy z tego uczynili sposób na życie i „przeżycie u koryta”! To haniebne!

Jako „samozwańczy” Amicus curie oskarżam nie tylko osoby popełniające pedofilię i osoby kryjące te przestępstwa (hierarchów KK), ale także środowiska polityczne, od 1989 roku będące u władzy. Jako osoba zorientowana w meandrach funkcjonowania państwa oraz jego instytucji i służb wiem, że taką wiedzą musiano dysponować od wielu, wielu lat stąd też nic nie może umniejszyć odpowiedzialności, choćby moralnej, zwłaszcza „topowych polityków” partii i środowisk około kościelnych! Dzisiaj Polska wymaga naprawy po to, aby stała się normalna. Nie można dopuścić do tego, aby przy władzy pozostało PiS i jego koalicjanci, bo to ugruntuje upadek cywilizacyjny państwa i moralny społeczeństwa! Musimy tych ludzi odsunąć w wyborach i osądzić. Kiedyś zaniechały tego partie, które z wiadomych tylko im powodów, (co dla mnie jest bardzo podejrzane) pozwoliły umknąć przed odpowiedzialnością niektórym z tych osób, które są odpowiedzialne za dzisiejszy kryzys RP. Ten ogromny błąd trzeba teraz naprawić!


Proszę także liderów partii opozycyjnych: nie starajcie się być choćby troszkę podobni do Jarosława Kaczyńskiego, bo to was może tylko pohańbić. Nie bądźcie po prostu koniunkturalni i ukierunkowani jedynie na władzę. Bądźcie zawsze pryncypialni, bo tylko to może wam oraz Polsce przynieść pożytek. Nie musicie w ciągu doby zmieniać nagle zdania; wyrażajcie je zawsze, kiedy trzeba w takiej formie i treści, jak należy!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Dlaczego tak trudno odejść od męża oprawcy?

Byłam bita pięścią w twarz, w głowę, w brzuch. Kopana butami w plecy i w głowę. Bita kablem po nogach. Przypalana papierosem w plecy i w pośladki. Związywana, duszona, polewana wrzątkiem i zimną wodą na zmianę.. – to jest opis tego jak wyglądało małżeństwo z oprawcą.

Byłam bita pięścią w twarz, w głowę, w brzuch. Kopana butami w plecy i w głowę. Bita kablem po nogach. Przypalana papierosem w plecy i w pośladki.

W programie „7 metrów pod ziemią” Kamila w rozmowie z Rafałem Gęburą opowiada o swoich koszmarach. O tym, jak w jej domu pojawiła się przemoc, jak przez trzy lata była bita i poniżana przez męża i jak trudno odejść od oprawcy.

 

df, thefad.pl / źródło: 7 metrów pod ziemią, youtube

 


Marcin Zegadło: To jest taka ilość zła, że trzeba będzie, jak dotąd szukać usprawiedliwień. Nie psuć dzieciom święta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

A wszystko hula jak hulało i hulać będzie. Ponieważ to jest taka ilość zła ze strony tych, którym tak wielu ufało i ufa, że wielu polskich katolików nie uniosą, nie dźwignią i trzeba będzie jak dotąd, wypierać, zaprzeczać, szukać usprawiedliwień. A przede wszystkim, szczególnie w maju - nie psuć dzieciom święta. Więc sezon rusza. Polska je, piję i świętuje sakrament komunii świętej, a tymczasem taka niewygodna premiera.

Termin premiery filmu Tomasza Sekielskiego, który to film jest kolejną odsłoną (jeszcze bardziej porażającą niż poprzednie) unurzania Kościoła Katolickiego w przestępstwa pedofilii jest znamienny. Otwiera mianowicie tegoroczny sezon komunijny.

Fot. Źródło: Marcin Zegadło / Facebook

Znowu tysiące rodzin pośle swoje dzieci do tego wzruszającego sakramentu, gdzie biel alb i sukieneczek symbolizowała będzie niewinność istot przyjmujących po raz pierwszy do serduszek „ciało Chrystusa”. Restauracje wypełnią się gośćmi, stoły suto zastawiać będą wynajęci kelnerzy, poleje się dobrze zmrożona wódeczka, a wujek Adaś z wujkiem Markiem wznosić będą toasty znad panierowanych kotletów. Dzieci będą fotografowane na tle otrzymanych prezentów, roześmiane w towarzystwie nowych rowerów, konsol, tabletów, laptopów i całego tego szitu, który z niewiadomych powodów, nagle okazuje się niezbędny w życiu ośmiolatków. Funkcjonariusze kościoła, powszechnie nazywani księżmi, będą wcześniej te dzieci do tych komunii przygotowywać. Będą opowiadali historię o „związku dzieci z Jezusem” i o tym, „że to jedyna słuszna droga, jedyna potrzebna do zbawienia”. Jednocześnie będą dyscyplinowali rodziców. Jakieś zbióreczki, jakieś pouczanie o tym, że jak klękać to na dwa kolanka, nie na jedno, żeby tej pięty nie wbijać w dupę, jakby ich pędziło do wygódki.

I znowu ksiądz będzie najważniejszy, tak jak lubi, będzie miał ten swój promil władzy, no bo przecież to od niego zależy, czy dzieciak będzie do komunii dopuszczony i czy zaliczka za salę i pokomunijny afterek w restauracji „Paradiso”, którą matka z ojcem zapłacili już trzy lata wcześniej, czy przypadkiem zaliczka nie przepadnie, jak proboszcz jednak nie dopuści do komunii smarkacza, bo mu się pięć przykazań kościelnych pojebie z jakąś inną wyliczanką.

W tym samym czasie gdzieś tam jakiś biskup przenosił będzie, jakiegoś tam wikarego z jednej parafii do drugiej, ponieważ na wikarego padnie podejrzenie, że z ministrantami nie grał wyłącznie w piłkę.

Więc sezon rusza. Polska je, piję i świętuje sakrament komunii świętej, a tymczasem taka niewygodna premiera.

Cóż począć? Jak to ugryźć skoro na stołach stygnie już rosół w wazach, schabowe dochodzą na rozgrzanym smalcu, a ciocia Ania specjalnie na tę okazję zrobiła sobie sztuczne rzęsy i hybrydę.

Cóż zrobić? Ano najlepiej jak zawsze – nic, mianowicie udajemy, że nic się nie stało. Jak co niedziela, co Boże Narodzenie, co Wielkanoc. Przecież nie będziemy dzieciom psuć zabawy, tego dnia zatruwać refleksją, a poza tym to przecież nie nasza parafia, nie nasz proboszcz, nie nasz wikary te dzieci maca. To jakiś inny. Jakiś zboczony, nie wiadomo skąd. I nie wiadomo czy to wszytko prawda, bo przecież „Papież Polak”, „Matka Boska”, bo „Toruń”, bo „Licheń”, bo „pielgrzymka na Jasną Górę”. I jak to tak, okazuje się, że to wszystko utopione w jakimś przestępczym procederze, że jakaś „mafia” ukrywa przestępców, że na dodatek ma jeszcze czelność pouczać i moralności prawi, pieniądze bierze za chrzty, za pogrzeby.

Przecież to nie może być prawda, a jeśli coś tam od czasu do czasu się zdarzy, to wiadomo „czynnik ludzki”, a człowiek, to jest tylko człowiek. „Przecież jeśli to wszystko okazałoby się prawdą” – myśli ciocia Ania znad sałatki warzywnej z majonezem – „Jeśli to wszytko, co Sekielski pokazał, to jest prawda, to by oznaczało, że nas ten święty kościół zwyczajnie zdradził, zwyczajnie nas wydymał. Oszukał i wciąż nas okłamuje. Ja jebe” – myśli ciocia Ania – „Przecież to nie może być prawda. A poza tym, jeśli nawet, to co to ma wspólnego z naszym proboszczem?”

A wszystko hula jak hulało i hulać będzie. Ponieważ to jest taka ilość zła – na raz, taka ilość zła ze strony tych, którym tak wielu ufało i ufa, że ani ciocia Ania, ani wielu innych polskich katolików nie uniosą, nie dźwignią i trzeba będzie jak dotąd, wypierać, zaprzeczać, szukać usprawiedliwień. A przede wszystkim, szczególnie w maju – nie psuć dzieciom święta.

 

Marcin Zegadło

 

 


Adam Mazguła: PRECZ ZE SZKOŁY, PRECZ Z PAŃSTWOWYCH INSTYTUCJI przestępcy domniemanego Boga!

 

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jeszcze tylko prezes broni wartości chrześcijańskich. Obywatele, którzy zdali bez protekcji maturę wiedzą, że nie da się ich w praktyce dalej chociażby tylko tolerować.

 

Jeśli przerażająca krzywda dzieci, zaczynająca się od ich chęci obcowania z Bogiem, jest jeszcze jakąś wychwalaną wartością chrześcijańską, to ciemnota, która każe cierpieć i nosić swój krzyż grzechu, zakryła mózgi znacznej części Polaków i hoduje im raka otępienia.

Szanuję prawo wszystkich do ich wolności religijnej, ale chcę z całą mocą dalej krzyczeć krzywdą naszych dzieci:

PRECZ ZE SZKOŁY, PRECZ Z PAŃSTWOWYCH INSTYTUCJI przestępcy domniemanego Boga!

Jeszcze tylko prezes broni wartości chrześcijańskich. Obywatele, którzy zdali bez protekcji maturę wiedzą, że nie da się ich w praktyce dalej chociażby tylko tolerować.

Adam Mazguła


Manuela Gretkowska: Jak bardzo bezdomnym duchowo trzeba być, żeby nie czuć smrodu zgnilizny?

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Zakonnice, księża, nawet biskupi mający „reagować” niewiele mogą w „sodomskiej” machinie Watykanu? To nie papieże i kardynałowie zaczęli zwalczać kościelnych przestępców, ale ludzie spoza Kościoła, bo mogli…

 

Woody Allen polskiego katolicyzmu – Szymon Hołownia, komentując wstrząsający dokument „Tylko nie mów nikomu” opowiedział dowcip. Suchar sprzed 500 lat. „To oczywiste, że ja ani przez ten film z Kościoła nie odejdę, ani nie będę go mniej kochał. Bo to mój dom. I właśnie to daje mi prawo do gniewu i do stanowczego domagania się od zarządzających jego instytucjonalnym wymiarem, by wreszcie posprzątali ten syf.”

Pół tysiąca lat temu protestanci poczuli gniew i odeszli z Kościoła, wiedząc, że nie da się go zreperować, właśnie przez jego „instytucjonalny wymiar”. Już wtedy dom, którego Hołownia nie chce dzisiaj opuścić, miał przegniłe fundamenty, zmurszałe mury i dziurawy dach. A od tego czasu nazbierało się jeszcze sporo gruzu pod dywanem.

Hołownia pisze: „Chciałbym wierzyć, że choćby dla kogoś – choćby garstki biskupów, księży, zakonnic, świeckich, będzie szczepionką, po której reagować będą na każdy sygnał prawdopodobnego dramatu”.

Czy uważający się za katolickiego intelektualistę, naprawdę sądzi, że pedofilia to jedyny problem polskiego Kościoła? Przyznać się, odpokutować i dalej ubogacać „wymiar instytucjonalny”? Nie czytał „Sodomy” i nie rozumie, że te zakonnice, księża, nawet biskupi mający „reagować” niewiele mogą w „sodomskiej” machinie Watykanu? Że to nie papieże i kardynałowie zaczęli zwalczać kościelnych przestępców, ale ludzie spoza Kościoła, bo mogli…

Hołownia przerwał oglądanie filmu Sekielskiego: „Więcej na razie nie dam rady, bo zwyczajnie rzygać mi się chce. Obejrzę do końca na pewno.” A mi się chce rzygać, zwyczajnie po przeczytaniu jego postu, bo jest kolejną zapowiedzią pucowania ruiny, gdzie już nikt normalny nie chciałby zamieszkać.

Jak bardzo bezdomnym duchowo trzeba być, żeby nie czuć smrodu jej zgnilizny? Lewych finansów, prześladowania kobiet, zakłamania, pychy i chciwości. Ale Polak potrafi. Za pomocą polskiego hydraulika naprawimy watykańskie szambo, które teraz wybiło? Nie życzę nikomu renowacji gówna.

Manuela Gretkowska

 

 


Prymas Polski wydał oświadczenie po publikacji filmu Sekielskiego o pedofilii w Kościele

– Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem w filmie Pana Tomasza Sekielskiego – wyznał Prymas Polski abp Wojciech Polak po publikacji filmu Tomasza Sekielskiego “Tylko nie mów nikomu”. – Nikt w Kościele nie może uchylać się od odpowiedzialności. Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła – powiedział.

Publikujemy treść oświadczenia:

Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem w filmie Pana Tomasza Sekielskiego.

Ogromne cierpienie osób skrzywdzonych budzi ból i wstyd. W tym momencie przed oczami mam także dramat osób pokrzywdzonych, z którymi spotkałem się osobiście. Dziękuję wszystkim, którzy mają odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu.

Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła.

Jako delegat Episkopatu ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży zrobię wszystko co w mojej mocy, aby pomóc osobom pokrzywdzonym.

Ujawnione informacje pokazują jak bardzo potrzebne są przepisy najnowszego dokumentu papieża Franciszka („Motu Proprio” Vos estis lux mundi). Trzeba wyjaśnić wszystkie sprawy. Nikt w Kościele nie może uchylać się od odpowiedzialności.

Musimy chronić dzieci i młodzież.

Dla Kościoła nie ma innej drogi.
Abp Wojciech Polak

Prymas Polski

Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży

Nic nie jest w stanie wynagrodzić krzywd

W sprawie filmu Tomasza Sekielskiego oświadczenie wydał też Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. – Ze wzruszeniem i smutkiem obejrzałem dzisiaj film pana Sekielskiego, za który pragnę podziękować – oświadczył w przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej oświadczeniu. – Z pewnością także ten film przyczyni się do jeszcze surowszego potępienia przestępstwa pedofilii, na które nie może być miejsca w Kościele. – dodał.

abp Stanisław Gądecki. Fot. screenshot / youtube

Pełna treść oświadczenia:

Drodzy Państwo,

Ze wzruszeniem i smutkiem obejrzałem dzisiaj film pana Sekielskiego, za który pragnę podziękować reżyserowi. W przeważającej części tenor tego filmu zgadza się z moimi doświadczeniami, jakie wyniosłem z wielu rozmów przeprowadzonych z pokrzywdzonymi. Jestem przekonany, że także ten film przyczyni się do jeszcze dokładniejszego przestrzegania wytycznych dotyczących ochrony dzieci i młodzieży w Kościele, jak i do wprowadzenia w życie zasad prewencji w każdej diecezji przez wszystkich księży biskupów oraz do przestrzegania przedwczoraj ogłoszonego motu proprio papieża Franciszka.

W imieniu całej Konferencji Episkopatu pragnę jak najmocniej przeprosić wszystkie osoby pokrzywdzone. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakie doznali.

Z pewnością także ten film przyczyni się do jeszcze surowszego potępienia przestępstwa pedofilii, na które nie może być miejsca w Kościele. Niektóre sprawy ukazane w filmie były już znane, inne nieznane. Te znane trzeba raz jeszcze dokładnie przeanalizować, w przypadku nieznanych należy rozpocząć procesy tak, aby dobro pokrzywdzonych było chronione przede wszystkim i nade wszystko.

Abp Stanisław Gądecki

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

 

 

Dariusz Frach / Źródło: Katolicka Agencja Informacyjna