Adam Mazguła: Wodzowie wojny i obywatel Robert

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Czekam na partię, która skończy w Polsce wojnę i przywróci normalność. Przywróci dyskusję społeczną, debatę publiczną i szacunek dla innego zdania, każdego naszego obywatela.

Władza przekupuje wybrane grupy potencjalnych wyborców i ubliża wszystkim, których nie wybrała do przywilejów. Dzieli, nagradza i szczuje. Wywołuje ciągle nowe kryzysy i zarządza nimi, bo tak łatwo się rządzi.

Od lat w Polsce trwa wojna, chociaż wojsko wychodzi z koszar tylko na defilady. Politycy skutecznie podzielili Polaków. Już nic w naszym kraju nie jest normalne. Nawet w codziennym życiu triumfuje język wojny. Wszyscy walczą o coś, albo z kimś. Mamy więc kampanie, fronty, żołnierzy, wrogów, zdrajców, broń medialną i trollowe legiony.

W polityce najważniejszym elementem podziałów i konfliktu stała się broń pamięci narodowej, wojsko wyklęte, faszyści, żołnierze bandyci, moskiewskie pachołki, sprzedawczyki, walka o honor, o godność, o wiarę, o pamięć smoleńską…

Do jasnej cholery, jesteśmy na wojnie? Gdzie tu jest zwykły obywatel, normalne ludzkie sprawy narodu szczęśliwszych ludzi budujących przyszłość swoim dzieciom? Dlaczego nie możemy oddychać czystym powietrzem, żyć wśród drzew i lasów pełnych zwierząt? Co ma zrobić chory człowiek, któremu politycy obiecują wizytę u lekarza specjalisty za parę lat, to nie jest dla was, bezczelni politycy, problem?

Co ma zrobić uboga i skrzywdzona samotna młoda kobieta z dzieckiem, która nie ma pieniędzy, ani przedszkola, ani lekarza i tylko represje, klauzule sumienia i kościół na każdej ulicy?

Jak ma żyć emeryt, któremu wystarcza środków tylko na jedną potrzebę i musi wybierać miedzy lekami i życiem, czynszem, czyli warunkami zamieszkania, albo wydatkiem na jedzenie, aby nie żebrać?

Co ma zrobić przedsiębiorca, który zainwestował pieniądze i nie ma płatności, a sąd wyznacza mu rozpatrzenie sprawy za dwa lata?

Co ma zrobić nauczyciel, który uczy o budowie wszechświata, a ksiądz opowiada, że to nieprawda?

Co się z nami stało, że nie razi nas urzędnik bez wykształcenia, który ma zawsze rację, bo należy do partii? Dlaczego nie razi nas kościelne zakłamanie, tolerancja dla kłamstwa, pedofilstwa, głoszenia nienawiści do ludzi? Skąd w nas poparcie dla premiera, który nie potrafi powiedzieć zdania bez kłamstwa i dzielenia Polaków. Jak można wspierać rządy wiecznie brudnego i zaniedbanego starca, który nie biorąc za nic odpowiedzialności urządza nam życie na kształt i podobieństwo swoje? Zionie ogniem nienawiści i ciągle szuka w swoim obłąkaniu prawdy…

Prawda jest jednak taka, że politycy zawłaszczyli sobie państwo do swoich wojennych gier, walki o władzę, możliwości korzystania z naszych wspólnych pieniędzy i do budowania swoich wpływów. Walki zamkniętych w swoich partyjnych organizacjach członków, przeciwko innym członkom.

Ich wojna nie znosi dialogu, więc go zlikwidowali nawet w parlamencie. Wojna niszczy i wyzwala agresję, ale daje szansę wodzom na rozgłos i karierę. Wojna buduje pomniki bohaterom, ale zostawia po sobie mogiły poległych, najczęściej niczego nieświadomych obywateli.

Wódz ma wizję i zmienia świat na bardziej przyjazny sobie, ale co mnie obchodzą jego ambicje, jego wojna? Gdyby jakiś kraj zaatakował naszą wolność, to wszyscy bylibyśmy bohaterami. Jeśli jednak nasze prawa zabiera nam nad ambitny kacyk partyjny, jesteśmy zaskakująco bierni. Nie reagujemy nawet tylko po to, aby mu wybić z głowy ludzkie tragedie dla jego przyjemności.

Oni jednak wojnę wywołują ze wszystkimi, nie tylko w kraju, ale i z innymi narodami, prowadzą do ludzkich tragedii i zarządzają kryzysem. Ryzykują naszym życiem, bezpieczeństwem i opinią dla swoich zabaw.

Jeśli ktoś nie rozumie, o czym piszę, to w wojnie nie uczestniczą tylko żołnierze, ich czołgi i samoloty. Ale dotyczy ona przede wszystkim cywili i każdy ma tylko jedno zdrowie i życie. Co mają więc począć mieszkańcy wielorodzinnych budynków, kiedy po trzech dniach braku prądu i wody wybucha nieuchronna epidemia? Mają umierać, dla wodza i za wiarę, która go wspiera?

Czekam na partię, która skończy w Polsce wojnę i przywróci normalność. Przywróci dyskusję społeczną, debatę publiczną i szacunek dla innego zdania, każdego naszego obywatela.

Czekam na partię, która zauważy znowu problemy obywateli, przywróci im godność życia w jego ojczyźnie. Władzę, która nie toczy wojny z własnym narodem, nie ubliża własnym obywatelom, nie reglamentuje dóbr tylko dla swoich.

Czekam na liderów, którzy będą rozwiązywać problemy społeczne, a nie lansować siebie w kłamliwych partyjnych mediach, dla popularności i szansy w następnych wyborach…

Byłem wczoraj (27.04) na Konwencji Wiosny „Dodajmy Europie Skrzydeł” we Wrocławiu.

Adam Mazguła, Robert Biedroń

Widziałem energię nowego spojrzenia ludzi skromnych i zatroskanych o dobro społeczne. Nie było buty liderów, wojny, dzielenia i ubliżania. Słyszałem i widziałem normalność, słowa nawołujące do dialogu, debaty i rozmowy, do miłości i szacunku, do odrzucenia patologii i symulacji.

Idzie Wiosna, mam nadzieję, że to jest ta wiosna normalności, na którą czekałem.

Dziękuję Ci Robercie, dziękuję Wam – Wiosno!

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Manuela Gretkowska: PrzePiS dla uczniów i nauczycieli worek na kapcie i łeb, a morda w kubeł, gdyby komuś się chciało od tego rzygnąć

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Morawiecki opowiada o swojej niezgodzie na Europę dwóch prędkości, dwóch proszków do prania i ciastek. Prezes to zmieni, nakazując wolniej piec ciastka i szybciej łamać prawo. Zamiast demokracji będzie jeden proszek… do prania mózgów

 

PrzePiS dla uczniów i nauczycieli, by przywrócić Polsce to, co było: worek na kapcie i łeb, a morda w kubeł, gdyby komuś się chciało od tego rzygnąć.

Morawiecki opowiada o swojej niezgodzie na Europę dwóch prędkości, dwóch proszków do prania i ciastek. Prezes to zmieni, nakazując wolniej piec ciastka i szybciej łamać prawo. Zamiast demokracji będzie jeden proszek… do prania mózgów.

„Joachim powiedział mi ostatnio – powiedział Morawiecki – że jego najmłodsze dziecko lubi maślane ciasteczka. Ale musi mu te ciasteczka przywozić z Brukseli, bo te dostępne w Polsce mają znacznie gorszy skład”. Sądzę, że to Joachim B. Jego synek, pewnie jak większość dzieci rządzących, nie nosi kapci w worku i nie uczy się, lub nie będzie się uczył z podstawy programowej dla małych męczenników rodzimej oświaty.

O ile wiem Ziobro i reszta, posyłają swoją pulę genetyczną do niepolskich szkół. No, chyba że jak syn Szydło, dziecko ma powołanie kościelne. Wtedy szkoła im gorsza, tym lepsza, bo cierpienie uświęca, a głupota ubogaca.

Morawiecki mówi o ciasteczkach niby Maria Antonina do ludu żądającego chleba. Polski lud żądał podwyżek w szkolnictwie i tak jak lud przed rewolucją francuską nie dostał nic. Królowa straciła głowę, premier też. Inaczej nie bajdurzyłby o europejskich ciastkach, produkowanych z gorszych składników na polski rynek. Gorszych od polskich? Nasze, oprócz tych wyjątkowych ekologicznych, są niejadalne. Olbrzymia półka w supermarkecie pełna szajsu naszej produkcji. Podróby, bo maślanych ciastek nie powinno się produkować z oleju palmowego i syropu. Składniki widać na etykiecie, a smak czuć kilka dni po zjedzeniu, tak refluxem odbija się polskość. Dlaczego zagraniczny producent miałby knocić swój wyrób masłem, skoro Polacy lubią chemię? Z niej przecież produkują swoje popularne wypieki.

Próbowałam kupić ciężko chorej sucharka, czyli kromkę wysuszonego polskiego chleba. Miał w sobie tyle tłuszczy, że dałoby się z niego produkować oleje ostatniego namaszczenia.

Chcesz dobre herbatniki? Za 10 zł w Auchanie są słynne maślane z Normandii. Nie musisz lecieć po nie na Zachód. Dlaczego nie produkujemy podobnych, nie tylko z nazwy? Masło mamy nie gorsze od normandzkiego, jaja też sobie potrafimy robić. Widać Polak zje nawet spożywczy Czarnobyl, jeśli tani i kolorowy. Normy regulujące poziom trucizn w jedzeniu, skróciłyby datę przydatności i podrożyły towar. A gówniany i tak się sprzeda. Wybredna elita wyżywi się w Brukseli. Jej wyrafinowane potomstwo, nawet nie umiejąc czytać wypluje obrzydlistwo.

Może premier, zamiast chrystianizować Europę, zdjąłby z polskich słodyczy klątwę niestrawności? Umieramy od smogu, ale umieramy też od takich ciasteczek, tylko słodziej. I to nie kwestia ich smaku, Mon bon monsieur Morawiecki: powietrza nie da się importować, ale Europę można. Wystarczy przestrzegać prawa i przepisów, również kulinarnych. Nie zaniżać norm smogowych, nie tolerować zastępczych i szkodliwych składników w jedzeniu, nie łamać Konstytucji. Chyba że chodzi o to, by zjeść polskie ciasteczko i mieć ciasteczko europejskie do wyboru. Byle do wyborów na jesieni i klęski wyrobów politycznopodobnych.

Dla tych, którzy zamiast ciastek woleliby banany, ministerstwo niedożywienia kultury zbanowało banana w Muzeum Narodowym. Za nieprzyzwoitość, bo sygnalista nadał o jego złym wpływie na młodzież. Po amerykańsku „to go bananas”, pójście w banany, pokazuje dokładnie stan pisowskiego rządu – zajob.

Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

 

Manuela Gretkowska

 

 


Spiegel: Biedroń, jak Macron przeciwstawia populizmowi prawicy lewicową odmianę populizmu

Lider „Wiosny” Robert Biedroń cieszy się niesłabnącą popularnością w niemieckich mediach. „Spiegel” widzi w nim „lewicowo-liberalnego anty-Kaczyńskiego”, który odważył się wypowiedzieć PiS-owi „kulturkampf”.

Biedroń, tak jak Macron przeciwstawia populizmowi prawicy lewicową odmianę populizmu
Porównanie Biedronia z prezydentem Francji jest uprawnione. Biedroń, tak jak Macron przeciwstawia populizmowi prawicy lewicową odmianę populizmu. Fot. Źródło: dw.de

Partia Biedronia istnieje zaledwie od kilku miesięcy i składa się przede wszystkim z kilkudziesięciu pomocników w podkoszulkach z napisem „Wiosna”. Pomimo tego w wyborach europejskich w maju Biedroń może zdobyć nawet 10 proc. głosów i stać się trzecią siłą. A po wyborach parlamentarnych może stać się języczkiem u wagi decydującym o uzyskaniu większości – pisze Jan Puhl w najnowszym wydaniu „Spiegla”.

Niemiecki dziennikarz zwraca uwagę, że „Wiosna” nie ma na razie programu, a jedynie „poczucie stylu życia”, na które składają się rozdział Kościoła od państwa, ochrona środowiska, kulturowa różnorodność, równouprawnienie i Europa. „Biedroń przeciwstawia nacjonalizmowi PiS-u pozytywną wizję Europy” – podkreśla Puhl.

Lewicowy populizm przeciwko prawicowemu

„Spiegel” uważa, że porównanie Biedronia z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem jest jak najbardziej uprawnione. Biedroń, tak jak Macron przeciwstawia populizmowi prawicy lewicową odmianę populizmu – tłumaczy Puhl. „PiS odwołuje się do katolickiej, tradycyjnej, zwróconej ku sobie Polski, Biedroń opowiada się za otwartą, pluralistyczną, optymistyczną wersją swojego kraju” – pisze Puhl.

Jego zdaniem, w kampanii wyborczej zarówno do Parlamentu Europejskiego, jak i do Sejmu będzie chodziło nie o gospodarkę, komunikację czy energię, lecz o tożsamość – „Jakim krajem chcemy być? Nacjonalistyczną Polską przywódcy PiS-u Jarosława Kaczyńskiego czy proeuropejską liberalną Polską Biedronia?”.

Nierealne postulaty

Puhl zwraca uwagę, że wiele haseł wyborczych Biedronia jest nierealnych. Postulat zamknięcia do 2035 roku wszystkich kopalń węgla nazywa wręcz „samobójczym”. Za ryzykowne uważa też żądanie liberalizacji prawa aborcyjnego i legalizację małżeństw jednopłciowych.

Biedroń nie jest płomiennym mówcą ani trybunem ludowym – pisze Puhl. Za jego mocną stronę uznaje zdolność do nawiązywania kontaktu z wyborcami, a także powstrzymywanie się od ataków na przeciwników politycznych.

„Przez czysty przypadek” Kaczyński w kampanii wyborczej „odkrył” temat homoseksualizmu – zauważa ironicznie Puhl, zwracając uwagę na niedawne wystąpienia prezesa PiS. „Celem jest Biedroń, który jest dla narodowych konserwatystów wrogiem” – czytamy w „Spieglu”.

„O ile w minionych latach PiS prowadził kampanię wyborczą przeciwko migrantom, to obecnie w czołówce wrogów znaleźli się geje i lesbijki jako symbol miejskiego, elitarnego, zachodniego stylu życia” – pisze Puhl.

Lewicowo-liberalny anty-Kaczyński

Biedroń chce być „lewicowo-liberalnym anty-Kaczyńskim” – „otwartym na świat, patrzącym w przyszłość zamiast w przeszłość, otwartym zamiast autorytarnym, wizjonerem marzącym o tolerancyjnej, ekologicznej Polsce, która nie wlecze się na końcu Europy, lecz sama wyznacza kierunek” – uważa Puhl.

Dziennikarz przewiduje, że Biedroń odbierze głosy raczej liberalnej Platformie Obywatelskiej niż PiS-owi i ułatwi narodowym konserwatystom utrzymanie władzy.

Biedroń nie zgadza się z tą oceną. Chce zmobilizować młody miejski elektorat, który dotychczas niechętnie chodził na wybory. „Wszystkich, którzy zirytowani są wiecznym sporem między największymi partiami. A jest ich, jak widać, wcale niemało” – podsumowuje Jan Puhl w najnowszym wydaniu tygodnika.

 

REDAKCJA POLECA

 


Co kraj, to przepis, czyli co warto wiedzieć, podróżując samochodem za granicą

Wielu zmotoryzowanych zapomina o tym, że poza Polską mogą obowiązywać inne przepisy. Dobrze jest więc, wyjeżdżając samochodem za granicą, zapoznać się z różnorodnością przepisów kodeksu drogowego w różnych krajach.

Wiadomo, że w różnych krajach obowiązują inne ograniczenia prędkości, opłaty na autostradach, czy granice poziomu promili alkoholu we krwi. Warto też mieć świadomość, że w kodeksach drogowych w różnych państwach na świecie można doszukać się zapisów, które są nam obce, bądź nieznane.

Austria: kara po stłuczce

Kto w Austrii po stłuczce natychmiast wzywa policję, pomimo że wystarczyłoby, że obie strony kolizji wymieniłyby dane ubezpieczycieli, ten musi uiścić opłatę za zgłoszenie wypadku i wezwanie policji w wysokości 36 euro. Sumy tej nie trzeba uiszczać, kiedy sprawca zbiegł z miejsca wypadku albo jeżeli jeden z uczestników odmawia podania swoich danych.

Hiszpania: zapasowe okulary

Jazda samochodem bez okularów czy szkieł kontaktowych jest dość uciążliwa dla osób, które muszą je nosić. Z tego względu w Hiszpanii podczas jazdy samochodem należy zawsze mieć przy sobie zapasowe okulary lub dodatkowe szkła kontaktowe.

W Niemczech obowiązuje tylko wymóg noszenia okularów podczas jazdy samochodem, jeżeli odnotowane jest to w prawie jazdy.

USA: alkohol w samochodzie

W Stanach Zjednoczonych nie tylko w miejscach publicznych nie wolno mieć otwartych butelek z alkoholem, ale także w samochodzie, nawet jeżeli jest to tylko otwarta puszka piwa w ręku pasażera obok kierowcy.

W większości amerykańskich stanów obowiązuje tzw. „open-container law”, oznaczający zakaz przewożenia otwartych butelek czy puszek w samochodzie. Jedynie w stanie Missisipi nawet kierowcy mogą pić alkohol prowadząc samochód, tak długo, jak poziom alkoholu we krwi nie przekroczy dopuszczalnej granicy.

Hawaje: Pasażerowie na pick-upie

To, co powszechnie zabronione jest w Europie, dopuszczalne jest np. na Hawajach czy w niektórych stanach USA: chodzi o przewóz pasażerów na platformie pick-upa. Na Hawajach obowiązuje zasada, że jeżeli zajęte są wszystkie miejsca w szoferce, a boczne ścianki platformy są zabezpieczone, można przewozić tam na siedząco pasażerów powyżej 12. roku życia.

Dania, Włochy, Szwajcaria: konfiskata samochodu

We Włoszech i Danii prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu grozi nie tylko utratą prawa jazdy, ale także i samochodu.

Jeżeli ktoś zostanie zatrzymany w Danii z 2 promilami alkoholu we krwi, temu może zostać skonfiskowany samochód i wystawiony na licytację. We Włoszech tak drakońskie kary stosuje się od półtora promila. W Szwajcarii policja ma prawo zabrać samochód kierowcy, który znacznie przekracza dopuszczalną szybkość.

Dariusz Frach / thefad.pl; dw.de

REDAKCJA POLECA


Coraz więcej Polaków deklaruje brak zaufania w niezawisłość sądów

Już 50 proc. Polaków deklaruje, że nie ufa w niezawisłość polskich sądów – wynika z opublikowanego w piątek raportu Komisji Europejskiej ws. unijnego wymiaru sprawiedliwości.

Już 50 proc. Polaków deklaruje, że nie ufa w niezawisłość polskich sądów – wynika z raportu Komisji Europejskiej. Fot. Źródło: dw.de

To o 5 pkt. proc. więcej niż rok wcześniej – jeszcze w 2017 r. nieufność wobec polskiego wymiaru sądownictwa deklarowało 45 proc. Polaków, rok później – jak pokazuje raport – już co drugi uważał, że sytuacja w krajowych sądach jest „zła” lub „bardzo zła”. Jako powody utraty zaufania wymieniano na pierwszym miejscu: naciski lub wpływy ze strony polityków i rządu, na drugim: presję ze strony grup interesów np. ekonomicznych, na trzecim podkreślano to, że aktualny status i pozycja sędziów nie gwarantuje im niezależności.

Obniżenie się statusu polskich sędziów zauważyli także ankietowani unijni przedsiębiorcy. Tym samym Polska znalazła się w grupie sześciu unijnych krajów, których mieszkańcy nie wierzą w niezależność swojego sądownictwa. Oprócz Polaków, na liście tej znajdują się także Włosi, Hiszpanie, Bułgarzy, Słowacy i Węgrzy, którzy znaleźli się na miejscu ostatnim. Tu już 76 proc. społeczeństwa nie wierzy w to, że sędziowie są niezależni. Z kolei najwyższym poziomem zaufania cieszy się wymiar sądownictwa w Danii, gdzie 87 proc. mieszkańców uważa sądy za niezawisłe oraz w Finlandii, gdzie sędziom ufa 83 proc. Finów. Tak samo myśli 74 proc. Niemców.

Dyscyplinująca ręka ministra

Tzw. unijna tablica wyników pomiaru sprawiedliwości 2019 (ang. Justice Scoreboard) ma na celu porównanie funkcjonowania władzy sądowniczej we wszystkich krajach członkowskich.

– Publikujemy ten raport w chwili, gdy wyzwania związane ze stanem praworządności w niektórych krajach zaczynają się piętrzyć. Cieszy mnie, że wiele krajów usprawniło system sądownictwa, niestety są też takie, które idą w przeciwnym kierunku. I nadal zbyt wielu mieszkańców UE nie wierzy w niezależność sędziów – powiedziała prezentując raport, komisarz UE ds. sprawiedliwości, konsumentów i równouprawnienia płci Vera Jourova.

Raport opublikowany jest już po raz siódmy, ale po raz pierwszy wzięto w nim pod uwagę system dyscyplinowania sędziów oraz sposób ich powoływania w poszczególnych krajach UE.

– Postępowania dyscyplinarne wobec sędziów to jedne z najbardziej wrażliwych elementów, jeśli chodzi o niezależność sądownictwa. Zgodnie z wytycznymi Trybunału Sprawiedliwości UE, organy dyscyplinujące sędziów nie mogą być narzędziem politycznej kontroli decyzji sędziowskich – podkreślają autorzy raportu.

Protesty przed SN w Warszawie. Fot. Źródło: dw.de

Z opublikowanego przez KE raportu wynika, że w większości krajów UE decyzję o nałożeniu na sędziego sankcji dyscyplinujących, podejmuje sąd, jego przewodniczący albo rada sądownicza złożona z sędziów powoływanych przez innych sędziów. I tak jest m.in. w Niemczech, Holandii, Portugalii czy Chorwacji. W Polsce izba dyscyplinarna złożona jest z sędziów nominowanych przez ministra sprawiedliwości. Także formalne postępowania dyscyplinarne przeciwko sędziom podlegają de facto ministrowi.

Jeśli chodzi o sposób powoływania sędziów do rad sędziowskich – w większości krajów członkowskich sędziowie są nominowani i wybierani przez innych sędziów, w kilku: wybierani przez grono sędziowskie, ale aby objąć stanowisko potrzebują jeszcze formalniej akceptacji parlamentu (Bułgaria, Holandia, Rumunia), w Hiszpanii sędziowie proponują kandydatów, a parlament ich powołuje. W Polsce po nowelizacji w 2017 r. ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, 15 sędziów-członków rady wybiera Sejm, a nie jak wcześniej środowiska sędziowskie. Kandydatów może zgłosić albo grupa 25 sędziów, albo sami obywatele (grupa co najmniej 2 tys. osób), ostateczna decyzja o przyznaniu stanowiska leży jednak w rękach polityków.

Władza nad prokuratorem

Autorzy raportu przyjrzeli się także organizacji prokuratur w poszczególnych państwach Unii, czyli m.in. temu, kto powołuje/odwołuje prokuratorów, kto nadzoruje funkcjonowanie prokuratury i kto dyscyplinuje prokuratorów.

W Polsce minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym (Polska jest jedynym krajem UE, gdzie obie te funkcje są łączone) i to on wydaje ogólne wytyczne ws. funkcjonowania prokuratury, instrukcje dotyczące konkretnych postępowań, decyduje o promocji jednych prokuratorów i odsuwaniu od spraw innych. On też decyduje o powoływaniu i odwoływaniu prokuratorów krajowych. W innych państwach członkowskich kompetencje te są rozdzielone pomiędzy różne instytucje, np. w Niemczech kontrolę nad prokuraturą pełni prokurator generalny, a minister sprawiedliwości może jedynie wydać ogólne wytyczne, co do działania prokuratury. Podobnie jest np. w Danii, Francji i Szwecji.

Sprawa polska

Autorzy raportu przypomnieli, że od 2016 r. wobec Polski toczy się procedura ws. naruszenia praworządności. Aktualnie w Trybunale Sprawiedliwości UE toczą się 3 postępowania ws. zmian w systemie sądownictwa w Polsce.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Fot. Źródło: dw.de

W październiku 2018 r. w Luksemburgu odbyła się rozprawa w sprawie czystki emerytalnej w polskim Sądzie Najwyższym. TSUE nakazał Polsce wprowadzenie środków tymczasowych, czyli zawieszenie przepisów o wysyłaniu sędziów SN na wcześniejszą emeryturę i przywrócenie do pracy sędziów, którym w międzyczasie nakazano odejść (Polska się dostosowała). W marcu br. TSUE zajął się rozpatrywaniem pytań prejudycjalnych polskiego Sądu Najwyższego ws. nowej KRS. A na początku kwietnia Komisja Europejska wszczęła wobec Polski kolejne postępowanie – tym razem o podważanie niezależności sędziów przez nowy system dyscyplinarny. Na razie sprawa toczy się jeszcze na poziomie instytucjonalnym, ale niewykluczone, że także trafi do Luksemburga.

– Unia Europejska jest wspólnotą prawną. Przestrzeganie praworządności i wyroków TSUE nie jest opcjonalne, ale obligatoryjne – skomentował przewodniczący KE Jean- Claude Juncker.


Czy tajne organizacje mają wpływ na decyzje polityczne, a politycy są marionetkami tych organizacji?

Niepokojące wyniki raportu o Niemcach: Niemal połowa uważa, że tajne organizacje mają duży wpływ na decyzje polityczne, a jedna trzecia jest przekonana, że politycy są jedynie marionetkami tych organizacji.

Wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z Instytutu Badań nad Konfliktami i Przemocą Uniwersytetu Bielefeld przedstawiła w czwartek w Berlinie zbliżona do SPD Fundacja Eberta. Aż 45,7 proc. uczestników ankiety zgodziło się z tezą, że istnieją tajne organizacje, które mają duży wpływ na decyzje polityczne w Niemczech. Kolejne 19,7 proc. poparło „częściowo” ten pogląd.

32,7 proc. było zdania, że politycy i inne wiodące osobistości są jedynie marionetkami w rękach tych tajnych sił. 24,2 proc. uważa, że media i politycy tworzą jedną „sitwę”. Ponad 50 proc. kieruje się bardziej swoją intuicją niż radami ekspertów. Niemal 12 proc. jest przekonana, że raporty dotyczące ocieplenia klimatu są sfałszowane.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że bardziej podatni na teorie spiskowe są mężczyźni (43,9 proc.) niż kobiety (33,9) oraz osoby gorzej wykształcone.

Negatywne stereotypy o azylantach

Naukowcy z Bielefeld zwracają ponadto uwagę na umacnianie się w niemieckim społeczeństwie negatywnych stereotypów o uchodźcach występujących o azyl w Niemczech, chociaż ich liczba od lat systematycznie się zmniejsza.

Odsetek osób negatywnie nastawionych do uchodźców wzrósł z 44 proc. w 2014 roku i 49,5 proc. w 2016 roku do obecnie 54,1 proc. Przykładowo, badania wykazały, że negatywną opinię o Romach ma 25,8 proc. Niemców, a o muzułmanach 18,7 proc.

Z raportu wynika też, że odsetek Niemców przyznających się do poglądów skrajnie prawicowych obejmujących nacjonalistyczny szowinizm, darwinizm socjalny i bagatelizowanie nazizmu oscyluje między 2 a 3 proc. i jest znacznie niższy niż w ubiegłej dekadzie, gdy zbliżał się do 10 proc.

Populizm rośnie w siłę

Znacznie powszechniejszym zjawiskiem niż skrajna prawicowość jest prawicowy populizm – piszą autorzy raportu. Do takich postaw przyznaje się zdecydowanie 21 proc. ankietowanych, u 42 proc. można dostrzec skłonność do takich poglądów.

Prawicowy populizm jest w niemieckim społeczeństwie „stabilny”, co oznacza, że przestał być marginesem, a stał się zjawiskiem „normalnym” dla społeczeństwa – czytamy w komunikacie prasowym Fundacji Eberta. Wśród charakterystycznych cech prawicowego populizmu autorzy wymieniają nieufność wobec elit i całego systemu demokratycznego, aprobatę autorytarnej polityki „ładu i porządku” oraz negatywną ocenę migrantów i muzułmanów.

Prawicowo-populistyczne postawy występują częściej w byłej NRD niż w zachodniej części Niemiec. Wrogość do cudzoziemców deklaruje 23 proc. wschodnich Niemców, a tylko 18 proc. mieszkańców zachodnich landów. Negatywną opinię o azylantach ma 1 proc. Niemców z Zachodu i 63 proc. ich rodaków ze Wschodu.

Kierownik grupy badawczej Andreas Zick podkreślił, że sytuacja ekonomiczno-społeczna nie miała decydującego wpływu na prawicowo-populistyczne postawy ankietowanych. Znacznie ważniejsze było „subiektywne poczucie dyskryminacji i niesprawiedliwości” dotyczące zarówno sytuacji osobistej, jak i grupowej będącej skutkiem globalizacji – wyjaśnił naukowiec z Bielefeld.

W ankiecie wzięło udział 1890 niemieckich obywateli reprezentatywnych dla niemieckiego społeczeństwa.

 

REDAKCJA POLECA

 


Szkocja ogłosi referendum niepodległościowe, jeśli Wielka Brytania opuści Unię

Szefowa rządu Szkocji Nicola Sturgeon zapowiedziała organizację drugiego referendum na temat szkockiej niepodległości. Doszłoby do niego, jeśli Wielka Brytania opuściłaby Unię Europejską. Referendum odbyłoby się najpóźniej w 2021 r.

Pierwsza Premier Szkocji Nicola Sturgeon. Fot. flickr

W specjalnym wystąpieniu na forum lokalnego szkockiego parlamentu w Edynburgu Nicola Sturgeon przedstawiła „mapę drogową” dotyczącą uzyskania przez Szkocję niepodległości. Zakłada ona przeprowadzenie ponownego referendum na ten temat przed upływem obecnej kadencji parlamentu, czyli najpóźniej w maju 2021 r.

Szkoci za pozostaniem w UE

Powodem, dla którego Szkoci ponownie mieliby pójść do urn ws. niepodległości, jest brexit. – Wokół tego procesu panuje permanentne zamieszanie. Wybór między brexitem a przyszłością Szkocji jako niepodległego narodu europejskiego powinien być zaoferowany do końca kadencji obecnego parlamentu – powiedziała Sturgeon.

Gdy obywatele Wielkiej Brytanii głosowali w 2016 r. nad przyszłością swojego kraju w UE, za pozostaniem w europejskiej wspólnocie opowiedziało się 62 proc. Szkotów. Tymczasem na ogólnobrytyjskim poziomie przeciw brexitowi zagłosowało 48,11 proc. osób. Sytuacja ta pokazała, że Szkoci (nie licząc Gibraltarczyków, którzy brexit odrzucili większością 95,9 proc. głosów) to najbardziej proeuropejski naród w Zjednoczonym Królestwie.

Poprzednie referendum w sprawie niepodległości Szkocji odbyło się we wrześniu 2014 r. Za oderwaniem się od Wielkiej Brytanii było 44,7 proc. głosujących, zaś za pozostaniem w jej składzie – 55,3 proc. Wydawało się wtedy, że sprawa szkockiej niepodległości została zamknięta przynajmniej na jedno pokolenie. Perspektywa brexitu sprawiła jednak, że nastroje niepodległościowe w Edynburgu mocno odżyły.

Jakie szanse na drugie referendum?

Sturgeon zapowiedziała, że jej rząd rozpoczyna prace nad ustawą, która umożliwi oficjalne rozpoczęcie przygotowań do powtórki niepodległościowego referendum. Szkocka premier chce, aby ustawę przyjęto jeszcze w tym roku. – Przy wszystkich naszych atutach i talentach Szkocja powinna kwitnąć i być istotną siłą w Europie. Zamiast tego byliśmy zepchnięci na margines przez Wielką Brytanię, która sama jest coraz bardziej marginalizowana na scenie międzynarodowej – oświadczyła Sturgeon.

Szkocka premier przyznała jednak, że aby doszło do referendum na temat niepodległości, to musi wyrazić na nie zgodę rząd w Londynie. Głosowanie z 2014 r. odbyło się za zgodą ówczesnego brytyjskiego premiera Davida Camerona. Obecna premier Theresa May tymczasem powtórkę szkockiego plebiscytu wyklucza. „Teraz nie jest na to czas” – stwierdziła w 2017 r., dając do zrozumienia, że najpierw powinna zostać ostatecznie zamknięta kwestia brexitu. Rzecznik Downing Street przypomniał teraz jedynie, że „obie strony zgodziły się co do uszanowania rezultatu z 2014 r.”

Sturgeon przekonuje jednak, że sprzeciw Londynu wobec referendum jest „nie do utrzymania”.

– Jeśli uda nam się zbudować dalsze poparcie dla żądania niepodległości, żaden brytyjski rząd nie będzie w stanie powstrzymać woli szkockiego ludu. Brexit pokazał głęboki deficyt demokracji w sposobie zarządzania Szkocją. I, niezależnie od naszych odmiennych poglądów na temat niepodległości, powinno to przekonać nas wszystkich, że potrzebujemy solidniejszych podstaw, na których moglibyśmy budować naszą przyszłość jako kraju – podkreśliła szkocka premier.

Jeśli brexit zostanie odwołany, szkockiej niepodległości nie będzie

Sturgeon zastrzegła jednak, że istnieje sytuacja, w której referendum na temat niepodległości Szkocji nie będzie potrzebne. Chodzi o wciąż prawnie możliwe odwołanie brexitu i pozostanie całej Wielkiej Brytanii w UE. Szkocka premier wskazała na wybory do Parlamentu Europejskiego, których przeprowadzenie przez Wielką Brytanię jest warunkiem opóźnienia brexitu. – Mamy teraz bezpośrednią szansę powstrzymania wyjścia z UE dla całego Zjednoczonego Królestwa i powinniśmy z niej skorzystać – stwierdziła.

Na specjalnym szczycie UE 10 kwietnia ustalono, że brexit zostanie opóźniony do 31 października, o ile 23 maja Brytyjczycy wybiorą europosłów na kolejną kadencję. Gdyby tak się nie stało, Wielka Brytania – z umową czy bez niej – opuści UE 1 czerwca. Theresa May ma nadzieję, że uda się jeszcze uniknąć przeprowadzenia wyborów europejskich. Na początku maja chce po raz czwarty poddać pod głosowanie umowę rozwodową z UE. Gdyby Izba Gmin porozumienie wreszcie zatwierdziła, jest szansa na przeprowadzenie brexitu przed 23 maja.

Michał Strzałkowski | EURACTIV.pl


Prof. Gersdorf odniosła się do wypowiedzi Morawieckiego: „uwłacza godności piastowanego urzędu”

17 kwietnia podczas dyskusji na Uniwersytecie Nowojorskim Mateusz Morawiecki porównał „reformy” rządu PiS w wymiarze sprawiedliwości do powojennych rozliczeń francuskiego reżimu kolaborującego z nazistowskimi Niemcami państwa Vichy.

Fot. Źeódło: dw.de

Morawiecki powiedział, że „duża część tego systemu [sprawiedliwości] jest skorumpowana. Nie możemy dyskutować tutaj o jednym elemencie czy kolejnym elemencie, wybierając je z całości. Dla mnie to jest taka sytuacja, którą możemy porównać z Francją w okresie post-Vichy, kiedy Charles de Gaulle kompletnie przebudował system”.

Jego zdaniem „fakt, że sędziowie nigdy nie byli odpowiednio traktowani w przypadku naruszenia prawa, stworzył taką sytuację, że 80 do 85 procent społeczeństwa popiera nas”. – Chcą, żeby nastąpiła głęboka zmiana wymiaru sprawiedliwości — ocenił.

Jak stwierdził, Polska po 1989 roku była „krajem zdobytym” przez postkomunistów. – My zaczęliśmy robić to 25 lat temu. Szkoda, że nie zaczęliśmy robić tego pięć lat czy pięć minut po rozpoczęciu transformacji, ale sędziowie postkomunistyczni, postkomunistyczni kapitaliści i politycy postkomunistyczni, zdobyli ten kraj. Był to zdobyty kraj do pewnego stopnia – powiedział.

„Uwłacza godności piastowanego urzędu”

„Z głębokim smutkiem i nieskrywanym oburzeniem, odnoszę się do krzywdzących słów, jakie na temat wymiaru sprawiedliwości w Polsce wypowiada Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki na forum międzynarodowym” – napisała w przekazanym w środę mediom oświadczeniu pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf.

Małgorzata Gersdorf
Małgorzata Gersdorf. Fot. Źródło: dw.de

„Porównanie działań rządu wobec sądownictwa do reformy, jaką przeprowadził Charles de Gaulle wobec kolaborujących z nazistami urzędników Francji Vichy, uderza w dobre imię polskich sędziów i wizerunek polskiego wymiaru sprawiedliwości w demokratycznej Europie i na świecie. Nie znajduje też żadnego uzasadnienia w faktach historycznych” – czytamy w piśmie.

„Nieprawdziwe jest stwierdzenie Premiera, że 80-85% Polaków popiera postępowanie rządu w stosunku do sędziów. (…)” – zaznaczyła I prezes Sądu Najwyższego. „Żadne dane nie potwierdzają również skali korupcji wśród polskich sędziów, o której mówił Premier. Dlatego po raz kolejny zwracam się do Prezesa Rady Ministrów z apelem, że jeśli dysponuje informacjami lub dowodami o konkretnych przypadkach i o konkretnych sędziach, którzy w ten sposób uchybili godności zawodu, to powinien niezwłocznie udostępnić je organom ścigania” – dodała.

„Wystąpienie Premiera Morawieckiego na Uniwersytecie Nowojorskim w USA jest kolejnym, na przestrzeni ostatnich lat, wystąpieniem szefa polskiego rządu na forum międzynarodowym, w którym posługuje się on nieprawdą, manipulując skojarzeniami wzbudza nieufność do polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale też narusza autorytet sądów, które sprawują jedną z trzech władz Państwa, które reprezentuje” – podkreśliła prof. Gersdorf. „Sąd Najwyższy wielokrotnie odnosił się do tych wypowiedzi, prostował informacje nieprawdziwe i zwracał się z prośbą o zaprezentowanie konkretnych danych. Spotykało się to niestety z milczeniem i brakiem jakiejkolwiek reakcji. Bierność Premiera, w kontekście jego wypowiedzi, pozostawiam Państwa ocenie” – dodała.

„Tego typu stwierdzenia, porównywanie polskiego wymiaru sprawiedliwości do francuskiego reżimu kolaborującego z nazistowskimi Niemcami przez przedstawiciela najwyższej władzy nie tylko podważa wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej, ale też uwłacza godności piastowanego urzędu.” – oceniła prof. Małgorzata Gersdorf.

Dariusz Frach / thefad.pl


„Państwo Islamskie” przyznaje się do ataków terrorystycznych na Sri Lance

Tak zwane „Państwo Islamskie” wzięło na siebie odpowiedzialność za niedzielne ataki terrorystyczne na Sri Lance. Z informacji rządu wynika, że był to odwet za marcowe ataki na meczety w Nowej Zelandii.

W Niedzielę Wielkanocną, siedmiu zamachowców-samobójców wysadziło się w powietrze w trzech kościołach oraz trzech luksusowych hotelach. Większość ofiar to wierni, którzy wówczas brali udział w świątecznym nabożeństwie.

„Przedwczorajszego ataku, którego celem byli chrześcijanie oraz członkowie koalicji pod przewodnictwem Ameryki, dokonali bojownicy Państwa Islamskiego”, głosi oświadczenie przekazane za pośrednictwem agencji informacyjnej Amaq, powiązanej z tą organizacją.

– Według pierwszych wyników śledztwa zamachowcy dokonali odwetu za marcowe ataki na dwa meczety w Christchurch w Nowej Zelandii. Istnieją na to odpowiednie dowody – powiedział w lankijskim parlamencie wiceminister obrony Ruwan Wijewardene.

Liczba zabitych – jak dodał – wzrosła do 311, wśród których jest 37 obcokrajowców. Ponad 500 rannych osób wciąż przebywa w szpitalach. Aresztowano 42 osoby, w tym jednego obywatela Syrii.

Wcześniejsze informacje rządu wskazywały, że za atakami stoi ekstremistyczne ugrupowanie islamskie „National Thowheeth Jama’ath”.

Prezydent ogłasza stan wyjątkowy

Prezydent Sri Lanki Maithripala Sirisena ogłosił w kraju stan wyjątkowy, który wszedł w życie w nocy z poniedziałku na wtorek (22./23.04.). Prezydent uzasadnił, że stan wyjątkowy został wprowadzony w trosce o publiczne bezpieczeństwo i porządek, dlatego siły bezpieczeństwa otrzymały rozszerzone uprawnienia. Według ustawy mogą na przykład przeprowadzać przeszukania domów bez nakazu sądowego lub bez nakazu dokonać aresztowania. By zapobiec rozprzestrzenianiu się plotek, odcięto dostęp do mediów społecznościowych. Podobne obostrzenia obowiązywały podczas wojny domowej na Sri Lance prawie bez przerwy w latach 1983-2009, a czasowo także w roku 2011. Wtorek ogłoszono dniem żałoby narodowej. Rano uczczono pamięć ofiar trzema minutami ciszy. Planowane są liczne pogrzeby.

Międzynarodowa siatka powiązań

Na razie niewiele wiadomo o sprawcach zamachów i ich pochodzeniu. Ustalono, że jeden z nich kilka miesięcy temu miał zostać aresztowany za uszkodzenie posągów Buddy. Dziewięciu aresztowanych to pracownicy fabryki, która należała do innego ze sprawców.

Dotychczas przeszukano ponad 20 domów, jak poinformowała policja. Rząd na podstawie śledztwa jest przekonany, że zamachowcy musieli działać przy wsparciu z zagranicy.

– Nie wierzymy, by te ataki zostały dokonane jedynie przez osoby mieszkające w kraju – oświadczył rzecznik rządu Rajitha Senaratne. – Istnieje międzynarodowa siatka powiązań, bez której takie zamachy nie byłyby możliwe – dodał.

Rząd był ostrzegany przed zamachami

Według rzecznika, przed atakami pojawiły się informacje o tym, że są planowane przez ugrupowanie „National Thowheeth Jama’ath”. Zagraniczny wywiad już 4-ego kwietnia donosił o możliwych zamachach samobójczych na kościoły oraz cele turystyczne na Sri Lance.

– Ponosimy za to odpowiedzialność, bardzo mi przykro – oświadczył Rajitha Senaratne w imieniu rządu.

Prezydent Sri Lanki powołał trzyosobowy zespół mający prowadzić dochodzenie w sprawie ataków. Pierwsze wyniki mają zostać przekazane w ciągu dwóch tygodni. Międzynarodowa organizacja policji Interpol poinformowała, że wyśle ekspertów z wielu dziedzin, by pomogli w zbadaniu miejsc zbrodni, materiałów wybuchowych, walce z terroryzmem oraz identyfikacji zwłok.


Klarenbach z TVP Info: „Panie J. Brudziński odwal się Pan”

Adrian Klarenbach, w jednym ze swoich wpisów napisał do Joachima Brudzińskiego:„Panie @jbrudzinski odwal się Pan od podkarpackiej. #Judasz był żydem (...)”.
Adrian Klarenbach. Fot. screen shot TVP Info „Minęła 8”

Adrian Klarenbach, dziennikarz prowadzący programy w TVP Info oraz radiowej Jedynce w poniedziałek wieczorem w jednym ze swoich wpisów napisał do Joachima Brudzińskiego, ministra spraw wewnętrznych: „Panie @jbrudzinski odwal się Pan od podkarpackiej. #Judasz był żydem (…)”. Odniósł się w ten sposób do wpisu szefa MSW, który krytykował zabawę bicia kijami kukły Judasza, ustylizowanej na kukłę Żyda w Prudniku, w województwie podkarpackim.

Po około godzinie Klarenbach zamieścił kolejny wpis na Twitterze w którym przeprosił Joachima Brudzińskiego za to, że kazał mu się „odwalić”.

Spalenie kukły Judasza

W Wielki Piątek na placu przed kościołem w Pruchniku na Podkarpaciu odbył się „sąd nad Judaszem”. Kukła z napisem „Judasz 2019. Zdrajca” – wcześniej wisząca na słupie, została skazana na 30 razów. Wymierzyły je dzieci zachęcane przez dorosłych. Kukłę z pejsami, jarmułką i długim nosem włóczono po ulicach, bito kijami, a na końcu obcięto głowę, spalono i wrzucono do rzeki.

Wydarzenie potępił Światowy Kongres Żydów, nazywając go „antysemicką manifestacją”, a Episkopat Polski wydał oświadczenie, w którym wyraził „dezaprobatę wobec praktyk godzących w godność człowieka”.

Dariusz Frach / thefad.pl