Adam Mazguła: Polska płonie!

Adam Mazguła
Płonie w naszym kraju coś znacznie cenniejszego niż francuska Katedra Notre Dame. Płonie polska kultura, wiedza, historia i prawda. Płonie demokratyczny obraz współczesnej Polski, mądrej wielkością pokojowych przemian ostatnich lat. W popiół zamienia się nasza moralność, jedność narodowa i wrażliwość społeczna.
Polska płonie o wiele bardziej niszczącym ogniem niż ten, który spopielił część Katedry Notre Dame w Paryżu.
Przypomnę, że podstawową wolnością człowieka we współczesnym świecie jest wolność wyznawanej wiary i praktykowanej religii. W Polsce odwrotnie, biskupi decydują, co dziecko ma się uczyć w szkole, jak naród ma obchodzić święta narodowe, kiedy pracować, kiedy robić zakupy, a nawet, kogo na urzędach awansować, a kogo zaszczuć i jak uprawiać seks.
Płonie w naszym kraju coś znacznie cenniejszego niż francuska Katedra Notre Dame. Płonie polska kultura, wiedza, historia i prawda. Płonie demokratyczny obraz współczesnej Polski, mądrej wielkością pokojowych przemian ostatnich lat. W popiół zamienia się nasza moralność, jedność narodowa i wrażliwość społeczna.
Na stosach budowanych przez nieodpowiedzialnych i skorumpowanych oszustów płonie tolerancja, wolność i prawo do posiadania obiektywnej wiedzy. Płonie ludzka inteligencja i prawo ludzi do życia w szacunku do przyrody i oddychania czystym powietrzem. Ogniem traktowane są prawa dzieci i kobiet, mniejszości narodowych, uchodźców, wszystkich ludzi o innej orientacji.
Najgorzej jednak, że nie widać na horyzoncie straży pożarnej, ani nawet zbyt wielu ludzi z wiadrami wody do gaszenia pożaru.
Mieliśmy już oficjalne wypowiedzi polityków i duchownych, nawołujących do oczyszczania społeczeństwa polskiego z ludzi niegodnych, palenie przez duchownych książek, błogosławienia faszystów na „Ciemnej” Górze, szczucie na sędziów, nauczycieli, niepełnosprawnych…
Znane są zdjęcia i filmy z aktów agresji i buty wiernych zatrudnianych do nawoływania i narzucania swojego światopoglądu całemu społeczeństwu, powołując się na wolę Boga. Bez trudu można zobaczyć zajęcia przedszkolne z nauczania dzieci krzyżowania Chrystusa, klęczenia na korytarzach i placach, albo urządzania grobów. Nawet najwyższe władze państwowe szczycą się klęczeniem publicznym przed biskupami nawołującymi do posłuszeństwa wobec Boga, a więc przed nimi w jego imieniu.
Nigdy nie zrozumiem, dlaczego rodacy dają się prowadzić do własnej zguby?
Obywatele,
odsuńcie tak rozumianą religię od wpływów na was i wasze dzieci. Czy nie widzicie, że to nie jest religia miłości, tylko religia pochwały dla męczeńskiej śmierci i obiecanek godnego życia dopiero po śmierci? Symbolem tej religii jest krzyż, narzędzie męczeńskiej śmierci, niegdyś stosowany do zemsty na niewolnikach.
Przestańcie być owieczkami, bezmyślnymi niewolnikami, którzy noszą swój krzyż dla uczty duchowej waszych oprawców.
Zapewniam Was, bez tego ciężaru śmierci człowiek żyje swobodniej, z miłością do życia, z planowaniem przyszłości na ziemi, na której jest miejsce dla wszystkich, którzy szanują nawzajem swoje prawa. Człowiek powinien żyć godnie teraz, a nie po śmierci w obiecanym niebie lub piekle, kochając życie, a nie umartwiając się i przepraszając codziennie za łaskę życia.
Szanuję prawo każdego obywatela do wyznawania swojej religii, nawet największym ortodoksyjnym zwolennikom swojej wiary, ale nie mają oni żadnego prawa narzucania jej innym, a już na pewno nie mogą budować państwa wyznaniowego, w którym wiara jest ponad państwem i prawem.
W tym miejscu chciałem przedstawić film z małej miejscowości Babienica, gdzie wykorzystuje się organizację mundurową państwa do nauki mordowania i palenia na stosie ludzi za wiarę. Niestety film nagle usunięto, ale zostało chociaż zdjęcie.

Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Rafał Sulikowski: “Non possumus”. 13 tez dla Kościoła katolickiego

Rafał Sulikowski
Kościół katolicki, jeżeli chce przetrwać XXI wiek, a tym bardziej formować rzeczywiście nowe III tysiąclecie i nie zniknąć z mapy religii i wyznań świata, musi otworzyć się na świecki dorobek ludzkości oraz spojrzeć w przyszłość.
- Kościół, jeżeli chce odzyskać jakąkolwiek wiarygodność, powinien powrócićad fontes – do źródeł, czyli uznać prymat Pisma Świętego, szczególnie Ewangelii nad późniejszą Tradycją
- Kościół katolicki powinien krytycznie na nowo przeczytać cały dorobek i spuściznę Tradycji, zachowując wszystko, co było dobre i wykorzeniając wszelkie zło.
- Kościół katolicki, jeżeli chce przetrwać XXI wiek, a tym bardziej formować rzeczywiście nowe III tysiąclecie i nie zniknąć z mapy religii i wyznań świata, musi otworzyć się na świecki dorobek ludzkości oraz spojrzeć w przyszłość.
- Kościół katolicki musi ulec reformie instytucjonalnej, począwszy od Watykanu, na parafiach kończąc. Reforma ta, czysto administracyjna, powinna przede wszystkim wprowadzić większą transparentność KK w finansach, którymi obraca, a są to kwoty niemałe.
- Hierarchia i “ścieżka kariery” powinny być zmienione. Zamiast długich lat studiów teologicznych i filozoficznych należy w seminariach wprowadzić więcej religioznawstwa, obiektywnej historii KK, a także podstaw psychologii, pedagogiki i psychiatrii. Księża, dotąd przygotowywani do apologii i obrony wiary, powinni odstawić neoscholastyczne naleciałości w kształceniu na rzecz takich przedmiotów, jak ekonomia, historia sztuki, kulturoznawstwo, dzieje innych religii oraz historia myśli ateistycznej.
- Kościół powinien nie tylko przeprosić najmniejszych za zło im wyrządzone, ale za całe zło, jakiego w przeciągu swej całej historii się dopuścił i nadal dopuszcza.
- Państwo i KK powinny być odseparowane. Państwo powinno pozostać neutralne światopoglądowo i chronić wolność sumienia i wyznania dla wszystkich religii po równo.
- KK powinien być traktowany w zakresie działania i finansowania tak, jak każda inna instytucja w państwie, niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę.
- Sam KK powinien zmienić nauczanie w najdelikatniejszych sprawach, tj. tych, które człowiek powinien sam rozstrzygać w sumieniu bez narzucania mu czegokolwiek i zabraniania czegoś. Nauczanie w kwestii etyki seksualnej jest obecnie dla wierzących nie do przyjęcia i jest szkodliwe psychospołecznie.
- Główny problem Kościoła polega na tłumieniu naturalnego rozwoju psychoseksualnego człowieka, co powoduje u znacznego odsetka osób rozmaite problemy w normalnym samopoczuciu oraz unkcjonowaniu w związkach. Etyka seksualna zakazująca antykoncepcji, masturbacji młodzieńczej i dorosłych osób samotnych oraz współżycia przedmałżeńskiego w okresie narzeczeństwa jest dłużej nie do zaakceptowania, niezależnie jakimi sankcjami moralnymi i psychologicznymi KK się posługuje, aby wymusić jak najwięcej celibatu w życiu ludzi.
- Każdy sam w swoim sumieniu powinien rozstrzygać najdelikatniejsze kwestie natury intymnej – zaś osoby niepełnosprawne powinny móc korzystać z pomocy w zaspokajaniu swoich potrzeb seksualnych na miarę swoich możliwości. Rygoryzm moralny Kościoła jest przejawem niewiary w rozsądek ludzki i objawem regresu do czasów przedsoborowych.
- Pozytywny przekaz ewangeliczny, działalność charytatywna, docenianie zdobyczy nauk o człowieku, szczególnie psychologii i antropologii kulturowej dadzą gwarancje, że Kościół odejdzie od straszenia złem wszelkiego rodzaju i odrzuci błędne tezy dotyczące natury ludzkiej, pochodzenia ludzkości i jej przeznaczenia.
- Uwolnienie badań teologicznych jest podstawowym postulatem dla Kościoła, które wraz z likwidacją cenzury i polityki “imprimatur” sprawi, że nie będą wykluczane narracje póki co mniejszościowe, które kiedyś staną się dominujące w przyszłych dekadach. Jeśli Kościół chce przetrwać, wolna myśl badawcza staje się tym kamieniem filozoficznym, dzięki któremu nastąpi prawdziwa odnowa Kościoła rzymsko-katolickiego w kolejnych stuleciach ewolucji ludzkości.
Rafał Sulikowski
Seria zamachów na kościoły i hotele na Sri Lance. Zginęło 207 osób, a ponad 400 zostało rannych
Zabici i setki rannych to bilans zamachów bombowych na kościoły i hotele dokonywanych w Niedzielę Wielkanocną na Sri Lance.
Pictures: First major attack on #SriLanka in a decade https://t.co/t0I9va7RcM pic.twitter.com/VIKHy6688t
— Reuters Top News (@Reuters) April 21, 2019
Pierwsze bomby wybuchły w Niedzielę Wielkanocną, między godziną 8:30 a 9 rano, w trzech katolickich kościołach i trzech luksusowych hotelach. Zginęło ponad 200 osób, setki zostały ranne. Eksplozje miały miejsce w kościele św. Antoniego w stolicy Sri Lanki Kolombo oraz w kościołach w Negombo na zachodzie i Batticaloa we wschodniej części kraju. We wszystkich zamachy zostały dokonane podczas odprawianych tam mszy wielkanocnych.
W tym samym czasie eksplodowały kolejne bomby w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Wszystkie cieszą się popularnością zwłaszcza wśród europejskich turystów. Według pierwszych informacji wśród śmiertelnych ofiar znalazło się 35 cudzoziemców, w tym obywateli USA, Wielkiej Brytanii i Holandii. Miejscowe media mówią o zamachach samobójczych. Prezydent Sri Lanki Ranil Wickremesinghe potępił zamachy jako „tchórzliwe ataki” i wezwał społeczeństwo, by pozostało „zjednoczone i silne”. Także prezydent kraju Maithripala Sirisena zaapelował o zachowanie spokoju. Władze powołały do życia sztab kryzysowy.
Około południa nadeszły doniesienia o kolejnych wybuchach, w tym w hotelu i dzielnicy mieszkaniowej na przedmieściach Kolombo.
Największy zamach od 10 lat
Kościół św. Antoniego uważany jest wśród katolików Sri Lanki za świętość narodową. Większość mieszkańców kraju to buddyści, tylko 6,1 procent z 22 mln obywateli stanowią katolicy. Motywy zamachów nie są jeszcze znane. Najwyraźniej skoordynowane ataki były najcięższymi od zakończenia wojny domowej na Sri Lance dziesięć lat temu.
W ubiegłym tygodniu, 11 kwietnia, wysoko postawiony przedstawiciel służb bezpieczeństwa ostrzegł w piśmie skierowanym do szefa policji przed możliwymi atakami radykalnego ugrupowania islamistów NTJ. Celem planowanych zamachów samobójczych miały być kościoły i ambasada Indii w Kolombo. Autor pisma powoływał się na informacje „zagranicznego wywiadu”. NTJ okryło się złą sławą w ubiegłym roku po uszkodzeniu szeregu buddyjskich posągów.
W niedzielę po południu władze Sri Lanki podały tymczasową liczbę ofiar: 207 zabitych, ponad 450 rannych. Zatrzymanych zostało trzech podejrzanych.
Adam Mazguła: Defilada Konstytucji 3 maja, czy Targowicy

Adam Mazguła
Najważniejsze jest przesłanie do świata, precyzujące jasny cel parady i wyjaśniające, co świętujemy, Konstytucję 3 maja, czy Targowicę.
Panie Mariuszu Błaszczak,
zobaczyłem reklamówkę defilady z okazji 3 maja i jestem zawiedziony. Nie zobaczyłem tam, tak charakterystycznych dla obecnych rządów wielu grup mundurowych, z których Pan jest tak dumny. Nie usłyszałem o wsparciu duchowym żołnierzy biorących udział w defiladzie. Mam nadzieję, że to tylko przeoczenie i na defiladzie zaprezentują się nie tylko wojska operacyjne, ale również oddziały pielgrzymkowe, z elitą bojowych tragarzy krzyży uzbrojonych w mobilne zestawy mszalne. Już rano w dniu defilady, zapewne zaprezentują się w swoich pięknych mundurach pododdziały służących do mszy i czytaczy pisma świętego, oraz specjaliści najwyższej klasy od noszenia wieńców i pełnienia służby wartowniczej przy PiS-owskich pomnikach.
Nie usłyszałem też o udziale w paradzie uzbrojonych w najnowszą broń piechoty terytorialsów WOT. Wypada ich zaprezentować, jeśli dla ich szkolenia wycofuje się z jednostek najzdolniejszych polskich komandosów, a do tego zadania potrzebny jest zwykły kapral.
Panie Mariuszu Błaszczak,
myślę, że defiladę powinien otwierać batalion żandarmerii wojskowej, który zaszczytnie, ale i w warunkach wojennych (pobierają oni przecież dodatki równe komandosom uczestniczącym w misjach wojennych), ochrania Antoniego Macierewicza, wraz z bohaterskim kierowcą jego służbowej limuzyny.
Jak słyszę, MON wystawia wszystko, co ma najlepszego. Dlatego nie może zabraknąć maszerującej najbardziej zasłużonej dla ludu smoleńskiego komisji zamachu lotniczego z Antonim na czele. Może uda się ich znaleźć w świecie, bo wypada przecież spojrzeć im w te szczerze oddane partii, patriotyczne oczy. Nie może na pokazie zabraknąć również przenośnej ławeczki niepodległości i kompanii reprezentacyjnej zabezpieczenia ekshumacji.
Nie zobaczyłem w tej reklamie o udziale w paradzie umundurowanych polityków PiS-u, którzy nigdy nie służyli w wojsku, kiboli w koszulkach Polski Walczącej, pułków trolli internetowych Jenota, batalionów moherowych Radia Maryja, klubów krzyżowych Gazety Polskiej, maszerującej młodzieży z falangą na flagach i z okrzykiem: „a na drzewach zamiast liści…”.
Oni wszyscy przecież są Waszą armią.
Panie Mariuszu Błaszczak,
w reklamówce nie zobaczyłem nic o hasłach i zabezpieczeniu medialnym defilady. Myślę, że ponieważ chodzi o pamięć Konstytucji, to nad głowami wiwatujących powinno się powiesić napis:
„Konstytucja, dość Targowicy”.
Z tej okazji może też warto rozważyć zmianę treści przysięgi wojskowej, którą tak widowiskowo mogliby składać wojskowi. Wystarczy tylko zamienić słowa niepasujące do obecnej sytuacji i zamiast słów:
„… Stać na straży konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego,…”,
wprowadzić przykładowo takie słowa:
…Stać na straży statutu PiS-owskiego, strzec ich prezesa i siebie samego…
Można symbolicznie wystawić egzemplarz Konstytucji RP na stole przed trybuną honorową, której towarzyszyłby strażnik konstytucji i generałowie asystujący. Aby podkreślić, że wszyscy oni stoją na straży jej zapisów powinno się ją umieścić za kratą, nie żeby ktoś pomyślał o uwięzieniu konstytucji, ale o jej skutecznym pilnowaniu.
Na koniec uroczystości proponuję odśpiewać gremialnie piosenkę
„Wolność, kocham i rozumiem”.
Po uwzględnieniu tych moich rad, defilada z pewnością byłaby jedyną w swoim rodzaju, głośną, oglądaną przez masy, historyczną i zwracającą uwagę świata. Wszak o to Panu chodzi.
Najważniejsze jednak jest przesłanie do świata, precyzujące jasny cel parady i wyjaśniające, co świętujemy, Konstytucję 3 maja, czy Targowicę.
Zawsze z życzliwa radą,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
10 pozornie zdrowych produktów, które szkodzą
W dobie powszechnego dbania o zdrowie i tryb życia, sięgamy często po produkty, które są wspaniałe w grze aktorskiej – udają zdrowe, a po analizie okazują się szkodliwe. Oto lista 10 popularnych produktów, które wcale nie dodadzą ci zdrowia.

Sportroom.pl
Jogurty owocowe
Jak wiele reklam zdrowych, pożywnych i odżywczych jogurtów owocowych widziałeś w ciągu ostatniej doby w mediach i prasie? Reklamowane, jako zdrowe śniadanie, pożywna przekąska i produkt dla tych, którzy dbają o linię. Analiza składu jogurtów owocowych pokazuje jednak, że prędzej wyrośnie ci na dłoni kaktus, niż uda ci się spożywając je zgubić uzbierane kilogramy. Pierwsze miejsce na liście składników zajmuje cukier, dużo cukru. Owoce znajdują się gdzieś daleko z tyłu i nie są to nawet prawdziwe owoce, ale produkt po wielokrotnym użyciu, zwykle po zrobieniu soków, dżemów, etc. Nie spodziewaj się po nich zdrowia. Jeśli chcesz zdrowy jogurt owocowy, którym się nasycisz i który zapewni ci smukłą sylwetkę oraz będzie faktycznie lekką przekąską, do jogurtu naturalnego lub typu greckiego dodaj pokrojone owoce.

Wymyślne sprzęty odchudzające
Chciałoby się wierzyć, że faktycznie wystarczy ułożyć się wygodnie na kanapie przed TV, założyć na brzuch i uda magiczne opaski masujące, włączyć guzik i obserwować, jak spadają obwody. Tak się jednak nie stanie. Jeśli chcesz wyrobić sobie muskulaturę, zrzucić nadmiar kilogramów lub nabrać formy, nie obejdzie się bez ćwiczeń. Niestety. Cudowne urządzenia wydrenują wyłącznie twój portfel, a oponkę zostawią tam, gdzie była.

Zdrowe batony proteinowe
To kolejny produkt dla miłośników bycia FIT. Pełne zdrowych dodatków, sycące i dbające o to, aby nie przybrać na wadze. Owszem, są źródłem protein. I chyba na tym koniec, jeśli chodzi o ich walory prozdrowotne. Dalej znajdziesz w składzie cukier, olej palmowy, kiepskiej jakości czekoladę lub suszone (bardzo słodkie) owoce. Uda ci się nimi nasycić głód, ale nie oczekuj zgrabnej sylwetki, bowiem jedząc je regularnie, uzbierasz zapasy na kolejne oponki.
Suszone owoce
5 porcji warzyw i owoców dziennie – tak mówi slogan. I mówi prawdę. Ale nie chodzi o owoce suszone. Te niestety są wyjątkowo bogate w cukier. Faktycznie, mogą stanowić źródło witamin i składników odżywczych, w istocie, są dobrą alternatywą dla czekolady, ale wciąż są mniej zdrowe i bardziej kaloryczne, niż świeży owoc. Jeśli lubisz smak suszonych owoców, kup suszarkę i przygotuj je samodzielnie. Będą mniej słodkie, niż te ze sklepu, ale to za sprawą braku dodatku cukru, którego przecież nie chcesz jeść na diecie.
Muesli
Kolejna gwiazda reklam, rekomendacja zdrowej przekąski i pożywnego śniadania. Owsianka w wersji FIX i gotowe mieszanki. Co się w nich znajduje? Płatki owsiane, siemię lniane, kilka rodzajów ziaren – to bardzo okej, ale dalej… tłuszcz palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy, suszone owoce – czyli nic, co mógłbyś uznać za zdrowy, lekki posiłek. Jeśli chcesz mieć gotową mieszankę muesli, przygotuj ją samodzielnie.
Owocowe soki
Samo zdrowie – wyciśnięte, pełne witamin i wartości odżywczych, smaczne i sycące. Yhm. Tylko, że nie do końca. Jeśli wyboru dokonujesz pomiędzy gazowanym, słodzonym toną cukru napojem, wybór soku w sklepie jest faktycznie lepszą opcją. Ale jeśli pijąc gotowe soki myślisz, że to zdrowe, odżywcze i dietetyczne – to niestety tkwisz w błędzie. Soki, zarówno owocowe, jak i warzywne, w wielu przypadkach mają w składzie cukier i niezdrowe dodatki, a owoc lub warzywo znajduje się zdecydowanie za daleko na liście składników. Znacznie lepszy jest wybór soku jednodniowego (te faktycznie mają krótki, przyzwoity skład) lub przygotowanie soku samodzielnie.
Odtłuszczone, znaczy dobre
Mowa głównie o nabiale. Produkty bez tłuszczu zdobyły ogromną sławę i popularność. Wiele osób sięga po nie, sądząc, że tak jest zdrowiej, lżej i lepiej. Nie jest to niestety do końca prawdą. W ślad za badaniami informujemy, że odtłuszczony nabiał nie pozwala wchłaniać się wapniowi, dla którego tłuszcz jest nośnikiem. Tłuszcz w produktach nabiałowych jest również źródłem smaku, zatem w produktach, które tłuszczu nie mają, znajdziesz całą gamę polepszaczy i słodzików, które mają poprawić smak produktu.
Light – czyli lżej
Dopisek light przyniósł ulgę wielu osobom, które chciały odżywiać się zdrowiej i lżej, miały zapewnić szczupłą sylwetkę i spowodować brak konieczności odmawiania sobie niektórych produktów. Batoniki w wersji light, gazowany napój w wersji light, ciasteczka i wiele innych produktów, które wyrastają na sklepowych półkach, jak grzyby po deszczu. Zastąpienie cukru w większości produktów odbyło się na rzecz słodzików. Te natomiast, spożywane w dużych ilościach przez długi okres, wywołują szereg bardzo poważnych chorób, w tym nowotworów. Jeśli od czasu do czasu zjesz batona w wersji light, nic się nie stanie, ale jeśli będziesz jadał je regularnie, zrobisz sobie więcej szkody, niż pożytku.
Syrop z agawy zamiast cukru
O nim również zrobiło się głośno. Z resztą, oferta sklepów ma sporo do zaoferowania w kwestii zamiany klasycznego cukru na inne, zdrowsze produkty. Syrop z agawy ma o wiele niższy indeks glikemiczny, niż używany chętnie miód, jest zdrowszy, niż cukier, ale za to, zawiera aż 70% fruktozy. I chociaż to naturalny cukier, to w syropie z agawy jest go po prostu bardzo dużo. Jeżeli ma posłużyć do posłodzenia 1 kawy dziennie, to najpewniej jest to dobra alternatywa dla cukru. Jeśli natomiast będziesz wypijał każdego dnia 5-7 kubków kawy/herbaty i dodawał go do koktajli, jogurtów czy owsianki, to będzie to już zdecydowanie zbyt wiele.
Suplementy diety
Na ból głowy, wypadanie włosów, łysienie, poprawę kondycji paznokci, skóry, na bezsenność, stresy, na przejedzenie i na brak apetytu. W aptekach i nawet przy kasach w sklepach, znajdziesz ogromne ilości suplementów diety na każdy problem. Dostępne od ręki, bez recepty i mają działać cuda. Ale nie działają. Zaczynając od podstaw, wypadanie włosów oznacza jakiś problem, który organizm sygnalizuje, wzięcie pierwszej lepszej pigułki go nie rozwiąże, a zwłoka najpewniej go pogłębi. Jeśli dzieje się coś złego, znajdź przyczynę i skup się na jej rozwiązaniu.
Dariusz Stokwiszewski: Mętna kazuistyka „elit” doprowadziła do tego, jaka jest dziś Polska

Dariusz Stokwiszewski
Domagam się (i myślę, że nie jestem w tym oczekiwaniu odosobniony), aby w odpowiednim czasie nowo wybrana władza (nie wyobrażam sobie tego, aby społeczeństwo dało się oszukać po raz kolejny) powołała Specjalny Trybunał ds. Przestępstw Popełnionych na Państwie i Narodzie w latach 2015 - 2019!
Zacznijmy od tego, skąd cudzysłów przy słowie „elity”. Biorąc pod uwagę obecne realia naszego państwa, muszę z przykrością stwierdzić, że pojęcie to jest całkowicie „puste”; pozbawione treści! Elit w Polsce nie ma! Są oczywiście chlubne wyjątki, ale te nie chcą się zajmować brudną polityką. A jeśli nawet któraś z nich chciałaby do niej wejść, to ci rozpychający się łokciami i rozglądający się panicznie na boki w poszukiwaniu jakiegoś „zagrożenia” (bo każdy mądry człowiek jest dla „elit” zagrożeniem) nigdy nie dopuszczą takiej osoby do głosu i stanowisk.
To tragedia, bo z tego właśnie powodu Polska, w swojej długiej historii, nie miała tego szczęścia, bycia dobrze rządzonym państwem. Mamy oczywiście okresy chwały, mamy mężów stanu, z których jesteśmy dumni, choć bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie „mieliśmy”, głównie z powodu opisanego wyżej! To wszystko są rzeczy dobrze znane, stąd nie to ma być głównym przesłaniem tekstu. Chciałbym się zająć inną kwestią; ja definiuję ją jako swego rodzaju wycofanie, tchórzostwo, asekurację etc., w głoszeniu własnych szczerych opinii i opisywaniu rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć. Brak odwagi jest w tym przypadku naganny!
Straszna to rzeczywistość! Od czterech lat Polską rządzi grupa ludzi niegodnych, ale też zupełnie nieprzygotowanych do sprawowania władzy. Wielu ma także niechlubną przeszłość; stąd w żadnym normalnym kraju nie byliby w stanie zdobyć normalnej, odpowiedzialnej pracy! Tymczasem w Polsce mają się dobrze; ba, niektórzy nawet bardzo dobrze. Pełnią najwyższe godności w państwie, nie mając odpowiedniego (np. na stanowisku kierownika sklepu, warsztatu, czy też zakładu zieleni miejskiej etc.) wykształcenia! Jak więc mogą pełnić obowiązki polegające na rządzeniu państwem?
Zmierzam do krytyki powszechnego zakłamania, które nie przystaje komuś, kto uważa się za człowieka przyzwoitego. Chodzi o to, że wielu z nas, zwłaszcza ludzi, którzy mają taki obowiązek, nie nazywa po imieniu rzeczy, które zasługują na potępienie. Nie wolno milczeć, kiedy państwo jest rujnowane przez ludzi, których działania mogą dać asumpt do tego, aby traktować ich jak potencjalnych wrogów państwa. A takie wrażenie się odnosi każdego dnia, patrząc na to, co robi obecna ekipa rządząca.
I tu meritum moich rozważań. Jeśli ktoś z nas popełni czyn zabroniony; ukradnie coś cennego, napadnie na inną osobę, spowoduje poważny wypadek etc., jest traktowany jak przestępca. Nikt się nie waha taką osobę potępić i napiętnować mianem bandyty (przestępcy) jeszcze zanim zapadnie wyrok. I trudno się też dziwić temu, że tak właśnie ludzie reagują pod wpływem emocji. Pozwolę sobie jednak zadać pytanie będące figurą czysto retoryczną: jeśli wyżej wymienione czyny (niektóre jak wypadek drogowy zwykle nieumyślne) są przestępstwem, to jak nazwać działanie na szkodę państwa polskiego?! Jak? Ano właśnie! I tu nabieramy wody w usta! Tymczasem brak odpowiedzi to brak odwagi, odpowiedzialności, tchórzostwo czy też może wszystko to naraz!
Od lat łamana jest (w czym główną rolą odgrywa trzech prawników – dwóch doktorów oraz jeden magister prawa – nie boję się wymienić ich nazwisk, bo wiemy, o kogo chodzi doskonale, zresztą one jeszcze padną) konstytucja, będąca najwyższym aktem prawa w Polsce. To jej pochodną są pozostałe akty niższego rzędu, na których większość z nas się skupia przy okazji debat. Czym wobec niej jest Kodeks wykroczeń, czy nawet Kodeks karny?! Aktem podrzędnym, wykonawczym!
Wielokrotnie publicznie przedkładałem prośbę (w tym dwóm uznanym prawnikom), o to by wyjaśnili, dlaczego w odniesieniu do ludzi popełniających przestępstwa szkodzące racji stanu RP (a więc dobru najwyższemu każdego państwa), stosuje się eufemizmy (zbyt łagodne określenia, nijak mające się do skali popełnianych czynów przestępczych) zamiast nazywać rzeczy te po imieniu?! Nie ma większego przestępstwa popełnionego wobec państwa od niszczenia demokracji i prawa, wymiaru sprawiedliwości, swoistej prywatyzacji (tutaj „pisyzacji”) organów ścigania, osłabiania znaczenia i pozycji Polski w świecie, niszczenia sił zbrojnych, policji, służb, czy też wreszcie sędziów, adwokatów, dziennikarzy oraz wolności słowa w ogóle?!
To według mnie cała mętna kazuistyka (sofistyka, erystyka), ze szczególnym naciskiem na „mętna”! Gdzie są środowiska, które winny zająć właściwe do sytuacji stanowisko? Czy naprawdę działacze partyjni, przyzwoici sędziowie, prokuratorzy etc. uważają, że należy „nadstawiać drugi policzek”, kiedy bandyta (przestępca) atakuje? Tak ma według was wyglądać poszanowanie prawa?! A jeśli poprzez takie działania tej władzy Polska zostanie zaatakowana, a jej obywatele zaczną być mordowani, to spokojnie będziemy siedzieć w domu, czekając na aresztowanie i liczyli na samoistne zadziałanie konwencji genewskich?! Tu dodam, że to nie jest żaden „odlotowy” przykład, a ja nie jestem też „naiwnym chłopcem”! Takie rzeczy się przecież zdarzają; nawet nie trzeba mnożyć tu przykładów!
Nie jestem zwolennikiem „prawa talionu” (stara zasada „oko za oko, ząb za ząb” – to dla tych, co nie znają tego określenia), ale społeczna sprawiedliwość. Na niej opierać się musi demokracja, która powinna funkcjonować w sposób właściwy, bo jeśli nie, to państwo upada wcześniej czy później. Czasem upadają też cywilizacje, o czym traktują olbrzymie i powszechnie dostępne zasoby stosownej literatury przedmiotu.
Reasumując: jeśli wybrana demokratycznie władza łamie zasady, na które przyjmując władzę, przysięgała, to przestaje mieć społeczną legitymację do rządzenia. Nie można ze strachu, czy chęci zachowania się „fair” chować głowy w piasek jak struś, bo i tak cały korpus wystaje na zewnątrz i byle rykoszet może go trafić. Zasada „moja chata z kraja” absolutnie i chyba nigdy się nie sprawdziła!
Jeżeli prezydent państwa Andrzej Duda, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, czy też (jako główny czynnik sprawczy) prezes partii rządzącej Jarosław Kaczyński i całe ich otoczenie łamią jawnie konstytucję, a także ręcznie sterują organami państwa (które z definicji powinny być niezależne), zamiatają sprawy ważne „pod dywan”, unikając w ten sposób odpowiedzialności (afera Kaczyńskiego i „srebrnych wież”), a przy tym próbują łamać i zastraszać ludzi niewinnych, to znaczy, że wyczerpała się formuła ich działań na stanowiskach, które pełnią! Nie wzywam do przemocy, nie wzywam do niczego, co jest sprzeczne z polskim i europejskim prawem. Tym, czego chcę, jest jasne postawienie, tego o czym tu napisałem, we właściwym świetle. Na dodatek domagam się (i myślę, że nie jestem w tym oczekiwaniu odosobniony) też tego, aby w odpowiednim czasie nowo wybrana władza (nie wyobrażam sobie tego, aby społeczeństwo dało się oszukać po raz kolejny) powołała Specjalny Trybunał ds. Przestępstw Popełnionych na Państwie i Narodzie w latach 2015 – 2019!
Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,
Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,
Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.
Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta
Czesław Miłosz
Waszyngton D.C. 1950
Dariusz Stokwiszewski
Raport Reporterów bez Granic. Polska spada w rankingu niezależności dziennikarzy
Reporterzy bez Granic alarmują: w Europie nasilają się ataki na niezależnych dziennikarzy. Zdaniem organizacji idzie to w parze z “erozją instytucji, do której doprowadzają coraz bardziej autorytarne reżimy”.

Autorzy tegorocznego raportu są zaniepokojeni faktem „stale malejącej liczby krajów, w których dziennikarze mogą bezpiecznie pracować”. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje się w rosnącej presji autorytarnych reżimów na dziennikarzy. – Gdy polityczna debata odbywa się w atmosferze walki, a dziennikarze traktowani są jak kozły ofiarne, to demokracja jest w niebezpieczeństwie – powiedział sekretarz generalny Reporterów bez Granic Christoph Deloire. – Zatrzymanie procesu zastraszania dziennikarzy staje się pilne dla ludzi dobrej woli, którzy cenią wolność jako wartość wywalczoną w biegu historii – uważa Deloire.
Reporterzy bez Granic alarmują
Po raz kolejny ranking otwiera Norwegia, na drugim miejscu jest Finlandia, a za nią Szwecja, Holandia i Dania. Z pierwszej trójki wypadła Holandia. Dla Sylvie Ahrens-Urbanek, szefowej zespołu komunikacji Reporterów bez Granic, to dowód na to, że “deficyt niezależności dziennikarzy występuje także w krajach uważanych za wzorowe”. Podkreśliła, że w Holandii “dziennikarze musieli zostaś objęci ochroną policji gdy informowali o zorganizowanej przestępczności”.
Jako dobrą autorzy określają sytuację w 8 proc. krajów świata, jako satysfakcjonującą w 16 proc., jako problematyczną w 37 proc., jako trudną w 29 proc., a jako bardzo poważną w 11 proc. krajów. Polskę zaliczono do grupy krajów o sytuacji trudnej.
Pogorszająca się sytuacja dziennikarzy w Europie
Biorąc pod uwagę regiony świata, największy spadek zanotowały kraje Ameryki Północnej i Południowej (-3,6 proc.), na drugim miejscu znalazła się Europa (-1,7 proc.), gdzie poziom wolności prasy nadal jest największy na świecie. Jednak i tu dziennikarze narażeni są na coraz większe niebezpieczeństwo, czego dowodem były morderstwa na Malcie (spadek o 12 pozycji na miejsce 77 z 65), Słowacji (spadek o 8 pozycji na miejsce 35) i w Bułgarii (111 pozycja) oraz werbalne i fizyczne ataki w Serbii (spadek o 14 pozycji na miejsce 90) i Czarnogórze (spadek na 104 pozycję).
Bezprecedensowa agresja miała miejsce we Francji podczas protestu żółtych kamizelek, gdy ekipy telewizyjne musiały pracować pod eskortą ochroniarzy oraz ukrywać logo swoich stacji. Raport pisze o „stygmatyzacji” dziennikarzy podczas tych protestów. Węgry, gdzie działacze Fideszu Viktora Orbana odmówili kontaktów z niezależnymi dziennikarzami, znalazły się na pozycji 87. w rankingu (spadek o 14 pozycji).
Kolejny spadek Polski w rankingu

Polska spadła z miejsca 58. na pozycję 59. Ten trend utrzymuje się już czwarty rok z rzędu. W 2016 roku Polska z 18. miejsca spadła na pozycję 47., rok później na pozycję 54., a rok temu o kolejne cztery miejsca na pozycję 58. Autorzy raportu podkreślają, że “media państwowe zostały zamienione w narzędzie propagandy i w coraz większym stopniu są wykorzystywane do szykanowania dziennikarzy”.

W raporcie przypomina się też, falę oskarżeń wobec Tomasza Piątka „za ujawnienie związków byłego ministra obrony z rosyjską mafią” i podkreśla, że w ostatnim czasie „dziennikarzom Gazety Wyborczej grozi się procesami sądowymi w związku z ujawnieniem związków lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego z kontrowersyjnym projektem budowlanym”.
Klimat strachu także w Niemczech
Niemcy znalazły się na 13. miejscu czyli o dwa miejsca wyżej niż rok temu, jednak to przesunięcie wynika raczej ze spadku innych krajów niż z poprawy sytuacji niemieckich dziennikarzy. Raport wylicza 22 napaści na dziennikarzy w 2018 roku.
– Pamiętamy jeszcze na przykład demonstracje w Chemnitz, gdzie dziennikarze byli atakowani werbalnie i fizycznie, gdy wyrywano im kamery z ręki – powiedziała Sylvie Ahrens-Urbanek, dodając, że „generalnie pogorszył się klimat pracy dziennikarzy” na świecie. W ostatnich latach tradycyjnie listę zamykała Korea Północna, jednak w tym roku zastąpił ją Turkmenistan.
REDAKCJA POLECA
Premier zapowiada likwidację OFE. Opozycja bije na alarm. O co tu chodzi i o co tyle krzyku?

Marcin Święcicki
Marcin Święcicki - polityk i ekonomista. W latach 1989–1991 minister współpracy gospodarczej z zagranicą w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, w latach 1994–1999 prezydent m.st. Warszawy, poseł na Sejm X, II, VII i VIII kadencji.
Premier zapowiedział likwidację #OFE. W OFE znajduje się 162 mld zł zainwestowanych w spółki krajowe (127 mld) i zagraniczne (11 mld) oraz lokaty bankowe. Środki te mają służyć powiększeniu emerytur dla 16 mln obywateli posiadających rachunki w OFE. Jeśli posiadacz rachunku nic nie zrobi, to jego rachunek w OFE zostanie przekształcony w rachunek IKE (Indywidualne Konto Emerytalne – system istniejący), ale przy okazji państwo pobierze 15%, które premier nazwał „opłatą przekształceniową”.

Jeśli właściciel rachunku w OFE zadeklaruje, że chce przelać pieniądze do ZUS, jego oszczędności (w formie akcji itp.) w całości trafią do Funduszu Rezerwy Demograficznej, a indywidualne konto w ZUS – podkreślmy, że jest to konto wirtualne – zostanie odpowiednio powiększone.
Kto zarobi, a kto straci na propozycji premiera?
Na pewno zarobi rząd. Od pieniędzy przelanych do IKE może zarobić nawet 24 mld zł, czyli 15% od 162 mld zł, w ciągu najbliższych dwóch lat 2020-21. Jeśli pieniądze są przelewane do Funduszu Rezerwy Demograficznej, rząd może na nich zarobić od razu 100%. Fundusz Rezerwy Demograficznej może bowiem otrzymane akcje sprzedać w każdej chwili i praktycznie dowolną kwotę przelać na bieżące wypłaty ZUS.
Ponieważ ZUS i KRUS mają permanentny deficyt, pokrywany z budżetu państwa, otrzymanie pieniędzy z Funduszu Rezerwy Demograficznej, zmniejszy zapotrzebowanie na pokrycie deficytu z budżetu państwa. Może być tak, że ludzie wystraszeni 15-procentowym potrąceniem, masowo będą przekazywać pieniądze do ZUS, technicznie do Funduszu Rezerwy Emerytalnej, co oznacza, że ZUS może na tym zarobić nawet 100 mld zł.
Podsumujmy: na operacji premiera Morawieckiego budżet w najbliższych 2 latach może zarobić od 24 mld do 162 mld zł.
Kto na tym straci?
Po pierwsze, stracimy wszyscy, bo Polska będzie miała mniej inwestycji. Ponad ¾ środków OFE służy inwestowaniu w naszą gospodarkę. Po manewrze Morawieckiego istotna część tych środków (tj. 15-procentowe potrącenie w IKE i całość środków przenoszonych do ZUS) zostanie wycofana z rynku kapitałowego i przeznaczona na bieżące wypłaty konsumpcyjne.
Oczywiście, ktoś te akcje kupi, kto w tym czasie inwestuje, ale kupiłby inne akcje – start-upów, powiększyłby kapitały istniejących przedsiębiorstw, a tymczasem swoje oszczędności wyda na akcje, których Fundusz Rezerwy Demograficznej będzie się pozbywał, aby dofinansować ZUS i KRUS.
Mniej inwestycji będzie też z tego powodu, że na OFE corocznie wpłacano ponad 3 mld zł z obowiązkowych składek emerytalnych. Teraz składki emerytalne będą w całości szły do ZUS.
Po drugie, przyszłe rządy będą miały mniej wpływów podatkowych, bo wypłaty emerytur z OFE podlegały normalnym regułom podatkowym, a wypłaty z IKE są wolne od podatku. Tym właśnie premier uzasadniał jednorazową 15-procentową opłatę.
Z punktu widzenia przeciętnego posiadacza środków w OFE przeniesienie do ZUS oznacza, że realne kapitały, które miały mu w przyszłości zapewnić część emerytury, zostaną zamienione na konto wirtualne. Ryzyko, z jakim miał do czynienia na rynku kapitałowym, zostanie zamienione na ryzyko polityczne – np., jeśli jakiś przyszły rząd za 20 lat przestanie uznawać rachunki wirtualne w ZUS i wprowadzi system emerytur obywatelskich. To ryzyko również dotyczy zmiany, którą przeprowadziła PO, zamieniając obligacje OFE na zapisy na kontach wirtualnych. Różnica polega na tym, że obligacje stanowiły pożyczki na bieżące potrzeby rządu, a nie środki inwestowane w rozwój gospodarki.
Doraźne potrzeby wyborcze znowu okazują się ważniejsze dla PiS niż inwestowanie w przyszłość kraju. Po nas choćby potop.
Marcin Święcicki
Prymas Polski dla niemieckiego dzinnika: polski Kościół paraliżuje kultura całkowitej dyskrecji
Kościół katolicki w Polsce krytykowany jest za zbyt opieszałe wyjaśnianie przypadków molestowania seksualnego nieletnich przez księży. Prymas Wojciech Polak przyznaje, że polski Kościół paraliżuje kultura dyskrecji.

– Potrzebna jest nowa mentalność. W Kościele mamy do czynienia z silną paraliżującą kulturą całkowitej dyskrecji. Trzeba dodać, że wzrastaliśmy w czasach represyjnego systemu komunistycznego, gdy Kościół utrzymywał wiele spraw w tajemnicy. Po 2001 roku wielu biskupów nie mogło pozbyć się dawnego lęku przed ujawnieniem. Informacje o seksualnym wykorzystaniu nadchodziły bardzo późno, od 2010, 2012 roku. Co nie oznacza, że wcześniej nie było przypadków molestowania. Musimy teraz nie tylko przeprosić, lecz także wysłuchać ofiar, aby zmienić mentalność – powiedział prymas Polski Wojciech Polak w wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung” (SZ).
Prymas przyznał, że opublikowany przez polski Kościół 7-stronnicowy raport o molestowaniu jest zbyt krótki. Jak wyjaśnił, jego celem było jak najszybsze ujawnienie skali tego zjawiska. – Z okresu sprzed 1990 roku często nie istnieją żadne dokumenty, gdyż w czasach komunistycznych, inaczej niż na Zachodzie, starano się nie zostawiać pisemnych dowodów – tłumaczył Polak.
Wierzchołek góry lodowej
Prymas podkreślił, że w swojej diecezji apelował do wszystkich ofiar, niezależnie od tego, kiedy zostali skrzywdzeni, o zwrócenie się do niego, a tym, którzy odpowiedzieli na apel, dziękował za odwagę.
Polak przypomniał, że 382 przypadki molestowania to sprawy z lat 1990-2018, które zostały zgłoszone. „Jestem przekonany, że nie wszystkie ofiary zostały uwzględnione – to jest dla nas zadanie (na przyszłość)” – powiedział.
Prymas Polski nie chciał komentować wypowiedzi innych hierarchów, którzy krytykowali zarzuty jako próbę podkopywania autorytetu Kościoła. „Ja powiedziałem w marcu, że molestowanie jest wielkim bólem i hańbą dla Kościoła” – podkreślił. Zaprzeczył, jakoby był w swojej postawie osamotniony w Polsce. „Kilku polskich biskupów prosi stale o wybaczenie” – dorzucił.
Kluczowa wizyta z Watykanu
Polak zapowiedział, że w połowie czerwca do Polski przyjedzie arcybiskup Charles Scicluna – odpowiedzialny za walkę z molestowaniem seksualnym zastępca przewodniczącego kongregacji do spraw wiary. To będzie kluczowy moment – podkreślił.
W sprawie oceny postaci księdza Hanryka Jankowskiego, Polak zaproponował powołanie wspólnej komisji złożonej z przedstawicieli Kościoła, władz państwowych i historyków.
Zdaniem prymasa, nadużycie władzy sprawowanej przez księdza w parafii nad wiernymi jest jedną z przyczyn molestowania seksualnego dzieci, lecz nie jedyną. – Brak seksualnej dojrzałości i brak zdolności oceny (swojego postępowania) są kolejnymi przyczynami. Musimy zwrócić znacznie większą uwagę na ten problem w kształceniu tych, którzy chcą zostać księżmi, musimy zajmować się ich seksualną dojrzałością. To bardzo ważne – powiedział prymas Polak w rozmowie z „Sueddeutsche Zeitung”.
REDAKCJA POLECA
Prasa niemiecka o ofiarach molestowania seksualnego przez duchownych: katolicka Polska nie chce się zająć tym problemem
W procesie wyjaśniania przypadków seksualnego molestowania nieletnich przez duchownych katolicka Polska pozostaje daleko za innymi krajami – pisze Florian Hassel w „Sueddeutsche Zeitung”.

Warszawski korespondent „Sueddeutsche Zeitung” (SZ) przedstawia opisywany wcześniej przez polskie media przypadek Marka Lisińskiego – ofiary molestowania, którego papież Franciszek w lutym podczas audiencji w Watykanie w geście zadośćuczynienia pocałował w rękę. – To był nadzwyczajny moment, wyraz szacunku nie tylko dla mnie, lecz dla wszystkich, którzy byli w Polsce wykorzystywani seksualnie przez duchownych – cytuje Lisińskiego Hassel.
Marek Lisiński kieruje obecnie fundacją „Nie lękajcie się”, której głównym celem jest pomoc ofiarom przemocy seksualnej duchownych.
Powikłane losy ofiary molestowania
Niemiecki dziennikarz pisze, że Lisiński jako 13-letni chłopiec został zgwałcony przez księdza. Traktowany jak „zastępca Boga” duchowny cieszył się w liczącej 200 domów wsi Poniatowo niepodważalnym autorytetem.
Ani matka, ani dziadek, którym chłopiec po 9 miesiącach opowiedział o incydencie, nie uwierzyli mu – podkreśla autor. Chłopiec musiał wyjechać z rodzinnej wsi, wychowywał się w internacie i zszedł na złą drogę. Dopiero po upływie 25 lat rozpoczął terapię i przepracował wydarzenia z dzieciństwa – czytamy w SZ.
Katolicka Polska pozostaje daleko w tyle
Florian Hassel zaznacza, że w USA, Irlandii i Australii powstały komisje śledcze, które udokumentowały tysiące przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży w minionych dziesięcioleciach. „Jeśli chodzi o wyjaśnienie takich przypadków, katolicka Polska pozostaje daleko w tyle” – ocenia autor.
Marek Lisiński mówi, że podejmowane przez jego fundację próby wyjaśnienia przypadków molestowania seksualnego, długo natrafiały na mur milczenia. Jak zaznacza, ani przedstawiciele Kościoła, ani parlamentarzyści nie chcieli się zająć tym tematem – „ze strachu przed Kościołem i w obawie przed utratą głosów”.
Florian Hassel wyjaśnia, że losy Marka Lisińskiego posłużyły za kanwę scenariusza filmu „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Film obejrzało ponad 5 mln widzów, a temat molestowania stał się narodowym problemem. Biskupi obiecali wyjaśnienie sprawy – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung” .
Krytycznie o biskupach
Hassel krytycznie ocenia dotychczasowe działania polskich biskupów. „W przeciwieństwie do Niemiec, Irlandii czy Australii nie powołano niezależnych ekspertów ani świadków, nie wykorzystano też państwowych instrumentów. Okres powojenny do upadku komunizmu został pominięty” – tłumaczy.
14 marca biskupi przedstawili raport oparty na ankietach z diecezji, w którym mowa jest o 382 przypadkach molestowania nieletnich. Mniej niż połowa spraw skierowana została do sądu. Tylko jedna czwarta uznanych za winnych księży musiała zrezygnować z kapłaństwa – krytykuje SZ.
Katolicy zawiedzeni
Katolicy, którzy liczyli na pokorę ze strony biskupów, zawiedli się – pisze Hassel. Arcybiskup Stanisław Gądecki porównał „Kler” do propagandowego filmu nazistowskiego „Jud Suess”.
Przedstawiając wyniki ankiety, biskupi bagatelizowali sprawę. Pedofilia to globalny problem, termin „pedofilia w Kościele” jest „czystym ideologicznym konstruktem”, który ma podważyć autorytet Kościoła. Stanowisko biskupów wywołało u wielu katolików „szok i oburzenie” – cytuje Hassel „Tygodnik Powszechny”. Przypomina, że przed upadkiem komunizmu Kościół cieszył się zaufaniem niemal 90 proc. Polaków, obecnie tylko 54 proc.
Marek Lisiński twierdzi, że do jego fundacji zgłoszono ponad 700 przypadków molestowania przez księży. Wiele ofiar chce zeznawać dopiero po utworzeniu komisji śledczej, która byłaby w stanie ich bronić.
Posłanka partii „Teraz” Joanna Scheuring-Wielgus uważa, że komisja śledcza będzie mogła powstać dopiero po utracie władzy przez PiS. „Komisja ma szanse na powstanie tylko wtedy, gdy rząd PiS utraci na jesieni większość w parlamencie” – powiedziała parlamentarzystka cytowana przez SZ.
REDAKCJA POLECA




