Pożar katedry Notre Dame ugaszony. Odbudowa może potrwać nawet 30 lat

W poniedziałek 15 kwietnia, przed godziną 19:00 zaczęła płonąć katedra Notre Dame w Paryżu. Walka z żywiołem trwała 15 godzin. Pożar strawił znaczne części katedry. Zdołano uratować fasadę i główne wieże. Prezydent Francji Emmanuel Macron zapewnił, że katedra Notre Dame zostanie odbudowana.

Katedr Notre Dame w płomieniach
Katedr Notre Dame w płomieniach. Fot zdjęcie z policyjnego drona / twitter

Zgłoszenie o pożarze, który pojawił się na dachu katedry Notre Dame straż pożarna otrzymała około godziny 18.50. Mimo wysiłków setek osób ogień w kilka godzin opanował dużą część świątyni, wydawało się, że nie uda się powstrzymać ognia. Jednak po godzinie 23 szef paryskich strażaków Jean-Claude Gallet poinformował, że „można uznać, iż główna struktura świątyni została uratowana”. Dodał też, że najprawdopodobniej udało się zachować obie wieże fasady.

Biskup Patrick Chauvet przekazał, natomiast, że z płonącej katedry udało się ocalić Koronę Cierniową, jedną z najważniejszych relikwii chrześcijańskich, a także „niektóre kielichy”. Przyznał jednak, że uratowanie dużych obrazów nie wydaje się możliwe.

Pożar katedry Notre-Dame

W akcji gaszenia katedry Notre-Dame brało udział ok. 500 strażaków. Paryska prokuratura wszczęła wstępne dochodzenie ws. „nieumyślnego podpalenia”.

Generał Gallet, dowódca paryskiej straży pożarnej, potwierdził informację przekazaną przez pracującego w Notre-Dame księdza (na które powołał się francuski dziennikarz Delesalle), że najcenniejsze zabytki zostały ewakuowane.

Archiprezbiter katedry prałat Patrick Chauvet przekazał, że z płonącej katedry udało się ocalić koronę cierniową, jedną z najważniejszych relikwii chrześcijańskich, a także „niektóre kielichy” i XIII-wieczną tunikę króla Francji, Ludwika IX Świętego.

Sekretarz stanu przy ministrze spraw wewnętrznych i rzecznik straży pożarnej potwierdzili, że struktura budowli ocalała, podobnie dwie wieże katedry. Przed 23:30 reporterzy CNN otrzymali informacje, wedle których ⅔ dachu zostało zniszczone. Pożar ugaszono około godziny 4:00 nad ranem 16 kwietnia.

Macron: Notre Dame to nasza historia. Zabytek zostanie odbudowany

Na miejscu pożaru, prezydent Macron podkreślił, że „katedra to nie tylko budynek” (…), “Notre Dame to nasza historia, literatura, wyobraźnia. To miejsce, w którym przeszliśmy tyle ważnych chwil: nasze epidemie, nasze wojny, nasze wyzwolenia” (…) „To nasza historia, teraz płonie. Płomienie poza smutkiem naruszyły wszystko to, czym jesteśmy”. (…) “To centrum naszego życia. To coś, co jest nieodmiennie obecne w sercach paryżan i sercach Francuzów. To miejsce życia, rzeźby, malarstwa. To katedra, która nigdy nie może zniknąć”. Zapowiedział jednocześnie, że budowany przez wieki zabytek zostanie odbudowany. Eksperci szacują, że odbudowa potrwa 30 lat.

Notre Dame – symbol Paryża

Katedra Notre Dame została wzniesiona na wyspie na Sekwanie (wyspa jest połączona z resztą Paryża ośmioma mostami), zwanej Île de la Cité, w 4 dzielnicy w centrum Paryża, na śladach po dwóch kościołach powstałych jeszcze w IX wieku. Jej historia sięga XII wieku. Była budowana przez ponad 180 lat (1163-1345). Jest jednym z symboli Paryża, dla Francuzów „sercem” tego miasta. Co roku odwiedzają ją miliony turystów z całego świata.

Paryska katedra Notre Dame przez wiele lat była centrum wydarzeń historycznych Francji. W średniowieczu wyruszały stamtąd wyprawy krzyżowe, odbył się proces rehabilitacyjny Joanny d’Arc, a kilkaset lat później w 1804 r. Napoleon Bonaparte koronował się na cesarza. W czasach Rewolucji Francuskiej (1789-1799) przemianowano ją na Świątynię Rozumu. Po śmierci Charlesa de Gaulle’a żegnało go tam tysiące Francuzów.

Dariusz Frach / thefad.pl

 


Katedra Notre Dame w płomieniach

Średniowieczna katedra Notre Dame – jeden z symboli Paryża w płomieniach. Ogień widoczny na dachu słynnej świątyni strawił dach nawy poprzecznej, runęła iglica kościoła.Według rzecznika katedry płonie całe drewniane wnętrze i zapewne nie uda się go uratować.Jak podaje „Le Monde”, straż pożarna otrzymała zgłoszenie o 18.50.

Notre Dame
Notre Dame

Płomienie trawią dach oraz rusztowanie. Zawaliła się część dachu oraz jedna z iglic świątyni. Iglica miała 93 metry i była za wysoka, by strażacy mogli tam ugasić ogień. Słup czarnego dymu wydobywający się przez dach z wnętrza kościoła widać z odległości kilku kilometrów.

Rzecznik katedry Notre Dame w Paryżu André Finot, cytowany przez serwis Bloomberg powiedział, że „płonie zarówno konstrukcja XIX-wieczna, jak i XIII-wieczna”. Ocenił, że raczej „nic z nich nie zostanie”. W rozmowie z „Le Figaro” zapewnił jednak, że „obiekty sakralne są chronione w zakrystii i nie powinno być zagrożenia, że dosięgnie ich ogień”.

„Potworny ogień trawi katedrę Notre-Dame” – dramatycznie poinformowała na Twitterze mer Paryża Anne Hidalgo. Jednocześnie zaapelowała, by nie zbliżać się do miejsca akcji ze względów bezpieczeństwa oraz by nie przeszkadzać strażakom w walce z żywiołem.

Wicemer Paryża Emmanuel Gregoire z kolei powiedział w rozmowie z telewizją BFMTV, że „sytuacja jest katastrofalna”.

Prezydent Francji Emmanuel Macron odwołał swoje wieczorne wystąpienie w telewizji, w którym miał się odnieść do sytuacji ekonomicznej i protestu żółtych kamizelek. Zdecydował, że zamiast tego pojedzie na miejsce pożaru. Na Twitterze napisał: „Notre Dame stanęła w płomieniach. To dotyka cały naród. Wraz z innymi patriotami ze smutkiem patrzę na to, jak płonie cząstka nas”.

Z całego świata płyną reakcje na ogromny pożar, który po południu wybuchł w katedrze Notre Dame.

Na razie nie wiadomo, co spowodowało wybuch pożaru. Nie wyklucza się jednak, że może mieć to związek z prowadzoną tam renowacją iglic i znajdujących się na nich rzeźb lub być wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Rzecznik katedry poinformował, że pali się więźba dachowa, czyli drewniana struktura podtrzymująca dach. Według dziennika „Le Figaro”, sprawą już zajęła się prokuratura.

Na terenie katedry i w jej okolicach na wyspie Île de la Cité natychmiast przeprowadzono ewakuację. Setki osób jednak zgromadziły się na wybrzeżu Sekwany i na pobliskich mostach, by obserwować wysiłki strażaków.

Notre Dame to jedna z największych atrakcji i symboli Paryża, arcydzieło architektury gotyckiej, w którym znajduje się wiele cennych dzieł sztuki. Jej budowa rozpoczęła się w XII wieku i trwała prawie 200 lat. Codziennie przebywają tam tłumy turystów; szacuje się, że rocznie katedrę Notre Dame odwiedza 14 milionów osób.


Manuela Gretkowska: 14 kwietnia urodziła się Pawłowicz i zatonął Titanic, co mam nadzieję jest wróżbą dla PiS

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Od czterech lat spadamy na dno demokracji. Zamiast niej wyborcy PiS-u lubią rządy mocnej ręki. Kapitan Titanica był pijanym, zadufanym durniem głuchym na ostrzeżenia załogi

 

14 kwietnia urodziła się Pawłowicz i 14 kwietnia zatonął Titanic, co mam nadzieję, jest wróżbą dla PiS.

14 kwietnia urodziła się Pawłowicz i 14 kwietnia zatonął Titanic, co mam nadzieję, jest wróżbą dla PiS.
Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

Od czterech lat spadamy na dno demokracji. Zamiast niej wyborcy PiS-u lubią rządy mocnej ręki. Może dlatego wykładowca uniwersytetu katolickiego policzkuje w autobusie pasażera, aktora serialu „Leśniczówka”, za mówienie przez telefon po ukraińsku. Wykładowca specjalizuje się w negocjacjach, jak widać pisowskich.

Dzieci właśnie piszące egzamin ośmioklasisty musiały przerobić w jeden rok szkolny materiał dwóch lat. Nic dziwnego, że wzrasta liczba załamań nerwowych nastolatków.

Oprócz przeciążenia nauką 60% nieletnich doznaje przemocy. Jednocześnie likwidowane są oddziały psychiatrii dziecięcej z powodu rezygnacji lekarzy niegodzących się na nieludzkie warunki dla pacjentów. 16% dzieci się samo okalecza.

Kapitan Titanica był pijanym, zadufanym durniem głuchym na ostrzeżenia załogi. Z katastrofy ratowano przynajmniej kobiety i dzieci.

Manuela Gretkowska

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Ile jest prawdy w sondażach i jak dobrze wykorzystane, mogą wpływać na wynik wyborów?

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Chcę podkreślić swoje przekonanie co do tego, że moja teza, iż „sondaże nie są w pełni wiarygodne” jest całkowicie uzasadniona. Apeluję również do konieczności wzięcia udziału w wyborach. Demokracja, konstytucja, prawo i wreszcie mądre społeczeństwo muszą zwyciężyć ze złem, którym jest obecna władza!

 

Obiektywna odpowiedź na pierwszą część pytania nie może być miarodajna, jeśli nie przeprowadzi się badań opartych o właściwą metodologię. Jednak nawet jeśli zostanie przyjęta ta właściwa, to i tak pozostaje pewien (często niezwykle znaczący) margines błędu wynikający z różnych, mniej lub bardziej obiektywnych przyczyn. Stąd uważam, iż nie warto się rozwodzić nad techniczną (naukową) stroną sondaży, a zająć się raczej tym, co ich wyniki wnoszą do debaty przedwyborczej.

Moja teza brzmi następująco: nie ma na tyle wiarygodnych sondaży, które mogłyby w całej pełni ukazać trendy i w oparciu o nie, dokonać miarodajnej projekcji wyników wyborczych. Natomiast na pewno ważne są: 1) kto przeprowadza sondaż; 2) jego stosunek do rywalizujących stron (obiektywizm/stronniczość); 3) sposób interpretacji wyników, ich ekspozycja na odbiór społeczny; 4) szczerość osób ankietowanych (przy założeniu, że z tym bywa różnie); 5) możliwości propagandowe w sensie posiadania odpowiednich „narzędzi” (wpływ na media, na przykład rządowe, przy jednoczesnym ograniczeniu tu możliwości opozycji); 6) jakość percepcyjno – poznawcza elektoratu (jego wykształcenie), ewentualna manipulacja ze strony „uprzywilejowanych” (partii rządzącej), ze względu na możliwość oddziaływania przez m.in. korupcję polityczną; 7) dostęp do mediów nie tylko rządowych; 8) możliwość sfałszowania wyborów!

Nie jest żadną tajemnicą to, z jaką sytuacją mamy do czynienia w Polsce roku 2019. Te okoliczności są skrajnie nieprzychylne stronie opozycyjnej z wielu subiektywnych, choć również także paru obiektywnych względów.

Przede wszystkim fatalna sytuacja społeczno – polityczna spowodowana destrukcyjnymi rządami „dobrej zmiany”, która jest „zmianą patologiczną i symulującą” tę wiarygodną władzę. Pisałem wielokrotnie, że każda przyzwoita oraz odpowiedzialna władza działa na rzecz wzmocnienia własnego państwa, jego bezpieczeństwa (wielowymiarowo), jak też stabilnego rozwoju i perspektyw na przyszłość. Niestety (piszę to ze smutkiem), ta władza działa zupełnie odwrotnie. Nie ma przy tym znaczenia (co niemal przy każdej okazji przypominam) to, z jakich przesłanek to robi, gdyż nie ma to, z punktu widzenia państwa większego znaczenia. Zakładam tylko bezmyślność i pazerność, a także brak moralno – etycznego i merytorycznego przygotowania, nie działanie z premedytacją na korzyść ewentualnego wroga Polski. Czy jednak to zmienia w jakiś sposób sytuację państwa? Nie! Czy bezmyślność i interesowność władzy może być tutaj jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Absolutnie nie!

Ci, którzy przejęli odpowiedzialność za państwo, nie mogą się tłumaczyć niewiedzą czy chęcią maksymalizacji władzy i zysków dla umocnienia swoich pozycji, tłumacząc się na dodatek, używając kłamliwej propagandy. I to bez względu na to, że sami mają o sobie jak najlepsze mniemanie, uważając się za niezastąpionych! Wręcz przeciwnie; muszą działać dla dobra państwa z pominięciem partykularyzmów, bo te są w tym przypadku, synonimem zdrady interesu narodowego, tym bardziej że czynione są z premedytacją, a zatem w złej woli! Rządzący nie mogą się także tłumaczyć tym, że wykonują tylko rozkazy – polecenia, stąd ich odpowiedzialność jest mniejsza. Głupich poleceń, a tym bardziej szkodliwych dla państwa i narodu się nie wykonuje. Nie wykonuje się ich tym bardziej, jeśli pochodzą od osoby niezwiązanej żadną funkcją państwową. Tymczasem tym, co widzimy, są autokratyczne rządy (z tylnego siedzenia) prezesa partii rządzącej człowieka, któremu się (błędnie według mnie) wydaje, że nie może być pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż nie pełni oficjalnych funkcji. Nie, choćby dlatego, że w Kodeksie karnym istnieje „sprawstwo kierownicze”, a to wystarczy do postawienia przed sądem powszechnym!

Tak więc to, że sondaże dzisiaj wskazują PiS jako zwycięzcę wyborów tych i następnych jest niczym innym, jak tylko wróżeniem z fusów i nie ma żadnej poważnej podstawy do tego, aby sądzić, że ta (tragiczna dla Polski i Europy) wizja się spełni. Co innego, jednak jeśli działania propagandowe i taka retoryka ze strony władzy padają na podatny grunt. W tym bowiem przypadku, można do pewnego stopnia „zakląć rzeczywistość” mówiąc: „to my wygramy, a opozycja nie ma szans”. Uwierzą w to na pewno zwolennicy „dobrej zmiany”, a zwątpić mogą wszyscy ci, którzy liczą na wygraną opozycji. Stąd nie można na tym opierać swoich oczekiwań. Nie patrzmy na sondaże, bo pamiętamy, że kiedyś prezydent Komorowski miał 68 procent poparcia i przegrał z kimś mało znaczącym. To samo było z PO i innymi partiami opozycyjnymi. Róbmy swoje wierząc, że wygramy, bo tak naprawdę logika na to wskazuje, tym bardziej że mamy tu znaczący fakt w postaci silnej koalicji proeuropejskiej i prodemokratycznej. Tego się trzymajmy, bo my musimy mieć i mamy prawo do pełnego przekonania, że działamy w dobrej wierze i dla dobra Polski! „Oni” zaś sami w to nie wierzą, stąd muszą przegrać, bo takie jest oczekiwanie społeczeństwa nie tylko polskiego, ale także naszego – europejskiego – postępowego!

Reasumując, chcę raz jeszcze podkreślić swoje przekonanie co do tego, że moja teza, iż „sondaże nie są w pełni wiarygodne” jest całkowicie uzasadniona. Apeluję również w tej sytuacji o to, aby wpływać na innych i przekonywać do konieczności wzięcia udziału w wyborach tych i wszystkich następnych! Demokracja, konstytucja, prawo i wreszcie mądre społeczeństwo muszą zwyciężyć ze złem, którym jest obecna władza!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Roman Giertych. W tym postępowaniu nic nie jest normalne, czyli historia antyśledztwa

Roman Giertych

Roman Giertych

Pokrzywdzonego przesłuchuje się kilkadziesiąt godzin, straszy się funkcjonariuszami skarbowymi, karze się najsurowszymi karami porządkowymi. Wreszcie prokuratura powtarza w nieskończoność te same pytania, tylko poto, aby uzasadnić, że potrzebuje kolejnego przesłuchania.

W piątek otrzymałem wezwanie, abym stawił się we wtorek razem z Geraldem Birgfellnerem na przesłuchanie. Wezwanie podpisała… prokurator Śpiewak. Ta sama, co do której mój Mocodawca złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na świadomym przedłużaniu postępowania celem ochrony osoby, której dotyczy zawiadomienie oraz z pobudek osobistych związanych z awansem.

Razem z tym wnioskiem złożyliśmy do akt postępowania wniosek o wyłączenie prokurator Śpiewak. Zgodnie z przepisami osoba, która ma spór z jedną ze stron lub z świadkiem nie może prowadzić postępowania. Tymczasem trudno o ostrzejszy spór, niż sytuacja, w której p. Gerald Birgfellner domaga się wszczęcia postępowania w sprawie pani prokurator, a w przypadku gdyby ustalono, że rzeczywiście popełniła ona przestępstwo, to zagrożenie karą z przepisu art. 231 par. 2 kk jest bardzo surowe (do 10 lat). Tak więc bez względu na kwestie rozstrzygnięcia złożonych zawiadomień pani Śpiewak nie może prowadzić postępowania.

Zaznaczam, że podczas ostatniego przesłuchania prokurator prowadząca stwierdziła, że nie ma już więcej pytań i w związku z tym brak podstaw do jakichkolwiek nowych przesłuchań. Ale w tym postępowaniu nic nie jest normalne.

Pokrzywdzonego przesłuchuje się kilkadziesiąt godzin, a osoby których zawiadomienie dotyczy nie pyta się nawet, czy zaprzeczają zarzutom. Pokrzywdzonego straszy się funkcjonariuszami skarbowymi, którzy chcą go zmusić do przyjmowania korespondencji w atmosferze zbliżonej do zatrzymania. Pokrzywdzonego karze się najsurowszymi karami porządkowymi, które nawet sąd uchylając je ocenił jako przejaw rażąco nadmiernej surowości (takie słowa w ustach sądu karnego to właściwie lincz na prokuratorze). Wobec pokrzywdzonego kierownictwo prokuratury tj. Prokurator Generalny i Prokurator Krajowy formułują zarzuty, że przedłuża postępowanie. Zarzuty te również ocenił uchylając kary sąd i uznał, że nie ma mowy o przedłużaniu przez pokrzywdzonego postępowania. Wreszcie prokuratura powtarza w nieskończoność te same pytania, tylko poto, aby uzasadnić, że potrzebuje kolejnego przesłuchania.

W związku z tymi wszystkimi działaniami, które pokrzywdzony odbiera jako prześladowanie wysłał on do prokuratury informacje, że kolejne przesłuchania w ramach postępowania sprawdzającego (przed wszczęciem śledztwa) mogą się odbyć wyłącznie w polskich placówkach dyplomatycznych w Austrii. Możliwość i tryb takich przesłuchań dopuszcza kodeks postepowania karnego. Uważamy jednak, że nie ma żadnych podstaw, aby kontynuować tę fazę postępowania.

Oczekujemy na natychmiastowe wszczęcie śledztwa w tej sprawie. Jeżeli prokuratura uważa, że ma zbyt mało podstaw do wszczęcia śledztwa (bo nie przesłuchała pokrzywdzonego po raz kolejny), to niech wyda postanowienie o odmowie wszczęcia. Wówczas takie postanowienie zweryfikuje sąd. Mam nadzieję, że wówczas prowadzący to postępowanie doznają już trzeciej sądowej porażki w tej sprawie.

Nadto oczekujemy na natychmiastowe odsunięcie od prowadzenia sprawy prokurator Śpiewak oraz nadzorującego ją prokuratora, który ponosi część odpowiedzialności za przebieg tego postępowania. Po przegranych przed sądem dwóch sprawach o nałożenie kar porządkowych obydwoje tych prokuratorów powinno ze wstydem odsunąć się od sprawy.

Pilnie tego oczekujemy.

Roman Giertych
Adwokat

 

 


Nadchodzi nowe. 5G ma ostatecznie przenieść nasz świat w cyfrową przyszłość

Nowa generacja mobilnego internetu ma ostatecznie przenieść nasz świat w cyfrową przyszłość. Jakie możliwości daje 5G?

Jakie możliwości daje 5G?

Czy pamięta ktoś jeszcze euforię, jaką wywołało wprowadzenie ostatniego szybkiego standardu mobilnego internetu 4G – LTE? Prawdopodobnie nie, bo był to długi i przeciągający się proces. Najpierw brakowało urządzeń mogących korzystać z 4G, potem walczono z dziurami w zasięgu. Nie było też jeszcze aplikacji do streamingu muzyki czy filmów wideo. Kilka lat później używanie Spotify, Netflixa czy czatów wideo na komórce stało się czymś tak oczywistym, że poprzednia generacja mobilnego internetu – 3G okazała się nieużytecznym przeżytkiem. Pojawienie się 5G będzie miało podobny skutek.

5G to określenie techniczne, które stało się jednocześnie marketingowym sloganem, mającym zachęcać do wydawania pieniędzy. Nie trzeba odbierać tego negatywnie. Każda nowa technologia potrzebuje masy krytycznej, czyli klientów, aby przełom mógł się dokonać. Bez nich nie opłacą się inwestycje w nowe urządzenia, sieci i usługi. Kiedy proces się dokona, 5G wystartuje na dobre, a wraz z nim wielkie pojęcia jak „przemysł 4.0” czy „internet rzeczy”.

Byle szybko?

Klienci prywatni, czyli zwykli użytkownicy smartfonów będą kuszeni głównie obietnicą jeszcze szybszego internetu. 5G ma być nawet 100 razy szybszy niż poprzedni standard. W przyszłości wystarczy zatem zaledwie kilka sekund, aby ściągnąć całe filmy. Z pewnością pojawią się też nowe usługi bazujące na „rozszerzonej” albo wirtualnej rzeczywistości.

Dla firm szybkość ściągania plików nie jest wcale najważniejsza. Kluczowe jest dla nich to, że urządzenia będą mogły komunikować się ze sobą z minimalnym opóźnieniem, choćby w przypadku samoprowadzących się samochodów czy w telemedycynie. Także możliwość budowy własnych, firmowych sieci 5G jest interesująca.

Firmowe tajemnice w sieci

Wszystko to jest warunkiem koniecznym do rozwoju „przemysłu 4.0” nazywanego produkcją przyszłości: Bezprzewodowe roboty sunące samodzielnie po halach produkcyjnych, maszyny komunikujące się bezprzewodowo z produktem, całe instalacje nadzorowane i serwisowane zdalnie.

W przyszłości prawdopodobnie każde urządzenie elektryczne będzie też zdolne do połączenia z siecią. Mówi się, że już w przyszłym roku ich liczba może przekroczyć 50 miliardów. „Internet rzeczy” to nie tylko smartfony, tablety i komputery, ale także połączone z siecią ciśnieniomierze, autonomiczne samochody, czujniki dymu, głośniki, regulatory temperatury czy lodówki, które same zamawiają produkty spożywcze, gdy wykryją, że zaczynają być puste.

Standard 5G wzmacnia rozwój obecnych już trendów albo otwiera zupełnie nowe możliwości.

 

REDAKCJA POLECA

 


Zachodnie służby ostrzegają: Rosja chce zdestabilizować UE wpływając na wybory

Zachodnie służby specjalne uważają, że Rosja chce zdestabilizować UE, wpływając na wybory do Parlamentu Europejskiego. Moskwa zaprzecza.

Zachodnie służby specjalne uważają, że Rosja chce zdestabilizować UE,  wpływając na wybory do Parlamentu Europejskiego. Moskwa zaprzecza.
Fot. screen shot. RT

Rosja próbuje wpływać na kampanię wyborczą przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego – ostrzegają europejskie służby specjalne. W raporcie, do którego dotarła niemiecka agencja prasowa dpa czytamy, że Rosjanie starają się wspierać istniejące w UE partie eurosceptyczne albo sympatyzujące z Kremlem. Wykorzystuje się do tego media społecznościowe, a także tradycyjne, na przykład rosyjską telewizję informacyjną RT.

W obszarze zainteresowania autorów kampanii znajdują się zwłaszcza młodzi ludzie. Widać też próby podważania znaczenia wyborów europejskich i zniechęcania ludzi do udziału w głosowaniu.

Dyskretniej niż w USA

Z informacji przekazanych przez wysokich rangą przedstawicieli europejskich służb specjalnych wynika, że rosyjskie działania są mniej widoczne niż te podejmowane przed wyborami w USA w 2016 roku lub przed wyborami we Francji w 2017.

W Stanach Zjednoczonych światło dzienne ujrzały wówczas wykradzione przez hakerów e-maile głównej rywalki Donalda Trumpa – Hillary Clinton. We Francji prawicowo-populistyczna i przyjazna Rosji Marine Le Pen była nawet wspierana rosyjskimi pieniędzmi.

Władze w Moskwie pytane o tę sprawę przez agencję dpa zdecydowanie odpierają zarzuty. Rosyjskie MSZ poinformowało, że Rosja nie wtrąca się do wyborów europejskich i nie zamierza tego robić przy żadnych innych głosowaniach. Zdaniem rosyjskiego ministerstwa Unia Europejska znajduje się w poważnym kryzysie i szuka kozła ofiarnego, któremu można by przypisać odpowiedzialność za sukcesy eurosceptyków i populistów.

Nowy Parlament Europejski zostanie wybrany w UE pomiędzy 23 a 26 maja.

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: Brak wiedzy i dobrej woli czy hipokryzja służąca manipulacji

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Obaj jednakże wiemy panie Kaczyński, że ta pana „normalność” jest ze wszech miar nienormalna i tego się trzymajmy (nikomu o tym oficjalnie nie powiemy)

 

Realia

To, jaka jest Polska II dekady XXI wieku każdy widzi: politycznie niemal nie liczy się w świecie, a jeśli ktoś odnosi inne wrażenie, to tylko zaklina rzeczywistość. Nie jesteśmy tymi, którymi tak niedawno jeszcze byliśmy; protagonistą demokratycznych przemian oraz nieformalnym liderem państw regionu Europy Środkowo – Wschodniej. Kim więc jesteśmy? Mnie się wydaje (i z tego powodu jest mi przykro), że swoistym outsiderem, którego naprawdę mało kto poważnie traktuje. Swego rodzaju europejską Republiką Bananową, którą kieruje oligarchiczna grupa ludzi bezgranicznie podporządkowanych autokracie, nierozumiejącemu otaczającej go rzeczywistości. Osoby, która mentalnie tkwi jeszcze w okowach realnego socjalizmu, i z nostalgią wspomina komunizm!

Przyczyny złego stanu państwa

Te są bez wątpienia patologiczne i niezbyt ciekawe, żeby użyć eufemizmu i zachować jakościowy poziom rozważań. Tak naprawdę mamy powody do poważnych obaw i troski o naszą przyszłość. Dlaczego? Odpowiedź jest (przynajmniej tak się wydaje) dość prosta, jednak tu nie o to chodzi, żeby stwierdzić fakt, że Polska się stacza politycznie, cywilizacyjnie, gospodarczo i co niezmiernie ważne, traci przymioty charakterystyczne dla państwa demokratycznego, leżącego w środku Europy XXI w. To bowiem truizm, czyli rzecz oczywista! Ważniejsza wydaje mi się analiza tego, co do deprecjacji naszego państwa doprowadziło.

Pisałem już o (braku) jakości władz państwowych, które jakimś bardzo nieszczęśliwym zrządzeniem losu (czytaj: przez błędy poprzedniej władzy i głupotę 20% społeczeństwa, ale także poprzez prawdopodobne działanie sił zewnętrznych – sprawa podsłuchów i ich wykorzystania) przejęły rządy w 2015 roku, doprowadzając do stanu opisanego na początku. Może gdybyśmy wcześniej nie mieli pojęcia o tym, kim są ludzie, którzy już w latach 2005-2007 pokazali swoje prawdziwe oblicze, bylibyśmy jakoś usprawiedliwieni. Jednak wiedzieliśmy kim są i jak bardzo mogą być groźni dla społeczeństwa. Tym, czego nie mogliśmy wiedzieć (co może być jakim takim usprawiedliwieniem) jest to, że rząd wybrany demokratycznie będzie działać na szkodę państwa polskiego, bo to zazwyczaj „zarezerwowane jest” dla wrogów zewnętrznych i/lub agresorów. Tymczasem koalicja rządząca PiS, SP, PR działa jak typowy wróg państwa polskiego, w każdym razie takie są efekty tych fatalnych rządów! Czymże innym jest bowiem łamanie prawa polskiego i Ustawy Zasadniczej, ale także lekceważenie postanowień traktatów unijnych i prawa zwyczajowego, których każde normalne państwo przestrzega?

Truizmem jest także stwierdzenie faktu „wykańczania” spółek SP, które w większości do 2015 r. funkcjonowały dobrze. Destrukcja takich „skarbów”, jak polskie stadniny w Janowie Podlaskim oraz w Michałowie jest po prostu zbrodnią na polskiej gospodarce. Obie one skończyły rok 2018 z milionowymi stratami. Powodem mają być susza i słabe wyniki aukcji „Pride of Poland”. Jest to o tyle niepokojące, że dzieje się to pierwszy raz od 3 lat, czyli od momentu głośnego odwołania wieloletnich szefów stadnin. Zastąpili ich ludzie niemający „bladego pojęcia” o tym, jak owe stadniny prowadzić. Oczywiście obsadzanie takich „kur znoszących do niedawna złote jajka”, od czasu przejęcia rządów przez tzw. „dobrą zmianę” (nazwy tej używam tu z pogardą, o czym informuję wprost) stało się rzeczą „naturalną”!

Myślę, że nikt normalny nie uwierzy w to, że obsadzanie takich potentatów jak Orlen ludźmi bez jakiegokolwiek przygotowania jest przypadkowe! Tym bardziej że w oczy aż nadto rzuca się pazerność ludzi obozu władzy! Jakie może być zatem drugie dno całej tej sprawy? Nie mogę z powodów oczywistych stawiać tez, za które ktoś chętnie mnie postawiłby przed sądem. Mogę natomiast przypuszczać (i to jest hipoteza badawcza, a że badaczem, a także publicystą jestem, to mi wolno ją przyjąć), że ludzie ci zazwyczaj, niespełniający kryteriów do bycia szefami zarządzającymi wieloma miliardami złotych, mogą partii rządzącej (bądź osobom w niej wpływowym) „płacić ogromne haracze”, a i tak zostaje im wystarczająco dużo na dostatnie życie! Czy tak być nie może?! Osobiście uważam to za bardzo prawdopodobne! Wydaje się to tym bardziej możliwe w świetle ostatnich afer, które ktoś stara się „zamieść pod dywan”! Choćby sprawa Kaczyńskiego i Birgfellnera, którego przesłuchuje się niemalże jak przestępcę, gdy tymczasem osoby, która najprawdopodobniej zainkasowała 50 tysięcy zł w kopercie, nie przesłuchano ani razu. Tak zwykle nie działa państwo demokratyczne a mafijne, gdzie wszystko się kręci wokół woli „capo di tutti capi” i jego najbliższych współpracowników, przynajmniej tak to opisuje literatura przedmiotu!

Perspektywy:

W jednej z wypowiedzi Jarosław Kaczyński oświadczył, iż: „kiedyś przyjmiemy euro, ale będzie to wówczas, gdy osiągniemy poziom rozwoju Niemiec” (sic!). Cóż za nonsens w ustach tej właśnie osoby, tak niechętnej UE w ogóle!

Panie pośle Kaczyński to, co pan zakłada, nijak się ma do realiów, jednak przy założeniu, że zostaniecie u władzy przez następne kadencje, co pewnie się wam marzy! Choćby ze względów opisanych powyżej. Niemcy nie szabrują własnej gospodarki, tylko ciężko na jej, jak najlepszy rozwój, pracują! Po wtóre; rządy w krajach takich jak Niemcy mają na względzie tylko budowę silnego, stabilnego i dostatniego państwa, a nie „skok” na jego kasę! Po trzecie: społeczeństwa niemieckiego nie można porównywać do (przepraszam za to określenie, ale ono oddaje prawdę) ciemnego, ubezwłasnowolnionego, a jeszcze na dodatek biednego, stąd podatnego na manipulację, i łasego na każdą złotówkę ludu. Korzystają z tego takie partie jak te, które teraz sprawują rządy w Polsce i wspierająca je hierarchia kościelna! Ta ostatni zresztą zdając sobie sprawę z ogromnego wpływu na nieświadomych i niewykształconych ludzi korzysta z tego maksymalnie „sprzedając” te swoje możliwości rządzącym!

Społeczeństwa państw zachodnich, w tym niemieckiego, są świadome swoich praw, ale przede wszystkim obowiązków wobec państwa, które traktują z wielką powagą. Wiem o tym z własnego doświadczenia jako: po pierwsze osoba przebywająca oraz pracująca przez kilka lat w strukturach organizacji międzynarodowych, po wtóre jako politolog ze stopniem naukowym oraz doświadczeniem, po trzecie jako ktoś, kto zawodowo zajmuje się nauką i nauczaniem, stąd nie może sobie pozwolić na luki w wiedzy i również z racji stałej obserwacji, i analizy sytuacji międzynarodowej. A zatem ta pańska retoryka panie pośle, to „mowa trawa”, czyli nic niewnosząca do rzeczywistego świata paplanina, której celem jest manipulowanie społeczeństwem i społecznością międzynarodową dla zachowania pozorów normalności w Polsce. Obaj jednakże wiemy panie Kaczyński, że ta pana „normalność” jest ze wszech miar nienormalna i tego się trzymajmy (nikomu o tym oficjalnie nie powiemy)!

Reasumując już jednak z pełną powagą chcę podkreślić to, że aby cokolwiek na lepsze się zmieniło w Polsce, musi nastąpić powrót do staus quo ante przy założeniu eliminacji z niego tego, co było złe i szkodliwe!

Dariusz Stokwiszewski

 

 

 


Maciej Stuhr udostępnił list nauczycieli do Agaty Dudy. „Czujemy wstyd i upokorzenie”

Nauczyciele II Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie, którego Maciej Stuhr jest absolwentem i gdzie niegdyś uczyła Agata Duda napisali list, w którym padają gorzkie słowa pod adresem żony prezydenta. Maciej Stuhr udostępnił ten list na swoim profilu na Facebooku.

Nauczyciele II Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie, którego Maciej Stuhr jest absolwentem i gdzie niegdyś uczyła Agata Duda napisali list, w którym padają gorzkie słowa pod adresem żony prezydenta
Agata Duda. Fot. flickr

„Kochani, jestem absolwentem II Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. Podobnie Jak Pan Prezydent Andrzej Duda. Do czasu wyborów, nauczycielką w tej szkole była obecna Pierwsza Dama. Dziś moi dawni nauczyciele, byli koledzy i przyjaciele Agaty Dudy, przesłali mi list do niej z prośbą o udostępnienie. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tym razem dosłownej…” – napisał w komentarzu.

W liście nauczyciele z krakowskiego liceum zarzucili Agacie Dudzie brak „solidaryzmu ze środowiskiem nauczycielskim”. „Czujemy wstyd i upokorzenie, będąc zmuszonymi do tłumaczenia się, w jaki sposób traktujesz całe środowisko nauczycielskie, a między innymi nas, swoje koleżanki i kolegów, wyrażając milczeniem aprobatę dla destrukcyjnych działań i przekłamań rządu, w obliczu największego powojennego kryzysu edukacji.” – czytamy w liście otwartym, którego treść publikujemy poniżej.

List otwarty do Koleżanki,
Pierwszej Damy,
Pani Agaty Kornhauser – Dudy

Zwracamy się do Ciebie pragnąc wyrazić nasz żal, rozczarowanie i narastający gniew. Decyzja o rozpoczęciu strajku w dniu 8 kwietnia 2019 r. w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie, nie była dla nas łatwa.

Przez długi czas mogłaś liczyć na nasze wsparcie. Cieszyliśmy się Twoim sukcesem, a nawet byliśmy dumni, że mogliśmy z Tobą pracować. Tym większe jest nasze rozgoryczenie Twoim brakiem solidaryzmu ze środowiskiem nauczycielskim, z którego się wywodzisz i do którego tak często deklarujesz swoje przywiązanie.

W obliczu obecnego kryzysu, związanego nie tylko ze strajkiem nauczycieli, lecz także z całkowitym załamaniem systemu szkolnictwa, a w konsekwencji podzieleniem i skłóceniem nauczycieli, rodziców oraz uczniów, nie możemy już dłużej milczeć. Czujemy wstyd i upokorzenie, będąc zmuszonymi do tłumaczenia się, w jaki sposób traktujesz całe środowisko nauczycielskie, a między innymi nas, swoje koleżanki i kolegów, wyrażając milczeniem aprobatę dla destrukcyjnych działań i przekłamań rządu, w obliczu największego powojennego kryzysu edukacji. Jesteśmy zbulwersowani sposobem, w jaki degradowany jest cały system szkolnictwa, tak ciężko wypracowany przez ostatnie dekady.

Czy naprawdę nie czujesz potrzeby zabrania głosu w naszej obronie i przeciwstawienia się medialnej fali nienawiści uderzającej w godność zawodu nauczyciela? Jako wieloletnia nauczycielka doskonale znasz realia szkolne, wiesz ile czasu i pracy należy poświęcić, aby być dobrym nauczycielem i sprostać oczekiwaniom uczniów i rodziców. Pamiętamy doskonale, że mając w sercu dobro szkoły umiałaś zajmować stanowisko w rozwiązywaniu problemów i bronić go rzeczowymi argumentami.

Szanowna Pierwsza Damo,

nauczyciele V Liceum Ogólnokształcącego im. Augusta Witkowskiego w Krakowie w sposób precyzyjny wypunktowali najważniejsze kwestie oświatowe, pod którymi i my się podpisujemy.

Chcemy wierzyć, że nasz list i zawarte w nim emocje skłonią Panią do przemyśleń i podjęcia stosownych działań. W obecnej sytuacji nazwa „Szkoła Prezydencka”, która wyróżniała nas spośród innych placówek, przestała już być powodem do chluby.

Chcielibyśmy też podkreślić, że nasz list nie jest inspirowany przez nikogo z zewnątrz.

„Semper fidelis” (Zawsze wierny)
Strajkujący Nauczyciele
II Liceum Ogólnokształcącego
im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie
Kraków, 10 kwietnia 2019 r.

Dariusz Frach / Źródło: Maciej Maciej Stuhr / Facebook


Pomoc domowa w sprzątaniu mieszkania – kiedy warto ją zatrudnić?

W kwestii sprzątania niektórym wystarczy jednorazowa akcja w okresie przedświątecznym lub po remoncie. Innym jednak pomoc domowa konieczna będzie na co dzień ze względu na nadmiar innych obowiązków zawodowych bądź prywatnych. Kwestia jej zatrudnienia opiera się więc zawsze na indywidualnych potrzebach.

Pomoc domowa kiedyś uważana była za usługę raczej luksusową,

Większość osób nie przepada za sprzątaniem mieszkania. Wynika to nierzadko z braku czasu, a także z nadmiaru innych obowiązków zawodowych lub prywatnych. Są też tacy, którzy zwyczajnie nie lubią wykonywania czynności związanych z doprowadzaniem własnych czterech kątów do porządku. Nie brakuje też i takich osób, które mają problem ze znalezieniem chwili czasu dla siebie i jeśli taka im się nadarzy, to nie zamierzają wykorzystywać jej akurat na sprzątanie. Wspólnym rozwiązaniem dla tych wszystkich problemów może być profesjonalna pomoc domowa.

„Luksus” już dla każdego

Pomoc domowa kiedyś uważana była za usługę raczej luksusową, z której korzystały głównie osoby zamożne, posiadające domy o bardzo dużym metrażu. W zakresie prac wykonywanych przez pomoc domową mieściło się nie tylko sprzątanie domu, ale również gotowanie, prasowanie, robienie zakupów czy opieka nad dziećmi lub domowymi zwierzętami. Często taka osoba pracowała bez umowy, za bardzo niską stawkę. Pomoc domowa najczęściej pojawiała się w odpowiedzi na ogłoszenie zleceniodawcy lub w wyniku rekomendacji znajomych. Dziś usługa sprzątania mieszkań jest znacznie łatwiej dostępna, a zapotrzebowanie na nią spore – zwłaszcza w większych miastach. Zmieniła się jednak trochę forma jej zatrudniania.

Sposoby na znalezienie dobrej pomocy domowej

W ostatnich latach powstało wiele firm zajmujących się usługami sprzątania mieszkań, które przyjmują zlecenia, wystawiają faktury itd. Nie brakuje również portali internetowych w profesjonalny sposób pośredniczących pomiędzy zleceniodawcą a usługodawcą. Skupiają one oferty osób, dla których sprzątanie domów jest głównym źródłem zarobku lub które w ten sposób dorabiają. Korzystając np. z serwisu poświęconego usługom pomocy domowej, trafić można na sprawdzone osoby. Przy ich profilach dostępne są komentarze klientów, którzy już skorzystali z tej możliwości – mogą one się okazać przydatne przy wyborze. W poszukiwaniach sprawdzonej pomocy domowej bezcenne mogą być także rekomendacje znajomych, którzy już korzystają takich usług, jak również śledzenie ofert, jakie pojawiają się w prasie regionalnej.

Jeśli natomiast chodzi o kwestię rozliczenia się, to część osób sprzątających wybiera „godzinówkę”, zaś inne preferują rozliczenie za konkretny zakres obowiązków czy metry kwadratowe, które trzeba uporządkować. Można więc wybrać opcję zadowalającą obie strony.

Gdy potrzebne jest odciążenie w domowych porządkach…

Kiedy szczególnie najbardziej potrzebna jest nam pomoc domowa? Zazwyczaj w okresach przedświątecznych (wówczas osoby zajmujące się sprzątaniem mieszkań są wręcz rozchwytywane) oraz po remontach. Zwykle też szukamy pomocy przy okazji wiosennych porządków. Jeśli zaś mamy duże mieszkanie, zbyt wiele innych zobowiązań czy zainteresowań, które zabierają nam sporo czasu, a chcemy, aby w naszych „czterech kątach” panował ład i porządek, warto rozważyć zatrudnienie pomocy domowej nawet na co dzień.

Sprzątanie mieszkania w Poznaniu, Krakowie, Warszawie czy w innym większym mieście nie jest więc problemem – łatwo tam znaleźć profesjonalną pomoc domową. Branżowy serwis pozwala wyszukać osoby, które są już sprawdzone, a przy tym ich stawki nie będą zbyt wysokie. My za to nie będziemy musieli zastanawiać się, kiedy znajdziemy chwilę na odkurzenie mieszkania.