Dariusz Stokwiszewski: Krótkie studium nienawiści

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Jako świadomy obywatel oskarżam pana Jarosława Kaczyńskiego o to, że doprowadził państwo do ruiny nie tylko wizerunkowej, a moralno – etycznej, która spowodowała zniszczenie więzi społecznych.

 

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie szczególnie. Zostałem werbalnie zaatakowany przez pisowskiego wyznawcę, którego nie znam osobiście. Aby być precyzyjnym, dodam, że w pierwszej chwili pomyślałem, że człowiek ten jest po prostu psychicznie chory (co jest oczywiście możliwe, ale skoro tak, to kto dopuścił go do pracy w handlu), gdyż w zasadzie mówił sobie a muzom. W momencie, kiedy wchodziłem na miejskie targowisko, nagle zaczął po prostu „drzeć się” używając wulgarnych słów odnoszących się do PO, KOD, czyli wyimaginowanych komuchów, złodziei, łobuzów, bandytów.

Jako że dotąd nie byłem jeszcze w takiej sytuacji, dziś dotarło do mnie co musi się dziać w głowach zwolenników tzw. „dobrej zmiany”! Uwierzyłem w to, że ludzie ci świadomie bądź nie; z powodu braku wykształcenia (co ułatwia indoktrynację), czy zwykłej ‘średniowiecznej ciemnoty’, stali się narzędziami w rękach jednego człowieka (któremu pomaga też cała rzesza innych, ale wyrafinowanych i dążących do zaspokojenia własnych ambicji, ludzi), który zawładnął ich umysłami!

Skąd się wzięła straszna nienawiść, która jakby ścianą ognia rozdzieliła społeczeństwo naszego kraju? Moja opinia jest następująca; nadeszła wraz z Jarosławem Kaczyńskim, który sam (mówiły o tym nawet opinie jego ojca) był, jest i prawdopodobnie już zawsze pozostanie „dystrybutorem” zła, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Czy tego człowieka ktoś skrzywdził w młodości, śmiał się z niego, poniżał czy poddawał innym szykanom nie wiem. Nie wiem też skąd się bierze takie zło! Nauka, ale i rozsądek podpowiadają, że dziecko rodzi się zazwyczaj normalne, no w każdym razie w sensie takim, że nie zna na początku uczuć innych, jak potrzeba bycia blisko matki i poczucia, związanego z tym, bezpieczeństwa. Dziecko jest tak „plastyczne”, że przynajmniej duchowo i uczuciowo można je ukształtować jak glinę czy plastelinę.

Chyba jednak ten przypadek jest szczególny, bo negatywny „bohater” moich rozważań musiał przyjść na świat z genem zła, z jakąś diaboliczną skazą, która z tego co wiadomo powodowała to, że przez całe życie szukał tylko wrogów nikomu nie ufając. Pojawia się o nim w przestrzeni publicznej od lat cały szereg informacji (w tym również jego własne wynurzenia) opisujących odrażające wręcz cechy charakteru. Często emanuje to z jego twarzy, co i przeraża i powoduje u niektórych współczucie. Jak wytłumaczyć „fenomen” (w pejoratywnym znaczeniu) kogoś, kto jest symbolem cynizmu, wyrachowania, obłudy, kłamstwa, zasady niedotrzymywania słowa, prostackiego cwaniactwa i przebiegłości, czego mylić nie należy z inteligencją, o czym już wielokrotnie pisałem. I choć nie jestem psychologiem, to jako wieloletni nauczyciel akademicki, potrafię zdefiniować poziom intelektualny człowieka po bardzo krótkim z nim nawet kontakcie.

Jak zatem rodzi się takie zło, które (tak jak w tym przypadku wpływów) przenosi się na stan państwa, jakoś życia obywateli, pozycję Polski w świecie oraz co najważniejsze, na bezpieczeństwo państwa. Przy tej okazji nasuwa się też pytanie dotyczące konieczności poddania badaniom stanu psychicznego, a nawet intelektualnego ludzi dopuszczanych do najwyższych stanowisk w państwie. To ma według mnie głęboki sens! Warunkiem istnienia i optymalnego rozwoju państwa jest jak najwyższa pozycja międzynarodowa. W tym sensie Polska została w ciągu niecałych czterech lat zdewastowana przez ludzi, którzy nie kierują się interesem państwa, a własnym; nie tylko politycznym.

Osobiście jako świadomy obywatel oskarżam pana Jarosława Kaczyńskiego o działanie na szkodę państwa, a zamiast tego na rzecz własnych partykularnych interesów oraz partii, której jest udzielnym „władcą”! Oskarżam go też o to, że doprowadził państwo do ruiny nie tylko wizerunkowej, a moralno – etycznej, która spowodowała zniszczenie więzi społecznych. Oskarżam go również o jego (niczym – tj., żadnym przymiotem nieuzasadnioną) megalomanię, która polega na wprowadzaniu „kultu” własnej osoby i (także niezasłużenie) osoby nieżyjącego już brata, który niczym szczególnym dla Polski się nie zapisał. Stawianie pomników wydumanej „wielkości” (w zasadzie sobie samemu z racji podobieństwa) jest nie tylko niesmaczne, ale też stanowi nadużycie posiadanej (chociaż nieformalnej władzy) do wpływania na wojewodów, aby tak, jak w przypadku mazowieckiego dopuścić się bezprawnego przejęcia gruntów w centrum Warszawy, które także stały się miejscem budowy pomników.

Proszę zwrócić uwagę, że pomnik byłego prezydenta jest wyższy od pomnika Marszałka Piłsudskiego – gospodarza placu. To małość, ale nie moja za to, że wytykam. To małość, pycha, a także brak hamulców moralnych i wręcz bezczelność osoby, która jest aż tak „zakręcona” na promowaniu własnej osoby, że „staje na głowie” nie mając przy tym żadnego wstydu w rozpychaniu się łokciami”! O wyrzutach sumienia nie piszę, bo ten człowiek nie zna znaczenia pojęcia „wyrzuty sumienia”! Nigdy bowiem nie przyznał się do żadnego z licznych błędów, które popełnił.

Pan Jarosław Kaczyński, ale także jego przyboczny Zbigniew Ziobro (para nie z tej ziemi) doprowadzili do tego, że nienawiść i zemsta osobista stały się dla nich czymś, co można określić mianem koła napędowego ich działań. Mamy już ofiary mowy nienawiści, ale uważam, że ten stan będzie ulegał pogorszeniu. Otoczenie parasolem ochronnym przez polski rząd, którego jednym z członków jest nawet skrajny narodowiec, to kolejny krok do wprowadzenia ustroju totalitarnego w Polsce. Zniszczenie wszystkich niezależnych dotąd instytucji demokratycznego państwa prawnego to ewidentne złamanie polskiej konstytucji, czyli największe z możliwych przestępstwo! Kiedy dodam do tego to, że te działania wzmacniają potencjalnych wrogów Polski i Zachodu (szczególnie osłabianie UE), to według mnie mamy do czynienia z najstraszniejszym przestępstwem, jakiego się może dopuścić Polak – ze zdradą stanu Rzeczypospolitej Polskiej! To się powinno już dawno temu zakończyć, a jeśli tak się nie dzieje to to dla mnie sprawa niejasna oraz niewytłumaczalna. Jak można się tłumaczyć próbą uszanowania prawa w stosunku do ludzi, którzy to prawo gwałcą jak przestępcy?!

To nie ja powinienem o tym pisać, a ci, którzy polityką i prawem zajmują się zawodowo, na co dzień. Tymczasem w retoryce środowisk, o których tu piszę stosuje się zasadę poprawności – savoir vivre! To nie tylko śmieszne, ale wręcz żałosne! Przestępca jest przestępcą zatem, jeśli wsadza się do więzień ludzi za śmieszne przewinienia (np. takie jak kradzież batonu), to dlaczego za te najcięższe, ci ludzie chodzą na wolności i z kpią z narodu?!

Dlaczego człowiek, który oskarża (o łapówkarstwo i wykorzystywanie funkcji) Jarosława Kaczyńskiego jest przesłuchiwany kilkanaście razy, a sam potencjalny „biorca koperty” z 50 tysiącami złotych nie jest wzywany do prokuratury?! Myśmy wszyscy słyszeli tę rozmowę nagraną przez Austriaka. Jakie jeszcze dowody są potrzebne?! Polska nie jest państwem prawa; jest własnością, zakompleksionej i napełnionej nienawiścią osoby, która powinna zostać natychmiast rozliczona! Nasze państwo nie przestrzega niemal żadnych zasad prawa i porozumień, a Kaczyński i Ziobro (może „ważniejszy” jest ten drugi) robią na „swoim polskim folwarku” to, co chcą! Dlaczego 38 milionowy naród i partie opozycyjne to tolerują? Co się z wami ludzie stało? Z wami, potomkami tych, którzy byli przykładem dla wszystkich żołnierzy II wojny światowej, a którzy wiele lat później obalili komunę (gdy Kaczyński spał), przelewali swoją polska krew na misjach NATO po to, aby niejaki Macierewicz roztrwonił cały kapitał Polskich Sił Zbrojnych?!

Dlaczego pozwalacie na to, żeby ze zwykłego wypadku lotniczego uczyniono podstawy zakłamanej „legendy – religii smoleńskiej”, która jak szaleństwo ogarnęła tę najbardziej „ciemną” część społeczeństwa, której teraz rozdaje się głupoty+ (nie mówię o tym, co ma uzasadnienie, tylko o korupcji politycznej)?! Dlaczego wreszcie Jarosław Kaczyński i PiS nie są wezwane do zapłaty za marsze pełne nienawiści („miesięcznice”) trwające 96 miesięcy i kosztujące miliony?! Przecież niezależny sąd stwierdził, że były to prywatne uroczystości!

Ileż tu jeszcze pytań można zadać, ale czy jest ktoś, kto zechce, chociażby na jedno z nich odpowiedzieć?! Nie sądzę! Stąd tytułem podsumowania powiem odnosząc się do tytułu artykułu, że przeprowadzone tu „krótkie studium nienawiści” jest rzeczywiście skromne, bo nawet trzytomowa książka nie wyczerpałaby tematu. Nad tym pochylą się kiedyś naukowcy, w tym socjologowie oraz psychiatrzy, bo głupoty i zła się tak dużo nagromadziło, że będzie to tematem wielu opracowań w przyszłości, jako przestroga przed powrotem ustrojów totalitarnych!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Przez 351 dni była zakładniczką dżihadystów w Syrii, teraz opowiada o woich przeżyciach

Sonila Sand

Sonila Sand

Janina Findeisen w zaawansowanej ciąży wyjechała do Syrii. Została porwana przez dżihadystów i przez 351 dni była ich zakładniczką.

Fot. Źródło: dw.de

Dziennikarka Janina Findeisen postanowiła wybrać się do Syrii w region objęty wojną domową. Chciała nagrać ekskluzywny materiał filmowy z terenów opanowanych przez terrorystów i zwolenników tzw. Państwa Islamskiego. Kontakt do dżihadystów miała zorganizować jej była koleżanka szkolna Laura, która dziesięć lat temu wyjechała do prowincji Waziristan w Północnym Pakistanie, przyłączyła się do dżihadystów i nie wróciła już do Niemiec. Dla Janniny Findeisen, która wybrała się w podróż do Syrii w zaawansowanej ciąży, miał to być debiutancki film opowiadający głównie o niezwykłej przyjaźni z Laurą.

Jesienią 2015 r. Niemka udała się z matką Laury do Antakyi (dawna Antiochia) w Turcji. Tam czekali na nią przemytnicy, którzy mieli doprowadzić kobiety do dziewczyny. Kiedy jednak na pograniczu z Syrią zaczęły się bombardowania, a straż graniczna brutalnie obchodziła się z uchodźcami, matka Laury zdecydowała się zawrócić. Pomimo wielokrotnych ostrzeżeń Findeisen postanowiła samotnie kontynuować dalszą podróż. – Miałam gwarancję bezpieczeństwa. Był nią list, który przysłała mi Laura mailem. Wszystko opierało się na zaufaniu. I wtedy mi to zupełnie wystarczyło. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, świadczyło o mojej ogromnej naiwności – tłumaczy dziennikarka w rozmowie z Deutsche Welle.

Spotkanie po latach

Na początku rzeczywiście wszystko odbywało się bez problemów. Przemytnik przeprowadził ciężarną Niemkę do Północnej Syrii, gdzie spotkała się z Laurą. Spędziła z nią osiem dni. – Laura była zawsze moją przyjaciółką, znałyśmy się od dawna. Choć w międzyczasie wiele się wydarzyło, miałyśmy do siebie zaufanie, które stało się podstawą podjęcia tej wyprawy – opowiada dziennikarka.

Obie wiele ze sobą rozmawiały, Findeisen udało się nawet nagrać wywiad z komendantem powiązanej z Al-Kaidą grupy zbrojnej Dżabhat an-Nusra, w której działała Laura.

Przyjaciółki jeździły dużo po okolicy. – Byłyśmy w północno-zachodniej Syrii, przejechałyśmy przez miasto Idlib i cały czas filmowałam wszystko z okna samochodu: sytuację na ulicach, różne punkty kontrolne, kolumny pieszych i zbombardowane przedmieścia – wspomina Niemka. Kiedy miała już pod dostatkiem materiału filmowego, pożegnała się z Laurą i taksówką ruszyła w drogę powrotną do tureckiej granicy. Towarzyszył jej jeden z bojowników ugrupowania Dżabhat an-Nusra. Jednak tuż przed granicą samochód zwolnił i został zatrzymany przez zamaskowanych mężczyzn uzbrojonych w kałasznikowy. Wyciągnęli kierowcę i opiekuna Findeisen, a sami wsiedli do auta. – Poczułam ogromny strach, a jednocześnie starałam się zachować spokój, bo wiedziałam, że nic nie da się zrobić – wspomina dziennikarka.

DW łącznikiem ze światem

Porywacze zawiązali jej oczy i ruszyli w dalszą drogę. To był pierwszy z 351 dni spędzonych w niewoli. Co kilka miesięcy zmieniano miejsce pobytu Niemki. Mieszkała w dziewięciu różnych domach, nie mając pojęcia, gdzie jest. Robiła, co jej kazano, zachowywała się spokojnie, nie myślała o ucieczce. Przez cały ten czas nie wolno jej było opuszczać pokoju, w którym przebywała. Gdy zmieniano jej miejsce pobytu, miała opaskę na oczy. Któregoś dnia wstawiono jej do pokoju mały telewizor. W czasie nieregularnych dopływów prądu mogła oglądać program Deutsche Welle, który stał się dla niej – jak wspomina – jedynym łącznikiem ze światem.

Tymczasem zbliżał się dla ciężarnej kobiety dzień rozwiązania. Przedtem wielokrotnie symulowała bóle porodowe z nadzieją, że trafi do jakiegoś szpitala. Jednak poród odebrała ginekolożka, którą dowieziono z Północnej Syrii. Podczas jednej wizyt lekarka zdradziła ze łzami w oczach, „że dżihadyści uprowadzili jej męża, po to, by odpowiednio zatroszczyła się o poród Niemki. Zagrożono jej bowiem, że jeśli dziecku podczas porodu się coś stanie, zginie jej mąż”.

Droga do domu

Po jedenastu miesiącach niewoli nastąpiła rzecz nieoczekiwana. Do domu, w którym więziono dziennikarkę, wpadli zamaskowani mężczyźni, wołając jej imię. – Myślałam, że to inna grupa dżihadystów, która chce mnie przejąć – opowiada. Wtedy nie przypuszczała, że obcy przybyli, by ją uwolnić. Mężczyźni okazali się bojownikami innej grupy Dżabhat an-Nusry. Powoływali się na dane wcześniej Niemce słowo i gwarancje bezpieczeństwa. Zdjęli jej opaskę z oczu i przetransportowali ją wraz z maleńkim synem do tureckiej granicy. Tam czekali już na nich niemieccy funkcjonariusze służb bezpieczeństwa.

Jannina Findeisen wie teraz, że wyprawa w zaawansowanej ciąży do Syrii była wielkim błędem. Po powrocie do Niemiec opisała swoje przeżyciach z terrorystami w książce zatytułowanej „Mein Zimmer im Haus des Krieges” (Mój pokój w domu wojny).

 

REDAKCJA POLECA

 


Rafał Sulikowski: Nawrót? Idee i zachowania krypto-faszystowskie w Polsce

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Działacze skrajnej prawicy są rozsiani po całym kraju, wielu z nich jest opłacanych jako trolle i hejterzy, niektórzy sympatyzują otwarcie z Rosją putinowską i będą robić wszystko, żeby narodowcy stali się potężną siłą, zdolną nawet wygrać któreś tam wybory z rzędu, a co najmniej - wejść do parlamentu i potem rządu.

Jesteśmy w środku czasu marnego, kiedy odradzają się nacjonalizmy, populizm taniej prawicy oraz wzrasta tolerancja dla radykalizującej się coraz bardziej grupy skrajnej prawicy.

Przykłady są wszędzie: cała ściana wschodnia, określana jako Polska “B” na czele z Białymstokiem została opanowana przez bojówki skrajnie prawicowe, obchodzące hucznie kolejne urodziny Hitlera i jednocześnie organizujące paradne pielgrzymki na Jasną Górę. Chodzą tam nie po to, aby spotkać się z Bogiem, ale zyskać ciche przyzwolenie od Kościoła na dalszą działalność.

Wiadomością z ostatniej chwili jest wypowiedź jednego z polityków PiS, nawołującego do “oczyszczania Polski”. Jest to zachowanie krypto-faszystowskie.

Prawica dobrze wie, że głoszony oficjalnie stadionowy faszyzm nie przejdzie. Dobrze wie, że ludzie opamiętają się najdalej po ciężkich w tym roku wakacjach, gdzie poziom kłamstw rządu sięgnie zenitu i w październiku obalą władzę, która przyzwala i nawet cicho wspiera odradzanie się nacjonalizmu, a nawet nazizmu i faszyzmu pod różnymi szyldami. Trwają rozmowy na skrajnej prawicy, jak wprowadzić ich ludzi do parlamentu nie tylko krajowego, ale i Parlamentu Europejskiego. To nie jest tak, że od czasu do czasu obserwujemy odosobnione przykłady krypto-faszystowskich idei i zachowań – oni działają stale, non-stop, codziennie. Planują na wiele lat naprzód, a celem nadrzędnym jest doprowadzenie do wyjścia Polski ze struktur UE i zaprowadzenie najpierw autorytarnych, a wkrótce totalitarnych rządów w kraju.

Działacze skrajnej prawicy są rozsiani po całym kraju, wielu z nich jest opłacanych jako trolle i hejterzy, niektórzy sympatyzują otwarcie z Rosją putinowską i będą robić wszystko, żeby narodowcy stali się potężną siłą, zdolną nawet wygrać któreś tam wybory z rzędu, a co najmniej – wejść do parlamentu i potem rządu.

Póki co w sondażach oficjalne poparcie społeczne dla skrajnych oscyluje wokół błędu statystycznego, co tym bardziej mobilizuje wszystkich młodych-gniewnych z falangi, którzy robią wszystko, aby Polska wyrzekła się idei demokratycznych i obywatelskich, żeby zawróciła do feudalnej, poczciwej Polski piastowskiej i to nie są bajki! Oni naprawdę żyją tylko mszami trydenckimi, flagami obrażającymi pomagającą nam non-stop UE i pochodniami, których blask nasuwa jak najgorsze skojarzenia z nie tak znowu dawnej historii.

Na razie oficjalnie nie ma żadnego problemu skrajnej prawicy w skali kraju. Ale zanim do tego dojdzie, a dojdzie na pewno, oni działają lokalnie, po cichu, gromadzą pieniądze, korzystają z fikcyjnych kont w serwisach społecznościowych.

Dziś w Radiu Tok.fm mówiono o fake-kontach, które mają być powiązane ze służbami rosyjskimi, skąd zatrudnieni trolle wysyłają setki postów i wpisów szkalujących strajkujących nauczycieli na godzinę, czego nie dałby zrobić zwykły, prywatny użytkownik. Jedno z tych kont polubiło wiele stron rosyjskich, a nawet arabskich. 50 postów na godzinę, tego nie potrafię nawet ja. Dostają gotowce i wklejają jak leci, a materiały te mają na celu całkowitą dyskredytację nauczycieli. Złamią ich po cichu, tak zwanym “miękkim przymusem”, czyli ekonomicznie. Każdego można złamać, jeśli odbierze się mu środki do życia. Tylko jednostki są w stanie oprzeć się przemocy finansowej w Polsce. Prawdopodobnie strajk zakończy się w ten weekend. Po cichu będą wysyłane pozwy dyscyplinarne, będą zwolnienia najbardziej aktywnych nauczycieli podczas strajku, będzie nieprawdopodobna skala kłamstwa w państwowych mediach, szczególnie TVP Info, w Polsacie, który przemalował się na barwy niemal brunatne, a wtórować będą temu znane już media, jak Radio Maryja czy TV Trwam, gdzie poziom obłudy i hipokryzji bije wszelkie rekordy.

Nie wolno dać sobie posiekać świadomości – rządzący chcą rozdzielić strajkujących i wmówić każdemu z osobna, że “tylko ty strajkujesz, zobacz, inni podpisali porozumienie, podpisz i ty, albo wyp…” Nie można pozwolić na to, żeby informacje były w naszej świadomości porozdzielane – to jest cały, spójny system niszczenia demokracji i tylko jeśli zaczniemy kojarzyć fakty, mamy szanse na wygraną. Jeżeli nie kojarzysz faktów, twoja świadomość słabnie, zaczynasz myśleć, że to, co się dzieje, nie jest racjonalne. Oczywiście, że jest racjonalne i da się zrozumieć, ale trzeba odsiać prawdę od kłamstwa i fałszu i umieć spojrzeć na świat taki, jaki on jest, choć to trudne. Jednak tylko robienie w obecnej sytuacji rzeczy trudnych, prowadzi
do obnażenia nieprawdopodobnej wręcz skali kłamstw, przekrętów, przemilczeń, celowej dezinformacji. W komunizmie nazywano to “nowo-mową” – nowy język, stworzony tak, aby nikt poza wtajemniczonymi go nie rozumiał, co miało prowadzić do wykluczenia całych grup z państwa bezprawia.

Obecnie nowo-mowa wróciła w nowych szatach, świętoszkowatych pozach, bezczelnych uśmiechach i gestach. Dziś mówimy wszyscy jedno: “Non possumus!”. Nie wolno łamać demokracji. Nie wolno łamać praw człowieka! Nie wolno krzywdzić ludzi!

Rafał Sulikowski

 

 

 


Na co zwrócić uwagę, kupując meble ogrodowe?

Wybierając meble do ogrodu, przede wszystkim kierujemy się ich wyglądem. Jest to oczywiście zasadne, ponieważ ich wygląd jest bardzo istotny. Należy jednak pamiętać również o jakości umeblowania. Na co jeszcze zwrócić uwagę, wybierając zestaw mebli ogrodowych? Podpowiadamy w naszym artykule.

Na co zwrócić uwagę, kupując meble ogrodowe?
Na co zwrócić uwagę, kupując meble ogrodowe?
  1. Meble na taras i do ogrodu – cena
  2. Meble ogrodowe technorattan – wytrzymałość i trwałość
  3. Narożnik ogrodowy, fotel huśtawka – które meble wybrać?

Meble na taras i do ogrodu – cena

Bardzo ważną kwestią są rzecz jasna fundusze. Powinniśmy przekalkulować, na co pod względem finansowym możemy sobie pozwolić. Należy jednak pamiętać przy tym, że cena nie powinna być najważniejsza. Decydując się na najtańszy stół czy fotel ogrodowy, wykonany na przykład z plastiku, musimy się liczyć z tym, że jego jakość nie będzie najwyższa. Często w przypadku tanich mebli plastikowych bywa tak, że wytrzymują one jedynie sezon, a już kolejnej wiosny czy latem należy kupić następny produkt.

Meble ogrodowe technorattan – wytrzymałość i trwałość

Dlatego też kolejnym punktem, który należy wziąć pod uwagę, wybierając meble ogrodowe, jest wspomniana już jakość produktowa, którą mogą się poszczycić np. meble wykonane z technorattanu. Meble ogrodowe Monaco czy też komplet Corfu Fiesta wyprodukowane z tego materiału cechują się dużą wytrzymałością, a przy tym bardzo eleganckim wyglądem. Kupując dobrej klasy meble z solidnego materiału możemy mieć pewność, że przetrwają one w bardzo dobrym stanie dłużej niż jeden czy dwa sezony. W efekcie będzie to więc rozwiązanie bardziej ekonomiczne – jednorazowo wydamy nieco więcej, niż np. na meble z plastiku, jednakże nie będziemy musieli już za rok ponawiać zakupu i znów wydawać pieniędzy.

Narożnik ogrodowy, fotel huśtawka – które meble wybrać?

Istotna jest także funkcjonalność umeblowania. Wybierając konkretne modele, zastanówmy się najpierw, co nam się najbardziej przyda. Zawsze dobrym rozwiązaniem jest zestaw składający się ze stołu i krzeseł, ale bardzo polecana i popularna jest też wygodna sofa ogrodowa. Można ją bez przeszkód postawić w ogrodzie czy na tarasie. Zmieści się na niej kilka osób. Polecanym akcesorium jest też skrzynia ogrodowa, w której można trzymać np. narzędzia ogrodnicze, poduszki ze wspomnianej sofy czy inne przedmioty i gadżety. Poza sofą, jako miejsce do siedzenia sprawdzi się też leżak ogrodowy lub fotel ogrodowy wiszący. Fotel ten można przymocować jak huśtawkę do sufitu albo drzewa. Są również modele, które posiadają już wbudowaną specjalną podporę, na której wisi huśtawka.

Fotele, sofy, krzesła, stoły, huśtawki, hamaki… Jak widać, mebli do ogrodu jest sporo. Szeroki wybór mebli ogrodowych dostępnych na https://mebledoogrodu.eu/ pozwoli Ci na proste i wygodne znalezienie idealnego umeblowania dla siebie.

Materiał zewnętrzny


Twórca portalu Wikileaks Julian Assange zatrzymany przez brytyjską policję

Brytyjska policja zatrzymała założyciela portalu Wikileaks Juliana Assange’a. Jak poinformował Scotland Yard, 47-latek został zatrzymany w czwartek w ambasadzie Ekwadoru w Londynie i zabrany do jednego z londyńskich komisariatów. Wcześniej władze Ekwadoru cofnęły mu prawo do azylu.

Assange w 2012 roku schronił się w ambasadzie Ekwadoru w Wielkiej Brytanii, próbując uniknąć grożącej mu ekstradycji do Szwecji i możliwego procesu w Stanach Zjednoczonych.

Wikileaks skrytykowała odebranie Assangowi azylu i uznała jego zatrzymanie za naruszenie prawa międzynarodowego. Jak podano, ambasador Ekwadoru w Londynie „zaprosił” brytyjską policję do ambasady, aby aresztowała Assange’a.

Pogarszające się relacje z Ekwadorem

Relacje między 47-latkiem a udzielającą mu schronienia ambasadą zaczęły się w ostatnich miesiącach pogarszać. Zdaniem Wikileaks powodem było opublikowanie filmów i zdjęć z prywatnych spotkań prezydenta Ekwadoru Lenina Moreno. W październiku ambasada zaczęła ograniczać dostęp do Assange’a, a także jego dostęp do środków przekazu.

Wikileaks publikuje tajne amerykańskie dokumenty

O portalu Wikileaks zrobiło się głośno, gdy zaczął publikować tajne amerykańskie dokumenty na temat przypadków łamania praw człowieka oraz zbrodni na cywilach, których dopuszczali się żołnierze amerykańscy w Afganistanie.

W ostatnich latach o Wikileaks mówiło się głównie w kontekście opublikowania wykradzionych e-maili amerykańskiej Partii Demokratycznej z kampanii wyborczej 2016 roku. Amerykańskie władze podejrzewają, że zostały one wykradzione przez rosyjskich hakerów i przekazane Wikileaks.

Brytyjska policja zatrzymała założyciela portalu Wikileaks Juliana Assange'a.47-latek został zatrzymany w czwartek w ambasadzie Ekwadoru w Londynie
Julian Assange

Julian Assange sam uważa się za dziennikarza i domaga się, gwarantowanego dziennikarzom, prawa do ochrony źródeł informacji i publikacji danych niejawnych.

Oskarżenia o gwałt

Gdy Assange uciekł w 2012 roku do ekwadorskiej ambasady, ciążył na nim europejski nakaz aresztowania w związku z oskarżeniami o gwałt w Szwecji. Assange obawiał się jednak, że władze w Sztokholmie wydadzą go Stanom Zjednoczonym.

W maju 2017 roku szwedzka prokuratura umorzyła postępowanie wobec Assange’a. Brytyjska policja zarzuca mu,że chroniąc się w ambasadzie Ekwadoru, złamał zasady zwolnienia warunkowego za poręczeniem majątkowym, dlatego Scotland Yard zapowiedział, że zatrzyma go gdy tylko opuści teren placówki dyplomatycznej.


Unijni przywódcy zgodzili się na przedłużenie brexitu. Wskazano nową datę

Szczyt UE zgodził się w nocy na odsunięcie brexitu na 31 października. Emmanuel Macron skrócił o połowę czas odroczenia proponowany przez Donalda Tuska. Nie zdołał jednak przeforsować rozwodu z Londynem już w czerwcu.

Donald Tusk i Theresa May. Fot. Źródło: dw.de

Porozumienie 27 krajów Unii i brytyjskiej premier Theresy May ogłoszono tuż przed godziną drugą w nocy ze środy na czwartek. Unijny szczyt przesunął datę wyjścia Wielkiej Brytanii z UE z 12 kwietnia na 31 października. Jeśli Brytyjczycy zdołają wcześniej ratyfikować umowę rozwodową, to mogą opuścić Unię przed tą datą. Jeśli jednak nie zatwierdzą umowy i pozostaną w UE do 23 maja, będą zobowiązani do przeprowadzenia majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Gdyby tego nie zrobili, zostaliby usunięci z Unii już 1 czerwca. – Eurowybory w Wielkiej Brytanii wyglądają dziwnie. Jednak zasady są zasadami – powiedział szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Czy to ostatnie odroczenie brexitu? – Jestem zbyt stary, by wykluczać różne scenariusze – tak Donald Tusk uchylał się ostatniej nocy od jednoznacznej odpowiedzi. Przyznał, że jego „prywatnym cichym marzeniem” jest rezygnacja Brytyjczyków z rozwodu z Unią.

– Do końca października Wlk. Brytania pozostaje krajem członkowskim Unii z wszystkimi prawami. Zachowuje też prawo do odwołania brexitu powiedział Tusk po zakończeniu obrad. Podczas czerwcowego posiedzenia Rady Europejskiej ma zdać relację z ewentualnych postępów w ratyfikacji umowy brexitowej, ale to będzie wyłącznie – pozbawiony znaczenia prawnego – gest polityczny, który pomógł przełknąć ugodę francuskiemu prezydentowi Emmanuelowi Macronowi. Ten bowiem opierał się odraczaniu brexitu do jesieni.

– Jestem zadowolony, że prezydent Macron zgodził się na nasz kompromis – powiedział Tusk. Zaapelował do Brytyjczyków, by nie zmarnowali danego im dodatkowego czasu.

Szarża Macrona

Premier Theresa May poprosiła w ostatni piątek o odłożenie brexitu do końca czerwca, jednak Donald Tusk – chcąc uniknąć dalszego odraczania rozwodu na raty – zaproponował odwleczenie rozwodu aż o rok, by dać Brytyjczykom dość czasu na „przemyślenie strategii brexitowej”.

Na szczycie przedłożona przez Tuska i Junckera data 1 kwietnia 2020 r. cieszyła się znacznie mniejszym poparciem niż 31 grudnia 2019 r., na który były gotowe zgodzić się niemal wszystkie kraje Unii. Jednak tuż przed godz. 23 samotnej szarży przeciw tak długiemu odroczeniu podjął się Macron, forsując – paradoksalnie w zgodzie z pierwotną prośbą May – plan, by wyjście Brytyjczyków z Unii odbyło się najpóźniej z końcem czerwca.

Macron zdobył poparcie Austriakow, Luksemburczyków i Belgów. Jednak kanclerz Angela Merkel obstawała przy „rozsądnie długim czasie” dla Brytyjczyków. – Tematem tego szczytu przestaje być Wielka Brytania, a zaczyna być Francja. A przede wszystkim ambicje jej prezydenta – tak około północy obrady komentował jeden z rozeźlonych zachodnich dyplomatów. Inny wysoki urzędnik UE narzekał, że Macron „wkłada rękę w brytyjskie mrowisko” zamiast pozwolić Brytyjczykom spokojnie dojść do ładu w sprawie montowania większości w Izbie Gmin na rzecz umowy brexitowej.

Spór między krótkim odroczeniem brexitu (postulowanym przez Macrona) a wielomiesięcznym odłożeniem rozwodu miał źródło m.in. w różnych poglądach na najskuteczniejszą taktykę w celu osiągnięcia ratyfikacji umowy brexitowej przez Londyn. Francuzi przekonywali, że groźba szybkiego – bardzo kosztownego gospodarczo – wyjścia z UE bez zatwierdzonej umowy będzie mobilizować Izbę Gmin. Natomiast inni, w tym Niemcy czy Holendrzy, ostrzegali, że aż taka presja ze strony Brukseli tylko rozjątrzy konflikty w Londynie, jeszcze bardziej sparaliżuje rząd May i skończy się brexitową klęską. A m.in. dla Polski dłuższe odsunięcie brexitu jest – podobnie jak dla Tuska – podtrzymywaniem szans na odwołanie rozwodu przez Londyn.

Macron ostatecznie zgodził się kompromisowo na brexit z końcem października (na szczycie wymagana jest jednomyślność). Londyn zobowiązał się do „lojalnej współpracy” i pomagania Unii w „osiąganiu jej celów”. To odnosi się m.in. do niesięgania po prawo weta podczas negocjacji o budżecie na lata 2021-27, które mogą zacząć się już w październiku.

Co dalej z umową brexitową

Unia nie zamierza zmieniać obecnego projektu umowy brexitowej, w którym Brytyjczycy gwarantują zachowanie obecnych praw obywateli Unii (w tym Polaków) mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii, obiecują sukcesywne regulowanie zobowiązań wobec budżetu Unii (40-60 mld euro). A także – to główny powód kłopotów z ratyfikacją – godzą się na nadzwyczajne rozwiązania w celu uniknięcia pobrexitowych kontroli na granicy między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn. Jednak Unia – jak Tusk przypomniał po szczycie – jest gotowa na renegocjacje „deklaracji politycznej” o przyszłych relacjach UE-Londyn, która jest dołączona do umowy brexitowej.

Właśnie na temat renegocjacji tej „deklaracji” trwają w tych dniach rozmowy między May i przywódcą opozycji Jeremym Corbynem. Gdyby wpisano do niej stałą unię celną z UE (Bruksela jest na to gotowa), to zwiększyłoby szanse na ratyfikację w Izbie Gmin dzięki głosom labourzystów.

Niektórzy przywódcy UE nadal wierzą w możliwość powtórnego referendum w Wielkiej Brytanii, które mogłoby rozstrzygnąć o losach brexitu.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Następny PiS-faszysta

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Senator PiS z Białej Podlaskiej, Grzegorz Bierecki ogłosił zbliżające się czystki o charakterze faszystowskim w naszym kraju. To ten sam ważny urzędnik PiS-u, który wyprowadzał miliony ze SKOK-ów poza granicę naszego kraju i włos mu z głowy nie spada

Senator PiS z Białej Podlaskiej, Grzegorz Bierecki ogłosił zbliżające się czystki o charakterze faszystowskim w naszym kraju. Powiedział:

„Nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej.”

Jaki będzie klucz weryfikacji godności, kto ją będzie robił i jak, tego nie powiedział. Mam nadzieję, że nie chodzi o obozy zagłady, ani o strzał w tył głowy nad wykopami.

Grzegorz Bierecki, to ten sam ważny urzędnik PiS-u, który wyprowadzał miliony ze SKOK-ów poza granicę naszego kraju i włos mu z głowy nie spada. Powstaje więc pytanie, na czyje konta były te przelewy, że wolno mu to bezkarnie czynić. Jeśli mu wolno, to pewnie wypowiadając te słowa, też należy ich treść traktować niezwykle poważnie.

Zaczynam rozumieć, po co ustawiono we wszystkich ważniejszych polskich miastach trumny niepodległości.

Adam Mazguła

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Pierwsze zdjęcie czarnej dziury

Astronomowie z Europejskiego Obserwatorium Południowego pochwalili się przełomowym dokonaniem. Zaprezentowali 10 kwietnia 2019 pierwsze zdjęcie czarnej dziury. Fotografia została wykonana za pomocą sieci radioteleskopów rozmieszczonych dookoła świata, które utworzyły „wirtualny teleskop” astronomiczny o rozmiarze Ziemi. W 2017 roku, kiedy wykonano obserwacje, miał on osiem elementów, położonych w Europie, Ameryce Południowej, Ameryce Środkowej, Ameryce Północnej, na Hawajach i na biegunie południowym.

Pierwsze zdjęcie czarnej dziury
Pierwsze zdjęcie czarnej dziury

W tej konkretnej obserwacji wykorzystano tzw. Teleskop Horyzontu Zdarzeń (Event Horizon Telescope – EHT). Gdy w 2017 r. rozpoczęto obserwację składał się on z 8 elementów znajdujących się w Europie, Ameryce Południowej, Ameryce Środkowej, Ameryce Północnej, na Hawajach oraz na Antarktydzie.

Zgodnie z ogólną teorią względności, do jej powstania niezbędne jest nagromadzenie dostatecznie dużej masy w odpowiednio małej objętości. Taki obiekt przyciąga do siebie wszystko z bardzo dużą siłą. Czarnej dziury nie można dojrzeć, ponieważ pochłania nawet światło. Nie odbija niczego. Ze względu na fakt, że czarna dziura nie emituje żadnego światła, nie ma możliwości zobaczenia jej i sfotografowania bezpośrednio. Dlatego astronomowie pokazują jej cień.

To, co widzimy (na zdjęciu) jest większe niż cały nasz Układ Słoneczny – mówi w rozmowie z BBC profesor Heino Falcke z Uniwersytetu w Nijmegen w Holandii.

Sfotografowana czarna dziura ma masę 6,5 miliarda Słońc, znajduje się w centrum galaktyki Messier 87 w gwiazdozbiorze Panny, w odległości 55 milionów lat świetlnych od Ziemi. Obszar widoczny na zdjęciu jest większy niż nasz cały Układ Słoneczny – ma 40 miliardów kilometrów.

– Dajemy ludzkości pierwszy obraz czarnej dziury, bramy bez powrotu do naszego Wszechświata. To przełom w astronomii, bezprecedensowy wyczyn naukowy dokonany przez zespół ponad 200 naukowców – powiedział podczas konferencji prasowej w Brukseli szef naukowy tego projektu prof. Sheperd Doeleman z Obserwatorium Haystack w Massachusetts Institute of Technology.



Rafał Sulikowski: Sprawa Ewy Tylman – epilog

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Jak powiedział zresztą prokurator na jednej z ostatnich rozpraw, jedyną osobą, która naprawdę dobrze wie, co się zdarzyło feralnej nocy przy moście Rocha, jest Adam Z. Jednak najwyraźniej chce on zachować tę tajemnicę i jej nigdy niestety nie wyjawić

Sprawą zaginionej przed trzema laty w Poznaniu Ewy Tylman żyła cała Polska. 17 kwietnia zostanie ogłoszony wyrok sądowy, w którym podejrzanym o co najmniej nieudzielenie pomocy jest znajomy Ewy z pracy, Adam Z.

Fot. Źródło: Facebook

Toczące się śledztwo nie dało jednoznacznych dowodów winy morderstwa z zamiarem ewentualnym, a w świetle prawa karnego wszelkie wątpliwości oskarżonego rozstrzygane są na jego korzyść. Tę zasadę powinni wszyscy w Polsce zresztą sobie przypomnieć, zanim na kogoś rzucą oskarżenie.

Chciałbym tutaj krótko przedstawić własną wersję zdarzeń z pamiętnej nocy listopadowej, kiedy dwójka znajomych, Ewa Tylman i Adam Z. około 2 nad ranem opuściła jeden z lokali nocnych w centrum Poznania i udała się w kierunku Mostu Rocha.

Fragment nagrania z monitoringu

Monitoring ukazuje zataczającą się parę, a ostatni zapis pochodzi z pobliża owego mostu, na którym widać biegnącą, jakby uciekającą Ewę i goniącego ją zapewne Adama.

Czy nie można przyjąć dość prostej wersji wydarzeń, takiej logicznej i zdroworozsądkowej? Przypuśćmy, że Adam Z. wcale nie miał zamiaru ani zabijać koleżanki z pracy, ani doprowadzić do jej śmierci w zamiarze ewentualnym. Może po prostu oboje byli bardzo podchmieleni, choć zdjęcia wskazują raczej na stan znacznego upojenia.

Początkowo Adam Z. grał rolę wyłącznie kolegi z pracy, niegroźnego dla kobiety, szczególnie że miał partnera życiowego, do którego zresztą potem dzwonił już po wypadku. Jednak pod wpływem alkoholu, zaczął wychodzić ze swej roli, czego wystraszyła się również będąca w stałym związku zaginiona chwilę potem Ewa i zaczęła uciekać.

Jak wiadomo, z męskim libido pod wpływem alkoholu dzieją się różne rzeczy. Uciekając, wbiegła na most, jednak, aby utrzymać równowagę, trzymała się barierki ochronnej. Niewiele widząc, dobiegła do końca mostu, gdzie barierki się kończą i spadła ze skarpy, tracąc chwilowo przytomność – może zresztą nie z powodu upadku, ale szoku związanego z upadkiem i to pod wpływem wypitego alkoholu.

Adam Z. dobiega do końca mostu, patrzy w dół i widzi leżącą bez ruchu kobietę. Jest przerażony, myśląc, że kobieta nie żyje, zbiega do niej i nie podejmując reanimacji – jest bowiem przekonany, że koleżanka nie żyje – zabiera jej dowód osobisty z torebki, a telefonu nie znajduje (zostanie potem znaleziony przy ciele pół roku później). Bojąc się odpowiedzialności karnej za doprowadzenie do spadku ze skarpy, zaciąga ciało – jak myśli – na nabrzeże i wrzuca do rzeki. Potem oddala się śpiesznie w kierunku przystanku, gdzie wyrzuca dowód osobisty, znaleziony kolejnego dnia. I dzwoni dla alibi do partnera, mówiąc, że nie wie, gdzie się znajduje aktualnie.

Oczywiście, tak być mogło, ale nie musiało, a cały powyższy rekonstruowany przebieg wydarzeń jest w dużym stopniu spekulacją. Jednak tak również właśnie być mogło, a przyjęcie wersji najprostszej – błędna ocena stanu zaginionej po upadku ze skarpy i impulsywne działanie pod wpływem strachu – jest w sytuacji braku silnych dowodów winy innej niż nieudzielenie pomocy naszym zdaniem racjonalne.

Sądząc po zachowaniu Adama Z. ani nie planował żadnej makabrycznej zbrodni, ani nie wrzuciłby zaginionej do rzeki, gdyby podjął akcję reanimacyjną (może wystarczyłoby zwykłe cucenie) i przekonał się naocznie, że kobieta żyje. Jeśli zaś wrzucał do Warty martwe ciało – w swoim mniemaniu – to nie popełnił zabójstwa z zamiarem ewentualnym.

Jak powiedział zresztą prokurator na jednej z ostatnich rozpraw, jedyną osobą, która naprawdę dobrze wie, co się zdarzyło feralnej nocy przy moście Rocha, jest Adam Z. Jednak najwyraźniej chce on zachować tę tajemnicę i jej nigdy niestety nie wyjawić.

Rafał Sulikowski

 

 

 


Samorządy chcą płacić strajkującym nauczycielom. Ministerstwo Finansów: to niezgodne z prawem

Refundacja wynagrodzenia pracowników za okres strajku jest bezprawna – informuje wiceminister finansów Marian Banaś. Przed obchodzeniem przepisów przestrzega też krakowska RIO.

strajk nauczycieli
Fot. Źródło: znp.edu.pl

Od poniedziałku trwa w szkołach bezterminowy strajk organizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych. Największe miasta zadeklarowały, że zrekompensują nauczycielom ubytek w pensji za czas strajku, wypłacając im np. dodatki motywacyjne.

„W związku z pojawiającymi się zapowiedziami dotyczącymi możliwości refundacji wynagrodzenia pracowników za okres strajku informuję, że takie działanie nie ma podstaw prawnych” – napisał Banaś w komunikacie MF. Powołał się przy tym na art. 23 pkt 2. ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, który mówi, że „w okresie strajku zorganizowanego zgodnie z przepisami ustawy pracownik zachowuje prawo do świadczeń z ubezpieczenia społecznego oraz uprawnień ze stosunku pracy, z wyjątkiem prawa do wynagrodzenia. Okres przerwy w wykonywaniu pracy wlicza się do okresu zatrudnienia w zakładzie pracy”.

– Jeżeli jakiś samorząd chce rekompensować wstecznie wynagrodzenie potrącone za okres strajku, to jest to niezgodne z obowiązującymi przepisami. Nie ma możliwości ani wstecznie, ani następczo zapłacić za czas strajku – ocenił Marian Banaś.

Jego zdaniem w przypadku gdy wynagrodzenie wypłacane jest „z góry” w kolejnym miesiącu rozliczeniowym pracodawca powinien potrącić z wynagrodzenia adekwatną część za czas powstrzymania się od pracy.

Stanowisko w sprawie strajkowych rekompensat zajęła również Regionalna Izba Obrachunkowa w Krakowie. Obchodzenie przepisu, który nie przewiduje zachowania prawa do wynagrodzenia za czas strajku, jest niezgodne z prawem – uznała.

O opinię w sprawie możliwości wypłaty wynagrodzenia za czas strajku kadry nauczycielskiej oraz pracowników obsługi szkół zwrócił się Jarosław Szlachetka, burmistrz Myślenic.

„Pracownicy, którzy decydują się na udział w strajku muszą liczyć się z konsekwencjami w postaci utraty prawa do wynagrodzenia za czas strajku. Tym samym działania zmierzające do obejścia przepisu, który nie przewiduje zachowania prawa do wynagrodzenia za czas strajku, należałoby uznać za działania niezgodne z prawem” – wskazuje w odpowiedzi Mirosław Legutko, prezes krakowskiej RIO.

Izba przypomina, że samorządy wydają środki publiczne, są więc zobowiązany do ścisłego przestrzegania przepisów dotyczących wydatków.

„Naruszenie przepisów dotyczących dokonywania poszczególnych rodzajów wydatków stanowi czyn będący naruszeniem dyscypliny finansów publicznych i wiąże się z ponoszeniem odpowiedzialności z tego tytułu” – zaznacza .

kurier PAP