Adam Mazguła: podobno Jarosław pojedzie pod Smoleńsk, w rocznicę wiadomej katastrofy. Do Katynia nie wstąpi

Adam Mazguła
KIEDY DYKTATOR I PREZES PARTII RZĄDZĄCEJ, PREZYDENT, PREMIER RZĄDU, MARSZAŁKOWIE SEJMU I SENATU PRZYPOMNĄ SOBIE ŁASKAWIE O MOGIŁACH POLSKICH BOHATERÓW W MIEJSCACH KAŹNI
Nie wiem, czy to prawda, ale podobno Jarosław pojedzie pod Smoleńsk, aby w przypadającą 10 kwietnia rocznicę wiadomej katastrofy odkurzyć stojący tam krzyż, pozbierać papiery i zeschłe kwiaty po uroczystości żałobnej sprzed 9 lat. Do Katynia nie wstąpi, bo pociąg powrotny z batalionem ochroniarzy nie może czekać zbyt długo, z uwagi na możliwe i stałe zagrożenie osoby ochranianej.
Przewodnikiem ma być Antoni smoleński, który zapozna prezesa z historycznym miejscem zjedzenia obiadu przed paniczną ucieczką do Polski i przybycia do Pałacu po cenne dokumenty.
W trosce o pobudzenie patriotycznego skrzydła swoich zwolenników przed wyborami, do Katynia wyśle Mariusza z Ambasadorem, aby przeliczyli groby i sprawdzili, czy w odwecie za zniszczone pomniki i miejsca pamięci żołnierzy radzieckich w Polsce, ktoś nie przyniósł tam wieńca z gwiazdą, albo jakiś terrorysta z Polski w koszulce z napisem KONSTYTUCJA nie zostawił na piasku napisu: „Katyń pamiętamy”.
Podobno do Smoleńska pojedzie również oligarcha Tadeusz, aby ocenić, jak na wraku robić dalsze interesy.
W ramach pamięci o ofiarach i zadośćuczynienie po skutkach niedawnych ekshumacji, MON rozpatruje wypłaty kolejnych transz zaledwie milionowych odszkodowań dla PiS-owskich członków rodzin, bo już czas, „a im się to, po prostu, należy”.
A tak na poważnie,
KIEDY DYKTATOR I PREZES PARTII RZĄDZĄCEJ, PREZYDENT, PREMIER RZĄDU, MARSZAŁKOWIE SEJMU I SENATU PRZYPOMNĄ SOBIE ŁASKAWIE O MOGIŁACH POLSKICH BOHATERÓW W MIEJSCACH KAŹNI.
Szanuję pamięć o ofiarach katastrofy pod Smoleńskiem, ale winniśmy przede wszystkim HOŁD tysięcy zamordowanych Polaków w służbie narodu.
Cześć ich pamięci!

A. Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Roman Giertych: Areszt nasz powszedni

Roman Giertych
W prokuraturze obecnie w przeważającej większości przypadków stosuje się areszt jako jedyny środek zapobiegawczy. Jest to oczywiście sprzeczne z brzmieniem kodeksu postępowania karnego, ale taka jest praktyka
Cela dwa na trzy metry. Trzech mężczyzn stłoczonych w plastikowo-cementowej klatce. Brak światła, powietrza, ruchu. I to co aresztowanym najbardziej dokucza: brak wiedzy kiedy opuszczą cele. Tak wyglądają tortury XXI wieku do których jako społeczeństwo się przyzwyczailiśmy.
Nie wiem, czy moi Szanowni Czytelnicy mają wiedzę, ale obecnie pod rządami PiS setki, a może tysiące ludzi, którzy stoją pod zarzutami przestępstw o charakterze gospodarczym są przetrzymywani w takich warunkach.
W prokuraturze obecnie w przeważającej większości przypadków stosuje się areszt jako jedyny środek zapobiegawczy. Jest to oczywiście sprzeczne z brzmieniem kodeksu postępowania karnego, ale taka jest praktyka. Niestety sądy (które w sprawach o charakterze politycznym dzielnie opierają się naciskom ze strony władzy) w tej sprawie akceptują nową praktykę. Wykorzystując wprowadzoną (po latach przerwy) do kodeksu zasadę, że grożąca surowa kara może być samoistną przesłanką aresztowąnia bezrefleksyjnie akceptują wnioski prokuratorów. Często podyktowane jest to oportunizmem i strachem przed zderzeniem z władzą, która niepokornych sędziów prześladuje dyscyplinarkami. Często jednak jest po prostu złym przyzwyczajeniem.
W postępowaniu aresztowym sąd praktycznie nie bada dowodów winy. Prokuraturze wystarczy bowiem tylko uprawdopodobnić popełnienie czynu zabronionego. W praktyce oznacza to, że jedno zeznanie lub wyjaśnienia osoby (również tej która siedzi i chce dzięki wyjaśnieniom wyjść) wystarcza do uprawdopodobnienia winy.
Ponieważ obecnie przywrócona do kpk przesłanka, że zagrożenie surową karą jest wystarczającą podstawą aresztu wynika z samej kwalifikacji zarzutu prokuratorskiego, to w zasadzie na bazie obecnego prawa i praktyki każdy zarzut może skończyć się aresztem, nawet jeżeli jest oparty na zwykłym pomówieniu. Jednocześnie zastosowanie aresztu bardzo utrudnia uniewinnienie w przyszłości. Czyż sędzia (albo jego kolega), który zastosował areszt chętnie uniewinni oskarżonego, jeśli konsekwencją tego uniewinnienia byłoby roszczenie o odszkodowanie za areszt który sam pochopnie zastosował? Każdy sam może sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Niestety nie tylko prokuratorzy i sędziowie są winni tej sytuacji. Również moje środowisko, adwokatura, zbyt często milczy w tej sprawie mimo, że najlepiej wiemy jaka wielka skala jest tych masowych można powiedzieć aresztowań (i o ile mamy więcej przez to klientów).
Ostatnio sąd aresztował Michała Lisickiego (ostatecznie sąd drugiej instancji po kilku tygodniach wypuścił go za kaucją). Pan Lisicki był moim przeciwnikiem procesowym w niezliczonych procesach (jego firmę egzekwowałem nawet komornikiem) i dlatego mogę jego przykładu użyć bez posądzenia o stronniczość. Sam nawet złośliwie skomentowałem jego zatrzymanie, iż „rewolucja pożera własne dzieci” nawiązując do wspierania przez niego PiS-u. Ale na miłość Boską! Jakie są „szczególnie uzasadnione okoliczności”, aby takiego człowieka, właściciela dwóch tygodników trzymać w areszcie? Jeżeli prokuratura ma na niego dowody, to niech złoży akt oskarżenia i jeżeli sąd go skaże, to wówczas niech idzie siedzieć. Dopóki jednak nie jest prawomocnie skazany, dopóty jest niewinny. I dotyczy to każdego podejrzanego. Ta zasada jest fundamentem naszego systemu. A myśmy w praktyce zastąpili ją „uprawdopodobnieniem winy”, które odbywa się w ciągu kilku godzinnej (lub krótszej) sesji aresztowej sądu rejonowego, gdzie na zapoznanie się z aktami sąd ma czasem tylko kilkadziesiąt minut.
Jak już raz wina się „uprawdopodobni”, to człowiek traci wolność, godność, poczucie zaufania do Państwa. Często również sypią się takiemu człowiekowi rodzina, czy prowadzona firma. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest postawa obecnego kierownictwa prokuratury. Jednakże inne środowiska prawnicze też nie są bez winy.
Apeluję do wszystkich sędziów, prokuratorów i adwokatów: zróbmy w tej sprawie rachunek sumienia.
Roman Giertych
O seksualnych problemach księży: mają romanse, odwiedzają prostytutki, wyżywają się w czasie urlopu
Niemiecki psycholog Joachim Reich oferuje terapię księżom, którzy nie mogą sobie poradzić z celibatem. Jego zdaniem jedynie niewielka część duchownych radzi sobie z tym problemem.

W wywiadzie dla dziennika „Sueddeutsche Zeitung” Reich powiedział, że księża zwracają się do niego po pomoc „dopiero pod wpływem skrajnej presji”. – Czują się pozostawieni sami sobie. Mogą oczywiście opowiedzieć o swoich problemach z seksualnością na spowiedzi, ale wtedy problem ten się staje natychmiast kwestią winy i kary – wyjaśnił psycholog, który sam był księdzem, ale porzucił stan kapłański.
Jego zdaniem Kościół uważa, że księża powinni sami rozwiązywać te problemy i nie bierze odpowiedzialności za sposób dochowania ślubów. – Kto zdecydował się przyjąć święcenia kapłańskie, powinien sam sobie z tym poradzić – takie stanowisko zajmuje według Reicha instytucjonalny Kościół.
Recepta na celibat
– Niektórzy prowadzą podwójne życie, żyjąc w niejawnym związku. Inni mają romanse. A jeszcze inni zaspakajają swoje seksualne potrzeby odwiedzając prostytutki lub wyżywając się w czasie urlopu, by przez resztę roku przestrzegać wstrzemięźliwości. Są też tacy, którzy się onanizują lub korzystają z pornografii w internecie i erotycznych czatów. Wszystko to prowadzi jednak do ogromnego poczucia winy, bo jest przecież zabronione – powiedział psycholog.
Większość księży początkowo uważa, że jakoś poradzi sobie z celibatem. Po kilku latach widzą, że nie jest to takie proste. Wtedy muszą dokonywać wyborów: – Jedni pozostają przez lata przy seksualnej abstynencji, z większym lub mniejszym sukcesem, stając się często coraz bardziej sfrustrowani. Inni dochodzą do wniosku, że muszą wykorzystać istniejące możliwości: prostytucję, romanse, pornografię internetową. Ta grupa godzi się z własnym sumieniem – tłumaczy Reich.
Psycholog zaznacza, że księża bardzo cierpią, gdyż widzą, że nie mogą spełnić moralnych i kościelnych oczekiwań.
Zdaniem Reicha pedofile „z przekonania” stanowią wśród księży bardzo małą grupę. Problemem są „pedofile okazyjni”. To osoby niedojrzałe seksualnie, które jako księża znajdują się w sytuacji posiadania władzy i otoczeni są 15-letnimi ministrantami, którzy też poszukują własnej seksualności.
Rola seksualności w decyzji o zostaniu księdzem
Psycholog uważa, że temat seksualności odgrywa rolę przy decyzji o zostaniu księdzem. – Im trudniejsza lub bardziej napawająca lękiem jawi się seksualność, tym bardziej poszukuje się formy życia, która jest wysoko ceniona w społeczeństwie, a równocześnie stwarza wrażenie, że jestem w aseksualnej, świętej atmosferze. To całkowite złudzenie, ale do seminarium duchowego wstępują bardzo młodzi ludzie, pełni idealizmu – mówi Reich.
Plastikowe talerze, pałeczki kosmetyczne, torby na zakupy – ponad 20 kilo plastiku w żołądku wieloryba
Plastikowe talerze, pałeczki kosmetyczne, torby na zakupy – w sumie ekolodzy znaleźli w żołądku wieloryba 22 kg plastiku. Ciało ciężarnej samicy morze wyrzuciło na wybrzeże Sardynii.

Ekolodzy organizacji ochrony środowiska World Wildlife Foundation (WWF) i Sea Me zbadali kaszalota znalezionego w ubiegłym tygodniu na północnym wybrzeżu Sardynii, w pobliżu kurortu Porto Cervo. Naukowcy przypuszczają, że śmierć potężnego ssaka spowodowała zawartość jego żołądka. Dodatkowa szokująca informacja – była to ciężarna samica, płód był już jednak martwy.
W jej żołądku znajdowało się około 22 kilogramów odpadów z tworzywa sztucznego, m.in. plastikowe talerze i sztućce, torby na zakupy, żyłka wędkarska, pałeczki kosmetyczne i plastikowa butelka z płynem do prania, z jeszcze czytelnym napisem.
A pregnant whale carcass washed ashore in Italy with 22kg of plastic in its stomach.
— WWF 🐼 (@WWF) April 1, 2019
This is the 4th reported incident since November. We must act now to protect our precious marine life.#StopPlasticPollution now: https://t.co/b6QppXnrln pic.twitter.com/cIhZloMsrQ
Jedno z największych zagrożeń dla fauny morskiej
Według WWF w minionych dwóch latach znaleziono co najmniej pięć wielorybów, które zdechły z powodu plastiku w ich wnętrznościach.
Zaledwie dwa tygodnie temu na Filipinach morskie fale wyrzuciły na brzeg młodego wieloryba z 40 kg plastiku w żołądku. Między innymi znajdowało się w nim 16 worków do ryżu, cztery worki z plantacji bananów i liczne torby do zakupów.
PiS podgrzewa kwestię odszkodowań wojennych. Polska chce od Niemiec 800 mld euro
Kwestia odszkodowań od Niemiec podnoszona jest od kilku lat przez polityków obozu rządowego w Polsce. „Bild” wykorzystał wypowiedź posła zespołu parlamentarnego ds. reparacji do przypomnienia o polskich postulatach.

„Polska chce od Niemiec 800 mld euro” – pisze „Bild” w materiale opublikowanym w swoim wydaniu internetowym w sobotę wieczorem. Niemiecki tabloid powołuje się na wypowiedź sprzed kilku dni posła PiS Janusza Szewczaka dla portalu wPolityce. Materiał ilustrowany jest zdjęciem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
To jest hańba, że przez ostatnie 30 lat zaniedbano „kwestię skutków eksterminacji polskich obywateli i unicestwienia polskiej gospodarki przez Niemców” – cytuje posła PiS „Bild”.
Autor materiału Dirk Mueller-Thederan przypomina, że partia rządząca PiS od przejęcia władzy na jesieni 2015 roku podnosi kwestię odszkodowań wojennych. W tym celu we wrześniu 2017 roku został powołany zespół parlamentarny.
Mularczyk forsuje temat
Przewodniczący tego zespołu Arkadiusz Mularczyk od miesięcy „gorliwie podgrzewa” ten temat. Redakcja zwraca uwagę, że ostatnio polityk „zagrał kartą UE” mówiąc, że odszkodowania to sprawa „moralności i fundamentów UE” – czytamy w „Bildzie”. Mularczyk twierdzi, że Parlament Europejski jest „właściwym forum do umiędzynarodowienia tematu reparacji” w celu wywarcia presji na niemiecki rząd.
Strona niemiecka powinna „przygotować porządne środki finansowe na wypłatę reparacji” – powiedział cytowany przez „Bilda” Szewczyk. „Dopóki Niemcy nie uregulują zaległego rachunku wobec Polski, powinni być ostrożni z krytykowaniem polskiego rządu za praworządność” – „wypalił” poseł w kierunku Berlina.
Berlin reaguje ze spokojem
Jak zaznacza „Bild”, w Brukseli przedstawiciele Niemiec reagują ze spokojem i powtarzają „jak pacierz” niemieckie stanowisko, że ta kwestia jest prawnie i politycznie ostatecznie uregulowana, a ostatnim akcentem była umowa 2+4 z 1990 roku. W dodatku Polska wielokrotnie rezygnowała z reparacji – dodaje niemiecki tabloid.
„Bild” zwraca uwagę, że hasło reparacji dotychczas nie porwało Polaków. Petycję wzywającą prezydenta USA Donalda Trumpa do wsparcia polskich żądań reparacyjnych podpisało 7019 osób. Wymaganych było 100 tys. podpisów.
Czy rząd przejdzie do czynów?
Raport końcowy zespołu parlamentarnego ma być gotowy na jesieni. Po jego opublikowaniu PiS chce „przejść do czynów”, co oznaczałoby oficjalne wystąpienie polskiego rządu o reparacje do Niemiec.
Jak pisze „Bild” problem zyskałby tym samym „nowy wymiar”, a z punktu widzenia rządu w Berlinie zostałaby przekroczona „czerwona linia”. I tak już napięte relacje zostałyby jeszcze bardziej zakłócone – ostrzega „Bild”. Warunkiem jest jednak zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych – zastrzega niemiecki dziennik. Jeżeli polska opozycja zjednoczy się, to zwycięstwo PiS nie jest przesądzone – podsumowuje dziennik.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Złote świnie i byki na wybory

Adam Mazguła
zgromadził Pan wokół siebie, przy korycie władzy, bezwolnych (p)osłów, buhajów burdelowych, psy na dziecięce cnoty, jenoty trollowe, myszki kościelne, capy z demencją…, i tylko orły tam nie lądują. Do potulnych owieczek parafialnych, doprosił Pan przekupioną trzodę chlewną za stówkę i krowy za 500
Panie Jarosławie Kaczyński,
zgromadził Pan wokół siebie, przy korycie władzy, bezwolnych (p)osłów, buhajów burdelowych, psy na dziecięce cnoty, jenoty trollowe, myszki kościelne, capy z demencją…, i tylko orły tam nie lądują. Do potulnych owieczek parafialnych, doprosił Pan przekupioną trzodę chlewną za stówkę i krowy za 500. Wcale mnie to nie dziwi, bo przecież wybory blisko i lepiej zaprosić jeszcze inwentarz wiejski, niż stracić władzę w wyborach, które i tak już Pan sfałszował.
W tej sytuacji, to cenne świnie, złote krowy i byki.
Panie Jarosławie Kaczyński,
kpi Pan z ludzi i zwierząt. Pokazuje swoją pogardę dla nauczycieli, że niby są mniej cenni niż zwierzęta. Jednak sprawy są bardzo poważne. Zbliżają się wybory i jeśli mają być uczciwe, to wszyscy musza przestrzegać określonych, jednakowych dla wszystkich zasad. Dotyczy to czasu trwania kampanii wyborczej, dostępu do wyborów, wysokości nakładów na kampanie wyborczą, dostępu do mediów publicznych, proporcji w dostępie do czasu antenowego, przestrzeganiu zasad nie stosowania kłamstw i oszczerstw w stosunku do konkurentów politycznych, … Na straży tych ustaleń, oraz zdobyczy demokratycznych zasad prowadzenia wyborów powinna stać bezstronna Państwowa Komisja Wyborcza.
Panie J. Kaczyński,
zdaje sobie sprawę z tego, że Pan o tym wie, ale dla swojego interesu nie przestrzega, bo po co dzielić się tym, co już udało się zdobyć.
Od czasu przejęcia władzy przez kierowaną przez Pana partię nie ma zasad, które obowiązują wszystkich. Z każdym dniem, konsekwentnie i systematyczne, buduje Pan reżim katolicko – faszystowski. Dla Was prawa, przywileje, pieniądze, kontrola wszystkiego, co tylko da się kontrolować. Dla pozostałych zostaje rola posłusznych owieczek, popierających jedynie słuszną partię.
Panie J. Kaczyński, przejdźmy do konkretów.
Premier rządu, od dwóch lat prowadzi ciągłą, kompleksową kampanię wyborczą PiS-u z elementami bajkowych przekazów i kłamstw. Ponieważ to premier, robi to za pomocą wszystkich możliwych środków przekazu medialnego w Polsce. Czy ten, który pozwolił sobie nawet na składanie hołdów Brygadzie Świętokrzyskiej, jedynej, która kolaborowała z faszystami, wspiera pamięć o ludobójcy „Burym” i poniża Wojsko Polskie ma jakieś obowiązki związane z odpowiedzialnością za stan naszego państwa? Czyim premierem jest ten mitoman? Dlaczego od 2 lat tylko prowadzi kampanie wyborczą? Czy policzył Pan już czas pracy wszystkich urzędników publicznych zaangażowanych w godzinach służbowych w kampanię wyborczą PiS-u? Czy odliczył Pan im od pensji czas pracy dla partii od czasu pracy dla społeczeństwa, za który biorą wysokie pensje?
Telewizja, która kiedyś była publiczna, dzieli czas antenowy na propagandę PiS-u i szczucie na wszystkich, którzy nie podobają się tej władzy. Narzuca agresywną narrację polityczną, często za pomocą mowy nienawiści, wszystkim pozostałym mediom w kraju. Czy w takim razie, koszt istnienia TVP i wszystkich pozostałych zależnych od PiS-u mediów, nie są logicznym kosztem partii, a nie publicznym, państwa?
Panie Kaczyński,
czy nie sądzi Pan, że prowadzenie kampanii wyborczej przez 2 lata, i przeznaczanie na ten cel miliardów złotych publicznych pieniędzy, to przejaw zbliżających się demokratycznych i sprawiedliwych wyborów? Czy umieści Pan te wydatki w sprawozdaniu finansowym swojej partii, oraz w sprawozdaniu z kosztów kampanii wyborczej PiS-u?
Panie Jarosławie Kaczyński,
czy uchwała, dotycząca zmian kadrowych w Państwowej Komisji Wyborczej, w której PiS będzie delegowało 7 na 9 sędziów, to przejaw uczciwych wyborów? Jak Pan myśli, która partia nie otrzyma dotacji, po analizie sprawozdań finansowych, czy ta komisja znajdzie nasze publiczne pieniądze wydane na kampanię wyborczą PiS-u?
Panie Jarosławie Kaczyński,
jak Pan wytłumaczy istnienie aktywnych, płatnych trolli internetowych „Jenota”? Z jakich środków ich Pan finansuje, czy też będą one w sprawozdaniu finansowym PiS-u?
Czy trolle pracują w internecie tylko dla Was, czy też dla wschodniego kraju, bo nie rozumiem, dlaczego ten, który dał tajny raport o polskim kontrwywiadzie sekretarce z ambasady rosyjskiej do przetłumaczenia, jeszcze jeździ rządową limuzyną zamiast więziennym karawanem i wciąż jest wiceprezesem Waszej partii? Jeśli utrzymuje go partia na tym stanowisku, to czyje interesy reprezentuje Wasza partia?
Pytań nasuwa się wiele, ale najważniejsze pytanie dotyczy celu Waszego rządzenia.
Dokąd prowadzicie Polaków, bo nigdy nie słyszałem odpowiedzi na to pytanie, a jedynie o konieczności utrzymania się Waszej partii przy władzy i konieczności szukania głosów wyborczych poprzez kolejnych podatnych na przekupstwo?
Więc, jaki jest Wasz cel? Domyślam się, że nie chodzi o wyprowadzenie narodu na wyspę wolności w San Eskobar?
Wbrew temu, co usłyszałem w sobotę od Pana, nie jesteście partią wszystkich Polaków. Nie jesteście partią wolności, nie potraficie być uczciwi, szanować obywateli i demokratyczne instytucje. Po tym, co robicie z takim zapałem, już sfałszowaliście wybory, które są jeszcze daleko przed nami.
Budujecie faszystowski reżim i dokonujecie agresji na prawa i wolności w naszym kraju. Łamiecie bezczelnie nawet tak podstawowe paragrafy Kodeksu Karnego jak przekupstwo wyborcze, bo inaczej nie umiecie.
Nie macie programu i celu działania, który można oficjalnie ujawnić, a Pan sam pozostaje poza prawem, kacykiem, świętym bożkiem oszustwa.
Panie Jarosławie Kaczyński,
każde wypowiedziane przez Pana zdanie podczas całej serii konwencji wyborczych w kampanii, która teoretycznie się jeszcze nie zaczęła, to nadużycie. Ta prymitywna propaganda może być kierowana do szczególnej i wybitnie nieświadomej części naszego społeczeństwa. Kolejni przekupieni na świnie i krowy, też do tego grona należą. Przed wyborami są jak złote byki i mogą mieć znaczenie.
Do wykształconych nauczycieli się Pan nie zwracasz, słusznie, bo wiadomo, że ich, tak jak i mnie Pan już nie przekupisz i nie okłamiesz! Może Pan tylko, na razie, bezkarnie obrażać.
Zawsze z życzliwą radą,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: Żyjemy w państwie pislamskim, a jego „ajatollah – uzurpator” zohydził już ludziom wszystko!

Dariusz Stokwiszewski
Kim jest ów „ajatollah”, któremu wydaje się, że może wszystko dobrze wiemy; to mały duchem, niemający prawdziwych przyjaciół, wyrachowany do maksimum, z wiedzą merytoryczną na poziomie średniowiecznego proboszcza małej wioski przyklasztornej
Kim jest ów „ajatollah”, któremu wydaje się, że może wszystko dobrze wiemy; to mały duchem, a przy tym bardzo wystraszony człowieczek, bezżenny, bezdzietny, niemający naprawdę prawdziwych przyjaciół, nienawidzący każdego, a już szczególnie tych, którzy ośmielają się mieć inne niż on zdanie. Według mnie totalnie pozbawiony uczuć ludzkich (uczuć wyższych), wyrachowany do maksimum – według mnie z wiedzą merytoryczną na poziomie średniowiecznego proboszcza małej wioski przyklasztornej. Jeśli ktoś chce zaprzeczyć, stwierdzając, że jest inaczej, że „to człowiek światły i wykształcony”, to mu odpowiem: nie – on jest jedynie cwany; po trupach idzie do celu i poza kasą, władzą i nienawiścią głęboko zakorzenioną w jego świadomości nie ma dlań żadnych wartości ani „świętości”! To człowiek, którego na czas wyborów partia dotąd starannie ukrywała po to, aby nie ział nienawiścią i nie stał się dla niej balastem. To, że teraz wysyła go na pierwszą linię świadczyć może jedynie o wzroście głupoty i braku instynktu obronnego, albo o wielkim strachu przed zemstą tego mściwego osobnika!
Skąd się wziął „ajatollah”, nie wiadomo. Tym, co jest wiadome, to fakt „bohaterskiego przespania” przezeń chwili wprowadzenia stanu wojennego. Przy analizie osobowości w/w należy według mnie koniecznie uwzględnić przynajmniej parę faktów z jego życia. Pierwszy to brak poczucia własnej wartości oraz wielki kompleks wynikający z tego, że władza komunistyczna nie raczyła go nawet internować, taki był „groźny”. W swoim wywiadzie, wydanym w formie książki, sam wspomina o tym, że szukał kontaktu i nie miał się gdzie podziać, że Wałęsę, który go wyciągnął z niebytu, spotkał przypadkowo na dworcu we Wrocławiu, że wreszcie, kiedy znalazł się w kręgu władzy, w blasku tego, co zrobił były prezydent, zdradził i samego chlebodawcę szczując na niego, z którego to powodu wraz z bratem został usunięty z pracy w kancelarii prezydenta Wałęsy.
Wiele lat temu Lech Wałęsa postawił tezę, że „bracia Kaczyńscy staną się kiedyś dla Polski nieszczęściem”. Nie pomylił się; na bazie moich badań i dociekań naukowych, a także obserwacji tego, co od lat się dzieje, muszę w pełni podzielić zdanie prezydenta. Człowieka, na którego od dawna Kaczyński szuka „haka”, i któremu ciągle przypisuje rzeczy niegodne, gdy tymczasem jego – Kaczyńskiego – przeszłość (teraz już na 100 procent też teraźniejszość) nie przynoszą chwały (unikanie odpowiedzialności za aferę z wieżami i obarczanie winą człowieka, któremu winien jest pieniądze, a co jest tylko promilem zła, które uczynił).
Jarosław Kaczyński jest według większości świadomych Polaków przyczyną i sprawcą tego wszystkiego, co doprowadziło dzisiejszą Polskę do ruiny. To jego działania, które wspiera sekta oddanych mu sługusów (w znakomitej większości osób podłej kondycji moralno – intelektualnej), mają ponadto wsparcie całej rzeszy beneficjentów grabienia majątku Polski, których ów zakompleksiony człowiek, poprzez swoich ludzi, obsadza na ważnych stanowiskach, w myśl zasady BMW. Ilość kompromitacji zaliczonych przez tę władzę wystarczyłoby na „obdarowanie nimi” kilka rządów w krajach III świata! I mimo to władza ta trwa – to niesłychane. Łamana jest konstytucja i prawo z niej wynikające, a Ziobro, Kaczyński, Święczkowski, Macierewicz, Suski, Kuchciński etc., którzy łamania tego dokonują, mają się dobrze. Nie można natomiast powiedzieć tego o przeciwnikach owego obrzydliwego reżimu. Pociągani do odpowiedzialności za wymyślone przewiny są za to sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcy, ale też inne przyzwoite osoby, które nie chcą godzić się na łamanie prawa w zamian za przywileje, którymi władza mogłaby ich obdarzyć.
W jednym z programów telewizyjnych sędzia Igor Tuleya (jeden z wielu porządnych osób tego środowiska stawiany przed pisowskimi organami dyscyplinarnymi SN), rzekł mniej więcej tak: „kto się miał ześwinić, już się ześwinił, my się zastraszyć nie damy”! Tak, ja też mam nadzieję na to, że „proces ześwinienia” został zakończony, choć kto to może wiedzieć, ile jeszcze dyspozycyjnych kolaborantów ta klika posiada?!
Najgorsze w tym wszystkim, z moralnego punktu widzenia, jest to, że polski „ajatollah” udaje osobę wierzącą, kierującą się zasadami wiary, w tym zwłaszcza Dekalogiem KK! Wraz z nim udają to jego wyznawcy, każdego dnia popełniający dlań bałwochwalstwo. Tak na marginesie; mój dawny profesor z jednej z uczelni, na których studiowałem raz, nam słuchaczom, zwrócił uwagę. Była ona skierowana do tych, którzy chcieli mu się tak bardzo przypodobać (lizusów nie brak w każdym środowisku), że byli za ocenę w stanie powiedzieć wszystko, co pewnie on ewentualnie chciałby według nich usłyszeć. Oto ta uwaga tak, jak ją zapamiętałem (parafraza):
„Kochani przestańcie mi kadzić, bo to bałwochwalstwo, a wiecie, że skoro ci, co chwalą są bałwochwalcami (robią to z wyrachowania), to chwalony jest bałwanem” (skoro te gesty ludzi słabych akceptuje i jest na dodatek za nie wdzięczny – DS.)! Dodam, że Pan Profesor był i jest nadal przyzwoity – broni go jego postawa i dorobek naukowy!
Nie mniej poruszające jest to, że hierarchowie polskiego KK (w znakomitej większości) mają według mnie podobny stosunek do wiary i Boga, jak narodowy ajatollah. Świetnie ukazuje to film Wojciecha Smarzowskiego. Czasem zastanawiam się nad tym, czy oni w ogóle wierzą w Pana Boga?! Z ich czynów wynika raczej coś wręcz przeciwnego! Stąd to, o czym mówią wiernym, jest zwykle na pokaz (a nie „in pectore”, jak być powinno)! To jeszcze nie wszystko, bo grzechem jest mieszanie się do polityki oraz „szczucie” na społeczeństwo poprzez wywieranie presji na rządowych oraz partyjnych obłudników w celu czy to zamykania sklepów w niedziele, współżycia seksualnego na decydowaniu o ciele kobiet kończąc. Skoro są tak litościwi to, czemu nie pomagają dzieciom tej pomocy potrzebujących? Gdzie byli podczas strajku osób niepełnosprawnych? Co robili, kiedy się dowiadywali o pedofilii wśród ich podwładnych?! Czemu, zamiast bronić jej ofiar, modlą się za przestępców?! Takich pytań można zadać więcej, ale i tak pozostaną one bez odpowiedzi. A szkoda …!
Reasumując; większość Polaków chce państwa świeckiego, a nie, powiązanego z często najbardziej pazerną częścią kleru, nieustannie domagającą się pieniędzy z kasy naszego państwa?! Toruńskie imperium ekonomiczno – polityczne Tadeusza Rydzyka – dla mnie osoby świeckiej jest najlepszym przykładem uwikłania KK w politykę i odwrotnie. Przed tym przestrzega nawet Papież Franciszek, który jednak dla większości polskiego kleru nie jest żadnym autorytetem i następcą Chrystusa. To skandal i zaprzeczenie ideałom KK praktykowanym od 2000 lat. Polska stanowi tutaj jeden z najbardziej niechlubnych wyjątków w świecie chrześcijańskim. Tacy ludzie, sprzeniewierzający się zasadom KK są nie do zaakceptowania; postępując więc wbrew nim, nie mają moralnego prawa uczyć innych katolicyzmu!
Dariusz Stokwiszewski
Rafał Sulikowski: Religioholizm? Uwagi o uzależnieniu od praktyk religijnych

Rafał Sulikowski
Jeśli czujesz, że czytałeś/czytałaś o sobie, nie martw się. Piszący te słowa był uzależniony od religii przez wiele lat. I mimo to udało mu się prawie całkowicie odstawić religię, choć nie było to łatwe
Niemal wszyscy obecnie żyjący Polacy przeszli przez nauczanie religii, czyli katechizację. Starsze roczniki pamiętają jeszcze atmosferę przykościelnych salek, w których wieczorami odbywały się “lekcje religii”. Zakładały, że religii trzeba się uczyć – bez katechizacji chodzenie do kościoła nie przyniosłoby efektu. Młodsi mają religię w szkole – jest traktowana jak “normalny” przedmiot, wystawiane są oceny, są sprawdziany i klasówki.
Przeważająca część niegdyś katechizowanych ma niedobre skojarzenia z religią. Oto małe dzieci prowadzi się do kościoła, pokazuje krzyż, który jest zawsze symbolem śmierci, cierpienia, a więc zła, a nie jak chcieliby nowocześni teologowie – życia wiecznego czy zbawienia.
Tezą tego artykułu jest to, czy od religii można się uzależnić? Jeśli tak, jakie są objawy takiego uzależnienia? I jak sobie z tym uzależnieniem poradzić?
Nie dziwmy się, że istnieją ludzie dosłownie zniszczeni przez religię i to nie w sensie, w jakim mówi się o szkodliwości religii – molestowaniu, pedofilii, hamowaniu badań naukowych. Lecz w sensie bardziej egzystencjalnym – religia faktycznie może być i bywa “opium”. Złowrogim, bo darmowym, w dowolnej ilości.
O ile dawniej zasadniczo ludzie chodzili do kościoła w niedzielę, to obecnie wielu z nich to nie wystarcza. Są ludzie, w co trudno uwierzyć, świeccy, którzy są w kościele codziennie. Modlą się długo, odprawiają rytuały, spowiadają się co tydzień, a nawet częściej. Niektórzy wymagają hospitalizacji psychiatrycznej.
Religia może stać się złudnym balsamem na ból życia. Może być narkotykiem, który obiecuje sztuczne raje, powodzenie tu i przede wszystkim “na tamtym świecie”. Wspólnoty charyzmatyków, czyli ludzi rzekomo obdarzonych niezwykłymi charyzmatami – mówi się, że niektórzy mają charyzmat uzdrawiania, a nawet wskrzeszania zmarłych! – to bardzo niebezpieczne zjawisko, nie do końca kontrolowane przez hierarchię.
Jeśli można ostatecznie zrozumieć potrzebę ludzi zwyczajnie wierzących, to u charyzmatyków jest myślenie sekciarskie: angażuj się coraz bardziej we wspólnotę, cały czas wolny spędzaj we wspólnocie, rzuć pracę, bo taka “jest wola Boża”, przyprowadź kolejnych wiernych, przychodź codziennie, uczestnicz w zjazdach, rekolekcjach.
Stopniowo złowiony wierny, najczęściej o słabej psychice, z silną potrzebą przynależności i mocną potrzebą “udowodnienia” istnienia Boga dla siebie, a potem opowiedzenia tego “dowodu” całemu światu – staje się całkowicie zależny od wspólnoty. Zaniedbuje rodzinę, zaniedbuje naukę i pracę zawodową – wspólnota najczęściej jest bardzo przeciwna świeckiej nauce, a nawet medycynie akademickiej, a także “rozeznaje” wolę Bożą w stosunku do tego, gdzie ma wierny pracować, z kim się związać, co czytać, a nawet co myśleć. Najczęściej działają tu nieświadomie kopiowane mechanizmy sekciarskie – tylko tu znajdziesz uzdrowienie, tylko u nas jest wola Boża, tu cię “Pan postawił”, rzuć studia – to “nauki bezbożne”.
Charakterystyczne jest to negatywne nastawienie do wszystkiego, co nie jest związane z religią, co “światowe”, a więc nauki ścisłe, bo rzekomo są “ateistyczne”, a więc medycyna, bo “kawałkuje człowieka” i stanowi jawną konkurencję dla “Pana” i prawie wszystko, co nowoczesne, a więc biznes, psychologia pozytywna, coaching i mnóstwo innych “wielkomiejskich” spraw.
Piszący te słowa pamięta, jak manipulowano we wspólnocie: każdy otrzymywał “słowo poznania”, skierowane prosto do niego, najczęściej były to jakieś osobiste, ale całkowicie sfałszowane sprawy, rzadziej – “słowo o uzdrowieniu”. I, mimo że nie wszystko daje się wyjaśnić w życiu racjonalnie – tak naiwnym nie należy też być – to jednak stopień emocjonalności, a nawet irracjonalności we wspólnotach charyzmatycznych bywa naprawdę nieproporcjonalnie duży do porządnego, logicznego myślenia, jakie tylko gwarantuje sukces w życiu osobistym i zawodowym, a być może nawet w tym, co nazywamy “życiem duchowym”.
Wspólnota także zna “odpowiedzi” na wszystkie pytania. Nie ma potrzeby samodzielnego dociekania, czy to jest prawda, a już najmniej mile widziane jest stawianie pytań “meta”, czyli o samej wspólnocie. Działają tu pewne nieświadome mechanizmy grupowe, dominacja opinii większościowych, grupowe tabu i inne.
Jakie są oznaki “odlotu religijnego”? Takie jak zażywania narkotyków. Początkowo nowo nawrócony jest pełen zapału, entuzjazmu i nadziei, że znalazł wreszcie spokój, radość i szczęście. Już wie, jak jest naprawdę, zna tajemnicę, jest pewny istnienia Boga i swego z nim kontaktu, o czym chce wszystkim powiedzieć i to natychmiast. Oto teraz zna swoje powołanie. Już nie będzie błądził, a wszelkie skomplikowane pytania i problemy same się rozwiążą. Tu wreszcie spotkał prawdziwych przyjaciół, więcej – braci i siostry. Tu znalazł akceptację, poparcie, swoje miejsce we wspólnocie i świecie.
Spotkania modlitewne, podkręcane ostrą grą gitar akustycznych, a czasem małej niemal orkiestry, dają mu kopa i energię na następny dzień. Początkowo przychodzi na spotkania pełen optymizmu i rzeczywiście – wychodzi naładowany pozytywną energią.
Taki stan może trwać krócej lub dłużej, po pewnym czasie przychodzi jednak “rachunek”. Już nie wystarcza raz na tydzień, aby mieć zapas energii i mocy. Trzeba szukać drugiej wspólnoty, potem trzeciej i tak dalej. Rozpoczyna się poszukiwanie, czyli “churching” – od kościoła do kościoła.
Kolejnym etapem jest niejasny niepokój, poczucie, że już nie jest tak świeżo, tak dziewiczo, tak niewinnie. Wreszcie przychodzi znużenie i wypalenie, a zwiększanie dawek religijności nie jest już możliwe – chory, bo to jest już chorobliwe, większość dnia spędza w kościele, a jego myśli obracają się obsesyjnie jedynie wokół spraw religijnych. Chory wyrzuca wszystkie “bezbożne” książki, czyta tylko religijne i to nie wszystkie, tylko te ulubione, polecone, albo z adnotacją “imprimatur”. Zaczyna się ‘kara za przyjemność” – jak po każdym przedawkowaniu, tak i teraz pojawia się drażliwość, depresja i niepokój. Kolejne rozczarowanie i kolejne s posoby radzenia sobie.
Jakie są objawy z odstawienia narkotycznej religii? Takie same prawie jak odstawienie każdego środka czy czynności, dającej przyjemność czy odprężenie.
Kiedy chory zda sobie, czasem przy pomocy terapeuty, jeśli uzależnienie zbiega się z jakimś problemem psychologicznym, że jest uzależniony, otwiera się droga do wolności. Jednak zawsze ta droga jest trudna. Może podczas odstawienia religii pojawić się szereg objawów, jak niepokój (robię coś złego, wspólnota mnie wykluczy), depresja (jak znaleźć sens poza religią), drażliwość, bezsenność, gonitwa myśli i wiele innych. Niepokój jest jednak najczęściej. Chory obawia się, często słusznie, reakcji czy to wspólnoty, czy rodziny, jeśli uzależnienie ma charakter strukturalny, czy znajomych albo “najlepszych” przyjaciół.
Najczęściej odejście ze wspólnoty albo apostazja interpretowane są jako “zdrada” – zdrada Kościoła, zdrada Boga, zaprzedanie się diabłu, dezercja, dyshonor, sprawienie komuś (np. matce) zawodu, wejście czy zejście na “złą drogę”, omamienie itd.
Chory też może przejmować te interpretacje i być przekonanym na przykład bardzo często, że za odejście z Kościoła, zerwanie z religią coś mu grozi, czy to wieczne potępienie, czy “kary doczesne”, jak groźna choroba jako kara od Boga, czy też śmierć kogoś bliskiego (“przeze mnie umarła, to moja wina”), albo inne nieszczęście.
W naszym kontekście kulturowym jednak najczęściej oczekiwaną przez Kościół, jak i wiernych odstawiających religię karą bywa “pośmiertne potępienie”, choć bliżej nie precyzuje się już – jak dawniej – jakie to męczarnie czekają tych, co postanowili wziąć życie we własne ręce i pójść swoją drogą. Pamiętajmy jedno – religia bywa pomocna w określonych racjonalnie dawkach, ale jak każdy czynnik poprawiający nastrój, po pewnym czasie może uzależniać.
Mało ten temat jest opracowany, stąd siłą rzeczy wiele tu zawarłem skrótów i nieścisłości. Oczywiście, uzależnienie religijne jako behawioralne (jak pracoholizm, zakupoholizm, siecioholizm) nie jest tak niszczące fizycznie, jak uzależnienie substancjalne, ale również na dłuższą metę niszczące psychicznie, odrywające od autentycznych zainteresowań, zabierające resztki czasu wolnego, którego jest coraz mniej. Nie jest prawda, że nie można wyjść z tego uzależnienia, podobnie jak z każdego innego. Wymaga to jednak odwagi i wsparcia otoczenia.
Problem komplikuje się, gdy mamy do czynienia z sektami religijnymi poza kościelnymi. Tam dochodzą jeszcze kwestie łamania prawa, zabór mienia czy groźne “pranie mózgu”.
Najczęściej porywy religijne z czasem same ustępują, a chorzy wracają do zdrowia, chyba że dodatkowo zmagają się z jakąś chorobą psychologiczną. Niemniej postępująca sekularyzacja z czasem zjawisko uzależnienia religijnego wyrówna i odeśle do lamusa.
Jeśli czujesz, że czytałeś/czytałaś o sobie, nie martw się. Piszący te słowa był uzależniony od religii przez wiele lat. I mimo to udało mu się prawie całkowicie odstawić religię, choć nie było to łatwe.
Najczulszym sprawdzianem są relacje oraz powrót do istotnych zainteresowań życiowych, nauka, praca, czas wolny, twórczość. Dlatego, mimo że groźne niekiedy, uzależnienie od praktyk religijnych bardzo często samo mija z czasem, zmniejsza się, przestaje mieć znaczenie. A wtedy otwierają się zupełnie nowe horyzonty.
Rafał Sulikowski
Magdalena Środa: Czego uczą w seminariach duchownych? Są pazerni i nie dają sobie rady z własną seksualnością

Magdalena Środa
Kto ich kształci? Czego się tam uczą? Kto tam chodzi? Myślę, że odpowiedzi na te pytania są kluczem do zrozumienia średniowiecznej kondycji naszego kleru, katechetów, hierarchów
Od lat zastanawiałam się co też uczą w seminariach duchownych przyszłych „władców dusz”. Kiedyś chodziło mi o jeden temat: o przemoc domową. Czy w seminariach duchownych mają jakąś psychologię? Czy poznają dane dotyczące przemocy i uczą się wrażliwości, która pomaga reagować?
Myślałam, ile mógłby zrobić taki ksiądz dobrego, gdyby raz na miesiąc podczas kazania potępił przemoc wobec słabszych: kobiet, dzieci, zwierząt. W żadnym kościele tego nie robią. Nie uczą ich tego, a czego uczą? Egzorcyzmów? Nacjonalizmu? Nietolerancji? Są pazerni i nie dają sobie rady z własną seksualnością (przy takiej liczbie przesądów nie trudno o różne dewiacje).
Księży bardziej wzrusza abstrakcyjne cierpienie Jezusa (pozór tego wzruszenia) niż realne cierpienie wiernych, bardziej się przejmują ile wezmą na tacę i jaką mają władzę niż co zrobić, by pomóc ludziom.
Kto ich kształci? Czego się tam uczą? Kto tam chodzi? Myślę, że odpowiedzi na te pytania są kluczem do zrozumienia średniowiecznej kondycji naszego kleru, katechetów, hierarchów.
Ale nie tylko o tę kastę chodzi. Ich poziom wyznacza poziom moralności w Polsce. I w tym tkwi cały dramat.
Magdalena Środa
Adam Mazguła: J. Kaczyński ukradł pamięć Katynia i zamienił na Smoleńsk

Adam Mazguła
Dziś już nikt z oficjeli tam nie jeździ, nie składa hołdu, nie oddaje salwy honorowej. Jarosław Kaczyński i nikt z jego otoczenia - ani prezydent czy premier nie był w Katyniu od 9 lat. Przed katastrofą, przez całą prezydenturę też Kaczyńskich tam nie było. Nie ma oficjalnych obchodów, nie ma informacji medialnych i rocznicowych. Nie ma w Polsce godnego pomnika ofiar katyńskich. Dlaczego?
Kiedy jako mały chłopiec siedziałem na swoim taboreciku i słuchałem opowieści ojca o Katyniu, nie mogłem się pogodzić z niesprawiedliwością, jakiego doznali wymordowani i zdradzeni polscy żołnierze, którzy w 1939 roku z Sowietami przecież nie walczyli.
Wygląda na to, że dzisiaj ponownie będziemy słuchać opowiadań o Katyniu w domach, wśród rodziny, a nie na oficjalnych spotkaniach. Trudno szukać wiadomości o oddanym honorze żołnierzom Katynia, bo kacyk PiS-u, Jarosław Kaczyński narzucił w tym czasie państwowo – kościelne obchody smoleńskie. Ponownie wracają brednie o trotylu, a kłamca i błazen opowiada o zamachu, chociaż jego komisja do wyjaśnienia katastrofy jedynie pobiera wysokie wynagrodzenie za podtrzymywanie kłamstwa.
Tymczasem, po 10 kwietnia 2010 r. J. Kaczyński nie był na miejscu wypadku, ani też w miejscu kaźni Polaków w Katyniu. Dlaczego?
Bo Katyń nie jest mu już do niczego potrzebny; podczas rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego nie chodziło o złożenie hołdu ofiarom stalinowskiego terroru, ale o zawłaszczenie ich pamięci dla PiS-owskiej propagandy partyjnej w rozpoczynającej się kampanii wyborczej.
Przypominam, że 7 kwietnia 2010 r. przy polskiej i rosyjskiej asyście honorowej, ówczesny premier Donald Tusk i Władimir Putin złożyli hołd zdradziecko zamordowanym oficerom w Katyniu. Po co poleciał tam Lech Kaczyński, zadbawszy, by na pokładzie znaleźli się przedstawiciele wszystkich partii parlamentarnych, duchowni, szefowie najważniejszych urzędów i prominentni dowódcy wojskowi? Komu zależało na tak nieprzygotowanej „pięknej katastrofie”?
Bracia Kaczyńscy chcieli zawłaszczyć pamięć Katynia dla swoich „patriotycznych wizji” odurzania społeczeństwa i mniej czy bardziej celowo przyćmili swoją obsesją pomordowanych w Lasku Katyńskim Polaków.
Dziś już nikt z oficjeli tam nie jeździ, nie składa hołdu, nie oddaje salwy honorowej. Jarosław Kaczyński i nikt z jego otoczenia – ani prezydent czy premier nie był w Katyniu od 9 lat. Przed katastrofą, przez całą prezydenturę też Kaczyńskich tam nie było. Nie ma oficjalnych obchodów, nie ma informacji medialnych i rocznicowych. Nie ma w Polsce godnego pomnika ofiar katyńskich. Dlaczego?


Skradziona pamięć o Katyniu jest na Placu Piłsudskiego w Warszawie, na Wawelu, przed każdym pomnikiem Kaczyńskiego i w kościołach wiary smoleńskiej, a nie w miejscu pochówku zamordowanych Polaków.
J. Kaczyński wciąż nie uzyskał zamierzonego „efektu poległych”, więc nad wydumanym heroizmem trzeba będzie jeszcze popracować, jeszcze pograć, jeszcze zakłamać… Ten bój o „bohaterstwo” potrwa… Widać to choćby po nachalnych zmianach nazw ulic i placów we wszystkich miastach w Polsce. Szanuję pamięć wszystkich, którzy zginęli w wypadku pod Smoleńskiem. Cześć ich pamięci!
Jednak nie godzę się na granie ich śmiercią, przez podgrzewanie zainteresowania, ekshumacje, msze, rocznice, pomniki, apele poległych po to, by przekonać ludzi do ich bohaterskiej śmierci. Ponadto, nie chcę pamięci smoleńskiej zamiast katyńskiej!
Tymczasem, Jarosław Kaczyński nie ma miejsca w pamięci na poległych wojskowych, policjantów…, bo jak donosi prasa, w ich mordowaniu udział miał jego wujek. Z resztą nienawidzi wojska i służb, sam nie służył, chociaż powinien i cały „szacunek” do tych grup zawodowych pokazał w ustawie represyjnej, oraz przygotowanych ustawach degradacyjnej i represyjnej w stosunku do wojskowych.
W narracji J. Kaczyńskiego nie ma bohaterskich polskich żołnierzy. Za to jest jego bohaterski brat i on, który nim kierował. Dlatego miały powstać dwie wieże w Warszawie, stworzono miejsce koło brata na Wawelu, wybudowano niezliczone pomniki, wprowadzono nazwy ulic i placów, oraz PiS prowadzi walkę ze współczesnymi polskimi osobowościami o pamięć narodową bohaterów naszych czasów…
Zostawiam jednak Jarosława z jego chorobą starczą, bo ważniejszy jest każdy z tych, który oddał życie w polskim mundurze.
W 79 rocznicę mordów na Polakach, składam hołd poległym. Szczególnie tym, których zdradziecko zamordowano za polskość w takich miejscach jak:
- Katyń, miejscowość pod Smoleńskiem z ośrodkiem wypoczynkowym NKWD. Wymordowanie ok. 4400 jeńców z obozu w Kozielsku.
- Charków, pl. Dzierżyńskiego 3 – siedziba Obwodowego Zarządu NKWD w Charkowie. Wymordowanie ok. 3800 jeńców z obozu w Starobielsku.
- Kalinin (obecnie i poprzednio Twer), ul. Sowiecka 2 – siedziba Obwodowego Zarządu NKWD w Kalininie. Wymordowanie ok. 6300 jeńców z obozu w Ostaszkowie.
- Kijów, ul. Korolenki 17; Charków, pl. Dzierżyńskiego 3; oraz Chersoń. Wymordowanie 3435 więźniów z Zachodniej Ukrainy.
- Mińsk, ul. Lenina 17. Wymordowanie 3870 więźniów z Zachodniej Białorusi.
Źródło: Wikipedia
I wielu innych miejscach kaźni polskich patriotów…
Domagam się narodowej pamięci dla zamordowanych za to, że byli Polakami i żołnierzami.
Cześć ich pamięci!
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |







