Adam Mazguła: Popieram protesty nauczycieli, ale ważniejsze jest zatrzymanie propagandowej bylejakości edukacyjnej

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Popierając protesty nauczycieli, chciałbym mieć pewność, że te pieniądze im się należą, ale za wysoki poziom nauczania. Jeśli jednak władza ugnie się i zapłaci im za szerzenie ciemnoty w szkole, za propagandę partyjno – kościelną władzy, to lepiej do takiej szkoły dzieci nie posyłać.

Popieram protesty nauczycieli w sprawie wynagrodzeń, ale jeszcze ważniejsze jest zatrzymanie agresji propagandowej i bylejakości edukacyjnej naszych dzieci.

Jak podczas zaborów, okupacji czy PRL – mamy dwie szkoły. Nauczyciele przekazują to, co oficjalne i co „jedynie prawdziwe”, a rodzice – usuwają skutki partyjno-kościelnej indoktrynacji.

Pani minister Anna Zalewska, dumna ze swoich pomysłów, podobno zreformowała dzieciom szkołę. Tymczasem nigdy nie słyszałem i nie znalazłem w historii Polski pozaborowej, o równie rujnującej dewastacji polskiej szkoły.

Niedowład organizacyjny, czystki wśród nauczycieli, propagandowe programy i wybiórcze nauczane treści, to cechy PiS-owskiej szkoły. Nic nie dały dotychczasowe protesty, prawie milion podpisów obywateli, protestujących przeciwko, jak ją nazywają, „deformie”, która zamknęła szkoły nawet dla niepełnosprawnych. Nauczyciele strajkują, samorządowcy się buntują, rodzice są pełni obaw, spada poziom nauczania, a władza wie, co robi.

Cała doktryna PiS-u odpowiada na pytanie, jakiego Polaka musi wychować władza, aby zapewniała jej stałe poparcie dla realizowanych celów. Bazą wyborców partii Kaczyńskiego jest Polak dostatecznie słabo wykształcony, by ślepo ufać władzy, która jest mądrzejsza od niego i odpowiedzialna przed wszechmocnym Bogiem za jego los. Polak zaślepiony nauką biskupów, który czuje się sumieniem świata, skrzywdzonym przez historię, inne narody i rodzimych zdrajców.

Dlatego nie nauka jest tu najważniejsza?

PiS wprowadza młodzież w świat bezkrytycznej wiary w dobrą władzę, zatroskaną o los porzuconego narodu, skrzywdzonego przez innych, okradzionego i poniżonego, pozbawionego godności. Wrogowie, którzy są wszędzie, zabrali im pod Smoleńskiem uwielbianego prezydenta, a Unii Europejskiej sprzedali interesy narodowe, nie chcą odszkodowań od Niemców za II Wojnę Światową, na dodatek, występują przeciw wierze ojców, która każe klęczeć, bać się i wstydzić. Zgodnie z nauką PiS-u, ilość wrogów stale rośnie i obejmuje nawet bohaterów narodowych.

Tak buduję się historię i jej ocenę dla współczesnego ucznia. Dzieci uczą się języka polskiego z wierszy o Smoleńsku, a religia stała się królową nauk. Istotna jest również atmosfera w szkole, w której pierwsze skrzypce gra ksiądz, jako osoba celebrująca wszystkie uroczystości państwowe i kościelne, sugerująca, jakie modlitwy są właściwe i mogąca interweniować u dyrektora, w razie, gdy jakiemuś katolickiemu dziecku powinie się noga z przedmiotów ścisłych.

Uczy się dzieci, że ksiądz i wiara w przyszłość są ważniejsze od naukowej znajomości zagadnień. Dzieci mają być przede wszystkim bezmyślne i posłuszne, mają czołem bić pokłony władzy.

Do tych samych głupot odwołują się wytyczne, nakazujące wieszanie krzyży i portretów przywódców partyjnych w klasach szkolnych – to znana i śmieszna historia indoktrynacji. To dowód na złe intencje władz.

Zastanawiam się, jaka wiedza jest dzisiaj potrzebna do życia i rozwoju współczesnemu człowiekowi?

Podstawę do tych rozważań daje, moim zdaniem, Konstytucja RP, która mówi, jakie prawa i powinności spoczywają na dorosłym obywatelu naszej ojczyzny. Kluczem do sukcesów wychowawczych jest szacunek do historii kraju, do rodziców, prawa, społeczeństwa, do innych narodów i różnorodności religijnej.

Wyzwania dla szkoły stawia także rozwój cywilizacji. Musimy uczyć informatyki, języków, rozumienia współczesnego świata, to oczywiste. Ale ważne jest również nauczanie przemieszczania się pojazdami po drogach, obliczania podatków, korzystania z kont bankowych i podstaw administracji. Przynajmniej w zakresie potrzebnym do swobodnego poruszania się młodego obywatela w urzędach czy bankach. Musimy uczyć przyjaźni i szacunku do wszystkich narodów, podstaw prawa obowiązującego w kraju i UE, korzystania z aktów świadomej demokracji oraz zaangażowanych postaw społecznych. Ważne, aby wrócić również do nauki podstaw naszego bezpieczeństwa narodowego.

Dzieci są przyszłością, a edukacja – to inwestycja w przyszłość, nie tylko narodu, ale i rodzin. Rodzice nigdy nie zdecydują się na wychowanie swoich dzieci w kłamstwie. Dlatego ostateczne, Jarosław Kaczyński, jak i Anna Zalewska będą przedmiotem kpin następnych pokoleń.

Popierając protesty nauczycieli, chciałbym mieć pewność, że te pieniądze im się należą, ale za wysoki poziom nauczania przedmiotów ścisłych i za wizję edukacji potrzebnej społeczeństwu przyszłości. Jeśli jednak władza ugnie się przed żądaniami nauczycieli i zapłaci im za szerzenie wstecznictwa i ciemnoty w szkole, za propagandę partyjno – kościelną władzy, to lepiej do takiej szkoły dzieci nie posyłać.

Jak podczas zaborów, okupacji czy PRL – mamy dwie szkoły. Nauczyciele przekazują to, co oficjalne… niech im będzie „Bóg zapłać”.

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Główny negocjator UE ds. brexitu Michel Barnier: twardy brexit „coraz bardziej prawdopodobny“

Główny negocjator UE ds. brexitu Michael Barnier ponownie ostrzegł Wielką Brytanię przed opuszczeniem Unii bez porozumienia.

Michael Barnier. Fot EPP / flickr

We wczorajszych głosowaniach (01 kwietnia 2019) brytyjska Izba Gmin ponownie nie doszła do porozumienia w sprawie alternatywnych opcji brexitu. Brytyjscy posłowie odrzucili 4 pomysły na to, jak rozwiązać sprawę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Największym poparciem cieszył się wniosek za pozostaniem Wielkiej Brytanii w unii celnej, zagłosowało 273 posłów, przy 276 sprzeciwiających się. Za powtórzeniem referendum nt. brexitu opowiedziało się 280 posłów, przy 292 sprzeciwiających się. Pozostałe dwa rozwiązania to model przyszłych relacji z UE wzorowany na tym, jaki wynegocjowała Norwegia (tzw. wariant Norway+) oraz odwołanie brexitu. Za pierwszym pomysłem zagłosowało 261 posłów, a 282 było przeciw. Drugi pomysł odrzucono zaś stosunkiem głosów 191 do 292.

Co dalej?

Jeśli Londyn do 12 kwietnia nie przedstawi propozycji dalszych działań, dojdzie do twardego brexitu, czyli rozwodu z UE bez jakichkolwiek umów.

– Unia Europejska nigdy nie chciała ani nie dążyła do twardego brexitu. Taki scenariusz staje się jednak coraz bardziej prawdopodobny – powiedział we wtorek w Brukseli główny negocjator UE ds. brexitu Michael Barnier. Zaznaczył jednocześnie, że pozostałe 27 państw unijnych zdążyło się już przygotować do takiego rozwiązania. Zapewnił też, że twardemu brexitowi „ciągle jeszcze możemy mu zapobiec”.

Europejscy partnerzy są od tygodni skonsternowani brexitowym chaosem w Londynie i powoli stają się bezradni. Według wypracowanej ostatnio wersji, do nadzwyczajnego szczytu w Brukseli 10 kwietnia premier Theresa May musi przedstawić plan uporządkowanego brexitu. O ile jednak Izba Gmin nie zdoła dojść do porozumienia, pozostają tylko dwie możliwości: opuszczenie Unii Europejskiej bez umowy, którą parlamentarzyści jak wiadomo, odrzucili lub długofalowe przesunięcie brexitu.

(df) thefad.pl


Dariusz Stokwiszewski: Zaprzepaszczone dziedzictwo „Solidarności” i zdobycze l. 90. XX wieku!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Rzeczywistość jest taka, że to oddolne ruchy społeczne pracują za partie polityczne, co jest co prawda godne podziwu, ale może okazać się niewystarczające bez poparcia tych pierwszych.

 

Oglądałem właśnie program „Tak jest” (z 01/04/2019), w którym akurat dziś całą prawdę (sic!) mówią poseł Michał Kamiński (PSL – UED) i gdański radny Karol Rabenda (Porozumienie)! Jaka jest ta prawda? Jest ona bolesna i taka, o jakiej ja piszę od lat, a z czym się wielu często nie zgadza! Nie mniej taka ona jest z obiektywnego punktu widzenia i podtrzymuję to, co piszę i mówię!

Wspomniani panowie, po dość krótkiej wymianie zdań, przy wszystkich dzielących ich ważnych kwestiach, zgodnie stwierdzili z rozbrajającą wprost szczerością, że po 1989 wszystkie siły polityczne „podzieliły się tym, co było do podziału” (ja powiem wprost – „łupami”)! Jakie to były łupy? Inne w przypadku każdej partii, ale dały im moc (czytaj: pieniądze) do tego, aby mogły zaistnieć na scenie politycznej i nie pozwolić się z niej zepchnąć (często po takiej bądź innej metamorfozie wizerunkowej)! I ten stan rzeczy trwa do dnia dzisiejszego nie licząc niewiele znaczącego planktonu politycznego, może jedynie za wyjątkiem PSL, które zawsze się jakoś korzystnie ulokuje, będąc „języczkiem u wagi”, co zwykle dotąd się zawsze udawało. Nie mniej cała reszta znaczenia nie ma żadnego.

I tu leży według mnie cały problem, który polega na tym, że nikt nikomu za bardzo „nie podskoczy”! Dwóch głównych rozdających: PO i PiS plus PSL decydują od trzydziestu już lat o tym, jak wyglądać ma Polska. I nie jest tak, że przedtem była ona rajem na Ziemi, choć na pewno nigdy nie była tak zdewastowana, jak dzisiaj przez pisowską sektę pana Kaczyńskiego. To jednakże nie zmienia tego, że niezatapialni od trzydziestu lat liderzy z innych niż PiS istotnych partii trwają na swoich stołkach niezagrożeni. Czy to dobrze? Otóż bardzo niedobrze i zaraz napiszę, dlaczego tak uważam.

Ci ludzie wiedzą o sobie wszystko, a skoro tak, to, jak np. takiego Ziobrę i Kaczyńskiego stawiać przed Trybunałem Stanu?! Nie da się, stad moje nieustające „boje” o odejście starych wyżeraczy, co wielu lekceważy, stawiając mi zarzuty, że to działanie wbrew opozycji i tego rodzaju inne bzdury. Ja natomiast jestem zwyczajnym zjadaczem chleba; nie obchodzi mnie to, jaki kacyk i jaka partia rządzi (PiS wymyka się wszelkim ocenom, bo to partia destrukcji oraz nienawiści), a tego, jak rządzi i czy robi to dla dobra Polski!

Zastrzegam przy tym rzecz jedną, która z mojego punktu widzenia jest niezwykle ważna dla potencjalnego odbiorcy tego tekstu (wytłuszczony fragment poniżej).

Pisząc swe opinie, postępuję jako niezależny badacz życia politycznego, autonomiczny człowiek nauki, który musi być w ocenach całkowicie obiektywny, stąd wiarygodny i wart tego, aby odbierany był nie jako strona, a jako analityk polityki! Nie postępuję według życzenia jakiegokolwiek polityka. Gdybym też miał możliwość pokazać to, jak wyglądać powinny działania ministra spraw zagranicznych, to moje nie byłyby na pewno zaspokojeniem oczekiwań Jarosława Kaczyńskiego. Zastrzegam jednak, że nie miałem i nie mam zamiaru ubiegać się o jakiekolwiek funkcje publiczne (nawet po zmianie władzy, na co mam nadzieję), co daje mi prawo do wyrażania własnych, obiektywnych ocen i oczekiwania sprawiedliwej oceny ze strony czytających. Nie jest bowiem wiarygodny ktoś, kto opisuje coś, czego nie ma a ten, kto opisuje w najlepszej wierze prawdę tak, jak ją postrzega.

Tymczasem w Polsce mamy dwa wrogie obozy, które zwalczają się nawzajem, wciągając w to niepotrzebnie społeczeństwo, stąd prawdopodobnie nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której zapanuje całkowita normalność! Zbyt dużo tu nienawiści, asekuracji, z powodu który wymieniłem wcześniej (wzajemna wiedza o sobie polityków), lansowanie siebie samego zamiast dbałości o sprawy państwa oraz grzechy zaniedbania i lenistwa (chodzi mi głównie o brak adekwatnych i skutecznych reakcji na szkodliwe działania obecnej złej władzy), które powodują, że PiS powoli bez większych przeszkód przejmuje Polskę. Tak właśnie jest i już oczyma wyobraźnie widzę (zdziwione i wręcz głupie) miny ludzi, którzy po możliwych zmanipulowanych wyborach będą załamywać ręce. Pytam zatem po raz setny liderów partyjnych: dlaczego nie działacie, teraz gdy zło się dzieje tuż, na naszych oczach?! Każdy doskonale wie, że mamy deficyt autorytetów i przywództwa. Oba są niezwykle szkodliwe i mogą przynieść opłakane skutki. Dlaczego dzisiaj nie ma lidera, który pociągnąłby za sobą tłumy?!

Nie ma bo: a) liderzy partii wierzą w demokratyczne wybory pod dyktando PiS, który ma wszystkie narzędzia (TK, SN, PKW, prokuraturę, częściowo sądy etc.)”, czy b): myślą, że demokracja obroni się sama, czy też c): PiS zrozumie swoje patologie i wycofa się z polityki? O naiwni, wy tylko odwlekacie tragiczny być może (obym się mocno mylił) koniec naszej państwowości, demokracji i prawa. Jeśli mam być szczery to osobiście nie dostrzegam większej determinacji oraz planu na nadchodzące miesiące i rok następny, kiedy to Polacy będą wybierać prezydenta Polski! Oczywiście mogę się mylić, ale tylko z naciskiem na „mogę”!

Rzeczywistość jest taka, że to oddolne ruchy społeczne pracują za partie polityczne, co jest co prawda godne podziwu, ale może okazać się niewystarczające bez poparcia tych pierwszych. Droga opozycjo, której z całego serca życzę wygranej (bo sam w nią także jestem zaangażowany, zaniedbując swoją pracę naukową, gdyż wiem, że Polska jest dla nas najważniejsza) proszę o to, by partie przemyślały to, co powinny już dawno zrobić. Naród czeka na kogoś, kto wezwie go do mobilizacji przynajmniej w takim zakresie, aby jak najwięcej ludzi poszło do wyborów. Jednak tego nie zrobi się z trybuny sejmowej, tylko trzeba zorganizować właściwe dla takich działań przedsięwzięcia. Ten, kto zrobi to stanie się bohaterem narodowym, ci zaś którzy będą nam mydlić oczy pozornym działaniem i doprowadzą do wygranej przeciwników prawa i demokracji w RP przejdą do „ciemnych kart” historii. Drugiej szansy może już nie być wcześniej jak za kilka lat, a nawet wygrana w wyborach prezydenckich nic nie da, bo w Polsce rządzi rząd nie zaś prezydent!

Dariusz Stokwiszewski


Roman Giertych. List do prezesa Kaczyńskiego z przeprosinami

Roman Giertych

Roman Giertych

Panie prezesie kultywując pogańskie święto 1 kwietnia niechcący dopuściłem się obrazy pana majestatu sugerując, że jest Pan jak inni obywatele zobowiązany do odbierania korespondencji z sądu.

 

Szanowny Panie Prezesie!

Chciałbym serdecznie przeprosić za poranny niestosowny i nieprawdziwy wpis, jakoby Pan osobiście udał się na pocztę z awizo, aby odebrać pismo z sądu. Tylko częściowo okolicznością łagodzącą dla mnie jest podanie tej informacji w dzień 1 kwietnia.

Dopiero po kilku godzinach dotarła do mnie świadomość tego, jak bardzo niestosowne jest żartowanie z tego, że mógł Pan zostać zmuszony do osobistej wizyty na poczcie. Człowiek takiego kalibru, zasług, majestatu, godności, który miałby jak zwykły obywatel odbierać jakieś listy z poczty? Nie, panie prezesie. Stanowczo się zagalopowałem. Gdyby Pan chciał odbierać jakieś listy z sądu to prezes takiego sądu (mianowany przez pana niezawodnego ministra) stawiłby się grzecznie na Nowogrodzkiej i po odczekaniu godzinki lub dwóch doznałby zaszczytu położenia przed Panem koperty z pismem (oj, znowu zapomniałem, że koperta na Nowogrodzkiej może się Panu źle kojarzyć, ale zostawię ten fragment, aby Pan wiedział jaki ze mnie niezdara).

Tak więc panie prezesie kultywując pogańskie święto 1 kwietnia niechcący dopuściłem się obrazy pana majestatu sugerując, że jest Pan jak inni obywatele zobowiązany do odbierania korespondencji z sądu.

Jako pokutę ze swojej strony mogę Panu obiecać, że zrobię wszystko, aby za rok 1 kwietnia już nie był Pan prawnie zobligowany do chodzenia na jakąkolwiek pocztę i żeby wszelką korespondencję dostarczano panu bezpośrednio.

Z wyrazami najszczerszych przeprosin –

Roman Giertych

 


Implanty zębów – dlaczego warto w nie zainwestować?

Uśmiech jest drogą do sukcesu – oczywiście wtedy, gdy jest piękny. Sprawia, że człowiek wygląda na milszego i zdecydowanie więcej się mu udaje. W ten sposób można zyskać zarówno w sprawach zawodowych, jak i oczywiście prywatnych – jednak utrzymanie zdrowych, pięknych zębów nie jest łatwe. Odpowiadają za to indywidualne czynniki (na przykład genetyczne), jak i tryb życia, jaki się prowadzi.

Implanty zębów – dlaczego warto w nie zainwestować?

Bywa więc, że tracimy zęby, co skutkuje problemami w codziennym funkcjonowaniu (na przykład przy czynnościach takich jak jedzenie). Obniża również poziom pewności siebie, co odbija się na zadowoleniu z życia.

W tej chwili nie musimy jednak tak bardzo cierpieć, gdyż współczesna technologia pozwala uzupełnić ubytki w uzębieniu, czyniąc znów uśmiech pięknym i atrakcyjnym. Pomagają w tym implanty zębów! Czy warto w nie zainwestować? A jeśli tak, to gdzie najlepiej się zgłosić? Z czym wiąże się ich zakładanie?

Implanty zębów – pomoc dla każdego

Założenie implantów pozwala na uzupełnienie braków w uzębieniu. Można w ten sposób uzupełnić nawet jedną lukę, ale są osoby, które decydują się na wiele implantów w jamie ustnej. Z pewnością to decyzja odważna, ale i rozsądna.

Prawidłowo założone implanty są trwałe i mocne. Pozwalają na cieszenie się jedzeniem bez obawy o powstanie ubytku, uszkodzenia czy przedostanie się drobinek przeżuwanych pokarmów w niepowołane miejsca, jak to się dzieje przy protezach zębowych. Implanty to specjalne protezy, stosowane w celu odbudowy utraconego uzębienia. Wszczepiane są w dziąsła pacjenta na stałe.

Implanty zębów – opis zabiegu

Zabieg wszczepienia implantów nie jest oczywiście prosty i musi zostać przeprowadzony przez profesjonalistę, w odpowiednio sterylnych warunkach, z wielką dokładnością i z uwzględnieniem wszystkich obowiązujących procedur. Chodzi o to, żeby implant prezentował się jak prawdziwy ząb. Musi też być równie wytrzymały.

W trakcie zabiegu odpowiednia pod względem wielkości i barwy korona zostaje umieszczona na tytanowym implancie, czyli sztucznym korzeniu, wszczepionym w dziąsło. Implant musi być oczywiście umieszczony prawidłowo, żeby się trzymał.

Warto jednak wiedzieć, że wystarczy wykonać kilkupunktową implantację, żeby oprzeć na niej wszystkie brakujące zęby. Wszystko zależy od konkretnego przypadku – o wdrożeniu właściwego działania decyduje specjalista. Czasem wystarczą nawet dwa implanty, by to na nich oparła się cała proteza zębów – uzupełniająca większy ich brak.

Frankowski – Malo Clinic

Zabieg wszczepienia implantów nie jest prosty do wykonania. Dlatego też należy go wykonać u odpowiedniego specjalisty. Frankowski – Malo Clinic to miejsce, gdzie podobne zabiegi wykonuje się w pełni profesjonalnie – precyzyjnie i bezpiecznie. Już w ciągu jednego dnia można liczyć na wszczepienie całego implantu i jego uzupełnienie odpowiednią koroną. Klinika Frankowski-Malo posiada własne laboratorium, które jest wyposażone w wysokiej jakości sprzęt. Oczywiście, w klinice tej wykonuje się także i inne zabiegi. Liczni klienci udowadniają, że do kliniki tej warto przybywać.

Artykuł powstał we współpracy z frankowski-maloclinic.pl
 

Prima Aprilisowe żarty na świecie, czyli nie wierz nikomu

1 kwietnia – Prima Aprilis, jest znanym niemal na całym świecie dniem psikusów, które polegają na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, nabieraniem kogoś, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego.

Skąd ten zwyczaj?

Prima aprilis zaczął być popularny w późnym średniowieczu. Prawdopodobnie nawiązuje on do dawnych starorzymskich praktyk.

Jak się przypuszcza, obyczaj ten wywodzi się z rzymskiego święta Veneralia, połączonego często ze świętem Fortuny Virilis i Cerialiami (ku czci Ceres), obchodzonego 1 kwietnia. W tym dniu dozwolone były żarty, wygłupy i kawały. Kwiryci odstawiali komiczne występy, mężczyźni przebierali się w damskie palle (okrycia), zakładali peruki, tańczyli na ulicach, co nie przydarzyłoby się im w innych dniach.

Prima aprilis na świecie

W krajach anglojęzycznych 1 kwietnia jest nazywany „Dniem Głupców” (April Fools’ Day lub All Fools’ Day). W Wielkiej Brytanii, Australii i RPA wzajemne żartobliwe oszukiwanie jest uprawiane tylko do południa. W innych krajach germańskojęzycznych dzień ten jest nazywany po prostu „1 kwietnia”, a żart zrobiony tego dnia Aprilscherz lub np. Aprilskämt (szw.). We Francji prima aprilis jest określany jako „Dzień kwietniowej ryby” (Jour du poisson d’avril), a pierwszokwietniowe żarty nazywane są „kwietniowa ryba” (Poisson d’avril).

W Szkocji znany jest jako „polowanie na głupca” (Hunt the gowk Day), na Litwie „Dzień kłamcy” (Melagio diena), w Portugalii „Dzień kłamstwa” (Dia da mentira)[potrzebny przypis].

W Rosji 1 kwietnia nosi nazwę „Dzień śmiechu” (День смеха). Pierwszy pierwszokwietniowy żart miał w Rosji miejsce w Moskwie w 1703 roku. Wtedy to heroldowie na ulicach zapraszali mieszkańców Moskwy na „niesłychane przedstawienie”. Kiedy ludzie masowo przybyli na wskazane miejsce, uniosła się kurtyna, odsłaniając napis „Pierwszy kwietnia – nie wierz nikomu!” Na tym przedstawienie się zakończyło.

Prima aprilis w mediach

W prima aprilis można sobie robić głupie kawały wsypując sól do herbaty zamiast cukru, czy strasząc plastikowym pająkiem, ale i w mediach pojawiały się zabawne żarty, które warte sa przypomnienia.

Rok 1980, BBC – Big Ben

Londyn, Big Ben

W 1980 roku BBC poinformowało, że Big Ben, aby sprostać oczekiwaniom technologicznym, zostanie zastąpiony zegarem z odczytem elektronicznym. Informacja zaszokowała słuchaczy, którzy wydzwaniając do redakcji głośno wyrażali swój sprzeciw i niezadowolenie. Dodatkowo japoński oddział BBC ogłosił, że zdemontowane z Big Bena wskazówki, zostaną sprzedane pierwszym czterem słuchaczom, którym uda się dodzwonić do rozgłośni. Jedną z pierwszych osób, która zadzwoniła w sprawie zakupu wskazówek, był japoński marynarz przebywający na statku na Atlantyku.

Zmumifikowany obiekt

002

W 2007 roku świat obiegło zdjęcie zmumifikowanego stwora, przypominającego postacie z bajek. Zdjęcie zostało zamieszczone na stronie internetowej Kola Magik Co. Z informacji tam zawartych dowiedzieć się można byo, że zmumifikowany obiekt został znaleziony przez spacerującego z psem mężczyznę, na starej rzymskiej drodze wiejskiej w hrabstwie Derbyshire (Wielka Brytania) W dniu 1 kwietnia stronę odwiedziło dziesiątki tysięcy osób, wysłano również setki maili z zapytaniem o znalezisko. Pod koniec dnia, właściciel witryny – Dan Baines, wyznał, że całe wydarzenie było mistyfikacją i że to on sam stworzył pokazanego na zdjęciach stworka. Spora grupa ludzi nawet po przekazaniu tej informacji przez Bainesa, w dalszym ciągu nie chciała uwierzyc, że to był tylko żart.

Góra lodowa w Sydney

1 kwietnia 1978 roku na zatoce Port Jackson w Sydnej pojawiła się barka holująca gigantyczny kawał lodu. Lokalny biznesmen, milioner i poszukiwacz przygód – Dick Smith, oznajmił światu swój nowy pomysł na biznes. Otóż sprowadzane z Antarktydy olbrzymie kawały lodu miały być rozdrabniane i sprzedawane jako świeże kostki lodu wprost z czystych wód Antarktyki, które poprawić mają każdy smak wypijanego napoju. Niestety, padający deszcz szybko zmył białą pianę do golenia z „góry lodowej” i odkrył plastikową bryłę i odkrywając mistyfikację.

Mycie białych lwów w Tower of London

Tower of London

W 1860 roku mieszkańcy Londynu otrzymali następujące zaproszenie: „Tower of London zaprasza odbiorcę tego zaproszenia wraz z osobami towarzyszącymi, na coroczną ceremonię mycia białych lwów. Ceremonia odbędzie się w dniu 1 kwietnia 1860 roku. Wstęp wyłącznie przez „White Gate” – „Bialą Bramę”. W południe, wielki tłum zebrał się na zewnątrz twierdzy. Zgromadzeni ludzie nie kryli rozczarowania, że nie dane im było zobaczyć żadnych lwów – nie wspominając o białych.

Hamburger dla leworęcznych

1 kwietnia 1998 roku, amerykański Burger King opublikował na jednej całej stronie dziennika USA Today,  ogłoszenie reklamujące nowego hamburgera. „Przeznaczony dla 32 milionów amerykańskich leworęcznych klientów –  Left Handed Whopper – zawiera te same składniki co oryginalny Whopper, ale wszystkie dodatki są w nim obrócone o 180 stopni.” Tysiące leworęcznych klientów przybyło do restauracji w całych Stanach, aby zamówić specjalną kanapkę, a wielu pozostałych prosiło obsługę o wersję praworęczną.

Potwór z Loch Ness

006

1 kwietnia 1972 r., media na świecie donosiły o odnalezieniu martwego potwora z Loch Ness. Informowano, że zespól zoologów z Flamingo Park w Yorkshire, poszukujący w Loch Ness dowodów na istnienie potwora, odkrył dzień wcześniej niezidentyfikowane zwłoki pływające w jeziorze. Wstępny raport podawał iż znalezisko waży półtorej tony i mierzy 4 metry i 72 cm długości. Po dokładnej inspekcji potwór z Loch Ness okazał się martwym słoniem morskim, który kilka dni wcześniej zdechł we Flamingo Park. John Shields pracownik dydaktyczny parku przyznał, że był odpowiedzialny za umieszczenie ciała martwego zwierzęcia w jeziorze. Słoń morski padł tydzień wcześniej. Zanim wrzucono go do jeziora, ogolono mu wąsy, w jego policzki wsadzono kamienie i przez tydzień przechowywano w zamrażarce.

Idylliczne wyspy San Serriffe

Mapa San Serriffe. Fot. Guardian

W 1977 roku dziennik The Guardian opublikował siedmiostronicowy „Raport Specjalny” O San Serriffe – małym kraju połozonym na kilku wyspach Oceanu Indyjskiego. Dwie główne wyspy Górna i Dolna Caisse miały kształt średnika. Raport tworzyła seria artykułów na temat historii, geografii i codziennego życia na idyllicznych wyspach. Telefony zainteresowanych wyjazdem na wakacje na San Serriffe dzwoniły cały dzień. Czytelnicy chcieli się jak najwięcej dowiedzieć na temat tego wspaniałego kurortu.

Stan nieważkości

Sonda Juno weszła na orbitę Jowisza. Fot. NASA

Podczas wywiadu w studiu radiowym BBC2, 1 kwietnia 1976 roku we wczesnych godzinach porannych, astronom Patric Moore ogłosił, że o godzinie 09:47 spodziewane jest zdarzające się tylko raz na kilkadziesiąt lat wydarzenie astronomiczne. O tej porze Planeta Pluton miała przesunąć się za Jowiszem, powodując w momencie ich zrównania zmniejszenie grawitacji własnej Ziemi. Patric Moore powiedział słuchaczom, że jeśli o wskazanej porze podskoczą, to odczują wrażenie nieważkości, będzie im się wydawało, że „pływają w powietrzu”. Radio BBC otrzymało setki telefonów od słuchaczy twierdzących, że doznali opisywanego przez astronautę uczucia.

Zbiory spaghetti

009

Jednym z najbardziej znanych Prima Aprilisowych żartów jest ten z 1957 roku. To wyemitowany na kanale TV Panorama, trzyminutowy materiał o rekordowych zbiorach spaghetti na południu Szwajcarii. Według zawartego w materiale filmowym komentarza, „tak bogate zbiory, zawdzięczamy wyjątkowo łagodnej w tym roku zimie, oraz braku zagrożenia za strony owada – wołka spaghetti”. Na pokazanym filmie widać, jak szwajcarska rodzina zbiera z drzew makaron i umieszcza go w koszach. Komentarz na zakończenie filmu brzmiał „Dla tych którzy kochają to danie – nie ma to jak prawdziwe, rodzime spaghetti.”

 

I znowu dziesiątki osób wydzwaniały do telewizji, aby dowiedzieć się, jak mogą wyhodować własne drzewo spaghetti. BBC odpowiadało jednakowo wszystkim zainteresowanym – „zanurz nitkę makaronu spaghetti w sosie pomidorowym z puszki i czekaj, mając nadzieję, że wyrośnie.”

Kolorowy telewizor

W Szwecji w 1962 roku był tylko jeden kanał telewizyjny na dodatek emitowany w kolorze czarno-białym. Stacja ogłosiła, że ich ekspert techniczny Kjell Stensson ma dla telewidzów bardzo ciekawą informację. Otóż odkrył on, że pokrycie kineskopu odbiornika telewizyjnego parą rajstop, powoduje lekkie załamanie światła w taki sposób, iż wydaje się, jakby obraz był kolorowy. Następnie Stensson poinstruował widzów, jak mają rozciąć pończochę i przykleić ją na ekranie swojego telewizora. Tysiące widzów dało się nabrać na ten żart.

 

Wielu Szwedów do dziś wspomina, jak ich ojcowie i dziadkowie miotali się po domu w poszukiwaniu odpowiedniej pary pończoch.

010

(af, df) / thefad.pl



Ruch bezwizowy do UE. Spore zmiany już od 2021. Obywatele USA będą potrzebować „wiz”

Unia Europejska od 2021 r. uruchamia nowy zintegrowany system zbierania informacji o podróżnych spoza UE. Objęci nim będą obywatele 60 krajów świata, którzy nie muszą na razie uzyskiwać wiz wjazdowych. Teraz jednak potrzebne im będzie specjalne zezwolenie na wjazd do Strefy Schengen.

Nowy Europejski System Informacji o Podróży i Zezwoleń na Podróż (ETIAS) obejmie m.in. takie kraje jak USA, Australia, Argentyna, Brazylia, Izrael, Japonia, Kanada, Korea Południowa, Meksyk czy Nowa Zelandia. Uzyskanie zezwolenia z z ETIAS nie jest tożsame z obowiązkiem wizowym, ale zostało to tak odebrane przez część amerykańskich mediów, które wprost nazwały to „wprowadzeniem wiz do Europy”.

Krótka procedura przez internet

Nowa procedura będzie jednak dużo prostsza niż ta, którą muszą przejść obywatele krajów, które nie są objęte ruchem bezwizowym do UE. Ma ona trwać zaledwie kilkanaście minut i będzie ją można przejść nie wychodząc z własnego domu. Polega na wypełnieniu przez internet specjalnego wniosku o wniesieniu opłaty w wysokości 7 euro za osobę.

Wniosek zawierał będzie pytania o dane osobowe (imię i nazwisko, numer paszportu czy adres e-mail) oraz poprzednie podróże do Strefy Schengen czy stref konfliktów, a także o przeszłość kryminalną i zawodową oraz o związki z handlem narkotykami. Odpowiedzi zostaną automatycznie porównane z danymi w bazach Interpolu oraz różnych bazach UE. Jeśli nie będzie żadnych zastrzeżeń, zezwolenie zostanie udzielone w ciągu kilku minut.

W niektórych przypadkach możliwe jest jednak przedłużenie procedury. Gdyby pojawiły się jakieś wątpliwości, osoba aplikująca zostanie poproszona o kolejne wyjaśnienia, a decyzja zapadnie dopiero po dodatkowym, już nie automatycznym zweryfikowaniu podanych informacji. Wówczas może to potrwać maksymalnie 96 godzin.

Ochrona przed terroryzmem i zorganizowaną przestępczością

KE szacuje, że przedłużona procedura może dotknąć ok. 5 proc. aplikujących osób. Odmowa udzielenia zezwolenia na wjazd do Strefy Schengen dotknąć ma zaś nie więcej niż ok. 2-2,5 proc. wnioskujących. Zezwolenie ma być ważne przez 3 lata lub do końca ważności dokumentu podróży, o ile jest ona krótsza niż 3 lata.

Na linie lotnicze oraz przewoźników morskich nałożony zostanie obowiązek upewnienia się czy dany pasażer posiada ważne zezwolenia na wjazd na teren Strefy Schengen. Natomiast przewoźnicy autokarowi i kolejowi zostaną objęci tym obowiązkiem dopiero od 2024 r. Możliwe będzie także podjęcie przez straż graniczną decyzji o anulowaniu wcześniej wydanej zezwolenia.

Według założeń Rady Europejskiej system ETIAS ma zwiększyć bezpieczeństwo w UE i zmniejszyć zagrożenie nielegalną imigracją. Chodzi także o przeciwdziałanie międzynarodowemu terroryzmowi czy transgranicznej przestępczości zorganizowanej. Ale ponieważ pobierane będą opłaty za wydanie zezwolenia, będzie to każde zastrzyk pieniędzy do unijnej kasy.

Michał Strzałkowski | EURACTIV.pl


Wiosenne przesilenie. Fakty czy mity?

Kiedy zaczyna się wiosna, zmęczenie i apatię najczęściej zrzuca się na karby tak zwanego przesilenia wiosennego. Czy to słuszne podejrzenie?

Przesilenie wiosenne

Po uprzykrzonej zimie wszyscy z radością oczekują wiosny. Dni robią się dłuższe, temperatury łagodniejsze, czasami wręcz pogoda przypomina lato. Lecz ludzie, zamiast budzić się do życia jak cała przyroda, utyskują na zmęczenie, brak energii, apatię i złe samopoczucie. Jak lekarze tłumaczą te objawy i co na nie radzą?

Skąd się bierze przesilenie wiosenne?

„Wielkie ziewanie” zaczyna się zazwyczaj, kiedy przez kilka dni utrzymują się wyższe temperatury – wyjaśnia dr Werner Cassel, lekarz z Marburga zajmujący się zaburzeniami snu.

Prawie 1/4 ludzi odczuwa zmęczenie wiosenne, skarży się na brak energii i zaburzenia krążenia, zmiany nastroju, bóle głowy, trudności z koncentracją, poirytowanie i bezsenność. Zazwyczaj po dwóch tygodniach te przykre objawy mijają.

Tłuste zimowe odżywanie

Powodów jest kilka. Po pierwsze w zimie ludzie odżywiają się bardziej tłusto, spożywają mniej witamin i mikroelementów, jak witamina D, magnez czy cynk. Ich zapasy energii, pozwalające na aktywność, są właściwie wyczerpane. Poza tym przy wyższych temperaturach rozszerzają się naczynia krwionośne: spada ciśnienie krwi, co powoduje uczucie zmęczenia i problemy z krążeniem.

Jak zaznacza dr Cassel, osoby cierpiące na niskie ciśnienie, częściej skarżą się na zmęczenie wiosną. Podobnie jest u osób starszych i ludzi wrażliwych na zmiany pogodowe.

Zdaniem eksperta, zimą ludzie śpią przeciętnie 20 do 45 min dłużej. To zmienia się z nastaniem wiosny, ponieważ wieczorem dłużej jest jasno, ludzie są bardziej aktywni fizycznie i budzą się, kiedy robi się jasno, nawet nie czekając na dzwonek budzika.

Jaką rolę odgrywają hormony?

Po mrocznych miesiącach zimowych koncentracja tzw. „hormonu snu”, melatoniny we krwi, jest szczególnie wysoka. Natomiast do produkcji „hormonu szczęścia” serotoniny mózg potrzebuje światła dziennego. Kiedy wzrasta wydzielanie serotoniny, organizm jednocześnie tłumi produkcję melatoniny. Z nadejściem wiosny proces ten nie jest jeszcze uregulowany, cały system jest nieco zakłócony. Następstwem tego jest „walka hormonów”, która dla organizmu jest wyczerpująca. Czasami domaga się on chwili wypoczynku w najbardziej nieodpowiednich momentach.

Jak zaradzić objawom przesilenia wiosennego?

Najlepszą terapią na zmęczenie wiosenne związany ze zmianą czasu z zimowego na letni jest światło – wyjaśnia dr Cassel. Światło nakręca produkcję serotoniny i witaminy D, i tłumi produkcję melatoniny. Dlatego lekarze zalecają w tym okresie jak najwięcej ruchu na świeżym powietrzu. Kto może, powinien np. jeździć rowerem do pracy czy przerwy w pracy spędzać na świeżym powietrzu. Kto pracuje w biurze, ten powinien zamiast z windy korzystać ze schodów. Także naprzemienny gorący-zimny prysznic z rana czy sauna wieczorem dodatkowo stymulują układ krążenia.

Zmiana diety sposobem na przesilenie wiosenne?

W odżywianiu eksperci zalecają spożywanie zbóż i pełnoziarnistych produktów zbożowych, ziemniaków, roślin strączkowych a przede wszystkim dużej ilości owoców i warzyw. W niektórych rodzajach owoców, jak banany, jabłka czy ananasy, występują nawet śladowe ilości „uszczęśliwiającej” serotoniny.

 

REDAKCJA POLECA

 


Metoda „na przekaźnik”, czyli jak złodzieje kradną samochody oraz jak się zabezpieczyć

Chociaż producenci samochodów opracowują coraz to innowacyjne zabezpieczenia, złodzieje samochodów nie pozostają w tyle. Obecnie nawet pojazdy otwierane i uruchamiane za pomocą elektronicznych gadżetów nie są bezpieczne.

Metoda „na przekaźnik”, czyli jak złodzieje kradną samochody oraz jak się zabezpieczyć

Swoisty wyścig zbrojeń pomiędzy złodziejami a producentami samochodów trwa. Wprowadzenie elektronicznych zamków oraz likwidacja „stacyjek” na kluczyk miała ostatecznie wyeliminować tradycyjne metody uruchamiania kradzionych pojazdów. W artykule w formie syntetycznej przedstawiono przykłady nielegalnych procederów oraz techniki zabezpieczania się przed nimi.

„Na przekaźnik” i „na kod”

Jedną z popularnych metod przestępców jest tzw. sposób na przekaźnik. Polega ona na tym, że jeden ze sprawców wyszukuje częstotliwość radiową, na której działa elektroniczny kluczyk znajdujący się w domu właściciela samochodu. Gdy ją namierzy, przesyła sygnał do drugiego wspólnika czekającego przy aucie, a ten „odbija” go prosto do zamka samochodu, który mylnie go rozpoznaje, jako fale radiowe pochodzące bezpośrednio z kluczyka właściciela (wheels24).

Inny sposób polega na przechwytywaniu kodu służącego do zamknięcia samochodu w momencie, gdy opuszcza go kierowca. Kluczyk właściciela przesyła wtedy specjalny sygnał zabezpieczający. Trwa to ułamek sekundy, ale jeżeli przestępcy mają odpowiedni sprzęt, mogą go przechwycić i zrejestrować.

Warto również mieć na uwadze, że nowoczesnym samochodom często towarzyszą dedykowane aplikacje. Przejęcie kontroli nad przynajmniej częścią funkcji pojazdu to jedna z najgroźniejszych broni w arsenale cyberprzestępców.

Jak się chronić?

Jak chronić się przed tak zaawansowanymi metodami kradzieży? Okazuje się, że przed pomysłami takimi jak „na przekaźnik” można uchronić się blokując sygnał kluczyka domowymi sposobami. Może to być np. specjalne, wyłożone aluminium pudełeczko na kluczyk (źródło: „SIX WAYS THIEVES CAN BREAK INTO A CAR AND HOW TO PREVENT IT„).

Warto również regularnie aktualizować oprogramowanie samochodu , gdyż producenci ciągle usprawniają systemy bezpieczeństwa swoich produktów.

Sposobem zabezpieczenia może okazać się dyskretnie umiejscowiony tracker GPS. Jeżeli wszelkie inne techniki zawiodą, tracker GPS pozwoli szybko namierzyć samochód, czy też ostrzec nas już w momencie, gdy ruszy on bez naszej wiedzy. Tu pomocna może być szczególnie funkcja GPS trackerów o nazwie GeoFencing, która natychmiast ostrzega właściciela, gdy auto wykroczy poza ustalony wcześniej „bezpieczny” obszar (na przykład: znajdujący się pod naszym domem parking).

Mimo różnych zabezpieczeń kradzieże aut – nawet tych najnowszych – to wciąż duży problem. Z tego względu warto przed zakupem używanego auta upewnić się, że nie pochodzi on z nielegalnego źródła. Można to sprawdzić za pomocą usług takich jak carVertical (carvertical.com/pl/sprawdzenie-vin)– wystarczy podać VIN auta i otrzymujemy raport dotyczący wszelkich kolizji, rejestracji, oraz tego, czy auto było kiedykolwiek kradzione. To nowoczesne rozwiązanie, które warto mieć na uwadze w świecie, w którym nawet naszpikowane elektroniką auta nie są bezpieczne od prób kradzieży.


Adam Mazguła: Bądź człowiekiem, nie PiS-owcem. Ruszy Pan tyłek i poprosi najwyższego prezesa o pozwolenie na wypłatę odszkodowania

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Skala Pana popisów propagandowych, braku profesjonalizmu, obietnic i politycznego zaangażowania nie ma końca. Jednak miarą Pańskiej natury jest traktowanie żołnierzy. Pokazał to Pan w stosunku do ciężko rannego weterana Mariusza Mańczaka.

Panie M. Błaszczak,

to, co Pan zrobił z poszkodowanym weteranem, żołnierzem, który stracił całkowicie zdrowie w działaniach bojowych na terenie Afganistanu dyskwalifikuje Pana, jako człowieka, a co dopiero, jako ministra ON.

Panie Mariuszu Błaszczak,

bez zdziwienia przeczytałem o Pańskiej następnej aktywności. Jakie to charakterystyczne dla Pana.

Ulica i zagranica nauczyła mnie patrzyć na Pańską totalną arogancję, pychę i propagandę działań bez zaskoczenia. Głośno dał Pan o sobie znać, kiedy zorganizował represje byłym funkcjonariuszom państwa polskiego. Totalna przemoc, którą zastosował Pan w stosunku do tych ludzi, kpina i prezentowanie zadowolenia w mediach, że umierają ludzie, bo zabrał Pan im godność, była czymś nieludzkim. Pan jednak w swojej totalnej bucie, nie rozpatrzył ani jednego odwołania na korzyść tych, którym zabierał emerytury i renty. Robił to Pan nie dla prawdy, nie dla sprawiedliwości, bo prawdziwi ubecy odeszli 30 lat temu i znaleźli sobie inną pracę, ale dla propagandy.

Tymczasem sam, zorganizował Pan policję polityczną do ścigania niewygodnych partii postaci. To Pańskie decyzje wyprowadzały, co miesiąc 2400 policjantów, grodziły ulice i dokonywały prowokacji w stosunku do pokojowo protestujących ludzi. Nawet śmierć Igora Stachowiaka we wrocławskim komisariacie niczego Pana nie nauczyła i zaangażował się Pan z pomocą po stronie brutalnych torturujących niewinnego człowieka morderców.

Totalny Mariuszu Błaszczak,

muszę przyznać, że Pańską wielką zasługą na stanowisku ministra ON jest schowanie smoleńskiego kłamcy totalnego. Jest też w MON mniej konferencji prasowych, ale skala Pana popisów propagandowych, braku profesjonalizmu, obietnic i politycznego zaangażowania nie ma końca. Jednak miarą Pańskiej natury jest traktowanie żołnierzy. Pokazał to Pan w stosunku do ciężko rannego weterana Mariusza Mańczaka.

Starszy szeregowy Mariusz Mańczak pełnił służbę na piątej zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. 25 lipca 2009 r. pojazd opancerzony Rosomak, w którym znajdował się 29-letni wówczas żołnierz, wyleciał w powietrze na skutek wybuchu improwizowanego ładunku wybuchowego, podłożonego na drodze przez afgańskich rebeliantów w pobliżu miejscowości Bidmeshk.

Mańczak odzyskał świadomość dwa dni po zdarzeniu w szpitalu wojskowym w Ramstein w Niemczech. Miał złamany kręgosłup, otwarte złamania rąk i nóg w wielu miejscach, uszkodzenia wiązadeł i ścięgien, rozległe ubytki mięśni ud i łydek, uraz głowy, termiczne uszkodzenie dróg oddechowych oraz poparzenia twarzy i powiek.

Po ponad dwóch miesiącach ranny został przewieziony do Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie, gdzie, jak to już jest w tradycji zaczęły się problemy z lekami i opieką.

Weteran poszkodowany Mariusz Mańczak ma 100% utraconego zdrowia. Żeby żyć potrzebuje środków. Okazało się, że o możliwości dochodzenia świadczeń na drodze cywilnej dowiedział się za późno. Sąd oddalił roszczenie cywilne w stosunku do MON z uwagi na PRZEDAWNIENIE.

Panie Błaszczak,

czy on był na wczasach z żoną, czy załatwiał swoje prywatne interesy w Afganistanie? On był tam wysłany przez władze Rzeczypospolitej Polskiej w mundurze wojskowym i bronią. Stracił całkowicie zdrowie w walce, w wojskowym transporterze opancerzonym z plakietką naszej ojczyzny na piersi.

Czy dlatego nie chce Pan mu pomóc i zawrzeć ugody, bo nie Pan go tam wysłał? Czy ten młody patriota, który naraził swoje życie dla Polski nie zasługuje na szacunek?

Może gdyby był politykiem i pojechał na przejażdżkę przedwyborczą pod Smoleńsk, rodzina dostałaby miliony?

Prawo to jedno, ale każdy, nawet PiS-owski arogant jest też człowiekiem.

Panie Mariuszu Błaszczak,

niech Pan ruszy tyłek i poprosi najwyższego prezesa o pozwolenie na wypłatę mu tego odszkodowania. Te pieniądze bardziej potrzebne są do życia polskiego bohatera, niż Wam na propagandę wyborczą. Jeśli trzeba Panu o tym pisać, bo sam Pan tego nie czuje, jako Polak i urzędnik państwowy, to jest to wystarczający powód, który Pana dyskwalifikuje.

Jeśli Pan tego nie rozumie, to nie uważa Pan, że jest wyjątkową totalną kanalią?

Zawsze z życzliwą radą,
Adam Mazguła