Piotr Surmaczynski: „Schody Kaczyńskiego” zostały zbezczeszczone przez hulajnogowiczów

Piotr Surmaczyński

Piotr Surmaczyński

Nie ma tak wysokich cokołów, do których nie dotrze gniew ludzi przeciwko znienawidzonemu politykowi

W kontekście dyskusji o „schodach Kaczyńskiego”, które od niedawna stoją w Warszawie na centralnym placu miasta, i które zdaniem policji zostały niedawno zbezczeszczone przez hulajnogowiczów, chciałbym nawiązać do podobnej sytuacji mającej miejsce w Londynie.

Wszyscy pamiętamy zmarłą, byłą premier Wielkiej Brytanii, panią Thatcher. Jej partyjni koledzy postanowili postawić jej pomnik w Londynie. Powstała „piękna” rzeźba, która miała być ustawiona w jakiejś prestiżowej lokalizacji. Mówiło się o skwerze przed parlamentem, gdzie stoją już pomniki takich postaci jak Sir Winston i Nelson Mandela. Może polski czytelnik nie wiedzieć, że postać „żelaznej damy” nie jest wśród Brytyjczyków popularna. Mieszkańcy wysp nie potrafią jej polityczniej zapomnieć ogromnej arogancji i bezduszności, z jaka traktowała ludzi. Jednym słowem postać pani Thatcher głęboko dzieli społeczeństwo. Spodziewano się nie tylko protestów, ale także darsonwalizacji obiektu. Ktoś nawet zaproponował, by postawić pomnik na bardzo wysokim cokole, by wandale nie sięgali do figury pani premier. Uznano jednak, że nie ma tak wysokich cokołów, do których nie dotrze gniew ludzi przeciwko znienawidzonemu politykowi. Skończyło się na tym, że postanowiono pomnik Thatcher ustawić w jej rodzinnej miejscowości, daleko od Londynu, w prowincjonalnym miasteczku Grantham. Brytyjczycy uznali, że nie ma sensu budować pomników, które będą kontrowersyjne i prowokacyjne.

Pomnik Margaret Thatcher postanowiono ustawić w jej rodzinnej miejscowości, daleko od Londynu, w miasteczku Grantham. Brytyjczycy uznali, że nie ma sensu budować pomników, które będą kontrowersyjne i prowokacyjne.

W podobnej sytuacji społeczno-politycznej, reżim kaczystów postanowił na siłę postawić pomnik „najgorszego” w historii Polski prezydenta i jeszcze uczcić katastrofę, w której zginął, ohydnymi szkaradami architektonicznymi – pomnikiem Lenina z twarzą Kaczyńskiego i wykonanymi z czarnego marmuru dysfunkcyjnymi schodami donikąd (bez barierki zatem niespełniającymi nawet wymagań BHP).

Oczywiście polscy decydenci także mieli świadomość, że pomnik stoi tam na złość wielu mieszkańcom, ale rozwiązali ten problem przy pomocy policji. Mieszkańcy Warszawy pod groźbą policyjnej pałki muszą podziwiać schody i dochodzącego do nich Lenina z twarzą brata prezesa. Wzorzec postępowania polskiego reżimu zdaje się nie mieć nic wspólnego z europejskimi zwyczajami. Takie postępowanie pisowców przypomina raczej politykę historyczną bratniej Pislandowi Korei Północnej, gdzie brak szacunku dla pomnika „ukochanego przywódcy” kończy się śmiercią lub w najlepszym wypadku pobytem w obozie koncentracyjnym.

Piotr Surmaczyński


Nadanie paczki w sklepie – czy to możliwe?

Dzięki szerokiej ofercie usług w sklepach spożywczych nadanie paczki staje się bardzo łatwe i zajmuje niewiele czasu. Wystarczy przygotować przesyłkę i pozostawić ją przy okazji zakupów.

Nadanie paczki staje się bardzo łatwe i zajmuje niewiele czasu. Wystarczy przygotować przesyłkę i pozostawić ją przy okazji zakupów.

Usługi kurierskie w sklepie spożywczym

W XXI wieku coraz większe znaczenie ma czas, a raczej jego oszczędność i rozsądne rozdysponowanie. Szczególnie widoczne jest to w dużych i średnich miastach. Wciąż rośnie znaczenie technologii i rozwiązań, które ułatwiają załatwienie codziennych spraw i upraszczają wiele czynności. Im więcej możesz zrobić w jednym miejscu, tym ten czas jest efektywniej wykorzystany.

Trend ten zauważalny jest nawet w przypadku sklepów spożywczych. Szczególnie ogólnopolskie sieci mocno inwestują w poszerzanie zakresu swoich usług, aby oferować klientom więcej niż kiedykolwiek. Dlatego już dziś podczas codziennych zakupów spożywczych możesz doładować telefon oraz licznik energii elektrycznej czy też kupić paysafecard, pozwalający na dokonywanie bezpiecznych płatności w sieci. To jednak nie wszystko – możesz także wysłać przesyłkę, którą dostarczy np. kurier DHL czy Poczta Polska.

Poczta i kurier DHL: nadanie paczki szybsze niż myślisz

Nadanie paczki w sklepie spożywczym jest bardzo praktycznym i uniwersalnym rozwiązaniem, a do tego nie sprawia żadnych trudności. Pierwszym krokiem jest oczywiście przygotowanie przesyłki do wysłania – należy ją odpowiednio spakować, a także opisać. Do tego celu najlepiej wygenerować specjalną etykietę, na której znajdują się najważniejsze informacje dla firmy kurierskiej, w tym oczywiście dane adresata. Następnie należy przykleić etykietę do paczki. W tym momencie przesyłka jest już gotowa do wysłania i tylko od Ciebie zależy, kiedy ostatecznie ją nadasz.

W przeciwieństwie do wizyty na poczcie czy zamówienia wizyty kuriera DHL, nadanie paczki w sklepie zajmuje zaledwie chwilę i sam wybierasz dogodny dla siebie moment. Paczkę w sklepie spożywczym możesz przekazać kasjerowi przy okazji najbliższych zakupów. W ten sposób nie marnujesz czasu na specjalną wizytę w placówce pocztowej i wyczekiwanie w kolejkach na swój numerek. Po tym, jak nadasz przesyłkę, kurier zabierze ją i w możliwie najkrótszym czasie dostarczy do adresata.

Warto zauważyć, że oprócz nadania paczki w sklepie możesz ją tam również odebrać. W tym celu wystarczy zjawić się w wybranym uprzednio sklepie i przedstawić specjalny kod, który wysyłany jest SMS-em na numer telefonu odbiorcy. Na jego podstawie przesyłka zostanie wydana, a Ty będziesz mógł cieszyć się jej zawartością.

Nadanie paczki, a także jej odbiór przy okazji zakupów wo wygodne i szybkie usługi, z których skorzystać może każdy. Dzięki temu oszczędzisz nie tylko czas, ale i pieniądze.


Adam Mazguła: „popierajcie rząd ten czynem, umierajcie przed terminem”

Adam Mazguła

Adam Mazguła

W naszym kraju władza nie zajmuje się ludźmi starszymi. Zlikwidowano większość oddziałów geriatrycznych, a na wizytę specjalisty czeka się latami. Ludzie umierają już nie tylko w kolejce oczekiwania na termin wizyty, ale i na oddziałach szpitalnych, czekając godzinami na łaskawe zainteresowanie lekarzy

Członkowie PiS-u mogą liczyć, że generał przywiezie im kule do domu, a kolejki po poradę, na zabiegi czy na operację ich nie obowiązują, bo im się to „po prostu należy”.

Pokazywanie agresji władzy lekarza nad starszym, niedołężnym, a na dodatek bohaterem narodowym jest szczególnie podła. To jest przecież jaskrawo oczywista podstawa naszego człowieczeństwa.

W lutym zmarła mama mojej żony, była partyzantka, więźniarką obozu koncentracyjnego na Majdanku, przymusową robotnicą III Rzeszy. Mieszkała z nami 40 lat, ale ostatnie 8 miesięcy nie wstawała z łóżka. Ta sytuacja była dla nas niezwykłą nauką i wręcz szokiem. Gdyby nie miała nagromadzonych znacznych oszczędności finansowych i nie mogła liczyć na przyjacielską życzliwość wielu ludzi, mama – kombatantka umierałaby w bólach i tylko z symboliczną pomocą NFZ.

W naszym kraju władza nie zajmuje się ludźmi starszymi. Zlikwidowano większość oddziałów geriatrycznych, a na wizytę specjalisty czeka się latami. Ludzie umierają już nie tylko w kolejce oczekiwania na termin wizyty, ale i na oddziałach szpitalnych, czekając godzinami na łaskawe zainteresowanie lekarzy (ostatnia śmierć po 9 godz. oczekiwania na SOR). Nawet na tak dostępny zabieg jak usunięcie jaskry trzeba oczekiwać do 2036 rok. Chociażby z tego przykładu wynika, że PiS-owskie Ministerstwo Zdrowia wyznaje zasadę

„popierajcie rząd ten czynem, umierajcie przed terminem”.

Umieralność w Polsce rośnie w zastraszającym tempie (ponownie wzrosło o 4%). Ceny leków osiągają rekordowo wysokie wartości; raka, czy przeszczepy leczy się setki procent drożej niż jeszcze niedawno, a niektóre potrzebne urządzenia stoją w szpitalach nieużywane. Podobno nie ma pieniędzy w systemie. Tymczasem PiS-owski rząd zabrał jeszcze znaczne środki finansowe z NFZ na inne, prawdopodobnie przedwyborcze cele. Nie leczy się niepełnosprawnych, niepłodnych, starych i samotnych. Nawet Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i sam jej lider Jurek Owsiak stał się podmiotem agresji władzy, bo pomaga ludziom chorym i buduje pozytywne relacje międzyludzkie.

Naród powinien budować swoja tożsamość na szacunku do swojej historii i do ludzi, którzy ją tworzą. Taka postawa, obok szacunku do każdego polskiego obywatela, uczącego się, pracującego i korzystającego z zasłużonej emerytury członka naszej narodowej społeczności jest podstawą naszego patriotyzmu.

Jeśli PiS-owski rząd nie posiada szacunku dla swoich obywateli, to niech nie opowiada o swoim patriotyzmie, ale o faszyzmie.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Jak zaskoczyć Gości w Twoim nowym mieszkaniu?

Na pewno chcielibyście aby Wasze nowe mieszkanie zrobiło jak najlepsze wrażenia na Gościach przybywających na Waszą parapetówkę. Jak to zrobić?

Jak zaskoczyć Gości w Twoim nowym mieszkaniu?

Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne

Gości przybywający do nowego miejsca bardzo często ulegają czarowi pierwszego wrażenia. Nie ważne co stanie się później, jeśli pierwsze sekundy spędzone w nowym miejscu są pozytywne, ogólna ocena również będzie pozytywna (no chyba, że dojdzie do katastrofy, ale tego nie przewidujemy). Nawet psychologowie zajmujący się tematyką pierwszego wrażenia twierdzą, że odpowiada ono za nawet 90% noty wynikającej z oceny danego wydarzenia, czy doświadczenia. Jak zetem wpłynąć na zaistnienie efektu wow w Twoim mieszkaniu?

Zadbaj o każdy szczegół, nie pozwól aby Twoje ściany były gołe

Odpowiednio dobrane kolory, ciekawe niebanalne akcesoria, pomysłowa aranżacja przestrzeni, optymalna ilość mebli- te detale, w ogólnym zestawieniu wpływają na pierwsze wrażenie powstające zaraz po przekroczeniu progu nowego miejsca. Pamiętajmy o tym, że pozytywne wrażenie estetyczne to absolutnie nie ilość, niekoniecznie luksusowa jakość, ale pomysł, zrównoważenie, dobry smak i gust. Polecamy dawać się inspirować i dopasować to co widzimy do warunków naszych czterech ścian. Istnieje niezliczona ilość portali, nie tylko wnętrzarskich, które pokazują dzieła i tych najbardziej uznanych i tych mniej znanych projektantów wnętrz. Poznajmy czym oddycha świat i postarajmy się twórczo przenieść te właśnie idee w nasze rodzime warunki.

Jednym z pomysłów na zaistnienie efektu wow jest zajęcie się Twoimi ścianami. Od kilku lat dużą popularnością cieszą się plakaty na ścianę. Te małe dzieła sztuki produkowane są najczęściej jako wydruk na wysokiej jakości papierze, mogą być jednak wydrukowane na tworzywach twardych, odpornych na działanie niekorzystnych warunków typ woda, wilgoć i tym podobne. Plakat kusi przede wszystkim swoim niebanalnym projektem , dopasowanym do wnętrza, w którym zawiśnie. Dużą korzyścią wynikającą z użytkowania plakatu jako dekoracji ściennej jest łatwość jego instalacji. Plakat na ścianę może zawisnąć na niej przytwierdzony taśmą dwustronna, ale również oprawiony w ramę. Taka dekoracja w sposób szykowany i elegancki stanie się ozdobą Twojej przestrzeni.

Blubird-design- Twój projektant plakatów

Plakaty tworzone przez poznański sklep z plakatami bluebird-design.com zdobią tysiące mieszkań w Polsce i za granicą. Wśród wzorów plakatów odnajdziecie takie, które znajdą zastosowanie w kuchni, salonie, łazience i wielu innych pomieszczeniach.


Wielka Brytania. Nadchodzi koniec Theresay May. Media donosz o „puczu“

Rośnie niezadowolenie z brexitowego kursu brytyjskiej premier: jedenastu ministrów chce ją zmusić do dymisji, donoszą brytyjskie media. „Sunday Times mówi wręcz o puczu.

Rośnie niezadowolenie z brexitowego kursu brytyjskiej premier: jedenastu ministrów chce ją zmusić do dymisji, donoszą brytyjskie media
Theresa May. Źródło: dw.de

„Dzisiejszej nocy szykuje się w gabinecie rządowym pucz”, napisał na Twitterze w sobotę późnym wieczorem dziennikarz „Sunday Times” Tim Shipman.

Shipman powołuje się na rozmowy z jedenastoma ministrami, którzy chcą obalić premier May. „Jej koniec jest blisko”, cytuje brytyjski dziennikarz jednego z ministrów, nie podając jednak jego nazwiska. „Za dziesięć dni May już nie będzie”.

Ostateczna rozgrywka na początku tygodnia?

Na posiedzeniu rządu w poniedziałek Theresa May ma zostać skonfrontowana z żądaniem podania się do dymisji, pisze Shipman. Ma ją zastąpić prezydent ad interim, który by sfinalizował wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE. Pod uwagę są brani de facto zastępca May David Lidington, minister środowiska Michael Gove i szef resortu spraw zagranicznych Jeremy Hunt.

O rosnącej presji na May pisały wcześniej także „The Times” i „The Daily Telegraph”. Jak podały, mowa jest już wręcz o „harmonogramie” ustąpienia premier i dalszych kroków. Kręgi rządowe dementują jednak te doniesienia.

Parlamentarzyści niezdolni do podjęcia decyzji

Kilka dni przed pierwotnym terminem brexitu Theresę May czeka trzecia porażka w głosowaniu nad wynegocjowanym z Brukselą porozumieniem ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Już dwukrotnie, w połowie stycznia i połowie marca Izba Gmin odrzuciła nową umowę.

Niedawno May oburzyła członków Izby Gmin obarczając ich odpowiedzialnością za zapowiadające się opóźnienie brexitu. Ostro ich skrytykowała, twierdząc, że „nie byli w stanie uzgodnić wdrożenia sposobu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE”. Własnej roli nie zakwestionowała.

 

REDAKCJA POLECA

 


Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

Na pytanie, ile zarabiają nauczyciele, jest tylko jedna dobra odpowiedź – za mało. Sprawdźmy, jak w europejskich rankingach plasuje się polski nauczyciel.

Panuje stereotyp, że nauczyciele to jedna z gorzej uposażonych grup zawodowych w sektorze budżetowym. Tymczasem wg wiarygodnych źródeł roczna średnia europejska dla rozpoczynających karierę w szkolnictwie wygląda następująco: nauczyciel w przedszkolu – 24 351 euro, w szkole podstawowej – 26 021 euro, w szkole średniej – 27 301 euro.

Co wynika z tych danych? Tyle że do interpretacji średnich statystycznych należy podchodzić ostrożnie. Europejską średnią mocno zawyżają bogate państwa, takie jak Finlandia, czy Luksemburg, gdzie nauczyciel w szkole podstawowej na dzień dobry zarabia prawie 60 tysięcy euro brutto (58 476), czyli 2,5 razy więcej, niż europejska przecięta. Na tym tle pensja początkującego nauczyciela w Polsce wypada dość blado: 12 091 euro.

Jednak dochód nauczyciela jest zazwyczaj koszykiem świadczeń, na który wpływ ma m.in. rodzaj szkoły, lokalizacja i organizacja oświaty. Wszystko to powoduje, że porównanie sytuacji materialnej nauczycieli, nawet w obrębie jednego państwa, staje się niezwykle trudne. Na postawie zarówno kompleksowych badań na zlecenie Komisji Europejskiej, jak i raportu OECD różnice między zachodem a wschodem Europy są drastycznie: na przykład nauczyciel podstawówki w Bułgarii i Rumunii na początku kariery zarobi zaledwie 30% średniej europejskiej, odpowiednio 8 493 i 8 538 euro. Jednak, o ile pensja nauczyciela w Rumunii po 10 latach powiększy się aż o 122%, by de facto po latach prawie zrównać się ze statystycznym wynagrodzeniem otrzymywanym przez Polaków, w tym samym czasie w Bułgarii nauczycielska pensja wzrośnie zaledwie symbolicznie, do 10 744 euro rocznie.

Maksymalne dochody, czy jakie?

Przecięty europejski nauczyciel musi pracować w zawodzie 28 lat, by osiągnąć maksymalne dochody. Maksymalne, czyli jakie? – Ich wysokość jest bardzo różna. W Luksemburgu nauczyciel szkoły średniej w szczytowym momencie kariery zarobi brutto 115 179 euro. W Polsce zaledwie jedną piątą tego – 20 645 euro; prawie tyle, co w Rumunii (20 771 euro). W Niemczech 65 431 euro.

W 2016/2017 sytuacja nauczycieli zmieniła się na korzyść prawie we wszystkich państwach w Europie, a zarobki wzrosły przeciętnie o 3-4%. Jednak były też takie państwa, jak Bośnia i Hercegowina, gdzie płace nauczycieli nominalnie spadły. Co ciekawe – siła nabywcza zarobków europejskich nauczycieli w 2016/2017 była na ogół niższa niż prawie dekadę temu (2009/2010). Dobitnym przykładem jest Grecja, gdzie początkujący nauczyciel w 2016/2017 dostawał 60% tego, co jego kolega w 2010 roku.

Pensja to nie wszystko

Na komfort pracy nauczyciela wpływa też liczebność klas. I tak o przedszkolach we Francji można powiedzieć, że są statystycznie „przeładowane” (22,9), w Szwecji zaś świecą pustkami (6). W niemieckiej podstawówce nauczyciel musi zapanować nad ponad szesnaściorgiem dzieci naraz (15,3), natomiast w Grecji tylko nad dziesiątką (9,4). Na Litwie w szkołach średnich statystyczna klasa liczy zaledwie 7,4 ucznia. W Holandii w ponadpodstawowych klasach uczy się średnio prawie 17 uczniów (16,9).

O czym to świadczy i jak to się ma do obrazków m.in. z polskich szkół, gdzie klasy poniżej 30 osób to rzadkość? Otóż w badaniach uwzględniane są zarówno przeludnione klasy w miastach, jak i niewielkie oddziały na wsiach. Jednym słowem na statystyczną liczebność klas ma wpływ organizacja oświaty, w tym systemu dowozów dzieci z ośrodków wiejskich do większych placówek.

Modelowe równouprawnienie czy feminizacja?

Dane OECD wskazują, że w zasadzie w europejskim systemie oświaty panuje niemal modelowe równouprawnienie – nic bardziej mylnego. Szczególnie sfeminizowane są przedszkola i szkoły podstawowe. We Włoszech, na Węgrzech, Litwie i na Słowenii kobiety to ponad 95% kadry pedagogicznej. Dla odmiany w Grecji jedynie 33,8% kobiet wśród wykładowców uniwersyteckich, to kobiety.

Najmłodszą kadrę mają Brytyjczycy, gdzie 30,7% nauczycieli w podstawówkach nie ma nawet trzydziestu lat. Za to już za chwilę problemy z kadrą może mieć włoska oświata. Tam młodzi nauczyciele w najmłodszych klasach to niecały procent (0,7%).

Ile „uczy” nauczyciel

Innym indykatorem wpływającym na komfort pracy jest ilość przepracowanych godzin. Mimo że polski Instytut Badań Edukacyjnych szacuje, że tydzień pracy nauczyciela to 47 godzin, wg badań Eurostatu przeciętny nauczyciel szkoły podstawowej w Polsce oficjalnie pracuje tylko 478 godzin rocznie, w Holandii aż 930, a na Łotwie 1020 – prawie dwa razy więcej, niż w Polsce. Z raportu OECD wynika także, że polscy nauczyciele spędzają niewiele więcej niż 30% swego czasu pracy na zajęciach dydaktycznych, podczas gdy w angielskich szkołach to aż 65%. Reszta to sprawdzanie klasówek, konferencje, protokoły i wiele innych, czysto biurokratycznych czynności.

Edukacja to przyszłość każdego państwa. I nie tylko godne pensje dla nauczycieli, ale również realne nakłady na szkolnictwo, to czynnik wpływający na rozwój całej Europy. Pod tym względem na tle krajów Europy wyraźnie odstaje Rumunia, z zaledwie 2,9% PKB wydatków na oświatę, podczas gdy Islandia wydaje ponad 7% PKB.

W Polsce wydatki te oscylują na poziomie 4,9%.


Dariusz Stokwiszewski: Oby optymizm w majową wygraną KO do PE nie zamienił się w smutek!

<strong>Dariusz Stokwiszewski

<strong>Dariusz Stokwiszewski

Wszyscy pamiętamy sytuację sprzed jesiennych wyborów 2015, pamiętamy także to, kto został gospodarzem pałacu namiestnikowskiego.

Zapyta ktoś: skąd te wątpliwości, a ja odpowiem pytaniem na pytanie: a skąd tak duży optymizm? Co daje nam podstawy do tego, aby oczekiwać święta wolności i demokracji po zaklinanej przez nas wygranej? Czy mamy jakieś konkretne przesłanki poza naiwną wiarą w to, że się uda? Internet, w tym media społecznościowe zalewa fala optymizmu, który jest niczym nieuzasadniony, stąd może zaszkodzić. Wszyscy pamiętamy sytuację sprzed jesiennych wyborów 2015, pamiętamy także to, kto został gospodarzem pałacu namiestnikowskiego. W pierwszym przypadku opozycję położyły „taśmy” i brak empatii społecznej, w drugim zbytnie zadufanie w sobie i spoczęcie na laurach, gdy tymczasem nikomu nieznany pisowski polityk swoim zaangażowaniem i pracowitością pokazał, że można wygrać nawet z urzędującym prezydentem, który miał poparcie rzędu ponad 60 procent. Oczywiście sierpniowe zwycięstwo Dudy znacznie ułatwiło wygranie przez PiS wyborów październikowych.

Wracając do meritum, stawiam następującą tezę; nie ma żadnych podstaw do tego, aby być przekonanym co do tego, że te oraz kolejne (do parlamentu i prezydenckie) wybory wygra opozycja demokratyczna. Myślę sobie nawet, że jest wiele przesłanek (niekoniecznie obiektywnych) do tego, aby PiS po raz kolejny stał się beneficjentem tego wyścigu.

Po tej konkluzji oczekuję z obawą, że ktoś może mi zarzucić defetyzm i brak wiary w to, co dobre i co powinno się stać – odsunięcie partii Jarosława Kaczyńskiego od władzy. Nie zamierzam jednakże kapitulować i wierzę, że osoby sceptyczne zmienią zdanie po doczytaniu tekstu do końca. Nie moją rolą jest bowiem dawanie złudnych obietnic, na realizację których i tak nie mam wpływu. Moja praca polega na analizie faktów i na ich takiej interpretacji, która pozwoli na wyciągnięcie (póki czas) odpowiednich wniosków!

A zatem najpierw diagnoza

Sytuacja społeczno polityczna w Polsce jest wręcz fatalna. Prawie czteroletnie rządy PiS i jego koalicjanta – SP – doprowadziły państwo nad skraj przepaści, co nie ulega żadnej wątpliwości. Demokratyczne państwo prawne, którego wysoka do niedawna pozycja wynikająca z jego osiągnięć gospodarczych i politycznych, jest dzisiaj jedynie mglistym wspomnieniem. Szacunek, na który pracowały niemal wszystkie kolejne rządy po 1989 r. (wykluczam pierwsze fatalne próby rządzenia przez PiS w latach 2005 – 2007) został roztrwoniony, a RP stała się nieformalnym wyrzutkiem Europy. Wszystko, co państwo osiągnęło na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza (licząc do 2015 r.) „poszło z dymem” w ciągu niespełna czterech lat rządów ludzi nieodpowiedzialnych i nieobliczalnych oraz pazernych na władzę i pieniądze. Obecnie, w przypadku kolejnych wygranych PiS, SP oraz ich sojuszników (to polityczny plankton) Polsce grozić może w czasie krótszym niż nam się wydaje utrata suwerenności oraz anihilacja. Znajdujemy się dokładnie w takim właśnie miejscu, z którego już „za chwilę” nie będzie odwrotu.

„Grzech zaniedbania”, za który zapłacimy wszyscy!

Nic nie bierze się znikąd; wszystko ma swoją przyczynę, genezę, czy jak kto woli arche. PiS doszedł do władzy na fali niezadowolenia społecznego i braku empatii rządzących, o czym na początku pisałem. PO mogło przecież zapoczątkować reformy społeczne, które poprawiłyby sytuację życiową Polaków. Demagodzy (w tym właśnie pisowscy politycy są „dobrzy”), łatwo wykorzystali tę „koniunkturę”, wynikającą z wycieków prywatnych rozmów polityków PO (rzec można, że nie było w nich nic szczególnego), które niejaki Marek Falenta przygotował prawdopodobnie na polecenie służb specjalnych Federacji Rosyjskiej. Te zaś pomogły PiS w zdeprecjonowaniu ówczesnego obozu rządzącego PO i PSL i objęciu władzy w 2015 roku.

Jednak pisząc o grzechu zaniedbania nie mam na myśli jedynie tego, choć te sprawy także miały swoje znaczenie. Myślę głównie o swoistej „beztrosce” obecnej opozycji, która do dziś się nie obudziła po porażce, tkwiąc w jakimś niezrozumiałym marazmie! Czyżby według niej nie działania (oczywiście są wybitne jednostki, które je podejmują), a modlitwy i oczekiwanie na „dary losu” miały tym razem przeważyć szalę zwycięstwa na rzecz przyzwoitej strony sceny politycznej?! No bo jak tu inaczej nazwać tę inercję i brak pomysłu na wykorzystanie potencjału, jaki był do dyspozycji sił postępowych w okresie strajków, w obronie trybunałów, sądów oraz łamanej konstytucji latem 2017? Dlaczego tego nie „pociągnięto” dalej i spoczęto na laurach po kłamliwych obietnicach Andrzeja Dudy, który tę naiwność (może głupotę i lenistwo) wykorzystał do oszukania narodu?!

I wcześniej i potem były protesty pod sejmem, senatem, pałacem prezydenckim, były strajki różnych środowisk (w tym osób niepełnosprawnych) i inne przedsięwzięcia, ale ja, jako uczestnik wielu z nich nie pamiętam jakiejś znaczącej roli i udziału opozycyjnych partii, no może poza ostatnim marszem wolności, gdzie osób ważnych było tylko nieco więcej. Były za to krótkie, kilkunastominutowe spotkania na wymianę paru zdań i selfie z protestującymi, jakby to pokazanie się publicznie było istotą sprawy akurat wtedy.

Nie! My czekaliśmy i czekamy na to, że liderzy partii zorganizują ogólnopolskie protesty, gdyż jak sami to często mówią, nie mają narzędzi w walce: z łamaniem prawa w sejmie przez Kuchcińskiego, przetrącaniem kręgosłupów przyzwoitym sędziom, prokuratorom przez Ziobrę i jego ludzi, niezgodnych z prawem zachowań niektórych funkcjonariuszy służb i policji, rujnowaniem polskiej gospodarki przez zawłaszczanie spółek SP, prób zamykania ust mediom etc. A ja wam panowie liderzy mówię: naród ma tę moc, tylko trzeba rzucić mu hasło. Gdyby Grzegorz Schetyna to zrobił, to w wyznaczonym terminie w Warszawie zjawiłoby się nawet milion ludzi. Dlaczego więc tego nie robi? Dlaczego euro deputowani z PO głosują przeciwko zamiarowi podjęcia działań przez KE, które by mogło zahamować niszczenie praworządności oraz demokracji w Polsce, tym bardziej że sami zanieśli tam skargę etc.? Gdzie tu konsekwencja w działaniu?

Konkluzja końcowa!

Powyższe refleksje nie są bezpodstawną czy nieuzasadnioną krytyką opozycji po to, aby jej podciąć skrzydła. Napisałem to wszystko dlatego (nie po raz pierwszy zresztą, co już wielokrotnie było bagatelizowane, choć panowie to czytają, bo niektórzy z was także tu piszą), abyście przestali udawać, że problemu nie ma, a jeśli jest, to rozwiąże go ktoś za was, bo tak się nie stanie! Liczę się z krytyką ludzi nie do końca rozumiejących słowo pisane, ale patrzących bezkrytycznie w oblicza wodzów jak w „bóstwa”. Pytam zatem, kto jest ważniejszy w tym wszystkim: przywódca partyjny, który bawi się w „celebrytę” czy Polska, która jest naszym największym dobrem wspólnym. Nie wiem jak wy, ale ja za żadnego wodza umierać nie myślę! Jednak za Polskę oddam życie zawsze i chętnie, jeśli się taka potrzeba pojawi.

Reasumując, powiem tak: wybory z różnych powodów nieobiektywnych mogą zostać przez nas przegrane. Można je, mając w ręku tyle „argumentów siły”, sfałszować! A więc chcąc być konsekwentnym tą „waszą konsekwencją” drodzy liderzy opozycyjni, chcę was zapytać:

„Co stanie się, wtedy gdy przegracie?! Czy będziecie kolejne pięć lat patrzeć tak jak teraz, ze spokojem na to jak państwo umiera, a my wraz z nim?”! No bo co będziecie wtedy szczególnie mogli zrobić, skoro teraz jesteście bezradni?! PiS łamie prawo, a wy się nim niejako „wykręcacie”, aby się nie narażać za bardzo, tak? Takie jest moje zdanie, do którego mam prawo jako obywatel!

Pytanie jest proste i moi zdaniem (bez sztucznej skromności) bardzo rzeczowe, gdyż wówczas będziecie mieć jeszcze mniej argumentów, które moglibyście przeciwstawić temu reżimowi niszczącemu z dnia na dzień naszą wspólna Ojczyznę. Po przegranej już nie wykrzeszecie ze społeczeństwa nawet małej iskierki, a ci, którzy teraz robią mogą na pewno skończą w ziobrystowskich więzieniach. Ja wiem, że wielu z was włos z głowy nie spadnie, szczególnie tym, którzy będą pokojowo „walczyć słowem” w PE czy sejmie RP! Nie traktujcie tego jako atak, tylko przemyślcie to, kim chcecie być i jak się zapisać w naszej, jak dotąd, tragicznej historii.

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Architekt – czy każdy zarabia po 10 000 zł netto miesięcznie?

Na każdym kroku powstają nowe budynki mieszkalne, usługowe i przemysłowe. Widać jak z upływem czasu „rosną”, aż osiągną założony w projekcie efekt. Rzadko zastanawiamy się jednak nad tym, że te budynki mają swojego rodzica, którym jest architekt.

średnie wynagrodzenie architekta wynosi 2735 zł netto.

Wokół zawodu architekta narosło wiele mitów, dotyczących zakresu obowiązków, sposobu współpracy z klientami i wynagrodzenia. Tymczasem nie każdy architekt przypomina tego ze stereotypu.

Projektowanie domów – tym zajmuje się biuro architektoniczne

Architektem może zostać osoba, która ukończyła studia na kierunku architektura i urbanistyka, i uzyskała tym samym tytuł magistra. Jednak to dopiero początek drogi do zostania prawdziwym architektem. Po studiach kandydat na architekta musi odbyć trzyletnią praktykę w zawodzie, a po niej zdać egzamin w Okręgowej izbie Architektów. Dopiero wtedy może zapisać się do izby architektów i tytułować się pełnoprawnym architektem.

Architekt to osoba, która przez całe życie zawodowe łączy dwa światy – artystyczny i techniczny. Projektowanie domów jest trudną sztuką, którą mogą uprawiać jedynie ludzie kreatywni i posiadający zmysł techniczny. Architekt odpowiada bowiem nie tylko za wygląd i kształt budynku, ale również za jego wytrzymałość i konstrukcję oraz rozplanowanie pomieszczeń w ten sposób, aby życie lub praca w zaprojektowanym budynku były jak najbardziej komfortowe. Skomplikowane i nowatorskie projekty mogą być dziełem jednego architekta lub ich całego zespołu, który utworzyło profesjonalne biuro architektoniczne.

Projektowanie wnętrz przez biuro projektowe

Dobre biuro projektowe, np. udzielaarchitekci.pl, posiada w swojej ofercie nie tylko projektowanie domów, ale również projektowanie wnętrz. Zadaniem zespołu architektów jest stworzenie takiego wnętrza, które spełni wymagania klientów, a jednocześnie będzie maksymalnie funkcjonalne. Na każdym etapie prac ważna jest współpraca na linii architekt – klient, która zaowocuje projektem spełniającym oczekiwania obu stron. Architekt wnętrz uczestniczy również w realizacji projektu i pilnuje, aby wszystkie prace zostały wykonane zgodnie z projektem.

Ile zarabia dobry architekt?

Realne zarobki najlepszych architektów są z pewnością dużo wyższe niż przeciętne wynagrodzenie w Polsce. Jak podaje portal Pracuj.pl, średnie wynagrodzenie architekta wynosi 2735 zł netto. Najwięcej zarabiają architekci w dużych miastach, jak Warszawa, Gdynia, Koszalin i Gdańsk, a 25% najlepiej zarabiających architektów osiąga wynagrodzenie powyżej 3625 zł netto. trzeba jednak pamiętać, że są to wyniki średnie, obejmujące zarobki doświadczonych architektów i tych na początku drogi zawodowej.


Rada Europejska zgodziła się na przesunięcie terminu brexitu

Rada Europejska zgodziła się na przesunięcie domyślnego terminu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej do 12 kwietnia.

Fot. Źródło: dw.de

Porozumienie zakłada dwa scenariusze. Jeśli w przyszłym tygodniu brytyjski parlament nie zaakceptuje umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, datą brexitu będzie 12 kwietnia a Londyn do tego dnia będzie musiał przedstawić Unii pomysły, co zamierza zrobić ze swym rozwodem z Brukselą. Przywódcy UE mogą tę propozycję zakceptować bądź nie, co tym samym oznaczałoby ich zgodę (lub jej brak) na kolejne, tym razem dłuższe odroczenie brexitu.

Jeśli natomiast Izba Gmin w Londynie poprze umowę brexitową, którą brytyjscy posłowie już dwa razy odrzucili Wielka Brytania opuści Unię 22 maja. Jednocześnie przywódcy Unii odrzucili prośbę premier Theresy May o przesunięcie brexitu z 29 marca na 30 czerwca. Decyzję ogłosił Szef Rady Europejskiej Donald Tusk na krótko przed północą z czwartku (21.03.2019) na piątek.

Na Twitterze Donald Tusk przedstawił najważniejsze punkty porozumienia: odsunięcie brexitu do 22 maja przy akceptacji umowy w przyszłym tygodniu i do 12 kwietnia przy braku akceptacji, zgodę na „porozumienie strasburskie” i dalsze przygotowania do brexitu bez umowy.

– A zatem do 12 kwietnia wszystkie opcje pozostaną aktualne. Zatwierdzenie umowy, brexit bez umowy, długie odroczenie brexitu albo odwołanie brexitu przez Londyn – powiedział Tusk. Jeśli Londyn zaproponowałby długie odroczenie a Unia wyraziłaby na to zgodę, wówczas Brytyjczycy musieliby przeprowadzić majowe wybory do Parlamentu Europejskiego.

Dariusz Frach / thefad.pl


Odroczenia brexitu o 9 do 21 miesięcy? Tusk: warto zgodzić się na takie rozwiązanie

„Każde rozwiązanie zakładające opóźnienie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE jest korzystne ze względu na tymczasowe zachowanie stabilizacji we wspólnocie europejskiej, choć rodzi również komplikacje” – mówi w rozmowie z EURACTIV.pl dr Przemysław Biskup, główny analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ds. brexitu.

Odroczenia brexitu o 9 do 21 miesięcy? Tusk: warto zgodzić się na takie rozwiązanie
Fot. Flickr

Do brexitu powinno dojść 29 marca o północy zgodnie z artykułem 50 Traktatu o Unii Europejskiej oraz ustawodawstwem brytyjskim. Znane są perypetie brytyjskiej premier Theresy May próbującej pozyskać aprobatę parlamentarzystów dla wynegocjowanej umowy z UE. Przemysław Biskup przypomina, że wedle uchwały z ostatniego czwartku premier May miała przedstawić porozumienie z UE pod kolejne głosowanie w Izbie Gmin do 20 marca. Jednak decyzja proceduralna spikera Izby Johna Bercowa z 18 marca zablokowała ten plan. Brak możliwości wyrażenia poparcia dla porozumienia zmusza zatem May do podjęcia starań podczas szczytu Rady Europejskiej w najbliższy czwartek i piątek o odroczenie daty brexitu. W przypadku trudności w uzgodnieniu warunków tego odroczenia zasadniczo wzrasta ryzyko realizacji czarnego scenariusza – osławionego „twardego” brexitu.

Stanowisko głównych graczy unijnych

Największym wyzwaniem dla poszczególnych państw UE jest osiągnięcie porozumienia w sprawie możliwej prolongaty brytyjskiego wyjścia ze wspólnoty. Zdaniem Przemysława Biskupa jest to – wbrew pozorom – dość istotna kwestia, ponieważ sprawdzi w praktyce unijną solidarność. Po raz pierwszy państwa UE będą zobligowane do zajęcia jednomyślnego stanowiska w tej kluczowej sprawie. Dotychczasowe negocjacje brexitowe nie wymagały od UE-27 powszechnej zgody co do konsultowanych punktów negocjacji.

Szczęśliwie daleko jest do sytuacji, w której każde z państw forsowałoby własny punkt widzenia w sprawie wydłużenia brexitu. Niemniej jednak można wyróżnić dwa podejścia. Niemcy optują za rozwiązaniem, w którym Brytyjczycy otrzymają dodatkowy, ale krótki czas. Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Mass zaznaczył przed poniedziałkowym zebraniem Rady Spraw Zagranicznych UE, że wolałby uniknąć przedłużania w nieskończoność tego terminu. Na przeciwnym biegunie znajdują się Francja oraz Holandia, akceptujące odroczenie brexitu, pod warunkiem opracowania przez Londyn konkretnego planu działań.

Jak Europa długa i szeroka trwają obecnie rozmowy głównych aktorów brexitowego dramatu. Wszystko po to, aby uzgodnić wspólne zdanie na zaplanowany na 21 i 22 marca szczyt Rady Europejskiej w Brukseli. Najwięcej oficjalnych spotkań odbędzie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. W piątek rozmawiał już z premierem Holandii Markiem Rutte. W poniedziałek był w Berlinie i Paryżu na konsultacjach z kanclerz Angelą Merkel i prezydentem Emmanuelem Macronem. We wtorek czekają Tuska rozmowy w Dublinie z premierem Irlandii Leo Vardkarem, a tuż po powrocie do Brukseli – a jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem szczytu – odbędą się spotkania z prezydentem Słowacji Andrejem Kiską i premierem Malty Josephem Muscatem.

Wszystko po to, aby przekonać europejskich przywódców do poparcia odroczenia brexitu w wariancie od 9 do 21 miesięcy. Zdaniem Tuska warto zgodzić się na takie rozwiązanie, „jeśli Wielka Brytania uzna, że musi przemyśleć swoją strategię brexitową oraz by zbudować wokół niej konsensus”. Jednak wedle opinii Przemysława Biskupa za altruizmem Tuska kryje się m. in. kalkulacja obliczona na zachowanie obecnej perspektywy budżetowej UE – bez konieczności jej renegocjacji.

Równie aktywna jest tradycyjnie dyplomacja francuska, by wspomnieć tylko ubiegłotygodniowe spotkanie w Paryżu minister ds. europejskich Nathalie Loiseau z irlandzkim ministrem spraw zagranicznych Simonem Coveneyem.

Zdanie Dublina jest istotne ze względu na potencjalne skutki jakie niesie za sobą brexit bez porozumienia. Oznacza on bowiem przywrócenie kontroli granicznej między Republiką Irlandii a Irlandią Północną. Dublin obawia się zamknięcia granicy oznaczającego de facto zerwanie kluczowego elementu porozumienia wielkopiątkowego z 1998 r., które normuje relacje pomiędzy zwaśnionymi stronami.

Brexit a Polska

Jakie stanowisko zajmuje w tej sprawie Warszawa? Przemysław Biskup zwraca uwagę, że rząd Zjednoczonej Prawicy najprawdopodobniej poprze wniosek dotyczący przedłużenia brexitu, ponieważ w żywotnym interesie Polski jest zabezpieczenie stabilizacji budżetu unijnego oraz praw obywateli polskich na Wyspach Brytyjskich. Ekspert PISM-u podkreśla, że brexit w oparciu o podpisane 25 listopada porozumienie unijno-brytyjskie oznacza także wejście w życie 21-miesięcznego okresu przejściowego. De facto przedłużyłby on – z punktu widzenia obywateli i podmiotów gospodarczych – brytyjskie członkostwo w UE, dając czas na przygotowanie się do funkcjonowania po brexicie. W tym okresie Wielka Brytania m. in. wdrażałaby w pełni nowe prawo unijne na swoim terytorium. Kwestie te mają duże znaczenie zarówno dla obywateli, jak i polskiej gospodarki, która wypracowuje nadwyżki w wymianie handlowej z Wielka Brytanią.

W poniedziałkowym wywiadzie dla Rzeczpospolitej Konrad Szymański zadeklarował gotowość strony polskiej do przeanalizowania brytyjskiego wniosku. Sekretarz stanu ds. europejskich podkreślił zagrożenie dla stabilności tak politycznej, jak i gospodarczej dla poszczególnych państw, w przypadku zmaterializowania się „twardego” brexitu.


Mateusz Kucharczyk | EURACTIV.pl