Rafał Sulikowski: Raport o stanie Kościoła w Polsce

Rafał Sulikowski
Kościół polski skończy tak, jak ten w Irlandii, gdzie obecnie praktykuje czynnie religię może góra 10 % wiernych. Kościół od chwili ujawnienia choćby jednego przypadku molestowania nie ma więcej moralnego prawa reprezentować Boga ani Jezusa na ziemi
Tak naprawdę raport ten niczego nie zamyka, jak by chcieli jego inicjatorzy i autorzy. Popisując się wyssaną z palca metodologią quasi-socjologiczną, napisali gniot, w którym właściwie oczyszczają w cudzysłowie Kościół i umywają ręce. Ani słowa przeprosin, ani jednego ciepłego zdania o ofiarach. Kłamstwo goni tu kłamstwo.
Co pierwsze mi się rzuciło w oczy, to fakt, że dane są mocno zaniżone. Skąd ten wniosek? Oto rzekomo z lat 1990-2013 mamy niemal tyle samo przypadków molestowania i pedofilii co z lat 2014-2018. Proszę porównać tabelki – każdego roku mamy kilkadziesiąt co najmniej przypadków, podczas gdy, jeśli wziąć średnią z inkryminowanych lat 1990-2013 wychodzi mniej niż 5 przypadków rocznie. Jak to się stało, że nagle w roku 2014 mamy kilkadziesiąt przypadków odnotowanych, a rok wcześniej średnio 5? Nagły skok nie jest możliwy – w socjologii nic nie dzieje się nagle, o czym wiedzą specjaliści.
Można tłumaczyć ten fakt tym, że wcześniej nie zgłaszano tylu przypadków, bo dochodziło do cichej zmowy między Kościołem a ofiarami, czyli płacenia za milczenie, co jest szczytem obłudy, bo to ostatecznie instytucja, która chce mieć monopol na układanie ludziom życia, zwłaszcza w sferze intymnej. Można mówić o rosnącej świadomości ofiar i społeczeństwa, o przypadku, o czymś jeszcze. Ale nie można wmówić ludziom, że raport zamyka sprawę, że Kościół już jest czysty, że na tym koniec problemu. Bo raport przykrywa całą podwodną górę lodową, pokazując nieznaczący ułamek wystający nad wodę.
Jeśli nie jest celowo i świadomie zmanipulowany, to na pewno autorzy mylą się w szacunkach. Grozę budzi też fakt, że tylko 25 % przypadków zakończyło się wydaleniem ze stanu duchownego. To znaczy, że ponad trzy czwarte księży czy zakonników, którzy molestowali dzieci obojga płci, nadal pozostaje w parafiach, domach zakonnych, uczy religii, odprawia publiczne nabożeństwa.
Jednak jeszcze co innego budzi niepokój: raport podaje tylko niższych funkcjami księży i zakonników, niejako rzucając ich na żer opinii publicznej. Nie ma słowa o funkcjach od biskupa w górę, a przypadek arcybiskupa Petza to dowodzi.
Arcybiskup Gądecki zamiata pod dywan i odwraca kota ogonem, odbijając piłeczkę słowami, że “problem jest szerszy”, że “ukucie sprytnej nazwy pedofilia ma podkopać autorytet Kościoła”, a już szczytem bezczelności są słowa arcybiskupa Jędraszewskiego twierdzącego, że zwrot “zero tolerancji” buduje totalitaryzm i odwołuje się do praktyk nazistowskich. Dalsze komentarze wydają się zbędne.
Kościół polski skończy tak, jak ten w Irlandii, gdzie obecnie praktykuje czynnie religię może góra 10 % wiernych. Reszta szuka innych, poza kościelnych dróg do zbawienia. Kościół od chwili ujawnienia choćby jednego przypadku molestowania nie ma więcej moralnego prawa reprezentować Boga ani Jezusa na ziemi. Jako doszczętnie skompromitowana instytucja powinien ulec samorozwiązaniu.
Oczywiście, w bajki nie wierzę, zbyt liczne są interesy kościelne na świecie i w Watykanie. Jednak gdy wymrze obecne pokolenie biskupów, to powojenne, następne będzie musiało zrewidować całą naukę o celibacie, kapłaństwie kobiet, antykoncepcji i innych delikatnych kwestiach, które rozsądza w imieniu wiernych. Jeśli tego nie zrobi, za dwadzieścia, trzydzieści lat będzie po wszystkim.
Rafał Sulikowski
Czarna karta polskiego wymiaru sprawiedliwości

Jacek Dubois, Roman Giertych
Skoro polska prokuratura zajmuje się obroną osób, których dotyczy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, to oznacza że w naszym kraju nie ma obecnie organu państwa zdolnego skutecznie wykonywać zadania śledcze w odniesieniu do osób wysoko postawionych w partii rządzącej
Wraz z kolejnymi dziesiątkami godzin przesłuchań pana Geralda Birgfellnera mieliśmy okazję obserwować na własne oczy patologię jaką jest prokuratura poddana pod władzę partii rządzącej.
Powtarzanie pytań, pytania sugerujące w obronie Jarosława Kaczyńskiego, uchylanie pytań, które miały uściślić udział Jarosława Kaczyńskiego w sprawie tzw. koperty, próba namawiania świadka do zmiany zeznań niekorzystnych dla Jarosława Kaczyńskiego, zastraszanie świadka za pomocą trzech funkcjonariuszy służb skarbowych, przekraczanie terminów określonych w kpk, aby uniemożliwić sądową kontrolę decyzji prokuratorskich, próba przerzucania na pokrzywdzonego kosztów finansowych postępowania, wymyślanie kolejnych pretekstów do przesłuchań, karanie świadka grzywnami za brak obecności na usprawiedliwionych przez niego terminach zeznań, to wszystko składa się na jeden obraz: prokuratura zamieniła się w komitet obrony Jarosława Kaczyńskiego.
Normalne działanie urzędu prokuratorskiego, czyli poszukiwanie dowodów na okoliczność popełnionego przestępstwa zostało zamienione w próbę zniechęcania zawiadamiającego do kontynuowania postępowania. Powyższe zachowania sprawiają wrażenie, że prokuratura realizuje sugestie wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego, który jest zainteresowany w przebiegu sprawy, a który uznał, że śledztwo w jego sprawie nie ma sensu i nie powinno być wszczęte. I na wszystkie możliwe sposoby prokuratura próbuje odwrócić rolę w tym postępowaniu tzn. chce karać ofiarę, a wybielać osobę, która wyrządziła pokrzywdzonemu szkodę. Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie z zawiadomienia Geralda Birgfellnera będzie stanowić czarną plamę w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Studenci prawa w następnych latach będą się na tej podstawie uczyć jak nie powinno się prowadzić postępowań i że polityczne uzależnienie prokuratury kończy się właśnie w ten sposób.
Jako pełnomocnicy pokrzywdzonego Geralda Birgfellnera wykorzystamy wszystkie dostępne środki prawne (szczególnie te, które pozwalają na sądową kontrolę decyzji prokuratury), aby doprowadzić do wszczęcia postępowania w tej sprawie. Jednakże już obecnie przystępujemy do przygotowania analogicznego wniosku o ściganie sprawców oszustwa do prokuratury w Austrii. Zgodnie z austriackim prawem jest możliwe ściganie przestępstwa oszustwa popełnionego na szkodę obywateli i podmiotów austriackich popełnionych na terenie innych krajów.
Brak wszczęcia postępowania w niniejszej sprawie w Polsce zmusi naszego klienta do skorzystania z tej możliwości. Skoro polska prokuratura zajmuje się obroną osób, których dotyczy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, to oznacza że w naszym kraju nie ma obecnie organu państwa zdolnego skutecznie wykonywać zadania śledcze w odniesieniu do osób wysoko postawionych w partii rządzącej.
Jacek Dubois, Roman Giertych
adwokat adwokat
Manuela Gretkowska: LITURGIA SŁOWA nie powinna być bredzeniem

Manuela Gretkowska
Jezus ustanowił Kościół, by oczyszczał świat ze zła. Miał być moralną oczyszczalnią ścieków, a nie producentem dodatkowego gówna
- Pedofilia nie dotyczy tylko kościoła – tak bronią się polscy biskupi. Oczywiście, zło jest wszędzie. Dlatego Jezus ustanowił Kościół, by oczyszczał świat ze zła. Miał być moralną oczyszczalnią ścieków, a nie producentem dodatkowego gówna.
- Kościół to także ułomni ludzie. Owszem, ale tak od 2 tysięcy lat jest prowadzona firma Watykan, że zarządza nią jeden człowiek, nieomylny. Roma locuta…Rzym orzekł sprawa skończona. Nie ma diabelskich związków zawodowych.Benedykt XVI nie dał rady z moralnym szlamem i się wycofał. Co dzieje się w głowie pontyfikowanego jezuity Franciszka nie wiem. Usunął chilijskich hierarchów, polskich też powinien. Może jest bezradny i dlatego mówi o słusznym gniewie bożym wyrażającym się w gniewie ludu. Namawia do buntu? Nie moja broszka, nie mój krzyż. Polskim wiernym robi się wodę z mózgu, święconą.
- Credo, wyznanie wiary brzmi: ”Wierzę w Kościół powszechny”. Nie w polski – powszechnie grzeszny i bezwstydny – skoro ilość przypadków pedofilii ciągle w nim rośnie. Czy można szanować instytucję ufundowaną na ofierze, wieczną ofiarę prześladowań, która z łaskawcy zamieniła się w oprawcę dzieci, kobiet ? Po 100 tysiącach spalonych czarownic rozwiał się dym, został niesmak zabobonu. Co za ileś lat powiemy o kościelnych zbrodniarzach ukrywanych przez swoich? Boski i bezkarny Kaczyński powinien zostać polskim biskupem. Gdy skończy się mu immunitet, będzie go krył tutejszy Kościół, w jakiejś średniowiecznej wieży odnowionej za miliony.
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Ludzie są dobrzy albo źli

Adam Mazguła
W XXI wieku, w środku Europy, w narodzie, który w historii został ciężko doświadczony wiekami niewoli i przemocy, rozwija się zaraza zniszczenia. Rozwija się szczególnie wśród ciemnego ludu plemiennego, szukającego winnych swoich życiowych rozczarowań.
Ludzie są dobrzy albo źli. Dzieli ich też płeć. Żaden inny podział między ludźmi nie istnieje. Chyba, że w kraju rasistowskim i wyznaniowym. Wtedy kolor skóry, wiara, narodowość, preferencje seksualne i fobie polityków decydują o tym, czy masz prawo do życia.
Za sprawą Jarosława Kaczyńskiego, jego partii podziałów i fałszywego patriotyzmu, godne życie w Polsce staje się możliwe tylko dla katolickich faszystów. Dzisiaj, łysi z krzyżykami na piersi, w koszulkach z orłem i napisem: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, mają nie tylko uprzywilejowaną pozycję w państwie, ale i prawa. Tak naprawdę, to chodzi o prawo do bezprawia. Ich polityczna reprezentacja i episkopat zapewniają im paliwo ideologiczne do walki z tymi, którzy mają inne zdanie na temat tego, co dzieje się w kraju. Tak przygotowani ideologicznie stanowią przykład odważnej postawy gotowych do walki rycerzy wyborców PiS (Patologii i Symulacji), Kukiz15, Po/rozum/i/mienie i Sol/dar/na Polska. To walczący żołnierze prawicy, którzy zrzeszają się w organizacjach rycerzy Chrystusa, ONR, MW…
Polacy, którzy nie protestują, są ich niewolnikami – mają siedzieć cicho, głosować na prawicę i czasem otrzymać jakiegoś lizaka+ za uległość. Tymczasem, kto nie chce żyć na tej katolickiej wyspie rasizmu i podziałów musi odejść, uciec z kraju zrabowanej godności, albo znosić swoje upokorzenia i czekać na nowe.
W XXI wieku, w środku Europy, w narodzie, który w historii został ciężko doświadczony wiekami niewoli i przemocy, rozwija się zaraza zniszczenia. Rozwija się szczególnie wśród ciemnego ludu plemiennego, szukającego winnych swoich życiowych rozczarowań. Nie wolno tej zarazy tolerować i dać jej się rozwijać, bo to dopiero gorączka początkowa, chociaż widać już objawy i skalę dewastacji organizmu państwowego.
Otwórzcie oczy i idźcie na wybory, chociaż w obliczu ciągłych zmian personalnych w Państwowej Komisji Wyborczej, nie ma już gwarancji na ich uczciwość. Jednak idąc na wybory damy sobie szansę na zakończenie ich ciemnych rządów. W innym przypadku normalne życie w normalnym kraju dostanie już inne pokolenie. Nam zostanie rola tragiczna.
Adam Mazguła
| Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: Polityczny populizm rządzących niszczy Polskę

Dariusz Stokwiszewski
Politycy obozu rządzącego próbują „zaklinać rzeczywistość”, zakłamując to, o czym społeczeństwo winno wiedzieć. „Propaganda sukcesu” władzy porównywalna jest do tej, jaką szerzy się w państwach takich jak Rosja, Białoruś czy Korea Północna!
Środowisko międzynarodowe RP (choć zwykle nie mówi się o tym oficjalnie), jest bez wątpienia zaskoczone nieudolnością polskiego rządu, który na dobrą sprawę nie może się pochwalić ani jednym sukcesem; zarówno w polityce wewnętrznej, a już na pewno w sferze dyplomacji, w tym głównie dbałością o długofalowy interes Polski. To pewnik, za którym stoją twarde fakty.
Szczególne miejsce w polityce zagranicznej każdego kraju zajmują kwestie jego bezpieczeństwa; tu zaś porażka goni porażkę (fatalny stan armii, osłabienie pozycji Polski w NATO, UE i państwach partnerskich etc.). Nie istnieje u nas coś, co nazywamy kontynuacją polityki państwa. Obecny rząd wprowadził Polskę na nowe tory, które kończą się na „stacji rozrządowej”. Dalej, krótki ich odcinek prowadzi już tylko „na warsztat i/lub złomowisko” – śmietnik historii!
Tymczasem politycy obozu rządzącego próbują „zaklinać rzeczywistość”, zakłamując to, o czym społeczeństwo winno wiedzieć. „Propaganda sukcesu” władzy porównywalna jest do tej, jaką szerzy się w państwach takich jak Rosja, Białoruś czy Korea Północna! Owa propaganda (dziwne, że większość z nas tego nie dostrzega) sprowadza się li tylko do pustych obietnic zakupów dla polskiej armii, która wkrótce przestać może spełniać w sposób właściwy swą konstytucyjną rolę obrony państwa. Rozbrojona niemal przez Antoniego Macierewicza (unieważnienie kontraktów na dostawy śmigłowców z Francji i innego sprzętu w połączeniu z coraz częstszą awaryjnością starych, wysłużonych już samolotów, brak obrony przeciwrakietowej, floty, destrukcja systemów dowodzenia i demoralizacja żołnierzy obserwujących istniejące patologie) stała się znowu zabawką w rękach, jego niewiele bardziej kompetentnego, następcy – Mariusz Błaszczaka.
Tymczasem środowisko międzynarodowe, w którym przyszło nam funkcjonować, staje się coraz bardziej złożone, wymagając nieustannego podnoszenia zdolności obronnych. Na to, wbrew zapewnieniom rządzących, nie ma, póki, co realnych szans. Jest zupełnie odwrotnie, o czym wspomniano wyżej. Stajemy w obliczu coraz to innych zagrożeń, nienależących co prawda do kategorii militarnych sensu stricto, mających jednakowoż znaczący wpływ na występowanie tych pierwszych. Konflikty wewnętrzne w państwach Bliskiego Wschodu i Afryki oraz związany z tym exodus do bogatych państw Europy jest jednym z tych czynników, które generować mogą duże problemy społeczne.
Dodajmy do tego jeszcze ewentualne braki surowców energetycznych, wody, lekarstw żywności, opieki socjalnej dla potrzebujących, a przy tym patologie władzy (polityczna korupcja, nepotyzm, kolesiostwo i brak właściwie funkcjonujących instytucji wymiaru sprawiedliwości oraz organów ścigania bardzo upolitycznionych w przeciągu czterech ostatnich lat) to uzyskamy pełen obraz tego, co może stanowić beczkę prochu! Wciąż rosnąca w Polsce przestępczość (zazwyczaj ludzi w tzw. „białych kołnierzykach”, stąd czasem bezkarnych, bo poukładanych w sitwy i koterie) również nie służy stabilnemu rozwojowi kraju. Tym bardziej że często taki właśnie przykład „idzie z góry” (zwłaszcza bezkarność tych osób i próba „zamiatania spraw pod dywan”, jak to pokazują ostatnie afery z najważniejszymi politykami w tle – chociażby afera Kaczyńskiego, osoby jak się wydaje „nietykalnej”).
W Polsce na wszystko brakuje pieniędzy; o armii mówiłem, ale podobnie jest z innymi służbami mundurowymi, służba zdrowia jest „ciężko chora”, dziura budżetowa rośnie z dnia na dzień, a zadłużenie Polski sama UE ocenia na sześć bilionów złotych, przemysłu zbrojeniowego (niegdyś chluby polskiej gospodarki) nie ma, górnictwo generuje długi, a podobnie jest z innymi gałęziami przemysłu, które stać jednak na tworzenie etatów dla „swoich i szastanie pieniędzmi na lewo i prawo”! Tu też nasuwa mi się wątpliwość, która sprowadza się do pytania: dlaczego (zjawisko masowe) na najwyższe funkcje w spółkach SP, a więc naszych, zatrudnia się najczęściej osoby mierne merytorycznie, niebędące w stanie podołać nałożonym na nie obowiązkom?!
Po prostu nie chce mi się wierzyć w to, że przy ogólnie znanym „pędzie do tzw. koryta” prezesami największych spółek nie zostają „najwierniejsi ludzie przywódcy”, a jacyś zupełnie anonimowi sołtysi czy wójtowie z przysłowiowej „Psiej Wólki”?! Czy czasem gross ich zarobków nie może być daniną partyjną, gdy tymczasem ich i tak zadowoli te „marne 8 – 10 tysięcy”?! Pytam, bo wątpię, a jednocześnie wnioskuję o kontrolę służb skarbowych w zakresie dochodów tych ludzi, a także tego, co się dzieje z ogromnymi fortunami powstającymi w ciągu krótkiego czasu, bo przecież inni czekają w kolejce! Tu zasadnicze pytanie: jak mają takie spółki przynosić dochody państwu, kiedy zarobki i nagrody sięgają milionów?! No, chyba że przyjmiemy, iż „państwo i partia to jedność”, jak to drzewiej bywało, stąd wystarczy, że partia jest „syta”!
Jednak pieniędzy nie brakuje jedynie z wymienionych powodów. Zasadniczą, poza tymi już wymienionymi jest festiwal obietnic władzy, która raz zdobytych stołków oddać już nie chce. Tu mamy do czynienia już nie z festiwalem obietnic, a aberracją czy jak kto woli bezrozumnym „odlotem”! To bezpośrednio bardzo groźne dla istnienia państwa polskiego. Zwyczajowo przebiegli (cwani wręcz, co nie świadczy jeszcze o inteligencji) politycy, którzy w ciągu niespełna 4 lat rządów doprowadzili do destrukcji wszystkiego, co, przez poprzednie ponad 30 lat, zdobyto ciężką pracą, rzetelnością i szacunkiem ze strony całego demokratycznego świata, chcą rządzić dalej za wszelką cenę. Oczywiście wygrali ostanie wybory 2015, głosami 19 procent ludzi przy 40-procentowej frekwencji. To jednak nie dawało i nie daje im mandatu do tego, aby chcieć zmienić, a jak się nie uda to łamać, konstytucję i prawa z niej wynikające! A tak się permanentnie dzieje! Poza tym napędza to ów festiwal obietnic, też po stronie opozycji zmuszając ją niejako do składania podobnych. To „zaklęty krąg”, z którego nie da się już wyjść!
Co zatem nieformalny „przywódca narodu i państwa” robi?! Otóż wszystko, co jego dość ograniczona wyobraźnia mu podpowiada. Tu pozwolę sobie na małą polemikę z tymi, którzy w mojej ocenie przeceniając „przywódcę”, mylą wielkość z cwaniactwem! Tak więc jest tak, że ktoś niekoniecznie przygotowany merytorycznie i moralnie rządzi 38 milionowym państwem z tylnego siedzenia, za nic nie biorąc odpowiedzialności. To nie powinno być ani nie jest normalne. Nauka (ale nie tylko) określa taki stan rzeczy mianem autorytaryzmu, a więc wypaczonej formy rządów (ich swoistej patologii), nijak nieprzystającej do realiów końca II dekady XXI wieku.
I choć, jak już napisano, merytoryczna wyobraźnia „przywódcy” jest dość ograniczona, to nie można tego powiedzieć o rozwiniętym genie wrodzonego materializmu i tego, co nazywamy cwaniactwem. Oba te „przymioty” powodują nieograniczoną, realiami stanu naszego państwa, beztroskę. Przejawia się ona w „uzasadnionym celem nadrzędnym” (partykularyzmem – według mnie bardziej własnym niż partyjnym interesem), jakim jest dążenie za wszelką cenę do utrzymania raz zdobytej władzy dyktatorskiej. Jednak nie mniej istotny w tym sposobie myślenia wydaje się (leżący według mnie u podstaw myślenia „przywódcy”) tzw. kompleks Herostratesa – wola przejścia do historii, jako ktoś ważny i szanowany. Dodam, że ja osobiście nie widzę możliwości realizacji tego zamierzenia. Dość płytka wyobraźnia, nakazuje obiecanie narodowi wszystkiego tego, co zażąda, a jako że ze względów racjonalnych nie jest to możliwe, to przeciąganie w czasie realizacji pustych obietnic. Potencjalni zaś beneficjenci nie chcą chyba zrozumieć tego, że aby jednym dać, to innym trzeba zabrać. Konflikt społeczny zaczyna narastać.
Obecna władza nie ma zbytniego szacunku do instytucji Unii Europejskiej, za to bardzo poważa unijne pieniądze. Co tutaj kuriozalne; politycy obozu władzy nie widzą przy tym konieczności wypełniania postanowień traktatu akcesyjnego, na mocy którego Polska w 2004 r., stała się członkiem Unii Europejskiej. Szef polskiej dyplomacji J. Czaputowicz z trybuny sejmowej krytykował uzależnienie przyznania Polsce unijnych środków, które powiązane ma być z przestrzeganiem w Polsce praworządności (sic!). Jak traktować tego rodzaju zachowania? Pytanie o to, czy przystoją one osobom odpowiedzialnym za kierowanie takim państwem jak Polska, jest figurą czysto retoryczną.
Dariusz Stokwiszewski
Opóźnienie brexitu staje się faktem
Brytyjski parlament poparł w czwartek 14 marca rządowy wniosek o podjęcie próby opóźnienia brexitu do co najmnie 30 czerwca. Wcześniej zdecydował, że nie będzie drugiego referendum.
British parliament to vote on Brexit delay, PM seeks to revive her deal https://t.co/Ep67cN5J3b pic.twitter.com/VOwBXdNpum
— Reuters Top News (@Reuters) March 14, 2019
W czwartek 14 marca Izba Gmin opowiedziała się za odroczeniem przewidzianego na 29 marca 2019 terminu opuszczenia Unii Europejskiej i ponownym głosowaniem ws. porozumiania z UE. 412 posłów poparło zgłoszony przez rząd Theresy May wniosek, przewidujący wystąpienie o przesunięcie brexitu do co najmniej 30 czerwca i zagłosowanie w przyszłym tygodniu (już po raz trzeci) nad umową regulującą przyszłe stosunki Wielkiej Brytanii i UE. Przeciwko poprawce rządu opowiedziało się 202 deputowanych. Opóźnienie brexitu ma pozwolić na uniknięcie wyjścia z Unii Europejskiej bez porozumienia.
MPs begin vote on delaying #Brexit
— BBC Politics (@BBCPolitics) March 14, 2019
Follow live updates: https://t.co/8XIc3uW9zX pic.twitter.com/AWDXan15YI
Do 20 marca, parlamentarzyści mają czas by poprzeć umowę osiągniętą z Brukselą, jest to jedyna obecnie możliwa opcja porozumienia. W takiej sytuacji brexit byłby opóźniony o trzy miesiące. Prawdopodobnie Theresa May będzie chciała, by trzecie głosowanie w sprawie porozumienia odbyło się w przyszłym tygodniu.
BREAKING: MPs approve motion to request a delay to #Brexit (412-202)- LIVE updates https://t.co/Xid5Q3GPfI pic.twitter.com/YSMaySRFbO
— The Telegraph (@Telegraph) March 14, 2019
Nie będzie drugiego referendum
We wcześniejszym głosowaniu członkowie Izby Gmin opowiedzieli się przeciwko kolejnemu referendum ws. brexitu. Przeciwko było 334 głosujących, a „za” zaledwie 85 posłów.
Projekt zgłosiła niezależna grupa parlamentarzystów złożona z byłych laburzystów i torysów. Dla zwolenników ponownego referendum głosowanie oznacza porażkę, niemniej jednak nie można wykluczyć, że się nie poddadzą. Według Brytyjskiej Komisji Wyborczej kolejne referendum wymagałoby od czterech do sześciu miesięcy przygotowania. Byłoby to możliwe tylko przy dłuższym odroczeniu wyjścia z UE.
Jeśli Wielka Brytania złoży teraz odpowiedni wniosek o odroczenie brexitu, szefowie państw i rządów musieliby go rozpatrzyć w przyszłym tygodniu.
Różnicą dwóch głosów (314 do 312) przepadła także poprawka, która pozwoliłaby parlamentowi na przejęcie w przyszłą środę, 20 marca, kontroli nad porządkiem obrad i przeprowadzenie dyskusji oraz głosowań na temat innych scenariuszy w sprawie brexitu, na przykład odrzucanej dotychczas przez rząd opcji zachowania członkostwa we wspólnym rynku UE.
W kolejnym głosowaniu brytyjscy deputowani odrzucili wniosek lidera opozycyjnej Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna, w którym domagano się nieokreślonego czasowo przedłużenia procesu brexitu w celu „zapewnienia tej Izbie czasu na znalezienie większości dla innego podejścia”.
#Brexit #Bants. Funny but true!?!? 😂🇬🇧 pic.twitter.com/NyU1AdkQV6
— Richard Kingston (@RichieK_YSW) March 14, 2019
(df) thefad.pl
Wszystko o BIK. Jak sprawdzić swój raport w BIK?
BIK – z nazwą ta spotykasz się biorąc kredyt lub pożyczkę. Czym jest BIK? Jak można sprawdzić swój raport? Na te pytania związane z BIK postaramy się odpowiedzieć w treści tego artykułu.

BIK – co to takiego?
Biuro Informacji Kredytowej, jest firmą założoną w 1997 roku przez Związek Banków Polskich i banki prywatne w celu gromadzenia i udostępniania danych dotyczących historii kredytowej klientów wszelkiego rodzaju instytucji finansowych.
Jakie właściwie informacje gromadzone są przez BIK?
Biuro Informacji Kredytowej gromadzi, przechowuje i udostępnia informacje o zobowiązaniach kredytowych – zarówno problematycznych, jak i tych spłacanych wzorowo i w terminie.
W jakim celu gromadzone są te informacje?
W zależności od tego, czy nasza historia kredytowa w BIK jest pozytywna, czy nie, stanowi rekomendację, lub ostrzeżenie dla instytucji finansowych w których ubiegamy się o kredyt.
Jakie informacje są gromadzone i przechowywane w BIK?
W Biurze Informacji Kredytowej przechowywane są informacje zarówno pozytywne jak i negatywne na temat:
- kredytów na zakup towarów
- kredytów konsumpcyjnych gotówkowych
- kredytów studenckich
- kredytów mieszkaniowych
- pożyczek pracowniczych
- odnawialnych linii kredytowych
- kart kredytowych
- debetów w rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych
- poręczeń kredytowych
Informacje dotyczą ewentualnych opóźnień w spłatach, bądź ich braku i aktualnej wysokości zadłużenia.
Jak informacja z BIK wpływa na decyzję kredytową?
Nasza historia w BIK zaczyna się tworzyć wraz z zaciągnięciem pierwszej pożyczki w dowolnej instytucji finansowej współpracującej z Biurem. Kiedy wyrazimy na to zgodę, są widoczne nawet po spłacie zobowiązania. Jest to dla nas korzystne – stanowi swego rodzaju rekomendację nas, jako rzetelnego klienta. Nieco inaczej sytuacja wygląda, gdy nie spłacamy zobowiązania zgodnie z harmonogramem. Informacje o braku spłat i opóźnieniach, są widoczne w BIK przez 5 lat nawet bez naszej zgody. Zawsze jednak przed umieszczeniem informacji o opóźnieniu w BIK, jesteśmy o tym informowani.
Decyzja o przyznaniu bądź o odmowie przyznania pożyczki, jest zawsze samodzielną decyzją konkretnej instytucji, w której ubiegamy się o pożyczkę. Informacje zgromadzone w BIK są jednak szczegółowo analizowane i mają na tę decyzję niebagatelny wpływ. Klienci, którzy mają historię w BIK, a o których zgromadzono wyłącznie pozytywne informacje, mają większe szanse na zaciągnięcie kredytu, niż ci, którzy nigdy nie spłacali żadnych pożyczek. Małe szanse mają natomiast osoby zadłużone i te, które wcześniejsze zobowiązania spłacały nieterminowo.
Jak sprawdzić, co BIK zgromadził o nas?
Raporty o zobowiązaniach wobec banków, SKOK-ów i innych instytucji finansowych, nie mogą znaleźć się w rękach niepowołanych, w związku z czym tożsamość osób chcących poznać swoją historię kredytową zapisaną w BIK, jest szczegółowo weryfikowana.
Aby zdobyć raport na swój temat, należy założyć konto w BIK. Na tym właśnie etapie, weryfikowana jest nasza tożsamość. Wybieramy jedną z 2 metod:
- Podajemy PESEL, nr dowodu osobistego, adres i numer telefonu. Pocztą elektroniczną wysyłamy skan dowodu osobistego i wykonujemy przelew weryfikacyjny w wysokości 1 zł. na wskazany rachunek.
- Wysyłamy formularz rejestracyjny, w którym podajemy PESEL, numer dowodu, adres i numer telefonu drogą elektroniczną i czekamy na list polecony z kodem weryfikacyjnym.
Po zalogowaniu do swojego konta w BIK, mamy możliwość wyboru następujących usług:
- Ważny przez rok pakiet 12 raportów BIK oraz możliwość otrzymywania SMS w momencie, gdy ktoś posłuży się naszymi danymi
- Wskaźnik BIK, czyli informacja o aktualnym statusie wyrażona za pomocą 3 kolorów: zielony, gdy spłaty przebiegają bez opóźnień, żółty – w przypadku opóźnień do 30 dni i czerwony dla opóźnień powyżej 30 dni – usługa ważna przez 12 miesięcy.
- Raport BIK – jednorazowa informacja o historii kredytowej, wskaźniku kondycji finansowej i ocenie punktowej. Istnieje możliwość zakupu pakietu 3 raportów.
- Raport o kontrahencie – podając NIP firmy, możemy sprawdzić jej kondycję finansową przed rozpoczęciem współpracy.
- Ważny przez 12 miesięcy wskaźnik kondycji kontrahenta.
Wszystkie powyższe usługi są płatne, jednak raz na 6 miesięcy każdy konsument ma możliwość pobrania informacji o sobie w ramach kopii danych osobowych gromadzonych w BIK. Wniosek możemy złożyć zarówno przez konto w BIK, jak też pocztą tradycyjną lub – jeśli posiadamy podpis kwalifikowany – pocztą elektroniczną. Niestety BIK nie ma ustawowo określonego terminu, w którym bezpłatny raport powinien nam być dostarczony.
Źródła: zaradnyfinansowo.pl, bik.pl, wikipedia
7 rzeczy, których nie wiesz o Bitcoinie
Na temat Bitcoina wciąż pojawiają się kolejne zaskakujące informacje. Słynna kryptowaluta wykorzystywana jest w różnych celach, a jej generowanie przynosi nieoczekiwane skutki. Oto 7 rzeczy, które warto wiedzieć o Bitcoinie.

1. Pierwsza transakcja Bitcoin obejmowała 10 BTC
Pierwsza zarejestrowana transakcja między użytkownikami Bitcoina została przeprowadzona 12 stycznia 2009 roku. Autor całego projektu, Satoshi Nakamoto przesłał wówczas 10 bitcoinów jednemu z programistów odpowiedzialnych za rozwój kryptowaluty – Halowi Finney’owi. W ten sposób uruchomiona została cała sieć BTC, będąca bezpośrednią odpowiedzią na globalny kryzys finansowy z 2008 roku oraz ograniczone możliwości kontroli pieniędzy przez obywateli. Przesyłając 10 BTC, Nakamoto dał początek niezwykle potężnej branży, pozwalającej na przetwarzanie transakcji w sposób bezpieczny, transparentny i pozbawiony pośredników. Dziś 10 BTC warte jest ok. 150 tys. złotych.
2. Moc obliczeniowa sieci BTC przekracza zasoby najpotężniejszych komputerów
Obecnie na sieć bitcoin składają się dziesiątki milionów komputerów, które razem dysponują ogromną mocą obliczeniową. Jej sumaryczna wartość byłaby możliwa do zmierzenia jedynie przy równoczesnym działaniu wszystkich maszyn. Szacunkowo, nawet stosunkowo niewielka część aktywnych jednostek dysponuje mocą obliczeniową sięgającą tysięcy petaflopów. Sumarycznie jest ona kilka tysięcy razy większa, niż zasoby energetyczne 500 najmocniejszych komputerów działających na całym świecie. Sprzęt o bezkonkurencyjnych parametrach mają w swoim posiadaniu m.in. NASA, Google oraz rządy poszczególnych państw – ich moc jednostkowa nie przekracza jednak kilkudziesięciu petaflopów. Najmocniejszym komputerem konkurującym z siecią BTC jest TaihuLight należący do Chin, który generuje moc na poziomie 93 petaflopów.
3. Bitcoin może być dobrym prezentem, a także formą darowizny
W sezonie świątecznym, jedną z coraz popularniejszych form rozpowszechniania bitcoinów jest prezentowanie kryptowaluty najbliższym – do samodzielnego testowania i użytkowania. Miłośnicy BTC mogą dać rodzinie i znajomym dowolną ilość posiadanych jednostek, po prostu zakładając im portfel. W sezonie świątecznym pojawiają się także inne sposoby na wydawanie wirtualnych środków, w tym jako darowizny. Ludzie coraz chętniej wykorzystują bitcoiny nie tylko w formie bożonarodzeniowego podarunku, ale także pomagają innym w potrzebie. Istnieją liczne organizacje charytatywne, w których BTC akceptowane są jako dobrowolny, nieopodatkowany datek. Darowizna jest dzięki temu doskonałą okazją do zaprezentowania użyteczności kryptowalut.
4. Bitcoin zużywa ogromną ilość ilość prądu
Bitcoin konsumuje rocznie 16 terawatogodzin – czyli taką ilość energii elektrycznej, co Tunezja, Liban, Korea Północna czy Chorwacja. Konsumpcja energii przez słynną kryptowalutę cały czas wzrasta. W praktyce oznacza to, że jedna transakcja przeprowadzana w sieci BTC pochłania ok. 185 kilowatogodzin. Taka ilość energii elektrycznej mogłaby spokojnie zaspokoić dzienne potrzeby energetyczne sześciu typowych, amerykańskich gospodarstw domowych. Cały rynek Bitcoin mógłby też z powodzeniem zasilić ponad 1,4 mln domów. Obecnie kryptowaluta ta odpowiada za 0,08 proc. konsumpcji energii elektrycznej w skali globalnej. Energożerność bitcoinów w dużym stopniu wynika z konieczności ich kopania, do którego wykorzystywane są komputery o ogromnej mocy obliczeniowej. Proces ten doprowadził w ostatnich latach do znaczącego wzrostu konsumpcji energii elektrycznej.
5. Za bitcoiny kupiono najdroższą pizzę świata
Wartość Bitcoina wzrosła gigantycznie w stosunku do tego, ile wynosiła w początkowym okresie rozwoju kryptowaluty. Najdroższa pizza w historii pochodziła z jednej najpopularniejszych amerykańskich pizzerni – Papa John’s. Firma oficjalnie nie przyjmuje płatności w BTC, jednak jej klienci mogą odsprzedawać zamówione dania. Jeden z użytkowników Bitcoina zdecydował się na taki krok 22 maja 2010 roku, sprzedając dwie pizze za 10 000 BTC niejakiemu Laszlo Hanyeczowi. Kwota ta była wówczas równa ok. 30 dolarów. Biorąc pod uwagę dzisiejszy kurs słynnej kryptowaluty, cena za obie pizze wyniosła nawet kilka milionów dolarów. Społeczność bitcoinów do dziś upamiętnia dzień 22 maja, nazywając go „Bitcoin Pizza Day”.
6. Bitcoin może uzależniać
Giełdowi specjaliści uważają, że ciągłe zmiany kursów kryptowalut upodobniają handlowanie BTC do hazardu. Spekulowanie na wartości Bitcona stało się dla wielu osób niebezpiecznym nałogiem. Trudno określić dokładną liczbę osób zajmujących się handlem BTC na całym świecie, jednak nawet miliony z nich to potencjalni nałogowcy. Część handlarzy kryptowalutami całkowicie zatraca się w świecie wirtualnych pieniędzy. Bitcoin jest dla nich sposobem na ucieczkę od prawdziwego świata, także ze względu na możliwość poprawy własnej sytuacji finansowej. Pacjenci pragnący wyleczyć się z nałogu, muszą trzymać się rygorystycznego planu dnia. W większości przypadków nie wymaga on całkowitego rezygnowania ze spekulowania na temat BTC. Musi jednak ograniczać sytuacje, doprowadzające do poświęcenia dobrostanu nałogowca na rzecz kolejnych otwieranych transakcji.
7. Bitcoin zainspirował walutę narodową Wenezueli
Kopanie kryptowalut stało się niezwykle istotnym zajęciem w Wenezueli, gdzie wystąpiło zjawisko hiperinflacji. Bitcoiny zyskały na mocy za sprawą osłabienia wartości lokalnej waluty, a także ograniczenia dostępu do tradycyjnych środków. Obywatele Wenezueli nie tylko masowo wymieniają własne pieniądze na BTC, ale też zajmują się wydobywaniem kryptowalut. Sprzyjają temu niskie ceny prądu. Przemysł energetyczny od lat silnie wspierany jest przez państwo, dzięki czemu produkcja energii potrzebnej do kopania jest wyjątkowo tania. Prąd elektryczny jest też łatwo dostępny w Wenezueli. Kwoty zarabiane przez najlepszych górników wystarczają im nawet na utrzymanie rodziny. Od 28 sierpnia 2018 roku, oficjalną walutą narodową Wenezueli jest Petro. Kraj ten stał się tym samym pierwszym państwem, w którym taki status zyskała kryptowaluta.
Opracował zespół Odkryj Bitcoin – poradnika nt. Bitcoina dla początkujących.
Jak u Szekspira: brexit albo nie brexit – oto jest pytanie? I co teraz, Wielka Brytanio?
Prawie jak u Szekspira: brexit albo nie brexit – oto jest pytanie? Po głosowaniu w Izbie Gmin wszystko pozostaje otwarte a premier Theresa May stoi nad gruzowiskiem – uważa Bernd Riegert.

Debata w brytyjskim parlamencie była długa i emocjonalna. Czysta polityczna rozrywka, niestety z takim samym zakończeniem jak w styczniu. Izba Gmin znowu odrzuciła treść traktatu o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Na 17 dni przed planowaną datą brexitu, Londyn przymierza się do skoku w nieznane, który może mieć fatalne skutki polityczne i gospodarcze. Zarówno przeciwnicy brexitu, jak i jego zwolennicy odrzucają traktat, mimo że premier Theresa May zdołała w ostatniej chwili wprowadzić do niego poprawki. W tej sprawie wszyscy są podzieleni: wyborcy, partie, parlament i rząd. Wielka Brytania to kraj w kryzysie. Nie można wykluczyć, że jego skutkiem będzie nawet rozpad Zjednoczonego Królestwa składającego się ze Szkocji, Walii, Anglii i Irlandii Północnej.
Unia Europejska nie była w stanie przedstawić Brytyjczykom akceptowalnej dla nich propozycji. To porażka Brukseli. Szkody, jakie powstaną przez nieuregulowany brexit będą spore także dla UE. Bo przecież druga co do wielkości gospodarka Unii nagle odłączy się od wspólnego wewnętrznego rynku. Wielka Brytania i Unia Europejska niepotrzebnie zastawiają na siebie pułapkę. Poza Unią wszyscy zadają zaś z niedowierzaniem pytanie, jak mogło do tego dojść? Inni, jak prezydent USA czy stawiający na izolacjonizm nacjonaliści, cieszą się z kolei z tego, że Europa sama się osłabia.
Sen o Wielkiej Brytanii wyzwolonej z łańcuchów UE i powracającej do dawnej imperialnej wielkości, który śnią brexitowi nacjonaliści, niebawem skończy się pobudką. W zglobalizowanym świecie kraj wielkości Wielkiej Brytanii nie może wiele zdziałać, nawet jeśli posiada broń atomową i stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
Czas, aby skończyć z tym szaleństwem
Pozostaje 17 dni, aby uniknąć najgorszego. Jeszcze w środę albo w czwartek izba niższa brytyjskiego parlamentu będzie głosować nad tym, czy zdecydować się na skok w brexitową przepaść bez zabezpieczeń, czy przynajmniej odsunąć to szaleństwo w czasie. Najlepszym wyjściem z tej beznadziejnej sytuacji byłby krok wymagający wielkiej odwagi od niezwykle upartej Theresy May. Brytyjska premier powinna całkowicie wycofać wniosek o wyjście z Unii Europejskiej, a potem podać się do dymisji. Nowy premier mógłby wówcza w spokoju przygotować nowe podejście do brexitu, gdy Brytyjczycy w końcu będą widzieć, czego naprawdę chcą.

Zapobiegłoby to stratom gospodarczym, a premier Theresa May zapewniłaby sobie miejsce na kartach historii i to z innych powodów niż obecnie się sądzi. Szefowa rządu po raz pierwszy wspomniała o tej możliwości w parlamencie. Zrozumiała, że poniosła porażkę i nie zrealizuje swojego planu.
Bardziej prawdopodobne jest jednak, że premier będzie działać dalej i poprosi UE o przedłużenie terminu negocjacji. Sama przyznała przy tym, że Unia będzie potrzebowała dobrego powodu dla takiego kroku. Nie można bowiem tak po prostu przedłużać tego dramatu. Możliwe byłoby także drugie referendum. Jednak jakie zadać w nim pytanie?
Unia Europejska zapewne zgodziłaby się na przedłużenie, tak aby nikt nie mógł powiedzieć, że Bruksela nagle odłączyła prąd i ponosi teraz winę za chaos, jaki zapanuje na Wyspach. William Shakespeare pewnie miałby ubaw, obserwując tę komedię omyłek.
REDAKCJA POLECA
Jak wybrać dobrego i taniego paleciaka elektrycznego?
Obecnie, gdy na rynku pojawia się coraz więcej sprzętów różnorodnych marek, trudno wybrać tę jedną właściwą. Ale czy zakup paleciaka elektrycznego powinien podlegać tylko i wyłącznie kwestii odpowiedniej, znanej marki?

Paleciaki elektryczne spotkać można już na każdym kroku i w każdym, nie tylko spośród większych, ale także w średniej wielkości, przedsiębiorstwach. Dzięki błyskawicznemu rozwojowi sieci handlowych, jaki nastąpił w ostatnich latach, na rynku znacząco wzrosło zainteresowanie tanimi paleciakami o napędzie elektrycznym.
Dlaczego coraz częściej wybiera się paleciaki elektryczne?
Odpowiedź na to pytanie jest dziecinnie prosta. Paleciak elektryczny, wykorzystywany na co dzień, znacząco poprawia efektywność pracy – przyśpiesza ją i ułatwia. W przeciwieństwie do wózka paletowego ręcznego (czyli pozbawionego napędu mechanicznego), użycie paleciaka elektrycznego nie wymaga dużych nakładów siły fizycznej, pomimo iż jego waga może być nawet 10-krotnie większa! Jako, że znaczna część pracowników w branży handlowej (szczególnie spożywczej) to kobiety, zastosowanie paleciaków elektrycznych jest doskonałym rozwiązaniem w przypadku transportu bliskiego. Zastosowanie mechanicznego systemu unoszenia znacząco poprawia komfort pracy, pozwala uniknąć także ewentualnych urazów kręgosłupa, tak częstych w przypadku ciężkiej pracy fizycznej.
Paleciak elektryczny – charakterystyka
Czym jeszcze wyróżnia się paleciak elektryczny? Wykorzystywany jest głównie w pracach o średniej intensywności, gdzie wymagane jest unoszenie i transport ładunków o wadze od 1. do ok 2,5. tony. Zwykle pojazdy tego typu rozwijają prędkości do maksymalnie 8-10 km/h, choć przeciętna prędkość wózka prowadzonego to ok 5-6 km.
Paleciak kojarzy się raczej z niewielką wysokością podnoszenia – ok. 20cm, jednak od tej reguły istnieją pewne wyjątki! Obecnie wielu dealerów oferuje paleciaki elektryczne z masztem, które umożliwiają unoszenie ładunków nawet na wysokość kilku metrów! Jest to wyjątkowe połączenie – uniwersalnych i łatwo dostępnych wózków paletowych oraz bardzo przydatnej funkcji podnoszenia na duże wysokości.

Główne zastosowanie
Jak zaznaczono na wstępie – elektryczne paleciaki wykorzystywane są z powodzeniem na powierzchniach i zapleczach sklepów, marketów oraz hipermarketów. Gdzie jeszcze można wykorzystywać wózki paletowe elektryczne?
Paleciak elektryczny doskonale sprawdzi się:
- w pracach magazynowych oraz w hurtowniach
- w zakładach produkcji, przy transporcie części lub podzespołów;
- na składach np. budowlanych, ułatwiając załadunek towarów;
- w centrach przeładowczych.
Łatwa obsługa i niewielkie rozmiary sprawiają, że przedsiębiorcy coraz częściej wybierają tego typu urządzenia do swoich firm. Jednak główne pytanie wciąż brzmi: jak wybrać najlepszy paleciak elektryczny?
Czym kierować się podczas zakupu paleciaka elektrycznego?
Idealny sprzęt do firmy, to taki, który łączy w sobie wiele cech, takich jak: funkcjonalność, użyteczność, wydajność oraz przystępna cena. W praktyce, nie zawsze da się wybrać urządzenie, które w satysfakcjonujący sposób łączyłoby w sobie wszystkie powyższe cechy. Warto jednak choćby spróbować.

Na co zwrócić szczególną uwagę w przypadku wyboru urządzenia?
Poszukiwania paleciaka elektrycznego warto zacząć od oszacowania jaką kwotę przeznaczy się docelowo na jego zakup – tak aby mieć jasność na sprzęt jakiej marki można sobie pozwolić.
Co zrobić jeśli finanse nie pozwalają na wybór pojazdu znanej marki?
W tym przypadku istnieją 3 opcje:
- wypożyczenie sprzętu – jest to rozwiązanie dobre jedynie dla firm, które potrzebują sprzętu na krótki okres czasu;
- kredyt na zakup sprzętu;
- lub kupno markowych pojazdów używanych (taką opcję dalej np. jeden z najpopularniejszych na rynku dealerów wózków widłowych – Toyota: www.toyota-widlowe.pl/92-wozki-widlowe-uzywane).
Można zapytać, dlaczego jednym z rozwiązań nie jest zakup tańszego paleciaka mniej popularnej firmy. Odpowiedź na to pytanie, znajdziecie w dalszej części artykułu.
Dlaczego paleciak znanej marki jest lepszy niż jego tańszy zamiennik?
Na przewagę firmowych paleciaków elektrycznych (np. takich dostępnych tutaj) przemawia przede wszystkich ich konstrukcja oraz jakość wykonania, z których to wynikają także inne dodatkowe aspekty i korzyści.
Solidna budowa, oparta na przemyślanej konstrukcji i projektach wykonanych przez specjalistów od lat pracujących nad udoskonaleniem oraz optymalizacją funkcjonalności wózków stanowią niepodważalne atuty. Większość z topowych europejskich marek wózków widłowych (takich jak Toyota czy Manitou) zajmuje się projektowaniem oraz produkcją wózków unoszących już od kilkudziesięciu lat. Tego typu duże marki nie mogą sobie pozwolić na spadek jakości wykonywanych urządzeń. Jakość wykonania zarówno podzespołów, jak i całej konstrukcji przekłada się bezpośrednio na rozpoznawalność i prestiż marki.
Z jakich powodów jeszcze warto wybrać markowe paleciaki?
W przypadku chęci wymiany towaru lub dokupienia części czy poszerzenia floty wózków – jest to znacznie łatwiejsze jeśli w grę wchodzą markowe pojazdy, a nie urządzenia anonimowych, zwykle sprowadzanych z Chin urządzeń.
Nawet jeśli zakup takiego niedrogiego paleciaka wydaje się opłacalny. Poza bardzo długim czasem oczekiwania, kolejnym minusem może okazać się duża awaryjność, utrudniony kontakt (np. w przypadku posiadania dodatkowych pytań lub otrzymania…niewłaściwego zamówienia!) oraz brak dostępności części zamiennych. Wszystkie te utrudnienia nie występują w przypadku markowych paleciaków elektrycznych, których dealerzy posiadają swoje siedziby w większych miastach całej Europy.
Jak dokonać opłacalnego zakupu paleciaka elektrycznego?
Przed podjęciem decyzji o zakupie paleciaka ręcznego, warto upewnić się, że jego cena będzie adekwatna do:
- stanu (nowy/używany)
- jakości wykonania oraz jakości użytych elementów;
- maksymalnych parametrów jakie osiąga;
- okresu gwarancyjnego na urządzenie;
- rodzaju pojazdu (z platformą/ z masztem).
O opłacalności zakupu warto myśleć też w kontekście tego, jak dużo czasu będzie potrzebne aby zwrócił się zwrot zakupu oraz wyliczając, jak poprawi się produktywność całej firmy.
Podsumowanie

Jeśli nie wiesz jak wybrać paleciak elektryczny, który będzie odpowiadał wszystkim potrzebom Twojego przedsiębiorstwa – skontaktuj się z jednym z dealerów wózków widłowych. Specjalista z łatwością odpowie na wszystkie Twoje pytania, pomoże także w doborze optymalnej opcji finansowania urządzenia. Chcesz wiedzieć więcej o paleciakach elektrycznych? Zapraszamy do artykułu “Paleciak elektryczny – zobacz, czy warto go kupić!”, który znajdziesz tutaj!





