Dariusz Stokwiszewski: Totalitaryzm w Polsce musi skończyć swój marny żywot!

Dariusz Stokwiszewski
Jarosław Kaczyński, nie wie jeszcze, że każdy totalitaryzm, będąc wrogiem dla samego siebie, zwykle kończy się szybko, gdyż po śmierci „mitycznego przywódcy” zwykle brak jest ciągłości państwa ze względu na to, że wódz nie myśląc o przyszłości kraju, nie przygotowuje swego następcy.
To, co dziś dzieje się w Polsce inne państwa przerabiały już wcześniej. Były to m.in.: Francja, (w której rewolucja pod koniec XIX w. pożerała własne dzieci); ZSRR, w którym bolszewicy zamordowali miliony własnych obywateli, by spełnić utopijną wizję państwa bezklasowego i Niemcy Adolfa Hitlera, który na przełomie lat 20. i 30. XX w. zapragnął zbudować „Tysiącletnią Rzeszę Niemiecką”. Wspólny mianownik tych trzech utopii był niemal identyczny i to bez względu na rodzaj propagowanych w nich idei politycznych – dążenie do nieograniczonej władzy i pieniędzy
Taka władza zwykle odwoływała się do szerokich mas, wmawiając im, że u podłoża jej działań jest dążenie do sprawiedliwości społecznej poprzez zapewnienie narodowi tego wszystkiego, co niezbędne do jak najwyższego rozwoju. Podobnie było z konstrukcją instytucjonalną władzy, która tak się miała do głoszonych haseł i rzeczywistości, jak urojona wielkość wodza do jego rzeczywistych umiejętności, możliwości i „charyzmy”. Tak więc oficjalnie (oczywiście czysto teoretycznie) władzę sprawował „lud”, który z kolei reprezentowała partia – „jedyna słuszna siła narodu”! Emanacją partii było jakieś nic nieznaczące ciało, jak Komitet Centralny czy Rada Polityczna, na którego czele stał „mityczny, natchniony duchem, świętością oraz mądrością przywódca” (odpowiednio Georges Jacques Danton, Maximilien Robespierre i Camille Desmoulins we Francji; Lenin, Stalin, Beria w ZSRR; Adolf Hitler w Niemczech)!
Dziś w Polsce nieoficjalnie rolę tę pełni Jarosław Kaczyński, który w odróżnieniu od tych wymienionych za nic nie ponosi odpowiedzialności! Człowiek ten nie wie jeszcze tego, że każdy totalitaryzm, będąc wrogiem dla samego siebie, zwykle kończy się szybko, gdyż po śmierci „mitycznego przywódcy” zwykle brak jest ciągłości państwa ze względu na to, że wódz nie myśląc o przyszłości kraju, nie przygotowuje swego następcy. Wszyscy lokaje żyją w cieniu „władcy” i przyklaskują! W tych warunkach zasada carpe diem jest dla wodza wiodąca! W efekcie mamy do czynienia, z tym że zamiast państwa sensu stricto mamy do czynienia z rządami oligarchii, której zadaniem jest zniszczenie klasy średniej; tę dyktator obwinia za nierówności społeczne, biedę i wyzysk. To ta klasa zapłacić musi najwyższą cenę za klęskę państwa, w którym rozwarstwienia są tak duże, iż część ogłupiałego narodu zaczyna wierzyć w posłannictwo „wodza – wyzwoliciela” idąc za nim, jak barany na rzeź! Przy czym żadne racjonalne argumenty już do tego „betonu” nie trafiają!
Kiedy zatem znika, najważniejsza w każdym demokratycznym społeczeństwie, warstwa ludzi średnio zamożnych, dających mu zatrudnienie i możliwość przeżycia, a państwo staje się niewydolne ze względów braku umiejętności rządzenia, następuje jego koniec. Bogata oligarchia uwłaszczona na majątku narodowym i społeczeństwo pozbawione możliwości rozwoju oraz tak ważnej dlań inteligencji (ta w systemie totalitarnym jest zwykle „wrogiem ludu”) pozostaje na łasce grupy bezideowych sługusów mitycznego wodza narodu. Ten zaś przeistacza się w swego rodzaju Mesjasza stojącego na szczycie struktury, którą stworzył. Ma on kontakt jedynie z oligarchami, którzy przekazują mu to, co uznają za słuszne, a on (z reguły niewiele umiejący oraz oderwany od rzeczywistości) postępuje tak, jak ci mu radzą. Z reguły też bywa bardzo zaskoczony, gdy z dnia na dzień dowiaduje się o fatalnym stanie państwa i swojej za to odpowiedzialności.
„Władca” kocha władzę dla władzy; jest arogancki, próżny, bezuczuciowy, zakłamany i co straszne, zwykle bardzo tchórzliwy. Nie wybacza nigdy nikomu, a pamięć ma dobrą! Zamiast rządzić w sposób uwzględniający głównie interes państwa, „przywódca” staje się kreatorem spektakularnych kryzysów oraz wrogów, a wszystko po to, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co dlań ważne. Państwo pada, a przywódca i oligarchia nieustannie bogacą (patrz polskie afery gospodarcze, przejmowanie spółek SP, łamanie wszelkich zasad i umów ze skandalicznym oszukiwaniem przez wodza ludzi biznesu w świetle kamer)!
Czasem, gdy wódz potrzebuje coś załatwić, awansuje ubezwłasnowolnionego „kozła ofiarnego”, który dokonuje destrukcji np. prawnych fundamentów państwa. Robi to ze strachu, małości intelektualnej i moralnej. Ten nihilizm pozwala mu przetrwać jeszcze czas jakiś. „Kopa” dostaje wtedy, kiedy nie jest „panu” potrzebny! Jednak cóż z tego, jeśli państwo pogrążone w chaosie już „leży na łożu śmierci”?! Tym, z czym trudno się pogodzić jest to, że duży naród i znaczące siły polityczne zgadzają się na specyficzny psychoterroryzm ludzi miernych oraz tak naprawdę (wbrew wszelkim pozorom), nie dysponujących, śmiem twierdzić, realną siłą mogącą pójść za ogarniętymi szaleństwem rządzącymi.
To, że ci mianują swoich ludzi na najwyższe stanowiska – np. generałów wojska i policji – nie musi oznaczać tego, że jeśli podniosą ręce na naród te formacje ich wesprą! Na początku może grupa miernot się na to by odważyła, ale wcześniej czy później poszłaby po rozum do głowy. Znamy losy tych, którzy w 1945 roku siedzieli na ławach sądu w Norymberdze, mamy przykłady tego, jak skończył Pol Pot, Saddam Husein, Muammar Kadaffi, Konstanty Caucescu itd. Każdy, kto ma rozum i głowę na karku, musi wiedzieć, że wykonywanie zbrodniczych rozkazów nie daje żadnego usprawiedliwienia. Tekst ten ma służyć jedynie temu, aby społeczeństwo zaczęło myśleć w sposób właściwy dla ludzi wolnych, a władza zreflektowała się jak najszybciej. Jest on zachętą do tego, abyśmy nie ulegali propagandzie i robili swoje w sposób jak najlepszy dla Polski. Skoro władza sprzeniewierzyła się zasadom demokratycznego państwa i narodowi, to obowiązek dbałości o państwo spada na nas, bez oglądania się na tych, którzy jedynie markują działania po to, aby choć jakaś część obecnego status quo pozostało!
Totalitaryzm, bo nikt mnie nie przekona do tego, że dziś w Polsce istnieje jeszcze demokracja musi się skończyć, jeśli tylko zrozumiemy to, że jesteśmy nieustannie poddawani praniu mózgu! Jeśli dotrze do nas to, że ci którzy powinni stać na straży państwa niszczą je dla własnych korzyści, staniemy się ludźmi wolnymi, a Polska powróci do grona państw cywilizowanych. Bo według ludzi, którzy dziś rządzą ma ona być brunatna i kastowa – takie jest moje zdanie! Nie możemy na to pozwolić, gdyż następne pokolenia nam tego nie wybaczą!
Dariusz Stokwiszewski
Jak zmienić Europę? Trwają konsultacje w całej Unii Europejskiej
Ponad 120 tys. osób z Polski oddało głos w konsultacjach na temat przyszłości Europy, które w krajach Unii przeprowadza inicjatywa obywatelska WeEuropeans. Organizatorzy przewidują, że w konsultacjach, które potrwają do 15 marca, weźmie udział 10 milionów osób. Swój głos można oddać na stronie: www.weeuropeans.eu.

Największe publiczne konsultacje, jakie odbyły się do tej pory w Europie przeprowadza platforma MAKE.ORG i obywatelskie stowarzyszenie CIVICO Europa, współzałożyciele inicjatywy WeEuropeans. Obywatele Unii Europejskiej mogą głosować nad wnioskami oraz zgłaszać swoje propozycje od 8 lutego do 15 marca, w 24 językach i 27 krajach członkowskich UE.
W konsultacjach wzięło już udział 120 tys. Polaków, którzy oddali 700 tys. głosów i zgłosili 1300 własnych propozycji. Wśród kwestii zgłoszonych pod głosowanie, najpopularniejsze dotyczą utrzymania neutralności i wolności Internetu za wszelką cenę, troski o przyrodę bazującej na nauce, a nie emocjach oraz deportacji imigrantów, którzy łamią prawa państw europejskich.
Konsultacje odbywają się na całym kontynencie i swoim zasięgiem obejmują ok. 100 milionów obywateli krajów członkowskich Unii Europejskiej. Według organizatorów w głosowaniu może wziąć udział nawet 10 milionów osób. 22 marca w Parlamencie Europejskim zostanie zaprezentowanych 10 propozycji, które zdobędą najwięcej głosów. Propozycje te będą programem jak odrodzić Europę, stworzonym przez obywateli unii.
Od 22 marca do wyborów europejskich w dniach 23-26 maja Program Obywateli zostanie udostępniony wszystkim obywatelom europejskim i skierowany do wszystkich podmiotów politycznych i społeczeństwa obywatelskiego w całej Europie. 9 maja Program Obywateli zostanie przedstawiony na posiedzeniu Rady Europejskiej w Sibiu, poświęconym przyszłości Unii Europejskiej.
Głosować i składać propozycje w ramach konsultacji można w mediach społecznościowych, bezpośrednio na stronach internetowych partnerów medialnych inicjatywy oraz na stronie internetowej www.WeEuropeans.eu.
Według organizatorów, Europa znajduje się na rozdrożu, a Europejczycy odczuwają dystans zarówno ze strony przywódców politycznych, jak i Unii Europejskiej. WeEuropeans chce przywrócić obywateli do samego centrum demokracji i na nowo postawić ich w środku europejskiego projektu.
CIVICO Europa jest niezależną, międzynarodową organizacją typu non-profit, której celem jest oddanie projektu europejskiego z powrotem w ręce obywateli UE. Łączy ona Europejczyków przekonanych, że nadszedł czas na przekształcenie Unii w demokratyczną potęgę opartą na ciągłym uczestnictwie obywateli.
MAKE.ORG jest wiodącą platformą obywatelską w zakresie europejskiej technologii obywatelskiej, której celem jest zaangażowanie obywateli na jak największą skalę na rzecz pozytywnych zmian w społeczeństwie. W tym celu MAKE.ORG opracowała unikalną platformę cyfrową zdolną zebrać opinie kilku milionów obywateli w wielu językach na temat prostej kwestii leżącej w ogólnym interesie i w celu osiągnięcia powszechnego porozumienia
4 najlepsze seriale na wspólne wieczory we dwoje
Jednym ze sposobów na spędzenia wspólnego czasu we dwoje jest oglądanie ulubionych seriali. Ich dobór zależy w dużej mierze od preferencji danej pary.

Najlepsze seriale, cieszące się największym uznaniem będą dobrym punktem wyjścia. Oto propozycja 4 seriali idealnych na wspólne romantyczne wieczory.
1. „How I Met Your Mother”
Serial komediowy opowiadający o poszukiwaniu prawdziwej miłości, a także o relacjach w związkach, które wraz z nim ewoluują.
Jest to opowieść o próbach znalezienia odpowiedniej narzeczonej dla głównego bohatera – Teda (Josh Radnor). Niektórzy twierdzą, że jest to opowieść o miłości na opak, i pewnie poniekąd mają rację. Główny bohater Ted pragnie się ustatkować i znaleźć kobietę swoich marzeń, kiedy jego najlepsi przyjaciele (Marshall – Jason Segel oraz Lily – Alyson Hannigan) planują swój ślub. W poszukiwaniach narzeczonej pomaga mu Barney (Neil Patrick Harris) – kobieciarz i flirciarz. Sprawa się komplikuje kiedy Ted poznaje Robin (Cobie Smulders). Okazuje się, że to jest miłość od pierwszego wejrzenia, ale los płata figle i przewiduje dla uczucie inne scenariusze.
2. „True Love”
Bez wątpienia jest to serial o miłości, o tym jakie formy może przybierać, okoliczności w jakich nas dotyka i do podejmowania jakich wyborów często nas zmusza. Serial pokazuje różne odsłony miłości we współczesnym świecie.
Ciekawa jest forma serialu, która przedstawia w każdym odcinku pewną historię, którą jej bohaterowie opowiadają improwizując. Niemniej jednak wszystkie te historie są w pewien sposób ze sobą powiązane. Akcja serialu rozgrywa się w Anglii, w mieście Margate, a bohaterami serialu są: Nick (David Tennant), Paul (Ashley Walters), Holly (Billie Piper), Sandra (Jane Horrocks) oraz Adrian (David Morrissey).
3. „Outlander”
Nieco inna propozycja serialu traktującym o miłości. Serial został zrealizowany na podstawie bestsellerowej serii książek Diany Gabaldon. Mamy w nim umiejętnie połączony romans z przygodą, historią a także science-fiction. Serial ten to nie tylko powiastka miłosna, ale również bardzo dobra gra aktorska i cudowne krajobrazy.
Opowiada o losach zamężnej sanitariuszki wojennej Claire Randall (Caitriona Balfe), która w 1945 roku w tajemniczych okolicznościach zostaje przeniesiona do roku 1743. Nowe okoliczności zmuszają ją do poślubienia szkockiego buntownika Jamiego Frasera (Sam Heughan), co skutkuje jej wewnętrznym rozdarciem pomiędzy lojalnością i miłością do dwóch mężczyzn – dwóch mężów z różnych czasów.
4. „Poldark”
Kolejny romantyczny serial kostiumowy, którego fabuła rozgrywa się w drugiej połowie XVIII wieku. Jest to historia Rossa Poldarka (Aidan Turner), który wraca do Kornwalii z wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych i musi zmierzyć się ze zmianami, jakie zaszły podczas jego nieobecności, kiedy to rodzina myślała, że zginał. Jego ukochana Elizabeth (Heida Reed) jest zaręczona z jego kuzynem Francisem (Kyle Soller), ojciec nie żyje, a to dopiero początek zmian.
Podsumowanie
Omówione zostały 4 zagraniczne seriale, które w różny sposób nakreślają miłosne wątki i choć ich wybór był subiektywny, to są one dość uniwersalną propozycją. Z całą pewnością będą trafnym wyborem na wspólne romantyczne wieczory we dwoje.
(Tekst powstał przy współpracy z portalem serialowy.pl)
Zerwane rozmowy. Donald Trump i Kim Dzon Un nie osiągnęli porozumienia
Spotkanie przywódców USA i Korei Północnej zakończyło się wcześniej niż planowano. Po rozmowach i spotkaniu z dziennikarzami Donald Trump i Kim Dzong Un mieli w czwartek udać się na lunch roboczy, ale go odwołano. Biały Dom poinformował, że nie udało się osiągnąć porozumienia.
"I'm sure all of them will be watching the moment we are sitting together, side-by-side, as if they are watching a fantasy movie," North Korean leader Kim Jong Un told reporters about his meeting with President Trump https://t.co/vbr9oaZ3qv pic.twitter.com/bWTzw6RjVH
— CNN (@CNN) February 28, 2019
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i przywódca Korei Północnej Kim Dzon Un skrócili swoje rozmowy w stolicy Wietnamu Hanoi po tym, gdy nie udało się osiągnąć porozumienia ws. koreańskiego programu atomowego. Trump i Kim wcześniej niż planowano, opuścili hotel, w którym trwał szczyt. Nie odbędzie się też planowana ceremonia podpisania wspólnego oświadczenia.
Rzeczniczka Białego Domu Sarah Sander poinformowała, że przywódcy odbyli „bardzo dobre i konstruktywne spotkanie” i dyskutowali możliwości denuklearyzacji i rozwoju gospodarczego Korei. Jak dodała, amerykańska delegacja jest pozytywnie nastawiona do kolejnych rozmów.
When asked if he was willing to fully dismantle his nuclear arsenal, North Korean leader Kim Jong Un replied "If I’m not willing to do that, I wouldn’t be here right now."
— CNN (@CNN) February 28, 2019
Latest updates from the Trump-Kim Hanoi summit: https://t.co/tepof0dQK3 pic.twitter.com/O9r9JnzMKy
Jeszcze wczoraj wydawało się, że rozmowy w Hanoi mogą przynieść postęp. Donald Trump bardzo pochlebnie wypowiadał się o Kim Dzong Unie. Na ten czwartek zapowiedziana była ceremonia podpisania przez przywódców wspólnego oświadczenia Celem prezydenta USA Donalda Trumpa jest doprowadzenie do rezygnacji przez Koreę Północną z programu atomowego. Kim chciał w zamian ustępstw ze strony USA, m.in. złagodzenia sankcji.
Drugie spotkanie przywódców USA i Korei Płn. Czego można po nim oczekiwać?
Dziś odbędzie się drugie spotkanie przywódców USA i Korei Północnej. Czego można po nim oczekiwać?

Przywódca Korei Północnej. Kim Dzong Un jeszcze na początku tego roku podkreślał, że w każdej chwili gotów jest rozmawiać z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Zapewniał, że chce dokonać postępów oczekiwanych przez międzynarodową społeczność i podkreślał, że celem jego działań jest pokój na Półwyspie Koreańskim.
Są na to jak najlepsze szanse, ale co potem? – pyta Mark Caprio, historyk specjalizujący się w problematyce koreańskiej z tokijskiego uniwersytetu Rikkyo. – Wyobraźmy sobie: obydwaj przywódcy spotykają się w Wietnamie i Trump mówi: ‘zakończymy wojnę koreańską i zawrzemy traktat pokojowy’, na co Kim oczywiście przystanie, bo o to mu właśnie chodzi i byłby to pierwszy krok do rozbrojenia. Natępnie Trump wróci do USA i będzie chciał, by porozumieniu temu przyklasnął Kongres. I wtedy zaczną się schody, bo traktat taki musiałoby poprzeć dwie trzecie deputowanych, a obecnie nie ma na to zgody większości. Poza tym pod traktatem musiałyby podpisać się także Chiny i Korea Północna.
Kim Jong Un's jogging bodyguards are back for the summit in Vietnam https://t.co/bI7apaN92v pic.twitter.com/uSNSRbv3YB
— TIME (@TIME) February 27, 2019
Celem pokój
Politolog David Satterwhite z Temple University w Tokio dopuszcza jeszcze inny wariant, aby uczestnicy spotkania mogli po spotkaniu coś zaprezentować. Ten szczyt może przynieść coś nieoczekiwanego. – Mogę sobie wyobrazić, że obydwaj przywódcy porozumieją się co do zawarcia pokoju i nawet podpiszą takie porozumienie. Byłby to krok w kierunku traktatu pokojowego.

To nie zakończyłoby wojny, ale byłby to sygnał w kierunku północnokoreańskiego dyktatora i dawałoby wymagane przez niego gwarancje bezpieczeństwa. – Sądzę, że przewodniczącemu Kimowi chodzi o uznanie na świecie i o nawiązanie dyplomatycznych stosunków z USA – mówi David Satterwhite.
Historyk Mark Caprio przypomina, że relacje obydwu krajów do tej pory były nacechowane nieufnością. Być może nadszedł czas, żeby uczynić krok w kierunku tego komunistycznego kraju. – Nigdy nie dowiemy się, jakie są rzeczywiste zamiary Korei Północnej, jeżeli chociaż nie wyciągniemy do niej ręki. Nawiązanie stosunków dyplomatycznych najpierw na rok albo półtora dałoby Korei możliwość otwarcia się – uważa Caprio, dodając, że Stany Zjednoczone nigdy nie próbowały w przeszłości takiego rozwiązania.
Należy zweryfikować sankcje
Oznacza to także, że należałoby zweryfikować dotychczasową politykę sankcji. Kim Dzong Un chce, by Korea Północna rozwijała się gospodarczo. David Satterwhite ma nadzieję, że Trump i amerykańska administracja zrezygnują z maksymalnej presji i zrozumieją, że zawsze trzeba coś dać, jeżeli chce się coś dostać.
Jeżeli wyjdzie się naprzeciw Korei Północnej w kwestii sankcji, jak zaproponował to prezydent Korei Płd. Moon, wtedy Kim będzie miał okazję do wdrożenia konkretnych kroków w kierunku denuklearyzacji – podkreśla David Satterwhite. Młody północnokoreański przywódca już udowodnił, że gotów jest dać więcej niż jego ojciec i dziadek – podkreśla politolog. Na tym polega historyczna szansa, ponieważ jest on młody, wychował się za granicą i pochodzi z rodu Kimów. Jego autorytet w kraju wciąż rośnie. Fakt, że w Singapurze stał na podium obok najpotężniejszego prezydenta świata, czyni go niesłychanie wiarygodnym, a ta wiarygodność będzie teraz dalej rosła, być może także na scenie międzynarodowej.
North Korean leader Kim Jong Un's running bodyguards are back https://t.co/6yOR0BtxG8 pic.twitter.com/fHZBdVCXdQ
— CNN (@CNN) February 27, 2019
(df) thefad.pl / DW
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Jeśli jedynym celem stają się gwiazdki i wężyki to patriotyzm, honor i szacunek do siebie, giną!

Dariusz Stokwiszewski
Czy warto być generałem i pełnić najważniejszą funkcję w Policji po to, aby prężyć się w geście uniżoności i bezgranicznej uległości przed jakimś małomiasteczkowym, czy może wiejskim nauczycielem, który traktowany jak pół Bóg odbiera hołdy w formie confetti lecącego z nieba w otoczeniu „aniołów” w mundurach, na których wiszą skrzydła?
Gdy władza ma „instrumenty i narzędzia” do moralnego szantażu i działania dla swoich interesów na zasadzie „kija i marchewki”, to wielu z tego korzysta, nie patrząc na nic! Dotyczy to szczególnie służb mundurowych, gdzie od zawsze pogoń za ”gadżetami” dla wielu, była sensem ich życia. Po to szli właśnie do wojska, Policji, Straży Granicznej etc., aby kierować innymi, osiągając przy tym zamierzone umiejętności, uprawnienia oraz wymarzone awanse!
Oczywiście można to zrozumieć, bo każdy z nas ma, a nawet powinien mieć jakiś cel, do którego dąży, pokonując niejednokrotnie wiele przeszkód. Nic zatem dziwnego – powie ktoś, że człowiek chce „robić karierę”! Tak postępuje członek każdej grupy społecznej i zawodowej, który uczy się po to, aby być lepszym w tym, co robi; szczególnie wtedy, gdy etyka jego zawodu i status stawiają przed nim wyjątkowe wymagania. Do takich sfer należy zwłaszcza służba w zakresie ochrony i obrony narodowej, państwa, służba zdrowia, edukacja i inne profesje związane z szeroko rozumianym powołaniem (w tej grupie zwłaszcza duchowni).
Tyle tylko, że kiedy osoba wykonująca zawód szczególnego zaufania społecznego robi to wbrew ogólnie przyjętym normom, zasadom i wartościom uznanym powszechnie za uniwersalne, staje się wówczas kimś, kogo można określić mianem zwykłego renegata (tj. przeniewiercą, zaprzańcem, odstępcą, sprzedawczykiem, apostatą etc.), dla którego traci się wszelki szacunek! Tak więc podkreślam raz jeszcze, że wszystkie środowiska zawodowe powinny dbać o etykę swojego zawodu, ale jako osoba od lat związana nie tylko zawodowo, ale i naukowo ze sferą bezpieczeństwa państwa (w sensie militarnym, ale też wewnętrznym w jego wielu wymiarach) zajmę się tutaj tylko tą tematyką.
Do takiego podejścia zobowiązuje mnie nie tylko tytuł tej publikacji oraz konieczność podporządkowania się jego logice, ale także moje zainteresowania. I w tym momencie dotknę sedna sprawy, które sprowadza się do (niespersonifikowanej) oceny postaw ludzi najważniejszych w służbach mundurowych – a więc generalicji oraz wyższych oficerów, od których zależy (a przynajmniej powinno zależeć) wiele pod warunkiem, że kierują się wcześniej wspomnianą już etyką profesji i związanymi z nią patriotyzmem, i honorem oficerskim. Już na wstępie podkreślam, że mam na myśli tylko te przypadki, które dotyczą sprzeniewierzenia się wymienionym w poprzednim zdaniu cechom.
Takie przypadki stały się swego rodzaju normą po 2015 roku, gdy to do tego, aby awansować nawet o kilkanaście stopni (np. od kaprala do pełnego pułkownika w ciągu kilkunastu miesięcy) wystarczyło być „wiernym” (tzw. zasada BMW), a przy tym „spolegliwym aż do bólu”! Tacy ludzie zrobią wszystko, bo tylko taka władza może im zaproponować (bez posiadania przez nich niezbędnych kwalifikacji, w tym moralnych) awanse i pieniądze – a zatem „splendor i karierę”, gdy tymczasem za plecami słyszą jedynie chichot spowodowany ich nicością! Nikt nie szanuje osoby sprzedajnej, która wykona każdy, nawet najbardziej podły rozkaz tylko po to, aby nie stracić stanowiska i uścisku dłoni miernego szefa, którego kwalifikacje często są niższe niż te wymagane w sklepie od sprzedawcy. No może przesadziłem nieco, choć bycie technikiem i pomocą w jakiejś aptece nie jest wystarczającą kwalifikacją do tego, aby na baczność stawali przed takim człowiekiem generałowie (jeśli zostanie tzw. „ważnym politykiem”) i byli przezeń wyrzucani z pracy, jak chłopcy na posyłki! Kiedy zaś chłoptasia ząbek zabolał, to do dentysty jechał w asyście dwóch pułkowników (sic!) Gdzie tu może być mowa o honorze?! Owszem, ja znam osobiście pułkowników, którzy się na takie traktowanie nie godząc, odeszli ze służby, ale to chlubne wyjątki.
Czy warto być generałem i pełnić najważniejszą funkcję w Policji po to, aby prężyć się w geście uniżoności i bezgranicznej uległości przed jakimś małomiasteczkowym, czy może wiejskim nauczycielem, który traktowany jak pół Bóg odbiera hołdy w formie confetti lecącego z nieba w otoczeniu „aniołów” w mundurach, na których wiszą skrzydła? To, że taki jeden z drugim rusycysta, czy też polonista nie ma umiaru i klasy to oczywiste w tych czasach, ale żeby zaraz „dedykować ochronie jego chałupy” policyjne, całodobowe patrole?! Czy przedwojenny generał nie „palnąłby się ze wstydu w łeb o przysłowiową ścianę? Nie mówię o „palnięciu sobie w łeb z pistoletu”, bo w naszych czasach to abstrakcja, a poza tym taki honorowy człowiek nie zgodziłby się być kimś „na posyłki”! A gdyby pełnił tak ważną funkcję, najpewniej złożyłby rezygnację. Jak czuć się muszą funkcjonariusze traktowani w ten sposób jak przedmioty?!
No dobrze, mogę sobie wyobrazić to, że funkcjonariusze (i żołnierze) czuć muszą się fatalnie, ale jak to jest, że ci z wężykami na pagonach nie palą się ze wstydu, już nie wiem! Mało tego, podejrzewam to, że są wręcz dumni z tego, kim są! I to jest tragedia tego państwa i narodu! Oczywiście są zapewne i tacy, którzy odczuwają jakiś wstyd, ale według mojej opinii na współczucie nie zasługują choćby dlatego, że najważniejsza jest i powinna być dla nich Polska, a nie humor jakiegoś partyjnego pajaca!
Dariusz Stokwiszewski
Dariusz Stokwiszewski: Państwo Orwella może stać się polską rzeczywistością!

<strong>Dariusz Stokwiszewski
Proszę mi uwierzyć Ziobro, Kaczyński i ta cała reszta ziejąca nienawiścią, robi podejście do budowy państwa Orwella. Głupcy, którzy tego dziś nie widzą, jutro będę płakać
To państwo jest chore, tak samo, jak „chorzy na władzę i nienawiść” są ludzie, którym naród na pewno przez pomyłkę powierzył nieograniczoną władzę, z której „oni”, ludzie źli, chcą korzystać w sposób całkowicie nieograniczony! Na to nie można „im” pozwolić!
Eksperci prawni ostrzegają przed chorymi pomysłami Ziobry. Zmiany w kodeksie karnym będą nie do pogodzenia z żadnymi znanymi standardami demokracji! I tak, jeśli za kradzież tablicy rejestracyjnej można będzie dostać 5 lat, to wyobrazić sobie można, co oni z nami zrobią za krytykę, jeśli zostaną przy władzy!
Uważam, że część tych ludzi kwalifikuje się do wizyty u dobrych specjalistów! Moim zdaniem w wielu przypadkach mamy tutaj do czynienia z poważnymi zaburzeniami natury psycho – i socjopatycznej.
Proszę mi uwierzyć Ziobro, Kaczyński i ta cała reszta ziejąca nienawiścią, robi podejście do budowy państwa Orwella. Głupcy, którzy tego dziś nie widzą, jutro będę płakać, a opozycja spędzi długie lata w więzieniach i to z wymyślonych przez katów powodów!
Dla mnie dwaj wymienieni tutaj ludzie, to postaci podobne do tych z historii ZSSR takich: Dzierżyński, Stalin, Jeżyna, Beria i/lub Jagoda!
Najgorsze przy tym jest to, że zazwyczaj najbardziej okrutni są tchórze! Tu zaś nie mamy na pewno do czynienia z ludźmi odważnymi! To memento i tylko ślepy nie dostrzega z kim ma dziś do czynienia!
Przestrzegam cały naród, nawet „ich” zwolenników. To będzie czerwono – brunatny terror i nikt nam nie pomoże! Korea Północna nadejdzie, jeśli zaraz w tym nie przeszkodzimy!!!
PS.
Nie wiem, czy ktoś oglądał dziś PAD podczas wręczania (wbrew zaleceniom TSUE) nominacji pisowskim sędziom do SN. Jeden z nich to założyciel Ordo Iuris!
Ten człowiek – PAD nie jest godny pełnić funkcji prezydenta RP ani żadnej innej. To nie jest ani prawnik, ani doktor! To hańba UJ i nauki polskiej!!!
Dariusz Stokwiszewski
Dariusz Stokwiszewski: Trzeba przywrócić państwo prawa i rozliczyć PiS!

Dariusz Stokwiszewski
Jestem przekonany, że w przyszłości temat rządów „dobrej zmiany” zdominuje naukę w tym sensie, iż opracowania takie staną się podstawą wielu rozważań naukowych, ale tylko z tego powodu, aby stać się przestrogą dla przyszłych pokoleń
Nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, że państwo polskie stało się „państwem pariasem” (wzgardzonym, wykorzystywanym przez innych do swoich celów) z powodu niekompetencji obecnie rządzących. Tu można jedynie dyskutować o skali tego upadku nie zaś o nim samym, bo to fakt! Czwarty rok rządów tych ludzi nie tylko doprowadził do wielu nieodwracalnych, a przy tym też bardzo negatywnych skutków w sferze naszej polityki wewnętrznej, niszcząc podstawy demokracji oraz dobrze rozwinięte państwo prawa. Polska spadła także we wszystkich rankingach międzynarodowych, w których dotąd często była liderem.
Na szczegółowe opracowania dotyczące wielkości i skali zniszczeń dokonanych przez niekompetentną, amoralną i pazerną władzę przyjdzie czas. Obowiązkiem politologów, historyków, ale też socjologów, psychologów, psychiatrów i specjalistów ze wszystkich innych dziedzin; nauk społecznych, humanistycznych, o zdrowiu etc. będzie bowiem opracowanie szczegółowego raportu na temat tego „fenomenu” nihilizmu moralnego, aksjologicznego, duchowego i etycznego oraz przyczyn jego zaistnienia i tak długiego trwania. Nie mniejsze znaczenie będą mieć także badania nad społeczno – moralnym „zdrowiem” i intelektem polskiego społeczeństwa, które zdecydowało o tym, że tacy właśnie ludzie, mają kierować państwem dla jego dobra, gdy tymczasem ich „małość” doprowadziła kraj na skraj cywilizacyjnej przepaści.
Jestem przekonany, że w przyszłości temat rządów „dobrej zmiany” zdominuje naukę w tym sensie, iż opracowania takie staną się podstawą wielu rozważań naukowych (w tym prac doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich), ale tylko z tego powodu, aby stać się przestrogą dla przyszłych pokoleń! Po to, aby nic takiego już więcej się nie powtórzyło w historii Polski, Europy i świata! Populiści, szczególnie zaś ci dążący do władzy autorytarnej, którą steruje jeden i to na dodatek marny polityk, nigdy już nie powinni mieć możliwości do demagogii i manipulowania społeczeństwem!
To, co trzeba byłoby zrobić jak najszybciej, a o czym ja myślę, nie znalazłoby chyba teraz akceptacji, stąd zasygnalizuję tylko, że chodziłoby mi o powołanie społecznej instytucji składającej się z przedstawicieli wszystkich środowisk, czegoś na wzór konstytuanty, bo według mnie sytuacja teraz już wymaga przygotowania korekty konstytucji właśnie po to, aby nigdy więcej partia demagogii i/lub destrukcji (taka jak PiS) nie doszła ponownie do władzy. Rozumiem jednak, że skoro tak by to zostało przyjęte, mogę tylko apelować do patriotycznej opozycji o właściwe przygotowanie się do nadchodzących wyborów i ich wygranie! Biorąc to wszystko pod uwagę i mając nadzieję na wygraną „dobra ze złem”, muszę przy tej okazji zwrócić uwagę na rzecz według mnie niezmiernie ważną.
Po wygranych wyborach nie można kierować się źle pojętym współczuciem, stąd też strona wygrana musi narodowi zagwarantować to, że dzisiejsi rządzący – a według mnie – ludzie świadomie szkodzący Polsce choćby w imię swoich partykularnych racji (może się też okazać, że istnieją inne przyczyny), muszą zostać pociągnięci do pełnej odpowiedzialności karnej! Zasada „grubej kreski” nie może już wchodzić w rachubę, choćby ze względów pragmatycznych, a więc przyszłego szeroko rozumianego dobra i bezpieczeństwa naszej ojczyzny! Kara taka musi spełniać rolę prewencyjną!
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Ofensywa ratunku

Adam Mazguła
PiS nie ma wyjścia, musi zastosować ofensywę ratunkową dla swoich elit w postaci propagandy, bo nic innego nie posiadają. Mogą jedynie rozdać nasze i zrobić z tego show.
Ze zdumieniem odnotowałem, że Pan Jarosław Kaczyński da nam to i tamto. Już nie polski rząd, już nie partia, ale on, wielki dobroczyńca narodu, wielki święty parafialny. To on będzie rozdawał na dzieci, na emerytów, na dojeżdżających…
A cóż to, ze swoich daje? Rozdaje wcześniej zagarnięte pieniądze w postaci jednych z najwyższych w świecie podatków, których jest coraz to więcej i więcej.
Jeśli prawdą jest, że narodowa gospodarka ma się dobrze, to tylko kosztem ciężkiej pracy naszych obywateli i wielkiego wyzysku państwa. Ten rabunek państwa na pracujących i kupujących jest tak wielki, że bardziej opłaca się Polakom nie pracować niż pracować. Lepiej za granicą zmywać naczynia, zakładać rodzinę i budować swoja przyszłość niż dawać się okradać, po to, aby J. Kaczyński mógł, coś nam dać.
Dzisiaj, nawet bardzo wysokie wykształcenie i zdolności indywidualne nie gwarantują kariery zawodowej i godnego życie w kraju, bo to jest zarezerwowana reglamentacja dóbr dla PiS-owskich miernot i ich rodzin.
Tymczasem przeczytałem, że Mariusz Błaszczak zaprasza do jednostek wojskowych na obchody rocznicy wstąpienia Polski do NATO. Uwaga! Zaprasza Mariusz Błaszczak! Ten cywilny agitator i resortowe dziecko z krwią na rękach ponad 54 ludzi służb zaprasza do swoich jednostek. Kupił je sobie, więc ma i zaprasza? Tak się robi propagandę polityczną!
Prezes rozdaje nieswoje, lub bierze kredyt na nasze konto, minister propagandy wojennej zaprasza na obchody przyłączenia się do NATO, bo przecież tylko przypadkiem nie zrobił tego on i PiS w ostatnich trzech latach „prawdziwej niepodległości”.
Dzisiaj wszystkie ministerstwa tego rządu maja wspólną cechę, bez wyjątku, stały się machiną propagandową władzy. Wyraźnie przecież widać, że Z. Ziobro kieruje ministerstwem propagandy bezprawia i szkalowania sędziów, J. Brudzińskie odpowiada za ministerstwo propagandowej tolerancji dla faszyzmu, a A. Zalewska zarządza ministerstwem propagandy światopoglądowej… Nad nimi wszystkimi stoi premier agitacji politycznej i znany publiczny kłamca, który tylko poza kamerą mówi prawdę o „zapierd…niu za miskę ryżu”, czy kpi z marzeń Polaków o bezpłatnej służbie zdrowia i „flotylli tratw”, do której będzie strzelał.
Ideolodzy „dobrej zmiany” dobrze wiedzą, że swoim przekazem propagandowym muszą zamydlić oczy ludziom. (Przekazali tylko do TVP 1,2 mld złotych na ten cel.) Wiedzą, że ilość wyprodukowanej podłości, oszustw, kłamstw, nadużyć i przestępstw tej władzy jest tak pokaźna, że będą rozliczani i pociągani do odpowiedzialności przez wiele lat. Alternatywą jest stworzenie warunków do dalszej bezkarności ich działań i dalszego opływania w bogactwach wśród kościelnej ciemnoty przez kolejne 4 lata.
PiS nie ma wyjścia, musi zastosować ofensywę ratunkową dla swoich elit w postaci propagandy, bo nic innego nie posiadają. Mogą jedynie rozdać nasze i zrobić z tego show.
Wierzę, że tym razem ludzie nie dadzą się oszukać.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
„Franciszek zmarnował szansę”, „Policzek wymierzony ofiarom” – Komentarze po zakończonym w Watykanie szczycie poświęconym pedofilii
Dominującym tematem poniedziałkowych komentarzy w prasie niemieckiej był zakończony w niedzielę w Watykanie szczyt na temat walki z pedofilią wśród duchownych.
#PopeFrancis contextualizes the “scourge” of abuse, and appeals for an “all-out battle against the abuse of minors, both sexually and in other areas” during a major address on Sunday at the Meeting on „The Protection of Minors in the Church”. #PBC2019 https://t.co/ELigfOTeBK
— Vatican News (@VaticanNews) February 24, 2019
„Policzek wymierzony ofiarom”
„Policzek wymierzony ofiarom” – ocenił dziennik „Heilbronner Stimme” – „Papież niczego nie wyjaśnia, sprawcy mogą niemalże czuć się bezpiecznie. Ściganie przestępstw – o ile jest to w ogóle możliwe – nie istnieje. W najlepszym wypadku sprawców czeka przeniesienie lub nowe, kościelne zadania. Wygłaszane ciągle od nowa formułki przeprosin niczego nie załatwią, dopóki nie zostaną wyciągnięte konsekwencje. A to, że podczas tego czterodniowego spotkania w Watykanie ofiary nie zostały nawet wysłuchane, jest po prostu hańbą”.
Jeśli ktoś oczekiwał, że Kościół jest pełen skruchy, znowu się rozczarował
Także „Neue Osnabrücker Zeitung” jest zdania, że szczyt nie przyniósł żadnego przełomu:
„Kto oczekiwał, że Kościół pełen skruchy zmieni tysiącletnie struktury, które przetrwały nawet, jeśli sprzyjają nadużyciom, znowu się rozczarował. Jednak biskupi w poszczególnych krajach mają możliwość rozliczenia się z błędami i rozpoczęcia przemian, dzięki którym wierni poważnie potraktują ich starania o lepszy Kościół. Nie wystarczy przy tym okazanie skruchy. Dziesięć lat po ujawnieniu wymiarów skandalu, to za mało. Istotna jest przecież wiarygodność, a tym samym o przetrwanie Kościoła katolickiego”.
Brak konkretnych zapewnień
„Ofiary, ale i w równym stopniu rodzice dzieci uczęszczających na kościelne zajęcia oczekują konkretnych działań podejmowanych przez Kościół katolicki, aby w przyszłości nie dochodziło do seksualnego wykorzystywania dzieci. Papież nie wskazał jednoznacznych działań. Zamiast konkretów, mgliście mówił, że nadszedł czas na stanowcze działania i «koniec ukrywania» pedofilii wśród duchownych” – zauważa „Märkische Oderzeitung”.
Final Mass #PBC2019#Pope: In people’s justified anger, the Church sees the reflection of the wrath of God, betrayed & insulted by these deceitful consecrated persons. The echo of the silent cry of the little ones … It is our duty to pay close heed to this silent, choked cry. pic.twitter.com/70684fnmN8
— Guido Marini Fanpage (@guidomarini_fan) February 24, 2019
Dość mataczenia, koniec celibatu i dogmatu nieomylności
„Kiedy wreszcie ta organizacja znajdzie siły, by zreformować swoje struktury, przez które ciągle dochodzi do kolejnych rozczarowań i niepowodzeń? Mniej hierarchii, koniec celibatu, dogmatu nieomylności, więcej władzy dla kobiet. Wiele propozycji czeka na realizację, które często są zgłaszane przez własne szeregi, od zdesperowanych wiernych, którzy mają dość mataczenia”. – czytamy w komentarzu „Nürnberger Nachrichten”.
Franciszek zmarnował szansę
„Papież Franciszek sam ustalił kryteria: Watykański szczyt na temat walki z nadużyciami seksualnymi w Kościele nie może przynieść żadnego, przewidywalnego potępienia, tylko konkrety, uchwytne wyniki – żądał, otwierając spotkanie. Następnie nastąpiło wyznanie skruchy, a później papież domagał się w swoim końcowym przemówieniu już tylko tego, by każdy sprawca trafił w ręce wymiaru sprawiedliwości – co przecież jest oczywiste, tak jak i to, że obowiązkiem Kościoła powinno być otoczenie opieką nad ofiarami.
Tymczasem należałoby jednoznacznie wyrazić się, że ten, kto wykorzystywał seksualnie dzieci, nie może pozostać księdzem, że dokumenty dotyczące tego czynu zostaną udostępnione opinii publicznej i że Kościół zadba u siebie o większy podział władzy tak, by biskupi i kardynałowie, którzy ukrywają nadużycia, byli konsekwentnie karani.
Franciszek zmarnował szansę powstrzymania utraty przez Kościół swojej wiarygodności jako instytucji moralnej i prawie zrujnował swoją reputację progresywnego papieża reformatora”. – ocenił „Frankfurter Rundschau”.
REDAKCJA POLECA





