Kto zyskał, a kto stracił po wprowadzeniu euro?
Wprowadzenie wspólnej waluty podniosło poziom życia w Niemczech. Niektóre jednak państwa, jak Francja i Włochy sporo straciły – wynika z raportu ekonomistów.

Niemcy wyraźnie skorzystały na utworzeniu strefy euro i wprowadzeniu wspólnej europejskiej waluty – wynika z raportu przedstawionego w poniedziałek (25.02.2019) przez ekspertów z niemieckiego think tanku Centrum Polityki Europejskiej (CEP). W przypadku pozostałych krajów zyski są niewielkie. Niektóre państwa, jak Francja i Włochy sporo straciły po wprowadzeniu euro.
Autorzy analizy przeprowadzili symulację pokazującą, jak wyglądałby wzrost PKB krajów strefy euro, gdyby nie przyjęły one wspólnej waluty. Symulacja dotyczyła 8 z 19 krajów strefy.
Bezpieczna przystań
Twórcy raportu dochodzą do wniosku, że od 1999 roku w Niemczech euro przyczyniło się do wzrostu dobrobytu o 1,9 biliona euro. Uzasadnia się to głównie tym, że po 2011 roku, w związku z kryzysem strefy euro, Niemcy uchodziły w oczach wielu inwestorów za „bezpieczną przystań” dla ich pieniędzy. Poza tym, nie posiadając euro, Niemcy zmagałyby się z wysokimi kursami własnej waluty, co byłoby bardzo obciążające dla eksportu, będącego filarem niemieckiej gospodarki.
Fakt, że kraje takie jak Francja czy Włochy nie są w stanie osłabić swojej waluty, uważany jest, obok problemów strukturalnych, za główny powód obniżenia się poziomu dobrobytu tych państw. W przypadku Włoch autorzy raportu mówią o stracie 4,3 biliona euro. Francja miała stracić 3,6 biliona.
Na wspólnej walucie skorzystały też Holandia i Grecja, ale w dużo mniejszym stopniu. W przypadku Holandii to około 340 miliardów euro, Grecji tylko 2 miliardy. Pozostałe badane kraje – Hiszpania, Belgia, Portugalia, straciły od kilkudziesięciu do kilkuset miliardów euro.
Wspólna europejska waluta euro została wprowadzona w 1999 roku, początkowo jako waluta do operacji księgowych. W 2002 pojawiła się w portfelach Europejczyków.
Brexit dopiero w 2021 r.? Premier May znów odkłada głosowanie ws. brexitu
Głosowanie w Izbie Gmin ws. brexitu odbędzie się nie później niż 12 marca – zapowiedziała premier Wielkiej Brytanii Theresa May, potwierdzając, że zaplanowanego na najbliższą środę decydującego głosowania w tej sprawie nie będzie.

Dzień wcześniej (23 lutego) troje ministrów rządu Theresy May: biznesu i innowacji Greg Clark; pracy i emerytur Amber Rudd oraz sprawiedliwości David Gauke – publicznie uprzedziło, że – wbrew szefowej rządu – zagłosują za opóźnieniem brexitu. Minister ds. brexitu w gabinecie cieni Keir Starmer nazwał zaś to opóźnienie „szczytem nieodpowiedzialności”.
May: Nadal planujemy wyjść z UE do 29 marca
“Mój zespół wróci do Brukseli we wtorek. W związku z tym nie wniesiemy głosowania do parlamentu w tym tygodniu, ale zapewniamy, że stanie się to do 12 marca” – oświadczyła w niedzielę (24 lutego) Theresa May, która poleciała do Szarm el-Szejk (Egipt), gdzie przy okazji szczytu UE-Liga Państw Arabskich ma negocjować warunki wyjścia ze Wspólnoty. “Nadal możliwe jest opuszczenie UE do 29 marca i właśnie to planujemy” – zapewniła.
Morawiecki: Chodzi o jak najbardziej kompromisowe, kreatywne rozwiązanie
Premier Mateusz Morawiecki, który również jest w Szarm El-Szejk, jeszcze przed szczytem spotkał m.in. z brytyjską premier, a głównym tematem rozmów był brexit. Szef polskiego rządu przekazał, że staramy się skłaniać strony do tego, żeby wypracować jak najbardziej kompromisowe, kreatywne rozwiązanie. Powtórzył, że strona polska kładzie szczególny nacisk na to, by prawa naszych obywateli na wyspach brytyjskich były niezagrożone, podobnie jak prawa przedsiębiorców, handel, eksport i import. “Dbamy o to, żeby było to jak najlepiej zabezpieczone i będzie to jak najlepiej zabezpieczone” – zapewnił Morawiecki.
Według mediów, które powołują się na źródła z Downing Street, premier podała 12 marca jako ostateczny termin głosowania, bo dzień później kanclerz skarbu Philip Hammond ma przedstawić prognozy dla brytyjskiej gospodarki (tzw. Spring Statement), a decydujące głosowanie ws. brexitu powinno się odbyć wcześniej.
May powiedziała dziennikarzom, że prowadzone do tego czasu negocjacje mają dotyczyć backstopu – kontrowersyjnej propozycji mechanizmu, który ma uchronić przed powrotem „twardej” granicy w Irlandii. Rząd – jak powiedziała – „rozmawia z UE o różnych sposobach, w jakie możemy znaleźć rozwiązanie kwestii podniesionej przez parlament”.
Parlamentarzyści coraz bardziej krytyczni
Jeśli brytyjskiej premier nie uda się do swoich pomysłów przekonać parlamentarzystów, którzy grożą przejęciem kontroli nad procesem wychodzenia z UE, to mogą oni dążyć do przełożenia daty brexitu na później.
Keir Starmer skrytykował opóźnienie jako „przyznanie się do porażki”. Jego zdaniem działanie premier ma „zmusić parlamentarzystów do wyboru między wynegocjowanym przez nią układem a brexitem bez umowy”. “Parlament nie może stać z boku i pozwolić, aby tak się stało” – oświadczył.
Lider Szkotów w parlamencie Ian Blackford określił natomiast opóźnienie „niedopuszczalnym”. “Głosowanie nastąpi dwa tygodnie przed wyjściem z UE, z obywatelami i firmami, które nie wiedzą, na co się przygotować” – argumentował. “To jest szczyt nieodpowiedzialności, by pozwolić zegarowi tykać w taki sposób” – ocenił.
Troje ministrów wbrew May za opóźnieniem brexitu
Dzień wcześniej (23 lutego) troje ministrów rządu Theresy May: biznesu i innowacji, pracy i emerytur oraz sprawiedliwości, publicznie zapowiedziało, że – wbrew szefowej rządu – zagłosują za opóźnieniem brexitu, o ile jej umowa ws. Wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty nie zostanie przyjęta przez Izbę Gmin w tym tygodniu (wypowiedź sprzed informacji o przeniesieniu głosowania).
Cała trójka: Rudd, Gauke i Clark zapowiedzieli, że będą głosowali za tym, by dać Wielkiej Brytanii więcej czasu na wynegocjowanie umowy z UE, podczas gdy szefowa rządu chce, żeby jej kraj opuścił Unię w pierwotnie zaplanowanym terminie – 29 marca.
Ministrowie są przekonani, że upieranie się przy wyjściu z UE 29 marca, oznacza wyjście z UE bez umowy. „Mamy nadzieję, że parlament zdaje sobie sprawę, że powinniśmy opuścić UE 29 marca z umową” – piszą członkowie rządu May. „Jednak, jeśli w nadchodzącym tygodniu nie dojdzie do przełomu, stosunek opinii w parlamencie jest jasny – lepiej będzie poprosić o przedłużenie (procedury z) artykułu 50 i opóźnić nasze wyjście z UE” niż wyjść z UE bez umowy – napisali ministrowie.
Wcześniej „The Guardian” podał, że nawet kilkunastu ministrów rządu May może głosować za opóźnieniem wyjścia z UE, ale nie wymieniał żadnych nazwisk.
Brexit dopiero w 2021 r.?
Tymczasem według brytyjskiego „Guardiana”, który powołuje się na unijne źródła, w Brukseli poważnie rozważana jest możliwość wydłużenia procesu brexitu do 2021 r. Nikt tam już nie wierzy, żeby Izba Gmin zaakceptowała w marcu jakiekolwiek porozumienie zawarte pomiędzy UE a May. ”Bruksela nie zamierza się zgadzać na krótkie przedłużenie negocjacji tylko po to, aby wrócić do tej kwestii latem, kiedy rząd ponownie przegra w parlamencie” – napisała brytyjska gazeta.
Pierwsze głosowanie ws. wynegocjowanej przez siebie umowy May przegrała zdecydowanie – 15 stycznia przeciw jej umowie zagłosowało 432 posłów („za” było tylko 202).
Natomiast 14 lutego Izba Gmin – w również przekładanym głosowaniu – odrzuciła projekt, który miał udzielić poparcia dla Theresy May i jej strategii wyjścia z UE. Nie ma więc nowych ustaleń co do tzw. backstopu.
Barbara Bodalska | EurActiv.pl
Dariusz Stokwiszewski: Klauzula sumienia – przekonanie czy oportunizm i cwaniactwo?

<strong>Dariusz Stokwiszewski
U nas nie ma 90 procent katolików, nie ma ich nawet 50, ani 40; jest za to mnóstwo zakłamanych przebierańców i klaunów drwiących też z samego Pana Boga!
Tym razem chcę się odnieść do tego, co w ciągu ostatnich lat w Polsce stało się dobrą wymówką do tego, aby usługobiorcom (przyjmę to określenie, choć nie jest najpiękniejsze) odmawiać wykonania pewnych działań (usług), do których jesteśmy zobowiązani z racji zawodu, który wykonujemy. Zjawisko to stało się na tyle powszechne, że niemal w każdej sferze możemy z nim mieć do czynienia. Jest to o tyle złe, że uwarunkowane politycznie ze względu na to, że od 2015 roku Polską rządzi ugrupowanie – PiS, które to z premedytacją wykorzystuje KK do swoich partykularnych celów, a chcąc mu się przypodobać, robi to, co jest nieetyczne – swoje „przekonania” narzuca pozostałej części społeczeństwa! Dałem to określenie w cudzysłowie, bo to według mnie nie robi się tego z przekonania, a zwyczajnie z cwaniactwa i wyrachowania, dla realizacji własnych interesów politycznych!
Mogę uwierzyć w to, że w wyjątkowych sytuacjach i pewnych sferach związanych z tym, w co ludzie wierzą, zdarza się czasem „konflikt sumienia”, mogący stanąć na przeszkodzie do wykonania pewnych czynności zawodowych. Jednak generalnie jest według mnie tak, że jeśli ktoś decyduje się wykonywać zawód szczególnie ważny, np. ze społecznego punktu widzenia, to powinien się dobrze zastanowić nad wyborem swojej zawodowej kariery, ale wcześniej.
Państwo polskie staje się (wbrew konstytucji i konkordatowi) państwem teokratycznym, w którym najważniejszą rolę pełnią przedstawiciele KK i to pomimo tego, że w Polsce istnieje duża różnorodność wyznań i religii. Instytucja KK postawiła się jednak sama na szczycie tej piramidy i „dogadując się” z PiS wprowadza niejako „tylnymi drzwiami” swoje rozwiązania na życie. To mógłbym zrozumieć, gdyby sami księża oraz ich przełożeni postępowali zgodnie z Dekalogiem. Jednak, jak wynika z wiedzy powszechnej i przekazów ostatniego spotkania Papieża z biskupami dotyczącego zahamowania w KK przestępstw pedofilii, w nim dzieje się źle i ta tendencja jest wzrostowa. Najgorsze zaś jest nieposłuszeństwo wobec samej Głowy KK Franciszka i jawne niemal lekceważenie słów Papieża. Polski episkopat (potraktujmy to, póki co jako metaforę) postępuje tak, jak gdyby zamierzał ogłosić schizmę polskiego KK z Watykanem (na wzór dwóch największych: wschodniej z 1054 r. i zachodniej z l. 1378 – 1418). To niedopuszczalne biskupi, bo nie jesteście omnibusami w świecie chrześcijańskim. Nie łamcie też prawa, na które przysięgaliście!
Dotąd najczęstsze były przypadki zasłaniania się „sumieniem” wśród lekarzy ginekologów, choć skądinąd wiadomo, że wielu z nich po dotarciu do swoich prywatnych gabinetów o swym „sumieniu” zapominało, dokonując zabiegów aborcji. Wiem; wielu zaraz postawi veto moim tezom, ale nie dbam o to, gdyż to tajemnica poliszynela i w każdym mieście można takich lekarzy wskazać.
Teraz do grona tych „zagorzałych katolików” dołączają też aptekarze, a nawet znalazł się jeden, najsłynniejszy dziś chyba katolicki drukarz, który odmówił wykonania usługi grupie, która mu się nie podobała (bo była „tęczowa”, a drukarz „wielki katolik”)! A według mnie takie postawy nie mają nic wspólnego z katolicyzmem tym bardziej, kiedy okazuje się, że to właśnie w KK skala tego rodzaju nadużyć jest największa! I znowu ktoś się może oburzy, mówiąc, że są grupy społeczne, wśród których skala pedofilii jest znacznie większa. No to trzymając się swej poprzedniej tezy, odpowiem tak: nie! Największa skala jest właśnie w KK a to dlatego, że tam jej być nie powinno w ogóle. A jest i na dodatek się ją jak dotąd (a może wciąż tak jest) ukrywało przed światem, a pedofilów przenoszono na inne parafie. Lista, jaką posłanka Scheuring – Wielgus przekazała na audiencji w Watykanie Papieżowi, zawiera aż dwadzieścia kilka nazwisk najbardziej znanych polskich biskupów, którzy mieli ukrywać te praktyki.
Udało się‼️Papież Franciszek spotkał się z nami, wziął raport o polskich biskupach i obiecał, że przeczyta przed synodem! @fundacjaNLS @agatadiduszko @MarekLisinski @Dlfli @gazeta_wyborcza @wybierz_TERAZ @onet @wirtualnapolska @FaktyTVN pic.twitter.com/ODFSKkBp4k
— J. Scheuring-Wielgus (@JoankaSW) February 20, 2019
Dlaczego zatem i skąd ta hipokryzja zamiast otwartości i walki z patologią wśród obywateli chcących publicznie manifestować swoje przywiązanie do wartości katolickich?! Otóż wg mnie z oportunizmu, obłudy i wyrachowania, które niegodne są żadnego przyzwoitego człowieka bez względu na jego wiarę, czy jej brak. Najgorsi są zaś neofici tj. tacy, którzy stosunkowo niedawno „nawrócili się” na katolicyzm! Wśród nich jest wielu takich, w tym profesorów (tak się określają), którzy w przeszłości spowodowali setki, a nawet tysiące sztucznych poronień (aborcji)! Nazwiska tych „katolików” aż same cisną się na usta, ale daruję sobie ich przedstawianie! Czy to jest katolicyzm wynikający z przekonania? Czy też może cwaniactwo i oportunizm?! Ja nie mam najmniejszych nawet wątpliwości, że drugi z wymienionych przypadków. U nas nie ma 90 procent katolików, nie ma ich nawet 50, ani 40; jest za to mnóstwo zakłamanych przebierańców i klaunów drwiących też z samego Pana Boga! Dopóki to się nie zmieni, wielu księży będzie potrzebować błogosławieństwa świeckich być może, porządnych ludzi, aby odejść z tego świata pogodzonym z Bogiem!
Lepiej być ateistą niż złym chrześcijaninem. Polacy przeczytaliście? A Wy, szanowni polscy biskupi? To jeszcze raz proponuję. Tu papież, a nie jakiś liberalny wolnomyśliciel. Także może warto przyswoić? https://t.co/e0Pds6pMSR
— Leszek Jażdżewski (@LesJazd) February 27, 2018
Dariusz Stokwiszewski
Rafał Sulikowski: Coraz więcej chorych psychicznie. O kondycji społeczeństwa

Rafał Sulikowski
Im mocniejsza religijność, tym większy problem. Bo religia nie tylko zatruwa życie codzienne, nakładając nakazy i zakazy, dyktując ludziom, jak mają żyć, ale i uzależnia.
Jak donosiła mi znajoma psycholożka, coraz więcej osób w stanie odbiegającym od normy przekracza próg jej gabinetu i coraz więcej osób wychodzi ze zaleceniem konsultacji psychiatrycznej. Dziś przyjrzymy się nie jednostkom, ale całemu społeczeństwu.
Istnieje na przykład korelacja między stanem psychicznym a religijnością. Im wyższy poziom neurotyczności i/lub psychotyczności, tym silniejsze tendencje do “pogłębionej wiary”, jak mówią tak zwani “charyzmatycy”, których przybywa coraz więcej.
Dawniej, w PRL religia była całkowicie tematem tabu i terenem czysto
prywatnym. Nikogo nie obchodziło, jak i w co wierzyliśmy, a mimo to wiara była mocna. Istniało tak wielu ludzi, dla których zajmowanie się religią było stratą czasu i odciąganiem, może celowym, od innych poważniejszych spraw, że całość społeczeństwa była dużo bardziej zdrowa niż obecnie.
Jak przełożyć spostrzeżenie przywołanej na wstępie ciotki-psycholożki z obecnym stanem społeczeństwa? Otóż cezurą był rok 1989, kiedy to religie w Polsce, z rzymskokatolicką jako dominującą, odzyskały wolność, a raczej w ogóle prawo bytu i istnienia w przestrzeni prywatnej. Religia – odtąd będę posługiwał się dla uproszczenia liczbą pojedynczą, ale chodzi o wszystkie religie w naszym kraju – rzuciła się dosłownie na świat. Powstało słynne i niesławne Radio Maryja, potem telewizja “Trwam”, które dotarły do tysięcy słuchaczy, obdzierając ich z głodowych rent i emerytur, bo słuchaczami i widzami byli wszyscy wykluczeni przez system, wszyscy biedni, szczególnie z terenów południowo-wschodnich. Zaczęły powstawać wspólnoty, instytucje, prasa i multimedia. Kościół odzyskał miejsce w szkole przez katechizację, mienie i nieruchomości oraz ziemie zabrane im po wojnie i znacjonalizowane przez państwo, odzyskał mnóstwo pieniędzy.
Ale to nie wystarczyło – odtąd w Kościele rozpoczęły się tendencje odwetowe, roszczeniowe i do zemsty na wszystkich “lewakach”. Wzywano do lustracji, a nawet linczów. Rząd Olszewskiego chciał dokonać agresywnej, podobnej do czeskiej i słowackiej, dekomunizacji, niedającej się sprowadzić do zmian nazw placów i ulic.
Co to ma wspólnego ze zdrowiem psychicznym społeczeństwa? Otóż im mocniejsza religijność, tym większy problem. Bo religia nie tylko zatruwa życie codzienne, nakładając nakazy i zakazy, dyktując ludziom, jak mają żyć, ale i uzależnia.
Uzależnienie od praktyk religijnych – mówimy cały czas o religijności jako kulcie, nie jako sferze przekonań i wierze – może być bardzo silne i prowadzić do codziennych spowiedzi, nieustannych modlitw, zwłaszcza monotonnych, jak różaniec, kierować zainteresowania ku metafizyce, mistyce i ogólnie ku “tamtemu światu”.
Jak wiadomo, każde uzależnienie jest destruktywne, podobnie jest z uzależnieniem od emocji podczas spotkań modlitewnych, nawet codziennych, gdzie atmosfera bywa sztucznie podkręcana przez gitary i “objawienia prywatne”. Im bardziej człowiek jest zewnątrzsterowny, tym bardziej ulega sugestii grupy i jest podatny na manipulację.
PRL był pod względem psychicznym okresem normalności psychicznej.
Dlaczego w PRL mimo, że w latach 80-tych był szczyt hospitalizacji psychiatrycznych, ogólnie byliśmy zdrowsi psychicznie? Sprzyjała temu atmosfera socjalistycznego państwa, bezrobocie pozorne (każdy miał pracę), podobieństwo sytuacji finansowej, brak rozwarstwienia, jakie dziś się powiększa, brak wykluczających narracji, nieobecność Kościoła w przestrzeni publicznej, pakiety socjalne (“wczasy pod gruszą”), mniejsza mobilność i zmienność sytuacji na rynku, mniejsze zagrożenie brakiem pracy, mniejsza bezdomność (był obowiązek meldunkowy), a dawniej nawet nakaz i skierowanie do pracy po ukończeniu edukacji. Dziś szkoły i uczelnie wypuszczają studentów i nie interesują się praktycznie ich drogą zawodową i ścieżką kariery. Dawniej był nad nami parasol – oddaliśmy wolność, ale otrzymaliśmy coś w zamian. Dziś mamy wolność i nie wiemy, co z nią zrobić, a poza tym prócz wolności nie mamy nic. Odzyskanie wolności okupiliśmy rezygnacją z pakietu państwa opiekuńczego – oczywiście, że równocześnie zniewalającego. Taka jest natura ludzka, że gdy pojawia się wolność, nie wiadomo, co robić i na horyzoncie pojawia się bezsens. A jest to uczucie najgorsze z możliwych.
Można w kryzysie widzieć samo zło, a można też ukryte szanse. Ci, którzy
pozytywnie myśląc przejdą kryzys, wzniosą się o stopień wyżej w stosunku do reszty, którzy tylko narzekają na wysokie ceny czy opłaty codzienne, ogólny zamęt i chaos. Tylko ci, którzy zrozumieją swój problem, mogą go rozwiązać. Niestety, samokrytycyzm i w ogóle postawy krytyczne i sceptyczne osłabły: nie negujemy tego, co do nas dociera, a tylko niezgadzanie się na fałszywe autorytety może ochronić nas przed totalnym braniem wszystkiego za dobrą monetę.
Zauważmy, że to, iż fake newsy i teorie spiskowe mają takie wzięcie, wynika z osłabienia naszych umysłów, które przyjmują wszystko bez żadnych kryteriów, selektywnego opracowania informacji i chłoną zarówno diamenty, jak i ścieki. Tylko postawa oparta o wyraźną hierarchię ważności docierających do nas informacji może zaprowadzić porządek w noosferze. Po prostu, jeśli chcemy przyjąć i zrozumieć wszystko, to w efekcie nie zrozumiemy nic. Umysł musi wybierać spośród mnóstwa danych tylko te istotne – tak dawniej uczono w szkołach.
Dziś mało kto krytycznie patrzy na świat – jest jak jest, co nas to obchodzi. Tymczasem od krytycyzmu głowa nie boli, przeciwnie – oczyszcza ją i przygotowuje “etap pozytywny”. Bo na postawie krytycznej nie możemy skończyć. Następny etap to proponowanie alternatywy dla istniejących rozwiązań main-streamowych.
Jeśli będziemy stale w opozycji, nie zmienimy Polski i coraz więcej z nas wpadnie w chaos poznawczy, który – jak uczą psychiatrzy – jest istotnym elementem każdego zaburzenia, jakie leczą.
Należy zatem być przygotowanym na to, że będą w czasie kampanii wyborczej prowokacje, oskarżanie o szaleństwo, będą fakenewsy i coraz więcej teorii spiskowych, będzie produkowany medialny szum i multimedialna papka, skierowane do tych, którzy nie myślą krytycznie i samodzielnie, więc oddają myślenie władzy. “Myślcie za mnie, ułóżcie mi życie, ja chcę mieć święty spokój” – mówi przeciętny obywatel. I władza to chętnie robi. Ale cena jest zbyt wysoka, utrata wolności, która jest sednem człowieczeństwa i odróżnia nas od fauny.
Jeśli będziemy tedy krytyczni, szybko ogarniemy, co się dzieje w Polsce aktualnie i wyciągniemy wnioski. Ale zaraz potem, jeszcze przed wyborczym zwycięstwem, musimy zastanowić się nad wizją przyszłej Polski. W jakim iść kierunku, aby wyjść z impasu? Jakie miejsce Polski jest naprawdę w Europie? Kto ma najlepszy program? Kto ma rozsądną i piękną wizję dalszego rozwoju kraju? W czym Polska będzie się specjalizować, czym zasłynie? Oto są pytania, na które odpowiedzi trzeba udzielić już dziś. Jeżeli tego nie zrobimy, czekają nas kolejne cztery lata w polskim złotym więzieniu.
Rafał Sulikowski
Rafał Sulikowski. Religie świata: skąd się wzięły?

Rafał Sulikowski
Niektóre teorie zakładają, że religię wymyślono, aby kontrolować ludzi podatnych na sugestię, aby dać kapłanom władzę i dostęp do wszystkiego, co najlepsze.
Niemal wszyscy wierzący w tego czy innego boga, w Jezusa czy w Krisznę, są pewni, że to ich religia jest prawdziwa. I na dokładkę, że to ich religia została objawiona spoza naszego świata, że została nam dana z nieba. Tak sądzą mojżeszowi, chrześcijanie, muzułmanie czy mormoni.
Każda religia mówi, że jest tą jedyną autentyczną drogą do pokonania zła i wiecznego zbawienia. W perspektywie każdej religii wszyscy ludzie są niewierzący – dla muzułmanina jestem “niewiernym”, a dla Żyda “gojem”, dla pozostałych – odszczepieńcem. Dla katolicyzmu wszyscy pozostali chrześcijanie to “bracia odłączeni”, a pozostali to “niewierzący”. Każdy złowiek na ziemi jest więc niewierzący, bo nie sposób wyznawać wszystkie religie naraz.
Objawienie, które według religii pochodzi z nieba, zostaje spisane w księgach świętych, które ma każda religia. Chrześcijanie wierzą, że to, co mówił Jezus pochodzi z nieba, a Żydzi wierzą, że Bóg przemówił do Abrahama, potem do Mojżesza i pozostałych proroków.
Czy istnieje naturalne wyjaśnienie, jak powstały religie?
Naturalnych wyjaśnień powstania i rozwoju religii jest bardzo dużo, ale są one dziś wypierane przez kościoły, jak i wiernych, a osób niewierzących ta tematyka w ogóle nie interesuje. Niemniej, kiedy minie obecne zaczadzenie religią, okaże się, że to wyjaśnienie może być prostsze, niż się nam wydaje.
Przypomnę, jakie są dotychczasowe teorie religii. Najprostsze z nich zakłada, że religia jest systemem wierzeń, w których szukamy troski, opieki, wsparcia, nadziei, że będzie lepiej i tu i po śmierci. Jako dzieci jesteśmy pod parasolem rodziców, a kiedy wkraczamy w okres samodzielności,
rodziców zastępują osoby boskie lub protagoniści czy bohaterowie, a w katolicyzmie – święci. Przychodzą w trudnych chwilach, pomagają, dodają otuchy, a czasem uzdrawiają.
Początkiem kultu świętych jest wiara w bóstwa politeistyczne oraz kult
przodków. Centralnym pytaniem ludzi pierwotnych było zaobserwowanie, że w pewnym momencie ich przodkom coś złego się stało, a potem uświadomienie sobie, że my też będziemy w takim dziwnym stanie bezruchu i braku oznak życia. Kult przodków zatem naturalnie wyprzedza w czasie kult świętych, który niejako kanonizuje i legitymizuje dawne obrzędy, rytuały i święta. Inne teorie zakładają, że religię wymyślono, aby kontrolować ludzi podatnych na sugestię, aby dać kapłanom władzę i dostęp do wszystkiego, co najlepsze. Jeszcze inne mówi, że za religiami stoją obcy. Kolejne wyjaśnienie z psychologii głębi zakłada, że “bóg” jest figurą ojca, często dalekiego i niedostępnego, ale jednak potrzebnego.
Nasze wyjaśnienie opiera się na teorii halucynogennej. Wiadomo od prawieków, że pewne substancje i rośliny wywołują stany ekstazy, transu, podobne do chorób umysłowych. Jeśli podamy zdrowemu psychicznie człowiekowi agonistów dopaminy, przeżyje on wizje, natchnienia, stany błogości, a jeśli choremu – pogorszy się jego stan psychiczny, tak, że zupełnie “odleci”. I odwrotnie, jeśli chorym na przykład na schizofrenię paranoidalną podamy antagonistów dopaminy, sprawimy, że znikną omamy, urojenia i halucynacje i ściągniemy go na ziemię.
Trans i opętanie dawniej było uważane za stany pożądanego kontaktu z bóstwem. Dziś traktujemy je jako choroby, ale przecież to niczego nie wyjaśnia. Zatem można przyjąć, że przynajmniej część przeżyć duchowych, ekstaz i proroctw starożytnych powstała ze wspomaganiem”.
Kapłani doskonale wykształceni w różnych dziedzinach ówczesnej wiedzy wiedzieli dobrze, co trzeba i w jakiej dawce bezpiecznej przyjąć, aby przeżyć “odlot”, “lot” czy “podróż astralną”.
W latach 70-tych modna była terapia psychodeliczna z udziałem LSD, po zażyciu którego pacjenci doświadczali “podróży”, a także ponownych narodzin symbolicznych. Oczywiście, były to eksperymenty, które potem zarzucono ze względów etycznych.
Można zatem będąc czasem w kościele, gdzie używa się kadzideł, pokojarzyć fakty i domyślić się, że zamiast kadzidła mogą to być palone inne, bardziej halucynogenne rośliny, które wywołują naturalne zupełnie wizje, jako że nie znamy jeszcze możliwości naszych umysłów. Ci, którzy walczą z narkomanią, wiedzą dobrze, jak trudno zrezygnować z substancji halucynogennych i euforyzujących, podobnie jak niektórym ludziom bardzo trudno “odstawić” praktyki religijne. Mają bowiem wielki potencjał uspokajający i przeciwdepresyjny, a to wystarcza, aby religie nadal trwały. I prawdopodobnie będą trwać, dopóki na ich miejsce nie pojawi się “coś”. Ale co by to mogło być, tego nie wie nikt.
Rafał Sulikowski
Już w marcu pierwszy próbny lot kapsuły Crew Dragon firmy SpaceX Elona Muska
Po zakończeniu programu wahadłowców kosmicznych od 2011 Amerykanie nie latają samodzielnie na Międzynarodową Stację Kosmiczną (MSK). W marcu ma dotrzeć do niej nowa kapsuła załogowa firmy SpaceX Elona Muska.

Amerykańska Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA) wydała zgodę na pierwszy próbny lot nowej kapsuły załogowej Crew Dragon firmy SpaceX Elona Muska na Międzynarodową Stację Kosmiczną (MSK) na początku marca. Jak poinformowało kierownictwo NASA, lot ten odbędzie się w trybie bezzałogowym i bezładunkowym. Zamiast astronautów na pokładzie kapsuły Crew Dragon znajdzie się tylko kukła astronauty naturalnej wielkości.
NASA and SpaceX Discuss Launch Plans for 1st Crew Dragon Spaceship Today https://t.co/wd308DzdEJ pic.twitter.com/kqVlNCNTdb
— SPACE.com (@SPACEdotcom) February 22, 2019
Po locie próbnym nastąpi lot załogowy na MSK
NASA chce jeszcze w tym roku wysłać w kosmos astronautów przy użyciu rakiety nośnej typu Falcon-9 produkowanej przez firmę SpaceX. Firma ta wielokrotnie już wysyłała kapsuły transportowe Dragon w kierunku stacji MSK, ale do tej pory dostarczały one na jej pokład tylko ładunki. W pierwszej załogowej misji z użyciem nowej kapsuły Crew Dragon na początku lipca weźmie udział dwóch astronautów.

Wspomniany wyżej pierwszy test bezzałogowy i bezładunkowy tej kapsuły, przy użyciu rakiety Falcon-9, przewidziany jest na 2 marca. Rakieta wystartuje z kosmodromu Cape Canaveral na Florydzie, 3 marca połączy się z Międzynarodową Stacją Kosmiczną, a 8 marca powróci na Ziemię. – Jesteśmy gotowi do startu i operacji dokowania – powiedział Bill Gerstenmaier z kosmodromu Cape Canaveral, który jest w nim odpowiedzialny za przebieg lotów załogowych w kosmos.
SpaceX i Boeing będą w przyszłości latały na Międzynarodową Stację Kosmiczną
Amerykański program lotów załogowych w kosmos przy użyciu wahadłowców został zakończony w roku 2011. Od tego czasu amerykańscy astronauci mogą dotrzeć na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej tylko dzięki rosyjskim rakietom typu Sojuz, ale ich umowa z Rosjanami w tej sprawie wygasa w listopadzie tego roku. W miejsce Rosjan mają pojawić się dwie firmy amerykańskie – wspomniana wcześniej firma SpaceX i Boeing. Na ten cel NASA przeznaczyła dla SpaceX 2,6 mld dolarów, a dla Boeinga 4,2 mld dolarów. Za te pieniądze mają zostać wybudowane nowe rakiety i nowe systemy startowe dla kapsuł załogowych i transportowych.

SpaceX jest przedsiębiorstwem prywatnym, należącym do amerykańskiego miliardera i szefa firmy Tesla Elon Muska. W tej chwili dysponuje ona trzema wyrzutniami rakiet na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA. Od 2014 roku prowadzi prace budowlane nad własnym kosmodromem w Brownville nad Zatoką Meksykańską w Teksasie.
REDAKCJA POLECA
Ks. Lemański skomentował wywiad Morawieckiego dla izraelskiego dziennika: Lepiej milczeć. Szkoda gadać
W opublikowanym w piątek wywiadzie dla izraelskiego dziennika „Haaretz” Mateusz Morawiecki odniósł się m.in. do napiętych stosunki między Polską a Izraelem oraz wypowiedzi p.o. izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza o „antysemityzmie wyssanym z mlekiem matki”. Ks. Wojciech Lemański ocenił, że „w Izraelu nikogo ten wywiad nie przekonał, o ile w ogóle zainteresował”. – Wypowiadając się o historii, pan premier nie raz i nie drugi, boleśnie „wywinął orła”. – napisał w komentarzu na swoim profilu na Facebooku.
🇵🇱 @PremierRP @MorawieckiM dla @haaretzcom:
— Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP 🇵🇱 (@MSZ_RP) February 22, 2019
„Podkreślę to jeszcze raz: plaga antysemityzmu jest w Polsce marginesem. Smuci mnie fakt, że postawą jednego z czołowych izraelskich urzędników wydaje się antypolonizm”.
Przeczytaj cały wywiad ▶️ https://t.co/IbyW69JTYx
„To nic innego jak rasizm”
– Nie mam problemu, z tym że ktoś wspomina fakt, iż w czasie okrutnej, złej, dehumanizującej wojny byli pojedynczy kryminaliści w moim narodzie. Oczywiście byli, tak jak w każdym innym – powiedział Mateusz Morawiecki w rozmowie z izraelskim „Haaretz”. – Jednak kiedy używa się stereotypów, że „każdy Polak wyssał antysemityzm z mlekiem matki”, to nic innego jak rasizm – dodał, cytując wypowiedź szefa izraelskiego MSZ.
– Musimy radzić sobie z antysemityzmem w Polsce, ale na szczęście to zjawisko marginalne (…) Polska jest jednym z kilku krajów w UE, gdzie liczba antysemickich incydentów się zmniejsza, podczas gdy w wielu innych sytuacja rozwija się w sposób niepokojąco – stwierdził. Przypomniał też, że tylko w Polsce za pomoc Żydowi groziła śmierć nie tylko osobie, która takiej pomocy udzieliła, ale całej jej rodzinie. – Jesteśmy otwarci na prawdę, nawet najtrudniejszą o kolaborantach, ale nigdy nie zgodzimy się na rozciągniecie osobistej odpowiedzialności na cały naród – zaznaczył Morawiecki
„Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”
Wcześniej gazeta „Jerusalem Post” zamieściła informację, że podczas szczytu bliskowschodniego w Warszawie, premier Izraela Benjamin Netanjahu miał powiedzieć, że „Polacy kolaborowali z nazistami w Holokauście”. Kancelaria izraelskiego premiera sprostowała tę wypowiedź, zaznaczając, że Netanjahu nie mówił o odpowiedzialności całego narodu polskiego.
Wkrótce potem, odnosząc się do słów przypisanych Netanjahu, szef izraelskiego MSZ Israel Katz powiedział: –Nasz premier wyraził się jasno. Sam jestem synem ocalonych z Holokaustu. Jak każdy Izraelczyk i Żyd mogę powiedzieć: nie zapomnimy i nie przebaczymy. Było wielu Polaków, którzy kolaborowali z nazistami i tak jak powiedział Icchak Szamir (były premier Izraela – przyp. red.), któremu Polacy zamordowali ojca „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. I nikt nie będzie nam mówił, jak mamy się wyrażać i jak pamiętać naszych poległych – zaznaczył.
„Bezpieczniej było udzielić wywiadu braciom Karnowskim”
Do opublikowanego w piątek wywiadu Mateusza Morawieckiego odniósł się w swoim komentarzu na Facebooku ks. Wojciech Lemański:
Czyta potem taki Żyd czy Polak wywiad tego pana i zastanawia się, w którym miejscy mówi on prawdę, a w którym świadomie lub nieświadomie, mija się z prawdą. A już wysłać tego człowieka na pole minowe relacji polsko-żydowskich, to misja samobójcza albo zabójcza, w zależności od inicjatora tego wywiadu. – skomentował rozmowę polskiego premiera dla izraelskiego dziennika „Haaretz” ksiądz Wojciech Lemański.
Wypowiadając się o historii, pan premier nie raz i nie drugi, boleśnie „wywinął orła”. Może idąc śladem prezesa, bezpieczniej było udzielić wywiadu braciom Karnowskim, albo red. Lisickiemu, albo red. Sakiewiczowi. W Izraelu nikogo ten wywiad nie przekonał, o ile w ogóle zainteresował. A u nas? To niestety kolejny „sukces dobrej zmiany”. – ocenił.
A na koniec kilka słów o liczeniu. Panie premierze, ilu mieszkańców Kielc atakowało kamienicę na Plantach, a ilu tamtych Żydów broniło? A w Jedwabnem? Ilu IPN naliczył mieszkańców uczestniczących w mordzie na sąsiadach, a ilu udało się tam odnaleźć „sprawiedliwych” ? Szkoda gadać. Lepiej milczeć. Taka dobra rada. – zaznaczył ks. Wojciech Lemański.
(df) thefad.pl / ks. Wojciech Lemański – Facebook
Adam Mazguła: Mam nadzieję, że w wyborach Polacy nie dadzą sobie zasłonić oczu nowymi programami „dobra zmiana+”

Adam Mazguła
Jestem pewny, że tym razem Polacy nie dadzą sobie zasłonić oczu i zadymić myśli nowymi programami „dobra zmiana+” i wmawianiem Polakom, że żyje się im lepiej, a wszystko to w zamian za wolność, konstytucję, prawa człowieka, w tym szczególnie prawa kobiet w naszym kraju.
Otrzymałem podziękowanie od Fundacji im. Stefana Batorego i KOD za zaangażowanie w obserwację wyborów samorządowych i bardzo mnie to cieszy. Mam nadzieję, że i w następnych wyborach nie będzie prób wpływania na ich wynik przez komisje wyborcze.

Niestety, trudno liczyć na media „publiczne”, które z niebywałą intensywnością prowadzą kampanię wyborczą tylko jednej partii. W ten sam sposób angażują się władze państwowe i kościelne, które mają duży wpływ na zdecydowaną większość polskich parafian. Mam nadzieję, że Polacy tym razem już nie dadzą się przekupić własnymi pieniędzmi i oszukać ofensywną propagandą PiS-u.
Mam nadzieję, że przed wrzuceniem kartki wyborczej ocenimy, jak działa służba zdrowia w Polsce, jak zakłamuje rzeczywistość zniszczona edukacja, jak PiS morduje polską przyrodę, jedność i solidarność narodową. Wszyscy widzimy dewastację polskich stosunków międzynarodowych przez obecną władzę, zniszczenie służby cywilnej, wojska, sądownictwa, służb specjalnych, kultury i ocen historycznych naszego narodu.
Musimy pamiętać o co najmniej 54 ofiarach śmiertelnych zaszczutych przez PiS, morderstwie B. Blidy, I. Stachowiaka, P. Adamowicza, o śmierci P. Szczęsnego, o tysiącach zwolnionych z pracy i zastąpionych członkami rodzin i znajomymi członków zdemoralizowanej partii władzy.
Pamiętajmy o zagarniętych z budżetu Państwa milionach złotych dla elit tej partii i hierarchów kościelnych, o dewastacji, nieróbstwie i przekonaniu, że im się to po prostu należało. Pamiętajmy o zrujnowanej świadomości Polaków, aferach SKOK, Srebrnej, PCK, Macierewicza, Kaczyńskiego, Zalewskiej, Ziobro, Kamińskiego…
Pamiętajmy o zatrutym powietrzu, wyciętych lasach i samowoli pomnikowej, nawet w centrum Warszawy. Pamiętajmy o podeptanej Konstytucji i demokracji, o dyktacie Prezesa i likwidacji dyskusji parlamentarnej, o panowaniu faszyzmu i lobby kiboli na polskich ulicach.
Jestem pewny, że tym razem Polacy nie dadzą sobie zasłonić oczu i zadymić myśli nowymi programami „dobra zmiana+” i wmawianiem Polakom, że żyje się im lepiej, a wszystko to w zamian za wolność, konstytucję, prawa człowieka, w tym szczególnie prawa kobiet w naszym kraju.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: Żyjemy dziś w państwie teoretycznym, ale jest nadzieja na zmiany!

Dariusz Stokwiszewski
Miejmy nadzieję, że obudzimy się już wkrótce w nowej, lepszej rzeczywistości dzięki mądrości liderów partii opozycyjnych, którzy po zwycięstwie nie zapomną o tym, aby dokonać zmian w relacjach państwo – KK po to, by obie instytucje nie miały na siebie wpływu.
Tak wiele napisano o naszej rzeczywistości, iż wydawać by się mogło, że pisać nie ma już o czym. Wiemy więc, że państwo jako takie jest fikcją ze względu na brak realnych, demokratycznych podstaw jego istnienia. Ogrom zniszczeń dokonanych przez obecnie rządzących, a odnoszący się do każdej niemal sfery życia jest niewyobrażalny. Nie ma w zasadzie instytucji, która funkcjonowałyby zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Państwo stało się prywatną własnością jednego, „żyjącego w ascezie” posła z Żoliborza, który sam, podobnie jak Papież (przepraszam go za to porównanie), nie posiada nic ponadto, co ma na sobie (sic!). I tu można zrobić chwilę przerwy na pusty śmiech …!
Zdolności pisowskiego państwa w sferach: koalicyjno – sojuszniczych, jego znaczenia i możliwości oddziaływania oraz prestiżu w świecie, wizerunkowe, a zwłaszcza te, które odnoszą się do naszych zdolności obronnych są bardzo mierne! I jeśli nie używam tutaj określeń mocniejszych to tylko dlatego, aby nie przykładać swej cegiełki do powolnego upadku tego, co jeszcze kilka lat temu dumnie nazywaliśmy Rzeczpospolitą Polską! Nie można jednak milczeć, bo moja, twoja, nasza wreszcie chata, nie jest „z kraja”! Polska bowiem to nasze wspólne dobro i wartość najwyższa!
Poza deprecjacją państwa, której fatalnym efektem mogą być zagrożenia zewnętrzne (spadek pozycji w UE i NATO, ale też w naszych kontaktach dwustronnych i w ramach różnorakich organizacji i forów (Rada Europy, OBWE, Grupa Wyszehradzka, Trójkąt Weimarski, RPMB) można spodziewać się i niepokojów wewnętrznych, związanych z tym, że państwo może się okazać niewydolne ekonomicznie w zakresie spełnienia tych wszystkich obietnic, które zostały społeczeństwu złożone (w tym „sławetne” 500+ etc.). To może wywołać duże niezadowolenie społeczne, a ostatecznie konflikt wewnętrzny!
Na dodatek pojawiają się stare – nowe wątki spraw uważanych często za zakończone! Wracają sprawy teczek i współpracy z SB, ujawniane są nowe okoliczności w sprawach mniej istotnych, a jednak bulwersujących społeczeństwo, jak zawinione np. przez SOP wypadki rządowych aut, nepotyzm, kolesiostwo, etc. Nie milkną echa (zamiatanych w powszechnej opinii pod dywan spraw), związanych z nieprawidłowościami w wymiarze sprawiedliwości i organach ścigania, uważanych niekiedy za bezwolne narzędzie w ręku Zbigniewa Ziobry. Przykładem może być zawiadomienie przez Jarosława Kaczyńskiego prokuratury o możliwości zaistnienia przestępstwa z art. 212 kk (ścigane z urzędu, a więc mogące wyglądać na zastraszenie) ze strony jego oponentów, zamiast skorzystać ze ścieżki cywilnej. Interweniuje w tej sprawie już Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która tak właśnie (jako próbę zastraszenia) tę sprawę potraktowała. Nie mniej rażące jest obsadzanie Sądu Najwyższego „swoimi ludźmi” (jednym z nich został mianowany założyciel skrajnego Ordo Iuris) oraz „efekt mrożący” w stosunku do sędziów. W tym miejscu przypominam: to SN orzeka o ważności wyborów, ma zatem ogromnie ważną rolę!
To całe zło trwa już na tyle długo, aby mieć obawy o to, że jeśli nie zmienią się realia, to sytuacja w Polsce może wymknąć się spod kontroli. Przed nami wkrótce cała sekwencja wyborcza. W maju b.r. odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, niedługo po tym, bo już jesienią do Sejmu i Senatu RP, w przyszłym zaś roku wybory prezydenckie. Jest coraz bardziej prawdopodobne to, że zwycięzcą zostanie wielka koalicja partii opozycyjnych (póki co, poza partią Roberta Biedronia „Wiosna”, który miejmy nadzieję, ostatecznie dla dobra Polski zmieni zdanie).
Jeśli tak się stanie to bez wątpienia (o czym jestem mocno przekonany) zostanie powstrzymana destrukcja państwa polskiego. Tego, które przecież jeszcze niedawno pełniło nieformalną, ale realną rolę Primus Inter Pares państw Europy Środkowo – Wschodniej. To już chyba jedna z ostatnich szans na powrót Polski do normalności i na zmierzch współczesnej „epoki pisowskiego średniowiecza”! Miejmy nadzieję, że obudzimy się już wkrótce w nowej, lepszej rzeczywistości dzięki mądrości liderów partii opozycyjnych, którzy po zwycięstwie nie zapomną o tym, aby dokonać zmian w relacjach państwo – KK po to, by obie instytucje nie miały na siebie wpływu. Chapeau bas panowie i powodzenia w dziele naprawy III Rzeczypospolitej! Czwarta nie jest nam do niczego potrzebna!
Dariusz Stokwiszewski
Jaką rolę odgrywają nowe media w teatrze?
Wkroczenie na deski teatru postępu technologicznego było nieuniknione. Dla jednych jest to doskonałe uzupełnienie sztuk, które nawiązują w ten sposób do współczesności, dla innych to łamanie wszelkich tradycji i naturalnego charakteru teatru. Czy teatr wykorzystujący nowe media wciąż jest teatrem?

Innowacyjne rozwiązania wzbogacają sztukę
Teatr jest otwarty na nowoczesne metody tworzenia sztuki i budowania napięcia u widzów. Oprócz tradycyjnych scenografii chętnie korzysta z innowacyjnych technologii, które potrafią poniekąd zatrzeć granice między rzeczywistością a fikcją. Możliwość przedstawienia spektaklu z pomocą gry świateł filmowych, a także efektów dźwiękowych i pirotechnicznych zapewnia publiczności większe i głębsze doznania podczas oglądania. Całe przedstawienie ma zupełnie inny wymiar, który wzmaga emocje.
Nowe media nie tylko na scenie
Szybki rozwój technologii wpływa również korzystnie na docieranie do szerokiego grona odbiorców. Teatrszekspirowski.pl informuje swoich widzów o nadchodzących wydarzeniach, a także przedstawia na bieżąco aktualności związane nie tylko ze spektaklami, ale również innymi prowadzonymi inicjatywami. Media pozwalają na bezpośredni kontakt z widzami oraz pozwalają przybliżyć oraz pokazać, jaki współczesny teatr ma charakter. Wpływają również na wzbudzenie zainteresowania. Spektakle teatralne w Gdańsku to nie tylko poważne tragedie i dramaty, ale również zabawne komedie pełne humorystycznych scen i barwnych postaci.
Czy nowe media są zagrożeniem dla teatru?
Wydarzenia organizowane w teatrach są nie do zastąpienia. Mimo, że wykorzystuje się nowoczesne technologie do urozmaicania spektakli, a nawet podejmuje się próby przedstawiania sztuki drogą wirtualnych kanałów, to wciąż teatr pozostaje tradycyjną formą, gdzie widz i aktor muszą się spotkać w jednej sali – i to nadal cieszy się dużym zainteresowaniem. Nowe media nie są zagrożeniem dla teatru, a ciekawym rozwiązaniem, które nadaje sztuce zupełnie inny charakter.






