Konferencja w Watykanie. Udzielono głosu ofiarom: Trzy razy byłam zmuszana do aborcji
W Rzymie, na zwołanej przez papieża konferencji przewodniczących episkopatów w sprawie ochrony nieletnich w Kościele, udzielono głosu ofiarom.
Pope Francis demands bishops act now on abuse as victims speak of painhttps://t.co/cD1NWFzARo pic.twitter.com/hUZpkLOUix
— ITV News (@itvnews) February 21, 2019
W pierwszym dniu konferencji, która trwać będzie do niedzieli (24.02.2019), czterej mężczyźni i jedna kobieta, będący ofiarami pedofilii duchownych, opowiadali o swoich doświadczeniach i wysuwali żądania wobec Kościoła katolickiego.
Ich relacje miały formę filmów wideo – przygotowane zostały także pisemne wersje ich relacji, bez żadnych dodatkowych informacji.
Podkreślali, że szczególnie bolesne i traumatyzujące – oprócz samego molestowania – było to, że nikt im nie dawał wiary: ani biskupi, ani zwierzchnicy zgromadzeń zakonnych.
– Najgorsze było to, że nikt nam nie wierzył. Traktowano mnie jak kłamcę, odwracano się ode mnie i twierdzono, że jestem wrogiem Kościoła – skarżył się mężczyzna z Ameryki Płd. i ostrzegał przed fałszywym albo wymuszonym przebaczeniem. Wezwał osoby odpowiedzialne w Kościele do współpracy z władzami.
Trzy razy aborcja
O tym, jak molestowanie zniszczyło ich życie i relacje z innymi ludźmi, opowiadali dwaj mężczyźni, jeden ze Stanów Zjednoczonych, drugi z Azji. Obydwaj wezwali zwierzchników wspólnot zakonnych, aby bardziej angażowali się w walce z pedofilią i zarzucali im tuszowanie wykroczeń.
– Domagam się od biskupów, żeby odrobili swoje domowe zadania, ponieważ jest to bomba tykająca w Kościele w Azji – powiedział mężczyzna z Azji, domagając się ukarania gwałcicieli.
Kobieta z Afryki opowiadała o tym, że jako 15-latka zaczęła być gwałcona przez księdza. W czasie 13 lat, kiedy to trwało, mężczyzna nie chciał używać prezerwatyw ani żadnych innych środków antykoncepcyjnych. Kobieta trzykrotnie zaszła w ciążę. Ksiądz za każdym razem zmuszał ją do aborcji. Nie mogła mu się przeciwstawić, ponieważ była od niego egzystencjalnie uzależniona i była bita, kiedy oponowała.
Bezczynność biskupów
O bezczynności biskupów opowiadał jeden z zakonników z Europy Wschodniej, który dopiero jako dorosły przemógł się, by opowiedzieć o tym, jak wykorzystywany był w młodości przez księdza. Dopiero nuncjusz papieski dał wiarę jego opowiadaniu, lecz także potem był ostro atakowany przez biskupa.
Otwierając konferencję w Watykanie, papież Franciszek domagał się od hierarchów Kościoła katolickiego konkretnych działań.
– Lud Boży patrzy na nas i oczekuje od nas nie tylko potępień, lecz konkretnych i skutecznych środków zaradczych – mówił Ojciec Święty. – Usłyszmy krzyk dzieci, które domagają się sprawiedliwości.
Victims testify at child sex abuse conference, Pope promises to fight ‘enemy within’ https://t.co/3KghVnZB3w pic.twitter.com/7jS0iQBzsH
— Reuters Top News (@Reuters) February 21, 2019
Zwierzchnik kurii rzymskiej przypomniał przewodniczącym episkopatów z całego świata o ich odpowiedzialności i domagał się odwagi i konkretów, aby zwalczyć „zło seksualnych nadużyć”.
W historycznym spotkaniu Watykanie, które trwać będzie 4 dni, oprócz 110 przewodniczących narodowych episkopatów biorą także udział przedstawiciele Kurii Rzymskiej i wspólnot zakonnych.
– Niech nas oświeca Najświętsza Maryja Panna, abyśmy starali się uleczyć te głębokie rany, które skandal pedofilii zadał zarówno najmniejszym, jak i wierzącym – powiedział papież.
REDAKCJA POLECA
Magdalena Środa: Pomnik leży i może tak powinno zostać

Magdalena Środa
Problemem pozostaje co z innymi dziwacznymi pomnikami; czy będziemy je teraz gremialnie obalać? Póki PiS ma władzę, opatrzy je zapewne kordonem policji, ale wszak pomników już, chociażby samego papieża, mamy więcej niż policji
Obalenie pomnika ks. Jankowskiego miało wszystkie cechy nieposłuszeństwa obywatelskiego. Akcja była jawna, nagrywana, nie nosiła znamion prywatności, to była akcja społeczna, jej celem było napiętnowanie zła (zafałszowanej pamięci, niezasłużonej czci), a ponieważ była niezgodna z prawem, jej sprawcy grzecznie oddali się w ręce policji. Gandhi by się tego nie powstydził.

Pomnik leży i może tak powinno zostać. Wcześniej myślałam, że powinien stać, ale z napisem „Ks. Jankowski duszpasterz Solidarności, człowiek wielkich zasług i podłego charakteru. Pedofil”. Teraz myślę, że powinien z takim napisem leżeć. Ku pamięci wszystkich dewotów, hipokrytów, którzy nie żyją, a klęczą przed fałszywymi bożkami.
Problemem pozostaje co z innymi dziwacznymi pomnikami; czy będziemy je teraz gremialnie obalać? Póki PiS ma władzę, opatrzy je zapewne kordonem policji, ale wszak pomników już, chociażby samego papieża, mamy więcej niż policji…
Magdalena Środa
Kiedy przedawniają się pożyczki
Wszystkie długi po pewnym czasie ulegają przedawnieniu. Instytucja przedawnienia została opisana w artykule 118 Kodeksu cywilnego. Najnowsze przepisy obowiązują od połowy 2018 roku.

Zgodnie z nimi pożyczka prywatna przedawnia się po 6 latach od upływu dnia, w którym miała nastąpić spłata. Pożyczki udzielane przez firmy – przedawniają się już po upływie 3 lat. W przypadku pożyczek ratalnych – termin przedawnienia każdej raty liczy się oddzielnie.
Przedawnienie pożyczki 2019
Nowelizacja przepisów wprowadziła jeszcze dwie istotne zmiany. Od teraz, za dzień przedawnienia zawsze uznaje się 31 grudnia roku kalendarzowego, w którym miało nastąpić przedawnienie. W praktyce oznacza to, że do podstawowego terminu przedawnienia musisz dodać okres pozostały do 31 grudnia.
Ponadto – zgodnie z nowelizacją – sądy zostały zobowiązane do badania z urzędu, czy rozpatrywane roszczenie nie zostało przedawnione. Do tej pory obowiązek powołania się na przedawnienie leżał po stronie dłużnika.
Dochodziło do sytuacji, w których nieświadomy swoich praw dłużnik otrzymywał niekorzystny wyrok, chociaż mógł się od niego uwolnić, poprzez wypowiedzenie jednego zdania na rozprawie. Nowelizacja powinna wykluczyć takie sytuacje, ale zdrowy rozsądek wciąż nakazuje zachować czujność. Na okoliczność przedawnienia możesz się powołać pisemnie do akt lub ustnie w trakcie rozprawy przed sądem.
Wyjątki od przedawnienia
Ustawodawca przewidział też szereg czynności, które może podjąć wierzyciel, aby przerwać bieg przedawnienia. Specjalnością firm windykacyjnych jest pozyskiwanie tzw. uznania długu. Oznacza to, że jeżeli pisemnie lub w trakcie nagrywanej rozmowy telefonicznej potwierdzisz istnienie zobowiązania – termin przedawnienia zaczyna liczyć się od nowa.
Taki dokument lub zapis rozmowy może być następnie wykorzystany jako dowód przed sądem.
Część firm windykacyjnych wyspecjalizowała się w skupowaniu za bezcen starych długów, w celu późniejszego „wyłudzenia” uznania przez nieświadomych dłużników.
Wszczęcie postępowania sądowego również „resetuje” bieg przedawnienia pożyczki. Podobnie wygląda sytuacja z postępowaniem ugodowym lub egzekucyjnym. W przypadku skutecznej czynności przerywającej bieg przedawnienia – nowy termin liczy się od daty tej czynności.
Jeżeli zamierzasz powołać się na okoliczność przedawnienia pożyczki, powinieneś podążać zgodnie z ustaloną wcześniej strategią. W takiej sytuacji nawiązywanie kontaktu z windykatorem może być po prostu nierozsądne.
Artykuł powstał we współpracy z redakcją portalu https://abcpozyczki.com/
Roman Giertych. List do Zbigniewa Ziobry: Niech się Pan ratuje! Póki nie jest za późno

Roman Giertych
Panie Ministrze! Niech Pan nie pozwoli, aby Pana miejsce zajęła jakaś Kempa, czy Mazurek. Niech Pan nie pozwoli, aby Pana rywal - Joachim spoglądał na Pana z góry, gdy wody będą zalewać wszystko. Niech się Pan ratuje! Póki nie jest za późno.
Drogi Panie Ministrze!
Wzruszyła mnie wczorajsza troska o opozycję, która jak Pan powiedział „wodzona za nos” przeze mnie nie docenia Pańskich wiekopomnych reform prokuratury i nie wierzy w to, że prowadzone przez Pana śledztwa są najcudowniejszym, kryształowym przykładem transparentności i bezstronności.
Tak Panie Ministrze! Wszyscy są równi wobec prawa! Tylko w Panu nadzieja, że Pańska cenna rada powstrzyma opozycję przed samozagładą polegającą na interesowaniu się śledztwem w sprawie Srebrnej. Bo przecież tam nic ciekawego nie ma, i gdyby jak Pan słusznie powiedział nie wina moja, to już dawno mógłby Pan śledztwo zakończyć (chociaż go Pan jeszcze nie rozpoczął).
Jeszcze cenniejszym wątkiem Pana wypowiedzi było zwrócenie uwagi na moją kierowniczą wobec opozycji rolę. Co jest oczywiste i bezsporne. Od dawna wydawane przeze mnie dyspozycje są wiernie realizowane przez wszystkich. Nawet Czarzasty zanim wszedł do Koalicji pytał mnie o zgodę.
Ale piszę do Pana nie po to, żeby pochwalić wystąpienie, chociaż bon mot z tym „robieniem opozycji w konia” przeze mnie – super. Musiał się Jarkowi spodobać.
Piszę z radą. Jako mianowany przez Pana „reżyser działań opozycji” opowiem Panu historię jednego filmu, który oglądałem (i którego nie byłem reżyserem).
Na filmie tym saperzy wysadzili tamę. Ale ładunek nie zadziałał od razu. Tama jeszcze chwilę stała. Było widać zarysowania, coraz większe pęknięcia, a nawet trzaski i pomruk napieranej przez wodę konstrukcji. A ludzie stali i patrzyli z dołu na tamę i myśleli sobie: skoro tyle stała, to jeszcze postoi. To był błąd. Gdyż wreszcie woda ruszyła. Ocalała garstka, która chwilę przed katastrofą wsiadła do helikoptera i odleciała w siną dal.
Panie Ministrze! Niech Pan nie pozwoli, aby Pana miejsce w helikopterze zajęła jakaś Kempa, czy Mazurek. Niech Pan nie pozwoli, aby Pana rywal – Joachim spoglądał na Pana z góry, gdy wody będą zalewać wszystko. Niech się Pan ratuje! Póki nie jest za późno.
Zawsze życzliwy,
Roman Giertych
Manuela Gretkowska: Jak matematyk pobił moją córkę

Manuela Gretkowska
Zdarzają się podobno szkoły w Polsce, gdzie nauczyciele drą nieudane kartkówki z matmy i mówią: „Niczego Was nie nauczyliśmy, nasza wina. Bierzemy temat od początku”. Ale statystyczna Polska jest inna. Składamy dzieci na ołtarzu własnej głupoty i nieporadności, pchamy księżom pedofilom, żeby zostały zbawione, a w szkołach okaleczone z ciekawości, radości życia
Opisałam wyjątkową szkołę WLH Kuronia. Sadząc po komentarzach, ten azyl dla humanistów, został odebrany jako policzek dla nauk ścisłych.
Nie można czytać filozofów bezkarnie, na pewno się przez to głupieje i odrzuca szczepionki albo kulistość Ziemi. Wiadomo, myślenie, literatura kosztem ułamków powodują zidiocenie. Nie spodziewam się więc, że tekst poniżej zostanie przyjęty przez „inżynierów” inaczej. Nie jest do nich. Właściwie już do nikogo, bo dotyczy przeszłości. Pełnej świadków, niczego nie wymyśliłam, chociaż myślałam, że opiszę po maturze mojej córki.
Wybierasz dziecku szkołę, o której się marzyło: nie molocha i nie nowobogacką szklarnię. Bezpretensjonalną szkółkę, gdzie trzeba zapisać już noworodka, później nie będzie miejsc w jednej, kilkunastoosobowej klasie. Po siedmiu latach rozmowa kwalifikacyjna, z rodzicami. Dowiadujesz się, jak będzie fajnie, prawie domowe nauczanie w rodzinnych warunkach. Ideał.
Młodziutka, uśmiechnięta Wychowawczyni, dla pierwszoklasistów bogini. W klasie, z dala od dorosłych upokarza dzieci.
– Kto wniósł ci tornister (ciężki) na 3 piętro? Tatuś?! – fru zrzuca go schodami na parter każąc chłopcu wnieść jeszcze raz – Samodzielnie. Tatuś chłopczyka nie jest Polakiem, nie uważa chamstwa za pedagogikę, ani nie uznaje wojskowej musztry dla rekrutów polskiej oświaty. Lekceważymy ten pierwszy sygnał: Ach, ci cudzoziemcy.
Później Wychowawczyni faworyzuje przemocowe dzieci. Zabieramy naszą siedmiolatkę, gdy w świetlicy „energiczna” koleżanka tłucze ją i pakuje skarpetkę w usta, żeby nie krzyczała. Rodzice „energetycznej” nawet jej nie karcą. Dyrekcja uważa, że Wychowawczyni skoryguje swoje zachowania. Może, ale nie o zachowania chodzi, ale typ osobowości wymagający długotrwałej terapii. Nasza córka w tym czasie potrzebuje normalnych warunków. Już nie chce się uczyć, bo ”się boi”. Wychowawczyni szydziła z jej dysleksji. Nie wiemy jeszcze, że agresja dzieci jest normą. Są kochane, ale przeszkadzają. Nerwica nowej, polskiej klasy średniej, za nią szwadron śmierci, czyli kredytów i bezrobocia. A trzeba mieć wszystko naraz: dziecko, suwa, dom, labradora.
Wybieramy szkołę ekskluzywną, koszty się nie liczą. Przecież tylko w tej szkole, o światowej renomie, dewizą jest brak przemocy i pedagogika łagodności. Do dnia, gdy przebierając Polę pociągnęłam ją za rękę. „Oj boli… – syknęłą – Tak samo, jak na matematyce”.
– Co przepracowałaś rączkę? Tyle piszecie zadań?
– Nie, nie umiałam jednego rozwiązać i pan mi rękę wykręcił… ale innym dzieciom to…
Widziałam pierwszy raz Piotra zaciskającego pięści, poszedł w furii do szkoły porachować się z matematykiem. Psycholem, jeżdżącym na szkolenia zagraniczne, żeby nauczać całą kadrę „nieagresji”. Na lekcjach rzucał dziećmi o ściany, wykręcał im ręce. Dyrekcja po interwencji Piotra natychmiast go wywaliła. Zabieramy dziecko ze szkoły nr 2, żegnamy najbogatszą gminę w Polsce, gdzie ulicami suną Jaguary i Maserati. Tu biją za ciężkie pieniądze.
Pola idzie do normalnej, państwowej szkoły im. Jan Pawła na granicy Magdalenki i Leszna. Trafia na cudowną wychowawczynię, potem na normalnych nauczycieli. Naukowo ok, ale matematycznie dramatycznie.
Wyjeżdżamy do Stanów, na rok. Niczego dobrego po new school się nie spodziewam, w dodatku nowy język. Pierwsze półrocze i dostaję list ze szkoły, wiadomo: Kłopoty, wezwania. Tak było w Polsce, listy o zagrożeniu na półrocze z matmy. A tu… nagrody i pochwały. Powód jest prosty: nikt nie pędzi z materiałem. Póki cała klasa nie wyćwiczy, nie zrozumie, nie przechodzi się do następnych tematów, i najważniejsze NIE POTRZEBA KORKÓW. Bo… mamy XXI wiek, jest komputer. Do każdego zagadnienia 100 zadań, zrobisz błąd, szkolny program pokazuje, gdzie się pomyliłeś, TŁUMACZY, dlaczego i daje dodatkowe przykłady. Polskie programy komputerowo-matematyczne tak nie działają. Udowadniają ci, że nie umiesz, po to są – tak jak i źli nauczyciele.
Poli znika w USA dysleksja, nie robi błędów, z matematyki jest świetna. Szkolnie zahukane dziecko wykłóca się z nauczycielami o swoje, ku ich radości. Zostaje przywódczynią „gangu meksykańskich dziewczynek”, dzieci nielegalnych emigrantów, ponieważ też czuje się emigrantką. „Mamo ja tak lubię chodzić do szkoły” – mówi pierwszy raz i ostatni, bo wracamy do Polski. W kraju z jej szkolnym angielskim nie jest najlepiej, wiadomo, tu wszystko jest na wyższym, nieżyciowym poziomie.
Nowe miejsce – gimnazjum integracyjne. Problem, że nie wiemy, z kim się integrujemy. Dyrektorka nie chce powiedzieć, na jakie schorzenie oprócz narcyzmu cierpi chłopiec rozwalający wszystkie lekcje, za które płacimy. Przeszkadzają mu też dziewczynki, zrozpaczone chcą się wypisać. Szkoła zbankrutuje. Dyrekcja izoluje chłopca, szkoła odżywa. Po miesiącu powrót narcystycznego potwora. Ale jest zmiana: bezradne, zastraszone dziewczynki dzielą się jak kobiety w Polsce – na te które seksualizują, uwodząc agresora i te, wysłane na terapię, żeby… się do niego przystosowały. Serio. Męski totem, wokół którego dziewczynki i kobiety tańczą, tradycyjne role.
O nauce w takich warunkach, trudno mówić, więc następna szkoła. Tu już będzie super. Pola nadrobi zaległości z matmy – klasy są 3-osobowe. Niestety nauczyciel poświęca czas olimpijczykom, będą z tego zaszczyty. Pola zostaje na świadectwie oceniona wysoko, proporcjonalnie do czesnego.
Nowa szkoła. Tego szukaliśmy, ktoś tu zrozumie lęki naszego dziecka. Matematyk zwołuje specjalne zebranie, by uspokoić rodziców: „Doskonale rozumiem czym dla straumatyzowanych uczniów jest matematyka. Obiecuję doprowadzić wszystkich do zdanej matury. Dzięki mnie zdała (tu pada nazwisko znanej pisarki) nieumiejącej nawet dodać 2 do 2. I baletnica. Mam specjalny system nauczania”.
Polegał on na kiblowaniu dzieci. Uciekały z jego lekcji do toalety, ze strachu. Facet wynalazł własną metodę matematyczną, zrozumiała tylko dla niego. Był mizoginem przemocowcem, normalka. Trzeba czymś okupić dar nauki.
Pola radzi sobie na korkach z matmy, z idiotycznym programem. Przed pustą kartką na lekcji głupieje.
NIK ocenił nauczanie matematyki w Polsce za tak wadliwe, że do czasu zmiany programu (nowy według nauczycieli wygląda, jakby ze starego wyrwano co którąś kartkę) należałoby zawiesić matury z matmy.
Ale niby dlaczego? Co z tego, że w Finlandii, najlepszej w wynikach z nauk ścisłych matma nie jest obowiązkowa na maturze? My musimy oblać co 6 dziecko, zniweczyć jego plany, ambicje. Reszta przecież zdaje, część z nich nieważne jakim kosztem – korki, leki uspokajające. Jeśli zrobimy z tym porządek, spadniemy w rankingach depresji i samobójstw naszych nastolatków. Chcemy zrezygnować, z naszej Księgi Rekordów Guinnessa w byciu ćwokami Europy? A te głosy ”Bez matematyki nie ma logicznego myślenia”, „Królowa nauk”, jakby matematyka była sprawdzianem inteligencji. Ilu savantów nie umie nic oprócz liczenia?
Nie poddałam się od razu. Walczyłam, chodziłam do ministerstwa edukacji za poprzednich rządów. Prosiłam o zmianę programu, przekonywałam. Dla mojej córki Polki i innych Polek, Polaków, po to kiedyś zakładałam partię. Żeby ucywilizować mój kraj. Nie potrafię patrzeć obojętnie na szkolne rzeźnie umysłów, sumień, praw – zwłaszcza wobec kobiet.
Co mogę ja, z moim szkolnym doświadczeniem, jeśli opinia NIK-u, poparta dogłębnym badaniem systemu nauczania została już zlekceważona.
Pola po załamaniu wróciła do amerykańskiego systemu, w którym nie dostaje ataków paniki, nie ma dysleksji, nie jest zapóźniona i nie potrzebuje korków. Przypomina mi to własną ucieczkę z Polski Ludowej, gdzie nie dawałam rady żyć. Ucieczkę do normalności, po azyl.
Od początku edukacji Poli chcieliśmy jak najlepiej, najlepiej było nie wracać ze Szwecji. Proszę nie pisać, że edukacja tam jest kiepska, mamy tam dzieci i mózg umiejący porównywać. Stres, przemoc, głupotę.
Zdarzają się podobno szkoły w Polsce, gdzie nauczyciele drą nieudane kartkówki z matmy i mówią: „Niczego Was nie nauczyliśmy, nasza wina. Bierzemy temat od początku”. Ale statystyczna Polska jest inna. Składamy dzieci na ołtarzu własnej głupoty i nieporadności, pchamy księżom pedofilom, żeby zostały zbawione, a w szkołach okaleczone z ciekawości, radości życia. Nie wszystkie, ale te utalentowane bez wszechstronnych zdolności. Talent ma każde dziecko i prawie każda polska szkoła potrafi go zniszczyć.
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Szczury uciekają pierwsze

Adam Mazguła
Jeśli w maju, pozwolimy ich wybrać do PE, to będziemy współsprawcami tragedii narodowej na szerszą niż do tej pory, europejską skalę.
Statek propagandy i kłamstwa na wielką skalę nabiera wody, pewnie zatonie. Jednak szczury dostają szansę na przetrwanie. Dostanie się do Parlamentu Europejskiego dewastatorów Polski daje im immunitety i w praktyce nie pozwala ich rozliczyć karnie, przynajmniej przez kadencję, ale co gorsze, dostaną nowe zabawki do niszczenia naszej wspólnoty europejskiej.
Jeśli pozwolimy takim przestępcom jak Beata Szydło, która 2 lata nie publikowała wyroków Trybunału Konstytucyjnego i ostatecznie zniszczyła jego niezależność, a od roku tylko pobiera wysokie pensje za nieróbstwo, bo jej się wszystko należy, to znowu pozwolimy na bezkarność niszczycielom naszego kraju.
Do PE chce uciec dewastatorka edukacji narodowej, niezwykle bezczelna PiS-ówka Anna Zalewska, która jest zamieszana w afery kryminalne na terenie Dolnego Śląska.
Ucieka przed odpowiedzialnością wazeliniara Tadeusza Rydzyka, wybitna „prawniczka”, która okazała się administratywistą, nakręcona katarynka Beata Kempa i wielu, wielu innych.
📢Okręt tonie więc #PiS rozpoczyna #akcjaEWAKUACJA ❗️
— Platforma Obywatelska Region Śląski (@PO_SLASK) February 20, 2019
Nieudolni ministrowie rządu #Morawiecki.ego szukają schronienia przed odpowiedzialnością w Brukseli ⁉️ #AferaGoniAferę pic.twitter.com/2KoFJ2DfD7
Hipokryzja tej całej „podłej zmiany” polega na tym, że chcą być wybrani nie po to, aby budować wspólnotę narodów opartych na wspólnych wartościach, ale narzucić wszystkim krajom UE nowe, swoje rasistowsko – katolickie wartości uprzywilejowanej pozycji, albo wyprowadzić Polskę z tej struktury nadziei Polaków na bezpieczeństwo swojego kraju.
Jeśli w maju, pozwolimy ich wybrać do PE, to będziemy współsprawcami tragedii narodowej na szerszą niż do tej pory, europejską skalę.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Brexit: rozmowy w Berlinie i Brukseli. Londyn próbuje przekonać Europejczyków, by poszli na ustępstwa
Londyn próbuje raz jeszcze przekonać Europejczyków, by w sprawie brexitu poszli na ustępstwa. Szef brytyjskiej dyplomacji Jeremy Hunt próbuje szczęścia w Berlinie, premier Theresa May w Brukseli.

Jeszcze dobrych pięć tygodni i członkostwo Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej przejdzie do historii. 29 marca Zjednoczone Królestwo chce opuścić UE. Ciągle nie wiadomo, czy będzie to udane przedsięwzięcie, czy też największa porażka w historii. Wiadomo tylko, że brytyjski parlament chce poprawek do wypracowanego porozumienia o brexicie. UE takie poprawki wyklucza.
Teraz Londyn rozpoczyna nową próbę przekonania Europejczyków. Premier Theresa May jedzie do Brukseli, a szef brytyjskiej dyplomacji Jeremy Hunt do Berlina. Hunt chce pozyskać niemiecki rząd, by poszedł na rękę Wielkiej Brytanii w sprawie brexitu.
Nie wystarczy przeczekać
W Berlinie Hunt spotka się m.in. z szefem niemieckiej dyplomacji Heiko Maasem, ministrem gospodarki Peterem Altmaierem i szefową CDU Annegret Kramp-Karrenbauer. W Fundacji Adenauera wygłosi przemówienie, które będzie jednocześnie apelem, ostrzeżeniem i grożeniem.
My thoughts on #Brexit as I head to Berlin this morning pic.twitter.com/ozmS9aHtxA
— Jeremy Hunt (@Jeremy_Hunt) February 20, 2019
Wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE bez porozumienia byłoby pod względem gospodarczym i politycznym „wysoce szkodliwe” – głosi tekst przemówienia, cytowany przez agencję AFP. Hunt apeluje do Niemiec i innych państw Unii, wskazując na „wielką odpowiedzialność”: w nadchodzących tygodniach nie wystarczy odczekać i mieć nadzieję, że „brexit sam się załatwi”. „Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby osiągnąć porozumienie” . Historycy nie powinni sobie w przyszłości zadawać pytania, dlaczego Europie nie udało się „osiągnąć przyjaznej zmiany w stosunkach z Wielką Brytanią”.
Spotkanie May i Junckera
W tym samym czasie szefowa brytyjskiego rządu Theresa May będzie się starać o ustępstwa Brukseli. Wieczorem spotka się z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem.
Theresa May heads back to Brussels after Brexiteer boost https://t.co/3iW8LB9a8Z pic.twitter.com/hQQGPFzgIP
— ITV News (@itvnews) February 20, 2019
Jednak od tygodni nic się nie zmieniło w sytuacji wyjściowej. Obie strony obstają – przynajmniej publicznie – przy swoim stanowisku. Mimo to Juncker zaangażował się w dalsze „rozmowy”, kiedy dwa tygodnie temu May nalegała na dokonanie poprawek w porozumieniu. Negocjatorzy obu stron wielokrotnie się w tym czasie spotkali. May i Juncker chcą teraz podsumować.
Sporny backstop
Punktem spornym jest irlandzki „bezpiecznik” (backstop), czyli wymagana przez UE gwarancja, że granica między Irlandią (członkiem UE) a należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną pozostanie otwarta. Kiedy nie będzie innego rozwiązania, cała Wielka Brytania ma wejść w unię celną z UE. Tylko dla Irlandii Północnej mają obowiązywać w przyszłości zasady rynku wewnętrznego. Zwolennicy brexitu obawiają się, że na dłuższą metę Wspólnota za bardzo zwiąże ze sobą Wielką Brytanię. Nie podoba im się też specjalny status dla Irlandii Północnej.
W związku z presją czasu nie ustają spekulacje w sprawie przesunięcia daty brexitu. Juncker już sygnalizował, że strona unijna mogłaby zatwierdzić odpowiedni wniosek z Londynu. Podkreślił jednocześnie, że decyzja w tej sprawie nie leży w gestii Komisji Europejskiej. Dodał, że jeśli Wielka Brytania pozostanie w Unii jeszcze w maju tego roku, to będzie musiała przeprowadzić wybory do Parlamentu Europejskiego i Brytyjczycy będą musieli iść do urn. Tak przewiduje Traktat UE.
REDAKCJA POLECA
Korepetycje w Lublinie – jak postawić pierwsze kroki?
Masz wiedzę – podaj ją koledze! Dokładnie na takiej zasadzie pracują współcześni korepetytorzy. Udzielanie korepetycji jest znane ludziom od wielu lat, aliści sposób prowadzenia tych zajęć oraz ich cel mocno się zmienili.

Aktualnie, korepetycje często się udzielają w celu poznania czegoś nowego, na przykład nowych języków obcych. Taki typ zajęć występuje też jako gwarancja pozytywnych ocen dla uczniów oraz sposób przygotowania się do egzaminów. Korepetycje w Lublinie też są bardzo popularne w czasie ferii, kiedy uczniowie mają czas na dodatkowe kursy edukacyjne.
Ciekawostką jest to, że w Lublinie jeszcze kilka lat temu zajęcia dodatkowe były mocno powiązane z sytuacją gospodarczą rodziny oraz poziomem jej dochodów. Na szczęście dzisiaj każdy może znaleźć dla siebie pasującego korepetytora i nie wydawać na to za dużo kasy.
W trakcie zajęć uwaga korepetytora jest skoncentrowana wyłącznie na jednym uczniu. Dzięki temu on zawsze pilnuje, czy nie popełnia dziecko błędów i czy wszystko dobrze rozumie.
Oprócz tego, dziecko nie przeżywa takiego stresu, który na niego mogą sprawiać oficjalne warunki szkolne oraz hierarchia stosunków. Taki bliski kontakt oraz stała opieka są tym, czym zajęcia dodatkowe różnią się od nauki szkolnej lub uniwersyteckiej.
Wszechstronny rozwój – gwarancja sukcesu
W większości przypadków ludzie, którzy udzielają korepetycji, nie są z zawodu pedagogami, lecz nie warto oceniać to jako wadę. Jest to wręcz duża zaleta, bo dzięki temu nauczyciele indywidualni są rozwinięci w innych pomocnych podczas zajęć dziedzinach.
Istnieje cała lista umiejętności, z których się korzysta korepetytor w trakcie zajęć:
- korepetytorzy znają się na psychologii i na różnych sposobach współpracy, które są dopasowane do każdego ucznia;
- taki nauczyciel nie ma sztywnego programu zajęć, więc może się zatrzymać i wytłumaczyć temat ponownie;
- korepetytor pilnuje zmiany w systemie edukacji, a więc zawsze wie, jaka wiedza jest najważniejszą.
Nauka może być ciekawą!

Niestety, zajęcia szkolne nie są dostosowane do indywidualnych potrzeb ucznia. Z korepetytorem kursy edukacyjne mogą się prowadzić na różny sposób. Na przykład ktoś lepiej przyjmuje wiedzę, kiedy ona się podaje jako rozrywka, a komuś bardziej odpowiadają bardzo intensywne lekcje.
Szczególnie ważne to jest w przypadku języków obcych, które wymagają postępowości i indywidualnego podejścia. W takiej sytuacji korepetytor korzysta się z różnych sposobów nauczania się i robi to przez słuchanie, czytanie, pisanie i tylko potem rozmowę.
Jakość zajęć jest bezpośrednim odzwierciedleniem szybkości nauczania się, więc powstaje pytanie: dlaczego korepetytor potrafi nauczyć klienta szybciej niż szkoła?
- korepetycje dają możliwość bycia w kontakcie z wykładowcą nawet poza zajęciami (np. konsultacje online);
- dostosowanie zajęć do potrzeb ucznia;
- skupienie się na jednym przedmiocie, a nie na wszystkich, jak to jest w szkole.
Pierwsze kroki nauczycielskie
Najlepszym sposobem zrozumienia i lepszego poznania czegoś jest nauczanie kogoś innego. Jeżeli chodzi o Lublin, to tu istnieje dużo szkół oraz uczelni wyższych. To z kolei powoduje dużą ilość potencjalnych specjalistów, którzy tylko się zastanawiają nad tym, jak zacząć korepetycje w Lublinie.
Okazje do skutecznego prowadzenia zajęć daje serwis Buki. Jest to wygodnie nie tylko dla osób poszukujących nauczyciela, lecz i dla samych wykładowców.
Jakie możliwości daje serwis Buki wykładowcom?
- jest to najbardziej popularna strona internetowa z poszukiwania nauczycieli;
- strona pozwala szybko znaleźć klienta oraz na różny sposób zwiększać swoją popularność;
- serwis rozszerza bazę klientów poza granice jednego miasta;
- istnieje możliwość obserwowania swoich sukcesów jako korepetytora.
Żeby zacząc udzielać korepetycjem ,warto tylko zarejestrować się na serwisie i wypełnić ankietę.
Więc nauka w Lublinie może być nie tylko dostępną, ale i przyjemną! Korzystajcie się ze swoich możliwości i róbcie świat bardziej ogarniętym.
Rafał Sulikowski: Prawda przeszłości – prawdy przyszłości. W jakim momencie jesteśmy?

Rafał Sulikowski
Wybierzmy raz jeszcze przyszłość. Nic się jeszcze złego nie stało, ale trzeba mocno sobie wbić do głowy, że celem nie jest wielki powrót, lecz droga ku przyszłości.
Opowiadać o świecie i jego dziejach można na wiele sposobów. Jednym z nich jest refleksja nad ludzkim poznawaniem rzeczywistości. Czy jest ono obiektywne i bezpośrednie? Czy raczej trudne i zapośredniczone? Można też zastanowić się, czy prawda tkwi w głębokiej prehistorii naszego gatunku, czy też raczej w odległej od nas przyszłości? Bo na pewno obecnie na świecie ciemności kryją ziemię, jak stwierdził znany polski pisarz.
Istnieją dwie konkurencyjne i rozłączne narracje o prawdzie. Według starszej nazwijmy ją ortodoksyjną, prawda była na początku i została zapomniana. Oto był wiek złoty ludzkości, wiek dobrobytu i harmonii perskich ogrodów, a potem stopniowo ludzkość staczała się, aby obecnie żyć w wieku żelaza. Przy czym chodzi nie o koleje żelazne, lecz o wykuwaną w epoce żelaza prymitywną broń naszych przodków.
Wedle młodszej narracji, nazwijmy ją oświeceniowo-pozytywistyczną albo progresywną, nie ma żadnej prawdy ani adekwatnego poznania w początkach. Tak samo dziecko nie poznaje adekwatnie świata, lecz żyje w świecie fantazji, tak i pierwotna ludzkość wierzyła w baśnie, podania i mity, tworząc różne legendy o swym pochodzeniu. Jedyną siłą poznawczą jest nauka – ona to powstała w XVII wieku, aby ostatecznie zniszczyć uroszczenia i urojenia religii, które cofały świat do jaskini Platona, w której uwięzieni w ciemnościach ludzie nic nie widzieli poza wątłym światełkiem w dalekim otworze owej jaskini, która jest rzecz jasna metaforą epistemologiczną.
Bardzo silny konserwatyzm polskiego społeczeństwa, które jest de facto dziełem jednego człowieka o najsilniejszym autorytecie, czyli Jana Pawła II, nie pozwala na rozsądne porzucenie narracji o zapomnianej prawdzie przeszłości i wyjście ku prawdom przyszłości.
Kościół oczywiście sprzeciwia się narracji, głoszącej postęp począwszy od zejścia z drzew i wyjścia z jaskiń i proponuje wielki Powrót. Miałby on polegać na tym, że cofamy się do jakichś rzekomo zapoznanych wielkich prawd i porzucamy marzenia o dobrym życiu tu i teraz na rzecz życia, które być może jest, ale nikt tego nie wie. Inaczej: powrót do edenu w wydaniu polskim oznacza przyjęcie wzorców raczej ze średniowiecza i barokowego sarmatyzmu niż powiedzmy renesansu, Oświecenia czy pozytywizmu, a już na pewno nie modernizmu.
Kościół jest energią antymodernistyczną, bo taka jest jego natura. Większość ludzkości to bierna i inercyjna masa zachowawcza, grawitująca stale ku rzekomo “lepszych czasów’, kiedy “było lepiej”. Nostalgicy tęsknią za idyllą, umiejscowioną gdzieś w dalekiej przeszłości. To, co było niedawne, nostalgików nie zajmuje. Liczy się ten, kto dotrze do jak najdalszej historii, odkryje mityczne i symboliczne “źródło” wiedzy dobrej, prawdy i piękna, które obecnie są rzekomo niszczone. Tak zatem projekty nostalgiczne zawsze będą istniały i postępowi muszą się z tym liczyć. Przeszłość jest bezpiecznym schronieniem, bo jest zamknięta i pewna, choć nie znana – nikt w niej już nic zmienić nie może, więc można się na tym oprzeć. W przeciwieństwie do niej przyszłość jest nieznana, otwarta, więc budzi strach. Istnieje tyle możliwości działania, że nie wiadomo, którą z nich wybrać. Przyszłość decyduje się w każdej sekundzie, ale jedyne, co w niej pewnego, to dla wszystkich śmierć, a dla wierzących w “Powrót Jezusa” koniec świata i apokalipsa.
Im dłużej będziemy tkwili mentalnie w średniowieczu – bo nie jest to na pewno biblijna starożytność, radosna i ufna – tym więcej strat będziemy generować i tym później dopłyniemy do portu, w jakim cumują już statki krajów rozwiniętych. Zrozumiały one, że ku prawdom przyszłości trzeba iść przez zapomnienie o rzekomo ukrytych i wypaczonych celowo przez na przykład masonów, Żydów czy komunistów tworzących jakiś mityczny “nowy porządek świata” prawdach. Niestety, istnieje silna pokusa idealizowania przeszłości, która jawi się oaza wartości, które dziś są deptane. Nikt z nostalgików nie pamięta jednak o mrocznej stronie historii, ociekającej krwią milionów niewinnych istnień, które tylko dlatego wytępiono, że chciały zachować własną kulturę, swoje tradycje, które znali od dziecka i że nie chciały narzucić sobie obcej kulturowo wiary watykańskiej.
Wybierzmy raz jeszcze przyszłość. Nic się jeszcze złego nie stało, ale trzeba mocno sobie wbić do głowy, że celem nie jest wielki powrót, lecz droga ku przyszłości. Czy świetlanej, to się okaże w najbliższych miesiącach, które będą starciem dwóch wizji politycznych – nostalgiczno – konserwatywnej i postępowo – oświeceniowej. Która wygra, ta napisze scenariusz na trzecią dekadę XXI stulecia dla Polski i całego regionu państw nam najbliższych.
Rafał Sulikowski
Zmarł Karl Lagerfeld. Miał 85 lat. A może 83 albo 80? Podobno sam tego nie wiedział
Przez ponad 50 lat projektował modę, przez 30 fotografował oraz wymyślał kampanie reklamowe. Karl Lagerfeld był przysłowiowym człowiekiem-orkiestrą. Ta ikona świata mody odeszła dziś w wieku 85 lat.
Rest in peace, Karl. Love forever from your TeamKarl family. pic.twitter.com/8uSidZUhJm
— KARL LAGERFELD (@KarlLagerfeld) February 19, 2019
Pytanie o wiek nudzi go, mawiał zawsze Karl Lagerfeld. I przy tym jest mu to absolutnie obojętne. „Czuję się młody, tak czy tak”. Teraz ten kreator mody, który zawsze czuł się młody, odszedł na zawsze. Paryski dom mody Chanel, w którym Lagerfeld pracował jako dyrektor kreatywny, potwierdził we wtorek (19.02.2019) informację o śmierci artysty. Spekulacje na temat złego stanu jego zdrowia trwały już od kilku tygodni. Lagerfeld nie pojawił się bowiem w Paryżu na styczniowych pokazach mody marki Chanel.
Add some colours to your wardrobe and Be ready for Summer! #PicOfTheWeekhttps://t.co/XqBJoK5pgS pic.twitter.com/neifgpjAqo
— KARL LAGERFELD (@KarlLagerfeld) April 8, 2017
Zagadki i tajemniczość
Karl Lagefeld był postacią tajemniczą. Zagadkowość zaczynała się już od pytania o jego wiek. Czy 10 września 2018 naprawdę skończył 85 lat? A może 83 albo 80? Czy w ogóle urodził się 10 września? Sam tego nie wie, bo jego akt urodzenia spłonął w czasie bombardowania Hamburga – opowiadał Lagerfeld w rozmowie z dziennikarzem bulwarowym Paulem Sahnerem w 2018 r. Sahner towarzyszył dyktatorowi mody przez 15 lat i był jedną z nielicznych osób w jego najbliższym kręgu.
Podczas gdy w ostatnich latach życia Lagerfeld podawał rok 1935 jako swój rok urodzenia (wcześniej przez wiele lat nawet 1938) – we wpisie w hamburskich księgach chrzcielnych oraz na protokole narodzin widnieje rok 1933.
Syn zamożnej rodziny
Lagerfeld przyszedł na świat w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Jego ojciec był fabrykantem. Wraz z żoną, Karlem i jego siostrą mieszkał w hamburskiej dzielnicy Blankenese. Małego Karla otaczali arystokraci, piękne wille oraz zadbane parki. Po zbombardowaniu Hamburga w lipcu 1944 r. rodzina Lagerfeldów przenosi się do swojej posiadłości w Szlezwiku-Holsztynie. Tam, w wiejskim otoczeniu Karl spędza sporą część swojego dzieciństwa, wyróżniając się na tle chłopskich dzieci swoim pochodzeniem, wyszukanymi ubiorem oraz – jak na ówczesne czasy – bujną czupryną.
Mały Karl wyróżnia się także pod innymi względami. Już w wieku przedszkolnym uczy się angielskiego i francuskiego. Godzinami przesiaduje na poddaszu, kopiując szkice. Jeszcze w Hamburgu, zamiast do szkoły, chętniej chodził do miejskiego muzeum, gdzie podziwiał francuskich malarzy. – Byłem zafascynowany wszystkim, co francuskie. To był mój świat, chciałem być jego częścią i dlatego nauczyłem się też francuskiego jako dziecko – opowiadał w filmie dokumentalnym Gero von Boehma „Niemcy, Twoi artyści – Karl Lagerfeld” w 2014 r.
Eldorado nad Sekwaną
Z biegiem lat pragnienie osiedlenia się w Paryżu staje się coraz silniejsze. Decyzję przypieczętowuje pokaz mody Diora w 1950 r. w Hamburgu. Trzy lata później Karl wraz z matką przenoszą się do Paryża. Dla początkującego projektanta metropolia nad Sekwaną jest jak ziemia obiecana. Lagerfeld robi tu błyskawiczną karierę. Już w wieku 20 lat zwycięża w konkursie dla projektantów mody. Bierze w nim udział także Yves Saint Laurent, zajmując jednak dopiero trzecie miejsce.
Kilka lat później Lagerfeld pracuje już dla Pierre’a Balmain’a i Jean’a Patou. W 1963 r. zostaje dyrektorem kreatywnym domu mody Chloé. Sam wyznacza trendy w 1967 r. tworząc np. „total look”, połączenie odzieży z akcesoriami. Kreacje młodego Niemca zachwycają także Włochów. Fendi angażuje Lagerfelda w połowie lat sześćdziesiątych do projektowania kolekcji futer i skór.
W 1976 r. Lagerfeld kreuje swój własny słynny „styl dandysa”. Jego charakterystycznym znakiem rozpoznawczym są ciemne okulary słoneczne i pudrowany kucyk. Lagerfeld uwielbia estetykę mody XVIII wieku i art déco.
Obok projektowania Lagerfeld lubił przesiadywać w paryskich kawiarniach i księgarniach, w których kupował kilka książek tygodniowo. Obok mody były one jego największą pasją. W ciągu swojego życia zgromadził 300 tys. książek, wśród nich wiele albumów mody i sztuki, ale i tomów wierszy, które chętnie czytał. – Najlepsze są weekendy, kiedy mogę poczytać książki, które kupiłem w czasie tygodnia – opowiadał Lagerfeld – przerzucać strony, czytać, notować, pomarzyć, coś narysować i zdrzemnąć się i w ogóle nie wiedzieć, która godzina.
Karl is coming to the Americas …sign up to know more about the launch! https://t.co/3EelM2gXJA #KarlLagerfeldParis pic.twitter.com/tMrSL0ce2Q
— KARL LAGERFELD (@KarlLagerfeld) August 25, 2016
Renesans Chanel
W 1983 r. kolejny przełom – domu mody Chanel, wtedy w tyle za trendami, czyni Lagefelda swoim dyrektorem kreatywnym. Ambitny Niemiec modernizuje tę markę i czyni ją znów atrakcyjną dla młodszych kobiet. Wprowadza nowe kolory, modyfikuje kroje, stawia na inne materiały. Chanel bez Lagerfelda? Dziś nie do pomyślenia.
Jednak sam Chanel mu nie wystarcza. 1984 r. tworzy własną markę „Karl Lagerfeld”, która oferuje niemal wszystko: od mody męskiej i damskiej aż po dziecięcą i wszelkiego rodzaju akcesoria. Jeszcze w 2018 r. tworzy kolekcję z 17-letnią Kaią Gerber, modelką i córką Cindy Crawford. „Wnosi ona świeży dziewczęcy powiew do bezpretensjonalnych klasycznych kreacja Karla” – brzmi opis na stronie internetowej. Lagerfeld zawsze wiedział, jak funkcjonuje marketing.
Człowiek-orkiestra
Od 1987 r. Lagerfled sam fotografuje, wymyśla kampanie reklamowe i kręci filmy krótkometrażowe dla różnych domów mody. Wciąż szuka nowych wyzwań – projektuje hotel w Chinach, zakłada wydawnictwo książkowe. – Jeśli ktoś woli osiąść na laurach, to lepiej już od razu się zwinąć – skomentował w charakterystyczny dla siebie sposób w filmie dokumentalnym „Niemcy, twoi artyści”.
W 1989 r. spotyka go osobista tragedia. Jego partner życiowy Jacques de Bascher umiera na AIDS. Lagerfeld tyje i poświęca się bez opamiętania pracy. Kreuje kolejne kolekcje pod swoim nazwiskiem i otwiera w Paryżu „Lagerfeld Gallery”, która jest jednocześnie salonem mody i galerią fotografii. W roku 2000 postanawia zmienić swoje nawyki żywieniowe i udowadnia swoją żelazną wolę. Tylko w 13 miesięcy zrzuca 42 kg nadwagi. Byłem w stanie zmieścić się nawet w bardzo obcisłe garnitury Diora zaprojektowane przez Hedi Slimana – opowiada Paulowi Sahnerowi.
Polityczny Lagerfeld
Lagerfeld znany był także z ostrych wypowiedzi politycznych. W 2017 roku we francuskiej telewizji ostro krytykuje niemiecką politykę uchodźczą. Jak twierdzi, „muzułmańscy uchodźcy są wrogami Żydów”. Podejmując w 2015 r. decyzję o przyjęciu do Niemiec miliona uchodźców kanclerz Angela Merkel „przeistoczyła się nagle w córkę pastora” – stwierdził Lagerfeld.
Na pytanie prowadzącego program, czy tę decyzję należy interpretować w kontekście drugiej wojnie światowej, jako rodzaj woli podreperowania wizerunku, Lagerfeld przytakuje i zapowiada, że powie „coś strasznego”. – Nie można zamordować milionów Żydów i nawet jeśli minęły od tego dziesiątki lat wpuścić potem do kraju milion ich najgorszych wrogów”. Kilka miesięcy później ponownie skrytykował niemiecką politykę uchodźczą i zagroził oddaniem niemieckiego obywatelstwa.
"Fashion is of the moment. The best thing that can happen to a dress is that it gets worn." Karl Lagerfeld #KARLISM pic.twitter.com/IhhOcz1ceh
— KARL LAGERFELD (@KarlLagerfeld) April 18, 2016
Artysta uniwersalny
Do końca zachował szczupłą sylwetkę. Wierny pozostał także obcisłym spodniom, marynarce, koszuli z kołnierzem „stójką”, kucykowi, okularom słonecznym, rękawiczkom i pierścieniom. Nawet jeśli w ciągu ostatnich miesięcy, jak się okazało z powodów zdrowotnych, zniknął z przestrzeni publicznej – jego wypowiedzi były zawsze ostre i prowokujące. Karl Lagerfeld był artystą uniwersalnym, „abstrakcją”, jak kiedyś stwierdził, mówiąc o sobie. Ta „abstrakcja” pełna była sprzeczności. Z jednej strony ambitna i władcza, z drugiej – pełna autoironii i ciepła dla innych.
To,
co uczynił dla świata mody, jest niepodważalne. I nie tylko świat mody
oddaje mu pokłon. Żegnamy jednego z największych artystów naszych
czasów.
REDAKCJA POLECA






