Pies postrzelił myśliwego. Brzmi jak żart, wydarzyło się jednak naprawdę

To, co brzmi jak żart, wydarzyło się naprawdę w Saksonii i zakończyło karierę myśliwego.

Pies postrzelił myśliwego. Nawet jeżeli przypadek ten brzmi dość dziwnie, nie jest odosobniony. Fot. pixabay

Sąd administracyjny w Monachium swoim wyrokiem ogłoszonym we wtorek (19.02.2019) oddalił skargę mężczyzny ze względu na odebranie mu pozwolenia na broń i karty łowieckiej.

Tłem sprawy jest incydent z listopada 2016, jaki miał miejsce na terenach łowieckich skarżącego w gminie Ossling w Saksonii, gdzie ma on stawy rybne. Siedzący w samochodzie pies mężczyzny niechcący odpalił strzelbę, raniąc w ramię stojącego na zewnątrz myśliwego, który akurat rozmawiał z przechodzącą kobietą.

Władze powiatowe Pfaffenhofen, władne orzekania w tej sprawie ze względu na główne miejsce zamieszkania mężczyzny, odebrały mu zezwolenie na broń myśliwską i nie przedłużyły jego karty łowieckiej. Zgodnie z przepisami myśliwym nie wolno przewozić w samochodzie odbezpieczonej i naładowanej broni.

Sąd podzielił stanowisko władz powiatowych, stwierdzając, że skarżący „nie jest osobą na tyle odpowiedzialna, aby móc nabywać lub posiadać broń, ponieważ nie można wykluczyć, że także w przyszłości nie będzie on odpowiednio ostrożnie obchodził się z bronią i amunicją”.

Zaniedbał obowiązku

Transport naładowanej broni w samochodzie oznacza zawsze niebezpieczeństwo, a szczególnie odnosi się to do podchodów, które często prowadzą wyboistymi drogami, co – podobnie jak zabranie ze sobą psa myśliwskiego – zwiększa prawdopodobieństwo nieumyślnego oddania strzałów.Myśliwy zaniedbał jednego z podstawowych obowiązków. I nawet dość niezwykłe czy nietypowe okoliczności nie pozwalają na relatywizowanie, czy usprawiedliwianie tego faktu” – orzekł sąd.

Po zeznaniach na rozprawie w lutym br. skarżący bezskutecznie próbował zawrzeć ugodę z władzami powiatowymi. Teraz ma on prawo odwołania się do Bawarskiego Trybunału Administracyjnego.

Nawet jeżeli przypadek ten brzmi dość dziwnie, nie jest odosobniony. W listopadzie ubiegłego roku pojawiła się informacja, że 74-letni właściciel psa w Texasie (USA) został postrzelony przez swojego psa i raniony podczas polowania na zające. Także i w tym przypadku odbezpieczona broń leżała na tylnym siedzeniu w samochodzie, a pies nacisnął łapą na spust. Pocisk przebił siedzenie i ranił mężczyznę w klatkę piersiową.

W styczniu 2018 myśliwy w Rosji miał większego pecha: jego pies odpalił broń i śmiertelnie go ranił.

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Manuela Gretkowska: Szkoła marzeń, szkoła prawdy

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Polonez równości odtańczono w zespole szkół Bednarska, do której należy liceum mojej córki. Na Pradze, WLH (wielokulturowe liceum humanistyczne) imienia Kuronia, najlepsza szkoła ever, dla humanistów. Nie dostajesz się do niej „na podstawie świadectwa”, bo kadra ma gdzieś, czy byłeś dobry z matmy albo chemii.

Taki piękny dzień, dzisiaj, takie piękne dzieci mamy i mądre, idące w polonezie równości, a nie w kole odwiecznej tradycji, donikąd, z powrotem w chocholim tańcu nic nieznaczących gestów. Zresztą studniówka, to przebieranie się za dorosłych, niby na wesele a przed maturalną egzekucją (1/4 nie zdaje) jest żenujące, jeśli pomyśli się o rock&rollu i nastoletnim buncie.

Polonez równości odtańczono w zespole szkół Bednarska, do której należy liceum mojej córki. Na Pradze, WLH (wielokulturowe liceum humanistyczne) imienia Kuronia, najlepsza szkoła ever, dla humanistów. Nie dostajesz się do niej „na podstawie świadectwa”, bo kadra ma gdzieś, czy byłeś dobry z matmy albo chemii. Masz napisać rozprawkę o którejś ze sztuk Szekspira, to jest ważne, nie ułamki. I rozmowa, co czytasz, jak myślisz. Przez następne 3 lata nikt nie zawraca ci głowy chemią, fizyką. Nie musisz być kluczem francuskim ani wszechstronnym młotem. Pola w pierwszej klasie czytała nie opracowania, ale książki Freuda, Nietzschego, teksty Marksa. Znać, a nie słyszeć ćwierćinteligencko z drugiej ręki.

Nauczyciele są z uczniami na Ty, przez duże „T”, z pełnym szacunkiem i równością. Dzieciaki mają zupełną wolność poglądów, stroju. Nikt nie wymaga od nich picowania fasady, straty czasu na akademie ku czci i pamięciówkę. Poznajesz gruntownie filozofię, historię sztuki, nauki społeczne.

Po liceum Kuronia masz poziom uniwersytecki i to dobrego uniwersytetu zachodniego, gdzie kształcą, zamiast uczyć pierdół. Liceum Kuronia nie tresuje i nie zanudza, ale rozwija dzięki pasjonatom. Nie uczą z podręczników, takich nie ma, uczą z serca i mądrych głów. Bezpośrednio do głów uczniów i sumienia. Dlatego „zespół Bednarska” chodzi na manify, parady równości, śpiewa piosenki jidysz na obchodach Powstania w getcie.

Kuroń jest w czołówce punktacji czegoś tam, co świadczy na zewnątrz, że jest dobrą szkołą. A jest najlepszą, jaką znam, wierzcie, mam doświadczenie wielu szkół, nie tylko w Polsce.

Nie piszę laurki, bo moje dziecko jest uczniem Kuronia. Piszę, dlatego, że już nie jest i mogę obiektywnie ocenić, czym to wyjątkowe miejsce było dla Poli.

Życzę każdemu humaniście takiej szkoły i poloneza równości zamiast podrygów dorosłości.

 

Manuela Gretkowska

 


Berlinale: Agnieszka Holland bez nagrody. Złoty Niedźwiedź dla „Synonymes”

Francusko-izraelsko-niemiecki film „Synonymes” najlepszym obrazem 69. festiwalu w Berlinie. „Obywatel Jones” Agnieszki Holland bez nagród.

Najlepszym filmem 69. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie uznano francusko-izraelsko-niemiecką koprodukcję „Synonymes” w reżyserii Nadava Lapida. Srebrnego Niedźwiedzia – Grand Prix otrzymał Francois Ozon za film „Grace a Dieu/By the Grace of God”. Najnowszy obraz Agnieszki Holland „Obywatel Jones” nie został w Berlinie nagrodzony.

„Synonymes” Nadava Lapida to opowieść o młodym Izraelczyku, który po przenosinach do Francji chce jak najszybciej wyzbyć się swojej izraelskiej tożsamości i stać się Francuzem. Obowiązkowe wizyty w ambasadzie Izraela są dla niego złem koniecznym, towarzystwo rodaków – balastem. Także starania o francuskie obywatelstwo okazują się drogą pełną pułapek. Bazując na własnych doświadczeniach Nadav Lapid opowiada jak trudno jest zapuścić nowe korzenie. Poszukiwanie samego siebie wywołuje zaś duchy przeszłości.

Francois Ozon i pedofilia w Kościele

Druga najważniejsza nagroda festiwalu – Grand Prix Jury – powędrowała w ręce Francoisa Ozona, który pokazał w Berlinie film „Grace a Dieu/By the Grace of God”. Jego bohater, dorosły mężczyzna mieszkający z rodziną w Lyonie, przez przypadek odkrywa, że duchowny, który molestował go seksualnie w dzieciństwie, wciąż pracuje z dziećmi. Bazując na sprawie ojca Bernarda Preyenta, któremu w 2016 roku postawiono zarzuty za molestowanie seksualne ponad 70 chłopców, francuski reżyser pokazuje ofiary molestowania przez duchownych jako dorosłych mężczyzn, walczących z wyrządzoną im w dzieciństwie krzywdą. Film zadaje pytania o milczenie Kościoła w sprawie pedofilii wśród księży i ich winę.

Za najlepszą reżyserię jury Berlinale nagrodziło Niemkę Angelę Schanelec i jej film „Ich war zuhause aber/I Was at Home, But”. Srebrnego Niedźwiedzia (Nagroda im. Alfreda Bauera) za odkrywanie nowych horyzontów filmowych trafiła do niemieckiej reżyserki Nory Fingscheidt za film „Systemsprenger / System Crasher”.

Nagrody za najlepsze role pierwszoplanowe otrzymali Yong Mei i Wang Jingchun, czyli główni bohaterowie, uważanego za faworyta Berlinale, chińskiego filmu „So Long, My Son”.

Srebrny Niedźwiedź za najlepszy scenariusz powędrował w ręce Maurizio Braucciego, Claudio Giovannesiego i Roberta Saviano za film „La paranza dei Balbini/Piranhas”.

„Obywatel Jones” bez statuetki

Tym razem bez nagród z Berlina wyjeżdża Agnieszka Holland, która pokazała w konkursie głównym film „Obywatel Jones”. Jego akcja rozgrywa się w 1933 roku. Młody brytyjski dziennikarz Gareth Jones (w tej roli James Norton) jedzie do Moskwy, licząc, że uda mu się zrobić wywiad ze Stalinem. Przy okazji odkrywa dramatyczną prawdę o Wielkim Głodzie, jaki panuje na terenie sowieckiej Ukrainy. Nagłośnienie tej tragedii, która kosztowała życie miliony ludzi, okazuje się jednak wyjątkowo trudne.

Agnieszka Holland święciła już triumfy na Berlinale. Dwa lata temu Srebrnym Niedźwiedziem nagrodzono jej film „Pokot”. „Obywatel Jones” to polsko-brytyjsko-ukraińska koprodukcja. Na ekranie obok Jamesa Nortona czy Petera Sarsgaarda widzimy też Vanessę Kirby, Krzysztofa Pieczyńskiego i Michalinę Olszańską. Za zdjęcia odpowiadał Tomasz Naumiuk. Muzykę skomponował Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Do polskich kin film ma trafić w marcu.

69. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie to największa tego typu impreza na świecie. Każdego roku festiwal ściąga do berlińskich kin setki tysięcy kinomanów. Otwarcie na zwykłego widza odróżnia Berlinale od innych renomowanych festiwali w Europie, np. w Cannes czy w Wenecji, gdzie dostęp do sal kinowych mają głównie przedstawiciele branży filmowej, eksperci i krytycy. Niedziela jest ostatnim dniem festiwalu.

Tegoroczne Berlinale jest ostatnim, któremu przewodniczy Dieter Kosslick. 70-latek kieruje imprezą od 2001 roku. W kolejnej edycji festiwalu miejsce Kosslicka zajmie dwoje kuratorów – Włoch Carlo Chatrian i Holenderka Marriette Rissenbeek.

(df) thefad.pl

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: Apel do Narodu i opozycji parlamentarnej!

Politolog – dr Dariusz Stokwiszewski

Politolog – dr Dariusz Stokwiszewski

Obowiązująca wciąż w Polsce Konstytucja z 1997 roku pozwala narodowi na wyrażenie publiczne swego niezadowolenia i zamanifestowania sprzeciwu przeciwko tym, którzy nie sprawdzili się jako przywódcy państwa oraz narodu

Polacy,

w związku z nieustannie postępującym procesem niszczenia państwa polskiego, szczególnie uwzględniając eliminację przyzwoitych sędziów, prokuratorów, adwokatów etc., tj.: wymiarów sprawiedliwości i organów ścigania Polski, apeluję do wszystkich sił politycznych parlamentarnych i pozaparlamentarnych, którym zależy na dobru naszego państwa, o podjęcie stosownych działań, mających na celu ukrócenie barbarzyńskiego, a według mnie też przestępczego – skierowanego przeciw naszej ojczyźnie – procederu psucia tego, co pokolenia Polaków zbudowały także przelewając krew!

Obowiązująca wciąż w Polsce Konstytucja z 1997 roku pozwala narodowi na wyrażenie publiczne swego niezadowolenia i zamanifestowania sprzeciwu przeciwko tym, którzy nie sprawdzili się jako przywódcy państwa oraz narodu. Rządząca od ponad trzech lat „koalicja zła” doprowadziła Polskę nad skraj przepaści nie tylko cywilizacyjnej, ale także sprowadziła niebezpieczeństwo utraty jej suwerenności, a przynajmniej zredukowała rolę Polski w świecie do takiej, jaką pamiętamy z lat 50. XX wieku. To niedopuszczalne i grozi zapaścią państwa! Szczególnie istotne są wymienione przeze mnie instytucje bez których, ojczyzna nasza zamienić się może w bezbronny step, po którym (jak pisał w XIX wieku Carl von Clauzewitz) będą hasać obce wojska. Tak już bowiem bywało!

Proszę więc o rozważenie wszelkich możliwych, zgodnych z obowiązującą konstytucją Kodeksem karnym (nieustannie zmienianym tak, aby „pasował” tej władzy) środków, mających na celu odsunięcie od najważniejszych stanowisk w naszym państwie ludzi godzących w jego i narodu bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne! Czynię to tylko z troski o dobro mojej Ojczyzny narażanej od czterech lat (także w latach 2005-2007) na przekleństwo konfliktów społecznych, a być może i zbrojnych! Działalność rządu, o znaczącym stopniu szkodliwości, spowodowała bowiem utratę naszej wiarygodności na arenie międzynarodowej oraz zdystansowanie się dotychczasowych sojuszników Polski. Państwo zostało wystawione na śmiech i hańbę przez ludzi, którzy nie mają absolutnie niezbędnych (merytorycznych ani moralnych) cech do tego, aby władza nadal pozostawała w ich rękach! Muszą zatem odejść!

Politolog – dr Dariusz Stokwiszewski


Wyborcza: Kaczyński nakłonił Birgfellnera do wręczenia 50 tys. zł dla księdza

Gerald Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Jarosław Kaczyński miał go nakłonić do wręczenia pieniędzy w kopercie księdzu, który zasiada w radzie fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, która jest właścicielem spółki Srebrna. – czytamy w piątkowym wydaniu „Gazety Wyborczej”.

Dariusz Stokwiszewski: Czemu to robicie Polsce, dlaczego dewastujecie kraj?
Jarosław Kaczyński. Fot. Piotr Drabik / flickr

„W tym czasie, myślę, że to było w lutym 2018 r., kiedy sprawa była dalece zaawansowana i byliśmy w trakcie negocjacji, kancelaria Baker McKenzie (wynajęta do prawnej obsługi inwestycji spółki Srebrna) poleciła mi, że potrzebuje uchwały spółki Srebrna oraz właściciela spółki Srebrna, czyli fundacji im. Lecha Kaczyńskiego. Baker McKenzie przygotowała treść takiej uchwały. Jarosław Kaczyński powiedział, że potrzebuje pełnomocnictwa od spółki Srebrna do podpisania tej uchwały. Chodzi dokładnie o uchwałę rady fundacji im. Lecha Kaczyńskiego” – cytuje powołując się na fragment zeznań austriackiego biznesmena „Gazeta Wyborcza”.

Wspomniane uchwały miały dotyczyć zgody na zaciągnięcie 300 mln euro kredytu, a także rozpoczęcia inwestycji. W imieniu Instytutu Lecha Kaczyńskiego Jarosław Kaczyński podpisał je z dwiema innymi osobami, aby jednak były ważne, prezes PiS powiedział austriackiemu biznesmenowi, że „musi mieć jeszcze podpis księdza, który jest członkiem rady tej fundacji, jednak „zanim ten ksiądz podpisze, to trzeba mu zapłacić”. – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

„Zapytałem Jarosława Kaczyńskiego, ile musimy mu zapłacić, a on odpowiedział, że prawdopodobnie 100 tys. zł. Powiedziałem, że nie mam takich pieniędzy i muszę je wyłożyć z własnej kieszeni, i mogę zebrać 50 tys., a resztę zapłacimy mu, jak dostaniemy kredyt, a ja otrzymam swoje honorarium” – zeznał Birgfellner.

Austriacki biznesmen wypłacił pieniądze i przywiózł „kopertę z pieniędzmi na Nowogrodzką”. Tam pieniądze zostały odebrane i dalej przekazane księdzu z Gdańska. Nieoficjalnie wiadomo, świadkiem miała być żona biznesmena, powiązana rodzinnie z Jarosławem Kaczyńskim.

(df) thefad.pl / Źródło: wyborcza.pl


Adam Mazguła: Jeśli robi Pan propagandę, to nie cytuj Pan generała, tylko Goebbelsa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Wojsko musi się intensywnie szkolić, ciągle doskonalić swoje umiejętności, modernizować technikę bojową i wzmacniać motywację żołnierzy. Aby ten trud nie poszedł na marne musi to robić w miarę możliwości w tajemnicy przed możliwym przeciwnikiem. Polska armia nie może, ale musi posiadać wysoka zdolność bojową i gotowość do podjęcia zadań

Panie M Błaszczak,

napisał Pan: „Pierwszy dywizjon systemu HIMARS trafi na wyposażenie WP… wszystkim krytykom polecam cytat gen. Pattona: „Dobry plan wykonany natychmiast, jest lepszy niż idealny plan wykonany 10 minut później…”

Panie M. Błaszczak,

gen. Patton mówił o planowaniu w dynamicznej sytuacji bojowej, a nie planowej propagandzie sukcesu. Jeżeli Pan nie rozumie różnicy, to uświadamiam, że wojsko, to intensywne szkolenie i ciągła modernizacja jego możliwości bojowych w tajemnicy przed potencjalnym przeciwnikiem. Jeśli w wojsku robi Pan propagandę, to nie cytuj Pan doświadczonego generała, tylko zacznij Pan cytować Goebbelsa.

Gen. Patton, na którego się Pan powołuje, mówił o dobrym planie wykonanym natychmiast.

Co jest w tym Pańskim planie dobrego? Czy dlatego dobra, bo przewiduje tylko amerykańską produkcję do najdrobniejszego szczegółu, a może dobry jest brak offsetu, brak możliwość produkcji w Polsce, nawet w razie wojny, brak spójności z polskim system kierowania ogniem? Co znaczy dla Pana – natychmiast? Czyli te „10 minut później”, jak przeczytamy w umowie, za ile lat?

Pytam, bo już prawie 4 lata rządów i obiecanek zakupu śmigłowców, okrętów, rakiet, czołgów, systemów dowodzenia i obrony przeciwlotniczej…
Natychmiast, to kupujecie samoloty i limuzyny dla Was z funduszy MON. Znamienne, że nawet te natychmiast zakupione samoloty dla VIP-ów stoją w hangarze, bo nie ma wyszkolonych załóg i obsługi.

To obrazuje Pańską ignorancję i brak odpowiedzialności. Ponadto zerwane wcześniejsze umowy, zakupy z naruszeniem prawa, wielka propaganda wokół wojsk amerykańskich stacjonujących w Polsce, to jest symbol Waszej władzy. Jest Pan specjalistą od sprzedawania wiedzy na temat naszej armii na konferencjach prasowych, do brukowców i obcej agentury, bo tylko to Pan potrafi. Propaganda sukcesu, telewizja, prasa, lans polityczny jest dla Pana ważniejszy, niż bezpieczeństwo kraju.

Jestem tylko skromnym oficerem, ale pozwolę sobie Panu powtórzyć, aby zapamiętał Pan do końca swojego politycznego bytu. Wojsko musi się intensywnie szkolić, ciągle doskonalić swoje umiejętności, modernizować technikę bojową i wzmacniać motywację żołnierzy. Aby ten trud nie poszedł na marne musi to robić w miarę możliwości w tajemnicy przed możliwym przeciwnikiem. Polska armia nie może, ale musi posiadać wysoka zdolność bojową i gotowość do podjęcia zadań, bo nauczyła nas wielokrotnie historia, że niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze.

Jeśli już od ponad roku pełni Pan funkcję Ministra ON i niczego dalej Pan nie rozumie, to proszę podać się do dymisji i poszukać bardziej dopasowanej funkcji do Pańskich zdolności. Radzę też, więcej nie cytować wybitnych generałów, ale bliższych Panu propagandzistów.

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Rafał Sulikowski: Ogień, miecze i stosy. Czy Kościół powinien odpowiedzieć za zbrodnie ludobójstwa?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Czy rzeczywiście, skoro KK dopuszczał się rzezi, np. grup innowierczych, masowych czystek, kolaborował z faszyzmem, wydawał Żydów, czy jeśli rzeczywiście dokonał tylu zbrodni, które trudno oszacować, to czy to zostaje przedawnione?

Mocne? Gdyby ofiary żyły i mogły mówić, to nie sądzę, aby to było zbyt mocno powiedziane.

Pierwsza rzecz – jest w świetle niezależnej historii KK jasne, że w ciągu swego istnienia i panowania od czasów cesarza Konstantyna w IV w. aż po XVIII wiek, kiedy dokonano ostatniej egzekucji kościelnej – KK dopuścił się niewyobrażalnej rzezi, masakry setek milionów ludzi. Druga rzecz – jeśli pierwsze jest prawdą, a coraz więcej historyków, nawet tych na usługach Watykanu jest zdania, że to może być udokumentowane, to druga rzecz, jaka mi się nasuwa jest taka – zbrodnie ludobójstwa nie podlegają przedawnieniu.

Kościół twierdzi, że istnieje instytucjonalna, a nie tylko symboliczna ciągłość między nim dzisiejszym, a tym z wieku powiedzmy XVI, IX czy IV. Doskonale – jeżeli jest faktycznie jakakolwiek łączność między dzisiejszym KK a tym średniowiecznym, kiedy dokonano największych i najwięcej zbrodni, których tu przypominał nie będę, bo są świetnie opisane, to znaczy, że istnieje prawna możliwość, aby KK dziś odpowiedział, także materialnie, za swoje – nie czyjeś inne – zbrodnie. Sukcesja apostolska, którą tak się chlubi i instytucja papieska na to pozwalają.

Ponieważ KK trwał kilkanaście wieków, to zbrodnie są rozrzedzone i rozproszone w wielu rejonach świata, stąd to złudzenie, że nie jest to ludobójstwo, które musi być w jednym miejscu i czasie. Inną przyczyną, że relatywizujemy zbrodnie KK, to fakt, że nie posługiwał się on masową bronią, lecz tradycyjną, czyli stosami, torturami, mieczami i tak dalej. Gdyby w średniowieczu KK użył bombowców albo broni biologicznej, na pewno byłoby to uznane za ludobójstwo.

Zatem te trzy czynniki – rozproszenie w czasie, rozproszenie w przestrzeni oraz tradycyjność rzezi zasłaniają ten podstawowy fakt, że KK dopuszczał się w swej historii ludobójstwa, którego ciągłość instytucjonalną można spokojnie udowodnić przy odpowiednich badaniach historyczno-prawnych. Kończąc, ten krótki wpis, proszę, aby odpowiednie służby, władze czy ludzie świeccy mocno się zastanowili, czy historią KK nie powinny zająć się trybunały praw człowieka w Hadze?

Czy rzeczywiście, skoro KK dopuszczał się rzezi, np. grup innowierczych, masowych czystek, kolaborował z faszyzmem, wydawał Żydów, czy jeśli rzeczywiście dokonał tylu zbrodni, które trudno oszacować, to czy to zostaje przedawnione?

Pytanie, kto powinien podać KK przed międzynarodowy trybunał stanu, taki sam, jaki urządzono nazistom bardzo słusznie w Norymberdze po wojnie? I pytanie, czy zwycięży prawda historyczna, czy jak zwykle interesy watykańskie i brudne pieniądze?

Rafał Sulikowski

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Prawie 4 mln zł środków z UE dla uczelni Tadeusza Rydzyka

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

To nie pierwsza, a kolejna z wpłat środków finansowych dokonanych m.in. przez resort Zbigniewa Ziobry! Środków, które mogłyby i powinny były być wykorzystane do innych, znacznie ważniejszych celów społecznych. Jest to szokujące tym bardziej, że niejaki Tadeusz Rydzyk – wróg Unii Europejskiej – może być finansowany za jej pieniądze i wykorzystać tę możliwość do szkodzenia samej UE!

Podaję za „Money.pl”:

Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej tuż obok KUL-u znalazła się w gronie zwycięzców przygotowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości konkursu na szkolenia dla sędziów. Związana z Tadeuszem Rydzykiem uczelnia otrzyma prawie połowę z 8 mln unijnych środków na ten cel. To oburzający skandal pokazujący jasno, że nie zwracając uwagi na opinię publiczną, jawnie finansuje się własne zaplecze polityczne! To skandal, bo uczelnia ta według powszechnej, w tym także mojej wiedzy, może jedynie zdeprawować sędziów, zamiast nauczyć ich tego, co i tak jest istota ich zawodu czyli prawości i uczciwości!


To nie jest według mnie przypadek, to nie jest też „czysta sprawa”! Postrzegam to jako zwyczajną „korupcję polityczną”, której istotą jest pozyskanie elektoratu związanego z niosącym „średniowieczne standardy przesłania”, propisowskim i szerzącym nienawiść Radiem Maryja! Uważam ten „konkurs” za całkowicie ustawiony, przez pisowskie siły zła, które w ten sposób wygrywają kolejny raz z demokratycznym, ale zniszczonym już przez PiS państwem prawa! To nie pierwsza, a kolejna z wpłat środków finansowych (ich skala jest porażająca stąd wierzę, że po odsunięciu Kaczyńskiego od nienależnej mu władzy sądy RP będą badać możliwości odzyskania przez państwo tych pieniędzy) dokonanych m.in. przez resort Zbigniewa Ziobry! Środków, które mogłyby i powinny były być wykorzystane do innych, znacznie ważniejszych celów społecznych. Jest to szokujące tym bardziej, że niejaki Tadeusz Rydzyk – wróg Unii Europejskiej – może być finansowany za jej pieniądze i wykorzystać tę możliwość do szkodzenia samej UE!

UE nie może wspierać i wzmacniać imperium Tadeusza Rydzyka tym bardziej, że jej pieniądze mogą posłużyć „praniu mózgów” polskich sędziów, co z kolei obrócić się może przeciwko europejskiej (nie tylko zanikającej już polskiej) demokracji i rządom prawa!

Polska i tak stała się państwem klerykalnym, co krytykuje sam Papież Franciszek, z którego nauk polscy biskupi nie czerpią mądrości, a nawet ją odrzucają, uważając się za osoby omnipotentne – które „zjadły wszystkie rozumy”! Niestety dla Polski i KK, tak nie jest; wręcz odwrotnie jawnogrzesznictwo i ukrywanie różnorakich przestępstw, w tym zachowań homoseksualnych księży bardzo źle o nich świadczy! Gotów jestem postawić tezę, że wielu z nich (hierarchów) albo w Boga wcale nie wierzy, albo liczy na to, że ten im wybaczy każde złamanie prawa i Dekalogu.

Uważam, zatem że szkolenia dla sędziów z zakresu „komunikacji”, zwłaszcza na tej, upolitycznionej uczelni nie tylko nie mogą im w niczym pomóc, a przeciwnie; są czymś, co może doprowadzić do dewastacji ich propolskich, mocnych etycznie oraz moralnie postaw!

Apeluję do opozycji (nie wiem już który raz z kolei) oraz do decydentów z UE, aby poddano weryfikacji procedurę wyboru zwycięzcy konkursu i rozważono ewentualne cofniecie dotacji dla dobra wspólnego Polski i Europy! To groźne, szczególnie w tym przypadku, gdy na wokandzie TSUE znajduje się łamanie w Polsce prawa i konstytucji z sądami i sędziami w tle!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Adam Mazguła: Kapiszon rozbił kryształowe dzbany

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Wyznawcy PiS-u wierzą ofensywie medialnej i głoszonym kazaniom w kościołach katolickich. Wierzą dorośli, a nawet dzieci, bo katecheci na lekcjach religii wplatają politykę PiS-u w podstawowe kanony wiary katolickiej.

Jeśli partia chce pokusić się o sprawowanie władzy, przedstawia swój program i stara się dla niego uzyskać poparcie. Jednak PiS zbudował swoja władzę nie na programie, ale na krytyce poprzedników, wierze i kłamstwie historycznym.

Filarem agresywnej polityki propagandowej PiS-u było budowanie przeświadczenia, że tylko on jest jedyną polską partią dbającą o interesy uczciwych Polaków. Aby osiągnąć efekty budowanej tezy PiS przekupił hierarchów kościelnych i zdominował media. Przy pomocy tej machiny Polacy, którzy czują się bezpiecznie w NATO i UE, przestali się pytać, dokąd jako naród zmierzamy, co jeszcze powinno się poprawić w ich życiu, ale kiedy pozamykamy zdrajców, komunistów i złodziei. Kiedy zabierze się sąsiadowi i zniszczy następnych, bo im się za dobrze powodzi?

Tymczasem, 3 lata trwa praca dziesiątek komisji w samorządach, w ministerstwach i organizacjach społecznych, które szukają złodziei poprzedniej władzy. Niczego takiego jakoś nie odkryli i w gruzy legł tak starannie budowany przekaz. Póki co, mimo braku dowodów na korupcję poprzedników, wyborcy PiS-u wciąż wierzą swojej partii i przekazowi medialnemu cudownych wiadomości „publicznych”.

Podobnie jest z historycznym przekazem partii rządzącej. Uchwalenie ustawy represyjnej pod określeniem „dezubekizacyjna” wskazała wyborcom PiS „wrogów Polski”. W tej ustawie PiS wskazał zdrajców ojczyzny, upokorzył i odebrał ludziom byłych służb znaczną część emerytur i rent rodzinnych. Dla PiS-u nie było ważne, że nielegalnie wprowadzona ustawa dotyczy zweryfikowanych wcześniej funkcjonariuszy, pracowników milicji i służb państwowych.

O ironio, wszyscy, którzy nie przeszli pozytywnie tej weryfikacji musieli odejść, ale wykorzystując układy i zależności stali się bogaci i wpływowi. Tymczasem ci, co przeszli weryfikację bez uwag, okazali się wartościowi i przydatni demokratycznej Polsce, najczęściej pracowali dla Polski jeszcze przez wiele lat, ścigani są dzisiaj z niebywałą agresją. PiS, szuka na nich jakiegoś podłego odwetu, bo tak łatwo ich wykorzystać do wybielenia siebie. Tak manipuluje się społeczeństwem kosztem zaangażowanych w służbę Polsce funkcjonariuszy.

Dlaczego PiS wskazał takich „wrogów Polski” jak chociażby gen. Gromisław Czempiński, który kierował brawurową akcją w Iranie uwalniając amerykańskich dyplomatów, za co Polsce umorzono 16 mld dolarów długu i okazano pomoc w organizacji jednostki GROM? Dlaczego „zdrajcą” został funkcjonariusz Wojciech Raczuk, który w pościgu za bandytami kryminalnymi został ostrzelany i 6 kul zostało w jego ciele?

Nawet sprzątaczka zatrudniona w szkole policyjnej przez jeden dzień, stała się elementem budowania politycznej agresji propagandowej PiS. Jak się do tych oszczerstw, które kosztowały życie, co najmniej 53 osoby mają tacy współpracownicy i donosiciele na opozycjonistów demokratycznych tamtego czasu jak: 10 tysięcy zarejestrowanych księży i biskupów katolickich, TW „Balbina”, TW „Ryszard”, czy TW „Wolfgang”?

Dlaczego PiS przygotował również ustawę represyjną w stosunku do służących państwu żołnierzy (czeka na uchwałę), a nie na polityków, prokuratorów, sędziów, dyplomatów, propagandzistów, ludzi nauki i kultury tamtych czasów? Czym oni byli lepsi od milicjantów, agentów polskiego wywiadu czy WOP?

Dlaczego tych właśnie ludzi tak łatwo znaleźć dzisiaj przede wszystkim w szeregach PiS? Słynne nazwiska, takie jak: Piotrowicz, Kryże, Pietrzak, Rosiewicz, Wolski, Cejrowski, Król… dalej na nas plują z szeregów partii władzy.

Narracja historyczna poległa również w oskarżaniu żołnierzy I i II Armii Wojska Polskiego, których PiS nazwał bandytami, a to tylko po to, by wynieść na ołtarze swoich „bohaterskich” ludobójców wyklętych jak „Bury” czy „Ogień”.

Ciekawe, że ci, którzy oskarżają szczególnie gorliwie nie maja już swoich „ubeckich” teczek, bo wszystkie, które dotyczyły kleru zostały zwrócone Episkopatowi, teczki innych oczyszczono po cichu, a tylko teczka Jarosława Kaczyńskiego została „w oczywisty sposób sfałszowana” (?).

Kłamstwo historyczne dotyczy również budowania życiorysów nowych bohaterów. Jeden popełniając samobójstwo zamordował jeszcze 95 innych osób, inny w wieku 13 lat walczyli z komuną i kopał sobie grób, a jeszcze inny spał bohatersko do południa. PiS-owi potrzebni są nowi bohaterowie, więc trwa budowanie pomników, zmienianie nazw ulic i placów, montowanie tablic pamiątkowych, często ośmieszających ich fundatorów. Trwa także wskazywanie i uzasadnianie ich bohaterstwa w mediach PiS-u.

Tymczasem, kapiszon zerwał zasłonę i odsłonił kryształową postać prezesa, ujawnił mafijne powiązania, korupcję i zaangażowanie wszystkich instytucji zawłaszczonego państwa przez PiS w obronę prezesa.

Nic nie zostało ze sztandarowych haseł PiS-u, rozbił się kryształowy wizerunek partii i samego J. Kaczyńskiego. Zostały tylko dalsze próby bohaterskiej obrony pozycji i przekuwanie tę walki na medialne zwycięstwo. Wszystko dla zdesperowanych obrońców kłamstwa jeszcze jest do uratowania, bo została budowana od lat silna wiara. Wyznawcy PiS-u wierzą ofensywie medialnej i głoszonym kazaniom w kościołach katolickich. Wierzą dorośli, a nawet dzieci, bo katecheci na lekcjach religii wplatają politykę PiS-u w podstawowe kanony wiary katolickiej.

Kapiszon rozbił kryształowe dzbany, a skorupy błyszczą do nas z ziemi. Kiedyś uda się zauważyć, że te dzbany są bezużyteczne, a ich szczątki mogą tylko błyszczeć w świetle kolorowo. Jednak już wody w nim nie poniesiesz, a pusty nie daje echa.

Fot. Adam Mazguła

Parafianie, mimo odkrywanej codziennie prawdy o oszustwach PiS-u nie opuszczą partii klęczących urzędników swego boga, mimo, że i tam kryształowy dzban rozbił się o butę biskupów, pazerność i pedofilię.

Jednak Polakom już nie wystarczy tylko popieranie publicznych kłamstw i szukanie prawdy w historii, którą i tak wszyscy znają. Dziś nie potrzebne są szkiełka rozbitych dzbanów PiS-u, ale realne plany odbudowy kraju po patologicznej władzy.

Adam Mazguła

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Czego boją się ludzie? Co jest największym zagrożeniem dla globalnego bezpieczeństwa i dobrobytu?

Dwie trzecie ankietowanych uważa zmiany klimatyczne za największe zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa i dobrobytu.

Dla dwóch trzecich ankietowanych na świecie najważniejszym zagrożeniem w 2018 r. są zmiany klimatyczne. Pięć lat temu uważało tak 56 proc. respondentów.
Fot. pixabay

Amerykański think tank Pew Research Center z Waszyngtonu przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej wiosną 2018 r. Uczestniczyło w niej 27 tys. osób z 26 krajów.

Dla dwóch trzecich ankietowanych na świecie najważniejszym zagrożeniem w 2018 r. są zmiany klimatyczne. Pięć lat temu uważało tak 56 proc. respondentów. W Niemczech tego zdania jest obecnie prawie trzy czwarte odpytywanych (71 proc.). Dzisiaj zmiany klimatu niepokoją też o 30 proc. więcej Francuzów niż jeszcze w 2013 r. Nawet w USA, gdzie prezydent Donald Trump zaliczany jest do największych sceptyków, aż 59 proc. ankietowanych dopatruje się w zmieniającym się klimacie „poważnego niebezpieczeństwa”.

Rosnące upolitycznienie zmian klimatycznych

Ocena rozmiaru rzeczywistego zagrożenia wynikającego ze zmian klimatycznych zależy wg Pew Research Center nie tylko od poziomu wykształcenia, lecz przede wszystkim od przekonań politycznych. Dla przykładu prawie dziewięciu z dziesięciu (87 proc.) liberalnych Amerykanów jest głównie zatroskane z powodu klimatu. Tymczasem wśród konserwatystów z obozu Donalda Trumpa jest ich raptem 31 proc.

Podobny trend można zauważyć także w Europie. W Niemczech świadomość zagrożenia z powodu zmian klimatycznych jest wśród zwolenników skrajnie populistycznej partii AfD o 28 punktów procentowych mniejsza od średniej krajowej. Podobnie wygląda sytuacja we Francji wśród wyborców Frontu Narodowego czy wśród zwolenników konserwatywnej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) w Wielkiej Brytanii. Jednocześnie, jak wynika z analiz amerykańskiego think tanku, w tej grupie konserwatywnych wyborców za największe zagrożenie uchodzi islamistyczny terroryzm.

Strach przed terrorem jest zdaniem analityków także kwestią pokoleniową. 78 proc. wszystkich Niemców po pięćdziesiątce obawia się zamachów. W grupie wiekowej 18-29 lat obawia się ich 42 proc.

Zagrożeniem Ameryka Trumpa

Obok rosnącej świadomości społecznej, jeśli chodzi o problemy związane z klimatem, badacze zauważyli także narastanie postaw nieprzychylnych Stanom Zjednoczonym za rządów Donalda Trumpa. W żadnym innym z ankietowanych krajów nie dopatrzono się takiego zagrożenia ze strony USA jak w Niemczech (49 proc.). W 2013 r. jedynie 19 proc. Niemców dopatrywało się w Ameryce Baracka Obamy zagrożenia bezpieczeństwa. Dzisiaj obawy Niemców podzielają także Francuzi (49 proc.), Grecy (48 proc.) i Kanadyjczycy (46 proc.).

Inaczej wygląda to w Polsce. Tylko 18 proc. ankietowanych dopatruje się tam zagrożenia ze strony USA. Głównym powodem obaw i lęków Polaków jest natomiast Rosja (65 proc.) oraz tzw. Państwo Islamskie (59 proc.). Na trzecim miejscu na skali strachu znajdują zmiany klimatyczne (55 proc.).

 

REDAKCJA POLECA