Recenzje. „Obywatel Jones” Agnieszki Holland ukazuje opętanie „władzą graczy działających strachliwie z ukrycia”

Agnieszka Holland pokazała na festiwalu w Berlinie swój nowy film „Obywatel Jones”. Pierwsze recenzje w prasie podkreślają wagę poruszonego przez nią tematu: braku odwagi polityków wobec totalitarnych zagrożeń.

Tematem filmu Agnieszki Holland „Mr. Jones” jest Wielki Głód w latach 1932/1933 na należącej do Związku Sowieckiego Ukrainie – czytamy w „Tageszeitung” (TAZ).

W historycznym dramacie Agnieszki Holland postacią pierwszoplanową jest walijski dziennikarz śledczy Gareth Jones (1905- 1935) – wyjaśnia Barbara Wurm w opublikowanej w poniedziałek recenzji.

Jones jedzie z własnej inicjatywy do ZSRR, gdzie chce przeprowadzić wywiad ze Stalinem. Rozmowa z sowieckim przywódcą nie dochodzi do skutku, jednak dziennikarz drąży temat i natrafia na jedną z największych zbrodni politycznych w historii sowieckiej Rosji – świadome zagłodzenie milionów ludzi w latach 1932-1933 – czytamy w „TAZ”.

Negowanie Wielkiego Głodu

Gdy po powrocie do kraju chce zdać relację z tego, co widział, napotyka na „zjednoczony front amerykańsko-rosyjskiego konglomeratu polityczno-medialnego”, kierowany przez Waltera Duranty’ego, twierdzącego, że na Ukrainie nie ma głodu. (Walter Duranty był korespondentem „New York Timesa” w Moskwie w latach 1922-1936. Otrzymał Nagrodę Pulitzera w 1932 za serię reportaży o ZSRR, wychwalających postępy komunizmu – DW).

„Komu w tym miejscu do głowy nie przyjdą Trump, Putin i ich koledzy, ten nic nie zrozumiał z tego filmu” – wtrąca autorka recenzji.

Wurm podkreśla, że swoim filmem Holland piętnuje jako niemoralne „tchórzostwo wielkiej polityki wobec totalitaryzmów – po tej i po tamtej stronie”. Reżyserce chodzi o pokazanie „opętania władzą graczy działających strachliwie z ukrycia”.

„Być może Holland należy do rady starszych intelektualistów, lecz jej serce bije (jak we wcześniejszym filmie „Pokot”) dla tych, którzy chcą rozbić męski kartel władzy. Symbolami tej postawy są James i Orwell. Przestępstwem jest chowanie głowy w piasek” – czytamy w recenzji z filmu.

„Agnieszka Holland nie wynalazła kina na nowo. Także Wielki Głód nie jest nowym tematem, szczególnie w narodowym kinie ukraińskim. Pomimo tego ten film jest ważny i w swoim pozbawionym zarówno formalnych, jak i politycznych upiększeń stylu stanowi ważny wkład do konkursu, którego tematem jest przecież polityka w prywatności, a w którym dotychczas pokazano jedynie miłosny wyciskacz łez z Danii, mongolską pustynię i macedońską zwariowaną satyrę” – zaznacza Wurm w „TAZ”.

Moralność

Do filmu Holland nawiązuje też recenzent „FAZ” Andreas Kilb. Dziennikarz Gareth Jones widzi na Ukrainie coś, co sprawia, że „zamiera mu palec na spuście aparatu fotograficznego”. Jest rok 1933 i ofiary Wielkiego Głodu wrzucane są na taczki: mężczyźni, kobiety, płaczące niemowlęta. „Jones rezygnuje ze zdjęcia, które chciał zrobić” – podkreśla dziennikarz „FAZ”.

„Holland pokazuje też kanibalizm, lecz w pamięci pozostaje właśnie ta scena (rezygnacji ze zdjęcia), ponieważ pokazuje ona coś, czego się nie spodziewali. Coś, co stało się rzadkie w kinie i na festiwalach, a jeszcze rzadsze na rynkach. Nazwijmy to staromodnym słowem – moralność”.


Stefan Niesiołowski: Wincenty Witos 1874 – 1945

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Wincenty Witos jednym z niekwestionowanych Ojców Niepodległości Polski odrodzonej po 123 latach zaborów w 1918 roku. Odzyskanie niepodległości wiązał przede wszystkim z państwami antyniemieckiej koalicji Ententy i ich zwycięstwem w Wielkiej Wojnie, która dopiero po 20-tu latach została nazwana I-szą wojną światową.


21 stycznia 1874 roku w Wierzchosławicach koło Tarnowa w chłopskiej ubogiej rodzinie urodził się jeden z najwybitniejszych polskich polityków i przywódców ruchu ludowego Wincenty Witos. Był politykiem, publicystą, rolnikiem, posłem na Sejm, zarówno w lokalnym Galicyjskim w okresie rozbiorowym, jak i w Parlamencie wolnej niepodległej Polski po roku 1918.

Wincenty Witos. Fot. wikipedia

Od wczesnej młodości działał w Stronnictwie Ludowym, jako młody człowiek odznaczał się cechami przywódczymi i pochłaniał książki, z czasem nauczył się kilku języków i wyrastał na znaczącą postać ruchu ludowego. Najmocniej związany był z Polskim Stronnictwem Ludowym „Piast”, którego był najwybitniejszym politykiem i przywódcą przez większą część swojej politycznej aktywności.

Jest Wincenty Witos jednym z niekwestionowanych Ojców Niepodległości Polski odrodzonej po 123 latach zaborów w 1918 roku. Odzyskanie niepodległości wiązał przede wszystkim z państwami antyniemieckiej koalicji Ententy i ich zwycięstwem w Wielkiej Wojnie, która dopiero po 20-tu latach została nazwana I-szą wojną światową.

W efekcie działań Witosa Galicyjski Sejm Krajowy ogłosił w 1917 roku deklarację o dążeniu do utworzenia niepodległej Polski. 28 października 1918 roku został przewodniczącym Polskiej Komisji Likwidacyjnej będącej de facto polskim rządem przystępującym do likwidacji skutków rozbiorów, na razie na obszarze Galicji Zachodniej. Komisja ta podobnie jak większość lokalnych inicjatyw niepodległościowych podporządkowała się rządowi powstałemu w Warszawie 11 listopada 1918 roku i przywództwu Józefa Piłsudskiego, po kapitulacji państw centralnych we Francji.

Wincenty Witos aktywnie włączył się w działania mające na celu odbudowanie, zjednoczenie i obronę zmartwychwstałej Polski. Było to zadanie gigantyczne, mające nie tylko przekreślić w wymiarze politycznym zbrodnię rozbiorów, ale doprowadzić do unifikacji odrębnych od ponad 100 lat dzielnic, zjednoczyć wszystkie warstwy i klasy społeczne, włączyć do nowoczesnego patriotyzmu ludzi, dla których jeszcze niedawno wojska rosyjskie to byli „nasi”, nadrobić wiekowe opóźnienia wynikające z pańszczyźnianego ucisku, obronić wszystkie granice, szczególnie granicę wschodnią wobec wycofujących się Niemców i nadciągających w ślad za nimi bolszewików ze swoimi hasłami walki klas i światową bolszewicką rewolucją.

Szczególnie istotna była rola Wincentego Witosa w organizowaniu obrony w wojnie 1920 roku oraz mobilizacja chłopów do udziału w tej wojnie. To w dużym stopniu dzięki Witosowi chłopi nie ulegli leninowskiej propagandzie o wyzwoleniu przez Armię Czerwoną z ucisku „pańskiej Polski”. Witos stanął na czele Rządu Obrony Narodowej w tym decydującym dla losów państwa i narodu momencie, a także wszedł do Rady Obrony Państwa wzywającej chłopów do skupienia się wokół władz odrodzonej Polski i twardej walki o obronę granic przed okrutnym i podstępnym wrogiem. W dramatycznym momencie, gdy ważyły się losy wojny załamany niepowodzeniami i powszechną krytyką Józef Piłsudski zrezygnował i podał się do dymisji. Witos tej dymisji nie przyjął, sam jej fakt dla dobra Polski zataił.

Marsz bolszewików na Polskę i Europę załamał się pod Warszawą, chociaż Radek odradzał Leninowi tę awanturę. Winien był także Stalin poprzez swoją politykę polegającą na nieudzieleniu pomocy Tuchaczewskiemu.

Wincenty Witos dwukrotnie jeszcze pełnił funkcję premiera w 1923 i 1926 roku, przyczyniając się do stabilizacji gospodarczej i społecznej oraz umocnienia autorytetu demokratycznej Polski. Zawsze mówił o wspólnym domu, odpowiedzialności i pracy dla ojczyzny, o odpowiedzialności, solidności i szanowaniu demokracji. Stąd brała się niechęć do niego zarówno konserwatystów żyjących nadal w wieku nierówności społecznych i klasowych konfliktów, nie rozumiejących, że brak reform zwłaszcza na wsi oznacza bolszewizm. Z drugiej strony nieuchronny konflikt z Piłsudskim, który demokracji nie uznawał i ujawniał coraz większe ciągoty autorytarne. W kwestiach gospodarczych przeciwny zadłużaniu państwa mówił: „jak się pożyczyło to trzeba oddać, a jak się chce oddać, to trzeba mieć”.

Gabinet Wincentego Witosa został obalony w wyniku krwawego przewrotu wojskowego Józefa Piłsudskiego, w którym śmierć poniosło kilkaset osób. W Polsce ustanowiona została autorytarna dyktatura, która upadła w wyniku klęski w wojnie we wrześniu 1939 roku.

Sam Witos skazany w politycznym procesie brzeskim w 1930 roku wraz innymi przywódcami demokratycznej opozycji był poniżany i w haniebny sposób traktowany w więzieniu, a po jego opuszczeniu udał się na emigrację do Czechosłowacji, skąd po wkroczeniu wojsk niemieckich uciekł do Polski.

W czasie okupacji był więziony przez Niemców, a po zwolnieniu ze względu na stan zdrowia ukrywał się. Odmówił też jakiejkolwiek współpracy z okupantem, jak również nie podjął współpracy z PKWN.

Umarł 31.10.1945 jako Honorowy Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wychował wielu mężów stanu, politykółw, działaczy społecznych. Stworzył nowoczesny ruch ludowy, który przetrwał okres komunizmu i poststalinowskiego komunizmu, silnie umocowany na wsi, mimo trudności i ograniczeń, na trwałe.

Stefan Niesiołowski

 

 


Dziwisz komentuje słowa Franciszka o Janie Pawle II: Nie wiem, jaką sprawę miał na myśli opowiadając tę„anegdotę”

5 lutego podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu wracającego z Abu Dhabi, papież Franciszek w rozmowie z dziennikarzami mówił o trudnościach, na jakie napotykał kardynał Joseph Ratzinger, gdy informował Jana Pawła II o nadużyciach seksualnych i ekonomicznych w Kościele. Gdy w końcu Ratzingerowi, udało się pokazać Karolowi Wojtyle dokumentację jednej z najbardziej bulwersujących spraw, ten nakazał odłożenie sprawy do archiwum.

Jan Paweł II. Fot. wikipedia

Pojawiające się zarzuty pod adresem polskiego papieża i jego otoczenia wywołały spore zamieszanie. „Tygodnik Powszechny” poprosił kard. Stanisława Dziwisza, osobistego sekretarza Karola Wojtyły o komentarz.

Dziwisz bagatelizuje sprawę, określając ją „anegdotą”. – Nie wiem, kogo i jaką sprawę miał na myśli papież Franciszek, opowiadając „anegdotę” dotyczącą jednego ze spotkań kard. Josepha Ratzingera z Janem Pawłem II. Pragnę podkreślić, że prefekt Kongregacji Nauki Wiary miał z urzędu stały, regularny i bardzo częsty kontakt z papieżem. Osobiście, bez pośredników – bez „filtrów”. (…) Przez wiele lat pracowałem u boku papieża (…) Nie wierzę, żeby Jan Paweł II beztrosko nie wierzył w przedstawiane dowody winy. To nie był jego styl. – mówił kardynał Dziwisz.

– Wszystkie możliwe trudności, wahania, a czasem absurdalne oskarżenia kierowane pod adresem Jana Pawła II, zostały gruntownie wyjaśnione podczas jego procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego. – dodał.

(df) thefad.pl / Źródło: tygodnikpowszechny.pl


Papież Franciszek sugeruje, że Jan Paweł II wiedział o nadużyciach seksualnych i kazał je zatuszować

Papież Franciszek zasugerował, że Jan Paweł II wiedział o nadużyciach seksualnych i ekonomicznych. Dowody miał mu pokazać Joseph Ratzinger, Jan Paweł II nakazał mu jednak odłożenie sprawy do archiwum. – czytamy w Newsweeku.

– Jest taka historia: miał (papież Benedykt XVI) wszystkie papiery, dotyczące organizacji religijnej, w której dochodziło do korupcji seksualnej i ekonomicznej. Próbował o tym rozmawiać, ale napotkał przeszkody, nie mógł się tam dostać. W końcu papież (Jan Paweł II), chcąc poznać prawdę, zwołał spotkanie i Joseph Ratzinger poszedł tam z teczką ze wszystkimi dokumentami. Kiedy wrócił, powiedział swojemu sekretarzowi: „Daj to do archiwum, wygrała druga strona” – mówił papież Franciszek 5 lutego podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu wracającego z Abu Dhabi. Choć Franciszek nie ujawnił organizacji, to z późniejszych wyjaśnień p.o. szefa biura prasowego Watykanu, Alessandro Gisotti wynika, że wspominał o zakonie kontemplacyjnym sióstr ze wspólnoty św. Jana we Francji.

– Jeśli chodzi o papieża Benedykta, to pierwszą rzeczą, którą powiedział po wyborze, było: „przynieście mi z powrotem te papiery z archiwów” i rozpoczął śledztwo – dodał papież. Już po śmierci Jana Pawła II, śledztwo prowadzone za pontyfikatu Benedykta XVI wykazało, że dominikanin Marie-Dominique Philippe OP molestował seksualnie zakonnice we wspólnocie i wykorzystywał je ekonomicznie. W 2013 r. Benedykt XVI rozwiązał tę wspólnotę – czytamy w Newsweeku.

Newsweek


Piotr Duda: ECS to upolityczniona instytucja. Adam Mazguła: mentalnie jesteście w innym świecie

NSZZ „Solidarność” nie widząc zasadności dalszego funkcjonowania jego przedstawicieli w Radzie ECS i w Radzie Historycznej ECS, postanawia zawiesić udział w ich pracach. – napisali do dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności przewodniczący zarządów regionów i sekretariatów branżowych NSZZ „Solidarność”, w liście podpisanym przez Piotra Dudę.

„To upolityczniona instytucja”

To upolityczniona instytucja, która zamiast łączyć, dzieli. – czytamy w liście. Zdaniem przedstawicieli „Solidarność” spór toczący się wokół finansowania Europejskiego Centrum Solidarności jest element „prowadzonej przez obecną opozycję kampanii wyborczej i jest kolejnym dowodem na upolitycznienie tej instytucji” (…) „Z przykrością trzeba stwierdzić, że Centrum czynnie uczestniczy w politycznym sporze”. – napisano. W dokumencie przywołano „inne tego typu instytucje jak np. wrocławskie Centrum Historii Zajezdnia czy Śląskie Centrum Wolności i Solidarności, gdzie mimo różnic udaje się łączyć, a nie dzielić, nie widzimy takiej woli w Gdańsku. Ale w takiej formule finansowania, trybie podejmowania decyzji i przy obecnym kierownictwie w naszej ocenie nie ma najmniejszych szans, aby to zmienić – czytamy dalej.

Adam Mazguła: mentalnie jesteście w innym świecie

Coś się Panu Piotrowi Dudzie, jak zawsze – pomieszało.

Europejskie Centrum Solidarności jest symbolem zwycięstwa mądrości nad siłą, demokracji nad reżimem, wspólnoty wartości nad prostackim snobizmem, odwagi i zaangażowania obywatelskiego w walkę o sprawiedliwość i prawa człowieka. ECS, to centrum dialogu i porozumienia, historii narodu i zwycięstwa nad zaślepionymi ludźmi władzy.

Pan tam nie pasuje od dawna. Myślę, że ani Pan, ani Pańskie dudośniadki dawno nie należycie do tej wspólnoty wartości i mentalnie jesteście w innym świecie, w innym ustroju i macie inne cele. Nie jesteście z ludźmi i dla ludzi, ale dla władzy i zniewolenia narodu przez jedną słuszną partię. To cele zupełnie przeciwne od idei Solidarności.

Nie ośmieszaj się Pan z tym oświadczeniem!

Tygodnik Solidarność / Adam Mazguła / (df) thefad.pl


Adam Mazguła: PiS musi upaść albo nas zniewoli

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jeżeli nie wygramy wyborów i nie odsuniemy PiS od władzy czeka nas w Polsce terror prawdziwych patriotów, środowisk katolickich i ośmiornicy Kaczyńskiego w stosunku do nieposłusznych obywateli i takich, których oni uznają za wrogów.

Nie upadnie żadna prosperująca firma, jeśli PiS zmieni jej prezesa, a jest on tylko figurantem, pobiera duże apanaże i nie wtrąca się do zarzadzania firmą. Znacznie trudniej jest osiągać sukcesy, jeśli PiS zmienia również zastępców i personel kierowniczy na członków partii i swoich rodzin, którzy na dodatek nie znają się na produkowanych elementach, ani nie uczestniczą w procesie produkcji, a muszą bardzo dużo zarabiać. Wróżę bez ryzyka całkowity upadek każdej firmy, spółki, samorządu, czy ministerstwa, jeśli i ci zatrudnią swoich znajomych na następnym poziomie zarzadzania.

Brak kompetencji, pazerność roszczeniowa i uległość partyjna zniszczą wszystko, jeśli nie ma umiaru w partyjnym drenażu finansowym i politycznym firm. Takie działanie powoduje również zniechęcenie załogi do efektywnej pracy i w efekcie nieuchronny upadek firmy. Jak uczy teoria, wtedy partia rządząca szuka wrogów, bumelantów, tych, co zrywają produkcję, oskarża pracowników o dywersję i zawsze są to niczemu nie winni i nieświadomi przypadkowi uczestnicy szwankującej produkcji, których partia ukarze przykładnie. W ten sposób zastraszeni robotnicy będą bali się przychodzić do pracy, albo staną się automatami pracy niewolniczej.

Nie muszę chyba dodawać, że w pierwszej kolejności o spadek efektywności produkcji zostaną oskarżeni opozycyjni działacze i ci, którzy ich popierają. Mieliśmy już wiele takich przykładów, jak chociażby niedawno, kiedy to dziennikarze byli winni ujawnienia patologii uboju chorych krów. Tak umacnia się reżim, który eksploatując poddanych w sposób niewolniczy w końcu musi upaść, to tylko kwestia cierpliwości wyzyskiwanych.

Problem w tym, że my to wszystko już znamy i nie stać nas na powtórkę z historii. Nie możemy ponownie poddać się rygorom tego systemu. Przecież wiemy, że on prowadzi do pewnego upadku nie tylko partyjnego reżimu, ale również i przede wszystkim zapóźnienie całej naszej cywilizacji.

Do wymuszenia posłuszeństwa obywatelskiego PiS przygotował siły represji podporządkowane partii. Wszystkie instytucje państwowe, sądy, prokuratura, policja, ABW, CBA, wojsko, itd., zostały przygotowane do służby partii rządzącej. Szefowie tych instytucji, to nie urzędnicy pełni cnót i szacunku do prawa, lecz wręcz przeciwnie, tacy, którzy uznają wyższość zdania prezesa PiS nad każdym prawem, a nawet konstytucją.

Nie wszyscy są świadomi, że PiS przygotował już prawo represyjne, które chwilowo nie jest używane, ale czeka na powyborczy czas. Takich represji jest wiele, ale wspomnę tylko o prawie rządzących do zabieraniu majątków i mienia, przeszukiwania, aresztowania każdego i w każdym czasie, itp. Do zastosowania tych represji wystarczy podejrzenie, na przykład o terroryzm. Dlatego ze szczególna uwagą obserwuję każde medialne oskarżenie opozycji, w którym słowo terrorysta jest na porządku dziennym. Terrorystami są nazywani ci, co protestują, publikują niewygodne dla partii rządzącej fakty i blokują marsze faszystów…

Jeżeli nie wygramy wyborów i nie odsuniemy PiS od władzy czeka nas w Polsce terror prawdziwych patriotów, środowisk katolickich i ośmiornicy Kaczyńskiego w stosunku do nieposłusznych obywateli i takich, których oni uznają za wrogów.

Dlatego apeluję do wszystkich świadomych Polaków, nie dajmy się rozwijać kaczyzmowi.

Adam Mazguła

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


27 rocznica podpisania traktatu z Maastricht, który ustanowił Unię Europejską

Dziś przypada 27. rocznica podpisania traktatu z Maastricht w 1992 roku. To historyczny kamień milowy, który ustanowił Unię Europejską wraz z europejskim obywatelstwem, ścisłą współpracą między krajami członkowskimi i torujący drogę do wspólnej waluty euro.

Traktat o Unii Europejskiej został podpisany w Maastricht 7 lutego 1992 r
Fot. Communautes Europeennes 1992 – Source: PE

Traktat o Unii Europejskiej został podpisany w Maastricht 7 lutego 1992 r. w obecności przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Egona Klepscha.

Na mocy Traktatu utworzono Unię Europejską na podstawie Wspólnot Europejskich (pierwszego filaru) oraz dwóch innych dziedzin współpracy (drugiego i trzeciego filaru): wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa (WPZiB) oraz sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.

Wraz z wejściem w życie Traktatu o Unii Europejskiej EWG stała się Wspólnotą Europejską (WE). Uprawnienia prawodawcze i nadzorcze Parlamentu zostały zwiększone poprzez wprowadzenie procedury współdecyzji oraz rozszerzenia procedury współpracy.

Na mocy nowego Traktatu Parlament Europejski ma prawo zwrócić się do Komisji o przedłożenie wniosku legislacyjnego w sprawach, które jego zdaniem wymagają wspólnotowego aktu prawnego. Cały skład Komisji jest odtąd zatwierdzany przez PE, który powołuje również Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Kurier PAP


„Obywatel Jones” Agnieszki Holland walczy o Niedźwiedzia na Festiwalu Filmowym Berlinale

W niemieckiej stolicy rozpocznie się wieczorem 69. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Berlinale. W programie znowu nie zabraknie polskich akcentów.

Oczy filmowego świata od dziś znowu zwrócone będą na Berlin. Wieczorem w niemieckiej stolicy rozpocznie się 69. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Berlinale. To jedna z najważniejszych imprez tego typu na świecie. Festiwal otworzy pokaz duńsko-kanadyjskigo filmu „The Kindness of Strangers” w reżyserii Lone Scherfig. Dyrektor festiwalu Dieter Kosslick obiecuje, że będzie to „cudowne otwarcie imprezy”. – Reżyserka ma wyczucie charakterów, wielkich emocji i subtelnego humoru – mówił.

Do końca przyszłego tygodnia w Berlinie pokazanych zostanie 400 filmów z całego świata. Największe zainteresowanie budzą jak zawsze filmy prezentowane w konkursie głównym, czyli walczące o statuetki srebrnych i złotych Niedźwiedzi. W tym roku to 17 produkcji, wśród nich najnowsze filmy takich twórców jak Francois Ozon, Fatih Akin czy Agnieszka Holland.

Wielki głód na ekranie

Polska reżyserka przyjechała do Berlina z polsko-brytyjsko-ukraińską koprodukcją zatytułowaną „Obywatel Jones”. Film opowiada o młodym brytyjskim dziennikarzu, który podczas podróży do Związku Radzieckiego w 1933 roku odkrywa przerażającą prawdę o klęsce głodu na terytorium dzisiejszej Ukrainy. – Film ukazuje tę tragedię bardzo drastycznie, ale to nie tylko film o wielkim głodzie, to także film o wielkiej polityce. To bardzo interesujący, bardzo dobrze zrobiony film – powiedział Dieter Kosslick. Agnieszka Holland odnosiła już sukcesy na Berlinale. Dwa lata temu dostała Srebrnego Niedźwiedzia za film „Pokot”.

O tym, do kogo powędrują tegoroczne nagrody, zdecyduje międzynarodowe jury, na którego czele stoi francuska aktorka Juliette Binoche. Wiadomo już, że honorowego Złotego Niedźwiedzia za całokształt twórczości odbierze w tym roku brytyjska aktorka Charlotte Rampling.

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie znany jest z politycznego zaangażowania i sympatii do filmów poruszających trudne kwestie społeczne i obyczajowe. Nie inaczej jest w tym roku. Analizując festiwalowy program widać, że sporo uwagi poświęcono takim tematom jak rodzina, dzieciństwo czy równouprawnienie. Zapożyczone od ruchów kobiecych z lat sześćdziesiątych 20. wieku hasło „To, co prywatne jest polityczne”, jest mottem tegorocznego Berlinale.

Festiwal w Berlinie nie jest może tak prestiżowy, jak festiwale w Cannes czy w Wenecji, ale dzięki swojemu otwarciu na zwykłego widza, a nie tylko na branżowych ekspertów, jest wyjątkowy. Biorąc pod uwagę liczbę widzów, jest to największy festiwal świata. W ubiegłych latach Berlinale ściągnęło do berlińskich kin pół miliona ludzi.

Gala wręczenia nagród – Niedźwiedzi – odbędzie się 16 lutego. Tegoroczny festiwal będzie ostatnim pod kierownictwem Dietera Kosslicka. Urodzony w 1948 roku Kosslick stał na jego czele od 2001 roku.

REDAKCJA POLECA


Tuskowi puściły nerwy: Zastanawiam się, jak wygląda miejsce w piekle dla tych, którzy promowali brexit

„Czasami zastanawiam się, jak wygląda specjalne miejsce w piekle dla tych, którzy promowali brexit nie posiadając nawet szkicu planu, jak go bezpiecznie przeprowadzić”, stwierdził dzisiaj, 6 lutego przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk po spotkaniu z premierem Irlandii Leo Varadkarem w Brukseli. 50 dni przed terminem brexitu najwyższym obowiązkiem jest uniknięcie nieuregulowanego wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Donald Tusk: Tak przy okazji… zastanawiałem się, jak wygląda specjalne miejsce w piekle dla tych, którzy promowali brexit bez nawet szkicu planu tego, jak go bezpiecznie przeprowadzić

Jutro na rozmowy z Tuskiem i innymi przedstawicielami UE przybędzie do Brukseli brytyjska premier Theresa May. Tusk powiedział, że ciągle jeszcze ma nadzieję, że May przedstawi realistyczne propozycje i wypracowanie wspólnego rozwiązania jest możliwe: – I będę robił wszystko, co w mojej mocy, by je znaleźć. Podkreślił zarazem, że nie zostaną wznowione rozmowy ws. odrzuconej przez brytyjską Izbę Gmin umowy o warunkach wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

UE jest przede wszystkim projektem pokojowym

Priorytetowe dla Unii Europejskiej jest przeciwdziałanie powrotowi „twardej granicy” między Irlandią a Irlandią Północną i utrzymanie procesu pokojowego na Wyspach. Dlatego UE nalega na zagwarantowanie otwartej granicy, tzw. backstop. Jak zaznaczył Tusk, nie ma tu miejsca na spekulacje. – Unia Europejska jest przede wszystkim projektem pokoju. Nie będziemy uprawiać hazardu z pokojem. Dlatego backstop jest potrzebny – argumentował.

„Będziesz miał problemy z brytyjską prasą”

Donala Tusk rozmawiał w Brukseli z premierem Irlandii Leo Varadkarem.

Premier Irlandii Varadkar zapewnił, że UE pozostaje otwarta na rozmowy. Jednocześnie pochwalił wsparcie Irlandii przez unijnych partnerów. Ostrą wypowiedź Tuska skomentował skierowanymi do niego słowami: – Będziesz miał za to straszne problemy z brytyjską prasą.

– Tak, wiem – odpowiedzial były polski premier.

Szefowa klubu parlamentarnego Partii Konserwatywnej Andrea Leadsom zażądała od Tuska przeprosin. Jego wypowiedź nazwała „haniebną” i „złośliwą”. Leadsom jest zwolenniczką brexitu.

Były lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel Farage skomentował wybuch Tuska stwierdzeniem, że opuszczenie przez Wielką Brytanię UE będzie „boskie” i uwolni się ona nareszcie od „aroganckiego motłochu” w rodzaju Tuska.

Po stronie Tuska opowiedziała się natomiast północnoirlandzka partia Sinn Fein. Swoją wypowiedzią Tusk odzwierciedlił tylko frustrację ludzi i ma do tego pełne prawo, zaznaczyła szefowa partii Mary Lou McDonald.

Premier May nie zareagowała. Jej rzecznik stwierdził natomiast, że Tusk sam musi zadecydować, czy jego uwaga była „na miejscu”.

Berlin oczekuje jasności

Rząd w Berlinie zakomunikował, że oczekuje w czwartek od premier May propozycji rozwiązania sporu wokół brexitu. – Jeszcze jest czas na osiągnięcie porozumienia – powiedział rzecznik rządu Steffen Seibert. Jeżeli ma dojść do porozumienia, „musimy dowiedzieć się od Wielkiej Brytanii, jak wyobraża sobie dalszą drogę”, dodał Seibert.

 

(df) thefad.pl / dw.de

 

REDAKCJA POLECA

 


30 lat temu w Polsce rozpoczęła się pokojowa rewolucja. Dziś panuje język nienawiści. Jak do tego doszło?

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

30 lat temu w Polsce rozpoczął się zwycięski pochód pokojowych rewolucji w Europie Wschodniej. Dziś w polskiej polityce panuje język nienawiści. Jak do tego doszło?” – zastanawia się publicysta niemieckiego Berliner Zeitung”.

Obrady uczestników Okrągłego Stołu w Warszawie w czerwcu 1989 roku

Autor opublikowanego we wtorek 5 lutego materiału – Ulrich Kroekel przypomina, że 30 lat temu, 6 lutego 1989 roku, w Warszawie rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu, które nadały konkretną formę „tryumfalnemu pochodowi pokojowych rewolucjonistów”.

„Przy Okrągłym Stole w Warszawie spotkali się przedstawiciele komunistycznego reżymu i kierownictwa Solidarności skupionego wokół Wałęsy. Dwa miesiące później obie strony wynegocjowały model podzielenia się władzą. 4 czerwca w Polsce odbyły się pierwsze od czasów międzywojennych demokratyczne wybory, chociaż początkowo tylko połowa posłów wyłaniana była w sposób wolny. We wrześniu premier Tadeusz Mazowiecki przejął rząd. W 1990 roku Wałęsa zastąpił na stanowisku prezydenta Polski komunistycznego generała Wojciecha Jaruzelskiego. Tym samym dokonał się zwrot” – pisze niemiecki publicysta.

Kroekel zaznacza, że polski Okrągły Stół stał się wzorem dla pokojowych zmian władzy dla innych krajów w Europie Środkowej i Wschodniej.

Spór o Okrągły Stół

Pomimo tego, w Polsce „prawdziwa pamięć” o czasach przełomu stanowi do dziś „centralny element politycznego sporu”. Co więcej, wraz z upływem czasu oba skłócone obozy stają się coraz bardziej zwaśnione. „Od dawna już nie mówi się o historycznym sporze, lecz o polsko-polskiej wojnie” – pisze publicysta.

To „kontrowersyjna metafora”, która całkiem niedawno zyskała „tragiczne potwierdzenie”, gdy w Gdańsku psychicznie niezrównoważony człowiek zasztyletował prezydenta miasta Pawła Adamowicza. „Wielu obserwatorów obarcza odpowiedzialnością za ten czyn pełne nienawiści debaty w kraju” – czytamy w „Berliner Zeitung”.

Jak pisze Kroekel, przez polskie społeczeństwo przebiega „wyraźna linia frontu”. Po jednej stronie znajdują się zwolennicy Lecha Wałęsy. Ich credo brzmi: Okrągły Stół przyniósł Polsce wolność i demokrację, gospodarkę rynkową i dobrobyt oraz członkostwo w NATO i UE.

Po drugiej stronie gromadzą się ci, którzy mówią o zdradzie i zgniłych kompromisach, które doprowadziły do powstania chorego politycznego systemu. Najważniejszym przedstawicielem tej grupy jest Jarosław Kaczyński – wyjaśnia autor.

Kroekel tłumaczy, że Kaczyński jest do dziś głęboko przekonany, że Okrągły Stół uniemożliwił rozbicie komunizmu w Polsce. Zgodnie z jego sposobem myślenia, „koniunkturaliści i czerwoni dyrektorzy obsadzili kluczowe miejsca władzy w polityce i gospodarce, wzbogacając się na byłym majątku narodowym”.

Pierwsza porażka Kaczyńskiego

Gdy w 2005 roku PiS po raz pierwszy utworzył rząd, Kaczyńskiemu wydawało się, że „wybiła jego godzina”. Rozpoczął od lustracji realizację swojego planu tworzenia nowej republiki.

Ten projekt podzielił naród – podkreśla Kroekel. Rok po wejściu do UE, większość Polaków wolała zwrócić się ku przyszłości. Kaczyński stracił władzę w 2007 roku.

Nienawiść żyje

„Zatruta atmosfera pozostała, a nienawiść znów doszła do głosu” – pisze autor. Wodą na młyn dla Kaczyńskiego były jego zdaniem dokumenty z archiwów, które „podbudowały jego teorię, że we wczesnych latach 70. Wałęsa jako TW Bolek współpracował ze służbami”. Bohater Solidarności zaprzeczał, by następnie przyznać, że w więzieniu podpisał „jakiś świstek”.

Z sondaży wynika, że większość Polaków nadal podziwia jego historyczne zasługi. Nie udało mu się jednak rozwiać podejrzeń, że przy Okrągłym Stole w 1989 roku był szantażowany przez komunistów – pisze Kroekel.

Dla Kaczyńskiego ta sytuacja była bodźcem do rozpoczęcia akcji „uzdrowienia państwa ze strukturalnych chorób”. Z tym uzasadnieniem PiS rozpoczął politykę reform, którą zarówno opozycja w kraju, jak i Komisja Europejska uważaj za „frontalny atak na demokrację i państwo prawa”. „Ten spór zasiał nową skrajną nienawiść w polskim społeczeństwie. Grunt był jednak już od dawna przygotowany” – pisze w konkluzji Ulrich Kroekel.

REDAKCJA POLECA